Zwiedziony ciszą panującą na górze Janusz doszedł do wniosku, że Ola zapewne śpi
i zapragnął na nią popatrzeć. Na całym piętrze nie było żadnych drzwi a wchodząc
schodami miało się przegląd niemal całego piętra.
Janusz wchodził cicho, będąc przekonany, że Ola śpi i widok Oli siedzącej na łóżku,
obejmującej ciasno rękami nogi z głową opartą na kolanach, nieco go przeraził.
Siedziała bez ruchu, oczy miała zamknięte i nie widziała Janusza. Przypadł do łóżka,
a wtedy Ola uniosła głowę i skinęła głową w stronę leżącego obok niej listu.
Przeczytaj, proszę.
Janusz szybko przeleciał tekst, usiadł obok Oli i przytulił do siebie. Kochanie, to nie
jest dobra wiadomość i rozumiem, że ci przykro, w końcu był twoim mężem.
Nic nie rozumiesz, ja zresztą też. Nagle zakochuję się w obcym facecie i włażę mu
po 3 dniach do łóżka, moje dziecko za nim szaleje, a w chwili gdy ja chcę składać
do sądu wniosek o odebranie byłemu praw rodzicielskich dowiaduję się, że być może
jego już na świecie nie ma. Czy to nie dziwne wszystko i nie przerażające? Zwłaszcza,
że gdy ostatni raz go widziałam, to życzyłam mu, by się spełniło marzenie jego życia,
w którym nie ma miejsca dla dziecka. Może ja po prostu przynoszę ludziom pecha,
może rzucam złe czary czy co?
Ola, Ola, oprzytomnij, proszę. To zwykły zbieg okoliczności. Zobacz na daty na kopercie.
List dotarł do Polski dwa tygodnie temu, pisany był jeszcze wcześniej. A ty go dopiero dziś
dostałaś, to pewnie wina poczty.
Ola wyjęła list z jego rąk i obejrzała. Potem obejrzała wyciąg bankowy-był prawie sprzed
miesiąca. Skrzywiła się- to nie wina poczty a raczej tego, że skrzynka pocztowa jest
w końcu holu i rzadko do niej zaglądam. No fajnie, jestem idiotką.
Przepraszam, jestem ostatnio jakaś taka cała rozedrgana.
Pewnie z tęsknoty za mną, zauważył Janusz i porwał Olę w ramiona gasząc tę tęsknotę
pieszczotami. Gdy już wrócili na Ziemię, Janusz zaproponował, by pojechali do jego mamy.
Bo dziś jeszcze nie będzie w domu ciotki, która pozostanie w szpitalu jeszcze kilka dni.
A on naprawdę nie trawi ględzenia szanownej ciotki. I załóż dżinsy, to nie jest wizyta
u królowej matki. Gdy już mieli wychodzić z domu wręczył jej jakiś kwit- a to schowaj
do tych papierów ze Spółdzielni. A co to jest?- zapytała. Nic takiego, to tylko pokwitowanie
wpłaty pierwszej raty, którą dziś dokonałaś- z uśmiechem odpowiedział Janusz.
Skarbie, przecież w tamtym domu będziemy razem mieszkać, prawda? Następną wpłatę zrobi
się gdy sprzedaż działkę. Tylko nic nie mów, temat już zamknięty. To mój posag, powiedział
ze śmiechem. Ola z wrażenia musiała usiąść, a jej oczy znów się zaszkliły.
Ola, chodż, mama czeka. Masz dziś oczy w bardzo wilgotnym miejscu.
Na miejsce dojechali bardzo szybko, w końcu było to zaledwie 10 km w linii prostej. Ola czuła
lekką tremę, ale Janusz mocno ją objął gdy wpierw zadzwonił do bramy, a potem ją otworzył
własnym kluczem. Gdy szli wąskim chodniczkiem do drzwi domu, w drzwiach ukazała się
starsza pani,uśmiechając się życzliwie. Była w dżinsowej sukience, siwe włosy były bardzo
krótko obcięte i chyba potraktowane lekko żelem. Chodzcie, chodzcie, bo mi komary nalecą.
Poszła przodem do saloniku i tu dopiero przywitała się z nimi. Nie da się ukryć, Janusz był
bardzo podobny do swej mamy. Mieli taki sam uśmiech i czoło. Starsza pani objęła Olę i
przytuliła.A Ola poczuła dziwne ciepło i spokój. Chodzcie, zaraz będzie herbatka, bo na kawę
to już chyba zbyt pózno, prawda? Tereniu, przynieś nam kochanie herbatkę i ciasteczka- rzuciła
w głąb mieszkania.
Czy mogę ci kochanie mówić po imieniu? Januszek chodzi jak zaczadziały i wcale się nie dziwię. Promieniujesz Oleńko spokojną urodą i ciepłem. Ty naprawdę jesteś tylko pięć lat od niego
młodsza? Na tym zdjęciu w komórce wyglądasz na poniżej trzydziestki. Czy on ci opowiedział
jakie głupstwo w życiu zrobił.?- Bo jak nie, to ja ci opowiem.
Opowiedział, opowiedział, z uśmiechem odpowiedziała Ola.
Tymczasem do pokoju przyszła dość młoda kobieta z tacą, na której stały filiżanki i dzbanek
z herbatą.
Olu, kochanie, możesz mi mówić po imieniu, a mam na imię Barbara. Może kiedyś będziesz
mi mówiła "mamo". Jak widzę przyjęłaś oświadczyny Janusza. Mam nadzieję, że skoro oboje
jesteście po złych doświadczeniach poprzednich związków to docenicie to, co was łączy.
Pani Barbara wstała z fotela, poprosiła Janusza by przysunął bliżej fotel jej i Oli.
Przy okazji nalała wszystkim herbaty. Potem podeszła do etażerki, coś z niej wyjęła i trzymając
w ręce łańcuszek z zawieszką podeszła do Oli.
Witaj dziecinko w rodzinie, niech ci ta biżuteria przyniesie szczęście, tak jak i mnie przyniosła.
Na złotym łańcuszku były na dwóch złotych cienkich gałązkach umocowane dwa srebrne listki
a pomiędzy nimi srebrna kuleczka. Każdy listek miał około 1,5 cm długości, kuleczka była
wielkości ziarna grochu.
A gdy Maciuś dorośnie i będzie miał się oświadczać, dacie mu tę biżuterię.Wierzę, że ona
przyniesie szczęścia i wam i waszemu dziecku.
Ola znów miała oczy pełne łez, a Janusz pospieszył na ratunek z chusteczką, którą wyjął z jej
torebki, którą zostawiła na wieszaku w przedpokoju.
Mami, a co z ciocią? Jeszcze trochę poleży w szpitalu, zapewne będzie miała wszczepiony
rozrusznik.
Mój tata ma wszczepiony rozrusznik i dzięki niemu bardzo dobrze funkcjonuje, powiedziała
Ola. A ile ma lat? zapytała pani Barbara. W tym roku skończy 70, a ma go już ze 3 lata.
No właśnie, już od kolejnej osoby słyszę, że to dobre rozwiązanie.
Janusz wymownie spojrzał na zegarek- mami, my się już będziemy zbierać, bo ja jeszcze
muszę trochę popracować, a nie chciałbym zarywać kolejnej nocy.
Wpadnijcie znowu.Olu, zapraszam, możesz nawet bez niego do mnie przyjechać. Będzie mi
naprawdę bardzo miło, gdy przyjedziesz.
Mami, psujesz mi robotę- ja tu pracuję nad tym, by nigdzie beze mnie nie jezdziła bo zaraz
mnie tęsknota łapie a ty chcesz by sama przyjeżdżała.
Ola znów została przytulona i wyściskana i zapewniona, że mama Janusza jest nią zachwycona.
Gdy wracali do domu Ola zapytała się co z ojcem Janusza. Umarł 3 lata temu.Na zawał. Był
nałogowym palaczem 40 papierosów dziennie a do tego był pracoholikiem.
Całą drogę Ola nadal miała oczy w mokrym miejscu- była naprawdę wzruszona, że mama
Janusza nazwała Maćka "ich dzieckiem."
Oluniu, jutro pojedziemy na Siedlisko. Wpierw wstąpimy po ekipę, oni pojadą za nami. Potem
Cię zostawię z nimi, bo wiesz- "pańskie oko konia tuczy" no i może się zdarzyć, że będzie
trzeba coś z szanownym sołtysem przegadać. Ja muszę się pokazać w biurze, sprawdzę też czy
jest jakiś odzew na propozycję kupna działki..I skontaktuję się w sprawie domku na pozostałej
części. Trzeba pamiętać byś wzięła dla siebie jakiś leżak i koc, bo przecież nie mamy klucza od
domu.
Nie doceniasz mnie- klucz od domu mam, od bramy też. Torebki damskie, nawet te nieduże
są bardzo pojemne.
I ciężkie, jak zauważyłem szukając dla ciebie chusteczki- roześmiał się Janusz.
Obawiam się, że to im kilka godzin jednak zajmie. Ale i tak będziemy w kontakcie cały czas.
Janusz, a ja bym chciała pojutrze wpaść do swego lekarza, muszę się rozejrzeć za czymś dla
siebie. Janusz zerknął na nią i powiedział - dobrze, ale pójdziemy tam razem. Chcę mieć
pewność, że to co ci zapisze nie będzie ci szkodziło. Mam nadzieję, że to nie lekarzyna starej
daty i mnie nie przepędzi.
Nie nie starej daty, a do tego naprawdę zabójczo przystojny.No i można powiedzieć, że jeszcze młody. Podejrzewam, że 3/4 kobiet się w nim podkochuje.
A ty też?- dopytywał się Janusz. Ja już nie, ale podkochiwałam się w nim, gdy byłam w liceum.
Był o rok starszy i o klasę wyżej. Gdy mnie poprosił na zabawie szkolnej do tańca to mało się
nie wywaliłam z wrażenia, niemal nogi mi się splątały. Ale mogę cię pocieszyć - beznadziejnie całował. I wiesz, całowanie to nie jest coś do wyuczenia się, to coś jak talent- albo się to ma,
albo nie. Czy już ci mówiłam, że cudownie całujesz?
W domu Janusz pokazał Oli projekt, który właśnie wykonał ostatniej nocy i w ciągu dnia
wykończył. Oczywiście projekt zyskał pełną aprobatę Oli - przecież wszystko co robił Janusz
było cudowne.
Pisanie to nie wszystko. Są dni,w których napisanie PONIEDZIAŁEK wcale się nie liczy. A.A.Milne
poniedziałek, 30 stycznia 2017
niedziela, 29 stycznia 2017
Siedlisko - XIII
Ten poniedziałek w pracy był dla Oli wyjątkowo męczący. Nie dlatego, że było dużo pracy, ale
cały czas snuły się jej po głowie przeróżne myśli. Około południa poszła do szefa i powiedziała,
że jeśli on nie ma nic przeciwko temu, to ona już od dziś pójdzie na urlop.
Cała firma w miesiące wakacyjne pracowała na mocno zwolnionych obrotach, a poza tym Ola
miała jeszcze sporo dni zaległego urlopu. Kilka dni wcześniej szef dostał listę pracowników wraz
z wykazem ile kto ma jeszcze dni urlopu z poprzedniego roku. Ola przodowała na tej liście. Nigdy
nie brała więcej niż dwa tygodnie urlopu jednorazowo i z rozliczenia wypadło, że ma 25 dni urlopu
z poprzedniego roku. Poza tym Ola należała do tych pracownic, które prawie wcale nie brały zwolnień z racji opieki nad chorym dzieckiem, nie margały gdy trzeba było nagle zostać dłużej,
nie unikały szkoleń i nie da się ukryć, że była niemal ulubienicą szefa. Szef przyjrzał się Oli
i bez problemu podpisał jej kartę urlopową, zmieniając tylko datę na następny dzień, bo
"przecież dziś już pani podpisała listę obecności, więc proszę wpisać do książki wyjście służbowe
i zmykać do domu. Spotkamy się w takim razie we wrześniu, niech pani dobrze wypocznie, bo we wrześniu jak zawsze będzie urwanie głowy".
Ola bardzo lubiła swego szefa- był kulturalnym człowiekiem,umiał właściwie wykorzystać
potencjał swych pracowników, złe humory zawsze pozostawiał za drzwiami pracy, nie przenosił swych frustracji na pracowników, co było rzadkością.
Ola poinformowała swą koleżankę, że od jutra już jej nie będzie w pracy, spakowała się i wyszła
z biura.
Już na ulicy zatelefonowała do Janusza, że wzięła urlop. Umówili się, że Ola zadzwoni gdy już będzie gotowa do wyjścia i Janusz po nią przyjedzie, co nie nastąpi wcześniej niż za 3 lub 4
godziny.
Jadąc do domu Ola postanowiła,że nie będzie ukrywać przed matką, gdzie spędzi najbliższy
tydzień.
Tak też zrobiła. Rozmowa była niezbyt miła, Ola przypomniała mamie, że jest już osobą dorosłą
i jeśli nawet popełnia błąd, to ma do tego prawo, to jej życie i jej błąd. Rozbroiła matkę mówiąc,
że przecież mogła skłamać, powiedzieć, że jedzie w delegację służbową a jednak powiedziała prawdę.
No a co powiesz Maćkowi?- zatroskała się matka.
Powiem, że biorę sobie urlop od domu i spraw domowych i że przyjadę do Juraty razem
z Januszem i razem, w trójkę spędzimy 2 tygodnie sierpnia.
A nim wyjadę na urlop muszę tu jeszcze nieco spraw pozałatwiać, między innymi chcę odebrać
Jackowi prawo rodzicielskie.Są podstawy, bo on nigdy dziecka nie odwiedzał, listów do niego
też nie pisał. Mam nadzieję,że w razie czego będziecie zeznawać w sądzie na moją korzyść.
A nim zaczniesz narzekać na mnie i Janusza, przypomnij sobie, że Jacka znałam trzy lata przed ślubem i z nim współżyłam. I co? Mimo tych 3 lat nie poznałam go i skończyło się moje małżeństwo.Jedno ci powiem - nawet przez minut Jacek nie dbał o mnie tak jak Janusz.
Ola spakowała swoje rzeczy w walizkę-kabinówkę, zaczekała na powrót Maćka z wyprawy
z dziadkiem na lody, zawiadomiła Janusza, żeby po nią przyjechał.
Potem pożegnała się z Maćkiem, zapewniając go, że na pewno przyjedzie do Juraty razem
z Januszem i wyszła z domu, mówiąc,że przecież cały czas będzie z nią kontakt telefoniczny.
Po raz pierwszy Janusz jeszcze nie czekał. Korzystając, że jego jeszcze nie ma, poszła do
skrzynki na listy, która była dość daleko od wejścia, przez co rzadko ją Ola otwierała. W ich przegródce było pełno reklam, i jakieś listy. Ola zgarnęła całą zawartość , wpakowała do
zewnętrznej kieszeni walizki,by potem, spokojnie przejrzeć zawartość skrzynki.
Nadjechał Janusz, z uśmiechem od ucha do ucha, walizkę cisnął do bagażnika, wycałował
Olę i uwiózł swój cud znad Wisły do prezesa spółdzielni. Prezes wił się jak piskorz, gdy Ola
zaczęła dopytywać się o prawdziwy termin oddania dalszej części osiedla , w końcu przyznał,
że owszem, jest ryzyko, że te dalsze domki mogą być gotowe nie za rok, ale dużo pózniej.
Ola z Januszem wybrali więc inną nieco lokalizację, gdzie już kładziono fundamenty.
