poniedziałek, 30 marca 2015

Przyjażń i kochanie - cz. II

Sandra cierpliwie czekała na wiadomości od Andrzeja.
Nagle doszła do wniosku, że  jest kompletnym głąbem, z całą pewnością nie zda
matematyki bo tak naprawdę ona zupełnie nie rozumie o co  chodzi w zadaniach
z treścią.  Geografii też nie zda, bo południki, równoleżniki, zwrotniki- przecież to
wszystko jej się plącze.
Rodzice patrzyli na nią jak na wariatkę.
Tata cierpliwie tłumaczył matematykę, mama  przepytywała z geografii.
Ale Sandra wpadała w coraz większą panikę. W grudniu  spotkała się z Lidką- ona,
w przeciwieństwie do Sandry wcale się maturą nie przejmowała.
Nie rozumiała zupełnie niepokoju Sandry, która przez całe liceum miała całkiem
dobre oceny. Tłumaczyła jej, że w interesie szkoły jest by jak najwięcej uczniów
zdało maturę, że z reguły nauczyciele dyskretnie swoim uczniom pomagają, bo
zdają sobie sprawę, że wszyscy są zestresowani. Poza tym przywiozła Sandrze list
od Andrzeja - już nieco mniej smutny. Nie bardzo wierzył co prawda w to, że zda
 maturę, ale nie rwał z tego powodu włosów z głowy.
Był znowu w szkole z internatem, tym razem na Malcie. Nie był jedynym Polakiem
w tej szkole, więc było mu razniej.
Czasami Sandra uczyła się z Lidką i te wspólnie spędzone godziny bardzo podbudowały
Sandrę. Nie było wcale tak zle z jej wiadomościami, w razie potrzeby otwierały się
właściwe "szufladki" w mózgu.
Ani się Sandra obejrzała a już było po maturze. I po paznokciach, które bardzo
dokładnie obgryzała aż do krwi - poza tym obgryzła trzy ołówki  i zostawiła ślady zębów
na obsadce wiecznego pióra. Leczenie pouszkadzanych palców trwało miesiąc. Ale
najważniejsze było dla niej, że  zaliczyła maturę.
Przed nią był wybór uczelni - tak prawdę mówiąc sama nie bardzo wiedziała jaki
kierunek studiów  ma wybrać.
Nie miała jakichś konkretnych zainteresowań - z większości przedmiotów miała piątki.
Ale dobrze wiedziała, że na Politechnikę nie będzie startowała - zapewne nie przebrnęłaby
przez pierwszy rok z powodu matematyki.
Postanowiła zdawać na Uniwersytet na.... filozofię. Była zdania, że po takim kierunku
można robić wszystko co nie wymaga znajomości matematyki i fizyki.
Lidka natomiast wybrała anglistykę. Nie ukrywała, że najchętniej wyjechałaby z Polski na
stałe.
Na filozofię Sandra dostała się cudem -  miała niewłaściwe pochodzenie  społeczne.
Mama śmiała się, że uratował sprawę fakt, że tata , "delikatnie" zachęcany przez swego
dyrektora wstąpił rok wcześniej do PZPR. Sandrę wcale to nie interesowało, dla niej
najważniejsze było, że będzie studentką. Przyszłość jawiła się jej w bardzo  wesołych
barwach -  czekała na przyjazd Andrzeja, już planowała rajdy po klubach studenckich.
Jej radość dość brutalnie przerwał list od Andrzeja - faktycznie  nie zdał matury i
w związku z tym zostawał na wakacje u rodziców - jego wakacje to był dalszy ciąg
nauki. Właściwie to nic dziwnego- wyrównać braki językowe w jeden rok to naprawdę
nie było sprawą prostą.
Wakacje nagle przestały Sandrę cieszyć. Lidka wyjechała na wakacje do swych rodziców,
miała  wrócić w połowie września.
Sandra w ostatniej chwili załapała się na kurs żeglarski, co nawet ją samą zdziwiło.
Nigdy dotąd  nie czuła pociągu do wodnych  rozrywek. Kurs był w Warszawie, w jednym
