czwartek, 2 lutego 2023

Lek na wszystko? - 48

 Nic nie trwa wiecznie a zwłaszcza ładna pogoda. Piękne jesienne dni były już tylko wspomnieniem - koniec października i listopad zniechęcały do życia deszczami, a listopad dołożył jeszcze  chłód. Teresa rzadko teraz wychodziła  z Aleksem na  spacer, sytuację ratowała  w pewien sposób loggia - na jesień i  zimę Kazik  zdemontował werticalową  zasłonę a wzdłuż balustrady zamontował zasłonę z grubego brezentu, by wiatr nie wpadał  wprost  na wózek, w którym spał Aleks. W wózku oprócz grubszego materacyka był zakupiony przez Tesię kocyk ze 100% wełny i cieplutki śpiworek z kapturem. Na  gresowej podłodze loggii rozłożona  była gruba mata a fotel,  na którym siedział tata był wyłożony owczymi futerkami, które wg  producenta  miały być "dywanikami do sypialni".  W sypialniach  (taty i Kazików) były koło łóżek dywaniki z kozich futerek, prezent od Franka. Aleksander "doroślał" -  miał plastikowe książeczki, którymi  się bawił w kąpieli i miał książeczki, które może nie były najwyższych artystycznych lotów, ale pies w nich namalowany wyglądał jak prawdziwy pies a kot jak kot- generalnie  wszystko wyglądało jak w naturze. Oczywiście w domu rósł pomału zbiór zabawek. 

W domu najważniejszym sprzętem był kojec, w którym mały spędzał niemal  cały dzień. Najbardziej lubił gdy ktoś z dorosłych  wchodził do środka i razem z nim "czytał". Umiał pokazać w książeczce pieska, kotka, domek, dziecko, kwiatek. Ponieważ  cierpliwość i konsekwencja  działają  cuda Aleks jadł nie tylko gotowaną marchewkę - jadł również buraczki i......marchewkę z brokułem. Jabłko nadal było ulubionym owocem, lubił też jabłka pieczone. Teresa przygotowywała go pomału, ale systematycznie do tego, by jadł to samo co oni. Przy obiedzie malec siedział na kolanach Teresy i dostawał zawsze jakieś smakołyki z jej talerza. Maluszek bardzo lubił....mięso. Wpierw było przemycane w marchwiance, a potem Teresa gotowała dla niego mięso mielone, ewentualnie rozdrabniała je blenderem. Nie lubił  jajek, co nie dziwiło Teresy, bo ona też nie przepadała za jajkami. Zupa "wzmocniona jajkiem była
"be", po pierwszej  łyżeczce buzia już nie  chciała  się  otwierać.Dostał też kilka  razy łyżeczkę gotowanej i przetartej przez  sitko soczewicy - oczywiście w towarzystwie marchewki. Poza tym dziecko wydawało coraz  więcej dźwięków. Lubił muzykę i......lubił tańczyć razem z mamą i tatą. Był wtedy obejmowany przez oboje, czyli była pełnia  szczęścia! I bardzo lubił razem z rodzicami leniuchować w łóżku, zaglądać im w usta, otwierać oczy ciągnąc za rzęsy, sprawdzać czy im włosy dobrze się trzymają na głowie. Sprawdzał też czy  wygodnie jest po  nich raczkować.

Kazik nieomal codziennie dziękował Teresie, że wzięła ten urlop wychowawczy i dziecko nie  musi bladym świtem być gdzieś transportowane i zostawiane w obcym miejscu na długie  godziny. A mały Aleks bardzo lubił też rodzinne kolacje, które były regularnie co dwa tygodnie. 

Tata Teresy był nieustannie zachwycony  swoim wnuczkiem. Zachwycało go nawet  to, że mały się tak chętnie do niego przytula i że  zawsze wita rano dziadka uśmiechem i wyciąga do niego rączki. Dziadek go uczył jakie dźwięki wydają z siebie zwierzątka namalowane w jego książeczce - jak na  razie to gdy go proszono o pokazanie pieska Aleks bez chwili wahania pokazywał psa i wydawał dźwięk  "uuu."

W dalszym ciągu był utrzymany reżim kąpieli raz na tydzień - tylko rączki, buzia i pupa dostępowały zaszczytu codziennych ablucji. Na szczęście  małemu bardzo się kąpiel podobała - Kazik się śmiał, że jak się  dzieciak  przyzwyczai do czytania w kąpieli to się rozpuści w wannie gdy już będzie  się kąpał sam. Ale Teresa zauważyła, że dopóki będzie  mieszkał z nimi to nie ma na to szans- oni przecież mają kabinę, nie ma  w tym domu wanny. Gdy Aleks już będzie stał na własnych nóżkach to będzie się kąpał tak jak oni - pod prysznicem. W kabinie nie ma  szans na czytanie.  No fakt - zgodził się Kazik. I będziesz  z nim golutka wchodziła  do kabiny? Teresa popatrzyła na niego jak na  wariata - przecież nie będę pod prysznicem stała w kombinezonie  narciarskim lub w piżamie. Teraz śpimy nago, jeszcze nas  dziecko nie widziało w piżamach. On od małego będzie  wiedział jaka jest różnica pomiędzy mężczyzną i kobietą i będzie to całkiem naturalne. Zapewne nie jeden raz będzie porównywał wasze męskie wyposażenie. 

Słuchaj - gdy jeszcze byłam panną byłam razem z tatą na plaży nudystów w Bułgarii. I jakoś nie  zemdlałam z wrażenia- ani na widok nagiego własnego ojca,  ani innych mężczyzn, ani kobiet.  Nie da  się ukryć, że golizna w pewnym wieku przestaje być estetyczna. Widok nagiego człowieka starego, mocno zatłuszczonego jest niestety niezbyt estetyczny i to niezależnie od płci.  Takie ponad stu kilowe i zaniedbane  ciało nie jest miłym widokiem- niezależnie od płci  i  czy taki osobnik jest w kąpielówkach czy nago to jest to tak  samo przykry widok.  Tyle tylko, że  kobiety z dużą nadwagą nieco lepiej wyglądają w dość mocno zabudowanych kostiumach ewentualnie w  sukienkach plażowych.  Ja podziwiałam jak ci ludzie siedzieli tym gołymi tyłkami na piachu. Ja to bym bez czegoś do siedzenia na piachu zmarła z wyczerpania od  ciągłego stania, bo za nic  w świecie nie usiądę nawet w majtkach  na piachu. Muszę mieć przynajmniej ręcznik frotowy by na  nim usiąść.

No to szkoda, że wtedy mnie tam nie było - stwierdził Kazik. Teresa  śmiała  się - tata cały czas  trzymał mnie tak, jakbyśmy byli parą - widocznie uważał, że to mnie uchroni przed ewentualną natarczywością jakichś  "niewyrobionych nudystów". Potem się śmiałam, że tata chronił swój harem - bo ja  chciałam iść  sama, ale się sprzeciwił.  

Wiesz Tesinko - nasz tata to jest naprawdę cudownym człowiekiem i jestem ogromnie szczęśliwy, że jest razem z nami. To bardzo mądry i bardzo dobry człowiek. I naprawdę bardzo go kocham, zresztą Krystian też. Muszę zajrzeć w notatki, bo chyba niedługo tata powinien mieć badania kontrolne, my zresztą też. Ja co prawda robiłem w WIMLu, no ale tu też mogę zrobić, żeby był porządek w papierach.

Ciekawy jestem jakiej płci jest dziecko Krystiana. Twierdzi, że mu to obojętne, grunt, że się ciąża jak na razie trzyma a Alina chyba za bardzo nie narzeka. Nooo, całkiem nieźle - stwierdziła Teresa i jak na razie to na nic  nie narzeka, choć coś ćwierkała, że chyba jej biust się powiększył. No i dobrze, zawsze jęczała że mógłby być większy.  

No bo wam, kobietom , to dość  trudno dogodzić- śmiał  się Kazik-  jak ma  duży  biust to narzeka, że jest  zbyt duży,  jak mały to jest jęczenie, że za mały. Jak ma któraś jasne  włosy to kombinuje jak je  przyciemnić i na  zmianę tylko zapuszczacie albo ścinacie  włosy. A wiesz czemu to robimy?- spytała Teresa. No nie wiem, ale podejrzewam, że chcecie  się podobać  swoim mężczyznom. 

Pudło! - stwierdziła  Teresa, nie trafiłeś. Robimy to, żeby  nie umrzeć  przy  was  z nudów, bo bardzo  szybko wpadacie w rutynę i coraz  mniej  się staracie.  A gdy my zmieniamy kolor  włosów lub uczesanie i wkładamy ciuchy, których jeszcze  nie  widzieliście to musicie  nieco wysilić umysł by nas w porę rozpoznać i nie palnąć jakiejś głupoty w stylu  "witaj nieznajoma, piękna  kobieto".  

No nie  wiem, bo ja to akurat prawie nie mam kobiet w pracy, a te co są to przeważnie widuję je góra raz w miesiącu gdy muszę coś rozliczyć- np. przejazdy służbowe. I w ogóle ich od  siebie nie odróżniam. Ale ostatnio to jak widzisz siedzę głównie w instytucie. Poza tym gdy jestem np. na  zakupach, to nie mogę  się oprzeć wrażeniu, że wszystkie kobiety się czeszą czy też strzygą u tego  samego fryzjera, a najlepiej  było to widać gdy jakiś fryzjer wymyślił asymetryczne strzyżenie i co druga dziewczyna była tak ostrzyżona. Taaaak? a gdy faceci nagle  wszyscy zaczęli mieć długawe włosy i grzywki to tego nie  zauważyłeś?   

No, zauważyłem, ale nigdy nie miałem włosów  niemal do nasady szyi ani grzywki. Jakoś nie nadążałem za modą. A teraz to gdy jesteśmy na  zakupach odzieżowych to ty mi wybierasz  rzeczy, w których ci się podobam i te  ciuchy  kupuję. Lubię z tobą chodzić na  zakupy, nawet gdy  mi każesz przymierzyć kolejno trzy pary spodni. A najbardziej lubię gdy mi sprawdzasz jak mi leżą na tyłku i zaraz  zaczyna  mi się spieszyć do domu.

A pamiętasz jak kiedyś byliśmy na jakiejś imprezie u Witka i była  zabawa w rozpoznawanie własnej żony tylko i wyłącznie po bosych stopach? Pamiętam tylko, że często bywaliśmy wy i my u Witka. Jego żona uwielbiała takie  nieco dziwne zabawy, które nie  wydawały  mi się wtedy zabawne. Teresa roześmiała  się - bo żona  Witka wtedy studiowała psychologię i część tych zabaw to były psychotesty. I wtedy po raz  pierwszy uświadomiłam  sobie, że Robert i ja nie pasujemy zupełnie do siebie. I że jeżeli chcemy być dalej  razem to trzeba coś w tym układzie zmienić. To była ta  zabawa,  w której wszystkie dziewczyny była zasłonięte prześcieradłami, każda miała doczepiony do prześcieradła  numer. A nasi mężowie mieli nas rozpoznać po wystawionej poza prześcieradło ręce bez pierścionków i obrączek oraz po nagich stopach. Wszystkie miałyśmy paznokcie rąk i stóp polakierowane takim samym lakierem. Zabawne, ale nikt nie rozpoznał swej partnerki po bosych stopach, ktoś jeden poznał swą żonę po dłoni- ona miała po prostu krzywy jeden palec w lewej ręce. I wtedy żona Witka powiedziała, że to był test, który powiedział nam wszystkim jak mało i powierzchownie znamy swego partnera. A wszystkowiedzący Robert stwierdził, że takie testy to głupota, że równie dobrze można by ogolić wszystkim panom owłosienie intymne i z wyglądu tylko tej części ciała kazać żonom wskazać swego męża. A któraś z dziewczyn powiedziała - byłoby zapewne łatwiej gdyby było trzeba tylko każdego opatrzyć imieniem i potem okazałoby  się, że  niektórzy są bardzo znani. I wszystkowiedzący już nic wtedy nie powiedział. Ze trzy lata wstecz spotkałam żonę Witka - byli po rozwodzie, bo, jak  to określiła, znudziła  mu  się rola królika doświadczalnego. Obydwie się spieszyłyśmy, więc gdy nadjechał autobus pomachałyśmy  sobie mówiąc : no to do miłego!

Pamiętam te zabawy u Witka. Gdyby teraz taka była to bez najmniejszego trudu rozpoznałbym w ten sposób ciebie - masz takie drobne paluszki stóp i inaczej układa ci  się skóra na stawie palca  wskazującego prawej ręki niż na innych palcach. Naprawdę?- zdumiała  się Teresa.  Naprawdę, zobacz sama. Teresa przyjrzała się uważnie swojej prawej dłoni- no rzeczywiście. Kiedyś miałam tu zdartą skórę, o coś zaczepiłam, chyba w trakcie jakichś kuchennych eksperymentów. I taka trochę bardziej  szorstka jest na tym stawie. No to będę w ten paluszek wmasowywał krem do rąk, mamy wszak w domu.