Ola przystąpiła do Spółdzielni, dostała informację w jakiej wysokości jest pierwsza wpłata
i do kiedy ma być uiszczona, a Janusz wręczył prezesowi zaplanowany przez siebie rozkład
pomieszczeń w domu, dodając, że będą odwiedzać budowę co tydzień i sprawdzać czy
wszystko się zgadza. I pamiętaj stary, że mam jeszcze kilka odbitek tego planu, powiedział
podając prezesowi rękę na pożegnanie.
Potem ostentacyjnie objął ramieniem Olę i poprowadził w stronę samochodu.
Prezes popatrzył na nich stojąc na schodach i mruknął - wiedziałem, że to nie jest kuzynka!
Nikt tak czule kuzynki nie obejmuje, bo po co?
Godzina zrobiła się tymczasem obiadowa, więc pojechali "coś zjeść". Tym razem postanowili
pojechać do nowo otwartej naleśnikarni, zwłaszcza, że można było tam kupić również naleśniki
na wynos. Potem Ola namówiła Janusza by wpadli na chwilę do jakiegoś "spożywczaka" bo
z pewnością trzeba zrobić zakupy. Nie będą przecież "wyskakiwali" gdzieś na kolację czy śniadanie, poza tym to nawet obiad mogą zjeść w domu. Obiad w domu? nie chcę byś stała
przy garnkach. Zresztą mam tylko patelnię i mały garnek.
Gdy już zamknęły się za nimi drzwi domu, Janusz wreszcie mógł się "porządnie przywitać ze
swym skarbem". A "skarb" wyzwoliwszy się z objęć przypomniał Januszowi, że projekt jeszcze
nie jest całkiem skończony, że teraz ona zrobi kawę techniką swej mamy, a potem Janusz ma
dalej bawić się z projektem.
A co ty będziesz wtedy robić? dopytywał się Janusz. Ola zaśmiała się- przede wszystkim
będę patrzeć na ciebie, co jakiś czas cię pocałuję w kark, pomasuję ramiona, a w przerwie
pomiędzy tymi czynnościami coś sobie poczytam. Może być?
Gdy pili kawę Janusz zniknął na kilka minut i wrócił z Oli walizką i swoją aktówką.
Walizkę wyniósł od razu do sypialni, a potem coś wygrzebywał ze swej aktówki, wreszcie
przykucnął obok Oli , prosząc by koniecznie zamknęła oczy.Potem delikatnie ujął jej lewą
rękę, i na serdeczny palec mozolnie nasunął pierścionek, jednocześnie oddychając z ulgą.
Nie czekając na pozwolenie Ola otworzyła oczy, które nie wiadomo dlaczego jakoś się jej
zaszkliły.A Janusz powtarzał jak automat- bo cię kocham, kocham, kocham .
Pierścionek był zupełnie nie współczesny- obrączka była złota, nie miał oczka z jakiegoś
kamienia tylko dwa małe srebrne listki z jedną, srebrną kuleczką.
Och, on jest piękny i w moim rozmiarze.Chciała coś jeszcze powiedzieć, ale trudno mówić
gdy ktoś nas całuje w usta. Ola, zostań moją żoną, proszę. Będę dbał o Ciebie i Maćka
z całych swoich sił. No proszę, bardzo Cię proszę.
Ola, bardzo zaskoczona i wzruszona wydukała wreszcie, że dobrze, że będzie jego żoną, ale
on przecież wie, że ona nie będzie mogła dać mu dziecka. I znów Janusz tłumaczył łagodnie,
ale stanowczo, że ważna jest dla niego jej osoba, a nie przekazanie genów, że zostanie ojcem
Maćka i ominie go zmienianie pieluch i czekanie aż dziecko będzie bardziej komunikatywne.
Poza tym na ojca jakiegoś niemowlaka to on już jest za stary.
A ten pierścionek to jest z XIX wieku i był zaręczynowym pierścionkiem jego mamy, jest
jeszcze do niego zawieszka, ale zawieszkę to mama chce dać Oli sama, na powitanie.
No i on chciał się poradzić tylko mamy jaki pierścionek kupić a mama się uparła, że takiej
pięknej dziewczynie to trzeba dać coś nietypowego a nie biżuterię sztampową.
Czekaj, czekaj, a skąd mama wie jak ja wyglądam- chyba nie pokazałeś tego rysunku????
Nie, mam twoje i Maćka zdjęcie w aparcie komórki.Sięgnął po komórkę i pokazał Oli.
Obydwa zrobione były w ZOO.
A te dwa srebrne listeczki symbolizują małżonków, kuleczka to nasz Maciek.
A teraz to ja już siadam do pracy.
Książki to masz na górze, może coś dla siebie wybierzesz. A może lepiej połóż się trochę
i odpocznij. Jak widzisz telewizora w tym domu brak.
Ola poszła do sypialni, gdzie natknęła się na swoją walizkę. Wypakowała z niej swoje rzeczy,
które umieściła w szafie, potem przypomniała sobie, że ma przejrzeć to, co znalazła
w skrzynce na listy. Po kolei odkładała na bok różne świstki reklamowe, potem znalazła
wyciąg z konta bankowego , zawiadomienie z ADM, że będą jakieś zmiany w opłatach za
mieszkanie rodziców i całkiem sporą kopertę adresowaną do niej. Nie było nadawcy a ze
znaczka wynikało, że to list z RPA.
Siedziała z listem w ręce i ociągała się z jego otwarciem. W końcu wyciągnęła z torebki
pilnik do paznokci i przy jego pomocy otworzyła kopertę.
List był od jej teścia. Informował ją, że teraz oni przejmują obowiązek alimentacyjny Jacka,
bo Jacek gdzieś przepadł i teraz trwają poszukiwania. Wyjechał do Australii na poszukiwanie
opali, bo to było marzenie jego życia. Kolega, z którym na tę wyprawę wyjechał zgłosił
sprawę na policji gdy Jacek przez tydzień nie wrócił do obozowiska, gdzie zostały wszystkie
jego rzeczy. Ponieważ poszukiwania trwają już 3 miesiące, są bardzo złej myśli.
Jeśli okaże się, że Jacek nie żyje, oni nadal będą płacić należne alimenty, bo jak Ola wie, mają
na ten cel przeznaczony fundusz a Maciek był i jest ich wnukiem. Poszukiwania będą
jeszcze prowadzone do końca września i wtedy oni poinformują o ich wyniku Olę.
A w pazdzierniku do Polski przyjedzie z pewnością teść i będzie chciał się z Olą zobaczyć.
I jeśli do tego czasu Jacek się nie odnajdzie, to władze wystawią odpowiedni dokument, który
prawnie ureguluje sytuację rodzinną dziecka. Dalej była prośba o zdjęcie Oli i dziecka.
Ola czytała ten list już dwa razy i czuła jak drętwieje z przerażenia. Gdy ostatni raz widziała
Jacka , co było niemal 6 lat temu, powiedziała: "życzę by ci się spełniły twe życiowe marzenia,
w których nie było i nie ma miejsca dla dziecka". A Jacek obrócił się na pięcie i wyszedł.
No ale mu nie życzyłam czegoś złego przecież, pomyślała.
Ostatnio dzieją się wokoło mnie jakieś same dziwne rzeczy-nagle obdarzyłam miłością prawie obcego człowieka, Maciek za nim szleje a gdy ja chcę odebrać Jackowi prawa rodzicielskie
przychodzi list od teścia. Kurczę, niedługo w duchy i zaświaty uwierzę.
cały czas snuły się jej po głowie przeróżne myśli. Około południa poszła do szefa i powiedziała,
że jeśli on nie ma nic przeciwko temu, to ona już od dziś pójdzie na urlop.
Cała firma w miesiące wakacyjne pracowała na mocno zwolnionych obrotach, a poza tym Ola
miała jeszcze sporo dni zaległego urlopu. Kilka dni wcześniej szef dostał listę pracowników wraz
z wykazem ile kto ma jeszcze dni urlopu z poprzedniego roku. Ola przodowała na tej liście. Nigdy
nie brała więcej niż dwa tygodnie urlopu jednorazowo i z rozliczenia wypadło, że ma 25 dni urlopu
z poprzedniego roku. Poza tym Ola należała do tych pracownic, które prawie wcale nie brały zwolnień z racji opieki nad chorym dzieckiem, nie margały gdy trzeba było nagle zostać dłużej,
nie unikały szkoleń i nie da się ukryć, że była niemal ulubienicą szefa. Szef przyjrzał się Oli
i bez problemu podpisał jej kartę urlopową, zmieniając tylko datę na następny dzień, bo
"przecież dziś już pani podpisała listę obecności, więc proszę wpisać do książki wyjście służbowe
i zmykać do domu. Spotkamy się w takim razie we wrześniu, niech pani dobrze wypocznie, bo we wrześniu jak zawsze będzie urwanie głowy".
Ola bardzo lubiła swego szefa- był kulturalnym człowiekiem,umiał właściwie wykorzystać
potencjał swych pracowników, złe humory zawsze pozostawiał za drzwiami pracy, nie przenosił swych frustracji na pracowników, co było rzadkością.
Ola poinformowała swą koleżankę, że od jutra już jej nie będzie w pracy, spakowała się i wyszła
z biura.
Już na ulicy zatelefonowała do Janusza, że wzięła urlop. Umówili się, że Ola zadzwoni gdy już będzie gotowa do wyjścia i Janusz po nią przyjedzie, co nie nastąpi wcześniej niż za 3 lub 4
godziny.
Jadąc do domu Ola postanowiła,że nie będzie ukrywać przed matką, gdzie spędzi najbliższy
tydzień.
Tak też zrobiła. Rozmowa była niezbyt miła, Ola przypomniała mamie, że jest już osobą dorosłą
i jeśli nawet popełnia błąd, to ma do tego prawo, to jej życie i jej błąd. Rozbroiła matkę mówiąc,
że przecież mogła skłamać, powiedzieć, że jedzie w delegację służbową a jednak powiedziała prawdę.
No a co powiesz Maćkowi?- zatroskała się matka.
Powiem, że biorę sobie urlop od domu i spraw domowych i że przyjadę do Juraty razem
z Januszem i razem, w trójkę spędzimy 2 tygodnie sierpnia.
A nim wyjadę na urlop muszę tu jeszcze nieco spraw pozałatwiać, między innymi chcę odebrać
Jackowi prawo rodzicielskie.Są podstawy, bo on nigdy dziecka nie odwiedzał, listów do niego
też nie pisał. Mam nadzieję,że w razie czego będziecie zeznawać w sądzie na moją korzyść.
A nim zaczniesz narzekać na mnie i Janusza, przypomnij sobie, że Jacka znałam trzy lata przed ślubem i z nim współżyłam. I co? Mimo tych 3 lat nie poznałam go i skończyło się moje małżeństwo.Jedno ci powiem - nawet przez minut Jacek nie dbał o mnie tak jak Janusz.
Ola spakowała swoje rzeczy w walizkę-kabinówkę, zaczekała na powrót Maćka z wyprawy
z dziadkiem na lody, zawiadomiła Janusza, żeby po nią przyjechał.
Potem pożegnała się z Maćkiem, zapewniając go, że na pewno przyjedzie do Juraty razem
z Januszem i wyszła z domu, mówiąc,że przecież cały czas będzie z nią kontakt telefoniczny.
Po raz pierwszy Janusz jeszcze nie czekał. Korzystając, że jego jeszcze nie ma, poszła do
skrzynki na listy, która była dość daleko od wejścia, przez co rzadko ją Ola otwierała. W ich przegródce było pełno reklam, i jakieś listy. Ola zgarnęła całą zawartość , wpakowała do
zewnętrznej kieszeni walizki,by potem, spokojnie przejrzeć zawartość skrzynki.
Nadjechał Janusz, z uśmiechem od ucha do ucha, walizkę cisnął do bagażnika, wycałował
Olę i uwiózł swój cud znad Wisły do prezesa spółdzielni. Prezes wił się jak piskorz, gdy Ola
zaczęła dopytywać się o prawdziwy termin oddania dalszej części osiedla , w końcu przyznał,
że owszem, jest ryzyko, że te dalsze domki mogą być gotowe nie za rok, ale dużo pózniej.
Ola z Januszem wybrali więc inną nieco lokalizację, gdzie już kładziono fundamenty.
Ola przystąpiła do Spółdzielni, dostała informację w jakiej wysokości jest pierwsza wpłata
i do kiedy ma być uiszczona, a Janusz wręczył prezesowi zaplanowany przez siebie rozkład
pomieszczeń w domu, dodając, że będą odwiedzać budowę co tydzień i sprawdzać czy
wszystko się zgadza. I pamiętaj stary, że mam jeszcze kilka odbitek tego planu, powiedział
podając prezesowi rękę na pożegnanie.
Potem ostentacyjnie objął ramieniem Olę i poprowadził w stronę samochodu.
Prezes popatrzył na nich stojąc na schodach i mruknął - wiedziałem, że to nie jest kuzynka!
Nikt tak czule kuzynki nie obejmuje, bo po co?
Godzina zrobiła się tymczasem obiadowa, więc pojechali "coś zjeść". Tym razem postanowili
pojechać do nowo otwartej naleśnikarni, zwłaszcza, że można było tam kupić również naleśniki
na wynos. Potem Ola namówiła Janusza by wpadli na chwilę do jakiegoś "spożywczaka" bo
z pewnością trzeba zrobić zakupy. Nie będą przecież "wyskakiwali" gdzieś na kolację czy śniadanie, poza tym to nawet obiad mogą zjeść w domu. Obiad w domu? nie chcę byś stała
przy garnkach. Zresztą mam tylko patelnię i mały garnek.
Gdy już zamknęły się za nimi drzwi domu, Janusz wreszcie mógł się "porządnie przywitać ze
swym skarbem". A "skarb" wyzwoliwszy się z objęć przypomniał Januszowi, że projekt jeszcze
nie jest całkiem skończony, że teraz ona zrobi kawę techniką swej mamy, a potem Janusz ma
dalej bawić się z projektem.
A co ty będziesz wtedy robić? dopytywał się Janusz. Ola zaśmiała się- przede wszystkim
będę patrzeć na ciebie, co jakiś czas cię pocałuję w kark, pomasuję ramiona, a w przerwie
pomiędzy tymi czynnościami coś sobie poczytam. Może być?
Gdy pili kawę Janusz zniknął na kilka minut i wrócił z Oli walizką i swoją aktówką.
Walizkę wyniósł od razu do sypialni, a potem coś wygrzebywał ze swej aktówki, wreszcie
przykucnął obok Oli , prosząc by koniecznie zamknęła oczy.Potem delikatnie ujął jej lewą
rękę, i na serdeczny palec mozolnie nasunął pierścionek, jednocześnie oddychając z ulgą.
Nie czekając na pozwolenie Ola otworzyła oczy, które nie wiadomo dlaczego jakoś się jej
zaszkliły.A Janusz powtarzał jak automat- bo cię kocham, kocham, kocham .
Pierścionek był zupełnie nie współczesny- obrączka była złota, nie miał oczka z jakiegoś
kamienia tylko dwa małe srebrne listki z jedną, srebrną kuleczką.
Och, on jest piękny i w moim rozmiarze.Chciała coś jeszcze powiedzieć, ale trudno mówić
gdy ktoś nas całuje w usta. Ola, zostań moją żoną, proszę. Będę dbał o Ciebie i Maćka
z całych swoich sił. No proszę, bardzo Cię proszę.
Ola, bardzo zaskoczona i wzruszona wydukała wreszcie, że dobrze, że będzie jego żoną, ale
on przecież wie, że ona nie będzie mogła dać mu dziecka. I znów Janusz tłumaczył łagodnie,
ale stanowczo, że ważna jest dla niego jej osoba, a nie przekazanie genów, że zostanie ojcem
Maćka i ominie go zmienianie pieluch i czekanie aż dziecko będzie bardziej komunikatywne.
