Dziś Wielki Czwartek, dzień przed ukrzyżowaniem Chrystusa.
Zgodnie z Ewangelią, tego dnia Jezus podczas Ostatniej Wieczerzy,
umywszy nogi swym uczniom, nakazał im wzajemnie się miłować.
Na pamiątkę tego daru Boga-Człowieka dla wszystkich ludzi, zaczęto
tego dnia obdarowywać się wzajem w imię miłości.
Dary miały wymiar nie tylko symboliczny, ale i materialny.
W Wielkiej Brytanii ten dzień nazywa się Maundy Thursday: od VI
wieku do 1754 roku na wyspach istniała tradycja mycia przez
biskupów i przedstawicieli arystokratycznych rodów nóg pielgrzymom
przybywającym do sanktuariów. Duchowni rozdawali żebrakom
hojne jałmużny. Od XIII wieku w Wielki Czwartek także monarcha
dokonywał aktu miłosierdzia- rozdawał biedakom pieniądze, jedzenie,
ubranie.
W XV wieku ustanowiono zwyczaj obdarzania przez króla darami tylu
ludzi, ile lat miał akurat król. Początkowo obdarowywanymi byli
tylko mężczyzni, ale z czasem i kobiety mogły liczyć na to wyróżnienie.
Obecnie panująca królowa Elżbieta II zezwoliła na rozdawnictwo w
Wielki Czwartek darów w katedrach we wszystkich miastach swego
królestwa. Po nabożeństwie wielkoczwartkowym królowa sam obda-
rza starszych poddanych specjalnymi monetami. Kandydatów zgła-
szają duchowni wszystkich odłamów chrześcijaństwa. Jest to swoista
nagroda dla ludzi najbardziej zaangażowanych w działalność społeczną
wspólnot religijnych.
Każdy z wytypowanych emerytów otrzymuje dwie, specjalnie na tę
uroczystość uszyte skórzane sakiewki- czerwona zawiera symboliczny
zasiłek, a biała jest przeznaczona na srebrne pensy i zawiera tyle monet
ile lat liczy sobie monarchini.
Owe srebrne pensy są bite w królewskiej mennicy, a zaczęto je bić za
czasów Karola II, w 1661 roku. Na rewersie znajduje sie wizerunek
aktualnego władcy.
W ostatnich latach emisja specjalnych monet związanych z Wielkanocą
zyskuje coraz większą popularność w wielu krajach.
W Sierra Leone wybito specjalną monetę wielkanocną, na której
przedstawiono koszyk ze święconką, bazie, kurczaka i zająca.
Napis "Wesołego Alleluja" jest w języku polskim i angielskim-
wszystkie srebrne monety 10-dolarowe były przeznaczone dla Polski.
A ja, moim wszystkim blogowym gościom z całego serca życzę
Wesołych Świąt
anabell
Pisanie to nie wszystko. Są dni,w których napisanie PONIEDZIAŁEK wcale się nie liczy. A.A.Milne
czwartek, 9 kwietnia 2009
środa, 8 kwietnia 2009
My, Polacy, jacy jesteśmy?
Podobno okres Wielkopostny sprzyja rozmyślaniom nad życiem, jego
różnymi aspektami, więc chcę zaproponować temat z pewnością godny
rozpatrzenia. Na rekolekcjach omawiane są różne ludzkie słabości, ale
nikt nie omawia z punktu widzenia socjologii tego, jakimi ludzmi
jesteśmy my, Polacy.
Janusz Czapiński, profesor na Wydziale Psychologii UW, wraz
z socjologami i ekonomistami prowadzi badania poświęcone społecznym
i psychologicznym problemom transformacji ustrojowej, a od wielu lat
jest kierownikiem wieloletniego projektu badawczego "Diagnoza
Społeczna".
Zdaniem pana profesora, brakuje nam pewnej istotnej cechy prorozwo-
jowej - otwarcia na innych, umiejętności współpracy, negocjacji,
kompromisu, godzenia interesu własnego z interesem wspólnym.
Widać to nawet w różnych debatach- Polak nie mówi po to, żeby coś
uzgodnić, Polak mówiąc pokazuje, że tylko po jego stronie jest racja,
że ma moralne powody żeby czuć się mądrzejszym i lepszym. Bardzo
rzadko Polak myśli w kategoriach , aby wilk był syty i owca cała. Że
jak ktoś zyska, to zyska i on. To mu nawet nie przychodzi do głowy.
Ostatni raport tegorocznej Diagnozy Szkolnej, dotyczącej tak zwanego
kapitału społecznego- otwarcia na innych, umiejętności współpracy,
tworzenia ad hoc różnych zespołów, gotowości do działania w różnych
organizacjach- to wszystko niestety, jak stało w miejscu, tak stoi.
Im uczniowie starsi, tym jest gorzej i wcale nie ma to nic wspólnego
ze zwiększoną ilością nauki-wszystko co się wiąże z relacjami społecz-
nymi leci w dół, np. zaufanie do innych. Przykładają się do tego i nau-
czyciele i rodzina. Aby sobie nawzajem nie ufać,nie podejmowac współ-
pracy, bo nie wiadomo jakie intencje kierują innymi, a bo może oszu-
kają...
To nie jest nowe zjawisko, to tkwi w Polsce od wieków, myśmy nigdy
nie tworzyli społeczeństwa. W czasach szlacheckich też nie było żadnego
społeczeństwa. Najlepszym przykładem jest liberum veto, którym
jeden niewydarzony głupek mógł zanegować interes całej wspólnoty.
I to jest nasz główny problem, nie kryzys, bo jesteśmy zapobiegliwi i
damy sobie z nim radę. Problemem jest to, że jednostka coraz bardziej
odwraca się tyłem do reszty. To jest nasz trwały rys kultury, w której
dorastały dziesiątki pokoleń naszych przodków, a tego nie da się łatwo
zmienić za pomoca hasła - zaufanie., zaufanie, zaufanie.
Polacy budują mur między własnym środowiskiem rodzinnym a resztą
świata. A ta reszta świata to nie tylko ci spoza kraju, to również sąsiad
zza ściany. Na sąsiadów patrzymy z reguły zle, jak na kogoś, kto jest
do nas zle usposobiony, może mieć niewłaściwe intencje, jesli nas zaga-
duje to pewnie czegoś chce, więc trzeba na niego uważać. I nawet gdy
znamy sąsiada wiele lat w dalszym ciągu zachowujemy czujność na jego
widok, nie włączamy go to kategorii Polacy. On jest tylko Malinowski.
Ów Malinowski może być czasami zaliczony do kategorii Polaka, ale
tylko wtedy, gdy znajdziemy się razem za granicą. Niestety i tam
szybko ten stan Polakom mija. Nie ma równie skłóconych środowisk
diasporowych jak polska emigracja.
Polacy w każdej sytuacji są przywiązani do rodziny, kochają rodzinę,
tyraja dla rodziny, na wychowanie dzieci. Tylko, że z rodziną to można,
prowadzić stragan z pietruszką, ale nie da się szerzej rozwinąć skrzydeł.
