wtorek, 11 sierpnia 2020

Zastępstwo - XXII

W połowie września wrócił z urlopu profesor Jacka.
Trochę był zaskoczony decyzją Jacka, ale obiecał swą pomoc.Wspólnie ustalili temat
którym mógłby się zająć Jacek.
Wkrótce Jacek złożył w ministerstwie całkiem pokaźny stosik  dokumentów, łącznie
z dwoma świadectwami zdanych egzaminów językowych z angielskiego i  francuskiego.
Zdaniem profesora kwestia języka nie była krytyczna, bo wiele uczelni prowadziło
wykłady na studiach pomagisterskich właśnie w języku angielskim.
No a póki nie będzie jakiejś decyzji trzeba się brać do pracy, wszak urlop się skończył.
Iza zapisała się na kurs języka włoskiego i to taki dość intensywny. Po prostu bardzo
chciała znów pojechać do Włoch a do Murano zwłaszcza.
Zaczęły się, jak to nazywała Iza, "kołowate dni". Wychodzili z domu rano, wracali do
domu wieczorem. Poszły "w odstawkę" niedzielne wypady  na działkę, rzadko też
bywali u rodziców. Oczywiście rodzice obojga byli wielce zmartwieni faktem, że tak
rzadko ich widują. O planach wyjazdu na stypendium zagraniczne Jacka nic nie mówili
rodzicom, bo po prostu nie bardzo wierzyli w powodzenie całej sprawy.
Iza dwa razy w tygodniu zostawała  w pracy do wieczora i eksperymentowała ze szkłem.
Ze względów bezpieczeństwa zawsze ktoś jej towarzyszył- albo wujek, albo pan Waldek
a czasami nawet Jacek. Pan Waldek, już jedną nogą na emeryturze,  cierpliwie uczył Izę
formowania szkła szczypcami. Był mistrzem w formowaniu małych  figurek zwierząt-
Iza patrzyła z podziwem jak to robił.
Dni mijały szybko, jeszcze  nie odleciały daleko wspomnienia z plaży a już trzeba było
pomyśleć o Bożym Narodzeniu.
Wujek stwierdził, że święta będą u nich bo przecież mają stół rozkładany na 12 osób,
więc pomieszczą  się wszyscy bez trudu, wliczając do kompletu nawet byłą żonę
wnuka Meli wraz z dwójką dzieci. Dzieci jeszcze  małe, więc będą siedziały przy
specjalnym małym stoliku stojącym obok krzesła ich mamy. W związku z powyższym
obiad w pierwszy dzień świąt  miał być na działce. Iza i Jacek oczywiście nie byli
brani pod uwagę, ponieważ  mieli być świadkami na ślubie Alicji i Aleksa, a potem
czekało ich jeszcze wesele.
To wesele spędzało  Izie  sen z oczu. Przejrzała swą  garderobę i jak niemal każda
kobieta doszła do wniosku, że nie ma się w co ubrać na  samo wesele - przydałaby mi
się jakaś nowa sukienka - zakomunikowała Jackowi.
Nie widzę problemu - stwierdził Jacek- zrób przebieżkę po pawilonach i na pewno coś
upolujesz.
Ale ja nie mam kiedy i chciałabym wybrać się  na zakupy z tobą - marudziła Iza.
No ale wiesz, że dla mnie i tak najpiękniej wyglądasz ubrana tylko we własną skórę,
zupełnie nie znam się na modzie. Znajdź jakieś zastępstwo za mnie.
No to szkoda, że nie ma tu Fabio, z pewnością pomógłby mi w wyborze jakiejś kreacji.
Taaak, pomógłby ci, ale chyba głównie w  zdejmowaniu jej z ciebie -roześmiał się Jacek.
Wiesz Jacusiu- zazdrość niczego nie buduje, wręcz przeciwnie - rujnuje. I wcale nie
jest dowodem miłości tylko objawem niskiego zaufania do partnera i niskiego poczucia
własnej wartości. Fabio jest naprawdę przystojnym mężczyzną, ale to ty jesteś facetem
mego życia nie on. Przyjmij do wiadomości i zapamiętaj, że z taką samą przyjemnością
patrzę na ładnych mężczyzn jak i na ładne kobiety. Tak już mam.
Ojej, kochanie, ja przecież tylko żartowałem- bronił się Jacek. To może weź którąś z mam
na zakupy. Iza tylko machnęła ręką- jedna ubrałaby mnie w suknię do ziemi a druga w mini.
Pojadę z Melą i wujkiem albo sama.
Uważaj, bo wyjdziesz ze sklepu w sukni ze złotogłowiu, jeżeli tylko takie suknie istnieją.
Zakup sukienki okazał się w końcu nie taki trudny - będąc służbowo na mieście zajrzała do
sklepu Mody Polskiej i wypatrzyła sukienkę z ciemno bordowej tafty mieniącej się czarno.
Taka zwykła, prosta princeska, z niedużym dekoltem, bez rękawów, długości tuż za kolano.
Znalazła też  drugą sukienkę - z satyny w kolorze łososiowym -dekolt był tylko z tyłu,
odcinana w talii, dopasowana do figury, spódnica miała dość długie rozcięcia z boków.
Mierząc  pomyślała, że  Jacek zemdleje na widok tych rozcięć sięgających do połowy ud.
Przez kilkanaście minut wahała się którą wybrać, w końcu.....wzięła obydwie. Do obu
pasowały szpilki, które posiadała.
Na szczęście dla zapracowanej Izy Alicja sama uporała się z wyborem sukni ślubnej.
Postanowiła wystąpić w krótkiej sukni, uszytej z cienkiej wełny w kolorze kości
słoniowej. Jedyną ekstrawagancją były rękawy- od dłoni do łokcia były zapinane na małe,
obciągane materiałem guziczki. Sukienka nie podobała się ani mamie Alicji ani teściowej,
ale Alicja nie chciała innej sukienki, a Aleksowi się ta sukienka podobała, więc nie było
dyskusji. Taka uboga ta sukienka - stwierdziła zdegustowana teściowa.
Z okazji ślubu Alicja przez kilka miesięcy nie ścinała włosów by móc olśnić widzów ich
urodą. A włosy miała naprawdę piękne - było ich duuużo . Na dwie godziny przed ślubem
kościelnym miała do Alicji przyjechać fryzjerka by ją uczesać.
Dwa dni  wcześniej, na ślub cywilny,  sama sobie upięła kok. Zgodnie z życzeniem Iza i
Jacek byli świadkami.
Wigilia u Meli i wujka była istną orgią jedzenia, ale jedzenia  naprawdę bardzo smacznego.
Na tę kolację Iza i Jacek pojechali taksówką, ale po kolacji wracali do domu pieszo by choć
trochę nabytych kalorii spalić. Iza wręcz się obawiała, że może mieć problem z dopięciem
swej bardzo dopasowanej sukienki.
Na ślubie kościelnym, po raz pierwszy od dawna, Iza widziała urodę panny młodej a nie jej
sukni. Fryzjerka prześlicznie upięła włosy Alicji, które były ozdobione 1 kiścią żywego,
białego bzu.
Kolor jej sukienki świetnie się prezentował przy ciemnobrązowym garniturze Aleksa.
Koszulę miał Aleks nie białą, ale w kolorze sukienki Alicji.
Nieomal prosto z kościoła goście zaproszeni  na ślub i wesele (część gości była zaproszona
tylko ślub) przespacerowali się do pobliskiej kawiarni, w której często odbywały się takie
uroczystości.
Alicja, ku zgorszeniu wielu starych ciotek z obu rodzin,  przebrała się w inną sukienkę -co
prawda  białą, ale z dużym dekoltem i ze spódnicą mocno rozkloszowaną. Wiadomo było,
że gdy zawiruje w tańcu to będzie  widać w jakim kolorze ma  majtki.
Obie z Izą już wcześniej  się cieszyły jakie zgorszenie wywołają ich kreacje - jedna pokaże
w tańcu uda a druga majtki.
Obiad  weselny wlókł się niemiłosiernie, "do kotleta" przygrywał jakiś pianista, zamówiony
zespół wciąż był "w drodze". W pewnej chwili teściowa Alicji została poinformowana, że
nie będzie  zespołu ale będzie jakiś DJ, powinien tu dotrzeć za 15 minut. Nerwy matce
Aleksa "puściły" i kilka niemiłych słów wysłuchał kelner, który tę wiadomość przekazywał.
W związku z powyższym matka Aleksa zadysponowała by podano deser i miało nastąpić
krojenie tortu przez państwa młodych. A młodzi - młodzi zniknęli. Wpierw zniknął Aleks,
chwilę później Alicja. Dopiero teraz  Iza przypomniała sobie, że Alicja szeptała jej do ucha
gdy wyszli z kościoła, że będzie afera. Zdezorientowana mama Alicji, zmartwiona, że córka
gdzieś zniknęła podeszła to tortu i zaczęła go kroić i porcje nakładać na stojące obok talerzyki.
Co ta wariatka robi- wybuchnęła matka Aleksa i chciała wstać, ale jej mąż przytrzymał ją za
rękę i syknął- sssiadaj i nie wrzeszcz. Mówili ci, że  wcale nie chcą wesela, ale nie, ty się
uparłaś, że musi być. No to teraz  masz.
Za 10 minut do sali weszli  państwo młodzi z DJ ze studenckiego klubu.  Jacek i Iza zaczęli
na ich widok klaskać, reszta  dołączyła się automatycznie. DJ przeprosił za spóźnienie, ale
po prostu "złapał gumę" i musiał zmieniać koło.
DJ był bywały w świecie,  na pierwszy ogień poszedł walc jako solówka  dla  młodych, po
jednym okrążeniu parkietu dołączyli do nich inni, Alicja zatańczyła z teściem, a Aleks
z teściową. Około północy Iza z Jackiem pożegnali się z przyjaciółmi i wymknęli się z wesela.
Samochód prowadziła Iza, bo Jacek z Aleksem wypili  na zapleczu po dużym koniaku.
Iza zaśmiewała się całą drogę - pierwszy raz była na tak zabawnym weselu.
Biedna Alicja i biedny Aleks - stwierdził Jacek. Już mają u starych przechlapane. Dobrze, że
nie będą mieszkać razem z nimi. Aleks mi mówił, że pewnie wynajmą komuś tę straszną
kawalerkę i raczej będą mieszkać z rodzicami Alicji do czasu własnego mieszkania.

