sobota, 28 stycznia 2017

Siedlisko- X

Gdy Ola wróciła do domu, Maciek już dawno spał. Dochodziła już północ ojciec
pochrapywał przy włączonym  telewizorze a matka czekała na Olę, udając, że wcale
na nią nie czeka.
Mamuś, przecież mówiłam, że wrócę bardzo pózno, czemu się nie położyłaś?
Mama wzruszyła ramionami - i tak bym przecież nie zasnęła, bo się denerwuję gdy
kogoś z rodziny w domu nie ma do północy.
Ola uśmiechnęła się- ale ja już jestem bardzo duża dziewczynka, pełnoletnia i nieraz
mi się będzie zdarzać, że będę wracać b.pózno, a może  wcale nie wrócę na noc, ale
zawsze Cię o tym na czas powiadomię.
A jutro jestem umówiona na wyprawę do ZOO i oczywiście biorę Maćka. Na twarzy
matki malowało się zdumienie. Naprawdę, a on co, też ma dziecko?
Nie mamuś, nie ma, ma mnie i Maćka. Przy okazji ci to wszystko opowiem, teraz muszę
się jednak położyć, bo to ZOO jednak spore jest i czeka mnie  dużo chodzenia.
Wychodzimy z domu o 10,00, ale  nie wiem kiedy wrócimy. Obiad zjemy na mieście.
Cmoknęła mamę w policzek i poszła do łazienki, zostawiając matkę w stanie wielkiego
zdumienia.
W łazience ścignął ją sms od Janusza-"tęsknię,całuję, śpij dobrze". Ola zamiast pisać
zadzwoniła.Wymienili stopnie swej tęsknoty, pocmokali powietrze i się rozłączyli.
Ola  zasypiając rozmyślała z czułością o Januszu ,a Janusz marzył o tym, by móc ją tulić.

Rano Maciek na wiadomość o tym, że pojedzie z mamą do ZOO wykonał dziki taniec,
coś pomiędzy tańcem św. Wita a boogi woogi. Ola powiedziała mu, że do ZOO zaprosił
ich jej znajomy, pan Janusz, więc niech się  Maciek postara być grzeczny i nie marudzić.
I ma chodzić po słońcu w czapeczce. I nie dłubać przypadkiem w nosie ani nie sprawdzać
czy  mu nie rośnie jaki nowy ząb w dziobie.
Mama, a  będę mógł pojechać na kucyku? Jasne, o ile nie będzie zbyt dużej kolejki do
przejażdżki. I pamiętaj- nie wolno się ode mnie oddalać, nie będę cię potem szukać sama,
tyko zawiadomię policję, żeby cię szukała- Ola wytoczyła broń dalekiego zasięgu.
Za 5 dziesiąta Ola wraz z synkiem  i podkładką samochodową zjechała na dół. Maciek
 był nieco niepewny, bo przecież żadnego pana Janusza  nie znał.
A Janusz już czekał na nich. Odetchnął, gdy zobaczył, że Ola ma podkładkę  na siedzenie
samochodowe dla Maćka, wysiadł z samochodu, wpierw się przywitał czule z Olą, potem
Ola przedstawiła mu Maćka, a Janusz wymienił z małym niemal męski uścisk ręki,
zamocował podkładkę, usadowił  na niej Maćka i przypiął pasem.
Gdy ruszyli i ujechali nieduży kawałek, Janusz  zapytał się  Maćka czy mu wygodnie, bo
jeśli nie, to może coś się da poprawić. Ale Maćkowi było wygodnie a poza tym był bardzo
zajęty oglądaniem samochodu.
Jeszcze nigdy nie jechałem taki samochodem- oświadczył. A podoba ci się? -zapytał Janusz.
Tak, bardzo fajny. Po chwili padło następne pytanie- a jak ja mam do pana mówić??
Nim Ola zdążyła odpowiedzieć odezwał się Janusz- przecież mam na imię Janusz, będziemy
 mówić sobie po imieniu. Ty jesteś Maciek a ja Janusz.  Maciusia wyraznie zatkało i długo
się nie odzywał. Jak dotąd nikt z dorosłych nie pozwolił mu mówić do siebie po imieniu.
Na parkingu koło ZOO z trudem znalezli miejsce. Maciek oglądał uważnie samochód, potem
powiadomił Olę, że : "wiesz mamusiu, to jest terenówka, taka z napędem na  cztery koła".
Janusz uśmiechnął się szeroko- no proszę, to ty się Maćku znasz na samochodach! Masz rację,
to jest terenówka. A Ola pomyślała- oooo, uwodzą się  chłopaki  wzajemnie.
Maciek bez problemu dał się wziąć za rękę przy przechodzeniu z parkingu do kas i potem do
wejścia. Postanowili, że wpierw obejrzą to wszystko co jest na prawo od głównego deptaka a
wracając obejrzą to co jest po przeciwnej stronie.
To śmieszne- powiedział nagle  Maciek- teraz idziemy i będziemy oglądać wszystko to co
jest po prawej stronie a wracając też  będziemy oglądać to co jest po prawej stronie.  To tak
jakby lewej strony nie było- Maciek nadal wałkował temat.
W międzyczasie dotarli do  klatek i wybiegu  małp. Tu jak zawsze był tłum ludzi i  Janusz wziął
Maćka za rękę i delikatnie przepchnął się z nim do przodu. Objaśniał małemu jak która małpa
się nazywa ukradkiem czerpiąc wiedzę z tabliczek.
Wiesz Janusz, ja to bym bardzo chciał mieć małpkę w domu. A ty?  Ja nie- Janusz pokręcił
przecząco głową. Bo takiej jednej małpce byłoby w domu bardzo smutno. Popatrz ile tu małpek
jest w jednej klatce i na wybiegu.
Małpki muszą mieć dużo miejsca do biegania i wspinania się, poza tym to żeby się dobrze
czuły to muszą żyć w stadzie.Stado to ich rodzina, cała masa sióstr i braci, kuzynów , ciotek,
wujków.Młode uczą się wszystkiego od starszych małpek. Taka samotna małpka zachorowałaby
z tęsknoty za stadem. Po półgodzinnej kontemplacji małpich figli poszli dalej.
W drodze do następnego wybiegu Maciek szedł pomiędzy Olą i Januszem, trzymając Janusza za
rękę.
Teraz wałkował temat psa w domu. Janusz, a psa chciałbyś mieć?
Chciałbym, ale psa będę mieć dopiero na emeryturze. Pies nie może siedzieć sam w domu cały dzień.  Psa trzeba kilka razy dziennie wyprowadzać na spacer. Pomyśl Maciek- byłoby ci dobrze gdyby ktoś cię zostawił  na  calutki dzień samego w domu?
A dziadek jest  na emeryturze a nie  ma psa. Dlaczego mamo?
Bo dziadek mieszka w  bloku, na wysokim piętrze a  mieszkanie duże nie jest. I bez psa nie ma za dużo w nim miejsca.
Mamo, mamo, zobacz, słoń dmucha piaskiem i wszyscy się odsuwają. Nie podchodzmy tam, to
może być niebezpieczne- Maciek stanął w miejscu , rozłożył ręce zastawiając drogę Januszowi i matce.
Masz rację Maćku, nie będziemy tam podchodzić. Janusz wziął chłopca za rękę . Pójdziemy do tygrysów, dobrze?
Tygrysy byczyły  się w krzakach i nie bardzo chciały się zaprezentować .
Maciek, a pić to ci się przypadkiem nie chce? - zapytał Janusz. Bo popatrz, tam jest taka letnia kawiarenka, możemy tam podejść i zobaczymy co tam jest do picia. Oleńko, zajmij stolik, a my
z Maćkiem zobaczymy co tam jest do picia.
Maciek odwrócił się do matki - nie wezmę coli mamo, ale sok niegazowany.
Po kwadransie Janusz postawił na stoliku dwie kawy  a Maciek butelkę soku pomarańczowego
i plastikową szklankę.  Wzmocniwszy się kawą Ola zaproponowała, by teraz pójść do wielbłądów, czyli już zawrócić. Było gorąco i większość zwierząt na swych wybiegach chowała się pod
drzewami.
Maciek niemal cały czas szedł z Januszem trzymając go za rękę  a za nimi, przyglądając się im ze wzruszeniem szła Ola. Co jakiś czas wszyscy przystawali przy kolejnych wybiegach, a Janusz zawsze coś Maćkowi wyjaśniał. Przy fokach Maciek zatkał nos- oj, jak one paskudnie
śmierdzą! Jakoś tak jak w sklepie rybnym gdy babcia śledzie kupuje.
Na koniec zajrzeli jeszcze  do budynku akwarium i Janusz orzekł, że trzeba będzie kiedyś
pojechać z Maćkiem do Gdyni by zobaczył tamto oceanarium i koniecznie  fokarium na Helu.
A to ty miewasz czasem urlop?- zdziwiła się Ola.
Od tego  lata  będę miał, roześmiał się Janusz.
Na obiad pojechali do podmiejskiego pensjonatu, a Maciek zapomniał zupełnie, że przecież
nie lubi marchewki i wszystko grzecznie zmiótł z talerza.
Potem  odwiezli Maćka do domu. Ola zaprowadziła małego do domu. Mamie szepnęła na ucho,
że jeśli dziś wróci to bardzo pózno, albo dopiero w niedzielę po południu  i wtedy przyjdzie z  Januszem.
W pół godziny pózniej Ola  wraz z Januszem siedziała w wannie z  hydromasażem a Janusz
na zmianę zachwycał się  nią i...Maćkiem.