Poza tym na ojca jakiegoś niemowlaka to on już jest za stary.
A ten pierścionek to jest z XIX wieku i był zaręczynowym pierścionkiem jego mamy, jest
jeszcze do niego zawieszka, ale zawieszkę to mama chce dać Oli sama, na powitanie.
No i on chciał się poradzić tylko mamy jaki pierścionek kupić a mama się uparła, że takiej
pięknej dziewczynie to trzeba dać coś nietypowego a nie biżuterię sztampową.
Czekaj, czekaj, a skąd mama wie jak ja wyglądam- chyba nie pokazałeś tego rysunku????
Nie, mam twoje i Maćka zdjęcie w aparcie komórki.Sięgnął po komórkę i pokazał Oli.
Obydwa zrobione były w ZOO.
A te dwa srebrne listeczki symbolizują małżonków, kuleczka to nasz Maciek.
A teraz to ja już siadam do pracy.
Książki to masz na górze, może coś dla siebie wybierzesz. A może lepiej połóż się trochę
i odpocznij. Jak widzisz telewizora w tym domu brak.
Ola poszła do sypialni, gdzie natknęła się na swoją walizkę. Wypakowała z niej swoje rzeczy,
które umieściła w szafie, potem przypomniała sobie, że ma przejrzeć to, co znalazła
w skrzynce na listy. Po kolei odkładała na bok różne świstki reklamowe, potem znalazła
wyciąg z konta bankowego , zawiadomienie z ADM, że będą jakieś zmiany w opłatach za
mieszkanie rodziców i całkiem sporą kopertę adresowaną do niej. Nie było nadawcy a ze
znaczka wynikało, że to list z RPA.
Siedziała z listem w ręce i ociągała się z jego otwarciem. W końcu wyciągnęła z torebki
pilnik do paznokci i przy jego pomocy otworzyła kopertę.
List był od jej teścia. Informował ją, że teraz oni przejmują obowiązek alimentacyjny Jacka,
bo Jacek gdzieś przepadł i teraz trwają poszukiwania. Wyjechał do Australii na poszukiwanie
opali, bo to było marzenie jego życia. Kolega, z którym na tę wyprawę wyjechał zgłosił
sprawę na policji gdy Jacek przez tydzień nie wrócił do obozowiska, gdzie zostały wszystkie
jego rzeczy. Ponieważ poszukiwania trwają już 3 miesiące, są bardzo złej myśli.
Jeśli okaże się, że Jacek nie żyje, oni nadal będą płacić należne alimenty, bo jak Ola wie, mają
na ten cel przeznaczony fundusz a Maciek był i jest ich wnukiem. Poszukiwania będą
jeszcze prowadzone do końca września i wtedy oni poinformują o ich wyniku Olę.
A w pazdzierniku do Polski przyjedzie z pewnością teść i będzie chciał się z Olą zobaczyć.
I jeśli do tego czasu Jacek się nie odnajdzie, to władze wystawią odpowiedni dokument, który
prawnie ureguluje sytuację rodzinną dziecka. Dalej była prośba o zdjęcie Oli i dziecka.
Ola czytała ten list już dwa razy i czuła jak drętwieje z przerażenia. Gdy ostatni raz widziała
Jacka , co było niemal 6 lat temu, powiedziała: "życzę by ci się spełniły twe życiowe marzenia,
w których nie było i nie ma miejsca dla dziecka". A Jacek obrócił się na pięcie i wyszedł.
No ale mu nie życzyłam czegoś złego przecież, pomyślała.
Ostatnio dzieją się wokoło mnie jakieś same dziwne rzeczy-nagle obdarzyłam miłością prawie obcego człowieka, Maciek za nim szleje a gdy ja chcę odebrać Jackowi prawa rodzicielskie
przychodzi list od teścia. Kurczę, niedługo w duchy i zaświaty uwierzę.
sobota, 28 stycznia 2017
Siedlisko- XII
Wizyta w domu Oli przebiegła w stylu wizyt dyplomatycznych, czyli w przyjaznej i pełnej zrozumienia atmosferze.
Janusz uprosił mamę Oli o przepis na tę super kawę, chwalił jej wypieki, ale na szczęście o
przepis nie poprosił.
Małe trzęsienie ziemi wywołał Maciek i to aż dwa razy. Pierwszy raz, gdy powiedział do
Janusza po imieniu i Janusz wyjaśnił swej ewentualnej teściowej, że nie widzi powodu, dla
którego Maciek miałby dodawać słowo "pan" i że to wcale nie jest brak szacunku.
Drugi raz, gdy na pytanie Maćka "mama, a gdzie ty byłaś w nocy", Ola odpowiedziała, że
nocowała u Janusza, bo było już bardzo, bardzo pózno.
W trakcie wizyty Janusz musiał koniecznie obejrzeć samochody Maćka, a było ich sporo.
Oczywiście Janusz o każdym modelu nieco z małym podyskutował. W pewnej chwili
w matce Oli obudziła się jakaś zastarzała żyłka pedagogiczna, bo stwierdziła, że Maciek
nie powinien przeszkadzać w rozmowie dorosłych, ale tym razem Ola stwierdziła, że mały
wcale nie przeszkadza a Janusz przyszedł przecież do nich wszystkich. Na szczęście Janusz
tego nie słyszał, bo był z Maćkiem w innym pokoju.
Potem rozmowa zeszła na temat Siedliska i ewentualnych rozwiązań tego problemu.
Fakt, że prawnym właścicielem była Ola, tak jakby nie całkiem docierał do świadomości
jej rodziców. Teoretycznie zgadzali się z tym, że ładowanie pieniędzy w ruinę zwaną
Siedliskiem jest niezbyt fortunnym pomysłem, a z drugiej strony marzyło im się, że będzie
z tego letnisko, z którego, po remoncie będą mogli korzystać. No ale gdyby im na tym
letnisku zależało, to mogli wcześniej się nim zainteresować i nie dopuścić by dom tak bardzo
popadł w ruinę.
Na temat Siedliska Janusz przezornie nie zabierał głosu. Gdy wymienił sumę, którą trzeba by wyłożyć na remont, to miny starszych państwa bardzo się wydłużyły.
Dalej dyskusję poprowadziła Ola, mówiąc, że nie ma o czym rozprawiać, bo ona sprzeda tę
ziemię i to najprawdopodobniej w dwóch etapach. Bo to są dwie działki razem grodzone a na
każdej z nich można swobodnie postawić dom. I szybciej znajdzie się dwóch nabywców niż
bardzo bogatego, jednego nabywcę. A ona już zdecydowała się na zakupienie domu na
działce w granicach miasta. A dom będzie na tyle duży, że są w nim pokoje gościnne i w lecie
rodzice będą mogli tam mieszkać i korzystać z uroków mieszkania blisko lasu.
Maciek, teoretycznie bardzo zajęty swoimi samochodami pilnie przysłuchiwał się rozmowie.
W końcu nie wytrzymał i zapytał: a czy ja będę miał wtedy swój własny pokój?
Ola z Januszem niemal chórem odpowiedzieli, że oczywiście i to całkiem duży pokój. A ogród
będzie? No jasne, wszystkie domy, które tam będą mają ogrody.I wiesz,tam będzie z pewnością
mieszkało dużo osób z dziećmi, więc będziesz miał kolegów.
Maciek zamyślił się. Za chwilę podszedł do Janusza- a wiesz,? ja widziałem taki program i tam
ludzie budowali domki na drzewach.Podoba mi się taki domek.
Janusz uśmiechnął się- żeby zbudować dom na drzewie to musi być do tego odpowiednie drzewo,
a w tych ogródkach takich drzew nie ma i nie będzie.To muszą być duże, mocne drzewa. Ale jeżeli będziesz chciał wybuduję dla ciebie mały domek w ogrodzie. A kiedy będzie ten nowy dom? Prawdopodobnie już za rok, odpowiedział Janusz.
Ojej, to jeszcze strasznie długo, smutnym głosem zauważył Maciuś. No długo, przytaknął mu
Janusz, który najchętniej zamieszkałby natychmiast z Olą i Maćkiem, nawet na drzewie.
Janusz zaczął się żegnać a Ola przypomniała sobie, że przecież zostawiła w samochodzie Janusza podkładkę samochodową Maćka , więc wyszła razem z nim.
Pół godziny przesiedzieli w samochodzie, dopinając plan działania na najbliższe dni. Janusz obiecał, że najdalej pojutrze zawiezie pracowników na Siedlisko, żeby podciągnęli wodę na część z sadem i koniecznie przegrodzili działkę na dwie równe części i zrobili osobny wjazd do sadu.
Poza tym ogłosi kolegom i znajomym, że jest działka do kupienia i na pewno ktoś chętny się znajdzie. Skontaktuje się z prawnikiem i uczuli go, że pośpiech jest mile widziany w tej sprawie.
I ma propozycję, żeby przygotować część działki z sadem na ten kanadyjski domek . Przez rok będzie to domek do demonstrowania publice w weekendy a potem się go od firmy odkupi za małe
pieniądze i będzie można mieć tam letni domek i niech tam sobie dziadkowie mieszkają od wiosny
do zimy. No i w tym tygodniu trzeba podpisać umowę na budowę tego nowego domu i może nie
byłoby głupie wybrać nieco bliższą lokalizację na osiedlu, bo może to i miło pod lasem, ale tamte domki mogą wylecieć z planu i będą wybudowane ze sporym poślizgiem, to raz, a dwa, że do
ewentualnych udogodnień jak autobus , sklep itp. z innego miejsca niż pod lasem,będzie bliżej.
Potem to już tylko były "jęki i płacze", że muszą jeszcze na razie być osobno. Ola pocieszyła Janusza, że przecież niedługo będzie sierpień.
Ola, błagam cię, pomieszkaj ze mną u mnie do sierpnia. Nie będę cię zamęczał, chcę tylko być
blisko ciebie. Będę cię odwoził do pracy i przyjeżdżał po ciebie. Mam kilka pilnych projektów,
a zdychając z tęsknoty za tobą zawalę terminy. Muszę je zrobić, inaczej nici z urlopu. Ola
obiecała, że pomyśli o tym i wielce smutni rozstali się.
Ola stojąc przed lustrem w łazience zastanawiała się czy ma po kolei w głowie.
Trzy dni znajomości i ląduje w łóżka faceta, którego ledwie zna. Mało tego, już samo
wspomnienie jego dotyku, pocałunków i pieszczot przyprawia ją o zawrót głowy i motyle w brzuchu. Jednocześnie czuje do niego niebywałe zaufanie i wszystko staje się niemal dziecinnie proste.
A do tego Maciek- Maciek, który wprawdzie był rezolutnym dzieckiem, ale nigdy nie darzył
obcych ufnością, lepi się do Janusza . A Janusz w ciągu minuty znalazł z nim wspólny język.
Dziwne to wszystko. Równie dziwne jak to, że Janusz doskonale ją wyczuwał, co najczęściej przychodzi po jakimś czasie bycia razem. Po raz pierwszy w życiu czuła takie pełne zespolenie, jakby tworzyli jeden organizm. Jak on to powiedział? że czuje mnie każdym milimetrem swego ciała.I tak chyba jest.
Mogę chyba wyciec z domu na 4 dni. Jutro nałgam, że jadę na 4 dni w delegację służbową.
A potem to oni wyjeżdżają, więc pomieszkam u Janusza. Muszę złożyć wniosek w sądzie o
pozbawienie Jacka praw ojcowskich, nawet jeśli miałabym nie dostawać alimentów. Przecież
ktoś, kto tylko płaci alimenty i nigdy dziecka nie odwiedza, nie utrzymuje żadnego, nawet
listowego kontaktu chyba nie powinien mieć praw ojcowskich. Świadków mam, bo od początku mieszkam u swoich rodziców.
Z kłębiącymi się myślami ułożyła się w łóżku. Ale sen nie nadchodził.Napisała sms do Janusza,
że wykombinuje coś od wtorku i że brak jej jego obecności.Odzew był natychmiastowy-kocham
cię, tęsknię. Biorę się za projekt, bo nie mogę spać.
Rano gdy wyszła z bramy budynku stanęła jak wryta- czekał na nią w samochodzie Janusz.
Wyglądał dość marnie, bo wcale nie spał tej nocy. Musiał skończyć projekt. Ola natychmiast
podjęła decyzję, że w tę "delegację" wyjedzie jeszcze dziś, wieczorem.
Janusz uprosił mamę Oli o przepis na tę super kawę, chwalił jej wypieki, ale na szczęście o
przepis nie poprosił.
Małe trzęsienie ziemi wywołał Maciek i to aż dwa razy. Pierwszy raz, gdy powiedział do
Janusza po imieniu i Janusz wyjaśnił swej ewentualnej teściowej, że nie widzi powodu, dla
którego Maciek miałby dodawać słowo "pan" i że to wcale nie jest brak szacunku.
Drugi raz, gdy na pytanie Maćka "mama, a gdzie ty byłaś w nocy", Ola odpowiedziała, że
nocowała u Janusza, bo było już bardzo, bardzo pózno.
W trakcie wizyty Janusz musiał koniecznie obejrzeć samochody Maćka, a było ich sporo.
Oczywiście Janusz o każdym modelu nieco z małym podyskutował. W pewnej chwili
w matce Oli obudziła się jakaś zastarzała żyłka pedagogiczna, bo stwierdziła, że Maciek
nie powinien przeszkadzać w rozmowie dorosłych, ale tym razem Ola stwierdziła, że mały
wcale nie przeszkadza a Janusz przyszedł przecież do nich wszystkich. Na szczęście Janusz
tego nie słyszał, bo był z Maćkiem w innym pokoju.
Potem rozmowa zeszła na temat Siedliska i ewentualnych rozwiązań tego problemu.
Fakt, że prawnym właścicielem była Ola, tak jakby nie całkiem docierał do świadomości
jej rodziców. Teoretycznie zgadzali się z tym, że ładowanie pieniędzy w ruinę zwaną
Siedliskiem jest niezbyt fortunnym pomysłem, a z drugiej strony marzyło im się, że będzie
z tego letnisko, z którego, po remoncie będą mogli korzystać. No ale gdyby im na tym
letnisku zależało, to mogli wcześniej się nim zainteresować i nie dopuścić by dom tak bardzo
popadł w ruinę.
Na temat Siedliska Janusz przezornie nie zabierał głosu. Gdy wymienił sumę, którą trzeba by wyłożyć na remont, to miny starszych państwa bardzo się wydłużyły.
Dalej dyskusję poprowadziła Ola, mówiąc, że nie ma o czym rozprawiać, bo ona sprzeda tę
ziemię i to najprawdopodobniej w dwóch etapach. Bo to są dwie działki razem grodzone a na
każdej z nich można swobodnie postawić dom. I szybciej znajdzie się dwóch nabywców niż
bardzo bogatego, jednego nabywcę. A ona już zdecydowała się na zakupienie domu na
działce w granicach miasta. A dom będzie na tyle duży, że są w nim pokoje gościnne i w lecie
rodzice będą mogli tam mieszkać i korzystać z uroków mieszkania blisko lasu.
Maciek, teoretycznie bardzo zajęty swoimi samochodami pilnie przysłuchiwał się rozmowie.
W końcu nie wytrzymał i zapytał: a czy ja będę miał wtedy swój własny pokój?
