sobota, 30 stycznia 2021

NIgdy więcej - 4

Portret Wisi ogromnie spodobał się jego siostrze. Oczywiście na początek Mietek został skrytykowany, że znów się zadaje ze sporo młodszą kobietą, ale "tej to przynajmniej  dobrze z oczu patrzy" jak określiła jego starsza od  o trzy lata siostra.  Polubisz ją, przekonywał ją Mietek. A skąd ty ją znasz? Ze szpitala, leżała  ze mną na jednym oddziale, bo na kobiecej chirurgii już zabrakło wolnych pokoi i jeden pokój z naszego oddziału, zaraz przy wejściu,  zrobili dla niej i jeszcze jednej pacjentki. Potem doszła trzecia. No to się nie za długo znacie.A co to ma za znaczenie - niektórzy żyją ze sobą 20 lat a też za dużo o sobie wzajemnie nie wiedzą. No a jakie masz wobec tej panny plany?- indagowała siostra. Oczywiście matrymonialne, tylko się wpierw musi ta  panna rozwieść z mężem.

Rozumiem, wpiąłeś się w czyjeś małżeństwo. Ma dziecko? Nie, nie ma. Poza tym gdyby było jej w tym małżeństwie dobrze to bym raczej nie miał szans. Uważaj braciszku, żeby cię nie wyrolowała tak jak Baśka. Halinko, wpadniesz do mnie gdy ona będzie i zobaczysz sama. Zakochałem się w niej jeszcze w szpitalu. Zaraz pierwszego dnia gdy ją położyli na naszym oddziale. Poszliśmy z  Frankiem zobaczyć nowe pacjentki i z mety mnie urzekła. To ta, co miała tak bardzo ciężką  operację? - dopytywała się  Halina. Ciągle mi o niej w szpitalu mówiłeś. Tak, to ona. A ile jest od ciebie młodsza? Dwanaście. No to ma już 30, ale wygląda na tym portrecie na sporo młodszą. Ale nic dziwnego - nie ma dzieci, a raczej nigdy macierzyństwo nie ujmuje lat, tylko je dodaje. A może to raczej wy do nas przyjedziecie? Nie , wolałbym byś ty do nas przyjechała, bez dzieci i  męża. Dałem jej klucze od tego mieszkania, więc żebyś  się kiedyś nie zdziwiła gdy ja będę w delegacji a  ona tu będzie urzędować. Ona jest zupełnie inna niż była Baśka- po pierwsze to bardzo inteligentna i mądra dziewczyna, kulturalna, a przy tym bardzo szczera. Chwilami mnie zadziwia swą wiedzą i wachlarzem zainteresowań.

Zawsze się zastanawiałam co cię pociągnęło do Baśki, zapewne walory ukryte? Bo jej uroda to była głównie figura i dobry makijaż. Ona to chyba spala w tym makijażu. Czasami tak, poza tym świetnie się czuła w towarzystwie moich kolegów gdy z biura projektów przeszedłem do wykonawstwa. A właśnie - postanowiłem wrócić do projektowania. Wisia nie zniosłaby obok siebie moich kolegów budowlańców.  A co to za imię "Wisia"? - zdumiała się Halinka. Od Jadwisi, a Jadwisia to od Jadwigi. W pracy mówią na  nią albo Wiśka albo Jaga. A ty jak na nią mówisz? Wisia albo "cudna moja".

Podpasowała ci jednym słowem- stwierdziła Halina. O, tak pod każdym względem  - szczerze mówiąc takiej kobiety  jeszcze nie spotkałem i nie trzymałem w ramionach, a wstrzemięźliwy nie byłem. Dla niej zrobię wszystko o co mnie tylko poprosi, tyle tylko, że ona o nic jakoś nie prosi.  Ale zrobiłem dla niej kącik- gdy rozmawialiśmy w szpitalu powiedziała, że gdy ma coś do przemyślenia to idzie na poszukiwanie  huśtawek dla  większych dzieci, bo jej się  najlepiej myśli gdy się huśta lub buja na fotelu. Chodź, zobacz - i zaprowadził siostrę  do najmniejszego pokoju. A ona gra w szachy? Nie wiem, ale szachownica to taki symbol, bo szachy są grą dla wielce myślących ludzi. No to jeszcze musisz dodać jakąś małą podusię pod głowę i lampę stojącą  koło fotela, żeby można czytać. Widziałam ostatnio ładne na Chmielnej, z taką przegródką na prasę. Widziała ten pokoik? Tak, pokazałem. Była autentycznie wzruszona, aż kilka  łez poleciało. Miałem co scałowywać. I zdumiona, że pamiętałem co mówiła gdy rozmawialiśmy w szpitalu. A ja pamiętam każde jej słowo, każdy uśmiech, każdy gest. Ależ cię wzięło! Zupełnie  cię braciszku nie poznaję. O Baśce to słyszałam od ciebie, że fajna z niej dupina, że ci jej kumple zazdroszczą. A tą to ty naprawdę kochasz. Oby ci się udało tym razem. Tak, kocham i to bardzo. I żadnym kumplom  jej nie pokażę. Zresztą gdy wracam do projektowania to koniec z kumplami.

We wtorek Wisia tak jak to miała w planie była rano służbowo w Urzędzie  Patentowym,   załatwiła wszystkie sprawy w 2 godziny i pojechała  do mieszkania Mietka, który już się zamartwiał, że jej jeszcze nie ma. Czemu do mnie nie zatelefonowałaś stamtąd, przecież bym po ciebie przyjechał a tak tłukłaś się komunikacją. Miły mój, jechałam pospiesznym, więc  nie było to  dużo wolniej niż gdybyśmy jechali samochodem. 

Zrobimy kawę?- chyba zmienia się pogoda, to raz, a dwa, to jestem niewyspana bo sobie z mężem podyskutowaliśmy do późnej nocy. Trochę się wszystko pokręciło i powiedziałam mu  w końcu, że chcę się z nim rozejść, bo nie mam zamiaru ciągle chodzić niedopieszczona i nie widzę powodu by przed  nim wciąż udawać, że mi z tym dobrze. I że to wszystko doprowadziło  do tego że choć go pod wieloma względami nadal cenię to uczucie poszło się paść na zieloną trawkę. I że dość długo dojrzewałam do tej decyzji, ale teraz dojrzałam, a gdy owoc dojrzeje to spada.

Wszystko się pokręciło dlatego, bo on mi wczoraj powiedział, że wyjeżdża na sześć miesięcy na staż do Anglii i jeśli by mu tam dobrze wszystko poszło to tam zostanie, bo tak się umawiał z tymi ludźmi, tzn. z jednym z dyrektorów. No to się pytam a jak w takim  razie z dyplomem, na to mi on mówi, że  to nie ma znaczenia i tak będzie musiał ten dyplom nostryfikować a właściwie to zrobić tam ostatni rok studiów. I jeśli zostanie to oczywiście mnie ściągnie, najdalej po roku. No i wtedy mu powiedziałam, o tym, że chcę i dlaczego chcę rozwodu.On mi tłumaczył, że seks to tylko uzupełnienie związku, a ja mu tłumaczyłam, że ciągłe pobudzenie i nie zaspokojenie kobiety źle się odbija na jej zdrowiu i fizycznym i psychicznym. I powiedziałam, żebyśmy się rozeszli jeszcze przed jego wyjazdem.A wyjazd byłby w październiku. Na to mi powiedział, że jeśli się rozejdziemy to mu może paszportu nie dadzą. Ale on ma paszport służbowy, jeszcze ważny na 5 lat, więc to tylko kwestia wzięcia go ze składnicy a nie wyrobienia nowego. Przypomniałam mu o tym. Bo gdy jemu wyrabiali paszport to akurat  w MSW pracowała moja przyjaciółka i urobiła szefa by mu dali paszport na 10 lat. Wiesz, w tym kraju wszystko można załatwić po znajomości. Poza tym jego rodzony brat pracuje w tym resorcie, co prawda tylko jako kierowca.  Ale  jak to spokojnie przemyślałam (zasnęłam dopiero około 3 rano) to doszłam do wniosku, że muszę się teraz-zaraz rozejść, nim wyjedzie, bo potem to szukaj wiatru w polu - wiem jak to ciężko się rozejść na odległość i jakie to za sobą koszty pociąga.    

A dziś rano mu powiedziałam, że się wyprowadzę w niedzielę, że w  sądzie mogę wziąć winę na siebie, a kwestia alimentów u nas nie wystąpi, bo dzieci nie ma.  Po prostu wrócę do rodziców. Żeby było śmieszniej to według  dokumentów  ja nadal mieszkam u rodziców, bo nie mamy  przecież jeszcze wspólnego mieszkania, a u jego rodziców się  nie meldowałam. No ale jak się fizycznie wyprowadzę to teściowa i teść będą w sądzie mogli świadczyć, że się od niego wyprowadziłam. 

Mietek słuchał pilnie, trochę  coś notował, potem powiedział - no to ja zaraz dzwonię do mojego adwokata. Wytrzymasz jeszcze trochę? No jasne, po to się kawy opiłam, żeby nie zasnąć teraz-zaraz.  

W kwadrans później Mietek powiedział Wisi, że są umówieni do adwokata na wizytę o godzinie 16,30, więc może będzie dobrze jeśli Wisia  trochę pośpi. A utulisz mnie- spytała cichutko. Utulę i wycałuję tak jak jeszcze nigdy nikogo nie całowałem. I słowa dotrzymał.Wisia rzeczywiście była potwornie zmęczona. Spała przytulona do Mietka a ten czuł się jak strażnik królewskiego skarbca. Leżał i planował swe przyszłe życie z Wisią. Cieszył się, że sprawa  nabrała rozpędu. Był niemal pewien, że w samym końcu września Wisia dostanie  rozwód. Mieszkać będą oczywiście tutaj, na ich dwoje to mieszkanie jest w sam raz.  Może kiedyś zamieszkają gdzie indziej. Miasto się rozrastało, powstawały nowe dzielnice, powstawały osiedla małych  domów.

Przez moment zastanowił się nad kwestią posiadania dzieci - osobiście nie czuł potrzeby posiadania potomstwa. Na swych małych siostrzeńców patrzył z niesmakiem. Nie rozczulało go  ich seplenienie, denerwowały ich krzyki i bieganie  po domu. Myśląc trzeźwo, to gdyby teraz, w niedługim czasie przyszło na świat dziecko to nie byłby chyba szczęśliwy. Ale jeśli Wisi się zamarzy dziecko to co wtedy?- ale z rozmów z nią odniósł wrażenie, że nie tęskni za dzieckiem. Z drugiej strony może nie byłoby  źle gdyby urodziła, podobno to kobietom "dobrze robi", tylko ciekawe ile w tym prawdy. Postanowił, że decyzję w tej sprawie pozostawi całkowicie Wisi. Bo  zawsze to kobieta ma więcej obowiązków. Jakoś nie mógł sobie wyobrazić Wisi z ciążowym brzuchem. Nim by się dziecko usamodzielniło byłby na  emeryturze. Przypomniał sobie jedną z ich rozmów w szpitalu - powiedziała wtedy że rozmnażanie się  nie leży w kręgu jej zainteresowań. Spojrzał na zegarek i stwierdził, że ją obudzi, bo powinna jednak zjeść coś nim wyjdą do adwokata.

Zjedli razem obiad, pyszne pierogi z mięsem, podrzucone Mietkowi przez siostrę, wypili kawę i pojechali do adwokata. 

Adwokat wysłuchał tego co mu Wisia powiedziała, westchnął i zaczął tłumaczyć - teoretycznie sprawa  nie byłaby skomplikowana, ale tylko wtedy gdy oboje małżonkowie zgłoszą trwały rozkład pożycia małżeńskiego w zakresie życia intymnego i emocjonalnego oraz gospodarczego. Kiedyś taki okres rozpadu musiał trwać aż 5 lat, czasy się zmieniły, wystarczy kilka miesięcy. Czyli musi pani to uzgodnić  z mężem, żebyście to samo mówili. Tu jest co prawda i ta sprawa, że on wyjeżdża za  granicę i można uznać, że będzie to dłuższy czas bo będzie tam długo, a pani nie chce do tej Anglii wyjechać . Jeśli pani mężowi  bardzo zależy na tym wyjeździe to na pewno się zgodzi. Czy mogłaby pani przyjechać do mnie z mężem w piątek o godz. 18,00? Gdyby coś stanęło na przeszkodzie to mój ulubiony klient mnie o tym zawiadomi- dobrze  panie Mietku?- zwrócił się do Mietka. Mietek oczywiście  przytaknął i sięgnął po portfel, ale adwokat go powstrzymał - uregulujemy wszystko po załatwieniu sprawy.

Gdy wyszli od adwokata Wisia zaczęła się  śmiać- przecież to jest czysty idiotyzm - jeśli dwoje dorosłych ludzi, bezdzietnych nie chce być razem  to co ma do tego sąd? Nie chcę przecież od  niego żadnych świadczeń finansowych, ja chcę tylko rozwodu i to wszystko. Wiesz Mieciu, będę podła i go zaszantażuję, że jeśli nie złoży przed sądem oświadczenia o chęci rozwodu ze mną to mu wstrzymam lub mocno opóźnię wyjazd a on nie wie, że już nie mam chodów w paszportówce. Oczywiście nie zacznę od  szantażu, zacznę od prośby. Może i wystarczy, skoro się w niedzielę spakuję i wywiozę rzeczy do rodziców.

