niedziela, 5 kwietnia 2015

Posłowie do "Przyjazń i kochanie"

Wydaje mi się, że powinnam pewne  sprawy, przewijające się w opowieści o Sandrze
i Andrzeju wyjaśnić.
To moi dobrzy znajomi właśnie z podstawówki, potem los nas nieco rozrzucił, ale
staraliśmy się nadal utrzymywać ze sobą kontakty.
Jak pewnie część z Was wie, wychowywałam się u dziadków, ale ponieważ nie byli
moimi prawnymi opiekunami (sądownie byłam przyznana matce) to tylko ona mnie
mogła zapisać do szkoły.
Do dziś  pamiętam święte babcine oburzenie, że będę chodziła do szkoły, w której nie
było lekcji religii i, jak to babcia wdzięcznie określiła " ona zapisała dziecko do szkoły
samych partyjniaków".
Ale zapewniam Was, było tam całkiem sporo dzieci osób bezpartyjnych, właśnie
sześciolatków, bo tylko szkoły TPD przyjmowały dzieci w tym wieku.
Z tego co pamiętam z młodszych klas to  był bardzo wyrazny podział "płciowy" -były
dziewuchy i chłopaki - żadnych sympatii, a posadzenie dziewczynki w jednej ławce
z chłopakiem było w naszym mniemaniu najwyższą kara za wszystkie możliwe
przeszłe, obecne i przyszłe przewinienia.
Z okresu podstawówki pamiętam określenie "on się do niej podwala"-i takie
zachowanie było głośno i namiętnie wyśmiewane.
W klasie szóstej do nomenklatury  zachowań doszło "chodzenie ze sobą".
Każda z nas była dumna, gdy któryś z kolegów, z bardzo niewyrazną miną zadawał
pytanie: "czy będziesz ze mną chodzić?"
Oczywiście pozytywną odpowiedz uzyskiwał tylko  ten właściwy, w mniemaniu
dziewczyny, chłopak. No i owo chodzenie najczęściej zbyt długo nie trwało - mam
wrażenie, że zmiany były na tyle częste, że każda z każdym nieco "pochodziła."
W okresie liceum kontakty się pourywały, do okresu dorosłości w moim przypadku
przetrwało zaledwie kilka, w tym kontakt z Lidką, Sandrą, Andrzejem.
Można powiedzieć, że żyłam w "ciekawych czasach" - jakoś przetrwałam czas
wczesnego PRL, dość paskudny, gdyż niechcący można było na własnego rodzica
zwrócić uwagę Urzędu Bezpieczeństwa. Ale nie wpadłam na pomysł zrobienia z
siebie kombatanta, jak poniektórzy dzisiejsi działacze  prawicowi.
Nie przeszkadzało mi, że znałam dwie różniące się od siebie wersje historii.
Natomiast bardzo mocno przeżyłam fakt, gdy w 1958 roku wyjechało z Polski
sześcioro dzieci z mojej klasy - w tym moja najlepsza koleżanka. Dostałam od niej
tylko jeden list, który przyprawił mnie o płacz- pisała w nim o swym życiu w Kibucu,
o tym , że rozłączono ją z rodzicami, że musi mieszkać w internacie. List zakończyła
słowami: "nawet nie wiesz, jakie masz szczęście, że nie jesteś Żydówką".
Dopiero wtedy dotarło do mnie, że osoby  tej narodowości otrzymały od władz status
"persona non grata".
Nie mogłam tego pojąć, razem  brałyśmy I Komunię,  w szkole uczono nas, że Hitler
był zbrodniarzem, bo unicestwiał ludzi narodowości żydowskiej a u nas nagle mówi
się tym, co ocaleli z pogromu  -  idzcie sobie stąd.
Wtedy jeszcze nie bardzo wiedziałam, że mówienie głośno,  "władza (łaskawie) zgadza
się, by osoby uważające , że są osobami narodowości żydowskiej opuściły bez
przeszkód Polskę" nie jest żadnym ukłonem w ich stronę ale  nakazem.
Druga fala nastąpiła w 1968 r, tylko w bardziej restrykcyjny sposób. Ci co wtedy
opuszczali Polskę tracili polskie obywatelstwo, dostawali jednorazowy paszport, bez prawa
powrotu, ponosili niebagatelne koszty związane z tym wyjazdem, mienie przesiedleńcze
było mocno ograniczone, musieli zostawić nieodpłatnie swe mieszkania.
Czystki  (przykryte słowem weryfikacja) w dużym stopniu objęły osoby na wysokich
stanowiskach  we wszystkich resortach, niestety na wyższych uczelniach także.
Ruchy studenckie na UW też były sterowane, o czym młodzi ludzie nie mieli pojęcia.
Umiejętna manipulacja sprawiła, że dziś wiele z tych osób dałoby sobie głowę uciąć, że
to było spontaniczne, wymyślone przez samych studentów.
Nie mam pojęcia skąd teść Sandry bardzo dużo wiedział - on jednak miał spore
kontakty, a gdy ludzie kiedyś razem nadstawiali karku (był w AK i AL) to zawiązują
się  między nimi szczególne więzy i specyficzna lojalność. Sandra uważała go niemal
za jakiegoś czarodzieja, bo  bardzo trafnie przewidywał wiele wydarzeń.
Sandra miała naprawdę szczęście- teściowie kochali ją  niczym własne dziecko, bardzo
pomagali, umożliwili jej studia za  granicą  finansując je i pomagając w opiece nad
dziećmi.
Andrzej był i jest nadal zakochany w swej Sani -Kochanie, bo tak się do niej zwraca.
Z domu wyniosłam przekonanie, że zupełnie nie jest ważna narodowość człowieka
ale to jaki to człowiek. Nikogo w moich oczach nie dyskredytuje fakt, że ktoś nie jest
Polakiem.
No chyba, że jest Prawdziwym Polakiem - tych nie trawię.


