niedziela, 4 lutego 2018

Michalina -cz.X

Ach, co to był za ślub!!!
Panna Młoda calutki czas miała oczy w  bardzo mokrym miejscu- ze wzruszenia.
Bo od chwili przyjazdu każdy z rodziny Michała starał się okazać jej, że jest
nowym, ale bardzo pożądanym członkiem  rodziny. Rodzice Michała zwracali się
do niej per córeczko, a jej serduszko topniało i łzy napływały do oczu.
Ze strony Michaliny były tylko dwie osoby- babcia i  matka. Tatuńcio stwierdził,
że i bez niego udzielą córce ślubu, a on zle się czuje. Owo złe samopoczucie to
były jakieś rozgrywki szachowe, w których brał udział i  były dla niego ważniejsze
niż ślub jedynego dziecka.
Babcia skwitowała to jednym zdaniem- "nie zdawałam sobie  sprawy, że urodziłam
potwora, może lepiej, że nie jedzie".
I choć był to ślub "tylko cywilny" było uroczyście i bardzo miło.
Gdy nowożeńcy wychodzili z sali ślubów rozległy się dzwięki marsza weselnego,
a w przyległej salce czekał na gości szampan  i fotograf.
Dzień był nieco chłodny, ale bardzo słoneczny i bardzo przydała się cieplutka
narzutka, którą wydziergała na drutach jedna z kuzynek Michała.
Po szampanie i toastach wszyscy pojechali do domu Basi na dość wczesny
obiad.
Michalina z wrażenia ledwie co mogła przełknąć i niewiele brakowało by babcia
zaczęła ją karmić. Zamiast tego szepnęła Michalinie na ucho, że musi się wziąć
w garść i jeść,bo przecież Basia  się narobiła i będzie jej przykro gdy włożony
trud pójdzie na marne.  Jedyny toast wygłosił tata Michała - życzył młodym by
zgodnie,  z głową, pokonywali wszystkie trudności , które napotkają na swej
drodze życiowej. Bo tych niestety nigdy nie brak.
Po południu Stefan odwiózł "dwa Michały" do Raciąskiego Młyna. Basia zaś
dodała do ich bagażu ciasto , sporo słodyczy i dwie butelki wina.
Pogoda stanęła na wysokości zadania. Z co zabawniejszych rzeczy- sporo czasu
spędzali na huśtawkach- po raz pierwszy  oboje widzieli huśtawki dla dorosłych.
Udało im się jeszcze raz skorzystać z kajaków- sezon się kończył i kajaki były
wywożone do konserwacji- tu nie było gdzie ich przechować przez zimę.
Gdy po kilkunastu latach zapragnęli znów spędzić urlop w Raciąskim Młynie
to okazało się, że dawnego wczasowiska już nie ma - cały ośrodek przystosował
swe kwatery do przyjmowania dzieci  na "Zielone Szkoły".
Małżeństwo Michaliny przebiegało bez większych problemów, no może poza
okresem, gdy Michał pojechał na dwa lata na stypendium do USA.
Michalinie był dość ciężko bez niego, tym bardziej, że Michał przebąkiwał, że
najchętniej pozostałby w tym kraju na stałe i z czasem sprowadziłby ją i
synka.
W wyobrazni Michalina widziała u jego boku inną kobietę, co może nawet było
prawdą.
Po ponad roku nieobecności  Michała stwierdziła z przerażeniem że będzie się
umiała pogodzić z tym, że być może on zniknie z jej życia.
Napisała mu o tym i Michałowi natychmiast wyparowała z głowy chęć pozostania
w USA, nie wiadomo jak jeszcze długo, bez niej i dziecka.
Z wielkim smutkiem Michalina pożegnała swą babcię, która odeszła dożywszy  90
lat.
W kilka lat pózniej dość niespodziewania zmarła jej matka, która ukrywała swą
chorobę przed wszystkimi - przed sobą również.
Gdy trafiła do szpitala jedyne co mogli zrobić lekarze to podawać środki
przeciwbólowe i dziwić się, że nie zgłosiła się kilka lat wcześniej.
Ojciec Michaliny ostatni swój rok życia spędził w specjalistycznej placówce -
odszedł zapewne nie zdając sobie sprawy gdzie jest i dlaczego. Do samego
końca nie interesował się Michaliną.
Podobno ożenił się, z jej matką z przyzwoitości a nie z miłości, skutkami swej
"przyzwoitej decyzji" obciążając Michalinę.
Jak twierdzi Michalina, geny to okropna rzecz- jej syn to pod wieloma względami
"wykapany" dziadek, tylko miłość do zwierząt odziedziczył po swych rodzicach.
                                             KONIEC

piątek, 2 lutego 2018

Mchalina -cz.IX

Doprowadzanie  babcinego mieszkania do stanu używalności szło dość opornie.
Pan "spec" , który podjął się doprowadzenia mieszkania do cywilizowanego
wyglądu pracował tam tylko wieczorami. Namówił babcię, by położyć w łazience
i kuchni tylko białą glazurę, bo pomieszczenia maleńkie-to raz, a dwa - on tylko
 taką może bez problemu załatwić.
Poza tym zasugerował, że gdyby zlikwidować w łazience umywalkę, to w jej
miejsce weszła by bez problemu pralka i to nawet bębnowa, która w tym czasie
była "przebojem", tyle tylko, że trudno osiągalnym.
Ale pan "spec" miał rozliczne znajomości i kontakty, więc przygotuje miejsce
na tę pralkę i pewnie  w ciągu 2 lub 3 miesięcy uda się ją nabyć.
Zaproponował również by w kuchni zamurować otwór okienny, co pozwoli
uzyskać jedną pełną  ścianę na szafki wiszące a pod nimi  będzie można postawić
kuchenny stolik. Szafki kuchenne miały być "na wymiar", z przesuwnymi
drzwiczkami, węższe u dołu, szersze u góry. Ponadto zamienił miejscami
kuchenkę  gazową i zlewozmywak, dzięki czemu powstało dobre miejsce na
lodówkę.

W tym czasie Michał bardzo pracował nad  wdrożeniem projektu pt. "wezmy
ślub  w sierpniu, nie w Warszawie  a w Kwidzynie i na tydzień pojedziemy
wtedy w Bory Tucholskie".
Miał odłożone pieniądze na wynajęcie dla nich jakiegoś pokoju i obiecaną od
rodziców pewną wcale nie małą kwotę.
Jego siostra była zdecydowana wziąć na siebie trud skromnego przyjęcia
weselnego i ponadto przenocować rodziców Michaliny i babcię.
Ale  babcię chcieli koniecznie mieć u siebie rodzice Michała.
I tak to narzeczeni, każde oddzielnie , w tajemnicy przed sobą, snuli własne
plany dotyczące wspólnego życia.

Michał "pękł" pierwszy i przedstawił  Michalinie swój plan. Dziewczyna
spokojnie wysłuchała, powiedziała, że się nad tym zastanowi, bo nie jest
pewna, czy dostanie w zakładzie  bezpłatny urlop i da odpowiedz za kilka dni.
Tego samego dnia opowiedziała wszystko babci i plan Michała nawet się
starszej pani spodobał.
Następnego dnia w pracy zapytała się swego szefa, czy dostanie tydzień
bezpłatnego urlopu w końcu sierpnia lub na początku września bo bierze ślub
poza Warszawą. Szef się wpierw lekko skrzywił, potem zgodził się na wrzesień
i to na całe dwa tygodnie jej nieobecności, razem z dniami przysługującymi jej
"z urzędu". Michalina pracowała szybko i bezbłędnie, nie traciła czasu na różne
pogaduszki, nie przesiadywała w bufecie i nie chodziła na zwolnienia z racji
opieki nad dziećmi, więc szef ją cenił.
Dzień pózniej wracając z pracy wstąpiła do  archiwum USC i pobrała swą
metrykę urodzenia, zgłaszając, że ślub będzie brała poza Warszawą.
Gdy wieczorem zatelefonował do niej Michał, powiedziała że się zgadza i że
ma nawet już swą metrykę, bo dziś był dzień, gdy USC pracował do godz.18,00.
Następnego dnia radosna nowina została przekazana rodzinie - siostra dostała
dodatkowe zadanie - wyciągnięcie  metryki Michała i zarezerwowanie terminu
ślubu zaraz po 1 września.
Rzecz była mało kłopotliwa, bo jej najlepsza przyjaciółka pracowała w Radzie
Narodowej Kwidzyna. Michalina miała swoją metrykę przesłać pocztą do swej
przyszłej szwagierki wraz z prośbą o  zarezerwowanie terminu na dzień zgodny
z terminem podanym przez Michała.

