sobota, 6 sierpnia 2022

Trudny wybór - 78

 Emil rozszerzył "kartę pacjenta" w prywatnej lecznicy, Adela była  tam na jednej wizycie, powiedziała u kogo  dotychczas była pod opieką i okazało  się, że jej ulubiony lekarz jest oczywiście tu znany i umówiła  się , że za 3 miesiące pokaże  się na kontrolę.

Adela wpadła  na pomysł, żeby w ramach prezentu ślubnego zorganizować dla Ireny i Arka niewielkie ślubne przyjęcie w Kuźni Wilanowskiej. Poza tym była to również okazja do rewanżu za podjęcie się przez Arka roli promotora Adeli.

W pracy Adela chciała wziąć jeden dzień urlopu z racji tego , że będzie świadkiem na  ślubie, ale szef powiedział, by się nie wygłupiała i spokojnie opuściła biuro już o 10,00 rano, skoro ślub jest wyznaczony na godzinę 13,00. Zdąży spokojnie dojechać  do domu i się przebrać  na tę okazję. Emil po prostu wziął jeden dzień bezpłatnego urlopu, więc Adela tego dnia  sama przyjechała  do pracy i w  godzinę po przyjściu została przez  szefa wygoniona  do  domu.

Emil uprzedził Arka, że po owej "wstrząsająco krótkiej" uroczystości pojadą na obiad, który jest prezentem ślubnym. Arek twierdził, że to  zupełnie niepotrzebne,  choć miłe, ale Emil powiedział, że nie ma lekko, bo to pomysł Adeli, a z jej pomysłami to raczej  nie ma  co walczyć. A przed obiadem będzie krótka sesja fotograficzna, która również jest prezentem od nich. I fotograf zrobi im również zdjęcia  w USC.  I tylko  należy się modlić, by była  ładna pogoda, to zdjęcia plenerowe będą  super. Wytłumaczył też Arkowi, że ta sesja to istne poświęcenie ze strony Adeli bo ona nie lubi się  fotografować.  A zdjęcia  będzie  robił kolega  Adeli jeszcze  ze  szkolnych lat.

Adela była umówiona z Konradem, że przyjedzie do USC tuż  przed ślubem, zrobi kilka  fotek wewnątrz w trakcie  ślubu, a potem w  dwa samochody pojadą do Wilanowa. Po dość krótkim, bo zaledwie pół godzinnym namyśle, Adela ubrała spodnium - czarne w  białe łezki, a pod żakiet włożyła białą bluzkę ze stójką wykończoną delikatną koronką. Rękawy też  były nią  wykończone i lekko wystawały z rękawów żakietu. Na nogach  miała białe szpilki z czarnymi obcasami i malutkimi czarnymi kokardkami Torebka też była dwukolorowa- biała z czarnym ozdobnym zapięciem. Gdy się ubrała Emil  stwierdził, że wygląda niczym modelka.

Gdy podjechali pod USC, Ireny i Arka jeszcze  nie było, a Konrad obwieszony sprzętem przepatrywał wewnątrz,  z którego miejsca najlepiej będzie fotografować. I chyba się "pani od ślubów" podobał, bo nawet pozwoliła  się sfotografować Polaroidem i zaraz otrzymała zdjęcie w prezencie. 

Emil był w garniturze w kolorze ciemnego grafitu i, jak stwierdził Konrad, był świetnym tłem dla Adeli. To określenie  ogromnie  się  spodobało  Emilowi i powiedział - to bardzo miła  rola dla  mnie a poza tym wiadomo, że nieodpowiednie  tło może popsuć zdjęcie nawet  najpiękniejszego obiektu - np. tło w postaci kominów elektrociepłowni siekierkowskiej  a na pierwszym planie Pałac Wilanowski. I mam gdzieś nawet takie  zdjęcie. Konrad stwierdził, że w tym przypadku szło mu o to, że grafitowy kolor garnituru Emila był tłem podkreślającym czerń jej stroju. A potem dodał - nie  wiem jak  to jest, ale w  tym spodnium Adela wygląda ogromnie  kobieco. Adela popatrzyła na obu i stwierdziła, że im się  chyba  mózgi  lasują co  dość  dziwne, bo wcale nie ma upału.

Niezbyt młodzi państwo młodzi wkrótce przyjechali. Arek był rzeczywiście w tym garniturze,  w którym podobał  się  Adeli,  a Irena w jednoczęściowej sukience wełnianej w jasno wrzosowym kolorze. Góra tak  zwanie  "blisko  ciała", dekolt głęboki  w  szpic, spódnica  sukienki lekko rozkloszowana. W ręce trzymała  mały bukiecik z bladoróżowych kwiatków.

W pół godziny później było po "uroczystości" i dokumentacji zdjęciowej i w trzy samochody pojechali do Wilanowa. Konrad ustawiał głównie nowożeńców a Adelę "zdejmował" z  zaskoczenia. Oczywiście Konrad  też   był zaproszony na obiad, ale twierdził, że musi wracać do  zakładu, bo dziś teść nie miał niestety czasu by go zastąpić, więc musi jak najszybciej wracać . I zatelefonuje do Adeli, gdy zdjęcia będą gotowe do odbioru.

Podczas obiadu rozmowa  dotyczyła  głównie spraw  codziennych. Arkowi udało się umieścić mamę w zakładzie opiekuńczym w Wiśniewie koło Tarchomina. Zakład  prowadziły siostry zakonne, z których większość   miała przeszkolenie pielęgniarskie.  Mamę zainstalowano w pokoju dwuosobowym. Arek opowiadał, że budynek jest w  dużym ogrodzie,  z tego co widział to jest niezmiernie czysto, podopieczne te, które wychodzą, dużo czasu  spędzają właśnie  w ogrodzie. Gdy przywiózł mamę to akurat trafił na obiad i  był zaskoczony wielce smakowitymi zapachami. Wszystkie pokoje mają  własne łazienki a obsługi jest  sporo, bo pracują tu też "cywilne" pracownice. I nie ma  leżenia  w łóżku cały  dzień, jeśli nie  zaleci tego lekarz. Jest też  biblioteka, jest i oczywiście kaplica. No a mama Arka chyba jeszcze  długo będzie wracała do zdrowia i nie wiadomo ile  "pamiątek" zostanie  po tym udarze. Oczywiście Arek przedstawił mamie ten zakład  jako sanatorium, ale po tym udarze to dobrze, że choć mama nie  za bardzo kontaktuje, to jednak się porusza, więc  jest codziennie wyprowadzana na spacer i sporo czasu spędza na świeżym powietrzu. A w Piasecznie to wcale nie  wychodziła z domu.

Dom w Piasecznie kupił od Arka kuzyn Ireny. Oni są w tej  chwili na etapie urządzania się na Ursynowie. Część mebli zostawią w Piasecznie a na Ursynów wezmą meble z mieszkania Ireny. Mają zamiar to mieszkanie wynajmować. Jest na Saskiej Kępie na  ulicy Zwycięzców. To dobra lokalizacja, bez trudu znajdą chętnych na  wynajem. Co prawda to jest trzecie piętro a windy  brak, ale w budynkach  wówczas projektowanych schody były  znacznie wygodniejsze.

W pewnej chwili Irena powiedziała do  Adeli - miałaś rację, bardzo ładny ten garnitur i faktycznie Arek dobrze  w nim wygląda. Masz oko, w jasno popielatym nie wyglądałby dobrze. A gdzie ty dorwałaś to swoje spodnium? Wyglądasz w  nim super!  Nie widziałam u nas dżersejowych spodniumów.  

Kupiłam go dość  dawno w którymś komisie na  Chmielnej. Musiałam niestety skrócić spodnie i rękawy w żakiecie. Ja mam zawsze  problemy z długością bo niewymiarowa jestem. Dobrze, że szpilki nadal w  modzie. A torebka i  szpilki też  rodem  z Chmielnej. I nie były wcale kupowane razem.

A ten fotograf to twój były?- zapytała  cichutko. Adela pokręciła przecząco głową - chodziłam z nim razem do liceum. On  wżenił się  w  zakład fotograficzny, żonaty i  dzieciaty, skończył chemię na Politechnice. A zakład ma blisko  nas. A jeśli idzie o  mojego byłego to umarł.  To normalne u kogoś kto nie dba  wcale o  siebie tylko robi wszystko by szybko zejść z tego świata. Bo  w pewnej chwili życie  zaczęło go przerastać.  A Emil go znał,  nie  musisz mówić szeptem. Nie  mamy do siebie pretensji o  to co było przed nami,  nim się poznaliśmy. Liczy  się to  co jest teraz i to co razem tworzymy. Ty chyba  nie masz pretensji do Arka, że kiedyś się nawet ożenił, prawda? Bardzo rzadko jest tak  w życiu, że ta pierwsza miłość jest i ostatnią w naszym życiu. Niezmienne- póki co- jest  to, że w dzień jest jasno a w nocy ciemno.

Emil, który jednym uchem łowił rozmowę   pań powiedział - wyobraź  sobie Ireno, że ja nawet  lubiłem jej "byłego", to był inteligentny człowiek i właściwie poznaliśmy się  dzięki niemu- i już wtedy on był tylko jej "byłym". Szukałem pracownika  do swojego działu i trafiła  do  mnie. 

Oooo, to prawie jak z jakiegoś romansu - powiedziała  Irena. Nie wiem bo  nie czytuję romansów- stwierdził Emil. Szalenie mi  się to Maleństwo podobało i nie  tylko z urody - podniecała  mnie  całość- jej inteligencja i umiejętność właściwego znalezienia się w każdej sytuacji, potem dobroć. Siedzieliśmy biurko w biurko, a ja wgapiając  się w to co  miałem rozłożone przed sobą zastanawiałem się jaki smak mają jej usta i co zrobić by  z nią być na  zawsze. Niewiele brakowało bym jej w pracy powiedział, że ją  kocham. Oj  ciężko było mi wtedy,  ciężko.