4 komentarze:

  1. Bardzo to były skomplikowane czasu - z pewnością bardziej złe niż dobre.
    Dziękuję, że to przypomniałaś.
    Właściwie wszystkie przypadku były podobne, chociaż każdy inny. Ja przez dwa lata chodziłam do liceum - w mojej klasie mniej więcej połowa uczniów była Żydami. Między innymi z tego powodu dwa następne lata uczyłam się już w innym. Ale to temat na długie opowiadanie - może kiedyś napiszę, chociaż musiałabym zahaczyć o politykę, a nie chcę się "brudzić".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety takie były czasy i trudno o nich pisać tak, by się polityką przy okazji nie ubrudzić. Bratowa mojej babci była narodowości żydowskiej, ale nie wyznawała tamtej religii - już jej rodzice byli katolikami. W czasie, gdy w miejscowości, w której mieszkał brat babci tworzono getto, jeden z oficerów niemieckich, którego brat babci leczył , powiedział mu, by wysłał swą żonę gdzieś poza tę okolicę i ona przyjechała do W-wy, do siostry swego męża. Mieszkała u babci 3 lata,aż do chwili wyrzucenia wszystkich z W-wy, czyli do upadku Powstania. A w domu, w którym mieszkała babcia był....niemiecki sztab. Ona przez 3 lata nie wychodziła z mieszkania- ona była na trzecim piętrze a na parterze- Niemcy. No i zapewne z tego powodu
      byłam wychowana tak, by nie oceniać człowieka z uwagi na narodowość
      ale analizować jego czyny.
      Nie chcę nikogo zezłościć, czy obrazić, ale wszyscy pochodzimy od jednej pary rodziców a poza tym - Jezus był Żydem. Z Nazaretu. I nic tego nie zmieni.
      Serdeczności;)

      Usuń
  2. Z przyjemnością czytałam opowiadanie o faktach, które miały miejsce w naszym kraju. Losy bohaterów śledziłam uważnie i pięknie się skończyło. Dziękuje za tak starannie opisany epizod z życia tej rodziny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, chwilami mnie przeraża, że już tyle różnych wydarzeń miało miejsce w moim życiu i że tyle się pozmieniało. Niewątpliwie większość na lepsze, chociaż każdy z nas inaczej chyba sobie wyobraża te lepsze zmiany.
      Miłego,;)

      Usuń