Przyznaję się bez bicia, że lekcje historii w szkole odbierałam jako swoistą
torturę - daty, daty i jeszcze raz daty. Mnie naprawdę było wszystko jedno
kiedy jaki król wstąpił na tron, bo żadnym z tych królów nic ciekawego nam
nie podawano. A mogli nam chociaż opowiedzieć historię korony królów
polskich.
Istnieje przekonanie,że nad polskimi królami z piastowskiej dynastii ciążyło
przekleństwo tronu i korony, które wg. Galla Anonima, zostało rzucone przez
brata i następcę św.Wojciecha, Gaudentego. Była to krótka wzmianka a po-
szukiwania historyków w polskich i zagranicznych kronikach, nie dały żadnego
rezultatu.
Walki o tron królewski były prowadzone w sposób bezpardonowy, bez
zmrużenia oka pozbywano się konkurentów lub przyszłych pretendentów.
I bardzo często, gdy udało się dojść do władzy, brakowało korony, jako takiej.
Pierwsza polska korona, przygotowana dla Bolesława Chrobrego, poświęcona
przez papieża, została odebrana polskim wysłannikom na Węgrzech i użyta
do koronacji Św. Stefana. Na nic były protesty i skargi , trzeba było wykonać
druga koronę, co opózniło o rok utworzenie Królestwa Polskiego.
Mieszko II skorzystał z korony swego ojca, drugą, skromniejszą wykonano
dla jego żony, Rychezy. Gdy władzę w Polsce przejął książę Bezprym, odesłał
obie do cesarza KonradaII. Posłańcem została królowa Rycheza. Jej zezwolono
na pozostawienie swojej korony, korona Mieszka II pozostała w skarbcu
cesarskim i nie znane są jej dalsze losy. Jak wiadomo, w 1032r w Merseburgu
Mieszko II zrzekł się oficjalnie korony w zamian za tytuł księcia- seniora i
powrót do władzy w Polsce. Wkrótce po powrocie odzyskał wszystkie dzielnice
i powrócił do tytułu króla.Kazał wykonać wierną kopię korony Chrobrego,
której używał do końca życia. Po jego śmierci, wypędzona przez Bolesława II
Rycheza, obrabowała skarbiec królewski uwożąc również koronę.
Cesarz Konrad II nadał Rychezie tytuł "królowej niegdyś Polski" i zezwolił, by
używała swą koronę ze ślubu z Mieszkiem II. Rycheza została w niej pocho-
wana w 1063 roku w kościele Najświętszej Marii Panny w Kolonii.
W XVII wieku, podczas przenoszenia prochów Rychezy do katedry kolońskiej
korona zaginęła na zawsze.
Podczas koronacji Bolesława Śmiałego w 1076 roku użyto nowej korony,
różniącej się kształtem i wystrojem od korony Chrobrego. Wiadomo, że koro-
nowani nią byli Przemysł II i Wacław II i przez tego ostatniego złożona w
skarbcu katedry św. Wita w Pradze. Niestety ona też zaginęła.
Władysław Łokietek, szykując się do koronacji w 1320 roku polecił sporządzić
trzecią już replikę korony Bolesława Chrobrego. Nie była poświęcona w Rzy-
mie, ponieważ koronacja Łokietka nie miała papieskiej akceptacji. Pomimo
tego była (z przerwami) wykorzystywana do koronacji przez prawie pięćset
lat.
Ostatni jej użytkownik, Ludwik Węgierski, zabrał ją ze sobą na Węgry. Król
Łokietek do insygniów królewskich włączył też miecz Szczerbiec.
Kolejna, nieco uproszczona wersja korony Chrobrego to była grobowa korona
Kazimierza Wielkiego, w której król został pochowany na Wawelu.
Gdy na tron polski wstępowała Jadwiga, korona królów polskich była na
Węgrzech. Matka Jadwigi, Elżbieta Bośniacka odmówiła wydania korony i
pozostałych insygniów królewskich. Dla Jadwigi wykonano nowe regalia,
w tym i koronę.
Nieznane są jej dalsze losy.Istnieje przypuszczenie, że została ona
przekazana przez Jadwigę jako dar dla Akademii Krakowskiej, by umożli-
wić jej dalszy rozwój i w konsekwencji przetopiona na monety.
Konsekwentna Elżbieta Bośniacka odmówiła również wydania insygniów na
koronację Władysława Jagiełły. Powstała więc następna korona...której losów
też nie znamy. Istnieje jedynie domniemanie, że posłużyła do wykupu
"korony Chrobrego", co nastąpiło w 1412 roku, po długich negocjacjach. Ta
korona służyła już potem wszystkim Jagiellonom i królom elekcyjnym aż
do czasów saskich.
Kolejna polska korona to jedna z kopii korony św.Stefana, która trafiła do
Polski jako okazjonalny podarunek od Jana Zygmunta Zapolyi i stanowiła
własność królewską, przechowywana nie w skarbcu na Wawelu, ale wśród
osobistych rzeczy króla Zygmunta Augusta II.
Gdy w 1575 koronowano elekta, Stefana Batorego, do koronacji posłużyła
właśnie ta korona. Wkrótce po koronacji trafiła do wawelskiego skarbca, a
tytuł oficjalnej polskiej korony uzyskała korona Chrobrego.
August II Wettyn (zwany Mocnym), przyjeżdżając w 1697 na swą koro-
nację do Krakowa, przywiózł własną koronę, wykonaną w Dreznie przez
niemieckiego złotnika, Juergena Abelera. Tuż przed koronacją zwolen-
nicy elektora saskiego wybili dziurę w skarbcu wawelskim i wykradli
polskie regalia wraz z koroną, używając ich potem do koronacji Sasa.
Jak pamiętacie, w 1733 roku równolegle na tron polski zostali wybrani:
Stanisław Leszczyński syn króla Augusta II, który przyjął potem imię
Augusta III.
Do koronacji Stanisława Leszczyńskiego i jego żony Katarzyny, użyto
koron wykonanych specjalnie dla nich przez szwedzkich złotników.
Bezpośrednio po koronacji zostały odesłane do Szwecji i przetopione na
monety, którymi król polski opłacał wspierające go wojska szwedzkie.
August III przyjechał do Polski z własną koroną wykonaną w Dreznie.
Posunięcie było właściwe, bo stronnicy Leszczyńskiego wykradli ze skarbca
wawelskiego regalia królów polskich, by ich nie użyto do koronacji kolejnego
Sasa. Zostały one ukryte wpierw w kościele św.Krzyża w Warszawie, pózniej
na Jasnej Górze w skarbcu klasztoru Paulinów. Na Wawel regalia powróciły
jeszcze za Augusta III. W 1794 roku, gdy Kraków zajęły wojska pruskie,
zostały przeniesione ze skarbca do specjalnego schowka.Niestety pracownik
skarbca, Zubrzycki, zdradził Prusakom jego miejsca i insygnia królewskie
zostały wywiezione do Berlina.