piątek, 27 stycznia 2017

Siedlisko - IX

Janusz był zachwycony sposobem, w jaki Ola sprawdzała jego projekt swego
przyszłego domu. Siedział z podkulonymi nogami na kanapie i patrzył w niemym
zachwycie jak  Ola wędruje z planem domu po salonie. Oczy miała półprzymknięte
i coś mamrotała. Dobrze, że pokój nie cierpiał na nadmiar mebli, więc Ola mogła
swobodnie po nim się poruszać. W końcu wylądowała obok niego na kanapie.
Janusz, odrobiłeś lekcje na szóstkę!
Właściwie to nic nie trzeba poprawiać wszystko mi pasuje. I, tylko się nie  śmiej-
pomysł drzwi wejściowych do tego mikrego przedpokoju jest cudny. I podoba mi się,
że okno w łazience jest dość wysoko i otwierane od  dołu i nie jest pod nim
przewidziana wanna. Pamiętam,  jak jedna z moich koleżanek miała okno nad wanną
i w końcu kazała je zamurować, bo żeby je otworzyć lub zamknąć musiała wejść
do wanny, co było mało zabawne.
Janusz wewnętrznie pławił się w szczęściu. Po raz pierwszy tak bardzo zależało mu by
jego projekt podobał się przyszłemu użytkownikowi.
Po chwili wyciągnął ze stosu papierów leżących na stole ujednolicony projekt wnętrz
tych domków, prosząc, by Ola i ten zobaczyła. Ale Ola stwierdziła, że jej odpowiada ten,
który on zrobił dla niej i inne jej  już nie interesują.
Oluniu, jeżeli pozwolisz, to ja teraz  wrobię swego kolegę  w weekendowe obowiązki.
Rozmowa Janusza z kolegą rozśmieszyła Olę. Janusz, nic nie  wyjaśniając, poinformował
kolegę, że jutro się nie pokaże na budowie, nawet na 5 minut. I w niedzielę też nie.
"Jak to dlaczego? Bo nie mogę. Jakbym mógł to bym nie dzwonił tylko przyjechał. I nie
dzwoń, bo mnie w domu nie będzie i nie będę miał pod ręką żadnych planów.Wszystko
masz w moim biurku. No to cześć, do poniedziałku."
Janusz odkładając komórkę wykonał jakiś karkołomny piruet i porwał Olę w ramiona.
Patrzyli sobie w oczy i zupełnie  nie wiadomo kiedy ich usta znalazły się tak blisko, że
w końcu musiały się spotkać. I bardzo długo nie chciały się rozłączyć.
Oboje byli nieco speszeni, jakby to był pierwszy pocałunek w życiu każdego z nich.
Ola pierwsza przerwała milczenie.Pięknie całujesz, wiesz. A ja już zapomniałam,  jak to
jest całować się z mężczyzną.
Nie wiem czy pięknie całuję, ale wiem, że już drugi dzień marzę by móc cię całować.
Janusz okrywał jej rękę pocałunkami wędrując ustami od nadgarstka w górę.
A Ola czuła, że od tych pocałunków kręci się jej w głowie a zdrowy rozsądek mówi:
"cześć, kiedyś wrócę".
Idyllę przerwał natarczywy dzwięk  dzwonka telefonu. Muszę odebrać, to ten osobisty,
jęknął Janusz.
"Tak, to ja, mamo...... No i co, już wiedzą co się stało? ......Atak serca? ......I zostanie w
szpitalu?.......To wracaj do domu....Tak.....Jutro do Ciebie zadzwonię i może wpadnę....
Nie , nie jestem chory, nie mam  chrypki, wydaje ci się...... Tak, tak całuję".
Janusz odłożył telefon- siostra mamy jest w szpitalu, więc mama uznała, że powinienem
o tym wiedzieć.
Ten numer znają tylko trzy osoby- ty, kolega, którego wrobiłem w weekend i mama.
Z tym, że dla twojego numeru muszę jeszcze ustawić inny dzwonek. I niczym zakochany
kundel będę wciąż oczekiwał jego dzwięku.
Ola wyciągnęła swoją komórkę  i przy numerze Janusza ustawiła fragment muzyki
Mozarta. Był to jej ulubiony marsz turecki. A Janusz, przy jej numerze, fragment utworu
Mike  Oldfielda, chyba z  albumu Platinum.
Janusz, zatelefonuję tylko do domu i powiem, że pózno wrócę, bo ojciec razem z Maćkiem
będą zamęczali mamę pytaniem kiedy wrócę. A tak to zaraz po telefonie mama im powie,
że wrócę bardzo pózno. Tata zalegnie przed telewizorem, a  Maciek bez protestu da się
wyekspediować do  łóżka. Widzisz, tak to jest jak się ktoś zadaje z matką dzieciatą.
Gdy Ola zakończyła  "aż" dwuminutową rozmowę, Janusz spytał - a może jutro, przed
południem wzięlibyśmy Maćka do ZOO?  Lubi zwierzęta? Bylibyśmy razem a przy okazji
dziecko miałoby rozrywkę. To już duży chłopiec, wytrzyma wycieczkę do ZOO.
No zgódz się, proszę, bardzo proszę!
Zaskoczona tą propozycją Ola długą chwilę milczała w końcu powiedziała - zaskoczyłeś
mnie tą propozycją. Oczywiście, ale nie każ mi na dodatek wziąć z sobą  mamę i tatę.
No to super- Janusz był autentycznie uradowany. Stwierdził, że ostatni raz był w ZOO
podczas jednej z podróży zagranicznych,  to było bardzo nowoczesne  ZOO, po którym
zwiedzający byli wożeni specjalnymi  samochodami, ale zwierzęta nie zawsze były dobrze
widoczne. Największe wrażenie zrobiło na  nim akwarium, w którym główny korytarz był
 wewnątrz zbiorników i nad głowami zwiedzających przepływały różne dziwne ryby.
Janusz, ale uprzedzam cię ,że mojemu dziecku, jak się z Tobą "oswoi" to  się buzia nie
będzie zamykała. Zamęczy  cię swoją paplaniną i pytaniami.On niedługo skończy osiem lat
i wydaje mu się, że jest już bardzo dorosły.
Chwilami mam kłopot, żeby się nie śmiać w głos, zwłaszcza gdy opowiada o czymś co
miało miejsce zaledwie kilka miesięcy wcześniej, a on mówi "mama, a  pamiętasz, gdy
byłem jeszcze malutki i wpadłem do kałuży"? Ostatnio zapytał się mnie, czy farbuję włosy.
Mówię, że nie a mały nawija: "bo siostra Pawła (szesnastoletnia siostra tegoż Pawła)
ufarbowała włosy na pomarańczowo i w domu Pawła była afera i fajnie, bo jego starzy
nie zauważyli nawet, że Paweł dostał dwóję z matematyki, tak byli zajęci wydzieraniem
się na  jego siostrę". Myślałam, że padnę ze śmiechu, ale musiałam zachować powagę co
wcale nie było łatwe.
Chcesz mnie przestraszyć Maćkiem? Nie uda  ci się. Dziecko musi zadawać czasem dziwne
pytania, tak poznaje świat.I dziecko zadaje pytania na każdy temat, nie kieruje się tak jak
my, dorośli, czy coś wypada czy też nie. A my dorastamy i przestajemy się dopytywać nie
dlatego, że wszystko już wiemy, ale dlatego,że albo nie wypada albo wydaje się nam, że
druga strona i tak nie powie nam prawdy.
A z czasem przestajemy rozmawiać i nie wiadomo czemu łudzimy się, że druga strona
dobrze wie czego my oczekujemy.
Dziecko powinno  pytać i otrzymywać na swe pytania odpowiedzi, nawet gdy czasem te
pytania  nas peszą.
A propos pytań- idziemy gdzieś na kolację, czy zrobimy w domu? Lodówka nie jest
całkiem pusta. Chodz, zobaczymy co jest i zdecydujemy.
Lodówka  Janusza rzeczywiście nie była pusta, a zwłaszcza  szuflady zamrażarki były
bardzo pełne. Ola przejrzawszy zawartość  lodówki zaproponowała, że zrobi paszteciki
z ciasta francuskiego nadziewane pieczarkami i fetą. Do tego, jeśli Janusz zetrze na tarce
kawałek selera i jabłko to będzie surówka z selera i jabłka.
Nim ciasto osiągnęło temperaturę pokojową nadzienie do pasztecików było gotowe a
surówka "przegryzała się".
Janusz, a kto ci zaopatruje lodówkę?
Najczęściej  mama, bo zawsze kupuje tyle wszystkiego  jak na pułk wojska i gdy jestem
u niej  to mi zawsze wciska różności w garść.
A w następnym tygodniu jadąc do niej odwożę niemal wszystko, bo kucharz ze  mnie
żaden.Umiem tylko ugotować makaron i posypać go fetą, umiem usmażyć pieczarki, zrobić
omlet, jajecznicę. I to chyba wszystko. Mam podejrzenie, że niektóre mrożonki to leżą u mnie
od roku, będę chyba musiał kiedyś zrobić remanent. Zresztą ja nie mam kiedy coś pichcić,
obiady jem notorycznie gdzieś w drodze.
Nawet nie wiedziałem, że mam jakieś ciasto  francuskie w lodówce. Po kolacji postanowili pospacerować po uliczkach osiedla i popatrzeć ludziom w okna.
Szli przytuleni, Janusz co chwilę całował jej włosy i szyję, czasem  ręka wślizgiwała mu się
delikatnie pod krótki rękawek jej bluzki i muskała krągłość ramienia.
Ola postanowiła, że właśnie teraz powie Januszowi jeszcze  jedną rzecz, o której nie mówiła
wcześniej. Przytuliła się mocniej do niego i powiedziała - to wszystko co się z nami dzieje
jest piękne, ale musisz wiedzieć jeszcze jedną rzecz o mnie- nie będę miała nigdy więcej
dzieci, co niestety nie oznacza, że nie będę wolna od zajścia w ciążę. Ale każda ciąża będzie
zagrażała życiu dziecka i mojemu też. Oczywiście nie ma problemu z antykoncepcją, ale
 mówię ci o tym, żebyś czasem nie snuł jakichś dalekosiężnych planów związanych z moją
osobą.
Mniej bolesne dla nas będzie rozstanie teraz niż kiedyś, gdy będziesz oczekiwał dziecka,
a ja ci go nie będę mogła dać.
Ola, posłuchaj - mnie nie zależy na przekazaniu swoich genów.Nie należę do tych co to
muszą spłodzić syna, wybudować dom, posadzić drzewo.  Niejeden dom już wybudowałem,
drzew nie lubię  sadzić a i już młodziakiem nie jestem.
Zależy mi na tym, by mieć obok  kobietę którą będę kochał i szanował i nie będę musiał przed
nią udawać, jaki chojrak ze mnie i która zgodzi się być ze mną pomimo moich wad i wielu
niedoskonałości. Nie mam zadatków na macho i nie mam świra na punkcie seksu- to już nie
te lata. A twoje dziecko,  jeśli będziemy razem, będzie również moim dzieckiem - ojcem
nie zawsze jest dawca nasienia, ale ten kto dał dziecku miłość  i poświęcił swą uwagę i czas.
 Nie byłem nigdy "mnichem", ale wierz mi, to co od tych trzech dni przeżywam to nie
szczeniackie pożądanie, po prostu pragnę byś zawsze była ze mną, na takich warunkach
które sama określisz.
Ola łkała bezgłośnie tuląc się do Janusza.Gdy dotarli do domu, Janusz wciągnął ją do łazienki, mokrym ręcznikiem umył zapłakaną twarz. A potem w milczeniu tulił, głaskał, całował.
W końcu, gdy Ola się już  uspokoiła zaczęli planować następny dzień.


