piątek, 7 czerwca 2019

Miniatury z życia wzięte



                                              Nadmiar techniki w życiu
Podobno to "baby" są głupie.
Mysiek czekał na telefon od swojej dziewczyny.
Położył komórkę obok siebie na  stole i czekał.
Zadzwonił telefon, Mysiek zerknął na nieznany mu numer i nie odebrał.
Za chwilę, znów dzwonek telefonu i znów ten sam, nieznany numer.
A dzwoń sobie, dzwoń, pewnie znów ktoś chce mi coś wcisnąć- pomyślał.
Po kolejnym dzwonku dodał ten  numer do numerów blokowanych.
A masz, pomyślał, odczepisz się wreszcie ode mnie.
Siedzi i siedzi, czeka i czeka, a dziewczyna nie dzwoni. Po godzinie
czekania nie wytrzymał, zadzwonił do niej. Abonent jest poza  zasięgiem-
zabrzmiał w  słuchawce miły głos.
Mysiek zdębiał, jak to poza zasięgiem? Poszła tylko do dentysty i mam
po nią jechać!
Po następnej godzinie  ktoś zadzwonił do drzwi.
Mysiek otworzył a tam stoi nabuzowana Kaśka - odsunęła Myśka i pobiegła
do łazienki. Za chwilę wyszła i krzyczy - czemu nie  odbierasz telefonu i
numer zablokowałeś? Komórka mi wpadła do studzienki, dzwoniłam do
ciebie z pożyczonej komórki a ty nie odbierałeś!
Od tego dnia przestali się spotykać.
O ileż mniej było nieporozumień gdy jeszcze komórek nie było.

                                                       Dziwna kobieta
 Do biblioteki wpadł jak burza jeden z pracowników. Bez zwyczajowego
"dzień dobry" względnie  " cześć ci", zaraz po zamknięciu drzwi nawija:
"słuchaj, ta nowa z chemicznego, pojechała na wycieczkę do Sojuza i
tam jakieś straszne rzeczy wyczyniała, odsyłają ją karetką do domu".
Bibliotekarka spokojnie  skinęła głową- wiem, ale wraca nie karetką a samolotem,
a te straszne rzeczy to sobie biedula nago po korytarzu biegała, bo ona miewa
takie napady, gdy leków nie weźmie. Ona ma schizofrenię, kapujesz?.
Facet jęknął- a skąd ty to wiesz? Przed chwilą dyrektor  dostał telegram na ten
temat i prosto od niego wpadłem do ciebie.
Bibliotekarka spojrzała  na faceta z wyższością - mnie tę wiadomość przekazano
podprogowo, jeśli wiesz co to znaczy.
Facet obrócił się na pięcie i szybko opuścił pokój. Tylko  wychodząc spojrzał na
podłogę- żadnego progu w drzwiach nie było.
A złośliwa bibliotekarka dostała ataku śmiechu.



                                                      Romanse biurowe
A ty z kim będziesz romansować? Masz jakiegoś kandydata? - spytała mnie
kierowniczka, pod której rządami pracowałam od kilku miesięcy.
Bo jak widzę, jesteś tu niemal atrakcją, złażą się jak muchy do miodu.
A nie zauważyłaś, że zawsze się złażą gdy my sobie kawę porządną zrobimy?
To przez ciebie, orzekła oskarżycielskim tonem  - bo przyniosłaś ten ekspres do
kawy i na całym korytarzu  pachnie kawa.
Ale to ty się ich pytasz, czy nie napili by się kawy!
Myślisz więc,  że to dlatego tak tu przyłażą? no to od jutra nie będę proponować
tej kawy!
Po trzech dniach  zainteresowanie biblioteką wyraźnie spadło, kierowniczka
odetchnęła.
                                        

                                                         Nadmiar szczerości
Okres urlopów w biurach mało fajny jest , zwłaszcza dla tych co nie mają dzieci
i zdaniem szefostwa  mogą latem pracować a urlop brać w pozostałe miesiące
roku. No i oczywiście trzeba owe urlopujące matki  zastępować.
Najbardziej znienawidzonym przeze mnie zastępstwem było zastępowanie sekretarki
dyrekcji.
Dyrektorów było trzech- naczelny, techniczny i ekonomiczny. Najmniej kłopotów
sprawiał ekonomiczny.
Był w wieku około emerytalnym , stara szkoła , miły, kulturalny, pozbawiony
fochów.
Któregoś dnia gdy siedziałam na zesłaniu, czyli na zastępstwie w sekretariacie.
do sekretariatu wchodzi ekonomiczny i ma w bardzo widoczny sposób mokre
spodnie w okolicy dołu  rozporka spodni, ale wyraźnie nie zdaje sobie z tego sprawy.
Gdy już się wysnuł do swego gabinetu,  poszłam do niego z ręcznikiem i mówię, że
okropnie się w łazience ochlapał, więc przyniosłam ręcznik papierowy.
 A mój ulubiony dyrektor, z łagodnym uśmiechem powiedział - to starość, posikałem
się. Po raz pierwszy od wielu lat zapomniałam języka w gębie, szepnęłam tylko
"przepraszam, przykro mi" i szybciutko wyszłam.
W miesiąc później odszedł na emeryturę.











środa, 5 czerwca 2019

Epilog

Wszystko ma swój koniec, nawet moje pisanie. Co do Bożeny i Mesuta. Tak jak
mu się marzyło Bożena nie  wróciła do pracy. Tworzyli parę papużek nierozłączek.
Trochę podróżowali, a w sezonie zimowym mieszkali w Amsterdamie, chociaż
interesy wzywały Mesuta często do Turcji. W  takich przypadkach zawsze lecieli
razem.
Lukas zaczął studiować w Amsterdamie a Barbara pilnie uczyła się holenderskiego
narzekając, że to język strasznie  chropawy w brzmieniu.
W trzy lata po ślubie urodziła pierwsze dziecko dziewczynkę, półtora roku później
drugie, chłopca. Na tym poprzestano. Ciąże swej żony Lukas tak przeżywał, jakby
to on sam był w tym stanie, a w czasie porodu omal nie dostał zawału bo "ona tak się
biedna męczy" i w kółko powtarzał "co ja zrobiłem, co ja zrobiłem", czym nieco
rozśmieszył ekipę medyczną.
Od późnej wiosny do jesieni Barbara z dziećmi była w Alanyi, potem wracali do
Amsterdamu. Dopóki dzieci były małe Barbara nie pracowała, z czasem pracowała
na 1/2 etatu.
Po trzech latach wynajmowania mieszkania warszawskiego spłaciła je i sprzedała.
Telefonowała po swym ślubie do matki, ale ta nie chciała z nią rozmawiać nazywając
ją kobietą lekkich obyczajów.
A teraz kilka wyjaśnień- jeżeli ktoś był w ostatnich latach w Alanyi to powie, że
zmyśliłam tę Alanyię, bo  tam jest inaczej. Ale Alanyia, którą opisywałam taka
właśnie była w początku lat dziewięćdziesiątych. Fajna, ale nie do końca. Teraz całe
to wybrzeże tonie w hotelach, powstały zupełnie nowe kurorty a Alanya też przestała
być zapyziałym wczasowiskiem.
B.B. bardzo wrosły w swą nową rodzinę, z czasem każda  z nich biegle operowała
holenderskim, tureckim i angielskim językiem. Polskiego używały tylko między sobą.
Barbara ani razu nie była już w Polsce, Bożena chyba raz.
Cieszę się, że opisałam to wszystko, bo uważam, że ich historia może przełamie choć
trochę pewne stereotypy pokutujące wciąż w Polsce.

