sobota, 3 kwietnia 2021

Nihil novi - 2

Wbrew swym obawom Dominik  nie zawiódł oczekiwań Ewy, co nie tylko go ucieszyło ale i bardzo zdziwiło.  Najwidoczniej ich ciała działały we własnym zakresie nie reagując za bardzo na sygnały wysyłane przez ich trzeźwe mózgi. Ewa nie oczekiwała żadnych cudownych wrażeń, a jednak szczytowała i długo oboje dochodzili do rzeczywistości, spleceni mocnym uściskiem. Dominik witał się  niespiesznie z dawno niewidzianymi i niepieszczonymi częściami ciała Ewy, Ewa przytulona na możliwie największej powierzchni do Dominika pławiła się w poczuciu szczęścia.

Ewuniu, pobierzmy się, nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. Pobierzmy się jak najprędzej, proszę. Kocham cię i bardzo cię proszę, zostań moją żoną.

W miesiąc od chwili złożenia dokumentów w USC, szybciej się nie da- otrzeźwiła jego zapał Ewa. Czyli musisz wyskoczyć po dokumenty do swojego USC , jeśli nie masz przypadkiem swojej metryki w domu. Ja też muszę wpaść do swego USC po metrykę. Ja na Mokotów a ty do Śródmieścia. Jeśli się tam wpadnie z samego rana to jest szansa dostania metryki od ręki. I trzeba się zastanowić w którym urzędzie ten ślub weźmiemy. Dzielnicowe są mniej "obłożone" niż Pałac Ślubów. I kogo na niego zaprosimy. I trzeba znaleźć dwójkę świadków. I mam pytanie - chcesz jakieś wesele?

Ewuniu, to są pytania, na które  najważniejsza jest twoja odpowiedź - zrobimy tak jak ty sobie zażyczysz. Bo mnie to wystarczyłby sam ślub w towarzystwie świadków, bez spędu rodzin i znajomych. Za to sobie zrobimy dobrą sesję zdjęciową i potem roześlemy po rodzinach i znajomkach zawiadomienie, żeśmy są małżeństwem. Mam pół Europy do zawiadomienia o tym fakcie.

A twoi rodzice to przełkną bez bólu?- spytała Ewa. Bo wiesz, z moimi  to żaden problem, oni są rozwiedzeni , więc braku udziału w naszym ślubie nie odczują, kto wie czy się nawet nie zdziwią, że ich córka bierze  ślub, niepomna nauk, że małżeństwo to żadna frajda.  Mnie osobiście też odpowiada taka forma ślubu jak tobie. Ja wezmę na świadka Baśkę, odpowiada ci to? Odpowiada, no a skoro ty weźmiesz Baśkę to ja wezmę  Leona K., bo mam wrażenie, że oni mają się ku sobie. Lijo i Baśka?- zdziwiła się Ewa- chyba za rzadko bywam na "spędach", jakoś mi to umknęło. W takim razie ja się może wpierw zapytam Basi jak ona to widzi. No to zadzwoń do niej teraz.  Niki, spójrz na zegarek, jest noc. Zadzwonię do niej jutro, a w poniedziałek ruszymy do urzędów. A tak dokładnie ja wpierw rano do pracy a potem wyjdę do USC. Mam jeszcze trochę zaległego urlopu o czym szef dobrze wie i na głowie biedak staje bym przypadkiem go nie wzięła, więc  będzie wolał bym wyciekła z pracy na 2 lub 3 godziny niż wzięła  cały dzień. Ostatni kwartał roku to dla planistów katorga - układanie po 100 razy planów na podstawie  danych sufitowych, fura zestawień , jedne z lewej do prawej, inne z prawej do lewej. I gdy już masz nadzieję, że wszystko połapałaś do kupy, okazuje się, że nie ma obawy, bo ktoś gdzieś się pomylił i zamiast z sufitu podał dane z podłogi. I powiem ci coś w sekrecie - w ub. roku tak się wściekłam, że wcale nic nie  skorygowałam i wysłałam takie nie skorygowane  dane dalej. I do dziś się zastanawiam  jakim cudem to przeszło i nikt się nie skapował, że coś jest nie tak. Wynika z tego, że wszystko to robimy zupełnie niepotrzebnie. No ale nie mogę tego szefowi powiedzieć.

Niki, trzeba by zasłonić okna żaluzjami, bo jak zapalimy  światło to sąsiedzi będą mieli darmowy film porno. I trzeba to zrobić we wszystkich oknach. Napijesz się jeszcze herbaty? Napiję, ale ty poleż, a ja zasłonię okna i zrobię herbatę. 

Gdy Niki poszedł do kuchni Ewa zebrała z podłogi jego rzeczy, rozplątała oba kłęby i wszystko porządnie  złożyła układając je na krześle do tego celu przeznaczonym a potem położyła się czekając na Dominika.  Podobał się jej pomysł,  by ślub był tylko ze świadkami, bez udziału innych, postronnych osób. Gdy Dominik przyniósł herbatę wmusiła w niego resztę torciku i gdy wypili herbatę zasnęła wtulona w jego ramiona. Dominik jeszcze długo wpatrywał się w leżącą w jego ramionach Ewę. Był naprawdę szczęśliwy, że przyjęła jego oświadczyny i zapewniał ją w myślach, że zrobi wszystko by była z nim  zawsze szczęśliwa.

W niedzielę po śniadaniu i porannej porcji pieszczot Dominik pojechał do domu, spakował dwie  bardzo duże walizy rzeczy osobistych, pudło z dokumentami osobistymi i służbowymi, zadzwonił po taksówkę i z całym "majdanem" pojechał do Ewy. Dobrze, że Ewa mieszkała w wieżowcu a taksówkarz pomógł mu zapakować te walizki i pudło do windy. Na piętrze wpierw  jedną walizką zablokował drzwi windy, potem wystawił pudło z dokumentami i drugą walizkę, na końcu odblokował drzwi windy i dopiero wtedy zaniósł kolejno cały bagaż pod drzwi mieszkania  Ewy. Maleństwo wytrzeszczyło oczy i stwierdziło, że trzeba  koniecznie  dokupić jeszcze jedną szafę, ale Dominik zapewnił Ewę, że on od lat żyje "w walizkach" i tylko garnitur wymaga powieszenia w szafie, no ale on go jeszcze dziś nie przyniósł, bo trzeba go chyba wpierw oddać do pralni, co zrobi w poniedziałek. Albo po prostu kupi nowy, bo za tamtym nie przepada. A co powiedziałeś w domu? Oczywiście prawdę, ale rodzice  nie uwierzyli- powiedziałam, że przeprowadzam się do swojej narzeczonej. I mama zapytała się tylko kiedy ja wreszcie spoważnieję. A czemu nie zdzwoniłeś po mnie domofonem, przecież pomogłabym ci z tym wszystkim  w windzie. No bo  gdy szedłem z walizkami akurat wychodził ktoś z budynku i mi potrzymał drzwi, więc razem z  taksówkarzem wnieśliśmy wszystko do windy. Maleństwo kochane,  ja zawsze jestem obładowany bo zawsze muszę mieć rzeczy na kilka miesięcy a do tego sporo dokumentacji, czasem dochodzi do tego i jakaś aparatura. O ile na stacjach badawczych jest jeszcze z miejscem nieźle to na statku niestety nie.

Niki, czy ty aby na pewno przemyślałeś trzeźwo to, że zrezygnujesz z pracy na statku badawczym lub na odległej stacji badawczej gdzie diabeł mówi wszystkim "dobranoc"? 

Przemyślałem i to nim do ciebie przyjechałem, miałem na to sporo czasu. Mam teraz 36 lat i od  dziesięciu lat byłem ciągle niczym jakiś banita. I, co zabawne, gdybym się nie zakochał w tobie, to nadal tkwiłbym w tym wszystkim dziwaczejąc coraz bardziej. Musiałem skończyć jeden program badawczy, który był ważny nie tylko dla mnie, ale on ustawił mi dalszą karierę, pozycję w tej branży i finanse. Nie szalałem, gdy gdzieś na kilka dni  cumowaliśmy, na stacjach badawczych nie przepijałem pieniędzy, nie grałem w karty. Napisałem do Ciebie kilka listów a ty nie odpisywałaś, a ja , idiota, gasiłem swą tęsknotę w ramionach innych kobiet. To było bardzo głupie. Ale ostatnie dwa lata żyłem już jak mnich. Byłem pod wrażeniem tego, co powiedział mi ten stary Innuita. Uderzyło mnie to, że przecież ja go o nic nie pytałem. Rozmawiałem z nim o fokach, o polowaniu na nie, nie było ani pół słowa o kobietach, miłości czy czymś w tym rodzaju. A wiesz, Innuici bardzo szanują kobiety. Bardziej niż Europejczycy, którzy uważają się za wzór cnót wszelakich.

Napisałem wtedy do Baśki pytając o ciebie i dowiedziałem się, że byłaś, ale już nie jesteś z jakimś facetem. Nie mogłem wcześniej przyjechać ale zaklinałem cię w myślach byś na mnie zaczekała. Przez ostatnie dwa lata żyłem tylko i wyłącznie wspomnieniem tego wszystkiego co się wydarzyło między nami w  Jastarni. A przyznasz, że było to coś zupełnie niezwykłego, bo przecież znaliśmy się wcześniej, mieliśmy wspólnych znajomych. Ewuniu, nigdzie bez ciebie  nie pojadę. Nie wiem, jak będzie z moją pracą w Polsce, ale w kilku cywilizowanych krajach bez trudu ją znajdę, tyle tylko, że wtedy nie zostawiłbym cię tutaj, wyjechalibyśmy razem. Jeśli będę pracował  za granicą to bez trudu ogarnę wszystko finansowo, nie będziesz musiała wcale pracować, no chyba, że  bardzo będziesz chciała. Ten czas urlopu przyda się na znalezienie pracy i przyrzekam ci,  że każdą propozycję jaką dostanę przed podjęciem decyzji omówię dokładnie z tobą. 

Ewa przytuliła się do Dominika- zdaję sobie sprawę z tego, że Polska to mało morski kraj i oceanologów  biologicznych nie zatrudnia na pęczki i że wyjazd poza Polskę będzie konieczny, ale pojadę z tobą wszędzie. Może najmniej chętnie w jakieś mocno północne  kraje, ale jest sporo krajów  czerpiących korzyści z faktu, że mają dość długą linię brzegową. Mam wrażenie, że nawet nasi współużytkownicy Bałtyku zatrudniają więcej specjalistów od biologii morskiej niż my.

Dominik wpatrywał się w Ewę z uwagą - jak widzę to ty masz całkiem niezłe rozeznanie jak na osobę z zupełnie innej branży! Ewa zaczęła się śmiać- no wiesz, kilka lat wcześniej poznałam pewnego oceanologa, który wywarł na mnie duże wrażenie.

Niki, a może  powinniśmy jednak przed  ślubem zaprosić twoich rodziców i moich, żeby nie padli na udar serca gdy przyjdzie do nich tylko nasze zdjęcie z zawiadomieniem, że się właśnie pobraliśmy. Jesteśmy oboje już dorośli i samodzielni i niczego nam nie mogą narzucić w tej materii, więc możemy to na dwie raty rozegrać. Możemy zaprosić ich do restauracji albo ja coś upichcę w domu, pomyśl nad tym. Z moimi to trzeba chyba rozegrać "na raty", bo oni się serdecznie nienawidzą i robią sobie wzajemnie wielce kąśliwe uwagi, a ja mam wtedy przemożną ochotę walnąć oboje czymś ciężkim w łepetyny. Obojgu powtarzam, że nienawiść to jednak też uczucie, że drugą stronę bardziej może zaboleć całkowita obojętność, ale oni jacyś tępi są. Albo nie mam za grosz talentu pedagogicznego.

