wtorek, 4 sierpnia 2020

Zastępstwo - XVII

Już w samolocie do  Treviso wujek żałował, że  jednak wybrał samolot, 
bo przecież drogę z Zurichu do Treviso można było pokonać samochodem. 
W końcu stwierdził, że przecież z Treviso do Wenecji jest jednak ok.40 km 
to i tak będą musieli brać codziennie samochód od Fabia, więc się najeżdżą.
Na lotnisku czekał na nich ów Fabio - najlepsza wizytówka męskiej części
włoskiej populacji.Na jego widok Iza szepnęła wujkowi do ucha:" ale
przystojny facet", co wujek skwitował tylko uśmiechem.
Fabio był facetem bardzo dbającym o swój wygląd. Był wysoki, szczupły, 
dobrze ubrany i wiedział, że się kobietom podoba.
Iza, jak każda kobieta, obrzuciła wzrokiem jego palce - nie było ani  śladu
obrączki.
Jackowi też nic nie brakuje- pomyślała, ale zawszeć milej oglądać ładnego 
faceta niż byle co.
Dom, pod który zajechali był jednopiętrową rozległą willą ze sporym 
ogrodem. Biała fasada, ciemno czerwona dachówka, na parterze duża 
weranda obrośnięta jakimś pnączem- naprawdę  sielski widok. Brakuje
tylko drewnianych okiennic- pomyślała Iza.
W ogrodzie zwracała uwagę duża, obrośnięta winoroślą altana. Stał w niej 
duży stół z 6 wiklinowymi krzesłami a pod jedną z jej "winogronowych" 
ścian  rodzaj kredensu i mały stolik.
Pokoje były dość duże, okna  miały na zewnątrz metalowe  żaluzje, każdy 
pokój miał małą łazienkę- kabina prysznicowa,WC, umywalka, lustro, 
taboret.
W pokoju królowało podwójne łóżko, z dwóch stron stały szafki z lampami, 
szafa w ścianie i w nogach każdego z łóżek drewniany stojący wieszak
na ubranie.
Po chwili do ich pokoju zapukał wujek - dzieciaki, chodźcie coś zjeść, bo 
trzeba niestety  brać się do pracy.
Ale ja nie jestem głodna- zaprotestowała Iza.
Nie myśl, kochana, że dostaniesz coś konkretnego - będzie kawa, coś
na  ząb do kawy no i pewnie coś zimnego do picia.
A jak ci się podoba ten pokój?Bo, jak widzę, to Fabio zrobił tu remont 
generalny.
Pokój piękny, a te wieszaki  na ubrania- genialne- chciałabym je mieć
u siebie w domu. I ogromnie podoba mi się ta altana obrośnięta
winoroślą.
Jeśli się zaprzyjaźnicie z Fabiem, a to nie jest trudne, będziecie  tu nie 
jeden raz  przyjeżdżać. Zacznij od zachwycania się domem, każdy lubi       
gdy innym podoba się to, co sobie zaprojektował i wykonał.
Dziś pojedziemy z nim do Wenecji, trochę ją pozwiedzamy od mniej
turystycznej strony, a jutro weźmiemy od niego samochód i będziemy
cały dzień uczciwie pracować. Tylko załóż jakieś wygodne buciki, bo 
będzie dużo chodzenia.
I rzeczywiście - na werandzie już stała przygotowana  dla nich kawa i
małe makaroniki oraz sałatka owocowa.
Iza całkiem szczerze zachwycała się domem i ogrodem i usłyszała od
Fabia, że będą zawsze miłymi gośćmi w tym domu, a zawsze wieczorem
posiedzą przy winie w ogrodowej altanie.
Gdy siedziała z Jackiem w samochodzie szepnęła mu: mam nadzieję, 
że nie wpadniesz na pomysł wynajęcie Fabia na "zastępstwo" gdy się
będziesz gdzieś wybierał, bo niewątpliwie jest w moim typie.
Jacek przytulił ją, pocałował i spokojnie stwierdził - zrobiłaś się 
okropnie złośliwa. Starzejesz się czy jesteś przed okresem? Mnie też 
się Fabio podoba, bo nie rozmawia rękami, dobrze zna angielski i nie
jest zbyt gadatliwy.Tylko nie pomyśl, że zaczynają mnie interesować 
mężczyźni.
Rzeczywiście poznali Wenecję z jej mniej turystycznej  strony.Byli cały 
czas po drugiej stronie Wielkiego Kanału, po stronie, która jest dość
rzadko odwiedzana przez turystów. Fabio proponował "mały rejs
gondolą", ale Iza tak się skrzywiła, że Fabio nie nalegał. Natomiast 
wycieczkę tramwajem wodnym przywitała z entuzjazmem. Chociaż
były jeszcze  miejsca siedzące, Fabio zaproponował by nie siadali bo
wtedy  łatwiej się rozglądać dookoła. Ruch na kanale był całkiem
spory, jakby na to nie spojrzeć była to główna droga komunikacyjna
Wenecji. To takie dziwne- powiedziała Iza - całe życie na wodzie.
Fabio uśmiechnął się - to kwestia przyzwyczajenia- randkujemy na
wodzie, do ślubu płyniemy,na ostatni spoczynek też płyniemy.  
Zaraz się przesiądziemy i popłyniemy na  Giudeccę, gdzie mieszka 
większość  mieszkańców Wenecji i gdzie rzadko można spotkać 
turystów.Bo mało kto wie, że tu też są warte obejrzenia zabytki.
głównie sakralne. 
Jest tu kościół zbudowany w XVI wieku jako wyraz wdzięczności, że 
zaraza po unicestwieniu 1/3 populacji Wenecji ustała.
Jest też kościół Le Zitelle z kompleksem szkolnym dla panien bez posagu.
Tu niezamożne panny uczyły się zawodu, między innymi koronkarstwa.
Jest też Kościół łączący w swym wnętrzu architekturę bizantyjską i styl
rokoko.
A obecny rozległy hotel był niegdyś Molino Stucky, czyli Młynem. Jest też
ładny pałac Casa dei Tre Oci,który był własnością malarza Mario de Maria, 
a po jego śmierci odziedziczył go syn malarza, Astalfo.
Jest tu trochę sennie, ale też jest mniej kanałów, więcej chodników.Tak
naprawdę Giudecca składa się z 3 połączonych wysp.  Cała Wenecja to
wyspy i wysepki. Na przykład Murano nie jest jedną wyspą - to jest
siedem małych wysepek połączonych ze sobą mostami.
                                           c.d.n.



