wtorek, 6 stycznia 2009

www.change.gov.

Jeżeli wpiszecie wyzej podany adres w swą przeglądarkę, znajdziecie tam dziesiątki komentarzy amerykańskich internautów, dotyczących ponad dwudziestu tematów z dziedziny ekonomii, systemu opieki zdrowotnej, bezpieczeństwa narodowego, Iraku oraz przewodnictwa Ameryki w świecie. Wszystkie te tematy są projektami reform, ktore mają być wprowadzone przez nową ekipę rządzącą.
Nowa ekipa rządząca ma zamiar regularnie przeprowadzać debaty dotyczące określonych zagadnień. Pierwsza z nich dotyczyła reformy systemu opieki zdrowotnej i zaczynała się od pytania : "Co najbardziej Państwa niepokoi w naszym systemie?" Udział wzięło ponad 3500 internautów, profesjonalistów i laików w tej materii , wypełniając komentarzami 57 stron. Były to i analizy kosztów leczenia i skargi na biurokrację i tragiczne historie. W odpowiedzi 2 grudnia zamieszczono 3-minutowe nagranie wideo.Przed kamerą zasiedli :Tom Daschle, przyszły sekretarz do spraw zdrowia i młody członek ekipy- Lauren Aronson. Ton ich wypowiedzi był ciepły i pełny empatii, ale nie wynikało z niej, w jaki sposób internauci mieliby w przyszłości rzeczywiście wpływać na procesy decyzyjne w Białym Domu.
Barack Obama jest pierwszym prezydentem, który uzywa serwisu YouTube w celu cotygodniowego kontaktu z Amerykanami. Od czasu, gdy zezwolił na umieszczanie pod nimi komentarzy, jego zwolennicy uskarzają się na surowe filtry moderatorów. Pomimo to mozna znalezć takie wypowiedzi : "cenzura Obamy jest niemal taka sama jak w czasach komunizmu we wschodniej Europie", lub oskarzenia prezydenta -elekta o "szowinizm, rasizm, nieuczciwość".
Przyszłość pokaze jak długo Barack Obama wytrzyma docinki internautów piszących czasami tylko po to, zeby dać upust swemu uzaleznieniu od internetu.
Internet moze się tez okazać potęznym narzędziem propagandy. Jezeli Obama chciałby przeprowadzić jakąś reformę, a Kongres nie sprzyjałby mu, miałby za soba armię 11 milionów sprzymierzeńców, zapisanych na liście na stronie www.mybarackobama.com , w tym 3 tysiące osób, które materialnie wsparły kampanię.
Jednak cyberprezydencja jest projektem na tyle jeszcze niedopracowanym, ze moze stać się ofiarą obostrzeń prawnych lub technicznych. Obama sam to przyznał w wywiadzie dla stacji ABC, mówiąc o negocjacjach ze słuzbami specjalnymi, azeby mógł otrzymywać informacje nie tylko od 10 - 12 doradców otaczających go w Białym domu. Prawo o zyciu prywatnym nie pozwala mu na przykład poprowadzic za sobą zwolenników zapisanych na stronie mybarackobama.com.
Ciągły dialog za pomocą internetu z milionami osób pociąga za sobą trudności natury finansowej i bezpieczeństwa. Ktos musi sfinansować te machinę, obronić sieć przed hakerami. Pytań jest więcej. Jak uda się Barackowi Obamie utrzymać przy sobie rzesze entuzjastów? Jak zapewnić, by w tej fali informacji nie doszło do zakłóceń?
Profesor prawa z Uniwersytetu w Kansas, Mike Hoeflich, zadaje sobie przede wszystkim zasadnicze pytanie - czy pierwszy cyberprezydent "wykorzysta interenet w dobrej czy złej wierze".
anabell
(w oparciu o LEFIGARO, z 16.12.08)