                                                      c.d.n.






poniedziałek, 10 sierpnia 2020

Zastępstwo - XXI

"Kochane dzieci" po powrocie do Polski były witane tak, jakby powróciły z wyprawy
na drugi koniec świata.
W drodze powrotnej Iza ustaliła z wujkiem taktykę dotyczącą informacji na temat
ich pobytu. Sprawa dostępu Izy do konta "spadkowego" miała pozostać tajemnicą, ale ich
pobyt w Jesolo nie.
Ciocia Mela wypytywała się o to  jakie  wrażenie wywarła na Izie uroda Fabio, bo ciocia
uważała go za bardzo przystojnego mężczyznę. Oczywiście te przepytywanki były wtedy
gdy w pobliżu nie było Jacka ani wujka. Przy okazji Iza się dowiedziała, że Fabio był
stanu wolnego, bo wychodził z założenia, że chcąc się napić wina nie ma potrzeby
zakładania od razu całej winnicy.
Jacek zaraz po powrocie chciał się porozumieć ze swym profesorem, ale ten był jeszcze
na urlopie. W tak zwanym " międzyczasie" przeglądał materiały dotyczące  różnych
stypendiów naukowych, dostępne na uczelni. Nie wyglądało to zachęcająco. Postanowił
zasięgnąć więcej informacji "u źródła", czyli w Min. Nauki i Szkolnictwa Wyższego.
Kontakt z tym ministerstwem utwierdził go tylko w przekonaniu, że całkiem ciekawe
zagraniczne stypendia naukowe bywają, tyle tylko, że np. kilka na  cały kraj. I była to
zawsze zagadka  jaki temat  znajdzie akceptację fundatora.
No i nie były to stypendia  doktoranckie, ale pomagisterskie. Oczywiście istniała
możliwość, że na miejscu tamtejsza uczelnia pozwoli na robienie doktoratu. Trochę to
wszystko Jacka zmartwiło, ale na razie postanowił zaczekać na powrót swego profesora.
Iza z wujkiem przeżywali ciężkie chwile, bo z powodu braku zamówień trzeba było
zredukować nieco personel.
Pewnego dnia przyszło zawiadomienie, że na lotnisku jest do odebrania przesyłka dla Izy.
Przesyłka była nie tyle duża objętościowo co ciężka. Wujek chyba wiedział co zawiera, bo
poprosił jednego z pracowników by pojechał z Izą na lotnisko po odbiór.
Na oddziale Cargo jak zwykle był bałagan i odebranie przesyłki zajęło prawie 3 godziny.
Przy okazji Iza  napatrzyła się na....psy, które były nadawane niczym paczki na poczcie.
Gdy wróciła do firmy zaraz  rozpakowała paczkę - zbiorowe opakowanie zawierało  trzy
odrębne  pudełka- w jednym były różnokolorowe pręty szklane, w drugim pręty szkła
bezbarwnego, a w trzecim różne narzędzia, okulary ochronne, metalowe kształtki do
formowania szkła i dysza wylotowa do strumienia płonącego gazu. Był też list od pani
zajmującej się wyrobem  lampworków z życzeniami miłej pracy i zaproszeniem do wizyty
na Murano i zapewnieniem, że na czas pobytu Iza będzie mogła mieszkać u niej.
Był też drugi liścik z pozdrowieniami dla wszystkich od Fabia i do niego było dołączone
pióro mewy z wymalowanym na nim znakiem zapytania.. To mewie piórko rozśmieszyło
Izę, ale wujek jej wyjaśnił, że Fabio zastanawia się właśnie jak nazwać swą łódkę, bo na
razie ma ona wciąż tylko numer  rejestracyjny.A łódka nie powinna być bezimienna.
Tego dnia wujek został dłużej w firmie i Iza była pewna, że urządza dla niej jakiś kącik
do pracy nad  biżuterią. I nie myliła się. Jedyny problem stanowiła wysokość blatu, ale
wymyślono, że znajomy stolarz  zrobi podest pod fotel, wtedy będzie  nie tylko dobra
wysokość blatu ale  i Izy stopy będą odizolowane od zimnej podłogi.
Iza wprost nie mogła się doczekać chwili gdy będzie mogła zrobić  jakąś ozdobę na
swym własnym sprzęcie. Postanowiła, że  inauguracja odbędzie się w niedzielę,  tylko
w obecności wujka no i może  Jacka, żeby się nie czuł opuszczony w dzień wolny od
pracy. Podłączenie do istniejącej instalacji gazowej zrobił specjalista od tego rodzaju
urządzeń. Rodzice obojga byli nieco zawiedzeni, bo planowali jakiś obiad rodzinny na
działce, ale młodzi w swoje miejsce znów ulokowali  na działce ciocię Melę,  lecz
obiecali solennie przyjechać po nią wieczorem i zjeść razem z rodziną kolację.
W niedzielę Iza eksperymentowała do woli robiąc koraliki-kwiatki. Nie wszystkie
były takie jak sobie zaplanowała, ale dzielnie zniosła porażkę. Jacek cały czas był
bardzo zaniepokojony - bał się by Iza się nie poparzyła. Po trzech godzinach wujek
zarządził przerwę na kawę i wybrali się do kawiarni.
Iza chciała jeszcze coś opowiadać o swym nowym hobby, ale wujek jej wytłumaczył,
że przerwa w pracy jest po to, by nie tylko miały wytchnienie oczy i ręce ale i umysł.
No dobrze, zgodziła się  Iza, ale w takim razie opowiedz mi o sobie i mojej mamie,
dlaczego  Ciebie nie chciała. Gdy oglądałam kiedyś twoje i taty zdjęcia to byliście
bardzo podobni do siebie. I dlaczego wybrała  mego tatę a nie ciebie?
Bo nie byłem zbyt dobrym kandydatem na męża, albo dlatego że wcale jeszcze nie
chciałem zakładać rodziny to raz  a poza tym byłem zbyt  mało ambitnym facetem
no i nie wierzyłem w szczerość jej uczuć, o czym nieopatrznie jej powiedziałem.
A powiedz  mi jedno - dlaczego uważasz mnie za córkę, czy są ku temu jakieś
przesłanki? Wujek uśmiechnął się - gdyby ciąża trwała rok i zdarzała się od samego
uczucia to tak. Ale jak dobrze wiesz - nie zdarza się. Nie chciałem się jeszcze wiązać
i na pytanie czy się ożenię powiedziałem prawdę - teraz na pewno nie, to by nie
miało sensu, nawet nie wiem jaki zawód mam wybrać. A ona tak bardzo chciała już
wyjść z rodzinnego domu, bo była "krótko trzymana". I dlatego nie wierzyłem, że
mnie kocha. A może po prostu ja jej nie kochałem a tylko pożądałem? Ale bardzo
byłem nieszczęśliwy gdy związała się z twoim tatą.
A gdy się urodziłaś to pomyślałem, że przecież  równie dobrze ja mogłem być twoim
ojcem, gdybym się z nią ożenił. Poza tym byłaś taka śliczniutka!
A potem szalałem  zmieniając dziewczyny. Tylko każdej  na "dzień dobry" mówiłem,
że nie jestem  zainteresowany małżeństwem. Jedne pomimo tego były ze mną, inne
zrywały  dość szybko, a ja się szkoliłem w Ars Amandi.
 No ale z Melą się ożeniłeś.
Tak, chciałem wreszcie jakiejś stabilizacji i dobrego seksu. I te warunki zostały
spełnione. No i młody już  nie byłem. A że ona jest ode mnie 10 lat starsza wcale nam
w niczym nie przeszkadza. Ja tylko muszę przed nią ukrywać pewne interesy, bo za
dużo by wypaplała na lewo i prawo. Co prawda dobijała mnie jej miłość do wnuka,
ale nie  moje pieniądze będzie przepijał, bo już  jest u swojej matki. Mam tylko
nadzieję, że go nie deportują do Polski.
W tajemnicy przed Melą,  nim i jego matką, pomagam trochę tej dziewczynie, która
się tak nabrała na tego pijaka. Tak prawdę mówiąc to ja ją namówiłem by wzięła
rozwód, zapewniłem jej dobrego adwokata. Córkę Meli zmusiłem by przepisała na
nią swoje mieszkanie "panieńskie". To w którym mieszkacie to córka Meli otrzymała
w ramach rozwodu ze swoim redaktorkiem-alkoholikiem. On sobie wziął porche i
działkę pod Warszawą. Ciekawe kiedy się  po pijaku skutecznie  rozwali.
Chodźcie, sprzątniemy w warsztacie i pojedziemy na działkę. Będą mieli niespodziankę.
Tylko tak na wszelki wypadek zapytam się czy może mają jeszcze parówki, żeby nam
rodzina nie wpadła w panikę że  mają za mało jedzenia.
Oni nigdy nie maja za mało jedzenia, za to maja zawsze za małą lodówkę -stwierdziła
Iza. Wujku, a może byśmy też wzięli lody, jeśli nam pożyczą termos z torbą do niego?
Jutro z samego rana oddamy. Dobrze, zapytam się, ale parówki wezmę.