Dominik zamyślił się - no ale chyba nie dogryzaliby sobie przy obcych, a ja i moi rodzice jesteśmy dla  nich osobami obcymi. Nie chcę byś trzy razy coś pichciła. Może zamiast obiadu zrobimy tak zwany podwieczorek- kupimy jakiś dobry tort i jakieś drobne małe ciasteczka, lody - będzie mniej przy tym pracy, a słodycze zawsze wszystkim poprawiają nastrój. I moglibyśmy to zrobić w najbliższą sobotę lub niedzielę.

                                                                          c.d.n.

 


piątek, 2 kwietnia 2021

Nihil novi

Szła leśną drogą w stronę wydm za którymi była szeroka plaża. I nagle  ciszę lasu przerwał natarczywy dźwięk dzwonka i to tak natarczywy, że Ewa oprzytomniała. Droga leśna zniknęła, zamiast niej był Ewy pokój dzienny do którego zakradał się zmrok. Ewa podniosła się z kanapy i podeszła do  domofonu, podniosła słuchawkę i cicho powiedziała:  taaak, słucham. Nie  słuchaj tylko szybko otwieraj - dobiegł ją głos Basi.

Ewa, ciągle jeszcze  tkwiąca myślami na leśnej drodze prowadzącej nad morze wcisnęła  klawisz  aparatu, potem odsunęła zatrzask zamka w drzwiach. Zerknęła w lustro i lekko przygładziła włosy. Stała przy drzwiach z zamkniętymi oczami, wędrując myślami w stronę wydm.Tęskniła za tamtym miejscem i tym wszystkim  co było z tym miejscem związane.  Klamka naciśnięta od strony zewnętrznej wydała lekki zgrzyt i Ewa pomyślała, że wreszcie powinna  ją posmarować jakimś smarem. Drzwi otworzyły się, ale stał w nich Dominik a nie Baśka. Ewa wpatrywała się w niego w niemym zdumieniu, w końcu głośno nabrała powietrza i  spytała  " a Baśka?"  Dominik zamknął za sobą drzwi i powiedział - poszła do swego domu, pomogła mi tylko bym trafił pod właściwy adres. Nigdy tu u  ciebie nie byłem, nie znam wcale tego osiedla. Nie chciałaś dziś przyjść na spotkanie do Halinki, więc postanowiłem przyjść do ciebie. Ale jeśli wolisz mnie nie oglądać to nie będę się narzucać swoją osobą i zaraz wyjdę. Ewa odsunęła go od drzwi i zamknęła je starannie.

Nie chciałam przyjść bo mnie najzwyczajniej w świecie bolała głowa, nie wiedziałam, że  jesteś przelotem w Polsce. Gdy pomyślałam, że będę musiała kilka godzin spędzić w hałasie i w dymie, to zrezygnowałam.  Zdejmij kurtkę, jak chcesz to możesz i buty zdjąć i założyć takie gościnne klapki.

Dominik zdjął kurtkę, założył "gościnne klapki" i objął Ewę mówiąc "maleństwo moje, wreszcie mogę cię przytulić". Nic nie urosłaś, wciąż jesteś takim  maleństwem, za którym tak szalałem.

Niki, po trzydziestce to się już raczej nie rośnie, kończy się rosnąć najpóźniej w wieku 25 lat. Ty też nie urosłeś.Tak jak kiedyś sięgam ci czubkiem głowy do ramienia. Powiedz co będziesz pił? Zrobić ci kawę czy herbatę? Zrób dla mnie to co dla siebie. A dawali coś u Halinki jeść poza kruchymi ciastkami? To u niej dyżurny pokarm, jak znam życie. No nie dawali - roześmiał się Dominik. No to w takim razie zjemy coś jakby kolację. Jest coś czego nie jadasz?  Śledzi marynowanych. Nie mam śledzi, też ich nie jadam.

W takim razie zjesz dziś, biedaku, naleśniki z mięsem a tak dokładnie to z domowym pasztetem. Możesz ze mną posiedzieć w kuchni albo możesz iść do pokoju, za 20 minut będzie już wszystko gotowe. Wolę zostać z tobą w kuchni, strasznie dawno cię nie widziałem.  Fakt, nie widzieliśmy się cztery lata. I dwa miesiące - dodał Dominik. Pięćdziesiąt miesięcy - sprecyzował. Byłem w ub. roku w Polsce, ale wieść gminna mi  doniosła, że ty w tym czasie byłaś w Budapeszcie.  No byłam  - służbowo tydzień i drugi tydzień prywatnie. Niki, a teraz na długo przyjechałeś?  Dominik chwilę milczał- nie wiem. Na razie nie mam podpisanego żadnego kontraktu. A to czy i jaki kontrakt podpiszę nie zależy tak całkowicie ode mnie. Ewa chciała by zjedli w pokoju, ale Dominik zaprotestował - mnie jest tu dobrze, tak po domowemu.

Dominik jadł i cały czas nie spuszczał z Ewy wzroku. Ewa miała wrażenie, że nie pominął ani centymetra jej ciała. Niki, przyglądasz mi się tak, jakbym była jakimś okazem flory lub fauny jeszcze nie zaliczonym do jakiegoś konkretnego gatunku biologicznego. Dominik uśmiechnął się - porównuję po prostu rzeczywistość z moimi snami o tobie. Często mi się śniłaś. I zawsze było to pożegnanie na lotnisku i ty powstrzymująca się od płaczu. Ewa roześmiała się - to ja ci serdecznie współczuję, że miałeś takie koszmarne sny. Nie wiem czemu, ale jakoś nie wyglądam ponętnie gdy płaczę. A ja miałam dziś, po południu piękny sen - śniła mi się leśna droga na plażę w Jastarni. I sen się szybko skończył bo Baśka zadzwoniła domofonem. Dominik uśmiechnął się - było nam tam tak cudownie, chciałbym by się to wszystko powtórzyło. 

Ewuś, jesteśmy już bardzo dorośli i chciałbym z tobą o kilku sprawach porozmawiać. Mam w tej  chwili mnóstwo urlopu i chcę go spędzić porządkując swoje życie. Ostatnie pół roku byłem na Antarktydzie, miałem dużo czasu na różne przemyślenia i analizy. To dziwne miejsce, piękne i okrutne zarazem. A gdzie jeszcze byłeś gdy cię tu nie było? W wielu miejscach, ale nie tam gdzie powinienem był naprawdę być, czyli przy tobie. Gdy pływaliśmy batyskafem wokół Wysp Kokosowych śniłaś mi się każdej nocy. Bo pływając w wodach tamtego Parku Narodowego stale  żałowałem, że nie ma cię przy mnie, że nie widzisz tego podwodnego piękna. 

Ewa wpatrywała się w niego, wreszcie powiedziała - niemal dwa lata temu oglądałam tamten świat - na Discovery. Dobrze, że tam jest zrobiony Park Narodowy. I wiem, że podobny Park Narodowy jest zrobiony w okolicy Wyspy Wielkanocnej, ale nie widziałam żadnego filmu  tam nakręconego pod wodą.

Ewa zrobiła kawę, wyciągnęła z kredensu "dyżurny" czekoladowy torcik wedlowski, pokroiła na zgrabne trójkąciki, ułożyła na szklanej , niedużej  paterze i powiedziała- weź kawę i cukier i idziemy posiedzieć na czymś wygodniejszym niż kuchenne krzesła. Chyba rzeczywiście powinniśmy ze sobą trochę dłużej porozmawiać. Bo coś mi się wydaje, że oboje mamy mnóstwo pytań. Jakby na to nie spojrzeć,  owe 50 miesięcy to jednak kawał czasu. Jako gość w tym domu możesz pierwszy zadawać pytania, przyrzekam, że  powiem prawdę, chociaż wiem, że nie wszystko może ci się spodobać.

Na długą chwilę zapanowało milczenie, wreszcie Dominik  zapytał czy to prawda, że aktualnie Ewa nie ma żadnego faceta, bo ten,  z którym była przez prawie trzy lata  to sprawa nieaktualna.  Ewa uśmiechnęła  się - jak widzę to Baśka już cię nieco poinformowała o tym co u mnie się dzieje. To prawda, mieszkałam prawie  trzy lata z jednym facetem, u niego,  a to mieszkanie wynajmowałam znajomym, czekającym na własne mieszkanie. A kochałaś go? Ewa zatopiła spojrzenie w oczach Dominika - raczej miałam wrażenie, że tak, ale to wszystko było oparte głównie na seksie i przyjaźni albo na obustronnym wygodnictwie - każde z nas nie miało przynajmniej problemu z kim pójść do kina lub na spacer czy też do łóżka. Wiem, to nie świadczy o mnie dobrze, ale obiecałam mówić prawdę, choć to mało opłacalny biznes.

A ty, masz jakąś kobietę?  Przy moim dotychczasowym trybie życia?- zaśmiał się Dominik- póki co na statku badawczym nie przebywasz ze swoją partnerką. Miałem mnóstwo przelotnych znajomości, ale po pewnej rozmowie z kimś w rodzaju szamana czy wróżbity, starym Innuitą, zdałem sobie sprawę, że nic a nic mnie z tymi kobietami nie łączyło i że tak naprawdę kochałem i nadal kocham tylko jedną dziewczynę, tę której zabrałem dziewictwo w pewne wakacje w Jastarni. Nie opowiadałem Innuicie o tobie, nie pytałem się go swoją przyszłość - po prostu w pewnej chwili patrząc na mnie  powiedział - nie znajdziesz szczęścia i spokoju dopóki nie wrócisz do tej, dla której byłeś pierwszym mężczyzną. Wierz mi, na długą chwilę odebrało mi mowę. Bo żeby było dziwniej, byłaś i jesteś nadal jedyną dziewczyną, którą pozbawiłem dziewictwa. I od tamtej pory zaczęłaś mi się śnić a moje libido spadło do zera. Byłem okropnie załamany, gdy się dowiedziałem, że przyjechałem do Warszawy, a ty właśnie wyjechałaś do Budapesztu. Co prawda wiedziałem, że wyjechałaś służbowo, bo to mi przekazała Basia. Następnego dnia wróciłem do Gdańska i przesiedziałem tydzień opracowując materiały z Alaski i usiłując dociec skąd ten Innuita wiedział o tobie, o tym, że wciąż się czuję nieszczęśliwy. Dobrze, że śniłem o tobie, choć zawsze to był smutny sen. I widzisz maleńka, o tym wszystkim, o nas, o drugiej szansie dla nas chcę z tobą rozmawiać. Chcę ten urlop wykorzystać na to,  byśmy w pewnym sensie wszystko zaczęli od nowa,  by te 50 miesięcy rozdzielenia jakoś jednak załatać.

Ewa uważnie się wpatrywała w oczy Dominika - sądzisz, że nadal mnie kochasz? A jeśli uda się nam "załatać tę dziurę po 50 miesiącach rozłąki" to co zrobisz? Wrócisz na statek badawczy i nadal będziesz miesiącami pływał albo utkniesz gdzieś na jakiejś stacji badawczej? A o mnie pomyślałeś? Czy sądzisz, że nadal będę na ciebie  czekała niczym Penelopa na powrót Odysa?