Bardzo samotne wakacje - XIV

Wszystko ma swój kres -pobyt w Alanyi dobiegł końca. Pogoda jakby chciała się dostosować
i udowodnić, że nie ma po co siedzieć w Alanyi - lało jak z cebra, chmury snuły się nisko nad
ołowianej barwy morzem.
Dwie młode panie wracały z "bardzo samotnych wakacji" w towarzystwie swych narzeczonych.
Pożegnalna kolacja w domu mamy Lukasa na przekór pogodzie nie był wcale smutna. Wszyscy
się cieszyli, bo było wiadomo, że do rodziny dołączą dwie nowe osoby.
Następnego dnia rano taksówka odwiozła do Antalyi B.B., Mesuta i Lukasa a potem samolot
poniósł ich do Warszawy. I jak to w  Warszawie jesienią - w kranie nie było ciepłej wody bo
awaria, dzika kolejka w sam-ie, w samochodzie stojącym na strzeżonym parkingu jakaś litosierna
osoba spuściła powietrze z jednego koła.
Barbara odebrała to jako znak od losu-"nie  żałuj przypadkiem, że stąd wyjeżdżasz", nikomu nie
jesteś tu potrzebna. Zaraz po powrocie zatelefonowała do swej matki, by ją powiadomić, że już
jest i że się zaręczyła na urlopie z Holendrem.
Ciekawe na jak długo- zapytała zgryźliwie matka- niedawno już jeden od ciebie uciekł.
Na zawsze mamo, wyjeżdżam z Polski, biorę ślub za granicą. Ciekawe kiedy wrócisz tu bez
grosza przy duszy i z bachorem.
Mamo, czy ty się dobrze czujesz? Pijana jesteś czy co? Zadzwonię później.
Nie musisz odpowiedziała matka i odłożyła słuchawkę.
Co się stało  Kochanie, widzę,że się zdenerwowałaś. Barbara westchnęła-mówiłam ci, że mam
zupełnie inną matkę niż ty. Nie wiem co jej odbiło.
Następnego dnia zaczęło się bieganie po urzędach- po wypełnieniu formularza i odsiedzeniu
niemal 2 godzin w kolejce dostała odpis pełny swego aktu urodzenia i zaświadczenie, że
jest stanu wolnego. Dobrze, że Lukasowi dała drugą parę kluczy i że rano już włączyli ciepłą
wodę. Przeszukała książkę telefoniczną by znaleźć tłumacza przysięgłego do przetłumaczenia
dokumentów.Telefonowała kilka razy, za  szóstym ktoś wreszcie odebrał. Umówiła się,
zatelefonowała do Bożeny, która była mówiona w swoim USC na następny dzień, opowiedziała
o rozmowie z matką i podała  Bożenie namiary na tłumaczkę. Wystała się w pobliskim sklepie,
zrobiła zakupy, ugotowała  obiad  na 4 osoby na najbliższe dwa dni. Zatelefonowała do matki
i omal nie padła z wrażenia -telefon odebrał jej były "niemal mąż". Usłyszawszy jego głos
odłożyła czym prędzej słuchawkę.
Zaklęła  szpetnie jak góralski dorożkarz, potem zatelefonowała do  Bożeny i jej wszystko
opowiedziała.. Bożenko,  tak na wszelki wypadek, jeśli będziecie do nas szli, to zadzwońcie do
drzwi 3 razy, żebym wiedziała, że to wy. Lukasowi dałam klucze, to  sam  sobie otworzy.
Wieczorem razem z Lukasem poszła do tłumaczki.
Następnego dnia poszła do swego biura i wzięła ze sobą Lukasa, bo mieli się  spotkać z Bożeną
i Mesutem by się udać do Ambasady Holenderskiej w sprawie wiz.
Dzień wcześniej "chłopcy" złożyli w niej zaproszenia dla B.B.
Szef, porządny facet, złożył gratulacje Lukasowi, że mu się trafiła tak fajna babka jak
Barbara, kazał wydać wszystkie dokumenty od ręki, podpisał gdzie było trzeba i sprawa była
załatwiona raptem w 20 minut.
Podobnie, niczym letnia  burza przeleciało piorunem w Ambasadzie Holenderskiej. Tu obu
parom złożono gratulacje z okazji niedalekiego ślubu  i wstemplowano wizy w paszporty
dziewczyn.
Jednocześnie poinformowano ich, że dokumenty do ślubu muszą składać  w Holandii
osobiście.
Do Ambasady Tureckiej mieli wpaść następnego dnia, w tym nie przyjmowano interesantów.
B.B zostawiły swych narzeczonych w kawiarni Hotelu Europejskiego obiecując, że wrócą za
dwie  godziny i zaczęły intensywną przebieżkę po sklepach, bo chciały nieco odświeżyć swą garderobę i kupić jakąś sukienkę do ślubu dla Bożeny. Przemierzyły Chmielną, Nowy Świat, odwiedziły Modę Polską .
W sumie udało się zrobić niezłe zakupy i z kilkoma wielkimi torbami wylądowały w kawiarni
hotelu Europejskiego  a zaraz potem poszli na obiad do Bristolu.
Następnego dnia "nawiedzili" Ambasadę Turecką. Gdy stali w korytarzyku, z jednego z pokoi
wyszedł jakiś Turek, zerknął na  Mesuta raz i drugi i nagle chyba doznał "olśnienia"- "Mesut,
skąd się tu wziąłeś?". Następne  3 godziny spędzili na zapleczu Ambasady popijając kawę i
wcinając bardzo słodkie ciastka- obrzydliwe, jak stwierdziły B.B.
W tym czasie w  ich paszporty wbito wizy pobytowe na rok. Mesut opowiadał znajomemu
ile to jeszcze mają spraw na głowie bo panie muszą coś ze swymi mieszkaniami zrobić,
a narzeczona  bratanka to ma i małego fiata "trzylatka" na sprzedaż i pewnie jeszcze na
giełdę będzie trzeba pojechać.
Okazało się ,że jest kupiec na fiacika, jeden z  polskich pracowników Ambasady.
Mieszkanie dwupokojowe Barbary chętnie na okres 3 lat wynajmie ambasada dla swego
tureckiego pracownika. A co do mieszkania Bożeny, kawalerki, to on da odpowiedź
następnego dnia, bo zna kogoś, kto szukał kawalerki.
Trzy następne dni upłynęły na podpisywaniu różnych umów. W efekcie końcowym okazało
się, że Barbara sprzedała fiacika, Bożena sprzedała kawalerkę a umowa najmu mieszkania
Barbary też została podpisana i to na trzy lata. Trochę było  biegania po notariuszach i do
urzędu skarbowego. B.B. musiały się pozbyć wielu swoich rzeczy, więc wzbogaciły
zasoby PCK.  No i trzeba było nadać cargo do Antalyi, bo to i tak było tańsze niż nadbagaż
na trasie Warszawa-Amsterdam-Antalyia.
Uzyskane dzięki sprzedaży złotówki zamieniły w kilku kantorach na dolary, które ich
narzeczeni zgodnie wpłacili na konto mamy Lucasa w banku holenderskim.
Znowu trzeba było "odkręcać" i zmieniać rezerwacje, wszak musieli teraz lecieć wpierw
do Amsterdamu a dopiero potem do Antalyi. Ale w tym pomogły im koleżanki Barbary.
Nie obeszło się bez złośliwości, bo "bystra" koleżanka skojarzyła, że B.B. lecą razem
z dwoma facetami o wyraźnie tureckich nazwiskach i pozwoliła sobie na  chamski
komentarz na temat zadawania się z Turkami. Ale Barbara z czarującym uśmiechem
odpowiedziała: "ciebie kochana to i Turek by nie chciał, to raz, a dwa że to nie  twoja
 sprawa i ciesz się, że jestem już na wylocie, bo gdyby nie to, to wyleciałabyś z roboty".
I po angielsku zwróciła się do Bożeny - "co za szczęście, że już wracamy do domu".
Tuż przed wylotem do Amsterdamu Barbara zatelefonowała do matki, ale tylko nagrała się
na sekretarkę mówiąc, że skoro  jej matka gości faceta który Barbarę zdradził i oszukał, to
one rzeczywiście nie mają o czym ze sobą rozmawiać.
Ale było jej bardzo przykro i się popłakała. W końcu opowiedziała Lukasowi o całej sprawie.
Lukas przytulał, pocieszał i zapewniał, że dla jego matki Barbara już jest córką, chociaż
 jeszcze nie było  ślubu.
W Amsterdamie spędzili kilka dni, by B.B. choć  "z lotu ptaka" poznały miasto. Mieszkali
w domu rodzinnym  matki Lucasa, którym pod nieobecność właścicieli opiekowała się
pracownica specjalnej agencji. Dom był trzypiętrowy, bardzo stary ale miał wszystkie
współczesne udogodnienia. Wyznaczono termin  ślubu za miesiąc. Okazało się, że skoro
obie "panny młode" operują biegle angielskim to żaden tłumacz nie będzie potrzebny.
Podziwiano nawet jak dobrze  obie mówią po angielsku, choć są Polkami.
Na B.B. miasto ze swymi niezliczonymi kanałami, mostami i rowerami zrobiło miłe
wrażenie. Jesień już zaczynała tu zdobić parki swymi kolorami.
Antalyia powitała ich deszczem i chłodem, a w sali przylotów czekał na nich Max.
Wyjechali z Antalyi w deszczu, ale Alanyia przywitała ich bladym słońcem. Zostawili
wpierw swe bagaże w swoich domach, potem poszli do domu mamy Lucasa. I każda
z nich myślała, nie o tym, że wyjechała z ojczyzny, ale że wróciła z dalekiej podróży
do domu.
W głębi duszy Barbara nie mogła się nadziwić jak to się stało, że tak bardzo pokochała
Lukasa i całą jego rodzinę i że oni w tak bardzo naturalny sposób ją zaakceptowali
i tacy są serdeczni.
Na dwa tygodnie przed datą ślubu niemal w komplecie zjechali do Amsterdamu. Mama
bowiem uznała,że piękniejsza część rodziny musi się jeszcze  bardziej upiększyć i to
na europejski a nie turecki sposób.
Przy okazji B.B. założono konta bankowe, na które wpłaciły swoje pieniądze, które
były tymczasowo na koncie mamy Lukasa. Na dzień po ślubie panowie zaplanowali
wizytę w swej zaprzyjaźnionej kancelarii prawniczej, ale na razie trzymali tę wiadomość
w tajemnicy.
Ślub był uroczystością krótką ale sympatyczną, może dlatego, że mało się zdarza ślubów
wspólnych, na jednej sesji.
Oczywiście Barbara wystąpiła w sukni ślubnej nazwanej teraz "rodzinna", a Bożena
w sukni koloru bordowego, gładkiej, bez żadnych ozdób, za to super dopasowanej do
jej sylwetki wiecznej kochanki, jak to określiła Barbara.
Rodzinny obiad weselny  był na krytym tarasie restauracji , która była na skraju parku.
Następnego dnia po ślubie  udali się w czwórkę na umówione spotkanie w kancelarii,
gdzie obie młode żony zostały poinformowane,  o kwotach, jakie im  zostały darowane
przez mężów  i którymi mogą bez problemu same dysponować. Z wrażenia obie się
popłakały, czego nawet wodoodporny tusz nie wytrzymał, a prawnicy uznali, że te
Polki to bardzo płaczliwe niewiasty. Została też ustalona kwota do której mogły pobierać
pieniądze  z mężowskich kont bez  upoważnienia.
Dwa dni później obie pary poleciały do Paryża, gdzie spędzili tydzień.
B.B. udało się przekonać swych mężów, że podróż poślubna to przeżytek, podobnie jak
i noc poślubna, którą i tak większość współczesnych par ma  grubo przed  ślubem.