W 1809 roku, król pruski Fryderyk Wilhelm II rozkazał wydobyć z nich
wszystkie drogocenne kamienie i spłacić nimi dług berlińskiego dworu wobec
berlińskiej Dyrekcji Handlu Morskiego. A złoty i srebrny złom, o łącznej wadze
ponad 11 kg - przetopić na pruskie monety obiegowe.
Drezdeńska korona Augusta III po licznych zawirowaniach powróciła
do Polski w 1960 r i znów znajduje się na Wawelu.
W 2003 roku złotnicy z Nowego Sącza, pod nadzorem miejscowego antykwa-
riusza, Adama Orzechowskiego, wykonali trzecią już w historii kopię korony
oraz jabłko i berło z czasów koronacji Stanisława Augusta Poniatowskiego.
Do wykonania repliki Korony Chrobrego złotnicy nowosądeccy użyli kilku
złotych monet pruskich z 1811 roku, kierując się przekonaniem,że znajdujący
się w nich kruszec może pochodzić z oryginału.
Jak widać, historia oglądana z innej strony może być całkiem ciekawa.
Następnym razem napiszę o przekupstwie w walce o tron.
Pisanie to nie wszystko. Są dni,w których napisanie PONIEDZIAŁEK wcale się nie liczy. A.A.Milne
wtorek, 13 kwietnia 2010
sobota, 10 kwietnia 2010
220. ***
Człowiek - cudowny stwór, silny, przebojowy, zwycięski i tak kruchy zarazem.
Śmierć nie wybiera, jest jej cudownie obojętne kogo spowije swym całunem,
tak samo serdecznie przytuli i tych z prawicy i tych z przeciwnej partii, tych
co wierzą i tych co nie wierzą. Jest wyjątkowo sprawiedliwa i czeka na każdego
z nas z szeroko otwartymi ramionami.
Gdy pędzimy zapatrzeni w odległy cel, nie rozglądając się na boki, zwolnijmy
na chwilę- memento mori.
Zjednoczmy się w bólu z tymi, którzy dziś stracili najbliższych, im jest
najciężej, a ciepłym wspomnieniem obdarzmy tych, którzy tak nagle odeszli.
Śmierć nie wybiera, jest jej cudownie obojętne kogo spowije swym całunem,
tak samo serdecznie przytuli i tych z prawicy i tych z przeciwnej partii, tych
co wierzą i tych co nie wierzą. Jest wyjątkowo sprawiedliwa i czeka na każdego
z nas z szeroko otwartymi ramionami.
Gdy pędzimy zapatrzeni w odległy cel, nie rozglądając się na boki, zwolnijmy
na chwilę- memento mori.
Zjednoczmy się w bólu z tymi, którzy dziś stracili najbliższych, im jest
najciężej, a ciepłym wspomnieniem obdarzmy tych, którzy tak nagle odeszli.
poniedziałek, 5 kwietnia 2010
219. Królowa Krystyna
Pewnie część moich czytaczy pamięta film o takim tytule, z Gretą Garbo
w roli głównej. Przyjemnie się ten film oglądało, szkoda tylko, że tak mało
miał wspólnego z prawdą historyczną, ale wtedy o tym nie wiedziałam.
Była córką króla Szwecji Gustawa Adolfa. Na świat przyszła 8 grudnia 1626
roku, a jej arcygłośny płacz i silne owłosienie sprawiło, że króla poinformo-
wano, iż urodził mu się syn.
Gdy dziewczynka miała sześć lat, król zginął w bitwie i do czasu jej pełnolet-
ności władzę sprawowało pięciu regentów. Uznano, że pogrążona w czarnej
rozpaczy królowa Maria, nie powinna opiekować się córką i Krystyna
wychowywała się głównie pod okiem mężczyzn.
W dniu 18 urodzin Krystyna złożyła przysięgę jako...król Szwecji. Przez
dziesięć lat kierowała swym państwem energicznie i dobrze. Europa bystro
przyglądała się tej niezwykłej dziewczynie, która prowadziła wybitnie
dojrzałą, liberalną politykę. Miała niespożyte wręcz siły, wystarczały jej
zaledwie 4 godziny snu na dobę. Nosiła po męsku skrojone węgierskie
stroje jezdzieckie i....przyznawała się do miłości do kobiety. Obiektem jej
uczuć padła jedna z dwórek, Ebba Sparre.
Gdy już wszyscy oswoili się z myślą,że jest lesbijką, wzięła sobie na faworyta
brata Jakuba de la Gardie, nie ukrywając swych gorących uczuć do niego.
Kiedy świat zaakceptował go jako jej kochanka, Krystyna obsypała go
zaszczytami i oddaliła.
Protestancka Szwecja zaczęła nudzić młodą królową. Podziwiała kulturę
francuską i francuski styl życia. Znalazła się pod wpływem czterech
zagranicznych "bon viveurs", którzy pomagali wprowadzać na dwór
zmiany na francuski styl życia. Życie stało się dzięki nim jednym świę-
tem, baletem i maskaradą. Krystyna zaczęła zaniedbywać sprawy
państwa, czasami nawet przez miesiąc nie kontaktowała się ze swoimi
ministrami.
Krystyna zakomunikowała swojej radzie ministrów dwie bulwersujące
decyzje. Po pierwsze oznajmiła,że nigdy nie wyjdzie za mąż ponieważ
małżeństwo pociągnie za sobą wiele ograniczeń, do których ona nie przy-
wykła, a poza tym nie wie, czy kiedykolwiek przezwycięży tę niechęć.
Ponadto oznajmiła, że zamierza abdykować, a tron powierzyć swojemu
kuzynowi, księciu Karolowi Gustawowi, który zapewni Szwecji sukcesora.
Dzień abdykacji przyjęła z olbrzymią ulgą a koronację Karola X przepro-
wadzono tego samego dnia.
Krystyna założyła męski strój, przyjęła imię księżnej Dohny i wyruszyła
w podróż, pozostawiając pałac ogołocony z mebli i dywanów, które wysła-
ła do Rzymu.
23 grudnia 1654 roku triumfalnie wjechała do Brukseli, gdzie ogłosiła swoje
przejście na katolicyzm. W Brukseli bawiła się świetnie, ale jej niekonwen-
cjonalne zachowanie wywołało taki rozgłos, że rząd szwedzki zagroził jej
zablokowaniem dochodów. Gazety oskarżały Krystynę o wszelkie możliwe
seksualne zboczenia i nazywały ją "Królową Sodomy".