W dwa tygodnie pózniej, Michalina i babcia pokazały Michałowi mieszkanie,
ciągle jeszcze nie umeblowane. Ale babcia, która nie nawykła do kłamstwa,
powiedziała Michałowi, że to jest właśnie jej mieszkanie i ona będzie im je
wynajmować po atrakcyjnej cenie w stosunku do tych, które funkcjonują na
rynku mieszkaniowym.Tylko rodzice Michaliny nie mogą wiedzieć, że to
jest mieszkanie babci.
Michał był nieco oszołomiony tymi wiadomościami i bardzo wzruszony.
Stwierdził, że w takim razie on w najbliższą sobotę pojedzie do domu, zawiezie
przy okazji dokumenty Michaliny, opowie wszystko rodzicom i weżmie od
nich pieniądze, bo trzeba będzie jednak kupić nieco mebli.

Pewnego dnia, wieczorem zatelefonowała do Michaliny  siostra Michała.
Wpierw wyraziła swą radość z faktu, że niedługo będą prawdziwą rodziną,
potem dopytywała się, czy Michalina ma jakieś sugestie  co do obiadu
weselnego a na końcu powiedziała, że ma dla Michaliny sukienkę, w której
Michalina będzie z pewnością wyglądać ślicznie , bo to bardzo stylowa
sukienka. A ona, wraz z mężem przyjadą do Warszawy bo tu mają odbiór
samochodu, tego co to miał być jeszcze  przed  świętami Bożego Narodzenia.
No i przywiezie ze sobą sukienkę, żeby Michalina  ją przymierzyła.
Twierdziła, że gdy ją tylko zobaczyła w Gdyni na wystawie sklepu od razu
oczyma wyobrazni zobaczyła w niej Michalinę. I są do niej też buty i ona je
również przywiezie, bo one są z rypsu w kolorze tej sukienki.I jeżeli
sukienka nie będzie Michalinie się podobać, to nie ma sprawy, bo umówiła
się ze sprzedawczynią, że sukienkę i buty z powrotem  odwiezie. To sklep
prywatny, więc nie ma kłopotu ze zwrotem.
A przyjadą pociągiem i Michał po nich  wyjdzie na dworzec, mają nawet
hotel zarezerwowany.

Sukienka , którą przywiozła Basia bardzo się Michalinie spodobała. Była
skromna, ale jednocześnie elegancka. Miała krótki rękawek, był odcinana
w talii, dół był leciutko rozkloszowany, pasek w talii był wykończony małą
różyczką. Kolor materiału był trudny do określenia  bo bardzo blady róż
mienił się na perłowo. Pantofelki były zrobione z tego samego materiału,
każdy ozdobiony maleńką różyczką, tak jak pasek  sukienki. Obcas był
szpilkowy ale nie za bardzo wysoki.
Sukienka  była  nieco za luzna, bo Michalina była chudziną, ale wprawna ręka
babci mogła bez trudu dopasować sukienkę do obwodu Michaliny.
Michalina chciała natychmiast zwrócić pieniądze za sukienkę, ale tu
spotkała się z ostrym protestem- sukienka, buty i przyjęcie były prezentem
ślubnym dla Michaliny i Michała.
A na Michała czekał garnitur pasujący kolorem do sukienki Michaliny.
Garnitur?- zdziwił się  Michał- przecież mam garnitur! Basia i jej mąż aż się
pokładali ze śmiechu.
Stary, przecież ty masz spodnie  sztruksowe i sztruksową katanę a nie żaden
garnitur. I w czymś takim nikt normalny ślubu nie  bierze, nawet cywilnego!
Dobrze, że tych bzdur nie  słyszy nasza mama, pewnie dostałaby zawału-
śmiejąc się mówiła  Basia.
Kochani, termin ślubu macie zarezerwowany na 3 września. Musicie przyjechać
dzień wcześniej, bo musicie uzupełnić papiery w urzędzie.
A mieszkanie macie załatwione w Raciążskim Młynie. Jest pełne wyżywienie,
100 metrów do jeziora i ze 300 do lasu.
Mieszkać  będziecie  w niegdysiejszej stajni.Odwieziemy was tam samochodem
i potem po was przyjedziemy.

Wieczorem Michalina powiedziała rodzicom, że już mają ustalony termin ślubu
i że ślub odbędzie się  w Kwidzynie, a przyjęcie ślubne w domu siostry Michała
i tam też rodzice będą zakwaterowani.
I co, to będzie kościelny ślub? - spytała matka.
Mamo, a widziałaś by ktoś kto nie był ochrzczony  brał ślub kościelny?
Bo ja jeszcze  czegoś takiego nie widziałam, no ale może przeoczyłam.
A gdzie zamierzacie mieszkać? -wtrącił się ojciec.
Michalina spojrzała z ukosa na ojca- z pewnością nie tutaj. Mam stąd zbyt
daleko do pracy.
To ty pracujesz? - zdziwił się ojciec- i dostajesz może pieniądze? to dlaczego
ja nic o tym nie wiem?
Nie wiesz, bo ja cię nie  nic a nic nie obchodzę. Nawet nie zauważyłeś że się
nie stołuję w domu, że wychodzę rano i wracam póznym popołudniem.
Wiedziałeś, że byłam na kursie ale nawet się nie zapytałeś jak mi idzie i czego
się tam uczę.
Nigdy was nic nie obchodziłam i naprawdę nie wiem po co wam głowę
zawracam swoim ślubem. Jeśli nie macie ochoty to nie musicie wcale tam
jechać.
A co wtedy powiesz swym teściom?- zapytała mama.
Michalina bliska płaczu wycedziła przez zaciśnięte  zęby- po prostu prawdę
powiem.
I wyszła z pokoju pilnując  się by nie wybuchnąć płaczem i nie trzasnąć
drzwiami.Za to rozryczała się na całego w pokoju babci, która długo nie
mogła jej uspokoić.
                                         c.d.n.





czwartek, 1 lutego 2018

MIchalina- cz.VIII

To, że babcia  postanowiła Michalinie udostępnić mieszkanie wcale nie
przyspieszyło sprawy.
Michalina, jako  sprytne stworzenie, poprosiła  babcię, by nie mówić nic a nic
Michałowi, że de facto to mieszkanie jest  babci.
Tłumaczyła, że Michał może się niechcący wygadać przed jej rodzicami i lepiej
będzie gdy ona powie, że to jest  mieszkanie  jakiejś babcinej znajomej.
Na razie to i tak w tym mieszkaniu niczego się nie będzie robiło, bo Michał
ciągnie i studia i pracę, więc trzeba poczekać do wakacji.
Martwiła ją perspektywa spotkania się obu rodzin,  ale i to trzeba będzie pewnie
odłożyć na wakacje.
Michał przychodził teraz regularnie do domu Michaliny w każdą niedzielę, bo
zimowa aura nie  sprzyjała spacerom po mieście.Jakby na to nie spojrzeć, był
teraz "oficjalnym narzeczonym".

W połowie marca rodzice Michała przysłali zaproszenie na święta wielkanocne
dla całej rodziny Michaliny.
Rodzice stanowczo odmówili tłumacząc się innymi planami -podobno mieli
już wykupione w tym terminie wczasy, ale  babcia stwierdziła, że chętnie
z tego zaproszenia skorzysta.
Michalina wystała w Orbisie bilety w obie strony.
A babcia wymogła na Michalinie "wycieczkę" do sklepów by obie nieco
odświeżyły swą  garderobę.
Michał był szczęśliwy, że babcia z nimi pojedzie- wiedział, że babcię to cała
jego rodzina od razu polubi i że z pewnością się wszyscy zaprzyjaznią.

