W kwietniu 1990 roku , prezydent Rzeczypospolitej Polskiej
Wojciech Jaruzelski złożył podpis pod ustawą znoszącą 22 lipca jako
Narodowe Święto Odrodzenia Polski, równocześnie przywracając
Narodowe Święto Trzeciego Maja.
14 lutego 1989r Sejm PRL przywrócił 11 listopada jako Narodowe
Święto Niepodległości.
Usunięcie święta 22 lipca stało się symbolem odcięcia od PRL. My,
Polacy, uwielbiamy symbole.
Nie jestem młodą osobą, całe dzieciństwo i młodość żyłam w PRL-u.
I nie mogę się pogodzić z sytuacją , że okres ten jest zrównany z okre-
sem okupacji niemieckiej.
Nawet w okresie najczarniejszego stalinizmu Polska nie przestała być
Polską. Nikt nie nas nie wynaradawiał, nie zabraniał używania języka
polskiego, nie wyniszczał narodu, uszanowano także nasze święta
religijne: Boże Narodzenie, Wielkanoc, Boże Ciało, Wszystkich Świętych,
Trzech Króli ( do 1960r)- były to dni ustawowo wolne od pracy.
Czy wszyscy zdają sobie sprawę, że dzisiejsze granice naszego państwa
powstały właśnie w czasach PRL?
Nawet najbardziej "prawicowa prawica" broni dziś tych granic. Broni,
ale nie docenia wkładu władz PRL w trud zagospodarowywania ziem
zachodnich. I choć nam się nie podobała obecność na terenie Polski
wojsk radzieckich, to one były wówczas gwarantem tych nowych
granic. Ale o tym to już mało kto chce pamiętać.
Podobnie jak i o polskich żołnierzach, którzy w polskich formacjach
utworzonych w ZSRR przełamywali Wał Pomorski, forsowali Odrę,
zdobywali Berlin, stawiali słupy graniczne na nowo wytyczonych gra-
nicach.
Do przeprowadzonej po wojnie reformy rolnej nawet dzisiejsza prawica
nie zgłasza zastrzeżeń , choć nastąpiła ona na mocy dekretu PKWN.
Jakby na nią nie spojrzeć, likwidowała resztki feudalizmu. Ci, którzy
pilnowali jej realizacji : PPR-owcy, milicjanci i pracownicy UB są dziś
potępiani, ale ci, którzy walczyli przeciw reformie są dziś zasłużonymi
kombatantami- ot taka polska odmiana schizofrenii.
Ta okropna PRL , którą nazywają chętnie "czarna dziurą"zlikwidowała
analfabetyzm. To państwo "pod okupacją radziecką" zrealizowało
program "Tysiąc szkół na Tysiąclecie", a wiele tych szkół funkcjonuje
do dziś i uczą się w nich kolejne pokolenia .
Ta "zniewolona" Polska dbała o rozwój kultury narodowej. Wydawano
wiele książek, odbudowywano zabytki, powstawały czytelnie, biblioteki,
Domy Kultury.
To w czasach PRl-u zasłynęła w świecie polska szkoła konserwatorska
i to nasi konserwatorzy restaurowali zabytki w różnych krajach, to
polski plakat zdobywał nagrody na międzynarodowych wystawach,
polskie zespoły "Mazowsze" i "Śląsk" były oklaskiwane na całym
świecie.
I właśnie w czasach PRl-u ci, którzy dziś tak opluwają tamten okres,
za darmo studiowali, zdobywali stopnie naukowe, jezdzili za nieduże
pieniądze na wczasy FWP, dostawali mieszkania kwaterunkowe , a
potem spółdzielcze, w których często do dzis mieszkają.
Skoro PRL to była "CZARNA DZIURA" to może powinni zrzec się
zdobytych wówczas tytułów zawodowych i naukowych i mieszkań,
a cały proces nauki rozpocząć od nowa i kupić nowe mieszkanie na
nowych waunkach cenowych.
Nie mam zapatrywań lewicowych ani prawicowych, wyznaję bardzo
niepopularną dziś zasadę, że nic nie ma darmo, wszystko ma swą
cenę, że państwo to nie jakiś mityczny twór ale to my wszyscy a
dobrobyt jest uzależniony od nas samych, od naszej pracy.
Brzmi to "państwowo-twórczo"? No cóż, taka jestem.
Pisanie to nie wszystko. Są dni,w których napisanie PONIEDZIAŁEK wcale się nie liczy. A.A.Milne
środa, 22 lipca 2009
środa, 15 lipca 2009
Przekleństwo współczesności
"Columbia Journalism Review" donosi, że świat w 2006 roku wytwo-
rzył 161 eksabajtów danych cyfrowych - eksabajt to miliard miliardów
bajtów.
To trzy miliony razy więcej niż ilość informacji zawartych we wszyst-
kich książkach, jakie napisano w historii ludzkości. W przyszłym roku
liczba danych cyfrowych może sięgnąć 988 eksabajtów.
Psychologowie ostrzegają -możliwości percepcyjne naszych mózgów
są ograniczone. Technika ustawicznie bombarduje nas nowinkami,
które musimy przyswoić, ale my za tym nie nadążamy i nie potrafimy
się do tego przystosować.
Kiedy wszystko w naszym otoczeniu domaga się naszej wzmożonej uwa-
gi, bo coraz więcej rzeczy należy zrozumieć i zapamiętać, przeżywamy
stres i w naturalnym odruchu obronnym zaczynamy się wycofywać, co
ma taki skutek, że ludzie tracą zdolność empatii.
Mechanizm tego zjawiska jest następujący: w naszym mózgu ośrodek
sterowania lękiem (ciało migdałowate), działa na zasadzie "walcz lub
uciekaj". Przeciążenie informacyjne powoduje, że ośrodek ten rejestruje
stan zagrożenia i wyłącza wyższe obszary mózgu, odpowiedzialne za
empatię, a my jesteśmy wtedy mniej skłonni do wspierania bliznich.
I tu zaczyna się "błedne koło".
Ponieważ sami odczuwamy stres, oczekujemy wsparcia od osób z nasze-
go otoczenia, ale inni także przeżywają stres i zamykają się w sobie.