Siedlisko - VIII

To, czego dowiedział się Janusz nie wiedzieli nawet jej rodzice.
Im powiedziała tylko, że decyzja, którą podjęła jest jedyna, jaką mogła podjąć i lepiej
by dziecko nigdy tego człowieka nie spotkało. A jej matka, która wiedziała, że jej córka
jest  bardzo mądrą, zrównoważoną psychicznie  dziewczyną, nie kwestionowała tej
decyzji.
Janusz, gdy usłyszał, że jej były dopuścił się gwałtu, wiedząc, że ona jest w ciąży
i że był brutalny, aż się wzdrygnął i odruchowo mocniej przytulił dziewczynę do siebie.
Oluniu, dziękuję, że mi to wszystko opowiedziałaś. Masz za sobą znacznie  gorsze
doświadczenia  niż ja. Zawsze uważałem i nadal uważam, że zadaniem mężczyzny jest
dbanie o kobietę, zwłaszcza o tę, której wyznało się uczucie i która to akceptowała.
A już zupełnie nie wyobrażam sobie jak można nie zaakceptować własnego dziecka,
które się powołało na świat, niezależnie od tego czy było planowane czy też nie.
Wiem, że jestem nieco anachroniczny w poglądach i nudny facet, no ale właśnie taki
jestem. A do tego często naiwny i dlatego się ożeniłem z niewłaściwą osobą.
Lecz moje problemy, przy tym co ty przeżyłaś, to kaszka manna z malinami.
Spędzenie całego miesiąca pod palmami,  w oparach kolorowych drinków i dość
wyuzdanego seksu pozbawiło mnie zupełnie zdrowego rozsądku. I to kompletnie.
Nie zastanawiałem się nawet jaka ona jest poza plażą, zabawą, łóżkiem. Wiem, dobrze
to wszystko o mnie nie świadczy, na szczęście dość szybko oprzytomniałem a do tego
jej nie taki mąż był potrzebny. Jedyny warunek jaki spełniałem to finanse, ale też
nie  do końca, bo akurat musiałem zapłacić za ten dom.
Ola, jestem fujarą, przecież miałem zrobić dla nas kawę, a stanąłem w drzwiach by na
ciebie popatrzeć, bo jesteś piękną kobietą i popatrz, niemal do łez cię doprowadziłem.
Ola wstała, wzięła go za rękę i pociągnęła do kuchni mówiąc- razem tę kawę zrobimy.
A potem pojedziemy na obiad, potem do tego prawnika, a potem na chwilę tu wrócimy
 i objaśnisz mi wszystko to co zaprojektowałeś.
A jeśli znajdziesz jutro lub pojutrze z godzinkę czasu, to się zobaczymy i powiem ci
na ile  twoja wizja jest zgodna z moją. Bo gdy się  spotkaliśmy mówiłeś, że weekend
masz cały zajęty.
Janusz roześmiał się- teoretycznie mam zajęty, ale perspektywa spędzenia weekendu
w  twoim towarzystwie jest  tak kusząca i miła, że będę świnia i wrobię kolegę by
mnie zastąpił. I to najlepiej przez cały weekend.
Gdy pili kawę Ola  spytała - Janusz, a wiesz ile czasu się znamy?
Oczywiście wiem, to ciągle jeszcze można bez trudu policzyć w godzinach, ale to
najbardziej fascynujące godziny jakie przeżyłem w ciągu  ostatnich kilku lat.
A dlaczego o to pytasz? coś  jest nie tak?
Ola spojrzała na niego poważnie- bo to wszystko sunie do przodu jak lawina śnieżna,
w strasznym tempie. I nie chcę byśmy się w tym pędzie porozbijali. A jednocześnie
czuję się z tobą bezpiecznie i wcale mi się do domu nie spieszy, czyli dzieje się
coś dotąd niespotykanego.
Dopili kawę , pozamykali okna a Ola poprosiła, by Janusz przyniósł z  bagażnika jej
szpilki- przecież musi jakoś wyglądać u tego prawnika.
Gdy już wsiedli do samochodu i Janusz włączył silnik, Ola spytała dokąd jadą.
Chyba tam gdzie wczoraj, bo jest tam jeszcze  jedno firmowe danie - łosoś pieczony
z pomarańczami i.....koperkiem. Ale, jeśli Ola nie ma już ochoty na rybę, to mogą
pojechać  na kaczkę, tyle tylko, że wtedy będą dłużej  czekać na jedzenie i będzie to
taka typowa restauracja, która niczym gości nie zaskoczy.
Ale wizja łososia pieczonego z pomarańczą bardzo Olę zaintrygowała. Odkąd
mieszkała z  dzieckiem u rodziców prawie wcale już nie gotowała. Kuchnia była
królestwem jej mamy, ona mogła co najwyżej służyć za podkuchenną.
W drodze  Janusz opowiadał jak to kiedyś zaproponował właścicielowi knajpki rybnej,
że może z kolegami, z którymi często tu jadali, odmalują mu tę knajpkę,  co wielce
rozśmieszyło  właściciela, który powiedział- panie, nawet nie ma pan pojęcia jak trudno
jest utrzymać ten wystrój zewnętrzny. Pod spodem wszystko jest nowiutkie, to tylko
taki  kamuflaż, żeby mi tu tłumy ciągle się w weekendy nie zwalały. A tak to mam
dość stały komplet gości, niemal wszystkich znam i wiem, że mi nikt  knajpy nie
zdemoluje.
Ale podziękował Januszowi i jego kolegom za dobre chęci, bo jak powiedział,
teraz trudno spotkać takich, co by chcieli coś komu za darmo zrobić.
Łosoś pieczony z pomarańczami i koperkiem nie zawiódł  ich oczekiwań.Tym razem
też wybrali do ryby grzanki.  Łosoś nie miał zupełnie posmaku typowego dla tej ryby,
był delikatny, z dwóch stron obłożony plastrami  pieczonej pomarańczy, a wszystko
posypane  świeżutkim koperkiem.
W karcie dań był jeszcze łosoś gotowany w oliwie i Ola stwierdziła, że następnym
razem przeprowadzą degustację tegoż łososia.
Co prawda nie bardzo widziała sens gotowania tłustej ryby w  oliwie, ale jak było
widać kucharz tego lokalu wiedział dobrze jak przyrządzać ryby.
Dobrze, że ryby które tu podawano były pozbawione ości, bo oboje niemal nie odrywali
od siebie oczu.
Stolik, ten sam, przy którym siedzieli poprzedniego dnia był dziś  jakiś mniejszy i
ich kończyny pod stolikiem prowadziły  osobny żywot, ustawiwszy się w końcu
tak, jakby miały zacząć tańczyć tango i w tej pozycji zastygły.
Chyba zupełnie zdurniałam, ganiła siebie w  myślach Ola. Lepię się do niego niczym
mucha do lepu.
Było jej dobrze, bo w końcu wyrzuciła z siebie całą historię swego nieudanego związku.
Czuła, że Janusz stoi naprawdę po jej stronie i że  ją rozumie.
Doskonale wiedziała, że znają się zaledwie od trzech dni, ale i ona miała wrażenie jakby
się znali od dawna.
Patrząc Januszowi w oczy, niemal bezwiednie powiedziała- myślę, że to wcale nie ma
znaczenia ile czasu ludzie znają się  przed ślubem.
Ja byłego znałam trzy lata nim się pobraliśmy i byliśmy kochankami niemal od początku.
No i co z tego -nie wpadłam na to, jaki to drań.  Może to naprawdę jest tak, że trzeba
nadawać na tej samej częstotliwości by się rozumieć i akceptować.
Janusz rzucił okiem na zegarek- oj, musimy się zbierać. Schowaj ten portfel, no chyba że
chcesz bym ci zwracał pieniądze  za kawę,  ciastka i pyszne ciasta.
Na parkingu Janusz  zapytał, czy może Ola chce prowadzić, ale ona zaprzeczyła. Po dwóch
sekundach  zapytała- a może zle się czujesz i dlatego mam prowadzić?
Janusz roześmiał się- nie, czuję się dobrze, ale gdybyś ty prowadziła to mógłbym się cały
czas w ciebie wpatrywać, wiesz?
Sprawę u prawnika załatwili bardzo szybko, głównie dzięki temu, że Janusz sprawnie
referował o co chodzi. Ola podpisała odpowiednie dokumenty, a pan prawnik powiedział,
z wszystko posprawdza , skompletuje potrzebne dokumenty  i da znać co załatwił. Ola
chciała od razu uregulować należność, ale dowiedziała się, że panowie mają własne
rozliczenia poza tym część tych spraw, które będą załatwiane nie figuruje w cenniku.
No to jedziemy do mnie- obejrzymy razem te projekty, jestem bardzo ciekawy czy będziesz
zadowolona. Bo jak wiesz, nadal nie wiem co lubisz, a czego nie lubisz.
Ola  była zachwycona pomysłem na sypialnię- jedna ściana miała być zabudowana szafami
a drzwi ostatniej z szaf prowadziły do garderoby i do łazienki.
Kuchnię Janusz zaprojektował w starym stylu- nie była otwarta na pozostałe pomieszczenia,
jedynym ukłonem w stronę "mody" był brak drzwi. Ale Ola stwierdziła, że ona musi mieć
drzwi i najlepiej by to były drzwi przesuwne, bo wtedy nie będą zajmowały miejsca.
A jak się je zaprojektuje wcześniej, to szyny, po których będą się przesuwać będą mogły
być wpuszczone w podłoże. Były zaprojektowane dwie  łazienki, jedna z wanną i kabiną
prysznicową , dwiema umywalkami bidetem  i wydzielonym WC i była to łazienka przy
głównej sypialni, a druga z umywalką,  kabiną prysznicową, bidetem i WC. Oprócz tych
dwóch łazienek było jeszcze jedno oddzielne  WC z umywalką, by goście nie korzystali z "rodzinnych" łazienek.
Na parterze było również pomieszczenie gospodarcze z miejscem na pralkę, suszarkę,deskę
do prasowania.Ola była zachwycona a Janusz szczerze się przyznał, że projekty wnętrz
kiedyś konsultował z własną matką, która też była z branży.
Olu, a czy zgodzisz się pojechać ze mną w odwiedziny do mojej mamy?
A to gdzieś  daleko?- zapytała. No, daleko, chyba z 10 km stąd.Mama twierdzi, że to daleko
bo bywam najwyżej raz w tygodniu.  Ale mama mieszka ze swoją siostra przyrodnią, której
ja nie trawię. No ale ona jest starsza od mojej mamy i tak naprawdę mama się nią opiekuje.
Choć sama też nie jest młoda a i nadmiarem zdrowia nie grzeszy.