                                                                  c.d.n.




wtorek, 31 stycznia 2023

Lek na wszystko? -47

 Czas  mijał szybko  a dni były  podobne do siebie. Upalne  lato przechodziło w ciepłą i słoneczną jesień. Było mało opadów, w podwarszawskich lasach zapamiętali grzybiarze  snuli się zawiedzeni - przydałby  się solidny, kilkudniowy deszcz bo w takim wysuszonym lesie to tylko o pożar było  łatwo a  nie o grzyby. 

Z punktu  widzenia Teresy to ta jesień była piękna - administracja  osiedla dbała o zieleń, trawniki były równiótko przystrzyżone, codziennie dostawały odpowiednią porcję wody. Na każdym spacerze towarzyszył Teresie tata.  Często dołączał do nich Kazik, który zgodnie  ze  swym planem zaczął zbierać materiały do swej pracy doktorskiej. A oprócz Kazika  często mieli też towarzystwo sąsiadki taty z bloku,  w którym nie tak  dawno mieszkał. 

Sąsiadka "wytuptywała"  kilometry ze swą charcicą, która  za każdym razem witała się z tatą tak, jakby go rok  nie widziała. Ponieważ psica była bardzo grzeczna a Aleksander wielce nią  zainteresowany, to Teresa pozwoliła by mały kładł  swą malutką rączkę na jej sporym łbie. Psica jakimś cudem  wiedziała, że ta maciupka  rączka błądząca po jej łbie należy do dziecka i cierpliwie znosiła jego poklepywania. Wnuki pani sąsiadki były już kilkulatkami, ale  chyba psica pamiętała jak należy zachowywać  się przy   malutkich   dzieciach, bo zawsze była bardzo grzeczna i cierpliwa.

Kazik stwierdził, że świetnie mu się myśli w towarzystwie żony i dziecka. Śmiał się, że gdy tylko bierze na ręce Aleksa lub obejmuje Teresę to w  chwilę później wpadają mu do głowy różne  dobre rozwiązania konstrukcyjne. W kilka dni później Teresa wręczyła  mu dyktafon mówiąc - ile  razy wpadnie ci coś mądrego i ważnego w kwestii tego nad  czym rozmyślasz, to podziel  się  tym głosowo z tym pudełkiem, a na papier przelejesz to później.  Kazik był nie tylko zachwycony tym pomysłem,  ale i wzruszony. I to tak wielce, że opowiedział o tym swemu bratu. Kurczę - wybrała model, który jest w tej  chwili na rynku naj- naj. Ciekawe kto jej doradził ?- zastanawiał się Krystian.  

Internet- odpowiedział Kazik. Jak znam Tesię to przekopała  pół internetu szukając opinii użytkowników - ma to tego jakąś niespotykaną cierpliwość. A mnie najbardziej rozczuliło to, że pomyślała o tym, co by mi ułatwiło pracę.  Nie wiem skąd, ale ona  zawsze  wie, kiedy ja rozmyślam o temacie, który rozgryzam, bo wtedy nic nie mówi a w kwadrans  później na  stoliku ląduje kawusia i coś słodkiego do niej, Aleks zaraz  znika z mego pola  widzenia a Tesia albo  znika razem z nim,  albo siada w fotelu z książką lub coś "dziabie na drutach". I wolę, gdy ona jest ze mną w pokoju niż gdy  znika. Mam naprawdę cudowne warunki do pracy. I dzielnie znosi nawet to, gdy jej czasem opowiadam nad  czym pracuję a pytania, które mi wtedy zadaje świadczą o tym, że wie o czym ja mówię. I zastanawiam  się skąd ona to wie. A tak ogólnie -  uważam, że Tesia choć była jedynaczką to jest szalenie "uspołeczniona" - zero w niej egoizmu! Ten troglodyta Robert nie doceniał jej.  Tesia dba i martwi  się o  wszystkich których lubi a tym, których  kocha to chyba oddałaby nawet ostatnią kroplę  krwi. Ma jakiś dar  wczuwania  się w cudze odczucia. Nadal mnie to zadziwia. Mam wrażenie, że to dziedziczne po rodzicach. Mało pamiętam jej mamę. No a tata to przecież chodząca  dobroć, ja się z nim dogaduję lepiej niż kiedyś z naszym własnym tatą. Ciebie i Alinę traktuje tak  samo jak nas. Oczywiście zdaję sobie  sprawę, że łatwiej o dogadanie  się gdy się już jest dorosłym i na wiele spraw ma się taki sam pogląd.

A ja gdy pracuję to się zamykam w pokoju - muszę mieć do pracy ciszę, spokój i odosobnienie- stwierdził Krystian.   Już nauczyłem Alinę, że wtedy się do mnie nie mówi, o nic się mnie nie pyta. Pewnie mam małą podzielność uwagi. Alina się wtedy czuje nieco urażona. Nie ma zielonego pojęcia o mojej pracy, o tym, że zachowanie pełnej dyskrecji to jeden z jej aspektów. Jestem pewien, że Tesia  to rozumie, w końcu pracowała  w takim  dziale, który zbierał informacje o ludziach ale ich na  forum publicum  nie omawiał.

Kazik śmiał się - po prostu nie  miałeś koło siebie o pięć lat młodszego brata, przy którym trzeba było cały czas uważać  co się robi i jak  się robi, żeby go nie uszkodzić lub żeby nie wypaplał czegoś rodzicom gdy zaczął już ćwierkać. Gdybyś miał, to szybko byś automatycznie  sobie ową podzielność  uwagi wyrobił. 

A co do twojej pracy- po prostu wytłumacz jej, że nie zawsze twoimi klientami są sami uczciwi i poszkodowani ludzie, że czasem są i tacy nie kryształowi a mocno zmatowieni ale tych też w pewien sposób musisz bronić. I że musisz dbać o to, by każdy klient miał pewność, że zachowasz dyskrecję a publiczność nie dowie się więcej niż wymaga tego sprawa. Bo w tym wypadku Alina jest tylko publicznością. To, że jest twoją  żoną nie sprawia, że automatycznie ma wiedzieć o twoich klientach to co ty o nich  wiesz.  Tesia wie gdzie pracuję, ale nie  zwierzam się jej nad jakimi konstrukcjami myślę. Wie co już skonstruowałem, to nie jest tajemnica. Tajemnicą  są pewne  szczegóły, no ale one  są chronione chociażby patentami i o tym z nią nie rozmawiam.  Tesia boi się tylko tego, żebym latał. Wiem, to moja wina- gdy się w niej tak piekielnie zakochałem i jeszcze była z Robertem to powiedziałem jej, że mam ochotę ze sobą skończyć, bo kocham pewną mężatkę i nie mam szans na bycie z nią. Słowa nie pisnąłem, że to o nią  chodzi.Kusił mnie też skok z ósmego piętra i wtedy Tesia mi powiedziała, że wyrządziłbym jej wielką krzywdę, bo jestem jej jedynym przyjacielem z którym może o  wszystkim rozmawiać i że nie jest szczęśliwa w małżeństwie i gdy Robert wyjedzie na placówkę to ona  z ulgą zostanie tu sama w Warszawie i po jakimś czasie wystąpi o rozwód. Dzieci nie mają, nikt na tym nie ucierpi. No a co było dalej to już  wiesz. A o tożsamości owej mężatki dowiedziała  się na krótko  przed naszym ślubem. Doszliśmy wtedy zgodnie  do wniosku, że byliśmy parą idiotów nazywając miłość przyjaźnią. Ale jestem przekonany, że obydwa uczucia muszą iść w parze,  jeżeli ma to przetrwać latami.

No ale przecież gdzieś razem wyjeżdżaliście? - dziwił  się Krystian. No tak, byliśmy w Baligrodzie, spaliśmy nawet w jednym domku, w jednym łóżku. Z tym, że ona spała a ja przełaziłem niemal całą noc po terenie. Nie wiem jak to zrobiłem, ale tego dnia wróciliśmy do Warszawy po objechaniu pętli - cud, że nie spowodowałem żadnego wypadku, bo spałem ze  dwie godziny. Byłem niczym na dopingu, a jedyny doping to były uwielbiane przez Tesię orzechy laskowe w gorzkiej czekoladzie i kawa. Oboje  sporo tego pochłonęliśmy.

No tak, masz rację, że powinienem pewne sprawy omówić z Aliną. Jakoś wydawało mi się to tak oczywiste, że nawet nie  wpadłem na to, że może dla Aliny nie jest to takie  oczywiste. Muszę o tym z nią porozmawiać, żeby rozumiała moje zachowanie. Dobrze, że mi o tym powiedziałeś. Wiesz, czasem mam wrażenie, że Alina i Tesia to siostry. Przyjaźnią się odkąd trafiły  do liceum, przedtem się nie  znały. One zawsze myślą o sobie wzajemnie. Gdy kiedyś wyraziłem zdziwienie tym faktem Alina mi powiedziała- tak właśnie  wygląda prawdziwa przyjaźń. Z przyjaciółką chcesz się dzielić tym co dobre i wspomagać  ją gdy spotka  ją  coś niedobrego. Alina powiedziała, że  była  zdziwiona tym, że  Tesia wydała  się za Roberta. Wtedy i ty i Robert podobaliście  się jej, ale zdaniem Aliny Tesia uważała, że ty jesteś  poza jej zasięgiem, że  ona ci  się nie podoba i że uważasz ją za zbyt dziecinną. 

Podobać to mi się  Tesia wtedy podobała, ale ja wtedy szukałem dziewczyny do seksu, a Tesia w moim odczuciu to była  za porządna dziewczyna by była tylko do wyrka. Anka to mi  sama do łóżka wlazła, nie miała  żadnych oporów. A ja byłem taki naiwny, że  aż strach. Gdy mi powiedziała, że jest w  ciąży to sypialiśmy  ze sobą już niemal rok. Nie bywaliśmy nigdzie razem, ale spółkowaliśmy. Wydawało mi  się zawsze, że byłem jedynym użytkownikiem i dlatego jak ten głupek ożeniłem  się. A powinienem  był  wpaść po rozum  do własnej  głowy, że zawsze to było z zabezpieczeniem. Dopiero po rozwodzie dotarły do mnie  sygnały, że "użytkowników" mogło być więcej. Nasz tata też wykazał się naiwnością- nie mógł uwierzyć, że Anka była alkoholiczką. Bo on nie znał przecież  nigdy żadnej kobiety-alkoholiczki no i  nigdy  nie widział Anki pijanej. Ale Tesia ją widziała, o  czym potem dokładnie  opowiedziała  w sądzie. A ja po tej całej  aferze wyjechałem. Dobrze mi to zrobiło. 

Zmarnowaliśmy z Tesią dziesięć lat - gdybym wtedy nie związał się kretyńsko z Anką bylibyśmy cały  czas razem. A Tesia, gdy to mówię, zawsze powtarza - tak pewnie  musiało być, może wtedy to jeszcze nie  był nasz czas. Tesia wyszła za Roberta gdy już byłem żonaty. 

 I wiesz co, dopiero gdy się pobraliśmy  z Tesią zrozumiałem  jak bardzo  ważna jest w  związku rozmowa i że podstawą dobrego związku jest nie tylko miłość i seks ale właśnie to wzajemne przedstawianie swojego punktu  widzenia tak, by można ten świat oglądać  razem i zachwycać  się tym samym, do tego samego dążyć. Omawiamy razem  zawsze i te  ważne sprawy i te naprawdę mało istotne, o których każde z nas mogłoby z powodzeniem samo decydować  i za którymś  razem stwierdziliśmy, że może to jest dla kogoś z  zewnątrz śmieszne że naradzamy  się w jakim kolorze kupić zasłonę na balkon, ale jednocześnie to jest coś, co nas  w jakiś  sposób jeszcze bardziej  scala. Staramy  się jak najwięcej prac domowych  robić razem - tym sposobem  wiem, że bycie "panią  domu"  to nie jest rozrywka, jeśli chcemy by wszystko w tym domu dobrze  funkcjonowało - to nie  tylko mało fajna praca  fizyczna, tu trzeba  również sporo pomyśleć i zdobyć wpierw gdzieś te wiadomości. Nikt  z nas  nie rodzi  się omnibusem. Tesia jest świetnym  kierowcą i cudownym pasażerem obok kierowcy - świetnie obserwuje cały  ruch drogowy, dobrze przewiduje, marzy mi  się by  z nią pojeździć po Europie,  nie wpada z byle powodu w panikę. Niedawno doszedłem do  wniosku, że jestem w pewnym  sensie  od  niej uzależniony i że to jest  cudowne  uzależnienie. I życzę ci braciszku byś był tak  samo uzależniony od swej żony jak  ja. I mów jej często, jak najczęściej jak bardzo ją kochasz - warto. To działa lepiej niż kosmetyczka, fryzjer i masażysta razem  wzięci. 