                                                           c.d.n.




wtorek, 4 czerwca 2019

Bardzo samotne wakacje - XIII

Do Alanyi wracali niespiesznie, silnik kręcił się na najmniejszych obrotach, a oni wciąż
rozmawiali, przyglądali się mijanym miejscom a najczęściej używanym słowem był
czasownik "kochać", odmieniany przez różne osoby i czasy, głównie przez czas teraźniejszy
i przyszły. Ale chyba zawsze rozmowy zakochanych są raczej monotematyczne.
Tym razem lunch przygotowała w domu Lukasa Barbara, z jego wydatną pomocą, jako
tłumacza z tureckiego na  angielski.
Po lunchu rozpatrywano w sposób doświadczalny ową nieestetyczną męską nagość od pasa
w dół. I tak im jakoś przeleciało popołudnie, aż otrzeźwił ich dzwonek do furtki, za którą
stali Mesut z Bożeną. Lukas w samych bokserkach pobiegł otworzyć, poprosił by się
rozgościli w salonie, a oni za kilka minut zejdą, bo po lunchu nieco pospali.
Mesut poszedł więc do kuchni, nastawił kawę, czyli napój życia dla niektórych, Barbara
chyba pobiła rekord w szybkości ubierania się i po serdecznych uściskach zasiedli w salonie
przy kawie i czymś do kawy.
Mesut ich poinformował kiedy mają wylot do Polski - oczywiście z Antalyi. Załatwił już na
przyszłość  promesy wiz tureckich dla  obu pań,  oraz  polskich dla siebie i Lucasa.Tylko  
muszą na dwa dni wyskoczyć wszyscy  do Ankary.
 Rozmawiał ze swym przyjacielem, który mu doradził, by obaj brali ślub w Holandii,
zwłaszcza,  że ich "połówki" mówią doskonale po angielsku, a łatwiej jest znaleźć tłumacza
 do tłumaczenia "na  żywo" angielski- holenderski niż w Antalyi tłumacza z polskiego
na turecki. Poza tym jak się poszuka w Amsterdamie to może się trafić na urząd, w którym
wystarczy język angielski.
Wizę  holenderską dziewczyny dostaną bez problemu, bo oni dwaj dadzą im zaproszenie,
które złożą sami w Ambasadzie Holenderskiej w Warszawie.
W Turcji obie będą na rocznej wizie pobytowej. A najważniejsze , że przez te dwa dni
dogadał się z Bożeną w sprawach ich przyszłego życia.
Teraz obaj polecą do Polski głównie po to, by się zorientować ile czasu może zająć 
sprzedanie mieszkania Bożeny, oraz zgromadzenie przez obie wymaganych dokumentów,
czyli metryk oraz  zaświadczeń o stanie cywilnym  wraz z tłumaczeniem na holenderski.
Wpadną też razem z nimi do Ambasady Tureckiej by im wstemplowano wizy pobytowe
roczne. Potem zostawia swe skarby na trochę w Warszawie by załatwiały dalej swoje
sprawy i polecą do Amsterdamu załatwiać sprawy ślubów i Mesut wpadnie do Turcji
a Lukas zapewne do Barbary w Warszawie.
A tak szczegółowo to wszystko opowie dziś w czasie kolacji u rodziców Lukasa.
Barbara zaczęła myśleć na głos - przypomniało się jej, że ma kolegę prawnika i ona  gdy
będzie w Warszawie skontaktuje się z nim by wszystkie działania ze sprzedażą mieszkań
omówić od strony prawnej.
Bożena wręczyła Barbarze zamówione przez nią dżinsy i bajecznie mięciutki kaszmirowy
szal. O ile za dżinsy pieniądze wzięła, o tyle za  szal odmówiła- to podziękowanie za to,
że Barbara nakrzyczała na nią gdy wpadła w histerię.
Pod pretekstem mierzenia dżinsów wyniosły się na piętro by trochę porozmawiać.
Mesut wcale nie chce  już dzieci a prawdę mówiąc ona też nie.  On chce mieć po  prostu
wieczną kochankę, a nie matkę dzieciom - tak powiedział .Opowiedziała mu
dokładnie o swoim nieudanym małżeństwie bez ogólników i wcale nie był zdziwiony
tym rozwodem dziwił się tylko, że 3 lata  wytrzymała. Mesut jest niezwykle delikatnym
mężczyzną i jej atak płaczu niebywale go przeraził. Dla niego jest czymś oczywistym, że
kochanej kobiecie robi się wspaniałe prezenty, obdarowuje pieniędzmi lub wspaniałą
drogą biżuterią i nie sądził, że mówiąc o tym, że dostanę od niego swój własny fundusz
w jakiś sposób mnie zrani, że poczuję się niekomfortowo. Jest cudownym kochankiem,
nie mam pojęcia skąd wie co mi sprawia wielką przyjemność.Więcej dba o mnie w tej
materii niż o siebie.
Na kolację u rodziców Lukas uzbroił się w....... dyktafon. To moje narzędzie pracy gdy
rozmawiam  z klientami. Dzięki niemu nie muszę  robić notatek, wszystko jest nagrane
a klient  nie może się potem wyłgać, że mi  mówił że coś ma być niskie a ja zrobiłem
to wysokie. Mesut tyle tu naopowiadał,że muszę to wszystko mieć nagrane lub spisane-
wyjaśnił Barbarze.
Gdy już Mesut  o wszystkim opowiedział zaczęto się zastanawiać czy obydwa śluby
mają być jeden po drugim tego samego dnia i potem weselne przyjęcie, czy może każda
z dziewczyn chce  mieć ślub oddzielnie.
B.B. popatrzyły na siebie  i zgodnie zawołały: RAZEM. To przecież zabawniej wygląda
taki podwójny ślub! I obie  chcemy by to był tylko ślub cywilny. Jeżeli mamy sobie
wzajemnie dochować wierności i kochać się to i bez kropidła się obędzie. To jakie będą
nasze małżeństwa zależy przecież  tylko od nas.
Mama  Lukasa  na chwilę wyszła i wróciła z czymś obleczonym w worek na ubranie.
Słuchajcie, to jest moja suknia w której brałam ślub. Wydaje mi się, że byłaby dobra
na Barbarę. Jest szyta ręcznie, bo jest z cieniutkiej żorżety. Trzeba tylko do niej dobrać
pasek- gdy ją miałam na sobie to już widać było,że jestem w ciąży i nie dobierałam
paska. Zmierz kochanie, bo chyba będzie na ciebie dobra.
Tylko niech Lukas nie patrzy- zawołała Liza- to przynosi pecha!
Komu? sukni? Naprawdę nie rozumiem tych przesądów -widuję przed ślubem swą
przyszłą żonę nagą a nie mogę zobaczyć jej w sukni ślubnej przed ślubem? Siostro-
ty chyba zgłupiałaś - turczyniejesz pomału- zawołał Lukas.
Przymierz,  Kochanie, proszę- zwrócił się do Barbary. Barbara i mama Lukasa wyszły
na chwilę, gdy wróciły rozległo się ciche - oooo!
Sukienka była piękna -  biała w niebieskie kwiaty. Płatki kwiatów były cieniowane od
bardzo jasnego do ciemnego błękitu. Była odcinana w talii, leciutko rozszerzana do dołu.
Rękawy miała długie, wąskie, też  lekko do dołu rozszerzane. Płatki kwiatów były różnej
wielkości, na co od razu Barbara zwróciła uwagę. Największe były na całej długości
spódnicy, nieco mniejsze na jej staniku, a jeszcze innej wielkości na  rękawach  i przy
dekolcie. Sukienka sięgała do ziemi, bo Barbara była w plażowych klapkach.
Mamuś, była z ciebie naprawdę piękna dziewczyna ale  jakoś mniej cię było niż teraz-
zauważył mało taktownie  Lukas.
A pewnie, urodziłam dwoje dorodnych dzieciaków przecież- zaśmiała się mama.
Kochanie, zapomnij o tym, że coś mówiłem o dzieciach, żadnych dzieci, bo mi ciebie
popsują - mówił Lukas. A wyglądasz w tej sukni ślicznie, choć nago jeszcze  fajniej.
Synku, zmarzłaby przecież nago, nie  sądzisz.? No tak, zgodził się ze śmiechem Lukas.
Mama objęła Barbarę - jeżeli ci się podoba i masz ochotę-weź w niej ślub. Projektowała
ją i sama malowała już wykrojone części moja koleżanka.
Założysz do niej szpilki i będzie dobra długość. Barbara przytuliła się do mamy Lukasa
i szepnęła - i zostawimy ją dla Twojej wnuczki, dobrze?
Następne dni były pracowite. Lukas musiał zajrzeć do firmy i porozmawiać z szefem,
Byli w Ankarze i wszystko udało się pozytywnie załatwić. Te dwa dni spędzone razem
zaowocowały tym, że doszli zgodnie do wniosku że najlepiej będzie gdy  śluby
nastąpią jak najszybciej. Dziewczyny biorąc ślub w Holandii mogły zostać przy swoich
nazwiskach, co obu panom nie przeszkadzało a mogło ułatwić załatwianie spraw
w Warszawie.  Bowiem zawsze potem można zmienić nazwisko na mężowskie. Obaj
stwierdzili, że sprawy mieszkaniowe można z powodzeniem załatwić po ślubie i byli
skłonni wynająć do tego  prawnika.
W końcu ustalono, że w pierwszej kolejności dziewczyny załatwią potrzebne papiery
i ich tłumaczenia oraz potrzebne wizy.
Z tymi dokumentami i kopiami ich paszportów panowie polecą do Amsterdamu by
załatwić termin ślubu. Przez ten czas one się z grubsza zorientują jak będzie
z mieszkaniami, panowie z Holandii przylecą po nie i razem polecą do....i tu była mała
zagadka.
Jak mówi pewne przysłowie- człowiek strzela, a Zeus kule nosi. Najlepiej ułożone plany
zmieniają się jak w kalejdoskopie, "pewniaki" zmieniają się w przegrane, a sprawy, które
uważamy za beznadziejne lub bardzo trudne do rozwiązania - okazują się banalnie proste.
                                                    