I rzeczywiście- na dworcu już czekał szwagier ( nadal tym starym gruchotem)
i ojciec Michała z młodszym synem- też samochodem, ale znacznie lepszym.
Szwagier zabrał do "gruchota"  młodych, ojciec z wielką atencją usadowił
w swym samochodzie tylko babcię.
Nie wiadomo jak i co się stało,  ale  towarzystwo jadące gruchotem przyjechało
znacznie wcześniej niż drugi samochód. Co prawda tamci wstępowali jeszcze po
drodze po mamę Michała, no ale żeby aż godzinę dłużej jechać 20 kilometrów?
W każdym razie wszyscy troje przyjechali w dobrych humorach i mówili już
sobie po imieniu.
Była pierwsza dekada kwietnia i słońce już chwilami całkiem niezle  grzało
więc w lany poniedziałek pojechali do Grudziądza- obie warszawianki nigdy
nie były w tym mieście, więc tata Michała służył za przewodnika.
Podobno grudziądzka Starówka była pierwowzorem warszawskiej  Starówki,
ale spory na ten temat trwają do dzisiejszego dnia..
Jak zawsze wszystko co miłe szybko się kończy więc i święta minęły szybko.
Najchętniej do Warszawy wracał Michał - podobało mu się to  miasto i sam
się zastanawiał jak mógł dobrze się czuć w tak niewielkim  mieście  jak
Kwidzyń a do tego mieszkając w pewnej odległości od niego.
Gdy Michalina powiedziała, że  z chęcią zamieszkałaby w tamtych okolicach,
a tak naprawdę nawet jeszcze dalej, w rejonie Borów Tucholskich był wielce
zdumiony i oświadczył, że on się z Warszawy na pewno nie wyprowadzi.
Oczywiście, mogą latem lub jesienią  pojechać w Bory Tucholskie, ale nie po to
by tam stale mieszkać.

Na początku czerwca Michalina pomyślnie zdała egzamin z ukończenia kursu.
W kilka dni pózniej dostała pracę w zakładzie podzespołów radiowych.
Dojazd do pracy zajmował jej niemal godzinę, no ale to są uroki mieszkania
w dużym mieście.
Dzień, w którym Michalina otrzymała swe pierwsze wynagrodzenie  za pracę
uświadomił jej, że nieodwołalnie skończyło się dzieciństwo.
Gdy Michał skończył letnią sesję (oczywiście bez problemów) Michalina wpadła
na pomysł, że jako osoba dorosła i pracująca mogłaby się wyprowadzić od
rodziców i zamieszkać w babcinym mieszkanku.
Ale ten plan nie zyskał babcinej  aprobaty - stwierdziła, że ona to mieszkanie
wynajmie dopiero wtedy, gdy młodzi się pobiorą. Zresztą tam trzeba jeszcze wiele
pracy włożyć, by nadawało się do zamieszkania.

W tamtym czasie spółdzielcze mieszkania oddawano  wykończone "pod klucz"-
była armatura w kuchni i łazience oraz  podstawowe wyposażenie jak wanna,
umywalka,  wc a  w kuchni zlewozmywak i kuchenka gazowa.. Co prawda
obecność glazury ograniczała się do jednego rządku tejże  nad wanną, umywalką
i zlewozmywakiem.
Zdaniem babci wpierw należało  zorientować się  co należy zrobić i wykonać od
razu wszystko, gdy mieszkanie jeszcze nie umeblowane, bo potem będzie to bardzo
kłopotliwe- po prostu nie będzie tzw. "pola manewru" w tej ciasnocie.
Pewnej lipcowej niedzieli babcia  wraz z Michaliną  wybrały się do tego nowego
mieszkania. Budynek był typowym warszawskim mrówkowcem. Nie było tu
parteru, ich miejsce zajmowały lokale użytkowe- był między innymi sklep
spożywczy,  punkt napraw drobnego sprzętu AGD a po drugiej stronie budynku
miał być lada moment otwarty jakiś bar. Do jednej z głównych ulic miasta było
około 500m, do drugiej, nieco mniej ważnej chyba 70m.
Budynek miał 11 pięter, na każdym piętrze był 12 mieszkań,  wszystkie identyczne.
Cztery windy pracowicie dowoziły lokatorów do ich mieszkań. A  w holu na dole
był nawet portier i kiosk "Ruchu". Druga połowa budynku była identyczna.

Widok tego maleńkiego mieszkania nieco przeraził Michalinę - no ale 38 m kw.
na dwa pokoje, kuchnię i łazienkę to naprawdę niewiele. Mieszkanie,  w którym
teraz mieszkała miało ok. 75 m kwadratowych.,  ale to był budynek wybudowany
jeszcze przed wojną.
Gdy kręciły się w kółko patrząc co trzeba zrobić, by tu zamieszkać, Michalina
wpadała w coraz gorszy nastrój. Przerażała ją wizja wydatków, które trzeba będzie
ponieść.
 A poza tym już samo zdobycie glazury i różnych materiałów wykończeniowych
 było sporym problemem.
Postanowiły, że wpierw znajdą jakiegoś majstra-budowlańca, który oceni zakres
potrzebnych robót i ewentualnie zrobi wstępny kosztorys.
Postanowiły zapytać portiera, czy nie zna aby kogoś odpowiedniego do podjęcia się
tej pracy.
Portier polecił im jakiegoś "fachowca", nawet sam do niego zatelefonował i umówił
obie panie  za dwa tygodnie- też w niedzielę, ale wieczorem.
Michalina po powrocie do domu długo rozmyślała nad tym nowym mieszkaniem.
Wiadomo, na  bezrybiu i rak ryba, ale mieszkanie w takiej klatce, w mrówkowcu
z widokiem na  dwa inne mrówkowce nie było miłą perspektywą.
I pomyśleć, że na to mieszkanie babcia czekała niemal 7 lat , na domiar złego było
naprawdę drogie i spłacanie jego miało jeszcze potrwać wiele lat. Na szczęście
było to tzw. "mieszkanie własnościowe", więc teoretycznie można było je
z czasem sprzedać- po spłaceniu.
                                                                           c.d.n.