Tuż przed Bożym Narodzeniem 1655 roku, papież Aleksander VII zawia-
domił Krystynę, że udzieli świeżo upieczonej katoliczce sakramentu bierz-
mowania. Jeżeli papież spodziewał się, że zyskał wzorową katoliczkę to
Krystyna szybko wyprowadziła go z błędu. Pobożność już się jej znudziła,
drwiła z relikwii, a podczas mszy prowadziła pogawędki ze swoimi towa-
rzyszami. Na wieść o tym papież przesłał jej różaniec wraz z prośbą, by
odmawiała go podczas mszy. Bez ogródek odmówiła, twierdząc, że nie
zamierza zostać dewotką klepiącą pacierze.
Zniecierpliwiony jej ekscesami papież zażyczył sobie, by kłopotliwy gość
opuścił Rzym. Krystyna przeniosła się do Francji, gdzie wsławiła się
zleceniem zabicia jednego z dwóch usiłujących wkraść się w jej łaski dwo-
rzan. Czyn ten spowodował, że we Francji stała się personą non grata.
Udała się ponownie do Rzymu, gdzie na życzenie papieża miała trzymać się
z dala od Watykanu.
Krystyna powoli zaczęła sobie uświadamiać, że właściwie jest bez swego
miejsca w świecie. Próbowała zostać królową Neapolu i mieszać się do poli-
tyki europejskiej. Starała się nawet zostać królową Polski, ale Polacy wybrali
księcia litewskiego.
W lutym 1660 roku zginął śmiercią tragiczną król szwedzki Karol X, pozo-
stawiając 5 -letniego dziedzica. Krystyna przyjechała do Sztokholmu, gdzie
przyjęto ją z należytym szacunkiem, pozwolono jakiś czas pomieszkać w
jednej z posiadłości, wreszcie dano do zrozumienia, że czas opuścić Szwecję.
Resztę życia spędziła wędrując po świecie. Jej wdzięk znikł pod warstwami
tłuszczu, oczy nabrały chłodnego, stalowego spojrzenia, coraz częściej była
zaniedbana.
Ostatnie lata życia spędziła w Rzymie, i wypełniła je działalnością kultu-
ralną. Miała nawet wokół siebie lojalną grupę zwolenników.
Zmarła 19 kwietnia 1689 roku, w wyniku komplikacji po zapaleniu płuc.
W oparciu o książkę Margaret Nicholas
"Poczet Kobiet Nikczemnych"
w roli głównej. Przyjemnie się ten film oglądało, szkoda tylko, że tak mało
miał wspólnego z prawdą historyczną, ale wtedy o tym nie wiedziałam.
Była córką króla Szwecji Gustawa Adolfa. Na świat przyszła 8 grudnia 1626
roku, a jej arcygłośny płacz i silne owłosienie sprawiło, że króla poinformo-
wano, iż urodził mu się syn.
Gdy dziewczynka miała sześć lat, król zginął w bitwie i do czasu jej pełnolet-
ności władzę sprawowało pięciu regentów. Uznano, że pogrążona w czarnej
rozpaczy królowa Maria, nie powinna opiekować się córką i Krystyna
wychowywała się głównie pod okiem mężczyzn.
W dniu 18 urodzin Krystyna złożyła przysięgę jako...król Szwecji. Przez
dziesięć lat kierowała swym państwem energicznie i dobrze. Europa bystro
przyglądała się tej niezwykłej dziewczynie, która prowadziła wybitnie
dojrzałą, liberalną politykę. Miała niespożyte wręcz siły, wystarczały jej
zaledwie 4 godziny snu na dobę. Nosiła po męsku skrojone węgierskie
stroje jezdzieckie i....przyznawała się do miłości do kobiety. Obiektem jej
uczuć padła jedna z dwórek, Ebba Sparre.
Gdy już wszyscy oswoili się z myślą,że jest lesbijką, wzięła sobie na faworyta
brata Jakuba de la Gardie, nie ukrywając swych gorących uczuć do niego.
Kiedy świat zaakceptował go jako jej kochanka, Krystyna obsypała go
zaszczytami i oddaliła.
Protestancka Szwecja zaczęła nudzić młodą królową. Podziwiała kulturę
francuską i francuski styl życia. Znalazła się pod wpływem czterech
zagranicznych "bon viveurs", którzy pomagali wprowadzać na dwór
zmiany na francuski styl życia. Życie stało się dzięki nim jednym świę-
tem, baletem i maskaradą. Krystyna zaczęła zaniedbywać sprawy
państwa, czasami nawet przez miesiąc nie kontaktowała się ze swoimi
ministrami.
Krystyna zakomunikowała swojej radzie ministrów dwie bulwersujące
decyzje. Po pierwsze oznajmiła,że nigdy nie wyjdzie za mąż ponieważ
małżeństwo pociągnie za sobą wiele ograniczeń, do których ona nie przy-
wykła, a poza tym nie wie, czy kiedykolwiek przezwycięży tę niechęć.
Ponadto oznajmiła, że zamierza abdykować, a tron powierzyć swojemu
kuzynowi, księciu Karolowi Gustawowi, który zapewni Szwecji sukcesora.
Dzień abdykacji przyjęła z olbrzymią ulgą a koronację Karola X przepro-
wadzono tego samego dnia.
Krystyna założyła męski strój, przyjęła imię księżnej Dohny i wyruszyła
w podróż, pozostawiając pałac ogołocony z mebli i dywanów, które wysła-
ła do Rzymu.
23 grudnia 1654 roku triumfalnie wjechała do Brukseli, gdzie ogłosiła swoje
przejście na katolicyzm. W Brukseli bawiła się świetnie, ale jej niekonwen-
cjonalne zachowanie wywołało taki rozgłos, że rząd szwedzki zagroził jej
zablokowaniem dochodów. Gazety oskarżały Krystynę o wszelkie możliwe
seksualne zboczenia i nazywały ją "Królową Sodomy".
Tuż przed Bożym Narodzeniem 1655 roku, papież Aleksander VII zawia-
domił Krystynę, że udzieli świeżo upieczonej katoliczce sakramentu bierz-
mowania. Jeżeli papież spodziewał się, że zyskał wzorową katoliczkę to
Krystyna szybko wyprowadziła go z błędu. Pobożność już się jej znudziła,
drwiła z relikwii, a podczas mszy prowadziła pogawędki ze swoimi towa-
rzyszami. Na wieść o tym papież przesłał jej różaniec wraz z prośbą, by
odmawiała go podczas mszy. Bez ogródek odmówiła, twierdząc, że nie
zamierza zostać dewotką klepiącą pacierze.