Wszyscy oczekują wsparcia od inych, ale nikt nie jest skłonny go udzielić.
Mamy dziś paradoksalną sytuację - w świecie błyskawicznej współczes-
nej komunikacji masowej ludzie tak naprawdę nie komunikują się
ze sobą.
Neurolodzy podejrzewają, że nasze mózgi wcale nie wyczerpały swych
możliwości ewolucyjnych i obecnie mamy do czynienia z najszybszymi
zmianami w ludzkim mózgu od czasu, gdy człowiek nauczył się posłu-
giwać narzędziami. W miarę swej ewoluacji mózg zatraca jednocześnie
w jakimś stopniu swoje podstawowe umiejętności społeczne.
W 2005 roku Uniwersytet Londyński przeprowadził badania, które
wskazują, że notoryczna wielozadaniowość może się wiązać z dużym
obniżeniem sprawności intelektualnej. Nieustanny zalew informacji
wiąże się z pojawieniem stanu ustawicznego rozproszenia umysło-
wego.
Wnioski nasuwają się same - albo my zapanujemy nad techniką, albo
technika zawładnie nami.
Psycholodzy proponują: ograniczmy ciągły dopływ informacji, nie
śledzmy bez przerwy na Internecie najnowszych wiadomości, bo
to łatwo przechodzi w nałóg.
Pewne dni i chwile traktujmy jak świętość- na przykład posiłki
w rodzinnym gronie, bez włączonego telewizora w tle.
Musimy pamiętać, że takie ciągłe pobieżne przyswajanie informacji
medialnych może nam utrudniać zdobywanie prawdziwej wiedzy.
rzył 161 eksabajtów danych cyfrowych - eksabajt to miliard miliardów
bajtów.
To trzy miliony razy więcej niż ilość informacji zawartych we wszyst-
kich książkach, jakie napisano w historii ludzkości. W przyszłym roku
liczba danych cyfrowych może sięgnąć 988 eksabajtów.
Psychologowie ostrzegają -możliwości percepcyjne naszych mózgów
są ograniczone. Technika ustawicznie bombarduje nas nowinkami,
które musimy przyswoić, ale my za tym nie nadążamy i nie potrafimy
się do tego przystosować.
Kiedy wszystko w naszym otoczeniu domaga się naszej wzmożonej uwa-
gi, bo coraz więcej rzeczy należy zrozumieć i zapamiętać, przeżywamy
stres i w naturalnym odruchu obronnym zaczynamy się wycofywać, co
ma taki skutek, że ludzie tracą zdolność empatii.
Mechanizm tego zjawiska jest następujący: w naszym mózgu ośrodek
sterowania lękiem (ciało migdałowate), działa na zasadzie "walcz lub
uciekaj". Przeciążenie informacyjne powoduje, że ośrodek ten rejestruje
stan zagrożenia i wyłącza wyższe obszary mózgu, odpowiedzialne za
empatię, a my jesteśmy wtedy mniej skłonni do wspierania bliznich.
I tu zaczyna się "błedne koło".
Ponieważ sami odczuwamy stres, oczekujemy wsparcia od osób z nasze-
go otoczenia, ale inni także przeżywają stres i zamykają się w sobie.
Wszyscy oczekują wsparcia od inych, ale nikt nie jest skłonny go udzielić.
Mamy dziś paradoksalną sytuację - w świecie błyskawicznej współczes-
nej komunikacji masowej ludzie tak naprawdę nie komunikują się
ze sobą.
Neurolodzy podejrzewają, że nasze mózgi wcale nie wyczerpały swych
możliwości ewolucyjnych i obecnie mamy do czynienia z najszybszymi
zmianami w ludzkim mózgu od czasu, gdy człowiek nauczył się posłu-
giwać narzędziami. W miarę swej ewoluacji mózg zatraca jednocześnie
w jakimś stopniu swoje podstawowe umiejętności społeczne.
W 2005 roku Uniwersytet Londyński przeprowadził badania, które
wskazują, że notoryczna wielozadaniowość może się wiązać z dużym
obniżeniem sprawności intelektualnej. Nieustanny zalew informacji
wiąże się z pojawieniem stanu ustawicznego rozproszenia umysło-
wego.
Wnioski nasuwają się same - albo my zapanujemy nad techniką, albo
technika zawładnie nami.
Psycholodzy proponują: ograniczmy ciągły dopływ informacji, nie
śledzmy bez przerwy na Internecie najnowszych wiadomości, bo
to łatwo przechodzi w nałóg.
Pewne dni i chwile traktujmy jak świętość- na przykład posiłki
w rodzinnym gronie, bez włączonego telewizora w tle.
Musimy pamiętać, że takie ciągłe pobieżne przyswajanie informacji
medialnych może nam utrudniać zdobywanie prawdziwej wiedzy.
sobota, 11 lipca 2009
Marzyciel czy geniusz?
A może jedno i drugie? Moim dzisiejszym bohaterem jest Nicola Tesla.
Tesla urodził się w 1856 roku w Chorwacji.Bardzo wcześnie zaczął się wy-
różniać na tle środowiska, opanowując samodzielnie aż sześć języków
obcych i wykazując się intuicyjną wiedzą w dziedzinach, które wykracza-
ły poza umiejętności miejscowych nauczycieli.
Podobno miał fotograficzną pamięć i był geniuszem matematycznym, a
prawdziwy podziw wzbudzał jego talent do wizualizacji przyszłych swych
wynalazków.
Jednym z najwcześniejszych pomysłów Tesli był silnik "indukcyjny",
czyli silnik rotacyjny na prąd zmienny, do dziś montowany w lodówkach
i pralkach. Niestety ów projekt Tesli wówczas odrzucono, jako zbyt
wymyślny, a wynalazek przypisano ostatecznie komuś innemu.
W wieku 28 lat Tesla wyemigrował do USA, gdzie znalazł zatrudnienie
u Thomasa Edisona. Edisonowi przypisywano zwyczajowo setki wyna-
lazków, ale najnowsze badania wskazują, że Edison wykorzystywał
talenty swoich najzdolniejszych asystentów i uczniów, przypisując
sobie ich wynalazki.