                                                      c.d.n.


piątek, 7 sierpnia 2020

Zastępstwo - XX

Pensjonat w Jesolo rzeczywiście był bardzo miły. Była to duża jednopiętrowa willa stojąca
tuż przy plaży. Od plaży odgradzał ją tylko  nieduży kawałek ogrodu i żywopłot.
Mieli zarezerwowany apartament, czyli dwa pokoje z łazienkami ze wspólnym, dużym pokojem dziennym.
Jak większość hoteli ten pensjonat też miał własny kawałek  plaży a na nim leżaki i parasole.
Plaża była szeroka i ginęła w perspektywie- miała 15 km długości.
Prawie codziennie przyjeżdżał Fabio. Przeważnie siedział z razem z wujkiem na tarasie i cicho  omawiali jakieś interesy.
Iza zakupiła dla siebie kapelusz z olbrzymim rondem tak by zasłaniał jej dokładnie od słońca
twarz  i ramiona.Jacek i Fabio nie reflektowali na  jakiekolwiek nakrycie głowy. Wujek dał się
namówić na słomkowy kapelusz w stylu "panama".
Iza przez większość czasu brodziła w wodzie o głębokości do pasa, twierdząc, że taki marsz
świetnie modeluje  nogi i pośladki.
To było 10 dni totalnego nieróbstwa. Wieczorami snuli się od kawiarni do kawiarni, zaglądali
do  sklepów, które były otwarte do północy lub chodzili nadmorskim deptakiem.
Iza stwierdziła, że mogłaby właściwie wyjechać gdzieś np. na Karaiby i pędzić żywot na plaży.
Codziennie pochłaniali nieprzyzwoicie wielkie porcje lodów wypróbowując  coraz to inne smaki
i...kolory.
Byli jeden dzień w Wenecji - w tamtą stronę popłynęli statkiem a wrócili w towarzystwie Fabio
jego samochodem. Byli raz na dyskotece bo udało im się znaleźć takową  na dużym tarasie
jednego z hoteli. Ale po półgodzinie  mieli dosyć - stanowczo był zbyt duży hałas. Woleli
posiedzieć w  kawiarni i posłuchać niezbyt głośnej muzyki.
W pensjonacie jedli 3 posiłki, śniadanie, lunch i obfitą kolację. W dużych hotelach z reguły były
 tylko śniadania i obiado - kolacje.
Iza  każdego wieczoru tuż przed pójściem spać siadała jeszcze na tarasie by popatrzeć na morze.
Dzień przed wyjazdem powiedziała do Jacka- będzie mi tego brakowało- tego tarasu i widoku
morza. Chciałabym mieszkać w którymś z krajów nad Morzem Śródziemnym.
Pamiętasz jak było nam dobrze w Nicei?  Taaaa, komu było dobrze to było. W dzień ganiałaś
 po plaży z gołymi piersiami a wieczorem w spodniach i bluzce szczelnie zapiętej.
Iza zaczęła się  śmiać - ja ci nie wymawiam, na plaży się napatrzyłeś a w morzu  naprzytulałeś
 gdy byliśmy na  trochę głębszej wodzie. Dobrze, że nasze mamy siedziały cały czas na  brzegu.
Omal się nie rozpuściliśmy w wodzie, tak się ciągle moczyliśmy.
To może powinienem rozejrzeć się za  jakimś stypendium  pomagisterskim? Jako żona będziesz
mogła do mnie przyjechać i ze mną mieszkać. Tylko trzeba będzie poszukać jakiejś nadmorskiej
uczelni. Może szkoda, że nie poszedłem na  oceanografię? Znam faceta, który skończył te studia
i teraz pławi się w jakimś ciepłym morzu i delfiny dogląda, to znaczy bada.To chyba nieco lepsze
niż  badanie  białych myszek.
Iza zaśmiała się- wiem nawet o kim mówisz - on już rok siedzi sam,bo gość z którym  to badał zachorował i nie wiadomo czy i kiedy wróci.
Wiesz, to trochę skomplikowane- ty będziesz na stypendium doktoranckim a co ja będę tam
robiła?
Też będziesz studiować, przecież masz teraz na to fundusz.
Ale chyba nad morzem Śródziemnym nie ma uczelni z wykładowym angielskim. A jak wiesz
francuski jakoś mi nie szedł i wzięłam niemiecki i angielski. Musiałabym się wpierw  nauczyć
języka i nie wiadomo czy po rocznej nauce mogłabym zacząć studia.
Wiesz Izuś- wrócimy do domu i porozglądam się  za czymś. Jak wiesz  to ja na razie mam dać odpowiedź co do tego doktoratu -czy w ogóle mam zamiar iść w tym kierunku czy nie.
Poza tym chyba mniej ważne w którym kraju, byleby było stypendium, dobry promotor i dobry
temat gwarantujący potem pracę. Porozmawiam poważnie z moim profesorem, zobaczę co on
o tym sądzi.Bo wiesz- biotechnologia to u nas jeszcze w powijakach, więc może jednak uda
się  gdzieś za granicą załapać jakiś dobry temat. Tak naprawdę to ja już mam pomysł , ale nie
za bardzo są tu możliwości jego realizacji. Bo to temat nie na rok a co  najmniej na 3 lata.
Więc może być problem. No, uśmiechnij  się, powrócimy tu jeszcze nie jeden raz. Tyle tylko,
że będziesz się musiała zastanowić czy będziesz chciała być daleko od rodziców.
Jacek, teraz to ja już nie jestem tak bardzo związana z rodzicami, sam wiesz, że ostatnio dość
rzadko się z nimi widuję. Już jesteśmy dorośli, wszystko się zmienia. Dobrze, że się nasi tak
bardzo zaprzyjaźnili, przynajmniej mogą wspólnie ponarzekać jakie te dzieci okropne.
Słuchaj, tylko nie wygadaj się w domu, że mam dostęp do konta spadkowego i że mamy to
konto w Szwajcarii. Ja też nic  rodzicom nie powiem, oni wiedzą tylko to, że jechaliśmy by
załatwić to szkło do firmy. Ja też do  ostatniej chwili nie wiedziałam jaki jest prawdziwy  cel
tej wycieczki. Szkło to by sobie załatwił nawet telefonicznie. Ja nawet nie wiem czy mamy
im opowiadać o tym pobycie w Jesolo, muszę to z wujkiem wyjaśnić. Bo może z uwagi na
Melę  powinno się nic nie mówić.  I wiesz, muszę wujka wypytać dlaczego moja mama
wybrała nie jego a mojego tatę. Czy to nie dziwne, że wujek wyobraża sobie, że ja jestem
jego córką?  To bardzo tajemnicza historia, nigdy nie słyszałam o tym, że wujek podrywał
kiedyś moją mamę. Tak sobie pomyślałam, że może coś więcej niż zwykłe spotykanie się
łączyło jego i moją mamę. Bo po kim mam takie "wyczucie szkła"? Przecież pierwszy raz
w życiu topiłam szkło. A żebyś wiedział jaki wujek był wzruszony gdy siedziałam nad tym
palnikiem w tych dziwacznych okularach ochronnych. A ja byłam tak strasznie  skupiona,
tak bardzo mi zależało by to jak najlepiej zrozumieć i zrobić. Nie wiem nawet czemu mi tak
bardzo zależało. Nigdy o tym nie myślałam by coś ze szkła zrobić, nawet już pracując u wujka.
Teraz gdy przestawimy produkcję to trzeba będzie kilka osób zwolnić. A wujek to już zaczyna
myśleć o emeryturze. I tak mi przemknęło przez myśl, że może ja raczej powinnam pójść na
wzornictwo przemysłowe czy coś w tym rodzaju. Bo chciałabym jednak w tym szkle coś
umieć zrobić. Ale nie szkło laboratoryjne. Muszę o tym z wujkiem porozmawiać.
Jacek wpatrywał się w Izę  uważnie- widział, że bardzo przeżywa to o czym opowiada oraz
pamiętał jej płacz sprzed kilkunastu dni. Przytulił ją  mocno do siebie i powiedział - zawsze
będę ci pomagał w tym, co  będziesz chciała robić, jesteś  dla mnie wszystkim!

                                                                c.d.n.

