Arek, który do tej pory milczał powiedział - znamy się kopę lat,  ale pierwszy raz widziałem ciebie tak zaangażowanego- gdy pierwszy raz omawialiśmy razem  z Adelą jej pracę magisterską ty nie  spuszczałeś z  niej wzroku i  czułem się tak, jakbyś ją starał się odgrodzić od wszystkich ścianą z plexi- ty  z nią po jednej stronie- reszta  świata po drugiej. I często to robisz nadal. Zaczarowała  cię, czy  co?

No chyba tak, bo wciąż czuję ten sam dreszcz jak wtedy gdy ją zobaczyłem po raz pierwszy. Bo to dziewczyna z moich snów. Przecież, jak mówiłeś, nie widziałeś jej twarzy, więc skąd możesz  wiedzieć, że to ona? Powiedz po ludzku, że byłeś  wtedy  wyposzczony i nic dziwnego, że śniła ci  się jakaś dziewczyna- złościł się Arek.  Nie byłem wtedy wyposzczony, nigdy nie  narzekałem na brak chętnych. Ona śniła  mi się w  sumie 4 razy, za każdym  razem tak samo- ta sama pozycja w czasie  snu i jeden znak rozpoznawczy. Już po pierwszej nocy byłem prawie pewny, że  to ona. I Adela ma ten maleńki znak, to maleńka blizenka. Poza tym jakimś cudem ona  zna wszystkie moje  myśli i pragnienia, nawet jeśli tego nie  zwerbalizuję. 

A z wami to też coś dziwnego jest - które to już wasze kolejne "zejście  się" - zapytał Emil. Chyba czwarte, albo nawet piąte- odpowiedziała  Irena. Czasem były  to zejścia bardzo krótkie, po których i rok mogliśmy się  nie  widzieć. Ale mam wrażenie, że tym razem coś się w nas obojgu przełamało. Arek bardzo się zmienił a ja chyba zaczęłam dostosowywać swoje wymagania  do realiów. I, tylko się nie śmiejcie - chcemy mieć dziecko. Pewnie będzie nieznośne po takich rogatych rodzicach. I oby się nam udało je  mieć.

Emil mrugnął do Adeli i powiedział - my chyba też zaczniemy się przymierzać do operacji "dziecko". Kiedyś przecież trzeba. Co prawda znam takich,  co płodzenie potomstwa zaczęli w  wieku grubo powyżej pięćdziesiątki bo wcześniej  jakoś nie  czuli powołania do roli  ojca. A potem "życzliwi" zastanawiali się niemal głośno, czy to aby  naprawdę ich produkt czy  może jakiegoś kochanka żony. Już nawet rozejrzałem się gdzie można  w godnych i bezpiecznych warunkach mieć  poród  rodzinny.  Bo nie wyobrażam sobie by mnie przy  tym nie było. I wiem, że można opłacić dostawkę i nawet spać razem z żoną i dzieckiem.  I jest przeszkolenie w zakresie higieny dziecka, uczą kąpiółki, przewijania itp.

Oooo, jakoś mi te nowości umknęły- stwierdziła Irena. Czyżbyśmy zaczęli pomału odrabiać  zaległości względem bardziej cywilizowanych krajów? Może i u nas nie  będzie  wkrótce potrzebna  akcja "rodzić po ludzku"? Byłoby  nieźle. To co mi opowiedziała moja kuzynka już po urodzeniu dziecka było znakomitym środkiem antykoncepcyjnym dla  mnie - wystarczyło bym sobie o tym pomyślała i ochota na  seks ulatniała  się całkowicie i na długo.

Nie  dziwi mnie  to, też się nasłuchałam koszmarnych opowieści. A potem się dziwią dlaczego taka niska dzietność w narodzie. Jak raz nieopatrznie wskoczysz do  wrzątku to potem  juz uważasz - to przecież normalny odruch- stwierdziła Adela.

                                                                c.d.n.


piątek, 5 sierpnia 2022

Trudny wybór - 77

 Jeszcze  tego  wieczoru, przed zaśnięciem Adela powiedziała  mężowi, że jej  zdaniem nie ma jeszcze  co mówić Arkowi, bo to, że wg  lekarza nie ma przeszkód zdrowotnych by starać  się  o dziecko to nie oznacza, że Adela   natychmiast  zajdzie  w ciążę. Poza tym,  jeśli już tak go straszliwie roznosi to niech powie może ojcu. Ona  jest  zdania, że trzeba  z tym  wszystkim  spokojnie  zaczekać. A mówienie o tych  przymiarkach Arkowi, który nawet jeszcze  się nie ożenił a na  dodatek  ma jakieś  stany lękowe w  związku z tym krokiem, to chyba jednak nie najlepszy  pomysł.

Emil dłuższą chwilę milczał a potem powiedział - właściwie to masz rację. Ale i tak się ogromnie  cieszę, że zdecydowałaś  się byśmy  mieli  dzieciaczka. A znasz  może jakiś tajemniczy przepis by to była taka mała, cudna dziewczyneczka? Adela popatrzyła  się na niego i postukała  go palcem w czoło - dziecko to nie jest ciasto, które  robisz  wg przepisu - nawet przy in vitro nie  można zaprogramować płci dziecka. I niezależnie od tego co zmajstrujemy to i tak będziemy to "coś" kochać. Może kiedyś, gdy będziemy zamienieni niemal  w automaty będą specjalne  wytwórnie produkujące  dzieci. Tyle  tylko, że wtedy to na  pewno nie  będzie można wybierać płci  dziecka - produkcja będzie podporządkowana aktualnym potrzebom państwa i będzie z góry określona ilość dzieci dla  każdego małżeństwa i ich płeć. I w tej branży zapewne pierwsze kroki podejmą Chiny. 

Ty chyba  nie lubisz Chińczyków - stwierdził Emil. Być może, że nie lubię, dotychczas znałam i to dość pobieżnie tylko jednego. I nie mam ambicji poznawania bliżej tej nacji. Jest ich po prostu za dużo, strasznie płodny naród. Podobno nikt  tam nie marzy by się rodziły  dziewczynki, bo to przecież inkubatory. I naprawdę, niezależnie co  się urodzi będziemy to dziecko kochać. Bo tak rodzice mają. Nooo, może nie  wszyscy,  sądząc po mojej matce - dodała  po  chwili. 

Milek, tylko nie wpadaj w przesadę - pamiętaj co powiedział lekarz - to mój organizm decyduje o tym czy zgadza  się na  dziecko, nie ja, nie  my. I może to trochę potrwać. Szczerze mówiąc to sama jestem ciekawa jak będę znosić ten stan odmienny. Trochę się tego wszystkiego boję.

Emil przytulił Adelę i  powiedział - Maleństwo, cały  czas będę przy tobie, nie  będziesz sama, postanowiłem, że będę z tobą i w trakcie porodu, przecież teraz już tak można.  Teraz nawet przy cesarce można  być. Będę cały czas przy tobie i  dziecku. Rozszerzę tylko nasz pakiet usług  w przychodni i będziesz rodziła w prywatnym  szpitalu. I ciążę będziesz prowadziła w tej naszej przychodni przyszpitalnej. Rozmawiałem o  tym, gdy robiłem badania kardiologiczne. A w przyszłym tygodniu wpadnę do  nich, do przychodni i rozszerzę pakiet. Bardzo im  się podobało, że robiliśmy te  wszystkie badania, bo podobno mało osób robi badania przed zajściem w ciążę. Kardiolog to  się śmiał, że ludzie planują co kupić na  święta do jedzenia, ale z reguły dzieci są wynikiem przypadku. Ale  oczywiście  możesz też równolegle bywać u swojego pana doktora. Żaden problem.

No to u nas jakby nieco inaczej,  z  reguły zakupów nie planuję, idę do sklepu i ściągam z półki co  mi w oczy wpadnie - stwierdziła Adela. Tiaaa,  a potem się lekko dziwię skąd się coś wzięło w naszej lodówce. A ty Mileczku  nie boisz się widoku krwi? Nie, nie  boję się, chociaż jeszcze  w  życiu karpia nie  zarżnąłem. Ale w  czasie tego tak zwanego "rodzinnego porodu" to i ty i ja jesteśmy odgrodzeni od pola operacyjnego zasłoną- ja jestem przy twojej głowie, przy twoim biuściku jest parawan i części twego ciała od talii do nóg ani ty ani ja nie  zobaczymy. Jeżeli będzie potrzebna cesarka to nie uśpią cię  tylko znieczulą żeby cię rozciąć - rozetną w dole brzuszka, zrobią tzw.  cięcie  bikini. Wyciągną dzieciaczka i cię pozszywają. W międzyczasie dziecko będzie odsysane, ważone,  mierzone, ono i  ty dostaniecie bransoletki, żeby potem nie pomylić dziecka i nie wydać komuś innemu. I pomyślałem, że to bardzo  dobry pomysł z tym porodem rodzinnym, ociupeństwo od  razu poznaje oboje rodziców a nie leży kilka dni na  sali ze zgrają obcych dzieci. Będzie cały  czas  z nami, bo sobie zażyczę tam  dostawkę i będę z wami. I będzie od początku znało dotyk nas obojga.

Adela zaczęła  się  śmiać - może  szkoda, że to nie ty będziesz  rodził - jak widzę jesteś świetnie  do tego przygotowany. Oglądałeś jakieś programy telewizyjne? Tak, na kanale  BBC, ale bardzo  dawno. Tam już funkcjonowało to od kilku lat, u  nas dopiero niedawno. Tam już  wcześniej zmarł mit, że  dzieci przynosi bocian lub się je  znajduje na polu kapusty.

Ale z tą  kapustą to coś jest  na rzeczy-  śmiał  się Emil- bo wieść rodzinna niosła, że któraś z moich prababek poszła do przydomowego ogródka właśnie po kapustę i w tymże ogródku obok grządki kapusty urodziła  dziecko - kapusty nie przyniosła, ale przyniosła dziecko, w domu to już tylko łożysko urodziła. Gdy słyszałem tę opowieść to byłem jeszcze  dość mały i zawsze gdy była  surówka z kapusty to bardzo uważnie  brałem  z salaterki, żeby na tego dzieciaka nie natrafić. Byłem pewny, że małe  dziecko dopiero  co urodzone to jest najwyżej wielkości męskiego palca.