Tesla był tak bardzo zdegustowany amerykańskim sposobem prowa-
dzenia interesów, że nie przyjął Nagrody Nobla w dziedzinie fizyki,
przyznanej obydwu wynalazcom w 1912 roku.
Podobno Edison wyśmiał koncepcję Tesli, że przesył prądu zmiennego
(czyli prądu ciągłego, okresowo zmieniającego kierunek) zapewni
wszystkim dostęp do taniej elektryczności , po czym dołożył wszelkich
strań, by rozpowszechnić droższy i bardziej zawodny system przesyłu
prądu stałego. Edison głosił opinię, że prąd zmienny jest nie tylko
zawodny ale i niebezpieczny dla życia; w dowód prawdziwości swoich
słów, na oczach zgromadzonej widowni uśmiercił kilka szczeniaków
oraz słonia. Zafascynowani tym zdarzeniem nadzorcy nowojorskich
więzień uwierzyli w śmiercionośny potencjał prądu zmiennego i zamó-
wili pierwsze krzesło elektryczne do wykonywania zasądzonych
wyroków śmierci.
Pewnego wieczoru 1899 roku mieszkańcy Colorado Springs byli świad-
kami niezwykłego wydarzenia. Ich niezwykły sąsiad, doktor Tesla,
wytworzył w swym laboratorium gwałtowną burzę elektryczną. Już
wcześniej Tesla wypróbował moc swojego bezprzewodowego silnika
elektrycznego, rozświetlając 200 żarówek umieszczonych wzdłuż
drogi o długości 40 km, ale tym razem zamierzał dać ambitniejszy
pokaz.
Miał nadzieję wysłać w drogę dookoła świata strumień impulsów
elektrycznych o wzrastającej mocy, które 60-metrowy maszt ode -
brałby z powrotem, po czym wyemitowałby kolejny strumień, jesz-
cze większej mocy, aż do uzyskania cyklu fal elektrycznych.
Pochowani w swych domach mieszkańcy Colorado Springs obserwo-
wali spoza zasłon moment, gdy nagły wzrost napięcia doprowadził
do wytworzenia łuku elektrycznego- napięcie rosło do chwili, w której
łuk znalazł się 50 metrów nad ziemią. Wzrost napięcia spowodował
wyładowanie statyczne, które oświetliło całą okolicę; spod butów nie-
licznych przechodniów sypały się iskry. Niesamowita iluminacja
ustała dopiero wtedy, gdy napięcie wzrosło do tego stopnia, że stopiło
obwody w miejskiej prądnicy.
W ciągu swego życia Tesla opatentował 1200 wynalazków, ale wymiar
praktyczny miało zaledwie kilka, między innymi radio.
Po zgonie Tesli w 1943 roku skonfiskowano wszystkie plany i doku-
menty a wkrótce spłonęło doszczętnie całe laboratorium. Nie wyklu-
czone, że było to celowe działanie, bo Tesla twierdził, że opracował
"promień smierci"- nadajnik mogący wygenerować prąd o mocy 100
miliardów watów, który można skupić w śmiercionośny promień i
skierować go w dowolne miejsce na Ziemi.
Cała działalność Tesli brzmi jak opowieść o wyczynach szalonego wyna-
lazcy, ale są jednak ludzie, których zdaniem powinniśmy poważnie
traktować wszystkie pomysły Tesli i jeszcze raz się im przyjrzeć.
Tesla urodził się w 1856 roku w Chorwacji.Bardzo wcześnie zaczął się wy-
różniać na tle środowiska, opanowując samodzielnie aż sześć języków
obcych i wykazując się intuicyjną wiedzą w dziedzinach, które wykracza-
ły poza umiejętności miejscowych nauczycieli.
Podobno miał fotograficzną pamięć i był geniuszem matematycznym, a
prawdziwy podziw wzbudzał jego talent do wizualizacji przyszłych swych
wynalazków.
Jednym z najwcześniejszych pomysłów Tesli był silnik "indukcyjny",
czyli silnik rotacyjny na prąd zmienny, do dziś montowany w lodówkach
i pralkach. Niestety ów projekt Tesli wówczas odrzucono, jako zbyt
wymyślny, a wynalazek przypisano ostatecznie komuś innemu.
W wieku 28 lat Tesla wyemigrował do USA, gdzie znalazł zatrudnienie
u Thomasa Edisona. Edisonowi przypisywano zwyczajowo setki wyna-
lazków, ale najnowsze badania wskazują, że Edison wykorzystywał
talenty swoich najzdolniejszych asystentów i uczniów, przypisując
sobie ich wynalazki.
Tesla był tak bardzo zdegustowany amerykańskim sposobem prowa-
dzenia interesów, że nie przyjął Nagrody Nobla w dziedzinie fizyki,
przyznanej obydwu wynalazcom w 1912 roku.
Podobno Edison wyśmiał koncepcję Tesli, że przesył prądu zmiennego
(czyli prądu ciągłego, okresowo zmieniającego kierunek) zapewni
wszystkim dostęp do taniej elektryczności , po czym dołożył wszelkich
strań, by rozpowszechnić droższy i bardziej zawodny system przesyłu
prądu stałego. Edison głosił opinię, że prąd zmienny jest nie tylko
zawodny ale i niebezpieczny dla życia; w dowód prawdziwości swoich
słów, na oczach zgromadzonej widowni uśmiercił kilka szczeniaków
oraz słonia. Zafascynowani tym zdarzeniem nadzorcy nowojorskich
więzień uwierzyli w śmiercionośny potencjał prądu zmiennego i zamó-
wili pierwsze krzesło elektryczne do wykonywania zasądzonych
wyroków śmierci.
Pewnego wieczoru 1899 roku mieszkańcy Colorado Springs byli świad-
kami niezwykłego wydarzenia. Ich niezwykły sąsiad, doktor Tesla,
wytworzył w swym laboratorium gwałtowną burzę elektryczną. Już
wcześniej Tesla wypróbował moc swojego bezprzewodowego silnika
elektrycznego, rozświetlając 200 żarówek umieszczonych wzdłuż
drogi o długości 40 km, ale tym razem zamierzał dać ambitniejszy
pokaz.