poniedziałek, 29 stycznia 2018

Michalina-cz.VII

I było tak jak  w porzekadle- święta,święta i po świętach. Do Warszawy wracali
już "normalnie", czyli pociągiem.
Przez całe święta Michalina czuła się nieco  bajkowo, bo nie da się ukryć, że
bardzo różniły się one od świąt, które dotąd spędzała w domu.
Nie było żadnych narzekań na przedświąteczne  trudy przygotowań, nikt nie ględził
z przekąsem o podtrzymywaniu tradycji a ojciec Michała , nim zasiedli do stołu,
złożył wszystkim  bardzo zwyczajne życzenia-niech się spełnia wszystkie marzenia.
Kolacja wigilijna nie była tradycyjna, czyli postna .
Ale największe wrażenie zrobiła na Michalinie choinka- choinka "robiła" za stojak
ze słodyczami- wisiały na niej pierniczki, różne cukierki w kolorowych celofanach,
bardzo małe, czerwone jabłka, suszone figi, kruche ciasteczka, czekoladki. Pod
choinką stał niski stolik, na którym na małych  tackach można było znależc to
wszystko co na niej wisiało oraz różne domowe ciasta oraz "normalne " jabłka, bo
te choinkowe były tylko ładne, niestety nie były smaczne.
Te kilka  godzin jazdy pociągiem przygotowały Michalinę na spotkanie z domową
rzeczywistością- skwaszoną miną  mamy i chłodnym spojrzeniem ojca.
Witając się z babcią Michalina szepnęła jej tylko, że było cudownie i wieczorem
opowie.
No- zagaiła  mama- i jaką będziesz miała świekrę?
Cudowną, bezkonfliktową, już ją polubiłam - Michalina z rozkoszą wetknęła matce
szpilkę.
Mamo, chyba byłoby  dobrze, gdybyście się wszyscy razem poznali.Planujemy
z Michałem, żeby oni przyjechali do Warszawy gdy skończy się Michałowi
sesja.
Nie będę  się spotykał z jakimiś wieśniakami- warknął ojciec.
Michalina, choć ją z lekka zatrzęsło, bardzo spokojnie odpowiedziała- zrobisz jak
zechcesz, ale szkoda, że nie jesteś tak kulturalny jak mój przyszły teść-wieśniak.
To może tam zamieszkacie, skoro to tacy wspaniali ludzie- no bo przecież chyba
nie tutaj?  a ślub to już był czy jeszcze nie? - w pełnej gotowości bojowej matka
szybko wsparła ojca.
Michalina popatrzyła się tylko na rodziców, wzruszyła ramionami i wyszła
z pokoju. Chciało się jej płakać i krzyczeć, wykrzyczeć im całą swą złość i żal,
które w niej od lat tkwiły.
Zamiast tego poszła do swego pokoju i przekręciła klucz w drzwiach.
Stanęła w oknie i bezmyślnie patrzyła na przejeżdżające tramwaje i samochody.
Po pół godzinie usłyszała delikatne pukanie do drzwi- to pukała babcia, która
jako jedyna w tym domu uważała, że do pokoju dorosłej już wnuczki nie wchodzi
się bez pukania.
Michalina szybko podbiegła do drzwi , przekręciła klucz w drzwiach i je otwarła.
Babcia weszła i  mocno przytuliła dziewczynę.
Wszystko słyszałam, choć głucha jestem. Wrzeszczą jakby mieli nieboszczyka
obudzić. Przyjdz do mnie na herbatkę za półgodziny, porozmawiamy u mnie,
ta moja kotara na drzwiach dobrze tłumi  rozmowy- zaśmiała się babcia.
W babcinym pokoju, na ścianie z drzwiami wisiała dwuczęściowa bardzo
gruba kotara, która znakomicie wyciszała wszelakie domowe dzwięki i te,
które wydobywały się z pokoju gdy babcia słuchała swych płyt jak i te, które
dobiegały do pokoju babci.
Babcia z ciekawością wysłuchała dość długiej opowieści o wszystkim co
spotkało Michalinę od chwili wyjazdu z domu. Gdy dziewczyna skończyła
swą opowieść, babcia zamyśliła się. Po dłuższej chwili milczenia spytała-
a czy ty go Michasiu kochasz?  czy wyobrażasz sobie z nim wspólne życie,
posiadanie dziecka i wszystkie trudy z tym związane? Czy jesteś na to gotowa?
Babciu, ja nie wiem czy go kocham.Nigdy dotąd nie kochałam żadnego
żywego chłopaka.
O Boże- przerwała  babcia - chyba nie powiesz, że kochałaś się w umrzykach!
Oj nie, tylko chciałam powiedzieć że były to osoby, które sobie wymyślałam.
Chociaż może ze dwa razy to byli istniejący faceci, jak choćby nasz pan od
fizyki, jeszcze w podstawówce. Przez cały rok miałam wtedy piątkę z fizyki.
A potem ten dermatolog, do którego chodziłam z tymi swoimi alergiami.
On oglądał moje wypryski a ja sobie wyobrażałam różne niemożliwe rzeczy.
Szkoda, że nie zakochałaś się w jakimś dentyście - może z miłości nie
unikałabyś tak skutecznie gabinetu dentystycznego, czekając aż do zapalenia
okostnej- skonstatowała spokojnie babcia.
No to powiedz mi teraz szczerze- tęsknisz  za Michałem gdy go dłużej nie
widzisz?Lubisz, gdy jest bardzo blisko ciebie, gdy cię dotyka, przytula?
Michalina zamyśliła się - brakowało mi go trochę gdyśmy się nie spotykali. On
jest dla mnie dobry i łagodny, jest bardzo cierpliwy a ja czasem jestem bardzo
niecierpliwa, często się złoszczę. I on to wszystko spokojnie wytrzymuje.
Michał to trochę fantasta, nie mamy przecież pieniędzy, jeszcze nie zarabiamy,
nie mamy mieszkania a on już chce się żenić.
Wiesz Babciu, jego siostra mówiła, że Michał  zakochany we mnie po uszy, ale
ani razu mi nie powiedział, że mnie kocha. Tylko raz powiedział, że gdyby nie
był we mnie zakochany to nie łaziłby wciąż za mną i nie zaręczał się i nie mówił
o ślubie.......
No i nie wiózłby cię przez pół Polski do swych rodziców angażując w to
swego szwagra - dokończyła  babcia.
Babciu, jego siostra powiedziała, że jestem jakby z innej epoki i to bardzo się
Michałowi podoba.
A co, pokazywałaś mu zdjęcia swojej prababci Julii ? Jesteś do niej podobna i
czeszesz się właśnie tak jak ona.
Babcia wstała z fotela i podeszła do komody, w której trzymała zdjęcia i po
chwili podała Michalinie stare, pożółkłe i wyblakłe zdjęcie.
Rzeczywiście dziewczyna ze zdjęcia miała takie samo uczesanie i taką samą
oprawę oczu i wykrój ust jak Michalina, ale  czoło, owal twarzy i bardzo
mocno zarysowany podbródek zakłócały to podobieństwo.
No tak- powiedziała cicho Michalina- kto dziś nosi włosy długie do połowy
pleców, czesze się z przedziałkiem po środku, splata włosy w warkocze i na
dodatek upina je na głowie  zwijając w obwarzanki? Chyba tylko ja.
To dziwne, bo ja tego zdjęcia nigdy nie widziałam.
Michasiu, powiedz mi, czy  wyście podjęli jakąś decyzję odnośne swej wspólnej
przyszłości?  Wiem, jesteście zaręczeni i co dalej. A właściwiej byłoby zapytać
a kiedy następny krok?
Babciu, Michał chciałby już, natychmiast, bo pracuje na 1/2 etatu i wydaje mu
się, że krocie zarabia.A ja myślę, że najprędzej za rok bo wtedy już oboje
będziemy zarabiać i będzie nas stać na wynajęcie jakiegoś pokoju.
Ja wam wynajmę swoje mieszkanie, pod warunkiem, że słowa nie piśniecie
nikomu, że to moje. Twój ojciec udusiłby mnie własnymi rękami ze złości,
że zamiast się wyprowadzić a jemu zapisać to mieszkanie nadal tu będę
mieszkać a nowe mieszkanie zapiszę darowizną na ciebie- spokojnie, niczym
kwestię na scenie powiedziała babcia.
A jak mnie zezłości  i to mieszkanie zapiszę tobie, wykluczając go z testamentu.
Jest taka możliwość i mogę z niej skorzystać.
Naprawdę nam wynajmiesz te dwa pokoje z kuchnią, które dostaniesz?
Dziecinko, ja już je dostałam, tylko stoi puste bo nie mam siły się za to wszystko
zabrać. Pomyślałam,że może w czasie wakacji Michał mógłby tam razem
z kolegą trochę popracować. Jest niezłe ale maleńkie- kuchnia jest bardzo
mała, ale jest już zlewozmywak i kuchnia gazowo-elektryczna. Jest miejsce na
blat i szafki wiszące.
Jest też imitacja łazienki - jest wanna, umywalka i wc i chyba nic więcej się
tam nie zmieści.  I osobliwy wynalazek - jeden wspólny kran do umywalki
i wanny. Przedpokój też dla  krasnoludków, nie ma miejsca  na  szafę, nie
wiem czy się zmieści normalny wieszak na cztery płaszcze.
W mniejszym pokoju zmieści się podwójny tapczan, płytki regał i dwudrzwiowa
szafa.
Pomiędzy dużym pokojem a kuchnią jest kawał okna, jak postawicie pod nim
w pokoju stół, to będziesz mogła podawać jedzenie nie wychodząc z kuchni.
Na wprost tego kuchennego okna jest ściana z jednym wąskim oknem niemal
pod sufitem i drzwiami balkonowymi bez balkonu.Kaloryfer jest na jednej
z bocznych ścian, zupełnie bez pojęcia. Podłoga jest z niby parkietu.
I ja wam to mieszkanie wynajmę, a to co z was zedrę, wpłacę na PKO,
żebyś miała jakiś swój rezerwowy fundusz. Dam ci  upoważnienie na tę
książeczkę oszczednościową.
I to się w tej nomenklaturze nazywa mieszkanie - parsknęła ze zgorszeniem
babcia.                         
                                   c.d.n.