Zniecierpliwiony jej ekscesami papież zażyczył sobie, by kłopotliwy gość
opuścił Rzym. Krystyna przeniosła się do Francji, gdzie wsławiła się
zleceniem zabicia jednego z dwóch usiłujących wkraść się w jej łaski dwo-
rzan. Czyn ten spowodował, że we Francji stała się personą non grata.
Udała się ponownie do Rzymu, gdzie na życzenie papieża miała trzymać się
z dala od Watykanu.
Krystyna powoli zaczęła sobie uświadamiać, że właściwie jest bez swego
miejsca w świecie. Próbowała zostać królową Neapolu i mieszać się do poli-
tyki europejskiej. Starała się nawet zostać królową Polski, ale Polacy wybrali
księcia litewskiego.
W lutym 1660 roku zginął śmiercią tragiczną król szwedzki Karol X, pozo-
stawiając 5 -letniego dziedzica. Krystyna przyjechała do Sztokholmu, gdzie
przyjęto ją z należytym szacunkiem, pozwolono jakiś czas pomieszkać w
jednej z posiadłości, wreszcie dano do zrozumienia, że czas opuścić Szwecję.
Resztę życia spędziła wędrując po świecie. Jej wdzięk znikł pod warstwami
tłuszczu, oczy nabrały chłodnego, stalowego spojrzenia, coraz częściej była
zaniedbana.
Ostatnie lata życia spędziła w Rzymie, i wypełniła je działalnością kultu-
ralną. Miała nawet wokół siebie lojalną grupę zwolenników.
Zmarła 19 kwietnia 1689 roku, w wyniku komplikacji po zapaleniu płuc.
W oparciu o książkę Margaret Nicholas
"Poczet Kobiet Nikczemnych"
środa, 31 marca 2010
218. Święta, Święta
Jeśli wszystko dobrze pójdzie, to mój mąż dostanie ze szpitala przepustkę
na Święta, a to oznacza, że najwyższy czas wziąć się do roboty.
Niniejszym ogłaszam przerwę świąteczną aż do wtorku.
Wszystkim moim czytaczom stałym i okazjonalnym życzę
Wesołych Świąt
wypoczynku, spokoju, radości, uśmiechu i pogody,
Miłego, Kochani
na Święta, a to oznacza, że najwyższy czas wziąć się do roboty.
Niniejszym ogłaszam przerwę świąteczną aż do wtorku.
Wszystkim moim czytaczom stałym i okazjonalnym życzę
Wesołych Świąt
wypoczynku, spokoju, radości, uśmiechu i pogody,
a na stole samych smacznych i nietuczących dań.
wtorek, 30 marca 2010
217. Skąd ja to znam????
Przeczytałam w ostatnim numerze miesięcznika Focus artykuł p. Andrzeja
Miszczaka "I ty zostaniesz konfidentem" i włosy mi przepięknie stanęły na
głowie.
Otóż w Wielkiej Brytanii rusza projekt pod nazwą Internet Eyes.
Każdy obywatel Unii Europejskiej może się zarejestrować w portalu i otrzy-
mać dostęp do obrazu z kamer znajdujących się w sklepach, urzędach i na
ulicach Wielkiej Brytanii, w celu wypatrywania złodziei sklepowych, włamy-
waczy lub innych przestępców czy też pijanych kierowców.
Po zalogowaniu na monitorze pojawi się obraz z czterech przypadkowo wy-
branych kamer. Jeżeli internauta zauważy na którymś z nich coś podejrza-
nego, wystarczy, że kliknie w odpowiednią ikonkę, a właściciel obiektu wska-
zanego przez Internautę (biorący udział w projekcie) zostanie zaalarmowany
sms'em, dodatkowo otrzyma drogą e-mailową obraz z ekranu ukazujący mo-
ment popełnienia przestępstwa.
Twórcą Internet Eyes jest biznesman Tony Morgan, który ustalił pewne za-
sady funkcjonowania tego portalu. Obserwatorzy nie będą znali lokalizacji
miejsc, które obserwują. Pierwsze 5 sms'ów w miesiącu ma być darmowych,
kolejne będą już płatne. Ma to zapobiec wywoływaniu fałszywych alarmów.
Za każde owocne wskazanie przestępstwa dostaniemy do wykorzystania
kolejny darmowy sms. Co miesiąc będzie ogłaszany ranking najbardziej ak-
tywnych "łapaczy przestępców".Oczywiście publikowane będą tylko ich inter-
netowe nicki, a dane personalne ściśle strzeżone.
Najlepszy łowca otrzyma nagrodę pieniężną w wysokości tysiąca funtów.
Na razie, przez pierwszy miesiąc zainteresowani właściciele sklepów i firm
nie będą płacić za usługę.
Projekt Internet Eyes ma również pomagać w zapobieganiu przestępstwom
w Londynie, w którym jedna kamera przypada na 8 mieszkańców, czyli
jest tych kamer około miliona. Niestety brakuje ludzi do monitoringu i wiele
przestępstw pozostaje niezauważonych, choć zostały sfilmowane.
Projektodawca reklamuje swój pomysł hasłem: "Zarabiaj pieniądze,
zwalczaj przestępczość, zostań bohaterem i uratuj komuś życie."
Na podobny pomysł wpadły władze stanu Teksas, które na granicy z Meksy-
kiem zainstalowały system kamer, nazwany Virtual border. Granica ma
około 1900 km długości, więc służbom granicznym z pewnością przydaje
się pomoc internautów, wypatrujących na swych monitorach nielegalnych
imigrantów, usiłujących sforsować granicę USA. Uruchomiono darmową
linię telefoniczną, przy pomocy której zgłasza się każdą próbę przejścia
przez granicę.
FBI też czerpie korzyści z tego typu inicjatywy.Za pośrednictwem serwisu
BanditTracker.com zbierane są informacje od internautów, którzy na tej
witrynie mogą zapoznać się nie tylko z listem gończym ale i zapisami
z kamer, które utrwaliły przestępstwo.
A w Iranie służby bezpieczeństwa irańskiego reżimu udostępniają stronę
internetową, na której można rozpoznać twarze uczestników irańskiej
opozycji. Wszystkie prawidłowe rozpoznania są wynagradzane.
Opisane tu inicjatywy to wykorzystanie metody crowdsourcingu, czyli
wykorzystania umiejętności i inteligencji wielu anonimowych użytkowni-
ków internetu w szlachetnych, społecznie pożytecznych celach.
W ten sposób funkcjonuje Wikipedia, chociaż jest wiele zastrzeżeń do
wiarygodności wielu jej haseł.