Arek umówił się z Emilem i Adelą na sobotnie przedpołudnie na oglądanie kilku  mieszkań. Ponieważ trafienie na Ursynowie na  wskazany  adres  może człowieka przyprawić nie  tylko o  ból głowy, panowie umówili  się koło uczelni SGGW i dalej  mieli pojechać już razem. Do obejrzenia  były trzy mieszkania. Jedno odpadło jeszcze  w przedbiegach, bo Irena  stwierdziła, że nie  zamierza mieszkać w  wieżowcu na 11 piętrze, bo jeśli się winda  zepsuje to ona  padnie  martwym  trupem nim  wejdzie na to jedenaste piętro. Nawet bardzo bliskie  sąsiedztwo Mega Samu i  bazarku nie było w stanie jej przekonać do tego wieżowca. Następne mieszkanie było w pobliżu stacji budującego  się metra ale  z bliżej nieznanych  przyczyn drugi blok stał tak blisko tego, że gdyby w jednym czasie na balkonie  drugiego  budynku stał mieszkaniec tamtego bloku to można by wymienić uściski,  a posiadając nieco  odwagi bez trudu przejść z jednego balkonu na  drugi. Więc nic  dziwnego, że ktoś  chciał się  tego mieszkania pozbyć. Trzecie mieszkanie było w bloku czteropiętrowym na drugim piętrze. Mieszkanie było czteropokojowe, co prawda jeden  z pokoi miał raptem cztery metry kwadratowe, ale Arek stwierdził, że to mógłby być jego gabinet- wszak on całkiem  sporo pracuje w  domu. No a skoro on jednak musi mamę dać do zakładu,  w którym będzie  miała również stałą opiekę  medyczną to nie jest to złe mieszkanie. Dzienny pokój  miał balkon, okna dwóch sypialni wychodziły na podwórze. Podwórko miało nawet jakieś trawniki. Miejsce  było o tyle  ciekawe, że właściciel  mieszkania miał wykupione miejsce na pobliskim parkingu. A wyprowadzał się, bo odziedziczył dom piętrowy w  Górze Kalwarii. Niedaleko tego budynku był całkiem  niezły sklep spożywczy, przychodnia  lekarska,  apteka.

Irena  stwierdziła, że nawet się jej to mieszkanie  podoba, a drugie piętro  jest do przeżycia. Niedaleko  był też przystanek autobusowy. Arek umówił się z właścicielem mieszkania, że za  dwa  dni dadzą odpowiedź. Gdy wyszli stamtąd Emil pojechał jeszcze  kawałeczek  dalej i pokazał im, że bardzo blisko tego miejsca  jest piękny Park Natoliński a za kawałkiem  pola już  jest Powsin z Lasem Kabackim, który jest  rezerwatem przyrody. I wbrew pozorom z tego  miejsca łatwo można  było dojechać  do mieszkania Emila i Adeli, co właśnie  w końcu zrobili. Pokazał również uczelnię "Kolegium Europejskie Natolin" bo nie  wykluczone że mógłby tam Arek wykładać. W końcu pojechali do mieszkania Emila i  Adeli. Gdy skończyli "wycieczkę mieszkaniową" Emil wysłał do  Adeli sms, że za niedługo powinni dotrzeć. Arek znalazł miejsce do parkowania całkiem niedaleko domu,  a Emil pojechał na  swoje miejsce. Nim odjechał pokazał jeszcze Arkowi, którędy ma przejść do ich bloku. Ale Irena chciała jeszcze  chwilę sam na sam porozmawiać z Arkiem, więc  spacerowali czekając na powrót Emila. Irenie najbardziej spodobało się to ostatnio obejrzane mieszkanie, a gdy zobaczyła  jak blisko w  sumie jest do lasu i do Adeli i Emila, stwierdziła, że jest prawie zdecydowana na to mieszkanie. I taki miły, apetyczny adres - ulica Mandarynki- stwierdziła.  Emil widział ich już z daleka i  był zdziwiony, że nie poszli do Adeli, więc ich teraz  "zagarnął".  Gdy  już  weszli Adela wstawiła swoją "dziwną pizzę" do piekarnika a Emil zajął się prezentacją  mieszkania. Entuzjazm Arka, który będąc poprzednim  razem nie dostąpił zaszczytu obejrzenia ogródka,  sięgnął niemal szczytu gdy  zobaczył na środku żywotnik, a między nim a płotem obrośniętym winobluszczem  pień brzozy z siatkami orzechów dla ptaków i z pojemnikami na wodę. Pokazali mu też ogródek  Piotra i Heleny ze stojakiem pod oknem. Na  stojaku pyszniły  się dorodne pelargonie. Mieszkanie bardzo się Irenie podobało. Pokój - garderoba zainspirował wyraźnie  Irenę i Adela dała  jej namiary na  stolarzy, którzy porobili szuflady z przezroczystym "czołem". Stwierdziła, że to co Arek przewidział na  swój gabinet będzie  właśnie taką garderobą a w jednej z  sypialni będzie jego gabinet i sofa z funkcją  spania.

Pizza zrobiła furorę , ale nie mogli zgadnąć jaki to był spód.  W końcu Adela powiedziała, że spód to była cukinia, bardzo drobne płatki owsiane, jajka i 2 łyżki skrobi kartoflanej oraz nieco drożdży. A wędliny były  kupione w L'Eclerc na Ursynowie, w   stoisku Krakowski Kredens. Adela po jedzeniu, przy herbacie i słodkościach pokazała Irenie na  planie gdzie co jest na Ursynowie i obiecała, że  zrobi dla  niej taką "ściągę". 

Ślub Arka i Ireny miał być w drugiej połowie września. Adela   musiała Irenie pokazać nieliczne zdjęcia ze swego ślubu.  Irena orzekła, że oboje  wyglądali bardzo stylowo a to co Adela  miała na  szyi - wprost przepiękne! Adela przyniosła więc naszyjnik. Arek stwierdził, że te złote  ziarenka to z całą pewnością ręczna robota.  Irena popatrzyła na Arka i powiedziała - myślę, że powinieneś  nieco schudnąć by wejść w ten swój jasno -szary garnitur.  Nierealne- ważyłem wtedy z 10 kilogramów  mniej, to było lata wstecz!  Po prostu muszę kupić jakiś garnitur, może właśnie jasny popielaty. 

Adela patrzyła na niego, patrzyła i  w końcu powiedziała - na mojej obronie miałeś bardzo ładny garnitur, dwie tonacje granatu, fajnie w nim wyglądałeś. Nie  wygląda mi na to, żebyś teraz w niego nie  wszedł. Wiesz, byłam pół przytomna ze strachu, ale zdołałam zauważyć, że mam przystojnego promotora w dobrze skrojonym i dobranym kolorystycznie garniturze. Mówił ci Emil jak później ryczałam po wyjściu?  Nie mówił. A dlaczego płakałaś, wydaje  mi się, że dobrze cię zareklamowałem, coś było nie tak? - Arek  był wyraźnie zaniepokojony. Wszystko było  dobrze, tylko w ten sposób  schodziło ze mnie napięcie. Myślę, że fajnie będziesz  w nim nadal wyglądać, to będzie   już koniec  września, jasny popielaty to raczej na lato. 

Irka, widziałaś go  w  tym garniturze? Nie, bo nie  był moim promotorem. No to go zobacz, to jakaś fajna wełenka tkana z nitek w dwóch odcieniach tego samego koloru. A jasny popielaty to sobie sprawisz na wiosnę. Ty włożysz wtedy ten jasny popielaty, Emil swój meksykański ciemnobłękitny, wyjdziemy z wami na  spacer i popatrzymy jak się dziewoje do was wdzięczą. 

A tak na poważnie - przepatrz Irenko jego ciuszki,  niech przymierzy. Emil przed  naszym ślubem robił za modela i pokazywał się nam w tych meksykańskich garniturach. Ten , w którym  brał ślub to też meksykański.

Powiedzmy  sobie  szczerze - na  sam ślub nie  warto  nic kupować, bo ślub cywilny to raptem 15 minut stania przy biurku. I kilka minut potem,  gdy składają życzenia ci co  są  zaproszeni. Ten kostium,   w którym brałam ślub to już przed ślubem miałam. Dobrze  się złożyło, że Emil  miał garnitur  w tym  samym odcieniu zieleni.

                                                                 c.d.n.



środa, 3 sierpnia 2022

Trudny wybór - 76

 Nic nie ma lekko- żeby zrobić wszystkie badania zlecone przez prywatnego lekarza oboje  musieli zamówić wizytę u lekarza w "swojej" przychodni,  w której  mieli wykupiony  abonament. Na  szczęście nazwisko prowadzącego Adelę ginekologa  nie było obce interniście w tej przychodni. Mało tego- zostali przez internistę pochwaleni, że tak odpowiedzialnie i  poważnie podchodzą do tematu i że w związku  z tym Emil będzie  się musiał dokładnie przebadać u kardiologa, skoro wada serca jego mamy ujawniła  się dopiero  w czasie   ciąży.  

Gdy  wyszli z gabinetu Adela  powiedziała - no to stracimy pewnie  z pół litra  krwi na te badania. To są skutki uboczne świadomego macierzyństwa i ojcostwa- powiedziała  ze śmiechem. Chowając do torebki "podstawowe skierowanie" powiedziała- ale jestem fujara, jak  widzę mój ulubiony "gin" obronił doktorat! Muszę pamiętać, żeby mu pogratulować! Kurczę, chyba nocami pracował. Muszę  sprawdzić jaki temat "obrabiał"- bo on jest też świetnym cytologiem. 

Jedną z moich koleżanek wybronił przed rakiem - przyszła  do niego z wynikiem cytologii robionym w jednej z państwowych przychodni. Z opisu wynikało, że nic  złego  się nie dzieje. Obejrzał wynik,  potem pacjentkę "od  wewnątrz" i powiedział - przykro mi, ale ja tu widzę zagrożenie i nie będę pani leczył, jeśli sam nie  zrobię cytologii. Więc  albo pani zgadza się na drugą cytologię albo proszę iść do innego lekarza. I druga  cytologia wykazała  bardzo zaawansowany  stan, który mógł  się w krótkim czasie zamienić w czynny stan  rakowy.Przepytał czy planuje ciążę, bo jeśli tak to niech  się zaraz, szybko zabiera  za produkcję, bo stan jest taki, że po usunięciu nadżerki mogą  być kłopoty z donoszeniem  ciąży.

Dziewczyna zdecydowała  się na  dzieciaka, urodziła i kilka miesięcy później on usunął nadżerkę. I ma spokój i fajnego dzieciaka. Tyle tylko, że gdyby jej  się zamarzyła  druga  ciąża to  musiałaby być zaszyta, bo to była już mocno zaniedbana sprawa i  całkiem poważny zabieg.  Emil  słuchał tego wszystkiego i  ciarki mu spacerowały po plecach. W końcu powiedział - masz rację, nie wysiliła  się natura w  kwestii rozmnażania i wszystkiego co z tym związane.

Ale proszę cię- pamiętaj, że kocham cię za całość a nie tylko za wygląd lub tylko za to, że dajesz  mi rozkosz. Jesteś dla mnie cudownym darem od losu, jesteś dla  mnie  całym światem. I nie obawiaj się tego, że może po ciąży przez  jakiś  czas twoja  figura nie będzie według  ciebie  idealna. Dla mnie jesteś i będziesz najpiękniejsza pod słońcem. Bo ja cię po prostu kocham. Bierz kochanie  poprawkę na to, że mam te  drobne 10 lat więcej na liczniku niż ty.

Badania kardiologiczne Emila wypadły  dobrze, niczego złego nie dopatrzono się w pracy serca ani też w innych narządach. Oczywiście Emil żartował, że w takim razie  może już zajść  w ciążę. Internista obejrzał skrupulatnie wszystkie wyniki i stwierdził, że przyszły tata jest w bardzo dobrej kondycji.  Wyniki Adeli też nie  budziły żadnych zastrzeżeń. Wywiad co do chorób występujących w ich rodzinach też  nie ujawnił jakichś zagrożeń. Adela porobiła ze  wszystkich wyników kserokopie dla  siebie, a oryginały zawiozła do lekarza. Gdy oddawała  je  w recepcji, recepcjonistka poprosiła,  by chwilę  zaczekała- zerwała  się z krzesła i zaniosła je do gabinetu. Gdy wróciła, powiedziała, że za 10 minut lekarz  ją przyjmie  na krótką wizytę. Adela szybko nadała  wiadomość do Emila, że musi jeszcze tu chwilę  zostać, więc niech jedzie  do domu, ona wróci autobusem. Faktycznie za kilka  minut wyszła z gabinetu pacjentka i recepcjonistka powiedziała Adeli, by weszła, pan doktor   czeka. Pan  doktor uważnie przeglądał wyniki badań lekceważąc opinię wypisaną przez  internistę. Po chwili zapytał, o choroby występujące  w rodzinie, Adela powiedziała, że ponoć  takowych  nie było, a lekarz powiedział - dawno  nie widziałem tak  dobrych  wyników. Widać z tego, że oboje się dobrze odżywiacie, nie palicie, nie pijecie, po prostu prowadzicie zdrowy tryb życia. Adela uśmiechnęła  się - za to piekielnie  często się kochamy. No i tak trzymać - odpowiedział lekarz.To teraz proszę już nie brać tabletek i proszę przez dwa cykle stosować inną antykoncepcję, mając na uwadze  fakt, by była ona najlepiej stała aż do końca  drugiego cyklu. No a potem powodzenia  w majstrowaniu dzieciaczka. I proszę  się pokazać gdy będzie pani podejrzewać, że się udało. Adela z kolei pogratulowała  mu tytułu doktora nauk medycznych i stwierdziła, że po prostu go podziwia, bo przecież cały czas pracował. No ale właśnie to co robię pomogło mi w pisaniu doktoratu. Pracowałem przez ten  czas tylko tu, szpital musiał obyć  się beze mnie. No to do pracy, młoda  damo, powodzenia.

Oczywiście Emil nie pojechał do domu, czekał cierpliwie na nią i został wynagrodzony bardzo długim buziakiem i znów się dowiedział, że jest cudownym mężem.

Wieczorem zatelefonował do nich Arek z wiadomością, że następnego dnia będą  składali swoje dokumenty w USC.  I czy ślub musi być w  sobotę, czy może mógłby być innego dnia, bo on podejrzewa, że soboty to mogą  być już solidnie zawalone. Przy okazji poprosił o ich dane personalne, przepraszając, że nie  robi tego osobiście  a tylko przez telefon.  Oczywiście dowiedział się, że im to akurat obojętne którego  dnia będzie ślub a swoje dane prześlą mu mailem, żeby czegoś nie pokręcił. Emil  wyraził zdumienie, że tak szybko wyciągnęli swoje dokumenty, a Arek powiedział - no wiesz, ma  się te swoje różne kontakty prywatno-służbowe. Ale uprzedzam - to będzie wielce "cywilny" ślub, bo jedyna możliwość szybkiego terminu to ślub typu tylko delikwenci i świadkowie, nawet marsza  weselnego z płyty nie będzie.  No a co na to Irena?- zapytał Emil.  Zgodziła  się. A poza tym rozmawiałem w sprawie spółdzielni, ale aktualnie  nie ma  nic nowego, ale  mam kilka miejsc  na Ursynowie  do obejrzenia i byłoby fajnie, gdybym mógł  cię do tego wykorzystać. No jasne, ale nie  w godzinach  pracy. No pewnie, że nie, będę się umawiał na soboty lub  niedziele,  bo ludzie pokupowali mieszkania na  wynajem, ale są i tacy, co  chcą się ich pozbyć, bo wynajmowanie  to kłopot. 

Poza tym mam trochę problemów z mamą, miała leciutki udar i teraz  szukam dla niej bardziej fachowej opieki niż ta pani co się nią dotychczas opiekowała.  Nie wykluczam, że będzie musiała być jednak w jakimś bardziej  specjalistycznym miejscu. Nawet  nie masz pojęcia  jak szybko człowiek "degraduje  się", gdy już przekroczy sześćdziesiątkę. Na razie proponowano mi miejsce dla mamy w Nadarzynie, ale wolałbym ją umieścić gdzieś  bliżej. Ale to co jest oferują w samej Warszawie robi na  mnie bardzo złe wrażenie. No zwyczajna grupowa  umieralnia, bardzo wieloosobowe  sale.  Do tego mam roboty po kokardkę, ledwo się wyrabiam. A co u was,  bo cały czas gadam i gadam. 

U nas- no bez  zmian, wszystko w jak najlepszym porządku.  Arek, skoro wybieracie  się oglądać coś na Ursynowie to może przy okazji wpadniecie do nas. Tylko daj znać z dzień wcześniej. Pooglądamy, a potem pojedziemy  do nas. 

No fajnie, lubię pogwarki z Adelką. Irenie też się twoja  żona bardzo podoba, że taka młoda a taka mądra. Ojej, tylko 10 lat  młodsza ode mnie a od  ciebie 12. W tym  wieku to już żadna różnica. Różnica jest  wtedy gdy jedno  ma 12 lat,  a drugie jest młodsze o 10 lat. Wtedy jest po prostu przepaść . 

A do której wieczorem można do was telefonować? W dni  powszednie to tak  do 23,00 w piątek i sobotę to do 24,00. To fajnie, bo ja ostatnio mam nieco  czasu dopiero po dziesiątej  wieczorem. Kompletny dom  wariatów. Jestem zwyczajnie zmordowany, chyba się  starzeję. A wiesz, dom  chyba sprzedam kuzynowi Ireny, bo wedle  niego to jest tak blisko Warszawy, że żadna niemal różnica. Zwłaszcza, że on chce  go wynajmować.

Emil roześmiał się - tylko go  nie wyprowadzaj z błędu, niech  kupi. Ciekawe  komu on będzie  wynajmował chałupę w Piasecznie. Ruskim, albo Ukraińcom, tym co tu przyjeżdżają do pracy.  Sporo ich pracuje w Mysiadle.  Ale chyba Ukraińcom. Teraz  sporo ich przyjeżdża do Polski do pracy. Zresztą jak on będzie  właścicielem to mnie z przeproszeniem  wielkim  wisi i powiewa komu będzie chałupę wynajmował. To już  nie będzie mój cyrk i nie moje  małpy. Wiesz Emil, chwilami się zastanawiam, czy naprawdę  dobrze  robię, że  się żenię.  

Arek, nikt cię  chyba do ślubu nie  zmusza, stwierdziłeś, że kochasz  Irenę, że jest osobą, która wie o tobie wszystko, więc  nie bardzo rozumiem  o co ci biega.  Jeśli zaczynasz  mieć wątpliwości to ja nie jestem tą osobą, która  ci je  rozwieje. Ja Ireny  nie  znam, pierwszy raz ją zobaczyłem gdy byliśmy u ciebie. Wydaje mi się ciepłą i serdeczną osobą i mam wrażenie, że na pewno o ciebie  zadba jak należy. Adela też ją odebrała  jako tak zwaną "ciepłą osobę". Jesteśmy w  tym wieku, że właściwie to ostatni dzwonek na założenie  rodziny, bo jeszcze kilka lat samotnego życia i człowiek  zdziwaczeje tak, że już go nikt nie będzie chciał na partnera. Czy mam rozumieć, że oświadczyłeś się  "z rozpędu" a nie powodowany uczuciem?  Nie, nie  z rozpędu. Ale chwilami się  rządzi. No ale z tego co mówiła to widać,że ma po kolei  w  głowie i jak  się tobą trochę porządzi to raczej nie będziesz  miał krzywdy. Adelka też  się mną rządzi i jestem z tego powodu szczęśliwy. Wiesz, gdyby  twoja osoba  była jej obojętna  to by  się tobą nie rządziła. Po prostu znalazła by sobie innego, który nie jest w robocie trzy czwarte doby.