                                                                 c.d.n.

Bardzo samotne wakacje - XII

Pogoda  wreszcie wróciła do pracy. Było ciepło i miło, więc Barbara z Lukasem postanowili,
że znów popłyną Omegą, ale tym razem nie będą wcale korzystać z  żagla. Znów kokpit
został załadowany wszelakim dobrem, Barbara przytomnie wzięła drugi kostium, tym razem
wzięli już dwa ręczniki kąpielowe, dwa sztormiaki, mini namiocik od słońca, oczywiście
koc piknikowy, duży termos z kawą i więcej kanapek.  Wypłynęli na tyle wcześnie, że
ich pierwsza zatoczka była jeszcze wolna. Nie pływali, bo woda po dwóch dniach niepogody
była  zimna. To jednak już był wrzesień, chociaż słońce nieźle grzało.
Kochanie, opowiedz mi coś o sobie- może wpierw o tym czego nie lubisz.
Oj, obawiam się, że to będzie długa lista. Nie lubię obłudy, udawania przyjaźni. Nie lubię
kłamstwa, wolę najgorszą, nawet bolesną prawdę od kłamstwa. Nie lubię gdy ktoś
nieupoważniony wtrąca się w moje życie, nie lubię gdy mi ktoś daje dobre rady, choć go wcale
o to nie proszę. Nie lubię i boję się tłumu, nie chodzę na żadne koncerty na stadionach.
Generalnie nie lubię też chamstwa, pijaków, ćpunów. Nie lubię ludzi bezmyślnych, niezależnie
od tego czy robią z bezmyślności coś złego czy dobrego. Nie lubię się kłócić, unikam osób
z którymi musiałabym się wciąż kłócić, sprzeczać. Nie lubię facetów, którzy na siłę  usiłują mi
udowodnić, że są lepszymi kierowcami ode mnie, choć wcale nie są.
Ej, to ty umiesz prowadzić samochód? No jasne, robię to od kilku lat, nic nadzwyczajnego.
Nie lubię tylko zmieniać koła.
A czym jeździsz? Fiatem, który jest produkowany w Polsce,126p. Takie maleństwo, ale dość
dzielne. Mam go już 3 lata i powinnam teraz go sprzedać. To już mój drugi fiacik , poprzedniego
też sprzedałam po 3 latach i niemal nic nie dołożyłam do następnego, bo one ciągle mają duże powodzenie.
A dużo jeździsz? Teraz nie,  mam blisko do pracy ale kiedyś miałam dość daleko, więc
dziennie robiłam przynajmniej 60 km. Na urlopy też nim jeździłam. Lubię prowadzić.
To mało bezpieczny samochód. Kupię ci inny, solidniejszy, bezpieczniejszy. No proszę, moja
żona umie prowadzić samochód! Lukas, to ty już masz  żonę? A ja co, mam być tą drugą?
To u was wciąż jest wielożeństwo?
Kochanie, mówiąc "moja żona" mam na myśli tylko i wyłącznie ciebie. Gdy śpisz i patrzę
na ciebie to myślę -to moja żona. A za jakiś czas popatrzę na ciebie i śpiące obok nas dziecko
i pomyślę- oto moja żona, która mnie zechciała i dała mi cudowne dziecko.
To będziesz spał ze mną i z dzieckiem w jednym pokoju? Dzieci w nocy płaczą, nie wyśpisz się.
Ale to przecież moje, nasze dziecko, więc muszę ci pomóc. Dzieci otoczone miłością obojga
 są spokojniejsze, mniej płaczą. I nim Barbara coś powiedziała zamknął jej usta pocałunkiem.
Kochanie, wyobraź sobie, że nie lubisz właściwie tych samych rzeczy co ja, czyli mamy znów
dziwny przypadek- spotkanie dwóch osób, które nie lubią tego samego.
Kochanie, a co lubisz? Barbara uśmiechnęła się -duuużo rzeczy. Wszystkie  twoje pieszczoty,
twój  dotyk, sposób w jaki mnie tulisz, a nawet to jak na mnie patrzysz. Lubię leżeć w twoich
ramionach , lubię  twój głos i twój śmiech. Lubię cię całować gdy najmniej się tego spodziewasz.
Lubię na ciebie patrzeć gdy się golisz  i lubię gdy mnie myjesz.  I myślę wtedy o sobie, że
jestem szczęściarą. I lubię całą Twoją rodzinę, która będzie i moją. Kocham Cię Lukas. Tak się
jakoś porobiło, że cię pokochałam. A poza  tym wszystkim lubię muzykę, klasyczną i nie
tylko, lubię teatr, książki, których czytam mnóstwo, lubię tańczyć i lubię gorzką czekoladę,
najlepiej z orzechami. Tę na gorąco też lubię.
No właśnie, porobiło się, że się pokochaliśmy. Wiesz  Kochanie, cały czas mam wrażenie,
że nam ten dodatkowy czas narzeczeństwa wcale niczego nie rozjaśni a tylko sprawi ból,
przynajmniej mnie. Mamy po 29 lat, podobno lepiej byś urodziła dziecko jeszcze przed
ukończeniem 30 lat, lub jak najbliżej tej trzydziestki, ale byłoby dla nas dobrze, żeby tak
od razu nie nie mieć dziecka, żebyśmy jeszcze trochę mieli luzu, bez obowiązków.
Pojedziemy w jakąś podróż poślubną, mam na to pieniądze. Mogę też wziąć długi urlop, bo
nie brałem urlopów. I już się domyślam dlaczego wujek się pytał czy mam ważny paszport
holenderski, bo każdy z nas ma dwa paszporty- turecki i holenderski.Ja mam obywatelstwo
holenderskie i myślę , że nie tylko będziemy mieszkać w Holandii, my tam pewnie ślub
weźmiemy.
Kochanie, a ty jesteś pewnie katoliczką? Trudno powiedzieć, że jestem, bo już  nawet nie
pamiętam kiedy ostatni raz  byłam w jakimś kościele. Nie mam zamiaru brać kościelnego                    ślubu. Co nie znaczy, że  odpuszczę sobie  jakąś ładną sukienkę do ślubu i polecę w dżinsach.
To musi być dla nas niezapomniany dzień i musimy ładnie wyglądać.
Kochanie, dla mnie zawsze ślicznie wyglądasz, zwłaszcza nago lub w bikini. Gdybyśmy
brali ślub na Holenderskich Antylach na plaży, to mogłabyś być w bikini.
Barbara zaczęła się śmiać - O, Zeusie! Jak to się wszystko dziwnie składa! W założeniu
miały być wyspy greckie,  rejs był prezentem nie dla mnie,wylądowałam w Turcji a tu
zakochałam się i kocham Holendra!
Kochanie, a ty zawsze takie drogie prezenty ofiarowujesz? Dlaczego mówisz, że drogie?
Ja po prostu załatwiłam tę wycieczkę,wpadłam na taki pomysł, wynalazłam, Bożena mi
to pilotowała bo wszak w turystyce pracuje, a każde z nas miało płacić za siebie. A jak
już było wszystko dopięte to już wiesz jak wyszło i Bożena postanowiła, że ze mną tu
przyjedzie. Z odkręcaniem też byłyby kłopoty, więc prościej było,że się ze mną zabrała.
Jest tylko jedna rzecz, która mnie martwi - ja nie mam takiej rodziny jak ty. Rodzice się
rozeszli, z ojcem miałam kontakt ostatni raz w swe osiemnaste urodziny i wtedy właśnie
dostałam fiacika od ojca, pewnie jako rekompensatę za to,że go nigdy przy mnie nie
było. Mama powiedziała, że się pewnie w niego nie mieścił i dlatego dał mnie.
A mama  po rozwodzie nie wyszła drugi raz za mąż i nie jest taka czuła jak twoja.
Przyzwyczaiła się też, że ja sobie radzę sama, nie pomaga mi w niczym bo i nie ma
w czym. Zastanawiam się, co mam zrobić z mieszkaniem, ono jest spółdzielcze, jeszcze
nie spłacone. Przy sprzedaży spółdzielnia ma prawo pierwsza je kupić, ale to  żaden biznes
dla mnie. Lepiej je  wynająć, wtedy nie będzie dla mnie obciążeniem finansowym. Tylko
trzeba mieć kogoś zaufanego, kto wszystkiego dopilnuje na miejscu. A może mama będzie
chciała przejąć to mieszkanie i w nim mieszkać a jej się sprzeda bo już jest spłacone. Gdy
pomyślę, ile przy tym wszystkim załatwiania to mnie strach oblatuje. Bo w Polsce nic nie
jest proste.
Kochanie, nie szkodzi, będę z Tobą cały czas.A może wpierw się pobierzemy a potem
będziemy wszystko załatwiać z  Twoim mieszkaniem itp.
Barbara zaczęła się śmiać- że też nie pomyślałam, że możemy w ramach podróży poślubnej
posiedzieć w Polsce i załatwiać moje skomplikowane sprawy! A w dni wolne od załatwiania
będziemy zwiedzać Polskę fiacikiem - to też jest przecież jakieś wyjście.
Kochanie, ja mówię poważnie, może właśnie fakt, że wyszłaś za mąż za obcokrajowca
przyspieszy załatwianie różnych spraw.
Nie wiem, Polska to dziwny kraj, w którym wiele spraw stoi na głowie. Jestem pewna, że
będziesz w stanie permanentnego zdziwienia, bo nawet ja się często zastanawiam co za debil
wymyślił takie przepisy.
Lukas, a zauważyłeś, że dziś dopiero jedna motorówka przepłynęła? I atrapa korsarska też
dziś nie płynęła.
 Nie wiem czemu, ale może dziś jest zmiana turnusów, we wrześniu jest więcej takich krótkich, tygodniowych. W październiku też jeszcze będą przyjeżdżać, bo są niskie ceny. Alanyia chce
być kurortem całorocznym, zimą  mają być tu pobyty lecznicze, sanatoryjne. I dlatego tyle się
buduje nowych hoteli.
Barbara zeszła na brzeg i delikatnie  zamoczyła stopy - woda nadal była zimna.
Lukas, woda nadal zimna, ja rezygnuję z pływania w takiej zimnicy.
Bardzo mądrze, Kochanie. Popływamy  jutro na basenie. W naszym hotelu zawsze woda ma
 26 stopni.
A teraz pomału się spakujemy i popłyniemy z powrotem. Jeśli zamoczysz majteczki to je na
łodzi koniecznie zmień na suche.. Albo te zdejmij, możesz przejść do łodzi bez nich, wytrzesz
się do sucha i wtedy je założysz.Tu nikogo oprócz nas nie ma.
Lukas a ty na golasa przejdziesz do łodzi? dociekała Barbara, Nie, ja na łodzi się przebiorę.
Nagość męska poniżej pasa jest mało estetyczna poza  łóżkiem. Ale mnie się podoba ta twoja
nieestetyczna męska nagość, poza łóżkiem też  - zapewniła go z szelmowskim uśmiechem.
Sprawdzę to w domu, ze śmiechem odpowiedział  Lukas.
                                                     
                                                     c.d.n.