Gdy w 2007 roku, w czasie przelotu na nad pustynią w stanie Nevada zagi-
nął podróżnik Steve Fosset, w jego poszukiwanie zaangażowało się tysiące
internautów, którym Serwis Amazon udostępnił najnowsze satelitarne
obrazy pustyni podzielone na małe fragmenty. Internauci przeglądali je i
mieli zaznaczać każdy nietypowo wyglądający fragment pustyni.
W czerwcu ub. roku angielski "Guardian" zamieścił na swej stronie inter-
netowej skany dokumentów dotyczących wydatków brytyjskich posłów.
Akcja sprawdzania dokumentów trwa nadal, 25 tysięcy ochotników przej-
rzało już niemal połowę z 500 tysięcy stron dokumentów.Ta akcja obywa-
telska trwa równolegle z profesjonalnym audytem i już blisko stu parla-
mentarzystów musiało się tłumaczyć z wydatków.
Są również projekty crowdsourcingowe wspomagające naukę, między
innymi projekt SETI@Home, koordynowany przez Iniversity of California
w Berkeley, poszukujący w kosmicznym szumie sygnałów, które mogą
pochodzić od obcych cywilizacji.
Crowdsourcing jest narzędziem , które może być użyte w różnych celach.
Ale dla nikogo nie jest tajemnicą, że z czasem najszlachetniejsze idee mogą
zostać wypaczone.
Śledzenie złodziei i przestępców i zwalczanie opozycji przy pomocy tych
metod bazuje na najniższych ludzkich instynktach, to wykorzystywanie
ludzkiej skłonności do podglądania innych, do składania donosów. Jest to
również stwarzanie sytuacji do różnych nadużyć.
Organizacje pozarządowe wielu państw europejskich protestują przeciw
wszechobecnej inwigilacji. Według mnie - słusznie, a co Wy o tym sądzicie?
P.S.
Strażnikiem Teksasu możesz zostać na stronie:
www.blueservo.net
Podglądanie londyńskich złodziei:
www.interneteyes.co.ouk
Miszczaka "I ty zostaniesz konfidentem" i włosy mi przepięknie stanęły na
głowie.
Otóż w Wielkiej Brytanii rusza projekt pod nazwą Internet Eyes.
Każdy obywatel Unii Europejskiej może się zarejestrować w portalu i otrzy-
mać dostęp do obrazu z kamer znajdujących się w sklepach, urzędach i na
ulicach Wielkiej Brytanii, w celu wypatrywania złodziei sklepowych, włamy-
waczy lub innych przestępców czy też pijanych kierowców.
Po zalogowaniu na monitorze pojawi się obraz z czterech przypadkowo wy-
branych kamer. Jeżeli internauta zauważy na którymś z nich coś podejrza-
nego, wystarczy, że kliknie w odpowiednią ikonkę, a właściciel obiektu wska-
zanego przez Internautę (biorący udział w projekcie) zostanie zaalarmowany
sms'em, dodatkowo otrzyma drogą e-mailową obraz z ekranu ukazujący mo-
ment popełnienia przestępstwa.
Twórcą Internet Eyes jest biznesman Tony Morgan, który ustalił pewne za-
sady funkcjonowania tego portalu. Obserwatorzy nie będą znali lokalizacji
miejsc, które obserwują. Pierwsze 5 sms'ów w miesiącu ma być darmowych,
kolejne będą już płatne. Ma to zapobiec wywoływaniu fałszywych alarmów.
Za każde owocne wskazanie przestępstwa dostaniemy do wykorzystania
kolejny darmowy sms. Co miesiąc będzie ogłaszany ranking najbardziej ak-
tywnych "łapaczy przestępców".Oczywiście publikowane będą tylko ich inter-
netowe nicki, a dane personalne ściśle strzeżone.
Najlepszy łowca otrzyma nagrodę pieniężną w wysokości tysiąca funtów.
Na razie, przez pierwszy miesiąc zainteresowani właściciele sklepów i firm
nie będą płacić za usługę.
Projekt Internet Eyes ma również pomagać w zapobieganiu przestępstwom
w Londynie, w którym jedna kamera przypada na 8 mieszkańców, czyli
jest tych kamer około miliona. Niestety brakuje ludzi do monitoringu i wiele
przestępstw pozostaje niezauważonych, choć zostały sfilmowane.
Projektodawca reklamuje swój pomysł hasłem: "Zarabiaj pieniądze,
zwalczaj przestępczość, zostań bohaterem i uratuj komuś życie."
Na podobny pomysł wpadły władze stanu Teksas, które na granicy z Meksy-
kiem zainstalowały system kamer, nazwany Virtual border. Granica ma
około 1900 km długości, więc służbom granicznym z pewnością przydaje
się pomoc internautów, wypatrujących na swych monitorach nielegalnych
imigrantów, usiłujących sforsować granicę USA. Uruchomiono darmową
linię telefoniczną, przy pomocy której zgłasza się każdą próbę przejścia
przez granicę.
FBI też czerpie korzyści z tego typu inicjatywy.Za pośrednictwem serwisu
BanditTracker.com zbierane są informacje od internautów, którzy na tej
witrynie mogą zapoznać się nie tylko z listem gończym ale i zapisami
z kamer, które utrwaliły przestępstwo.
A w Iranie służby bezpieczeństwa irańskiego reżimu udostępniają stronę
internetową, na której można rozpoznać twarze uczestników irańskiej
opozycji. Wszystkie prawidłowe rozpoznania są wynagradzane.
Opisane tu inicjatywy to wykorzystanie metody crowdsourcingu, czyli
wykorzystania umiejętności i inteligencji wielu anonimowych użytkowni-
ków internetu w szlachetnych, społecznie pożytecznych celach.
W ten sposób funkcjonuje Wikipedia, chociaż jest wiele zastrzeżeń do
wiarygodności wielu jej haseł.
Gdy w 2007 roku, w czasie przelotu na nad pustynią w stanie Nevada zagi-
nął podróżnik Steve Fosset, w jego poszukiwanie zaangażowało się tysiące
internautów, którym Serwis Amazon udostępnił najnowsze satelitarne
obrazy pustyni podzielone na małe fragmenty. Internauci przeglądali je i
mieli zaznaczać każdy nietypowo wyglądający fragment pustyni.
W czerwcu ub. roku angielski "Guardian" zamieścił na swej stronie inter-
netowej skany dokumentów dotyczących wydatków brytyjskich posłów.
Akcja sprawdzania dokumentów trwa nadal, 25 tysięcy ochotników przej-
rzało już niemal połowę z 500 tysięcy stron dokumentów.Ta akcja obywa-
telska trwa równolegle z profesjonalnym audytem i już blisko stu parla-
mentarzystów musiało się tłumaczyć z wydatków.
