czwartek, 16 stycznia 2014

Życie pod prąd - cz.II

Iza  nie była osobą skorą do zwierzeń - nie powiedziała matce z jakiego powodu
pokłóciła się z narzeczonym. Na zadane przez matkę pytanie odpowiedziała
krótko - mamy zbyt różne poglądy na to, jak ma wyglądać nasze wspólne życie.
Jemu się wydaje, że będę tylko gospochą domową i niańką fury dzieci. A mnie
takie życie nie odpowiada.
Izę wprawdzie aż skręcało z tęsknoty za Jerzym, ale nadal nie odbierała telefonów,
nie chciała się z nim spotkać.Schudła,  zmarniała, była ciągle zdenerwowana, kilka
razy miała ochotę zasnąć i nigdy się nie obudzić.
Przez chwilę rozważała  mozliwość zejścia się z Jerzym,  ale jednocześnie gdzieś
głęboko w głowie tkwiła jej myśl, że on jest od niej kilka lat starszy, ma już dość
mocno ukształtowane poglądy na życie- był z tych, którzy uważali, że każdy
prawdziwy mężczyzna musi się ożenić, wybudować dom, spłodzić syna i w dniu
jego urodzin zasadzić drzewo- najlepiej dąb.
Iza miała dość dobrze rozwiniętą wyobraznię i  juz widziała siebie jak u boku
Jerzego kroczy z pięcioma córkami i oczekuje kolejnego dziecka  z nadzieją, że tym
razem będzie chłopiec i nie będzie musiała więcej rodzić. W wersji drugiej widziała
siebie z rodzinną drużyną hokejową, czyli piątką dorodnych chłopaczków.
Wytwory jej wyobrazni tak ją przerażały, że aż jej skóra cierpła na plecach.
Iza odesłała Jerzemu pierścionek, który od niego dostała - zrobiła małą paczuszkę,
dołączyła  króciutki liścik - bardzo krótki, bo było to jedno zdanie.Wyekspediowała
ją pocztą, jako przesyłkę poleconą, wartościową. Pokwitowanie włożyła do
plastikowej okładki i odłożyła do swoich ważnych dokumentów.
Jerzy w końcu przestał telefonować, a ona pomału zaczęła wracać do normalności.
Odnowiła kilka  starych znajomości, zaczęła pracować, a po roku pracy podjęła
studia wieczorowe.
W głębi duszy Izie bardzo brakowało ojca, którego nie było w domu już cztery lata.
Mieszkał w San Francisco, do którego wyjechał na dwuletnie stypendium naukowe.
Gdy zakończył je, otrzymał bardzo dobrą ofertę pracy - nadal miał prowadzić
rozpoczęte wcześniej  badania, otwierały się przed nim bardzo szerokie perspektywy.
Decyzję o pozostaniu musiał podjąć dosłownie w ciągu dwóch tygodni - mama Izy
przepłakała chyba 3 dni, potem zamówiła rozmowę telefoniczną i powiedziała:
"uważam, że ta propozycja jest dla  ciebie dużą szansą, przyjmij ją. U nas takich
badań nikt jeszcze długo nie będzie prowadził. Nie ma  cię już dwa lata, ale my jakoś
dajemy sobie radę  bez  twej obecności. Oczywiście złożę papiery".
Ojciec przysyłał im regularne wpłaty na konto PeKaO. Oprócz tego również paczki
żywnościowe  - same delikatesy, jak mówiła Iza.
Matka Izy podobno złożyła odpowiednie dokumenty by otrzymać paszport i oficjalnie
dołączyć wraz z Izą do swego męża.
Ale dostała  odpowiedz odmowną.  Po czterech latach nieobecności męża już wcale nie
była pewna, czy taki wyjazd ma jakikolwiek sens.  Iza podejrzewała, że matka spotyka
się z kimś. Czasami wyjeżdżała na kilka dni, podobno w delegację, a Iza podejrzała, że
wtedy w jej walizce lądowała nowo zakupiona bielizna, nowe bluzki. Zdarzało się też,
że dzwoniła do Izy, że wróci bardzo póżno wieczorem, bo po pracy spotka się ze swoimi
znajomymi. W te dni, niby przypadkiem, zjawiała się ciocia Marylka, dość daleka
kuzynka matki. Za kolejnym razem, gdy pojawiła się ciocia Marylka a w pół godziny
potem mama Izy zatelefonowała, że przyjdzie bardzo póżno do domu, Iza powiedziała -
nie szkodzi, "ciocia przyzwoitka" już dotarła.
Od tej pory, matka pytała Izę, czy  ma przyjść ciocia Marylka, czy może Iza woli sama
czekać na powrót matki. Czasami Iza wolała zostać sama, a czasami wybierała obecność
ciotki, która zresztą była b. miłą i serdeczną osobą.
Pracując i studiując Iza nie miała zbyt wiele wolnego czasu na życie towarzyskie. Bardzo
pózno  kładła się spać, była wciąż zmęczona i niedospana, a randka była tym, o czym
wcale nie marzyła.
Życie jednak składa się z samych przypadków i choć Iza wcale nie paliła się do zawierania
nowych znajomości, zaczęła spotykać się z pewnym miłym, młodym chłopakiem.
On także nie grzeszył nadmiarem wolnego czasu, też studiował i pracował.
c.d.n.

1 komentarz:

  1. Bardzo ciekawe opowiadanie...
    Serdecznosci ,Ananbell ...

    OdpowiedzUsuń