czwartek, 30 lipca 2020

Zastępstwo -XVI

Znacie takie powiedzenie "człowiek strzela a Pan Bóg kule  nosi"? Planowanie
wyjazdu tak, żeby spełniły się plany wujka wyglądało mniej więcej jak kwadratura koła.
Gdy się chce połączyć wygodę , dogodną cenę a  w czasie podróży do Włoch koniecznie jeszcze "zawadzić" o Szwajcarię- to nie ma lekko.
Orbis nie miał takiej wycieczki, a  Polska jeszcze nie była w UE. Poza tym z jakiegoś
nieznanego Izie powodu wpierw  należało dostać się do Zurichu i tam spędzić dobę.
Kolejnym etapem podróży była Wenecja, w której należało załatwić kilka spraw w Murano. W tej sytuacji podróż z Melą zaczynała być problemem, bo ona źle znosiła podróże lotnicze. A tu  musiałaby trzy razy lecieć  samolotem. Z kolei podróż samochodem zupełnie się nie uśmiechała wujkowi, co prawda w sumie na jeden samochód przypadałoby trzech  kierowców. 
W końcu Melania sama zrezygnowała z tej wyprawy - wizja  latania aż  trzy razy samolotem zupełnie jej nie odpowiadała.
Postanowiła na czas nieobecności swego męża zaprosić do siebie swą koleżankę -
ta opcja  bardzo z kolei odpowiadała wujkowi. Znaczyło to, że polecą w trójkę.
Całą sprawę zabukowania miejsc w samolotach oraz  noclegu w Zurichu załatwiała córka znajomego,  która pracowała w Orbisie. Iza co prawda nieco żałowała, że nie  będą jechali samochodem, ale wujek zapewnił,  ją  że  wiele nie straci bo większą
część drogi pokonywali by  autostradami, a jazda autostradą nudna jest.
We Włoszech mieli nocować  pod Treviso, w domu jednego ze znajomych wujka.
W domu Iza zastanawiała się, czy  jest w Europie ktoś, kto nie jest znajomym wujka.
Mama Jacka z kolei wpadła na pomysł, że może na czas tej "wyprawy po złote runo"
 ona zaprosi Melę na działkę, przyjedzie też mama Izy i będą miały we trzy czas dla
siebie. Oczywiście  transportem Meli  miał się zająć ojciec Izy.
Ten projekt zdecydowanie był najlepszy i "wygrał przetarg".
Na czas wyjazdu służbowy samochód Izy trafił do garażu blisko firmy. Iza bała się
zostawić go na ulicy - zbyt często taki dłużej parkujący samochód tracił koła lub
w ogóle znikał. Teoretycznie ten model citroena  nie miał wielkiego powodzenia
wśród złodziei, ale lepiej być przezornym niż okradzionym.
I wreszcie którejś niedzieli, przed południem odlecieli samolotem do Zurichu. Od
tego dnia Iza  "znielubiła" podróże samolotem. Nie dość, że musieli bardzo, bardzo
wcześnie wstać by być na lotnisku 2 godziny przed odlotem samolotu, to na lotnisku
nie można było  nawet wody się napić, bo o świcie to  była czynna tylko obsługa
naziemna lotniska ale nie kawiarenka. Po odprawie okazało się, że miejsc siedzących jest znacznie mniej niż pasażerów, więc krążyli niczym sepy, zastanawiając się po
jakie licho musieli być tak wcześnie  na lotnisku. Drugie dręczące pytanie brzmiało -
po co mamy dojeżdżać autobusem do samolotu,  skoro stoi on w odległości ok 200m
od budynku odpraw. Pytanie trzecie brzmiało- dlaczego musimy siedzieć w tym
samolocie  prawie 30 minut nim on wystartuje.
Podróż była krótka, lądowanie w Zurichu bezproblemowe, na lotnisku czekał na nich
-to chyba  oczywiste- znajomy wujka, który  zabrał ich do pobliskiego hotelu.
Była niedziela, a więc po zjedzonym w hotelu śniadaniu ruszyli na zwiedzanie miasta.
Wujek co prawda już tu bywał, ale dotrzymywał im towarzystwa.Zurich ogromnie się
Izie podobał. Piękne miasto z  przepięknymi  gmachami, piękne parki, jezioro o tej
samie  nazwie jak  miasto, prześliczne uliczki Starego Miasta. Oczywiście, jak niemal
wszyscy turyści, nie odmówili  sobie przyjemności sfotografowania się na tle jeziora,
pod posągiem Ganimedesa z orłem.
Jedyne co się Izie  nie podobało w Zurichu to niebotyczne  ceny. Ale,  jak tłumaczył wujek, ceny są jednak zawsze dość dostosowane do zarobków.
Wieczór spędzili na kolacji u pana, który odebrał  ich z lotniska.
Następnego dnia rano odwiedzili bank-czyli główny cel przyjazdu do Zurichu.
Iza przez kilka minut poczuła się dziwnie, gdy dowiedziała się, że właśnie za pól godziny będzie  miała założone konto bankowe.
No ale ja przecież nie mam żadnych pieniędzy takich, bym tu założyła konto - wyszeptała zdenerwowana. Nie szkodzi- uspokoił ją wujek- za 20 minut,  najdalej
za pół godziny będziesz miała i konto i pieniądze na nim i to, co mam dla  ciebie
w spadku. Spokojnie  dziecino, spokojnie. Tu się załatwi wszystko od ręki.
I rzeczywiście w pół godziny później miała założone konto a na nim równowartość sumy, którą wpłaciła jako swój udział w spółce. Oprócz tego została upoważniona
do dysponowania jednym z kont wujka- to był ten  spadek po nim dla niej. Suma zgromadzona  na tym koncie z lekka Izą wstrząsnęła i wywołała jej protest.
Wujek popatrzył na nią i powiedział - od chwili gdy się urodziłaś zawsze uważałem
cię za swoje dziecko, choć nim nie byłaś, bo twoja mama wybrała twego tatę, nie
mnie.
Będziesz  miała pieniądze na porządne  zagraniczne studia. Upoważnij swego męża
by mógł wziąć pieniądze z twego konta- myślę że na tyle mu ufasz.  Za kilka dni
dostaniesz przelew dolarowy na bank PKO S.A. i wezwą Cię byś sobie otworzyła
konto dolarowe. Będziesz dostawać dość regularnie nieduże sumy. A teraz  bądź tak miła i upoważnij Jacka do swego konta. Po trzech kwadransach opuścili bank.
No to teraz pójdziemy jeszcze na jakiś lunch, potem zabierzemy rzeczy z hotelu i
polecimy do Włoch.

                                                     c.d.n.