Wiesz, szalenie żałuję, że rodzice  nie poznali naszych żon, że nie mogli się cieszyć naszym  szczęściem, że dzieci będą  miały tylko jednego dziadka - powiedział Krystian. Ale jako  ateista i heretyk w jednej osobie jestem przekonany, że jakimś cudem wiedzą o naszym szczęściu i cieszą  się razem  z nami. Popatrz - latamy w Kosmos, ale nie wiemy co się dzieje z naszą energią która nas ożywia.

                                                                        c.d.n.

poniedziałek, 30 stycznia 2023

Lek na wszystko? - 46

 Przedpołudnie następnego dnia Teresa z dzieckiem spędziła  w Łazienkach Królewskich w towarzystwie, Krystiana, taty i Aleksa. Dla dziecka wzięła  dwie butelki przegotowanej wody, porcję   mleka w proszku, obowiązkowo jabłko i łyżeczkę do jego skrobania no i oczywiście pampersy. Gdy szykowała  wszystko dla  dziecka Kris wyraźnie notował w pamięci co się bierze na "wyprawę z dzieckiem". Była  zdecydowana by wybrać  się do Łazienek. Bracia zamienili się w  związku z tym samochodami- wszak fotelik samochodowy  był tylko w samochodzie Kazika. Nie omal w ostatniej  chwili przypomnieli  sobie, że skoro się zamieniają samochodami, to należy również wymienić  się  dowodami rejestracyjnymi.  Kris w drodze  do Łazienek stwierdził, że nie był w Łazienkach kilka dłuuugich lat. Nie martw się, ja też nie  byłem tu wiele lat- pocieszył go tata.  No to my z Zikiem jesteśmy lepsi od  was - byliśmy tu nim  się Aleks urodził. Lubię ten park. I nawet wycieczki mi nie przeszkadzają. Mam tu kilka swoich ulubionych  miejsc, które wycieczki omijają, na przykład  górkę za teatrem. Tam nawet pół wycieczki nie  zagląda, bo są  raptem dwie ławki i maleńkie oczko wodne. Odkryłam to miejsce gdy czasem wyciekałam ze szkoły. Co robiłaś? - w głosie taty brzmiało zdumienie. Noooo, czasem jakoś nie mogłam znaleźć drogi do szkoły. Czyli wagarowałaś? - doprecyzowywał tata. Dlaczego?  Bo nie lubiłam swojej szkoły, byłam  nią bardzo rozczarowana. Mama chciała  bym tam chodziła, to było żeńskie liceum - masakryczne. Wszystkie wagarowałyśmy, oczywiście nie jednocześnie. Jedyny plus, że się nauczyłam pływać, bo miałyśmy jeden rok w ramach  wychowania fizycznego naukę pływania.  Dlaczego ja o tym wszystkim  nie wiedziałem?- dziwił się tata. Teresa roześmiała  się - nie wiem. Widocznie mama  nie widziała  potrzeby  by cię o tym wszystkim informować. A teraz  z tą wiedzą lepiej  ci? - spytała. No nie - stwierdził po chwili milczenia. No widzisz- masz automatycznie odpowiedź dlaczego mama ci o  tym nie donosiła. No ale mimo tego wagarowania szkołę ukończyłam. Tato,  ja też często się urywałem ze  szkoły- przyznał się pan mecenas. Ale dlaczego- tata nie mógł tego pojąć.  Bo się piekielnie w  szkole nudziłem a na dodatek ciągle mi wszyscy na okrągło wypominali mego starszego genialnego brata. A ja  się  nudziłem w szkole jak mops uwiązany przy fotelu swej pańci.  

No popatrz  Kris - znamy się od wieków i dopiero teraz dowiadujemy się o sobie  takich ciekawych rzeczy- śmiała  się Teresa. Że też ja cię tu nigdy nie  spotkałam? Bo widocznie nigdy nie siedziałaś na amfiteatrze - ja tam grywałem w brydża. No nie bywałam - bo z amfiteatru najczęściej strażnicy i jacyś porządkowi przeganiali wagarowiczów. Fakt - raz  mnie  dorwali, ale jakoś się wyłgałem. To było jakoś tak przed  maturą i miałem już 18 lat i się odczepili. Ale u  mnie to tata wiedział, że ja  się czasem urywam ze  szkoły, ale nie wiem czy mama o tym  wiedziała. Bo raz mnie tata spotkał na  mieście w godzinach,  w których normalnie  bywałem  w  szkole, tak około 10 rano- szedłem  do kina.

No, to koniec wspominajek - podsumowała Teresa.  Mów teraz czego nie wiesz, co cię przerasta. W ramach ćwiczeń z ojcostwa dasz Aleksowi mleko, czyli przegotowaną wodę z mlecznym proszkiem. Teresa wytarła  ręce dezynfekującymi chusteczkami i przygotowała  mleko mówiąc- genialne jest  to mleko - rozpuszcza  się idealnie. Teraz go weź z wózka na kolana w pozycję pół leżącą i proszę- smoczek  do dzioba i obserwuj zawartość butelki- kąt nachylenia musi  być taki, żeby cały czas smoczek był napełniony mlekiem, żeby mały nie łykał przypadkiem powietrza. Oprzyj  się o oparcie  krzesła- moment- położę pieluchę pomiędzy twoją koszulą a małym, żeby  cię nie upaprał. Chyba  ci zrobię  zdjęcie i napiszę do Kazika, że mamy nianię do dziecka. Przy  dziecku wymagana  jest bardzo duża podzielność uwagi, zupełnie jak przy prowadzeniu samochodu, więc karm go i mów z czym  masz problem.

Ona często płacze. Gdy się pytam dlaczego  to słyszę, że się boi : porodu,  tego czy dziecko nie będzie miało jakichś  wrodzonych wad, czy ona da  sobie radę. Nieopatrznie powiedziałem, że sądziłem, że o takich rzeczach to się myśli  i je  sprawdza przed zajściem  w ciążę, a teraz to co będzie to będzie. No to ryczała z godzinę i potem ze mną nie rozmawiała, bo się czuła dotknięta i zlekceważona. Zupełnie nie wiedziałem co mam zrobić. 

Primo -nie przejmować  się - ona jest teraz pod  wpływem hormonów, potraktować jak nieszkodliwą  wariatkę. Objąć, przytulić, powiedzieć jak ślicznie w tej  ciąży wygląda i jak  się cieszysz, że będzie  dziecko. Potem  możesz dodać, że przecież, jeśli coś budzi jej niepokój to ma  swego lekarza i powinna jemu  wszystkie  swe niepokoje zgłosić. A na końcu możesz dodać, że dla dobra  dziecka powinna teraz  myśleć jak najbardziej  pozytywnie bo od pierwszego dnia  ciąży dziecko odbiera  wszystkie jej radości i  smutki, więc powinna być pogodna, bo jej niepokój  przechodzi na dziecko. Poczytaj razem  z nią lekturę którą  dostała ode mnie. 

Wiesz- ciąża to niby nic nienormalnego, ale jest to specyficzny stan i organizm matki jest cały  czas w stanie  wysilenia. Bądź czuły, pieść ją, niech nadal czuje  się pożądaną i atrakcyjną kobietą. W tej lekturze znajdziesz porady na każdą okoliczność. Ona nie ma dużego doświadczenia w  kwestiach damsko- męskich i musisz jej pewne rzeczy podpowiedzieć. My z Zikiem w pewnym  sensie  mieliśmy łatwiej, bo oboje już po jednym małżeństwie. 

Z jednej strony jest łatwiej a z drugiej wcale nie- zastanawiasz się mimo woli czy z twoim poprzednikiem robiła to samo i jak ty w tym układzie  wypadasz. I umówiliśmy  się na  samym  początku, że nie będziemy ukrywać co nam z tego co razem robimy daje  super frajdę lub że wręcz nam nie leży. I oboje  bardzo pilnujemy się by czegoś nie palnąć w rodzaju  "ty zupełnie jak xyz robisz to samo lub tak samo, a to mnie  wkurzało". Poza tym nie oszukujmy się - bycie ze  sobą 24 godziny na dobę naprawdę nie jest proste. Czasem każde z nas ma ochotę pobyć bez tej drugiej połówki - nie dlatego, że mu się partner  znudził, ale  dlatego, że każdy musi trochę pobyć sam z własnymi myślami. Ja wtedy znikam w łazience. Zik   musi "coś sprawdzić w samochodzie". A najdalej po pół godzinie wszystko się nam w środku wyzeruje i jest w porządku. I to nie jest wcale zmęczenie obecnością akurat tej osoby.

Ja nie usprawiedliwiam Aliny, ale ona wiecznie wysłuchiwała  żalów swej matki na temat tego, że kilka ciąż matki skończyło się poronieniem, że ojciec niezbyt elegancko zachowywał się  wobec matki i mam wrażenie, że jej matka w pewnej chwili uznała swą córkę za swą przyjaciółkę i na pewno nie było to dobre dla Aliny.  I myślę, że część lęków Aliny jest żywcem przeniesiona z jej matki na nią. 

Tak naprawdę nic się złego z tą jej ciążą nie  dzieje - nie ma porannych mdłości, krążenie jak na razie w  porządku bo nóżki jej nie puchną, nie ma jakichś absmaków ani dziwnych upodobań dietetycznych, wyniki krwi też są w porządku, nie ma anemii. To koniec pierwszego trymestru i na moje nie lekarskie oko to jest wszystko w porządku. Lekarz wie o perypetiach jej matki, ale jak na  razie u Alinki wszystko w porządku.  Wiesz - ja też marudziłam w czasie  ciąży, bo nie  wolno wtedy jeść serów pleśniowych, surowego mięsa. Złościło mnie to a poza  tym nawet przez  moment nie miałam stanu euforii z tej racji, że jestem w ciąży. W pewnym sensie było tak, jakbym stała  z boku i obserwowała siebie. Bałam się porodu, bo wiedziałam, że mamy poród był ciężki i że nie miała pokarmu. Ale nie wiem, tata też nie  wie jak tam dokładnie  było ze zdrowiem  mamy, bo wtedy nie było kontaktu z lekarzami. Teraz macie oboje kontakt z lekarzem, możesz  nawet sam z nim porozmawiać, bez Aliny. Możesz być obecny przy  porodzie, możesz nie być, twój wybór.

O wrażeniach  z porodu to możesz sobie porozmawiać z Zikiem, ale bierz poprawkę na to, że każdy poród jest inny. Ja miałam ustawienie pośladkowe, ten uparciuch szedł pupą do wyjścia i dlatego mnie kroili. Ten lekarz, który mnie prowadził to bardzo rozsądny facet - dziecko owszem ważne, ale matka ważniejsza.

Jeśli będzie rodziła "siłami natury" poproście o poród pod  znieczuleniem - będzie czuła napięcie mięśni, bo tego znieczulenie nie niweluje, to jest męczące, ale nie będzie  czuła z tej okazji bólu. Ja pod  tym znieczuleniem miałam operację. To znieczulenie nie  szkodzi też  dziecku, co jest ważne.

Kris - ile  razy Alina coś będzie majaczyć to weź głęboki wdech, potem się uśmiechnij i powiedz jej jak bardzo ją kochasz. I dziecko, na które  czekacie. To najlepsze lekarstwo.  A teraz oddaj  mi dziecko. Trzeba mu pampersa zmienić, połóż go w wózku. Kris ostrożnie ułożył swego bratanka w  wózku, a potem powiedział - jestem szczęściarzem- mam super bratową. Kocham cię tak, jakbyś była moją siostrą. I cieszę się, że po tej upiornej Ance Kazik ma taką cudowną żonę.

Mało znałam Ankę, jak dla mnie to była nie bardzo zrównoważona i może dlatego tak łatwo wpadła w nałóg. Tesiu - Kazik nigdy jej nie kochał- on tylko był cholernie lojalny i przyzwoity. A ciebie naprawdę kocha. Podoba mi się w tej Trou Madame, muszę tu przyjechać z Aliną. I nawet  nie ma  tłoku, patrz ile jest wolnych stolików. Tylko kolejka do lodów długa niemiłosiernie. No i powiem ci, że coś zgłodniałem. Muszę zobaczyć co tu można zjeść bardziej konkretnego niż melba. Nie wiem, może gofry z czymś, bo w okienku to są gofry oprócz lodów. Ja po tej melbie to pewnie z tydzień lodów  nie zjem- porcja jak dla górnika po dniówce. A może po prostu wrócimy do domu i coś zrobimy do jedzenia. Tylko zadzwoń do Zika, że zaraz wrócimy do domu.  