Miał nadzieję wysłać w drogę dookoła świata strumień impulsów
elektrycznych o wzrastającej mocy, które 60-metrowy maszt ode -
brałby z powrotem, po czym wyemitowałby kolejny strumień, jesz-
cze większej mocy, aż do uzyskania cyklu fal elektrycznych.
Pochowani w swych domach mieszkańcy Colorado Springs obserwo-
wali spoza zasłon moment, gdy nagły wzrost napięcia doprowadził
do wytworzenia łuku elektrycznego- napięcie rosło do chwili, w której
łuk znalazł się 50 metrów nad ziemią. Wzrost napięcia spowodował
wyładowanie statyczne, które oświetliło całą okolicę; spod butów nie-
licznych przechodniów sypały się iskry. Niesamowita iluminacja
ustała dopiero wtedy, gdy napięcie wzrosło do tego stopnia, że stopiło
obwody w miejskiej prądnicy.
W ciągu swego życia Tesla opatentował 1200 wynalazków, ale wymiar
praktyczny miało zaledwie kilka, między innymi radio.
Po zgonie Tesli w 1943 roku skonfiskowano wszystkie plany i doku-
menty a wkrótce spłonęło doszczętnie całe laboratorium. Nie wyklu-
czone, że było to celowe działanie, bo Tesla twierdził, że opracował
"promień smierci"- nadajnik mogący wygenerować prąd o mocy 100
miliardów watów, który można skupić w śmiercionośny promień i
skierować go w dowolne miejsce na Ziemi.
Cała działalność Tesli brzmi jak opowieść o wyczynach szalonego wyna-
lazcy, ale są jednak ludzie, których zdaniem powinniśmy poważnie
traktować wszystkie pomysły Tesli i jeszcze raz się im przyjrzeć.
środa, 8 lipca 2009
Wyrocznia
Z całą pewnością wiele osób zastanawia się nad swą przyszłością. Jest to
całkiem normalne, wszak interesuje nas, czy nasze plany "wypalą", czy
czekają nas jakieś niezwykłe wydarzenia, czy może spotka nas coś niemi-
łego? Wydaje się nam , że gdy będziemy znali swą przyszłość, to może
uda nam się zapobiec niemiłym wydarzeniom.
Owa ciekawość przyszłych losów dręczyła ludzkość od zarania dziejów,
a dobry wróżbita był w cenie. Oczywiście nie każdy mógł odbierać
sygnały od przeróżnych bóstw i bożków, które kierowały losami nie
tylko poszczególnych osób ale i całych narodów.
Wróżbici tłumaczyli co oznacza krzyk ptaka w nocy, przelot komety,
nietypowy kolor wnętrzności ofiarnego zwierzęcia czy nawet jego
zachowanie, gdy było prowadzone w stronę ołtarza ofiarnego.
W świecie starożytnym największą sławą cieszyła się wyrocznia del-
ficka, w której Apollo przemawiał ustami Pytii, kapłanki, która
poświęciła swe życie służbie bóstwu.
Początkowo Apollo wróżył raz w roku, z czasem, z powodu wielkiego
zapotrzebowania codziennie, a "na etacie" były 3 Pytie, z których
dwie pracowały równolegle, trzecia była rezerwową. Wokół wiesz-
czącej Pytii zgromadzeni byli kapłani, którzy jej słowa przekładali
na zgrabne heksametry.
Pytia wcale nie miała łatwej pracy - na początku należało ustalić,
czy Apollo wogóle będzie raczył cokolwiek przepowiedzieć. Służył
do tego...kozioł ofiarny, którego spryskiwano zimną wodą - jeśli
się wstrąsnął, Pytia mogła szykować się do przekazywania słów
boga. Najpierw musiała napić się specjalnej wody, potem wykąpać
w określonym zródle, a w międzyczasie proszący o radę uiszczali
odpowiednią opłatę. Ciekawe, czy dostawali paragon, czy też wierzo-
no im na słowo? Gdy sprawy opłaty i ofiary już były uregulowane,
Pytia zasiadała w głębi świątyni na specjalnym trójnogu, stojącym nad
dziurą w ziemi. Opary wydobywające się ze środka wprowadzały
Pytię w trans i zaczynała pleść słowa, często bez związku.
Stojący wokół kapłani układali z nich zgrabne haksametry, które i tak
nie dawały konkretnej odpowiedzi i można było "boskie słowa" dość
dowolnie tłumaczyć.
Niezle się powodziło kapłanom w Delfach, bo opłaty były spore, a zda-
rzało się, że przepowiednia się sprawdzała (historia Edypa) i przyby-
wali nowi klienci.
Większość wielkich antycznego świata korzystała z usług wyroczni
defickiej, choć mieli spore kłopoty z właściwym odczytaniem wróżby.
Czasem należało mieć umiejętność abstrakcyjnego myślenia, a czasem
dobrze znać łacinę i niuanse gramatyczne.
Na znajomości gramatyki łacińkiej potknąl się Pyrrus, macedoński król
Epiru.Doskonale to rozumiem- wiele łez wylałam nad gramatyką
łacińską, a zwłaszcza nad równoważnikami zdania dopełnieniowego.
Odpowiedż na pytanie Pyrrusa o szanse na pokonanie Rzymian można
było tłumaczyć na dwa sposoby:
1. "potwierdzam, synu Ajasa, że możesz zwyciężyć Rzymian",
2."potwierdzam, synu Ajasa, że Rzymianie mogą zwyciężyć ciebie".
Oczywiście Pyrrus wybrał niewłaściwe tłumaczenie i przegrał , bo
wprawdzie prowadząc wojny z potężnym wówczas Rzymem wygrał
wiele bitew, ale do tego stopnia osłabił swoją armię, że musiał pokona-
nych Rzymian prosić o pokój, a jego prośbę odrzucono.
Chrześcijański cesarz Teodozjusz w 394 r zamknął wyrocznię w Delfach,
a kilka lat pózniej zburzył tamtejszą świątynię.
Starożytni pisarze i historycy zgodnie twierdzili, że pod swiątynią
Apollina znajdowała się szpara w ziemi, z której wydobywała się para,
która wprawiała Pytię w ekstazę i sprawiała,że miała ona wizje.