Ola z Januszem niemal chórem odpowiedzieli, że oczywiście i to całkiem duży pokój. A ogród
będzie? No jasne, wszystkie domy, które tam będą mają ogrody.I wiesz,tam będzie z pewnością
mieszkało dużo osób z dziećmi, więc będziesz miał kolegów.
Maciek zamyślił się. Za chwilę podszedł do Janusza- a wiesz,? ja widziałem taki program i tam
ludzie budowali domki na drzewach.Podoba mi się taki domek.
Janusz uśmiechnął się- żeby zbudować dom na drzewie to musi być do tego odpowiednie drzewo,
a w tych ogródkach takich drzew nie ma i nie będzie.To muszą być duże, mocne drzewa. Ale jeżeli będziesz chciał wybuduję dla ciebie mały domek w ogrodzie. A kiedy będzie ten nowy dom? Prawdopodobnie już za rok, odpowiedział Janusz.
Ojej, to jeszcze strasznie długo, smutnym głosem zauważył Maciuś. No długo, przytaknął mu
Janusz, który najchętniej zamieszkałby natychmiast z Olą i Maćkiem, nawet na drzewie.
Janusz zaczął się żegnać a Ola przypomniała sobie, że przecież zostawiła w samochodzie Janusza podkładkę samochodową Maćka , więc wyszła razem z nim.
Pół godziny przesiedzieli w samochodzie, dopinając plan działania na najbliższe dni. Janusz obiecał, że najdalej pojutrze zawiezie pracowników na Siedlisko, żeby podciągnęli wodę na część z sadem i koniecznie przegrodzili działkę na dwie równe części i zrobili osobny wjazd do sadu.
Poza tym ogłosi kolegom i znajomym, że jest działka do kupienia i na pewno ktoś chętny się znajdzie. Skontaktuje się z prawnikiem i uczuli go, że pośpiech jest mile widziany w tej sprawie.
I ma propozycję, żeby przygotować część działki z sadem na ten kanadyjski domek . Przez rok będzie to domek do demonstrowania publice w weekendy a potem się go od firmy odkupi za małe
pieniądze i będzie można mieć tam letni domek i niech tam sobie dziadkowie mieszkają od wiosny
do zimy. No i w tym tygodniu trzeba podpisać umowę na budowę tego nowego domu i może nie
byłoby głupie wybrać nieco bliższą lokalizację na osiedlu, bo może to i miło pod lasem, ale tamte domki mogą wylecieć z planu i będą wybudowane ze sporym poślizgiem, to raz, a dwa, że do
ewentualnych udogodnień jak autobus , sklep itp. z innego miejsca niż pod lasem,będzie bliżej.
Potem to już tylko były "jęki i płacze", że muszą jeszcze na razie być osobno. Ola pocieszyła Janusza, że przecież niedługo będzie sierpień.
Ola, błagam cię, pomieszkaj ze mną u mnie do sierpnia. Nie będę cię zamęczał, chcę tylko być
blisko ciebie. Będę cię odwoził do pracy i przyjeżdżał po ciebie. Mam kilka pilnych projektów,
a zdychając z tęsknoty za tobą zawalę terminy. Muszę je zrobić, inaczej nici z urlopu. Ola
obiecała, że pomyśli o tym i wielce smutni rozstali się.
Ola stojąc przed lustrem w łazience zastanawiała się czy ma po kolei w głowie.
Trzy dni znajomości i ląduje w łóżka faceta, którego ledwie zna. Mało tego, już samo
wspomnienie jego dotyku, pocałunków i pieszczot przyprawia ją o zawrót głowy i motyle w brzuchu. Jednocześnie czuje do niego niebywałe zaufanie i wszystko staje się niemal dziecinnie proste.
A do tego Maciek- Maciek, który wprawdzie był rezolutnym dzieckiem, ale nigdy nie darzył
obcych ufnością, lepi się do Janusza . A Janusz w ciągu minuty znalazł z nim wspólny język.
Dziwne to wszystko. Równie dziwne jak to, że Janusz doskonale ją wyczuwał, co najczęściej przychodzi po jakimś czasie bycia razem. Po raz pierwszy w życiu czuła takie pełne zespolenie, jakby tworzyli jeden organizm. Jak on to powiedział? że czuje mnie każdym milimetrem swego ciała.I tak chyba jest.
Mogę chyba wyciec z domu na 4 dni. Jutro nałgam, że jadę na 4 dni w delegację służbową.
A potem to oni wyjeżdżają, więc pomieszkam u Janusza. Muszę złożyć wniosek w sądzie o
pozbawienie Jacka praw ojcowskich, nawet jeśli miałabym nie dostawać alimentów. Przecież
ktoś, kto tylko płaci alimenty i nigdy dziecka nie odwiedza, nie utrzymuje żadnego, nawet
listowego kontaktu chyba nie powinien mieć praw ojcowskich. Świadków mam, bo od początku mieszkam u swoich rodziców.
Z kłębiącymi się myślami ułożyła się w łóżku. Ale sen nie nadchodził.Napisała sms do Janusza,
że wykombinuje coś od wtorku i że brak jej jego obecności.Odzew był natychmiastowy-kocham
cię, tęsknię. Biorę się za projekt, bo nie mogę spać.
Rano gdy wyszła z bramy budynku stanęła jak wryta- czekał na nią w samochodzie Janusz.
Wyglądał dość marnie, bo wcale nie spał tej nocy. Musiał skończyć projekt. Ola natychmiast
podjęła decyzję, że w tę "delegację" wyjedzie jeszcze dziś, wieczorem.
Siedlisko -XI
Noc upłynęła na rozmowach, delikatnych pieszczotach, snuciu wspólnych planów.Ola
zasypiała i budziła się opleciona ramionami Janusza.Byli sobą zachwyceni i ciągle
zadziwieni, że mają tyle wspólnych upodobań.
Ciemność pokoju rozświetlało delikatne, seledynowe światło małej,nocnej lampki
w kształcie muszli ślimaka. Bardzo się Oli podobała.
Och, zapłaciłem za nią majątek, to Tiffanny. Ogromnie mi się podobała, kupiłem ją
z myślą o prezencie dla mamy, ale tak mi się spodobała, że zostawiłem sobie. Mamie
kupiłem perfumy i też była zadowolona. Wiesz kochanie, nigdy nie używam tej lampki
i teraz jest właściwie jej premiera .Na premierę u mnie czekała wiele lat. A ty jesteś
pierwszą kobietą, która jest w moim domu, w mojej sypialni i pierwszą, którą oświetla
ta lampka.
A twoja była? - cichutko zapytała Ola.
Nawet nie widziała tego domu, rozszedłem się nim tu zamieszkałem.
Potem długo dochodziłem do siebie a potem to jakoś nie miałem czasu ani ochoty na
nowy związek. Nie będę kłamał, bywały jakieś "przelotne panie", ale nigdy tutaj.
I było to już tak dawno, że dziś rano, jadąc do ciebie, musiałem wstąpić do apteki by
cię nie skrzywdzić.
No ładnie, byłeś pewny, że tu wyląduję?. Nie nie byłem, ale miałem taką cichutką,
malutką nadzieję. Bo my jesteśmy dla siebie stworzeni, wiesz?
Czuję cię każdym milimetrem mego ciała. No nie mam pojęcia jak ja w poniedziałek
będę pracował! Zejdę z tęsknoty za tobą.
No to pomyśl sobie, że w drugiej połowie sierpnia będę z Maćkiem nad morzem.
Od pierwszego do piętnastego będzie z dziadkami, a potem ja przyjadę a oni wrócą.
Od dwóch lat wynajmujemy tam mały domek, czyli dwa pokoje z kuchnią i węzłem
sanitarnym mówiąc językiem budowlańców.Gdy Maciek jest z dziadkami to mama
tam gotuje obiady, bo smarkul jest grymaśny, ale gdy ja jestem to obiady jemy
"gdzie popadnie" i też jest dobrze.
O, moja kochana, to jadę z tobą, dobrze? Wyobrażam sobie miny kumpli.Urlopu mam
niemal więcej niż włosów na głowie!
A nie interesuje cię gdzie to jest? Wybrzeże mamy długie, wiesz?
Obojętne, najważniejsze, że będziesz ty. No dobrze, to gdzie będziemy nad tym
Bałtykiem? W Juracie. Tam przynajmniej jest gdzie pospacerować.
Janusz, a jutro, a właściwie dziś, biorąc pod uwagę godzinę, to wpadniemy do
moich rodziców po południu, na kawę, dobrze?
Co tylko zechcesz Olusiu. Czy mam ich poprosić o twoją rękę?
Janusz, bądż poważny.Chyba jak na razie nie jest nam ślub potrzebny. Jest jeszcze
jedna sprawa, którą muszę rozwiązać przedtem. Ale o tym pomówimy innym
razem. Lepiej mnie pocałuj i może trochę pośpimy? Ale całowanie działało zbyt
ożywczo i zasnęli dopiero nad ranem.
Olę obudziły pocałunki i cichy głos Janusza- kąpiel gotowa, kawa czeka, i zrobię
na śniadanie co zechcesz.
Hydromasaż po niemal nieprzespanej nocy był genialnym rozwiązaniem. Janusz
zrobił na śniadanie omlet , pomógł Oli wysuszyć włosy i je rozczesać, sam
pościelił łózko i pomył naczynia po śniadaniu.
A potem poprosił, by poszła do salonu ( nazwa living room nie przechodziła mu
jakoś przez gardło), bo coś na nią czeka na biurku.
Na samym wierzchu leżała kartka z bloku kreślarskiego a na niej była sportretowana
Ola.
Ola leżąca na boku, z lekko odkrytą jedną piersią, włosami częściowo zakrywającymi
twarz, jedną ręką schowaną pod kocykiem i drugą lekko zaciśniętą w pięść.
Ojej, ależ jestem tu rozczochrana! Janusz, jesteś niemożliwie zdolnym człowiekiem.
To niemal fotografia! Jesteś niesamowity- wstałeś wcześniej i zamiast mnie obudzić
to mnie rysowałeś!
Janusz uśmiechnął się- nie miałem serca cię budzić, choć nie ukrywam, miałem
ochotę na małe pieszczoty. A teraz nie masz?- spytała. Miał nadal.
Po tak póznym śniadaniu nie mieli ochoty na obiad, wiec zostali w domu aż do
chwili gdy już musieli pojechać do domu Oli, bo dochodziła godz. 17,00.
W drodze Janusz żartował, że już dziś zapyta się Maćka, czy może się ożenić
z jego mamą. Ale on naprawdę był zdania, że gdy zdecydują się na wspólne życie
to właśnie on o tym porozmawia z Maćkiem bo na pewno dla dziecka małżeństwo
jego matki może być przeżyciem traumatycznym.
zasypiała i budziła się opleciona ramionami Janusza.Byli sobą zachwyceni i ciągle
zadziwieni, że mają tyle wspólnych upodobań.
Ciemność pokoju rozświetlało delikatne, seledynowe światło małej,nocnej lampki
w kształcie muszli ślimaka. Bardzo się Oli podobała.
Och, zapłaciłem za nią majątek, to Tiffanny. Ogromnie mi się podobała, kupiłem ją
z myślą o prezencie dla mamy, ale tak mi się spodobała, że zostawiłem sobie. Mamie
kupiłem perfumy i też była zadowolona. Wiesz kochanie, nigdy nie używam tej lampki
i teraz jest właściwie jej premiera .Na premierę u mnie czekała wiele lat. A ty jesteś
pierwszą kobietą, która jest w moim domu, w mojej sypialni i pierwszą, którą oświetla
ta lampka.
A twoja była? - cichutko zapytała Ola.
Nawet nie widziała tego domu, rozszedłem się nim tu zamieszkałem.
Potem długo dochodziłem do siebie a potem to jakoś nie miałem czasu ani ochoty na
nowy związek. Nie będę kłamał, bywały jakieś "przelotne panie", ale nigdy tutaj.
I było to już tak dawno, że dziś rano, jadąc do ciebie, musiałem wstąpić do apteki by
cię nie skrzywdzić.
No ładnie, byłeś pewny, że tu wyląduję?. Nie nie byłem, ale miałem taką cichutką,
malutką nadzieję. Bo my jesteśmy dla siebie stworzeni, wiesz?
Czuję cię każdym milimetrem mego ciała. No nie mam pojęcia jak ja w poniedziałek
będę pracował! Zejdę z tęsknoty za tobą.
No to pomyśl sobie, że w drugiej połowie sierpnia będę z Maćkiem nad morzem.
Od pierwszego do piętnastego będzie z dziadkami, a potem ja przyjadę a oni wrócą.
Od dwóch lat wynajmujemy tam mały domek, czyli dwa pokoje z kuchnią i węzłem
sanitarnym mówiąc językiem budowlańców.Gdy Maciek jest z dziadkami to mama
tam gotuje obiady, bo smarkul jest grymaśny, ale gdy ja jestem to obiady jemy
"gdzie popadnie" i też jest dobrze.
O, moja kochana, to jadę z tobą, dobrze? Wyobrażam sobie miny kumpli.Urlopu mam
niemal więcej niż włosów na głowie!
A nie interesuje cię gdzie to jest? Wybrzeże mamy długie, wiesz?
Obojętne, najważniejsze, że będziesz ty. No dobrze, to gdzie będziemy nad tym
Bałtykiem? W Juracie. Tam przynajmniej jest gdzie pospacerować.
Janusz, a jutro, a właściwie dziś, biorąc pod uwagę godzinę, to wpadniemy do
moich rodziców po południu, na kawę, dobrze?
Co tylko zechcesz Olusiu. Czy mam ich poprosić o twoją rękę?
Janusz, bądż poważny.Chyba jak na razie nie jest nam ślub potrzebny. Jest jeszcze
jedna sprawa, którą muszę rozwiązać przedtem. Ale o tym pomówimy innym
razem. Lepiej mnie pocałuj i może trochę pośpimy? Ale całowanie działało zbyt
ożywczo i zasnęli dopiero nad ranem.
Olę obudziły pocałunki i cichy głos Janusza- kąpiel gotowa, kawa czeka, i zrobię
na śniadanie co zechcesz.
Hydromasaż po niemal nieprzespanej nocy był genialnym rozwiązaniem. Janusz
zrobił na śniadanie omlet , pomógł Oli wysuszyć włosy i je rozczesać, sam
pościelił łózko i pomył naczynia po śniadaniu.
A potem poprosił, by poszła do salonu ( nazwa living room nie przechodziła mu
jakoś przez gardło), bo coś na nią czeka na biurku.
Na samym wierzchu leżała kartka z bloku kreślarskiego a na niej była sportretowana
Ola.
Ola leżąca na boku, z lekko odkrytą jedną piersią, włosami częściowo zakrywającymi
twarz, jedną ręką schowaną pod kocykiem i drugą lekko zaciśniętą w pięść.
Ojej, ależ jestem tu rozczochrana! Janusz, jesteś niemożliwie zdolnym człowiekiem.
To niemal fotografia! Jesteś niesamowity- wstałeś wcześniej i zamiast mnie obudzić
to mnie rysowałeś!
Janusz uśmiechnął się- nie miałem serca cię budzić, choć nie ukrywam, miałem
ochotę na małe pieszczoty. A teraz nie masz?- spytała. Miał nadal.
Po tak póznym śniadaniu nie mieli ochoty na obiad, wiec zostali w domu aż do
chwili gdy już musieli pojechać do domu Oli, bo dochodziła godz. 17,00.
W drodze Janusz żartował, że już dziś zapyta się Maćka, czy może się ożenić
z jego mamą. Ale on naprawdę był zdania, że gdy zdecydują się na wspólne życie
to właśnie on o tym porozmawia z Maćkiem bo na pewno dla dziecka małżeństwo
jego matki może być przeżyciem traumatycznym.