Ewuś, właśnie o tym chcę z tobą porozmawiać - mam sześć miesięcy urlopu. Jeśli uznamy, że udało się nam załatać tę dziurę w naszym życiorysie, to jasne jak słońce na niebie, że zmieniam pracę na taką, żebyśmy byli stale razem, żadne rejsy, żadne stacje  badawcze na końcu świata! A co będziesz robił, gdy będziesz na tym urlopie a ja w pracy?- Ewa nie odpuszczała.  Będę robił dla nas zakupy, gotował dla nas obiady, sprzątał w domu, prał i robił wszystko to co mi zlecisz. Będę też pisał artykuły do fachowej prasy i może też książkę napiszę, bo mam taką propozycję od Brytyjczyków, bo mam sporo ciekawych materiałów. To ty umiesz pisać? -wyzłośliwiła się Ewa - to dlaczego ja nie dostałam od ciebie ani jednego listu przez te pięćdziesiąt miesięcy? Pewnie dlatego, że wszystkie  adresowałem na twój stary adres, a nie podałem nigdy adresu zwrotnego, bo byłby to adres rodziców. A znając ciekawość mojej matki, to każdy list byłby skrupulatnie przeczytany a mamuńcia wtajemniczona w szczegóły twej anatomii, za którymi tak  bardzo tęskniłem i nadal tęsknię.  I nieco bezceremonialnie przyciągnął Ewę do siebie, całując jej oczy, policzki, nos i wreszcie wpijając się w usta i mocno ją przytulając.  

Ewa leciutko go odepchnęła - naprawdę wiesz czego chcesz? Jestem już stara, lubię wygody, chodźmy do sypialni. Dominik wziął ją na ręce, a Ewa objęła go za szyję i mocno się do niego przytuliła. Ojej, Ewuś, strasznie mało ważysz! Wiem, 5 kilo mniej niż  cztery lata wcześniej. W sypialni postawił ją delikatnie na podłodze i zaczął rozbierać wyraźnie delektując się każdym odsłoniętym  fragmentem jej ciała. Sięgnął do kieszeni spodni i cisnął na łóżko jej zawartość mówiąc - masz tu na osiedlu nieźle zaopatrzoną aptekę a do tego za ladą pana a nie panią. Luksus. Ewa z zainteresowaniem patrzyła na Dominika, który jednym ruchem pozbył się wszystkiego co miał na sobie od pasa w górę, drugim wszystkiego co miał od pasa w dół, skarpetki ze stóp ściągnął bez pomocy rąk, które w tym  czasie już oplatały Ewę i kierowały ją w stronę łóżka. Ewuś, nie chudnij więcej, bo nie będę miał do czego się przytulać, proszę. Rozpatrzę twą prośbę, ale napisz podanie w tej sprawie. Napiszę wieczorem. Ewuńku, od dwóch lat nie trenowałem tej dyscypliny, więc mogę cię nieco zawieść, ale pragnę cię przeogromnie. Ewa przytuliła go bardzo mocno i szepnęła- nie bój się, poradzisz sobie, zobacz, znów jesteśmy razem!

                                                                  c.d.n.

I jak zwykle czytamy i albo komentujemy albo dajemy znaczki - ;(   lub ;)

piątek, 19 marca 2021

Trudne decyzje -3

Mieszkanie Marcina podobało się Lidce. Było trzypokojowe, na czwartym piętrze. Widok z dziennego pokoju był na pola po drugiej stronie  ulicy, ale oboje wiedzieli, że w planach  ma tu powstać kolejne osiedle, z tym , że budynki mają być głównie trzypiętrowe, bo wtedy nie trzeba montować wind. No jasne, margnęła Lidka - aż dziw, że nie zrobią osiedla ziemianek, wtedy i schody byłyby niepotrzebne i na dachach można by sporo zaoszczędzić. A od ziemianki do ziemianki sieć transzei.  Li, kochanie, masz wielce radykalne pomysły. Powinnaś je opatentować, sukces murowany. No bo popatrz -Lidka nie odpuszczała-  na moim osiedlu są  wieżowce, zresztą obrzydliwe i takie czteropiętrowe szeregowce jak mój, tak zaprojektowane, że nie ma jak do nich dobudować wind zewnętrznych, a na tych 3 i 4 piętrach mieszka mnóstwo osób od chwili zasiedlenia osiedla, a dziś są już leciwi i mordują się by dotrzeć do mieszkania. I co - projektanci tego nie wiedzą? Wiedzą ale wg władz to nieekonomiczne, ale te mieszkania nie są i nie były darmowe, komunalne, ludzie je normalnie kupują i to za całkiem spore pieniądze.

W sypialni Marcina jedną ścianę zajmował oszklony regał wyładowany książkami, na krótszej ścianie stało łóżko na półtora człowieka, jak to określił Marcin , na drugiej dłuższej ścianie szafa - kombajn, w pobliżu okna mały stolik i dwa nieduże fotele.W gabinecie Marcina stało duże biurko a ściany były obudowane regałami pełnymi     fachowej literatury i to w kilku językach. Nad biurkiem wisiały zdjęcia jego rodziców. Jesteś podobny do obojga - stwierdziła Lidka. Mama nie żyje, to wiem, a twój tata? Tata  żyje, ale woli mieszkać we Francji, zresztą ma obywatelstwo francuskie. Ale dość często do mnie przyjeżdża. Chodź do dziennego pokoju, otulę cię pledem, odpoczniesz trochę. Co ci zrobić do picia? Nic, ja mało piję. Marcin wrzucił na fotel poduszkę, na nią puchaty pled , usadził na fotelu Lidkę, otulił pledem, pod nogi podstawił miękki puf. A ty- zapytała Lidka- a ja  się rozpanoszę w drugim fotelu i będę kontemplował obraz pod tytułem "Li w fotelu". Za godzinę pojedziemy do Kuźni na kolację. Spotkamy się tam z Konradem i jego partnerką. Wiesz, to Konrad  mnie wyciągnął z załamania  gdy moje małżeństwo legło w gruzach. 

Chyba bardzo ją kochałeś skoro przeżyłeś tak bardzo rozpad swego związku - przepraszam, właściwie wcale nie  powinnam o tym z tobą rozmawiać, przepraszam- sumitowała się Lidka.  Marcin krótką chwilę milczał w końcu cicho powiedział- dobrze, że o tym ze mną rozmawiasz- nigdy nie rozmawiałem o tym z żadną kobietą. A z tobą chcę rozmawiać o wszystkim, dzielić się swymi przemyśleniami, radościami, smutkami, chcę wiedzieć jakie ty masz spojrzenie na to co nas otacza.  Bardzo, bardzo podobasz mi się jako kobieta, jesteś bardzo ładna, zgrabna, ale nie tylko to mnie przyciąga do ciebie, masz bardzo realne podejście do życia i jednocześnie masz wiele ciepła . "Zjadłaś" mnie tym powiedzeniem, że nie masz partnera, bo jak ma być byle jak, to lepiej by wcale  nie było. Jesteś pierwszą kobietą od której usłyszałem taką opinię.    Jesteś Li po prostu nietuzinkowa.                         

Nie umiem odpowiedzieć na pytanie czy ją bardzo kochałem,  mam wrażenie, że tylko wyobrażałem sobie, że ją kocham, a przecież już nie byłem nastolatkiem. Bo tak naprawdę to od początku byłem wielce pasywny.Nigdy nie byłem podrywaczem, ja się po prostu dałem poderwać, a  że była niebrzydka i niemal wszyscy kumple sypiali z pielęgniarkami przespałem się i ja. A może miałem w głowie zupełnie inny obraz małżeństwa, bo moi rodzice często bywali rozdzieleni, ale i tak się kochali. Mama mi zawsze kładła do głowy, że wzajemne zaufanie jest największą wartością i podstawą każdego związku.

Konrad bardzo chce  cię poznać. Bo tak z ręką na sercu - jesteś pierwszą kobietą, z którą odważyłem się spotkać po tej całej aferze. Więc chyba dlatego chce cię bliżej poznać.  Lidka spojrzała Marcinowi głęboko w oczy - no a jeśli mu się wydam niegodna ciebie, czy też nieodpowiednia dla ciebie to co? zakończysz znajomość ze mną?  Nie, to nie o to chodzi, on po prostu chce cię poznać, bez żadnego podtekstu. Śmieje się, że chce poznać kobietę, przez którą stracił pacjenta. Bo ponoć źle rokowałem. Li, a może dać ci drugą poduszkę? Lidka roześmiała się - no jasne, drugą podusię i za moment zasnę. Za 15 minut wstajemy, muszę wpaść do domu by się przebrać w coś bardziej cywilizowanego niż dresowe spodnie i t-shirt. Co prawda Kuźnia to nie Bristol, ale z szacunku dla  ciebie nie pójdę tam w dresowych gatkach.

W pół godziny później Lidka "wskoczyła" w dość dopasowaną do figury sukienką w kilku odcieniach fioletu, ciemnofioletowe szpilki i tego samego koloru  żakiecik. Do zapinanych na suwaki kieszeni żakietu włożyła portfel, dokumenty i klucze od  mieszkania. Gdy stanęła w drzwiach gotowa do wyjścia Marcin oniemiał i powiedział - jedziemy jeszcze  do mnie na  pięć minut, zaczekasz na mnie w samochodzie, to nie będę go wstawiał do garażu. Nie dał rady wrócić za 5 minut, ale gdy pokazał się w bramie  budynku Lidka pomyślała-  o cholera, młody bóg idzie na łowy. Wygląda jakby od trzeciego roku życia chodził w  garniturze. Gdy otworzył drzwi samochodu usłyszał- wyglądasz zabójczo! Dobrze, że do pracy  nie chodzisz w  garniturze! 

Konrad z towarzyszącą mu kobietą też byli elegancko ubrani. Gdy panie wyszły poprawić makijaż- dla Lidki było to tylko usunięcie resztek szminki z ust, Konrad powiedział Marcinowi, by zawalczył o Lidkę, bo nie dość, że dziewczyna ładna i zgrabna to na dodatek mądra. A że młodsza o  osiem lat, to bez znaczenia. I że powinien jej okazywać dużo, dużo czułości i troski, bo ona tego potrzebuje. Pojedźcie gdzieś razem na tydzień lub dwa, zobaczysz jacy oboje będziecie sobą zachwyceni. Tylko potem nie zapomnij mnie zaprosić na ślub, szczęściarzu. A może weź ją do Paryża na  czerwcowy "długi weekend", twój ojczulek będzie  nią zachwycony.

Gdy późnym wieczorem wracali z restauracji Marcin powiedział- wyglądasz cudnie,  aż nie mam ochoty się z tobą rozstawać. To chyba dobrze, roześmiała się Lidka, jest tylko jeden mały problem- nie spędzę  całej nocy w tej sukience  i szpilkach więc urok pryśnie. Nie pryśnie, sukienka i szpilki to tylko dodatki, liczysz się ty. Kochanie, a gdzie wolisz żebyśmy jeszcze posiedzieli razem- u ciebie  czy u mnie? Zasadniczo obojętne, ale u mnie lodówka pełna a u ciebie  tylko światło, więc rozum mi podpowiada byśmy posiedzieli u mnie. Ale uprzedzam będę w dresie, nie w tej kiecce. To wiesz co- zostawię cię na moment w samochodzie, zrzucę garnitur i też wskoczę w dres- dobrze? Dobrze- zgodziła się Lidka. Gdy wyszedł z  samochodu pomyślała- chyba zupełnie zdurniałam, igram z ogniem. Jeśli się zakocham to przepadnę.

