wtorek, 2 maja 2017

cz.IV.

Radość Andrzeja z powodu urlopu Luśki była wręcz niewymowna.
W drodze do domu wstąpili na obiad do hotelowej restauracji, bo przecież
on nie potrafił gotować.
Ale za to zrobił nieco wariackie zakupy w delikatesach- nie bardzo pamiętał
co Luśka lubiła jeść a czego nie.
Jedno było pewne - czego jak czego, ale czekolady z orzechami z pewnością
by im nie zabrakło.Czekoladę z orzechami lubili oboje, do kompletu była
wedlowska gorzka czekolada i ulubione przez Lusię mandarynki oraz cukierki
o dziwacznej nazwie  "sugusy". W czasach szkoły podstawowej niemal
połowa klasy konsumowała sugusy a reszta.... łagodne miętówki.
Z bardziej prozaicznych zakupów był makaron, jajka, różne sery i spory
kawałek  szynki oraz chleb.
Gdy w domu pokazał Luśce zakupy, ta mało nie padła z wrażenia i zdziwienia.
Nie były to towary ogólnie dostępne, więc wiadomo było, że musiał je
kupić na znanym ekskluzywnym  targowisku, gdzie ceny był sufitowe.
Lusia  zatelefonowała do swojej mamy, by powiedzieć, że jednak dostała urlop,
a mama zaprosiła ich oboje na następny dzień na obiado-kolację. Poprosiła też
by na moment podszedł do telefonu Andrzej i jemu bezpośrednio powtórzyła
swe zaproszenie na ten obiad. Ten drobny fakt bardzo ujął Andrzeja.
Stwierdził, że mama Lusi jest niesamowita i "bardzo do rzeczy".
Następny dzień, który miał być dniem snu do oporu, zaczął się dla  Lusi nieco
niezwykle. Gdy się obudziła miejsce obok niej było puste a w mieszkaniu
panowała głucha cisza i ciemność.
Pewnie poszedł do łazienki- pomyślała, objęła ręką jego poduszkę i niemal
natychmiast zasnęła.
Gdy obudziła się ponownie zobaczyła, że w pokoju jest już tylko szaro a nie
ciemno a Andrzej siedzi ubrany w nogach tego wielkiego małżeńskiego łóżka
i wpatruje się w nią z lekkim uśmiechem.
Ojej, co się stało, że nie śpisz - zdziwiła się Luśka wtulając się w jego objęcia.
Bo chciałem sobie na  ciebie popatrzeć, to raz,  dwa - muszę sobie wszystko
jakoś ułożyć w głowie a trzy -  jestem głodny a nie chcę jeść bez ciebie.
Kładz się,   ja zaraz przyniosę śniadanie. Co wolisz- kawę , herbatę czy gorącą
czekoladę?
Wszystko mi jedno, zrób to co  ty będziesz pił.
A więc nescę z jedną łyżeczką czekolady- Andrzej zeskoczył z łóżka  i za
chwilę "wjechał" do sypialni nieduży stolik  gęsto zastawiony jedzeniem.
W "chlebowym" koszyczku leżało z 10 maleńkich kaizerek i kilka rogalików.
Oooo- zdumiała się Luśka  - a skąd te kaizerki i rogaliki?
Na ogół z piekarni - ze śmiechem odparł Andrzej. Wczoraj je zamówiłem
w pobliskiej prywatnej piekarni i dziś raniutko odebrałem.Ta piekarnia jest tu
od zawsze i znam jej właściciela i jego dwóch synów.
No to już wiem, czemu Cię nie było w łóżku gdy się  raz przebudziłam,
a myślałam, że poszedłeś po prostu do łazienki.
Andrzej,nie jestem przyzwyczajona aż do takiego rozpieszczania, mama mnie
tak nie rozpieszczała, nawet gdy byłam chora!
Te maleńkie kaizerki i rogaliki były wyraznie hitem dla obojga. Bajecznie
świeżutkie i chrupkie, posmarowane  masłem, z plasterkiem szynki były
znakomite. A rogaliki były pyszne nawet bez dżemu lub konfitury.
Pogoda była raczej barowa niż spacerowa, więc postanowili pozostać w domu
aż do  chwili gdy pojadą  na obiado - kolację.
Mieli sobie wzajemnie dużo do opowiedzenia  poza tym oboje usiłowali poznać
co drugie lubi a czego nie.
Gdy rozeszły się ich drogi mieli ukończone po 14 lat, dorastali w sporym
oddaleniu i innych warunkach.
Może dlatego, że wcześniej  tak długo się znali się i bardzo przyjaznili,  teraz
potrafili rozmawiać ze sobą bez skrępowania i obawy, że druga strona się
poczuje urażona lub wręcz obrazi.
Oboje byli w pełni zaskoczeni swoją obecną reakcją na siebie wzajemnie.
 Jednocześnie oboje zdawali sobie sprawę, że w tej chwili  snucie planów na
przyszłość byłoby głupotą. Oboje wiedzieli, że wielomiesięczne  rozstanie
może zweryfikować ich marzenia, plany i nawet uczucia.
Na razie postanowili cieszyć się tym co jest teraz, z tego czerpać radość by
zachować piękne wspomnienia.
Luśka zamierzała jeszcze iść na studia, nie pragnęła wstąpienia w jakiś
zobowiązujący prawnie związek.
Z kolei Andrzej musiał skończyć studia a ich ukończenie nie oznaczało od
razu pełnej niezależności finansowej.
Nigdzie przecież młody lekarz nie  zarabia dużych pieniędzy.Ukończenie
studiów tak naprawdę nie było końcem nauki i każdy lekarz, który chciał
podnosić swe kwalifikacje musiał jednocześnie inwestować w siebie. Na
razie jego studia finansował ojciec,  ale Andrzejowi marzyło się by już być
niezależnym finansowo, chociaż ani razu nie  usłyszał ze strony ojca
uwagi na temat  swoich wydatków, nawet gdy czasem "zaszalał".