poniedziałek, 27 lipca 2020

Zastępstwo XV

Prawnicy wujka  wreszcie dopięli  cały plan i Iza  została współudziałowcem swego wujka.
Z tej okazji "wujeczek lekko zaszalał", jak to określiła Iza, bo po podpisaniu przez Izę
odpowiednich dokumentów poprosił do pokoju wszystkich pracowników i powiadomił ich,że teraz Iza jest współudziałowcem i z tej radosnej okazji w pokoju socjalnym odbędzie się spotkanie przy kawie i słodkościach. Ale jeżeli wolą, to mogą wszyscy razem pójść do kawiarni. Pracownicy patrzyli się na swego pracodawcę jak na wariata a jeden zapytał -"a co, chce  pan zrezygnować z dalszego prowadzenia firmy i zamknąć interes?"
Co się  wujek natłumaczył, że po prostu chciał jakoś uczcić fakt przystąpienia Izy do spółki, to już przy nim zostało.
W końcu stanęło, że wolą w firmie  wypić tę kawę bo nie chce im się przebierać, a przecież pani Iza się nie obrazi, gdy będą w strojach roboczych.
Iza zaparzyła  kawę , Mariuszek przyniósł blachę sernika i koszyk pełen ciastek. Z początku było trochę sztywno, ale  gdy wujek pokazał im rysunki i modele biżuterii, które zrobiła Iza, sytuacja bardzo się zmieniła, bo wujek zapytał się czy dali by radę wykonać taką biżuterię, którą zaprojektowała Iza. Bo on chce, a właściwie sytuacja go zmusza do  pewnych zmian w produkcji. Oczywiście zaimportuje odpowiednie szkło. Panowie przyglądali się uważnie, zwłaszcza  ci, co potrafili robić różne ciekawe drobiazgi ze szkła.
Oooo, to pani Iza  jest prawdziwą artystką, ale ja to bym wpierw te wszystkie drobiazgi
zrobił ze zwyklej masy szklanej nim się wezmę za szkło weneckie, powiedział łysy.
A czy pani Iza mogłaby zrobić jeszcze jakieś duperele ? dopytywał się  inny pracownik.
Kochani, oczywiście pani Iza zrobi. Ale teraz porozmawiamy o urlopach. Mnie urlop
jak zwykle interesuje na przełomie sierpnia i  września. To będzie pracowity urlop, bo
jedziemy z p. Izą do Włoch, do Murano.  Czy ktoś z was musi wziąć urlop w lipcu albo
w pierwszej połowie sierpnia?
Ja bym chciał wziąć tydzień w lipcu, jadę do syna na chrzciny, zgłosił się jeden.
Widząc jakieś uśmieszki wujek dodał - oprócz nas  jedzie z nami mąż pani Izy i moja Mela. Poza tym nie  zapominajcie, że pani Iza jest moją rodziną.
No zobacz Iza - raz człowiek wyrwał kobietę, z którą pracował i teraz  każdą kolejną
będą mi przypisywali. Panowie,  u mnie już nie to zdrowie, serducho coraz gorsze. Iza,
pokaż im  obrączkę. Widzicie? Inna niż moja.Moja kuzynka została przy swoim panieńskim nazwisku po prostu.A wy już tu pewnie głupoty wymyślacie, że to moja żona bo Mela  was nie odwiedza.
Nie odwiedza, bo się ostatnio kiepsko czuje i nie chce by ją ktoś widział gdy nie jest
w dobrej formie.. Przecież ją dobrze  znaliście, nawet złamany paznokieć był powodem do rozpaczy, że to psuje jej wygląd.
Gdy już się wszyscy rozeszli a Iza i jej wujek   zasiedli w swoim biurze Iza stwierdziła,
że czuje się zaskoczona tymi wszystkimi planami i wyraziła nadzieję, że teraz już jako
wspólniczka będzie wcześniej znała plany produkcyjne firmy. Bo ona nawet nie jest pewna, czy Jacek będzie mógł z nią jechać w tym terminie i w ogóle chciałaby o wielu sprawach dowiadywać się nieco wcześniej a nie na ostatni moment.
No tak tak, właściwie to masz rację, powinienem był ci to wszystko wcześniej powiedzieć. To wieloletnia praca z Melą u boku nauczyła mnie by nic nie mówić wcześniej, bo ona zawsze coś wypaplała nie w porę i potem  były kłopoty.Skorzystałem z okazji, że złamała nogę i miała 2 miesiące zwolnienia, a potem ta  noga ją wciąż bolała, więc  ją wysłałem na emeryturę. Poprawię  się, dziecino, poprawię. Sprawdź tylko czy macie ważne paszporty.
Teraz czekam na wiadomości z  Orbisu, bo nie mam zamiaru tłuc się do Włoch własnym samochodem. Wolałbym polecieć samolotem a na  miejscu pojeździć autokarem. Co prawda Melunia z całą pewnością wolałaby wycieczkę stacjonarną, np. Warszawa -Rzym, ale mnie jest potrzebna objazdowa tam na miejscu.  A co do planów produkcyjnych - zmniejszyły się zamówienia, bo  kilka hut nieco zmieniło profil produkcji i są dla mnie konkurencją. Stąd ten pomysł z tą biżuterią - będziemy po prostu produkować półprodukty, ktoś inny będzie to montować a jeszcze ktoś inny tym handlować. I każdy da ludziom zatrudnienie i każdy coś na tym zarobi.Sama widzisz, że wszędzie są powiązania -  kupujemy w pobliskiej kawiarni ich produkty, oni kupują nasze popielniczki i wazoniki, ktoś inny  sprzedaje im smaczne parówki a kupuje od nich ich wypieki, bo prowadzi bar a klienci  nie chcą się odżywiać samymi kanapkami czy sałatkami. Tak się tworzą powiązania biznesowe i kontakty między ludźmi, tak zwane "znajomości". A tak samo uczciwie i  ten co ma kawiarnię i ten co ma
bar i ja płacimy podatki. Potem okazuje się, że każdy z nas ma różnych znajomych- jeden w Orbisie, inny w jakiejś księgarni, kolejny  znajomą prowadzącą jakiś ośrodek wczasowy.
Sama  poznałaś jak to działa- dzwoniłaś  do rzemieślniczego ośrodka i nie podałaś na
"dzień dobry" swego nazwiska i dostałaś domek, bo były. Dopóki nie podałaś swego
nazwiska  przy rezerwacji i nie przyznałaś się do tego, że jesteś rodziną Meli, byłaś dla
kierowniczki osobą obcą, ale domek wynajęłaś. I jestem pewien, że gdy się dowiedziała o tym, że jesteś rodziną Meli to nie serwowali dla was większych porcji mięsa ani nie robili extra zup na zamówienie.I tak samo jest z innymi sprawami - ci co tylko czasami przychodzą do naszej znajomej kawiarni nie dostają gorszego ciasta bo nie są znajomymi, dostają takie samo jak my.  I mogą je również zamówić ma wynos.Tak samo nasze bibeloty znajdziesz w wielu miejscach, również u tych, którzy nie  wiedzą, że istnieje nasza  firma. Wiem, to z zewnątrz wygląda jak jedna, wielka sitwa, ale to pozory. Obiad rodzinny w Honoratce miał tę samą cenę, niezależnie od tego z czyjego portfela były wyjmowane pieniądze. Gdybyś to ty poszła rezerwować stół na ten weselny obiad też byś to załatwiła, bo na ten termin nie było innych  przyjęć. Gdybyś miała ten obiad w okresie świątecznym  to pewnie byłby problem - wtedy trzeba zamawiać stół z niemal dwumiesięcznym wyprzedzeniem- kto pierwszy ten lepszy.
A to, że się ktoś z kimś serdecznie wita bo się znają i lubią nie oznacza lewych
interesów.
          Drodzy czytelnicy- na razie kończę to pisanie  bo muszę ochłonąć ze
 wściekłości spowodowanej zmianą, którą nam zafundował Blogger. Nie podoba mi się
taka forma i nie wiem, czy  w tym układzie w ogóle będę  blogować.




