piątek, 17 stycznia 2014

Życie pod prąd - cz.III

Nowy amant miał na imię Aleksander, ale wszyscy  mówili na niego Alek.
Był ze dwa lata starszy od Izy i tak samo  jak ona zapracowany, bo pracował i
jednocześnie studiował na  Politechnice.
Okazało się, że mają wiele wspólnych tematów do omawiania. Alek był zachwycony,
że Iza tak bardzo różni się od znanych mu dotąd dziewcząt.
Nie paplała wciąż  o modzie, była bardzo oczytana, miała naprawdę niezle poukładane
w głowie, nie chichotała  bez powodu, nie opowiadała mu o osobach których wcale
nie znał.
Izie zaś Alek odpowiadał pod względem intelektualnym, miał miłą powierzchowność,
a poza tym  trzymał ręce przy sobie, choć straszliwie się w nią wgapiał.
Nie widywali się zbyt często, najłatwiej było się spotkać w sobotę. Wpadali na krótko
do różnych klubów studenckich, ale w tym hałasie i tłoku trudno było rozmawiać, a oni
zawsze mieli mnóstwo tematów do omówienia.
Pewnego wiosennego dnia, nim Iza wyszła do pracy, matka poprosiła ją, by po pracy
(tego dnia nie było wykładów) wróciła do domu, bo jest kilka spraw, które muszą
razem rozstrzygnąć.
Przez cały dzień Izę zżerała ciekawość, ale podejrzewała, że sprawa albo dotyczy jej
spotykania się z Alkiem, albo ojca. Matka uważała, że Iza dopóki nie skończy studiów nie
powinna się z nikim umawiać, bo nauka ważniejsza.
Jak na złość tego dnia była jakaś awaria tramwajów na mieście i nim obydwie dotarły
do domu dochodziła już siódma. Iza była już po obiedzie, bo stołowała się  w pracy, matka
szybko szykowała dla siebie resztę obiadu z poprzedniego dnia.
Po obiedzie zaparzyła dla nich obu herbatę, na stół podała jakieś herbatniki, a z torebki
wyjęła list i podała go Izie.
List był od ojca. Pisał go chyba "na raty", przez kilka dni. Pierwsze akapity były o tym,
jak bardzo tęsknił za żoną i córką, potem  o jego rozczarowaniu, że nie dostały paszportów,
dalej roztkliwiał  się nad sobą , jakie to ciężkie życie samotnego faceta na obczyznie,
w dalszej części listu obwiniał matkę Izy o to, że  ona nie chce przyjechać do Stanów,
tym samym pozbawiając go dziecka.
Miał pretensję, że skoro sama nie chce przyjechać to powinna przynajmniej Izę namówić
na wyjazd do Stanów .
Ale ostatni akapit był "bombą sezonu", jak określiła Iza  - przyznawał się, że faktycznie
przyjazni się z pewną b. porządną panią, są sobie bliscy, ale jeśli matka Izy  zdecyduje się
znów podjąć próbę starania się o paszport, on ten związek zakończy  natychmiast.
I znów będą rodziną.  Jak dawniej.
Iza przeczytała list aż dwa razy, w niektórych miejscach  rzucała komentarz "ale numer!",
w końcu oddała go matce.
I co dalej- zapytała matkę? Będziesz się starała o ponowne "stworzenie rodziny" czy
się rozejdziecie? Nie jestes jeszcze stara, z pewnością znajdzie się ktoś chętny na
samotną kobietę z dorosłą, niemal samodzielną córką. Z czasem się przecież wyprowadzę,
nie zamierzam do końca życia tu mieszkać.
Matka wyjaśniła Izie, że już po roku ojciec  zaprzyjaznił się bardzo intensywnie z pewną
farmaceutką, u której wynajmował pokój. Wiadomość o tym przysłał matce Izy jeden
z kolegów, który od lat mieszkał w San Francisco, a z którym ojciec Izy kontaktował się
zaraz po przybyciu do Stanów.
Iza była bardzo rozczarowana postawą ojca. Teraz zaczęła rozumieć, dlaczego matka
wcale nie starała się za wszelką cenę o paszporty.
Matka Izy była zdecydowana na rozwód - nie ma sensu ciągnąć  fikcyjnego związku -
zresztą po kilku latach rozdzielenia był to dla niej niemal obcy człowiek. Postanowiła
jeszcze poradzić się dobrego adwokata, prowadzącego "międzykontynentalne rozwody".
Iza zaś postanowiła całą sprawę opowiedzieć Alkowi - ciekawa była co on o tym sądzi.
c.d.n.




1 komentarz:

  1. Znam tego typu sytuacje ze swojego zycia...Trudno jest zyc "na odleglosc"
    Sciskam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń