niedziela, 30 kwietnia 2017

Miłość to same problemy.

Lusia spojrzała na zegarek - za 15 minut kończyła pracę.
Niespiesznie pochowała do szafy dokumenty, zamknęła szafę, resztkę
herbaty wraz z listkami wlała do doniczki z geranium.
Odkąd zaczęła regularnie  "zasilać" biurowe kwiatki zlewkami herbaty,
bardzo wyładniały.
Jak zwykle na 5 minut przed godz. 16,00  szef przypomniał sobie ,że
ma sekretarkę.
Luśka podejrzewała, że on po prostu regularnie sprawdza, czy aby personel nie
wychodzi kilka minut wcześniej.
To była pierwsza praca Luśki. Trochę  uciążliwa  bo prowadząc sekretariat
musiała  być  ciągle "pod ręką".
Jeżeli musiała na chwilę opuścić sekretariat, to albo wzywała dziewczynę,
która była gońcem, albo otwierała drzwi łączące gabinet szefa z sekretariatem.
Luśka szybko odkryła, że jej szef jest rozbestwiony przez poprzednią
sekretarkę, która dbała o niego niczym matka o dziecko.
Ale  ona nie miała zamiaru wchodzić w rolę opiekunki szefa i już w ciągu
pierwszego tygodnia Lusia uświadomiła szefa, że owszem, jemu zrobi kawę,
z kropelką mleka, ale gdy będzie więcej osób chętnych do tej kawy czy herbaty,
to będzie problem bo ten czajnik ma niewielką pojemność , wody za jednym
razem wystarczy tylko na 3 szklanki.
"Oczywiście - tłumaczyła szefowi- ja  wszystko zarządzę i do pana gabinetu
 sama wwiozę barek, ale większą ilość kaw zrobi  herbaciarka"
Szef słuchał tej przemowy z lekko opadniętą szczęką- tak pyskatej sekretarki
jeszcze nie miał.
Poprzedniej sekretarce  rzucał przez telefon - "pani Jadziu, kawa"- i ani mu przez
myśl nie przeszło, że to może być jakiś problem.
Ale szybko przywykł i gdy sam marzył o kawie otwierał drzwi swego gabinetu
i cichym głosem pytał, czy Lusia może mu zrobić kawę.
Poprzednia sekretarka nie czekała na taką prośbę, sama wpadała się zapytać
czy aby szef nie ma ochoty na kawę lub herbatę.
Czasami, gdy zlecał Lusi napisanie  jakiegoś pisma (szybko się zorientował, że
Lusia mimo młodego wieku jest bystra, pięknie operuje językiem polskim i
świetnie redaguje  pisma) coraz częściej prosił ją do gabinetu  by wraz z kawą
dla niego wzięła i kawę dla siebie, bo trzeba odpowiedzieć na pewne listy, a on
woli by zrobiła to Lusia niż kierownik działu odpowiedzialny za tę sprawę.
Poprzedniczce Luśki nigdy nie  wydawał takich poleceń.
Na ten czas , jeżeli to miała być dłuższa sprawa, w sekretariacie zasiadała
"gońcówna", a Lusia  przełączała swój aparat na gabinet szefa i tam odbierała
wszystkie telefony.
Szef najczęściej pracował znacznie dłużej i czasem, pod naporem bardzo wielu
pilnych spraw  wpadał do sekretariatu tuż przed końcem pracy i z nieśmiałym
uśmiechem pytał- "pani Felicjo, czy mogłaby pani zostać z 15-20 minut
dłużej, bo jutro rano trzeba jak najwcześniej wysłać odpowiedz , więc dziś
wszystko pani  wyjaśnię a jutro raniutko pani to napisze i wyśle. Mnie jutro rano
nie będzie, mam w zjednoczeniu naradę".
Tego dnia, w chwili gdy już zdążyła otworzyć drzwi od garderoby by swe wysokie
szpilki zamienić na zimowe kozaki, szef  wyjrzał z gabinetu i spytał czy bardzo
jej skomplikuje życie jeśli poprosi by została jeszcze troszkę dłużej, bo chce jej
podyktować pewien list.
A  potem zleci kierowcy by ją odwiózł do domu, bo dziś jest bardzo zimno.
Lusia odstawiła z powrotem kozaki do szafy - zgodziła się zostać, ale nie  chciała
być odwieziona do domu, miała jeszcze  w planie zahaczenie o kilka sklepów.
Szef był naprawdę porządnym facetem i przestrzegał pewnej zasady- jeżeli
Lusia zostawała w pracy dłużej, nie pracowali wtedy w jego gabinecie ale
w sekretariacie, do którego w każdej chwili mógł ktoś wejść- choćby pani
"herbaciarka", która po godzinach zajmowała się też sprzątaniem. Dzięki temu
nie krążyły po biurze jakieś głupie plotki.
Tym razem Lusia musiała zostać niemal godzinę dłużej.  Pisząc ośmieliła się też
nieco inaczej sformułować to, co mówił szef .
Zapewne szef sam  nie zorientował by się, że Lusia  coś zmieniła, ale  Lusia
uważała za stosowne poinformować go o tym. A szef to w pełni docenił.
Po raz pierwszy miał naprawdę świetną sekretarkę.Wprowadziła nowe porządki,
jakimś cudem sprawiła, że w sekretariacie przestały się kłębić tłumy ludzi