niedziela, 26 lipca 2020

Zastępstwo XIV

Któregoś wieczoru zatelefonowała do Izy Alicja- nie da się ukryć, że bardzo dawno nie
tylko się nie widziały ale i nie rozmawiały ze sobą.  Obydwie  pracowały, na dodatek
Alicja  mieszkała pod Warszawą, więc  jak zawsze po pracy było  niewiele czasu na
spotkania. Iza  zaproponowała, by Alicja  przyjechała do nich w najbliższą sobotę i
przenocowała u nich. W dziennym pokoju była przecież sofa na której można było
całkiem wygodnie się przespać. Tym sposobem będą miały dużo czasu by się nagadać,
a w niedzielę Alicja wróci do domu wczesnym popołudniem, żeby nie wędrować
wieczorem przez las. Teoretycznie zawsze wychodził po nią jej pies, ale nie był to jakiś
duży pies obronny, tylko  średniej wielkości wielorasowiec.
 Zaraz  następnego dnia Iza zamówiła w kawiarni  na sobotnie  przedpołudnie sernik i
tortowy "wynalazek" Mariuszka- torcik orzechowy z kremem czekoladowo-kawowym.
Oczywiście  miał  to być tort "pełnowymiarowy" a nie mini.
Wizja sobotniej wizyty Alicji zdopingowała ją by dokończyć  projekty biżuterii ze szkła.
Zaprojektowała kolczyki ze szkła ze wzorem millefiori i  takąż bransoletkę. Oprócz tego
naszyjnik z różnego koloru niedużych serpentynek, broszkę z prostokątnych "beleczek",
wielce "przestrzenną". Postanowiła, że to wszystko wykona też z masy modelarskiej i
pomaluje. Jacek się trochę  naśmiewał z tego pomysłu przeniesienia  projektu  z papieru
na masę modelarską, ale gdy zobaczył efekt końcowy to mu mowę odjęło i stwierdził,
że Iza miała dobry pomysł. Zrobiła też kilka zawieszek  o różnych kształtach. Postanowiła,
że do pracy zaniesie wszystko dopiero po pokazaniu tego Alicji. Co dwie pary damskich
oczu to nie jedna.
W sobotę  rano pojechała  po sernik i torcik. Przy okazji  wypiła kawę w towarzystwie
Mariuszka i jego ojca i skonsumowała kolejne dzieło Mariuszka- małe ciasteczka w stylu
włoskim, jak to określił ich twórca.
Wracając do domu dokupiła owoców i lody. Około czternastej miała przyjechać Alicja,
więc Jacek dostał polecenie uporządkowania nieco pokoju dziennego, z czego wywiązał się
całkiem dobrze.
Kilkanaście  minut po czternastej zadzwonił domofon- to była Alicja, dopytała się tylko
na które piętro ma wjechać i za kilka minut była na miejscu. I tu  mała niespodzianka, bo
nie była sama - towarzyszył jej.....Aleks.
A to niespodzianka ! - powiedziała  Iza, spoglądając badawczo na Alicję.Gdy się  już
wyściskały i wycałowały Alicja pokazała Izie ręką z pierścionkiem zaręczynowym.
Oooo, a kto jest tym szczęściarzem?-  spytała. Alicja  wskazała  na  Aleksa. Teraz to wy
będziecie naszymi świadkami. W grudniu weźmiemy ślub kościelny a w październiku
cywilny. Iza zaciągnęła przyjaciółkę do kuchni - chodź, trochę mi pomożesz przy tym
nakładaniu i noszeniu i przy okazji  mi trochę opowiesz.
Od kiedy jesteście parą?- powiedz. Prawie od  waszego ślubu - odwiózł mnie wtedy do
domu taksówką, więc za karę musiał zjeść kolację i moja matka stwierdziła, że nie będzie
po nocy leciał przez las do kolejki i niech  śpi u nas w gościnnym pokoju. Ojciec mu zaraz
na wstępie oddał kasę za taxi, której Aleks nie chciał przyjąć, szamotali się  tak i szamotali
w końcu wziął tę forsę. I tak mniej więcej po miesiącu zatelefonował do mnie do pracy no
i tak jakoś się zeszliśmy.
Hm, to tak jakbyście się zbyt długo nie znali - podsumowała Iza. A co ci o sobie opowiedział?
No, że kochał się w jakiejś Niemce z RFN, że nawet był u niej  bo mu przysłała zaproszenie
ale po tym spotkaniu wszystko jakoś bezboleśnie się urwało, bo ona wyjechała do jakiejś
ciotki w Stanach. I uprzedzała, że nie wie czy wróci stamtąd.  Aleks pokazał mi nawet jej
zdjęcie- wiesz, taka rudawa blondynka, czyli blond z natury sądząc po niewielkim odroście
widocznym przy przedziałku i "średni kasztan" powyżej, duża, niewiele niższa od Aleksa,
a była  w jakichś tenisówkach. Gdyby założyła półszpilki to byłaby równa z nim wzrostem.
Na szczęście ja mogę nosić nawet  wysokie szpilki i nadal jestem od niego niższa.
A jaką będziesz  miała suknię? Na obstalunek czy coś z wypożyczalni? Na obstalunek. Taka
z podniesioną talią, rozkloszowana w dół i  cała spódnica oraz rękawy będą drobno plisowane.
A  rękawy  będą się  rozszerzać dopiero z nad łokcia. A że biust mam raczej mały to nie
będzie dużego  dekoltu, tylko tak zwana "poszerzona szyja".
Iza popatrzyła na Alicję i powiedziała-  wiesz co, powędruj  wpierw po wypożyczalniach
sukien ślubnych bo taka suknia na obstalunek to strasznie droga impreza i są to pieniądze
tzw. wyrzucone w błoto, kreacja na kilka godzin, potem nie ma co z nią zrobić. Teoretycznie
można potem sprzedać, a w praktyce potem wisi w szafie i miejsce zajmuje. Poza tym ja to
miałam zawsze złe doświadczenia z tym szyciem na  miarę- jakimś cudem zawsze efekt