Słuchaj, idę robić dla nas kolację. Generalnie nie ma problemu, obejrzę z tobą te  mieszkania. No widzisz, moja też się mną rządzi, idę do kuchni. Jak chcesz to zapikaj  do nas  za godzinę. Nie, nie będę już dziś telefonował, dzięki stary. Buziaki dla Adeli.

Zdurniał - zdiagnozował kolegę Emil. Samotność nie jest pożądanym stanem dla ludzi, jesteśmy jednak stadnymi istotami. Jak był młody to ciągle skakał z kwiatka na kwiatek, zwłaszcza  gdy  się rozwiódł. Irena  się  rządzi - no pewnie  się  rządzi, ale pod  sufitem ma dobrze poukładane. Jakiś kuzyn Ireny chce kupić ten  dom i wynajmować go. A w sobotę najprawdopodobniej będę  z nimi oglądać jakieś mieszkania gdzieś  na Ursynowie. Więc potem do nas  wpadną.

No i dobrze, mogą  wpaść, zrobię pizzę , spód z cukinii i płatków owsianych. Oczy im  wyjdą na wierzch ze  zdziwienia.  Pomogę ci - zaoferował się Emil. A ty wiesz jak jak łatwo jest zetrzeć cukinię na tarce? Sama dam radę. Ty tylko trochę pokój odkurzysz.

Maleństwo a mogę powiedzieć Arkowi, że za jakiś czas będziemy konstruować dziecko? Jestem jakoś bardzo  tym zachwycony! Adela objęła go i powiedziała- mam nadzieję, że twój zachwyt obejmie  również już ukończoną konstrukcję. Wrzeszczącą i lejącą w pieluchy.

                                                                  c.d.n.


wtorek, 2 sierpnia 2022

Trudny wybór - 75

 Reszta dnia i wieczór upłynęły na omawianiu sprawy powiększania  rodziny. Emil przyglądał się bardzo uważnie nagiej Adeli, w końcu powiedział - zastanawiam się gdzie ci to dziecko się  zmieści. Adela śmiała  się - kochanie, jakoś tak  się dzieje, że wszystkie dzieciaki "jakoś"  się  kobietom mieszczą w brzuchu. Weź centymetr, odmierz 51 cm - to taka przeciętna  długość noworodka- zrób z tego kółko i przyłóż do mojego brzucha. Chyba zauważyłeś, że ciężarne w pewnym  momencie zaczynają chodzić z brzuchem - żadnej to dziecko nie mieści się w dotychczasowym wymiarze brzucha i brzuch  zaczyna mocno wystawać, bo skóra ma zdolność rozciągania  się. I tym  sposobem każde się mieści, bez  względu na wielkość matki. 

W moim odczuciu i ciąża i poród są przez naturę mocno niedopracowane. Na początku większość z nas ma mdłości, a gdy one  miną to zaczyna brzuch rosnąć a na koniec dzieciak rodząc  się rozdziera matkę na kawałki. A potem to część tych  wspaniałych zapładniaczy wpierw narzeka bo ma z reguły 6 do 8 tygodni postu, a po domu szlaja się jakaś ciągle jeszcze gruba baba, a bachor się drze - bo albo głodny,  albo ma pełną paskudztwa pieluchę albo po prostu chce być przytulany. I to wszystko mnie powstrzymuje od ciąży i porodu. Nie wiem, ale większość moich koleżanek jest mocno rozczarowanych macierzyństwem i całkiem sporo jest rozwiedzionych. Więc rozważ to wszystko co ci powiedziałam, czy  aby na pewno jesteś gotowy zostać ojcem,  ale nie takim jak mężowie wielu moich koleżanek. Zastanów  się czy ten mały wrzeszczący tłumoczek nie odepchnie ciebie ode mnie, bo po porodzie ta abstynencja to mus a ja na pewno przez jakiś czas przestanę być dla ciebie  atrakcją pod względem fizycznym. Mam mnóstwo dobrej lektury  medycznej z tej tematyki, więc poczytaj. 

Wiem, że masz, część już przejrzałem. Ale pamiętaj, że kocham cię nie tylko za "zewnętrzność" - kocham za wszystko. Powiedziałem ci przecież , że jestem w pełni świadomy tego co mówię i co czuję. I nie będę tatą tylko na papierze. Wiem i  rozumiem, że jesteś pełna obaw - od chwili, gdy okaże się że jesteś  w ciąży będziemy w niej w pewnym sensie oboje, nie będziesz sama z tematem "ciąża, poród,połóg, niemowlę". Przecież to będzie nasze  dziecko, cząsteczka twoja i moja splecione w całość.

Ładnie to powiedziałeś, stwierdziła  Adela tuląc się  do niego, ale to teoria. Nawet najpiękniejsze teorie  często nie  wytrzymują  zderzenia z rzeczywistością. I stąd tyle  rozwodów. A może te  rozwody to efekt tego, że spora część ludzi przestaje ze sobą szczerze rozmawiać? - dociekał Emil. Bo, jak widzę, w większości związków nie ma wymiany  komunikatów w sferze odczuć, pragnień, obaw i temu podobnych. Dyskutuje  się o tym jaki telewizor  kupić,  dokąd pojechać  na urlop, dokąd posłać  dzieci na  wakacje ale nie o  tym co się myśli o własnym związku. Z jakiegoś powodu większość uważa,  że skoro  on/ona mówi, że kocha to doskonale wie jakie mamy pragnienia, co lubimy a czego  nie,  więc   nie ma potrzeby rozmawiania  o tym. Stawia się znak równości pomiędzy uczuciem a  wiedzą partnera o tym czego chcemy, czego oczekujemy. Niewiele małżeństw o tym rozmawia. Mnie w okresie dojrzewania wprowadzał w życie ojciec - nie było tematów tabu. Wtajemniczał mnie  nie  tylko w stronę fizyczną tego okresu ale i psychiczną. Uczył mnie  analizowania swych uczuć a słowo "kocham" to według ojca jest słowem, którego nie wolno używać ot tak, jak słów "dzień  dobry" lub "cześć".  I można je mówić tylko wtedy, gdy jesteśmy  pewni swego uczucia. Ojciec kiedyś powiedział, że słowo "kocham" stało się wytrychem i jest nadużywane przez  mężczyzn do zaspokojenia  pożądania,  a dla kobiet "usprawiedliwieniem" oddania się mężczyźnie.  Przed ślubem ojca z Heleną zapytałem  się go, czy odnalazł w Helenie jakąś część mamy. Powiedział, że wcale nie  szukał w Helenie jakiegoś podobieństwa do mamy, szukał tylko prawdziwego, ludzkiego ciepła i  zrozumienia i pokochał ją. I że nadal ma  w sercu mamę, ale dawne uczucie  do mamy nie ujmuje nic temu, co  czuje  do Heleny.  I wiem, że kocha ciebie tak, jakbyś była jego wymarzoną  córeczką.

Popatrz, kochanie, jak  to  się dziwnie układa  w życiu - Helenę i twojego ojca kocham tak, jakby to oni byli moimi rodzicami. Przez połowę swego dzieciństwa uważałam, że to Helena była  moją prawdziwą matką, nawet jej to kiedyś powiedziałam. I już sobie wyobrażam co się będzie działo gdy uda nam się zmontować jakieś dziecko. Oboje chyba ogłupieją z radości, że będą dziadkami. Mam nadzieję, że dopuszczą nas raz na  jakiś czas do dziecka. 

No nie  wiem- śmiał się  Emil- chyba tylko na karmienia, o ile będziesz karmiła sama. No bo jeśli będzie na proszkowym mleku to może tylko w weekendy nas dopuszczą, w ramach spaceru. Ojciec to ma dużą wprawę, bo na nim spoczywał w dużym stopniu trud opieki nade mną. Podobno była nawet jakaś niania, ale jeśli się darłem w nocy to tata mnie "ratował". Popytaj się taty jakim  byłem niemowlakiem, bo nasze przecież będzie miało cechy po nas. 

Mnie to wyniańczyła babcia, która była  zdania, że zdrowe dziecko to tłuste dziecko. Gdy oglądałam kiedyś swoje zdjęcia z okresu niemowlęctwa to mnie aż przerażenie ogarniało. Włoski amorek był przy  mnie nieomal chudziną. Na szczęście trafił się jakiś trzeźwy pediatra i przestałam być karmiona gdy tylko zaczynałam  się drzeć. Ale zmuszanie do jedzenia było w tej rodzinie normą. No ale babcie  mają to do siebie, że z czasem przenoszą  się do wieczności i  nadszedł czas, że nie  miał kto zajmować  się ładowaniem we mnie żarcia.  

A nasze to pewnie  nie będzie żarte, ale z gatunku "utul mnie albo najlepiej schowaj  mnie  z powrotem w brzuchu", bo my oboje jesteśmy takimi przytulankowcami.  Emil uśmiechnął się - łóżko mamy szerokie, będzie spało między  nami.  Podpuścimy ojca i zrobi nam dla  dziecka  kołyskę o bokach 25 centymetrów, żeby  spało między nami na  własnym materacyku. 

Adela pokładała  się  ze śmiechu- mam lepszy pomysł - kupimy gotowe posłanko dla średniej wielkości psa. Bardzo udane modele widziałam w którymś z marketów. Z grubej gąbki poliuretanowej. Tylko wyłoży się je jakimś ładnym niemowlęcym kocykiem. A dno jego będzie  można usztywnić od  zewnątrz kawałkiem odpowiedniej wielkości plexi. W nocy będzie to posłanko leżało między nami a w dzień w łóżeczku. I całą rzecz opatentujemy. 