Prowadzone w XIX wieku wykopaliska w Delfach nie natrafiły na
żadną szczelinę w ziemi. Archeolodzy nie zwrócili uwagi na fakt, że cała
powierzchnia wokół Delf pełna jest szczelin i jam, a woda w tamtejszych
zródłach zawiera etylen, który jest gazem halucynogennym. I pewnie
była jakaś nieduża szpara, która wydobywał się ów gaz. Biedna Pytia
była cały czas na haju.
Do dzis ludzie korzystają z usług wszelkiego rodzaju jasnowidzów.Wolno.
Pisałam już o takich różnych przepowiednich, dla naszej wspólnej roz-
rywki. A gdy staniecie pod drzwiami jakiegoś jasnowidza i wasz dzwonek
sprowokuje pytanie: "Kto tam?", to szybko róbcie w tył zwrot, bo to
jakiś kiepski jasnowidz.
całkiem normalne, wszak interesuje nas, czy nasze plany "wypalą", czy
czekają nas jakieś niezwykłe wydarzenia, czy może spotka nas coś niemi-
łego? Wydaje się nam , że gdy będziemy znali swą przyszłość, to może
uda nam się zapobiec niemiłym wydarzeniom.
Owa ciekawość przyszłych losów dręczyła ludzkość od zarania dziejów,
a dobry wróżbita był w cenie. Oczywiście nie każdy mógł odbierać
sygnały od przeróżnych bóstw i bożków, które kierowały losami nie
tylko poszczególnych osób ale i całych narodów.
Wróżbici tłumaczyli co oznacza krzyk ptaka w nocy, przelot komety,
nietypowy kolor wnętrzności ofiarnego zwierzęcia czy nawet jego
zachowanie, gdy było prowadzone w stronę ołtarza ofiarnego.
W świecie starożytnym największą sławą cieszyła się wyrocznia del-
ficka, w której Apollo przemawiał ustami Pytii, kapłanki, która
poświęciła swe życie służbie bóstwu.
Początkowo Apollo wróżył raz w roku, z czasem, z powodu wielkiego
zapotrzebowania codziennie, a "na etacie" były 3 Pytie, z których
dwie pracowały równolegle, trzecia była rezerwową. Wokół wiesz-
czącej Pytii zgromadzeni byli kapłani, którzy jej słowa przekładali
na zgrabne heksametry.
Pytia wcale nie miała łatwej pracy - na początku należało ustalić,
czy Apollo wogóle będzie raczył cokolwiek przepowiedzieć. Służył
do tego...kozioł ofiarny, którego spryskiwano zimną wodą - jeśli
się wstrąsnął, Pytia mogła szykować się do przekazywania słów
boga. Najpierw musiała napić się specjalnej wody, potem wykąpać
w określonym zródle, a w międzyczasie proszący o radę uiszczali
odpowiednią opłatę. Ciekawe, czy dostawali paragon, czy też wierzo-
no im na słowo? Gdy sprawy opłaty i ofiary już były uregulowane,
Pytia zasiadała w głębi świątyni na specjalnym trójnogu, stojącym nad
dziurą w ziemi. Opary wydobywające się ze środka wprowadzały
Pytię w trans i zaczynała pleść słowa, często bez związku.
Stojący wokół kapłani układali z nich zgrabne haksametry, które i tak
nie dawały konkretnej odpowiedzi i można było "boskie słowa" dość
dowolnie tłumaczyć.
Niezle się powodziło kapłanom w Delfach, bo opłaty były spore, a zda-
rzało się, że przepowiednia się sprawdzała (historia Edypa) i przyby-
wali nowi klienci.
Większość wielkich antycznego świata korzystała z usług wyroczni
defickiej, choć mieli spore kłopoty z właściwym odczytaniem wróżby.
Czasem należało mieć umiejętność abstrakcyjnego myślenia, a czasem
dobrze znać łacinę i niuanse gramatyczne.
Na znajomości gramatyki łacińkiej potknąl się Pyrrus, macedoński król
Epiru.Doskonale to rozumiem- wiele łez wylałam nad gramatyką
łacińską, a zwłaszcza nad równoważnikami zdania dopełnieniowego.
Odpowiedż na pytanie Pyrrusa o szanse na pokonanie Rzymian można
było tłumaczyć na dwa sposoby:
1. "potwierdzam, synu Ajasa, że możesz zwyciężyć Rzymian",
2."potwierdzam, synu Ajasa, że Rzymianie mogą zwyciężyć ciebie".
Oczywiście Pyrrus wybrał niewłaściwe tłumaczenie i przegrał , bo
wprawdzie prowadząc wojny z potężnym wówczas Rzymem wygrał
wiele bitew, ale do tego stopnia osłabił swoją armię, że musiał pokona-
nych Rzymian prosić o pokój, a jego prośbę odrzucono.
Chrześcijański cesarz Teodozjusz w 394 r zamknął wyrocznię w Delfach,
a kilka lat pózniej zburzył tamtejszą świątynię.
Starożytni pisarze i historycy zgodnie twierdzili, że pod swiątynią
Apollina znajdowała się szpara w ziemi, z której wydobywała się para,
która wprawiała Pytię w ekstazę i sprawiała,że miała ona wizje.
Prowadzone w XIX wieku wykopaliska w Delfach nie natrafiły na
żadną szczelinę w ziemi. Archeolodzy nie zwrócili uwagi na fakt, że cała
powierzchnia wokół Delf pełna jest szczelin i jam, a woda w tamtejszych
zródłach zawiera etylen, który jest gazem halucynogennym. I pewnie
była jakaś nieduża szpara, która wydobywał się ów gaz. Biedna Pytia
była cały czas na haju.
Do dzis ludzie korzystają z usług wszelkiego rodzaju jasnowidzów.Wolno.
Pisałam już o takich różnych przepowiednich, dla naszej wspólnej roz-
rywki. A gdy staniecie pod drzwiami jakiegoś jasnowidza i wasz dzwonek
sprowokuje pytanie: "Kto tam?", to szybko róbcie w tył zwrot, bo to
jakiś kiepski jasnowidz.
poniedziałek, 6 lipca 2009
Jak to jest z naszą Ziemią???