Wisiuniu nie do rodziców a do mnie, u mnie będziesz mieszkać. Jak się już spakujesz to po mnie zatelefonujesz i przyjadę. Dużo masz tego? Nie, bo sezonowo rzeczy przenosiłam z jednego domu do drugiego i na szczęście nie mam dupereli z gospodarstwa domowego, bo mieszkaliśmy u jego rodziców.  Odwieź mnie teraz do  do domu, tym razem możesz podjechać pod  sam dom. Muszę popracować nad nim. 

Będę pakowała rzeczy i jednocześnie z nim rozmawiała. Przyjedź po mnie o 21,30.To czego nie spakuję dziś  zabiorę w sobotę albo w niedzielę. Mietek przyjrzał się uważnie Wisi - wyglądała na bardzo zmęczoną, była bardzo  blada i skupiona. A może będzie lepiej gdy dziś tylko porozmawiasz, a jutro sobota, krótszy dzień pracy i jutro się spakujesz? Albo dziś w ogóle nie rozmawiaj, weź tylko to co ci potrzebne na jutro , ja tu na ciebie poczekam i pojedziemy do mnie- proponował Mietek. Ale Wisia tylko potrząsnęła przecząco głową - dam radę, najwyżej pójdę jutro w pracy do naszego lekarza i wezmę kilka dni zwolnienia. On wie, że po tym co przeszłam mogę mieć jeszcze bardzo złe dni. Co prawda tylko wariat  chodzi do lekarza po zwolnienie w sobotę, bo niedziela wtedy wlicza się do zwolnienia. Więc po prostu przyjedź po mnie dziś o 21,30. Będę się pakowała i rozmawiała. Wbrew pozorom kobiety są silne, bo muszą być silne. Jeśli nie będzie miejsca pod domem, ale powinno być, to po prostu ty bądź pod klatką, będę miała 2 walizki.

Rozmowa z mężem przebiegła nadzwyczaj spokojnie. Wisia  spakowała się rzeczywiście w 2 walizki. Kilka razy mąż zapytał się, czy ona jest pewna swej decyzji, na co otrzymał odpowiedź twierdzącą. Przy pakowaniu drugiej walizki Wisia zaczęła z nim rozmawiać o rozwodzie, powiedziała o tym wszystkim co jej powiedział adwokat i o tym, że już jest wyznaczony termin ich wizyty u niego, na najbliższy piątek. Przypomniała mu również, że on naprawdę ma jeszcze ważny paszport, to raz, a dwa, że  dzieci nie mają, trzy- że ona wszak o żadne alimenty nie będzie występować, więc nawet gdyby nie miał paszportu to i tak dostałby go bez problemu. Po dłuższej chwili ciężkiego milczenia padło z usta męża Wisi stwierdzenie - nie wierzę, że będziesz mieszkać u rodziców. Wisia uśmiechnęła się -  masz rację, że nie wierzysz- nie będę u nich mieszkać. Będę mieszkać  u tego z kim cię zdradziłam bardzo niedawno, z kimś kto dba o mnie a nie tylko o siebie. Z kimś kto wsłuchuje się we mnie i nie uważa seksu za dodatek do związku, dla niego raczej związek jest dodatkiem do seksu. Wyjdziesz za niego? Tak, już mi się oświadczył. To ktoś z naszych znajomych? Nie, nikt ze wspólnych naszych znajomych - zapewniła go Wisia. Przyjedzie dziś tu po mnie o 21,30. Swoim rodzicom na razie nic nie mów, ja swoim też nic nie powiem. Poinformujemy ich dopiero wtedy, gdy  będziemy po rozwodzie. I zapisz sobie kiedy, o której i gdzie masz być u adwokata - i podyktowała mu dane z wizytówki. Kontakt  ze mną będziesz miał telefonując do mnie do pracy. A moją nieobecność teraz możesz wytłumaczyć moim wyjazdem albo w delegację albo wyjazdem do sanatorium - zresztą mam  skierowanie do sanatorium, tylko nie wiem czy  będzie mi się chciało jechać do sanatorium. 

Jaga, chciałbym go poznać. Nie wiem co prawda po co ci ta znajomość- odpowiedziała Wisia, ale wezmę to pod uwagę  i zapytam czy on się zgodzi. On po mnie za chwilę przyjedzie, więc go możesz zobaczyć z balkonu. Ale dziś was nie poznam. Świetnie, twoi siedzą przy telewizorze, to ja się gubię, na razie.

Wzięła walizki i cichutko przemknęła przez przedpokój. Koło bramy już czekał na nią Mietek. Idąc obok Mietka niosącego walizki spojrzała w górę - mąż stał na balkonie i palił papierosa. Jakie szczęście- pomyślała- że Mietek nie pali. Gdy Mietek otwierał jej drzwiczki samochodu powiedziała- on stoi na balkonie i chce cię poznać. Nie ma sprawy- stwierdził Mietek - ale niech nie liczy na przyjaźń.

                                                       c.d.n.




piątek, 29 stycznia 2021

Nigdy więcej - 2

Mietek wreszcie "urodził" wszystkie szwy, ostatni centymetr rany pooperacyjnej się zrósł, ale teraz wziął zaległy urlop - tylko po to by trzy razy w tygodniu spotkać się w przychodni z Wisią. 

Na którymś plenerowym spacerze  zapytał się Wisi jak jej się układa w małżeństwie. Wisia dłuższą chwilę milczała i powiedziała - muszę się nad tym zastanowić.  Nie kłócimy się,  mamy dla siebie mało czasu, mąż kończy studia i pracuje, mieszkamy u jego rodziców i to mnie wykańcza.Nie mam mu nic do zarzucenia, ale fajerwerków też nie ma. Nasze mieszkanie wciąż jeszcze tylko w planach spółdzielni, z tego co wiem to poślizg w budownictwie  mieszkaniowym to drobne trzy lata, czyli jak obliczyłam mamy szansę dostać mieszkanie za 6 lat. Może gdybyśmy się zdecydowali na spółdzielnię budującą  na prawym brzegu Wisły  pewnie byłby to krótszy termin. Ale oboje nie lubimy praskiej strony miasta. A czemu pytasz?

Bo zauważyłem,  a raczej zdałem sobie sprawę z tego, że coraz więcej o tobie myślę, a nawet oczekuję niecierpliwie naszych spotkań, chciałbym po prostu spędzać z tobą więcej czasu. Pójść z tobą do kina lub teatru i w ogóle zaistnieć w twoim życiu nie jako przyjaciel. I chciałbym, bo wciąż nie wiem, jaka byłabyś w moich ramionach  i co bym wtedy czuł. Wiem, jesteś ode mnie dużo, dużo młodsza, znam twój wiek, wszak czytałem na karcie pacjenta gdy przychodziłem do waszej sali.Wpadłaś mi w oko jeszcze nim cię pocięli. Musiałem zobaczyć kogo to położyli na męskim oddziale. "Kilderowi" też wpadłaś w oko, nie byłaś jego pacjentką a ciągle do was chodził i brał cię do zabiegowego. Brał do zabiegowego bo ściągał mi skrzepy, zapewniam cię, że nie było to ani miłe ani  bezbolesne - wyjaśniła mu ze śmiechem Wiśka. Przecież on był na stażu, robił to co mu kazali. No to ci jeszcze coś o nim powiem - wcisnął mi do ręki kartkę ze swoim numerem telefonu a ja ją dałam  mojej koleżance. Ale nie wiem czy do niego telefonowała czy nie. Czyżby twoje małżeństwo rozleciało się przez to, że jesteś zazdrośnikiem?  No jasne, jestem zazdrośnikiem, bo gdy wracam z delegacji,   a nigdy nie wiem ile dni w niej będę i w domu zastaję swoją żonę półnagą z nieznanym mi facetem to rzeczywiście jestem zazdrośnikiem. Po czwartym razie dałem za wygraną i złożyłem pozew rozwodowy. I , co ciekawe, za każdym razem był tu inny  facet. Wiśka zaczęła się śmiać - widzę dwa rozwiązania : jedno - była najzwyczajniej w świecie niedopieszczona i poszukiwała takiego co by ją naprawdę dopieścił, drugie - kobiety potrzebują by je podziwiać, prawić im komplementy, robić prezenty. No a jeśli cię często nie było to szukała tego u innych facetów. Mietka z lekka zatkało - przecież pytałem się za każdym razem czy było jej dobrze i  mówiła , że tak. Miśka popatrzyła na niego - czy wiesz, że tym pytaniem facet się dyskredytuje w oczach kobiety? Mężczyzna, w twoim wieku już powinien rozpoznawać  bez pytania czy kobieta szczytowała czy nie. I nie po tym, że piszczała czy krzyczała. Gdybyś jej poświęcał więcej uwagi w trakcie, dłużej zajmował się nią przed, wiedziałbyś jak reaguje i co czuje. Przyniosę ci odpowiednią lekturę, na naukę nigdy nie jest za późno. I zapewniam cię, to nie będzie kamasutra. A jeśli jesteś ciekaw co poczujesz gdy mnie obejmiesz to przecież możesz mnie objąć , a nawet pocałować i sprawdzisz  wtedy  co czujesz. Nie obrażę się, lubię cię. Dzięki tobie jakoś mi było w tym szpitalu raźniej. Zwłaszcza wtedy gdy nie  był odwiedzin w czasie epidemii.

Na następne spotkanie Wiśka rzeczywiście przyniosła Mietkowi obiecaną lekturę. Zajrzał, przerzucił kilka kartek i zapytał- a ty czytałaś?- tak czytałam, odpowiedziała. Ale mój mąż nie czytał, dla niego "te rzeczy" to tylko uzupełnienie związku a nie podstawa.  Zresztą on nie ma czasu na nic. Pracuje i studiuje. Zaczekam spokojnie aż skończy te studia i wtedy zastanowię się co dalej.

Wisiu, dziś o 14,00 przywiozą i  zainstalują mi kuchnię, jutro tę szafę, co ci pokazywałem rozrysowaną, więc pojutrze bardzo, bardzo chciałbym byśmy pojechali do mnie i byś zobaczyła czy to wszystko ma ręce i nogi. Chyba raczej drzwiczki i półki - dopowiedziała  Miśka. Ojej, jesteś do bólu konkretna, wiesz?  Wiem - skrzywiła się Wiśka - trzeźwię  siebie i ciebie, bo jeszcze trochę a  znajdziemy się na środku morza w składaku bez kapoków i wioseł. A wiesz- Mietek z uśmiechem spojrzał na Wisię - morze, kajak i ty w bikini - bardzo nęcąca perspektywa. Wiem jak wyglądasz w piżamie i w szlafroczku i nietrudno mi sobie ciebie wyobrazić w bikini.Wiem nawet jak wyglądasz zaraz po wywiezieniu  z sali operacyjnej bo czekałem kiedy cię wreszcie przywiozą z powrotem do pokoju.Tylko uważaj żebyś się nie rozczarował- roześmiała się  Wisia- bo ja w bikini i ja ubrana to dwie całkiem różne  kobiety.

Na następnym spotkaniu pojechali do mieszkania Mietka. Po drodze wstąpili po "coś do kawy" i kupili truskawki. Przed wejściem do mieszkania  Mietek uprzedził, że szafie w przedpokoju jeszcze  brakuje drzwi, bo jedna para drzwi ma mieć lustro, tylko na razie nie ma takiego długiego, dobrej jakości  lustra.

Kuchnia Wiśkę wręcz zachwyciła - wszystkie  szafki były w wykładzinie drewnopodobnej, dość jasnej. Wiśka  czym prędzej wyjęła z torebki tzw. "mlecznik", czyli pojemniczek  w kształcie krówki, służący na mleko lub śmietankę do kawy, co bardzo wzruszyło Mietka. Gdzie to zdobyłaś?- dopytywał się. Wczoraj kupiłam w sklepie na Senatorskiej, to krowa  z Bolesławca.  Miałam  na oku kubki,  ale nie wiem czy lubisz pić kawę ze szklanki czy kubka i stanęło na tym zabawnym mleczniku. Bardzo udany był kącik śniadaniowy  przy oknie , mogły przy stole siedzieć trzy osoby, stół miał  płaskie szuflady na sztućce.Blat był zmywalny. Postanowili od razu wypić kawę i wzmocnić się ptysiami. Co prawda widok z kuchennego okna nie porywał, był na bocznice jednego z dworców. Na jednej stał nawet jakiś zestaw wagonów. No ale przynajmniej ci nie postawią żadnego bloku przed nosem - pocieszała Mietka  Wiśka, to też się liczy. Poza tym linia jest zelektryfikowana więc kłęby dymu też tu nie grożą.

Potem była prezentacja łazienki, nieco przemeblowanej, bo Mietek chciał mieć normalną wannę a nie mini, więc umywalka była w nietypowym dla tych mieszkań miejscu. Druga malutka umywalka była w WC. Blok był niemal nowoczesny,  na poziomie  piwnicy była pralnia i suszarnia. Co prawda w kwestii prania i suszenia wyobraźnia  nieco zawodziła Wisię, bo to był naprawdę wielo - klatkowy blok, ale okazało się, że każda z klatek ma własny boks pralniczy. Mietek nie ukrywał, że on pranie to oddaje do pralni a do prania skarpetek czy też spodenek to mu pralnia nie jest potrzebna.