czwartek, 6 sierpnia 2020

Zastępstwo XIX

Wieczór przy winie i chlebie przeciągnął się daleko w noc, dopiero około 2 w nocy rozeszli się
 do swoich pokoi.
Pobudka o 7 rano była dość  bolesnym doświadczeniem chyba dla wszystkich. Śniadanie jedli
w towarzystwie Fabia, który zapytał się, czy nie  będą mieli nic przeciwko temu, że on z nimi
popłynie  na Murano, bo  chce kupić, ewentualnie  zamówić  nowe klosze do  lamp.
Pomysł się  spodobał, ale gdy po śniadaniu wrócili jeszcze na chwilę do pokoju Jacek patrząc badawczo na Izę powiedział:
"belissima", wpadłaś chyba w oko temu facetowi, ciągle się w ciebie wgapiał.  W ciebie też się  wgapiał- on wgapia się w twarz każdego z kim w danej chwili rozmawia- odparowała Iza. A co, zazdrosny jesteś? Dlaczego?  Lepiej mi powiedz co ci spakować na tę wyprawę, bo  z powrotem
to pewnie znów wrócimy dopiero wieczorem. Uważam, że po sprawach służbowych zwiedzimy
trochę Murano i pewnie zajrzymy jeszcze do samej Wenecji. Bo pojutrze to przecież jedziemy
do Jesolo, bo tam mamy wynajęty pensjonat.
To Fabio ma tam pensjonat? Jacek - oprzytomnij, Fabio ma jakieś udziały w  jakichś nie znanych
mi hotelach, a w tym pensjonacie to bywał wujek z ciocią i uważa że jest miły i ma dobre jedzenie.
 Od Fabia to tylko weźmiemy samochód.  Co cię  napadło z tym Fabio?  Ja ci nie wypominam
gdy się czasami oglądasz za kobietami. Ja się oglądam?- zdziwił się Jacek. Tak, tak , czasem się oglądasz. To, że ci nigdy tego nie wypomniałam nie znaczy, że tego nie widzę.
Ojej, muszę sobie  kupić jakieś pantofle, od tych  bolą mnie stopy. Mało w nich chodziłam i nie
dotarło  mnie, że są takie  niewygodne. O zobacz,  muszę plaster nakleić. W ogóle to mam
ochotę na jakieś zakupy. Tobie  trzeba kupić nowe  kąpielówki i klapki plażowe i może jakąś
fajną koszulkę.  Jacek skrzywił się-wolałbym okulary p. słoneczne, te moje jakieś za jasne są.
No to kupimy i okulary i inne fajne rzeczy. Nie jest sztuką mieć pieniądze, ale sztuką jest
umiejętność korzystania z nich- podsumowała.
Na dole czekali  już na nich wujek  z Fabio.  Hm, pomyślała Iza - Fabio wygląda jak model.
W drodze do Wenecji Iza powiedziała, że bardzo chciałaby dziś zrobić jakieś zakupy dla siebie
i Jacka i powiedziała co chciałaby kupić.
Spróbujemy to załatwić na Murano - tam też są nie tylko sklepy z pamiątkami orzekł Fabio.
Murano to siedem  wysp połączonych ze sobą mostami.Szkło było tu wyrabiane już w VIII
wieku i systematycznie udoskonalano jego produkcję. Szkło twarde i przezroczyste wynaleziono
na przełomie XII i XIII wieku. Pod koniec XIII wieku wszystkie piece szklarskie z Wenecji
przeniesiono na Murano, głównie pod pretekstem zapobiegania w Wenecji pożarom od często
wybuchających pieców,  a tak naprawdę szło o jak najdłuższe zachowanie w tajemnicy nowych
technologii. Szklarzom nie  wolno było opuszczać wyspy (i to podobno pod karą śmierci).
Swego rodzaju nagrodą był fakt, że ich córki mogły wychodzić za mąż  za patrycjuszy.
Charakterystyczną cechą szkła z Murano jest jego wielka przezroczystość i kolor oraz fakt, że
 cały  proces produkcji jest ręczny. Szkło, zarówno weneckie jak i z Murano  jest barwione
w trakcie procesu produkcyjnego. Szkło kolorowe to millefiori, szkło mleczne to  lattimo. Dziś
nie są już strzeżone  tajemnice produkcji i turyści mogą się przyglądać procesowi produkcji
szkła oraz powstawania różnych wyrobów z niego.
Tym razem na  Murano popłynęli tramwajem - Fabio obawiał się, że o tej porze będą problemy
z zacumowaniem- to był czas napływu turystów.
Wujek z Izą spotkali się z jednym ze znajomych wujka, a w czasie gdy  były prowadzone
handlowe rozmowy,  Jacek i Fabio przyglądali się jak powstają różne szklane  wyroby.
Na zakończenie rozmów Iza dostała prześliczną małą wazę  i paterę z mlecznego szkła. Przy
okazji nasłuchała się komplementów pod swym adresem, jakie to wspaniałe, że taka młoda
i urocza kobieta tak dobrze orientuje się w biznesie.
Dostali również adres warsztatu, w którym Iza mogła się zapoznać z procesem powstawania
niektórych elementów biżuterii, tzw. lampwork beads i zostali umówieni na godzinę 17,00.
Na  Murano warto było odwiedzić trzy zabytkowe  kościoły: Santa Chiara, Santa Maria degli
Angeli, San Pietro Martire,  Museum Vetrario,  obejrzeć  latarnię  morską z 1931 roku,
i Giardini Pubblici, czyli ogrody publiczne, założone jeszcze za czasów Napoleona.
Ale w pierwszej kolejności odwiedzili.....kawiarnię. Kawa, sok, lody - taki zestaw zapewne
każdego postawiłby na nogi. Siedzieli na zewnątrz, w cieniu. Fabio namówił Jacka  na