Marcin chyba w jakimś obłędnym tempie wyskakiwał z tego garnituru, miał na sobie dres, adidasy, w ręce torbę zakupową "z czymś" i bardzo dziarsko wskoczył za kierownicę. Tym razem Lidka powiedziała, by jednak zostawił samochód na płatnym, strzeżonym parkingu, bo to sobota, więc  tak będzie  bezpieczniej dla całości samochodu. Szli do domu Lidki i rechotali, że teraz to wyglądają super- ona odsztafirowana, na szpiluniach a on w dresie i adidasach. W domu Lidka szybko zamieniła sukienkę na dres, pozbyła się makijażu, wstawiła wodę na herbatę, przeprowadziła wywiad, czy aby Marcin nie głodny, każde wyciągnęło z zamrażarki swe ulubione lody  zasiedli na sofie w wielce zdrowej pozycji czyli.....w siadzie skrzyżnym. Gdy usiedli Marcin wyciągnął wpierw z torby zakupowej butelkę wina, którą odniósł grzecznie do kuchni, jednocześnie przynosząc z niej herbatę. Następnie - flakonik ulubionych perfum Lidki mówiąc - mam nadzieję, że się nie pomyliłem, bo w tej dyscyplinie  niewiele odbiegam wiadomościami od nogi stołowej. Przyznaję się bez bicia, podpatrzyłem w twojej łazience. Następnie z torby wychynęła piżama Marcina,bo chociaż t-shirt z żabą jest dobry  rozmiarowo, to malutkie granatowe kwadraciki na jasnoniebieskim tle chyba lepiej się prezentują od żaby, a tak  naprawdę nie lubi spać w dopasowanych bokserkach, a te piżamowe spodenki są wygodniejsze. 

Poza tym chciałby się dowiedzieć, czy Li spędziłaby z nim długi czerwcowy weekend, np. w Pradze Czeskiej- mogą albo polecieć samolotem albo pojechać samochodem. Na wszystkie pytania Lidka odpowiadała oplątana jego ramionami a jego ręce coraz  śmielej sprawdzały kontury jej ciała, wciskały się bezczelnie  pod dres, coraz więcej pytań było poprzedzanych lub kończonych pocałunkami. Ale Lidka w pewnej chwili szepnęła mu do ucha- połowa cyklu panie doktorze, a ja odstawiłam już dawno tabletki. Wiem o tym, jestem twoim lekarzem, a nie katem. Zaufaj mi i idź za instynktem, rozum zostaw mnie. Zadbanie o twoje bezpieczeństwo to moja sprawa. Lidka nareszcie przylgnęła do Marcina, dresy nagle przestały obojgu przeszkadzać bowiem znalazły się na podłodze, a Marcin na przemian zachwycał się słownie wszystkimi częściami ciała Lidki i okrywał je pocałunkami, by wreszcie w nim  delikatnie, w pełnym zabezpieczeniu, którego nawet nie wyczuła, wylądować. Leżeli wtuleni, nieco  zdumieni, że ten ich  pierwszy raz przyniósł obojgu tyle satysfakcji. Jesteś cudowna, chcę jeszcze i jeszcze i jeszcze. A tak się bałem jakbym miał skoczyć ze spadochronem.A ty jesteś wprost cudowna, jakby stworzona dla mnie. Zasnęli dopiero nad ranem, omówiwszy to wszystko o co pytał Marcin oraz plany na najbliższe miesiące. Wrześniowy urlop Lidki planowali spędzić w towarzystwie ojca Marcina, który miał całkiem  spory dom w okolicy Nicei. Około południa, gdy się obudzili,  nadal nie syci siebie, Lidka zarządziła wysoko białkowe śniadanie i usmażyli razem jajecznicę na dużej patelni, zjedli szybko i powrócili do dalszego odkrywania siebie nawzajem. Czerwcowy długi weekend spędzili na zmianę w mieszkaniu Lidki i Marcina. W każdy weekend pływali w Konstancinie, rozśmieszając Konrada tym, że Marcin pływał zawsze jak cień Lidki i Konrad się śmiał, że zachowuje się jak samiec walenia pilnując by jakiś obcy samiec nie zbliżył się do jego samicy. We wrześniu pojechali do Francji, do ojca Marcina.

Ojciec Marcina nie ożenił się po raz wtóry, miał przyjaciółkę z którą spędzał czas wolny, ale jak powiedział Lidce, miłością jego życia była matka Marcina. Któregoś wieczoru w przydomowym ogrodzie ojca, gdy w trójkę sączyli lekkie wino, Marcin powiedział Lidce, że dojrzewa pomału do małżeństwa z nią. Lidka uśmiechnęła się i odpowiedziała - a czy mógłbyś mi powiedzieć czym będzie się różniło moje obecne życie z tobą  od  tego gdy weźmiemy ślub?

Mieszkanie, w którym mieszkam należy do rodziców, nie stanowi mojej własności, choć wiem że jest przedmiotem spadku a testament już jest sporządzony. Czy wyjdę za Ciebie czy nie to i tak będę musiała pracować, bo trzeba sobie wypracować emeryturę. Nie sądzę bym jako żona kochała cię mniej lub więcej i dopóki mnie  nie zdradzisz będę cię kochać, dbać o ciebie i wspierać. Nie mniej jeśli ci się zamarzy dziecko wolałabym wtedy w czasie ciąży wziąć ślub, z przyczyn społecznych, bo kołtuństwo nadal kwitnie. Więc może poczekajmy jeszcze z kwestią ślubu. Nigdy ci o tym nie mówiłam, ale gdy przyszłam na pierwszą wizytę do twego  gabinetu przeżyłam szok  gdy wstałeś od biurka, bo nagle stanął przede mną  "facet z mojego snu", choć z nieco jaśniejszymi włosami niż ten, którego widziałam we śnie. Wierz mi, nie widziałam cię nigdy wcześniej, nawet nie wiedziałam, że istniejesz. Tego dnia obdzwoniłam kilka przychodni i  gabinetów szukając lekarza, który przyjąłby mnie "od  ręki", ja nawet nie wiedziałam czy trafiłam na kobietę czy na faceta- dopiero gdy przyszłam recepcjonistka  mnie uświadomiła, że trafiłam na faceta. A po tygodniach wpadłam w totalny zachwyt tobą - byłeś delikatny, taktowny i mieliśmy takie samo spojrzenie na wiele spraw. Nocowałeś u mnie, bo wiedziałam chociaż nie  wiem skąd, że nie weźmiesz mnie siłą i że w pewnej chwili sami oboje  dojrzejemy do tej decyzji. Wiem, że na pewno będziemy dobrym związkiem, ale pośpiechu nie ma. I wiesz - może jestem naiwna, ale wierzę we wszystko co mi mówisz. A ojciec Marcina uniósł w górę kieliszek i powiedział - piję za wasze zdrowie, za waszą miłość i związek. A Li ma rację - liczy się uczucie i wzajemne zrozumienie, ślub to sprawa czysto administracyjna, ale  bardzo cię Li proszę - wyjdź za mego syna.

Wczesną wiosną następnego roku Lidka i Marcin wzięli ślub. Uczestnikami skromnej uroczystości  byli rodzice Lidki, ojciec Marcina z przyjaciółką, wspólniczka Marcina i mierzący piętnaście centymetrów maluszek w brzuchu Li. A  świadkowali w USC Konrad ze swoją partnerką. 

W przyjściu maluszka na świat pomagała wspólniczka Marcina a zaszczyt przecięcia pępowiny przypadł Marcinowi i zapewne gdyby nie trzeźwość Lidki ów kawałek pępowiny stałby się zabalsamowaną rodzinną relikwią oprawioną w srebro lub złoto.

Swoje  uwielbienie dla Lidki przekazał synkowi Marcin, a jednocześnie Lidka cały czas tłumaczyła małemu Marcelkowi, że na świecie nie ma bardziej kochanego taty niż jego tata. Ale największym rodzinnym sukcesem Lidki było namówienie swego teścia by sprzedał dom pod Niceą i zamieszkał razem z nimi w wygodnym, dużym domu w Konstancinie. Po roku dołączyła do towarzystwa Nina, przyjaciółka teścia Li. A stałymi gośćmi w starym, odremontowanym starannie domu konstancińskim bywał Konrad wraz ze swą partnerką i rodzice Lidki.

                                                                            KONIEC

 








Trudne decyzje - 2.

Jedli i wpatrywali się sobie w oczy. Albo mu to naprawdę smakuje albo był bardzo głodny - pomyślała Lidka. 

Hmm, bardzo dobre wino - zagaiła rozmowę Lidka. Właśnie niedawno je odkryłem zdradził swą tajemnicę Marcin. A powiedz mi, proszę jakie  to mięso jest w tej zapiekance, nie mogę rozpoznać. Biust z indyka- wyjaśniła Lidka. Ale wpierw go marynuję, bo tak naprawdę za drobiem to nie przepadam, choć ponoć to zdrowsze od wołu lub wieprzowiny. Nie bujasz, naprawdę? Zupełnie nie przypomina indyka. No bo o to właśnie szło- żeby było gotowe w 20 minut i nie miało smaku drobiu. A czy jest zdrowsze?- nie mam pojęcia, nawet się nad tym nie zastanawiałam nigdy.  Czy będzie  dużym nietaktem gdy sobie jeszcze dołożę? Z czystego łakomstwa, bo głodny to już nie jestem. Ale dawno nic mi tak nie smakowało, naprawdę. Jedz, proszę, ile tylko zechcesz. Lubię gdy ludziom smakuje to co upitraszę. Ale zdarzają mi się też niewypały kulinarne, a śmietnik to bardzo wyrozumiały stołownik. 

A gdzie ty mieszkasz, że tak szybciutko tu dotarłeś? W wieżowcu zbudowanym przez jakiegoś wariata w miejscu,  gdzie ciągle są wypadki. W tym żółtym? próbowała uściślić Lidka. No tak, z jego dwóch stron są jezdnie i tak ze 50 m od budynku są  regularnie kraksy bo się łączą dwie nitki drogi a ludzie są gapowaci. Lidka machnęła ręką - tego wieżowca tam nie było a wypadki zawsze tam były i to sporo śmiertelnych. Najwięcej to było motocyklistów. Ale budynek całkiem ładny wymodzili. Od dawna tam mieszkasz?- od rozwodu, a dokładnie od chwili gdy się postanowiliśmy rozejść, więc już dwa lata.

Lidka nabrała powietrza w płuca, głęboko odetchnęła i powiedziała - mam  do ciebie kilka pytań, nie nadających się w powszechnej ocenie do zadawania ich na początku znajomości, no ale zaryzykuję - robisz na mnie wrażenie całkiem normalnego faceta i może to w niczym nie zaburzy naszej znajomości. Nie zaburzy - wolę gdy ktoś chce się czegoś dowiedzieć bezpośrednio u źródła niż okrężną drogą. Pytaj, proszę, na wszystko ci odpowiem - i te szarozielone oczy zawisły na ustach Lidki, która w tym momencie pomyślała, że jeszcze minuta a zakocha się na śmierć. 