Siedlisko- X
Gdy Ola wróciła do domu, Maciek już dawno spał. Dochodziła już północ ojciec
pochrapywał przy włączonym telewizorze a matka czekała na Olę, udając, że wcale
na nią nie czeka.
Mamuś, przecież mówiłam, że wrócę bardzo pózno, czemu się nie położyłaś?
Mama wzruszyła ramionami - i tak bym przecież nie zasnęła, bo się denerwuję gdy
kogoś z rodziny w domu nie ma do północy.
Ola uśmiechnęła się- ale ja już jestem bardzo duża dziewczynka, pełnoletnia i nieraz
mi się będzie zdarzać, że będę wracać b.pózno, a może wcale nie wrócę na noc, ale
zawsze Cię o tym na czas powiadomię.
A jutro jestem umówiona na wyprawę do ZOO i oczywiście biorę Maćka. Na twarzy
matki malowało się zdumienie. Naprawdę, a on co, też ma dziecko?
Nie mamuś, nie ma, ma mnie i Maćka. Przy okazji ci to wszystko opowiem, teraz muszę
się jednak położyć, bo to ZOO jednak spore jest i czeka mnie dużo chodzenia.
Wychodzimy z domu o 10,00, ale nie wiem kiedy wrócimy. Obiad zjemy na mieście.
Cmoknęła mamę w policzek i poszła do łazienki, zostawiając matkę w stanie wielkiego
zdumienia.
W łazience ścignął ją sms od Janusza-"tęsknię,całuję, śpij dobrze". Ola zamiast pisać
zadzwoniła.Wymienili stopnie swej tęsknoty, pocmokali powietrze i się rozłączyli.
Ola zasypiając rozmyślała z czułością o Januszu ,a Janusz marzył o tym, by móc ją tulić.
Rano Maciek na wiadomość o tym, że pojedzie z mamą do ZOO wykonał dziki taniec,
coś pomiędzy tańcem św. Wita a boogi woogi. Ola powiedziała mu, że do ZOO zaprosił
ich jej znajomy, pan Janusz, więc niech się Maciek postara być grzeczny i nie marudzić.
I ma chodzić po słońcu w czapeczce. I nie dłubać przypadkiem w nosie ani nie sprawdzać
czy mu nie rośnie jaki nowy ząb w dziobie.
Mama, a będę mógł pojechać na kucyku? Jasne, o ile nie będzie zbyt dużej kolejki do
przejażdżki. I pamiętaj- nie wolno się ode mnie oddalać, nie będę cię potem szukać sama,
tyko zawiadomię policję, żeby cię szukała- Ola wytoczyła broń dalekiego zasięgu.
Za 5 dziesiąta Ola wraz z synkiem i podkładką samochodową zjechała na dół. Maciek
był nieco niepewny, bo przecież żadnego pana Janusza nie znał.
A Janusz już czekał na nich. Odetchnął, gdy zobaczył, że Ola ma podkładkę na siedzenie
samochodowe dla Maćka, wysiadł z samochodu, wpierw się przywitał czule z Olą, potem
Ola przedstawiła mu Maćka, a Janusz wymienił z małym niemal męski uścisk ręki,
zamocował podkładkę, usadowił na niej Maćka i przypiął pasem.
Gdy ruszyli i ujechali nieduży kawałek, Janusz zapytał się Maćka czy mu wygodnie, bo
jeśli nie, to może coś się da poprawić. Ale Maćkowi było wygodnie a poza tym był bardzo
zajęty oglądaniem samochodu.
Jeszcze nigdy nie jechałem taki samochodem- oświadczył. A podoba ci się? -zapytał Janusz.
Tak, bardzo fajny. Po chwili padło następne pytanie- a jak ja mam do pana mówić??
Nim Ola zdążyła odpowiedzieć odezwał się Janusz- przecież mam na imię Janusz, będziemy
mówić sobie po imieniu. Ty jesteś Maciek a ja Janusz. Maciusia wyraznie zatkało i długo
się nie odzywał. Jak dotąd nikt z dorosłych nie pozwolił mu mówić do siebie po imieniu.
Na parkingu koło ZOO z trudem znalezli miejsce. Maciek oglądał uważnie samochód, potem
powiadomił Olę, że : "wiesz mamusiu, to jest terenówka, taka z napędem na cztery koła".
Janusz uśmiechnął się szeroko- no proszę, to ty się Maćku znasz na samochodach! Masz rację,
to jest terenówka. A Ola pomyślała- oooo, uwodzą się chłopaki wzajemnie.
Maciek bez problemu dał się wziąć za rękę przy przechodzeniu z parkingu do kas i potem do
wejścia. Postanowili, że wpierw obejrzą to wszystko co jest na prawo od głównego deptaka a
wracając obejrzą to co jest po przeciwnej stronie.
To śmieszne- powiedział nagle Maciek- teraz idziemy i będziemy oglądać wszystko to co
jest po prawej stronie a wracając też będziemy oglądać to co jest po prawej stronie. To tak
jakby lewej strony nie było- Maciek nadal wałkował temat.
W międzyczasie dotarli do klatek i wybiegu małp. Tu jak zawsze był tłum ludzi i Janusz wziął
Maćka za rękę i delikatnie przepchnął się z nim do przodu. Objaśniał małemu jak która małpa
się nazywa ukradkiem czerpiąc wiedzę z tabliczek.
Wiesz Janusz, ja to bym bardzo chciał mieć małpkę w domu. A ty? Ja nie- Janusz pokręcił
przecząco głową. Bo takiej jednej małpce byłoby w domu bardzo smutno. Popatrz ile tu małpek
jest w jednej klatce i na wybiegu.
Małpki muszą mieć dużo miejsca do biegania i wspinania się, poza tym to żeby się dobrze
czuły to muszą żyć w stadzie.Stado to ich rodzina, cała masa sióstr i braci, kuzynów , ciotek,
wujków.Młode uczą się wszystkiego od starszych małpek. Taka samotna małpka zachorowałaby
z tęsknoty za stadem. Po półgodzinnej kontemplacji małpich figli poszli dalej.
W drodze do następnego wybiegu Maciek szedł pomiędzy Olą i Januszem, trzymając Janusza za
rękę.
Teraz wałkował temat psa w domu. Janusz, a psa chciałbyś mieć?
Chciałbym, ale psa będę mieć dopiero na emeryturze. Pies nie może siedzieć sam w domu cały dzień. Psa trzeba kilka razy dziennie wyprowadzać na spacer. Pomyśl Maciek- byłoby ci dobrze gdyby ktoś cię zostawił na calutki dzień samego w domu?
A dziadek jest na emeryturze a nie ma psa. Dlaczego mamo?
Bo dziadek mieszka w bloku, na wysokim piętrze a mieszkanie duże nie jest. I bez psa nie ma za dużo w nim miejsca.
Mamo, mamo, zobacz, słoń dmucha piaskiem i wszyscy się odsuwają. Nie podchodzmy tam, to
może być niebezpieczne- Maciek stanął w miejscu , rozłożył ręce zastawiając drogę Januszowi i matce.
Masz rację Maćku, nie będziemy tam podchodzić. Janusz wziął chłopca za rękę . Pójdziemy do tygrysów, dobrze?
Tygrysy byczyły się w krzakach i nie bardzo chciały się zaprezentować .
Maciek, a pić to ci się przypadkiem nie chce? - zapytał Janusz. Bo popatrz, tam jest taka letnia kawiarenka, możemy tam podejść i zobaczymy co tam jest do picia. Oleńko, zajmij stolik, a my
z Maćkiem zobaczymy co tam jest do picia.
Maciek odwrócił się do matki - nie wezmę coli mamo, ale sok niegazowany.
Po kwadransie Janusz postawił na stoliku dwie kawy a Maciek butelkę soku pomarańczowego
i plastikową szklankę. Wzmocniwszy się kawą Ola zaproponowała, by teraz pójść do wielbłądów, czyli już zawrócić. Było gorąco i większość zwierząt na swych wybiegach chowała się pod
drzewami.
Maciek niemal cały czas szedł z Januszem trzymając go za rękę a za nimi, przyglądając się im ze wzruszeniem szła Ola. Co jakiś czas wszyscy przystawali przy kolejnych wybiegach, a Janusz zawsze coś Maćkowi wyjaśniał. Przy fokach Maciek zatkał nos- oj, jak one paskudnie
śmierdzą! Jakoś tak jak w sklepie rybnym gdy babcia śledzie kupuje.
Na koniec zajrzeli jeszcze do budynku akwarium i Janusz orzekł, że trzeba będzie kiedyś
pojechać z Maćkiem do Gdyni by zobaczył tamto oceanarium i koniecznie fokarium na Helu.
A to ty miewasz czasem urlop?- zdziwiła się Ola.
Od tego lata będę miał, roześmiał się Janusz.
Na obiad pojechali do podmiejskiego pensjonatu, a Maciek zapomniał zupełnie, że przecież
nie lubi marchewki i wszystko grzecznie zmiótł z talerza.
Potem odwiezli Maćka do domu. Ola zaprowadziła małego do domu. Mamie szepnęła na ucho,
że jeśli dziś wróci to bardzo pózno, albo dopiero w niedzielę po południu i wtedy przyjdzie z Januszem.
W pół godziny pózniej Ola wraz z Januszem siedziała w wannie z hydromasażem a Janusz
na zmianę zachwycał się nią i...Maćkiem.
pochrapywał przy włączonym telewizorze a matka czekała na Olę, udając, że wcale
na nią nie czeka.
Mamuś, przecież mówiłam, że wrócę bardzo pózno, czemu się nie położyłaś?
Mama wzruszyła ramionami - i tak bym przecież nie zasnęła, bo się denerwuję gdy
kogoś z rodziny w domu nie ma do północy.
Ola uśmiechnęła się- ale ja już jestem bardzo duża dziewczynka, pełnoletnia i nieraz
mi się będzie zdarzać, że będę wracać b.pózno, a może wcale nie wrócę na noc, ale
zawsze Cię o tym na czas powiadomię.
A jutro jestem umówiona na wyprawę do ZOO i oczywiście biorę Maćka. Na twarzy
matki malowało się zdumienie. Naprawdę, a on co, też ma dziecko?
Nie mamuś, nie ma, ma mnie i Maćka. Przy okazji ci to wszystko opowiem, teraz muszę
się jednak położyć, bo to ZOO jednak spore jest i czeka mnie dużo chodzenia.
Wychodzimy z domu o 10,00, ale nie wiem kiedy wrócimy. Obiad zjemy na mieście.
Cmoknęła mamę w policzek i poszła do łazienki, zostawiając matkę w stanie wielkiego
zdumienia.
W łazience ścignął ją sms od Janusza-"tęsknię,całuję, śpij dobrze". Ola zamiast pisać
zadzwoniła.Wymienili stopnie swej tęsknoty, pocmokali powietrze i się rozłączyli.
Ola zasypiając rozmyślała z czułością o Januszu ,a Janusz marzył o tym, by móc ją tulić.
Rano Maciek na wiadomość o tym, że pojedzie z mamą do ZOO wykonał dziki taniec,
coś pomiędzy tańcem św. Wita a boogi woogi. Ola powiedziała mu, że do ZOO zaprosił
ich jej znajomy, pan Janusz, więc niech się Maciek postara być grzeczny i nie marudzić.
I ma chodzić po słońcu w czapeczce. I nie dłubać przypadkiem w nosie ani nie sprawdzać
czy mu nie rośnie jaki nowy ząb w dziobie.
Mama, a będę mógł pojechać na kucyku? Jasne, o ile nie będzie zbyt dużej kolejki do
przejażdżki. I pamiętaj- nie wolno się ode mnie oddalać, nie będę cię potem szukać sama,
tyko zawiadomię policję, żeby cię szukała- Ola wytoczyła broń dalekiego zasięgu.
Za 5 dziesiąta Ola wraz z synkiem i podkładką samochodową zjechała na dół. Maciek
był nieco niepewny, bo przecież żadnego pana Janusza nie znał.
A Janusz już czekał na nich. Odetchnął, gdy zobaczył, że Ola ma podkładkę na siedzenie
samochodowe dla Maćka, wysiadł z samochodu, wpierw się przywitał czule z Olą, potem
Ola przedstawiła mu Maćka, a Janusz wymienił z małym niemal męski uścisk ręki,
zamocował podkładkę, usadowił na niej Maćka i przypiął pasem.
Gdy ruszyli i ujechali nieduży kawałek, Janusz zapytał się Maćka czy mu wygodnie, bo
jeśli nie, to może coś się da poprawić. Ale Maćkowi było wygodnie a poza tym był bardzo
zajęty oglądaniem samochodu.
Jeszcze nigdy nie jechałem taki samochodem- oświadczył. A podoba ci się? -zapytał Janusz.
Tak, bardzo fajny. Po chwili padło następne pytanie- a jak ja mam do pana mówić??
Nim Ola zdążyła odpowiedzieć odezwał się Janusz- przecież mam na imię Janusz, będziemy
mówić sobie po imieniu. Ty jesteś Maciek a ja Janusz. Maciusia wyraznie zatkało i długo
się nie odzywał. Jak dotąd nikt z dorosłych nie pozwolił mu mówić do siebie po imieniu.
Na parkingu koło ZOO z trudem znalezli miejsce. Maciek oglądał uważnie samochód, potem
powiadomił Olę, że : "wiesz mamusiu, to jest terenówka, taka z napędem na cztery koła".
Janusz uśmiechnął się szeroko- no proszę, to ty się Maćku znasz na samochodach! Masz rację,
to jest terenówka. A Ola pomyślała- oooo, uwodzą się chłopaki wzajemnie.
Maciek bez problemu dał się wziąć za rękę przy przechodzeniu z parkingu do kas i potem do
wejścia. Postanowili, że wpierw obejrzą to wszystko co jest na prawo od głównego deptaka a
wracając obejrzą to co jest po przeciwnej stronie.
To śmieszne- powiedział nagle Maciek- teraz idziemy i będziemy oglądać wszystko to co
jest po prawej stronie a wracając też będziemy oglądać to co jest po prawej stronie. To tak
jakby lewej strony nie było- Maciek nadal wałkował temat.
W międzyczasie dotarli do klatek i wybiegu małp. Tu jak zawsze był tłum ludzi i Janusz wziął
Maćka za rękę i delikatnie przepchnął się z nim do przodu. Objaśniał małemu jak która małpa
się nazywa ukradkiem czerpiąc wiedzę z tabliczek.
Wiesz Janusz, ja to bym bardzo chciał mieć małpkę w domu. A ty? Ja nie- Janusz pokręcił
przecząco głową. Bo takiej jednej małpce byłoby w domu bardzo smutno. Popatrz ile tu małpek
jest w jednej klatce i na wybiegu.
Małpki muszą mieć dużo miejsca do biegania i wspinania się, poza tym to żeby się dobrze
czuły to muszą żyć w stadzie.Stado to ich rodzina, cała masa sióstr i braci, kuzynów , ciotek,
wujków.Młode uczą się wszystkiego od starszych małpek. Taka samotna małpka zachorowałaby
z tęsknoty za stadem. Po półgodzinnej kontemplacji małpich figli poszli dalej.
W drodze do następnego wybiegu Maciek szedł pomiędzy Olą i Januszem, trzymając Janusza za
rękę.
Teraz wałkował temat psa w domu. Janusz, a psa chciałbyś mieć?
Chciałbym, ale psa będę mieć dopiero na emeryturze. Pies nie może siedzieć sam w domu cały dzień. Psa trzeba kilka razy dziennie wyprowadzać na spacer. Pomyśl Maciek- byłoby ci dobrze gdyby ktoś cię zostawił na calutki dzień samego w domu?