Potem była prezentacja szafy w sypialni.Ponieważ była to kopia szafy z francuskiej książki szafa zamiast półek miała wiele szuflad o różnej wysokości, a tym samym i pojemności.Koszule nie leżały złożone na półce, ale wisiały na wieszakach, były też specjalne wieszaki na spodnie. Zjadła mnie ta szafa - oświadczyła  Wiśka. Jest naprawdę świetna. A co jest za tą ścianką za wezgłowiem łóżka? Wieszaki na to co się wieczorem z siebie zdejmie. Tylko jeszcze tam półek brak, ale niedługo będą.

A teraz zobaczysz coś doskonale nie zrobionego. Muszę jeszcze pomyśleć nad dużym pokojem. Jedyne co tam jest to wersalka i trzy małe stoliki- jeden nieco większy chowa pod sobą dwa mniejsze. Jak się siedzi na  kanapie to jest to wygodniejsze niż tak ostatnio popularne stoliki-ławy. 

Na razie wszystko to co trzeba jeszcze pochować mam w tych wytwornych pudłach, tam jest masa książek. Pokażę ci teraz tę książkę, może mi coś podpowiesz?

W czasie oglądania zdjęć w książce siedzieli bliziutko i Mietek objął Wiśkę, która  książkę trzymała na swoich kolanach. Obejmująca ją ręka błądziła  delikatnie po jej plecach, karku, zapuszczała się we włosy, delikatnie dotykała  uszu.  Wiśka poddawała się tym delikatnym i niewinnym pieszczotom myśląc-  odrobił lekcję,  mogę mu wystawić piątkę, ciekawa jestem czy mnie pocałuje i czy mi się to będzie podobało. Ma fajny dotyk, taki delikatny. Oparła się na nim lekko, więc ręka nieco ciaśniej ją objęła, a potem powędrowała w okolice talii i delikatnie wsunęła się pod bluzkę gładząc delikatnie  jej talię. Potem pod bluzką zaczęła wędrować po  całych plecach. Fachowo sprawdziła ilość haftek w biustonoszu, ale na tym rozpoznanie tej części garderoby zakończyła. Potem powędrowała nieco w dół i usiłowała dostać się pod pasek spódniczki, a że nie było to łatwe powędrowała na tył paska, odnalazła zapięcie spódniczki i delikatnie je rozpięła odsuwając nieco  suwak w dół. Teraz przesunęła się w bok pieszcząc krągłość biodra , a usta zaczęły muskać policzek Wisi, wędrując uparcie w stronę jej ust. Druga ręka Mietka zdjęła z kolan Wisi książkę i odłożyła na stolik odsuwając go jednocześnie na większą odległość od kanapy, potem delikatnie ujęła podbródek Wisi kierując jej twarz w stronę Mietka tak, by mógł ją delikatnie całować wpierw w górną wargę, potem w dolną i w końcu poznać smak jej ust. To był bardzo długi i gorący pocałunek. Gdy oderwał się od jej ust wyszeptał - ugotowałaś  mnie czarodziejko. Ty mnie też, widocznie jesteśmy parą  kucharzy powiedziała Wisia. Mietek zerwał się i wyszedł z pokoju, wpierw do sypialni, potem do łazienki. W dwie minuty potem do łazienki weszła Wiśka, mówiąc, że w tej dużej wannie mogą razem brać prysznic. Mietek pomógł jej wejść do wanny i stali razem, przytuleni czując jak znów wzbiera w obojgu pożądanie. I co teraz będzie- zapytał Mietek - petting szepnęła Wisia. Wiesz przecież, że ten  rodzaj ćwiczeń jeszcze nie jest dla ciebie wskazany. I pierwsza wyszła z wanny. Wytrzyj mi plecy, nie lubię gdy mi woda ścieka po plecach, resztę wytrę sama. Mietek założył szlafrok kąpielowy i też wyszedł z wanny. A skąd ty wiesz, że mi  jeszcze nie wolno? Bo nikt mi nic takiego nie mówił przy wypisie. Bo tu w ogóle mało mówili, ale ja na szczęście mam super lekarza. Powiedział mi wszystko  co mogę a czego nie mogę po tej operacji a ja się ze zwykłej ciekawości zapytałam o to twoje rodzenie szwów i  dowiedziałam się, że nie wolno ci będzie  przez najbliższe pół roku  nosić więcej niż 5 kg i ta gimnastyka też nie wchodzi w grę. Ale przecież można się i inaczej pobawić. Nie wiem tylko, czy doczytałeś już do tych stron. A bawisz się tak ze swoim mężem? Nie, to tradycjonalista no i cierpi na brak czasu.

                                                             c.d.n.








czwartek, 28 stycznia 2021

Nigdy więcej!

Po długim, bo aż pięciotygodniowym pobycie w szpitalu Mietek wreszcie wrócił do domu.

Z wielkim trudem wdrapał się na swoje trzecie piętro- niestety ktoś kiedyś uznał, że windy mogą być dopiero w budynkach pięciopiętrowych. Pokonanie tych trzech pięter zabrało mu sporo czasu i sił. Miał tylko cichą nadzieję, że jednak mocno go pozszywano w szpitalu i rana pooperacyjna mu się  nie rozleci. Miał nadzieję, że jego siostra zrobiła mu jakieś zakupy i przynajmniej dziś nie będzie musiał wędrować do sklepu. Ostatnio niezbyt mu się wszystko układało - do szpitala trafił nagle, pogotowie zabrało go prosto z placu budowy. Dobrze, że zdążył zejść z komina, który właśnie odbierał. Już gdy schodził czuł się źle, na samym dole osunął się na ziemię i stracił  całkiem przytomność.

Gdy się ocknął było już po operacji i lekarz nawymyślał mu od debili, że "to trzeba proszę pana nie mieć rozumu, żeby z taką zaawansowaną przepukliną wchodzić na fabryczny komin. Cud, że pan to przeżył, narobiliśmy się przez pana jak jasna cholera. Ma pan czterdzieści dwa lata a rozum jak pięciolatek". Mietek nawet nie bardzo wiedział o co chodzi, bo dopiero co go wybudzono z narkozy, ale grzecznie przeprosił doktora i zaraz z powrotem zasnął. 

W dwa dni potem już inny lekarz, mniej nerwowy powiedział mu spokojnie, że bardzo niedobrze, że tak długo zwlekał z pójściem do szpitala i że bardzo się napracowali by mu wszystkie wnętrzności poukładać z powrotem w jamie brzusznej. Były to czasy, gdy pacjenci dwa tygodnie leżeli po operacji przepukliny plackiem, no a on leżał aż ponad trzy tygodnie. W tym czasie odwiedzała go siostra a raz przyszła jego świeżo z nim rozwiedziona żona, by mu powiedzieć, że ona nie ma czasu czekać na jego  powrót do domu, więc zabierze swoje rzeczy z mieszkania pod jego nieobecność a klucz od tegoż mieszkania odda jego siostrze. I faktycznie, któregoś dnia podczas odwiedzin siostra powiedziała, że ma klucz od jego mieszkania, bo szanowna  Basia zabrała już swoje rzeczy. 

Mietek przekręcił klucz w zamku, pchnął drzwi i znieruchomiał - w miejscu gdzie jeszcze cztery tygodnie wcześniej była w przedpokoju szafa ubraniowa, stały dwa duże kartonowe pudla a w nich wrzucona byle jak zawartość szafy, która zniknęła. W pierwszej chwili pomyślał: "cholera, było włamanie" ale w kilka sekund później dotarło do niego, że żadnego włamania nie było, bo przecież  normalnie przed minutą otworzył drzwi swoim kluczem.

Rozejrzał się po po przedpokoju - zniknął również wieszak ubraniowy z szafką na buty, z krytymi półkami i lustrem. Zdjął płaszcz, wszedł do kuchni i rzucił ku ścianom wielce nieparlamentarną wiązankę. Na stole stało to wszystko, co miało swe miejsce w kuchennym kredensie. Kredens wyparował. Z sypialni zniknęła jedna szafa, tapczan oraz dywan. W dużym pokoju stał stół, który mu się od  dnia zakupu nie podobał i jedno krzesło oraz wersalka. Radio i telewizor stały smętnie na podłodze ponieważ zniknął stolik , na którym  przedtem miały swe miejsce , zniknęła  też szafka z płytami, adapter  i magnetofon.

Na stole leżała kartka z nabazgranym na niej tekstem: podzieliłam  nasz majątek, uważam, że nie masz krzywdy, masz mieszkanie i samochód. Z łazienki wyparowało lustro i jedna szafka łazienkowa, ta co wisiała niżej.

Gdy tak stał i rozglądał się po dużym pokoju zachrobotał klucz w drzwiach  - to przyszła siostra z zakupami. Ją też z lekka zatkało, gdy zobaczyła to co Mietek już od kilkunastu minut oglądał. Zaniosła zakupy do kuchni, wyjęła z siatki garnek z gotowym obiadem i powiedziała- no to nieźle cię ta twoja ukochana żonka urządziła.

A mówiłam, jak komu mądremu, źle jej z oczu patrzy, szło  jej tylko o meldunek  warszawski. Co za szczęście, żeś jej dzieciaka nie zmajstrował. Jak wydobrzejesz to się na nowo obkupisz. Wymelduj ją  z tego mieszkania jak najprędzej i zmień zamki w drzwiach, a najlepiej w ogóle zmień drzwi na  porządne, bo te kopniakiem można bez problemu otworzyć.  

Już ją wymeldowałem, zaraz po rozwodzie - uspokoił siostrę Mietek. Dobrze, że mieszkanie  wykluczyłem ze wspólnoty majątkowej. A mam w piwnicy jeszcze jeden zamek, to go jeszcze dziś założę. Drzwi planowałem zmienić, bo te to przecież  rama drewniana obita sklejką. A zmienię je jak już do końca wydobrzeję.

No pewnie, że dobrze, przynajmniej raz się posłuchałeś kogoś mądrzejszego, samochód ocalał pewnie tylko dlatego, że stał akurat u nas. Całe szczęście, że mama tego nie widzi, padłaby na serce z wrażenia. A chciała przyjechać ze mną. Odgrzać ci obiad? Nie, dziękuję, ze szpitala wypuszczają dopiero po obiedzie, będę miał na jutro a może nawet i na pojutrze. Ale wiesz, jedna rzecz w tym wszystkim mnie  cieszy - zniknęły z łazienki te tuziny słoiczków, pudełeczek , gąbek, szmatek, buteleczek z lakierami. Trochę mi szkoda lustra, bo było bardzo dobre jakościowo, ale  nie problem, kupię drugie. I chyba do przedpokoju zamówię szafę na całą tą ścianę, a wieszak na ubrania będzie  na ścianie wejściowej. I pozbędę się tego wielkiego stołu. Podjadę do Wyszkowa, tam robią meble na zamówienie. Kolega da mi namiary. Facet mu zrobił super meble do kuchni.Wszystko pomierzę, rozrysuję dokładnie i niech pomału robią. Nie spieszy mi się. Kupiłem, nim zachorowałem, fajną książkę o meblowaniu, tłumaczenie  z francuskiego. Spokojnie ją sobie poczytam i umebluję mieszkanie wg tych projektów.  

Tylko się nie zakochaj w międzyczasie w jakiejś kolejnej  babce. Sfotografuj to wszystko co tu zastałeś i powieś sobie nad biurkiem, żeby ci przypominało, że nie wszystko złoto co się świeci. Co z tego, że Baśka ładna była, skoro już jesteście po rozwodzie. No i może poszukaj bardziej do ciebie pasującą wiekiem a nie 15 lat młodszą. Bo wiesz, teraz to jeszcze masz wigor, ale z tym to bywa różnie i co potem ? następny rozwód? Mietek spojrzał się na siostrę - po prostu już się następny raz  nie będę żenił. Raz wystarczy- już mam dosyć wrażeń.

Mietek, mama powiedziała, że teraz po szpitalu dopóki do siebie całkiem nie  dojdziesz to powinieneś pomieszkać u niej. O nie! -zaprotestował Mietek - mama zaraz by mnie utuczyła, poza tym ja mam stąd znacznie bliżej do szpitala, a mam jeszcze przychodzić na opatrunki, bo "rodzę szwy"- i co drugi dzień mi grzebią w tej ranie pooperacyjnej wyciągając kawałki nici. Miłe to nie jest bo niestety boli. Mam nietolerancję tego tworzywa, którym  jestem zszyty. Natomiast przydałby mi się samochód pod  domem. 

To jakieś pokręcone- stwierdziła Halina- przecież się może wdać zakażenie. Mietek wzruszył ramionami- nie znam się na tym. Ale marzy mi się kąpiel a nie mogę się wykąpać, tylko mam się myć  wilgotną myjką.

Przez kilka tygodni Mietek "rodził szwy" i siedział w domu na zwolnieniu lekarskim.