oczekujących na  rozmowę z  szefem.
Wreszcie  Lusia skończyła pisać, szef podziękował za jej poświęcenie i wycofał
się do gabinetu, zostawiając uchylone drzwi.
Wychodząc Lusia wsadziła głowę do gabinetu i powiedziała-  już wychodzę,
czy nie będzie panu przeszkadzało, że pani  Helenka sprzątnie tymczasem
sekretariat? Szef uniósł wzrok  znad papierów- tak, tak , ja za chwilę też wyjdę.
Gdy wyszła z pracy  nieco pożałowała, że nie skorzystała z oferty szefa- było
naprawdę bardzo zimno i zaczynał sypać śnieg.
Gdy  wysiadła z tramwaju poczuła, że ktoś ją ciągnie z tyłu za płaszcz -szybko
odwróciła się i ...zobaczyła od lat nie widzianą koleżankę ze szkoły.
Teraz uściskały się serdecznie a Lilka zaproponowała żeby wpadły na coś
gorącego do pobliskiej kawiarni.
Obie ucieszyły się z tego spotkania. Siedziały w "Zielonej Gęsi" nad kawą
wzmocnioną rumem i co chwilę zapewniały się wzajemnie, że bardzo się
z tego spotkania cieszą i że to naprawdę niespodziewane spotkanie, bo nie
mieszkały blisko siebie.Chodziły razem do jednej podstawówki, w czasach
liceum czasem się widywały, ale niezbyt często.
Lusia zapewniała  Lilkę,że ta nic się nie zmieniła, tak samo twierdziła  Lilka
odnośnie Lusi.
Lilka zaprosiła Lusię na  następny wieczór na spotkanie, na którym mieli być
koledzy z dawnej,  szkolnej paczki. Nie chciała powiedzieć kto dokładnie
będzie- to miała być dla Lusi niespodzianka.
Zapewniała Luśkę, że nikt z zaproszonych nie wie kto jeszcze będzie i to
będzie  dla wszystkich zaproszonych naprawdę niespodzianka.
Gospodarz spotkania też nie wiedział kto będzie, bo Lilka sama wszystkich
zapraszała, a na dodatek nie powiedziała u kogo się spotkają, podając tylko
adres miejsca spotkania.
I każdy miał przyjść sam, bez swego chłopaka lub dziewczyny.
Brzmiało to wszystko dość dziwnie, ale po krótkim namyśle zgodziła się.
Idąc już do domu zastanawiała się, co powie swojemu chłopakowi .
Tak na wszelki wypadek, żeby mu nie robić przykrości powie, że to będzie
tylko babskie spotkanie i że z pewnością nie wróci z niego szybko, więc
w sobotę wcale się nie spotkają.
W sobotę postanowiła, że zaraz rano powie szefowi, że dziś to z całą
pewnością nie zostanie ani minuty po godzinach. Szef  lekko uśmiechnął
się i zapewnił, że z całą pewnością nie będzie jej zatrzymywał. Zapragnął
też dowiedzieć się czy nie miała kłopotów poprzedniego dnia w drodze do
domu. Potem przyjrzał się jej dokładnie i powiedział:  "pani Felicjo, a może
chce pani wyjść dziś wcześniej, w soboty pod koniec dnia z reguły nic się
nie dzieje, więc może pani wyjść nawet już o godz. 13,00. Tę ostatnią
godzinę jakoś przeżyję bez pani", zakończył z uśmiechem.
Ale Luśka pokręciła przecząco głową i powiedziała, że jej wystarczy gdy
wyjdzie z biura normalnie, czyli o 14,00.
Spotkanie miało być około 18,00, więc Lusia nie musiała się sprężać by
zdążyć. Była bardzo ciekawa kto z dawnej paczki przyjdzie.
Wiedziała, że kilka osób wyjechało z Warszawy za granicę, bo rodzice woleli
ich mieć przy sobie niż zostawiać w internacie na czas swej nieobecności.
Po godzinie osiemnastej  Lusia stanęła przed drzwiami opatrzonymi  podanym
w  adresie numerem.Po chwili wahania nacisnęła dzwonek.
Usłyszała jakiś chichot, trzask odsuwanej zasuwki, drzwi się otworzyły -
stała w nich Lilka i jakiś nieznany Luśce młodzieniec, który wciągnął ją do
bardzo ciemnego przedpokoju.  Luśka poczuła się nieswojo, ale w tej
chwili Lilka wzięła ją za rękę i pomogła zdjąć okrycie.
A teraz Lusiu zamknij oczy i chodz za mną- zarządziła Lilka ciągnąc ją
za sobą. Po chwili Lusia zorientowała się, że z przedpokoju weszły do
jakiegoś większego pomieszczenia.
Nie otwieraj, oczu, jeszcze nie, wytrzymaj jeszcze chwilę.
Lilka uniosła rękę Luśki i położyła ją na czyimś ramieniu. No to teraz  już
możesz otworzyć oczy- zarządziła Lila.
Luśka otworzyła oczy - przed nią stał jej chłopak z czasów podstawówki.
Przyciągnął ją lekko do siebie i przytulił. A potem tym samym gestem co
kiedyś,  uniósł lekko w górę jej brodę i pocałował w usta.
Wpierw bardzo delikatnie, leciutko, potem tak jak kiedyś. Lilka tymczasem
wycofała się do przedpokoju, bo już dotarł ktoś następny.
                                                  c.d.n.