A dziadek jest na emeryturze a nie ma psa. Dlaczego mamo?
Bo dziadek mieszka w bloku, na wysokim piętrze a mieszkanie duże nie jest. I bez psa nie ma za dużo w nim miejsca.
Mamo, mamo, zobacz, słoń dmucha piaskiem i wszyscy się odsuwają. Nie podchodzmy tam, to
może być niebezpieczne- Maciek stanął w miejscu , rozłożył ręce zastawiając drogę Januszowi i matce.
Masz rację Maćku, nie będziemy tam podchodzić. Janusz wziął chłopca za rękę . Pójdziemy do tygrysów, dobrze?
Tygrysy byczyły się w krzakach i nie bardzo chciały się zaprezentować .
Maciek, a pić to ci się przypadkiem nie chce? - zapytał Janusz. Bo popatrz, tam jest taka letnia kawiarenka, możemy tam podejść i zobaczymy co tam jest do picia. Oleńko, zajmij stolik, a my
z Maćkiem zobaczymy co tam jest do picia.
Maciek odwrócił się do matki - nie wezmę coli mamo, ale sok niegazowany.
Po kwadransie Janusz postawił na stoliku dwie kawy a Maciek butelkę soku pomarańczowego
i plastikową szklankę. Wzmocniwszy się kawą Ola zaproponowała, by teraz pójść do wielbłądów, czyli już zawrócić. Było gorąco i większość zwierząt na swych wybiegach chowała się pod
drzewami.
Maciek niemal cały czas szedł z Januszem trzymając go za rękę a za nimi, przyglądając się im ze wzruszeniem szła Ola. Co jakiś czas wszyscy przystawali przy kolejnych wybiegach, a Janusz zawsze coś Maćkowi wyjaśniał. Przy fokach Maciek zatkał nos- oj, jak one paskudnie
śmierdzą! Jakoś tak jak w sklepie rybnym gdy babcia śledzie kupuje.
Na koniec zajrzeli jeszcze do budynku akwarium i Janusz orzekł, że trzeba będzie kiedyś
pojechać z Maćkiem do Gdyni by zobaczył tamto oceanarium i koniecznie fokarium na Helu.
A to ty miewasz czasem urlop?- zdziwiła się Ola.
Od tego lata będę miał, roześmiał się Janusz.
Na obiad pojechali do podmiejskiego pensjonatu, a Maciek zapomniał zupełnie, że przecież
nie lubi marchewki i wszystko grzecznie zmiótł z talerza.
Potem odwiezli Maćka do domu. Ola zaprowadziła małego do domu. Mamie szepnęła na ucho,
że jeśli dziś wróci to bardzo pózno, albo dopiero w niedzielę po południu i wtedy przyjdzie z Januszem.
W pół godziny pózniej Ola wraz z Januszem siedziała w wannie z hydromasażem a Janusz
na zmianę zachwycał się nią i...Maćkiem.
piątek, 27 stycznia 2017
Siedlisko - IX
Janusz był zachwycony sposobem, w jaki Ola sprawdzała jego projekt swego
przyszłego domu. Siedział z podkulonymi nogami na kanapie i patrzył w niemym
zachwycie jak Ola wędruje z planem domu po salonie. Oczy miała półprzymknięte
i coś mamrotała. Dobrze, że pokój nie cierpiał na nadmiar mebli, więc Ola mogła
swobodnie po nim się poruszać. W końcu wylądowała obok niego na kanapie.
Janusz, odrobiłeś lekcje na szóstkę!
Właściwie to nic nie trzeba poprawiać wszystko mi pasuje. I, tylko się nie śmiej-
pomysł drzwi wejściowych do tego mikrego przedpokoju jest cudny. I podoba mi się,
że okno w łazience jest dość wysoko i otwierane od dołu i nie jest pod nim
przewidziana wanna. Pamiętam, jak jedna z moich koleżanek miała okno nad wanną
i w końcu kazała je zamurować, bo żeby je otworzyć lub zamknąć musiała wejść
do wanny, co było mało zabawne.
Janusz wewnętrznie pławił się w szczęściu. Po raz pierwszy tak bardzo zależało mu by
jego projekt podobał się przyszłemu użytkownikowi.
Po chwili wyciągnął ze stosu papierów leżących na stole ujednolicony projekt wnętrz
tych domków, prosząc, by Ola i ten zobaczyła. Ale Ola stwierdziła, że jej odpowiada ten,
który on zrobił dla niej i inne jej już nie interesują.
Oluniu, jeżeli pozwolisz, to ja teraz wrobię swego kolegę w weekendowe obowiązki.
Rozmowa Janusza z kolegą rozśmieszyła Olę. Janusz, nic nie wyjaśniając, poinformował
kolegę, że jutro się nie pokaże na budowie, nawet na 5 minut. I w niedzielę też nie.
"Jak to dlaczego? Bo nie mogę. Jakbym mógł to bym nie dzwonił tylko przyjechał. I nie
dzwoń, bo mnie w domu nie będzie i nie będę miał pod ręką żadnych planów.Wszystko
masz w moim biurku. No to cześć, do poniedziałku."
Janusz odkładając komórkę wykonał jakiś karkołomny piruet i porwał Olę w ramiona.
Patrzyli sobie w oczy i zupełnie nie wiadomo kiedy ich usta znalazły się tak blisko, że
w końcu musiały się spotkać. I bardzo długo nie chciały się rozłączyć.
Oboje byli nieco speszeni, jakby to był pierwszy pocałunek w życiu każdego z nich.
Ola pierwsza przerwała milczenie.Pięknie całujesz, wiesz. A ja już zapomniałam, jak to
jest całować się z mężczyzną.
Nie wiem czy pięknie całuję, ale wiem, że już drugi dzień marzę by móc cię całować.
Janusz okrywał jej rękę pocałunkami wędrując ustami od nadgarstka w górę.
A Ola czuła, że od tych pocałunków kręci się jej w głowie a zdrowy rozsądek mówi:
"cześć, kiedyś wrócę".
Idyllę przerwał natarczywy dzwięk dzwonka telefonu. Muszę odebrać, to ten osobisty,
jęknął Janusz.
"Tak, to ja, mamo...... No i co, już wiedzą co się stało? ......Atak serca? ......I zostanie w
szpitalu?.......To wracaj do domu....Tak.....Jutro do Ciebie zadzwonię i może wpadnę....
Nie , nie jestem chory, nie mam chrypki, wydaje ci się...... Tak, tak całuję".
Janusz odłożył telefon- siostra mamy jest w szpitalu, więc mama uznała, że powinienem
o tym wiedzieć.
Ten numer znają tylko trzy osoby- ty, kolega, którego wrobiłem w weekend i mama.
Z tym, że dla twojego numeru muszę jeszcze ustawić inny dzwonek. I niczym zakochany
kundel będę wciąż oczekiwał jego dzwięku.
Ola wyciągnęła swoją komórkę i przy numerze Janusza ustawiła fragment muzyki
Mozarta. Był to jej ulubiony marsz turecki. A Janusz, przy jej numerze, fragment utworu
Mike Oldfielda, chyba z albumu Platinum.
Janusz, zatelefonuję tylko do domu i powiem, że pózno wrócę, bo ojciec razem z Maćkiem
będą zamęczali mamę pytaniem kiedy wrócę. A tak to zaraz po telefonie mama im powie,
że wrócę bardzo pózno. Tata zalegnie przed telewizorem, a Maciek bez protestu da się
wyekspediować do łóżka. Widzisz, tak to jest jak się ktoś zadaje z matką dzieciatą.
Gdy Ola zakończyła "aż" dwuminutową rozmowę, Janusz spytał - a może jutro, przed
południem wzięlibyśmy Maćka do ZOO? Lubi zwierzęta? Bylibyśmy razem a przy okazji
dziecko miałoby rozrywkę. To już duży chłopiec, wytrzyma wycieczkę do ZOO.
No zgódz się, proszę, bardzo proszę!
Zaskoczona tą propozycją Ola długą chwilę milczała w końcu powiedziała - zaskoczyłeś
mnie tą propozycją. Oczywiście, ale nie każ mi na dodatek wziąć z sobą mamę i tatę.
No to super- Janusz był autentycznie uradowany. Stwierdził, że ostatni raz był w ZOO
podczas jednej z podróży zagranicznych, to było bardzo nowoczesne ZOO, po którym
zwiedzający byli wożeni specjalnymi samochodami, ale zwierzęta nie zawsze były dobrze
widoczne. Największe wrażenie zrobiło na nim akwarium, w którym główny korytarz był
wewnątrz zbiorników i nad głowami zwiedzających przepływały różne dziwne ryby.
Janusz, ale uprzedzam cię ,że mojemu dziecku, jak się z Tobą "oswoi" to się buzia nie
będzie zamykała. Zamęczy cię swoją paplaniną i pytaniami.On niedługo skończy osiem lat
i wydaje mu się, że jest już bardzo dorosły.
Chwilami mam kłopot, żeby się nie śmiać w głos, zwłaszcza gdy opowiada o czymś co
miało miejsce zaledwie kilka miesięcy wcześniej, a on mówi "mama, a pamiętasz, gdy
byłem jeszcze malutki i wpadłem do kałuży"? Ostatnio zapytał się mnie, czy farbuję włosy.
Mówię, że nie a mały nawija: "bo siostra Pawła (szesnastoletnia siostra tegoż Pawła)
ufarbowała włosy na pomarańczowo i w domu Pawła była afera i fajnie, bo jego starzy
nie zauważyli nawet, że Paweł dostał dwóję z matematyki, tak byli zajęci wydzieraniem
się na jego siostrę". Myślałam, że padnę ze śmiechu, ale musiałam zachować powagę co
wcale nie było łatwe.
Chcesz mnie przestraszyć Maćkiem? Nie uda ci się. Dziecko musi zadawać czasem dziwne
pytania, tak poznaje świat.I dziecko zadaje pytania na każdy temat, nie kieruje się tak jak
my, dorośli, czy coś wypada czy też nie. A my dorastamy i przestajemy się dopytywać nie
dlatego, że wszystko już wiemy, ale dlatego,że albo nie wypada albo wydaje się nam, że
druga strona i tak nie powie nam prawdy.
A z czasem przestajemy rozmawiać i nie wiadomo czemu łudzimy się, że druga strona
dobrze wie czego my oczekujemy.
Dziecko powinno pytać i otrzymywać na swe pytania odpowiedzi, nawet gdy czasem te
pytania nas peszą.
A propos pytań- idziemy gdzieś na kolację, czy zrobimy w domu? Lodówka nie jest
całkiem pusta. Chodz, zobaczymy co jest i zdecydujemy.
Lodówka Janusza rzeczywiście nie była pusta, a zwłaszcza szuflady zamrażarki były
bardzo pełne. Ola przejrzawszy zawartość lodówki zaproponowała, że zrobi paszteciki
z ciasta francuskiego nadziewane pieczarkami i fetą. Do tego, jeśli Janusz zetrze na tarce
kawałek selera i jabłko to będzie surówka z selera i jabłka.
Nim ciasto osiągnęło temperaturę pokojową nadzienie do pasztecików było gotowe a
surówka "przegryzała się".
Janusz, a kto ci zaopatruje lodówkę?
Najczęściej mama, bo zawsze kupuje tyle wszystkiego jak na pułk wojska i gdy jestem
u niej to mi zawsze wciska różności w garść.
A w następnym tygodniu jadąc do niej odwożę niemal wszystko, bo kucharz ze mnie
żaden.Umiem tylko ugotować makaron i posypać go fetą, umiem usmażyć pieczarki, zrobić
omlet, jajecznicę. I to chyba wszystko. Mam podejrzenie, że niektóre mrożonki to leżą u mnie
od roku, będę chyba musiał kiedyś zrobić remanent. Zresztą ja nie mam kiedy coś pichcić,
obiady jem notorycznie gdzieś w drodze.
Nawet nie wiedziałem, że mam jakieś ciasto francuskie w lodówce. Po kolacji postanowili pospacerować po uliczkach osiedla i popatrzeć ludziom w okna.
Szli przytuleni, Janusz co chwilę całował jej włosy i szyję, czasem ręka wślizgiwała mu się
delikatnie pod krótki rękawek jej bluzki i muskała krągłość ramienia.
Ola postanowiła, że właśnie teraz powie Januszowi jeszcze jedną rzecz, o której nie mówiła
wcześniej. Przytuliła się mocniej do niego i powiedziała - to wszystko co się z nami dzieje
jest piękne, ale musisz wiedzieć jeszcze jedną rzecz o mnie- nie będę miała nigdy więcej
dzieci, co niestety nie oznacza, że nie będę wolna od zajścia w ciążę. Ale każda ciąża będzie
zagrażała życiu dziecka i mojemu też. Oczywiście nie ma problemu z antykoncepcją, ale
mówię ci o tym, żebyś czasem nie snuł jakichś dalekosiężnych planów związanych z moją
osobą.
Mniej bolesne dla nas będzie rozstanie teraz niż kiedyś, gdy będziesz oczekiwał dziecka,
a ja ci go nie będę mogła dać.
Ola, posłuchaj - mnie nie zależy na przekazaniu swoich genów.Nie należę do tych co to
muszą spłodzić syna, wybudować dom, posadzić drzewo. Niejeden dom już wybudowałem,
drzew nie lubię sadzić a i już młodziakiem nie jestem.
Zależy mi na tym, by mieć obok kobietę którą będę kochał i szanował i nie będę musiał przed
nią udawać, jaki chojrak ze mnie i która zgodzi się być ze mną pomimo moich wad i wielu
niedoskonałości. Nie mam zadatków na macho i nie mam świra na punkcie seksu- to już nie
te lata. A twoje dziecko, jeśli będziemy razem, będzie również moim dzieckiem - ojcem
nie zawsze jest dawca nasienia, ale ten kto dał dziecku miłość i poświęcił swą uwagę i czas.
Nie byłem nigdy "mnichem", ale wierz mi, to co od tych trzech dni przeżywam to nie
szczeniackie pożądanie, po prostu pragnę byś zawsze była ze mną, na takich warunkach
które sama określisz.
Ola łkała bezgłośnie tuląc się do Janusza.Gdy dotarli do domu, Janusz wciągnął ją do łazienki, mokrym ręcznikiem umył zapłakaną twarz. A potem w milczeniu tulił, głaskał, całował.
W końcu, gdy Ola się już uspokoiła zaczęli planować następny dzień.
przyszłego domu. Siedział z podkulonymi nogami na kanapie i patrzył w niemym
zachwycie jak Ola wędruje z planem domu po salonie. Oczy miała półprzymknięte
i coś mamrotała. Dobrze, że pokój nie cierpiał na nadmiar mebli, więc Ola mogła
swobodnie po nim się poruszać. W końcu wylądowała obok niego na kanapie.
Janusz, odrobiłeś lekcje na szóstkę!
Właściwie to nic nie trzeba poprawiać wszystko mi pasuje. I, tylko się nie śmiej-
pomysł drzwi wejściowych do tego mikrego przedpokoju jest cudny. I podoba mi się,
że okno w łazience jest dość wysoko i otwierane od dołu i nie jest pod nim
przewidziana wanna. Pamiętam, jak jedna z moich koleżanek miała okno nad wanną
i w końcu kazała je zamurować, bo żeby je otworzyć lub zamknąć musiała wejść
do wanny, co było mało zabawne.
Janusz wewnętrznie pławił się w szczęściu. Po raz pierwszy tak bardzo zależało mu by
jego projekt podobał się przyszłemu użytkownikowi.