sobota, 27 stycznia 2018

Michalina- cz.VI

Wspomnienie drogi  do rodziny Michała wracało do Michaliny niczym  zły sen.
Całą drogę padał mokry śnieg, było ślisko i prowadzenie samochodu wymagało
naprawdę skupienia.
Rozmowa sprowadzała się do narzekania obu mężczyzn na opieszałość służb
drogowych, na bardzo złą widoczność i na niedostatki starego samochodu.
Z rozmowy wynikało, że odbiór nowego samochodu miał "poślizg" i nawet fakt,
że połowę kosztów szwagier Michała uiścił w dewizach nie miał właściwie
żadnego wpływu na to, by odbiór nastąpił w terminie.
Michalina pocieszyła ich, że "poślizgi" są również w budownictwie -jakaś jej
znajoma z kursu niemal rok temu miała odebrać klucze do nowego mieszkania,
ale sądząc po stanie w jakim  jest budynek, to będzie dobrze gdy mieszkanie
będzie do odbioru za rok.
Michalina była już zmęczona tą jazdą, zmarzły jej nogi, chciało  się pić, ale
myśl, że każdy postój to "strata czasu" powstrzymywała ją przed mówieniem
o swych potrzebach i gdyby nie pytanie Stefana, czy nie jest jej przypadkiem
zbyt chłodno, cierpiałaby dalej.
Postanowili zrobić krótką przerwę w podróży w najbliższej miejscowości.
Stefan zatrzymał się koło zajazdu, przy którym parkowało wiele TIRów.
Przekonał się bowiem, że jeżeli w którymś zajezdzie dobrze karmią, to
zawsze pełno przy nim TIRów.
Postanowili zjeść solidną, gorącą zupę i tradycyjnego schabowego, a do kawy
Michał sobie i  Michalinie dodał po pół kieliszka koniaku. Gdy wsiadali do
samochodu Stefan wyciągnął z torby gruby, wełniany koc i razem z Michałem
opatulili nim Michalinę, zdjąwszy jej wcześniej buty. Po ciepłym posiłku
i wzmocnionej kawie Michalina zasnęła jak niemowlę.
Została obudzona dopiero na podwórku domu siostry Michała. Niewiele
brakowało a byłaby wysiadła bez butów.
 Siostra Michała bardzo serdecznie powitała Michalinę, śmiała się radośnie,
że "przyjechały dwa  Michały", potem zaprowadziła Michalinę do pokoju
na piętrze, pokazała co gdzie jest, powiedziała, że Michalina może używać
wszystko co jest w łazience, łącznie ze szlafrokiem i powiedziała, że zaczeka na
nią na dole. A Michał chyba chyba pójdzie do rodziców, nie wiadomo po co bo
przecież oni przyjdą za dwie  godziny na  kolację.

Pokój miał wystrój w tonacji delikatnej, jasnej zieleni, narzuta na  tapczanie,
poduszki , dywan, zasłony - wszystko jaśniało bladą zielonością i podkreślało
prostotę jasnych mebli rodem  z  ŁADu lub Cepelii.
Pokój był przytulny a okno wychodziło na  wielką , białą, okrytą śniegiem
płaszczyznę, za którą widać było nieduży zagajnik.
Michalina kontemplowała przez dłuższą chwilę krajobraz, wreszcie poszła do
łazienki, odświeżyła się nieco i zmieniła  ubranie.
Potem, nieco stremowana, zeszła na dół.
Okazało się, że nie ma  Michała i Stefana , obaj poszli po choinkę do ogrodnika.
Basia, siostra Michała, usadziła w kuchni Michalinę, zrobiła jej herbatę, podała
do niej domowe ciasteczka i z uśmiechem powiedziała- cieszę się, że będziesz
 w naszej rodzinie. Jesteś taka  jakaś inna, jakby z nieco innej epoki. Nigdy się
nie malujesz?
Michalina roześmiała się - chciałabym się malować, ale niemal wszystko mnie
uczula. Włosy myję szamponem dla dzieci , używam dziecięcego mydła a
kremem  przeciw odparzeniom smaruję twarz. To jest dość męczące, niestety.
Chciałabym móc umalować oczy, wytuszować rzęsy, ale zamiast się upiększyć
wyglądałabym jak ropucha, bo zaraz bym była cała opuchnięta. Chciałabym też
móc ufarbować włosy, ściąć je, mieć trwałą ondulację. Ale nie zrobię tego, boję
się uczulenia.
Basia objęła ją i leciutko uścisnęła- ale tobie wcale nie jest potrzebna zmiana
koloru włosów, masz taki ładny popielaty blond! I tak stylowo zaplatasz włosy!
Uważam, że  wyglądasz  świetnie, mój brat ma dobry  gust.
O, zobacz, nasi panowie wracają. Stały we dwie przy oknie, obserwując jak
panowie manewrują w furtce z bardzo dużą i zapewne ciężką choinką, którą
ponieśli za dom, znikając z pola widzenia.
Chyba nieco zaszaleli, to jest ogromna  jodła, nie wiem jak ona się zmieści
w salonie- martwiła się Basia.
No ale to będzie ich zmartwienie, nie nasze - pocieszyła ją Michalina.
Pomożesz mi trochę w szykowaniu kolacji? -zapytała Basia.
Michalina szybko skinęła głowa- tylko mi powiedz co mam robić, bardzo
chętnie pomogę.
Co cztery ręce to nie dwie. Basia stwierdziła, że kolację zjedzą nie w salonie a
w kuchni, bo tu jest wygodniej, wszystko jest pod ręką. Włączyła piekarnik
i ze spiżarni przylegającej do kuchni wyjęła olbrzymią blachę wypełnioną
jakimiś składnikami. Potem Michalina miała stopniowo polewać zawartość
blachy śmietaną z żółtkami i gdy piekarnik osiągnie 220 stopni wstawić blachę
do piekarnika. Tymczasem Basia kroiła  składniki sałatki warzywnej, układała
w koszyku kromki pieczywa, zdobiła masło listkami  natki. Zapiekanka miała
spędzić w piekarniku 30 minut, czyli wyjmą ją z piekarnika równo w pięć minut
po przyjściu rodziców i młodszego brata.
Oni są straszliwie punktualni- jak powiedzieli, że przyjdą o siódmej, to mur-beton
wejdą co do sekundy o siódmej, zobaczysz- informowała Michalinę Basia.
Mama ma lekkiego fioła na punkcie punktualności, co czasami jest straszliwie
denerwujące nas wszystkich. Bo nie żyjemy przecież na bezludnej wyspie,
w wielu przypadkach zależymy od działania innych osób, a ludzie są przecież
bardzo różni- perorowała Basia.
Michalina roześmiała się - każdy z nas ma jakiegoś fioła, który innym przeszkadza.
Ja się wcale nie mogę dogadać ze swoimi rodzicami, wszystko według nich robię
zle. Gdyby nie babcia to bym chyba się powiesiła. Basia kiwnęła ze zrozumieniem
głową - w wielu domach tak  bywa.
Gdy zegar pokazał siódmą zabrzmiał dzwonek przy furtce, Basia nacisnęła guzik
domofonu i wyszła do przedpokoju. Po  chwili do kuchni weszli rodzice Michała
i jego młodszy brat, który otrzymał od  Basi polecenie odszukania Stefana i
Michała. Matka Michała podeszła do Michaliny i mówiąc "witaj dziecino" mocno
ją objęła. Jesteś taka, jak cię opisywał Michał.
Przyszły teść uśmiechnął się , wydobył Michalinę z objęć swej żony , też ją objął
i powiedział - witaj w rodzinie.
Po chwili wpadł jaki burza młodszy brat i  to  wprost na Michalinę omal jej nie
wywracając, za co został skarcony przez Basię.
Ja jestem Tomek, brat  Basi i Michała, czy to prawda, że zostaniesz moją bratową?
Żywiołowy młody człowiek został spiorunowany wzrokiem mamy, spiekł raka
i szybko wyjąkał- przepraszam, ale  nie powiedziałem przecież nic złego.
Całe  to powitanie  wzruszyło i  rozśmieszyło Michalinę. W kilka minut pózniej
wrócili Stefan i Michał a Basia poprosiła by wszyscy usiedli do stołu.
Michalina siedziała obok Michała, który  promieniał, dopytywał się czy wszystko
Michalinie smakuje, co chwilę zaglądał w jej oczy a Michalina  "topniała".
Minęła trema, nie czuła się tu obco, co ją w pewien sposób zdziwiło.
Żałowała, że nie ma tu babci, której z całą pewnością spodobałaby się rodzina
Michała.
Przy deserze ojciec zapytał Michała  o ślub- kiedy planują, jaki i gdzie, czy chcą
mieć  wesele. Michał zerkając na Michalinę powiedział, że ze ślubem jeszcze
nieco poczekają, że nie chcą brać ślubu kościelnego  a  wesele to im raczej nie
jest potrzebne. Bo wesele to  tylko duży wydatek, lepiej będzie gdy najbliższa
rodzina obojga  spotka się na wspólnym obiedzie w którejś restauracji.
No i chyba jasne, że ślub odbędzie się w Warszawie.
No dobrze, ale co o tym sądzi twoja narzeczona? Może jednak chce mieć swoje
przysłowiowe pięć minut i wystąpić w pięknej, białej sukni , posłuchać
w zadumie pieśni Ave Maria a potem przetańczyć w twych ramionach całą noc?
Michasiu, powiedz proszę, co  ty o tym sądzisz.
Michalina zarumieniła się i bardzo cicho powiedziała- ślub chyba odłożymy do
czasu, aż oboje zaczniemy  pracować, żeby móc wynająć mieszkanie. I zupełnie
wystarczy mi ślub cywilny, bo nie jestem katoliczką. Babcia brała ślub w cerkwi,
moi rodzice tylko cywilny ja nie jestem ochrzczona,  więc odpada ślub kościelny,
bo żeby go dostąpić musiałabym wpierw się ochrzcić, potem przyjąć  pierwszą
komunię, potem mieć bierzmowanie  i wcale nie mam takiego zamiaru.
I nie jest to sprawa pieniędzy a tylko i jedynie poglądów.
A na białej sukni i weselu to mi  wcale nie zależy. Może byłoby miło gdzieś
pojechać zaraz po ślubie ale nie jest to wcale konieczne.
Bardzo trzezwo myślisz dziecino - powiedziała matka Michała.
Prawdę mówiąc, my się zgodzimy na wszystko co wy w tej materii sobie
wydumacie - to wasz ślub i ma być taki jaki wam odpowiada, nawet gdybyście
 mieli go brać  w kopalni 500 metrów pod ziemią.
Ale jak widzę aż tak ekstremalnego ślubu nie będzie- dokończyła z uśmiechem.
                                                   c.d.n.