Polaka kształtuje rodzina, tworzy jego sysytem wartości, a potem
Polacy to sobie modyfikują, spędzając przeciętnie ponad trzy godziny
dziennie przed telewizorem.Jest to niesamowicie bogate zródło informacji
o tym, jak wypada się zachowywać, a jak nie wypada, w co warto wierzyć
a w co nie warto, kogo warto naśladować, co jest na topie.
To wielogodzinne oglądanie telewizji nie pozbawia wcale Polaków kontaktu
z rzeczywistością. Ale jest to kontakt szczególny, gdyż zazwyczaj gdzieś
z tyłu głowy Polaka tkwi pytanie: czego ten drugi oczekuje, próbując
nawiązać ze mną współpracę? Polak najbardziej boi się ryzyka. To jest
rys naszej mentalności.
A gdy juz nas kryzys dopadnie, to ci, którzy zostaną pokrzywdzeni,
przejmą strategię jeża, zwiną sie w kłębek, wysuną kolce, zostaną w domu.
Nigdzie ie pójdą protestować. Ci, którzy będą się dopiero obawiali, że
zostaną skrzywdzeni, na własną rękę bedą kombinować,żeby sie jakoś
zabezpieczyć, złapac jakąs fuchę, a może pomyślą by wyemigrować.
Jest to patologiczny polski indywidualizm, który działa na zasadzie
każdy sobie rzepkę skrobie.A odbywa się to po hasłem ratujmy się
przed biedą. Aspiracje maja słabe,ale dzieki temu mają szansę na miękkie
lądowanie w czasie kryzysu.
Jest również w Polsce grupa ludzi z wyżu demograficznego, którzy zaczęli
myśleć w stylu zachodniego indywidualizmu i w nich kryzys uderzy
najbardziej. Ale oni też nie wyjdą na ulice. To nie górnicy. Nie będzie
w Polsce żadnej Wiosny Ludów. Zwykły Kowalski siedzi przed telewizo-
rem i myśli, że jego wszak nie dotyczą wahania na giełdzie ani spadek
wartości złotówki, bo on i tak wszystko w złotówkach kupuje.
Marzenia o społeczeństwie obywatelskim sa w Polsce iluzją . Powinniśmy
wymazać z politycznego języka polskiego słowo obywatel. U nas są:
petenci, zaradni Polacy, jest nieprzyjazna machina państwowa, w której
pracuja tacy sami Polacy jak my i którzy z taka sama nieufnością
odnosza się do innych.
Polacy generalnie mało się uśmiechają. Polak uważa, że ktoś, komu jest
wesoło, kto widzi dobre strony świata, to jest to człowiek zle
poinformowany.
Trudno nie zgodzić się z opinią prof. Czapińskiego. Być może, że wiele
osób nie zdaje sobie sprawy z tego, że tak samo jesteśmy postrzegani
przez inne nacje. Mało tego- ci Polacy, którzy od lat przebywaja poza
Polska, w miejscach, gdzie jest niewielu rodaków, też już nas tak
widzą.
Więc może w ramach rozważań przedświątecznych pomyślelibyśmy
jacy jesteśmy.
anabell
różnymi aspektami, więc chcę zaproponować temat z pewnością godny
rozpatrzenia. Na rekolekcjach omawiane są różne ludzkie słabości, ale
nikt nie omawia z punktu widzenia socjologii tego, jakimi ludzmi
jesteśmy my, Polacy.
Janusz Czapiński, profesor na Wydziale Psychologii UW, wraz
z socjologami i ekonomistami prowadzi badania poświęcone społecznym
i psychologicznym problemom transformacji ustrojowej, a od wielu lat
jest kierownikiem wieloletniego projektu badawczego "Diagnoza
Społeczna".
Zdaniem pana profesora, brakuje nam pewnej istotnej cechy prorozwo-
jowej - otwarcia na innych, umiejętności współpracy, negocjacji,
kompromisu, godzenia interesu własnego z interesem wspólnym.
Widać to nawet w różnych debatach- Polak nie mówi po to, żeby coś
uzgodnić, Polak mówiąc pokazuje, że tylko po jego stronie jest racja,
że ma moralne powody żeby czuć się mądrzejszym i lepszym. Bardzo
rzadko Polak myśli w kategoriach , aby wilk był syty i owca cała. Że
jak ktoś zyska, to zyska i on. To mu nawet nie przychodzi do głowy.
Ostatni raport tegorocznej Diagnozy Szkolnej, dotyczącej tak zwanego
kapitału społecznego- otwarcia na innych, umiejętności współpracy,
tworzenia ad hoc różnych zespołów, gotowości do działania w różnych
organizacjach- to wszystko niestety, jak stało w miejscu, tak stoi.
Im uczniowie starsi, tym jest gorzej i wcale nie ma to nic wspólnego
ze zwiększoną ilością nauki-wszystko co się wiąże z relacjami społecz-
nymi leci w dół, np. zaufanie do innych. Przykładają się do tego i nau-
czyciele i rodzina. Aby sobie nawzajem nie ufać,nie podejmowac współ-
pracy, bo nie wiadomo jakie intencje kierują innymi, a bo może oszu-
kają...
To nie jest nowe zjawisko, to tkwi w Polsce od wieków, myśmy nigdy
nie tworzyli społeczeństwa. W czasach szlacheckich też nie było żadnego
społeczeństwa. Najlepszym przykładem jest liberum veto, którym
jeden niewydarzony głupek mógł zanegować interes całej wspólnoty.
I to jest nasz główny problem, nie kryzys, bo jesteśmy zapobiegliwi i
damy sobie z nim radę. Problemem jest to, że jednostka coraz bardziej
odwraca się tyłem do reszty. To jest nasz trwały rys kultury, w której
dorastały dziesiątki pokoleń naszych przodków, a tego nie da się łatwo
zmienić za pomoca hasła - zaufanie., zaufanie, zaufanie.
Polacy budują mur między własnym środowiskiem rodzinnym a resztą
świata. A ta reszta świata to nie tylko ci spoza kraju, to również sąsiad
zza ściany. Na sąsiadów patrzymy z reguły zle, jak na kogoś, kto jest
do nas zle usposobiony, może mieć niewłaściwe intencje, jesli nas zaga-
duje to pewnie czegoś chce, więc trzeba na niego uważać. I nawet gdy
znamy sąsiada wiele lat w dalszym ciągu zachowujemy czujność na jego
widok, nie włączamy go to kategorii Polacy. On jest tylko Malinowski.
Ów Malinowski może być czasami zaliczony do kategorii Polaka, ale
tylko wtedy, gdy znajdziemy się razem za granicą. Niestety i tam
szybko ten stan Polakom mija. Nie ma równie skłóconych środowisk
diasporowych jak polska emigracja.
Polacy w każdej sytuacji są przywiązani do rodziny, kochają rodzinę,
tyraja dla rodziny, na wychowanie dzieci. Tylko, że z rodziną to można,
prowadzić stragan z pietruszką, ale nie da się szerzej rozwinąć skrzydeł.