czwartek, 26 stycznia 2017

Siedlisko - VII

Pana sołtysa  "upolowali" koło sklepu. Stał z dwiema kobietami i coś im opowiadał żywo
gestykulując.
Gdy z "obcego" samochodu wysiadła   Ola, sołtys wpierw przyjrzał się jej badawczo, a gdy
już skojarzył kim  jest ta młoda kobieta, szybko do niej podszedł.
Oooo, witam, witam, pani do mnie czy do sklepu?
Do pana, bo przywiozłam tu mojego pełnomocnika.O, to właśnie pan Janusz, który będzie tu
zamiast mnie przyjeżdżał, powiedziała Ola uprzedzając tym zdaniem pytania sołtysa. Janusz podszedł i przywitał się z sołtysem.
Chciałbym z panem porozmawiać na temat podciągnięcia wody, ale jednocześnie zastanawiam
się czy nie lepiej wziąć wodę z tej studni, która tam jest. Janusz dał do zrozumienia panu
sołtysowi, że ceni sobie jego opinię.
Sołtys uśmiechnął się i powiedział- tam jest świetna woda, dlatego starsza pani nie chciała innej
i została przy swojej wodzie studziennej. Tę pompę ręczną na podwórzu wtedy właśnie kazała zamontować, coby było łatwiej wodę nabierać. Ale nie chciała by jej "rujnowali podwórko" i
"rowy kopali" by rury kłaść.
A co, będziecie państwo sprzedawać działeczkę czy będziecie tu mieszkać?
Ola rozłożyła ręce w nieco teatralnym geście i powiedziała- ciągle się zastanawiamy, na dwoje
babka wróżyła, jak to mówią.
No bo jeśli pani by chciała sprzedać, to z pewnością się dogadamy co do ceny.To ładna działka,
bardzo się mojemu kuzynowi podoba.Chętnie by kupił, bo mu się śni hodowla zielononóżek na
wolnym wybiegu, który mógłby być w sadzie.
Jakich zielononóżek??? Co to takiego?- zapytała mocno zdziwiona Ola.
No mówię, zielononóżki, kury. To taka ostatnio bardzo modna rasa, bo podobno ich jajka są
zdrowsze od innych. A pani nie widziała nigdy w sklepie  jaj od zielononóżek? Są droższe, choć mniejsze od zwykłych.
Ola pokręciła przecząco głową. Dla mnie jajko to jajko, byle byłoby świeże.
No to my już się pożegnamy, a jeżeli będziemy sprzedawać działkę to z całą pewnością pana
o tym powiadomię. Ola podała rękę panu sołtysowi, Janusz także i wycofali się  do samochodu.
Gdy tylko odjechali kawałek od sklepu, oboje parsknęli śmiechem.
Dobrze, że nie chce  facet założyć  tu hodowli świń. Mimo wszystko wolno biegające  kury nie
cuchną tak jak hodowla świń. Przejeżdżałem kiedys w pobliżu takiej hodowli i odór był wokół
niesamowity.
Olusiu, mam dla Ciebie pewną niespodziankę, ale to wymaga  twojej obecności u mnie w domu.
Wiem ,że to mało ciekawe miejsce, ale wpadniemy tam, dobrze? Kurze starłem, naprawdę.
A potem - zobaczymy co zrobimy potem.
Potem to musimy chyba podjechać do tego prawnika, podpowiedziała Ola. A  i gdzieś przedtem
wpaść na obiad, ale tym razem to ja stawiam. Tyle tylko, że ja nie mam bladego pojęcia gdzie
dobrze dają jeść, więc wybór miejsca należy do ciebie. Jadam tylko w domu, poza tym nigdzie
z nikim nie jeżdżę. Mój były skutecznie zabił we mnie chęć poznawania nowych ludzi i bywania
gdziekolwiek. Drugi dzień z  tobą jeżdżę i sama nie mogę w to uwierzyć, że to robię.
Opowiesz mi kiedyś o tym dziwolągu, dobrze? Ola uśmiechnęła się smutno- może, ale to nic zabawnego.
A może dlatego, że oboje mamy za sobą przykre doświadczenia to łatwiej nam się porozumieć?
Gdy cię zobaczyłem w kawiarni pomyślałem, że znów jakaś śliczna smarkata na mojej drodze,
więc muszę uważać. Ale po tej pierwszej rozmowie z  tobą uspokoiłem się, przypomniałem sobie
co mi  Gośka mówiła i postanowiłem jednak ci pomóc. I wierz mi, będę wszystko załatwiał tak, jakbym to robił dla siebie.
Ola uśmiechnęła się- widziałam, że się wcale nie palisz do tej sprawy, co mnie zbyt nie dziwiło.
Przepraszam, że pytam, ale skąd znasz Gośkę? I co ona Ci o mnie naopowiadała?
Janusz uśmiechnął się - Gośka jest siostrą cioteczną mojego kolegi, z którym kilka lat pracowałem.
Co mi o tobie powiedziała? Że jesteś samotną matką, że jesteś niesamowicie odpowiedzialna
w pracy, że chętnie pomagasz innym i że trudno cię wyciągnąć na jakieś biurowe spotkania i że
masz bardzo fajnego synka, mądrutkiego i bardzo grzecznego.
No i że nie jesteś  plotkarą i bardzo mało  opowiadasz o swoim życiu.
Ola uśmiechnęła się. No tak, ten mały mądrala na imprezie noworocznej dla dzieci  powiedział,
że wcale nie jest pewny, czy Mikołaj jest czy go nie ma, bo on na mieście widział kilku takich
Mikołajów, a babcia mu powiedziała, że to są ludzie pomagający Mikołajowi w jego pracy, bo Mikołaj jest już bardzo stary i nie może z Laponii przyjechać do nas. A miał wtedy 5 lat.Zresztą
bardzo mu się impreza podobała.
Tymczasem dojechali do domu Janusza. Gdy tylko Janusz otworzył drzwi wejściowe poprosił Olę,
by zamknęła oczy i nie otwierała ich dopóki on jej nie pozwoli ich otworzyć.
Otoczył Olę ramieniem i delikatnie  poprowadził do pokoju, następnie usadził na krześle
obrotowym, przysunął drugie krzesło dla siebie i powiedział- a teraz otwórz oczy.
Ola posłusznie otworzyła oczy- przed nią wisiały odręczne rysunki wnętrz.
Jakie ładne, co to?
Jeżeli zaakceptujesz to takie będą wnętrza twojego domu. Przed tobą parter domu, pod spodem
 jest projekt góry. A tu masz kredki i nanieś na wszystko kolor, to wszystko ożyje.
A ja pójdę zaparzyć kawę i przyniosę koszyk, bo tam jeszcze jest ciasto. Potem pokażę ci to
wszystko na planie domu. Oczywiście można tu jeszcze wszystko pozmieniać.
Oluniu, wolisz pić kawę na tarasie czy tu w pokoju?
W pokoju, nie mam ochoty siedzieć na słońcu, ale  zrobimy tak  jak tobie odpowiada, ty tu
rządzisz.
Nie umiem rządzić, ze śmiechem odpowiedział Janusz, w głębi duszy bardzo zadowolony, że pozostaną w pokoju.
Ola bardzo poważnie podeszła do kolorowania. Robiła to z pełnym zaangażowaniem niczym
małe dziecko.
Janusz przystanął w drzwiach pokoju i stał cichutko obserwując ją uważnie. Coraz więcej
mu się podobała i to nie tylko z powodu urody, której niczym nie podkreślała.
Niedobrze stary, niedobrze, jeszcze moment i padniesz w duszy na kolana, błagając wszystkie
moce niebieskie by chciała  zostać z tobą na zawsze.
Ola podniosła wzrok znad kartki - ojej, a czemu ty masz taką smutną minę? Stało się coś?
Janusz otrząsnął się wewnętrznie. Nie nic  się nie stało, tylko się zamyśliłem.
Pomyślałem, że powinienem być wdzięczny twemu byłemu,że mu  na mózg  padło i zachciało
się rozwodu. Gdyby nie to, to pewnie bym  cię nigdy nie spotkał. A czuję się tak , jakbym cię
znał od  dawna, chociaż nawet nie bardzo wiem co lubisz a czego nie lubisz.
Ola delikatnie odłożyła kredki, wstała i podeszła do niego. Ujęła jego twarz w obie dłonie
i cichutko powiedziała- przy tobie czuję się bezpieczna  i nie wiem dlaczego, ale mam do ciebie
zaufanie. Może oboje musieliśmy wpierw przejść przez serię bolesnych wydarzeń by się spotkać?
Pewnie jestem naiwna jak dziecko, ale wierzę w przeznaczenie.
Janusz przytulił ją mocno i poprowadził w stronę kanapy. Chodż, opowiedz mi wszystko.
Zamknijmy te zle rozdziały w naszym życiu.
Ola, objęta delikatnie ramieniem Janusza,  opowiedziała historię swego nieudanego związku.
Nie było to dla niej łatwe, tak naprawdę był pierwszą osobą, której opowiedziała o wszystkim.