Są również projekty crowdsourcingowe wspomagające naukę, między
innymi projekt SETI@Home, koordynowany przez Iniversity of California
w Berkeley, poszukujący w kosmicznym szumie sygnałów, które mogą
pochodzić od obcych cywilizacji.
Crowdsourcing jest narzędziem , które może być użyte w różnych celach.
Ale dla nikogo nie jest tajemnicą, że z czasem najszlachetniejsze idee mogą
zostać wypaczone.
Śledzenie złodziei i przestępców i zwalczanie opozycji przy pomocy tych
metod bazuje na najniższych ludzkich instynktach, to wykorzystywanie
ludzkiej skłonności do podglądania innych, do składania donosów. Jest to
również stwarzanie sytuacji do różnych nadużyć.
Organizacje pozarządowe wielu państw europejskich protestują przeciw
wszechobecnej inwigilacji. Według mnie - słusznie, a co Wy o tym sądzicie?
P.S.
Strażnikiem Teksasu możesz zostać na stronie:
www.blueservo.net
Podglądanie londyńskich złodziei:
www.interneteyes.co.ouk
poniedziałek, 29 marca 2010
216. Nowi chirurdzy
Jak wiecie, od 4 miesięcy przeżywam koszmar, zwany bliskie spotkania
spotkania III stopnia z polską medycyną. Już teraz wiem, co życzyć komuś,
kogo bardzo , bardzo nie lubię, lub kto mnie lub mojej rodzinie zrobi krzywdę.
Ponieważ wciąż są problemy z leczeniem mego męża, godziny spędzam na
wertowaniu czasopism medycznych, szukaniu podobnych przypadków, roz-
mowach z lekarzami we własnej rodzinie i zaprzyjaznionymi.
Wśród czasopism są i takie, które przedstawiają medycynę przyszłości.
I natychmiast mnie przychodzą na myśl przyszłe seriale telewizyjne, typu
"Ostry dyżur", "Szpital miejski" czy też "dr.House". Tu muszę rozczarować
wszystkie wielbicielki urokliwych lekarzy serialowych, albowiem główne
role przypadną....robotom. I to nie takim "człowiekopodobnym" androidom,
ale plątaninie przewodów, rurek sztywnych i giętkich, przegubów i licho wie
czego jeszcze.
Już teraz chirurgia jest coraz częściej uzależniona od narzędzi, które coraz
bardziej oddalają lekarza od tkanek pacjenta.
Neurochirurgia dotyczy tak małych powierzchni, że lekarze muszą ją podczas
zabiegu oglądać przez mikroskop.Chirurdzy naczyniowi używają do zszywania
małych tętnic tak cienkich nici, że prawie ich nie widzą.
Każdy zabieg chirurgiczny jest obciążeniem dla organizmu pacjenta, więc
lekarze starają się je zminimalizować, a pomagają im w tym narzędzia do
zabiegów endoskopowych. Pomału kończą się cięcia na kilkanaście centyme-
trów, teraz chirurg wykonuje kilka malutkich cięć 1 cm, przez które wpro-
wadza zródło światła, kamerę, kolejne narzędzia. Tu małe wyjaśnienie- u nas
nawet laparoskopia nie należy do zabiegów codziennych, brak dobrze
wyszkolonej kadry i narzędzi.
W czasie zabiegu endoskopowego lekarz operuje tkanki, których nie tylko nie
dotyka, ale nawet nie widzi ich bezpośrednio, ale powiększone na ekranie
monitora. I wierzcie mi, to wcale nie jest łatwo manewrować mikronarzę-
dziami, obserwując swe działania na monitorze.
I stąd już tylko krok do tego, by ramię człowieka zastąpić ramieniem robota.
Robot ma same zalety - jest niesłychanie precyzyjny, nie męczy się, nie zadrży
mu dłoń, nie ulega nałogom.
Pierwsza generacja robotów da Vinci trafiła do szpitali w 1999 roku.Endosko-
powa kamera systemu da Vinci przekazuje trójwymiarowy obraz pola ope-
racyjnego, który w razie potrzeby można powiększyć. Sterowanie kamerą
przejął z rąk człowieka system Prosurgics FreeHand.
Ale nie oszukujmy się, roboty nadal są rzadkością w szpitalach. Koszt samego
sprzętu kształtuje się od miliona dolarów wzwyż, do tego dochodzi problem
szkolenia personelu. Ten ostatni problem jest już jakby łatwiejszy, bowiem
dr.Douglas Murphy z St.Joseph's Hospital w Atlancie zorganizował kursy
dla cyberkardiochirurgów przez internet. Cena wynosi 100 tys. dolarów od
osoby, ale i tak chętni czekają w kolejce.
Na razie na rynku robotów chirurgicznych dominuje jeden producent ,
Intuitive Surgical, z całą rodziną systemów o nazwie da Vinci, ale pomału
zaczynają wkraczać do akcji i inne firmy, co spowoduje konkurencję i tym
samym spadek cen.
Prawdopodobnie niedługo cyberoperacje mogą się stać równie oczywiste
jak zabiegi laparoskopowe.
I już mam przed oczami nowy serial o cyberkardiochirurgach : do pustej
sali wjeżdża wózek z uśpionym pacjentem, prowadnice kierują go do stołu
operacyjnego. Ramiona specjalnego dzwigu przenoszą go na stół, inny
komplet ramion oczyszcza pole operacyjne i okłada chustami. Do stołu
podjeżdża smukły, wieloramienny robot i przystępuje do operacji. Trzy
małe nacięcia w okolicy serca, w które są wprowadzane cienkie rurki.
Na ekranie monitora widać ich drogę we wnętrzu klatki piersiowej. W sali
operacyjnej panuje kompletna cisza, żadnych "siostro, kleszczyki" lub
"proszę osuszyć". Robot wprowadza do rurek kolejne narzędzia, usuwa
zbędne tkanki, wprowadza do środka "elementy naprawcze". Nie ma
atmosfery nerwowości, nikt się nie poci od ciepła lamp, chwilami leżący
na stole pacjent wydaje się nam "czymś" a nie kimś. Operacja zakończona,
pacjent zostaje przełożony na wózek, który pomału wyjeżdża z sali.
Na zapleczu sali lekarze gratulują informatykowi świetnie ułożonego pro-
gramu, ten skromnie wskazuje na jednego z nich, tłumacząc,że to wspólna
zasługa. The End.
spotkania III stopnia z polską medycyną. Już teraz wiem, co życzyć komuś,
kogo bardzo , bardzo nie lubię, lub kto mnie lub mojej rodzinie zrobi krzywdę.
Ponieważ wciąż są problemy z leczeniem mego męża, godziny spędzam na
wertowaniu czasopism medycznych, szukaniu podobnych przypadków, roz-
mowach z lekarzami we własnej rodzinie i zaprzyjaznionymi.