Polaka kształtuje rodzina, tworzy jego sysytem wartości, a potem
Polacy to sobie modyfikują, spędzając przeciętnie ponad trzy godziny
dziennie przed telewizorem.Jest to niesamowicie bogate zródło informacji
o tym, jak wypada się zachowywać, a jak nie wypada, w co warto wierzyć
a w co nie warto, kogo warto naśladować, co jest na topie.
To wielogodzinne oglądanie telewizji nie pozbawia wcale Polaków kontaktu
z rzeczywistością. Ale jest to kontakt szczególny, gdyż zazwyczaj gdzieś
z tyłu głowy Polaka tkwi pytanie: czego ten drugi oczekuje, próbując
nawiązać ze mną współpracę? Polak najbardziej boi się ryzyka. To jest
rys naszej mentalności.
A gdy juz nas kryzys dopadnie, to ci, którzy zostaną pokrzywdzeni,
przejmą strategię jeża, zwiną sie w kłębek, wysuną kolce, zostaną w domu.
Nigdzie ie pójdą protestować. Ci, którzy będą się dopiero obawiali, że
zostaną skrzywdzeni, na własną rękę bedą kombinować,żeby sie jakoś
zabezpieczyć, złapac jakąs fuchę, a może pomyślą by wyemigrować.
Jest to patologiczny polski indywidualizm, który działa na zasadzie
każdy sobie rzepkę skrobie.A odbywa się to po hasłem ratujmy się
przed biedą. Aspiracje maja słabe,ale dzieki temu mają szansę na miękkie
lądowanie w czasie kryzysu.
Jest również w Polsce grupa ludzi z wyżu demograficznego, którzy zaczęli
myśleć w stylu zachodniego indywidualizmu i w nich kryzys uderzy
najbardziej. Ale oni też nie wyjdą na ulice. To nie górnicy. Nie będzie
w Polsce żadnej Wiosny Ludów. Zwykły Kowalski siedzi przed telewizo-
rem i myśli, że jego wszak nie dotyczą wahania na giełdzie ani spadek
wartości złotówki, bo on i tak wszystko w złotówkach kupuje.
Marzenia o społeczeństwie obywatelskim sa w Polsce iluzją . Powinniśmy
wymazać z politycznego języka polskiego słowo obywatel. U nas są:
petenci, zaradni Polacy, jest nieprzyjazna machina państwowa, w której
pracuja tacy sami Polacy jak my i którzy z taka sama nieufnością
odnosza się do innych.
Polacy generalnie mało się uśmiechają. Polak uważa, że ktoś, komu jest
wesoło, kto widzi dobre strony świata, to jest to człowiek zle
poinformowany.
Trudno nie zgodzić się z opinią prof. Czapińskiego. Być może, że wiele
osób nie zdaje sobie sprawy z tego, że tak samo jesteśmy postrzegani
przez inne nacje. Mało tego- ci Polacy, którzy od lat przebywaja poza
Polska, w miejscach, gdzie jest niewielu rodaków, też już nas tak
widzą.
Więc może w ramach rozważań przedświątecznych pomyślelibyśmy
jacy jesteśmy.
anabell
wtorek, 7 kwietnia 2009
Wpadki
Chyba wszyscy znamy prawo Murphy'ego -
Jeśli tylko coś może się nie udać, nie uda się na pewno.
Człowiek, który to wypowiedział 60 lat temu był inżynierem w
amerykańskiej bazie lotniczej i brał udział w różnych ekspery-
mentach. Jednemu ze współpracujących z nim techników
ciągle zdarzały sie jakieś pomyłki. To o nim kiedyś Murphy
powiedział: Jeśli tylko istnieje jakakolwiek możliwość
popełnienia błędu, on ją wykorzysta. Tę wypowiedz rzecznik
prasowy zacytował podczas konferencji, lekko ją zmieniając:
Jeśli tylko coś może się nie udać, nie uda się na pewno.
Wypowiedzi Murphy'ego skłoniły filozofa, Ulfa Heunera do
napisania książki: "Gafy, wpadki, pech- pierwszy poradnik
przetrwania." Niestety jest dostępna jedynie w języku nie-
mieckim.
Zdaniem autora wszyscy mamy wpadki, a dzieje się to w
zgodzie z określonymi regułami. Pierwsza reguła wpadki: każdy
z nas ma ciało, które nie zawsze staje na poziomie naszych
oczekiwań, a więc zdarza się nam potknąć, poślizgnąć lub w
towarzystwie niechcący puścić bąka. Reguła numer dwa: nie
jesteśmy sami, a blizni wkrótce stają się problemami, bo
jesteśmy zdani na skutki ich działania. Kolejny problem
wynika z tego,że dwa ciała nie mogą się znajdować jednocześ-
nie w tym samym miejscu, jedno z nich musi ustąpić.
Musimy więc nauczyć się, jak sobie radzić w przypadku
małych wpadek. Autor podszedł do zagadnienia niezwykle
poważnie, ukazując również co przykrego może się nam
przytrafić , ale i pokazując pozytywne skutki wpadek.
A teraz coś miłego dla miłośników prawa Murpfy'ego:
Kromka spada zawsze masłem do dołu.
Wszystko wali się naraz.
Jeżeli myślisz, że idziesz dobrze, na pewno nie wiesz
wszystkiego.
Trudne problemy zostawione same sobie staną się
jeszcze trudniejsze.
Jeśli udoskonalasz coś dostatecznie długo na pewno
to zepsujesz.
Druga kolejka jest zawsze szybsza.
Wszystko co dobre jest nielegalne, niemoralne albo
tuczące.
Światełko w tunelu to reflektory nadjeżdżającego
pociągu.
Doświadczenie to coś, co zdobywasz tuż po chwili,
w której go potrzebowałeś.
Jeśli coś się zacina, użyj siły.Gdy się złamie, to znaczy,
że i tak wymagało wymiany.
Uśmiechnij się jutro będzie gorzej.
Każde rozwiązanie ujawnia nowe problemy.
Upuszczone narzędzie wpadnie zawsze tam, gdzie
wyrządzi najwięcej szkody lub skąd nie będzie go
można wyjąć bez demontażu urządzenia.
Nic nie jest tak łatwe jak wygląda.
Każdy przewód po skróceniu okazuje się za krótki.
Jeśli pociąg, którym jedziesz ma opóznienie, to
pociąg w który chcesz się przesiąść na pewno
przyjedzie punktualnie.
Szukając czegoś, zawsze znajdziesz to w ostatnim
miejscu, do którego zajrzysz.
Jeśli już coś zawaliłeś, cokolwiek zrobisz, aby to
naprawić, tylko pogorszysz sprawę.
Nie ma rzeczy niemożliwych dla kogoś, kto nie
musi ich zrobić sam.
Jak długo trwa minuta, zależy od tego, po której
stronie drzwi od toalety się znajdujesz.
Myślę, że pan Edward A. Murphy był pesymistą, ale
pewnie dzięki temu miał mniej rozczarowań.
anabell
Jeśli tylko coś może się nie udać, nie uda się na pewno.