końcowy  niewiele miał wspólnego z tym co zamawiałam. A tak to przymierzysz suknię
i to nie jedną, możesz wybierać w kilku fasonach i albo kupić albo wypożyczyć.
Alicja zamyśliła się - chyba masz rację, ale to oznacza, że będę musiała wybić tę suknię
mamie z głowy.
No to raczej wybij, zresztą to chyba twój ślub a nie twojej mamy. Mogę z Tobą pobiegać po
salonach  ślubnych sukien i coś ci doradzić, żebyś potem wyglądała pięknie  a nie  "jakoś".
I co się stało Aleksowi, że zgodził się na ten ślub kościelny? Na naszym to rozpływał się
w zachwycie, że ślub tylko cywilny, bo on nie lubi celebry.
No bo wg jego rodziców ważny jest tylko ślub kościelny, a jak na razie to oni go utrzymują.
A poznałaś jego rodziców? Jacy są - fajni?
Poznałam, prywatna inicjatywa.Nie wiem jak ja im się podobałam, ale najbardziej podobał
im  się nasz stary dom i ogród. I fakt, że kochany "Aluś" będzie  miał zapewnione owoce
prosto z krzaka. Mieszkać to na razie będziemy chyba w kawalerce Aleksa, choć to paskudne
miejsce, bo MDM. Gdy jest słońce to na podłodze w  pokoju można usmażyć jajko. Okna
to się raczej nie otwiera, bo straszny kurz i hałas. Jego rodzice mają na Pradze mały sklepik
z galanterią skórzaną. Teoretycznie moglibyśmy mieszkać u nich, ale nie chcemy - stary,
przedwojenny budynek ze  śladami wojny i koszmarną klatką schodową z drewnianymi
schodami. Samo mieszkanie duże, ładne, ale w koszmarnej  kamienicy.No i  dzielnica mi
mi nie odpowiada- miałabym daleko do pracy.A tak to będę miała wreszcie blisko, tylko
2 przystanki tramwajem.  Aleks mi mówił, że twój Jacek już obronił magisterkę. Aleks to
jeszcze w lesie z pracą, dobrze, że chociaż ma absolutorium. Zresztą zmienił mu się promotor,
bo ten jego to zachorował i chyba pójdzie na rentę inwalidzką. A zupełnie nie wiadomo, czy
ten drugi zgodzi się z tym co już Aleks napisał. Ale  nie napisał jeszcze zbyt wiele, więc może
się zmieni temat pracy.
A Jacek dostał "propozycję nie do odparcia"- pozostania na uczelni i robienia pracy doktorskiej.
Pod koniec najbliższego tygodnia ma dać odpowiedź w tej sprawie. Powiedziałam mu, że sam
musi podjąć decyzję, bo ja się  na tym nie znam. Ja na razie pracuję w firmie prywatnej, nie
mam nic wspólnego ani z biotechnologią ani z pracą naukową, natomiast będę wspólniczką
w firmie wujka- pamiętasz go chyba z "Honoratki"? I, być może, pójdę na studia za jakiś czas.
Jacek i Aleks stanęli zgodnie na progu kuchni- może trzeba  wam coś pomóc w tym krojeniu
ciasta i parzeniu kawy? Bo już godzinę je kroicie!
Dziewczyny zaczęły się śmiać- no pewnie- weźcie do pokoju  talerzyki,  sztućce,    sernik i tort.
A potem niech każdy sobie naleje kawy tu w kuchni- nie będziemy stawiać dzbanka na stole, bo zabiera dużo miejsca. Dzbanek to był dwulitrowy termos i rzeczywiście zajmował na stole zbyt
wiele miejsca. Miał też  jeszcze jeden feler- zawsze z jego "kraniku" kapała  kawa więc musiał
stać na tacy.
I sernik i tort wzbudziły zachwyt swym smakiem. Obaj panowie wchłonęli, niczym gąbki wodę,
pokaźne porcje słodyczy.
Aleks z ustami pełnymi ciasta  wymamrotał: Aluńka, weź od Izy przepis, to jest pyszne.
Nie mam przepisu, ale mogę podać adres kawiarni, w której kupiłam. Ale nie wiem czy on jest
zawsze, czy tylko w określone dni. A tort to był zrobiony przez mego znajomego na zamówienie,
wyjaśniła Iza. I opowiedziała o Mariuszku-chudzielcu i o tym torcie i o tym, że  Mariuszek
pojedzie do Paryża do jakiejś renomowanej szkoły gastronomicznej. Rozmowa zeszła na tematy kulinarne, każde z nich opowiadało co lubi jeść, dziewczyny wyliczały co już potrafią ugotować
i zgodnie doszli razem do wniosku, że przydałby się każdej z nich taki Mariuszek, bo ugotować
to jeszcze każda z nich coś potrafi, ale upiec  coś tak pysznego jak ten sernik lub tort- nie.
Pod wieczór Iza  zaserwowała kolację opartą na parówkach kupionych przez wujka w prywatnej
masarni, ale tym razem nie powiedziała skąd pochodzą, powiedziała tylko, że kupiła je gdzieś
na Saskiej Kępie  wracając  do domu.
Około północy Alicja i Aleks wyrazili chęć pójścia już do domu, do którego mieli około 2,5 km.
Akurat tyle, by wszystko w brzuchu się dobrze ułożyło przed snem.
Umówili się, że w którąś niedzielę wyskoczą razem gdzieś w plener samochodem  Jacka i Izy.
Gdy Jacek pomagał Izie  sprzątać po kolacji, ta go zapytała czy nadal zostawił by ją pod opieką
zakochanego w Niemce Aleksa.
Długo musiał Jacek tłumaczyć Izie, że nic nie wiedział o tym, że nie miał pojęcia  o tym, że ta
niemiecka miłość Aleksa to był w sumie  niewypał bo przecież  Aleks  mu się tym zerwaniem
nie pochwalił.
Na koniec Jacek został pouczony, że Iza jest już dużą dziewczynką i w razie jego nieobecności
zawsze sobie sama poradzi.