Powiedz mi, dlaczego wybrałeś akurat tę specjalizację? To dość proste pytanie -  szarozielone oczy poszukały oczu Lidki i wbiły się  w nie- bo moja mama umarła na raka szyjki. A była jeszcze dość młodą kobietą. Pomimo tego, że regularnie chodziła na badania. Więc zrobiłem tę specjalizację i dodatkowo jestem cytologiem. Nie byłem zainteresowany chirurgią w tej specjalizacji, chociaż zapewne gdybym w tym biznesie działał miałbym tłumy pacjentek. Ale wolę im doradzać jak zapobiegać i dbać o zdrowie  niż jak usuwać niechciane skutki. Moja wspólniczka z kolei dodatkowo jest położnikiem, więc razem działamy na zdrowie kobiet. Jest sporo ode mnie starsza, ale jest bardzo dobrym lekarzem, otwartym na  nowości w tej dziedzinie. To przy okazji, skoro jesteśmy przy drażliwych tematach, powiem ci, dlaczego mój związek skończył się tak prędko - moja żona, pielęgniarka z zawodu, nie mogła znieść tej mojej specjalizacji, widząc w każdej pacjentce potencjalną konkurentkę do mego serca i łóżka. Potrafiła wpadać nagle do gabinetu i zajrzeć za parawan zapewne w nadziei, że przyłapie mnie na zdradzie. Po roku załamałem się i wystąpiłem o rozwód. Ileż można każdego dnia zapewniać o tym, że kocham tylko jedną kobietę a nie wszystkie swoje pacjentki. Wiesz, taka patologiczna zazdrość nie jest objawem miłości, raczej braku równowagi psychicznej i sporych kompleksów. Ale na terapię nie chciała chodzić. No i tak się to skończyło. I jeszcze coś chcę ci powiedzieć - jesteś pierwszą pacjentką, która w jakiś sposób przebiła się przez moją odporność na kobiety. Jesteś po prostu naturalna, umiesz zachować dystans w niekrępujący sposób. I, o ile  dobrze  pamiętam, to jesteś ode mnie 8 lat młodsza. Lidka uśmiechnęła się - to ty sprawiłeś, że zachowywałam się, jak to określasz naturalnie. Ty po prostu swoim zachowaniem okazujesz kobiecie szacunek. Nie prowadzisz z pacjentką dyskusji o tym co odkryłeś wtedy gdy leży pół naga na fotelu, prosisz by się spokojnie  ubrała. Unikam w tej dyscyplinie  kobiet, większość z nich jest po prostu niemiła. Bo nie jest miło leżeć z gołym tyłkiem, niezależnie od płci lekarza i wysłuchiwać zaleceń na zaś. Co mnie zresztą dziwi, że to tak rozpowszechnione jest. Albo ja mam takiego pecha.

Napijesz się jeszcze herbaty? A może  masz ochotę na lody? Dodam do nich biszkoptów do pogryzania, bo nie kupiłam w cukierni wafelków. A lody to mam od Grycana. Chodź ze mną do kuchni, bo nakupowałam masę małych pudełek i możesz sobie wybrać na które lody masz ochotę.Mam całą szufladę zamrażarki pełną  lodów.Gdy już wrócili z wybranymi lodami, których wybór w zamrażarce Lidki wyraźnie  zrobił wrażenie na Marcinie, właściciel szarozielonych oczu zapytał, czy Lidka wybrałaby się z nim na jakiś koncert do Filharmonii, oczywiście gdy już razem przejrzą program. A do teatru też byśmy poszli? - dodała Lidka. Przejrzymy program a ja mam koleżankę w kasach SPATiFu to  nam załatwi bilety. Bo byłoby świetne, wieki całe nie byłem w teatrze. Twarz Marcina wykazywała pełny entuzjazm. No to się świetnie składa, ucieszyła się Lidka, bo ja też.  Tylko przejrzymy mój grafik, ale nie mam go przy sobie, zmartwił się Marcin. Wezmę go jutro gdy będziemy jechać na basen. W basenie się zamoczy, zauważyła ze śmiechem Lidka. A o której jest ten basen jutro? A właściwie dziś, bo już jest pierwsza! Przyjadę po ciebie o 16,00,  od 17,00 mamy basen a potem jacuzzi.

Lidka szybko wstała mówiąc- coś ci muszę pokazać, zaczekaj.Wymaszerowała z pokoju i za chwilę wróciła z kostiumem i czepkiem pływackim - zapamiętaj proszę,  gdy jutro wyjdziesz z szatni na basen bo osoba w takim właśnie kostiumie i takim czepku to będę ja. Po prostu ja w ubraniu a ja w stroju basenowym to dwie różne osoby. Nawet moja własna rodzina nie może mnie z reguły rozpoznać. Ale ja cię rozpoznam - zapewnił ją Marcin. Masz super nogi. A kostium masz bombowy, zapamiętam. 

Lidka zaczęła się śmiać - a ja byłam pewna, że oglądałeś dotychczas zupełnie inną część mego ciała. Zwróciły moją uwagę zaraz pierwszego dnia, gdy szłaś do łazienki, wyjaśniał Marcin. Byłaś na szpilkach a stąpałaś tak leciutko, że prawie nie słychać było ich stukotu. No i trudno potem ich nie widzieć w tej specyficznej ekspozycji praktycznie stojąc między nimi. Ale wpierw widziałem i tak twoją buzię i pomyślałem, że się bardzo denerwujesz. Bo byłam wściekła, trzeci raz mieć infekcję na przestrzeni niecałego roku to już za dużo radochy jak dla mnie- wyjaśniła Lidka.

 Podejrzewam, że po takiej rozrywce jak pływanie a potem jacuzzi będę padnięta jak mopsik. No to dobrze, bo ja też po takim moczeniu się padam. Pojedziemy do mnie, może jakiś wypadek nam się trafi do obejrzenia z  balkonu- zaśmiał się Marcin. Odpoczniemy i pojedziemy na kolację, do Kuźni. Bliziutko.

Lidka, wykop mnie do domu bo mi tu coś za dobrze się zrobiło. A to ci w czymś przeszkadza? No wiesz, wg norm towarzyskich to już dawno powinienem cię zostawić i wyjść. No fakt i to po 15 minutach rozmowy o niczym- śmiała się Lidka. Jak chcesz to możesz spać na tej sofie, pod warunkiem, że sam  sobie ją rozłożysz i sam obleczesz kołdrę - od biedy mogę ci rogi kołdry potrzymać. Niestety męskiej piżamy zapasowej jeszcze nie zakupiłam. Jak na  razie wygląda na to, że będziesz pierwszym facetem nocującym u mnie w domu. Chyba ważniejszy nie jest ten pierwszy, ale ten, który będzie tym ostatnim w życiu kobiety - stwierdził Marcin.

Lidka przyjrzała mu się uważnie i powiedziała - masz rację - to dotyczy i  kobiet i mężczyzn. Zwłaszcza w dzisiejszych czasach. Zapewne nikt takiej statystyki nie prowadzi. Powiedz mi, skąd taki pęd facetów do tego by być pierwszym? Nie mam pojęcia po co ktoś chce być tym pierwszym skoro nie chce być jednocześnie tym ostatnim, nie zastanawiałem się nigdy nad tym. 

To jeszcze mi powiedz co jadasz na  śniadanie, które ani chybi będzie koło południa. Prawdopodobnie to co ty. No to się zdziwisz, bo ja jadam owsiankę i piję kawę. A tak dokładnie to płatki zalewam jogurtem i dodaję łyżeczkę miodu. I to gotujesz?- Marcinowi niemal oczy wyszły na wierzch. No coś ty, zjadam na surowo. A dasz spróbować? No pewnie, że dam. Ja rano to nie bardzo wiem, jak mam na imię, a nie chcę pić kawy na czczo, więc zjadam taką owsiankę. Jak nie  zapomnę to dodaję jeszcze  garść rodzynek i żurawin. A czasem płatki migdałowe. Zasadniczo  najlepsza owsianka to taka, która ma: płatki owsiane drobne, płatki migdałowe, rodzynki, kawałki orzechów, trochę żurawiny, łyżeczkę prawdziwego miodu, łyżeczkę cynamonu i to wszystko szykujesz wieczorem, wsypujesz do słoika, zalewasz  jogurtem naturalnym lub mlekiem migdałowym,zakręcasz słoik i stawiasz na sam dół do lodówki. Rano odkręcasz, zamieszasz i zjadasz.Popijasz to potem kawą i  wiesz, że żyjesz zdrowo. Niesamowite! Marcin nie mógł się nadziwić. I na jak długo ci to starcza? Do lunchu.A lunch o której jesz? Średnio/przeciętnie 14- 16. A co jadasz na lunch? Najczęściej kanapkę własnej produkcji - plasterek jabłka, plasterek żółtego sera, plasterek jabłka, plasterek szynki lub polędwicy, plasterek  jabłka, jeden plasterek chlebka Vasa, najlepiej z sezamem. I dam ci spróbować. No a  obiado kolację mojej produkcji to już spróbowałeś. Marcin przypatrywał się jej  z zaciekawieniem, w końcu zapytał: wystarcza ci plasterek sera i plasterek jabłka? No nie, ta kanapka jest złożona z kilku plasterków, najczęściej sześciu  lub siedmiu. 

A ty całkiem poważnie powiedziałaś, że mogę tu przenocować? A czy ja wyglądam na żartownisię?-Lidka na to pytanie odpowiedziała pytaniem. Lubię się powygłupiać, ale z reguły jestem obrzydliwie poważna. Po prostu mam do ciebie zaufanie- wystarczy czy jeszcze mam coś wytłumaczyć? Ten budynek jest zbudowany w dobrym miejscu, nie ma pod nim cieków wodnych, więc tu się na ogół wszyscy dobrze czują. Czasem nocują u mnie  dwie koleżanki i zawsze twierdzą, że się tu dobrze wysypiają.

No to rozkładaj sofę, na wszelki wypadek wyjmij też koc oprócz kołdry i może dam ci t-shirt Luśki, bo on to jest 3XL .Co prawda ma obrzydliwą żabę nadrukowaną, no ale nie będziesz w tym pozował do zdjęcia tylko masz w tym spać. Luśka  kiedyś  miała 20 kg nadwagi a teraz te 20 kg zgubiła, a t-shirt został jako przestroga- ile razy u mnie jest to go wyciąga i kładzie w widocznym miejscu żeby nie łasuchować. Lidka przyniosła też do pokoju dodatkowe ręczniki i zaproponowała by pierwszy skorzystał z łazienki. A w łazience, niech poszuka w szafce najwyżej wiszącej nowej szczoteczki do zębów, bo wg niej powinny być jeszcze dwie,w opakowaniu,  bo ona zawsze je kupuje  hurtem, po cztery sztuki.  W kuchni w szafce niech sobie wybierze jakiś kubek. A rano, jeśli się obudzi wcześniej, to niech będzie tak miły i ją też obudzi.Nie da się ukryć, że Marcin bez problemu zmieścił się w t-shirt z żabą i z dziesięć minut się zgodnie rechotali. Gdy Marcin przeprowadzał swe wieczorne  ablucje Lidka szykowała na rano dwa słoiczki "owsianki".

Ku wielkiemu zdumieniu Lidki ale i ku jej radości, Marcin starannie ściągnął wodę z szyb kabiny, wszędzie było czysto i sucho. Z położeniem się do łóżka zaczekał na wyjście Lidki z łazienki i na dobranoc po dwóch przelotnych pocałunkach w policzki wyszeptał "wybacz" i sprawdził jak smakują jej usta. I chyba bardzo smakowały, bo ten pocałunek trwał naprawdę długo. Gdy już się oderwał westchnął - rzeczywistość przeszła moje oczekiwania. Śpij słodko. Ty też - wyszeptała Lidka.

Owsiankowe śniadanie nawet odpowiadało Marcinowi. Ze zdumieniem stwierdził, że nie jest po nim głodny. Szalenie rozbawił Lidkę rozszyfrowywaniem  zawartości niemal każdej łyżeczki, potem obejrzał składniki w ich pojemnikach. A Lidka szykowała tymczasem to co chciała podać na lunch - biorąc pod uwagę fakt, że czekało ich jeszcze tracenie energii w basenie przygotowywała ryż z warzywami, na ostro.

