czwartek, 11 maja 2017

cz. XV

W pierwszych dniach lipca przyszedł list od ojca Lusi. Zapowiadał w nim
swój przyjazd na pierwsze tygodnie sierpnia.
O dokładnym terminie powiadomi je wtedy, gdy będzie miał już potwierdzoną
całą trasę- do Polski i z powrotem. Nie będzie w Polsce dłużej niż 2 tygodnie,
czyli tyle, ile musi być ze względu na wygaśnięcie ważności paszportu.
A ponieważ już dość dawno wystąpiono z wnioskiem o nowy paszport i  jest
pozytywna decyzja, musi ten paszport zdać i zaczekać na wystawienie
nowego, a to nie zajmie więcej czasu niż tydzień.
Dopytywał się czy one będą w sierpniu w Warszawie, ale jeśli w tym czasie
będą gdzieś na urlopie to on sobie poradzi, bo ma przecież klucze od ich
mieszkania.
Tym razem był jeden list do nich obu. Po przeczytaniu listu obie zaniemówiły.
Pierwsza odezwała się Lusia.
Mamuś, tacie to chyba coś na mózg padło. Chyba już nie jesteśmy dla niego
rodziną! Ja mam urlop dopiero we wrześniu, tak przynajmniej zgłosiłam. Bo
pewnie we wrześniu przyjedzie Andrzej. A ty mamuś kiedy wezmiesz urlop?
Pewnie też we wrześniu. Nie mam dziecka w wieku szkolnym to nie muszę
jechać na urlop w lecie. Może załatwię sobie na wrzesień wczasy lecznicze?
Są takie trzytygodniowe turnusy, opłata  niewiele wyższa niż za zwykłe
wczasy, tylko potrzebne jest skierowanie od lekarza na zabiegi.
Pojechałabym chętnie nad morze, nie zależy mi na plażowaniu, wolę spacery
brzegiem morza. We wrześniu często jest bardzo ładna pogoda. Nie ma tłoku,
wrzeszczących dzieci i  upału.
Mamuś, a pojedziesz sama? - dopytywała się Lusia.
Niekoniecznie, zapewne znajdę kogoś chętnego na wyjazd, może pan Witold
też by się w tym samym czasie wybrał na takie wczasy, kto wie?
Mamuś, a pan Witold naprawdę pracuje w tej samej  firmie co ty?
W tej samej, jest naszym lekarzem zakładowym- odpowiedziała mama.
Lusia zaczęła się śmiać-  no ładnie, mamy obie ciągoty do lekarzy.
Ja do przyszłego a ty do będącego aktualnie w zawodzie.
Mamuś, to zabawne. A może nawet jakieś niesamowite- dodała po chwili.
Posłuchaj Lusiu- bardzo dobrze, że tatuś przyjeżdża.Nie mogę nadal tkwić
w papierowym związku. Ty już jesteś dorosła, tylko patrzeć gdy założysz
własną rodzinę. Muszę rozejść się z twoim tatą i próbować sobie ułożyć
życie na nowo. Nie jestem jeszcze taka stara, mam tylko 45 lat. Ja wiem, że
dla ciebie to jestem już staruszką, bo gdy się ma 21 lat z haczykiem, to ktoś,
kto jest po czterdziestce wydaje się być stojącym nad grobem staruszkiem.
Dobrze, że przyszedł ten list,skontaktuję się z adwokatem i gdy twój tata się
pojawi dostanie pozew rozwodowy.
Problemów nie będzie , ty jesteś dorosła i jest ewidentnie stały rozpad pożycia
małżeńskiego.
A jak wezmiesz rozwód to  co?- sondowała matkę Lusia.
To będę rozwódką.
A wyjdziesz drugi raz za mąż?
Lusiu, jeszcze nie mam rozwodu, nie ma na razie o czym mówić.
Wiesz mamuś, pan Witold od razu mi nie wyglądał na jakiegoś urzędnika.
I z całego serca popieram Twój plan. I możesz mnie powołać na świadka.
Mamuś, a co będzie  z mieszkaniem?
Nie wiem, przydział był wystawiony na mnie, tata wyjechał za granicę pod
hasłem, że zarobi na nowe, większe mieszkanie. Siedzi już tam tak długo,
że chyba na dom z ogrodem uzbierał a nie tylko na mieszkanie.
Nie wiem czy wiesz, ale ja odkładałam niemal wszystkie pieniądze, które on
nam przysyłał. Jeśli będzie się upierał przy podziale majątku, spłacę mu
połowę wartości tego mieszkania jego własnymi pieniędzmi.
Naprawdę  córeczko podoba ci się Witold? To bardzo dobry człowiek, bardzo
życzliwy dla ludzi.
Rozwiedziony?- spytała  Lusia.
Nie, wdowiec. Ma dwie córki, starsze od ciebie. Sam je wychowywał. Jego
żona była nieuleczalnie chora i zmarła gdy miała 35 lat. A jedna z jego córek
odziedziczyła  chorobę matki. I jeśli, podobnie jak jej matka odmówi leczenia
to umrze.
Choroba ujawniła się niedawno, ale są szanse na leczenie operacyjne gdy
nastąpi dalszy rozwój choroby.
Jak widzisz   każda rodzina ma jakieś  swoje problemy. U nas rozpad związku,
u innych śmierć i ciężka choroba. Życie jest trudne i niewiele możemy na to
poradzić.
Mamuś, to takie  smutne. Chciałabym, byście  ty i pan Witold dali sobie
wzajemnie szczęście.
Oby córeczko, oby.

