wtorek, 31 marca 2015

Przyjazń i kochanie- cz.III

Przy bliższym poznaniu nowa ciocia całkiem zawojowała Sandrę -spędziły same kilka
godzin, bo  wujek miał jakieś sprawy do załatwienia .
Sandra została obdarowana przepięknym kuponem jedwabiu haftowanego srebrną nitką.
Jedwab był w jasno-seledynowym kolorze i były na nim wyhaftowane malutkie różyczki.
Był to kupon na sari, czyli ok.10 m cieniutkiego jedwabiu. Ciocia  wręczając Sandrze ten
kupon powiedziała, że to prezent urodzinowy i zasugerowała, że byłaby z  tego piękna
suknia  do ślubu.
Zachwyt Sandry wzbudziły przeróżne rzezby z hebanowego drewna oraz bardzo dziwne
maski obrzędowe. Niektóre były wręcz przerażające, więc leżały schowane w szafie.
Był też prześmieszny mały stolik do kawy, którego blat spoczywał na grzbiecie
hebanowego słonia. Wszystko było rzezbione ręcznie i widać było wyraznie ślady po
dłucie. Stolik był niewysoki, najwyżej 6o cm wysokości a na blacie mieścił się kubek i
nieduży talerzyk . Widząc zachwyt Sandry ciocia do kuponu dodała też stolik.
Wujek nie wracał, więc Sandra postanowiła porozmawiać o rodzicach z ciocią.
Ta początkowo wzbraniała się by cokolwiek powiedzieć, w końcu jednak powiedziała-
no po prostu twój tata miał kiedyś romans.
Rzecz w tym, że oni już dawno są po rozwodzie, ale z uwagi na  ciebie  nadal mieszkali
razem - uważali, że tak będzie lepiej dla ciebie.
Sandrę wyraznie zatkało - zupełnie nie mogła uwierzyć w to co słyszy.
A kiedy się rozeszli? -dopytywała się nieco oszołomiona.
Ciocia machnęła ręką - oj, już bardzo, bardzo dawno. Miałaś wtedy 9 lub 10 lat.
Osoba, z którą wtedy romansował  twój ojciec zmarła kilka lat temu, ale twoi rodzice
już się nie zeszli. Nie wiem, czy każde z nich jest nadal wolne czy może każde kogoś
ma.
Naprawdę nie wiem jak to u nich jest. Wiem tylko tyle, co ci powiedziałam.
I wydaje mi się, że powinnaś z nimi porozmawiać na temat tego rozwodu- w końcu są
twoimi rodzicami i żaden rozwód tego nie zmieni. Razem czy osobno pozostaną twymi
rodzicami do końca swego życia.
Gdy przyszedł wujek, Sandra powiedziała, że już wie jak wygląda sprawa rozwodu jej
rodziców. Ale przypomniała sobie, że kiedyś nurtowała ją sprawa jej podstawówki - co
to za szkoła była? Jakaś resortowa czy jak?
I znów czekała ją porcja nieco zaskakujących informacji - była to szkoła Towarzystwa
Przyjaciół Dzieci, która przyjmowała  sześciolatki i była to szkoła w 100% świecka-
bez religii, więc grupowała dzieci osób innego wyznania lub ateistów. A w tej grupie
było sporo osób partyjnych- bo z uwagi na system wyższe stanowiska mogły zajmować
tylko osoby należące do PZPR. A  ponieważ Sandra bardzo wcześnie nauczyła się czytać,
 wujek podpowiedział swej siostrze, by zapisała dziecko do tej szkoły.
Zresztą-wujek kontynuował swe wyjaśnienia - jeden z moich znajomych akurat zapisywał
tam swego syna. To bohater wojenny, brał udział w Powstaniu i był odznaczony Srebrnym
Krzyżem Virtuti Militari- sam "Bór"- Komorowski go odznaczał. Może znałaś jego
syna - to ... i tu padło nazwisko Andrzeja. Sandra mało nie zemdlała z wrażenia i tylko
cicho wyjąkała- tak, chodził ze mną do jednej klasy.
Jak na jeden dzień to miała stanowczo zbyt dużo wrażeń.
Sandra zjadła jeszcze u wujostwa kolację, po której, z uwagi na prezenty,wujek ją odwiózł