W dwadzieścia minut później już wsiadali do samochodu. W dwie minuty po tym gdy zaparkowali koło bloku Tesi i Kazika pod blok podjechał Kazik.  No to jedziemy wszyscy na górę, zaraz zrobię lunch, a potem możemy jeszcze gdzieś na łono natury pojechać-    może do Konstancina? - rzuciła propozycję Teresa. Ja to pojadę po Alinę - oświadczył Krystian. Tylko wpierw do niej  zadzwonię, bo nie wiem o której ona  dziś wychodzi - teoretycznie pracuje 8 godzin,  ale tam często teoria rozmija się z praktyką, bo czasem  jedzie na jakąś późniejszą  godzinę i wtedy wszystko jest poprzewracane do góry nogami. Tak to jest w prywatnym  biznesie. A to, że dziś pojechała  na 9,00  niczego mi nie  wyjaśnia. To nie zjesz teraz z nami lunchu?- dziwił się Kazik. Zadzwoń do niej, bo może ją przywieziesz  na lunch do nas. My jemy prawie dietetycznie, ciężarna może z nami jeść. No ale nie  chcę byśmy was objadali- jęknął Krystian. Oj, ty chyba także jesteś w ciąży i na mózg ci dodatkowo ta  ciąża padła. Wypikaj jej numer i daj  mi ją do telefonu- rozkazał Kazik- sam  z nią porozmawiam.  Krystian zrobił na czole wymowny  znak i  podał słuchawkę Kazikowi, który powiedział, że Kris zaraz po nią przyjedzie i wszyscy  razem  zjedzą lunch i jeśli będzie  musiała wrócić do pracy to ją Kris odwiezie. Ale ponieważ w firmie był jakiś  zastój  Alina miała  jakieś nadgodziny to bez problemu  mogli wszyscy razem zjeść lunch.

Po lunchu w ramach wypadu na łono natury pojechali do Wilanowa i spacerowali po pięknym przypałacowym parku, pustawym już o tej porze. Zresztą tu nigdy nie było tłumów, bowiem wstęp do parku był płatny. Potem wybrali  się na kawę do ogródka kawiarnianego przy kawiarni Hetmańskiej, gdzie najmłodszy członek  rodziny bez pośpiechu,  ale systematycznie pochłaniał jabłko. Teresa śmiała  się, że świetnie wychowują swego  synka - wędruje malec z jednej kawiarni do  drugiej. No i dobrze- przynajmniej będzie  się umiał zachować  w kawiarni -od "tyciego" będzie wiedział, że w kawiarni to  się  siedzi  a nie biega po niej wrzeszcząc na całego- podsumował tata.

                                                                c.d.n.

sobota, 28 stycznia 2023

Lek na wszystko? - 45

Sierpień tego roku był upalny i właściwie to dobrze  się złożyło, że wizyta chłopców  z Berlina  nie doszła  do skutku. Teresa  zamówiła w specjalistycznym  punkcie  żaluzje wertikalowe na loggię by można  było spędzać czas na  loggii, która od godziny 14,00 tonęła  w słońcu. "Duży pokój", z którego wychodziło się na loggię był teraz  najczęściej wykorzystywanym pomieszczeniem. Stał w nim kojec, w którym królował Aleksander. Nie  był w najlepszym nastroju bowiem ząbkował. I chociaż rodzice nakupowali "furę" przeróżnych gryzaczków mały zawzięcie "obgryzał" kojec. 

Pewnego popołudnia Alina zawitała do  nich prosto z pracy, bo jedna  z koleżanek przyniosła jej gryzak, który dwa lata  wcześniej służył jej dziecku - była to figurka zajączka, pozbawiona już namalowanych ongiś oczek i wąsików ale za to zajączek posiadał elegancko sterczące w górę uszy. Wykonany był z jakiegoś syntetycznego tworzywa, z którego ponoć  były robione jakieś protezy. Jak zapewniała koleżanka Aliny, ów zajączek bez uszczerbku na swej powierzchni przetrzymał ząbkowanie już trójki dzieci. Namalowane na jego pyszczku oczka i wąsiki zeszły w trakcie licznych  dezynfekcji, ponieważ tworzywo dobrze  znosiło wrzątek. Od podeszew  swoich tylnych łapek  do końca  sterczących w gorę uszek (które były delikatnie  zaokrąglone, a więc  bezpieczne  dla  dziecka, co zaraz  zauważył Kazik)  zajączek miał raptem 9 cm długości i bardzo dobrze się wpasowywał w małe  rączki swoich "oprawców". Gdy tylko został przez Teresę i Alinę wykąpany we wrzątku i dodatkowo przetarty spirytusem i osuszony, został przedstawiony Aleksowi. W 10 minut później maluszek znęcał się nad uszkami zajączka pracowicie  je zagryzając dziąsłami. A cztery dorosłe osoby przypatrywały  się  temu z zainteresowaniem. 

Alinie  się przypomniało, że pies jednej  z jej koleżanek z Otrębusów tak mocno zagryzał  swój ulubiony patyk, że można go było podnieść  do góry uwieszonego zębami na tym patyku i za którymś  razem patyk nie wytrzymał i się złamał. A nie był to cienki patyk, miał niemal 3 cm  średnicy.

Teresa  westchnęła  - ten mały potwór usiłował pozbawić mnie  brodawek jeszcze przed wakacjami, ale go oduczyłam - jak zaciskał te  swoje dziąsła to mu zaraz zatykałam nosek i odstawiałam od piersi.  Ale mały załapał, że nie  wolno tak robić i karmię go nadal raniutko i czasem koło północy, jeśli się obudzi. Bo nie  zawsze  się budzi - jeśli więcej  zje w ciągu  dnia to nie budzi się przed północą  żeby coś pojeść. A jak długo będziesz  go karmić piersią? - zapytała Alina.  Nooo, tego to nawet najstarsi ludzie nie wiedzą- odparła  ze śmiechem  Teresa. Teoretycznie , według WHO to powinno  się  karmić dziecko mlekiem  matki przez dwa lata, a obowiązkowo to rok.  Nie mam teraz oszałamiająco wiele  pokarmu - dobrze, że w ogóle mam , bo moja mama wcale  nie miała. Ale być może to zasługa tego lekarza co odbierał poród, bo mały jeszcze nie  był dokładnie "obrobiony" a już go przystawił  mi do piersi i dzieciak sobie possał siarę. I podobno to jest najlepsza metoda by "wywołać pokarm" - dać dziecku ssać wciągu najpóźniej 10 minut po porodzie. Ale nie  wszystkie  szpitale to stosują. To było nawet  zabawne - chirurg mnie zszywał a mały w tym czasie ssał, a Kazik mi szeptał do ucha czułe  słowa. Dobrze że nie musiałam jeszcze  w tym samym  czasie wypełniać  jakichś  papierów.

No nie wiem,  czy Krystian  będzie  chciał być obecny przy porodzie- powiedziała Alina. Ostatnio  się skaleczyłam  nożem to omal nie  zemdlał na widok krwi kapiącej na podłogę.  Ale on w trakcie porodu nie będzie  widział kapiącej krwi - co najwyżej  zobaczy dziecko jeszcze w mazi płodowej - tak to było zorganizowane, że to łóżko, które w razie potrzeby jest  stołem operacyjnym jest podzielone zasłoną-  ojciec dziecka  jest odizolowany od pola operacyjnego. No i przecież  nigdzie nie jest  napisane, że ty też będziesz  miała  cesarskie cięcie bo wasze  dziecko też będzie  miało nieprawidłowe ułożenie - tłumaczyła Alinie  Teresa. Aleks ustawił się pupą do wyjścia i miał pętlę z pępowiny na  szyjce. A ułożenie płodu  jest dziedziczne po mamie. Twoja mama  miała problemy hormonalne z zajściem i utrzymaniem ciąży i ty też je  masz. No ale jednak te hormony podane  z  zewnątrz pomogły i zaszłaś  w ciążę.  Prowadzi  cię ten sam lekarz  co mnie, to dobry  specjalista. Poza tym nie jest zagorzałym fanem porodów  tylko i  wyłącznie  siłami natury. Ty się go słuchaj, bo to naprawdę  dobry fachowiec z tej  branży. 

No i chyba już cholernie dużo dzieci sprowadził na ten świat bo on już jest po pięćdziesiątce choć wygląda naprawdę na młodszego. Najważniejsze, że należy do tych lekarzy, którzy  nie uważają kobiet za podgatunek człowieka. Jeszcze  kilka  wizyt i polubisz go, to facet z poczuciem  humoru i jest naprawdę bardzo kulturalnym facetem.  Nie  wciska ci  ciemnoty, że  żyjesz tylko po to by być inkubatorem, rozumie wszystkie nasze  babskie  fobie i wytłumaczy ci w przystępny sposób wszystko co dotyczy porodu i końcówki ciąży- na co wtedy trzeba zwracać uwagę itp. I dzięki temu udało się wydobyć Aleksa nim sobie tę pępowinę owinął kilka razy wokół szyjki. Generalnie to od połowy ciąży trzeba trochę więcej uwagi poświęcać sobie  samej,  ale bez wpadania w histerię.

Kazik słuchał bardzo uważnie tej  rozmowy i powiedział - jeszcze  trochę i stanę  się zazdrosny o tego pana, bo moja kochana  żona bardzo rzadko wyraża się tak sympatycznie o innych facetach. Dobrze, że nie planujemy drugiego dziecka, bo kto  wie czy by mnie facet nie wygryzł z roli jej  męża. Teresa spojrzała na niego z ukosa i powiedziała - jak na razie to mój  były mąż sam się wygryzł z roli mojego męża, więc  może uważaj byś sam  siebie  z tej roli nie wygryzł. I nie licz na to, że zainteresuję  się jakimś facetem. W klinice już jest cała  kolejka tych, co chciałyby żeby pan doktor choć na nie  spojrzał lub zaszczycił zaproszeniem na kawę, nie mówiąc już o tych którym się on marzy jako mąż. Bo facet jest rozwiedziony. Ale on  chyba jeszcze  dochodzi do  siebie po zakończonym  związku. Według krążących plotek to jego była żona nie  wyrobiła faktu, że on wciąż ogląda nagie  kobiety i to nieważne, że 95% z nich jest w  ciąży lub w trakcie porodu, który  siłą  rzeczy do estetycznych przeżyć trudno zaliczyć. Zapewne nie wyobrażała  sobie, że  zawód  lekarza to wymaga  pełnego poświęcenia, jeśli oczywiście chce  się  być dobrym lekarzem. Jeśli on obieca pacjentce, że będzie się nią opiekował w trakcie  porodu to nawet na  kwadrans nie  zniknie ci z pola widzenia. Będzie wszystko kontrolował. On mnie  nie  "kroił", robił to chirurg, ale on był cały  czas obok, on wydobywał ze mnie Aleksa. Patrzył na ręce pielęgniarki która zaopatrywała pępowinę i odsysała płyn  z buzi Aleksa i potem, gdy mały już possał jeszcze  raz go oglądał, osłuchał. Cenię tego faceta  za jego wiedzę i talent  do przekazania jej oraz  za to, że nie ma w rozmowie z nim jakichś podtekstów i że  mogę  z nim porozmawiać na temat rozrodu i wszystkich spraw z nim związanych bez bycia posądzoną o to, że usiłuję go poderwać. Dla mnie on jest tylko i wyłącznie  bardzo dobrym lekarzem. I nie palnij takiego tekstu przy Krystianie, bo młody może  zareagować nieco histerycznie. Już przy Franku dał próbkę a wtedy to on nawet nie  wiedział sam co czuje do Aliny, bo ledwo  ją znał. 

No ale  Franek mnie  nie podrywał przecież!- obruszyła  się Alina. No nie podrywał, ale  mówił do ciebie "pani Alineczko" i to ogromnie Krystiana ruszyło - wyjaśniła  jej Teresa. No to go po tym ochrzaniłam i powiedziałam, że nie jesteś  jego dziewczyną i każdemu wolno się do ciebie  zwracać tak jak  uważa za stosowne. I chyba  dopiero  wtedy Kris  się zastanowił co do ciebie  czuje i odkrył, że jesteś  tą jego jedyną.

Ojej- nie  miałam pojęcia, że była taka  sytuacja. A Franek to  miły facet, ale jakoś, jak dla  mnie, to  zupełnie  nie ponętny. No fakt, ponętny to on  nie jest - stwierdziła Teresa- ale ja znam go tyle lat, że jego wygląd mnie w niczym nie przeszkadza. Po prostu  wiem, że jest bardzo porządnym i odpowiedzialnym człowiekiem,  a że mało przystojny? Znałam kilku bardzo przystojnych i ponętnych  a byli zwykłymi , podłymi draniami. I nie mam tu na myśli mego ex-męża. To egzemplarz poza kategorią i aż mi wstyd, że był moim mężem. No ale byłam wtedy młoda i głupia. Tacie  się nigdy nie podobał. Mamie to go było żal, bo się wychowywał bez ojca.  Tata uśmiechnął się - to jest jedyny facet, którego jestem  w stanie rozgrzeszyć z tego, że wziął rozwód i wyprowadził się od  razu z  Polski zostawiając dziecko. Też bym uciekł od takiej baby, tylko nie  zostawiłbym jej dzieciaka.