Tego wieczoru Lusia bardzo długo nie mogła zasnąć. Zastanawiała się czy
jej rodzice pobrali się z miłości czy może przymuszeni okolicznością, bo
dziecko było w drodze. Usiłowała sobie przypomnieć jak wyglądały układy
pomiędzy rodzicami. Z tego co pamiętała, to kłótni , awantur nigdy nie było.
Rodzice mieli nieco odmienne poglądy na wychowanie dziecka, ojciec
wymagał ślepego posłuszeństwa a matka jeżeli czegoś zabraniała zawsze
tłumaczyła Lusi dlaczego zabrania. Ojciec natomiast wygłaszał długie tyrady,
robił grozne miny, ale nigdy Lusi nie uderzył.
Nigdy nie  jezdzili  razem na wakacje.Ojciec albo jezdził do swoich rodziców
albo zostawał w czasie  urlopu w Warszawie. Uważał, że Lusia powinna
jezdzić na kolonie lub obóz harcerski, ale mama była temu przeciwna.
Lusia uwielbiała wyjazdy wakacyjne z mamą. Gdy Lusia  jeszcze bawiła się
lalkami, mama w czasie wakacji szyła  dla lalek ubranka. Podczas spacerów
po lesie mama uczyła Lusię rozróżniania gatunków drzew, obserwowały
razem ptaki, mrówki a nawet gąsienice i ślimaki. Zbierały szyszki i potem
Lusia układała z nich różne wzory przed domkiem, w którym mieszkały.
Mama wymagała od Lusi tylko jednej rzeczy- by zawsze mówiła prawdę.
Bo tylko znając prawdę mama będzie mogła jej pomóc wyprostować to co
Lusia zle zrobiła.
Rozmyślania o małżeństwie rodziców doprowadziły Luśkę do próby analizy
tego co czuje do Andrzeja. Znali się od dziecka, a od piątej klasy szkoły
podstawowej bardzo się przyjaznili. To Andrzej był pierwszym chłopcem
z którym się całowała. Razem uczyli się tańczyć, mieli cały system tajemnych
znaków, pomagali sobie wzajemnie w nauce- Andrzej mial kłopoty z chemią
a Lusia z matematyką. Mieli w Łazienkach "swoją" ławkę, na której siedzieli
godzinami, mocno do siebie przytuleni i.......milczeli.
A teraz  - kilka dni istnego szaleństwa, wzajemnego oczarowania i długie dni
tęsknoty. Czy to już  jest miłość? Czy może tylko pożądanie?
Znają się i zupełnie nie znają jednocześnie.
Stałe oddalenie nie ułatwi im przecież poznania się a tęsknota przyćmi trzezwe
spojrzenie na siebie wzajemnie.
Lusia zasnęła dopiero nad ranem i półprzytomna pojechała rano do pracy.
                                                         c.d.n.



2 komentarze:

  1. Dzisiejszy "osobisto - rodzinny" odcinek czyta się szybko i w umyśle powstaje niewypowiedziane pytanie "co dalej". Takie właśnie odczucie niezaspokojonej ciekawości miałam po przeczytaniu "Klary"(moim zdaniem wyśmienite opowiadanie).Zaczynam odnosić wrażenie, że choć dwa wcześniejsze odcinki tego nie zapowiadały(bardzo męczyłam się przy ich czytaniu; wydawały mi się monotonne), to ten dzisiejszy wróży bardzo ciekawe ciągi dalsze. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Podoba mi się, kiedy matka poważnie traktuje córkę (dzieci) i mówi im wprost, co uważa za słuszne i mądre. Najgorsze są gierki i nie wiadomo jakie wymagania, kłamstwo czy tłumaczenia drugiego partnera przed dzieckiem, które często w takich wypadkach zupełnie nie wie, co ma ze sobą zrobić i czasem samo wydaje niekoniecznie mądre wyroki na jedno z rodziców.

    OdpowiedzUsuń