poniedziałek, 3 czerwca 2019

Bardzo samotne wakacje -XI

Rano Barbara obudziła się jeszcze przed Lukasem, który odsypiał poranną rozmowę
z wujkiem. Zaczęła rozmyślać jak bardzo zaczyna się zmieniać jej życie. Była bardzo
wzruszona i zaskoczona sposobem, w jaki przyjęto ją do rodziny. To wszystko co ją
spotykało nie było na pokaz bo tak wypada.
Nie była przyzwyczajona do takiej wylewności. Jej były "niemal mąż" był raczej
oszczędny w wyrażaniu swych uczuć. Jego rodziny w ogóle nie znała, nigdy nie
zaproponował by do jego rodziny pojechać, mówiąc,że nie są zbyt ciekawymi osobami.
Matka Barbary też nie była z tych  wylewnych. Barbara przytuliła się do Lukasa, który
szybciutko ją objął, wyszeptał "kocham" i spokojnie spał dalej. I Barbara ponownie zasnęła.
Obudzili się niemal równocześnie. Lucas zerknął na zegarek - o to już  biały dzień!
Chyba trzeba wstać i zjeść śniadanie. Przyniósł z łazienki swój szlafrok- załóż go, nie będę
musiał potem znów cię rozbierać. Mnie wystarczy piżama. Chce mi się jeść i kochać- w tej
właśnie kolejności.
Chodź, potem umyjesz  ząbki, proszę.
Poszli do kuchni, a w chwilę potem przyszła tam mama  Lucasa. Ucałowała na "dzień dobry"
Barbarę, potem Lukasa, zapytała się czy wygodnie się im spało, zaproponowała jajecznicę
na mleku, czym oczywiście wprowadziła Barbarę w stan zdumienia. Bo z potraw "na mleku"
to znała tylko kluski, ryż lub płatki owsiane. Bacznie przyglądała się jak robi to mama Lukasa.
Nie było to coś skomplikowanego. Na patelnię  mama nalała  pół szklanki mleka a gdy się
zagotowało dodała 4 surowe jajka, jak na "normalną" jajecznicę i delikatnie, w miarę ścinania
się jajek, mieszała. Gdy jajka były już prawidłowo ścięte, zdjęła patelnię z płyty i rozdzieliła
jej zawartość na dwa talerze. Do tego były kromki bułki posmarowanej masłem oraz serowe
krakersy, domowej roboty. Po pierwszym kęsie Barbara wykrzyknęła- pyszna  ta jajecznica,
jeszcze nigdy takiej nie jadłam. Jest taka delikatna! Mama Lucasa ucieszyła się bardzo.
W czasie picia kawy Lukas pochwalił się, że o świcie zatelefonował do wujka i poprosił o
bilet na lot z nim i dziewczętami do Warszawy. A mama - zaczęła się śmiać, że obaj
ciężko zachorowali na miłość. Zero krytyki, pełna akceptacja- pomyślała Barbara.
I niemal bez namysłu wstała, zarzuciła  mamie Lucasa ręce na szyję i wyszeptała jej do
ucha-  dziękuję za Lukasa i za to, że mnie akceptujesz. Najbliższe pięć minut upłynęło im
na  wzajemnym zapewnianiu się o pozytywnych uczuciach wobec siebie. Lukas promieniał.
A Barbara już wiedziała, gdzie chce mieszkać po ślubie.
Mamuś, posiedzimy u was do lunchu- pogoda nie jest zachęcająca, może potem się poprawi.
Ale zjecie ze mną lunch, dobrze?  Ja tylko na chwilę wyjdę, chcę jeszcze coś kupić.A masz
zamiar coś ciężkiego kupować?-zainteresował się Lukas. Bo jeśli tak to pójdę z tobą,żebyś nie
nosiła. Nie, nic ciężkiego nie mam zamiaru kupować. Zwłaszcza, że wszystko w domu mam.
A Max i  Liza pojechali dziś rano do Antalyi razem z  tatą, bo tata  miał coś tam załatwić.
No to idę bo potem przyjdzie ogrodnik.
"Kochanie", myślę,że byłoby fajnie, gdybyś cały czas chodziła po domu w szlafroczku bo
tak łatwo i szybko można cię z niego uwolnić!
A niedługo wpadniesz na pomysł, że powinnam latać po domu całkiem nago , bo to jeszcze
prościej- śmiała się Barbara.
Przed lunchem Barbara zapytała się mamy Lukasa, czy może jej asystować w kuchni bo
chciałaby się nauczyć gotowania choć kilku potraw tureckich..
A lubisz  ryż i warzywa? zapytała mama Lukasa. Bo jeśli tak to zrobimy dziś pilaw.
Obierzemy wpierw marchewki i pokroimy w kostkę, podobnie zrobimy z cebulką.
Teraz rozpuścimy w garnuszku kostkę rosołową. W dużym garnku rozpuścimy masło i
przesmażymy na nim marchewkę, a gdy widelec bez problemu zagłębi się w kostkę
marchewki, dodamy cebulkę. Cały czas mieszamy, w razie potrzeby dokładamy masło.
Teraz wsypujemy suchy ryż. Odrobinę solimy i dodajemy ulubione przyprawy , mieszamy
i smażymy aż ziarenka ryżu staną się przezroczyste.
A teraz zalewamy  zawartość garnka bulionem, zmniejszamy grzanie i pomału gotujemy
ryż wpierw pod pokrywką, potem ją zdejmiemy. Gdy ryż jest miękki - pilaw jest gotowy.
To proste prawda? No widzisz  - i już umiesz zrobić pilaw.
Lukas pękał z dumy - widzisz mamuś jaka ona jest zdolna? Jestem dzieckiem szczęścia!
Dzieckiem to jesteś miłości a do tego masz szczęście że cię Barbara chce i kocha.
Mamuś, pogoda się poprawiła może pójdziesz z nami trochę nad morze? Poszłabym, ale
tata niedługo powinien wrócić z Lizą i Maxem. A tata lubi jak jestem w domu gdy wraca,
bo chce mi opowiedzieć wszystko co załatwiał.
A  jeśli nie macie jakichś konkretnych planów to przyjdźcie na kolację. Tata się ucieszy,
lubi jak rodzina jest razem.
Mamuś, nie obiecuję, ale pewnie przyjdziemy.
