niedziela, 29 marca 2015

Przyjazń i kochanie

Poznali się gdy mieli po 6 lat.
Na fotografii zrobionej na zakończenie pierwszej klasy grupka dzieci na tle muru  budynku
szkoły. Dzieciaki przejęte, z przyklejonymi uśmiechami. Dziewczynki  obowiązkowo
w białych bluzeczkach i białych, czarnych lub granatowych spódniczkach. Zdjęcie jest
czarno- białe.
Sandra przygląda się temu zdjęciu uważnie -minęło już tyle lat, przez życie przewinęło
się tak wiele osób, że dziś z trudem rozpoznaje zaledwie kilkoro dzieci.
Pamięta imiona niektórych, innych z kolei same nazwiska.
Na zdjęciu Sandra siedzi obok swej najlepszej koleżanki- Marzenki. W dwa lata pózniej
rodzice Marzenki się rozeszli, Marzenka wraz z mamą wyjechały do innego miasta, tu został
jej ojciec ze  starszym bratem  Marzenki.
Sandrze bardzo podobał się starszy brat Marzenki - ustaliły z Marzenką, że gdy dorosną
Sandra zostanie jej bratową. Na wspomnienie tych słów Sandra zaczyna się śmiać.
Oczywiście, gdy ma się 6 lat  niemal wszystko wydaje się proste i jasne - podoba mi się
brat przyjaciółki, patykowaty czternastolatek,  to przecież pewne, że gdy dorosnę będę
jego żoną.
Ale życie to nie tani romans, nic nie jest proste- ostatni raz Sandra widziała brata Marzenki
gdy były w drugiej klasie. Po wakacjach Marzenka już nie wróciła do szkoły - nawet się
nie pożegnały - żadna z nich nie podejrzewała, że już nigdy więcej się nie spotkają.
Ale na tym zdjęciu nie ma "Jego"- wyjechał na wakacje kilka dni przed  końcem roku
szkolnego. Sandra zupełnie nie pamięta jak wtedy wyglądał.
Tak naprawdę swą obecność  oboje  zauważyli dopiero będąc w szóstej klasie, na jednej
z wycieczek szkolnych. Jego bolało gardło, a Sandra miała jakieś tabletki od
bólu gardła -  poczęstowała go, uprzedzając, że są  obrzydliwe w smaku, ale skuteczne.
Przez niemal cały rok szkolny świadczyli sobie  wzajemnie drobne uprzejmości -w czasie
obowiązkowych wyjść do kina zawsze siadali obok siebie, po lekcjach  On bardzo często
miał do załatwienia coś w okolicach jej domu. Wracali niespiesznie, wlekli się noga za
nogą, a pod jej domem sterczeli jeszcze przynajmniej pół godziny.
Ostatnia klasa podstawówki przypadała wówczas na okres buzowania hormonów.
Teoretycznie każdy zdawał sobie sprawę z faktu, że to siódma, a więc ostatnia klasa, że
trzeba postarać się o dobre stopnie, że potem czeka  wszystkich liceum lub technikum i
związane z tym egzaminy.
A tu, nagle się  zaczęło odczuwać, że uczniowie dzielą się na chłopaków i dziewczyny i obie
płcie, z bliżej nieznanego powodu, ogromnie się do siebie garną - tworzyły się pary, których
żywot był nie raz bardzo krótki a czasem, tak jak Sandry i Jego, trwał cały rok szkolny.
Sandrze i Andrzejowi, bo takie właśnie miał On imię, ogromnie przeszkadzały lekcje- oni
bez przerwy się w siebie wpatrywali, co zupełnie nie sprzyjało robieniu notatek z lekcji.
Po kilku tygodniach doszli zgodnie do wniosku, że wgapianie się  w siebie na lekcjach
niewiele daje pożytku, lepiej spędzać razem czas na przerwach, a jeśli nawet będą się
z nich śmiać no to co???
No i postanowili wygospodarować dla siebie więcej czasu po lekcjach.
W ramach tego "gospodarowania czasem" Sandra zrezygnowała z dodatkowych lekcji
francuskiego, a Andrzej przestał chodzić na zajęcia sportowe. No cóż, głupota nie wybiera-
każdemu może się przydarzyć czasowy zanik rozumu.
Łudzili się, że  będą chodzić razem do jednego liceum - ale ich rodzice mieli niestety inny
pomysł -  Andrzeja umieszczono w szkole z internatem, Sandrę zapisano do żeńskiego
liceum.
W okresie liceum  spotykali się rzadko -  było po prostu mało czasu. Oboje byli niezbyt