poniedziałek, 5 stycznia 2009

Pełna chata

Mamy przyjaciół, z którymi spotykamy się niezbyt często, ale ilekroć coś od siebie potrzebujemy, to wiadomo, że mozemy na siebie liczyć.
Właśnie wczoraj "wpadliśmy" do nich, na zasadzie: wpadnijcie, dawno się nie widzieliśmy.
Bez trudu pokonaliśmy obłędna dziesięciokilometrową odległość dzielącą nasze domy, zdziwiła mnie tylko ilość samochodów stojących na ich parkingu. W myśli przeleciałam wszystkie możliwe okazje typu : imieniny, urodziny, rocznica ślubu - nic z tych rzeczy. Gospodarz nam otworzył i z miejsca mnie zatkało- w 42 metrowym salonie była cała kupa ludzi. Pytam się więc co jest grane,że taki tłum? Filip na to - nic się nie dzieje, u nas ciągle jakieś tłumy.
Rozejrzałam się i własciwie większość to znajome twarze. Zaczęłam "rejestrować" kto jest- oczywiście żona Filipa, Kamila, ich córeczka Asia, Jola-córka Kamili z pierwszego małżeństwa, Agata, córka Filipa z jego pierwszego małżeństwa, Jurek - syn Filipa z jego drugiego małzeństwa, Janusz - pierwszy mąz Kamili , Marianna - druga żona Filipa, Zofia- druga żona byłego męza Kamili, Andrzej- narzeczony Agaty (córki Filipa z pierwszego małzeństwa) oraz młodszy brat Filipa z dwiema córkami z pierwszego małżeństwa , ich matka ze swoim przyjacielem oraz aktualna bratowa Filipa. Uff - udało mi się jakos ich wszystkich wyliczyć.
To, że byli partnerzy naszych przyjacół u nich dośc regularnie bywają to wiedziałam - w końcu rozwód to nie powód, żeby się do siebie nie odzywać czy tez sobie nie pomagać w razie potrzeby.
Filip bardzo lubi wszystkie dzieci a dzieci darzą go naprawdę uczuciem, nawet całkiem obce.
Nasza córka zawsze mówiła na niego "wujek". Filip i Kamila uwazają, ze dla dobra dzieci ważne jest, aby po rozwodzie stosunki pomiędzy byłymi małzonkami były jak najlepsze. Dzieciaki (teraz to juz dorośli ludzie) zawsze były zadowolone i zzyte ze sobą. Wiele lat temu nawet nasza córka mi powiedziała, ze dzieci wujka Filipa jej współczują, bo ona ma tylko jedną mamę i jednego tatę. Biedactwo!
Nie znam osobiście drugiej takiej wielkiej rodziny - świadomie uzyłam słowa rodzina. Oni wszyscy autentycznie pomagają sobie w razie potrzeby, bardzo pilnowali aby wszystkie dzieci jezdziły wspólnie na wakacje i nie miało to większego znaczenia z kim, z tej "wielkiej rodziny".
Moze to kumu wydawać sie smieszne, gdy były mąz przychodzi do swej byłej zony z prośbą by mu poradziła co ma zrobić, bo się posprzeczał z żoną , a porad udziela mu nie tylko była zona ale i jej obecny mąz. Moze to śmieszne, ale zdało to egzamin, dzieci nigdy nie czuły się odrzucone przez którekolwiek z rodziców, lub skrzywdzone rozwodem.
Wiem, ze to bardzo nietypowa "rodzina", ale myślę, ze o ile mniej byłoby dziecięcych łez i wręcz tragedii gdyby dorośli po podjęciu decyzji o rozwodzie nie traktowali dzieci jak monety przetargowej ale wspięli się na "wyzyny człowieczeństwa" i starali się pozostać w dobrych stosunkach (juz nie marzę, aby się przyjażnili).
Wyobrażam sobie jak tam będzie wesoło gdy młode pokolenie pozakłada wlasne rodziny i przyjdą na świat nowe dzieci. Juz teraz było w salonie ciasno, choc niewątpliwie bardzo miło.