                                                                         c.d.n.








sobota, 25 lipca 2020

Zastępstwo XIII

Po dwóch miesiącach pracy Iza mogła śmiało powiedzieć, że już  całkiem nieźle się
orientuje w sprawach firmy,  w której pracuje.  Wujek był zachwycony, bo potrafiła
nieco zawstydzić pracujących tam panów i coraz rzadziej latały po pomieszczeniach
firmy nieparlamentarne okrzyki. Było też znacznie czyściej w pokoju socjalnym.
Wujek się nie mógł nadziwić tym zmianom i dopytywał się jak Iza to osiągnęła, bo
on wciąż im zwracał uwagę, ale to nie przynosiło efektów. Iza wzruszyła ramionami-
ty na nich wrzeszczałeś, a ja wpierw ich  grzecznie poprosiłam by jeśli już muszą
przeklinać, bo są zdenerwowani, to niech to robią po cichu, bo ja się wśród takich
przekleństw zaczynam  bać i  denerwować, bo mam wrażenie, że to ja im coś złego
zrobiłam. Potem kilka razy wychodziłam z pokoju zapytać się co się takiego złego
stało.
 A jak się pan Waldek skaleczył to mu powiedziałam, że znacznie praktyczniej jest
przyjść do mnie po pomoc niż rzucać mięsem. O właśnie, dziś podjadę do apteki
bo trzeba uzupełnić stan apteczki pierwszej pomocy. Zaraz sobie  spiszę co dokupić.
A mogłabyś przy okazji  zrealizować moją receptę? - zapytał nieśmiało wujek.
No pewnie- żaden problem, szefie.
Dni upływały szybko, Jacek zdał szczęśliwie ostatni egzamin, miał już absolutorium.
Teraz  z wielkim pośpiechem kończył pisanie pracy magisterskiej i co jakiś czas
prosił Izę by przeczytała kolejny  fragment i oceniła czy to co napisał jest logiczne.
Co kilka dni spotykał się w laboratorium ze swoim promotorem , który w końcu uznał,
że czas zakończyć pisanie, bo jeszcze trochę i wyjdzie z  tego doktorat. Zostało już
tylko przepisanie na maszynie, wydrukowanie, oprawienie oraz  złożenie jej. Obrona
była przewidziana na początek czerwca.
Wszystko ma swój kres, studia  też. Jacek obronił swą pracę dyplomową. Profesor,
który był jego promotorem  namawiał go by koniecznie został na uczelni i pracując
tu zrobiłby doktorat- zdaniem profesora Jacek idealnie nadawał się do podjęcia pracy
naukowej. Jacek poprosił o kilka dni do namysłu czyli do skonsultowania  tej decyzji
z Izą, rozejrzenia  się na rynku pracy i porozmawiania z kolegami. Iza postanowiła
 z tej okazji zamówić obiad rodzinny w pobliskiej restauracji i oczywiście  zaprosiła
też wujka i ciocię Melę.
Na dwa dni przed tym  obiadem Jacek wpadł na chwilę do swych rodziców i niechcący
podsłuchał rozmowę swej mamy z którąś z jej koleżanek. Gdy wrócił do  domu z wielką
niecierpliwością czekał na powrót Izy. Ugotował nawet  ryż, pokroił w paski warzywa,
które Iza przygotowała. Jak na złość Iza tego dnia przyjechała  niemal godzinę później,
a biedny Jacek już był gotów dzwonić na pogotowie, czy aby nie było jakiegoś wypadku
z jej udziałem. Odetchnął z ulgą, gdy usłyszał zgrzyt klucza w zamku i poszedł do
kuchni wrzucić na patelnię ryż i warzywa. Gdy już jedli poinformował, że ich rodzice
to już zupełnie sfiksowali. Którzy?- zapytała Iza. Twoi czy moi?  Cała czwórka, równo.
Wiesz co jest w tej "stodole" na działce?  Wiem, warsztat naszych ojców. No to się
moja kochana żono mylisz - tam jest najzwyczajniej w świecie pokój z łazienką dla nas.
Żebyśmy nie wydawali pieniędzy na wakacje tylko je spędzali na działce. A kuchnię
to będziemy mieli w "głównym domu", bo zawsze któraś  z mam będzie robiła za
kucharkę. No i jak będzie dziecię na świecie to będzie jak znalazł.I co ty na to? Nieco się
krztusząc Iza wydukała- niedoczekanie! Ja protestuję! No a co ty na to? Ja - tak samo.
Mnie ta działka nosem wychodziła, gdybyś ty tam nie przyjeżdżała to bym jeździł
na obozy. Przecież myśmy stale "wyciekali z domu" i włóczyliśmy się po całym lesie.
Jacek, ale musimy to wszystko jakoś taktownie załatwić - oni nas kochają i chcieliby
nas mieć blisko siebie. Za często do jednych i drugich nie  wpadamy. Twoja mama ciągle
mi mówi, że jestem dla niej jak jej własne dziecko. a nie jak synowa. Moi są z natury
mniej serdeczni, ale i twoi i moi czują się rodziną. I wiem, że gdy zdecydujemy się na
dziecko to jedni i drudzy będą najtroskliwszymi pod słońcem dziadkami. I tak jestem
im wdzięczna, że ani słówkiem nie napomykają o produkcji potomstwa.
To my się  jednak zdecydujemy na jakieś dziecko? -śmiejąc się zapytał Jacek.
A co? spieszy ci się do wstawania w nocy? Czy tylko spieszy ci się do trenowania owej
czynności sprowadzającej czasem dzieci na świat?  O tak, tak wyraźnie  czuję, że  jestem
straszliwie niedotrenowany. Na razie  tylko będziemy trenować,  ale zrobimy tak jak
postanowiliśmy - wpierw własne mieszkanie, potem przychówek.
Gdy Iza przepracowała w firmie wujka  pół roku, on zdecydował się zostawić ją samą i
pojechał na 3 tygodnie do sanatorium. Trzeba przyznać pracownikom, że przez ten czas
"wychodzili ze skóry" by przypadkiem nie narobić Izie kłopotu. Lubili swego pracodawcę,
lubili też Izę. A Mariuszek dotrzymywał  jej towarzystwa podczas śniadania i opowiadał
o swoich kulinarnych wyczynach. Był jeszcze  bardzo młodym stworzeniem, naukę  miał
zacząć od stycznia, a przez ten czas intensywnie uczył się francuskiego i chemii.
Izie nawet przez myśl nie przemknęło, że  "w kuchni" ważna jest też chemia i opowieści
Mariuszka o  tym jak  to się zmienia struktura wewnętrzna kartofla w zależności od
 temperatury i czasu gotowania słuchała niczym bajki o żelaznym wilku. Pomyślała, że
o wiele ciekawsza byłaby chemia w szkole, gdyby podawali  właśnie takie  wiadomości.
A i gotować by się człowiek nauczył. Iza zastanawiała się tylko jak taka  chudzina wystoi
wiele godzin przy kuchni. A Mariuszek  codziennie  snuł jakieś kulinarne opowieści, np.
o tym, jak dodanie do zwykłej kartoflanki nieco gałki muszkatołowej zupełnie odmienia jej
smak i dodaje szlachetności. Chudzina codziennie opowiadał o jakimś innym daniu a
któregoś dnia oprócz tartinek  na nakrytym serwetką biurku wylądował talerzyk  z czymś,
co wyglądało jak miniaturowy tort. A co to?- zapytała Iza- wygląda jak torcik. Mariuszek
wyszczerzył się w uśmiechu - bo to jest taki mini torcik, orzechowy z masą czekoladowo
kawową -udał mi się,  sam go wymyśliłem. Tylko proszę mi powiedzieć, gdy go pani zje,
czy nie jest za mało słodki.
No to wspaniale, że jest mało słodki, bo ja nie lubię bardzo słodkich ciast i deserów.
Mariuszek promieniał. Muszę coś pani powiedzieć, tylko żeby się pani nie na mnie za to co
powiem nie pogniewała... bo szkoda, że pani  tak bardzo  rzadko  ubiera tę bluzkę w kolorze
królewskiego błękitu. Wygląda w niej pani super!
Iza zaśmiała się - to kolor który podoba się chyba każdemu facetowi. Zdradzę panu jedną
tajemnicę- ubieram ją tylko wtedy  gdy jadę załatwiać  z mężczyznami jakieś służbowe
zawiłe sprawy.
A gdy ma pani załatwiać jakieś sprawy z kobietami to jak wtedy? w jakim kolorze bluzka?
Szara lub granatowa z jakimś wyraźnym czerwonym akcentem - czerwień dodaje pewności
siebie. Może być jakaś czerwona apaszka albo czerwony naszyjnik i czerwona torebka.
Mariuszek westchnął - a ja niedługo będę wciąż w czarnych spodniach i białym krótkim
kitlu. Mam tylko nadzieję, że mi włosów nie każą ściąć skoro zawsze będą miał je związane
a nie wiszące.
Wujek wrócił z sanatorium nieco odchudzony i w dobrym nastroju.
Przepytał Izę o sprawy firmy, porozmawiał z pół godziny z pracownikami, wysłuchał
opowieści Izy o Mariuszku i nie mógł się nadziwić, że on taki rozmowny, bo dotychczas
był przekonany, że Mariuszek to nawet  pięciu zdań nie skleci.
Poinformował Izę, że zacznie załatwiać jej "wejście w rolę wspólnika", że wspólnik wnosi
do spółki często wkład   nie w postaci gotówki ale nawet samej pracy, a Iza wniesie do niej
swoją pracę oraz   nieduży wkład pieniężny. A jak to wszystko załatwią to zamkną na dwa
tygodnie zakład, wszyscy będą  mieli urlop w tym samym czasie a Iza z Jackiem  i on z Melą
pojadą na wakacje do Włoch. Może jakaś objazdowa wycieczka nam się trafi - popytam się,
w Orbisie, mam  tam dobrego znajomego- poinformował Izę.
Dziś wieczorem do niego zadzwonię to jutro będzie odpowiedź. Jeśli twój  Jacek nie będzie
mógł lub  chciał jechać to pojedziemy w trójkę. Powiedz mi czy masz książeczkę PKO?
A jeśli masz, to zdradź mi ile masz pieniędzy na koncie. Iza udzieliła wujkowi potrzebnych
informacji.  Usłyszawszy kwotę pokiwał z zadowoleniem głową i powiedział, że jest już
umówiony z prawnikami na  następny wieczór i za kilka dni Iza podpisze z nim umowę.
Gdy usiłowała dowiedzieć się coś więcej usłyszała- przecież, dziecinko, wszystko będzie
legalne, zapewniam cię.
Nie  miałabyś ochoty zaprojektować trochę biżuterii ze szkła weneckiego? No wiesz,
narysować, naszkicować od razu kredkami na  bloku? Dasz radę?
Postaram się wydusiła z siebie wielce zdziwiona  Iza. A na kiedy  mam to zrobić?
Jak najszybciej będziesz mogła. Przecież umiesz rysować, miałaś  nawet dodatkowe zajęcia
plastyczne w  szkole, co się  bardzo podobało  twojej mamie.