do domu samochodem.
Ale tego wieczoru Sandra już nie poruszyła w domu kwestii rozwodu rodziców. Była zbyt
oszołomiona, zdziwiona i rozżalona. Chciała wpierw wszystko spokojnie przemyśleć.
Było to coś nowego w jej zachowaniu - jeszcze rok wcześniej zaczęłaby się natychmiast
domagać wyjaśnień.  Stojąc pod prysznicem pomyślała, że od takich nowin to chyba
można osiwieć. Ale  rzut oka w lustro upewnił ją, że z tym siwieniem to chyba jakaś
bujda.
Sandra nie osiwiała, ale bardzo długo nie mogła zasnąć - rano nie mogła się zupełnie
pozbierać. Wyglądała jakby była chora, ale na pytanie matki, czy aby dobrze się czuje,
bo kiepsko wygląda, odpowiedziała, że nic jej nie jest, po prostu pózno zasnęła.
Nie poszła na zajęcia - czuła się rozbita fizycznie i psychicznie. Gdy rodzice wyszli
do pracy przerzuciła kartki rodzinnego albumu - sądziła, że może zdjęcia ujawnią kiedy
nastąpił rozpad rodziny. Ale ze zdjęć nic nie wynikało- na żadnym ze zdjęć ani ojciec
ani matka nie wyglądali na ludzi mających jakieś zmartwienie. Na każdym zdjęciu
byli uśmiechnięci - jedyną skrzywioną lub zmartwioną osobą była na tych zdjęciach
Sandra. Bo Sandra bardzo nie lubiła być fotografowana.
Tego dnia też nie porozmawiała z rodzicami - tata wrócił z pracy bardzo pózno a do
tego z bólem głowy. Było jakieś zebranie, wszyscy kopcili papierosy i nawet otwarte
okno niewiele pomogło. I chyba rzeczywiście tak  było, bo jego ubranie przesycone
było papierosowym dymem. Na prośbę matki szybko je zdjął i wywiesił na balkonie
by nieco wywietrzało. Nic nie chciał jeść, wziął proszek od  bólu głowy i poszedł
się położyć.
W pierwszej chwili Sandra chciała zapytać się mamę o tę sprawę rozwodową, ale
przyszło jej na myśl, że ciekawiej będzie zadać im to pytanie gdy będą razem.
Postanowiła, że nie powie nic o tym, że wie o ich rozwodzie, ale zapyta się kiedy
będzie sprawa rozwodowa i jaki właściwie jest powód rozwodu.
Wieczorem znów się zastanawiała nad  małżeństwem swych rodziców. Niewątpliwie
było to miłe z ich  strony, że kierując się jej dobrem, pomimo rozwodu, nadal tkwili
pod jednym dachem, a do tego stwarzali pozory dobrej rodziny.
Artyści, słowo daję, artyści- rozmyślała Sandra. Mnie cały czas wkładali do głowy,
że zawsze należy mówić nawet najgorszą prawdę a sami mnie oszukiwali. To tak,
jakby cel uświęcał środki. Ale czy oszukiwanie kogoś " dla jego dobra" traci
swe złe cechy i staje się czymś dobrym? Zatajanie prawdy to też oszustwo. Oni
się pewnie uważaja za bohaterów, za wzór rodziców. A zapewne gdy zaczniemy
o tym rozmawiać, to zaraz wyjdzie na to, że to ja jestem wredna, bo oni się
przecież dla mnie poświęcili i byli razem, chociaż nie musieli. Ciekawe jak to
jest spać w jednym pokoju z kimś, kto  juz oficjalnie nie jest własnym mężem a
"obcym facetem"?
c.d.n.






4 komentarze:

  1. Sytuacja mało komfortowa dla dziewczyny , by podjąć dyskusje z rodzicami o ich tajemnicach.Tyle lat ukrywanych?.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zawsze znajdzie się powód, aby uznać rodziców za zwykłych ludzi mających swoje wady.

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja jej zazdrościłam takich rodziców. Moi się rozeszli jak miałam dwa lata i każde poszło w swoją stronę, w końcu wylądowałam u babci w wieku 4 lat.

    OdpowiedzUsuń