Michalina - cz.V

Niewiele się zmieniło w życiu codziennym Michaliny od dnia zaręczyn.
Oczywiście nic rodzicom nie powiedziała, za to babcia starała się przekazać
Michalinie mądrości życiowe dotyczące małżeństwa.
Michał marzył, by ten fakt nastąpił jak najprędzej, zapewne mając na myśli
konsumpcję z tym związaną, natomiast  Michalinie nie spieszyło się do ślubu.
Bo babcia w ramach edukacji najmniej mówiła o przyjemnych stronach tego
stanu, znacznie  więcej mówiła o obowiązkach i problemach, które często
zatruwają związek.
Michalina widziała w małżeństwie jedną, wielce pozytywną rzecz- nie będzie
musiała wysłuchiwać tego wszystkiego, co jej mówią  rodzice. W jej oczach
małżeństwo było wyzwoleniem się od  nich. Oni widzieli w niej same wady,
a Michał niemal same zalety.
Zastanawiała się nad stanem swych uczuć  do Michała - uczciwie mówiąc
miał w jej sercu dopiero trzecie miejsce po babci i...psie.
Lubiła gdy ją przytulał i mówił czułe słowa, gdy czuła jego podniecenie, ale
jakoś nie  mogła sobie wyobrazić jego i siebie w bardziej intymnej sytuacji.
I wcale o czymś takim nie marzyła.
Poza tym babcia w rozmowach z Michaliną ani słowem nie wspomniała
o mieszkaniu. Tak jakby fakt, że Michalina przestała studiować automatycznie
przekreślał możliwość kupna dla niej mieszkania.
Na razie regularnie  uczęszczała na kurs i starała się zdusić w sobie myśl, że ta
księgowość wcale nie jest ciekawa.
W gruncie rzeczy nie miała  żadnych problemów z przyswajaniem tej wiedzy,
a jej wrodzone zdolności do kopiowania i odtwarzania wzorów były wielce
pomocne. Bo Michalina nie miała natury twórcy, za to znakomicie potrafiła
coś odtworzyć wg  podanego wzorca.
Nigdy niczego sama  nie zaprojektowała, ale z niebywałą dokładnością umiała
obrazek skopiować. Jak złośliwie mawiał jej ojciec Michalina miała naturę
Japończyka, była mistrzem kopiowania.
Wykonywane przez nią karty bilansów mogły być stawiane innym za wzór-
nagłówki były pisane  bardzo ładnym pismem, litery wszystkie były idealnie
równe, kolumny  cyfr idealnie równe, idealnie pionowe. Opanowane przez nią
formułki z zakresu prawa brzmiały identycznie co do słowa jak w skrypcie.
Może czasem gorzej było z ich interpretacją, ale jeśli Michalina  zdążyła zapisać
sobie  to co mówił wykładowca- nie było problemu.
Co jakiś czas Michał nalegał by się już pobrali, ale Michalina studziła jego zapał
tłumacząc, że przecież on jeszcze studiuje, ona się uczy, nie zarabiają i nie mają
gdzie mieszkać.
Sam akt ślubu nie spowoduje, że będą razem zasypiać wieczorem i razem budzić
się rano. Będą mieszkać  oddzielnie bo wprawdzie mieszkanie, w którym mieszka
Michalina. jest czteropokojowe ale jej pokój ma raptem 10 m kwadratowych. Jej
rodzice zajmują dwa pokoje mały i duży,  a babcia drugi duży pokój. Jest jedna
łazienka, przedmiot wiecznych kłótni i spora kuchnia, wykorzystywana jako
jadalnia. Mały pokój rodziców jest gabinetem ojca, który b. często pracuje do
póznej nocy, a większy służy im za sypialnię i living room.
Już jest im ciasno a jedna osoba więcej raczej nie poprawi komfortu.
Dyskusje w temacie ślubu kończyły się najczęściej kłótnią, Michał zarzucał
Michalinie, że ona go wcale nie chce, więc powinna mu to powiedzieć wprost.
Po jednej z takich sprzeczek Michalina powiedziała, że powinni się chyba
przestać widywać, bo ostatnio ciągle się  sprzeczają. Może jak Michał przemyśli
to wszystko w samotności zrozumie, że jak na razie ślub nie ma sensu. Jeśli jego
uczucie jest prawdziwe a nie wydumane pod wpływem chwili to spokojnie
poczeka do chwili aż skończy studia, zacznie pracę, a fakt ten  zbiegnie się
z terminem ukończenia kursu przez Michalinę.
Będą oboje pracowali i albo on dostanie mieszkanie z puli instytutu, albo
będą mogli sobie wynająć gdzieś pokój.
Bo pokój w akademiku to mrzonka- gdyby oboje studiowali i mieli dziecko to
wtedy mieliby cień szansy, bo takich studenckich małżeństw z dzieckiem jest
jednak sporo, a mieszkań mało. No i co to za mieszkanie ze wspólną kuchnią
i łazienką. To po prostu pokój bez wygód. Zresztą nie mają dziecka.
I Michalina postawiła na swoim.
Przestali się widywać, ale czasami rozmawiali telefonicznie. Michał telefonował
najczęściej pózno wieczorem z recepcji akademika, gdy  dyżur miał pewien
sympatyczny portier, który za udostępnienie telefonu pobierał haracz w postaci
butelki wina- na szczęście gust miał kiepski w tej materii i nie było to drogie
wino.
Portier był zaradnym i usłużnym człowiekiem, za odpowiednim prezentem nie
rozróżniał płci osoby odwiedzającej któregoś  ze studentów i nie brał od niej
dowodu osobistego, więc co jakiś czas dziwne rzeczy działy się w akademiku.
Czasami, gdy była niespodziewana kontrola, przemycane panienki opuszczały
pokoje swych przyjaciół przez okna łazienek, opuszczane na linach., czyli
ćwiczyły klasyczny zjazd na linie.