Wymienił w tym czasie drzwi wejściowe do mieszkania, przeczytał książkę o meblowaniu ergonomicznym,  zrobił plan mieszkania, wszystko zwymiarował,  rozrysował w skali, zaprojektował super szafę do sypialni, przejechał się do Wyszkowa do stolarza, który wykonywał meble kuchenne , zostawił mu  szczegółowe wymiary swojej kuchni i wybrał jeden z zestawów produkowanych przez tego  stolarza. Udało mu się namówić go również na wykonanie szafy do sypialni. 

Gdy był któregoś dnia na kolejnej zmianie opatrunku spotkał poznaną w szpitalu Wisię, czyli Jadwigę. Siedzieli razem przy jednym stoliku na szpitalnej "stołówce", bowiem o ile śniadania i kolacje były przynoszone do pokoi to obiady były podawane we wspólnej salce i każdy, kto tylko czuł się po operacji na tyle dobrze, by się wywlec "na stołówkę" wolał jeść tam niż w łóżku. Wisia była duuużo od niego młodsza, była mężatką i bardzo mu się podobała i przez 3 tygodnie jej pobytu w szpitalu mieli wiele wspólnych tematów do rozmów. Teraz się okazało, że Wisia   codziennie musi bywać w przychodni przyszpitalnej na rehabilitacji, więc w dni, w które Mietek  też bywał w tejże przychodni spotykali się, Mietek czekał aż  Wisia zakończy swoje  zabiegi i odwoził ją do jej domu, do dość odległej od szpitala dzielnicy. Czasem po drodze wstępowali do kawiarni by dokończyć rozpoczęty w samochodzie temat. 

Oczywiście Mietek opowiedział Wisi jak go urządziła żona z okazji rozwodu i teraz to nawet się cieszy, że ona wyprowadziła te meble, bo dzięki temu on teraz  urządza sobie  mieszkanie po swojemu. Trochę to wszystko trwa, bo socjalizm w  kraju coraz bardziej rozkwita i wiele zakupów  trzeba załatwiać "spod lady" lub po znajomości, ale jeszcze to jakoś  nowe meblowanie mu idzie. 

Wisia po swojej  operacji była aż trzy miesiące na zwolnieniu lekarskim i przez cały ten czas spotykali się w przychodni a Mietek odwoził ją do domu. Pewnego  majowego dnia zaproponował by pojechali trochę w plener, bo pogoda  piękna. Gdy już odbili w bok od głównej  drogi Mietek  zaproponował Wisi, by ona usiadła za kierownicą i spróbowała choć kawałek sama poprowadzić. Oczywiście wpierw powiedział co w jakiej kolejności ma robić, Wisia z duszą na ramieniu usiadła za kierownicą i....udało się. Trochę się  z niej śmiał, bo Wisia z wrażenia i zapewne nadmiaru koncentracji miała szeroko rozdziawioną buzię i wystawiony język. Pokonała w ten sposób aż trzy kilometry, a Mietek stwierdził- będzie z ciebie  dziewczyno dobry kierowca, tylko schowaj  ten język bo jeszcze go sobie przytniesz. Powinnaś pójść na kurs i zrobić prawo jazdy.

                                                         c.d.n.



środa, 27 stycznia 2021

Nigdy więcej - 3

Skończyło się zwolnienie lekarskie Wiśki, skończyło się jeżdżenie na rehabilitację, Mietkowi skończył się zaległy urlop i teoretycznie powinny się były skończyć ich spotkania. Pewnego już letniego dnia, w pracy, odebrała telefon od....Mietka. Była tym faktem niepomiernie zdziwiona, bo nie przypominała sobie by mu kiedykolwiek podała  swój numer do pracy lub do domu. Raz,  jeszcze gdy byli oboje w szpitalu powiedziała mu gdzie  pracuje, ale nie podawała numeru telefonu. Mietek prosił by się mogli spotkać, najlepiej w ciągu najbliższych dwóch dni, bo potem jedzie na odbiór obiektu poza Warszawę, co mu zajmie ze 3 dni. Miała  mieszane uczucia. Z jednej strony coś jeszcze czuła do własnego męża, z drugiej czuła, że za długo w tym związku nie wytrzyma. Mąż już kończył pisanie  swej  pracy dyplomowej, za kilka miesięcy będzie obrona pracy i wtedy ona  z nim porozmawia i może to coś zmieni w ich związku. Nie  będzie mu teraz  zawracać głowy tym, że ich życie intymne praktycznie nie istnieje, a właściwie istnieje, ale tylko w wersji dla niego, bo ona ma zero satysfakcji. Umówiła się z Mietkiem na następny dzień po pracy, by po nią przyjechał. Miała co prawda tego dnia aerobik, ale  jeśli się z Mietkiem  zagada to najwyżej zawali jedne zajęcia. Przezornie była umówiona na sąsiedniej ulicy. Mietek już czekał, w przeciwieństwie do jej męża był uosobieniem punktualności. Nie widzieli się prawie miesiąc. Wyglądał świetnie, był opalony, miał jakoś inaczej przycięte włosy i gdy Wisię pocałował w ramach powitania poczuła na  plecach miły dreszczyk, taki sam jak kilka tygodni wcześniej. Zapytał się czy ma jakieś upatrzone miejsce, w które chce by pojechali, choć wg niego najlepiej byłoby gdyby pojechali na kawę do niego do domu. Zgodziła się, że tak będzie  zapewne  najlepiej, bo przynajmniej nie spotka nikogo znajomego, a w tych kawiarniach, w których jest dobra  kawa zawsze się można natknąć na kogoś znajomego.

Już z przedpokoju widziała, że duży pokój bardzo się zmienił. Ale wpierw w kuchni Mietek zrobił kawę dopytawszy się  na początek czy nie jest przypadkiem głodna. Ale od powrotu ze zwolnienia Wiśka  jadała obiady w pracy, bo jej zupełnie nie odpowiadała  kuchnia teściowej.  Gdy pili niespiesznie kawę Mietek wyciągnął z kieszeni etui i podał je Wisi - to jest komplet kluczy dla ciebie - możesz tu przyjść o każdej porze dnia i nocy. Niezależnie od tego czy jestem w Warszawie czy w delegacji.

Poza tym podjąłem dwie decyzje - zmieniam pracę by się nie szwendać po różnych budowach, wracam do projektowania. A druga dotyczy ciebie i mnie - zaczekam na ciebie cierpliwie aż będziesz mogła odejść od męża stosunkowo mało go krzywdząc, czyli jak  dostanie ten swój dyplom. A gdy tylko się pobierzemy natychmiast złożę wniosek do spółdzielni by Cię wpisać  na członka spółdzielni. I chodź, mam dla ciebie dwie niespodzianki - wpierw zobacz duży pokój. Objął Wiśkę, pomógł jej wstać  zupełnie jakby była staruszką i poprowadził do dużego pokoju. Nie było tu już dużego okrągłego stołu, w jednej części pokoju stał nieduży prostokątny stół i cztery krzesła, druga część była wypoczynkowa, stała tu nowa sofa, przy niej te same co poprzednio stoliki i niska ale długa komoda z telewizorem  i radiem, reszta sprzętu była  schowana w szafce, stały tu też  dwa wygodne fotele, tworzące komplet z sofą, podłogę zaścielał dywan, dłuższą ścianę pokoju pokrywały regały z książkami, na ścianie przy której stał stół i krzesła wisiały 3 obrazy, w tym...portret Wisi, dzieło Mietka.  Wiśka zaniemówiła- przyglądała się chwilę i powiedziała - byłam wtedy strasznie rozczochrana, ale ty przecież nie robiłeś wtedy zdjęć. Nie,  nie robiłem, ale taką cię  wciąż mam w swej pamięci i taką namalowałem. Tylko nie byłem pewny, czy to był ten kolor żółci twojej bluzki. I miałam takie nieco nieprzytomne spojrzenie? Tak, właśnie takie, ale tylko ty i ja wiemy dlaczego. I będę się starał by zawsze było takie, a może jeszcze bardziej nieprzytomne. Miły, to bardzo intymny portret, wiesz? Wiem, ale tylko ty i ja wiemy co wtedy było. Ciesz się, że nie namalowałem obrazu "Moja naga", na wzór obrazu  Goya "Maja naga", ale wtedy sam byłem mało przytomny.  Dlaczego mi nie powiedziałeś o tym, że lubisz malować? Bo rzadko maluję, miewam napady, a portret to namalowałem po raz pierwszy. Widać tęsknota różnie działa na ludzi.

Chodź, jeszcze coś ci muszę pokazać - mówiłaś kiedyś, jeszcze w szpitalu, że lubisz fotele na biegunach. Nadal je lubisz?  Tak, fotele na biegunach i huśtawki, dobrze mi się wtedy myśli. Zadziwiasz mnie, że jeszcze pamiętasz  co mówiłam w szpitalu. Mietek wziął ją za rękę i pociągnął w stronę sypialni. W sypialni właściwie nic się nie zmieniło, ale weszli za ściankę przy wezgłowiu łóżka i stamtąd weszli do bardzo małego pokoju - stało tu niewielkie biurko, ściany pokrywały regały a w jednym kącie stał mały zabawny stolik z namalowaną szachownicą i zgrabny niewielki fotel na biegunach wykonany z wikliny i nakryty miękkim puszystym  kocem. Będziesz tu mogła dumać nad losami świata, a ja czasem pracować. Wisia niemal zawisła na szyi Mietka- nie umiem ci nawet powiedzieć co czuję, bo mnie wprost zatyka. Żadne słowa  tego właściwie  nie oddadzą. I ostatnia niespodzianka - ciągnął dalej Mietek- byłem na badaniach i zdaniem chirurga już mogę uprawiać pewne specyficzne  ćwiczenia, wszystko się świetnie wygoiło i trzyma. Wymiętosił mnie tak, jakby chciał ze mnie wydusić obiad który jadłem tydzień temu. Ale nie będę cię jeszcze mógł nosić na rękach choć limit wzrósł do 15 kg.

Wisiu, a jest jakiś cień szansy na wspólne spędzenie któregoś dnia? W tym tygodniu to raczej nie, ale myślę, że we wtorek mogłabym się urwać, bo muszę wpaść do Urzędu Patentowego, co zajmie mi z godzinę lub  półtorej a potem już nie wrócę do biura. A że to dzień, w którym mam aerobik, to do wieczora niemal mogę być z Tobą. A to cudownie, bo ja w delegację pojadę dopiero w środę.

To może byśmy, moja cudna, mogli się dziś choć troszkę poprzytulać?  I znowu będę miała nieprzytomny wyraz twarzy -zaśmiała się Wiśka. Mam taką nadzieję- wyglądasz wtedy tak pięknie! 

Leżała nieco zmęczona, ale w pełni zaspokojona w ramionach Mietka, a  tłum myśli przelatywał jej  przez głowę. Z jednej strony była nieszczęśliwa z powodu tego, że jednak zdradziła męża, z drugiej szczęśliwa, spełniona. Mietek  odgadywał jej uczucia bezbłędnie i tuląc ją do siebie powiedział - gdy tylko obroni  pracę od razu stamtąd odejdziesz, wiem, że ci teraz  ciężko, ale myślę, że lepiej by on te studia skończył spokojnie. Wiedziałaś przed ślubem czego możesz oczekiwać?  Co do spraw życiowych to tak, to bardzo porządny uczciwy facet, ale nie podejrzewałam, że sprawy  seksu to tak mało znaczą w jego życiu. Początkowo myślałam, że to dlatego bo przemęczony, ale na urlopie wcale nie  było lepiej . A chyba najsmutniejsza w tym wszystkim była niechęć do zgłębienia tej tematyki, do poznania fizjologii i to zdziwienie, że jemu dobrze  bo ulżyło a mnie nie. Poleciałam nawet do swojego ginekologa, bo myślałam, że to ze mną coś  jest nie w porządku, a facet jest też niezły w seksuologii, pobadał mnie  i stwierdził, że ze mną to jest wszystko  jak należy, tylko "mężuś" słabiutki w tym temacie i dał mi te broszurki, w gabinecie obejrzałam kilka filmów instruktażowych, a mój mąż nawet przeczytać tego nie chciał i do faceta na rozmowę też nie chciał przyjść.  A przecież go nie  zwiążę i nie przyniosę na plecach do seksuologa.

Nie zamartwiaj się Wisiu, jeszcze trochę a wszystko się poukłada. Myślałem dużo o  nas. Jestem od ciebie dwanaście lat starszy. I obiecywałem sobie, że już nigdy więcej  się nie ożenię, że będę miał tylko przelotne romanse, żadnego zakładania rodziny  a zwłaszcza z dużo młodszą kobietą. I jak widzisz, niewiele z tego wyszło. Pokochałem cię jeszcze  gdy oboje byliśmy w szpitalu. Raz widziałem twego męża  i nie mogłem zrozumieć, dlaczego cię nie obejmuje.  A potem wyszedłem ze szpitala wcześniej niż ty.  Ale wiedziałem, że będziesz przychodziła na rehabilitację i udało mi się podpatrzeć w rejestracji kiedy ty będziesz i przepisać się tak by być w tym samym czasie. Tylko raz się ciebie zapytałem czy wyobrażasz sobie sytuację, że moglibyśmy być małżeństwem i powiedziałaś, że tak. Ale teraz mam do ciebie  nieco inne pytanie czy kochasz mnie na tyle, by zostać moją żoną? Czy nie przeraża cię to, że jestem od ciebie tyle starszy?