Wśród czasopism są i takie, które przedstawiają medycynę przyszłości.
I natychmiast mnie przychodzą na myśl przyszłe seriale telewizyjne, typu
"Ostry dyżur", "Szpital miejski" czy też "dr.House". Tu muszę rozczarować
wszystkie wielbicielki urokliwych lekarzy serialowych, albowiem główne
role przypadną....robotom. I to nie takim "człowiekopodobnym" androidom,
ale plątaninie przewodów, rurek sztywnych i giętkich, przegubów i licho wie
czego jeszcze.
Już teraz chirurgia jest coraz częściej uzależniona od narzędzi, które coraz
bardziej oddalają lekarza od tkanek pacjenta.
Neurochirurgia dotyczy tak małych powierzchni, że lekarze muszą ją podczas
zabiegu oglądać przez mikroskop.Chirurdzy naczyniowi używają do zszywania
małych tętnic tak cienkich nici, że prawie ich nie widzą.
Każdy zabieg chirurgiczny jest obciążeniem dla organizmu pacjenta, więc
lekarze starają się je zminimalizować, a pomagają im w tym narzędzia do
zabiegów endoskopowych. Pomału kończą się cięcia na kilkanaście centyme-
trów, teraz chirurg wykonuje kilka malutkich cięć 1 cm, przez które wpro-
wadza zródło światła, kamerę, kolejne narzędzia. Tu małe wyjaśnienie- u nas
nawet laparoskopia nie należy do zabiegów codziennych, brak dobrze
wyszkolonej kadry i narzędzi.
W czasie zabiegu endoskopowego lekarz operuje tkanki, których nie tylko nie
dotyka, ale nawet nie widzi ich bezpośrednio, ale powiększone na ekranie
monitora. I wierzcie mi, to wcale nie jest łatwo manewrować mikronarzę-
dziami, obserwując swe działania na monitorze.
I stąd już tylko krok do tego, by ramię człowieka zastąpić ramieniem robota.
Robot ma same zalety - jest niesłychanie precyzyjny, nie męczy się, nie zadrży
mu dłoń, nie ulega nałogom.
Pierwsza generacja robotów da Vinci trafiła do szpitali w 1999 roku.Endosko-
powa kamera systemu da Vinci przekazuje trójwymiarowy obraz pola ope-
racyjnego, który w razie potrzeby można powiększyć. Sterowanie kamerą
przejął z rąk człowieka system Prosurgics FreeHand.
Ale nie oszukujmy się, roboty nadal są rzadkością w szpitalach. Koszt samego
sprzętu kształtuje się od miliona dolarów wzwyż, do tego dochodzi problem
szkolenia personelu. Ten ostatni problem jest już jakby łatwiejszy, bowiem
dr.Douglas Murphy z St.Joseph's Hospital w Atlancie zorganizował kursy
dla cyberkardiochirurgów przez internet. Cena wynosi 100 tys. dolarów od
osoby, ale i tak chętni czekają w kolejce.
Na razie na rynku robotów chirurgicznych dominuje jeden producent ,
Intuitive Surgical, z całą rodziną systemów o nazwie da Vinci, ale pomału
zaczynają wkraczać do akcji i inne firmy, co spowoduje konkurencję i tym
samym spadek cen.
Prawdopodobnie niedługo cyberoperacje mogą się stać równie oczywiste
jak zabiegi laparoskopowe.
I już mam przed oczami nowy serial o cyberkardiochirurgach : do pustej
sali wjeżdża wózek z uśpionym pacjentem, prowadnice kierują go do stołu
operacyjnego. Ramiona specjalnego dzwigu przenoszą go na stół, inny
komplet ramion oczyszcza pole operacyjne i okłada chustami. Do stołu
podjeżdża smukły, wieloramienny robot i przystępuje do operacji. Trzy
małe nacięcia w okolicy serca, w które są wprowadzane cienkie rurki.
Na ekranie monitora widać ich drogę we wnętrzu klatki piersiowej. W sali
operacyjnej panuje kompletna cisza, żadnych "siostro, kleszczyki" lub
"proszę osuszyć". Robot wprowadza do rurek kolejne narzędzia, usuwa
zbędne tkanki, wprowadza do środka "elementy naprawcze". Nie ma
atmosfery nerwowości, nikt się nie poci od ciepła lamp, chwilami leżący
na stole pacjent wydaje się nam "czymś" a nie kimś. Operacja zakończona,
pacjent zostaje przełożony na wózek, który pomału wyjeżdża z sali.
Na zapleczu sali lekarze gratulują informatykowi świetnie ułożonego pro-
gramu, ten skromnie wskazuje na jednego z nich, tłumacząc,że to wspólna
zasługa. The End.
piątek, 26 marca 2010
215. Medyczne marzenia
Lekarze też ludzie i mają swoje marzenia. Marzą o lekach dobieranych dla
każdego pacjenta indywidualnie, a ponadto eliminujących tylko chore
komórki organizmu. Geriatrzy marzą o lekach poprawiających pamięć,
wzrok, o lekach skutecznie rozpuszczających cholesterol w naczyniach
krwionośnych, pigułkach zwalczających otyłość a pacjenci o całkowicie
bezbolesnych zastrzykach.
Najprędzej mają szansę trafić na rynek preparaty, które wyeliminują
częste kłucie- ukłucie będzie jedno, a lek będzie uwalniany w sposób kon-
trolowany przez 1 - 3 miesiące. Firma Q-Chip doskonali technologię dozo-
wania leków w terapii raka prostaty, endometriozy, akromegalii i guzów
przewodu pokarmowego. Preparaty powinny trafić na rynek już w
przyszłym roku.
Pełną parą postępują również prace nad całkowitym wyeliminowaniem
zastrzyków. Największe szanse ma przezskórny system podawania leków.
Zastosowano w nim mikroskopijne igły długości poniżej milimetra, którymi
można przetransportować nawet tak duże cząsteczki jak przeciwciała.
Badacze z Uniwersity of California pracują nad wymyśleniem substancji
zwalczającej skutecznie wiele różnych wirusów jednocześnie. Nazwa kodowa
nowego leku to LJ001 . Lek ten rozbija lipidową otoczkę wirusów. Taka tera-
pia może stać się przełomem w leczeniu wielu chorób wirusowych - od grypy
poprzez AIDS po ebolę.
W Arizonie trwają badania leku o nazwie hydroksyfasudil, dotychczas sto-
sowanego w terapii udarów mózgu i podawanego w postaci tabletek.