Po chwili wyciągnął ze stosu papierów leżących na stole ujednolicony projekt wnętrz
tych domków, prosząc, by Ola i ten zobaczyła. Ale Ola stwierdziła, że jej odpowiada ten,
który on zrobił dla niej i inne jej już nie interesują.
Oluniu, jeżeli pozwolisz, to ja teraz wrobię swego kolegę w weekendowe obowiązki.
Rozmowa Janusza z kolegą rozśmieszyła Olę. Janusz, nic nie wyjaśniając, poinformował
kolegę, że jutro się nie pokaże na budowie, nawet na 5 minut. I w niedzielę też nie.
"Jak to dlaczego? Bo nie mogę. Jakbym mógł to bym nie dzwonił tylko przyjechał. I nie
dzwoń, bo mnie w domu nie będzie i nie będę miał pod ręką żadnych planów.Wszystko
masz w moim biurku. No to cześć, do poniedziałku."
Janusz odkładając komórkę wykonał jakiś karkołomny piruet i porwał Olę w ramiona.
Patrzyli sobie w oczy i zupełnie nie wiadomo kiedy ich usta znalazły się tak blisko, że
w końcu musiały się spotkać. I bardzo długo nie chciały się rozłączyć.
Oboje byli nieco speszeni, jakby to był pierwszy pocałunek w życiu każdego z nich.
Ola pierwsza przerwała milczenie.Pięknie całujesz, wiesz. A ja już zapomniałam, jak to
jest całować się z mężczyzną.
Nie wiem czy pięknie całuję, ale wiem, że już drugi dzień marzę by móc cię całować.
Janusz okrywał jej rękę pocałunkami wędrując ustami od nadgarstka w górę.
A Ola czuła, że od tych pocałunków kręci się jej w głowie a zdrowy rozsądek mówi:
"cześć, kiedyś wrócę".
Idyllę przerwał natarczywy dzwięk dzwonka telefonu. Muszę odebrać, to ten osobisty,
jęknął Janusz.
"Tak, to ja, mamo...... No i co, już wiedzą co się stało? ......Atak serca? ......I zostanie w
szpitalu?.......To wracaj do domu....Tak.....Jutro do Ciebie zadzwonię i może wpadnę....
Nie , nie jestem chory, nie mam chrypki, wydaje ci się...... Tak, tak całuję".
Janusz odłożył telefon- siostra mamy jest w szpitalu, więc mama uznała, że powinienem
o tym wiedzieć.
Ten numer znają tylko trzy osoby- ty, kolega, którego wrobiłem w weekend i mama.
Z tym, że dla twojego numeru muszę jeszcze ustawić inny dzwonek. I niczym zakochany
kundel będę wciąż oczekiwał jego dzwięku.
Ola wyciągnęła swoją komórkę i przy numerze Janusza ustawiła fragment muzyki
Mozarta. Był to jej ulubiony marsz turecki. A Janusz, przy jej numerze, fragment utworu
Mike Oldfielda, chyba z albumu Platinum.
Janusz, zatelefonuję tylko do domu i powiem, że pózno wrócę, bo ojciec razem z Maćkiem
będą zamęczali mamę pytaniem kiedy wrócę. A tak to zaraz po telefonie mama im powie,
że wrócę bardzo pózno. Tata zalegnie przed telewizorem, a Maciek bez protestu da się
wyekspediować do łóżka. Widzisz, tak to jest jak się ktoś zadaje z matką dzieciatą.
Gdy Ola zakończyła "aż" dwuminutową rozmowę, Janusz spytał - a może jutro, przed
południem wzięlibyśmy Maćka do ZOO? Lubi zwierzęta? Bylibyśmy razem a przy okazji
dziecko miałoby rozrywkę. To już duży chłopiec, wytrzyma wycieczkę do ZOO.
No zgódz się, proszę, bardzo proszę!
Zaskoczona tą propozycją Ola długą chwilę milczała w końcu powiedziała - zaskoczyłeś
mnie tą propozycją. Oczywiście, ale nie każ mi na dodatek wziąć z sobą mamę i tatę.
No to super- Janusz był autentycznie uradowany. Stwierdził, że ostatni raz był w ZOO
podczas jednej z podróży zagranicznych, to było bardzo nowoczesne ZOO, po którym
zwiedzający byli wożeni specjalnymi samochodami, ale zwierzęta nie zawsze były dobrze
widoczne. Największe wrażenie zrobiło na nim akwarium, w którym główny korytarz był
wewnątrz zbiorników i nad głowami zwiedzających przepływały różne dziwne ryby.
Janusz, ale uprzedzam cię ,że mojemu dziecku, jak się z Tobą "oswoi" to się buzia nie
będzie zamykała. Zamęczy cię swoją paplaniną i pytaniami.On niedługo skończy osiem lat
i wydaje mu się, że jest już bardzo dorosły.
Chwilami mam kłopot, żeby się nie śmiać w głos, zwłaszcza gdy opowiada o czymś co
miało miejsce zaledwie kilka miesięcy wcześniej, a on mówi "mama, a pamiętasz, gdy
byłem jeszcze malutki i wpadłem do kałuży"? Ostatnio zapytał się mnie, czy farbuję włosy.
Mówię, że nie a mały nawija: "bo siostra Pawła (szesnastoletnia siostra tegoż Pawła)
ufarbowała włosy na pomarańczowo i w domu Pawła była afera i fajnie, bo jego starzy
nie zauważyli nawet, że Paweł dostał dwóję z matematyki, tak byli zajęci wydzieraniem
się na jego siostrę". Myślałam, że padnę ze śmiechu, ale musiałam zachować powagę co
wcale nie było łatwe.
Chcesz mnie przestraszyć Maćkiem? Nie uda ci się. Dziecko musi zadawać czasem dziwne
pytania, tak poznaje świat.I dziecko zadaje pytania na każdy temat, nie kieruje się tak jak
my, dorośli, czy coś wypada czy też nie. A my dorastamy i przestajemy się dopytywać nie
dlatego, że wszystko już wiemy, ale dlatego,że albo nie wypada albo wydaje się nam, że
druga strona i tak nie powie nam prawdy.
A z czasem przestajemy rozmawiać i nie wiadomo czemu łudzimy się, że druga strona
dobrze wie czego my oczekujemy.
Dziecko powinno pytać i otrzymywać na swe pytania odpowiedzi, nawet gdy czasem te
pytania nas peszą.
A propos pytań- idziemy gdzieś na kolację, czy zrobimy w domu? Lodówka nie jest
całkiem pusta. Chodz, zobaczymy co jest i zdecydujemy.
Lodówka Janusza rzeczywiście nie była pusta, a zwłaszcza szuflady zamrażarki były
bardzo pełne. Ola przejrzawszy zawartość lodówki zaproponowała, że zrobi paszteciki
z ciasta francuskiego nadziewane pieczarkami i fetą. Do tego, jeśli Janusz zetrze na tarce
kawałek selera i jabłko to będzie surówka z selera i jabłka.
Nim ciasto osiągnęło temperaturę pokojową nadzienie do pasztecików było gotowe a
surówka "przegryzała się".
Janusz, a kto ci zaopatruje lodówkę?
Najczęściej mama, bo zawsze kupuje tyle wszystkiego jak na pułk wojska i gdy jestem
u niej to mi zawsze wciska różności w garść.
A w następnym tygodniu jadąc do niej odwożę niemal wszystko, bo kucharz ze mnie
żaden.Umiem tylko ugotować makaron i posypać go fetą, umiem usmażyć pieczarki, zrobić
omlet, jajecznicę. I to chyba wszystko. Mam podejrzenie, że niektóre mrożonki to leżą u mnie
od roku, będę chyba musiał kiedyś zrobić remanent. Zresztą ja nie mam kiedy coś pichcić,
obiady jem notorycznie gdzieś w drodze.
Nawet nie wiedziałem, że mam jakieś ciasto francuskie w lodówce. Po kolacji postanowili pospacerować po uliczkach osiedla i popatrzeć ludziom w okna.
Szli przytuleni, Janusz co chwilę całował jej włosy i szyję, czasem ręka wślizgiwała mu się
delikatnie pod krótki rękawek jej bluzki i muskała krągłość ramienia.
Ola postanowiła, że właśnie teraz powie Januszowi jeszcze jedną rzecz, o której nie mówiła
wcześniej. Przytuliła się mocniej do niego i powiedziała - to wszystko co się z nami dzieje
jest piękne, ale musisz wiedzieć jeszcze jedną rzecz o mnie- nie będę miała nigdy więcej
dzieci, co niestety nie oznacza, że nie będę wolna od zajścia w ciążę. Ale każda ciąża będzie
zagrażała życiu dziecka i mojemu też. Oczywiście nie ma problemu z antykoncepcją, ale
mówię ci o tym, żebyś czasem nie snuł jakichś dalekosiężnych planów związanych z moją
osobą.
Mniej bolesne dla nas będzie rozstanie teraz niż kiedyś, gdy będziesz oczekiwał dziecka,
a ja ci go nie będę mogła dać.
Ola, posłuchaj - mnie nie zależy na przekazaniu swoich genów.Nie należę do tych co to
muszą spłodzić syna, wybudować dom, posadzić drzewo. Niejeden dom już wybudowałem,
drzew nie lubię sadzić a i już młodziakiem nie jestem.
Zależy mi na tym, by mieć obok kobietę którą będę kochał i szanował i nie będę musiał przed
nią udawać, jaki chojrak ze mnie i która zgodzi się być ze mną pomimo moich wad i wielu
niedoskonałości. Nie mam zadatków na macho i nie mam świra na punkcie seksu- to już nie
te lata. A twoje dziecko, jeśli będziemy razem, będzie również moim dzieckiem - ojcem
nie zawsze jest dawca nasienia, ale ten kto dał dziecku miłość i poświęcił swą uwagę i czas.
Nie byłem nigdy "mnichem", ale wierz mi, to co od tych trzech dni przeżywam to nie
szczeniackie pożądanie, po prostu pragnę byś zawsze była ze mną, na takich warunkach
które sama określisz.
Ola łkała bezgłośnie tuląc się do Janusza.Gdy dotarli do domu, Janusz wciągnął ją do łazienki, mokrym ręcznikiem umył zapłakaną twarz. A potem w milczeniu tulił, głaskał, całował.
W końcu, gdy Ola się już uspokoiła zaczęli planować następny dzień.
Siedlisko - VIII
To, czego dowiedział się Janusz nie wiedzieli nawet jej rodzice.
Im powiedziała tylko, że decyzja, którą podjęła jest jedyna, jaką mogła podjąć i lepiej
by dziecko nigdy tego człowieka nie spotkało. A jej matka, która wiedziała, że jej córka
jest bardzo mądrą, zrównoważoną psychicznie dziewczyną, nie kwestionowała tej
decyzji.
Janusz, gdy usłyszał, że jej były dopuścił się gwałtu, wiedząc, że ona jest w ciąży
i że był brutalny, aż się wzdrygnął i odruchowo mocniej przytulił dziewczynę do siebie.
Oluniu, dziękuję, że mi to wszystko opowiedziałaś. Masz za sobą znacznie gorsze
doświadczenia niż ja. Zawsze uważałem i nadal uważam, że zadaniem mężczyzny jest
dbanie o kobietę, zwłaszcza o tę, której wyznało się uczucie i która to akceptowała.
A już zupełnie nie wyobrażam sobie jak można nie zaakceptować własnego dziecka,
które się powołało na świat, niezależnie od tego czy było planowane czy też nie.
Wiem, że jestem nieco anachroniczny w poglądach i nudny facet, no ale właśnie taki
jestem. A do tego często naiwny i dlatego się ożeniłem z niewłaściwą osobą.
Lecz moje problemy, przy tym co ty przeżyłaś, to kaszka manna z malinami.
Spędzenie całego miesiąca pod palmami, w oparach kolorowych drinków i dość
wyuzdanego seksu pozbawiło mnie zupełnie zdrowego rozsądku. I to kompletnie.
Nie zastanawiałem się nawet jaka ona jest poza plażą, zabawą, łóżkiem. Wiem, dobrze
to wszystko o mnie nie świadczy, na szczęście dość szybko oprzytomniałem a do tego
jej nie taki mąż był potrzebny. Jedyny warunek jaki spełniałem to finanse, ale też
nie do końca, bo akurat musiałem zapłacić za ten dom.
Ola, jestem fujarą, przecież miałem zrobić dla nas kawę, a stanąłem w drzwiach by na
ciebie popatrzeć, bo jesteś piękną kobietą i popatrz, niemal do łez cię doprowadziłem.
Ola wstała, wzięła go za rękę i pociągnęła do kuchni mówiąc- razem tę kawę zrobimy.
A potem pojedziemy na obiad, potem do tego prawnika, a potem na chwilę tu wrócimy
i objaśnisz mi wszystko to co zaprojektowałeś.
A jeśli znajdziesz jutro lub pojutrze z godzinkę czasu, to się zobaczymy i powiem ci
na ile twoja wizja jest zgodna z moją. Bo gdy się spotkaliśmy mówiłeś, że weekend
masz cały zajęty.
Janusz roześmiał się- teoretycznie mam zajęty, ale perspektywa spędzenia weekendu
w twoim towarzystwie jest tak kusząca i miła, że będę świnia i wrobię kolegę by
mnie zastąpił. I to najlepiej przez cały weekend.
Gdy pili kawę Ola spytała - Janusz, a wiesz ile czasu się znamy?
Oczywiście wiem, to ciągle jeszcze można bez trudu policzyć w godzinach, ale to
najbardziej fascynujące godziny jakie przeżyłem w ciągu ostatnich kilku lat.
A dlaczego o to pytasz? coś jest nie tak?
Ola spojrzała na niego poważnie- bo to wszystko sunie do przodu jak lawina śnieżna,
w strasznym tempie. I nie chcę byśmy się w tym pędzie porozbijali. A jednocześnie
czuję się z tobą bezpiecznie i wcale mi się do domu nie spieszy, czyli dzieje się
coś dotąd niespotykanego.
Dopili kawę , pozamykali okna a Ola poprosiła, by Janusz przyniósł z bagażnika jej
szpilki- przecież musi jakoś wyglądać u tego prawnika.
Gdy już wsiedli do samochodu i Janusz włączył silnik, Ola spytała dokąd jadą.
Chyba tam gdzie wczoraj, bo jest tam jeszcze jedno firmowe danie - łosoś pieczony
z pomarańczami i.....koperkiem. Ale, jeśli Ola nie ma już ochoty na rybę, to mogą
pojechać na kaczkę, tyle tylko, że wtedy będą dłużej czekać na jedzenie i będzie to
taka typowa restauracja, która niczym gości nie zaskoczy.
Ale wizja łososia pieczonego z pomarańczą bardzo Olę zaintrygowała. Odkąd
mieszkała z dzieckiem u rodziców prawie wcale już nie gotowała. Kuchnia była
królestwem jej mamy, ona mogła co najwyżej służyć za podkuchenną.
W drodze Janusz opowiadał jak to kiedyś zaproponował właścicielowi knajpki rybnej,
że może z kolegami, z którymi często tu jadali, odmalują mu tę knajpkę, co wielce
rozśmieszyło właściciela, który powiedział- panie, nawet nie ma pan pojęcia jak trudno
jest utrzymać ten wystrój zewnętrzny. Pod spodem wszystko jest nowiutkie, to tylko
taki kamuflaż, żeby mi tu tłumy ciągle się w weekendy nie zwalały. A tak to mam
dość stały komplet gości, niemal wszystkich znam i wiem, że mi nikt knajpy nie
zdemoluje.