Michalinie nie raz wydawało się, że widzi po drugiej stronie ulicy, na przeciwko
swego okna, Michała ale w ciemności, jak mówią, wszystkie koty czarne.
Może to był on, a może ktoś inny, ale nigdy nie zapytała się go  podczas
rozmowy, czy to on się czaił wieczorem w bramie budynku po drugiej stronie
ulicy.
Na kursie zwiększono dzienną ilość godzin lekcyjnych, bo zaplanowano, że kurs
będzie trwał tylko rok.Okrojono też mocno materiał, kładąc większy nacisk na
praktykę niż teorię, co się  Michalinie spodobało.
Obsługa maszyn do księgowania nie stanowiła dla niej problemu.
Egzamin końcowy przewidziano na koniec maja.
Podczas kolejnej  rozmowy telefonicznej poinformowała o tym Michała, mówiąc,
że po egzaminie zaczną się spotykać, jeżeli on  nadal jest nią zainteresowany
i nie oświadczył się kolejnej dziewczynie.
Tę drobną złośliwość Michał zignorował, a w najbliższą sobotę , po południu,
"upolował" Michalinę gdy wysiadała z autobusu wracając do domu. Było zimno,
więc Michalina zaproponowała, by weszli do niej i napili się gorącej herbaty,
bo rozmowa na  zimnie i wietrze raczej nie ma sensu.
W domu urzędowała tylko babcia, która ucieszyła się na widok Michała. Sama
zrobiła młodym herbatę, z zapasów domowych położyła  na talerzyki torcik
wedlowski i w chwilę potem  zajrzała do nich, mówiąc, że musi wyjść, bo jest
umówiona  za swą znajomą, ale wróci za dwie lub trzy godziny i będzie jej miło,
gdy Michał jeszcze  będzie.
Michał przeprosił Michalinę za to, że "zapolował" na nią, ale na święta BN
jedzie do domu i bardzo, bardzo chce, by  ona pojechała razem z nim i poznała
jego rodziców.
A w jakim charakterze mam jechać?-zapytała.
Jak to w jakim? przecież się zaręczyliśmy i chcę byś poznała moich rodziców.
To, że ty mnie nie przedstawiałaś swoim to nie powód byś nie poznała moich.
Same święta będą w domu mojej siostry, bo tam jest więcej miejsca, tego
lata ukończyli budowę własnego domu. I siostra zaproponowała, że chętnie
Cię u siebie przenocuje, żebyś miała wygodnie no i żeby się  z Tobą nagadać.
Sama wybierzesz miejsce gdzie będziesz wolała te kilka dni spać - u niej czy
u moich rodziców. Mam wrażenie, że się polubicie.
Michał, a ja nie lubię świąt. U nas to zawsze jakaś parodia te wszystkie święta.
Zawsze jest ponuro, matka zła, że musiała się narobić, ojciec, który za każdym
razem tłumaczy, że on podtrzymuje tylko tradycję z przyczyn patriotycznych
i babcia wspominająca ze łzami czas, gdy jeszcze żył dziadek. Do tego ja,
czekająca chwili gdy wszyscy wreszcie dobrną do kompotu, którego nie lubię.
Naprawdę, nie mam pojęcia czy ja się nadaję jako gość akurat na święta.
Czego się obawiasz? U nas to też tylko tradycja, ale nie taka mocno katolicka.
To jedyny dzień w roku gdy jesteśmy wszyscy razem  w mocno ścisłym gronie
rodzinnym. Z  resztą rodziny spotykamy się  w pierwszy lub drugi dzień świąt.
I ja często wcale nie biorę w tym udziału , nie mam obowiązku kochać i lubić
wszystkich członków  mojej rodziny.
Michalina obracała na palcu swój zaręczynowy pierścionek, ale Michał ze
wzrokiem utkwionym w jej twarzy jakoś tego nie widział.
Wreszcie westchnęła, nieco teatralnie i spytała: a co twoi rodzice powiedzą na to,
że mnie ze sobą przywieziesz? Może nie takiej synowej oczekują?
Misiuniu, to są normalni ludzie i zawsze uważali, że każde z nas ma w tej materii
wolny wybór. To ja będę z tobą spędzał kolejne lata, nie oni.
A więc? Pojedziesz ze mną?
Pojadę, ale tuż przed wyjazdem powiemy moim, żeśmy się zaręczyli. To będzie
mój prezent świąteczny dla nich.Ciekawe jak to zniosą- odpowiedziała
z uśmiechem.
W kilka dni pózniej Michał wraz z Michaliną stanęli przed jej rodzicami i ona
lakonicznie poinformowała rodziców, że się zaręczyli , a na święta ona jedzie
poznać jego rodziców.
Ojciec  zapytał się tylko czy już podjęli decyzję co do terminu ślubu. Krótkie
"nie"  Michaliny w jakims sensie go usatysfakcjonowało i powiedział- no
to macie  jeszcze  trochę czasu do namysłu.
Matka tylko pokręciła głową i  powiedziała - miło, że nam teraz o tym mówicie
a nie dopiero po ślubie.
W dwa dni pózniej do Warszawy przyjechał swym samochodem szwagier
Michała by ich zabrać do swych teściów.
                                                  c.d.n.