Człowiek, który to wypowiedział 60 lat temu był inżynierem w
amerykańskiej bazie lotniczej i brał udział w różnych ekspery-
mentach. Jednemu ze współpracujących z nim techników
ciągle zdarzały sie jakieś pomyłki. To o nim kiedyś Murphy
powiedział: Jeśli tylko istnieje jakakolwiek możliwość
popełnienia błędu, on ją wykorzysta. Tę wypowiedz rzecznik
prasowy zacytował podczas konferencji, lekko ją zmieniając:
Jeśli tylko coś może się nie udać, nie uda się na pewno.
Wypowiedzi Murphy'ego skłoniły filozofa, Ulfa Heunera do
napisania książki: "Gafy, wpadki, pech- pierwszy poradnik
przetrwania." Niestety jest dostępna jedynie w języku nie-
mieckim.
Zdaniem autora wszyscy mamy wpadki, a dzieje się to w
zgodzie z określonymi regułami. Pierwsza reguła wpadki: każdy
z nas ma ciało, które nie zawsze staje na poziomie naszych
oczekiwań, a więc zdarza się nam potknąć, poślizgnąć lub w
towarzystwie niechcący puścić bąka. Reguła numer dwa: nie
jesteśmy sami, a blizni wkrótce stają się problemami, bo
jesteśmy zdani na skutki ich działania. Kolejny problem
wynika z tego,że dwa ciała nie mogą się znajdować jednocześ-
nie w tym samym miejscu, jedno z nich musi ustąpić.
Musimy więc nauczyć się, jak sobie radzić w przypadku
małych wpadek. Autor podszedł do zagadnienia niezwykle
poważnie, ukazując również co przykrego może się nam
przytrafić , ale i pokazując pozytywne skutki wpadek.
A teraz coś miłego dla miłośników prawa Murpfy'ego:
Kromka spada zawsze masłem do dołu.
Wszystko wali się naraz.
Jeżeli myślisz, że idziesz dobrze, na pewno nie wiesz
wszystkiego.
Trudne problemy zostawione same sobie staną się
jeszcze trudniejsze.
Jeśli udoskonalasz coś dostatecznie długo na pewno
to zepsujesz.
Druga kolejka jest zawsze szybsza.
Wszystko co dobre jest nielegalne, niemoralne albo
tuczące.
Światełko w tunelu to reflektory nadjeżdżającego
pociągu.
Doświadczenie to coś, co zdobywasz tuż po chwili,
w której go potrzebowałeś.
Jeśli coś się zacina, użyj siły.Gdy się złamie, to znaczy,
że i tak wymagało wymiany.
Uśmiechnij się jutro będzie gorzej.
Każde rozwiązanie ujawnia nowe problemy.
Upuszczone narzędzie wpadnie zawsze tam, gdzie
wyrządzi najwięcej szkody lub skąd nie będzie go
można wyjąć bez demontażu urządzenia.
Nic nie jest tak łatwe jak wygląda.
Każdy przewód po skróceniu okazuje się za krótki.
Jeśli pociąg, którym jedziesz ma opóznienie, to
pociąg w który chcesz się przesiąść na pewno
przyjedzie punktualnie.
Szukając czegoś, zawsze znajdziesz to w ostatnim
miejscu, do którego zajrzysz.
Jeśli już coś zawaliłeś, cokolwiek zrobisz, aby to
naprawić, tylko pogorszysz sprawę.
Nie ma rzeczy niemożliwych dla kogoś, kto nie
musi ich zrobić sam.
Jak długo trwa minuta, zależy od tego, po której
stronie drzwi od toalety się znajdujesz.
Myślę, że pan Edward A. Murphy był pesymistą, ale
pewnie dzięki temu miał mniej rozczarowań.
anabell
niedziela, 5 kwietnia 2009
Wielkie polowanie na pieniądze
Według Banku Światowego skala oszustw podatkowych na świecie
wynosi 350 - 500 mld dolarów.
Aż trudno uwierzyć- okazuje się , że 50% światowych przepływów
finansowych przechodzi przez raje podatkowe. Według danych MFW
goszczą one u siebie 4 tysiące banków, 2 miliony fikcyjnych spółek,
2/3 funduszy spekulacyjnych. Dziesięć bilionów dolarów to wartość
aktywów finansowych ulokowanych w rajach podatkowych, w formie
depozytów lub inwestycji.
Straty amerykańskiego fiskusa związane z uszczupleniem wpływów
za pośrednictwem rajów podatkowych wynoszą 100 miliardów dolarów,
w Niemczech 20 - 25 mld euro, we Francji 15 - 20 mld euro.
Najwięcej owych "edenów" jest w Ameryce Środkowej i na Karaibach ,
bo aż 21, na Oceanie Spokojnym - 7, W Afryce i na Bliskim Wschodzie
po 1, na Oceanie Indyjskim-3, a w Europie - 10.
Cechą charakterystyczną tych miejsc są: bardzo niskie podatki lub
ich brak, brak przejrzystości w systemie podatkowym, brak wymia-
ny informacji finansowych z innymi krajami , przyzwolenie na
działalność fikcyjnych firm. Fenomenalne- same braki a w ich
wyniku- raj.
Kryminaliści i przemytnicy, spekulanci oraz największe instytucje
finansowe są tam reprezentowane. Największy bank świata Citigroup
posiada aż 427 oddziałów, Bank of America 311.
W obliczu wielkich zaburzeń finansowych wszystkie bogate dotąd kraje
zaczynają jednoczyć swe wysiłki, by odzyskać nieco pieniędzy, z któ-
rych zostały obrabowane. Podstawowym krokiem jest zmuszenie
swych krajowych banków do ujawnienia kont bankowych offshore
swoich klientów. W ten sposób Irlandia juz odzyskała ponad miliard
euro.
Walka z rajami podatkowymi dopiero się zaczyna. Wymaga to zmian
przepisów w wielu krajach oraz współdziałanie wielu państw.
A dla tych, którzy cierpią na nadmiar gotówki, którą nie chcą się
podzielić z fiskusem, mini vademecum o europejskich rajach
podatkowych: Monako-niezwykle popularne wśród europejczyków,
poza Francuzami, nie angażuje się w wymianę informacji z admini-
stracja podatkową innych państw (wyjatek stanowi Francja);
Wyspy Normandzkie - bardzo elastyczne prawodawstwo, mają
na swoim terytorium 225 banków i 820 funduszy inwestycyjnych;
Luksemburg -korzystne opodatkowanie dywidend i zysku kapi-
tałowego w połączeniu z tajemnicą bankową; Andora - prawdziwy
raj, państwo bez urzędu skarbowego, całkowicie wolne od podatku.
Budżet państwa finansowany jest z opłat celnych; Zug -ten
szwajcarski kanton przyciągnął wielkie przedsiębiorstwa stawką
podatkową dla firm, wynoszącą 16,4% . To tylko kilka z euro-
pejskich rajów podatkowych.