Co jakiś czas, przeróżnej maści i narodowości ekolodzy, roztaczają przed
nami ponurą wizję zagłady naszej planety. Zwłaszcza taka zmienna jak
teraz pogoda, wyzwala w ekologach tendencję do wieszczenia wszelkich
nieszczęść.
A życie na Ziemi wciąż kwitnie wbrew wszelkiej naukowej logice.
Czy nigdy nie zastanawialiście się, że wskutek nieprzerwanego procesu
erozji wodnej rzeki powinny być już maksymalnie zasolone a mimo
tego nie są, coś , czego nie są w stanie wyjaśnić największe autorytety
naukowe, reguluje ekosystem słodkowodny.
Po przeszło stu latach emisji skażeń przemysłowych, spalin i wyziewów,
atmosfera nasza powinna zawierać taką ilość dwutlenku węgla, że spo -
wodowany tym efekt cieplarniany powinien już zniszczyć życie ludzi
na naszej planecie. A my, wbrew logice, istniejemy.
W latach 60. ubiegłego wieku, brytyjski uczony James Lovelock, wraz
z biologiem Lynn'em Margulisem przedstawili teorię, wg której nasza
planeta jest samowystarczalnym, zdolnym do samoregulacji organiz-
mem, który umie kontrolować skład chemiczny i temperaturę czterech
swoich stanów fizycznych : atmosfery, biosfery, litosfery i hydrosfery.
Zdaniem obu uczonych owa zdolność Ziemi do regeneracji dowodzi, że
planeta usuwa zanieczyszczenia w taki sam sposób, w jaki organizm
ludzki walczy z infekcją.
Nie muszę chyba dodawać, że te poglądy są sprzeczne z ogólnie przyję-
tym światopoglądem naukowym.
Mnie osobiście bardzo przekonuje teoria, że Ziemia jest takim właśnie
organizmem. A jako organizm żywy , podobnie jak my wytwarza jakąś
energię. Czy już domyślacie się, o czym będzie dalej?
Oczywiście o świętych miejscach, w których nasi przodkowie sytuowali
kręgi kamienne na obszarze całej Europy. Dziś już wiadomo, że były
to miejsca skupienia całkowicie naturalnej, wcale nie nadprzyrodzonej
energii i wcale owe kręgi kamienne nie były świątyniami bezimiennego
bóstwa, któremu składano ofiary z ludzi.
Z prowadzonych przez wiele lat badań wynika, że w każdym z badanych
świętych miejsc, układ głazów można wykorzystać do przewidywania
zaćmień Słońca i Księżyca.
Brytyjski profesor Gerald Hawkins, w latach 60. ubiegłego stulecia spo-
rządził komputerową mapę układu gwiazd na niebie nad Stonehenge
w II tysiącleciu p.n.e. i odkrył, że zaćmienia Księżyca lub Słońca pow-
tarzały się c0 18,61 lat, kiedy jeden z Kamieni Stonehenge zwany Hell
Stone, przecinał tarczę Księżyca w porze zimowej.
W tym stuleciu dwaj wybitni fizycy z Uniwersytetu w Londynie, prof.
John Taylor i dr Eduard Balinovski przeprowadzili pomiary pola
magnetycznego konstrukcji megalitycznej w okoliczch Crichowell w po-
łudniowej Walii. W miejscu tym natrafili na ogromną koncentrację
energii magnetycznej. Dokonali przy tym jeszcze bardziej niezwykłego
odkrycia : w różnych punktach tego samego kamienia uzyskiwali
rozmaite odczyty. Kamień zmieniał polaryzację zależnie od układu
gwiazd.
Media i osoby wrażliwe na energię ziemską- stanąwszy o świcie lub o
zachodzie słońca w takim kręgu- odczuwają moc zawartą w kamieniach
jako niewidzialny dotyk. I tego wszystkiego doświadczali nasi przodko-
wie, nazywani pózniej ciemnymi poganami.
Pomimo owej ciemnoty i pogaństwa nasi przodkowie dysponowali
rozległą wiedzą z dziedziny astronomii, nawigacji oraz inżynierii.
A my, w wyścigu o pełny trzos, uwikłani w niewiele warte spory, coraz
bardziej oddalamy się od natury i coraz mniej ją rozumiemy.
nami ponurą wizję zagłady naszej planety. Zwłaszcza taka zmienna jak
teraz pogoda, wyzwala w ekologach tendencję do wieszczenia wszelkich
nieszczęść.
A życie na Ziemi wciąż kwitnie wbrew wszelkiej naukowej logice.
Czy nigdy nie zastanawialiście się, że wskutek nieprzerwanego procesu
erozji wodnej rzeki powinny być już maksymalnie zasolone a mimo
tego nie są, coś , czego nie są w stanie wyjaśnić największe autorytety
naukowe, reguluje ekosystem słodkowodny.
Po przeszło stu latach emisji skażeń przemysłowych, spalin i wyziewów,
atmosfera nasza powinna zawierać taką ilość dwutlenku węgla, że spo -
wodowany tym efekt cieplarniany powinien już zniszczyć życie ludzi
na naszej planecie. A my, wbrew logice, istniejemy.
W latach 60. ubiegłego wieku, brytyjski uczony James Lovelock, wraz
z biologiem Lynn'em Margulisem przedstawili teorię, wg której nasza
planeta jest samowystarczalnym, zdolnym do samoregulacji organiz-
mem, który umie kontrolować skład chemiczny i temperaturę czterech
swoich stanów fizycznych : atmosfery, biosfery, litosfery i hydrosfery.
Zdaniem obu uczonych owa zdolność Ziemi do regeneracji dowodzi, że
planeta usuwa zanieczyszczenia w taki sam sposób, w jaki organizm
ludzki walczy z infekcją.
Nie muszę chyba dodawać, że te poglądy są sprzeczne z ogólnie przyję-
tym światopoglądem naukowym.
Mnie osobiście bardzo przekonuje teoria, że Ziemia jest takim właśnie
organizmem. A jako organizm żywy , podobnie jak my wytwarza jakąś
energię. Czy już domyślacie się, o czym będzie dalej?