środa, 25 stycznia 2017

Siedlisko- VI

W domu dotarło do Oli jak bardzo jest zmęczona. Mama, jak  to każda mama, od razu
widziała, że córka jest zmęczona, więc tylko zapytała się, czy ma ochotę na jakiś
posiłek.Ola objaśniła, że była na obiedzie w postaci lina w śmietanie, więc mama tylko
kiwnęła głową i wycofała się z pokoju, zabierając ze sobą Maćka.
Chodz Maciek, pomożesz mi upiec ciasteczka, a mama musi trochę odpocząć. Popatrz
jaka bledziutka, pewnie ją głowa boli, musi odpocząć. Maciek przytulił się do matki,
potem pogłaskał ją po włosach mówiąc- biedna mama, odpocznij i wyszedł z pokoju wraz
z babcią.
Ola zapadła w fotel, ułożyła nogi na  pufie i zaczęła "przegląd dnia". Od czasu rozwodu
nie spędziła jeszcze tylu godzin w  towarzystwie obcego mężczyzny.
Nie chodziła na żadne randki, wręcz unikała spotkań towarzyskich- tak naprawdę była
bardzo zraniona przez ojca Maćka. Denerwowała się, gdy rodzice mówili, że powinna
"znalezć sobie" jakiegoś przyzwoitego, odpowiedzialnego mężczyznę, a nie zamykać
się w czterech ścianach swego bólu i rozczarowania.  W takich chwilach Ola zasłaniała
się osobą Maćka - przecież nie wiadomo jak  układałyby się stosunki pomiędzy małym
a jej nowym mężem. Poza tym raczej nikt nie szuka  żony  " z przychówkiem".
Wypowiedzi rodziców z gatunku, że Maćkowi, jak każdemu chłopcu potrzebny jest
w domu wzorzec męski, kwitowała jednym zdaniem- przecież ma męski wzorzec w osobie
dziadka, z którym mieszka  pod jednym dachem.
Podobało się jej dzisiejsze spotkanie z Januszem - ani przez moment nie czuła się
"podrywana", nie usiłował przed nią odgrywać supermana  ani ją czymkolwiek czarować
jak niektórzy koledzy z pracy. Ciekawa była co też jej koleżanka naopowiadała o niej
Januszowi. Tak naprawdę Gosia nie była jej przyjaciółką - owszem, pracowały w jednym
dziale, często z sobą rozmawiały, ale Ola nie zwierzała się nikomu w pracy ze swoich
zmartwień lub rozterek.
W pewnym sensie zamknęła  w swym życiu  rozdział pod tytułem "mąż" i postanowiła,
że już nigdy nie wyjdzie za mąż. Maćkowi mówiła, że jego tatuś wyjechał bardzo, bardzo
daleko  i chyba gdzieś się zgubił, więc nie wiadomo czy wróci do domu.
Wiedziała, że takie bajki na długo nie starczą, ale nie chciała mówić dziecku, że ojciec
go tak zwyczajnie, po prostu nigdy nie pokochał i zostawił.
Pamięta wciąż wyraz jego twarzy, gdy mu powiedziała, że jest w ciąży - był wściekły.
No to idz usuń , teraz nam dziecko wcale nie jest potrzebne! Ola tłumaczyła, że to
pierwsza ciąża i nie powinno się usuwać pierwszej ciąży, ale on stwierdził, że to głupie
gadanie głupich bab , a on po prostu jeszcze nie chce dziecka, bo ma inne plany niż
bycie ojcem. No to po coś się ze mną żenił? - niemal płacząc dopytywała się Ola.
Przecież wiadomo, że w małżeństwie zawsze może w każdej  chwili być dziecko! To twoja
wina, to ty nie chciałeś bym się zabezpieczała, wszystko ci przeszkadzało!
Nie pójdę usunąć ciąży, zresztą to już 10 tygodni i lekarka powiedziała, że to już zbyt
pózno. Ale on już jej nie słuchał, włożył kurtkę i wybiegł z mieszkania trzaskając ze złości
drzwiami.
Gdy wrócił póznym wieczorem, bąknął "przepraszam, może jakoś to się ułoży", a potem
 wziął ją siłą i tak brutalnie, że była pewna, że poroni. Nie poroniła. I to był ich "ostatni
raz". Przez całą ciążę tylko jej dogadywał jak paskudnie wygląda, że aż mu się jej nie chce
dotknąć. A ona cały czas miała nadzieję, że gdy zobaczy dziecko to minie mu złość i pokocha
dziecko. Bardzo się myliła- złość mu nie minęła a płacz dziecka wyzwalał w nim  dziką
wściekłość. Ola pewnego pięknego dnia spakowała rzeczy swoje i dziecka i powróciła do
rodziców.
A w kilka tygodni pózniej kochający mąż i tatuś w jednej osobie zawiadomił ją, że chce
rozwodu. I Ola, nie widząc żadnej szansy na jakąkolwiek zmianę jego postępowania, bez
chwili wahania zgodziła się na rozwód.
Zdziwienie Wysokiego Sądu sięgnęło tego dnia zenitu, bo Ola najchętniej zrezygnowałaby
nawet i z alimentów, byle już więcej nie mieć z tym człowiekiem  nic wspólnego, ale do tego
już  zdziwiony Wysoki Sąd nie dopuścił.
Ola westchnęła odganiając jednocześnie dość bolesne wspomnienia i poszła do kuchni,
by choć w skrócie wyjaśnić rodzicom co dziś załatwiała. Jej matka była zdania, że Ola
rzeczywiście powinna zamieszkać w jakimś  bardziej cywilizowanym miejscu i wyciszyła
nieśmiały protest swego męża.
Przyniosła do kuchni wszystkie dokumenty dotyczące Siedliska, zapewniła Olę, że w razie
potrzeby naruszą nawet zablokowane konto bankowe, a Ola stwierdziła, że w  razie potrzeby
wezmie też pieniądze z konta, na które odkładała alimenty, a przez te lata uzbierała się na nim
całkiem niezła kwota i potem, gdy sprzeda ziemię to z powrotem je  odtworzy.
Mama Oli  nie mogła się nadziwić, że ten znajomy Gosi jest tak uczynnym człowiekiem i
pomyślała sobie, nie dzieląc się z nikim tą myślą, że mu pewnie Ola w oko wpadła.
Dość długo dyskutowali jaki domek powinna Ola wybrać, w końcu  Ola wybrała domek  o
powierzchni 300 m, stojący  niedaleko lasu, z trzema rosnącymi na  działce drzewami iglastymi.
Wiadomość, że nazajutrz znów będzie załatwiać sprawy Siedliska w  towarzystwie Janusza,
zostawiła na koniec.
Słysząc to,jak zawsze troskliwa, mama dorobiła jeszcze ciasteczek, by były "na piknik". A były
to takie  ciasteczka, które zawsze w niewiarygodnie szybkim tempie znikały ze stołu.
Jak twierdził Maciek to one znikały dlatego tak szybko, bo wystarczały  "zaledwie na  dwa gryzy"
a były pyszne, bo były migdałowe z kawałkami gorzkiej czekolady, a przecież każdy lubi migdały
i czekoladę. Póznym wieczorem, gdy Maciek już spał, dziadek drzemał przed  telewizorem a
Ola brała ciepłą kąpiel, babcia upiekła jeszcze cwibak, by jego część dołożyć do koszyka.
Leżąc już w łóżku Ola powróciła myślami do minionego dnia. Niewątpliwie Janusz był bardzo
sympatycznym człowiekiem a Ola nie czuła w jego towarzystwie  żadnego niepokoju lub
skrępowania. Był może nieco nijaki pod względem urody, ale jednego,  naprawdę przystojnego,
Ola już  miała i okazał się zwykłym draniem, człowiekiem pozbawionym empatii, który zrujnował
właściwie jej życie.
Gdy rano szykowała Maćka  do szkoły, przypomniał się jej sen z tej nocy  i aż się zarumieniła.
Śnił się jej bowiem Janusz, który pochylał się nad nią i szeptał - nie bój się mnie , ja ci nie zrobię
krzywdy i innym też nie pozwolę by cię krzywdzili. A Ola czuła wtedy, że mówi prawdę.
I teraz  rano nieco ją  ten sen zastanowił. Nie było w tym żadnego podtekstu seksualnego, tylko
zwykła, ciepła troska.
