sobota, 25 stycznia 2014

Pod prąd - cz.IX

Po wtorkowych nerwach, korzystając z urlopu, Iza pospała dłużej.Obudziła się co prawda
tak jak zawsze, zerknęła na zegarek, przekręciła się na drugi bok i ponownie zasnęła.
Obudziła się dobrze po dziesiątej. Leżała chwilę w łóżku przeciągając się niczym kot,
wreszcie niespiesznie wstała.
Oj, jak dobrze, że nie muszę dziś iść do pracy - pomyślała. Stojąc pod prysznicem zaczęła
się zastanawiać co powinna dziś zrobić. Najchętniej pojechałaby dziś do miasta, tak dawno
nie chodziła po sklepach. No i włosy trzeba by podciąć, fryzura  już zupełnie straciła swą
linię.
W domu panowała cisza, babci Zuzy nie było w domu. Ciekawe gdzie to się moja babulka
wybrała - pomyślała z czułością. W lodówce leżały na talerzu przygotowane dla Izy kanapki.
Ponieważ była sama, zaczęła przy śniadaniu czytać. W ogóle lubiła czytać w czasie posiłku,
ale mogła to robić tylko wtedy, gdy była sama w domu.
Zarówno jej matka jak i babcia nie pozwalały na to - wg nich jedzenie wymagało skupienia,
a czytanie sprawiało, że czynność ta stawała się czymś mimowolnym, co nie sprzyjało jego
przyswajaniu.
Iza zjadła  śniadanie i właśnie zdążyła zaparzyć sobie kawę, gdy do domu wróciła babcia.
Okazało się, że starsza pani była u swego rejonowego lekarza bo kończyły się jej leki.
Oczywiście nie odmówiła sobie przyjemności pochwalenia się Izą, tym że właśnie obroniła
pracę, a przy okazji opowiedziała o tym, że Iza bardzo zmizerniała, zrobiła się bardzo
nerwowa, że czasami wybuchała płaczem. Doktor S. cierpliwie wszystkiego słuchał, a
potem poprosił swą pacjentkę, by koniecznie zapisała do niego wnuczkę - "bo trzeba się
temu wszystkiemu z bliska przyjrzeć, jako że przyczyn może być wiele".
Wyszedł nawet z babcią Zuzą z gabinetu i w rejestracji polecił, by zapisano do niego  nową
pacjentkę możliwie szybko.
Doktor S. doskonale  znał swych pacjentów z rejonu, był tu już bardzo długo.Troszczył się
o swoich pacjentów, gdy któryś ze starszych pacjentów poważniej chorował i musiał leżeć,
doktor S.poświęcał swój prywatny czas i odwiedzał go  po pracy, sprawdzając jak się
pacjent  czuje.
A pacjenci doceniali to i bardzo doktora S. lubili i szanowali. Był lekarzem z powołania,
dobrze wiedział, że człowiek to nie tylko ciało, to także dusza i stan ducha  zawsze ma duży
wpływ na kondycję człowieka. Wysłuchiwał, niczym spowiednik, różnych tajemnic, zawsze
umiał pocieszyć, często łzy ocierał zagubionym we współczesności staruszkom.
Panie w rejestracji zapisały Izę na następny dzień, na popołudnie.
Iza tłumaczyła babci, że z pewnością jej dolegliwości miną gdy tylko nieco odpocznie i pan
doktor S. zapewne zapisze jej tylko jakieś witaminy, bo jest  całkiem zdrowa.
Iza ucałowała babcię, zapytała się czy coś powinna dla  babci kupić w mieście, bo wybiera
się do swojej fryzjerki. A wróci dopiero po południu, bo chce jeszcze zaglądnąć do kilku
sklepów i do księgarni.
Doktor S.spodobał się Izie , choć niesamowicie dokładnie wypytywał się o wszystkie
przebyte dotąd choroby, o to co je i  w jakiej ilości, potem Izę dokładnie osłuchał, zwrócił
uwagę na jej pogrubiałą w jednym miejscu szyję i zapytał, od kiedy tak jest. Iza stwierdziła,
że od bardzo dawna, pamięta, że jeszcze w podstawówce jakaś lekarka szkolna zwróciła na
tę szyję uwagę, ale na tym się skończyło. A ona uznała, że taka jej uroda i nie interesowała
się tym. Doktor S. dał Izie mnóstwo skierowań na różne  badania kontrolne i poprosił by
przyszła do niego z wynikami. Na wszystkich skierowaniach czerwonym długopisem było
napisane CITO!
W poniedziałek Iza poszła do pracy - oczywiście przyniosła ze sobą kawę i ciastka.
Uczciła wraz  z koleżankami swój sukces. Oczywiście szef też  wziął udział w tej fecie.
Szef już planował dla niej jakiś nowy temat, związany jednak z tematem pracy dyplomowej,
ale dokładnie miał z nią wszystko omówić dopiero po wizycie w zjednoczeniu.
Póki co to stanowisko i pensja pozostać miały bez zmian.
Koleżanki roztaczały przed nią niemal bajeczne perspektywy, ale Iza wiedziała swoje -
w tej instytucji ona nie zrobi kariery. Nie ona  pierwsza podniosła tu swe kwalifikacje, jej
poprzednicy, którzy po zdobyciu dyplomu tu  pozostali nie mogli się długo doczekać awansu.
Ale nie podzieliła się z koleżankami swymi przemyśleniami.
Postanowiła szukać gdzie indziej pracy, a gdy znajdzie coś , co jej będzie odpowiadało,
to po prostu złoży wypowiedzenie.

c.d.n.








3 komentarze:

  1. Ciekawe losy...cos mi ise zdaje,ze zycie szykuje Izie "niespodzianke", oby nie smutna...
    Serdecznosci sle!

    OdpowiedzUsuń
  2. CZY CZASAMI NIE BEDZIE TO CHOROBA .............

    OdpowiedzUsuń
  3. dzis juz takich lekarzy nie ma,niestety:)

    OdpowiedzUsuń