środa, 24 stycznia 2018

Michalina - cz.IV

Rozpoczął się nowy akt w życiu Michaliny. Kurs księgowości nie wzbudził
w niej zachwytu, ale rozumiała, że z samą maturą to pracy raczej nie znajdzie,
 no chyba że gdzieś na taśmie produkcyjnej, w cyklu dwuzmianowym.
Spotkania z Michałem były teraz przeniesione głównie na  niedziele, bo
w tygodniu Michalina miała zajęcia popołudniami, a Michał miał zajęcia
głównie do godz. 16,00. Poza tym nawiązał kontakt z instytutem,  w którym
koniecznie chciał pracować i teraz coś dla nich, w ramach kawałka etatu
projektował, co wymagało jego obecności  3 lub 4 razy w tygodniu od
godz.17,00 do 21,00.
Ogólnie rzecz biorąc chłopak był dość niezle osadzony w rzeczywistości i
dobrze wiedział, że znalezienie pracy która  będzie dawała satysfakcję a na
dodatek pieniądze wcale nie jest łatwe, chociaż wtedy jeszcze panował mit
pełnego zatrudnienia i każdy w dowodzie osobistym musiał mieć pieczęć
swego zakładu pracy. Bycie zatrudnionym było obowiązkowe dla mężczyzn
do chwili ukończenia 45 roku życia.
A milicjanci w tych czasach bardzo chętnie zaglądali,  głównie facetom,
w dowody osobiste. Bez pracy  można było być co najwyżej 3 miesiące.
Kobiety niezamężne i bezdzietne też podlegały tym przepisom.
Pewnej niedzieli , na początku listopada, gdy Michalina i Michał wędrowali
Krakowskim Przedmieściem, Michał zapytał się, czy Michalina zgodziłaby
się zostać jego żoną.
Nie były to typowe oświadczyny - nie było "kocham cię", nie było kwiatów
ani klęczenia - ot takie zwykłe, acz  bardzo konkretnie pytanie.
Niewiele różniło się od pytania - "a może poszlibyśmy do kina?".
Michalina milczała dłuższą chwilę i wreszcie wydusiła z siebie - "a bo co?,
coś się stało?".
Nie tak sobie wyobrażała oświadczyny - oczywiście nie musiał Michał klękać,
ani rujnować się na jakiś pierścionek, no ale mógł coś o uczuciu napomknąć!
Michał przystanął, rozejrzał się i pociągnął ją do pobliskiej ławki.
Noooo, nic się nie stało, jesteśmy ze sobą długo i pomyślałem, że moglibyśmy
się pobrać i stale być ze sobą, bo teraz to się zbyt rzadko widujemy.
Już zacząłem pisać magisterkę, będzie oparta o ten projekt, który robię i przez
to będę miał jeszcze mniej czasu dla nas. Pomyśl - razem kończylibyśmy każdy
dzień i razem go zaczynali, przecież to świetna perspektywa!
I to cała  twoja argumentacja?- zapytała Michalina.  Nie sądzisz, że czegoś tu
jeszcze brakuje? Na przykład uczucia?
Jak to brakuje uczucia? - oburzył się Michał. Przecież gdybym się w tobie nie
zakochał to nie łaziłbym z tobą niczym pies  na smyczy  i nie mówiłbym nic
o ślubie!
No dobrze, a może mi powiesz z czego byśmy żyli i gdzie mieszkali?
Ty jeszcze nie masz dyplomu, ja się jeszcze uczę tej cholernej księgowości,
czyli oboje nie pracujemy.
 O ile się nie mylę to mieszkania też nie mamy. Nie sądzę byśmy mogli mieszkać
razem z moimi rodzicami i babcią!
Mieszkanie - no tak, ale najprawdopodobniej moglibyśmy dostać pokój
w akademiku, jest  pula pokoi dla małżeństw i wiem, że z moimi wynikami
w nauce mamy to prawie pewne.
Teraz za ten kawałek etatu dostaję całkiem niezłe pieniądze,a po dyplomie mam
zagwarantowaną pracę i oczywiście dobrą pensję.
No i instytut  w końcu roku będzie miał jakieś mieszkania.Jeśli się pobierzemy
to  pewnie się załapiemy.
Misiunia, ja po prostu nie umiem mówić o miłości, ale wiem, że cię kocham.
Nie wyobrażam sobie bym mógł być z inną kobietą!
Michalina uśmiechnęła się- cały  czas mówisz tylko o sobie- ty kochasz, ty
ty chcesz być ze mną ale jakoś mało cię interesuje czy ja cię kocham,  czy
ja marzę o tym by być z Tobą  na zawsze.
Jak mnie tak kochasz, to chodzmy do mnie i powiesz moim starym, że chcesz
się ze mną ożenić, niezależnie od tego czy  cię kocham, czy nie . I albo się
uśmieją, albo usłyszysz coś niemiłego na temat swego rozwoju umysłowego.
Dobrze- zgodził się Michał - zaraz pójdziemy, ale odpowiedz mi czy na tyle
mnie kochasz, że wyjdziesz za mnie?
Michalina westchnęła- no cóż, nie wiem na ile tego kochania, ale chyba wyjdę
za ciebie.
No to świetnie, jedziemy teraz do ciebie do domu, tylko po drodze kupię
różę dla Twej babci- Michał chwycił ją za rękę i pociągnął w stronę wyjścia
z parku.
Po drodze rzeczywiście wstąpił do kwiaciarni, kupił dla babci  jedną żółtą różę,
dla Michaliny doniczkę  kwitnących cyklamenów i w bardzo dobrym nastroju
zaciągnął Michalinę na postój taksówek.
Na protesty Michaliny odpowiedział z uśmiechem - spieszy  mi się, poza tym to
ważny moment, nie będziemy się tłuc autobusem bo kwiatki nam padną.
Przez cały czas jazdy Michalina się zastanawiała jaka będzie reakcja rodziców.
Była w końcu pełnoletnia i tak naprawdę nie zależało jej na ich zgodzie.
Już dawno sobie wymyśliła, że  gdy kiedyś, kiedyś wyjdzie za mąż to  zrobi to
bez wiedzy i zgody rodziców i po fakcie  to im ogłosi.
Taki malutki odwet za to, że nigdy nie czuła ich miłości do siebie.
Gdy stanęli pod drzwiami mieszkania Michalina wyciągnęła własny klucz  i dość
cicho otworzyła drzwi . Z kuchni dobiegł ją głos matki - to ty, co tak rano?
Tak, to ja, - odpowiedziała.
Pociągnęła Michała do swego pokoju nakazując mu milczenie.
W pokoju powiedziała- widzisz  jak bardzo ich interesuję? Nawet nie wyjrzy gdy
wracam.
Chodz,  wejdziemy wpierw do babci.  Delikatnie zapukała do pokoju, z którego
sączyło się delikatnie różowe światło.
Wejdz, kotku, wejdz, dobiegł  ich głos starszej pani.
Michalina weszła pierwsza, za nią wsunął się Michał.
 Babcia siedziała w swym ulubionym fotelu, na kolanach leżała książka.
Babciu my w ważnej sprawie.
Michał, powiedz babci to, co chciałeś powiedzieć moim starym.
Chłopak wprawnym ruchem uwolnił różę z opakowania  a potem  cmoknął
z szacunkiem podaną mu rękę i podał różę, mówiąc: jedna, tak jak pani kiedyś
mówiła.
Oj, jaka piękna, moja ulubiona  - zachwyciła się babcia. I pachnie cudnie!
Michał tymczasem wysupłał doniczkę z papierów i podał ją Michalinie- a to dla
ciebie, ma dużo pączków, będzie długo kwitł. Tylko nie  lej wody na  bulwę, tak
mówiła ta pani w kwiaciarni.
Babcia wzięła wazon i wyszła z pokoju po wodę.  A Michalina powiedziała
półgłosem- babci powiedz o tym małżeństwie, dla mnie jest ważniejsza niż starzy.
Gdy starsza pani wróciła i zapytała co będą pili, Michalina powiedziała - babciu,
potem będziemy coś pili a teraz Michał ma sprawę do Ciebie.
A co się stało?- zapytała się lekko zaniepokojona babcia.
Michał głośno przełknął ślinę  i wyjąkał - bo ja, bo ja (w tej chwili zaczął nerwowo
grzebać w kieszeni bluzy) kocham Misiunię i chcę by pani wyrazila zgodę na nasz
ślub i właśnie chcę się z nią zaręczyć - w tej chwili niczym iluzjonista wyciągnął
z kieszeni malutkie otwarte pudełeczko, chwycił rękę dziewczyny i wcisnął jej na
palec pierścionek.
Uff -odetchnął z ulgą- pasuje!
Michalina zdębiała a babcia podeszła do Michała i powiedziała- chodz, uściskaj 
staruszkę i witaj w rodzinie. Od dziś będę ci mówiła po imieniu.
A teraz Michalinka pójdzie zrobić nam coś do picia. Gdybyście choć coś pisnęli
wcześniej, to upiekłabym ciasto, a tak to są tylko kupne herbatniki- zmartwiła się
babcia.
W kuchni matka zauważyła, że Michalina szykuje trzy  herbaty i zapytała-  a co, 
masz gościa?  Tak,  Michał ze mną przyszedł. Matka była zajęta rozwiązywaniem
jakiejś krzyżówki i nawet okiem nie rzuciła na córkę.
A gdzie  ojciec?- zapytała. Michalina.
Nie wiem, może na dziwki gdzieś poszedł- niby żartem odpowiedziała matka.
Michalina  wzięła tacę ze szklankami i  talerzyk z herbatnikami  i wyszła z kuchni.
                                         c.d.n