Za trzy dziewiąta zjechała windą na dół - przed domem już czekał Janusz. Wyglądał już mniej
nijako i Ola oceniła jego wygląd bardzo pozytywnie. Koszulka, cienki sweterek, spodnie-
wszystko oczywiście czyściutkie i starannie dobrane kolorystycznie.
Trzeba przyznać, że do twarzy było mu   w ciemno szmaragdowym pulowerze i białej koszulce
polo.Spodnie leżały idealnie, a adidasy nieomal lśniły. Koszyk powędrował do bagażnika, Janusz szarmancko otworzył drzwi samochodu i stwierdził-  świetnie wyglądasz w szpilkach, ale po Siedlisku to pewnie będziesz musiała biegać boso, a tam sporo żwiru jest.
A nie- zaprzeczyła Ola, bo mam  w koszu tenisówki. A ty masz coś  na zmianę?Bo jeśli cokolwiek będziesz robił  na Siedlisku, to strasznie  się wybrudzisz.
Nie wybrudzę się, nic nie będę dziś tam robił, w najgorszym razie zobaczysz mnie bez swetra i
koszuli, jeżeli będę musiał coś tam robić.
W drodze poinformował Olę, że rozmawiał z kolegą, prawnikiem, który, jeżeli Ola sobie  zażyczy
to zajmie się wszystkim, co dotyczy prawnej strony Siedliska. Mogą do niego wpaść w tej sprawie nawet dziś, ale nie wcześniej niż o siedemnastej.
Ola z kolei powiedziała, że to nawet dobrze, bo ona ma  przy sobie wszystkie dokumenty i chyba
byłoby dobrze, gdyby je  skserować.
Przy okazji powiedziała, że jej mama popiera ideę jej zamieszkania w domku  300 m na  tym
strzeżonym osiedlu i że  rodzice pomogą jej  finansowo dopóki nie sprzeda ziemi.
Miała również plany tego osiedla i pokaże, który domek wybrała.
Janusz, a skoro dziś nie zamierzasz nic na Siedlisku robić to po co tam jedziemy?
A tak sobie jedziemy, bo fajnie się z Tobą jezdzi. No i  muszę jeszcze dokładnie pomierzyć  całą działkę i popatrzeć jak ją dokładnie podzielić na dwie. Bo lepiej będzie sprzedać ją  jako dwa kawałki, a nie jako jeden.
I mam pewien pomysł, jak jeden jej kawałek mógłby na siebie zarabiać. Słuchaj, ten domek na osiedlu to będzie realny dopiero za rok, choć mój szanowny przyjaciel bredzi, że najdalej za pół
roku. Ale ja za długo w tym siedzę, żeby nie wiedzieć jak to wygląda  z bliska. Tym bardziej, że wybrałaś lokalizację pod lasem. Strasznie się podobasz temu staremu podrywaczowi, wiesz?
Lubię go, znamy się ze 20 lat, ale okropny z niego  babiarz, żadnej nie przepuści.
A żenił się już chyba ze 3 razy. I każdą równo zdradza. No ale to w końcu jego sprawa i tych
kobiet, które się nabierają na czułe słówka.
Tym razem pojechali na Siedlisko inną drogą.
Okazało się że była rzeczywiście nieco dłuższa i miała jeden odcinek wciąż z "kocich łbów",
ale ruch na niej był minimalny.
Pobyt na Siedlisku rozpoczęli od przejrzenia przywiezionych przez Olę papierów, wśród
których był też plan działki.Ola wyciągnęła też "przy okazji" kawę i znikające ciasteczka oraz  cwibak.
Na widok kawy Janusz aż westchnął - twoja  mama to cudowna istota! Położyłem się o 3 rano
i jestem nieco nieprzytomny a kawa  twojej mamy stawia na nogi. Nie wiem  jak i  z czym
ona jest parzona, ale jest wspaniała.
Ja też nie wiem dokładnie jak mama tę kawę robi. Tę kawę się zagotowuje, tyle to wiem.
Ale zagryz ją ciasteczkami, bo to są znikające ciasteczka.
Ale dlaczego znikające ? -dopytywał się Janusz. Ola roześmiała się - jeśli lubisz migdały i gorzką
czekoladę to są znikające. Janusz wziął ciasteczko do ręki i dokładnie obejrzał- nie widzę tu
ani jednego migdała, wyszeptał.
Janusz- zamiast oglądać po prostu zjedz- doradziła .
Ciasteczka rzeczywiście  były znikające i to bardzo szybko. A Janusz nie ukrywał, że jest
łasuchem pełnym podziwu dla  talentów cukierniczych  mamy Oli.
No i musimy wpaść do pana sołtysa, bo przecież trzeba podciągnąć wodę do posesji.
Podejrzewam,  że pana sołtysa będzie zżerała ciekawość kim jestem.
To może mam z ciebie zrobić swojego kuzyna?- zapytała Ola  ze śmiechem.
Nie, nie  rób ze mnie kuzyna, tylko powiedz, że jestem twoim pełnomocnikiem, bo ty sama nie
masz czasu się wszystkim zająć.
W końcu jesteś kobietą pracującą a do tego matką i należy ci się pomocnik.
Jest to o tyle ważne, że przecież ja tu przywiozę chłopaków, żeby podciągnęli wodę. Ale nie wykluczone, że  sprawdzimy jakość wody z tej studni i  z niej pociągniemy wodę. To nawet
będzie taniej. Bo skoro i tak to się sprzeda, to niech kupujący sobie zdecyduje skąd chce wodę czerpać.
A teraz chodz, pomierzymy wszystko i porównamy z planem.
Zabawne, nawet się wszystko z ich planem zgadza, jakiś dobry geodeta to kiedyś wykreślał
i mierzył.
Janusz był wyraznie w świetnym humorze. Wymierzymy jeszcze ile  miejsca zajmuje sad, bo
na moje oko to stanowi nieco mniej  niż połowę całości.
To znaczy, że sad zajmuje mniejszą połowę działki, jak mówią niektórzy- dopowiedziała Ola.
No właśnie  i mamy dwa wyjścia- sprzedać równo połowę lub nieco więcej.
Ale jak będzie lepiej to powiem ci innym razem, wpierw muszę się skontaktować z kimś, kto
chce sprowadzać tu bardzo fajne kanadyjskie drewniane domki. Są bardzo ciepłe, łatwo je
zimą ogrzać, nie trzeba ich stawiać na fundamentach, są montowane na specjalnej wylewce betonowej.Jak na warunki europejskie to są "dziwne", bo  mają living room łączony z kuchnią,
a w łazience nie ma wanny,ale jest duża kabina prysznicowa. Oprócz tego mają trzy sypialnie i pomieszczenie gospodarcze i wszystko jest na jednym poziomie, nie ma schodów.
No i wszystkie wodne i elektryczne połączenia są już zainstalowane w trakcie jego budowy u wytwórcy. Brak im tylko "wiatrołapa", czyli ganku. Ale dorobić ganek to pestka.
I będzie niemal darmowy, o ile jego właściciel, czyli  ty, zgodzi się by był domkiem pokazowym, czyli by naród mógł go w określone dni zwiedzać.
Oli niemal szczęka opadła ze zdumienia. Patrzyła na Janusza jak cielę na malowane wrota.
O rany, ale ty masz kontakty i pomysły !- niemal wykrzyknęła.
Janusz uśmiechnął się- zaraz pomyślisz, że jestem jakimś kombinatorem, ale mój zawód
wymaga wielu kontaktów i sporej inwencji, poza tym już ładnych parę lat żyję.
To znaczy ile?- Ola skorzystała  z okazji by zadać to pytanie. Prawie  czterdzieści, już nawet
znalazłem kilka siwych włosów, ale nie na skroni, gdzieś bliżej tyłu- odparł ze śmiechem.
Widzisz, z jakim  starcem się zadajesz?
Ola zaczęła się śmiać- no właśnie, jesteś okropnie stary, całe 5  lat ode mnie starszy!
Janusz spoważniał - a ja myślałem, że jeszcze nie masz trzydziestki!
Ola szybciutko wyciągnęła jedno z pism sądowych, na którym widniała jej data urodzenia
i pokazała Januszowi. Patrz i licz staruszku starszy ode mnie o 5 lat. Jak widzisz twoja nowa
kuzynka to już nie podlotek a "podlatek".