Wiśka  przytuliła się do niego i patrząc mu w oczy powiedziała- nie, to mnie nie przeraża, przeraża mnie co innego- przeraża mnie to, że czuję cię każdym milimetrem swego ciała, niemal czuję jak krąży w tobie krew. To jest niesamowite, cudowne i nieco przerażające. I uzależniające. Myślę o tobie stale, zastanawiam się co ty we mnie zobaczyłeś i przerażenie mnie ogarnia na myśl, że  mogę ci się znudzić. Wisiuniu, masz chore pomysły.

Och,  zapomniałam ci jedną rzecz powiedzieć- pamiętasz tę blondynę z mojego pokoju, co leżała po drugiej  stronie pokoju, bliżej drzwi?  Gdy byłam już po operacji i przestałam mówić, mój mąż dał tej babce swój telefon do pracy, żeby ona do niego zadzwoniła, gdy ja będę czegoś potrzebować lub coś się będzie ze mną działo złego. A ty wtedy codziennie wpadałeś do mnie i siedziałeś  u mnie czasem i godzinę i ona zatelefonowała do niego i mu to powiedziała. Powiedziała, że ja mam z tobą romans. Popatrz, antycypowała wydarzenia, niesamowite! Teraz mi się to przypomniało. A jaka była jego reakcja- dopytywał się Mietek. Po prostu mi o tym powiedział, więc obśmiałam to i powiedziałam no jasne, romansowaliśmy na środku pokoju w towarzystwie dwóch pań i na stołówce przy dwóch oddziałach, męskim i żeńskim. A ona mi kiedyś mignęła przelotnie gdy byłam w przychodni, więc poczekałam  aż poszła do windy i dopiero wtedy wyszłam do ciebie na parking.

Zabawne- stwierdził  Mietek- ale ja nie  pamiętam żadnej  blondyny tylko ciebie i tę starszą panią, bo mnie wypytywała o moją operację bo ją też czekała operacja przepukliny, ale pępkowej.

Cudna moja, a nie orientujesz się przypadkiem kiedy może być ta obrona pracy? Bo dokumenty byłoby dobrze złożyć ze dwa miesiące wcześniej, tam się nikt nie spieszy. Dam ci prawnika tego, który moją sprawę prowadził. Sympatyczny i dobrze ustawiony  człowiek. Ale ja nie chciałabym by pozew trafił do niego przed obroną. Ja z nim porozmawiam o tym wszystkim gdy już będzie po obronie. I wtedy się wyprowadzę - teściówka odetchnie, ale i tak będzie na mnie wściekła. Tak na moje oko to może być obrona w marcu. A jeśli on ci powie, że postara się wszystko zmienić to co wtedy - dociekał Mietek. Nic wtedy - tego się nie zmieni tak jak koszuli, fryzury czy modelu samochodu. To musiałoby trwać latami by się zmieniło. Nie chcę ci opowiadać szczegółów, ale wiem, że to sprawa przegrana. Rozmawiałam o tym dość sporo z tym lekarzem- terapia trwa najczęściej minimum rok, jeśli ktoś się  bardzo stara. Ale jeśli to kwestia hormonalna to bywa różnie. Można uzupełniać testosteron  jeśli są ewidentne niedobory, ale to się rzadko  zdarza.  To tak jak z jedzeniem szpinaku - jak ktoś nie lubi to nie ma na  to siły, nie polubi nigdy na tyle, żeby poszedł do knajpy i sobie zamówił szpinak jako danie główne.

Jest jeszcze jedna sprawa - chciałbym byś poznała  moją siostrę. Na razie zobaczy twój portret, bo będzie jutro u mnie. A nie mógłbyś mi poprawić uczesania? Nie  nie mogę, wtedy właśnie tak wyglądałaś. Przecież wyglądasz tu  pięknie. Naprawdę nie powiem  jej, że to ja ci rozburzyłem włosy, wyglądają jakby je rozwiał podmuch wiatru. Przytul się do mnie, tak mało jesteśmy razem- narzekał Mietek.

                                                       c.d.n.




niedziela, 24 stycznia 2021

Zawiłości miłości - IV

 To były dwa tygodnie ciągłego poznawania się  i absolutnej szczerości z obu stron. Uczyli się siebie i były to najmilsze  lekcje pod słońcem, jak nazywał je Robertino. Każde z nich wsłuchiwało się uważnie w to co drugie mówiło, wpatrywało uważnie w oczy partnera i śledziło pilnie wszystkie reakcje notując je w pamięci.

Robertino zaproponował Indze  wyjazd do Demianowskiej Jaskini  Lodowej, do Pobliskiego Starego Smokowca, oraz do Tatrzańskiej Łomnicy i oczywiście wjazd kolejką linową na sam szczyt Łomnicy o wysokości 2634 metry.

Gdy jechali do Starego Smokowca  Inga zapytała Robertina, czy często bywa na Słowacji. Niestety nie, a  bardzo mi się słowacka strona Tatr podoba. Ma świetną infrastrukturę turystyczną i nawet w najtańszej knajpce zawsze jest czysto, smacznie, dużo i nie ma aluminiowych sztućców. Odkryłem Słowację dzięki Robertowi, ale nie za bardzo mamy  możliwości by tu wpadać razem. On ma jeszcze dodatkową pracę w Spółdzielni Lekarskiej, bo ma  dziecko a żona wciąż wyciąga od niego pieniądze. Gorzej bo zorientowała się, że Robert nie potrafi synowi  niczego odmówić i smarkul wciąż wyciąga od  Roberta pieniądze. A Robert płaci naprawdę wysokie  alimenty.

Cudna moja, jesteś pierwszą kobietą którą tu wziąłem. Czasem przyjeżdżałem tu sam, na weekendy. I jeśli ci się tu spodoba to będziemy tu przyjeżdżać i latem i zimą. Latem tu byłem jeszcze w czasach studenckich. 

W Starym Smokowcu zachwyciły Ingę pensjonaty  jak z czasów Franciszka Józefa, czystość, porządek i widoczna na każdym  kroku dbałość o otoczenie. Aby udowodnić, że  nawet w najmniejszym i najtańszym  barze można zjeść smacznie weszli do małego "drewniaczka" na drzwiach którego był napis  "V cenova skupina" i był to punkt gastronomiczny o najniższych cenach.  Ponieważ było zimno  Robertino  zamówił po porcji "zbójnickich  klusek". Były pyszne, świeżutkie, gorące, z drobniutko pokrojoną przyrumienioną cebulką, stół był nakryty czyściutkim obrusem, sztućce były "normalne" a nie rodem z  warszawskiego mlecznego baru i  Inga jakimś cudem pochłonęła całą porcję, co ją bardzo zdziwiło, bo porcja była  całkiem solidna. Podane do niej kiszone ogórki też były bardzo smaczne.

Podjechali jeszcze do Tatrzańskiej  Łomnicy. Na szczęście nie było wielu turystów chętnych do wjazdu na szczyt. Wjazd na  szczyt Łomnicy robił wrażenie - odległości pomiędzy podporami  były naprawdę duże i wisząc w tym wagoniku odczuwało się całą potęgę gór tuż za ścianą  wagonika. W pewnej chwili Inga powiedziała  cicho - Robertino,   trochę się boję, jesteśmy  całkiem zależni od tej liny. Przygarnął ją do siebie  bardzo zdecydowanym  ruchem i mocno przytulił. A na Kasprowy Wierch kiedyś wjeżdżałaś? Tak ze trzy  razy. No i co? nie bałaś się? Bałam, ale ciebie tam nie było, nie miał mnie kto przytulić. 

Łomnicki szczyt jest ostry, mało na nim miejsca i platformy widokowe są wykonane z metalowych gęstych kratownic, wiszą w powietrzu wsparte na wspornikach mocowanych w skale. Idziesz chodniczkiem i widzisz przez otwory w nim przepaść. Ale widoki były wspaniałe i przytulona mocno do Robertina  chłonęła panoramę. Przed zjazdem w dół  napili się jeszcze kawy.  Zimowy wjazd na Łomnicki  Szczyt dostarcza więcej wrażeń  niż letni, bo jest większa przezroczystość powietrza więc i  widoki są lepsze  wyjaśniał jej Robertino. Przyjedziemy tu jeszcze latem, dobrze? No pewnie, jeśli mnie ze sobą weźmiesz. Jasne, że cię wezmę, nie mam zamiaru jeździć gdziekolwiek bez żony, więc gdy za mnie wyjdziesz to na pewno przyjedziemy tu razem. 

Kruszynko moja, chcesz byśmy   wrócili na obiad do ośrodka czy chcesz byśmy zjedli go tu w restauracji, która wygląda jak olbrzymia weranda? Ingeborga nagle zaczęła się rozglądać po płytach parkingu. Zgubiłaś coś, co ci upadło?- dopytywał się Robertino. Och, drobiazg, szukam tylko tej " twojej kruszynki", ale jej nie widzę. I oboje wybuchnęli śmiechem. Bo ty kochanie jesteś w porównaniu ze mną kruszynką, kochaną, cenną, jedyną. 

No to jak, posiedzimy jeszcze w Tatrzańskiej Łomnicy?  Byliśmy w " V cenowej skupinie" to teraz  pójdziemy do "I." Z tego co  pamiętam to tam serwowali super pstrągi i mieli dobre zupy. A  tu jak coś jest dobre to nikt tego nie  zmienia, to i pewnie nadal tak jest. 

Budynek rzeczywiście  sprawiał wrażenie nie tyle wielkiej oszklonej werandy co niedużej oranżerii. Do wejścia było kilkanaście schodków i uprzedzając reakcję Robertina Ingeborga powiedziała- nauczono mnie jak sobie radzić ze schodami, tylko to trochę dłużej trwa, ale za to z pełną ochroną tego kolana. W końcu miałam wszak rehabilitację - popatrz. Ważne bym stojąc na prawej nodze miała porządnie zablokowane kolano, czyli napięty mięsień czworogłowy. Wchodzi lewa noga, prawą tylko dostawiam.  Robertino był zachwycony, na ostatnim schodku ją wycałował. 

Gdy już siedzieli przy stole, do którego podprowadził ich zapewne kierownik sali powiedział- to zaczynam wierzyć Robertowi, że za rok gdy tu przyjedziemy będziemy mogli zamieszkać na Chopoku i razem będziemy jeździć na nartach - śladowych. Albo, jeszcze lepiej w Szczyrbskim Plesie, nad  jeziorem. Tam są świetne trasy biegowe i będziemy mogli jeździć we dwoje na biegówkach lub śladówkach. Tam też jest pięknie, piękna panorama Tatr.  

Do pstrągów  zamówili po małym kieliszku białego wina. A na deser po kawałku naprawdę pysznego czekoladowego tortu z wiśniami. Bardzo miło im tam było, przy dużych oknach stały różne gatunki palm i donice z jakimiś dużymi sukulentami oraz z zupełnie nie znanymi im roślinami posiadającymi bardzo duże, ciemnozielone liście. Pianista grał różne popularne utwory a pomimo wielkich szklanych ścian było tu bardzo przytulnie.

Do Nowej Lesnej wrócili dopiero na kolację. Po kolacji Ingeborga  miała jeszcze fizykoterapię, a Robertino w tym czasie porozmawiał chwilę przez telefon z Robertem, który był skłonny przyjechać na weekend razem ze swoją przyjaciółką, o ile w ostatniej chwili nie wpadnie jakiś  niespodziewany dyżur.  Ostatnio  "źle się działo w państwie  duńskim" jak mawiali miedzy sobą starzy pracownicy i działy się  różne dziwne historie. Trwała walka  "na górze" o władzę, wpływy, stanowiska. I Robert i Robertino byli tym wszystkim zmęczeni. Oni nie po to skończyli medycynę by walczyć o stołki, ale po to by leczyć ludzi. 

Następnego dnia  pojechali do Szczyrbskiego Jeziora. Na szczęście ścieżka od parkingu do schroniska  przy jeziorze była  dobrze ubita, więc Inga  mogła nią iść. Część drogi wiodła lasem, szli pomału, cały czas rozmawiając. Z radością Inga zauważyła, że nigdy im nie brakuje tematów do rozmowy.

Pogoda była piękna, słońce  wręcz prażyło, było niemal kolorowo, odległa ściana lasu wydawała się być pomalowana na fioletowo, cienie rzucane na śnieg były niebieskie a zamarznięta jeszcze i pokryta  grubą warstwą śniegu tafla jeziora mieniła się diamentowymi błyskami. Inga stała oniemiała i szeptała - jak cudnie, można by to namalować. Chodź kochanie, weźmiemy leżaki i koce ze schroniska i posiedzimy trochę na marcowym słońcu. Ja wezmę leżaki, ty koce.  Leżeli w ciszy i nie mieli pojęcia, że za 20 lat wyrośnie w tym miejscu luksusowy hotel.

Do Demianowskiej Jaskini  Lodowej jednak nie pojechali - było tam  zbyt wiele schodów do pokonania a poza tym zwiedzanie było  grupowe, z przewodnikiem. Ten dzień przesiedzieli na balkonie i był to w pewnym sensie dzień przełomowy w ich znajomości.