                                                     c.d.n.


czwartek, 23 lipca 2020

Zastępstwo XII

W dwa tygodnie po rozmowie z wujkiem Iza złożyła w pracy wymówienie, wywołując  tym
krokiem istną lawinę pytań i domysłów.  Szefowa była zmartwiona, bo wiecznie brakowało
rehabilitantek, obiecywała podwyżkę, ale gdy Iza powiedziała jej jaka pensja czeka na nią
w innym miejscu pracy, pokiwała tylko ze zrozumieniem głową.
Za namową Jacka wzięła kilkanaście  godzin jazd z instruktorem , by nieco odświeżyć swe
umiejętności prowadzenia samochodu, zwłaszcza, że teraz będzie musiała jeździć do pracy
do dość odległej od  domu dzielnicy a poza tym  bardzo często jeździć po mieście w różne
miejsca, a w Warszawie  ruch był duży. Jacek trochę się niepokoił czy  aby Iza da sobie radę
i gdy jechali w sobotę na działkę jego rodziców ustąpił jej miejsca za kierownicą.
Z wielkim zadowoleniem stwierdził, że Iza świetnie sobie daje radę, jeździ spokojnie, nie
szarżuje, nie narusza przepisów, nie traci głowy.
W przeddzień jej rozpoczęcia pracy zatelefonował wujek, wpierw rozmawiał  z Jackiem,
potem z Izą i zapowiedział, że przyjedzie po nią rano. I to było  naprawdę rano bo o 6,30.
O godz. 6,25 Iza już stała przed domem i czekała na wujka- pracodawcę. Wujek przyjechał punktualnie, wysiadł  samochodu, cmoknął Izę w policzek i poprosił by zajęła miejsce za
kierownicą, sam zajął miejsce obok. Dał jej kluczyki od samochodu i dowód rejestracyjny
mówiąc, że to jest samochód służbowy ale właściwie to będzie niemal jak jej, bo będzie
nim jeździła nie tylko w sprawach służbowych, ale  też do i z pracy. Kupił go tydzień
wcześniej u znajomego dealera, okazyjnie, bo to samochód tzw. "pokazowy", czyli taki
którym się wozi potencjalnych klientów, którzy chcą  nabyć taki właśnie  model.
Samochód taki po roku jest sprzedawany po sporo niższej cenie, bo ma już rok i ok.1000
km na liczniku, ale był cały czas serwisowany.
Oczywiście ma pełną gwarancję, no tylko kolor ma nieciekawy-zero fajerwerków, biały.
No a sprzedaje się taki samochód, bo przecież trzeba teraz zrobić miejsce na  nowszy
egzemplarz.
Izie bardzo się samochód podobał, był nieduży, zgrabny, zwrotny a  jej zdaniem dobrze, że
był biały bo był lepiej widoczny z daleka, a szare i beżowe są gorzej widoczne, z kolei
czarny  to  więcej się nagrzewa na słońcu.
Wujek poprosił też Izę, by w pracy nie mówiła do niego wujku, ale po imieniu- Iza  na to
powiedziała - dobrze szefie, będę do Ciebie  mówiła po prostu szefie -  pasuje?
Niech będzie - zgodził się.
Gdy dojechali na miejsce Iza spojrzała na zegarek- droga zajęła jej 20 minut- nie był to
jeszcze poranny szczyt w ruchu komunikacji w  mieście.
Wujek króciutko przedstawił  Izę pracownikom - "to jest moja kuzynka, pani Iza R.,
będzie mi pomagała w pracy. Mam nadzieję, że uszanujecie  jej uszy i nie będą latały
po zakładzie nieprzyzwoite wyrazy i bardziej zadbacie o czystość a w łazience nie będą
się poniewierały wasze brudne rzeczy- macie przecież swoje szafki.
Pracowników było sześciu, średnia wieku oscylowała pomiędzy 40 - 45 lat.
A pani Melania już nie będzie przychodziła do nas? zapytał masywny, łysy jak kolano
mężczyzna.
Będzie przychodziła , jeśli będzie miała na to ochotę by z wami pogadać, ale niedługo
to pani Iza będzie mnie zastępować, gdy będę musiał gdzieś wyjść.
A teraz idźcie do pracy, muszę panią Izę zapoznać z jej obowiązkami. Chodź Iza do mojej
kanciapy- wyciągnął z kieszeni klucze i otworzył drzwi niedużego pokoju. W pierwszej
kolejności wyłączył umieszczony  na  ścianie obok drzwi alarm.
Pokój był nieduży ale widny, jego ozdobą była oszklona gablota  prezentująca wyroby
tego niewielkiego zakładu. Uwagę Izy przyciągnęły różne ozdobne drobiazgi - róże,
słoniki, cygarniczki do papierosów, popielniczki w różnych kształtach i wielkościach,
różne  małe pojemniki szklane a nawet szklane pudełka. Na  ścianach wisiały duże zdjęcia
zrobione we włoskich warsztatach produkujących szkło ozdobne. Całości dopełniały dwie
szafy żaluzjowe i dwa nieduże biurka ze zgrabnymi fotelikami i 2 krzesła dla gości. Okno
było zakratowane a od strony wewnętrznej była dodatkowa metalowa żaluzja.
Wujek podszedł do jednego z biurek i otworzył szufladę- chodź Iza, wybierz sobie co ci
się podoba.  Iza  spojrzała do szuflady i na chwilę oniemiała - była pełna różnych szklanych
ozdób- broszek, korali, miniaturek masek karnawałowych a nawet różnobarwnych kulek.
Ojej, jakie to wszystko  śliczne!- Aż trudno wybrać, bo wszystko mi się podoba!
Iza wpatrywała się uważnie w zawartość szuflady.
No proszę, wybierz sobie kilka drobiazgów. Już  cię widzę jak będziesz sterczeć godzinę
w każdym włoskim zakładziku i podziwiać powstawanie tych  drobiazgów.
Iza wybrała niewielką broszkę, zrobioną z  maleńkich szklanych różnokolorowych igiełek,
które odpowiednio ułożone tworzyły  wzór dwóch małych różyczek z listkami.
To broszka z Murano- powiedział  wujek- poszukaj jeszcze do niej jakiegoś pierścionka
oraz  bransoletki i przejrzyj też naszyjniki.
Ale ja nie noszą żadnych bransoletek ani też pierścionków, mnie to nawet obrączka  choć
wąziutka przeszkadza, nie mogę się  przyzwyczaić  Zobacz szefie, wezmę  ten naszyjnik.
 No dobrze, to wszystko szkło weneckie, będą ci  znajome zazdrościć. A jak pojedziecie
z Jackiem kiedyś do Wenecji i do Murano to  przed wyjazdem dostaniesz adres do mojego
znajomego i on ci skompletuje wszystko co będziesz  chciała.
No a teraz siadaj i bierzemy się do pracy. Powiedz mi tylko co chcesz do picia bo około
południa trzeba zjeść drugie śniadanie, które tu przyniesie Mariuszek, syn przyjaciela,
który prowadzi kawiarnię. O tej porze i pracownicy i ja mamy  przerwę śniadaniową. Jest
kawa i herbata robiona tu na miejscu, a Mariuszek przyniesie coś do przegryzienia, np.
parówki i bułeczki, ale nie  hot dogi. Parówki od prywatnego masarza.Kawa i herbata  są
z ekspresu. Z jednego ?- zdziwiła się Iza. Nie dziecinko, nie z jednego z dwóch różnych-
śmiejąc się odpowiedział wujek. No a pewnie przed trzecią to wpadnie  tatuś Mariuszka,
bo już wie, że mam tu Ciebie. I pewnie  przyniesie ten pyszny sernik, który wszystkim tak
u nas  smakuje, a który piecze jego własna żona a nie  moja Mela.
Wszystkie ciasta  zawsze kupuję od niego, tylko, proszę, nie wypaplaj tego w rodzinie.
Dobrze szefie, nawet Jackowi słowa nie pisnę.
Przez  cztery godziny Iza  zapisywała sobie  to wszystko co miała robić, sprawdzać, różne
telefony kontaktowe, niektóre procedury, wiadomości  na temat odbiorców oraz to, czego
absolutnie nikomu ma nie mówić.
Rzeczywiście po godzinie dwunastej przyszedł Mariuszek  z termotorbą i zaopatrzeniem.
Iza miała nieodparte wrażenie, za lada moment  chłopak  przełamie się wpół- był bardzo
wysoki, przeraźliwie chudy, bledziutki, długie  włosy były spięte w "japoński koczek" na
czubku głowy a czarne spodnie i czarna koszulka podkreślały jego chudość. Miał bladą
twarz i jak zauważyła Iza ciemne oczy przysłonięte nieco przyciemnionymi okularami.
Cichutko powiedział "dzień dobry" i postawił na biurku torbę, jednocześnie obrzucając
Izę badawczym spojrzenie. Wujek przedstawił go Izie, potem wyciągnął z jednej  szafy
pustą już  termotorbę i podał Mariuszkowi. No to ja uciekam- poinformował Mariuszek
i szybko opuścił pokój. Wujek zniknął na moment w pokoju socjalnym, z którego
przyniósł herbatę dla Izy i kawę dla siebie.
Oooo- takich  parówek to ja jeszcze nie jadłam- oznajmiła Iza. Pyszne! Ale ten Mariuszek
to jakoś mało zdrowo wygląda - taki chudy i bledziutki, ale ma  bardzo ładne oczy.
No wiesz- Mariuszek na złość lekarzom żyje-kilka tygodni wisiał jako niemowlę między
życiem a śmiercią utrzymywany kroplówkami bo miał pęcherzycę. Lekarze nie dawali
mu już szans, nawet jego matka straciła nadzieję, ale jego ojciec wierzył, że dziecko
przeżyje i.....przeżyło. A taki chudy to po tatusiu - jego ojciec też taki chudy, skóra
i kości. A Mariuszek wybiera się do szkoły gastronomicznej do Paryża. Ma chłopak talent
do gotowania. Jeśli w pełni wykorzysta swe umiejętności to daleko zajdzie w tej branży.
No to ja mu zazdroszczę tego talentu - chociaż nie powiem, utalentowana kulinarnie
jestem- nawet wodę umiem przypalić - roześmiała się Iza. Jacek to je na uczelni, bo tak
mu pasuje, a ja  to głównie jem jakieś sałatki, kanapki itp. Ojej, tylko nie  powiedz tego
u  moich rodziców, bo mama zaraz zmusi nas do przychodzenia do niej na obiady. A my
oboje wolimy te  moje sałatki niż "prawdziwy" obiad.
To co - cały czas zieleninę wcinacie?- zainteresował się wujek. Nie- nie samą zieleninę,
ale ryż, drobno podziabane mięso i różną zieleninę do tego. Z mięsa to najchętniej albo
wędzonego kurczaka albo szynkę i do tego mnóstwo różnych ziół. A nazywa się to
"sałatka" bo to jest danie na zimno. A zimą to będę gotować dania jednogarnkowe.

                                                       c.d.n.