Oczywiście o świętych miejscach, w których nasi przodkowie sytuowali
kręgi kamienne na obszarze całej Europy. Dziś już wiadomo, że były
to miejsca skupienia całkowicie naturalnej, wcale nie nadprzyrodzonej
energii i wcale owe kręgi kamienne nie były świątyniami bezimiennego
bóstwa, któremu składano ofiary z ludzi.
Z prowadzonych przez wiele lat badań wynika, że w każdym z badanych
świętych miejsc, układ głazów można wykorzystać do przewidywania
zaćmień Słońca i Księżyca.
Brytyjski profesor Gerald Hawkins, w latach 60. ubiegłego stulecia spo-
rządził komputerową mapę układu gwiazd na niebie nad Stonehenge
w II tysiącleciu p.n.e. i odkrył, że zaćmienia Księżyca lub Słońca pow-
tarzały się c0 18,61 lat, kiedy jeden z Kamieni Stonehenge zwany Hell
Stone, przecinał tarczę Księżyca w porze zimowej.
W tym stuleciu dwaj wybitni fizycy z Uniwersytetu w Londynie, prof.
John Taylor i dr Eduard Balinovski przeprowadzili pomiary pola
magnetycznego konstrukcji megalitycznej w okoliczch Crichowell w po-
łudniowej Walii. W miejscu tym natrafili na ogromną koncentrację
energii magnetycznej. Dokonali przy tym jeszcze bardziej niezwykłego
odkrycia : w różnych punktach tego samego kamienia uzyskiwali
rozmaite odczyty. Kamień zmieniał polaryzację zależnie od układu
gwiazd.
Media i osoby wrażliwe na energię ziemską- stanąwszy o świcie lub o
zachodzie słońca w takim kręgu- odczuwają moc zawartą w kamieniach
jako niewidzialny dotyk. I tego wszystkiego doświadczali nasi przodko-
wie, nazywani pózniej ciemnymi poganami.
Pomimo owej ciemnoty i pogaństwa nasi przodkowie dysponowali
rozległą wiedzą z dziedziny astronomii, nawigacji oraz inżynierii.
A my, w wyścigu o pełny trzos, uwikłani w niewiele warte spory, coraz
bardziej oddalamy się od natury i coraz mniej ją rozumiemy.
piątek, 3 lipca 2009
Naukowy Big Brother
To wcale nie jest śmieszne- dom Deba Roya, amerykańskiego naukowca
naszpikowany jest kamerami i mikrofonami rozmieszczonymi na ścia-
nach i sufitach, we wszystkich pomieszczeniach z wyjątkiem toalet.
Wszystkie one śledzą z uwagą nowo narodzonego synka Roya.
Nagrywanie trwa średnio 10 godzin dziennie, czyli przez cały czas
aktywności dziecka.
Deb Roy jest pracownikiem unikatowego interdyscyplinarnego
ośrodka badawczego, gdzie informatycy, inżynierowie, biolodzy, a
nawet artyści pracują zupełnie swobodnie, wymyślając technologie
przyszłości. Deb Roy pracuje nad "robotem do konwersacji".
W pewnym momencie zdał sobie sprawę, że jego robot nie jest zdolny
odróżnić piłki od dowolnego innego okrągłego przedmiotu, ale kilku-
miesięczne niemowlę zauważa różnicę. Uznał, że trzeba dokładnie
poznać, w jaki sposób dziecko samodzielnie poznaje określone pojęcia
w interakcji z otoczeniem, z rodzicami.
Rozszyfrowanie tego powinno umożliwić projektowanie robotów,
które będą mogły się uczyć mówić w sposób naturalny , oraz znalezć
lepsze strategie rozpoznawania i korygowania zaburzeń mowy.
Dziś , po 36 miesiącach eksperymentu, zarchiwizowano nie mniej niż
90 tysięcy godzin nagrań video i 140 tysięcy godzin nagrań dzwięko-
wych.
Do rozszyfrowania tej niebagatelnej ilości danych audowizualnych
opracowano specjalny program.
Oprogramowanie pod nazwą Total Recall przypomina typową aplikację
do montażu video, w której nagrania można przeglądać klatka po klatce
na ekranie. Pozwala ono spisać treść rozmów prowadzonych w domu,
zidentyfikować określone przedmioty, takie jak zabawki używane przez
dziecko, rozpoznać obecne osoby, a nawet kierunek, w którym patrzą.
Dzięki temu eksperymentowi uczeni mogli odtworzyć sposób w jaki
chłopczyk uczył się poszczególnych słów, od pierwszego począwszy.
Analiza tej nauki posłuży za punkt wyjścia do porównań dla badaczy
zajmujacych się problemami językowymi występującymi u dzieci, a
zwłaszcza tych zagrożonych autyzmem.
Umożliwi to wychwycenie zaburzeń znacznie wcześniej niż ma to
miejsce obecnie.
Czy wyobrażacie sobie 3 lata spędzone pod okiem wszędobylskich
kamer i podsłuchujących mikrofonów?
Tyle poświęcenia i nawet nie obejrzy ich nikt na Polsacie? Zgroza.
naszpikowany jest kamerami i mikrofonami rozmieszczonymi na ścia-
nach i sufitach, we wszystkich pomieszczeniach z wyjątkiem toalet.
Wszystkie one śledzą z uwagą nowo narodzonego synka Roya.
Nagrywanie trwa średnio 10 godzin dziennie, czyli przez cały czas
aktywności dziecka.
Deb Roy jest pracownikiem unikatowego interdyscyplinarnego
ośrodka badawczego, gdzie informatycy, inżynierowie, biolodzy, a
nawet artyści pracują zupełnie swobodnie, wymyślając technologie
przyszłości. Deb Roy pracuje nad "robotem do konwersacji".
W pewnym momencie zdał sobie sprawę, że jego robot nie jest zdolny
odróżnić piłki od dowolnego innego okrągłego przedmiotu, ale kilku-
miesięczne niemowlę zauważa różnicę. Uznał, że trzeba dokładnie
poznać, w jaki sposób dziecko samodzielnie poznaje określone pojęcia
w interakcji z otoczeniem, z rodzicami.
Rozszyfrowanie tego powinno umożliwić projektowanie robotów,
które będą mogły się uczyć mówić w sposób naturalny , oraz znalezć
lepsze strategie rozpoznawania i korygowania zaburzeń mowy.