Na obiado - kolację wybrali się samochodem, bo Andrzej chciał koniecznie
przynieść  mamie Lusi jakieś kwiaty, a obawiał się, że wędrowanie z nimi
po mrozie nie zrobi im dobrze. W końcu wybrali zamiast kwiatów ciętych
cyklameny w doniczce.
Andrzej był nieco spięty w drodze, powiedział nawet, że czuje się tak jakby
miał zaraz odpowiadać przy tablicy z......chemii.
Z chemii to bym mogła odpowiadać- odpowiedziała ze śmiechem Luśka-
ale z pewnością nie z fizyki.
Mama Luśki była zachwycona kwiatkiem, obrugała jednak Andrzeja, że
wydaje  pieniądze, potem powiedziała, że za kilkanaście minut przyjdzie
pan Witold, żeby Andrzej nie czuł się zdominowany obecnością  aż dwóch
kobiet.
Obiad był taki, że nawet stado wygłodniałych wilków po jego zjedzeniu
mogłoby przez tydzień nie szukać jedzenia.
A na koniec wjechała na stół jeszcze ciepła szarlotka w bezowej pierzynce.
W końcu wszyscy nagle  wylądowali w kuchni w ramach pomagania
gospodyni w  zmywaniu naczyń. Było trochę ciasno, ale bardzo miło,
płeć brzydka myła naczynia, a płeć piękna je wycierała i odkładała na
miejsce.
Około 20,00 Luśka z Andrzejem zaczęli się zbierać, a pan Witold miał
jeszcze  zostać, by obejrzeć kolejny odcinek jakiegoś filmu.
Gdy się żegnali, Andrzej napisał mamie  Luśki swój numer telefonu , by
w razie potrzeby miała kontakt z córką.
Na koniec dostali "gotowce" przygotowane przez mamę, która doskonale
wiedziała, że umiejętności kulinarne jej córki nie  wykraczają poza
przyrządzenie jajecznicy  oraz  omletu z groszkiem lub boczkiem.
Całą drogę powrotną Andrzej twierdził, że mama Luśki jest jeszcze
lepsza  niż jego mama.
Pan Witold zrobił na obojgu dobre wrażenie, nie miał na szczęście natury
typu " dusza towarzystwa", nie usiłował czymś błysnąć, ale nie trudno
było wywnioskować, że to człowiek o sporej wiedzy.
Gdy w domu Andrzeja  Luśka przekładała zawartość dużej torby do
lodówki, doznała szoku- były tu obiady dla nich dwojga na  najbliższe dni,
oraz instrukcja co trzeba jeszcze do tego dodać.
Andrzej z miejsca chciał zatelefonować z podziękowaniami, ale jego
zapał ostudziła Luśka wywodem, że może niech teraz nie dzwoni, bo im
przeszkodzi w oglądaniu filmu albo może i w czymś innym.

Około północy Andrzej doszedł do wniosku, że wyjedzie do Austrii nie
w piątek  wieczorem ale w sobotę. A jeśli nie będzie miejsc w sypialnej
"dwójce" to dopłaci do biletu i pojedzie "jedynką". Postanowił, że z samego
rana pojedzie na dworzec do przedsprzedaży i sprawę załatwi.
To nie był sezon, więc z pewnością będą  miejsca sypialne. I musi to
załatwić jak najprędzej, bo w czwartek wieczorem  będzie tu dzwonił jego
ojciec by się dowiedzieć, kiedy on wraca.
Luśka zgłosiła chęć pojechania wraz z nim, ale Andrzej zaprotestował- ona
ma czekać na niego w domu, pod cieplutką kołderką, by miał się gdzie szybko
ogrzać po powrocie.

W czwartek przed południem pojechali na pogrzeb, zabierając przy okazji
Lilkę i jej chłopaka.Co dziwniejsze z dawnych koleżanek i kolegów byli
tylko oni.
Na cmentarzu było przeokropnie zimno,wszyscy  byli zmarznięci, obsługa
niemal cwałowała z trumną, ksiądz z miejsca poprosił by mężczyzni nie
zdejmowali nakryć głowy, a ojciec z kolei poprosił, by nie składać żadnych
kondolencji.
Matki nie było, lekarz nie wyraził zgody na jej udział w pogrzebie  syna.
Andrzej i  Lusia odwiezli Lilkę na Uniwersytet a sami powrócili do domu.
                                                           c.d.n.





7 komentarzy:

  1. I jak tu się doczekać dalszego ciągu?? Przykro mi tylko, że odwiedzam Cię tak bardzo nieregularnie. :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. W tak młodym wieku można się było rzucić w taką przygodę na głęboką wodę, nie zastanawiając się jeszcze za bardzo. W sumie już zapomniałam o tym pierwszym amancie Luśki. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś nigdy nie wróciłam do szkolnych fascynacji, a zwłaszcza z okresu podstawówki.

      Usuń
  3. Zaskoczyła mnie pisownia słowa"kajzerka", rozumiem, że sugerowałaś się pisownią niemiecką (Kaisesemmel). Ja często wracam myślami do swoich "miłości" z lat szkolnych, bo chłopak na poważnie był dopiero na studiach.

    OdpowiedzUsuń