środa, 22 lipca 2020

Zastęptwo -XI

Czas jak zwykle mijał niepostrzeżenie.
Iza sama przed sobą przyznała, że  całkowita samodzielność ma jednak i swoje minusy, a
bycie "panią domu" wcale takie zabawne nie jest, bo trzeba sporo spraw ogarnąć na raz.
Po raz kolejny doceniła prezent od wujka - samochód był niezwykle przydatnym sprzętem. Teoretycznie komunikację do pracy  miała dobrą, ale by mieć pewność, że na czas dojedzie
musiała wychodzić z domu niemal godzinę  wcześniej, a samochodem docierała na miejsce
w 15 minut. Ponieważ Jacek nie miał dokładnie sprecyzowanych godzin, w których musiał
pracować w laboratorium, (niektórzy bywali tam nawet nocą), dostosował swe godziny pracy
do godzin pracy Izy.  U niej w pracy tylko szefowa wiedziała, że  Iza zmieniła stan cywilny.   Rehabilitantki nigdy nie nosiły żadnych pierścionków  lub obrączek, poza tym Iza  została
przy swoim panieńskim nazwisku, więc zewnętrznie  wszystko było jak przedtem.
Na wspólne pogaduchy dziewczyny  też nie miały nigdy czasu, z trudem ogarniały tę ilość
pacjentów którą miały pod opieką. Przestała natomiast  brać zlecenia prywatne- stwierdziła,
że w razie potrzeby skorzysta z pieniędzy, które dostała od rodziców.
Któregoś wieczoru Iza stwierdziła, że prowadzą z Jackiem życie niemal jak mnisi- praca dom,
praca dom, w weekend spotkanie z rodzicami na działce lub w warszawskim mieszkaniu.
Jacek zamyślił się przez moment - no tak, masz rację , ale muszę skończyć pisać tę pracę,
mam przed sobą jeszcze jeden trudny egzamin, mam jeszcze obronę pracy, więc osobiście
nie marzę o jakichś towarzyskich rozrywkach, a poza tym mnisi nie mają obok siebie takiej
cudownej kobiety jak ja mam, więc zapewne dlatego wcale mi ten tryb życia nie przeszkadza.
Wiesz, przejrzę repertuar teatralny i może się wybierzemy na jakiś spektakl. Albo do kina.
Wolę do teatru, a film to wolę obejrzeć  z kasety, z wypożyczalni, siedząc we własnym fotelu.
No tak- podsumował Jacek - bardzo domowymi zwierzakami jednak jesteśmy. To pewnie przez
to,  że od razu mamy swoje mieszkanie, nie tułamy się po wynajętych pokojach jak inni.
W tym tygodniu jestem umówiony z twoim wujkiem, więc nie wiem, czy odbiorę cię z pracy
w środę. Pracujesz w tym tygodniu  rano, to nie będziesz miała problemu z powrotem.
Jacek, ale ja naprawdę mogę zawsze jeździć sama. Nie możesz, bo ja chcę  cię wozić- wtedy
jestem z tobą dłużej, kapujesz? Staram się zakapować i zrozumieć - roześmiała się  Iza.
W środę po pracy Iza nie spieszyła się do domu- postanowiła   odwiedzić kilka sklepów,
rozejrzeć się, czy  nie ma czegoś nowego w ulubionym sklepie z konfekcją. Prawdę mówiąc
niczego nie potrzebowała, no ale popatrzeć przecież można. No a skoro ona niczego nie
potrzebowała to - kupiła nowy kostium bikini dla siebie a dla Jacka koszulę w dwukolorową
kratkę i szorty.
Ku wielkiej uciesze sprzedawczyni przymierzyła szorty wpierw na siebie, wyjaśniając, że jeżeli
one nie będą się na niej dopinały i będzie brakowało ok. 10 cm w talii do ich dopięcia, to będą
dobre dla jej męża. Mina sprzedawczyni była "bezcenna", jakby powiedziano w wiele lat później.
Gdy dotarła do  domu Jacka jeszcze nie było. Jak niemal każda kobieta  musiała się trochę
nacieszyć swymi zakupami, więc postanowiła dokładnie  przymierzyć swoje nowe bikini zanim pozbawi je wszystkich metek.
Bikini było w pomarańczowo- złocistym kolorze,  dżersej, z którego było uszyte był cieniutki
i figi miały w związku z tym  cienką podszewkę by nie prześwitywały. Stanik miał regulowany zapięciem obwód. Całość leżała na Izie  idealnie i Iza z przyjemnością patrzyła na swoje odbicie
w  lustrze. Gdy tak kontemplowała swój wygląd w dużym łazienkowym lustrze, w którym
widziała się od  czubka głowy aż po palce stóp, usłyszała że wrócił Jacek i wybiegła mu na
spotkanie - oczywiście w owym bikini.
A Jacek nie był sam, ale z wujkiem Izy. O cholera!- wykrzyknął wujek- że też nie  mogłaś
urodzić się ze 20 lat wcześniej! Natychmiast ożeniłbym się z tobą! Jacek- jesteś szczęściarzem!
Iza zaczęła się śmiać- przecież jesteśmy rodziną wujku, 20 lat wcześniej też bylibyśmy rodziną.
A ty wiesz jaką odległą rodziną jesteśmy? Bez trudu mielibyśmy dyspensę- kontynuował wujek.
No fajnie, to idę się ubrać, żebyś nie snuł głupotek- zaśmiała się Iza.  W kilka minut później , już
w dresie dopytywała się,czy nie chcą może czegoś zjeść.
Potem w rozmowie okazało się, że wujek od dość dawna kombinuje, jakby zrobić Izę swą
spadkobierczynią  po nim. Bo młody to już nie  jest, dzieci o których by wiedział to się  nie
dorobił, a nie chce by ukochana Melunia cały spadek po nim odziedziczyła i wpakowała go
w swoją córkę i wnuka-nieudacznika.  Bo temu nieudacznikowi i tak już nic nie pomoże,
żaden odwyk.
Bo może lobotomia by mu pomogła, ale tak naprawdę nie wiadomo i jest zarezerwowana dla
innych przypadków niż alkoholizm   i wrodzona głupota.   No a przepisy są jakie są   i gdyby
zrobić zapis na Izę ot tak, to płaciłaby olbrzymi podatek. I teraz 2 prawników szuka sposobu
w jaki można by było bez problemu obejść przepisy.
Wujku, przecież Mela jest od ciebie sporo starsza, więc to raczej ona pierwsza ma szansę zostawić
coś po sobie.
Oj tam, raptem 10 lat starsza a do tego ma końskie  zdrowie. Dba o siebie  niesamowicie, z całą
pewnością mnie przeżyje. Mnie ostatnio serducho wysiada, nawet dali mi nie proszeni skierowanie
do Nałęczowa, ale nie mam kiedy pojechać. Wyobrażasz sobie mnie dziecinko w sanatorium? I to
w sanatorium dla sercowców?   Bo ja tego nie widzę.
Wujku, ale powiedzmy sobie  szczerze - przecież  gdy ty umrzesz pierwszy, to chyba wtedy nie
jest tak bardzo istotne co z tymi pieniądzmi zrobi Mela.
Dla mnie istotne- ona już swoje pieniądze przeputała i na nic się one nie przydały. Jeszcze nie widziałem by alkoholika ktoś skutecznie wyleczył z nałogu. Alkoholik do śmierci pozostanie już
alkoholikiem, tylko albo będzie alkoholikiem niepijącym albo nadal pijącym. Maciek od samego
początku sprawiał problemy, mam wrażenie, że został spłodzony w pijanym widzie. Zięć Meli
też był alkoholikiem, dlatego jej córka się z nim rozeszła.
No i tak  - prawnicy kombinują, żeby zrobić Jacka moim wspólnikiem.
Ale wspólnik nic po tobie nie będzie przecież dziedziczył - zauważyła przytomnie Iza.
No nie będzie, więc wpierw nie będzie wspólnikiem, zacznie tylko b. dobrze zarabiać będąc
u mnie pracownikiem i za rok zostanie  moim wspólnikiem i nadal będzie bardzo dobrze prosperować, bo się zyskiem będziemy dzielić. Jeśli zostanie na uczelni, a wiem, że o tym myśli
to będzie u mnie na pół etatu zatrudniony.
Wtedy będę mógł pojechać do sanatorium bo jak na razie to nie mam  z kim zostawić tego nawet
na tydzień. Księgowego mam zaufanego, zresztą to nie będzie nic nielegalnego.
Rok w rok mam jakąś kontrolę, ale ja niczego niezgodnego z przepisami nie robię.Ty masz, Izuś, bardzo porządnego i mądrego męża. Prześpijcie się z  tym wszystkim. Oczywiście mógłbym Wam dać gotówkę do ręki, ale wtedy nie mielibyście możliwości wykazania skąd ją macie gdyby wam przyszło na myśl kupić coś drogiego.  Zarabiacie za mało i za młodzi jesteście by był to dorobek Waszego życia. A żyjemy w takim a nie innym kraju, stąd problemy.
Wujku, a ten twój wspólnik to musi być facet? Bo  myślę, że Jacek powinien  jednak spokojnie
zrobić magisterkę i kontynuować to dalej, bo wiem, że biotechnologia to kierunek z przyszłością,
on chce pracować naukowo, a nie da się tego robić  na pół etatu. Przyszło mi do głowy, że może
ja  mogłabym ci pomóc w tej pracy i wtedy miałabym lepsze samopoczucie, że w jakiś sposób
zasłużyłam na spadek po tobie. O ile się nie mylę, to Melunia była kiedyś twoją  pracownicą- to
akurat wiem z "domowego podsłuchu", bo jak sam wiesz twoje życie  wielu osobom się nie
podobało - zamiast ożenić się w wieku do tego stosownym miewałeś podobno liczne romanse.
Ja mogę w ciągu 2 miesięcy rozstać się z moją firmą, zacząć pracę u Ciebie, a gdy Jacek już
podejmie pracę ja pójdę na studia wieczorowe i będą pracowała u ciebie na pół etatu.
Na początek pracowałabym z rok na pełnym etacie, żeby się jak najprędzej wszystkiego nauczyć.
Jacek patrzył na Izę jakby ją zobaczył po raz pierwszy , wujek też się jej przyglądał z uwagą.
Nooo, jakby tu powiedzieć....jesteś dziewczyno... "babą z jajami" - zaskoczyłaś mnie tym. Ale
jeżeli to przemyślałaś i naprawdę byś chciała, to czemu nie?
A ty Jacku, co o tym myślisz?-spytał bardzo milczącego Jacka.
Jestem trochę zaskoczony, nie sądziłem, że Iza chciałaby zmienić pracę, to coś nowego dla mnie.
Ale ona  nie podejmuje z reguły decyzji ad hoc, to są zawsze przemyślane te jej decyzje.
I  nigdy niczego nie mówi na wiatr. No i teraz my obaj będziemy musieli sobie ten jej plan
przemyśleć. To nie jest zły pomysł.

                                                       c.d.n.