piątek, 3 kwietnia 2015

Przyjazń i kochanie- cz.VII

Sandrze brakowało teraz dwóch mężczyzn - przede wszystkim Andrzeja i zaraz potem- taty.
Poza tym brakowało jej czasu, bo postanowiła jak najszybciej uporać się ze studiami.
Miała już pomysł na swą pracę magisterską, teraz była na etapie znalezienia promotora.
Fakt, że jeszcze było nieco czasu do absolutorium nie miał tu znaczenia- starała się
zdawać wszystkie egzaminy w terminie zerowym. Studiowała niemal indywidualnie.
Dołożyła sporo wysiłków by się pozbyć adoratora w osobie Andrzeja nr 2, który nie mógł
pojąć co się dzieje. Sandra oczywiście nic nie powiedziała o Andrzeju nr1, bo i przedtem
nic o nim nie wspominała. Cały czas zasłaniała się  zupełnym brakiem czasu, zmęczeniem,
wreszcie wystękała, że wpierw musi spokojnie skończyć studia i wtedy pomyśli o randkach.
W każdy piątek wracała z wykładów przez mieszkanie  Andrzeja i sprawdzała czy jest jakaś
korespondencja. Wreszcie doczekała się listu. Cały niemal  list był jednym wielkim głosem
obłędnej tęsknoty. W tym wszystkim było jedno zdanie, które dało Sandrze do myślenia :
"Nie tylko  ty nie znałaś dokładnie historii swych rodziców, okazuje się, że ja o swoich też
niewiele wiedziałem. Szukam teraz  swoich korzeni, ale nie wiem, czy gdy je znajdę to
ty będziesz mnie chciała. Ale to nie jest temat na list ale do omówienia w  cztery oczy. Mój
tata zna Twego wujka i powiedział, że to równy gość".
Potem znów było bardzo wiele narzekania, że są rozdzieleni i znów zdanie-wiadomość:
"ta ciotka wariatka rozesłała po całej rodzinie wiadomość, że ja się  żenię, wiec było tu
trochę zamieszania i awantury. Ale właśnie dzięki temu dowiedziałem się kilku rzeczy".
Listy przychodziły rzadko , poza tym Sandra miała wrażenie, że nie wszystkie dotarły do
Polski.
I w każdym liście było strasznie dużo o tym, że tęskni, wspomina, czeka na spotkanie i
jedno,  lub dwa zdania-informacje, utknięte pomiędzy lamenty.
Za to listy od  taty przychodziły regularnie. Podobało mu się na Kubie, zwłaszcza klimat.
Obiecał, że na urlop przyjedzie do Polski, bo już  bardzo się za Sandrą stęsknił.
Oczywiście w każdym liście były pozdrowienia dla mamy, ale osobny list do niej przyszedł
tylko jeden.
Zabawne, ale to właśnie tata był powiernikiem Sandry, to jemu napisała, że jest chyba
zakochana, ale dobrze pamięta o czym rozmawiali przed jego wyjazdem.
Mama Sandry jakby nieco odżyła, odkąd jej były mąż wyjechał. Często wychodziła z domu
wieczorami, zaczęła bywać w kinie, spotykała się z koleżankami, zmieniła uczesanie i
zaczęła częściej spoglądać w lustro.
Stosunki pomiędzy matkę a córką ułożyły się na zasadzie "żyj i daj żyć innym".
Nie "marudziła", gdy Sandra mówiła, że wróci pózno bo idzie ze znajomymi do klubu lub
na jakiś koncert. Trochę dziwiła się, że gdzieś przepadł Andrzej nr 2, ale Sandra krótko
wyjaśniła, że teraz to ona nie ma głowy na randkowanie.
Zimą, po wielu latach spędzonych w Ghanie wrócił do Polski wujek Sandry. Mógł jeszcze
 pozostać tam 6 miesięcy, ale postanowił jednak wrócić.
I złożył w pracy podanie o rozwiązanie umowy, uzasadniając prośbę złym stanem zdrowia.
I niestety była to prawda.
Zaprosił Sandrę z mamą do domu na  obiad. Sporo opowiadał, a potem zapytał się, czy
Sandra należy do jakiejś organizacji studenckiej i bardzo się ucieszył, że nie.
Prosił by się nie dała zwerbować do jakiegokolwiek związku studenckiego. I  żeby nie
brała udziału w jakichś zebraniach.
Nawiasem mówiąc Sandra nigdy nie należała do jakichkolwiek organizacji - w szkole nie
dała się "uwieść" harcerstwu ani  żadnemu z kółek zainteresowań. Towarzystwo Przyjazni
Polsko- Radzieckiej też nie zyskało jej przychylności, ale ....płaciła składki na PCK.
Nie  dlatego, że akurat ta organizacja podbiła jej serce- po prostu nie miała wyboru-
przyniesiono do klasy już podpisane imieniem i nazwiskiem legitymacje i je rozdano.