Marcin cały czas jej zaglądał przez ramię, zaoferował swą pomoc w krojeniu marchewki i szalotki, bohatersko podjął się roli degustatora przy dodawaniu soli i curry, dziwił się, że ryż jest wpierw smażony a dopiero potem gotowany i zachwycał się zapachem wydobywającym się z  garnka. Na koniec pokroił w idealną drobną kosteczkę kawałek polędwicy sopockiej czym wywołał podziw  Lidki, która stwierdziła, że z taką ręką do noża to mógłby być chirurgiem plastycznym. Okazało się, że jeśli idzie o chirurgię plastyczną to on popiera wszystkie działania naprawcze mające przywrócić ludziom normalne funkcjonowanie, no ale implantowanie biustu bo za mały uważa za niepotrzebne tak jak zmienianie rysów twarzy by się do kogoś upodobnić -to zwykłe fanaberie- podsumował.

Lunch bardzo szybko zniknął i znów się Marcin nie mógł nadziwić, że z tak "pospolitych" składników można przygotować takie smaczne danie. Li, ty mnie wciąż zadziwiasz, jesteś niezwykła! Czy pozwolisz, że będę cię nazywał Li? Lidka to brzmi tak jakoś ostro, Lidia z kolei tak oficjalnie, ze wszystkich zdrobnień, przychodzi mi na myśli tylko to Li. A nie brzmi to niemal po chińsku? -śmiała się Lidka. No dobrze, jak chcesz- niech będzie Li, ale tylko tobie na to pozwalam.

Około 15,30 Marcin udał się po samochód oraz ręcznik i  spodenki basenowe i tak jak planował o 16,00 wyruszyli na basen. Przed szatnią spotkali kolegę Marcina, który zabrał ich do służbowej pakamery. Kolega klepnął Marcina w plecy aż zadudniło i stwierdził - no wreszcie wracasz do grona żywych! Marcina uśmiechnął się i powiedział - jak widzisz mam do kogo. Kolega obrzucił Lidkę uważnym spojrzeniem i stwierdził - widzę szczęściarzu, widzę. Kochanie, zwrócił się do Lidki Marcin - to jest Konrad, terapeuta. Słysząc  owo"kochanie" Lidka potknęła się o własną stopę i chwyciła się ramienia Marcina, który szybko  i mocno ją  objął mówiąc- ostrożnie, nie poślizgnij się. Lidka się roześmiała- ja po prostu nie potrafię chodzić w basenówkach! Konrad rzucił okiem na jej klapki i powiedział-zaczekajcie chwilę i zniknął z powrotem w szatni. Pomyślałem sobie Li, że "kochanie" brzmi mniej po chińsku i cmoknął ją delikatnie w policzek. W pięć minut później ukazał się Konrad z dwiema parami  basenówek- na grubszej podeszwie z szerokim paskiem obejmującym stabilnie stopę. Mam basenówki dla was obojga. Ale mam oko - pochwalił sam siebie- trafiłem z rozmiarem w punkt.

Bardzo dziękuję, w tych to można  spokojnie chodzić, te "japonki" na tej cieniusiej podeszwie są koszmarne- no to chodźcie pływać- zarządził Konrad. Po pół godzinie pływania Lidka miała dość, usiadła na  brzegu basenu i przyglądała się Marcinowi. Był szczupły, ale ładnie zbudowany, bardzo proporcjonalnie . Konrad miał co prawda lepszą muskulaturę ale akurat to nie budziło entuzjazmu w Lidce. Ciągle jeszcze wracało jej na myśl owo "kochanie" - jednocześnie sama siebie strofowała- chciał zaimponować koledze, to nic nie znaczy. Nie szalej, daj czas jemu i sobie.Marcin przepłynął dwa  baseny więcej niż Lidka, a teraz wyszedł z wody i powiedział: chodź kochanie, pójdziemy do jacuzzi. Trzeba odpocząć. Konrad za chwilę  do nas dołączy. Masz rację, te klapki są o niebo lepsze od japonek.Weźmiemy je do domu, rozliczę się za nie potem, ale to i tak grosze kosztuje. W jacuzzi siedzieli niemal przytuleni do siebie, trzymając się za ręce. Spać mi się zachciało, jęknęła Lidka. No to kończymy, jesteś już zmęczona. Po prostu za szybko pływałaś. Poza tym miałaś dość długą przerwę. Będziemy w każdy weekend pływać, szybko wrócisz do formy.W pakamerze był Konrad z kimś ze znajomych, więc przebierali się w jednej kabinie, co miało tę dobrą stronę, że każde z nich miało dobrze wytarte plecy.Gdy wyszła z kabiny Konrad podał jej suszarkę do włosów - proszę je starannie wysuszyć, ochłodziło się teraz na wieczór, ale to dobrze, bo to znaczy, że będzie jutro pogoda. Gdy suszyła włosy  Marcin co chwilę sprawdzał czy już suche, ale chyba więcej mu szło o rozburzanie ich. W końcu Lidka zarządziła, by usiadł na stołku i wzięła się za suszenie jego włosów przeczesując je palcami i lekko układając. Konrad widząc to westchnął- niektórzy to  mają szczęście!Gdy wychodzili z budynku Marcin  zerknął w lustro i stwierdził, że nawet po fryzjerze nie ma tak dobrze ułożonych włosów.

W kwadrans później parkowali w jego garażu. Marcin zabrał torbę z ich mokrymi rzeczami, a gdy wsiedli do windy powiedział- teraz odpoczniemy, też się nieco zmęczyłem.

                                                                                   c.d.n.







czwartek, 18 marca 2021

Trudne decyzje

W czwartek wieczorem Lidka "odkryła", że znowu musi odwiedzić lekarza oglądającego kobietę z odwrotnej perspektywy.

 Rano brzydko zaklęła, zatelefonowała do domu swej szefowej, że  spóźni się do pracy  godzinę, ale za to zostanie godzinę dłużej, ubrała się i "pożeglowała" wściekła do laboratorium analitycznego, by na koszt własny zrobić wymaz. Ani chybi, myślała w drodze, pamiątka po niedzielnym pływaniu w basenie. Koniec z chodzeniem na  basen, to już trzeci raz. Z pracy obdzwoniła kilka gabinetów, szukając takiego, który by ją przyjął "od  ręki".  Była jej obojętna płeć lekarza, zresztą uważała, że mężczyźni w tej branży okazują kobietom więcej zrozumienia  i uważniej wysłuchują tego co one mówią. A wynik z laboratorium,  badanie opłaciła  jako "cito",  mogła odebrać zaraz po pracy. 

Do  lekarza była zapisana na godzinę 19,30. No dobrze, że przynajmniej niedaleko od domu. Na sąsiednim osiedlu, 10 minut autobusem. Popatrzyła jeszcze raz na zapisany adres, potem wzięła plan miasta i zaczęła szukać. Pomału narastała w niej wściekłość bo jakoś dziwnie to wyglądało na planie, więc zatelefonowała ponownie, by się zapytać jak ma tam trafić. Personel na recepcji cierpliwie wpierw wypytał czym będzie  jechała, bo  najłatwiej jest tu trafić od przystanku autobusowego, ale gdyby jechała samochodem to wtedy musiałaby w inną ulicę wjechać, bo wejście do budynku jest od tyłu i proszę wjechać koniecznie windą, to wtedy wysiada pani tuż przy gabinecie, a jak się idzie schodami to trzeba przejść kawałek korytarzem. Stwierdziła, że rozumie i  że ma nadzieję trafić. 

Przezornie wyjechała z domu odpowiednio wcześnie, bez trudu znalazła właściwy budynek i udała się do gabinetu z10 minut przed czasem. Personel, choć przez telefon brzmiał bardzo młodo, wcale do młódek nie należał. Personel był dobrze wyszkolony, założył jej kartę pacjenta wpisując podstawowe wiadomości, została nawet zważona. 

Z pięć minut po czasie z gabinetu wyszła pacjentka a personel poinformował Lidkę, że już może wejść do gabinetu. Wzięła od recepcjonistki swą  świeżo założoną kartę pacjenta, dołączyła do niej wynik badania i poszła.

Otworzyła drzwi i z lekka ją wkopało - gabinet był super urządzony, wszystko nowiutkie, lśniące, z lewej strony, nieco z tyłu stało biurko, przy którym tyłem do Lidki siedział lekarz, który przeprosił ją, że dopiero za trzy minuty się nią zajmie, więc niech chwilę spocznie na krzesełku.

Lidka obejrzała z ciekawością wyposażenie, pomyślała, że  fajnie, że gabinet ma również USG no i nic dziwnego, że cena wizyty to wszystko odzwierciedla.

Rzeczywiście za trzy minuty facet przy biurku obrócił się na krześle w jej stronę i wstał mówiąc - już jestem do pani usług. Lidkę nieco zatkało - facet był wyrażnie rodem z jej snów o tym, jak powinien facet wyglądać. Jedynie włosy, ciemny blond, zakłócały nieco ten wymarzony obraz  "urodziwego faceta". Pan doktor się przedstawił, wyjął z jej ręki "Kartę pacjenta" i wynik wymazu. Przeczytał to wszystko, co napisane było na karcie, bardzo dokładnie postudiował wynik  badania  a następnie powiedział: jak pani sama widzi, nie  jest to dobry wynik a do tego jest tu jakiś stan zapalny. Będę musiał to obejrzeć, więc proszę przejść do łazienki, rozebrać się od  pasa w dół, przygotować do badania a potem założyć jednorazowe kapciuszki i takąż spódniczkę i do mnie przyjść.

Lidka wpatrzona w niego niczym sroka w gnat weszła do sąsiedniego pomieszczenia. Była tu wydzielona toaleta z umywalką, bidet, jednorazowe ręczniki, regał z jednorazowymi kapciami i spódniczkami, wieszak na ubranie, stolik i dwa kosze na zużyte jednorazowe części  garderoby i ręczniki.

No tak- pomyślała- elegancja w każdym calu a w państwowej poradni "K"to się człowiek rozbiera obok fotela i żadnego sikania przed badaniem i mycia nie ma. Gabinet super, facet niestety też. Pewno już dawno żonaty.

Wychodząc z łazienki czuła się  jakby była w trawiastej  hawajskiej spódniczce i tą refleksją podzieliła się z lekarzem. Oooo, ciekawe skojarzenie - odpowiedział z uśmiechem. Gdy weszła na podnóżek by usadowić się na fotelu podtrzymał jej rękę by się nie ześlizgnęła z uchwytu. Gdy już leżała powiedział - proszę się nie denerwować, nie potraktuję pani lodowatym wziernikiem, autoklaw długo trzyma ciepło. Będzie o temperaturze 37 stopni.  Gdy skończył dość długie badanie ściągnął rękawiczki i  pomógł  jej usiąść a następnie  asekurował przy schodzeniu z fotela. To proszę się iść ubrać i wtedy porozmawiamy.

Gdy wróciła wręczył jej receptę mówiąc - będzie pani brała ten lek i proszę o dane partnera, wypiszę i dla niego receptę. Nie trzeba - nie mam partnera- odpowiedziała akcentując "nie mam".

Lekarz spojrzał na nią z miną  "oj, ktoś mi tu kit wstawia", a Lidka szybko dodała - jak ma być  byle jak to lepiej by wcale nie było. A może po prostu ja jestem kiepska w  tej materii - wcale tego nie wykluczam. Facet mówi, że było super, a ja nie  wiem o co mu biega.  