Przecież kiedyś to w jednym łóżku spały całe  rodziny. Czytałam o  tym. Gdy moja  babcia była małą  dziewczynką to spała  w jednym łóżku ze  swoją nieco starszą siostrą. I nie  było to na  zabitej  dechami  wsi a w dużym mieście i pradziadek nie był źle sytuowanym  człowiekiem. No  ale dzieci narobił jedenaścioro - był ruch  w interesie - jedne umierały w trakcie porodu lub  tuż po nim, inne w wieku kilku lat na różne dziecięce wirusówki, nowe  się rodziły. Do wieku dorosłego doszło sześcioro. Ostatnie  dziecko to prababka urodziła już po pięćdziesiątce i strasznie się tego wstydziła- wtedy jej najstarszy syn  miał już 20 lat. Co prawda nie mogę pojąć  czego  się wstydziła, no  ale to były inne  czasy. Może był wyznaczony  jakiś próg wiekowy do którego współżycie płciowe  było czymś przyzwoitym, a powyżej   niego to już nie. Jestem dziwnie pewna, że pradziadek zapewne nigdy nie widział swej żony na  golasa. No coś ty, nie wyobrażam sobie  tego by biedak nie mógł się nacieszyć gołym ciałem własnej żony, która najwyraźniej mu pasowała, sądząc po ilości porodów- stwierdził Emil.

Gdy Emil wiózł Adelę na  wizytę kontrolną do jej "gina" powiedział, że  się jakoś  dziwnie  niepewnie  czuje, nigdy u takiego specjalisty  nie był. No bo to specjalista od kobiet a nie od  facetów- stwierdziła Adela. Faceci bywają albo u urologa  albo u chirurga. A niektórzy nawet u seksuologa.Ty będziesz  ze mną wchodził do gabinetu wtedy, gdy już będę w  ciąży, dziś to  chyba  nie będziesz  zaproszony do gabinetu, posiedzisz  w poczekalni. A może i będziesz i dostaniesz  jakieś dobre  rady. Tu zawsze jest w poczekalni jakiś facet. Ja wiem dlaczego on zaprasza również partnerów - po prostu są i tacy faceci, którzy muszą usłyszeć pewne wiadomości od lekarza a nie tylko od własnej kobiety. I ten lekarz o  tym  wie, bo zapewne już  się z czymś takim spotkał. Ręczę ci, że nie będziesz  się czuł w gabinecie skrępowany - to naprawdę bardzo kulturalny i naprawdę sympatyczny człowiek. Poza tym uważa, że skoro ciąża nie  bierze  się z powietrza, bo ktoś się musi do tego jednak przyczynić i jest jej współautorem, to powinien  się tym interesować. Do tego to bardzo przystojny facet. Zawszeć milej gdy lekarz który mi obmacuje macicę i jajniki jest przystojny niż gdy urodą przypomina szczura lub buldoga. On się szalenie podoba jednej z moich koleżanek, ale facet żonaty a do tego z gatunku wiernych. A żonę ma  super, mogłaby konkurować z  Zośką Loren z czasów jej młodości. Miałam okazję ją kiedyś poznać. Bo ja to jestem jedną ze starej gwardii pacjentek tego gabinetu. Przez jakiś czas jego żona robiła  tu za recepcjonistkę (legitymując  się tytułem mgr) nim nastała ta co jest teraz.  Poprzednia  wyleciała  karnie, bo nie wyjałowiła na czas narzędzi i nagle musieli odwołać wszystkie zaplanowane na ten dzień wizyty. I może by nie  wyleciała gdyby nie  to, że skłamała, że nie było jakiś czas  prądu. A to akurat łatwo było sprawdzić - zapomniała idiotka, że autoklaw ma  wmontowany zegar i każde wyłączenie dopływu prądu automatycznie zatrzymuje  zegar i po włączeniu napięcia pokazuje  niewłaściwą godzinę,  a ten pokazywał właściwą. Panienka  wyleciała, a żona  pana  doktora wzięła się za recepcję nim  znaleźli następną recepcjonistkę.

Przyjechali 10 minut  przed  czasem. W poczekalni nie było nikogo oprócz  nich. Recepcjonistka  zapewniła Adelę, że nie ma opóźnień, więc na pewno zaraz doktor ją przyjmie. W kilka minut później z gabinetu wyszła pacjentka. Nad  drzwiami gabinetu rozbłysnęło zielone światełko - a recepcjonistka powiedziała- proszę  wejść do gabinetu.

W trakcie badania Adela powiedziała, że podjęli wraz z mężem decyzję o powiększeniu rodziny i chciałaby wiedzieć jakie jest zdanie lekarza  w tej materii. I że jej mąż jest aktualnie w poczekalni. Wpierw lekarz poinformował ją, że nie widzi żadnych medycznych przeciwwskazań widocznych  gołym okiem. Gdy już się ubrała w sąsiednim gabineciku i nim usiadła  przy jego biurku powiedział - no to proszę zaprosić tu  męża. Adela wyjrzała z gabinetu i cicho zawołała Emila, który szybko przemierzył poczekalnię.  Gdy wszedł, lekarz  wyszedł zza biurka, panowie wymienili uścisk dłoni i zwyczajowe "grzeczności",  a lekarz powiedział, że bardzo się cieszy z ich decyzji. Jeśli idzie o badanie, to optycznie i namacalnie  wszystko jest w należytym porządku, nie mniej da im obojgu skierowanie na  badania rutynowe plus oznaczenie grupy krwi. A ponieważ Adela bierze od  dawna tabletki antykoncepcyjne, to jego zdaniem będzie  dobrze, gdy przez dwa cykle po odstawieniu tabletek jeszcze  nie  zajdzie  w ciążę. Po prostu organizm musi wejść z powrotem na  naturalne tory. Przepytał jeszcze Emila o to jakie choroby występowały w jego rodzinie i prosił by oboje jeszcze nim podejmą starania o ciążę, podali mu wykaz chorób, które ewentualnie trapiły rodzinę. Emil powiedział o wadzie  serca swej  mamy i o  tym, że nim się ożenił z Adelą porobił wszystkie badania, które  wykazały, że serce jest w porządku. Nie  mniej pan doktor dopisał jeszcze do kompletu badań Emila uwagę, że jego mama  miała wadę serca, wykrytą dopiero wtedy, gdy była w ciąży. Umówili się na kolejną wizytę, gdy będą oboje mieli wyniki swych badań. Bardzo był zadowolony, że są pacjentami prywatnej przychodni. Zapewnił również  Adelę, że na pewno poprowadzi jej ciążę. Wyszedł z gabinetu razem  z nimi i prosił recepcjonistkę, by przy nazwisku Adeli postawiła znaczek pierwszeństwa.

Gdy już byli na klatce schodowej Adela spytała - no i  co, bardzo bolało i było strasznie? Emil przygarnął ją do siebie - no nie było strasznie, nie  bolało i rzeczywiście facet na poziomie. Ale nie jestem zazdrosny, choć nazywasz go przystojnym. Wydaje mi się normalnym kulturalnym i  sympatycznym człowiekiem. Adela uśmiechnęła  się - ja ci tylko powiedziałam, że facet jest przystojny, a nie  że on  mi  się podoba.  Na określenie przystojności składa się wiele czynników, między innymi takt, uprzejmość, profesjonalizm.  On jest tylko przystojny, ale  dla mnie ty jesteś po prostu cudowny. Taka drobna między wami jest różnica.

poniedziałek, 1 sierpnia 2022

Trudny wybór - 74

 Po tych "publicznych" oświadczynach  Arek spytał  się Adeli i Emila, czy w takim  razie, skoro byli świadkami oświadczyn będą  również świadkami na ich  ślubie. Oczywiście  i Adela i  Emil  zgodzili  się, tylko Adela  doprecyzowała- "ale świadkami to będziemy tylko na ślubie  cywilnym, bo my niekościelni. 

Ale ani Irena  ani Arek nie  zamierzali brać kościelnego ślubu.  Arek popatrzył w  swój terminarz  spraw, potem w kalendarz i powiedział do Ireny - jeśli nie uda  mi  się załatwić terminu za dwa tygodnie, to potem będę miał wolny dzień dopiero za niemal trzy miesiące. Spiętrzyło się,  zupełnie nie z mojej winy kilka poważnych spraw i tylko moja  śmierć mogłaby  mnie od  nich uwolnić. I są na tyle już rozgrzebane, że nie mam jak ich odstawić. A wolałbym jednak w tej  chwili nie umierać.

Stary, wytrzymaliście tyle bez  ślubu to mniej  więcej  trzy  miesiące  raczej nie  zrobią wam różnicy. To nie ostatni trymestr ciąży, wcześniak  się nie urodzi, co najwyżej może dopiero się począć ale do tego to wam ślub nie jest potrzebny - stwierdził Emil.  Jeżeli tylko nie  zażyczysz sobie ślubu w Pałacu Ślubów to od chwili złożenia dokumentów do ślubu i tak  musi upłynąć 30 dni do dnia złożenia przez  was podpisów przed cywilnym "księdzem". 

 Żartujesz chyba - zaperzył się Arek. Adela zaczęła  się śmiać- oj, niedobrze  panie mecenasie, niedobrze,  emanuje pan teraz  nieznajomością przepisów. Jacyś porąbani prawnicy taki przepisik  wymodzili i teraz wszyscy go przestrzegają. I jeszcze  jedno - wasze metryki i ewentualne papiery rozwodowe muszą być wyciągnięte aktualnie teraz z USC a nie te, które macie  w domowym archiwum.  Arkadiusz patrzył się na Adelę wzrokiem Bazyliszka i powiedział - mam nadzieję, że tylko żartujesz. 

Adela spoważniała  - rozmawiamy o zbyt ważnych sprawach by żartować, niestety takie są przepisy. Jedyna ulga to ta, że możesz kogoś upoważnić do pobrania twoich dokumentów z archiwum USC. I możesz tym obarczyć np. Irenę albo jakąś  sekretarkę, o ile jesteś na tyle  zaprzyjaźniony, że nie zgłosi takiej twojej prośby jako przejaw mobbingu. Dokumenty Emila z archiwum USC to ja pobierałam. Tam są  wciąż kolejki, bo metryki urodzenia są niemal do wszystkiego potrzebne, podejrzewam, że  niedługo to nawet do zakupu sandałów. Też mnie  szlag trafiał gdy składaliśmy dokumenty.  Jeśli masz  wśród  swoich  dokumentów swoją metrykę i orzeczenie  rozwodu to weź to ze  sobą, wtedy szybciej  wyszukają, bo mają jakieś  swoje extra  znaczki lub numerki, ułatwiające wyszukanie. Jak będziesz  miał fart, to dostaniesz  to "od  ręki" i nie będziesz  musiał drugi raz przyjeżdżać.