Co miesiąc ktoś, kogo klasa wybrała  "skarbnikiem" zbierał groszowe składki i wlepiał
do legitymacji znaczki. Zapewne koszt znaczków przewyższał wysokość składki.
A potem  wujek całkowicie Sandrę zaskoczył, bo powiedział - spotkałem  w czasie
służbowej   podróży ojca  twego kolegi.
Jest przerażony, że jego syn chce się z Tobą żenić a jeszcze studiów nie skończył.
On chyba chciałby mieć inną synową, rodem z Izraela. Zabawne, bo on się ożenił z Polką,
którą nadal bardzo kocha . Facet niesamowicie porządny i uczciwy, ale jakiś rozdwojony-
czuje się Polakiem, tu się urodził,  za Polskę walczył, dostawał polskie wysokie odznaczenia
za walkę z Niemcami, a teraz chce mieć synową Żydówkę. A chłopak chce Ciebie i cały
czas ojciec z synem kłócą się o moją siostrzenicę. Ale heca!
Oni zapewne wrócą do Polski w maju.
Sandra siedziała jakby kij połknęła. Teraz dopiero zaczęła rozumieć niektóre zdania z listów
Andrzeja.
Nie rozumiała co prawda dlaczego tak bardzo wujkowi zależy na tym, by nie należała do
jakiejś organizacji studenckiej, ale przyzwyczaiła  się, że wujek jeśli coś mówi to ma
widocznie powód i należy go posłuchać.
Wiedziała, że ma on liczne kontakty w różnych kręgach i miejscach i często wie  wcześniej
o czymś co ma nastąpić.
Poza tym wujek bardzo pochwalił Sandrę za to, że stara się jak najszybciej skończyć studia.
Przełom roku 66/67 Sandra spędziła w towarzystwie rodziny.
Ciocia Basia postanowiła zrobić tym razem Sylwestra w domu.
Była to okazja  zaprezentowania się szerszemu gronu rodziny męża. W przygotowaniu
imprezy pomagała Sandra, a wujek zwerbował jednego z młodych kuzynów do pomocy
w dekoracji mieszkania.
Panowie rozebrali całkowicie składaną ścianę dzielącą  dwa będące w amfiladzie pokoje.
Wszędzie porozwieszali dekoracje przywiezione z zagranicy. Przeważała czerwień i
srebro.
Sandra wraz z ciocią zrobiły chyba z tysiąc kanapek, tartinek, koreczków - wszystko
"na jeden kęs". W mieszkaniu królował zapach bigosu .W małym aneksie kuchennym
zrobiły "szwedzki bufet".
Jego powierzchnię powiększyły zdejmując książki ze stojących tam regałów i na nich
ustawiały naczynia i część wiktuałów. Książki wywędrowały w kartonach na balkon.
Goście mieli przyjść  około godziny 21,00 więc ciocia zarządziła odpoczynek- panowie
klapnęli w  fotelach, panie  leżały w sypialni z nogami uniesionymi na stercie poduszek.
Potem ciocia uznała, że sukienka Sandry jest stanowczo "za grzeczna" na Sylwestra i
ze swej przepastnej, pełnej ubrań szafy, wygrzebała sukienkę, która była mini tubą
z dzianiny, bez  żadnych szwów, z mocno odsłoniętymi ramionami a trzymała się na
małym golfie.
Z tyłu  wycięta była sporej długości "łezka". Materiał był w ciemnofioletowym kolorze
i przetykany cienką złotą nitką, która sprawiała wrażenie, że sukienka jest utkana z rybiej
łuski.
"Stara, świetnie w tym wyglądasz" - zawyrokował kuzyn, starając się jednocześnie
zajrzeć w rozcięcie na plecach.
"Debil" - zawyrokowała Sandra półgłosem, a w mysli dodała- dobrze, że tak rzadko tego
kretyna  spotykam.
Gdy zaczęli się schodzić goście Sandra przekonała się, że nie zna 90% rodziny swej mamy.
Co chwilę wpadała w ramiona  jakiejś ciotki, kuzynki, wujka lub jakiegoś  kuzyna.
Mama Sandry wpadła na chwilę, holując u swego boku nieznanego Sandrze pana, złożyła
wszystkim ogólne  życzenia , wyściskała i wycałowała Sandrę i z miną udzielnej
księżnej pożeglowała na bal sylwestrowy.
Po jej wyjściu wszyscy pytali się Sandry kim był ten pan u boku jej matki, ale ona też
nie wiedziała kto to, więc powiedziała, że to matki kolega z pracy.
Tylko wujkowi i cioci powiedziała na osobności, że nie ma bladego pojęcia kto to był.
c.d.n.





3 komentarze:

  1. Teraz rozumiem ostateczną ilość części tego opowiadania!

    OdpowiedzUsuń
  2. No bo jednak nie da się opowiedzieć całego niemal życia krótko.

    OdpowiedzUsuń