To nawet zdrowe podejście- stwierdził nie spuszczając z niej wzroku- ale o tym to porozmawiamy na samym końcu, gdy zwalczymy infekcję, to raz, dwa- nie podoba mi się pani prawy jajnik- badanie palpacyjne pokazuje, że coś się z nim dzieje, więc zrobimy USG, po pobraniu leku zrobi pani jeszcze kontrolnie dwa wymazy i zmieni pani  basen, na który pani chodzi. I jest jeszcze nieduża nadżerka, do usunięcia, ale też po wyleczeniu infekcji. Ponieważ mamy podpisaną umowę z NFZ to niektóre badania będą na NFZ. 

Mam nadzieję, że nie przeraziły pani ceny i pozostanie pani naszą pacjentką. Mówię "naszą" bo gabinet należy nie tylko do mnie ale i do mojej wspólniczki. Gdy nie ma jej ja przyjmuję jej pacjentki no i vice versa. A wymaz kontrolny proszę zrobić w pracowni pani dr. S. na Pięknej. To bardzo dobre laboratorium. No i od razu panią zapiszę też na piątek, za dwa tygodnie. Można też na taką samą godzinę? Recepcjonistka przypomni pani o wizycie dwa dni przed terminem. 

A zna pan jakiś basen wolny od infekcji?   Znam, w Konstancinie. No tak, o rzut beretem stąd, roześmiała się Lidka. Nie jest  źle, dwa autobusy jeżdżą tam z Dworca Południowego, stają 700 metrów od CKR-u, uświadomił ją lekarz.

Wyszła z gabinetu i powędrowała do autobusu, ale wieczór był pogodny i stwierdziła, że dobrze jej zrobi nieduży spacer, tak ze dwa przystanki autobusowe, resztę pokona autobusem.

Wędrowała niespiesznie a przed oczami stał jej pan  doktor od oglądania pań z odwrotnej perspektywy.

No co za pech- rozmyślała- dlaczego zawsze mi się podobają  faceci już zajęci. Fajny, przy nim mogłabym wiecznie dreptać w wysokich szpilach. I ma ciemną oprawę oczu i...chyba szarozielone oczy. A gabinet mają cacuszko - wszystko lśni nowością i zapewne długo będzie lśniło bo w prywatnych  gabinetach dbają o sprzęt. Gapa jestem- zapomniałam mu powiedzieć, że to coś na  jajniku to są zrosty po operacji wyrostka robaczkowego. Nie feler, powiem mu na następnej wizycie.  Niedobrze, bardzo niedobrze, bo facet mi się cholernie podoba.  I delikatny taki. Jeszcze mi żaden nie pomagał we wskakiwaniu na ten cholerny fotel . A baby to z reguły wredne są w tej specjalizacji. Nadżerka - ciekawe skąd mi się wzięła, rok temu jej nie było. Albo była, tylko ta bździągwa  w poradni K nie zauważyła. Drobiazgowa to ona nie była.

Po przyjściu do domu zatelefonowała do swej najbliższej koleżanki. Ponieważ na basen chodziły razem, to opowiedziała jej o infekcji. Irka stwierdziła, że tak na wszelki wypadek też zrobi badania i że rzeczywiście trzeba będzie zmienić basen. A potem Lidka opowiedziała, że właśnie dziś  zobaczyła na żywo swój ideał urody męskiej, co prawda nie jest szatynem, ale  cała reszta super. No i co? - dopytywała się Irka  -i nico, facet jest moim lekarzem i nie wygląda mi na faceta stanu wolnego. Zresztą wiesz - jak mi się któryś naprawdę podoba to jest żonaty. A jak mi się któryś zupełnie nie podoba to jest wolny i klei się jak wysmarowany klejem. A połowa tych żonatych też się do ciebie klei- wypomniała Lidce koleżanka. No przecież ich nie prowokuję do tego, żeby się kleili - dla mnie facet żonaty nie nadaje się do rwania. Ja chcę męża a nie kochanka. A moja ciotka zawsze powtarza - "jak masz Liduniu wyjść za mąż to wyjdziesz , nawet jak nie będziesz tego chciała". Najbardziej  mnie bawi ta druga część jej  gadki. Nie będę chciała a wyjdę. To jest genialne stwierdzenie. Może twoja ciotka miała na myśli, że zajdziesz i dlatego weźmiesz  ślub. Lidka dostała ataku śmiechu - cioteczka pewnie sądzi po sobie, pamiętam, że kiedyś to się rodziło sporo wcześniaków, jej synuś to się urodził ze 4 miesiące po  ślubie. Tak z pięć miesięcy przed czasem. 

Trzeba by zacząć rozglądać się dokąd pojechać na urlop w te wakacje, stanowczym tonem zaczęła mówić Irka.  Może w jakąś objazdówkę. Janka wynalazła trasę po Włoszech- nocą jedziesz sypialnym, w dzień zwiedzasz. Taaaa, a potem do kraju przywożą cię w czarnym woreczku plastikowym śmiała się Lidka. Ona już mi kiedyś proponowała taki objazd po Turcji, ale nie skorzystałam. To może byśmy pojechały do braci Bułgarów? Irka nie odpuszczała tematu. Znam takich co przeżyli Pomorie pod namiotem, gotowali na ognisku, mieszkali na  plaży - z dwójką dzieci, ciągnęła opowieść Irka. Lidka wybuchnęła śmiechem-ja bym tam przeżyła normalny hotel ale nie namiot na plaży.Urlop mam już zaklepany we wrześniu. Zresztą już obiecałam szefowej, że nie wezmę w tym roku urlopu latem, bo przecież u mnie w robocie  same matki z  bachorami w wieku szkolnym. No i u mnie tak samo- pani Irenko, pani nie ma przecież dzieci może pani pojechać na urlopik we wrześniu. I rok w rok takie same cyrki. Ale i tak jestem zdania, że lepszy taki urlop we wrześniu w normalnym hotelu niż w lipcu  lub sierpniu pod namiotem z dzieciakami. I pomyśl jeszcze, że oni jadą w obie strony samochodem wyładowanym po dach- ja zupełnie nie rozumiem tych ludzi - przecież prościej byłoby pojechać do którejś z mniejszych miejscowości nad nasze morze-  nawet jeśli nie byłoby taniej to przynajmniej prościej - dziwiła się Irka. No ale "Byłam w Bułgarii" brzmi niektórym lepiej niż byłam w Rowach czy innej nadmorskiej pipidówie- uświadomiła ją Lidka. Trzeba zatelefonować do dziewczyn w  Orbisie, może mają jakąś ciekawostkę na wrzesień.

Całą wiosnę Lidka się leczyła- co tylko było można lekarz wrzucał w pulę NFZ, więc portfel Lidki zbytnio nie ucierpiał.Sporo ze sobą rozmawiali, okazało się oboje często bywają w teatrze, omijają szerokim łukiem te same filmy, bywali nad Bałtykiem w tych samych miejscowościach, czytali te same książki. Lidka sama z siebie się śmiała, że gdy już, wszystko będzie wyleczone to zemrze ze smutku, bo będzie jej brakować tych rozmów, tego uważnego spojrzenia szarozielonych oczu i tych drobnych uprzejmości.

W końcu maja lekarz stwierdził, że wszystko już wyleczone  nawet nadżerka nie oparła się "perswazji "medykamentów i obędzie się bez bardziej inwazyjnego leczenia i za dwa tygodnie będzie najprawdopodobniej ostatnia kontrola. W tym momencie sięgnął do kieszeni fartucha i podał Lidce karnet wstępu na basen w Konstancinie, na najbliższy miesiąc. 

Ojej, a ile jestem panu winna?  Urodziwy pan doktor zrobił bardzo poważną minę i powiedział - dużo i nic. Dużo, bo  jego ceną jest byśmy jeździli tam razem a na dodatek mówili sobie po imieniu. Więc to może być chyba dość wysoka  cena dla pani, ale jeśli idzie o pieniądze - to nic. Powiedziałem koledze, że to dla mojej sympatii. Lidka poczuła, że się rumieni, więc szybko powiedziała -  to naprawdę szalenie miłe z pana strony i nie jest dla mnie  żadnym problemem mówienie panu po imieniu. A nikt nie będzie miał o to do mnie pretensji? Szaro zielone oczy popatrzyły na nią uważnie - od roku już nikt nie będzie miał o to pretensji, jestem po rozwodzie. A długo byłeś żonaty?- spytała płynnie przechodząc na "ty". Ze trzy lata i, uprzedzę twe pytanie- nie mam dzieci. Zaczekaj momencik- zwolnię recepcjonistkę do domu, jesteś ostatnią pacjentką i sam tu posprzątam bo nie nabałaganiłem dziś, niech idzie do domu, to bardzo dobry pracownik. A o dobrych pracowników trzeba dbać. Szkoda, że moja szefowa o tym nie wie, pomyślała Lidka.

Sprzątanie zajęło ze 20 minut, Lidka pomyła wszystkie blaty. Zjechali windą do garażu - i gdy wsiedli do samochodu Marcin zaproponował- pojedźmy gdzieś na kolację, w mojej lodówce głównie króluje  dziś światło. Wiesz, jeśli jesteś wszystkożernym egzemplarzem to mam lepszy pomysł. Podjedźmy do mnie - wstawię do piekarnika zapiekankę i za pół godziny będzie gotowa kolacja. No dobrze, ale zrobimy tak: podwiozę cię do twego domu, wstawię bryczkę do garażu i przyjdę do ciebie piechotą.Mam do ciebie 15 minut spacerem. Przyniosę dobre wino do tej zapiekanki. Ku wielkiemu zdumieniu Lidki właściciel szarozielonych oczu bez pytania  trafił pod właściwy blok na jej osiedlu i pod właściwą klatkę. Lidka z trudem powstrzymała się od ruszenia kłusem do swojej klatki schodowej. Wpadła do domu szybciutko ogarniając bałagan w sypialni, następnie zajęła się kuchnią. Wstawiła zapiekankę do piekarnika, szybko nakryła stół w dziennym pokoju, wpadła do łazienki by pochować swe kosmetyki do szufladek, sprawdziła stan czystości toalety, zaciągnęła w dziennym pokoju zasłony i zajęła się krojeniem składników sałatki. Zajęcie to przerwał dzwonek domofonu- to był on, właściciel szarozielonych oczu. Wręczył Lidce pęk świeżo zerwanego bzu i butelkę wina, mówiąc, że zaraz ją otworzy, jeśli tylko Lidka posiada  korkociąg. A skąd ty wziąłeś bez? Z ogrodu sąsiadki, mam zezwolenie, ma tego  bzu po kokardkę

                                                                        c.d.n.

P.S. I jak zwykle - komentarze lub  znaczki:   ;(   lu ;)

piątek, 12 marca 2021

Czuję się w obowiązku.....

........by napisać kilka słów wyjaśnienia.

Zarzucono mi kilka razy, że piszę tylko i wyłącznie pozytywne historie, więc to są bajki. Bo przecież rozwodów, przemocy domowej, skrajnej biedy, zawiedzionych miłości jest na mur-beton więcej niż tych mdlących moich  słodkich historii. 

To prawda- małżeństw szczęśliwych nie ma zbyt wiele. Prawdziwych, trwałych uczuć także. Rodzin pomagających młodym - też zbyt wiele się nie trafia. Nie mniej - są.

Jest takie  jedno stare przysłowie : "z kim się zadajesz- takim się stajesz" i moja rodzina bardzo pilnowała bym nie miała kontaktów z tzw. dziś "patologią".