Przyjdźcie, przecież możecie tu nocować.To i wasz dom.
Spacerowali po przystani, potem poszli zobaczyć co w city alanyijskim słychać .
Lukas, a dlaczego te krawężniki są wysokości niemal pół metra i gdy trzeba przejść na
następny chodnik to aż trzeba było zrobić schodki?
Bo gdyby były choć trochę niższe to wzdłuż całej ulicy stałyby samochody. A tak wysoki
krawężnik nie tylko blokuje drzwi samochodu ale ma tę zaletę,że na niego żaden wóz
nie wskoczy dwoma kołami  żeby zaparkować. Turkowi nie wytłumaczysz, że czegoś
nie wolno, po prostu trzeba mu to w inny sposób przekazać, poprzez uniemożliwienie
parkowania w sposób fizyczny. Bo mandaty nie działają. Zapłaci i za godzinę zrobi to
samo.
Wiesz, zajrzyjmy na bazar może będzie ktoś tkał dywan, to naprawdę super wygląda.
Na maszynie  tkackiej?  - dopytywała się Barbara. Nie, ręcznie.
Byłyśmy tu zaraz pierwszego dnia po przyjeździe. Strasznie kolorowo tu. Nigdy jeszcze
nie widziałam takiej ilości różnych przypraw. Od zapachów i kolorów aż się w głowie
kręci.  Kochanie, zobacz, tam przy ścianie, jakiś Turek  tka dywan. Tylko  się nie odzywaj,
bo jak usłyszy  angielski to nam żyć nie da, zaraz powyciąga stosy dywaników i będzie
nam usiłował sprzedać. Postali chwilę i poszli dalej.A dalej ktoś chciał sprzedać szczeniaka
owczarka anatolijskiego, siedziała babcia i dziergała koronkowe serwetki, niestety białe, jak
ze smutkiem zauważyła Barbara.
Kochanie, chodź na trochę do domu, zrobimy sobie kawę a wieczorem pójdziemy do mamy.
Muszę jeszcze z tatą porozmawiać o tym MBA. Chodź, do ósmej wieczorem można jeszcze
tyle miłych rzeczy  razem zrobić. Nie mogę się jakoś tobą nasycić. Przecież ja bez ciebie
najzwyczajniej w świecie zwariuję!
Lukas, cały czas się strasznie martwisz sobą, ale jakoś nie przychodzi ci do głowy, że mnie
też będzie ciężko. Ty będziesz wśród rodziny a ja praktycznie sama. Mnie będzie  trudniej.
I wiesz, już się zastanowiłam nad tym, gdzie bym chciała z  tobą mieszkać po ślubie, ale
powiem ci to dopiero w domu, jak zrobisz kawę.W 10 minut potem Lukas popędzał
ekspres by prędzej parzył kawę.
Gdy kawa już znalazła się w filiżankach Barbara oznajmiła uroczyście, że pomysł by
zamieszkali w Amsterdamie jest bardzo dobry.A mama Lukasa najcudowniejszą matką
pod słońcem.
Gdy się ubierali by wybrać się do rodziców, Lukas zaczął się intensywnie przyglądać
Barbarze i kręcić głową. Co jest, zapytała Barbara, czemu mi się tak bardzo
przyglądasz? Bo nie mogę pojąć gdzie się zmieści w twoim  brzuszku dziecko, masz
chyba za mały brzuszek. Barbarę omal nie zatchnęło ze śmiechu i stwierdziła, że dawno
jej nikt  tak  nie rozśmieszył. Ja ci to przypomnę gdy będę wyglądała jakbym połknęła
piłkę do koszykówki. A wtedy zatęsknisz do tego dnia gdy brzuszka nie było i były
dzikie harce, bo czegoś takiego  żaden lokator by nie zniósł.
Kochanie,tak ogromnie  cię kocham, że nawet chwilami nie umiem tego powiedzieć.
Kocham każdy skraweczek twego ciałka, każdy paznokietek, nawet każdy włos.
A rzęsy też? - zapytała ze śmiechem Barbara. Chodź już, bo jeszcze chwila i zaczniesz
mnie rozbierać i nie pójdziemy do rodziców.
Pogoda się nieco poprawiła, niebo było pogodne i było bezwietrznie. Po drodze kupili
makaroniki, bo tata Lukasa , podobnie jak jego brat też je lubił. Lukas, a co mama lubi?
Ciebie, Kochanie i gdy się dowie, że będziemy po ślubie mieszkać w Amsterdamie to
chyba będzie skakać z radości.
No dobrze, ale ja chciałabym coś dla mamy kupić, jakiś drobiazg, który sprawi jej
przyjemność. Chodź, wstąpimy do tego kiosku hotelowego, może będą jakieś małe
perfumki. I pamiętaj -ja  płacę. Wzięłam z Polski trochę dolarów, bo liczyłyśmy się
z wydatkami, a nic jeszcze nie wydałam, tylko jakieś grosze na tunikę i kapelusz.
W kiosku hotelowym rzeczywiście były perfumy i udało się kupić mały flakonik
Masumi w ładnym opakowaniu, za całkiem znośną cenę.
Rodzice oboje byli  wzruszeni, mama twierdziła, że właśnie się jej te  perfumy
kończą i to naprawdę cudnie, jakiś szczęśliwy przypadek, że Barbara wybrała dla niej
ten zapach. Mamuś, Barbara ostatnio po samych przypadkach stąpa, przy niej
wszystko staje się dziwnym przypadkiem. I nawet zdecydowała , że po ślubie będziemy
mieszkać w......... Amsterdamie. Oczywiście Barbara została wyściskana przez oboje
rodziców i Lizę. I tylko dlatego Maks jej też nie wyściskał bo był akurat na randce.
Tym razem kolacja nie przeciągnęła się ponad miarę i po kolacji wszyscy jeszcze
przespacerowali się, z czego skorzystali Barbara z Lukasem i ze spaceru wrócili do
siebie. Przyszli w porę, bo  w chwilę po powrocie zatelefonował wujek z wiadomością,
że wszystko co miał załatwić załatwił pomyślnie i z pytaniem, czy Lukas ma ważny
swój holenderski paszport, bo on ma świetny pomysł, ale wszystko opowie po powrocie,
czyli następnego dnia w czasie kolacji.

