niedziela, 19 stycznia 2014

Pod prąd - cz.IV

Alek spokojnie wysłuchał  "sensacji rodzinnych" Izy i na pytanie  "i co ty na to?"
odpowiedział, że sprawa przykra, no ale on niewiele na ten temat może powiedzieć.
Sam miał dość trudną sytuację rodzinną, bo jego ojciec był nieuleczalnie chory, a
do tego  choroba postępowała coraz szybciej i właściwie z miesiąca na miesiąc było
gorzej.
Matka Alka nie pracowała, ojciec miał niską rentę inwalidzką, Alek, jak większość
młodych ludzi zarabiał niewiele, ale musiał dokładać się do domowego budżetu.
Iza podziękowała sobie w duchu, że wprowadziła zasadę każdy płaci sam za siebie.
Postanowiła powiedzieć o wszystkim matce i poprosić by mogli dość często
siedzieć wieczorami w domu zamiast  szwendać się po klubach. Jakby na to nie
patrzeć kawa w domu i jakaś drobna przekąska były znacznie tańsze od tych w
kawiarni.
Iza postanowiła napisać do ojca list i wyrazić w nim swe rozczarowanie tym
wszystkim, czego się dowiedziała z listu ojca do matki.
To wcale nie było łatwe - nie chciała ojca urazić, mimo wszystko go kochała i za nim
tęskniła.
Pisała, kreśliła, darła na strzępy. W efekcie końcowym list miał zaledwie kilka zdań:
"Tatusiu, wiem o wszystkim, ale nie mam pojęcia co zrobić by wszystko było tak
jak wtedy gdy  byłam mała. Kocham Cię i tęsknię za Tobą. I rozumiem, że było Ci
ciężko bez  mamy. Nie rozumiem tylko jak obca osoba mogła Ci ją zastąpić.
Zapewne się rozejdziecie,  a ja nic na to nie mogę poradzić.
Tęsknię. Może kiedyś, gdy skończę studia przyjadę do Ciebie.Tylko czy jeszcze mnie
poznasz? Iza
Matka  Izy zaczęła się "kręcić" koło sprawy rozwodowej. Wśród znajomych miała kilku
prawników. Każdy miał inny pogląd na  tę sprawę, ale wszyscy zgodnie twierdzili, że
najlepiej załatwić sprawę polubownie, tak by Iza miała  jakieś  zabezpieczenie finansowe
od  ojca, poza tym należało omówić sprawy spadkowe po jego rodzicach. Dziadek Izy
już nie żył, a babcia też nie za dobrze się czuła i w każdej chwili mogła umrzeć.
Opiekę nad  nią sprawowała matka Izy - lubiła swą teściową. Wiedziała dobrze, że starsza
pani potępia swego syna za to, że przedłożył karierę zawodową nad życie rodzinne.
Wcale nie była dumna  z tego, że był za granicą znany i ceniony. Cały swój "majątek"
chciała zapisać Izie. Ten "majątek" to był nieduży domek z ogródkiem  na obrzeżu miasta.
Na szczęście ostatnimi czasy niedaleko domku miał swój krańcowy przystanek miejski
autobus. Matka Izy ciągle powstrzymywała  teściową od zrobienia zapisu dla Izy, ale
teraz, w tej nowej sytuacji postanowiła porozumieć się w tej sprawie wpierw z prawnikami
a w drugiej kolejności z mężem. Uważała, że musi  całą sprawę rzetelnie sprawdzić od
strony prawnej i dopiero wtedy napisać wszystko mężowi.
Iza z Alkiem większość wolnego czasu spędzali u Izy w domu - miało to dwie dobre
strony - Iza zaczęła się nieco interesować "kuchnią", starała się przyrządzać niedrogie
kolacje, opanowała nawet pieczenie różnych ciasteczek.
Prawdę mówiąc nie miała wybitnych zdolności w tym kierunku - kilka razy zdarzyło się,
że ciasteczka były bez  jakiegokolwiek smaku, raz spiekły się na węgiel, innym razem,
zupełnie nie wiadomo dlaczego były twarde jak kamień.
Ale, jak mówiła jedna z jej koleżanek, skoro Czukczę można nauczyć prowadzenia
autobusu to i pieczenie ciast można opanować. W razie porażki zawartość blachy
znajdzie się w śmietniku.
Czas parł do przodu, zmieniały się pory roku, niezmienny był tylko brak czasu i ciągłe
przemęczenie. Iza marzyła by wreszcie móc się wyspać - ale przedtem musiała jeszcze
zdać kilka paskudnych egzaminów. Pomału zastanawiała się nad tematem pracy
dyplomowej - jej własny szef miał ochotę zostać promotorem, tyle tylko, że temat pracy
był "bardzo pojemny" i dość trudny.
Alek już zaczął pisać swą pracę dyplomową i miał coraz mniej czasu. Często ich spotkania
ograniczały się do wspólnego wypicia kawy a potem każde z nich  zanurzało się we
własnych książkach lub notatkach.
Sprawy około rozwodowe zaczęły nabierać rumieńców - babcia Izy, zgodnie z radami
prawników, zrobiła Izie darowiznę, która obejmowała domek i ogródek. Jednocześnie Iza
zameldowała się na stałe w domu  babci. Był to rodzaj zabezpieczenia - nigdy przecież
nie wiadomo było jak się zmienią przepisy.
Ojciec Izy zgadzał się na wszystko. W swym liście do Izy napisał, że choć nastąpi rozwód
to przecież ta sprawa dotyczy uczuć pomiędzy nim a jej matka, a nie pomiędzy nią a nim.
Iza zawsze, do końca jego życia będzie jego kochana córką, o którą on nie przestanie
dbać i z pewnością nie przestanie kochać. Prosił też by Iza założyła sobie oddzielne konto
dewizowe w PeKaO, bo chce  pieniądze dla niej przekazywać oddzielnie.
c.d.n.

2 komentarze:

  1. «witam cieplutko z mroznego kraju , ciesze sie , ze znow mamy ciekawa nowelke, dle relaksu do poczytania...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja tez sie ciesze...novelka naprawde "wciaga"....
    Serdecznosci posylam!

    OdpowiedzUsuń