Pogawędkę przerwał króciutki dzwonek do drzwi wejściowych na  dole - oooo, mój braciszek jest na  dole- stwierdził Kazik. Ojej, byłam tak przejęta  tym gryzakiem, że zupełnie zapomniałam zatelefonować do niego, że wpadnę po drodze  do was- zmartwiła  się Alina. Nie podejrzewałam, że się tak długo u was zagadam. Kazik wyszedł z pokoju i zaczekał na  brata już koło windy. Gdy Kris wysiadł powiedział - twoja  jest u nas, nie złość się na  nią, ale była degustacja gryzaczka- wydarzenie na  skalę światową. Babki w ciąży mają napady niepamięci gdy są w towarzystwie  małych  dzieci. Tak coś podejrzewałem, bo wczoraj mi coś ćwierkała na temat, że ma obiecany gryzaczek, ale  akurat coś pisałem i nie  zassałem o co jej biega- odpowiedział Kris. Stary -nie wiem jak przeżyję do końca  ciąży, bo wciąż  się  boję żeby jej czymś nie  zdenerwować lub  nie wystraszyć.  To zapisz  się na korepetycje do Tesi - ona  ci wszystko wytłumaczy. Nie  wiem czy  nie powinna zawodowo prowadzić kursów z gatunku "jak przeżyć z kobietą ciężarną i całkiem nie zwariować". Mógłbym jutro - stwierdził Kris - mam trochę luzu przed południem. To może bym wziął Tesię i Aleksa do Konstancina? Możesz- jeśli będzie  chciała - i weź tatę  to popcha  wózek i posiedzi z juniorem w cieniu. A wy spokojnie pogadacie. Ale nie umrzesz w pracy  z  zazdrości?- zażartował Kris? Nie, nie umrę, bo wszystko zostanie  wszak w rodzinie! I obaj w świetnych humorach weszli do pokoju.  Aleksander leżał na brzuszku podparty jedną  rączką, druga była zajęta zajączkiem wizytującym jego  dziąsełka.  Kris przywitał się ze  wszystkimi i poszedł umyć ręce, bo jak powiedział, chce sprawdzić ile przybrał na  wadze jego bratanek. A bratanek, który jakimś cudem wiedział, że ten facet tak bardzo podobny do taty to zawsze na  " dzień  dobry" bierze  dziecko na ręce, trzymał zajączka w buzi i wyciągał do Krisa rączki. 

Popatrz tato -powiedziała Teresa- ta nasza  śmiesznota jakoś ich rozróżnia - do Krisa wyciąga  łapki, a gdy podchodzi do niego Zik, to wydaje  taki dziwny  dźwięk pomiędzy "iiii" a "eee" i podrzuca do góry  brzuszek. Tata się zaśmiał - nie mam pojęcia  jak on ich rozróżnia, ale nie traktuje ich tak  samo. No i Kazika to zawsze zaraz obślinia bo usiłuje wziąć jego  nos do buźki.  Krystian od  razu powiedział, że następnego  dnia ma przed południem  trochę  wolnego  czasu, to może  zabrać tatę, Teresę i małego do Konstancina lub do Powsina. 

Gdy  w kuchni Kazik pomagał Teresie  w  szykowaniu kawy i  czegoś  do tej kawy, powiedział jej jaką to sprawę ma do niej jego brat. Nie ma  sprawy - zapewniła go Teresa- uświadomię go - w końcu  dobrze  znam Alinę i jej "odbicia". A ty, kochany. dołączysz  do nas? Tak, urwę  się jutro i przyjadę gdy sprawdzę gdzie jesteście. A może pojedziecie do Powsińskiego Ogrodu Botanicznego? Tam są świetne alejki i potem  można posiedzieć w kawiarence- o ile  będzie  czynna. Podejrzewam, że wylądujemy w Konstancinie- tam jednak jest  lepiej i można pójść na dobrą kawę w tej  zdrojowej kawiarence. A może wylądujemy w Wilanowie w kawiarni ogródkowej.  A że będę z Krisem to może po prostu pojedziemy do Łazienek- ławek do posiedzenia od  metra i dobra  kawiarnia z dużą ilością stolików. I.....pyszną melbą - mam na  myśli  kawiarnię  Trou Madame. Podjedziemy od  strony Szwoleżerów. Zik - a kochasz mnie jeszcze? Nie - ja cię nie kocham ale ubóstwiam- wciąż jesteś dla mnie wszystkim! 

Dziś wyłgałem  się od służbowego wyjazdu do Stanów. Patrzyli na  mnie jak na idiotę. Ale spokojna  głowa - na  moje miejsce  było z pięciu chętnych. Techniczny nie mógł pojąć, że nie chcę jechać. A dlaczego  nie chciałeś pojechać?  Bo jak raz pojadę to potem będę musiał tam regularnie latać. A ja nie chcę was zostawiać. Poza tym wiem z góry, że nic  z tego nie będzie. Ale wpadłem na pomysł by zrobić doktorat na Politechnice. Wtedy będę miał święty spokój. Jak się dobrze przyłożę to w dwa lata albo w trzy lata zrobię. Naczelny to mi przyklaśnie- już raz mi proponował, ale wtedy  nie  widziałem sensu. Teraz to nawet już mam pomysł. Czasem będę musiał zaglądać do Modlina i bywać na  WAT. Ale - zaczęła Teresa - Kazik mocno ją objął i przytulił - nie bój się, nie będę latał, ale muszę mieć symulator.

                                                                          c.d.n.


czwartek, 26 stycznia 2023

Lek na wszystko? - 44

Przez pozostałe dni urlopu Kazik z Teresą, dzieckiem i tatą krążyli po podwarszawskich miejscowościach. Najczęściej jeździli do Zalesia, Powsina i do nieco  dalej położonej Wilgi. Alina nie jeździła  z nimi,  bowiem Krystian pracował w domu. Alina zakupiła dość  sporo włóczki i dziergała  z niej kocyk dla dziecka. Teresa się trochę  z  niej pośmiała bo wśród kocyków, które miało dostać  jej dziecko tylko jeden był używany,  reszta była rozpakowana, wyprana i  nigdy nie używana. Poza tym gdy Alina pokazała jej tę włóczkę, to stwierdziła, że to jest bardzo  cienka włóczka i że kocyk to  powinna  robić z trzech nitek, bo  z jednej to  się z takiej  włóczki robi nie  za ciepłe  sweterki. Poza tym powiedziała też Alinie, że dość  długo dla  maluszka  bardziej jest przydatny śpiworek, wtedy ma  się pewność, że dziecko będzie przykryte - bo te  słodkie  maleństwa wierzgają , chwytają rączkami kocyk i ściągają go z  siebie. I może niech robi w tym układzie  dwa  śpiworki- jeden z górą w postaci bezrękawnika i drugi- na jesień i  zimę z rękawkami.  Do "dobrych rad" dołożyła książkę ze wskazówkami dla mam, które chcą  same robić dzianinę dla  maluszków. 

W trzy  dni później Teresa powiedziała do Kazika - sama sobie  nałożyłam pętlę na  szyję dając jej tę książkę. Nie  zdziw się, jak po kolejnym jej  "nic z tego nie  rozumiem" opieprzę ją i wystawię na klatkę schodową. Porąbała jej ta  ciąża rozum-  dla siebie to umiała robić czapki, szaliki i nawet raz udłubała  bezrękawnik,  a dla dziecka to nagle nic  nie potrafi zrobić. A ja naprawdę nie mam ochoty robić na drutach lub  szydełku. Tym bardziej, że można  bez problemu kupić naprawdę  ładne gotowce. Poza tym znacznie łatwiejsze w utrzymaniu. Na tę włóczkę wydała tyle forsy, że aż mnie zatkało z wrażenia. Jak się jej tak nudzi  w domu to powinna wrócić do pracy. Nieźle jest  mieć  zawsze w  zapasie  nieco dni  niewykorzystanego urlopu. Zawsze się przyda. 

Tata śmiał się  i powiedział - wyciągnę ją na spacer i trochę porozmawiam. Podejrzewam, że Kris jest bardzo  zajęty bo faktycznie  sprawa, do której go wynajęto łatwa nie jest i musi chłopak sporo nad tym pomyśleć, więc pewnie niewiele z nią rozmawia. Ty niemal do samego końca pracowałaś, nie za bardzo miałaś czas i siły by jeszcze coś w domu dłubać  dla maluszka. Poza tym teraz to faktycznie wszystko można kupić.

Teresa powiedziała, że pomysł dobry, ale ona ma jeszcze lepszy- wszystkie już za małe rzeczy Aleksandra ma poprane, posegregowane i zapakowane, więc je zaraz  wyciągnie, wrzuci do samochodu i podwiezie je do Aliny. Do tego dołoży jeszcze lekturę na temat "hodowli" niemowląt. To wiesz  co- włączył  się  Kazik- ja pojadę z tobą i razem zrobimy zakupy, bo już prawie nie mamy lodów.  A Aleksa zostawimy na godzinę z tatą - tylko w kojcu zostawimy podusię dla małego. Mam klucze od ich domu, więc nawet jak ich nie będzie to zostawimy im te rzeczy w mieszkaniu.  No chyba, że tata boi się zostać  sam z Aleksem- dopowiedział Kazik. No a dlaczego mam się bać? - obruszył się tata- przecież nawet sam zmieniam mu pampersa.  Ale wiecie co -zadzwońcie wpierw, że za chwilę u nich będziecie - tak będzie nieco ładniej- podpowiedział tata.  Kazik uśmiechnął się - może i masz rację tato, tyle  tylko, że my nie  wchodzilibyśmy do pokoju, tylko wstawiamy to do przedpokoju i  "dajemy  w długą". Nie sądzę by oni tkwili w przedpokoju, tam nie ma łóżka ani nawet wykładziny dywanowej.

Tak jak zaplanowała Teresa wzięli pudło z dziecięcymi ubrankami i innymi akcesoriami, do niektórych  kocyków Teresa przypięła kartkę z napisem "nieużywane" , dołączyła też (bo było jeszcze  trochę miejsca  w pudle) małe butelki na mleko i podgrzewacz. Teresa  została  w samochodzie, pudło wziął Kazik i za 10 minut był z powrotem, uśmiechnięty od ucha  do ucha. Uciekamy- Alina z kimś ćwierkała  przez telefon, a Kris siedział zamknięty w swoim gabinecie. Cichutko otworzyłem drzwi, zostawiłem pudło tuż koło wieszaka- oni chyba nawet  się nie zorientowali, że byłem. To mnie nie dziwi, bo gdy Kris pracuje  to nic do niego  nie  dociera- idealnie  się chłopak wyłącza. A Alina nawijała coś chyba o pobycie w Niemczech. W trzy kwadranse od  wyjścia z domu byli w nim  z powrotem. Gdy wrócili tata właśnie karmił Aleksa jabłkiem skrobanym łyżeczką. Obaj byli wyraźnie zachwyceni - tata, że wnuczek  tak chętnie i grzecznie je a mały, który bardzo lubił jabłka trzymał w rączce kawałek biszkopta i usiłował wepchnąć go dziadkowi do ust, w chwili gdy  sam otwierał buzię i czekał na następną porcję jabłka.  Tata był zadziwiony, bo maluszek bez trudu pochłonął całe, całkiem  spore jabłko. Kazika  wcale to nie  dziwiło - no cóż- powiedział - ma geny po nas a my oboje lubimy wszystkie owoce. Tesia w czasie ciąży zjadała niesamowite wprost ilości jabłek. Pewnie to małemu  w krew  weszło.

W godzinę po ich powrocie zatelefonował do Kazika Kris - był nieco zdegustowany faktem, że żadne  z nich nie zauważyło bytności "intruza". Kazik tłumaczył bratu, że po prostu bardzo się  spieszył, bo zostawili w domu tatę z Aleksem, który nie  spał i najważniejsze  - doświadczenie przebiegło bez problemu i razem  z  zakupami wyrobili  się z  Tesą w 45 minut. Obaj "chłopcy" są cali i zdrowi,  a mały doświadczalnie sprawdził, że  dziadek to równy facet i potrafi dać dziecku skrobane łyżeczką jabłko. A zawartość  pudła to rzeczy dla ich bobasa - niech Alina przejrzy  wszystko, zapisze sobie co już ma, żeby nie latała po mieście i nie dublowała ciuszków. Niech spisze  rozmiary, które ma i niech zapamięta, że w wieku do 1,5 roku krój ubranek jest taki sam dla obu płci.To tylko prymitywni histerycy ubierają chłopców na niebiesko a dziewczynki na  różowo.