                                                       c.d.n.








Bardzo samotne wakacje - X

Rano Mesut i Bożena pojechali samochodem do Antalyi, stamtąd polecieli do Ankary.
W tym czasie Lukas i Barbara niespiesznie zjedli śniadanie i przygotowali wspólnie picie,
 jedzenie i wszystko co im może być potrzebne na pikniku i pojechali na przystań.
Taklowanie poszło nawet dość sprawnie, przy zamocowywaniu silnika pomógł jakiś
znajomy chłopak i około 10 rano wyruszyli w rejs- wpierw na silniku, potem już na żaglu.
Gdy dopłynęli na miejsce okazało się , że ktoś już ich uprzedził, więc popłynęli dalej.
Barbara  zawiadywała  fokiem, potem dostąpiła zaszczytu sterowania i obsługi grota,
ale gdy powiał nieco silniejszy wiatr powróciła do foka. Popłynęli dalej i znaleźli jeszcze
mniejszą zatoczkę,  pomiędzy dwiema skałkami. Tym razem trzeba było łódkę wepchnąć
nieco na plażę a także unieść silnik by nie połamała się śruba.
Popływali, pobiegali nieco by się osuszyć, wypili kawę i zaczęli snuć plany.
Kochanie, a gdzie byś chciała mieszkać po ślubie?
To my jeszcze nie jesteśmy po ślubie? Bo to co my wyprawiamy normalni ludzie wyprawiają
właśnie po ślubie, w podróży poślubnej.
Lucas zaczął się śmiać.  Kochanie, ja pytam całkiem poważnie, musimy pewne sprawy
ustalić już teraz. Chociażby to, gdzie będzie ślub, dokąd chcesz pojechać w podróż poślubną
no i gdzie będziemy po ślubie mieszkać.
Barbara zamyśliła się - wiesz co, ja bym wolała tu wziąć ślub. Nie wyobrażam sobie ślubu
w Polsce, zwłaszcza, że ja nie chcę ślubu kościelnego, chcę tylko cywilny, w urzędzie. Tym
sposobem uniknę nielubianych ciotek i gadania, że nie biorę ślubu kościelnego  a na dodatek
wychodzę za mąż nie za Polaka. Z mojej strony będzie tylko mama. Podróż poślubna -
pojadę po prostu tam gdzie ty będziesz chciał. Byle nie do krainy lodu i śniegu. Do Wenecji
też nie.
Może być Stambuł, Malta, Majorka a może Paryż, a może Alpy.
A gdzie będziemy po ślubie mieszkać? Naprawdę nie umiem odpowiedzieć na to pytanie,
wciąż  jest  za mało danych. Przecież to zależy od tego gdzie Ty będziesz miał dobrą pracę.
I nie mam bladego  pojęcia gdzie i jaką pracę ja znajdę.
Lucas, a ty chcesz, żebyśmy mieli dzieci?
Kochanie, koniecznie, najlepiej  dwoje, chłopca i dziewczynkę.
Ooo to dopiero będą mieszańce jak mówi twoja mama -  dzieci "wielogenowe" -holendersko-
turecko- polskie.
A co będzie jak będą dwie  dziewczynki?
Żaden problem, liczbowo w porządku. Chciałbym po prostu żebyśmy mieli dwoje dzieci.
Kochanie, nawet nie wiesz jak bardzo bym chciał, żebyśmy już byli małżeństwem! Barbara
zaśmiała się - a co z tym okresem narzeczeństwa, poznawania się, dopasowywania itp?
Chcesz go ominąć?
Chciałbym, ale zdaję sobie sprawę z tego, że będziesz miała wiele spraw do załatwienia
i nieco czasu na to zejdzie. Bo biurokracja króluje w ludzkim życiu, niezależnie od  kraju.
Optymalnie to byłoby, gdybym zrobił w Polsce  jeden semestr MBA, wzięlibyśmy szybko
ślub, a drugi semestr zrobiłbym w Holandii i tam byśmy mieszkali. W Amsterdamie mamy
dom.
Mieszkalibyśmy w jednym domu z mamą i Elizą. Pomyślmy i o tym. Mama uczyłaby cię
holenderskiego. Polubiła cię. Już się martwi co ty biedna tu będziesz robić zimą, bo tu zimą
dużo pada. Zima to pora deszczowa.
Wiesz, koniec pikniku, trzeba  płynąć z powrotem , wiatr się wzmaga i napływają chmury.
Ubierz bluzę dżinsową bo zmarzniesz na łodzi. A jak wejdziesz do łodzi, to wytrzyj się do
sucha ręcznikiem i owiń się moją koszulą flanelową jak spódnicą, żebyś się nie przeziębiła.
Wyraźnie  pogoda się zmienia. To normalne we wrześniu.Pewnie już wieczorem popada.
Gdy wsiadali do samochodu zaczęły padać pierwsze krople, gdy podjechali pod dom to już
lało.
No, jest niedobrze, bo nie mamy w domu nic do jedzenia, tak mi się zdaje- stwierdził Lukas.
Wiesz,  nie zaglądałam do różnych szafek, ale może jednak coś tam jest.
Jeśli naprawdę nic nie ma to jak zdejmę to mokre bikini i założę coś suchego i spodnie,
to możemy przecież wyjść do restauracji. Ale jedyne  co było w szafce to był ryż. No to
zakładamy sztormiaki i w drogę, zarządziła Barbara. Najlepiej na grilla. Lubię te kawałki
mięsa pieczone na blasze i te warzywka. Przynajmniej wiem co jem. I wiesz co, chyba
musimy się wybrać do marketu na jakieś zakupy, nie da się żyć samymi krakersami i kawą,
zresztą już się kończą.
Wizyta w markecie dostarczyła obojgu wielu wrażeń, bo Lukas nigdy nie robił zakupów
żywnościowych w markecie, z kolei Barbara nie miała pojęcia o kuchni tureckiej i o
nazwach różnych potraw. Nazwy potraw to Lukas nawet znał, ale nie miał pojęcia jakie
są składniki danej potrawy. Umiał tylko powiedzieć czy to zna i lubi czy nie.
Z tego wszystkiego Barbara kupiła 20 jajek, mrożony pilaw jarski i pilaw z wołowiną
i coś co na obrazku wyglądało jak polskie gołąbki, 2 paczki mrożonych frytek i
mrożone kawałki kurczaka z warzywami, torebkę mielonej ciecierzycy, butelkę
mleka.
Lukas był pełen podziwu dla jej inwencji, bo jego umiejętności kucharskie zaczynały