migdałowe ciasto.Gdy ich porcje znalazły się na stoliku Iza spróbowała i też postanowiła się
nim uraczyć. Fabio i Jacek pochłonęli ciasto w niebywałym tempie i...zamówili po jeszcze
jednej porcji. Wujek  bohatersko pozostał tylko przy lodach. Postanowili pójść do Museum
Vertrario. Fabio ich tylko odprowadził do muzeum, bo miał jeszcze kilka swoich spraw do
załatwienia. Umówili się na spotkanie za półtorej godziny. Półtorej godziny zleciało  szybko. Najciekawsze dla Izy były zbiory z okresu  renesansu. Zbiory tego muzeum okazały się duże, ukazywały przykłady wszystkich technik i wynalazków w wytwarzaniu szkła od czasów
antycznych aż do współczesnych.
Fabio już  na nich czekał. No to teraz idziemy na zakupy. Zakupy dla Jacka nie  były trudne-
bez sprzeciwu zaakceptował to co wybrała dla niego Iza, zdecydował się nawet na  dwie nowe
koszulki, dwie pary nowych spodenek kąpielowych i zabawne wzorzyste szorty oraz wielce
szałowe okulary przeciwsłoneczne. Trochę więcej problemu było z pantoflami dla Izy- po
przymierzeniu niemal połowy zawartości sklepu wreszcie któreś były naprawdę wygodne i
pasowały kolorystycznie. A wtedy Fabio przyniósł  jej do przymierzenia sukienkę plażową-
błękitną, odcinaną w talii, z leciutko rozszerzaną spódnicą, bez rękawów, rozpinaną na całej
długości. Była uszyta z tkaniny przypominającej frotte, ale była cieniutka. W spódnicy były
2 kieszenie zapinane na suwaki. Sukienka była  bajecznie miękka, i sięgała Izie niemal do
kostek. Do niej był dołączony  szeroki  szal, z tego samego materiału podwójnie złożonego.
Równie dobrze mógł służyć do położenia na leżaku jak i okrycia się w razie chłodu.
Bardzo się ona Izie podobała, a Iza podobała się obu panom w tej kreacji. Ależ ty masz oko
że wypatrzyłeś tę sukienkę - zachwycała się Iza. Ja jej nie widziałam!  Bo ona wisiała po
drugiej stronie na manekinie, więc ją ściągnąłem. To jedyny egzemplarz, ich już tu nie ma.
Popatrz tam - Iza spojrzała i zaczęła się śmiać - kilka metrów dalej stał nago manekin. Zdjęła
przymierzaną kreację i stwierdziła, że teraz to jej tylko brakuje jakiejś szałowej torby na
plażę. Fabio trącił Jacka łokciem - chodź, poszukamy dla  twej pani torby na plażę. Wrócili
po kilku minutach- Jacek niósł  niedużą  białą torebką  pasującą do pantofli, a Fabio sporą
torbę granatowo-czerwoną w nieregularne pasy. Była prosta, zapinana na suwak , w środku
podzielona na  trzy części, w bocznych ściankach  miała w sumie 4 mniejsze  zapinane
kieszenie. Kupimy dwie torebki- jedna "na miasto" - ta biała a ta będzie na plażę. Jest taka
jak lubisz- spora i ma dużo schowków.  Iza wymaszerowała ze sklepu w nowych pantoflach
i z nową  torebką, stare pantofle  wrzuciła po drodze do kosza na śmieci, poprzednią torebkę
schowała do torby plażowej wraz z nowo kupioną sukienką i szalem.
A teraz  to muszę iść zobaczyć jak  się robi ręcznie "lampworkowe" koraliki. Wujku, chodź
ze mną, bo boję się,  że może nie wszystko pojmę. Jacek i Fabio  odprowadzili ich tylko do
drzwi pracowni  a sami "poszli w miasto".
Dla Izy to były 2 niezapomniane godziny, niemal przewrót w jej życiu.  Weszła tu by tylko
coś zobaczyć, a znalazła dla siebie  zupełnie nowe hobby. Skrupulatnie pozapisywała sobie
w co powinna się zaopatrzyć, choć wujek zapewniał ją, że wie co jej będzie potrzebne.
Projektantka pozwoliła jej zmarnować nieco materiału, bo chciała ocenić czy Iza da sobie
radę, czy ma wyczucie materiału. Bo że Iza ma wyczucie koloru i wyobraźnię to od razu
rozpoznała. Wujek wzruszył się bardzo, bo on naprawdę kiedyś gorąco kochał jej matkę
i bardzo mocno przeżył odrzucenie i kto wie, czy aby ciągle jej nie  kochał.
Iza dostała na pamiątkę wisior, którego maleńką część sama zrobiła i dobrała kolory.
Wujek chciał koniecznie za niego zapłacić, ale spotkał się  ze stanowczą odmową bo ta
pani powiedziała mu, że tak rzadko trafia się ktoś z takim talentem do szkła i prosiła by
Iza była z nią  w kontakcie i koniecznie przyjechała - ona zawsze ją przyjmie z otwartymi
ramionami. Gdy wychodzili Iza była pół żywa z przejęcia.  Jacek i Fabio  już na nich
czekali.  Iza rzuciła się Jackowi na szyję i... zaczęła płakać. Te dwie godziny tak pełne
napięcia musiała  jakoś rozładować. Jacek był przerażony, Fabio mocno zdziwiony,  a
wujek podszedł do Izy i  Jacka, objął ich oboje i powiedział - Jacku, masz artystkę za żonę.
Po chwili Iza się uspokoiła i zaczęła spokojnie opowiadać. Idąc  na przystanek tramwaju
Iza jeszcze  kupiła ozdobny pasmanteryjny sznureczek, by móc zawiesić wisior na szyi.