 Gdy  Ingeborga wróciła z porannej rehabilitacji i pławienia się w basenie solankowo-siarkowym Robertino objął ją i podprowadził do  dość dużego lustra mówiąc - spójrz i powiedz - podoba ci się ta para? Podoba, ale  bardziej mi się podoba ten facet niż ta babka. No popatrz - to strasznie dziwne, bo mnie się właśnie ona bardziej podoba od tego faceta. Pewnie oboje  zakompleksieni nieco.  Robertino, do czego zmierzasz?

Ach do niczego wielkiego, tylko do tego, że cię kocham i bardzo, bardzo chcę zostać twoim mężem. Więc proszę cię, odpowiedz mi jasno i prosto - pobierzemy się? Wiem, że jesteś bardzo samodzielną istotą, ale może jednak to ramię męskie będzie cię mogło w jakiś sposób chronić i pomóc w codziennym życiu. Obiektywnie rzecz ujmując znamy się dość krótko, ale mnie życie nauczyło, że i długa  znajomość przed ślubem nie gwarantuje w  żadnym stopniu ani szczęścia ani trwałości związku. I co z tego, że znałem moją byłą żonę 3 lata nim się pobraliśmy? A już w rok po ślubie zastanawiałem się gdzie ja miałem oczy i rozum?  Potem, tak jak ci mówiłem były czasem tylko przelotne znajomości a teraz wiem, że kocham ciebie, że chcę być z tobą stale, niezależnie od tego gdzie. Więc proszę cię  pobierzmy się. Wiem - można żyć razem i bez ślubu, ale to bardzo niepraktyczne w świetle przepisów, nikt nam nie wynajmie pokoju, bo nie mamy ślubu, żaden hotel w Polsce nas nie  zamelduje w jednym pokoju. Może  kiedyś to zmienią, ale na razie jest jak jest.

Mogę usiąść- zapytała  Ingeborga - bo stanie to mi nie służy, zresztą nigdy mi nie  służyło. Kocham cię, wyjdę za ciebie, choć obawiam się, że nie jestem dla ciebie dostatecznie dobrą partnerką. Ale zależy mi na tobie. Zobacz- nawet na tych cholernych nartach z tobą nie pojeżdżę. Ależ pojeździmy razem, tylko nie na zjazdowych.Ważny jest sam ruch na powietrzu a nie typ nart -zaczął jej tłumaczyć Robertino.  Wiem- ciągnęła dalej Inga-  że tak naprawdę nikt nie jest w stanie przewidzieć czy jakiś związek będzie udany czy też nie, ale naprawdę będę się starać byś był ze mną szczęśliwy.  I przyszło mi w tej chwili do głowy, że może powinnam podziękować twojemu bratu za to, że mnie wysłał do Warszawy z tobą. Kochanie moje, to podziękujemy mu razem, po ślubie. I daj łapkę -jeśli będzie za mały lub za duży to go dopasujemy po powrocie - gwizdnąłem ci jedną rękawiczkę i kupiłem chyba bardziej na oko niż na palec- i wyciągnął z kieszeni maleńkie pudełeczko. W środku był złoty pierścionek  z owalnym  akwamarynem. Kupiłem go w DESIE, podobno bardzo stary i niemodny teraz, więc  pasuje do ciebie, bo ty gwiżdżesz na modę. Ależ on  jest  śliczny! No to go teraz sam mi załóż. Na który palec i na którą rękę, podpowiedz, bo nie wiem - poprosił Robertino.  Inga podała mu swą lewą rękę i  powiedziała - na ten obok małego albo następny.  Ale muszę ci coś powiedzieć - bez pierścionka i tak bym wyszła za ciebie. Za wiele rzeczy mi się w tobie podoba i wiesz co, wywieś na drzwiach plakietkę żeby nie przeszkadzali sprzątaniem. 

W dwa miesiące potem wzięli ślub - tylko w obecności swoich świadków. Świadkiem Robertina był Robert, świadkiem Ingeborgi jej przyjaciółka. Rodziny obojga zostały zawiadomione w miesiąc później. Matka Ingeborgi niemal spazmów dostała, rodzice Robertina, zapewne z uwagi na swój wiek przyjęli wiadomość znacznie spokojniej. Brat Robertina, Krystian wzruszył tylko ramionami i stwierdził - dobrała się para wariatów.

Ingeborga zmieniła pracę i przeszła do prywatnego  biura projektowego. Robertino przeniósł się do mniejszego szpitala, w którym siłą rzeczy było mniej pacjentów. Swoje dwa mieszkania dość korzystnie  sprzedali i kupili ładne, duże mieszkanie na jednym z nowych osiedli.

Jednakże lata pracy w ciągłym stresie (chirurdzy tak  mają) nadszarpnęły zdrowie Robertina. Po dość rozległym zawale  serca już nie stanął przy stole  operacyjnym. Przestał pracować w szpitalu, pracował za to w znanej prywatnej przychodni lekarzy-specjalistów.  Rok w rok wracali na Słowację- zimą by razem pojeździć statecznie na nartach śladowych, latem by pojeździć po Słowacji i ją zwiedzać.

                                                            koniec


 




Zawiłości miłości - III

Indze w dalszym ciągu nie wolno było chodzić po schodach, nie wolno też było biegać, co Inga  skomentowała - co za szczęście, że nie lubię biegać! Po mieszkaniu mogła chodzić już z jedną kulą, ale na ulicę to koniecznie o dwóch. Śmieli się, że gdy Robert wraca z pracy to zaczyna  niczym każdy właściciel psa od wyjścia z Ingą na spacer. Na szczęście osiedle, na którym mieszkał, miało dużo zieleni.

W przychodni przyszpitalnej wystawiono Indze kolejne zwolnienie lekarskie i zapisano ją na rehabilitację w Konstancinie, do którego 3 razy w tygodniu  zawoził ją bladym świtem Robert, a odbierał około  godziny szesnastej. Inga, która jak twierdziła, że nie umie i nie lubi gotować, w dni, w które nie jeździła do Konstancina przygotowywała obiady dla nich obojga. Rano wychodziła sama do sklepu, do którego miała około stu metrów, kupowała to co było najprostsze jej zdaniem do przygotowania, bardzo dbając by waga tego co kupi nie przekraczała 2 kg, bo nosić też jej  nie było wolno, a należała do osób bardzo zdyscyplinowanych w pewnych aspektach życia.

Któregoś dnia Robert wrócił do domu niemal godzinę później niż  zawsze, uśmiechnął się jakoś  dziwnie  do Ingi, przeprosił, że nie pójdzie z nią na spacer, a obiad to może niech zje sama, on teraz nie  będzie jadł. Poszedł do swojego pokoju i zamknął za sobą drzwi. I było to bardzo dziwne, bo nigdy ich za sobą nie  zamykał.

 Po piętnastu minutach Inga postanowiła sprawdzić co się dzieje- cichutko otworzyła drzwi i ten widok całkiem ją zaskoczył- Robert leżał na  na brzuchu na swoim  łóżku i łkał w poduszkę. Usiadła koło niego i delikatnie pogłaskała go po plecach, a potem objęła  i powiedziała - powiedz mi co się stało, proszę. Nie przeżywaj tego sam, powiedz, na pewno zrozumiem. Pacjent mi umarł pod nożem - wyjąkał przez łzy. Inga przytuliła go mocniej - a schrzaniłeś coś przy operacji zapytała  cicho? Robert przecząco pokręcił głową, nie, tylko on był strasznie pocięty, przegrałem wyścig z uciekającą z niego krwią. Kto go pociął- nie wiem, to były jakieś porachunki między kolesiami. I  chyba komuś chodziło po prosu o zabicie go. I musiało być co najmniej dwóch napastników, albo napastnik operował dwoma nożami. To może było wykonanie jakiegoś wyroku - w pewnych środowiskach dość powszechne - podsunęła myśl Inga. A jeżeli tak było, to uratowałbyś faceta tylko na moment i tak by go dorwali. Zgłosiłeś to policji? -nie musiałem sami go do nas przywieźli. 

Robertino, jesteś przemęczony, codziennie operujesz, a to nie jest gra w zapałki, za każdym razem masz żywego człowieka i każdy pacjent może umrzeć albo podczas  operacji albo po niej. Nie ma przecież bezpiecznych operacji, wiesz o tym. Wiem i dlatego bałem się cały czas gdy cię Robert operował. Ale moja operacja była w bezkrwawym polu operacyjnym, co najwyżej mogła się wdać jakaś infekcja. Robert obrócił się bokiem i ze zdziwieniem na nią spojrzał. A ty skąd to wiesz?  O tym, że każda operacja jest niebezpieczna? W wielu rodzinach zdarzają się lekarze - w mojej było dwóch - chirurg i  weterynarz. A ja się nawet ostro interesowałam medycyną, przeglądałam sporo książek i nie tylko obrazki mnie interesowały, tekst również. A o tym, że moja operacja  odbędzie się  w bezkrwawym polu operacyjnym to mi powiedziała pielęgniarka. Chodź, musisz jednak coś zjeść. A gdy ci się jeszcze  coś nie powiedzie to po prostu porozmawiajmy zawsze o tym, dobrze? Pomogłeś mi ogromnie wcale mnie nie znając, więc pozwól, że ja ci teraz pomogę tym, że wysłucham, porozmawiam z tobą o tym co cię gryzie, interesuje lub marzy. Chyba masz ten weekend wolny? To może byśmy gdzieś pojechali razem? Ja mogę prowadzić, Robert powiedział, że prowadzenie samochodu jest wskazane, wyrabia  "głębokie czucie w stawie". Nie wiem co prawda o co chodzi, ale mu wierzę. A teraz chodź coś zjeść, zrobimy sobie dziś wieczór szczerości, dobrze? 

To posiedź jeszcze chwilę ze mną, muszę ci coś powiedzieć i nie musisz mi na to natychmiast odpowiadać. No dobrze, mów. 

Bo ja  już nie wyobrażam sobie byś stąd odeszła i mieszkała z dala ode mnie, więc chcę cię prosić, byś nadal tu mieszkała ze mną. Wybierz pokój, w którym chcesz mieć azyl. Ale - zaczęła Inga , lecz Robert położył jej rękę na ustach - jeszcze nie odpowiadaj, jeszcze nie skończyłem. Ingeborgo, nie jestem mistrzem w mówieniu komplementów, ale porywa mnie twoja nietuzinkowość, twój sposób patrzenia na  otaczającą nas rzeczywistość. Mam ochotę cię pieścić, przytulać, wymieniać  z tobą myśli, poglądy, wieczorem zasypiać i budzić się rano razem z tobą.  Nie przytulałem się do ciebie, nie  całowałem, bo nie chciałem byś pomyślała, że w jakiś sposób wykorzystuję zaistniałą sytuację. Inga uśmiechnęła się - a ja myślałam, że ci się po prostu nie podobam. Widzisz Robertino jak bardzo jest nam potrzebny taki wieczór szczerości?

Chodź jeść, zjemy razem obiad, zrobię coś dobrego na deser, przytulimy się do siebie i porozmawiamy niespiesznie o tym co które z nas lubi, czego nie lubi, co by chciało a czego raczej nie. Przecież my się wcale właściwie nie znamy, choć ty widziałeś mnie nagą a ja ciebie cierpiącego. I myślę, że tak naprawdę ty byłeś bardziej nagi niż ja. Bo ja byłam  naga tylko fizycznie, ty psychicznie.

Bardzo długi był ten wieczór szczerości - wielce szczegółowo opowiadali sobie wzajemnie o swoich porażkach i sukcesach, o tym czego się boją, co się im podoba w innych osobach  oraz co im się u siebie wzajemnie  podoba, co lubią jeść a czego by do ust nie wzięli. O swoich poprzednich związkach też opowiedzieli - chociaż zdawali sobie sprawę, że to może być bolesne dla obojga. Bo wracanie do tego co minęło boli i tego co opowiada i tego kto tego słucha. Co dziwniejsze, jak zauważyła Inga, ją bolą i te miłe i te niemiłe jej wspomnienia. Miłe bolą, bo uświadamiasz sobie, że z jakiegoś względu cała rzecz się skończyła a te niemiłe bolą, bo nam przypominają, że nie grzeszyliśmy nadmiarem mądrości- wyjaśniła Inga.

Robertino był siedem lat starszy od Ingi. Nie ukrywał, że jego żona była bardzo ładną kobietą, że pobrali się gdy był jeszcze na studiach a jemu jej uroda i fakt, że taka ładna dziewczyna bez problemu dała się poderwać i wciągnąć do łóżka wielce pochlebiał i nawet przez moment  nie analizował czy ten związek ma jakąkolwiek przyszłość. Dla niej ważna była ta obrączka na palcu, dla niego- "aż teraz wstyd mi się do tego przyznać, ważne było to, że mogę  zaspokoić swoje żądze nie szukając jakiegoś obiektu, wystarczyło tylko rękę wyciągnąć" - jak wyznał z pewnym zażenowaniem Robertino. A przejrzał dość raptownie na oczy po pierwszej dzikiej awanturze, która wybuchła po tym, gdy powiedział w domu, że chce robić doktorat   z chirurgii ogólnej a nie z plastycznej, jak to sobie wyobrażała jego żona. Jego małżeństwo przetrwało tylko rok i to ona wystąpiła o rozwód. Rozumie- niewiele ich  łączyło, bo tylko, a i to sporadycznie łóżko. Nie  rozumiała tego, że czasem po jednej operacji wracał pół żywy do domu i jedyne co mu było w głowie to sen. Z perspektywy czasu aż się dziwi, że nie wpadł w alkoholizm, co się przydarza wielu chirurgom. Po rozwodzie to były już tylko spotkania z różnymi kobietami, kończące się po dwóch lub trzech razach.