A gdy zostaniecie prawdziwymi rekinami finansjery to koniecznie
musicie polubić Kajmany. Zlokalizowano tu 268 banków ( a cały
archipelag liczy 260 kmkw), 140 funduszy powierniczych oraz
780 firm ubezpieczeniowych.Przez to niewielkie terytorium
przpływaja rocznie dwa biliony dolarów, czyli jedna dwudziesta
światowego Produktu Krajowego Brutto. Nie płaci się tutaj podatku
dochodowego od firm ani majątkowego. W 2007 r. wartość PKB
na jednego mieszkańca wynosiła 47 tysięcy dolarów, co jest
jednym z najwyższych wskazników na świecie.
anabell
wynosi 350 - 500 mld dolarów.
Aż trudno uwierzyć- okazuje się , że 50% światowych przepływów
finansowych przechodzi przez raje podatkowe. Według danych MFW
goszczą one u siebie 4 tysiące banków, 2 miliony fikcyjnych spółek,
2/3 funduszy spekulacyjnych. Dziesięć bilionów dolarów to wartość
aktywów finansowych ulokowanych w rajach podatkowych, w formie
depozytów lub inwestycji.
Straty amerykańskiego fiskusa związane z uszczupleniem wpływów
za pośrednictwem rajów podatkowych wynoszą 100 miliardów dolarów,
w Niemczech 20 - 25 mld euro, we Francji 15 - 20 mld euro.
Najwięcej owych "edenów" jest w Ameryce Środkowej i na Karaibach ,
bo aż 21, na Oceanie Spokojnym - 7, W Afryce i na Bliskim Wschodzie
po 1, na Oceanie Indyjskim-3, a w Europie - 10.
Cechą charakterystyczną tych miejsc są: bardzo niskie podatki lub
ich brak, brak przejrzystości w systemie podatkowym, brak wymia-
ny informacji finansowych z innymi krajami , przyzwolenie na
działalność fikcyjnych firm. Fenomenalne- same braki a w ich
wyniku- raj.
Kryminaliści i przemytnicy, spekulanci oraz największe instytucje
finansowe są tam reprezentowane. Największy bank świata Citigroup
posiada aż 427 oddziałów, Bank of America 311.
W obliczu wielkich zaburzeń finansowych wszystkie bogate dotąd kraje
zaczynają jednoczyć swe wysiłki, by odzyskać nieco pieniędzy, z któ-
rych zostały obrabowane. Podstawowym krokiem jest zmuszenie
swych krajowych banków do ujawnienia kont bankowych offshore
swoich klientów. W ten sposób Irlandia juz odzyskała ponad miliard
euro.
Walka z rajami podatkowymi dopiero się zaczyna. Wymaga to zmian
przepisów w wielu krajach oraz współdziałanie wielu państw.
A dla tych, którzy cierpią na nadmiar gotówki, którą nie chcą się
podzielić z fiskusem, mini vademecum o europejskich rajach
podatkowych: Monako-niezwykle popularne wśród europejczyków,
poza Francuzami, nie angażuje się w wymianę informacji z admini-
stracja podatkową innych państw (wyjatek stanowi Francja);
Wyspy Normandzkie - bardzo elastyczne prawodawstwo, mają
na swoim terytorium 225 banków i 820 funduszy inwestycyjnych;
Luksemburg -korzystne opodatkowanie dywidend i zysku kapi-
tałowego w połączeniu z tajemnicą bankową; Andora - prawdziwy
raj, państwo bez urzędu skarbowego, całkowicie wolne od podatku.
Budżet państwa finansowany jest z opłat celnych; Zug -ten
szwajcarski kanton przyciągnął wielkie przedsiębiorstwa stawką
podatkową dla firm, wynoszącą 16,4% . To tylko kilka z euro-
pejskich rajów podatkowych.
A gdy zostaniecie prawdziwymi rekinami finansjery to koniecznie
musicie polubić Kajmany. Zlokalizowano tu 268 banków ( a cały
archipelag liczy 260 kmkw), 140 funduszy powierniczych oraz
780 firm ubezpieczeniowych.Przez to niewielkie terytorium
przpływaja rocznie dwa biliony dolarów, czyli jedna dwudziesta
światowego Produktu Krajowego Brutto. Nie płaci się tutaj podatku
dochodowego od firm ani majątkowego. W 2007 r. wartość PKB
na jednego mieszkańca wynosiła 47 tysięcy dolarów, co jest
jednym z najwyższych wskazników na świecie.
anabell
piątek, 3 kwietnia 2009
Post tylko dla kobiet
Przyznam się bez bicia - ostatni post Roztrzepańca zdopingował
mnie do napisania czegoś zupełnie niepoważnego, co mi tam..
Po napisaniu do niego komentarza, stanęłam przed własnym
lustrem i doszłam do wniosku, że gdybym nagle zgłupiała a do
tego odziedziczyła bardzo pokazny spadek, to wszyscy spece
z zakresu kosmetyki upiększajacej i chirurgii plastycznej nosili
by mnie na rękach.
Zacznijmy od góry - włosy.Stanowczo zbyt rzadkie, zagęścić.
Czoło- zbyt wypukłe, nieco spłaszczyć. Brwi-wymagaja perma-
nentnego makijażu. Rzęsy - permanentny makijaż konieczy.
Oczy - czy można powiększyć oczy? Jeśli tak, to ja poproszę.
Kolor - nie, nie będę zmieniać, podoba mi się. Może za to być
odrobina botoxu, na te "kurze łapki".
Nos - koszmar wymagający interwencji dobrego chirurga, na-
leży go skrócić, nieco zwęzić i przy okazji zrobic porządek z
zatokami szczękowymi - stały stan zapalny.
Usta -permanentny makijaż nieodzowny i odrobina kolagenu,
wypełniająca wargi, będą ponętniejsze.
Broda - zostawię taką jaka jest, ale koniecznie trzeba odessać
nieco podbródek.Zrobił sie jakiś ,taki... Owal twarzy-podciąg-
nąć, najlepiej bez skalpela, wykonamy dermabrazję.
Szyja - no nie wiem, może troche naciągnąć tę skórę? Wtedy
zmarszczki znikną. Uszy- nie dam ruszyć, mam ładne.
Biust -musowo zmniejszyć- jest za duży w stosunku do
obwodu pod biustem, niewygodny, poza tym strasznie dro-
gie porządne biustonosze i trudno je kupić. Od talii do kolan-
przymusowa liposukcja - nazbierało się tłuszczyku, oj nazbie-
rało. Kolana- jedno do usunięcia łąkotki, potrzaskanej, drugie
jest w porządku, już po operacji. Łydki- zostawić, chodzę na
okrągło w spodniach. Stopy - mam bardzo wysokie podbicie,
trudno buty dobrać, no ale nie mam płaskostopia, więc
zostawimy.
I zaczynam się zastanawiać jakim cudem tyle "randkowałam",
znalazłam męża, a moja córka orzekła kiedyś przeglądając
zdjęcia- "wiesz, była z ciebie niezła laska".