Dziś , po 36 miesiącach eksperymentu, zarchiwizowano nie mniej niż
90 tysięcy godzin nagrań video i 140 tysięcy godzin nagrań dzwięko-
wych.
Do rozszyfrowania tej niebagatelnej ilości danych audowizualnych
opracowano specjalny program.
Oprogramowanie pod nazwą Total Recall przypomina typową aplikację
do montażu video, w której nagrania można przeglądać klatka po klatce
na ekranie. Pozwala ono spisać treść rozmów prowadzonych w domu,
zidentyfikować określone przedmioty, takie jak zabawki używane przez
dziecko, rozpoznać obecne osoby, a nawet kierunek, w którym patrzą.
Dzięki temu eksperymentowi uczeni mogli odtworzyć sposób w jaki
chłopczyk uczył się poszczególnych słów, od pierwszego począwszy.
Analiza tej nauki posłuży za punkt wyjścia do porównań dla badaczy
zajmujacych się problemami językowymi występującymi u dzieci, a
zwłaszcza tych zagrożonych autyzmem.
Umożliwi to wychwycenie zaburzeń znacznie wcześniej niż ma to
miejsce obecnie.
Czy wyobrażacie sobie 3 lata spędzone pod okiem wszędobylskich
kamer i podsłuchujących mikrofonów?
Tyle poświęcenia i nawet nie obejrzy ich nikt na Polsacie? Zgroza.
czwartek, 2 lipca 2009
Upał mi zaszkodził
Wszystkim nam dokucza upał i myślenie o sprawach poważnych
sprawia przykrość.
Więc dzis będzie mniej poważnie - ot takie ciekawostki "liczbowe".
W 60% francuskich godpodarstw domowych znajduje się conajmniej
sześć ekranów (telewizyjnych i komputerowych). Dzieci spędzają
przed nimi ponad 50% wolnego czasu.
230 mln internautów (najwięcej na świecie) mieszka w Chinach.
25 tys. absolwentów wyższych uczelni emigruje co roku z Afryki.
69- to zdaniem internautów najbardziej seksowna liczba.
44% firm w krajach UE ma w swoich zarządach tylko mężczyzn.
570 tysięcy euro wydano na wyżywienie uczestników szczytu
G 20 w Londynie.
32% nieletnich Amerykanów ma nadwagę, a 16% cierpi na
otyłość.
34% Francuzów deklaruje, że są "bardzo szczęśliwi" i oznacza to
wzrost o 3% w ciągu ... 10 lat.
500 Ujgurów mieszka w Monachium. To największe poza Chinami
skupisko tej ludności.
20 tys. zwolenników zasady "oko za oko, ząb za ząb" zbadali psy-
cholodzy z Berna. Większość tych osób nie ma przyjaciół, pracy
i nie jest zadowolona z życia.
4 mln stałych widzów - najwyższą oglądalność we Francji ma
czarno-biały serial "Znak Zorro" z 1958 roku.
801 kg śmieci rocznie wyrzuca statystyczny Duńczyk -
najwięcej w UE.
1 mln muzułmanów mieszka w Moskwie.
30% zawodów we Francji jest niedostępnych dla cudzoziemców.
32 tys. obywateli liczy Księstwo Monako, a 3500 z nich wzięło
udział w marszu przeciw niskim płacom.
10 tys dolarów (minimum) -tyle musi mieć na koncie dziennikarz
aby dostać akredytację na podróż z prezydentem USA.
2 tys. pubów zamknięto w Wielkiej Brytanii w ciągu minionego
roku.
2 miesiące dostało na schudnięcie 300 otyłych policjantów
z drogówki w Bangkoku.
600 tys. mostów drogowych znajduje się w USA, z czego
75 tys. w bardzo złym stanie.
Przyznacie, że dość zabawnie ale i ciekawie przedstawia się
świat w liczbach.
sprawia przykrość.
Więc dzis będzie mniej poważnie - ot takie ciekawostki "liczbowe".
W 60% francuskich godpodarstw domowych znajduje się conajmniej
sześć ekranów (telewizyjnych i komputerowych). Dzieci spędzają
przed nimi ponad 50% wolnego czasu.
230 mln internautów (najwięcej na świecie) mieszka w Chinach.
25 tys. absolwentów wyższych uczelni emigruje co roku z Afryki.
69- to zdaniem internautów najbardziej seksowna liczba.
44% firm w krajach UE ma w swoich zarządach tylko mężczyzn.
570 tysięcy euro wydano na wyżywienie uczestników szczytu
G 20 w Londynie.
32% nieletnich Amerykanów ma nadwagę, a 16% cierpi na
otyłość.
34% Francuzów deklaruje, że są "bardzo szczęśliwi" i oznacza to
wzrost o 3% w ciągu ... 10 lat.
500 Ujgurów mieszka w Monachium. To największe poza Chinami
skupisko tej ludności.
20 tys. zwolenników zasady "oko za oko, ząb za ząb" zbadali psy-
cholodzy z Berna. Większość tych osób nie ma przyjaciół, pracy
i nie jest zadowolona z życia.
4 mln stałych widzów - najwyższą oglądalność we Francji ma
czarno-biały serial "Znak Zorro" z 1958 roku.
801 kg śmieci rocznie wyrzuca statystyczny Duńczyk -
najwięcej w UE.
1 mln muzułmanów mieszka w Moskwie.
30% zawodów we Francji jest niedostępnych dla cudzoziemców.
32 tys. obywateli liczy Księstwo Monako, a 3500 z nich wzięło
udział w marszu przeciw niskim płacom.
10 tys dolarów (minimum) -tyle musi mieć na koncie dziennikarz
aby dostać akredytację na podróż z prezydentem USA.
2 tys. pubów zamknięto w Wielkiej Brytanii w ciągu minionego
roku.
2 miesiące dostało na schudnięcie 300 otyłych policjantów
z drogówki w Bangkoku.
600 tys. mostów drogowych znajduje się w USA, z czego
75 tys. w bardzo złym stanie.
Przyznacie, że dość zabawnie ale i ciekawie przedstawia się
świat w liczbach.
Subskrybuj:
Posty (Atom)