                                                                    c.d.n.





środa, 5 sierpnia 2020

Zastępstwo XVIII

Nadreptali się trochę po Giudecce, w ramach odpoczynku wzmocnili się nieco kawą
i lodami.
A teraz - powiedział Fabio- popłyniemy na  tarło turystyczne- o tej porze większość
wycieczek powraca do swych hoteli na kolację, więc może nas nie  zadepczą na  Placu
Świętego Marka.
Albo może wolicie mały rejsik motorówką  po Lagunie Weneckiej. Możemy popłynąć
 aż do Punta Sabbioni, zobaczycie od wody Murano, Burano i kilka innych wysepek.
Decydujcie.
A czym byśmy płynęli - zapytał wujek?  Oczywiście moją motorówką- mam nowiutką,
to jest prawie nowiutką - odpowiedział Fabio. Kupiłem z ojcem do spółki. Ojczulek lubi
czasem popływać po Lagunie. Sam już by nie popłynął, dlatego jestem wspólnikiem  tej
łódki. W takim razie popłyniemy dalej i przespacerujemy się do przystani.
W drodze do przystani mijali małe sklepiki z pamiątkami, Iza przy każdym przystawała,
aż Fabio powiedział - nie kupuj tutaj, bo przepłacisz. To samo  kupisz  kilometr  dalej już
taniej. Tu są ceny dla turystów jednodniowych co to rano przypłyną a o 17,00 odpłyną by
zdążyć na kolację w hotelu.  Tu tylko obejrzyj, potem mi powiesz co ci się podobało i
pojedziemy jednego dnia na zakupy.
Ale ja nie chcę kupować - wyjaśniła Iza- ja tylko chcę obejrzeć.
No to popatrz na wystawie, a potem obejrzysz to gdzie indziej. Jeśli wejdziesz tu do
sklepu, to nie wyjdziesz z niego z pustymi rękami. Zmuszą cię, byś cokolwiek kupiła.
Będziecie jutro na Murano i jak znam  życie to z pustymi rękami stamtąd nie wrócisz.
No bo chyba jutro jedziecie na Murano, prawda?
Prawda, odpowiedział wujek. A dlaczego nie trzymasz  łódki w Punta Sabbioni?Miałbyś
bliżej.
No bo tu jestem niemal codziennie a ja też lubię sobie popływać po Lagunie Weneckiej.
Lubię Wenecję,  ale głównie od strony wody.
Fabio zatrzymał się przy czymś, co można było nazwać mini kawiarenką - usiądźcie tu
na  chwilę, muszę przygotować łódkę- co wam zamówić?
Wujek szybko wszedł za nim do barku, opędzając się od Jacka, który też chciał tam wejść.
Zostań przy Izie, żeby jej ktoś nie poderwał- rzucił Jackowi przez ramię.
Iza zaczęła się śmiać - no nie , nie poużywam sobie przy was - jeden zabrania wchodzić
do sklepu, drugi każe mnie pilnować by ktoś nie poderwał, a co to, nieletnia  jestem?
No letnia to jesteś, tylko się  boję, że możesz zmarznąć na tej motorówce, na wodzie
będzie  dużo chłodniej- zatroszczył się Jacek. Chciałem o tym porozmawiać z Fabio.
W tej  chwili przyszli Fabio i wujek, który niósł trzy kocyki flanelowe i kurtkę. Za nimi
młoda dziewczyna niosła tacę z trzema filiżankami cappuccino i koszyczkiem małych
ciasteczek uformowanych w kulki.
No to dajcie te kocyki i kurtkę,  ja idę do łodzi. Jak wypijecie  to  ruszajcie moim śladem.
Iza zajęła się  kawą i  ciastkami. Z wielką przyjemnością siedziała , bo jednak sporo dziś
chodzili.
Wujku, a czym się właściwie  Fabio zajmuje? Fabio? niczym wielkim, inwestowaniem
w dobre interesy, trochę gra  na giełdzie, trochę ziemi wcześniej sprzedał.Ma udziały
w jakimś hotelu, masę znajomych i trzeźwo myśli.
Wypili kawę, zjedli ciastka i ruszyli  "śladem Fabia". Doszli na przystań, przystanęli przy
pomoście, gdzie cumowały motorówki i rozglądali się gdzie jest Fabio, bo przy żadnej
z motorówek go nie było.
Iza poszła kawałek dalej, gdzie  cumowały  nieco większe łodzie i tam zauważyła, że
z jednej łodzi  macha do niej ręką Fabio. Czym prędzej zawołała swoich towarzyszy.
Trochę całej trójce wyszły oczy z orbit, bo to była całkiem duża łódka, ta  motorówka
kabinowa.
Matko droga, wysapał wujek - przecież to jest statek a nie  łódka!
Eee tam- Fabio lekceważąco wzruszył ramionami- to łódź motorowa rybacka. Ale w dobrym
stanie. Spać mogą w niej trzy osoby. Kupiłem ją, nie właściwie  nie kupiłem- nabyłem drogą wymiany. Kiedyś kupiłem sobie skuter wodny, ale krótko go używałem, poza tym to strasznie
mokra zabawa. Chciałem go więc sprzedać i wtedy  znalazłem ogłoszenie, że ktoś sprzedaje
łódź rybacką-kabinową- sprzeda lub zamieni na  skuter wodny. Co prawda gość chciał by
skuter był nowiutki a mój już nowy nie był, ale był bardzo krótko używany i niczego, oprócz aktualnej daty produkcji mu nie  brakowało, tydzień go używałem i przestałem- to zabawka
dla  młodzieży.
A ja aż taki żądny wrażeń nie jestem, demonem szybkości też nie jestem , więc zacząłem
z człowiekiem pertraktować. No i przekonałem go, że to dobra  transakcja, potem do skutera dorzuciłem mu tydzień bezpłatnych noclegów ze śniadaniem w jednym z  hoteli  w Lido.
Obaj byliśmy zadowoleni.
Ojczulkowi się podoba, bo można się schować przed słońcem lub zbyt silnym wiatrem.
Gdyby to był jacht motorowy to może pomyślałbym o pływaniu z turystami, ale to jest mało zabawne.
Bo ludzie to raczej dziwni są. Nawet jeśli w  folderze informacyjnym  napiszesz, że nie można
na pokład zabrać ze sobą psa lub dziecka poniżej 7 roku życia to i tak zawsze ktoś przytaszczy
kota, psa lub małe dziecko i jeszcze aferę robi. Mój kolega miał taką atrakcję, w końcu wzywał policję, bo rodzina wzięła ze sobą psa, owczarka, bo nie mieli z kim zostawić.
No to odpływamy. Popłyniemy prościutko  na Burano. Popłyniemy wolniutko. Żeby poczuć
radość z kontaktu z morzem i by w głowie nie huczał wiatr. A ja będę opowiadał.
Burano to właściwie trzy wyspy połączone mostami nad kanałami. Do zwiedzania też tu trochę
jest. Poza tym Burano słynie z produkcji koronek, które tu wyrabiano już w XV wieku.  Cztery
wieki później była tu nawet szkoła koronkarstwa. Mamy tu też własną krzywą wieżę, która jest
dzwonnicą kościoła San Martino. Jest też Kościół Santa Barbara, Stary Targ Rybny, Muzeum
Koronkarstwa. Ale najbardziej charakterystyczną cechą są...domy. Każdy w innym kolorze,
bardzo intensywnym. Kolory dobiera zarząd miasta tak, by nie stały obok siebie dwa tak samo
pomalowane. I jeden z domów mamy inny, bo nie jest jednokolorowy a różnokolorowy.
Nie wiem ile w tym prawdy, ale to podobno po to są domy tak barwne, by rybacy nie przeoczyli wyspy w czasie mgły gdy wracają z połowów.
A ja proponuję byśmy na Burano  wysiedli i poszli na Piazza Galuppi do którejś tawerny na
obiado-kolację  - ja stawiam - zaproponował wujek.
Ojej, znowu  mam jeść? Przecież ja tu utyję - zaprotestowała Iza.
No to tylko popatrzysz jak my jemy- roześmiał się Jacek.
Znalezienie miejsca do zacumowania wcale nie było łatwe i proste, ale Fabio bywał tu chyba
częstym gościem. Kolory domów rzeczywiście  "biły w oczy".
Piazza Galuppi pełne było kawiarenek, sklepików, różnej wielkości restauracyjek.
Turystów  było sporo, chociaż  baza noclegowa na Burano nie powalała ilością miejsc. Wujek dogadał się z Fabio do której tawerny pójdą. Iza i Jacek zajęli miejsca przy barowym stole. Po
chwili kelnerka doniosła dla wszystkich zimne napoje, a Fabio z wujkiem wybierali "coś do jedzenia". Coś do jedzenia to było risotto - dla  wujka i Fabia było z owocami morza, dla Izy
i Jacka  z grzybami. I chociaż Iza (jak twierdziła) wcale nie była głodna, jednak bez problemu
zjadła swą porcję. Fabio jeszcze zaproponował mały spacer, a Iza stwierdziła, że czuje się
wśród tych małych domków jakoś bardzo nierealnie, jak na planie filmowym.
Wracali niespiesznie do Wenecji.
Gdy dotarli do domu było już  ciemno. No to zapraszam na wieczór przy  świecach i winie do
altany.
A komary nas nie  zjedzą?- zaniepokoiła się Iza.  Nie ma obawy, mam patent na  to- uspokoił
ją Fabio.
W 15 minut później siedzieli w altanie oświetlonej słabym światłem świec. Na stole stał duży
talerz z pieczywem, dwie butelki z oliwą, 4 talerze. Z kredensu, który ukrywał małą lodówkę
Fabio wyjął  białe wino.
Och  -westchnęła Iza - focaccia z czarnymi oliwkami i ciabata - uwielbiam!