sobota, 3 stycznia 2009

Długowieczność - nie ma problemu

Są ludzie, którzy marzą o nieśmiertelności. Już za 150 tysięcy dolarów można kupić sobie nieśmiertelność - takie usługi oferują firmy krioniczne.Ich klienci , po zejściu z tego świata trafiają do gigantycznych termosów, w których temperatura wynosi minus 200 stopni Cejsjusza. W owych zacisznych i bardzo zimnych termosach będą oczekiwać na moment , gdy naukowcy będą potafili przywrócić im zycie. Wyobrazcie sobie,ze na całym świecie, takiemu zabiegowi zamrozenia poddało się juz kilkaset osób. W cenie zabiegu jest równiez zahibernowanie ukochanego psa lub kota oraz kilku ulubionych ksiązek.
Cały szkopuł w tym, ze nikt nie daje gwarancji , ze zahibernowany tą metodą człowiek w bezpieczny sposób powróci do życia.
Oczywiście mozna sie pośmiać, ale jezeli ludzie chcą dotrzeć do bardzo odległych planet czy tez gwiazd, to nalezy wynalezć sposób bezpiecznego zahibernowania astronautów na wiele miesięcy czy też lat.
Naukowcy zajęli się powaznie badaniem ssaków, ktore zapadaja w sen zimowy. Wiele z nich drastycznie ogranicza podczas jego trwania zuzycie energii, a rekordzistką jest amerykańska wiewiórka ziemna, której ciało wychładza się do temperatury zera stopni. Ale jeszcze dziwniejszym stworem jest zyjący na Madagaskarze lemurek gruboogoniasty, który w stan przypominający sem zimowy, zapada latem, w porze suchej, kiedy nie moze znalezć pokarmu.
A to oznacza, ze aby przestawić organizm na nizsze obroty wcale nie musi być zimno.
Taki "przełącznik hibernacyjny" znaleziono w organizmach zwierząt kilka lat temu.Oczywiście , jak zwykle, pomogły w tym laboratoryjne myszy.
Do powietrza, którym oddychały myszy dodano odrobinę siarkowodoru - toksycznego gazu o
zapachu zepsutych jaj. Gryzonie zapadły w stan przypominający sen zimowy - przestały się poruszać, tempo ich oddechu spadło ze 120 do 1o oddechów na minutę, a temperatura ciała spadła z 37 do 11 sopni Celsjusza. Po sześciu godzinach wyprowadzono myszki z tego stanu, podając im do oddychania świeze powietrze. Zwierzątka zachowywały sie potem zupełnie normalnie.
Eksperyment powtórzono potem wielokrotnie równiez na innych zwierzętach, od szczurów po świnie. Efekty były identyczne, wysnuto więc wniosek, ze mamy do czynienia z uniwersalnym mechanizmem, wbudowanym w nasze komórki przez ewolucję przed milionami lat.
Paleontolodzy uwazają, ze 251 mln lat temu, na Ziemi doszło do globalnej katastrofy biologicznej i na wskutek zmian klimatycznych morza zdominowały bakterie beztlenowe wydzielające m.in. olbrzymie ilości siarkowodoru, przedostającego sie do atmosfery. Przetrwały tylko te organizmy, które zamiast umrzeć, przeszły w stan hibernacji. A sposób, w jaki nasze organizmy reagują na siarkowodór, jest biochemiczną blizną po tamtej katastrofie, która zresztą musiała się wielokrotnie powtarzać w historii Ziemi.
Wiele narządów w ciele człowieka potrafi produkować niewielkie ilości tego gazu, wykorzystując go do regulowania ciśnienia krwi, tempa przemiany materii, a nawet pracy mózgu.
Eksperymenty dowiodły, ze odpowiednio dawkowana trucizna moze w niedalekiej przyszłości
uratować zycie mlionom ludzi. Siarkowodór spowalnia w organizmie przebieg nie tylko procesów fizjologicznych ale i patologicznych. Jeśli lekarze podazą go komuś, kto przeszedł zawał serca, udar mózgu, masywny krwotok lub uraz w czasie wypadku, ochronią jego narządy przed zniszczeniem i zyskają bezcenny czas na dowiezienie pacjenta do szpitala i zastosowanie innych metod leczenia. Być moze, ze wkrótce taka medyczna hibernacja będzie standardową procedurą w kazdej karetce pogotowia.
Dziś badania nad rolą siarkowodoru to bardzo gorący temat, prowadzony prze wiele firm, a część badań hojnie sponsoruje amerykańska armia. Uczeni pracują tez nad lekami, które będą zwiększać naturalną produkcję siarkowodoru w tkankach. Planuje się zastosowanie siarkowodoru celem wydłuzenia "okresu trwałości" narządów do przeszczepu z 24 -36 godzin do kilku dni, hibernowanie pacjentów przed cięzkimi, obciązającymi organizm operacjami chirurgicznymi, w czasie których jest konieczne zatrzymanie krązenia oraz zmniejszenie negatywnych skutków radioterapii u chorych na raka.
Specjaliści z Europejskiej Agencji Kosmicznej wiązą z hibernacją siarkowodorem wielkie nadzieje, zwiazane z odległymi wyprawami w Kosmos.
Trwają równiez badania nad "eliksirem młodości" - narazie tylko na robakach z gatunku Caenorhabditis elegans. Nie zostały one poddawane hibernacji, ale podawano im tak niewielkie dawki siarkowodoru, ze ich aktywność nie uległa widocznej zmianie, stały się natomiast bardziej odporne na cięzkie warunki zycia. Być moze, że siarkowodór uaktywnia te geny, które są związane z długowiecznością.
A więc mam propozycję - nim wyprodukują eleksir młodości oparty na siarkowodorze - jedzmy do Buska Zdroju potaplać się w basenach siarkowych.