zadowoleni ze swych szkół, ale zmiana liceum wcale nie była prosta- trzeba było mieć
zgodę Kuratorium Oświaty. Sandra  pod koniec drugiej klasy oświadczyła, że po wakacjach
za nic w świecie nie wróci do szkoły - ma dość  tej szkoły, zwracania się do uczennic per
 panno XY, nakazu posiadania krótkich włosów lub zaplecionych warkoczy, wyścigu mody
pod szkolnymi fartuchami i chodzenia w granatowym berecie, w którym wyglądała gorzej
 niż Kościuszko pod Racławicami.
Kuratorium wynalazło dla niej szkołę w odległej dzielnicy - codziennie na dojazdy do i
ze szkoły traciła 3 godziny.
Nikt wtedy  nie znał wolnych sobót,  ale w szkolne soboty  było tylko 5 godzin lekcyjnych.
Sandra i Andrzej starali się spotykać regularnie w co drugą sobotę.
Gdy nie było pogody szli do kina lub odwiedzali ciotkę  Andrzeja, która mieszkała teraz
w mieszkaniu rodziców  Andrzeja- jego rodzice przebywali teraz oboje za granicą i to
był powód,  dla którego Andrzej był w szkole z internatem.
Połowę czasu zajmowało im użalanie się nad własnym losem, czasem Andrzej rozjaśniał
Sandrze mroczne kulisy  matematyki i fizyki, a ona jemu ....chemię organiczną. Z chemią
bowiem Andrzej zawsze miał kłopoty, a Sandra od początku rozumiała i lubiła chemię.
Czasami słuchali płyt, których było sporo, albo Sandra uczyła go różnych kroków modnych
wtedy tańców.
Taniec był dla Andrzeja okazją do objęcia i przytulania Sandry- często zastygał bez ruchu
i szeptał Sandrze do ucha:  Sani, wciąż tęsknię za tobą, chyba  cię kocham, wiesz?
On jeden nazywał ją "Sani" - większość nazywała ją Sandrą , niektórzy Olą a zupełnie
nieliczni - Aleksandrą, czyli jej właściwym imieniem.
Po trzeciej klasie Andrzej wyjechał na wakacje do rodziców - nie przypuszczał, że po
wakacjach nie wróci do Warszawy.
Pewnego dnia, gdy wracała ze szkoły,  Sandra spotkała  pod swym domem Lidkę,
koleżankę  z podstawówki.
Lidka chodziła do tej samej szkoły co Andrzej i też mieszkała w internacie.
Przyniosła dla Sandry list od Andrzeja. List był w bardzo smutnym tonie, chłopak był
nieco załamany, bo wcale nie pragnął pobytu poza Polską, a zwłaszcza robienia matury
w obcym kraju. Właściwie to nie miał wakacji, bo przez 8-10 godzin dziennie musiał się
intensywnie uczyć. I takie intensywne zdobywanie wiedzy groziło mu do samej matury.
Rozmowa z Lidką uświadomiła Sandrze, że chodziła do bardzo dziwnej podstawówki -
rodzice wielu jej koleżanek i kolegów z  klasy pracowało w służbie dyplomatycznej lub
na eksponowanych stanowiskach ministerialnych.
Podziękowała Lidce za dostarczenie listu, dała jej  numer  telefonu i umówiły się, że gdy
Lidka będzie miała jakieś wiadomości od Andrzeja to zadzwoni. Poza tym planowały
się gdzieś spotkać na kawie a może nawet wybrać się do teatru.
W domu Sandra  zapytała się  matki, jakim cudem ona trafiła do takiej podstawówki,
która zgromadziła tyle dzieci różnych "dostojników" - mama wzruszyła ramionami -
 nie wiem, ale  to była jedyna szkoła, która przyjmowała do szkoły sześciolatki.
To wujek wynalazł tę szkołę - ktoś z jego znajomych też tam zapisywał swoje dziecko,
poza tym  ta była najbliżej domu. I dlatego tam cię zapisałam.
Za rok wujek wraca z placówki w Ghanie, więc się będziesz mogła dopytać  co i jak.
Wujek Sandry był w tym czasie attache handlowym w Ghanie,  a do MSZ trafił
zaraz po powrocie z Anglii - jako były pilot RAF'u  znał biegle angielski co było
poważnym atutem.
c.d.n.


3 komentarze:

  1. Jejku, tutaj to dopiero mam zaległości.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawie /jak zwykle u Ciebie/ się zaczyna:-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobrze, że mogę od razu przejść do kolejnego rozdziału!

    OdpowiedzUsuń