I wiesz  co? weźcie ślub w dzielnicowym USC a nie  w Pałacu  Ślubów, to  nie  będziecie musieli jeszcze  dodatkowo polować na termin.  Emil naparł się by zaprosić pracowników naszej firmy na  toast szampanem, bo jakimś  cudem nasz ślub  stał się  sprawą wielce publiczną. Ale sam przebieg owej  formalności jest  wszędzie taki sam, w każdym USC.  Żadne czary-mary, odczytają formułkę każdemu z Was, zgodzicie się lub nie, jeśli któreś nagle oprzytomnieje, złożycie podpisy i koniec. Atrakcyjność imprezy zerowa. 

No a potem? - zapytał niezbyt mądrze Arek.  No a potem to już jesteście małżeństwem i co najwyżej składacie papiery rozwodowe, boście po niewczasie się ocknęli. A jeśli  owo "potem" dotyczy dalszego  ciągu uroczystości, to zależy co kto lubi - jedni robią  wesele, inni jakiś obiad wspólny dla najbliższych a jeszcze inni nic. Na szczęście tego nie  regulują  żadne przepisy, więc idzie wytrzymać. Pełna dowolność. 

A w ogóle, to ty przecież już kiedyś brałeś ślub to coś taki niezorientowany w tej materii- dociekał Emil. Nie bardzo wszystko pamiętam, bo  byłem mocno znieczulony, ślub braliśmy  gdzieś na  zadupiu tam  gdzie ona mieszkała i w drodze do ślubu jej bracia mnie i sobie dodawali kurażu. Ja bardzo  źle zawsze  reagowałem i  nadal źle reaguję na alkohol a to pewnie  był miejscowy bimber. Pomijam, że to było strasznie  dawno, chyba w czasie wakacji pomiędzy pierwszym a drugim  rokiem studiów- wyjaśniał Arek.  No  a potem to był szybko rozwód, bo odmówiłem spełniania podstawowych obowiązków małżeńskich.  Właśnie  sobie uświadomiłem, że od tamtego  czasu to jej ani razu nie spotkałem, w siatkę też nie grała, chyba wyjechała z Warszawy.

Adela zaczęła  się  śmiać - to bardzo musiał być twój tata tobą  zawiedziony - ani do bitki się  nie nadawałeś  ani do wypitki - bardzo mało  męski  mu  się widziałeś! Fajnie się tobie i  mnie trafiło z fiołem rodziców. Ale moją matkę los pokarał - po mnie szybciutko postarała się o drugie  dziecko i był chłopczyk, ale straszliwy wcześniak i nie przeżył a matka po tym porodzie  już nie mogła mieć  dzieci. A twemu ojcu nic się dziwnego nie przytrafiło?  

Bo ja wiem? Raz został napadnięty i pobity i okradziony gdy wracał późnym wieczorem do  domu. Miał nawet wstrząs mózgu. I rano szybko zmienialiśmy w mieszkaniu zamki, bo klucze  też mu zabrali. I, przyznam się bez  bicia - jakoś  wcale mi go nie było żal.

Emil spojrzał na zegarek i stwierdził, że to dobra   godzina na powrót do  domu. Gdy już  byli w samochodzie Adela powiedziała - śmieszny ten Arek. Ciekawe  zestawienie - adwokat, który tak naprawdę jest nieśmiałym  i z natury delikatnym facetem. I jakoś nadal  mam wrażenie, że ta Irena  jest od  niego starsza. A może to  tylko kwestia makijażu i stroju. Ale w  sumie to  "ciepła" kobieta a Arkowi chyba  właśnie potrzebna jest taka, która  będzie mu  troszkę matkowała. Pod  tym względem to jest nawet nieco podobny  do mnie - ja też jestem najszczęśliwsza gdy  mnie  miziasz, tulisz i gdy jesteśmy blisko,  bliziutko. No popatrz - już drugi raz będziemy świadkami. 

W kiepskim miejscu ten domek Arka, a na  dodatek i domek kiepski. Dziwię się wszystkim, którzy kupili te domki. Jedyny plus to ten, że jak na razie  nic im nie stoi pod oknami. Domek to jest to o czym zupełnie nie marzę. Wasz  dom w Milanówku był ładny, a przede  wszystkim obszerny i funkcjonalny, ale nie  wiem czy byłabym  szczęśliwa gdybym nagle została  w nim sama na  noc. Poza  tym nie oszukujmy  się - taki dom to masa pracy na  co dzień i sporo wydatków. A Arka najczęściej nie ma od rana do wieczora.

Oj tak, przyznał Emil. Taki dom to pożeracz pieniędzy. A wiesz, ojciec mi powiedział, że przynajmniej  raz na  tydzień cieszy  się, że już nie mieszka w tamtym domu. I jeszcze mi coś powiedział - że jest szczęśliwy bo ma Helenę i nas. I że za sadem też już nie tęskni, chociaż- jak  powiedział- rosły tam jabłka, które tak smakowały tobie.

Adela  uśmiechnęła  się- kochany tata - będziemy jesienią jeździć w okolice  Wilgi, a po drodze  zawsze można było tam  kupić jabłka z przydomowych ogrodów. Tylko trzeba  wolniutko jechać przez tę miejscowość by  nie przeoczyć stolików  z jabłkami. I przywieziemy jabłka dla taty i Heleny i dla nas. No i oczywiście jeśli będą  chcieli to zawsze  możemy pojechać razem. I maliny można tam  kupić, nawet jeszcze na początku października,  żeby zrobić na  zimę sok malinowy. Mam nadzieję, że Helenka  nie unicestwiła aparatury do pozyskiwania  soku. Pamiętam, że miałyśmy sokownik. Wyobraź sobie-  zima, śnieg za oknem a my pijemy herbatę z domowym sokiem  malinowym. Po maliny możemy pojechać w najbliższą sobotę lub niedzielę. A wczesne jabłka też może będą.

Zupełnie  zapomniałam  ci powiedzieć wczoraj po pracy co mi szefunio powiedział. Omal nie  zemdlałam z  wrażenia, bo - powiedział, że nawet jeśli będę orzekać sprawy w tym pionie prawnym, to będę mogła nadal z nim  razem  siedzieć a nie w tamtym przeładowanym pokoju.  No normalnie  mnie zatkało. Na  szczęście to tak naprawdę ciągle wszystko jest w  stanie kompletnej degrengolady, bo "głowy myślą", ale nie mogą  się pozbyć wszystkich "nie  swoich", bo " swoi" są nieco tumanowaci i  mocno niedouczeni. A niemal  nikt ze starej  gwardii niczego im  nie wyjaśnia.  I "swoich", którzy  mają tytuł rzecznika patentowego to bez  trudu mogą na palcach obu rąk policzyć. Zaczynam pomaleńku rozpatrywać w bardziej różowych barwach to co ma  w planach np. Zdzisław. Co prawda czeski to szalenie  dla nas  śmieszny  język,  ale  w sumie gdy czytałam ich techniczne czasopisma to nie  musiałam cały  czas sprawdzać w  słowniku o co biega. A rodziców po prostu weźmiemy wtedy ze sobą. Nie mogłabym nie mieć ich nieomal na  wyciągnięcie  ręki. 

Mileczku, będę zamawiać wizytę kontrolną u swego lekarza, chcesz iść  ze mną? Niech pozna  człowieka, dzięki któremu  skończyły się moje stany  zapalne a w kalendarzyku są nieliczne  czarne  serduszka, zamiast, jak u  większości - nieliczne  czerwone.  I pomyślałam, że porozmawiamy z nim też na temat powiększenia się z czasem rodziny, żeby potem na spacerach ludzie nie myśleli, że biedne  dziecko chodzi na spacer z dziadkami a nie  z rodzicami. Mój "gin" to bardzo dobry fachowiec a do tego kulturalny i bardzo sympatyczny  facet. On wprawdzie  nie jest położnikiem, ale wiem, że ciążę poprowadzi  do samego końca, dba bardzo o swoje pacjentki i kieruje je do jego zdaniem dobrych fachowców na rozwiązanie. No a przed ciążą skieruje mnie na  wszystkie niezbędne badania, by wykluczyć jakieś niespodzianki. Bo popatrz - skończyłam już 28 lat a nigdzie nie jest powiedziane ani zapisane, że zajdę od pierwszego podejścia, to czasem trwa, bo, jak mówi mój  "gin", to organizm decyduje  czy podoła trudom  spreparowania dziecka. 

Emil zjechał na pobocze i zatrzymał samochód mówiąc - zastanawiam się skąd ty niemal zawsze wiesz o czym myślę. Gdy się Arek tak bajecznie oświadczał Irenie pomyślałem, że muszę z Tobą porozmawiać o dziecku, bo wszak dobiegam czterdziestki, którą Arek już osiągnął. No jasne, że pójdę z tobą. A mnie też wyśle na badania? Nie  wiem, jesteś pierwszym mężczyzną, z którym razem pójdę rozmawiać  z lekarzem na temat powiększenia  się rodziny. Mężowie koleżanek byli kierowani na badania  nasienia, ale dopiero wtedy, gdy ze dwa, trzy lata one nie  mogły zajść w ciążę. Bo wbrew pozorom nawet cholernie  "męski facet" może mieć kiepściunie nasienie. Tego nie  widać na  zewnątrz. I to, że facet  jest owłosiony jak małpa i  silny niczym "iron man" nie oznacza  wcale, że ma dobre, zdrowe,  silne i ruchliwe plemniki. Jako dość wredna  baba nie daję swoim koleżankom namiarów na swego "gina". I bez  nich ten facet ma multum pacjentek.

Wiesz- ciekawa jestem jak się Arkowi ułoży dalej z Ireną. Byłoby wielce  zabawnie, gdybyśmy obie z Ireną w tym samym  czasie hodowały potomstwo a potem wy obaj dreptalibyście na spacery. Daj Arkowi namiary na tę babkę z naszej spółdzielni, może im  się uda  coś tu wybrać. I zaprosimy ich na  najbliższą sobotę do nas- niech Irena obejrzy  sobie Ursynów. I jedźmy już, bo nie chciało mi  się latać u Arka na piętro i mocz zaczyna  mnie w oczy szczypać. Podrzuć wpierw mnie pod  dom i potem pojedź odstawić samochód.