                                                                             c.d.n.

wtorek, 4 sierpnia 2020

Zastępstwo - XVII

Już w samolocie do  Treviso wujek żałował, że  jednak wybrał samolot, 
bo przecież drogę z Zurichu do Treviso można było pokonać samochodem. 
W końcu stwierdził, że przecież z Treviso do Wenecji jest jednak ok.40 km 
to i tak będą musieli brać codziennie samochód od Fabia, więc się najeżdżą.
Na lotnisku czekał na nich ów Fabio - najlepsza wizytówka męskiej części
włoskiej populacji.Na jego widok Iza szepnęła wujkowi do ucha:" ale
przystojny facet", co wujek skwitował tylko uśmiechem.
Fabio był facetem bardzo dbającym o swój wygląd. Był wysoki, szczupły, 
dobrze ubrany i wiedział, że się kobietom podoba.
Iza, jak każda kobieta, obrzuciła wzrokiem jego palce - nie było ani  śladu
obrączki.
Jackowi też nic nie brakuje- pomyślała, ale zawszeć milej oglądać ładnego 
faceta niż byle co.
Dom, pod który zajechali był jednopiętrową rozległą willą ze sporym 
ogrodem. Biała fasada, ciemno czerwona dachówka, na parterze duża 
weranda obrośnięta jakimś pnączem- naprawdę  sielski widok. Brakuje
tylko drewnianych okiennic- pomyślała Iza.
W ogrodzie zwracała uwagę duża, obrośnięta winoroślą altana. Stał w niej 
duży stół z 6 wiklinowymi krzesłami a pod jedną z jej "winogronowych" 
ścian  rodzaj kredensu i mały stolik.
Pokoje były dość duże, okna  miały na zewnątrz metalowe  żaluzje, każdy 
pokój miał małą łazienkę- kabina prysznicowa,WC, umywalka, lustro, 
taboret.
W pokoju królowało podwójne łóżko, z dwóch stron stały szafki z lampami, 
szafa w ścianie i w nogach każdego z łóżek drewniany stojący wieszak
na ubranie.
Po chwili do ich pokoju zapukał wujek - dzieciaki, chodźcie coś zjeść, bo 
trzeba niestety  brać się do pracy.
Ale ja nie jestem głodna- zaprotestowała Iza.
Nie myśl, kochana, że dostaniesz coś konkretnego - będzie kawa, coś
na  ząb do kawy no i pewnie coś zimnego do picia.
A jak ci się podoba ten pokój?Bo, jak widzę, to Fabio zrobił tu remont 
generalny.
Pokój piękny, a te wieszaki  na ubrania- genialne- chciałabym je mieć
u siebie w domu. I ogromnie podoba mi się ta altana obrośnięta
winoroślą.
Jeśli się zaprzyjaźnicie z Fabiem, a to nie jest trudne, będziecie  tu nie 
jeden raz  przyjeżdżać. Zacznij od zachwycania się domem, każdy lubi       
gdy innym podoba się to, co sobie zaprojektował i wykonał.
Dziś pojedziemy z nim do Wenecji, trochę ją pozwiedzamy od mniej
turystycznej strony, a jutro weźmiemy od niego samochód i będziemy
cały dzień uczciwie pracować. Tylko załóż jakieś wygodne buciki, bo 
będzie dużo chodzenia.
I rzeczywiście - na werandzie już stała przygotowana  dla nich kawa i
małe makaroniki oraz sałatka owocowa.
Iza całkiem szczerze zachwycała się domem i ogrodem i usłyszała od
Fabia, że będą zawsze miłymi gośćmi w tym domu, a zawsze wieczorem
posiedzą przy winie w ogrodowej altanie.
Gdy siedziała z Jackiem w samochodzie szepnęła mu: mam nadzieję, 
że nie wpadniesz na pomysł wynajęcie Fabia na "zastępstwo" gdy się
będziesz gdzieś wybierał, bo niewątpliwie jest w moim typie.
Jacek przytulił ją, pocałował i spokojnie stwierdził - zrobiłaś się 
okropnie złośliwa. Starzejesz się czy jesteś przed okresem? Mnie też 
się Fabio podoba, bo nie rozmawia rękami, dobrze zna angielski i nie
jest zbyt gadatliwy.Tylko nie pomyśl, że zaczynają mnie interesować 
mężczyźni.
Rzeczywiście poznali Wenecję z jej mniej turystycznej  strony.Byli cały 
czas po drugiej stronie Wielkiego Kanału, po stronie, która jest dość
rzadko odwiedzana przez turystów. Fabio proponował "mały rejs
gondolą", ale Iza tak się skrzywiła, że Fabio nie nalegał. Natomiast 
wycieczkę tramwajem wodnym przywitała z entuzjazmem. Chociaż
były jeszcze  miejsca siedzące, Fabio zaproponował by nie siadali bo
wtedy  łatwiej się rozglądać dookoła. Ruch na kanale był całkiem
spory, jakby na to nie spojrzeć była to główna droga komunikacyjna
Wenecji. To takie dziwne- powiedziała Iza - całe życie na wodzie.
Fabio uśmiechnął się - to kwestia przyzwyczajenia- randkujemy na
wodzie, do ślubu płyniemy,na ostatni spoczynek też płyniemy.  
Zaraz się przesiądziemy i popłyniemy na  Giudeccę, gdzie mieszka 
większość  mieszkańców Wenecji i gdzie rzadko można spotkać 
turystów.Bo mało kto wie, że tu też są warte obejrzenia zabytki.
głównie sakralne. 
Jest tu kościół zbudowany w XVI wieku jako wyraz wdzięczności, że 
zaraza po unicestwieniu 1/3 populacji Wenecji ustała.
Jest też kościół Le Zitelle z kompleksem szkolnym dla panien bez posagu.
Tu niezamożne panny uczyły się zawodu, między innymi koronkarstwa.
Jest też Kościół łączący w swym wnętrzu architekturę bizantyjską i styl
rokoko.
A obecny rozległy hotel był niegdyś Molino Stucky, czyli Młynem. Jest też
ładny pałac Casa dei Tre Oci,który był własnością malarza Mario de Maria, 
a po jego śmierci odziedziczył go syn malarza, Astalfo.
Jest tu trochę sennie, ale też jest mniej kanałów, więcej chodników.Tak
naprawdę Giudecca składa się z 3 połączonych wysp.  Cała Wenecja to
wyspy i wysepki. Na przykład Murano nie jest jedną wyspą - to jest
siedem małych wysepek połączonych ze sobą mostami.
                                           c.d.n.