No, jak laska to ja się czułam przez pół życia podpierając
wątłe ego mego nieśmiałego dziecka oraz wspierając różne
inicjatywy własnego męża.
Słonecznego weekendu Wam życzę,
anabell
mnie do napisania czegoś zupełnie niepoważnego, co mi tam..
Po napisaniu do niego komentarza, stanęłam przed własnym
lustrem i doszłam do wniosku, że gdybym nagle zgłupiała a do
tego odziedziczyła bardzo pokazny spadek, to wszyscy spece
z zakresu kosmetyki upiększajacej i chirurgii plastycznej nosili
by mnie na rękach.
Zacznijmy od góry - włosy.Stanowczo zbyt rzadkie, zagęścić.
Czoło- zbyt wypukłe, nieco spłaszczyć. Brwi-wymagaja perma-
nentnego makijażu. Rzęsy - permanentny makijaż konieczy.
Oczy - czy można powiększyć oczy? Jeśli tak, to ja poproszę.
Kolor - nie, nie będę zmieniać, podoba mi się. Może za to być
odrobina botoxu, na te "kurze łapki".
Nos - koszmar wymagający interwencji dobrego chirurga, na-
leży go skrócić, nieco zwęzić i przy okazji zrobic porządek z
zatokami szczękowymi - stały stan zapalny.
Usta -permanentny makijaż nieodzowny i odrobina kolagenu,
wypełniająca wargi, będą ponętniejsze.
Broda - zostawię taką jaka jest, ale koniecznie trzeba odessać
nieco podbródek.Zrobił sie jakiś ,taki... Owal twarzy-podciąg-
nąć, najlepiej bez skalpela, wykonamy dermabrazję.
Szyja - no nie wiem, może troche naciągnąć tę skórę? Wtedy
zmarszczki znikną. Uszy- nie dam ruszyć, mam ładne.
Biust -musowo zmniejszyć- jest za duży w stosunku do
obwodu pod biustem, niewygodny, poza tym strasznie dro-
gie porządne biustonosze i trudno je kupić. Od talii do kolan-
przymusowa liposukcja - nazbierało się tłuszczyku, oj nazbie-
rało. Kolana- jedno do usunięcia łąkotki, potrzaskanej, drugie
jest w porządku, już po operacji. Łydki- zostawić, chodzę na
okrągło w spodniach. Stopy - mam bardzo wysokie podbicie,
trudno buty dobrać, no ale nie mam płaskostopia, więc
zostawimy.
I zaczynam się zastanawiać jakim cudem tyle "randkowałam",
znalazłam męża, a moja córka orzekła kiedyś przeglądając
zdjęcia- "wiesz, była z ciebie niezła laska".
No, jak laska to ja się czułam przez pół życia podpierając
wątłe ego mego nieśmiałego dziecka oraz wspierając różne
inicjatywy własnego męża.
Słonecznego weekendu Wam życzę,
anabell
czwartek, 2 kwietnia 2009
Dziwne miejsce - Medjugorie
Na początku czuję się w obowiązku wyjaśnić jedną rzecz -stanowisko
Watykanu oraz innych, niższych rangą instytucji kościelnych, jest
w odniesieniu do objawień w Medjugorie jednoznacznie negatywne.
Moje osobiste zdanie na ten temat nie ma chyba żadnego znaczenia,
ale jeśli nawet czegoś sama nie przeżyłam i nie doświadczyłam i w to
nie wierzę, to nie znaczy, że to "coś" nie istnieje. Widocznie mój mózg
pewnych spraw nie przyswaja.
24 czerwca 1981 r , trójce miejscowych dziewczynek (Ivanca, Mirjana
i Vicka), pózniej kolejnym dzieciom (Ivan, Jakov i Marija) ukazała się
kobieca postać i przedstawiła się jako Gospa, chorwacki odpowiednik
Matki Boskiej.Dzieci miały wówczas od 10 do niespełna 17 lat, a
jedno z pierwszych przesłań , które miało miejsce trzeciego dnia
objawień brzmiało:
Pokój, pokój, pokój - i tylko pokój. Pokój musi zapanować
pomiędzy Bogiem a człowiekiem ale i pomiędzy ludzmi.
Dokładnie dziesięć lat pózniej, 25 czerwca 1991 roku w Jugosławii roz-
gorzała wojna domowa. W dniu tym, ówczesny przywódca Chorwatów,
Franjo Tudjman, ogłosił niepodległość swego kraju. Datę tę wybrał
celowo, by nawiązywała do objawień w Medjugorie. Jak wiemy wojna
ta była najkrwawszym konfliktem w najnowszej historii Europy.
Nasuwa się pytanie - czy to był przypadek, owo objawienie w czasie
gdy nie było żadnego konfliktu i krwawa wojna domowa w 10 lat
pózniej?
Oczywiście natychmiast po objawieniach rozgorzały dyskusje czy
miały boski charakter, czy raczej demoniczny.
Biskup Mostaru, Żanic, jednoznacznie określił je jako dzieło szatana.
Wielce prawdopodobne, że przyczyniło się do takiej opinii przesłanie
z 1 pazdziernika 1981r, mające ewidentnie ekumeniczny charakter :
Wszystkie religie są równe i można osiągnąć zbawienie w każdej
religii.To ludzie stworzyli podziały religijne, podczas gdy Bóg
panuje nad nimi wszystkimi.
Należy szanować wyznanie każdego i respektować jego
sumienie. Duch Boży działa we wszystkich wspólnotach, nawet
jeśli nie wszędzie z taką samą mocą.
W niecały rok pózniej Gospa przekazała: po śmierci ciało ulega
rozkładowi i nigdy nie odżyje.Człowiek otrzymuje ciało przemienione.
Tego dla hierarchów kościelnych było już za wiele.
W efekcie do dziś obowiązuje zakaz organizowania pod auspicjami
Kościoła pielgrzymek do Medjugorie , oczywiście powszechnie
nieprzestrzegany, w tym także w Polsce. Niektóre dane wskazują,
że miejsce to odwiedziło już 50 milionów pielgrzymów!
Oczywiście dzieci z Medjugorie zostały poddane, w okresie objawień
różnym badaniom. Doprowadziły one do konkluzji, że dzieci w
trakcie wizji zapadają w stan tak głębokiego transu,że nie
reagują w ogóle na bodzce zewnętrzne.Wykonane w tym
czasie badania EEG wykazały całkowity zanik cyklu beta,
a dzieci były wówczas wręcz super przytomne i osiągały
stan czystej medytacji , zaobserwowany jedynie u garstki
trapistów czy mnichów buddyjskich podczas modlitwy.
Zdaniem zespołu lekarzy badających dzieci,ekstaza owa nie
miała charakteru patologicznego ani nie zawierała elementu
oszustwa.Niemniej żadna dyscyplinanaukowa nie jest w
stanie opisać tego zjawiska.
Należy przy tym powiedzieć, że żadna z osób towarzyszących dzieciom
podczas objawień nie widziała postaci Gospy.