wtorek, 24 stycznia 2017

Siedlisko-V

Miejsce, do którego Janusz przywiózł Olę, było jej znane. Kiedyś był tu podmiejski ośrodek      rekreacyjny; wpierw było małe  jeziorko po którym można było pływać kajakami, potem
nawet wybudowano basen, ale tak naprawdę nie było gospodarza tego terenu i z czasem
ośrodek został zlikwidowany.
Powstało nieco domków jednorodzinnych, a że nie było jeszcze żadnego regularnego planu zabudowy, każdy domek był w innym stylu.
Wreszcie  resztę terenu wykupiła  pewna  spółka, podzieliła na całkiem zgrabne działki większe
i mniejsze, sporządzono również plan osiedla, na którym były zaplanowane szeregowce, nieduże
domy o powierzchni 160 m kw. i większe o powierzchni 300m kwadratowych. Osiedle było
z dwóch stron otoczone lasem, na niektórych działkach jeszcze stały modrzewie i jakieś inne
iglaste stare drzewa. Kilka domków już było wykończonych  i  można było je "zwiedzać".
Planowano też wybudowanie pawilonu handlowego i przychodni lekarskiej.
Janusz twierdził, że na etapie budowy można było jeszcze porobić różne zmiany wewnątrz
domu, można też było zainstalować wszędzie ogrzewanie podłogowe, ale wtedy należało się
liczyć  z nieco wyższą ceną domu, bo na podłogach  mogły być wtedy albo płytki albo
parkiet a nie panele podłogowe.
Osiedle było podłączone do sieci gazowej i wodno-kanalizacyjnej, planowano też ekologiczną oczyszczalnię ścieków. Można też było ogrzewać dom gazem. W każdym razie wyboru sposobu
ogrzewania należało dokonać jeszcze na etapie budowy.
Ola słuchała tego wszystkiego i czuła, że jej głowa puchnie z nadmiaru informacji.
Najmniej podobały się jej mieszkania w szeregowcu, na które było najwięcej chętnych.
Największe powodzenie miały mieszkania  skrajne, bo miały największe ogródki.
Najbardziej przypadł jej do gustu dom o pow.300m. Na razie miała niezły mętlik w głowie i
nawet nie zauważyła, że jej towarzysz gdzieś przepadł. Gdy wyszła z budynku zobaczyła, że
nigdzie się nie zgubił ale stoi koło samochodu i rozmawia z bardzo przystojnym facetem.
Facet miał urodę w stylu Marcello Mastroianniego i razem z Januszem podszedł do Oli.
Naprawdę jest pani jego kuzynką?- zapytał. Ola skwapliwie kiwnęła głową i posłała mu jeden
ze swoich  specjalnych uśmiechów, jednocześnie spuszczając skromnie oczy.
No to szkoda, bo nie mogę bałamucić kuzynki własnego kolegi. W takim razie zobaczymy się wkrótce, bo decyzję o przystąpieniu do spółdzielni trzeba podjąć najpózniej w ciągu dwóch
tygodni. Muszę się pożegnać bo zaraz wyjeżdżam- to mówiąc ujął rękę Oli i wycisnął  na niej pocałunek, jednocześnie zerkając w jej oczy.
Janusz podając mu rękę zapytał- a mnie też cmokniesz w rękę? Przystojny pan prezes roześmiał
się- ależ ty masz zachcianki, stary!
Gdy wsiedli do samochodu Janusz zaraz zapytał- a ty zawsze tak artystycznie kłamiesz z miną
niewiniątka?
No przecież sam  mi kazałeś kłamać, że jestem twoją kuzynką! Widocznie pasuje mi rola
kuzynki kogoś, kogo wcale właściwie nie  znam.
No to jedziemy droga kuzynko na jakieś papu. Jadasz ryby? Jeśli tak to pojedziemy na lina
w śmietanie.
Lin w śmietanie?- nigdy w życiu  nie jadłam żadnego lina, ani w śmietanie ani w czymś
innym. Wiesz, ja nie prowadzę światowego życia.
Ja też nie- roześmiał się Janusz. Raz spróbowałem i smętnie się to dla mnie skończyło. Ale
o tym już wiesz.
Masz na myśli swoje małżeństwo? Moje i bez światowego życia  też nie wypaliło. Jak mówią
widać taka nasza karma.
Restauracyjka, do której zajechali wyglądała tak, jakby za chwilę miała paść pod ciężarem
swego dachu, a szyld odlecieć w siną dal.
Niebieska , wypłowiała farba łuszczyła się i wyglądało to tak, jakby ściany  usilnie chciały
się pozbyć farby.
Naciśnięta przez Janusza klamka wydała żałosny zgrzyt, a otwierane drzwi cicho jęknęły.
Większość stolików była zajęta, ale jeden , w głębi  sali, w pobliżu pustego wieszaka był
wolny. I był to stolik dwuosobowy. Wnętrze robiło bardzo sympatyczne  wrażenie , nic
tu nie odpadało ani się nie łuszczyło a ściany były  wyłożone drewnem modrzewiowym.
Gdy tylko usiedli pojawił się niewidoczny dotąd kelner i przyniósł dwie karty.
Wybór dań był ogromny, ale właściwie wszystkie dania były rybne.
Ola, wolisz rybę z kartofelkami czy z grzanką?  Janusz wyraznie przejął inicjatywę.
Z grzanką. Janusz uśmiechnął się- mądra z ciebie dziewczyna, z grzanką rybka jest lepsza.
Nim ów lin w śmietanie wylądował na ich stoliku, kelner przyniósł zakąskę  - tartinki
z kilkoma różnymi, wędzonymi rybami .
Wyglądały niezwykle apetycznie i oboje się zachwycali ich wyglądem, a potem smakiem.
A potem kelner przyniósł owego lina.Był pokrojony na małe, najwyżej trzy centymetrowej
szerokości kawałki, wspaniale na rumiano usmażone i polane wielce aromatycznym sosem
śmietanowym, w którym królowały zioła prowansalskie. Do tego były  zrumienione plastry
bułki, chrupiące a jednocześnie rozpływające się w ustach.
Wiesz  Janusz, w życiu nie jadłam tak wspaniale zrobionej ryby! Cieszę się, że tu mnie
zaprosiłeś.
A ja się cieszę z tego, że cię poznałem i że tu jesteś ze mną.No i z tego, że ci smakuje moje
ulubione  rybne danie.
Janusz zamówił jeszcze dla nich kawę. Przy kawie Ola powiedziała, że sołtys mówił, że
jego kuzyn chciałby kupić Siedlisko i że już kilka osób dopytywało się o tę posiadłość.
No to dobrze, ale ja nie wierzę, że to kuzyn sołtysa chce kupić, raczej jakiś deweloper, a sołtys
chce być pośrednikiem i załapać się na kilka złotych za pośrednictwo, moja miła kuzynko.
Na razie nie rozmawiaj z nim na temat tego czy i kiedy będziesz to sprzedawać.
Po pierwsze to trzeba przejrzeć wszystkie papiery tej posiadłości, zrobić odpis z księgi
wieczystej, sprawdzić czy gmina się czegoś nie czepia, czy wszystkie należności są uregulowane.
Najlepiej gdyby to załatwiał jakiś prawnik mając  twoje upoważnienie, bo tak się jakoś składa,
że prawnika nie traktują jak zwykłego petenta.
Poza tym  mam dla ciebie plany tych domów, mniejszego i większego i plan osiedla, żebyś  się
spokojnie zastanowiła gdzie  chcesz mieszkać.
Jeśli się zdecydujesz na to osiedle, to trzeba będzie zapisać Cię do spółdzielni (pojedziemy
droga kuzynko razem) i zrobić w określonej przez nich wysokości wpłatę.
W razie czego ja ci pożyczę. W tym momencie Ola omal nie zadławiła się kawą, bo w trakcie przełykania chciała zaprotestować.
Janusz, ty chyba masz fioła, a może ja jestem naciągaczką, nie znasz mnie wcale!
Może cię i nie znam, ale trochę o tobie wiem, nie prowadzę interesów  w ciemno. Pracujesz
z Gosią już wiele lat i ona mi trochę o tobie, jako człowieku, opowiedziała.
Słuchaj, mówiłaś, że masz jutro wolne, więc się spotkamy, dobrze? A ty przejrzyj w domu
wszystkie papiery jakie masz, wez też ze sobą papiery odnośnie nabycia praw spadkowych.
A teraz Cię odwiozę do domu  i jutro przyjadę po  ciebie około 9 rano.
A w kopercie  oprócz planów masz moje  najosobistsze namiary, które ma zaledwie kilka
osób. I nie dziel się z nikim nimi, z Gosią też nie, choć to fajna dziewczyna.
I schowaj ten portfel, proszę.
W godzinę pózniej Ola już była w domu.