Badania laboratoryjne na szczurach wykazały, że lek ten podany w formie
zastrzyku poprawiał zwierzątkom laboratoryjnym pamięć i zdolność uczenia
się. Prawdopodobnie lek ten korzystnie wpływa na działanie hipokampa,
niedużej, ale b. ważnej części naszego mózgu.
Jak dobrze wszyscy wiecie krew jest niezwykle cennym lekiem, którego wciąż
brakuje. Naukowcom z University of California w Santa Barbara i Michigen
State University udało się stworzyć syntetyczne cząstki o właściwościach
niezwykle zbliżonych do czerwonych krwinek- są tak samo elastyczne i tak
samo jak prawdziwe krwinki mogą skutecznie przez ponad tydzień przenosić
tlen, są też bezpiecznymi nośnikami środków kontrastowych w diagnostyce
obrazowej oraz nośnikami leków. Stworzono również cząstki odpowiadające
"nietypowym" krwinkom, które występują w anemii sierpowatej oraz w
dziedzicznej eliptocytozie. Jest to pomyślna wiadomość dla wszystkich, którzy
będą wymagali transfuzji krwi. Wynalazek ten powinien zadowolić również
świadków Jehowy, którzy z powodów religijnych odmawiają zgody na trans-
fuzję ludzkiej krwi.
Po tragedii w 1998 roku, gdy zmarł pacjent poddany terapii genowej, na wiele
lat zawieszono badania w tym kierunku. Obecnie są wznowione, a uczeni
pracują nad zastosowaniem terapii genowej do leczenia nowotworów skóry,
głowy i szyi, mukowiscydozy, hemofilii, cukrzycy, choroby Parkinsona oraz
niektórych chorób serca.
Obecnie wiemy, że o stanie naszego zdrowia decyduje nie tylko genom ale i
należące do niego związki chemiczne, regulujące jego aktywność. Noszą one
nazwę epigenomu. Epigenom człowieka jest częściowo dziedziczny, ale i
zależny od środowiska, w którym przebywamy. Zmiana środowiska poma-
ga w skuteczniejszym leczeniu choroby.
Epigenetyka już jest wykorzystywana w terapii zespołu mielodysplastycznego.
Kolejne terapie, tym razem przeciwnowotworowe, są już w fazie badań.
I gdy tak czytam o tych badaniach robi mi się smutno i dręczy mnie pytanie-
a co u nas? Z pewnością trwają jakieś badania, może i są jakieś pozytywne
wyniki, ale dlaczego tak mało o tym informacji?
na podst.miesięcznika Focus, marzec 2010.
każdego pacjenta indywidualnie, a ponadto eliminujących tylko chore
komórki organizmu. Geriatrzy marzą o lekach poprawiających pamięć,
wzrok, o lekach skutecznie rozpuszczających cholesterol w naczyniach
krwionośnych, pigułkach zwalczających otyłość a pacjenci o całkowicie
bezbolesnych zastrzykach.
Najprędzej mają szansę trafić na rynek preparaty, które wyeliminują
częste kłucie- ukłucie będzie jedno, a lek będzie uwalniany w sposób kon-
trolowany przez 1 - 3 miesiące. Firma Q-Chip doskonali technologię dozo-
wania leków w terapii raka prostaty, endometriozy, akromegalii i guzów
przewodu pokarmowego. Preparaty powinny trafić na rynek już w
przyszłym roku.
Pełną parą postępują również prace nad całkowitym wyeliminowaniem
zastrzyków. Największe szanse ma przezskórny system podawania leków.
Zastosowano w nim mikroskopijne igły długości poniżej milimetra, którymi
można przetransportować nawet tak duże cząsteczki jak przeciwciała.
Badacze z Uniwersity of California pracują nad wymyśleniem substancji
zwalczającej skutecznie wiele różnych wirusów jednocześnie. Nazwa kodowa
nowego leku to LJ001 . Lek ten rozbija lipidową otoczkę wirusów. Taka tera-
pia może stać się przełomem w leczeniu wielu chorób wirusowych - od grypy
poprzez AIDS po ebolę.
W Arizonie trwają badania leku o nazwie hydroksyfasudil, dotychczas sto-
sowanego w terapii udarów mózgu i podawanego w postaci tabletek.
Badania laboratoryjne na szczurach wykazały, że lek ten podany w formie
zastrzyku poprawiał zwierzątkom laboratoryjnym pamięć i zdolność uczenia
się. Prawdopodobnie lek ten korzystnie wpływa na działanie hipokampa,
niedużej, ale b. ważnej części naszego mózgu.
Jak dobrze wszyscy wiecie krew jest niezwykle cennym lekiem, którego wciąż
brakuje. Naukowcom z University of California w Santa Barbara i Michigen
State University udało się stworzyć syntetyczne cząstki o właściwościach
niezwykle zbliżonych do czerwonych krwinek- są tak samo elastyczne i tak
samo jak prawdziwe krwinki mogą skutecznie przez ponad tydzień przenosić
tlen, są też bezpiecznymi nośnikami środków kontrastowych w diagnostyce
obrazowej oraz nośnikami leków. Stworzono również cząstki odpowiadające
"nietypowym" krwinkom, które występują w anemii sierpowatej oraz w
dziedzicznej eliptocytozie. Jest to pomyślna wiadomość dla wszystkich, którzy
będą wymagali transfuzji krwi. Wynalazek ten powinien zadowolić również
świadków Jehowy, którzy z powodów religijnych odmawiają zgody na trans-
fuzję ludzkiej krwi.
Po tragedii w 1998 roku, gdy zmarł pacjent poddany terapii genowej, na wiele
lat zawieszono badania w tym kierunku. Obecnie są wznowione, a uczeni
pracują nad zastosowaniem terapii genowej do leczenia nowotworów skóry,
głowy i szyi, mukowiscydozy, hemofilii, cukrzycy, choroby Parkinsona oraz
niektórych chorób serca.
Obecnie wiemy, że o stanie naszego zdrowia decyduje nie tylko genom ale i
należące do niego związki chemiczne, regulujące jego aktywność. Noszą one
nazwę epigenomu. Epigenom człowieka jest częściowo dziedziczny, ale i
zależny od środowiska, w którym przebywamy. Zmiana środowiska poma-
ga w skuteczniejszym leczeniu choroby.
Epigenetyka już jest wykorzystywana w terapii zespołu mielodysplastycznego.
Kolejne terapie, tym razem przeciwnowotworowe, są już w fazie badań.
I gdy tak czytam o tych badaniach robi mi się smutno i dręczy mnie pytanie-
a co u nas? Z pewnością trwają jakieś badania, może i są jakieś pozytywne
wyniki, ale dlaczego tak mało o tym informacji?
na podst.miesięcznika Focus, marzec 2010.
Subskrybuj:
Posty (Atom)