W kregu poważnych badaczy wciąż powraca pytanie, co naprawdę
kryje się za wydarzeniami w Medjugorie .
W ciągu tych lat niejednokrotnie bowiem setki zgromadzonych tam
ludzi oglądało tzw. cud wirującego Słońca. Zapisy filmowe tego
zjawiska można prześledzić na stronach internetowych poprzez
wyszukiwarkę YouTube, po wpisaniu hasła Miracolo del Sole.
Tak naprawdę nikt nie wie, co to za zjawisko bo w momencie gdy
do niego dochodzi jest ono widoczne tylko w Medjugorie, a w
oddalonym o 25 km Mostarze, osoby spoglądające w stronę Medju-
gorie nic takiego nie widzą .
Pielgrzymki nadal przyjeżdżają do Medjugorie, Kościól nie popiera,
wokół Medjugorie kwitnie handel naprawdę rozpaczliwie brzydkimi
gadżetami a przerózni badacze starają się rozwiązać zagadkę
tego miejsca.
anabell
Watykanu oraz innych, niższych rangą instytucji kościelnych, jest
w odniesieniu do objawień w Medjugorie jednoznacznie negatywne.
Moje osobiste zdanie na ten temat nie ma chyba żadnego znaczenia,
ale jeśli nawet czegoś sama nie przeżyłam i nie doświadczyłam i w to
nie wierzę, to nie znaczy, że to "coś" nie istnieje. Widocznie mój mózg
pewnych spraw nie przyswaja.
24 czerwca 1981 r , trójce miejscowych dziewczynek (Ivanca, Mirjana
i Vicka), pózniej kolejnym dzieciom (Ivan, Jakov i Marija) ukazała się
kobieca postać i przedstawiła się jako Gospa, chorwacki odpowiednik
Matki Boskiej.Dzieci miały wówczas od 10 do niespełna 17 lat, a
jedno z pierwszych przesłań , które miało miejsce trzeciego dnia
objawień brzmiało:
Pokój, pokój, pokój - i tylko pokój. Pokój musi zapanować
pomiędzy Bogiem a człowiekiem ale i pomiędzy ludzmi.
Dokładnie dziesięć lat pózniej, 25 czerwca 1991 roku w Jugosławii roz-
gorzała wojna domowa. W dniu tym, ówczesny przywódca Chorwatów,
Franjo Tudjman, ogłosił niepodległość swego kraju. Datę tę wybrał
celowo, by nawiązywała do objawień w Medjugorie. Jak wiemy wojna
ta była najkrwawszym konfliktem w najnowszej historii Europy.
Nasuwa się pytanie - czy to był przypadek, owo objawienie w czasie
gdy nie było żadnego konfliktu i krwawa wojna domowa w 10 lat
pózniej?
Oczywiście natychmiast po objawieniach rozgorzały dyskusje czy
miały boski charakter, czy raczej demoniczny.
Biskup Mostaru, Żanic, jednoznacznie określił je jako dzieło szatana.
Wielce prawdopodobne, że przyczyniło się do takiej opinii przesłanie
z 1 pazdziernika 1981r, mające ewidentnie ekumeniczny charakter :
Wszystkie religie są równe i można osiągnąć zbawienie w każdej
religii.To ludzie stworzyli podziały religijne, podczas gdy Bóg
panuje nad nimi wszystkimi.
Należy szanować wyznanie każdego i respektować jego
sumienie. Duch Boży działa we wszystkich wspólnotach, nawet
jeśli nie wszędzie z taką samą mocą.
W niecały rok pózniej Gospa przekazała: po śmierci ciało ulega
rozkładowi i nigdy nie odżyje.Człowiek otrzymuje ciało przemienione.
Tego dla hierarchów kościelnych było już za wiele.
W efekcie do dziś obowiązuje zakaz organizowania pod auspicjami
Kościoła pielgrzymek do Medjugorie , oczywiście powszechnie
nieprzestrzegany, w tym także w Polsce. Niektóre dane wskazują,
że miejsce to odwiedziło już 50 milionów pielgrzymów!
Oczywiście dzieci z Medjugorie zostały poddane, w okresie objawień
różnym badaniom. Doprowadziły one do konkluzji, że dzieci w
trakcie wizji zapadają w stan tak głębokiego transu,że nie
reagują w ogóle na bodzce zewnętrzne.Wykonane w tym
czasie badania EEG wykazały całkowity zanik cyklu beta,
a dzieci były wówczas wręcz super przytomne i osiągały
stan czystej medytacji , zaobserwowany jedynie u garstki
trapistów czy mnichów buddyjskich podczas modlitwy.
Zdaniem zespołu lekarzy badających dzieci,ekstaza owa nie
miała charakteru patologicznego ani nie zawierała elementu
oszustwa.Niemniej żadna dyscyplinanaukowa nie jest w
stanie opisać tego zjawiska.
Należy przy tym powiedzieć, że żadna z osób towarzyszących dzieciom
podczas objawień nie widziała postaci Gospy.
W kregu poważnych badaczy wciąż powraca pytanie, co naprawdę
kryje się za wydarzeniami w Medjugorie .
W ciągu tych lat niejednokrotnie bowiem setki zgromadzonych tam
ludzi oglądało tzw. cud wirującego Słońca. Zapisy filmowe tego
zjawiska można prześledzić na stronach internetowych poprzez
wyszukiwarkę YouTube, po wpisaniu hasła Miracolo del Sole.
Tak naprawdę nikt nie wie, co to za zjawisko bo w momencie gdy
do niego dochodzi jest ono widoczne tylko w Medjugorie, a w
oddalonym o 25 km Mostarze, osoby spoglądające w stronę Medju-
gorie nic takiego nie widzą .
Pielgrzymki nadal przyjeżdżają do Medjugorie, Kościól nie popiera,
wokół Medjugorie kwitnie handel naprawdę rozpaczliwie brzydkimi
gadżetami a przerózni badacze starają się rozwiązać zagadkę
tego miejsca.
anabell
poniedziałek, 30 marca 2009
Trzeba umieć znależć szczęście
Z badań naukowych wynika, że pieniądze naprawdę szczęścia nie dadzą.
Nie śmiejcie się, chociaż powiedzenie to znane jest od lat, naukowcy
prowadzą badania na ten temat. No coż, trzeba wszak czymś się wykazać.
Psycholog David Lykken z uniwersytetu stanowego w Minnesocie wysnuł
tezę, że szczęście tkwi ...w genach. Badaniami objął wyselekcjonowaną
grupę złożoną z 1500 par blizniąt.
W 1996 roku badane bliznięta odpowiadały na pytania ankiety, która
miała oszacować ich poczucie dobrostanu. Korelacje między odpowiedziami
dowiodły,że to co dziedziczymy po przodkach, odgrywa co najmniej równie
wielka rolę, jak zmienne koleje życia.
Zdaniem Lykkena pieniądz nas nie uszczęsliwia: poziom dochodów, fakt
życia w związku małżeńskim, religia oraz poziom wykształcenia, zaledwie
w 8% przyczyniaja sie do poczucia szczęścia jednostki. Poza tym szczęście
nie jest stanem stałym, można w jednej chwili czuć się szczęśliwym, a w
następnej zupełnie odwrotnie.