Gdy dziś wspominam swoje czasy z podstawówki ( a było to przerażająco dawno) zaczynam podejrzewać, że żyłam na innej planecie. Już choćby to, że chodziłam do podstawówki TPD, czyli Towarzystwa Przyjaciół Dzieci, do której uczęszczało sporo dzieci ówczesnych "bonzów", szkoła w której nie było lekcji religii, ale nikomu nie przeszkadzało, że część dzieci chodziła na katechezę do kościoła. Nikt nam  z tego powodu nie dokuczał- nie było problemu wyznaniowego. 

W domu od dziecka uczono mnie tolerancji dla innych wyznań, innego koloru skóry, innych niż moje poglądów, a szkoła to potwierdzała. W domach przynajmniej połowy moich koleżanek i kolegów słuchano w sekrecie "Radia Wolna Europa" oraz "Radia Londyn". Do dziś pamiętam formułkę, która padała po sygnale dźwiękowym- "podajemy wiadomości dobre i złe, ale zawsze prawdziwe". W takich czasach startowałam w życie. Liceum też miałam nieco specyficzne -było to żeńskie liceum, pełne panienek z tzw. "dobrych domów"- rodzice  panienek ( tak się do nas w szkole zwracano) pracowali w różnych zawodach, również na stanowiskach rządowych. A w domu nadal pilnowano bym przypadkiem nie miała kontaktów "z patologią", bo "z kim przestajesz taki się stajesz". A że większość z nas mieszkała w jednej dzielnicy, kontakty  , znacznie już rzadsze co prawda, ale trwały i po skończeniu szkoły. Więc zapewne nic dziwnego, że  "kolegowałam " się zawsze z ludźmi mającymi podobne warunki, choć bardzo często znacznie lepsze niż ja. Gdy już pracowałam też moi, a potem nasi (męża i moi znajomi) wywodzili się z takiej samej grupy społecznej. Oczywiście - część małżeństw moich znajomych się rozlatywała, bardzo dużo osób wyjechało na stałe z Polski, bo co jakiś czas państwo stwarzało sytuacje, że kto tylko się nie bał, znał angielski lub niemiecki czy francuski to brał nogi za pas i emigrował. My wytrwaliśmy w Polsce do 2017 r, a w małżeństwie te drobne 55 lat i  dwa dni.Tę rocznicę obchodziliśmy już tutaj. Celowo nie piszę o związkach patologicznych, o braku porozumienia pomiędzy ludźmi, którzy powinni być dla siebie wsparciem, bo nadal uważam, że powinniśmy wszyscy dążyć ku lepszemu życiu, poznawać historie właśnie tych, którzy potrafili wznieść się nieco poza własne słabości, stworzyć szczęśliwy związek,  choć nie zawsze był to pierwszy w ich życiu związek. I chcę też pokazać, że każdy ma prawo wyboru jakie będzie wiódł życie- czy zdecyduje się na jedno dziecko, czy na sześcioro czy może nie będzie ich wcale miał. Po prostu chyba czasem zapominamy, że każdy ma własne wyobrażenie szczęścia. I dopóki swoim szczęściem nie zatruwa innym życia - każda opcja ma rację bytu.

P.S. tym razem poproszę o kilka słów, nawet jeśli się  zupełnie ze mną nie zgadzacie.

środa, 10 marca 2021

Wszystko jest.....16

 Ojciec Andrzeja leżał w szpitalu równo miesiąc. I żeby było "zabawniej" przepiłowany mostek i cała ta rana pooperacyjna goiła się nieźle, natomiast paprała się rana po  pobraniu żył na bypassy. Julita powiedziała do swego męża-  to dziwne, jak dla mnie, ale  Andrzej twierdził, że jego już mało co dziwi. Ale mnie dziwi- jakieś dzikie  prymitywy robiły mu tatuaż, cholera wie co wcierali te drobne ranki, ale zobacz- nie ma w tym miejscu takich blizn jak po  ropieniu skóry. Andrzej się na nią popatrzył i słodkim głosem spytał: a skąd moja żona wie jak wygląda skóra po ropnych ranach? Na to ukochana żona pana doktora ściągnęła z jednej nogi rajstopy i pokazała mu na mięśniu łydki bliznę długości nieco ponad 3 cm i powiedziała- przyjrzyj się tej bliźnie- gdy byłam na wakacjach po podstawówce polazłam na jeżyny i miałam całe nogi w zadrapaniach po kolcach. Wygoiły się wszystkie zadrapania oprócz tego jednego, to mi ropiało na okrągło, aż wreszcie jeden bystrzejszy lekarz wpadł na pomysł by zbadać tę wydzielinę. Okazało się być gronkowcem i wiem tylko tyle, że mi robili w aptece maściugę, rano smarowałam, wieczorem czymś odkażałam i znów smarowałam i po dwóch tygodniach zaczęło się goić. Poproś by zbadali bakteriologicznie to co się sączy z tej tatowej rany nim zakażenie obejmie  całego ojca. Jeśli tobie głupio to ja  to mogę zrobić. Nie chcę w to wciągać Jacka bo on tu pracuje, ja po prostu pójdę do tego "gostka" co ma tę salę pod opieką i zapytam się czy ktoś to badał, bo jeśli nie to ja mogę nawet napisać podanie w tej sprawie do p.ordynatora. Drugie rozwiązanie to pójdę do pana profesora, który mnie wtedy tak wymęczył badaniem i mu o tym powiem.  Ja nie mam żadnych oporów, za to mam prawo zadbać o zdrowie własnego teścia.  Tak naprawdę to przecież ktoś mu te opatrunki na nodze zmienia i co? ślepy czy durny? Julita była nie na żarty wściekła. I jeśli ktoś przeze mnie wyleci z roboty, to powinnam dostać oficjalne podziękowanie bo cały oddział może zostać zainfekowany. Andrzej chwilę milczał a potem powiedział- zacznij od tego co się tą salą opiekuje. I Julita tak zrobiła. W pół godziny potem zaczęła się bieganina i w efekcie końcowym okazało się, że ojciec ma gronkowca w tej ranie. Przebadano sąsiada z pokoju taty, ale na szczęście "był czysty". Dwa ostatnie tygodnie senior R. leżał w pojedynce a Julita miała do niego stałą przepustkę i prosto z pracy jeździła do szpitala. Wieczorem przyjeżdżał po nią Andrzej. 

W międzyczasie udało się zrobić na mamę Andrzeja  upoważnienie notarialne "wszechstronne" do podejmowania wszystkich  decyzji dotyczących majątku wspólnego i majątku męża. I już było przetłumaczone  na język angielski przez tłumacza przysięgłego. I jeszcze jedna inicjatywa Julity została zrealizowana. Jacek i Sylwia dostali od rodziców Andrzeja bilety na przelot do Auckland, oraz na pobyt w ich mieszkaniu aż do chwili powrotu całej trójki.
Koszt, który ponosili Sylwia i Jacek to obecność ich  w czasie podróży w obie  strony i ewentualna pomoc w pakowaniu się seniorki R., która miała przykazane, by to czego nie  spienięży rozdała. No i Sylwia miała ewentualnie pomóc w przygotowywaniu posiłków dla nich wszystkich. Jacek piał z zachwytu, bo czegoś takiego się nie spodziewał. A Andrzej i Julita byli spokojni o seniorkę. Co prawda ślub się Jackowi i Sylwii nieco odkładał w czasie, no ale taka wycieczka, praktycznie za darmo, rekompensowała  wszystkie niewygody. 

Akcje Julity u Andrzeja u jego rodziców poszybowały pod niebiosa, były w stanie nieustającej hossy. Po wielkiej naradzie "plemienia R.", przepatrzeniu wielu różnych domów, wystąpiono do spółdzielni,  do której należał domek rodziców Julity, o zezwolenie na jego niewielką rozbudowę.Wybrano najrozsądniejszy zdaniem rodziny projekt i zaczęto jego rozbudowę. Rozbudowano głównie parter, na którym zamieszkali rodzice Andrzeja. Nad rozbudowanym  "kawałkiem" domu zrobiono funkcjonalny taras z pełnymi balustradami i przesuwanymi szklanymi oknami. Najbardziej z przebudowy  cieszył się ojciec Julity, bo tym sposobem wybitnie zmniejszyła się powierzchnia podlegająca koszeniu.

Sylwester i Nowy Rok Julita i Andrzej spędzili w.......Mediolanie na  ślubie i weselu Mauricio. Co prawda  ślub był "tylko cywilny", chociaż Julita była skłonna świadczyć na korzyść Mauricia by dostał unieważnienie pierwszego małżeństwa. Panna młoda była już w dość widocznej ciąży, a gdy Julita gratulowała Mauricio dziecka w drodze powiedział- "daj spokój, wypadek przy pracy, bałem się, że zrobi to samo co ty". Na weselu Andrzej tylko raz wypuścił Julitę z rąk, by zatańczyła z Mauricio, a Andrzej z jego świeżo poślubioną żoną, Paolą. Mauricio chyba powrócił wspomnieniami w dawne czasy, gdy był z Julitą, bo walc w ich wykonaniu  stał się solowym popisem i zebrali od wszystkich oklaski. Potem Andrzej powiedział- Słoneczko, ty się przy mnie marnujesz tanecznie, cudownie tańczyliście, muszę to obiektywnie przyznać. Słoneczko wzruszyło ramionkami - nie widzę przeszkód byś się nauczył porządnie tańczyć. Wystarczy, że zechcesz. Zechciał - pod koniec karnawału całkiem nieźle mu szło.

Słoneczko kilka razy napędziło wszystkim porządnego stracha bo raz "załapała" wirusowe zapalenie płuc a po jakimś czasie anginę i serce przypomniało sobie, że przecież może trochę nierówno pracować. Nie dała się umieścić w szpitalu u Andrzeja chociaż ją o to błagał. Jackowi też nie udało się ją do tego przekonać. Po dwóch tygodniach spędzonych głównie na spaniu serce powiedziało  "przepraszam, już będę grzeczne" i przestało fiksować.

Mauricio zawiadomił Julitę, że  został ojcem strasznie wrzaskliwej córeczki i najchętniej przebywa poza domem, bo ta mała wciąż  płacze. Julita doradziła, by dopuścił do małej swoją matkę, bo może  Paola popełnia jakiś błąd. Mniej więcej  w dwa miesiące potem Mauricio zawiadomił ją mailem, że Paola odeszła, ale zostawiła mu Marcellę. W odpowiedzi Julita mu napisała : rozszedłeś się ze mną, bo nie mogłam mieć "normalnie"dziecka, teraz je masz normalnie poczęte to o co ci chodzi? Kochaj małą i wychowaj. Pokazała te maile Andrzejowi, który powiedział- no tak, chyba jednak wszystko jest gdzieś zapisane.Każda akcja wyzwala reakcję.

"Naprawione" serce seniora R. pomimo troskliwej opieki  systematycznie słabło i Andrzej uprzedził swą mamę, że w każdej chwili może całkowicie odmówić posłuszeństwa, chociaż  pacjent grzecznie  łykał przepisane lekarstwa, dbał o dietę a wszyscy dookoła dbali by go czasem czymś nie denerwować. Odszedł w niebyt niepostrzeżenie, po którymś niedzielnym śniadaniu, 9 lat po operacji. Niedzielne śniadania rodzice obojga  zawsze spożywali razem, na dole, w salonie seniorów R. Odszedł tak cicho i delikatnie, że przez  piętnaście minut nikt się nie zorientował. Żona przeżyła go o 10 lat, dziękując  losowi, że jest nie sama, a z bliskimi jej sercu osobami.

Bo wszystko jest gdzieś zapisane i będzie co ma być, zawsze powtarzał Andrzej.

                                                                  KONIEC