Inga przyznała się, że ma za sobą dwa "nielegalne" związki - pierwszy gdy jeszcze była niepełnoletnia. Związek nielegalny podwójnie, bo ona była niepełnoletnia a on był jej bardzo dalekim kuzynem. Skończył studia w Warszawie, wyjechał i więcej się nie widzieli. Z plotek rodzinnych wie, że mieszka od lat w  Austrii.

Drugi związek, z pewnym lekarzem, któremu sypało się małżeństwo, miał je  zakończyć dla Ingi, ale nie  zakończył, bo facet grał na dwa fronty, czego efektem była ciąża  jego żony,  z którą podobno nie współżył. Oczywiście ten związek się skończył i Inga  zaczęła  inaczej spoglądać na mężczyzn- zero zaufania, zero ulegania oszustwom typu "kocham" i dlatego mogła sobie po jakimś czasie pozwolić na wyjazd z Krystianem i nocowanie w jednym pokoju. Odkryła też, że mężczyźni nie lubią rzeczy nazywać po imieniu a już mówienie partnerce prawdy to dla większości utopia. A jej nietuzinkowość to właśnie wszystkie wyciągnięte z życia wnioski. 

W trakcie tego wieczoru kolano Ingi zostało wymasowane i wycałowane, bo Robertino bardzo wierzył w czarodziejską moc pocałunków. Inga wymusiła na nim podział kosztów utrzymania, przeciwko czemu ostro protestował bo Inga  bardzo mało jadła, na co Inga argumentowała, że ona tu nie tylko je, ale też zużywa gaz, prąd, ciepłą i zimną wodę.

Na marzec  Robertino miał zarezerwowany pokój na Słowacji w ośrodku w Nowej  Lesnie.W pierwszej chwili chciał nic o tym nie mówić Indze i po prostu zrezygnować z wyjazdu, potem zapytał się  swego imiennika, ortopedę czy jest sens brać tam Ingę, bo przecież ona nie  będzie jeździła na nartach. No ale przecież tam   w tym ośrodku jest świetny basen a i  zabiegi rehabilitacyjne można wykupić podpowiedział Robert-ortopeda. Czym prędzej więc Robertino zarezerwował drugie wyżywienie zgłaszając, że jednak będą dwie osoby i postawił Ingę wobec propozycji nie do odparcia- wspólnego wyjazdu do Nowej Lesnej. Inga miała jeszcze nie wykorzystany urlop, więc do ostatniego tygodnia zwolnienia lekarskiego dołączyła  tydzień zaległego urlopu. Ku wielkiemu zdziwieniu Ingi Robertino nie chciał wziąć nart tłumacząc, że nie będzie mu wcale miło jeździć  bez niej. Pojeżdżą po Słowacji samochodem a najważniejsze, że będą razem. Codziennie będą pływać a dla Ingi pewnie wykupią rehabilitację. Wg Roberta to miał być wyjazd, który pozwoli im  być całą dobę ze sobą i będą mieli niepowtarzalną okazję wzajemnego się poznania. Od każdej strony. A intymnej zwłaszcza, bo wciąż zestresowany Robert wstrzymywał się z ową "prezentacją"- był naprawdę przemęczony. Z Warszawy do Krakowa za kierownicą siedziała Inga. W Krakowie mieli się zmienić i dalej miał prowadzić Robert, bo znał Kraków znacznie lepiej niż Inga. Tym razem nie było żadnych utrudnień na drodze, w Krakowie zjedli obiad, do Nowej Lesnej dotarli przed kolacją. 

Mieli ładny pokój z dużym balkonem, sporą łazienką, były też leżaki i koce, by można korzystać  swobodnie z  balkonu. Kolacja była smaczna,  bo tu na Słowacji to zawsze dobrze karmią , jak stwierdził Robertino.  Po kolacji wyszli jeszcze trochę pospacerować, pomału opadało z nich zmęczenie podróżą. Po raz pierwszy szli objęci, przytuleni. Było cicho, gwiazdy świeciły. Oboje byli zmęczeni, Indze wybitnie brakowało kondycji. Robert ostatnio miał jakieś nieporozumienia z szefem i zastanawiał się nad zmianą pracy. Oczywiście zastanawiał się na głos, wszak mieli sobie wszystko mówić.

Inga też się zastanawiała nad zmianą  pracy- telefonowała do niej jedna z koleżanek i namawiała na znacznie lepiej płatną pracę w  prywatnym biurze projektów. Inga obiecała jej, że gdy wróci z urlopu to się z nią skontaktuje. Zmęczeni podróżą postanowili wcześniej pójść  spać. Przytuleni zasnęli prawie natychmiast.

Rano pierwszy ocknął się Robert. Leżał wsparty na ręce i przypatrywał się Indze i czuł jak topnieje mu serce. Rozczulał go widok tej kruchej dziewczyny. Zastanawiał się  jak w tym kruchym dziewczęciu może być tyle stanowczości. Była wielką realistką, zero romantyzmu. Podobała mu się, choć nie można jej było zaliczyć do piękności. Patrząc na Ingę  pomyślał - już raz  miałem piękną kobietę za żonę i co? niewypał- egoistka zajęta swą niewątpliwą urodą. Przypomniał też sobie ich  awanturę - o to, że "jak idiota wybrał chirurgię ogólną na specjalizację II stopnia a nie chirurgię plastyczną".  A ten kurczaczek ma dobrze poukładane w głowie i naprawdę wielkie serce. Przysunął się bliżej do Ingi, która niemal automatycznie przylgnęła do niego układając głowę na jego ramieniu. Przytulił się do niej i wyszeptał - kocham cię. Naprawdę cię kocham- powtórzył nieco głośniej. Inga usiadła - powiedz to jeszcze raz, to pięknie  brzmi.

Ingeborgo, nic na to nie poradzę, kocham cię, niezależnie od tego jak to brzmi. I zrobię wszystko byś mnie pokochała i ze mną została na zawsze. I mam nadzieję, że gdy mnie trochę lepiej poznasz to zgodzisz się bym był twoim mężem, byśmy wzięli ślub. W sumie mamy naprawdę sporo takich samych poglądów na wiele spraw. I wierz mi - nie mówię co drugiej spotkanej kobiecie, że ją kocham tylko po to by z nią wylądować w łóżku, choć to jedna z wielce skutecznych metod. I gdyby mi ktoś wtedy, gdy cię wiozłem z Zakopanego powiedział, że się w tobie zakocham, to bym go wyśmiał i to głośno. Jesteś pierwszą kobietą od mego rozwodu, którą pokochałem i która u mnie  w mieszkaniu wylądowała, choć nie powiem bym trwał te kilka lat celibacie. Ale traktowałem to raczej jako niezbędne 15 minut dla zdrowia. Ot, tabletka odprężająca i to łykana poza domem.

Przeżyłem katusze, gdy po operacji bardzo długo się nie budziłaś- a przyczyna  była prozaiczna- ta idiotka Jadźka dała ci dawkę usypiacza na 60 kg, a ty ważysz znacznie mniej. I już wtedy wiedziałem, że skradłaś mi serce, bo to nie był ten zawodowy lęk, ale taki bardzo, bardzo indywidualny. Z zawodowego punktu widzenia było wszystko w porządku. Jesteś niezwykłą dziewczyna i....ale nie dokończył zdania, bo resztę słów przerwały usta Ingeborgi. Jak na razie nie da się mówić cokolwiek w trakcie  pocałunku.

Ten dzień był dniem fizycznego poznawania się , dopasowywania, dopytywania i sprawdzania, poznawania wzajemnych reakcji. Po obiedzie zjedzonym ze wzajemnie utkwionymi w sobie  oczami postanowili jednak zrobić kilka godzin przerwy. Inga zapisała się na rehabilitację i od razu wzięła kilka zabiegów fizykoterapii oraz solankową kąpiel, a Robertino zakotwiczył się w siłowni i też zdecydował się potem na solankową kąpiel. Ani się obejrzeli a nadszedł czas kolacji, po której poszli na długi niespieszny spacer. Śnieg skrzypiał,  mróz lekko szczypał w policzki a niebo prezentowało niezliczone ilości gwiazd. Ingeborga wędrowała ze wzrokiem utkwionym  w gwiazdy i ubolewała nad tym, że zupełnie nie rozróżnia różnych gwiazdozbiorów. Mnie wystarcza do szczęścia jedna gwiazdka- powiedział Robertino. Która- zapytała Ingeborga - to ta, którą zobaczysz w domu w lustrze.  Po prostu jesteś dla mnie gwiazdką z nieba. Ingeborga z wielką powagą powiedziała- no to już teraz wiem dlaczego mi to więzadło nie  wyrobiło i się naderwało- nic dziwnego, skoro spadłam z takiej wysokości. A nic cię nie boli to kolano gdy tyle spacerujemy? Może powinniśmy mniej chodzić? Nie, nie boli gdy chodzę po równym, ale po świeżym śniegu wolę nie próbować. Robertino, a może jednak szkoda, że nie wziąłeś nart - bo wiem, że lubisz zjeżdżać.  No nie wiem czy jeszcze lubię, wolę przebywanie w sposób różny z tobą niż pędzlowanie na nartach. Gdy ostatni raz rozmawiałem z Robertem o twoim kolanie stwierdził, że będziesz mogła jeździć na biegówkach,  jeśli oczywiście zadbasz o swoje czworogłowe. A to jedne z łatwiejszych do wzmocnienia mięśnie, bo możesz je ćwiczyć nawet w trakcie oglądania  TV lub czytania książki. Chodź moje kochanie, wrócimy już, bo jakiś wiatr się  zrywa. Poza tym już się bardzo stęskniłem.

                                                        c.d.n.


sobota, 23 stycznia 2021

Zawiłości miłości -II

 Gdy wyruszyli Robert jeszcze raz przeprosił Ingę, że tak nieco bezmyślnie zatytułował ją dziewczyną swego brata, ale przed wyjazdem Krystian tak mówił o dziewczynie z którą wyjeżdża. 

No wiesz Robercie- jeżeli ktoś sądzi, że kilka wspólnych wypadów do kina i długie godziny dyskusji nie tylko na tematy służbowe to już  związek to można powiedzieć, że jestem jego dziewczyną. My nawet nie jesteśmy w jednej pracowni projektowej. Ja jestem w urbanistycznej, on w projektującej konkretne  obiekty, ja tylko projektuję otoczenie, czyli architekturę krajobrazu, a on piętro po piętrze to wszystko co ma być w budynku, zależnie od jego przeznaczenia. Lubię go, ale tym razem mi podpadł. Mówiłam jak komuś mądremu, że  boję się zjeżdżać bo są drzewa, no to spojrzał na mnie jak na idiotkę i ruszył w dół, a potem stał na dole i krzyczał bym jechała, bo on mnie na dole  złapie. I jeszcze mnie kierował w stronę drzewa a ja się bałam, że mogę na nie wpaść i odbiłam ciutkę w prawo i wjechałam w ten cholerny krzaczek i mi noga w nim została a ja pojechałam dalej. No i się narobiło.

Ingeborgo,  bardzo mnie cieszy, że nie jesteś jego dziewczyną, mogę ci więc mówić bezkarnie to co myślę, a nawet umawiać się z tobą  na kawę lub do teatru czy też klubu. I muszę ci się do czegoś przyznać - jestem rozwodnikiem, na szczęście bezdzietnym. Rozeszliśmy się, bo robiłem doktorat, w domu bywałem mało a głównie po to by się wyspać i moja żona tego nie wyrobiła. Mam doktorat a jego ceną był nasz rozwód.

Nie wiedziałam, wiedziałam tylko, że Krystian ma starszego brata. Nie poruszaliśmy nigdy tak intymnych tematów jak rodzina. A z czego masz ten doktorat? Krystian uważa, że z zarzynania ludzi. Jestem po prostu  chirurgiem. A w tej chwili żałuję, że nie ortopedą. Ale mam kilku bardzo dobrych kolegów z tej dziedziny. W moim szpitalu jednego. Zresztą jest moim imiennikiem. I też mu się małżeństwo rozleciało bo go ciągle nie było w domu. Ciebie z czystym sumieniem oddam w jego ręce- primo- z taką samą uwagą operuje blisko stuletnią babcię  jak i trzydziestoletnią pacjentkę, nie  szarżuje, nie traktuje człowieka jak królika doświadczalnego. I do wszystkich pacjentów, bez względu na wiek i płeć mówi " dziecinko". Kiedyś się go zapytałem dlaczego i powiedział, że każdy chory czuje się bezradny jak dziecko. No i ma miły zwyczaj informowania pacjenta o wszystkim co będzie robione, tłumaczy jak i dlaczego. Ma  anielską wprost cierpliwość i jest ubóstwiany przez pacjentów.