z klubów jachtowych. Co prawda jak na złość ten klub był po praskiej stronie  miasta,
więc Sandra znów musiała tracić czas na dojazdy. Właściwie wszystko się jej podobało,
nawet prace bosmańskie. Wracała do domu zmęczona i straszliwie brudna, ale zadowolona.
Dziewczyn  było mało, ale nowi koledzy bardzo się Sandrze podobali. Traktowali swe
koleżanki "bezpłciowo", żadnego podrywania czy też mizdrzenia się i taki stan rzeczy
bardzo Sandrze odpowiadał.  Pierwszy rejs żaglówką po Wiśle na zawsze pozostał w jej
pamięci. Cisza, plusk wody za burtą, przesuwające się przed oczami krajobrazy - to
wszystko wywarło na niej niezapomniane wrażenie.
Uznała, że pływanie żaglówką warte jest połamanych paznokci i pokiereszowanych rąk.
Oczywiście prawdziwy żeglarz nie wykonywał prac bosmańskich w ochronnych
rękawicach. W tych czasach Wisła była jeszcze stosunkowo czysta, w każdym razie
kontakt skóry z wodą nie niósł za sobą zagrożenia jakąś alergią i można było korzystać
z basenów na Wiśle.
Sandrze wydawało się, że matura jest równoznaczna z pełnoletnością - jakoś nie dotarło
do niej, że zrobiła maturę mając 17 lat i nadal jest "pod paragrafem".
W grupie żeglarskiej była najmłodsza, ale nikt o tym nie wiedział.Większość wybierała
się na tygodniowy pobyt na Mazury i zaproponowali  Sandrze by  też pojechała.
Ale na ten wyjazd nie zgodzili się jej rodzice- to nie był jakiś zorganizowany obóz ale
wyjazd prywatny. Młodzież jechała bez opiekunów, bo wszyscy byli już pełnoletni.
Mieli spać wszyscy w jednej stodole na sianie, wyżywienie miało być we własnym
zakresie.I nie pomogło tłumaczenie rodzicom, że  będą tam i inne dziewczyny,a Sandra nie
była przecież jedyną kursantką, również propozycja, że przedstawi rodzicom wszystkie
osoby, które tam się wybierają nie wpłynęły na zmianę ich decyzji.
Sandra była wielce niepocieszona.
Tłumaczyła, że przecież już w styczniu skończy 18 lat,  więc te kilka miesięcy nie
powinny stanowić różnicy - w odpowiedzi na to dowiedziała się, że dopóki będzie pod
dachem rodziców, to naprawdę niewiele się zmieni w jej życiu - nawet gdy skończy te
nieszczęsne 18 lat nadal nie będzie mogła wracać do domu kiedy się jej zamarzy ani
wyjeżdżać z nieznanymi rodzicom ludzmi, zwłaszcza  z tymi o płci odmiennej.
Bo dopóki oni łożą na jej utrzymanie mają prawo ingerować w jej życie.
Gdy się usamodzielni- będzie mogła robić co się jej zamarzy.
To co sobie pomyślała o własnych rodzicach nie bardzo nadaje się do napisania.
Wreszcie rozpoczął się rok akademicki i  Sandra utonęła w lekturach i skryptach -
było sporo materiału do opanowania, ale w sumie Sandrze się to podobało.
W domu wywalczyła, że do domu będzie docierać najpózniej przed północą, a nie
przed godziną  dwudziestą drugą.
Z Lidką widywała się rzadko, a Andrzej , nie bardzo wiadomo dlaczego nie pisał.
Pomału zaczęła wyrzucać go z pamięci. Miała już kółko nowych znajomych a po
ostatnim spotkaniu z Lidką doszła do wniosku, że Andrzej chyba jednak na dłużej
zostanie poza granicami kraju.
Sandra miała dość radykalne sposoby na wyrzucanie pewnych rzeczy ze swego życia-
tym razem pocięła na drobne kawałki  wszystkie zdjęcia Andrzeja i je wyrzuciła.
Zostało tylko jedno zdjęcie- pamiątkowe, zrobione absolwentom piątej klasy.