piątek, 2 stycznia 2009

Noworoczne reminescencje

Udało się, przeżyłam. Oczywiście mam na myśli wieczór i noc sylwestrową. Kanonada zaczęła się już około 18-tej. Po pierwszych strzałach pies wyemigrował do łazienki, ułozył się na dywanikach i oczekiwał "końca działań wojennych". Zwierzak za miesiąc kończy 15 lat, więc juz nieco przygłuchł i dzięki temu grzecznie lezał w łazience. Pierwsze schody zaczęły się, gdy nadeszła pora wyprowadzenia go na spacer. Niestety na ulicy nie bylo juz tak cicho i przytulnie jak w łazience, słychać było blizsze i dalsze odglosy strzałów, co upewniło mego psa, ze rozpoczął się sezon polowań na jamniki. Spacer trwal 1,5 minuty i biedne zwierzę nawet się nie wysikało. Mówi się trudno, moze amatorzy hałasu przeniosą się gdzieś dalej, np, na Plac Konstytucji, gdzie miał sie odbyć bal sylwestrowy pod gołym niebem? Zawiodłam się, osiedlowe trawniki, nieogrodzone place zabaw i dzikie boiska wygrały ze zorganizowaną formą zabawy.
O 23,45 zaczęł się prawdziwy ostrzał artyleryjski - pies nawet w łazience był bliski zawału, nie pozostawało mi nic innego jak dotrzymac mu w tej łazience towarzystwa, usiąść na brzegu brodzika i wziąć biedaka na kolana, zamknąwszy uprzednio drzwi. O północy mąz przyniósł do łazienki szampana, spełniliśmy toast noworoczny, po czym mąz zmienił lokal zasiadając przed telewizorem, a ja pozostałam z psem. Około pierwszej ostrzał na tyle się zmniejszył, ze mogłam wyjśc z łazienki, pies siedział w niej sam. Przed druga wyprowadziłam psa ( a tak naprawdę wyniosłam, bo nie chciał wyjść) - udało się, zwycięzyła fizjologia. Zmęczona i wściekła na miłośników hałasu padłam na łózko.
Rano , około 9-tej postanowiłam wyjśc z psem na spacer. Gdy mu załozyłam obrozę pies wycofał się do łazienki. Jestem podła, zmusiłam go do wyjścia (wyniosłam). Nasze dość dobrze utrzymane osiedle przypominało zaśmieconą pustynię. Wszyscy jeszcze odsypiali, byłam jedyną spacerującą osobą. Na trawnikach lezały pozostałości upojnej petardowej nocy plus porozbijane butelki, puste puszki. Ale kosze na śmiecie nie były przepełnione.
To nie była moja pierwsza taka sylwestrowa noc - to była już 14 taka sylwestrowa noc.
Ja naprawde nie rozumiem ludzi. Co w tym fajnego? Lubię pokaz ogni sztucznych , ale pokaz, gdzie naprawdę jest co oglądać. Dobry pokaz jest rzecza trudną, wymaga wielkiego profesjonalizmu, ale naprawdę robi wrazenie. A takie amatorskie "sztuczne ognie" to nic atrakcyjnego, duzo huku, marne efekty wizualne, ale duze niebezpieczeństwo dla tych co tym się bawią. Co roku są pourywane palce, poparzone ręce i twarze, często uszkodzony na zawsze wzrok. Juz pomijam ten obrzydliwy smród kopcących petard.
Mówi się trudno i żyje się dalej, mając nadzieję, ze ten nowy rok bedzie lepszy, czego wszystkim
moim blogowym znajomym z całego serca życzę,
anabell

środa, 31 grudnia 2008

Szczęśliwego Nowego Roku 2009 !



wtorek, 30 grudnia 2008

Jaki był ten rok?