Ale podziękował Januszowi i jego kolegom za dobre chęci, bo jak powiedział,
teraz trudno spotkać takich, co by chcieli coś komu za darmo zrobić.
Łosoś pieczony z pomarańczami i koperkiem nie zawiódł ich oczekiwań.Tym razem
też wybrali do ryby grzanki. Łosoś nie miał zupełnie posmaku typowego dla tej ryby,
był delikatny, z dwóch stron obłożony plastrami pieczonej pomarańczy, a wszystko
posypane świeżutkim koperkiem.
W karcie dań był jeszcze łosoś gotowany w oliwie i Ola stwierdziła, że następnym
razem przeprowadzą degustację tegoż łososia.
Co prawda nie bardzo widziała sens gotowania tłustej ryby w oliwie, ale jak było
widać kucharz tego lokalu wiedział dobrze jak przyrządzać ryby.
Dobrze, że ryby które tu podawano były pozbawione ości, bo oboje niemal nie odrywali
od siebie oczu.
Stolik, ten sam, przy którym siedzieli poprzedniego dnia był dziś jakiś mniejszy i
ich kończyny pod stolikiem prowadziły osobny żywot, ustawiwszy się w końcu
tak, jakby miały zacząć tańczyć tango i w tej pozycji zastygły.
Chyba zupełnie zdurniałam, ganiła siebie w myślach Ola. Lepię się do niego niczym
mucha do lepu.
Było jej dobrze, bo w końcu wyrzuciła z siebie całą historię swego nieudanego związku.
Czuła, że Janusz stoi naprawdę po jej stronie i że ją rozumie.
Doskonale wiedziała, że znają się zaledwie od trzech dni, ale i ona miała wrażenie jakby
się znali od dawna.
Patrząc Januszowi w oczy, niemal bezwiednie powiedziała- myślę, że to wcale nie ma
znaczenia ile czasu ludzie znają się przed ślubem.
Ja byłego znałam trzy lata nim się pobraliśmy i byliśmy kochankami niemal od początku.
No i co z tego -nie wpadłam na to, jaki to drań. Może to naprawdę jest tak, że trzeba
nadawać na tej samej częstotliwości by się rozumieć i akceptować.
Janusz rzucił okiem na zegarek- oj, musimy się zbierać. Schowaj ten portfel, no chyba że
chcesz bym ci zwracał pieniądze za kawę, ciastka i pyszne ciasta.
Na parkingu Janusz zapytał, czy może Ola chce prowadzić, ale ona zaprzeczyła. Po dwóch
sekundach zapytała- a może zle się czujesz i dlatego mam prowadzić?
Janusz roześmiał się- nie, czuję się dobrze, ale gdybyś ty prowadziła to mógłbym się cały
czas w ciebie wpatrywać, wiesz?
Sprawę u prawnika załatwili bardzo szybko, głównie dzięki temu, że Janusz sprawnie
referował o co chodzi. Ola podpisała odpowiednie dokumenty, a pan prawnik powiedział,
z wszystko posprawdza , skompletuje potrzebne dokumenty i da znać co załatwił. Ola
chciała od razu uregulować należność, ale dowiedziała się, że panowie mają własne
rozliczenia poza tym część tych spraw, które będą załatwiane nie figuruje w cenniku.
No to jedziemy do mnie- obejrzymy razem te projekty, jestem bardzo ciekawy czy będziesz
zadowolona. Bo jak wiesz, nadal nie wiem co lubisz, a czego nie lubisz.
Ola była zachwycona pomysłem na sypialnię- jedna ściana miała być zabudowana szafami
a drzwi ostatniej z szaf prowadziły do garderoby i do łazienki.
Kuchnię Janusz zaprojektował w starym stylu- nie była otwarta na pozostałe pomieszczenia,
jedynym ukłonem w stronę "mody" był brak drzwi. Ale Ola stwierdziła, że ona musi mieć
drzwi i najlepiej by to były drzwi przesuwne, bo wtedy nie będą zajmowały miejsca.
A jak się je zaprojektuje wcześniej, to szyny, po których będą się przesuwać będą mogły
być wpuszczone w podłoże. Były zaprojektowane dwie łazienki, jedna z wanną i kabiną
prysznicową , dwiema umywalkami bidetem i wydzielonym WC i była to łazienka przy
głównej sypialni, a druga z umywalką, kabiną prysznicową, bidetem i WC. Oprócz tych
dwóch łazienek było jeszcze jedno oddzielne WC z umywalką, by goście nie korzystali z "rodzinnych" łazienek.
Na parterze było również pomieszczenie gospodarcze z miejscem na pralkę, suszarkę,deskę
do prasowania.Ola była zachwycona a Janusz szczerze się przyznał, że projekty wnętrz
kiedyś konsultował z własną matką, która też była z branży.
Olu, a czy zgodzisz się pojechać ze mną w odwiedziny do mojej mamy?
A to gdzieś daleko?- zapytała. No, daleko, chyba z 10 km stąd.Mama twierdzi, że to daleko
bo bywam najwyżej raz w tygodniu. Ale mama mieszka ze swoją siostra przyrodnią, której
ja nie trawię. No ale ona jest starsza od mojej mamy i tak naprawdę mama się nią opiekuje.
Choć sama też nie jest młoda a i nadmiarem zdrowia nie grzeszy.
Im powiedziała tylko, że decyzja, którą podjęła jest jedyna, jaką mogła podjąć i lepiej
by dziecko nigdy tego człowieka nie spotkało. A jej matka, która wiedziała, że jej córka
jest bardzo mądrą, zrównoważoną psychicznie dziewczyną, nie kwestionowała tej
decyzji.
Janusz, gdy usłyszał, że jej były dopuścił się gwałtu, wiedząc, że ona jest w ciąży
i że był brutalny, aż się wzdrygnął i odruchowo mocniej przytulił dziewczynę do siebie.
Oluniu, dziękuję, że mi to wszystko opowiedziałaś. Masz za sobą znacznie gorsze
doświadczenia niż ja. Zawsze uważałem i nadal uważam, że zadaniem mężczyzny jest
dbanie o kobietę, zwłaszcza o tę, której wyznało się uczucie i która to akceptowała.
A już zupełnie nie wyobrażam sobie jak można nie zaakceptować własnego dziecka,
które się powołało na świat, niezależnie od tego czy było planowane czy też nie.
Wiem, że jestem nieco anachroniczny w poglądach i nudny facet, no ale właśnie taki
jestem. A do tego często naiwny i dlatego się ożeniłem z niewłaściwą osobą.
Lecz moje problemy, przy tym co ty przeżyłaś, to kaszka manna z malinami.
Spędzenie całego miesiąca pod palmami, w oparach kolorowych drinków i dość
wyuzdanego seksu pozbawiło mnie zupełnie zdrowego rozsądku. I to kompletnie.
Nie zastanawiałem się nawet jaka ona jest poza plażą, zabawą, łóżkiem. Wiem, dobrze
to wszystko o mnie nie świadczy, na szczęście dość szybko oprzytomniałem a do tego
jej nie taki mąż był potrzebny. Jedyny warunek jaki spełniałem to finanse, ale też
nie do końca, bo akurat musiałem zapłacić za ten dom.
Ola, jestem fujarą, przecież miałem zrobić dla nas kawę, a stanąłem w drzwiach by na
ciebie popatrzeć, bo jesteś piękną kobietą i popatrz, niemal do łez cię doprowadziłem.
Ola wstała, wzięła go za rękę i pociągnęła do kuchni mówiąc- razem tę kawę zrobimy.
A potem pojedziemy na obiad, potem do tego prawnika, a potem na chwilę tu wrócimy
i objaśnisz mi wszystko to co zaprojektowałeś.
A jeśli znajdziesz jutro lub pojutrze z godzinkę czasu, to się zobaczymy i powiem ci
na ile twoja wizja jest zgodna z moją. Bo gdy się spotkaliśmy mówiłeś, że weekend
masz cały zajęty.
Janusz roześmiał się- teoretycznie mam zajęty, ale perspektywa spędzenia weekendu
w twoim towarzystwie jest tak kusząca i miła, że będę świnia i wrobię kolegę by
mnie zastąpił. I to najlepiej przez cały weekend.
Gdy pili kawę Ola spytała - Janusz, a wiesz ile czasu się znamy?
Oczywiście wiem, to ciągle jeszcze można bez trudu policzyć w godzinach, ale to
najbardziej fascynujące godziny jakie przeżyłem w ciągu ostatnich kilku lat.
A dlaczego o to pytasz? coś jest nie tak?
Ola spojrzała na niego poważnie- bo to wszystko sunie do przodu jak lawina śnieżna,
w strasznym tempie. I nie chcę byśmy się w tym pędzie porozbijali. A jednocześnie
czuję się z tobą bezpiecznie i wcale mi się do domu nie spieszy, czyli dzieje się
coś dotąd niespotykanego.
Dopili kawę , pozamykali okna a Ola poprosiła, by Janusz przyniósł z bagażnika jej
szpilki- przecież musi jakoś wyglądać u tego prawnika.
Gdy już wsiedli do samochodu i Janusz włączył silnik, Ola spytała dokąd jadą.
Chyba tam gdzie wczoraj, bo jest tam jeszcze jedno firmowe danie - łosoś pieczony
z pomarańczami i.....koperkiem. Ale, jeśli Ola nie ma już ochoty na rybę, to mogą
pojechać na kaczkę, tyle tylko, że wtedy będą dłużej czekać na jedzenie i będzie to
taka typowa restauracja, która niczym gości nie zaskoczy.
Ale wizja łososia pieczonego z pomarańczą bardzo Olę zaintrygowała. Odkąd
mieszkała z dzieckiem u rodziców prawie wcale już nie gotowała. Kuchnia była
królestwem jej mamy, ona mogła co najwyżej służyć za podkuchenną.
W drodze Janusz opowiadał jak to kiedyś zaproponował właścicielowi knajpki rybnej,
że może z kolegami, z którymi często tu jadali, odmalują mu tę knajpkę, co wielce
rozśmieszyło właściciela, który powiedział- panie, nawet nie ma pan pojęcia jak trudno
jest utrzymać ten wystrój zewnętrzny. Pod spodem wszystko jest nowiutkie, to tylko
taki kamuflaż, żeby mi tu tłumy ciągle się w weekendy nie zwalały. A tak to mam
dość stały komplet gości, niemal wszystkich znam i wiem, że mi nikt knajpy nie
zdemoluje.
Ale podziękował Januszowi i jego kolegom za dobre chęci, bo jak powiedział,
teraz trudno spotkać takich, co by chcieli coś komu za darmo zrobić.
Łosoś pieczony z pomarańczami i koperkiem nie zawiódł ich oczekiwań.Tym razem
też wybrali do ryby grzanki. Łosoś nie miał zupełnie posmaku typowego dla tej ryby,
był delikatny, z dwóch stron obłożony plastrami pieczonej pomarańczy, a wszystko
posypane świeżutkim koperkiem.
W karcie dań był jeszcze łosoś gotowany w oliwie i Ola stwierdziła, że następnym
razem przeprowadzą degustację tegoż łososia.
Co prawda nie bardzo widziała sens gotowania tłustej ryby w oliwie, ale jak było
widać kucharz tego lokalu wiedział dobrze jak przyrządzać ryby.
Dobrze, że ryby które tu podawano były pozbawione ości, bo oboje niemal nie odrywali
od siebie oczu.
Stolik, ten sam, przy którym siedzieli poprzedniego dnia był dziś jakiś mniejszy i
ich kończyny pod stolikiem prowadziły osobny żywot, ustawiwszy się w końcu
tak, jakby miały zacząć tańczyć tango i w tej pozycji zastygły.
Chyba zupełnie zdurniałam, ganiła siebie w myślach Ola. Lepię się do niego niczym
mucha do lepu.
Było jej dobrze, bo w końcu wyrzuciła z siebie całą historię swego nieudanego związku.
Czuła, że Janusz stoi naprawdę po jej stronie i że ją rozumie.
Doskonale wiedziała, że znają się zaledwie od trzech dni, ale i ona miała wrażenie jakby
się znali od dawna.
Patrząc Januszowi w oczy, niemal bezwiednie powiedziała- myślę, że to wcale nie ma
znaczenia ile czasu ludzie znają się przed ślubem.
Ja byłego znałam trzy lata nim się pobraliśmy i byliśmy kochankami niemal od początku.
No i co z tego -nie wpadłam na to, jaki to drań. Może to naprawdę jest tak, że trzeba
nadawać na tej samej częstotliwości by się rozumieć i akceptować.
Janusz rzucił okiem na zegarek- oj, musimy się zbierać. Schowaj ten portfel, no chyba że
chcesz bym ci zwracał pieniądze za kawę, ciastka i pyszne ciasta.
Na parkingu Janusz zapytał, czy może Ola chce prowadzić, ale ona zaprzeczyła. Po dwóch
sekundach zapytała- a może zle się czujesz i dlatego mam prowadzić?
Janusz roześmiał się- nie, czuję się dobrze, ale gdybyś ty prowadziła to mógłbym się cały
czas w ciebie wpatrywać, wiesz?
Sprawę u prawnika załatwili bardzo szybko, głównie dzięki temu, że Janusz sprawnie
referował o co chodzi. Ola podpisała odpowiednie dokumenty, a pan prawnik powiedział,
z wszystko posprawdza , skompletuje potrzebne dokumenty i da znać co załatwił. Ola
chciała od razu uregulować należność, ale dowiedziała się, że panowie mają własne
rozliczenia poza tym część tych spraw, które będą załatwiane nie figuruje w cenniku.
No to jedziemy do mnie- obejrzymy razem te projekty, jestem bardzo ciekawy czy będziesz
zadowolona. Bo jak wiesz, nadal nie wiem co lubisz, a czego nie lubisz.
Ola była zachwycona pomysłem na sypialnię- jedna ściana miała być zabudowana szafami
a drzwi ostatniej z szaf prowadziły do garderoby i do łazienki.
Kuchnię Janusz zaprojektował w starym stylu- nie była otwarta na pozostałe pomieszczenia,
jedynym ukłonem w stronę "mody" był brak drzwi. Ale Ola stwierdziła, że ona musi mieć
drzwi i najlepiej by to były drzwi przesuwne, bo wtedy nie będą zajmowały miejsca.
A jak się je zaprojektuje wcześniej, to szyny, po których będą się przesuwać będą mogły
być wpuszczone w podłoże. Były zaprojektowane dwie łazienki, jedna z wanną i kabiną
prysznicową , dwiema umywalkami bidetem i wydzielonym WC i była to łazienka przy
głównej sypialni, a druga z umywalką, kabiną prysznicową, bidetem i WC. Oprócz tych
dwóch łazienek było jeszcze jedno oddzielne WC z umywalką, by goście nie korzystali z "rodzinnych" łazienek.
Na parterze było również pomieszczenie gospodarcze z miejscem na pralkę, suszarkę,deskę
do prasowania.Ola była zachwycona a Janusz szczerze się przyznał, że projekty wnętrz
kiedyś konsultował z własną matką, która też była z branży.
Olu, a czy zgodzisz się pojechać ze mną w odwiedziny do mojej mamy?
A to gdzieś daleko?- zapytała. No, daleko, chyba z 10 km stąd.Mama twierdzi, że to daleko
bo bywam najwyżej raz w tygodniu. Ale mama mieszka ze swoją siostra przyrodnią, której
ja nie trawię. No ale ona jest starsza od mojej mamy i tak naprawdę mama się nią opiekuje.
Choć sama też nie jest młoda a i nadmiarem zdrowia nie grzeszy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)