wtorek, 21 stycznia 2014

Pod prąd - cz.VI

Babcia Zuza była rzeczywiście "niesamowita"- wstawała codziennie o 5,30 rano.Nic w tym dziwnego, skoro o godz.22,30 zasypiała, a przynajmniej gasiła światło.
Twierdziła, że nawet gdy nie ma jeszcze ochoty spać, to nie czyta, tylko leży spokojnie
w ciemnym pokoju, stara się  "wygładzić poskręcane myśli" i w końcu zasypia.
Jeżeli myśli były bardzo natrętne i babcia długo nie mogła zasnąć, następnego dnia
zawsze starała się nieco w ciągu dnia zdrzemnąć.
W małym babcinym ogródku rosły już tylko krzewy owocowe i jedna stara grusza.
Z żalem rozstała się babcia Zuza za swoim warzywnikiem , truskawkami i poziomkami.
Ich miejsce  zajął nowy trawnik. Pan Józik, który wiedział jak bardzo kochała swe
truskawki, zakupił dla niej w prezencie kilka krzaczków pnących truskawek , które
owocowały w najmniej spodziewanym czasie - czasem w pazdzierniku.Miały swe miejsce
w kuchni na stoliku blisko okna i pięły się po kratce na którą świeciło słońce. Nie były
takie smaczne jak te ogrodowe, były za to niezmiernie dekoracyjne.
Poza tym Babcia  Zuza codziennie stawiała kilka pasjansów, każdy w innej intencji.
Interesowała się astrologią,  sporządzała horoskopy dla członków rodziny na dany rok,
wszystko dokładnie  zapisując. Na koniec każdego roku wyciągała te zapiski i porównywała
"prognozy" z tym co się rzeczywiście wydarzyło.
Bardzo dużo czytała - często wracała do książek, które czytała przed wielu laty. Twierdziła,
że z wiekiem każdemu  zmienia się punkt widzenia, a poza tym , gdy się  z grubsza zna
treść książki, nie goni się za fabułą a większą uwagę zwraca się na to co jest między
wierszami  ukryte, na styl, język.
Konfitury babci Zuzy nie miały sobie równych - smażenie konfitur to był cały rytuał. Każdy
jeden owoc był dokładnie obejrzany - musiał być zdrowy, nieuszkodzony i odpowiednio
dojrzały. Wszelkie gałązki lub  resztki kwiatu nie były urywane ale delikatnie odcinane
małymi, bardzo ostrymi nożyczkami. Owoce w  babcinych konfiturach wyglądały naprawdę
cudownie - nie były pomarszczone lub zlepione, każdy był wypełniony słodkim sokiem, był
gładki, zachowywał swój naturalny kolor. Wiele sąsiadek zapisywało uważnie babcine
przepisy, ale większośc z nich załamywała się, gdy przepis nakazywał każdy jeden owoc
nakłuć ileś razy ostrą drewnianą wykałaczką, nim zatonął w syropie.No i to smażenie - na
maleńkim ogniu, wiele, wiele razy. I to stanie nad garnkiem i zbieranie "szumowin".
Babcia wychodziła z założenia, że nie tam czysto, gdzie się  ciągle sprząta, ale tam gdzie
się mało brudzi.
Po mieszkaniu krążyła zawsze ze ściereczkami - jedną wilgotną, drugą suchą i na bieżąco
wszystko czyściła. Zawsze popołudniami włączała odtwarzacz CD i słuchała swych
ulubionych utworów. Czasem w domu rozbrzmiewał  Mozart a czasem....Moniuszko.
Koleżanki  Izy nie mogły się nadziwić, że zdecydowała się mieszkać z mocno starszą panią.
Iza tylko wzruszała ramionami. Nie mówiła  nic koleżankom, że teraz domek jest jej, a ona
czuje się zobowiązana  by w jakiś sposób odwdzięczyć się  babci za taki prezent.
Mieszkało jej się tam świetnie, babcia nie była  wścibska, nie krytykowała Izy, starała się
tylko o nią dyskretnie dbać - dzięki temu Iza nie wychodziła rano z domu bez śniadania,
ba, nawet zawsze miała naszykowaną niedużą kanapkę do pracy.
Od czasu przeprowadzki  kontakt Izy z Alkiem był tylko telefoniczny. Iza jakoś nie mogła
zapomnieć słów, które powiedziała jego matka i nie zaprosiła Alka, by zobaczył jak ona
teraz mieszka. Tłumaczyła mu, że jeszcze się do końca nie urządziła, że ma mało czasu, bo
więcej go teraz traci na dojazdy, a w niedzielę odrabia wszelkie zaległości - przecież musi
posprzątać, zrobić pranie i nieco odespać zarywane na pisanie noce. A w najbliższą
niedzielę miała przyjechać jej matka, bo właściwie od przeprowadzki to się nie widziały.
c.d.n.

2 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. ... . :o) .....
    Pozdrawiam Anabell !

    OdpowiedzUsuń