Okazuje się, że nasze subiektywne poczucie szczęścia lub nieszczęścia jest
zdeterminowane nierównowagą dopaminy, serotoniny i noradrenaliny.
Są to neuroprzekazniki o zasadniczym znaczeniu dla motoryki i działania.
Ich zródło znajduje się w brzusznym polu nakrywki śródmózgowia oraz
w podwzgórzu, które odgrywa kluczową rolę w regulacji popędów takich
jak głód, pragnienie, pożądanie seksualne.
Całość tych struktur nazwano "układem nagrody". Rozkoszowanie się
czekoladą, uprawianie seksu lub bieganie (jeśli jesteśmy dobrze wytre-
nowani) mogą aktywować układ nagrody i wywoływać uczucie zadowolenia.
Dopaminę zakwalifikowano jako "hormon szczęścia" , podobnie jak endor-
finę (rodzaj naturalnej morfiny wytwarzanej przez mózg) oraz serotoninę.
Niektórzy maja w obiegu więcej dopaminy niż wynosi przeciętna i są
uważani za osobników bardziej skłonnych do osiągania szczęścia. To ci,
którzy częściej widzą jasne strony życia.
A co z tymi, którzy są mniej chojnie wyposażeni w owe neuroprzekazniki?
Nie ma powodu, by zazdrościć tym osobnikom lepiej wyposażonym.
Trzeba pamiętać, że bardzo szybko przyzwyczajamy się do faktu realizacji
naszych największych pragnień, a potem znów zaczynamy czuć, że czegoś
nam brak. Skazuje nas to na coraz szybszy bieg "po ścieżce szczęścia",
oczekując jego spełnienia.
Aby nie nakręcać w nieskończoność owej spirali pogoni za szczęściem, należy
pogodzić się z faktem, że życie składa się nie tylko z przyjemności, ale
również z rozczarowań, strat i niewygód. Sekret bogatego, spełnionego życia
polega na doświadczeniu pełnej skali emocji.
Już samo dążenie do jakiegoś celu może nam przynieść szczęście. A ciężka
praca nad realizacją podjętych wyzwań chroni nas przed takimi negatywnymi
emocjami jak strach czy stany depresyjne.
Psycholodzy twierdzą, że najlepszym sposobem osiągnięcia szczęścia jest
budowanie trwałych i silnych więzów z innymi ludżmi. To jedyna, skuteczna
ochrona przed upadkami i rozczarowaniami, jakich nie szczędzi nam życie.
I nie bójmy sie odrobiny pesymizmu- pesymiści są w stanie wyobrazić sobie
tylko czarne scenariusze i dzięki temu mogą zapobiec ich skutkom.
A teraz, gdy już wiemy o tych "chemicznych uwarunkowaniach" poczucia
szczęścia usiądzmy i pomyślmy: Czy jestem szczęśliwa/y ?
Napiszcie, zapraszam....
anabell
Nie śmiejcie się, chociaż powiedzenie to znane jest od lat, naukowcy
prowadzą badania na ten temat. No coż, trzeba wszak czymś się wykazać.
Psycholog David Lykken z uniwersytetu stanowego w Minnesocie wysnuł
tezę, że szczęście tkwi ...w genach. Badaniami objął wyselekcjonowaną
grupę złożoną z 1500 par blizniąt.
W 1996 roku badane bliznięta odpowiadały na pytania ankiety, która
miała oszacować ich poczucie dobrostanu. Korelacje między odpowiedziami
dowiodły,że to co dziedziczymy po przodkach, odgrywa co najmniej równie
wielka rolę, jak zmienne koleje życia.
Zdaniem Lykkena pieniądz nas nie uszczęsliwia: poziom dochodów, fakt
życia w związku małżeńskim, religia oraz poziom wykształcenia, zaledwie
w 8% przyczyniaja sie do poczucia szczęścia jednostki. Poza tym szczęście
nie jest stanem stałym, można w jednej chwili czuć się szczęśliwym, a w
następnej zupełnie odwrotnie.
Okazuje się, że nasze subiektywne poczucie szczęścia lub nieszczęścia jest
zdeterminowane nierównowagą dopaminy, serotoniny i noradrenaliny.
Są to neuroprzekazniki o zasadniczym znaczeniu dla motoryki i działania.
Ich zródło znajduje się w brzusznym polu nakrywki śródmózgowia oraz
w podwzgórzu, które odgrywa kluczową rolę w regulacji popędów takich
jak głód, pragnienie, pożądanie seksualne.
Całość tych struktur nazwano "układem nagrody". Rozkoszowanie się
czekoladą, uprawianie seksu lub bieganie (jeśli jesteśmy dobrze wytre-
nowani) mogą aktywować układ nagrody i wywoływać uczucie zadowolenia.
Dopaminę zakwalifikowano jako "hormon szczęścia" , podobnie jak endor-
finę (rodzaj naturalnej morfiny wytwarzanej przez mózg) oraz serotoninę.
Niektórzy maja w obiegu więcej dopaminy niż wynosi przeciętna i są
uważani za osobników bardziej skłonnych do osiągania szczęścia. To ci,
którzy częściej widzą jasne strony życia.
A co z tymi, którzy są mniej chojnie wyposażeni w owe neuroprzekazniki?
Nie ma powodu, by zazdrościć tym osobnikom lepiej wyposażonym.
Trzeba pamiętać, że bardzo szybko przyzwyczajamy się do faktu realizacji
naszych największych pragnień, a potem znów zaczynamy czuć, że czegoś
nam brak. Skazuje nas to na coraz szybszy bieg "po ścieżce szczęścia",
oczekując jego spełnienia.
Aby nie nakręcać w nieskończoność owej spirali pogoni za szczęściem, należy
pogodzić się z faktem, że życie składa się nie tylko z przyjemności, ale
również z rozczarowań, strat i niewygód. Sekret bogatego, spełnionego życia
polega na doświadczeniu pełnej skali emocji.
Już samo dążenie do jakiegoś celu może nam przynieść szczęście. A ciężka
praca nad realizacją podjętych wyzwań chroni nas przed takimi negatywnymi
emocjami jak strach czy stany depresyjne.
Psycholodzy twierdzą, że najlepszym sposobem osiągnięcia szczęścia jest
budowanie trwałych i silnych więzów z innymi ludżmi. To jedyna, skuteczna
ochrona przed upadkami i rozczarowaniami, jakich nie szczędzi nam życie.
I nie bójmy sie odrobiny pesymizmu- pesymiści są w stanie wyobrazić sobie
tylko czarne scenariusze i dzięki temu mogą zapobiec ich skutkom.
A teraz, gdy już wiemy o tych "chemicznych uwarunkowaniach" poczucia
szczęścia usiądzmy i pomyślmy: Czy jestem szczęśliwa/y ?
Napiszcie, zapraszam....
anabell
Subskrybuj:
Posty (Atom)