poniedziałek, 27 stycznia 2014

Pod prąd - cz . X

Tak jak Iza podejrzewała, jej  awans w pracy był ciągle jeszcze melodią przyszłości.
Pewnego dnia kierowniczka kadr poprosiła ją do siebie i zaproponowała, by Iza
przyjęła skierowanie na kurs na rzeczników patentowych, który miał się rozpocząć
mniej więcej za pół roku.
Izie się ten projekt spodobał,  miała tylko jedno  zastrzeżenie - nie była inżynierem,
a większość projektów dotyczyła wszak spraw technicznych, ale kadrowa poprosiła
do siebie  obecnego rzecznika patentowego, który wytłumaczył jej na czym ta praca
polega.
Badania Izy pomału dobiegały  końca- została przebadana przez lekarzy zupełnie
różnych specjalności, porobiono mnóstwo analiz, zrobiono kilka prześwietleń  i nie
pozostawało Izie nic innego jak zebrać wszystko w jedną teczkę i zanieść do  swego
doktora. Gdyby to było dzisiaj, to wystarczyłyby ze trzy analizy krwi i jedno badanie
USG i byłoby wiadomo co Izie dolega. Ale wtedy badań ultrasonograficznych
jeszcze w Polsce nie znano.
Doktor S. ucieszył się, że Iza już ma komplet badań, powiedział jej  wreszcie co
podejrzewa i dał skierowanie .....do szpitala. Uprzedził ją, że jeśli on ma rację, to Izę
czeka operacja, ale o tym to już zadecydują lekarze w przychodni przyszpitalnej.
Wytłumaczył Izie dokładnie jak taka operacja przebiega, zapewnił, że  wykonywana
jest wręcz rutynowo i nie ma się Iza czego bać.
W przychodni przyszpitalnej Izie wykonano jeszcze jedno badanie, które przesądziło
o konieczności operacji. Iza, która była entuzjastką działania  chirurgicznego od chwili
gdy jej wycięto bolący wściekle wyrostek robaczkowy, wcale się tym wszystkim nie
przejęła.
Ale  babcia Zuza i mama były bardzo zaniepokojone. Babcia szybciutko podreptała do
doktora S.by wypytać dokładnie czy operacja konieczna, jakie są zagrożenia i rokowania.
Matka Izy czym prędzej odświeżyła swe kontakty z dawno nie widzianą kuzynką, której
córka była pielęgniarką w jednym z lepszych stołecznych szpitali. I tak po znajomości
Iza w ciągu tygodnia została przyjęta do szpitala na oddział chirurgii miękkiej.
W swej wielkiej naiwności  Iza sądziła, że skoro przyszła w poniedziałek rano z kompletem
badań, to operację zrobią najpózniej w czwartek, potem pewnie z tydzień poleży, więc cała
impreza zajmie jej góra dwa tygodnie.
Rzeczywistość jednak była zupełnie inna - przyszedł pacjent, więc trzeba go wpierw przebadać.
Co z tego, że ma badania ?- one  nie były wykonane w warunkach szpitalnych, więc jest
tak, jakby ich wcale nie było.
Żeby było śmieszniej Izę położono w pokoju na oddziale męskim - bo były to czasy
dokładnego płciowego podziału oddziałów. Ale oddział kobiecy był tak zawalony
pacjentkami,  że już nie było ani jednej salki wolnej.
Tego samego dnia ulokowano tu jeszcze jedną pacjentkę, po tygodniu następną.
Pacjenci płci męskiej byli zachwyceni - nie dość, że ulokowano tu kobiety, to na dodatek
jedna z nich była b. młoda i ładna - jak poinformował pacjentów jeden z młodych lekarzy.
Organizując chirurgię projektant  pomyślał o czymś, co nosiło nazwę świetlicy - chodzący
pacjenci tu jadali obiady, mogli poczytać prasę lub pograć w jakieś gry towarzyskie.
Pomysł był dobry, bo każdy po operacji starał się jak najprędzej wrócić do "świetlicy",
gdzie kwitło życie towarzyskie.
Była pózna jesień, okien nie otwierano, więc panie miały otwarte drzwi swej sali  co
bardzo zmobilizowało niektórych panów. Snuli się w tę i z powrotem po korytarzu, za
każdym razem posyłając uśmiechy. Co śmielsi  zatrzymywali się w drzwiach i zagadywali.
Jeden bardzo leciwy pan, który sam siebie nazywał starym, poinformował Izę, że on też
czeka na operację,taką jaką będzie miała Iza. Poza tym wyjaśnił jej, że przez cały  tydzień
przed operacją będzie dostawała rano lek, który ma zapobiec ewentualnym powikłaniom
pooperacyjnym.
Przy pierwszym obiedzie do stolika Izy dosiadł się jeden z pacjentów, który wpierw się
przedstawił, potem zapytał, czy może jej w tym szpitalnym obiedzie towarzyszyć i
z trudem, krzywiąc się z bólu, usiadł.
Nie da się ukryć, że zrobił na Izie dobre wrażenie - starannie ogolony i uczesany, w ładnym
szlafroku i porządnych klapkach, ciemne oczy, ciemne włosy , z całą pewnością po 30-ce.
Całkiem niezły - pomyślała przy czwartej łyżce zupy pomidorowej.
Okazało sie, że p.Mietek, bo tak miał "przystojniak" na imię, wstał pierwszy raz po dwóch
tygodniach leżenia plackiem po przebytej operacji przepukliny. Bo kiedyś była zupełnie
inna technika tej operacji i pacjenci musieli dwa tygodnie odleżeć. Dziś, jeśli nie ma
żadnych  powikłań pacjent idzie na drugi dzień po operacji do domu.
Nie bardzo wiadomo jak to się dzieje, ale po 2 dniach Iza już dokładnie wiedziała na co
kto choruje, kto czeka na operację a kto jest po i w jakim stanie, poza tym jedna z jej
współlokatorek szczegółowo zdała jej relację ze wszystkich swych chorób, pobytów
w szpitalach oraz .......opowiedziała o przepuklinie swego męża. Sposób opowieści tak
Izę zniesmaczył, że starała się jak najczęściej przebywać poza swym pokojem, siedząc
na świetlicy. Często towarzyszył jej p. Mietek - albo siedzieli i rozmawiali, albo spacerowali
po korytarzu.
c.d.n.



2 komentarze:

  1. Jakieg typu ta operacja? :o) Bardzo jestem ciekawa....
    Serdecznosci !

    OdpowiedzUsuń
  2. To musi być autentyczna historia. Tak zaplątać umie tylko prawdziwe życie! Powtarzam się, ale właśnie to mi się natrętnie nasuwa na myśl. Czy pan Mietek odegra ważną rolę? Czy okaże się kimś innym, niż sugerował jego wygląd i pierwsze rozmowy?

    OdpowiedzUsuń