Pomysł Teresy się sprawdził, Alina  zaprzestała dziergania sweterków i kocyków dla   dziecka i zamiast nich zrobiła  dla siebie szeroki i długi szalik. No to co, że z włóczki niemowlęcej, że w kolorze ananasowym- jest mięciutki i  będzie  mi do wszystkich ubrań pasował- tłumaczyła -  chyba  głównie  sobie, bo nikt  z rodziny nie miał żadnych  zastrzeżeń do tego dzieła.  Kazik opracował dla Aliny i  Krisa "ściągę" co jeszcze im przypadnie z dóbr po Aleksie.  A ponieważ kupowali głównie bardzo dobre gatunkowo rzeczy, to na początek naprawdę Alina i Kris  nie muszą wiele dokupywać. No a jeśli wam  się zachce drugiego dziecka?- zapytał Kris.  Nie  zachce  się - stwierdził Kazik- wprawdzie  ciążę Tesia  zniosła koncertowo to jednak  trzeba  było robić operację, a na drugą  "cesarkę" jakoś żadne  z nas nie ma  chęci.  Oczywiście nie jedna kobieta miała więcej  niż jeden poród  rozwiązany chirurgicznie, ale to nie powód by rodzić tak po raz  drugi. Nie  czuję się na  siłach by przeżyć ten strach o życie  dziecka i Tesi jeszcze raz. A wszak cała operacja przebiegła  sprawnie, a naprawdę to mieliśmy szczęście, że Aleks się urodził zdrowy i pępowina nie okręciła się dwukrotnie, bo w porę lekarz Tesię zoperował.  Nikomu nie życzę takich  atrakcji.

Tesa  była jedynaczką i nie  wspomina  tego faktu jako czegoś smutnego. Alina,  z tego co wiem, też szat  nie  darła z rozpaczy, że nie ma  rodzeństwa. To wszystko to kwestia  wychowania  dziecka- po prostu będzie miał Aleks rodzeństwo stryjeczne. Od nas, dorosłych,  zależy jak  się ułożą kontakty  między dziećmi.Wątpię by Alina bardzo chciała mieć  drugie dziecko. Ty tego nie pamiętasz, ale byłem ciężko nieszczęśliwy, że mam brata - naprawdę bardzo się rodzice napracowali bym cię uznał za pełnoprawnego członka rodziny. Przypomnij sobie  co mówiła Sophie - najłatwiej  jest, gdy pomiędzy dziećmi jest  mniej  niż trzy lata różnicy , albo gdy ta  różnica jest duża- pomiędzy 7 a 10 lat.  Omawiałem już ten temat z Tesią, poprzestaniemy na jednym  dziecku. Widziałeś jak to jest gdy się ma więcej  niż jedno dziecko - Kurt miał chwilami tych swoich chłopaków powyżej uszu. A przecież nie rozrabiali, byli grzeczni, posłuszni. Przy jednym dziecku to wiem, że poradzę sobie  z utrzymaniem rodziny, ale przy  dwójce  lub trójce? Będą  się musiały hodować w żłobku i przedszkolu, bo wtedy oboje muszą pracować. Wiem, u nas tylko tata pracował, ale wiesz, że mieli dobre zaplecze  finansowe po dziadkach - z obu stron. My dwaj trafiliśmy z żonami (jeśli idzie o stronę finansową) dobrze, no ale sami znamy mnóstwo takich, którzy trafili zupełnie inaczej. 

Nie chcę być  złośliwy, ale ty braciszku to za pierwszym  razem trafiłeś jak kulą  w płot- stwierdził Kris. Kazik skrzywił  się - no fakt, tyle  tylko, że  Anka rozpiła  się w pracy i to już było przysłowiową kropką nad "i". Przede  wszystkim nie powinienem był się z nią żenić, nie  sprawdziwszy czy jej ciąża była z mojej przyczyny, ale to dotarło do mnie zbyt późno. Ojciec zapytał się mnie  tylko czy korzystałem  z jej  wdzięków i powiedział - jeśli tak, a ona twierdzi ,że zaszła, to musisz się ożenić. Potem  wiele  razy się  nad  tym zastanawiałem, tak  samo jak nad tym czy było to samoistne poronienie czy nie. Byłem z nią, już po ślubie, na jakiejś imprezce i jakiś koleś, co nieco już przypity poinformował mnie, że Anka jest świetna "w te klocki" a i głowę ma mocną. A ja nie  skojarzyłem o co mu idzie i tylko powiedziałem by nie pił więcej. Ale, jak mówi Tesia, widocznie  tak musiało być - może wtedy jeszcze nie był czas dla nas. Lubiłem Tesię, bo  bardzo fajnie się z  nią o  wszystkim rozmawiało, ale jakoś była dla mnie jeszcze zbyt młoda, chociaż gdy się z nią rozmawiało na poważne tematy to jakby jej nagle lat przybywało. Byłem  zdziwiony, że się wydała za Roberta, który był niewiele młodszy  ode mnie. A potem Tesia była świadkiem na mojej sprawie rozwodowej. Nawet nie  wiesz jak bardzo za nią tęskniłem będąc w Berlinie, brakowało mi rozmów  z nią. Potem ona  nadal była z Robertem, ja się w niej kochałem i miałem  szczerą  chęć wyskoczenia  na bruk z tego ósmego  piętra. Powiedziałem jej wtedy, że kocham się w kobiecie, z którą nie mam szans być razem i że najmądrzej będzie jeśli skończę ze sobą. Była wtedy ze mną, cały czas mnie pilnowała i powiedziała, że gdyby była na miejscu tej kobiety to byłaby szczęśliwa. To jedno zdanie dało mi nadzieję, uratowało mnie. No a potem  to już wiesz co było. Tesia twierdzi, że powinna podziękować Robercikowi za to, że tak publicznie ją  zdradził, bo był dobry  materiał dowodowy. A Robercik to ma wysokie poczucie humoru- na  stole leżały te jego zdjęcia a on jej mówił, że ją kocha. 

A co teraz wspaniały Robert robi?- spytał Kris. Nie wiemy, ale możliwe, że wyjechał do Moskwy i tam siedzi. Tyle  tylko, że jako szeregowy pracownik a nie jako  kierownik. Bo Robercik nie  miał odpowiedniego zaplecza ideologicznego i  chyba  za małe poparcie. Poza tym na stanowisku  kierowniczym wolą mieć człowieka ustabilizowanego, żonatego no i żeby była tam też jego żona. Bo nawet jeśli będzie  łaził na  boki to nie będzie  tego robił  z przytupem, tylko dyskretnie. Rozwód nie  dodaje splendoru.

A co z tą Kancelarią Prawniczą? Otwierają ją ci twoi koledzy? Tak, już nawet znaleźli lokal. Bardzo chcieli w centrum miasta, ale w centrum takie  ceny, jakby budynek i okolice były wyłożone złotem. Lokalizacja na Górnym Mokotowie. To dla mnie nawet lepiej komunikacyjnie, nie  będę  miał raczej korków na całej drodze, zwłaszcza  gdy nie będę tam musiał być rano.  Znaleźli parter willi, teraz  tam robią remont. Śmieliśmy się, że latem to będzie można urzędować w ogrodzie, bo jest tam bardzo ładna altana. No to pewnie można by było zrobić tam barek kawowy dla klientów- zaśmiał się Kazik.

Mnie to coś innego przyszło do głowy- byłoby fajnie gdybyśmy mieszkali razem w takiej willi. Świetny jest ten ogród, dzieci miałyby gdzie  się bawić. Kazik tylko jęknął - oprzytomnij -ciekawe kto by ten ogród uprawiał- same to tylko chwasty rosną- resztę trzeba niestety pielęgnować. Ty wiesz jak ciężko jest ogrzać wolno stojącą  chałupę? Zapomniałeś jak było zimno u Alinki? Jak ci coś nawali w bloku, np. dach, to przychodzi ekipa i robi co należy- opłata  leci na taki dach z całego osiedla, z funduszu remontowego. A jak masz własną  chałupę to ty za naprawę dachu sam płacisz. Kris skrzywił się - jesteś okropnym facetem, zabijasz marzenia w zarodku. Nie  rozumiem co Tesia w tobie  widzi , ale widocznie coś widzi,  skoro jesteście razem.

Tesia jest realistką, jeśli o czymś marzy to zawsze jestem w stanie jej marzenie  spełnić- zamarzyło się jej dziecko - mamy dziecko- śmiał się Kazik, chciała rodzić w komfortowych  warunkach-nie ma sprawy - tak było. Chciałem jej kupić samochód, żeby  miała własny- ale jak na razie  nie chce- no to nie kupiłem.

                                                                        c.d.n.



środa, 25 stycznia 2023

Lek na wszystko? -43

 Tak jakoś  się składa w życiu, że gdy spędza się czas w miłym  gronie, to on szalenie  szybko mija. Jak powiedziała Alina,  to jest jakaś  złośliwość losu. Na dodatek okazało się, że mili gospodarze jednak nie zawitają do Warszawy tak jak  było planowane, bo ojciec Sophie trafił do  szpitala i  stan jego  zdrowia  nie napawał optymizmem.  W tym układzie pojadą stąd do jej rodziców i resztę wakacji spędzą w  ich domku. Jeśli im będzie  ciasno to skorzystają z pokoi gościnnych. Sophie  była zdenerwowana, bo jej mama nie bardzo nawet  wiedziała  dlaczego ojciec  musi  być w  szpitalu. Toż przecież nie biorą do szpitala kogoś z powodu złamanego paznokcia - mówiła do Kurta. A mama to zupełnie jakaś mało przytomna się zrobiła, jedynie  powtarza, że ona nie wie co się ojcu stało, ona była na jakichś zajęciach "świetlicowych" i gdy stamtąd wychodziła  to dowiedziała  się, że jej mąż trafił do szpitala, który jest tuż obok tego ośrodka.  Teresa pomyślała, że być może ojciec  Sophie miał udar, ale nie  dzieliła się ze Sophie  swoimi przypuszczeniami.  

Dzieci były wyraźnie zawiedzione, ale Kazik powiedział chłopcom, że Warszawa nie zniknie nagle z powierzchni  ziemi, będą przecież jeszcze  ferie jesienne i mogą przecież  wtedy przyjechać. I może to być nawet lepszy pobyt, bo już nie będzie  takich okropnych upałów. A jeśli nie uda  się w czasie ferii jesiennych to jeszcze są ferie wiosenne no i następne wakacje. Nastąpiło gorączkowe likwidowanie "letniska" i następnego dnia w południe, po serii uścisków i wymianie zapewnień o dozgonnej przyjaźni wyruszyli w  drogę. 

Kurt pomimo protestów Kazika "odholował" ich na parking  z którego ich przedtem zabierał, mówiąc, że i tak muszą wpaść na chwilę do domu w Berlinie, chociażby tylko po to, żeby zostawić w domu zawartość lodówek, bo Kazik stwierdził, że oni nie mogą wszystkiego z lodówki zabrać, bo jednak mają do Warszawy "kawał drogi" i termo torba  nie wytrzyma takiej ilości produktów przez tyle  godzin. W związku z tym Kurt pożyczył jeszcze jedną termo torbę od sąsiadów i jakoś się spakowali.

Warszawiacy dotarli do Warszawy około godziny 23,00 i oczywiście Kazik zaraz dał znać Kurtowi, że już są na miejscu. Kurt z  kolei powiedział  Kazikowi, że w drodze do Berlina postanowili, że  Kurt z dziećmi zostanie w Berlinie a do rodziców  pojedzie  tylko Sophie, już nawet po drodze wpadli na dworzec i kupili dla niej bilet na pociąg na następny dzień. Kazik pochwalił  ten pomysł, bo chyba łatwiej  się zorganizować z dziećmi w Berlinie niż na terenie ośrodka dla osób starszych. Kurt już zaplanował, że wybiorą  się do ZOO, poza tym ma zamiar dwóch starszych  zagonić do porządkowania w domu w ramach  niespodzianki dla Sophie. Bo przed  wyjazdem, gdy się pakowali to bardzo w  swym pokoju nabałaganili.

Teresa z radością wróciła do domu, chociaż trzeba przyznać, że mieli na letnisku bardzo dobre warunki bytowe, ale w sumie to ciągle ktoś się w pobliżu kręcił. Dzieci były co prawda grzeczne, ale troje oprócz Aleksandra to już dla Teresy  było "mnóstwo dzieci". Poza tym w domku mieszkali z tatą, Aliną i Krisem, więc o całkowitej ciszy i  samotności nie było mowy. Do stałej obecności  taty byli oboje  już bardzo przyzwyczajeni, Teresa podejrzewała, że już tak byli zżyci z tatą, że jego nieobecność w pobliżu mogłaby wręcz wywołać ich niepokój, ale obecność  była czymś całkiem zwyczajnym i pożądanym. 