się i kończyły na zaparzeniu kawy w ekspresie lub w termosie.I jakimś cudem wiedział,
że do ekspresu nie sypie się cukru z przyprawami, a do termosu można.
Pogoda nadal była marna, już nie lało tylko siąpiło, więc ruszyli do domu, a Lukas
nie ukrywał, że najbardziej pożądanym przez niego miejscem jest sypialnia. Prawdę
mówiąc to i Barbara odczuwała niedobór snu, więc postanowili wziąć cieplutki
prysznic i zakopać się pod kocem. Po wielu  gorących dniach spadek temperatury do
+22 stopni odczuwali jak dotkliwe zimno. W pół godziny po powrocie do domu
oboje spali snem mocno, niczym zmęczone rozrabianiem dzieciaki.
Około 21,00 obudził ich dzwonek telefonu. To telefonował z Ankary  Mesut donosząc
im radośnie że spokojnie  dolecieli do Ankary, jutro ma poumawiane spotkania, Bożenie
podoba się Ankara, a na jutro, na czas gdy będzie zajęty, zarezerwował jej wizytę
w salonie piękności co zajmie jak nic ze 4 godziny a on będzie spokojny, że nie będzie
się nudziła-sauna, masaże, nawilżanie, oczyszczanie, manikiur i jeszcze fryzjer. A tak
w ogóle czy ma im coś przywieźć z Ankary, będą z powrotem pojutrze około godz. 16,00.
Barbara zamówiła więc dla siebie dżinsy, podała rozmiar i kolor. W Ankarze co prawda
nie padało, ale też nie było zbyt ciepło i Bożena kupiła sobie sweter, więc Mesut od
razu zapytał się czy może i dla Barbary kupić  sweter bo się będzie ochładzać.
Gdy skończyli rozmawiać Barbara powiedziała, że Mesut potrafi rozpieszczać kobiety
i chyba Bożena mu w dużym stopniu przesłoniła świat.
Lukas spoważniał- też to tak widzę, ale jednocześnie jest niezmiernie szczęśliwy. Gdy
umarła ciocia to myśleliśmy że targnie się na życie.
Kochanie, coś czuję, że ja chyba też polecę z Tobą do Warszawy bo perspektywa
pozostania bez Ciebie na jakiś czas po prostu mnie przeraża, aż mi braknie oddechu.
Lucas, przecież nie możesz rzucić wszystkiego z dnia na dzień! Bądź poważny!
Ależ ja jestem poważny i mówię poważnie! Wezmę ze sobą wszystkie moje
potrzebne dokumenty, może w Antalyi jest jakiś tłumacz przysięgły turecko polski to
mi wszystko przetłumaczy. Poza tym mam  wszystkie swoje dokumenty po angielsku,
więc też je wezmę. I łatwiej mi będzie na miejscu załatwiać to MBA niż pisać,
telefonować itp.
Kochanie, a może zjemy jakąś kolację? Pójdziemy do mamy, co ją ucieszy, opowiem
tacie o swym najnowszym pomyśle i przy okazji zjemy kolację.
To zadzwoń wpierw do mamy, nie wypada tak wpadać bez uprzedzenia!
Kochanie, to nasza mama, słyszałaś- możesz wpadać do niej o każdej porze dnia
i nocy, tak jak ja.Chodź, oni pewnie właśnie jedzą kolację. Tylko załóż spodnie
i bluzę, nie jest ciepło.
Barbarze lekko szczęka opadła ze zdziwienia, ale szybko ubrała się i w 10 minut
później dotarli na miejsce. Witani byli tak, jakby dotarli tu z wyprawy na  Biegun
Północny. Została nagle "naszą kochaną dziewczynką", bohaterką, która poprzez
ulewę (mżyło) do nich dotarła. I nagle zdała sobie sprawę z faktu, że nawet jej
własna matka nie okazywała jej tyle serdeczności i ciepła co matka Lukasa.
Dopytywała się, czy  Barbara ma ze sobą jakieś ciepłe rzeczy. Liza przyniosła
jej ciepłe kapcie, by rozgrzała zmoczone deszczem stopy. Zaraz zostali nakarmieni,
napojeni i dowiedzieli się, że najlepiej będzie, gdy dziś zostaną na noc tutaj, przecież
pokój  Lukasa jest nadal jego pokojem, więc "biedne dzieci" nie będą się pętać po
deszczu. Barbarze wydawało się, że śni, bo wszystko było tak bardzo różne od
rzeczywistości którą znała dotychczas.
Lukas, uszczypnij mnie, bo mam wrażenie, że śnię, powiedziała cichutko. Ale
zamiast uszczypnięcia Lukas ją pocałował.  Oczywiście Lukas nie odmówił sobie
przyjemności opowiedzenia, że byli razem na zakupach, powiedział co kupili, że
"Kochanie" znalazła w domu rzeczy o których on  nie miał pojęcia, że są.
Na koniec stwierdził, że on też poleci z nią do Polski, by załatwić na miejscu sprawę
studiów MBA.
Ku zdziwieniu Barbary przeciw temu pomysłowi nikt nie zaprotestował, wszyscy widać
uznali, że wie co robi.
Gdy po północy poszli z Lukasem do jego pokoju (przedtem znów była wyściskana
i wycałowana) na łóżku leżała piżama dla Lukasa  a dla niej frywolna koszulka na
ramiączkach, a na poduszce leżała gałązka róży. Lucas obejrzał koszulkę i spytał- a to do
ozdoby pościeli jest?  Wole cię nagą- i odłożył piżamę i koszulkę na krzesło.
Kochanie, jesteś pierwszą i ostatnią kobietą, która będzie tu spała. Kocham cię.
I wszyscy tu cię kochają. Nie płacz, głuptasku, wszyscy cię kochamy a ja najwięcej!
Chodź, weźmiemy prysznic, tu obok jest łazienka, za tymi drzwiami.
W łazience stały dwa kubeczki ze szczotkami do mycia zębów, granatowy i różowy.
Lukas na moment wyszedł i wrócił z opakowaniem tabletek mówiąc - jedno opakowanie
odholowałem, żeby było tutaj,wiedziałem,że uda mi się  tu z tobą przenocować! Pewnie
jeszcze nie jeden raz tu zanocujemy po rodzinnej kolacji. Kocham cię, jak wariat!
O świcie, gdy Barbara jeszcze spała zatelefonował do wujka, by ten zrobił i jemu
rezerwację na samolot do Warszawy.
                                                    c.d.n.