Nowy Rok nieomal za progiem, więc chyba już mozna posumować ten mijający.
"Polatałam" wczoraj po blogach i jak zwykle, jestem contra. Bo według mnie ten rok wcale nie był dla naszego kraju taki zły, mimo, ze większość blogowiczów narzekała.
Ze smętkiem zauwazyłam,ze bardzo wiele osób krytykuje rząd tylko dlatego, ze jest rządem, jest naszą, wybrana przez nas władzą. Moze wciąz niektórzy nie zassali, ze nie jesteśmy juz pod zaborami?
Wszyscy zgodnie pomstowali na naszego premiera : " gdzie ten cud?". Chcę tu tylko przypomnieć, ze cudu jako takiego pan premier nie obiecywał- powiedział jedynie zdanie, ze "Polska zasługuje na cud gospodarczy, taki jak w Irlandii". Wszyscy dopuścili sie nadinterpretacji tego powiedzenia i czepiali sie biednego premiera niczym rzep psiego ogona. Wydaje mi się, ze średnio inteligentny obywatel powinien sobie zdawać sprawę, ze Polacy do pracowitych (przynajmniej we własnym kraju) nie nalezą, a ogólny poziom zycia moze poprawić się tylko i wyłącznie w wyniku uczciwej i wydajnej pracy wszystkich obywateli. Dobrobyt nalezy wypracować, o czym najlepiej wiedzą tylko ci, którzy prowadzą własne firmy i muszą zapewnić swoim pracownikom wynagrodzenie, materiały do produkcji, uregulować należności wobec fiskusa, a to wszystko nie jest z pieniędzy budzetowych, ale z tego co wypracuje firma.
Wszystkich bulwersowały "sprzeczki" na linii premier-prezydent. Przykro mi to mówić, ale mamy prezydenta, który nie jest prezydentem wszystkich Polaków, a jedynie tych, którzy nalezą do PiSu lub są zwolennikami tej partii. Zapowiedzi wetowania wszystkich ustaw, nim one jeszcze trafiły pod obrady Sejmu jest zwyczajnym skandalem i wiadomo, ze paralizuje to prace rządu. Spory o ... lot do Brukseli - tu juz , zupełnie niepotrzebnie, pan premier stracił zimna krew, ale ja sie nie dziwie i tak ma człowiek duzo cierpliwości.
Pomostówki, wcześniejsze emerytury - piękny post napisala o tym Polonka 54 na swoim blogu. Trudno się z Nią nie zgodzić, jeśli ma się na względzie dobro własnego kraju. Związki zawodowe strasznie wrzeszczą o solidarności, solidarnym państwie, ale ich działalnosc nie ma z tym nic a nic wspólnego- wg nich pewne grupy zawodowe maja mieć lepiej kosztem innych. Jezeli jakaś grupa zawodowa musi wcześniej iść na emeryturę to powinna płacić wyzsze skladki emerytalne lub mieć zapewniona możliwość zmiany zawodu, bo nie kazdy chce być emerytem w 55 wiośnie zycia.
