środa, 1 kwietnia 2015

Przyjazń i kochanie - cz.V

Niedzielna rozmowa z rodzicami spowodowała, że Sandra jakoś inaczej patrzyła na
swych rodziców.
Przemeblowywanie wspólnego życia wcale nie było łatwe - podanie o zamianę
obecnego mieszkania na dwa oddzielne  leżało już od wielu lat w  spółdzielni. Niby
 dużo powstawało nowych domów, ale  wciąż panował głód mieszkaniowy.
Za radą jednego ze swych kuzynów, ojciec Sandry postanowił zgłosić się do jednej
z central handlu zagranicznego, która wysyłała specjalistów do pracy poza granicami
Polski. Oczywiście 20% wynagrodzenia, które płacono specjaliście trafiało do
kieszeni Państwa. Przeważały kontrakty w państwach "rozwijających się".
Sporo naszych różnych specjalistów pracowało w Libii, Nigerii, Algierii, Maroku,
Ghanie, Egipcie. Oczywiście wcale nie było łatwo dostać się na taki kontrakt.
Już dwuletni kontrakt stawiał człowieka finansowo na nogi, a gdy ktoś na miejscu
się sprawdził i spodobał miejscowym, miał szanse przedłużenia kontraktu o dalsze
dwa lata.
Tak naprawdę to wbrew temu, co mówiła jej mama, Sandra wcale nie miała na razie
wyboru z kim będzie mieszkać, bo ojciec nie miał oddzielnego mieszkania.
Dalekie plany przewidywały, że w trakcie trwania kontraktu ojciec wpłaci pieniądze
na konto spółdzielni mieszkaniowej, w której miał książeczkę mieszkaniową a
gdy wróci to wpłaci resztę, mieszkanie  lokatorskie  zamieni na własnościowe i
tym sposobem szybciej je dostanie. Wtedy się już przeprowadzi, a to obecne będzie
 można  zmienić na własnościowe i zamienić je  na dwa mniejsze.
Domyślam się, że ci, co to dziś czytają zastanawiają się co to za łamańce wtedy
ludzie robili- mało kto wie i pamięta, że wtedy nie było kredytów mieszkaniowych
dla osób fizycznych. Słowo daję - obywatel nie mógł dostać kredytu na kupno dla
siebie mieszkania. Kredyty mieszkaniowe dostawały tylko spółdzielnie mieszkaniowe.
 Czas płynął, życie toczyło się swym utartym trybem, Sandra studiowała, zdawała
egzaminy. Poznała przez swojego kolegę miłego, młodego człowieka- był świeżo
upieczonym inżynierem i miał na imię.....Andrzej. Jakieś fatum- pomyślała Sandra.
Jeden zniknął, zjawił się drugi.
Był to typ chłopaka, którego matki chętnie widziałyby w roli swego zięcia. Miły,
grzeczny, słuchający z atencją tego, co mówi matka dziewczyny, pytający się jej
rodziców czy mógłby raz na jakiś czas pójść z ich córką na maraton filmowy. Po
roku Sandra się nawet do niego przyzwyczaiła, a chłopak miał zamiar się z nią
żenić.
W międzyczasie ojciec Sandry wyjechał do pracy na Kubie.
Sandrę obarczył różnymi notarialnymi pełnomocnictwami związanymi ze sprawami
mieszkaniowymi.
Przed wyjazdem miał z Sandrą  bardzo poważną rozmowę - prosił by nie działała
zbyt pochopnie w kwestii związku małżeńskiego, żeby wpierw upewniła się czy to
co czuje do danego chłopaka to miłość czy tylko pożądanie.
A gdy będzie to sprawdzać, to niech ze swej strony zadba, by nie było skutków
ubocznych w postaci ciąży- niech po prostu zawsze polega w tej materii na sobie, a
nie tylko na zapewnieniu chłopaka, że wszystko będzie w porządku.
Na zakończenie powiedział : wiem, że to wszystko powinnaś była usłyszeć od mamy,
ale jak ją znam, z pewnością ci tego nigdy nie powiedziała.
Sandra podziękowała ojcu za te uwagi i zapewniła go, że ona doskonale wie jak się
ma o siebie w takich sytuacjach zatroszczyć, chociaż  faktycznie nie nabyła tej wiedzy