W korku na Obidowej stali trzy kwadranse. Gdy zjeżdżali w dół po obu stronach stały porozbijane  samochody- jeden nawet prezentował swoje podwozie. Ta "zakopianka" to istny koszmar- gdyby to było w innym kraju to już dawno ktoś by wpadł na zaprojektowanie jakichś tuneli. I dlatego na narty to ja jeżdżę albo na Słowację albo do Szwajcarii- zwierzał się Krystian. A ja chyba nie prędko pojadę na jakieś narty, może nawet nigdy. Na razie mam dosyć wrażeń - powiedziała Inga. 

A jak się ty biedna Ingeborgo czujesz? Bardzo ci dokucza ta  noga? Właściwie to jak tak tu się wyleguję to jest wszystko w największym porządku. Mogę nawet  bezboleśnie tę  nogę ugiąć w kolanie, tylko przy obciążaniu to mam wrażenie, że mi ktoś coś w kolano w środku wbija. Zastanawiam się, jak się wdrapię na to swoje drugie piętro w domu. No to się nie zastanawiaj, bo się nie będziesz wdrapywać. Dziś  cię nie wstawię na ortopedię  i przenocujesz u mnie, a u mnie to jest winda. Masz wprawę w nocowaniu z facetami, z którymi nic cię nie łączy. Ale gdy będziesz w szpitalu to będziesz moją narzeczoną, bo to szpital resortowy, a ty nie jesteś z tego resortu.  Dziś, nawet jeśli to będzie w nocy zatelefonuję do mego imiennika,  opowiem co się wydarzyło i jeśli on zdecyduje, że musisz trafić na oddział to napiszę podanie, w którym poproszę o przyjęcie mojej narzeczonej. 

Uważaj, uważaj co mówisz, bo los jest złośliwy i może się tak zdarzyć i będziesz nieszczęśliwy - prawie wykrzyknęła Inga. Bo ja nie jestem dobrym materiałem ani na narzeczoną ani na żonę. A zwłaszcza na żonę - nie umiem gotować, nie lubię gotować, nie  lubię sprzątać. Nie lubię dzieci ani małych ani większych, nie marzy mi się by mi dziecko cycki obgryzało. Gdy mam nowy temat do opracowania to go mam przez okrągłą dobę, której część  spędzam w terenie, żeby dopasować moje  wyobrażenie do tego co tam jest. Nie lubię się malować ani stroić a pojęcie "to modne a to nie modne" dla mnie nie istnieje. Modne dla mnie jest to w czym mnie  jest wygodnie i dlatego łaziłam po Zakopcu i Warszawie w butach na po nartach a nie w kozaczkach. Nie lubię torebek, każdy ubiór mój musi mieć mnóstwo kieszeni. Nie oglądam meczy piłkarskich, bo nie rozumiem po co 22 facetów goni  za jedną piłką. Boksu też nie rozumiem, dlaczego okładają się dwaj faceci skoro jeden drugiemu nic nie zrobił. Nie wiem co jest fajnego w jeżdżeniu rowerem, ale lubię prowadzić, czasem nawet bez celu, samochód. Ale nie szarżuję, jeżdżę zgodnie z przepisami. Nie widzę nic zabawnego w zapasach w błocie lub w galarecie, nawet w poziomkowej, którą lubię. Aerobiku też nie lubię, wolę pójść do Stodoły i tam się co jakiś czas wyszaleć na fula. I nie palę, nie ćpam i nie upijam się, bo nie lubię stanów niepełnej samokontroli. Jeśli już coś robię to robię to świadomie  a nie przez przypadek. I pewnie z tego powodu, ku rozpaczy mamy, ciągle nie jestem  zamężna. Nie wiem czemu to jej przeszkadza, skoro mieszkam sama i nic od niej nie chcę.

Coraz bardziej mnie interesujesz - śmiał się  Robert. Jeszcze nie słyszałem takiej oceny piłki nożnej czy boksu. Jeśli idzie o to co powiedziałaś, że się nie nadajesz na żonę - ja osobiście nie szukam ani kucharki ani sprzątaczki a to - jak ślicznie powiedziałaś "obgryzanie cycków" to by mi pasowało i nie chciałbym się tą funkcją  dzielić z nikim, nawet z własnym dzieckiem. I wątpię czy byłbym dobrym ojcem. I też jestem  mocno zajęty własną pracą.

Gdy wjechali do Krakowa  Robert powiedział - podjedziemy do Forum- tam jest dobre jedzenie z grilla i ładny widok z okien, a najważniejsze - parking i winda. Czas coś zjeść i muszę się napić kawy. Wyjdziesz przy mojej asekuracji z lewej strony,  a potem wsiądziesz z prawej. Do windy się dociągniesz o kulach, ale równie dobrze mógłbym cię donieść do windy, lekka jesteś i nieduża. I nie obciążaj tej  prawej nogi, dobrze? Tak jest Robertino, nie będę obciążać, będę uważać. 

W godzinę później już  wsiadali do samochodu. Ty jesteś wielce ekonomiczną towarzyszką - straszliwie  mało jesz. Samo mięso, kilka listków sałaty i koniec. I woda mineralna- musiałam czymś popić tabletki. Dbam o swój komfort. 

 Zapomniałem ci powiedzieć, że  jakby cię mocniej bolało to staniemy i zrobię ci zastrzyk z pyralginy. Na razie dobrze funkcjonuję na tabletkach. Mogłabym pewnie nawet teraz tej nie wziąć, ale wolę nie sprawdzać w drodze na ile czasu mi starcza 1 tabletka. A wiesz, to nawet pocieszająca okoliczność, że cię nie boli więcej - ucieszył się Robert. I wiesz, podoba mi się, gdy mówisz na mnie Robertino - tak nieco pieszczotliwie to brzmi. I tak bardzo indywidualnie.

Gdy wyjeżdżali z Krakowa zaczęło padać.  Robert od razu zwolnił. Nie lubię jeździć w  takiej szarówce gdy pada. Inga natychmiast się przesiadła na prawą stronę. Czemu się przesiadłaś- dopytywał się Robert . Bo jestem dalekowidzem  i nigdy mi szarówka nie przeszkadzała a co dwie pary oczu to nie jedna.  Ale to twoje  volvo dobrze się trzyma drogi. No i pojemne autko.  A gdybyś ty wiedziała co się nasłuchałem od rodziny, że kupiłem - zupełnie tak, jakbym  kupił za ich pieniądze. Tylko Krystian nie wybrzydzał.

Szczerze mówiąc, to byłem dziś jego zachowaniem zdumiony, że został. Bo nawet jeśli nie łączy was jakieś bliższe uczucie, to nie zostawia się kogoś z kim się przyjechało w chwili, gdy coś złego go spotka.  To samo sobie pomyślałam - powiedziała  Inga- uważam, że jest mało empatycznym człowiekiem.  Ja bym go nie  zostawiła, choć nas naprawdę nie łączy żadne uczucie, sex też nie.  Oddzielasz sex i uczucia? kobiety zawsze mówią, że  musi być uczucie żeby  był sex- powiedział Robert.  Taaaa, a potem włażą do łóżka pierwszemu który  je  dostatecznie podnieci, nie wiem tylko czy oszukują jego czy same siebie. Moja matka powiedziała mi kiedyś, że tak naprawdę pokochała mego ojca dopiero kilka lat po ślubie. Wynika z tego. że ja  byłam tylko i wyłącznie dzieckiem sexu a nie miłości. Kiedyś mi taki dobry kumpel  ni z tego ni z owego powiedział, że mnie kocha. Popatrzyłam jak na wariata i zapytałam po co mi to mówi, skoro jego żona jest moją przyjaciółką i jeśli tak jest naprawdę to niech on wpierw jej powie, że jej nie kocha, weźmie rozwód a potem mi to powie. Z rok unikał mnie jak ognia. Teraz się z tego oboje śmiejemy.  Ingeborgo, jesteś nietuzinkową osobą. Tak- wiem, jestem i zapewne dlatego większość czasu jestem sama. To cena nietuzinkowości. 

Do Warszawy dotarli późnym wieczorem. Robert w pierwszej kolejności zrobił jej okład na  kolano, które  trochę było  opuchnięte, potem zrobił  kolację, którą razem zjedli, przygotował jej łóżko , zmusił do kąpieli w czasie której brał czynny udział, wytarł do sucha, założył  ortezę, pomógł założyć piżamę i niczym małe dziecko zaniósł do łóżka, twierdząc,  że tak lekkiej kobiety to jeszcze nie nosił, a na koniec  zrobił jej zastrzyk z pyralginy.

Potem zatelefonował do swego kolegi. Umówili się, że przywiezie Ingę o godz. 14,00 na oddział ortopedii.Opowiedział w skrócie co się wydarzyło, ortopeda stwierdził, żeby od razu występował  o zezwolenie na leczenie  Ingi- tym sposobem Inga stała się narzeczoną  Roberta . Nim się położył spać zajrzał po  cichutku do Ingi, sprawdził tętno- wyglądało wszystko nieźle. Rano przygotował jej i sobie śniadanie, obudził ją  i poinformował, że  zaraz rano jedzie do szpitala i złoży podanie o zezwolenie na jej leczenie w tym resortowym szpitalu. Inga z kolei go poprosiła by wpadł do niej do mieszkania  i przywiózł jej stamtąd ciepły dres  oraz  podkolanówki wełniane oraz elastyczne  bermudy i  szlafrok. 

Zezwolenie dostał od ręki, a że tego dnia nie wykonywał żadnych zabiegów  "obleciał" tylko swych pacjentów i wyszedł. Podjechał do mieszkania Ingi, bez trudu odnalazł to o co go prosiła i powrócił  do siebie. Poinformował Ingę, że jest już jego narzeczoną i o14,00 zameldował się wraz z nią na ortopedii. Na zlecenie ortopedy wykonano Indze nowość, czyli zdjęcie tunelowe kolan (wtedy jeszcze w kraju nad Wisłą nie wykonywano artroskopii nawet w tak ekskluzywnym jak ten szpitalu). Długo się pan ortopeda wpatrywał w kliszę, w końcu stwierdził- wolałbym  nie otwierać, ale boję się, że tam jest krwiak, a lepiej żeby go  tam nie było, bo się nie wessie sam. Zaczekajmy ze dwa dni, będziemy jej  cały czas robić okłady, przeleży dwa dni bez wstawania i wtedy zdecydujemy. Robert wszystkie popołudnia spędzał przy łóżku Ingi, choć Inga tłumaczyła mu, że powinien wypoczywać w domu a nie siedzieć przy jej łóżku, a Robert twierdził, że siedząc przy niej  właśnie odpoczywa. Pod koniec drugiego dnia obserwacji do  Roberta dołączył ortopeda, który powiedział Indze, że jednak otworzą to kolano i zrobią co będzie należało. Pół godziny później przyszedł do Ingi anestezjolog na wywiad , po  nim pielęgniarka wpierw przemyła kolano wodą i mydłem, potem jakimś środkiem dezynfekcyjnym, na koniec zrobiła opatrunek i przykazała by Inga  go nie zdejmowała. Ominęła ją oczywiście kolacja i zamiast kolacji dostała jakąś tabletkę nasenną. Robert siedział przy niej mówiąc, że będzie operowana  jako pierwsza i dzięki temu on będzie przy tej operacji a do niej przyjdzie już po 14,00. Zaczekał aż Inga zasnęła a wychodząc jak zwykle pocałował ją rękę a tym razem  też ...w policzek. 

Rano o godz. dziewiątej została przewieziona na salę operacyjną do której było aż 15 metrów. Anestezjolog pożyczył jej miłych snów, wstrzyknął  ewipan i Inga niemal  natychmiast zasnęła. Dopiero wtedy zaczęto przywiązywanie do stołu operacyjnego, umieszczanie operowanej kończyny na specjalnej szynie by pole operacyjne było bezkrwawe i zaczęto zdejmować z kolana opatrunek.  Robert był obecny przy tej operacji i po raz pierwszy w swej karierze chirurga poczuł niepokój o osobę, która leżała w głębokiej narkozie. Nacięcie , które zrobił ortopeda było długości zaledwie 4 cm, udało się  bez trudu usunąć ze stawu krwiak, łąkotka była w jednym miejscu leciutko ukruszona, więc  usunięto okruchy chrząstki, usunięto również miejsca, w których była popękana i to był koniec operacji.

Przez cztery doby Inga leżała w dość osobliwej pozycji, z nogami wysoko uniesionymi i mocno wyprostowanymi. Po czterech dniach została spionizowana. W pokoju asystowało przy tym dwóch rehabilitantów i dwie pielęgniarki oraz Robert, który przybiegł miedzy  dwiema operacjami. Ku wielkiemu zdziwieniu Ingi stanie na tej operowanej kończynie było bezbolesne. Robert  tylko powiedział, że cudnie i  pobiegł z powrotem na blok operacyjny. Następnego dnia zaczęła się  nauka prawidłowego chodzenia, które szło Indze świetnie, jako że już o kulach  chodziła, poza tym miała ćwiczyć mięsień  czworogłowy operowanej nogi. Po siedmiu dniach  chirurg który ją operował osobiście  zdjął szwy, zakleił jeszcze brzegi plasterkami używanymi wówczas tylko w operacjach plastycznych, pouczył Ingę co jej wolno a czego nie wolno i dał skierowanie  na rehabilitację oraz wystawił dość długie  zwolnienie  lekarskie. Następnego dnia Robert zabrał ją ze szpitala do domu. On też dostał wytyczne co Indze wolno a czego nie.

                                                       c.d.n.