niedziela, 7 maja 2017

cz. X.

Dziewczyny spotkały się pod dużym sklepem z butami. Sklep był duży , ale
wybór butów średni. Ten fakt akurat nie  był w tym przypadku najważniejszy.
Lilka kręciła się,  kucała, wstawała, zdejmowała i przymierzała kolejne buty,
a w końcu kazała by Lusia  dała jej szybko przesyłkę dla Andrzeja.
Luśka przy okazji też przymierzyła kilka par butów, ale jak zawsze, te które
się jej podobały były albo za  duże albo za małe.
Spędziwszy około 20 minut w "Salonie Obuwia" wyszły nieco zdegustowane
na ulicę.
Lusia zaproponowała by podeszły  kawałek do sklepu z torbami, teczkami i
walizkami. Chciała kupić nową torebkę.
W drodze Lusia poprosiła, by Lilka wyjaśniła jej skąd te dziwne korowody
przy przekazywaniu przesyłki.
Lilka popatrzyła jak na głupią - no przecież chyba wiesz, gdzie pracuje ojciec
Andrzeja i mój?- spytała.
Tak dokładnie to nie wiem, ale wiem, że jest na placówce w Zurychu.
A gdzie  Twój to nie mam bladego pojęcia- nie rozmawialiśmy nigdy o tym
z Andrzejem. Byliśmy bardziej zajęci sobą niż tym co się dzieje dookoła.
Boże, westchnęła Lilka- jesteś zielona niczym rzeżucha w doniczce! Niech Ci
wystarczy, że wszyscy, którzy pracują na różnych placówkach są pod wieczną
obserwacją  a i często mają w mieszkaniach pluskwy.
Takie insekty? -zapytała Lusia.
Lilka omal nie zadusiła się od śmiechu.
Luśka, ty naprawdę nie wiesz o co chodzi?- spytała z niedowierzaniem.
No nie wiem. A niby skąd mam wiedzieć?- obruszyła się Luśka. Lilka westchnęła.
No to posłuchaj ciemna maso - ludzie, którzy pracują  na wyższych stanowiskach
nie tylko w  MSZ,  są pod stałą obserwacją, czy aby nie są współpracownikami
jakiegoś obcego wywiadu. W wielu mieszkaniach są   założone miniaturowe
aparaty podsłuchowe, nazywane w  żargonie pluskwą.
No jak to- oburzyła się Luśka- tak przychodzą i mówią, że muszą  założyć
podsłuch?
Lilka znów westchnęła "pobożnie" - nikt nie zakłada podsłuchu jawnie, ale  albo
się fachowo włamują albo przychodzi do domu jakaś ekipa łżąc, że jest awaria
i muszą posprawdzać różne instalacje.
My gdy chcemy o czymś porozmawiać bez świadków to idziemy na spacer z psem.
Można powiedzieć, że dzięki temu pies nie jest zatłuszczony i ma ładną sylwetkę.
To u Andrzeja też jest ten podsłuch?-spytała Lusia.
Nie, ich już  kilka lat nie ma, podsłuch to pewnie mają w swoim mieszkaniu
w Zurychu.
Lilka, muszę Ci coś powiedzieć- dziś zaczęłam pracę asystentki dyrektora
w gabinecie ministra. Czy sądzisz, że też mi jakiś podsłuch założą i że ktoś
będzie  nas w gabinecie podsłuchiwał  albo  założą mi w domu?
Coś ty, jesteś zwykłą płotką, nic od  ciebie nie zależy. Twojemu dyrektorowi
też pewnie nie założą, za chudy w uszach.
Ale wiesz- nie zaprzyjazniaj się tam z nikim- nigdy nie wiadomo kto jest
"wysuniętym pracownikiem", czyli takim, co ma obowiązek donosić gdzie
należy gdy mu się coś wyda "ciekawe".
Lusi nagle się rozjaśniło w głowie- słuchaj, a czy oni też otwierają prywatne
listy? Bo mój ojciec już dobrych kilka lat siedzi za granicą i jego listy są
strasznie nijakie, właściwie nic nie pisze, poza tym, że praca ciekawa i dopóki
będzie mógł to tam popracuje. A czasem przychodziły uszkodzone- taka była na
nich adnotacja poczty.
Lilka kiwnęła głową- no jasne jak słońce. Lusiu, dlatego właśnie listy  twoje
i Andrzeja nie latają normalną pocztą. Nie powiem ci jak docierają, bo czasy
takie, że lepiej gdy się wie mniej niż więcej.
No to chodz, wejdziemy do tych toreb. A jaką chcesz torbę? Skórzaną?
Dość dużą, bo muszę mieć przy sobie cały czas taki książkowy kalendarz.
I nie byłoby zle, gdyby tam weszła formatka A-4 w razie potrzeby.
Lusia, a skąd ci przyszło do głowy by podjąć pracę w  MPC?-zapytała Lilka,
wskazując jednocześnie Luśce całkiem niezle prezentującą się torbę skórzaną
uszytą z tak zwanych łatek.
To nie mnie przyszło, ale mój szef awansował i zaproponował bym z nim
przeszła w ramach przeniesienia służbowego- Lusia dokładnie obejrzała torbę
z każdej strony a głównie wewnątrz.
Podobała się jej, więc poprosiła o wypisanie  paragonu.
Cwany ten twój dyrektor- wziął wypróbowaną sekretarkę,do której ma zaufanie-
orzekła Lilka. To tym bardziej nie zaprzyjazniaj się z tamtymi paniami.
Luśka uśmiechnęła -się  to bardzo fajny człowiek , nie traktuje mnie jak
podnóżka albo służącej specjalnego przeznaczenia. I ma nawet poczucie humoru,
jak na pięćdziesięciolatka to nawet wysokie.
I obiecał, że po roku wyśle mnie na studia i to nie wieczorowe i będę miała nadal
zatrudnienie.
I nie powiedział ci jednej rzeczy- będziesz  robiła dwa lata w jeden rok- dodała
Lilka. Znam takich co je ukończyli- straszliwy zasuw.
Umówiły się, że zawsze gdy będą chciały się  spotkać, to będą się telefonicznie
umawiać na jakieś babskie zakupy.
                                                              c.d.n.

6 komentarzy:

  1. Ale konspira! No ale takie to byly czasy, choc ja je wspominam z sentymentem, nie czulam sie zniewolona i nawet na zachod jezdzilam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby Twoi rodzice byli na placówce lub mieli dość eksponowane stanowiska inaczej byś to odczuwała.To była pierwsza dekada lat'60.

      Usuń
  2. Zawsze lepiej mieć pod bokiem kogoś zaufanego...
    Zakupy z koleżanka czasem poprawiają humor, zwłaszcza gdy kończą się dobra kawą :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubiłam chodzić na zakupy z koleżankami. Śmiechu zawsze było sporo.
    Szkoda mi, że nie ma już Hortexu, to była naprawdę solidna firma.

    OdpowiedzUsuń
  4. No tak, konspira pełną gębą. Dawno nie byłam na babskich zakupach, a jak chodzę, to głównie sama. Przydałoby się, ale tym razem miałam inne zakupy i leczenie na głowie. Czytam dalej!

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam nadzieję, że nie doczekam tu tamtych czasów. Ale nigdy nic nie wiadomo,)

    OdpowiedzUsuń