7 komentarzy:

  1. Przypomnialas mi moja pierwsza prace, wlasnie na stanowisku sekretarki i moje relacje z szefem, ktory niedlugo przeszedl w stan spoczynku, a byl to bardzo kulturalny i serdeczny, choc wymagajacy mezczyzna.
    Jego miejsce zajal zastepca z nadania partyjnego, niekompetentny bufon i prostak jakich malo, nie szanujacy pracownikow i w ogole dno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prowadzenie sekretariatu to bardzo ciężka praca. A kulturalnych i mądrych facetów na dyrektorskich stanowiskach jest niestety niewielu.

      Usuń
  2. Taka sekretarka to istny skarb, dobrze, jeśli szef to docenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W jednym z moich miejsc był dyr. techniczny, który wymagał, by sekretarka przynosząc mu herbatę zakładała biały fartuch typu kitel. Najlepsze był, że gdy ona wchodziła to on stawał przy biurku niemal na baczność. Świrów wszak w świecie nie brak;)

      Usuń
  3. Nie znam biurowych zależności, więc tym bardziej ciekawi mnie co będzie dalej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic nie straciłaś. Wszystkie biura były dla mnie czymś w rodzaju panoptikum;)

      Usuń
  4. We wcześniejszych opowiadaniach pojawiła się już bohaterka o imieniu "Lusia" ale nie podejrzewałam, że zdrobnienie to, może się odnosić do Felicji(swoją drogą imienia oryginalnego i rzadkiego w dzisiejszych czasach).

    OdpowiedzUsuń