Reforma słuzby zdrowia - jeden wielki protest-song przed prywatyzacją. Wydaje mi się, ze wiele osob nie ma pełnych danych o tych placówkach , które juz są sprywatyzowane i które juz od 3 lat działają. Jakoś pacjenci są tam leczeni na koszt NFZetu, nikt im tam prawa do leczenia nie odmawia i dziwnym trafem pacjenci nie narzekaja i nie wiedza nawet, ze leczą sie w sprywatyzowanej placówce. Pani min. Kopacz a porody bez znieczulenia - muszę zmartwić wiele pań - ze na tym obrzydliwym Zachodzie odchodzi sie od podawania znieczulenia, jezeli nie ma ku temu wskazań- znieczulenie zewnątrzoponowe nie działa dobrze na noworodka. W przypadku cięcia cesarskiego działa na dziecko zaledwie 10- 15 minut, w przypadku porodu siłami natury- znacznie dłużej. Równiez "cesarka na zyczenie" nie jest tam polecana- jezeli tylko nie ma zadnych zagrozeń dla matki i dziecka zachęcaja matki do naturalnego porodu.
Zapłodnienie in vitro - tu jestem akurat "pro" - uwazam, ze powinni mieć do tego prawo zarówno malzonkowie jak i pary zyjace w konkubinacie. A wtrącanie się Kościoła do prawodawstwa w tym zakresie uwazam za niedopuszczalne. Mniej zorientowanym osobom wydaje sie ,ze jest to procedura lekka, łatwa i przyjemna, ale tak nie jest, bo wpierw kobieta musi przejść odpowiednia stymulacje hormonalną a wynik zapłodnienia nie jest z góry wiadomy.
Rozbawiło mnie przeznaczanie zarodków, u których stwierdzono jakąś wadę genetyczną, do adopcji. No nie wiadomo, chyba projektodawca mial w tym momencie ze 40 stopni gorączki i majaczył. Co do finansowania metody in vitro - pieniedzy w kraju nie mamy za wiele, więc moze tylko częsciowo na koszt państwa? Niemcy, kraj bogaty , a też całości nie finansują, mało tego- ograniczaja wiek osób ,które mogą się ubiegac o in vitro.
Wyprawy zagraniczne naszego prezydenta - no cóz - jako rozrywka zbyt smutne, bo wystawiały nam złe świadectwo. No ale było się z czego zgodnie pośmiać.
TVP - misyjna dzałalność tejze - no chyba pogłupieli całkiem .A cóz oni robia poza zbijaniem pieniędzy w obiegu zamkniętym? Przeciez te wszystkie firmy, które cokolwiek produkują dla TVP są obsadzone przez krewnych i znajomych władz TVP. Prosty, znany obieg zamknięty.
W moim prywatnym osądzie ten rok nie był zły dla Polski.
Ja doskonale rozumiem, ze siedząc na widowni ( a my wlaśnie takie miejsce mamy) bardzo łatwo jest wszystko krytykować, ulegając często komentarzom dziennikarzy, którzy wszak z tego zyją, ze rozdmuchuja wszystko do kwadratu.
Rozumiem, tez, ze wszyscy chcą duzo zarabiać, mieć darmową i dobrą słuzbę zdrowia, płacić minimalne podatki, krótko pracować itp. No ale kto nam na to wszystko ma dać pieniądze?
Moze czas sobie uzmysłowić, ze takich warunków nie stworzy nam ani lewica ani prawica,bo to my, swoja pracą i zaangazowaniem w zycie kraju mozemy zapewnić sobie dobrobyt.
Pewnie część moich blogowych gości mnie "znielubi" za ten post. Trudno, ja tak właśnie myślę.
anabell