Bardzo się Teresa uśmiała, gdy w drodze powrotnej (tym razem tata jechał razem z nimi, siedział z przodu) tata powiedział, że Kris to ma świętą cierpliwość do Aliny, która ciągle jest pełna przeróżnych wątpliwości i w ogóle jest mało pewna siebie. No bo ja przestałam ją ciągle rugać, bo nigdy  nie byłyśmy same, a nie chciałam jej "stawiać do pionu" przy Krisie albo przy Kaziku. Ustawię ją w psychicznym  pionie najpóźniej  w trzy  dni. Ten facet, który był zainteresowany jej domem a nie  nią, strasznie ją wykończył psychicznie. Bo wcześniej to nie  miała o sobie  "złego mniemania," raczej należała do tych zawsze wesołych. Ale prawdę mówiąc to wcześniej też miała jakiegoś niewydarzonego faceta, podawał się za magistra inżyniera, ale był tylko technikiem. To nie znaczy, że szanuję tylko tych co są po  pełnych studiach, ale  nie rozumiem po co kłamać. On kiedyś wyjeżdżał na zbiorowy kontrakt i miał pecha, bo papiery tej  grupy to ja przeglądałam i brakowało mi tam czegoś, więc  zadzwoniłam do firmy, która kontraktowała pracowników na takie "zbiorówki" by facet przyszedł to uzupełnić. Facet przyszedł, uzupełnił i w miesiąc później spotkałam go z Aliną- on mnie  nie skojarzył, no ale ja go poznałam i zapytałam  się kiedy wyjeżdża na ten  zbiorowy kontrakt do Jeny. Faceta nieco zatkało, był bardzo zdziwiony skąd ja wiem o tym wyjeździe, więc go oświeciłam w tej materii, a Alina już się z nim więcej nie spotkała, bo nie powiedział jej, że się wybiera na zbiorowy kontrakt do pracy w Jenie. Przy okazji Alina  mi powiedziała, że się podawał za mgr inżyniera. I po takich dwóch facetach Alina  nieco straciła wiary we własną urodę i możliwości i w to, że ktoś "normalny" się  w niej zakocha. Była przerażona faktem, że bardzo się jej spodobał Kris  i bardzo szybko go polubiła.

Kazik stwierdził, że do końca urlopu pozostanie w domu, co bardzo ucieszyło Teresę. Tatę zresztą też, bo wiadomo było, że w takim  razie będą razem gdzieś jeździć, w końcu wokół Warszawy nie rozpościera  się pustynia, jest nawet Zalew Zegrzyński i całkiem sporo lasów. W odległości od 40 - 60 m są nawet całkiem przyzwoite miejscowości  letniskowe. Najbardziej z szybszego powrotu do Warszawy to się  cieszył Kris, bo jak mówiła  Teresa - on to bez pracy jak  ryba  bez  wody. Tym bardziej, że miał w perspektywie dość trudną sprawę i musiał opracować dobrą linię obrony, co wymagało bardzo starannego zgłębienia różnych przepisów. Z kolei Alina cieszyła  się, że zaraz  po przyjeździe wybierze  się do lekarza, by sprawdzić,  czy kuracja hormonalna "zdała egzamin". 

Kazik planował by na pozostały czas urlopu "zacumować" w którymś z podwarszawskich ośrodków, ale Teresa była temu mocno przeciwna - stwierdziła, że  ona  woli jednak mieszkać w domu i wyjeżdżać poza  Warszawę na kilka godzin,  a nie siedzieć w jakimś ośrodku i słuchać wrzasków  dziecięcych. Poza tym mieli blisko do Wilanowa, do Konstancina, Zalesia Górnego jak również do kilku miejscowości podmiejskich  za prawobrzeżną Warszawą. Chciała też wybrać się na  zakupy, Aleks już powyrastał z wielu ciuszków, które starannie wyprane i wyprasowane czekały już na  następnego właściciela. Chciała też by kupili kojec dla małego, bo jak stwierdziła, to w kojcu dziecko spędzi spokojnie  czas nieomal do ukończenia  dwóch lat, a jak wiedziała  z opowieści doświadczonych już macierzyństwem koleżanek to łatwiej go jednak wtedy pilnować. Wystarczy tylko nieco wysilić mózgownicę,  by dziecko kojec polubiło i nie  nudziło się  w nim. Zaraz na drugi  dzień po przyjeździe zostawili Aleksa pod opieką taty a sami wyruszyli na  zakupy- nakupowali mnóstwo ciuszków, przeróżne  zabawki "edukacyjne" dla maluszków, bardzo ładny kojec z różnokolorowymi szczebelkami, a do niego brezentową podłogę i gruby koc , by była dobra  izolacja od podłogi. Kazik zakupił też specjalne listwy z warstwą wojłoku, do  zamontowania u  dołu drzwi, by  nie wiało pod  drzwiami. Poza tym wypatrzyli "zastawę stołową" dla  maluszka,  czyli talerz na  zupę, w którym zupa  nie stygła, nie wywrotne kubeczki i kilka ładnych śliniaczków dobrze okrywających  takiego małego papraka.

W kilka  dni później zatelefonował Kurt, że jego teść przeniósł się niestety do Wieczności, mama Sophie będzie w dalszym  ciągu mieszkała w tej miejscowości, tylko przeniesie się do wielorodzinnego domu dla osób starszych, bo to będzie tańsze rozwiązanie niż taki domek. Będzie  miała dwupokojowe mieszkanie, nieduże, ale ze  wszystkimi udogodnieniami dla osób starszych, z recepcją w której zawsze  można poprosić o pomoc lub wezwać pielęgniarkę czy też lekarza. Teresa  zaraz  zatelefonowała  do Sophie i złożyła  jej kondolencje, a Sophie powiedziała, że to był udar i to taki rozległy, więc właściwie to lepiej,że ojciec umarł niż gdyby nie wiadomo ile czasu leżał w charakterze roślinki w ludzkiej postaci. Sophie pomogła  mamie spakować  się do przeprowadzki, która miała nastąpić po pogrzebie, pogrzeb natomiast miał być dopiero za trzy tygodnie. W tym układzie Sophie wraca już do Berlina, przyjedzie gdy już będzie znała datę pogrzebu i wtedy przyjadą wszyscy razem. Rozmawiała  z Kurtem, czy ewentualnie nie wziąć mamy by zamieszkała z nimi w Berlinie, ale mama stwierdziła, że tu ma  swoje przyjaciółki, ma swoje zajęcia świetlicowe, ma rehabilitację, więc zostanie tutaj, ale docenia, że jej to zaproponowali.

Tata, gdy wysłuchał relacji Kazika powiedział, że wcale  się tej pani nie dziwi, skoro ma tam dobre kontakty i jak słychać bardzo  dobre  warunki do życia  codziennego to nie dziwi go, że chce tam zostać. Ja już zapuściłem tu u was na tym ósmym piętrze korzenie i jakoś nie pilno mi by wrócić na  swoje pierwsze piętro.  Tato, nie ma potrzeby byś mieszkał sam na tym  pierwszym piętrze. Przecież nie jest nam tu ciasno, a ja jestem znacznie spokojniejszy gdy wiem, że Tesia nie jest sama w domu z Aleksem - tłumaczył teściowi Kazik.  Nawet gdy Aleks przestanie z nami sypiać w jednym pokoju to i tak nie będzie nam tu za ciasno. A tamto mieszkanie to jest po prostu zapasowe. Jak obie windy wysiądą to tam będziemy przez ten czas  nieczynnych wind mieszkać. I też się pomieścimy.

Alina wybrała  się do lekarza do przychodni, w której leczyli  się Teresa i Kazik i w której  abonament  wykupił też Krystian dla siebie i Aliny. Oczywiście na tę wizytę pojechał  z nią Krystian.  USG wewnętrzne wykazało, że jest ciąża i jak twierdził lekarz wszystko jest  w normie a dziecina urodzi się wiosną. Alina dostała wytyczne, a główne polecenie brzmiało - nie biegać,  nie skakać ale nie leżeć plackiem, jeść to co  zdrowe i jeść jogurt i nie poić się mlekiem. I nie wpadać z byle powodu  w panikę. Nie dźwigać. Wysypiać  się.  Seks nie  zabroniony, dziecko jest  dobrze  chronione. Jeśli ma ochotę to może chodzić na  basen, ale najlepiej to do Konstancina  jeździć, bo tam są dobre filtry i basen jest czysty. Nie objadać  się słodyczami i potrawami ciężkostrawnymi. Chodzić na  spacery, zmienić wysokie szpilki na niskie szpilki. Pokazywać  się co miesiąc u lekarza. Dostała broszurę jakich pokarmów ma unikać bo mogą być szkodliwe  dla dziecka. Nie bawić się z kotami, nie głaskać bezdomnych zwierząt. Jak tłumaczył jej lekarz, te zalecenia  wynikają między innymi i z tego powodu, że nie  wiadomo dlaczego jej mama miała takie kłopoty z rozrodem. Bo przyczyn takiego stanu  rzeczy  mogło być sporo, ale nie wymieniał ich. Jak potem Kris zwierzył się  bratu, to zapewne lekarz  wyczuł, że Alina ma tendencje  do histeryzowania.

Prosto od lekarza Alina  z  Krisem wpadli do Teresy. Teresa już miała  naszykowane wszystkie już za małe dla Aleksa niemowlęce  ciuszki , powijak i małe kocyki oraz małą wanienkę z leżaczkiem, małe  butelki do karmienia i pojenia. Wszystkie te rzeczy były tak mało używane, że Alina sądziła, że są jeszcze nigdy  nie używane. 

Alinko, Koteczku- dzieci mają to do  siebie, że rosną a ciuszki niemowlęce mają to do siebie, że każdy miesiąc życia  dziecka to praktycznie już inny rozmiar. Te pierwsze miesiące to taki okres, w którym nim dziecko coś zniszczy z powodu używania to z tego po prostu wyrośnie. Jak widzisz  wszystkie rzeczy są w uniwersalnym kolorze czyli cielistym. Jeżeli będziesz  chciała oznaczyć by były zgodne  z płcią dziecka,  czyli kolorek niebieski dla chłopców a różowy dla dziewczynek, to ja ci je ozdobię  muliną w odpowiednim kolorze. A nie wydawajcie pieniędzy niepotrzebnie  na ciuszki zgodne kolorem z płcią, bo to jakiś przesąd. Na razie nie kupujcie wózka a już na pewno nie kupujcie fotelika samochodowego, bo gdy się wasze bobo urodzi to będziecie  mieli ten fotelik, który jak  wiesz jest i  nosidełkiem - on jest tylko dla dzieci do roku, więc zimą Aleks  będzie  miał już następny, a ten będzie dla  waszego dziecka. Wózek zdążycie kupić na wiosnę, nim  się  dziecko urodzi. Małe, pierwsze  łóżeczko też już pójdzie do Was, podobnie jak i hamaczek,  z którego nasz artysta  już wyłazi. I mam wrażenie, że wózek, czyli stelaż  i dwa nadwozia też trafią do was przed urodzeniem  się  dziecka, bo ten wózek będzie już za mały dla Aleksa, a stelaż pasuje też do fotelika. My dla Aleksa kupimy po prostu jakąś nową spacerówkę, która też potem trafi do was.

                                                                       c.d.n.

poniedziałek, 23 stycznia 2023

Lek na wszystko?- 42

 Pogoda była bajeczna, słońce urzędowało od świtu do wieczora. Zakupy żywnościowe głównie robili panowie. Rolę przywódczą automatycznie przejął Kurt, bo dobrze  wiedział gdzie  co można kupić w pobliskim mieście. Tata, któremu Alina zwierzyła  się, że być może jest już  w ciąży, chciał kupić w aptece  test  ciążowy, ale tu okoniem stanęła Teresa. Znając Alinę od  wielu lat, spodziewała się, że jeśli test będzie  dodatni to Alina zacznie świrować -zaraz   zacznie  się zastanawianie  czy może zjeść to czy tamto, bo może to na  ciążę szkodzić, nie będzie się prawie  ruszała  z domku bo może to zaszkodzić  ciąży. A tak, to spokojnie urlop przejdzie, w Warszawie pójdzie do lekarza i ten jej powie co jej wolno, czego nie  wolno, a Alina będzie  się ściśle do poleceń tego lekarza stosować. 

Na razie były upały, więc wszyscy  spędzali  czas  na tarasie, w cieniu parasoli i dodatkowo rozciągniętego płótna żaglowego. Dzieciaki miały do dyspozycji basen, bo Kurt stwierdził, że chodzenie na tę plażę pełną dzieci, psów i os jest ponad jego wytrzymałość psychiczną.  Tu nie  musi cały  czas  sterczeć koło nich, a że nikt nie je tu na dworze to i os nie ma. Razem z Kazikiem i Krystianem zrobili w pewnej odległości od  domków  "fontannę" z odpowiednio umocowanego szlaucha ogrodowego, zrobili też poidełko dla ptaków.  