Na tym zdjęciu ona miała po raz pierwszy grzywkę -była to miniaturowa grzywka,
którą sama sobie przycięła w tajemnicy przed mamą.
Jej mama twierdziła bowiem, że grzywka jest niewskazana z przyczyn higienicznych.
No to Sandra  chwyciła cienkie pasmo włosów nad czołem i obcięła je przy samej
skórze. W kilka tygodni pózniej, przy niedzielnym śniadaniu mama spostrzegła tę
zakazaną grzywkę. Awantura trwała niemal do wieczora, w końcu tata się wtrącił
i powiedział niezbyt miłym tonem, by mama nie histeryzowała z powodu grzywki.
Gdy grzywka osiągnęła normalną długość tata oświadczył, że w takim  uczesaniu
Sandra wygląda znacznie lepiej. Od tej pory grzywka różnej długości stała się
stałym elementem uczesania Sandry.
W okresie  świąt Bożego Narodzenia przyjechał do Polski wujek wraz ze swą nową
żoną. Sandra podsłuchała, jak jej mama narzekała do taty, że jej brat to chyba zupełnie
zgłupiał, bo wziął sobie za żonę dużo młodszą kobietę.
Nowa żona wujka podobała się Sandrze ( jej tacie także), opowiadała sporo o Ghanie
i zaprosiła Sandrę  do siebie na "babski wieczór".
Czas szybko mijał, Sandra "udzielała się towarzysko", osiemnastkę obchodziła
w gronie  aktualnych koleżanek i kolegów - tego dnia hurtem opuścili wykłady,
wybrali się do "Zielonej Gęsi" na urodzinowe wino, a potem zaciągnęli Sandrę do
fotografa, by zrobiła sobie zdjęcie do dowodu osobistego.  Potem znów trafili do innej
kawiarni na kolejne lampki wina.
Gdy Sandra dotarła do domu, była "w stanie wskazującym" i w ramach prezentu
urodzinowego wysłuchała "kazania" na temat : jak powinna zachowywać się panna
z dobrego domu.
W tydzień pózniej rodzice poinformowali ją, że......skoro jest już taka dorosła , to bez
trudu zrozumie informację, że rodzice chcą się rozejść.
Ale pomimo pełnoletności Sandra za nic nie mogła pojąć tej ich decyzji - przecież
nigdy się nie kłócili, wieczory spędzali razem w domu, żadne  z nich nie opuszczało
domu na dłużej.
Ale rodzice nie udzielali więcej na ten temat informacji. Matka tylko raz , jakby
mimochodem powiedziała : nie ty jedna czekałaś z niecierpliwością  na tę
pełnoletność. I pomyśl, z kim będziesz mieszkać, gdy się rozejdziemy - ze mną, czy
z tatą i jakąś obcą babą.
Ponieważ wujek z nową żoną ciągle jeszcze przebywali w Polsce, Sandra postanowiła
ich odwiedzić. Chciała obejrzeć zdjęcia z Ghany, przywiezione stamtąd przeróżne
afrykańskie ozdoby i wyroby sztuki ludowej. Poza tym chciała porozmawiać z wujkiem
na temat rozwodu rodziców.
c.d.n.



4 komentarze:

  1. Nie zaglądałam na tę stronkę, a tutaj taka niespodzianka. Cieszę się i czekam na dalszy ciąg.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zaczynam nadrabiać zaległości.
    Przypomniało mi się, ze jak zdawałam maturę to miałam 17 lat. I że do dzisiaj nie wiem jak zdałam matematykę- bo głąb był ze mnie straszliwy.
    :-))

    OdpowiedzUsuń
  3. I mnie wstyd przyznac, że najkoszmarniejsze sny to te gdy zdaję maturę z matematyki a w głowie kompletna pustka!.....

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też do dziś nie wiem jakim cudem napisałam na tyle dobrze, że zaliczyłam. Może sprawdzający niedowidział nieco???
    Dla mnie najgorszy sen to egzamin z łaciny.

    OdpowiedzUsuń