dzięki mamie. Ale nie wyjaśniła skąd  taka mądra, a ojciec nie dopytywał się.
W końcu najważniejsze, że on powiedział to, co uważał za ważne i stosowne.
Pewnego dnia zatelefonowała do Sandry Lidka. Była już od tygodnia w Warszawie
i postanowiła zrobić małe spotkanie dawnych, zaprzyjaznionych znajomych.
Umówiły się na sobotni wieczór, Lidka podała Sandrze adres, gdzie się to spotkanie
odbędzie.
W sobotę Sandra spędziła kilka godzin przed lustrem - zmieniła swój dotychczasowy
kolor włosów na "ciemny mahoń", wymalowała oczy, wytuszowała rzęsy, ze trzy
razy zmieniała strój i uczesanie, mamie powiedziała, że wróci baaardzo pózno w nocy,
bo idzie na  babskie spotkanie z dziewczynami, z którymi nie widziały się  kilka lat.
Gdy przyszła pod wskazany adres drzwi otworzyła jej Lidka.
Zaciągnęła ją do kuchni, gdzie szybciutko zawiązała jej oczy jakąś chustką, po czym
wzięła ją za rękę i poprowadziła za sobą  do jakiegoś innego pomieszczenia, nie
pozwalając zdjąć z twarzy chustki. Potem ustawiła ją w jakimś miejscu i powiedziała-
gdy zawołam "już" będziesz mogła ściągnąć chustkę.
Potem zachichotała i wybiegła z pokoju, zamykając  za sobą drzwi. Po kilku minutach
rozległo się wołanie Lidki i Sandra  z ulgą ściągnęła z twarzy chustkę.
Przed nią stał Andrzej, też trzymał w ręce jakąś chustkę.
Przez chwilę wpatrywali się w siebie zaskoczeni zmianami jakie w nich zaszły, ale
w końcu padli sobie w ramiona.
Zmienili się pod względem wyglądu, ale pierwszy pocałunek jakimś cudem wymazał te
kilka lat rozstania.
Zapewne pobili swój dotychczasowy rekord długości jednego pocałunku. Potem każde
 z nich odnotowywało w myśli zmiany, jakich dokonał czas.
Sani, wyglądasz tak, że pewnie bym cię nie poznał na ulicy, ale bym cię podrywał-
takiego głosu Andrzeja Sandra zupełnie nie znała. Był to ciepły baryton, wielce radiowy.
Wyrósł bardzo , a kiedyś był najniższym  chłopakiem w klasie.
Ale oczy, zielone z brązowymi  plamkami były bez zmian, długie czarne rzęsy także,
włosy nadal były lekko pofalowane.
Całuje tak samo, pomyślała  Sandra, ale teraz zmienił mu się dotyk,już nie jest taki
ukradkowy jak wtedy.
Chodz, zrobimy kawę  i wypijemy lampkę wina za nasze spotkanie- Lidka i reszta
wpadną za dwie godziny. Muszę się teraz tobą choć trochę nacieszyć, tak dawno się
nie widzieliśmy.
Niewiele przez te dwie godziny rozmawiali - po prostu trudno jest mówić gdy się
ludzie całują. Z wymyślnej fryzury Sandry niewiele zostało, bo Andrzej metodycznie
ją rozburzył. Zawsze lubił gdy miała rozpuszczone włosy.
Wszyscy bardzo się cieszyli z tego, że się widzą - razem omawiali te zmiany, które
były widoczne. Każdy trochę opowiadał o sobie i to co wiedział o innych. Okazało
się, że jeden z kolegów nie żyje - zmarł na białaczkę rok wcześniej.
O tych, którzy w 1958 r wyjechali z rodzicami z Polski nikt nie miał wiadomości,
bo bardzo szybko urwała się korespondencja. Okazało się też, że dwie z koleżanek już
zdążyły wyjść za mąż i mają dzieci - jedna aż dwoje.
Około północy Lidka wraz z innymi wyszli a Sandra i Andrzej wzięli się za sprzątanie.
Bałaganu nie było, tylko trochę zmywania.
Gdy posprzątali usiedli by posłuchać płyt, które  on przywiózł dla Sandry.
c.d.n.
 

3 komentarze:

  1. Już. Teraz czekam na część VI.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czyli marzenia się spełniają....?

    OdpowiedzUsuń
  3. Marzenia się spełniają tylko niektórym i tylko czasami:) Mnie to jakoś nie wychodziło.

    OdpowiedzUsuń