piątek, 31 stycznia 2014

Pod prąd - cz . XIII

Po niemal trzech godzinach Mietek zerwał się, przeprosił, że się tak zasiedział, bo to
przecież pierwsza wizyta, zapewnił babcię, że tak miłej i  uroczej osoby jak babcia
Zuza, to dawno nie spotkał, cmoknął babcię w  rękę a Izę w czoło i wyszedł.
Babcia podeszła do okna odprowadzając go wzrokiem do furtki.
"bardzo miły młodzieniec - dobrze wychowany, oczytany i całkiem niczego sobie"
rzuciła  w stronę Izy.
Iza uśmiechnęła się blado-  a zauważyłaś babciu, że on jest ode mnie całe dziesięć
lat starszy? I jak dla mnie to mógłby być wyższy. Na szpilkach sięgam mu głową do
połowy ucha - wybrzydzała Iza. Poza tym to nie jesteśmy żadną parą, więc właściwie
to jest obojętne dokąd mu sięgam.
Babcia uśmiechnęła się z wyrozumiałością  - wiedziała od  doktora S., że po tej operacji
Iza przez minimum 2 miesiące nie będzie się mogła "pozbierać", że trzeba jej dać czas na
przestrojenie się  organizmu. Na razie Iza była cały czas na zwolnieniu lekarskim.
Iza usiadła w jadalni w fotelu i głęboko się zamyśliła.
Lubiła Mietka, czuła się w jego towarzystwie dziwnie bezpiecznie. Jakimś cudem on
zawsze niemal wyprzedzał jej życzenia. Ledwie pomyślała, że mogliby pójść na  kawę,
a on właśnie proponował by wstąpili do barku kawowego.
No i woził ją "po drodze" do szpitala na rehabilitację, a tak naprawdę to wcale nie było
mu "po drodze". Nadkładał całkiem sporo drogi, by po nią przyjechać, a potem odwiezć.
Tak prawdę mówiąc to nic o nim nie wiedziała poza tym jaką miał operację i jakie ma
po niej komplikacje. Przez miesiąc widywali się w strojach mocno niekompletnych, czyli
były to spotkania szlafrokowe. Nie wypytywali się wzajemnie o prywatne życie- i chyba
obojgu to odpowiadało.
Właściwie to powinna go nieco przepytać, ale z drugiej strony nie za bardzo chciała
opowiadać o sobie. Nie chciała wspominać swego  nieudanego  narzeczeństwa ani krótkiej
przyjazni z Alkiem. O swej sytuacji rodzinnej też nie lubiła mówić.
Ale ... może go chyba zapytać co miał na myśli mówiąc, że ona ucieknie gdy się czegoś
o nim dowie.
Z zadumy wyrwał ją głos babci - "Iza, telefon do ciebie". Iza pobiegła do kuchni, bo tam
stał aparat. Miała w planie zainstalowanie drugiego równoległego telefonu, ale jakoś
jeszcze tego nie załatwiła.
Wzięła słuchawkę od babci, która czym prędzej wyszła z kuchni, by Iza mogła swobodnie
rozmawiać.
Telefonował Mietek - powiedział, że dostał ze szpitala wiadomość, że następnego dnia
ma się  stawić na chirurgii na czczo o 8 rano i zostanie 3 doby, bo chcą wreszcie zrobić
porządek z tą jego pooperacyjną raną, więc nie będzie mógł po nią przyjechać.
Poza tym zachwycał się babcią Zuzą i ich wspólnym domkiem.  Iza powiedziała, że po
rehabilitacji wpadnie do niego na oddział.
Trochę się zmartwiła, ale  z drugiej strony dobrze, że wreszcie się tym postanowili zająć.
Bo to raczej mało miłe jest chodzenie cały czas z  opatrunkami i dziurą w brzuchu.
Po skończonej rozmowie Iza pomyślała - chyba go  ściągnęłam myślami, ale po chwili
stwierdziła, że chyba przesadza.
Następnego dnia , po ćwiczeniach głosu i fizykoterapii poszła na odział chirurgiczny-
dopytała się u pielęgniarek, w której sali leży Mietek i do niego poszła.
Mietek był bledziutki, skrzywiony i wyraznie obolały. Nie dostał narkozy, a znieczulenie
za wiele nie pomogło. Wyciągnęli mu z rany całkiem spory zwitek nici, część  szwów
powyciągali , całość przepłukali i założyli nowe szwy zewnętrzne.
Z trzech przewidywanych dni pobytu zrobiły się cztery i Iza codziennie do niego zaglądała.
Drugiego dnia, gdy siedziała przy jego łóżku do sali weszła bardzo przystojna młoda
kobieta- była to siostra Mietka. Powiedziała Izie, że Mietek już kilka razy opowiadał o niej
i to w taki sposób, że ona i  mama  nabrały ochoty by Izę poznać. Iza szybko zakończyła swą
wizytę, by nie  przeszkadzać w rozmowie.
Przy pożegnaniu siostra Mietka zaprosiła ją by do nich przyjechała, gdy Mietek wyjdzie ze
szpitala.
W drodze do domu Iza bardzo długo zastanawiała się, co też  Mietek mógł o niej opowiadać.
W domu  czekał na Izę  list od ojca. Ojciec niepokoił się jej zdrowiem, bo już dawno nie
miał od niej wiadomości, przypominał, aby  zrobiła prawo jazdy, prosił by przestrzegała
wszystkich zaleceń lekarskich i napisała do niego jeśli będą potrzebne jakieś leki lub
cokolwiek innego.
c.d.n.

2 komentarze:

  1. Nadrobiłam czytanie i oczywiście wyglądam dalszego ciągu. Izę rozumiem doskonale. Dokładnie tak samo reagowałam po wycięciu tarczycy. Na szczęście nie miałam kłopotów ze strunami. Doskonale prowadzisz akcję, spokojnie, konsekwentnie. Bardzo ciekawe opowiadanie, bardzo realistyczne.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie tez bardzo sie podoba... ;o)

    OdpowiedzUsuń