czwartek, 30 lipca 2020

Zastępstwo -XVI

Znacie takie powiedzenie "człowiek strzela a Pan Bóg kule  nosi"? Planowanie
wyjazdu tak, żeby spełniły się plany wujka wyglądało mniej więcej jak kwadratura koła.
Gdy się chce połączyć wygodę , dogodną cenę a  w czasie podróży do Włoch koniecznie jeszcze "zawadzić" o Szwajcarię- to nie ma lekko.
Orbis nie miał takiej wycieczki, a  Polska jeszcze nie była w UE. Poza tym z jakiegoś
nieznanego Izie powodu wpierw  należało dostać się do Zurichu i tam spędzić dobę.
Kolejnym etapem podróży była Wenecja, w której należało załatwić kilka spraw w Murano. W tej sytuacji podróż z Melą zaczynała być problemem, bo ona źle znosiła podróże lotnicze. A tu  musiałaby trzy razy lecieć  samolotem. Z kolei podróż samochodem zupełnie się nie uśmiechała wujkowi, co prawda w sumie na jeden samochód przypadałoby trzech  kierowców. 
W końcu Melania sama zrezygnowała z tej wyprawy - wizja  latania aż  trzy razy samolotem zupełnie jej nie odpowiadała.
Postanowiła na czas nieobecności swego męża zaprosić do siebie swą koleżankę -
ta opcja  bardzo z kolei odpowiadała wujkowi. Znaczyło to, że polecą w trójkę.
Całą sprawę zabukowania miejsc w samolotach oraz  noclegu w Zurichu załatwiała córka znajomego,  która pracowała w Orbisie. Iza co prawda nieco żałowała, że nie  będą jechali samochodem, ale wujek zapewnił,  ją  że  wiele nie straci bo większą
część drogi pokonywali by  autostradami, a jazda autostradą nudna jest.
We Włoszech mieli nocować  pod Treviso, w domu jednego ze znajomych wujka.
W domu Iza zastanawiała się, czy  jest w Europie ktoś, kto nie jest znajomym wujka.
Mama Jacka z kolei wpadła na pomysł, że może na czas tej "wyprawy po złote runo"
 ona zaprosi Melę na działkę, przyjedzie też mama Izy i będą miały we trzy czas dla
siebie. Oczywiście  transportem Meli  miał się zająć ojciec Izy.
Ten projekt zdecydowanie był najlepszy i "wygrał przetarg".
Na czas wyjazdu służbowy samochód Izy trafił do garażu blisko firmy. Iza bała się
zostawić go na ulicy - zbyt często taki dłużej parkujący samochód tracił koła lub
w ogóle znikał. Teoretycznie ten model citroena  nie miał wielkiego powodzenia
wśród złodziei, ale lepiej być przezornym niż okradzionym.
I wreszcie którejś niedzieli, przed południem odlecieli samolotem do Zurichu. Od
tego dnia Iza  "znielubiła" podróże samolotem. Nie dość, że musieli bardzo, bardzo
wcześnie wstać by być na lotnisku 2 godziny przed odlotem samolotu, to na lotnisku
nie można było  nawet wody się napić, bo o świcie to  była czynna tylko obsługa
naziemna lotniska ale nie kawiarenka. Po odprawie okazało się, że miejsc siedzących jest znacznie mniej niż pasażerów, więc krążyli niczym sepy, zastanawiając się po
jakie licho musieli być tak wcześnie  na lotnisku. Drugie dręczące pytanie brzmiało -
po co mamy dojeżdżać autobusem do samolotu,  skoro stoi on w odległości ok 200m
od budynku odpraw. Pytanie trzecie brzmiało- dlaczego musimy siedzieć w tym
samolocie  prawie 30 minut nim on wystartuje.
Podróż była krótka, lądowanie w Zurichu bezproblemowe, na lotnisku czekał na nich
-to chyba  oczywiste- znajomy wujka, który  zabrał ich do pobliskiego hotelu.
Była niedziela, a więc po zjedzonym w hotelu śniadaniu ruszyli na zwiedzanie miasta.
Wujek co prawda już tu bywał, ale dotrzymywał im towarzystwa.Zurich ogromnie się
Izie podobał. Piękne miasto z  przepięknymi  gmachami, piękne parki, jezioro o tej
samie  nazwie jak  miasto, prześliczne uliczki Starego Miasta. Oczywiście, jak niemal
wszyscy turyści, nie odmówili  sobie przyjemności sfotografowania się na tle jeziora,
pod posągiem Ganimedesa z orłem.
Jedyne co się Izie  nie podobało w Zurichu to niebotyczne  ceny. Ale,  jak tłumaczył wujek, ceny są jednak zawsze dość dostosowane do zarobków.
Wieczór spędzili na kolacji u pana, który odebrał  ich z lotniska.
Następnego dnia rano odwiedzili bank-czyli główny cel przyjazdu do Zurichu.
Iza przez kilka minut poczuła się dziwnie, gdy dowiedziała się, że właśnie za pól godziny będzie  miała założone konto bankowe.
No ale ja przecież nie mam żadnych pieniędzy takich, bym tu założyła konto - wyszeptała zdenerwowana. Nie szkodzi- uspokoił ją wujek- za 20 minut,  najdalej
za pół godziny będziesz miała i konto i pieniądze na nim i to, co mam dla  ciebie
w spadku. Spokojnie  dziecino, spokojnie. Tu się załatwi wszystko od ręki.
I rzeczywiście w pół godziny później miała założone konto a na nim równowartość sumy, którą wpłaciła jako swój udział w spółce. Oprócz tego została upoważniona
do dysponowania jednym z kont wujka- to był ten  spadek po nim dla niej. Suma zgromadzona  na tym koncie z lekka Izą wstrząsnęła i wywołała jej protest.
Wujek popatrzył na nią i powiedział - od chwili gdy się urodziłaś zawsze uważałem
cię za swoje dziecko, choć nim nie byłaś, bo twoja mama wybrała twego tatę, nie
mnie.
Będziesz  miała pieniądze na porządne  zagraniczne studia. Upoważnij swego męża
by mógł wziąć pieniądze z twego konta- myślę że na tyle mu ufasz.  Za kilka dni
dostaniesz przelew dolarowy na bank PKO S.A. i wezwą Cię byś sobie otworzyła
konto dolarowe. Będziesz dostawać dość regularnie nieduże sumy. A teraz  bądź tak miła i upoważnij Jacka do swego konta. Po trzech kwadransach opuścili bank.
No to teraz pójdziemy jeszcze na jakiś lunch, potem zabierzemy rzeczy z hotelu i
polecimy do Włoch.

                                                     c.d.n.