Aleks urzędował w kojcu, do którego bardzo często wchodził też Peter, za każdym razem pytając  się wszystkich dorosłych  czy może. Dodatkowo demonstrował, że ma  bardzo czyste ręce.  Aleks po kilku dniach spędzonych  w kojcu przestał po nim pełzać a zaczął raczkować. Trochę mu to szło niezbornie i często powracał do pełzania, ale był bardzo wytrwały w swych działaniach.  Sophie przypatrując mu się któregoś  dnia  stwierdziła, że on zacznie chodzić nim ukończy  rok. Bo gdy się go leciutko pociągnie za rączki gdy  siedzi, to natychmiast podciąga się cały do góry i prostuje  nóżki i stoi. I pewnie któregoś dnia, gdy  wzmocni trochę sobie rączki to sam wstanie, bo "odkryje" że można się podciągnąć w  górę przy pomocy szczebelków kojca.

Gdy któregoś dnia razem z Sophie  Teresa piekła biszkopty dla dzieci- wszystkich  dzieci, bo Aleks też je już jadł  -Sophie powiedziała-  patrzę z przyjemnością i radością na twego męża - widać, że się bardzo kochacie i widzę, że jest  szczęśliwy. Jestem przekonana, że byliście sobie przeznaczeni. On dziś i przedtem to dwaj zupełnie inni mężczyźni. Kurt gdy wrócił ostatnio od  was, z Warszawy, to przez  tydzień opowiadał codziennie o was. Myślałam, że przesadza, ale na własne oczy widzę, że nie przesadzał.  Mam wrażenie, że rozumiecie się z Kazikiem bez  słów, że wzajemnie odgadujecie swe myśli bez ich wypowiadania na głos. 

Chyba tak jest -  kocham go naprawdę ogromnie, jest dla mnie najważniejszy- wpierw jest on, a dopiero potem Aleks i tata- powiedziała Teresa. Pewnie jestem złą matką, ale Kazik jest na pierwszym  miejscu. Oczywiście kocham Aleksa, kocham tatę, ale Kazik jest na pierwszym miejscu. 

Sophie uśmiechnęła  się - u mnie też Kurt najważniejszy, na pierwszym miejscu i doskonale cię rozumiem. Jak widać obydwie  mamy szczęście - trafiłyśmy na właściwych chłopaków. Kurt jest bardzo, bardzo odpowiedzialnym człowiekiem. Marzył o dziewczynce a mamy z tych marzeń trzech chłopaków. On ich dość krótko trzyma, ale nigdy żadnego nie uderzył, nawet nie nawrzeszczał na żadnego. Kiedyś mi powiedział, że bicie  i krzyk jest wyrazem bezradności.

Wiesz  Sophie, w moim odczuciu dzieci są odbiciem tego wszystkiego co się dzieje w domu. Gdy w domu jest spokój, nadawane  są jasne komunikaty co dozwolone a co nie i jest powtarzalność tego co obowiązuje, to wtedy dzieci nie sprawiają kłopotów. Najgorzej gdy w domu brak konsekwentnego  działania - gdy raz pozwalasz na coś bo jesteś w dobrym humorze,  a następnego  dnia zabraniasz  tego bo jesteś tego dnia  zła. Z wychowaniem dzieci to trochę jak z tresurą psa - potrzebna jest konsekwencja. Tyle tylko, że psu  nie musisz niczego tłumaczyć, a dziecku trzeba- to nie  może być na zasadzie "nie- bo nie".  Ja nawet teraz , choć Aleks jeszcze  niczego nie  rozumie, ciągle do niego mówię. To pewnie  śmieszne, że oddając go w ręce Kazika mówię małemu, że teraz będzie u taty. Jak mu zmieniam pampersa to też mu wszystko opowiadam.

Nie, to wcale nie jest śmieszne - stwierdziła Sophie - Aleks po prostu szybko nauczy  się mówić. Poza tym robisz jedną ważną rzecz- nie seplenisz mówiąc do niego- wszystko mówisz normalnie i to jest bardzo, bardzo dobre. Aleks jest w moim odczuciu świetnie rozwinięty. Nie boi się nowych twarzy, nie płacze gdy zostaje  sam w pokoju, naprawdę świetnie  go prowadzisz. Peter jest nim zachwycony, nareszcie jest obok dziecko mniejsze od niego. Nareszcie  nie jest najmłodszy! Tesa, a zamieszkalibyście w Niemczech?  Bo Kurt mówił, że coś z pracą u was w kraju nie tak. 

No jak na razie to Kazik jeszcze pracuje, ja jestem na trzyletnim urlopie wychowawczym, bezpłatnym. I już po tym czasie prawdopodobnie nie będę miała  pracy- przestaje istnieć większość central handlu zagranicznego. Będą sprywatyzowane. Kazik już też ma ewentualnie gdzie  się przenieść. Alina chce mieć  dziecko, może nawet już jest w początku  ciąży, Krystian jako adwokat zawsze będzie miał pracę. Wyemigrowanie  do Niemiec jest dla niego mało korzystne- brak języka i znajomości tutejszych przepisów. Za  dużo do opanowania w krótkim  czasie. Nie chcę by się nam rozpadła rodzina, rodzice Kazika i Krystiana już nie żyją, moja mama też, mój tata braciom zastępuje ojca. Alina już też sierota. Jak na dziś to naprawdę niewiele wiadomo co dalej. 

Teraz mieszkamy wszyscy blisko siebie i nie będzie dobrze gdy się rozstaniemy. Po prostu potrzeba nam nieco czasu i cierpliwości. My i tak jesteśmy w niezłej sytuacji, bo dzięki temu, że Kazik tu pracował gdy się rozwiódł i nie wydawał pieniędzy  na głupoty to mamy zabezpieczenie finansowe. Alina zamieniła dom pod  Warszawą na mieszkanie i je wynajmuje, mają nieco gotówki  na koncie wynikającą z różnicy cen pomiędzy domem a mieszkaniem  no i wynajmują to mieszkanie  Aliny, bo mieszkają w mieszkaniu Krystiana. Poza  tym Krystian już zaczyna  się liczyć na "rynku prawniczym". Pracują oboje. My też mamy jedno mieszkanie, to w którym mieszkali rodzice, które wynajmujemy. 

I tak na  zdrowy rozum, to my nie mamy problemu, tylko po prostu  w kraju jest w sumie sytuacja dość skomplikowana. Sytuacja jest trochę podobna do tej u was - zmiana systemu politycznego ma wpływ na wiele dziedzin życia  codziennego. Inaczej wyglądała  praca u pracodawcy państwowego, inaczej to wygląda u pracodawcy prywatnego.  Lata całe  zapewne upłyną  nim się to jakoś po obu stronach "dotrze i ułoży".  Ja mam tylko stres, że nie pracuję, nie  zarabiam i cała strona finansowa spoczywa  na głowie Kazika. Gdy mu to mówię, to on mi tłumaczy, że jest z tego dumny, że jesteśmy z Aleksem na jego utrzymaniu. Bo, jak zawsze  mi tłumaczy, on był nauczony w  domu, że rolą mężczyzny jest opieka nad żoną i dziećmi  i on nie ma  zamiaru tego zmieniać. Bo on rozumie,  że obie płcie mają takie  same prawa, ale to on ma się nami opiekować. I on przynosi pieniądze i to ja mam decydować o kolejności i wysokości wydatków. Oczywiście nie dlatego, że on chce mieć "problem z głowy", ale  dlatego, że w pełni docenia moje podejście do życia i zawsze aprobuje  moje podejście do prowadzenia domu. 

Myślę, że oboje byliśmy tak samo wychowywani. Moi rodzice szanowali się wzajemnie i uczyli mnie, że o wszystkim należy rozmawiać, że wszystkie decyzje powinny być omówione i podejmowane  wspólnie.  Nie przypominam  sobie, by w kiedykolwiek były między moimi rodzicami jakieś "ciche dni" - zawsze tworzyli wspólny front. Oczywiście jako nastolatka uważałam, że to wspólny front przeciwko mnie, moim zachciankom i pomysłom.

Podejrzewam - powiedziała  Sophie- że większość dzieci tak uważa. Też tak uważałam gdy  mi czegoś zabraniali. Moi rodzice to się często ze sobą kłócili, ale nie przy  mnie, często się na siebie obrażali. Tata był bardzo towarzyskim człowiekiem, lubił przyjmować gości i lubił ich odwiedzać. A mama nie - w końcu najczęściej tata sam się udzielał towarzysko. Nie potrafili się w tym temacie  dogadać. W pewnym momencie omal nie doszło do rozwodu, bo mama podejrzewała, że ojciec ma jakiś romans. Mama nawet wynajęła prywatnego detektywa, ale tylko wydała sporo pieniędzy na darmo, bo tata nie miał żadnego romansu. On po prostu był bardzo towarzyskim człowiekiem. Teraz  mieszkają w takim ośrodku dla ludzi starszych, mają własny domek, mogą jadać u siebie  albo na stołówce, w każdej chwili mogą wezwać pomoc. Jak się czują lepiej to sprzątają sami, jak gorzej to przychodzi pani sprzątająca. Jeździmy do nich z dziećmi regularnie raz na miesiąc, mamy kontakt telefoniczny. A mama Kurta już od  dawna nie żyje,  jego ojciec przeprowadził się po jej śmierci do Bawarii i mieszka ze swoją przyjaciółką, dużo od siebie młodszą. Część domku wynajmują gościom. Ale Kurt jakoś nie pali  się by odwiedzać ojca- ostatni raz był u ojca gdy ja  byłam w  ciąży z Peterem. A razem z dziećmi to w ogóle tam nie byliśmy. I Kurt jest bardzo zachwycony  tym, że wy mieszkacie blisko taty, a zimą to tata stale u was jest. 

Wiesz, ja  zauważyłam, że odkąd tata zamieszkał blisko nas to mu się polepszyło zdrowie- powiedziała Teresa. My od razu planowaliśmy, żeby tata z nami  mieszkał - jakby nie  było to jest jednak mieszkanie pięciopokojowe, 4 małe pokoje, jeden "duży", ale on wybrał jednak mieszkanie oddzielne. A teraz , gdy jest Aleks to się cieszy, że jest razem z nami. Zresztą mnie też to pasuje, bo mogę śmiało zostawić Aleksa z tatą.  

Były w Polsce plany wybudowania domów, którymi lokatorami mieli być  starsi ludzie- miała  być zapewniona  im opieka, tak by w każdej chwili mogli wezwać pomoc. Nie wiem jak jest w innych miastach, ale jest "coś na kształt" takiego domu, tuż pod Warszawą. Budowali strasznie długo no a ceny by tam zamieszkać są zaporowe- żadna normalna emerytura nie pokryje tam kosztu zamieszkania. Nie wiem w końcu kto tam mieszka. Nie interesowałam  się tym, gdy mama umarła to po prostu starałam się częściej bywać u taty. Wiesz- tata bardzo nie lubił mojego pierwszego męża - i nie ukrywał co  o nim myśli. I bardzo się ucieszył, gdy mu powiedziałam, że się rozwodzę. Oczywiście powiedziałam dlaczego wystąpiłam o rozwód i wtedy po raz pierwszy w życiu usłyszałam, że mój tata zna brzydkie wyrazy- powiedział o nim krótko- skurwysyn. A Kazik jest przez tatę nie tylko lubiany, tata go kocha. Chciał mieć syna a urodziła im  się córka a mama nie mogła mieć kolejnego dziecka. No to teraz ma tata syna w postaci Kazika. Czasem to więcej się martwi co powie  na  coś Kazik niż co ja  powiem.

Wiesz, twój tata to starszy pan z klasą - powiedziała Sophie. Chciałabym bym mieszkać na co dzień z takim tatą. Zauważyłam, że Alina też mówi do niego "tato". Teresa roześmiała  się - już mu kiedyś powiedziałam, że na początku to miał tylko jedno dziecko a teraz  mu dzieci przybyło i ma Kazika, Krisa, Alinę, więc w sumie czwórkę dzieci i to dorosłych. Alina całą zimę wychodziła wieczorami na spacery z tatą, po prostu baliśmy  się by chodził sam, bo nie zawsze  chodniki były dobrze oczyszczone i były śliskie. Alina trzymała go zawsze pod rękę, mówiąc, że to ona boi się żeby się nie poślizgnąć. A Aleks całą zimę był wózku wystawiany na loggię i tata go w wózku po loggii te 4 m woził. Obaj z Kazikiem doszli do wniosku, że lepsze powietrze jest na ósmym piętrze niż na osiedlowych uliczkach między blokami. Bo całe osiedle jest zastawione samochodami.

                                                                 c.d.n.