niedziela, 28 grudnia 2008

Prognoza na 2050 rok

Prawdopodobnie nasze pokolenie jest ostatnim, ktore moze cieszyć się tak róznorodnym i naturalnym menu.
Za kilkadziesiąt lat na stołach królować będą produkty z probówki. Juz w chwili obecnej lepiej nie dociekać zbyt dokładnie jaka jest technologia produkcji niektórych artykułów spozywczych, bo mozna całkowicie stracić apetyt. Odkąd dowiedziałam sie jak produkowane są parowki- przestalam je kupować. A technologia wytwarzania ich jest bajecznie prosta, niemal przysłowiowa - beczka, kij, woda. Otóz na stanowisko produkcyjne trafiają dwa worki i sterta sztucznych osłonek. Zawartość obu worków, czyli proszek zółtawy oraz proszek rózowy, miesza się w odpowiednich proporcjach z wodą, co daje masę, przypominająca zmielone bardzo drobno mięso. Przy pomocy urządzenia podobnego do maszynki do mielenia mięsa nadziewa sie osłonki tą masą i - mamy parówki. Skąd wiem- znajomy weterynarz miał kiedys praktykę w masarni i opowiedział mi o tym, gdy powiedziałam, ze moj pies zjadł kawałek parówki (ugotowanej) a potem miał torsje.
No ale powróćmy do prognoz, bo zmiany w dziedzinie produkowania zywności są konieczne, poniewaz praktykowane przez nas od 10 tys.lat rolnictwo przestaje się sprawdzać.Jezeli chcemy wykarmić następne pokolenia, nie niszcząc przy tym naszej planety , musimy szybko opanować nowe sposoby masowej produkcji zywności.
Nasze zamiłowanie do mięsa bedzie musiało pewnie ustąpic pod presja rynku, poniewaz hodowla zwierząt rzeznych jest bardzo kosztowna pod względem ekonomicznym i ekologicznym. Uzyskanie 1 kg wołowiny wymaga kilkunastu kg paszy (zwlaszcza w hodowli masowej), która jest kukurydzą lub soją w postaci ziarna, a mogłaby stanowic pokarm dla ludzi. Niestety poza przydatnym mięsem krowa "wytwarza" rózne inne, zupelnie niejadalne i nieprzydatne elementy.
I tu na scene wkracza metoda in vitro w produkcji mięsa. Nie otrzymano jeszcze apetycznego steku. Na razie jest to dość lużna masa komorek mięśniowych, z których co najwyzej mozna wyprodukować kotlet mielony, parówki lub farsz do uszek czy pierogów. Gdy uda się produkować tą metodą mięso na skalę przemysłową, jego cena będzie zblizona do obecnych cen mięsa w Unii Europejskiej. Przewidywana jest nawet nagroda dla tego, kto pierwszy opracuje metodę otrzymywania kurzego mięsa metodą in vitro na skalę przemysłową. Nagrodę ufunduje organizacja People for the Ethical Treatment of Animals.
Oczywiście to nowe, wyprodukowane w probówce mięso bedzie znacznie zdrowsze, poniewaz uczeni juz wyodrębnili geny odpowiedzialne za produkcje kwasów nienasyconych, tak korzystnie wpływających na nasze zdrowie, a poza tym hodowla in vitro będzie w pełni higieniczna- zadnych zanieczyszczeń czy tez niebezpiecznych dla człowieka mikrobów.
Kończy się tez czas dominacji upraw zbozowych, które są zbyt podatne na wpływy klimatyczne oraz rózne choroby roślin. Na czoło wysuną się - ziemniaki.W porównaniu z ziarnami zbóz zawierają więcej pełnowartościowego białka oraz kilka waznych witamin i pierwiastków śladowych, są tańsze i łatwiejsze w uprawie. Mijający rok 2008 był Międzynarodowym Rokiem Ziemniaka.
Nie da się ukryć, ze przyszłość ziemniaków tez zalezy od biotechnologii.Na całym świecie trwaja intensywne badania nad wyhodowaniem odmiany odpornej na zarazę ziemniaczaną. To nie będą ziemniaki transgeniczne ale cisgeniczne, powstające w drodze krzyzowek roznych gatunków między sobą , tyle tylko, ze w laboratorium.
Nadal wielka nadzieję wiąze się z ...glonami.Do masowej hodowli najlepiej nadają sie niewielkie organizmy, nawet jednokomórkowe.Mikroskopijne zielenice,sinice czy tez okrzemki potrafią syntetyzować duze ilości zwiazków tłuszczowych, więc mozna będzie z nich otrzymywać oleje jadalne. Obliczono, ze z 1 hektara jednokomórkowej chlorelli mozna będzie uzyskać rocznie 50 ton białka i 7,5 tony tłuszczu.
Komórki mięśniowe hodowane in vitro, skrobia ziemniaczana, glony jednokomórkowe - to wszystko nie brzmi zbyt apetycznie, ale jest przyszłością produkcji zywności na skale przemysłową.
Juz dziś narzekamy na koncentraty,barwniki, konserwanty, aromaty i zagęszczacze, zadomowione w naszej zywności. Ale bez nich zywność nie byłaby tak łatwo dostępna i w tej ilości.
Juz w niedalekiej przyszłości moze się okazać, ze "naturalne" rolnictwo przegrywa konkurencję cenową z masową produkcja in vitro.
A wtedy statystycznemu Kowalskiemu nadal bedzie zalezało na tej ilości potraw, które teraz zjada i mniej go będzie obchodziło skad się one wzięły.