Siedlisko- IV

W trakcie drogi powrotnej Janusz wyjaśnił  Oli, że wpierw muszą na chwilę wpaść do jego
firmy, bo   musi wziąć jeszcze jakieś dokumenty i on właśnie tam przedstawi ją jako kuzynkę.
Bo jeśli Ola zdecyduje się na sprzedaż działki, to wtedy jego współpracownicy mogą się
bardzo przydać - znają sporo osób zainteresowanych kupowaniem działek, budowaniem na
nich domów a potem ich sprzedażą lub wynajmem zagranicznym firmom lub osobom prywatnym.
A z firmy to pojadą wpierw obejrzeć jego  dom, potem na osiedle, które chce jej pokazać ,
a wracając stamtąd wstąpią na lunch, bo to będzie odpowiednia pora.
Potem odwiezie ją do domu, pojedzie na budowę, bo pańskie oko konia tuczy i wróci do domu,
bo musi jeszcze kilka rzeczy opracować. I nie położy się spać, dopóki pewnego projektu nie
skończy. On po prostu tonie w pracy, bo często jest  zbyt mało asertywny, a poza tym to on jest pracoholikiem.
No to pewnie  twoja żona nie pada z zachwytu - powiedziała Ola.
A czy ja wyglądam na żonatego? - zapytał się śmiejąc.
A według ciebie to żonaci wyglądają inaczej niż ci stanu wolnego? Pytam się, bo wiele moich
koleżanek narzeka, że ich mężowie są bardziej związani z pracą niż z domem. Widzę, że nie
nosisz obrączki, ale teraz wielu mężczyzn nie  nosi obrączki, zwłaszcza ci o szczupłych palcach,
bo im obrączka zwyczajnie przeszkadza, bo odstaje od palca .
 Twarz Janusz spoważniała .Już byłem żonaty, ale ja chyba się do tego nie nadaję. Albo po prostu oboje się pomyliliśmy.
Inaczej wszystko wygląda  na wakacjach  pod palmami, a zupełnie inaczej w szarzyznie dnia
codziennego. Właściwie to oboje byliśmy sobą szybko rozczarowani. Łóżko na długo nikogo
nie zwiąże, a właśnie ono nas połączyło.
A ty , dlaczego się rozeszliście? Przecież jest dziecko- przepraszam, że pytam, nie musisz odpowiadać, przepraszam.
Ola milczała przez moment, a potem powiedziała: mnie się wydaje, że małżeństwo tak naprawdę
niczego nie gwarantuje. Ani trwałości związku, ani tym bardziej dozgonnej miłości.
Zabezpieczenia finansowego w postaci alimentów w wielu wypadkach też nie.
Rozeszliśmy się gdy dziecko przyszło na świat- jemu przeszkadzał płacz dziecka, a przedtem
przeszkadzał mu mój wygląd w ciąży , po ciąży też mu przeszkadzał. Rozwód przeszedł jak
burza, alimenty dostaję regularnie i to  całkiem niezłe, bo on dobrze zarabia. Dziecka nigdy nie
brał na spacer, gdy mu się zdarzyło  przyjść do mnie, bym dała mu zgodę na wyjazd do pracy
u zagranicznego kontrahenta. Patrzył na dziecko jak na kogoś zupełnie obcego i to mnie
strasznie bolało. Bo to, że ja mu się po kilku latach małżeństwa znudziłam , szybko przebolałam.

W firmie Janusza byli krótko,Janusz poprosił jednego z kolegów by sprawdził ceny gruntów
w okolicy działki  "kuzynki",  potem zabrał kilka teczek papierów, zapowiedział, że będzie
uchwytny dopiero wieczorem.

Wciągu zaledwie  20 minut dojechali  do domu Janusza. Osiedle leżało w granicach miasta.
Domki były  nieduże i bardzo do siebie podobne.Furtka  prowadząca  na posesję Janusza była
otoczona wianuszkiem  drobnych różyczek, a po obu jej bokach stał rządek małych iglaków.
Romantyczny z ciebie  facet- skonstatowała Ola. I masz ten malutki ogródek bardzo, bardzo
zadbany.
Taaa, zadbany, bo nie ja o niego dbam.Po prostu mam ogrodnika i pozwoliłem mu zasadzić to,
o co lubi dbać. Gdybym ja  się nim opiekował to zapewne wszędzie rósłby rozchodnik i inne
wytrzymałe  na suszę rośliny.
W domu za to nie ma  ani kawałka  czegoś zielonego, no może czasem poza pleśnią, gdy
zapomnę coś schować do lodówki.
Wiesz, niestety ten dom nie powala na kolana, ale z drugiej strony głównie tu śpię, a że pózno
się kładę i wcześnie wstaję, to więcej mnie tu nie ma niż jestem.
Właściwie to powinienem zrobić sobie porządną pracownię. Nie lubię projektować  na
komputerze, lubię wpierw sobie wszystko rozrysować tradycyjnie i  potrzebuję więcej miejsca
niż jedno, nawet duże biurko. Tu jest właściwie ciasnota.  Tu jest jeszcze kuchnia, łazienka
i pokój, który spełnia rolę garderoby. Na górze jest sypialnia, druga łazienka  i dwa pokoje.
Ale ja bardzo często śpię tutaj, zwłaszcza gdy bardzo długo siedzę i padam na nos.
Ola stała przy oknie, spoglądając na ogród z tyłu domu. Z pokoju można było wyjść na taras.
Wzdłuż balustrady rosły tuje, osłaniając nieco taras.
Chodż, pokażę ci jeszcze górę, tylko przymknij nieco oczy, by cię bałagan nie poraził. Zbyt
rzadko tu bywam,po prostu.
Bałaganu tak naprawdę nie było, ale wiało z tych pokoi jakimś chłodem i surowością.Królowała
biel i perłowa szarość. Oli przyszło na myśl, że Janusz chyba nie  zalicza się do osób wielce
szczęśliwych. Stała przy otwartym oknie  i spoglądała na widoczny z niego fragment osiedla.
Było cicho, nieco sennie, domki wyróżniały się tylko  inwencją ich właścicieli w kwestii wystroju
ogródka na tyłach domów. Przeważała wersja "wylizanego" trawnika i  żywopłotu  wzdłuż całego
ogrodzenia działki.
Ola poczuła  na sobie wzrok Janusza -stał w drzwiach i wpatrywał się w nią już od dłuższej  chwili. Gdy się odwróciła zapytał: co wolisz, kawę czy herbatę, a może coś zimnego?
Nie podglądałem cię, ale nie chciałem przeszkadzać, bo wyglądałaś na zamyśloną.
No to zrób mi to samo co dla siebie, mnie jest wszystko jedno.
A więc będzie kawa- Janusz obrócił się na pięcie i zniknął.Za kilka sekund ukazał się znów i powiedział- zejdz na dół, napijemy się na tarasie, dostarczymy tematu moim uroczym sąsiadkom.
Ola pobiegła po schodach na dół, wzięła z rąk Janusza ścierkę, mrugnęła do niego i poszła wytrzeć stół i krzesełka.  Wkrótce siedzieli na tarasie, a  Ola usiłowała odgadnąć, z którego domku są podglądani, bo okna w sąsiednich domach były zamknięte i nic nie sygnalizowało
obecności ich lokatorów.
Ola miała jedno zastrzeżenie- domek był piętrowy, więc istniała konieczność ciągłego
pokonywania schodów, za którymi nie przepadała. Ale domek parterowy z tą ilością pomieszczeń zajmowałby znacznie  więcej miejsca i działki musiałyby być większe a więc i droższe.
Osiedle miało już szkołę podstawową, dojeżdżał do niego miejski autobus, przebito drogę do
dużego  marketu i wkrótce miał na obrzeżu osiedla powstać jeden z sieciowych dyskontów.
Domek miał garaż, pomieszczenie  techniczne z piecem do c.o. a pod tarasem "składzik", jak to określił Janusz. A mieszkańcy byli dość prężni i ciągle zastanawiali się jak sobie ułatwić życie
na osiedlu.
Uliczki były porządnie wyasfaltowane, chodniki równe i było czysto.
Janusz uważał za konieczne by Ola jeszcze obejrzała pozostałe pomieszczenia. Dostać się do nich można było od środka domu. Najwiekszy entuzjazm Oli  wzbudził "składzik", w którym były
regały, na nich różne pudła i pojemniki, a wszystko opisane. Składzik miał drzwi  wzmocnione
kratą,  podobnie jak drzwi łączące pomieszczenie gospodarcze z garażem. Te wewnętrzne kraty
były pomysłem Janusza, bo zdarzało się, że złodzieje  dostawali się do wnętrza domu właśnie
przez garaż lub drzwi pomieszczenia pod tarasem.
W drodze do miejsca, gdzie nowe osiedle dopiero powstawało, Janusz tłumaczył Oli, że nie
dlatego pokazał jej swój dom, by sie nim pochwalić, ale po to, by jej pokazać, że takie osiedle
domków jednorodzinnych ma swoje zalety. Teraz jadą  na osiedle, które jeszcze jest w fazie
budowy, ale  jeszcze nie wszystkie działki są  wykupione, a prezesem tej spółdzielni jest
przyjaciel Janusza i on ma kilka lokalizacji, które trzyma dla bliskich znajomych, w tym
jedno miejsce dla Janusza. Ale ponieważ to są nieco większe domki, to Janusz jako singiel
nie pali się do jego posiadania. Obejrzą sobie dwa  różne domy, a na etapie budowy danego
domu zawsze jeszcze można wprowadzić drobne zmiany, odbiegajace nieco od standardowego
wykończenia. Podobnie jak  to ma miejsce w nowo budowanych blokach.
Osiedle  jest skomunikowanie z miastem, teraz od pętli miejskiego autobusu  jest do osiedla
2 km, ale po zakończeniu budowy autobus będzie dojeżdżał do samego osiedla. I część
osiedla jest bardzo blisko lasu,a na niektórych działkach będą zostawione stare drzewa.