                                                                        c.d.n.




sobota, 30 lipca 2022

Trudny wybór - 73

 Pierogi przywiezione przez  Adelę i Emila doczekały  się degustacji i wzbudziły autentyczny zachwyt Ireny.  Arkadiusz  został "obsztorcowany" przez nią, że dotąd jeszcze ani razu ich  nie kupił. Rad-nie rad  przyznał się, że nie  zapamiętał adresu,  a nie chciał błądzić po Ursynowie. Emil podał mu nazwę ulicy i wytłumaczył jak tam  dojechać i  "namiary"  zostały zapisane i przez  Irenę i przez Arka. 

W pewnym  momencie Arek zapytał się swych gości, jak im  się podoba ta jego "posiadłość". Adela długo milczała  w końcu powiedziała - szkoda, że  nie zapytałeś o to Emila gdy  kupowałeś ten kawałek szeregowca. Wydałeś  zapewne sporo pieniędzy a mieszkasz w zupełnie nieciekawym miejscu, mocno odległym od tzw. cywilizacji. Masz dookoła tylko nieużytki, nawet  nie pola  uprawne. Nie ma  tu na czym oka  zawiesić. Zapewne za kilka lat pobudują się tu następni ludzie, ale nadal nie będzie  tu ładnie. I mam wrażenie, że gdzieś w tych okolicach jest piaseczyńska oczyszczalnia ścieków. Ten, kto te szeregowce zaprojektował na pewno nie był orłem wśród projektantów. Strasznie dużo tu schodów i nikt nie myślał o wygodzie mieszkańców i o tym, że z wiekiem osoby starsze będą uwięzione na tym parterze, na którym nawet nie ma ubikacji, czyli będą się musiały wspinać po tych krętych schodach- drewnianych, ale śliskich, żeby się wysikać. Kuchnia maleńka a na dodatek ma prześwit na salon, więc salon łapie zapachy kuchenne, bo kuchni nie ma jak odizolować.  Trzeba  by zrobić drzwi do kuchni i wstawić kawałek ściany w  salonie. Sypialnia pod  dachem, okna dachowe, problem z wietrzeniem. Pytanie jaka jest izolacja dachu. Czy zatrzyma ciepło zimą i nie  wpuści upału latem? Nie ma tu gdzie pójść na spacer. Na ogródku też chyba trudno wysiedzieć gdy jest upał a na  dodatek obok jazgoczą psy sąsiadów.  

Mam wrażenie, że kupując ten  dom miałeś jakieś zaćmienie umysłu. Gdy ma  się tyle pracy co ty, trzeba  kupować mieszkanie w mocno cywilizowanych stronach. Gdybym  była na twoim miejscu to bym postarała  się szybko o kupca tego domu i zamieszkała na jakimś osiedlu, gdzie jest jednak cywilizacja za progiem domu. Rozejrzyj  się po Ursynowie, tam  ciągle się budują nowe  domy. Tylko nie  wplącz się w prywatnego dealera, bo ci pieniądze przepadną. Wiem, że na Imielinie - to jedna  z części Ursynowa- ludzie już 5 lat czekają na mieszkania, a teraz pan dealer ogłosił upadłość. A wiesz jak jest - pierwszeństwo w odzyskaniu pieniędzy mają  firmy państwowe a nie osoby prywatne. Znam takich  co umoczyli 300 tysięcy złotych  i teraz mają przysłowiowy ból głowy. Możemy ci dać  adres  naszej spółdzielni, oni nadal coś  budują.  Mam nadzieję, że nie obraziłeś  się na mnie, ale zbyt cię lubię i cenię, żeby ściemniać, że mi się tu podoba. Ani okolica mi  się nie podoba  ani ten dom, który znacznie lepiej prezentuje  się na zewnątrz niż wewnątrz.  A sprawdzałeś jak wygląda perspektywiczny plan zagospodarowania tego terenu? Bo może tu kiedyś wymodzą dookoła  duże osiedle? 

No nie, nie przyszło mi to na myśl. A ten dom kupiłem od kolegi, który był projektantem tych domków. Dealer płacił projektantowi domem, nie gotówką. Podobno często tak robią. A ten kolega już ma własny dom, więc ten  sprzedał.

Boże, jęknęła Irena - jakie to szczęście, że państwo myślą tak  samo jak ja. Może wasza opinia sprawi, że on się rozejrzy za czymś innym i przestanie się złościć, że ja tu nawet na  weekendy nie  chcę przyjeżdżać.

Adela  roześmiała  się - mam wrażenie, że Arek sam musi do tej decyzji dojrzeć, sam przed  sobą się przyznać, że  zakup tego  domu to mało trafiona inwestycja. Gdyby nie miał tej kawalerki w Warszawie to pewnie szybciej by dojrzał, że to nie za bardzo dobry pomysł był. Szczęście, że jego mama nie  choruje i nie ma sytuacji podbramkowych z wzywaniem do niej pogotowia. Teraz znów  sporo nowych osiedli powstaje w Warszawie. Buduje się osiedle "Miasteczko Wilanów". Po prostu trzeba pojeździć trochę po Warszawie i zobaczyć co i gdzie  się buduje, jak wygląda połączenie  komunikacyjne  z centrum miasta i koniecznie  sprawdzić kto jest inwestorem. A ten ostatni punkt nie powinien być dla  niego problemem- ma  wielu kolegów prawników, więc przejażdżka po dossier różnych dealerów by sprawdzić ich stopień rzetelności nie powinna być rzeczą trudną. 

No widzisz Aruś, pani Adela ma takie same zastrzeżenia do tego miejsca jak ja- zaćwierkała  Irena. I jeszcze  do mankamentów  dolicz  to, że gdy wiatr wieje od strony oczyszczalni to tu nie można okna z żadnej  strony domu  otworzyć bo tak cuchnie jakby oczyszczalnia  była tuż koło domu.

A może byśmy się gdzieś w czwórkę wybrali na jakiś urlop, na przykład do Włoch?- spytała Irena. W tym roku to zdecydowanie odpada - stwierdził Emil. Bo my już wykorzystaliśmy tegoroczny urlop. Następny dopiero za rok. Po prostu zmienialiśmy pracę i musieliśmy wykorzystać urlopy  przed przejściem do nowej pracy. To wy nadal razem pracujecie? -zapytał Arek.  Emil pokręcił przecząco głową - razem nie, ale w jednej instytucji. O tyle wygodne, że pracujemy w tych  samych  godzinach, więc łatwiej się zorganizować.  A letni urlop na pewno weźmiemy albo przed typowym okresem urlopowym albo już po nim, czyli albo w czerwcu albo we wrześniu. Na pewno nie w lipcu lub sierpniu.  Poza  tym już obiecałem Adeli i swojemu ojcu, że pojedziemy w Dolomity, bo tam są i nietrudne szlaki. Bo w tym roku odkryłem, że moja kochana  żona lubi wędrować po górach. A w Dolomitach jest bardzo ładny  i  nietrudny szlak Tre Cima di Lavaredo. To pętla wokół trzech  skalnych  ścian: Cima Ovest, Cima  Grande i Cima Piccola. Cały  szlak to 9 kilometrów po  niemal płaskim terenie. Dolomity są bardzo malownicze i jest tam dużo schronisk. To miejsce  w sam raz  dla nas. Omówię jeszcze z kolegą  z pracy cały tam pobyt, bo on tam często bywał. Po prostu wcześniej zarezerwujemy sobie noclegi. Oglądałem zdjęcia, które porobił - pięknie  tam aż do bólu! I na pewno będzie  się nam wszystkim podobało.

Oj, góry to już nie  dla mnie - stwierdziła Irena. Myślałam raczej o wyjeździe nad  ciepłe morze. Adela pociągnęła Emila  za rękaw- czemu mi dotąd o  tym nie mówiłeś? No bo jak na razie to tylko bardzo, bardzo luźne projekty. Sprecyzują  się zapewne dopiero na początku maja.  Powiedziałaś mi, gdy byliśmy na  Łomnicy, że chciałabyś pojechać w Alpy, ale nie po to by zdobywać  szczyty tylko podziwiać piękno gór. No to "wrzuciłem Alpy na tapetę" i stwierdziłem, że na pewno moglibyśmy razem z rodzicami pojechać w Dolomity Włoskie.

To wy zawsze jeździcie na  wakacje z  rodzicami? - spytał Arkadiusz. No dopiero raz  byliśmy, ale myślę, że będziemy z nimi jeździć dopóki będą żyć i będą chcieli z nami jeździć- stwierdziła Adela. Oni są nadal młodzi duchem i dopóki fizycznie dają radę to  ja osobiście nie widzę przeszkód. W Zakopanem to było tak, jakbyśmy byli razem z parą najlepszych i najbardziej wyrozumiałych przyjaciół. Kocham ich oboje tak jakby byli moimi biologicznymi rodzicami. I nie widzę  w tym nic niezwykłego - stwierdziła Adela. Teraz nie ma problemu by w Zakopanem wynająć  dwa pokoje w jednym domu, zwłaszcza poza okresem stricte wakacyjnym. I naprawdę nie cały czas i nie wszędzie maszerowaliśmy po Tatrach w czwórkę. Na przykład na Słowacji to byliśmy ze  znajomymi. A w Termach Bukowińskich rodzice byli bez nas. I tak bywało, że część trasy robiliśmy wspólnie a część oddzielnie. I albo rodzice czekali na nas  w schronisku, albo jechali do  domu a my docieraliśmy tam na piechotę. A gdy jeszcze  nie byliśmy małżeństwem Emil zaczął do mojej cioci mówić "mamo", bo stwierdził, że jest taka dobra i troskliwa i wyrozumiała jak  była jego mama. A ciocia powiedziała, że czuje  się naprawdę  wzruszona i zaszczycona, ale byłoby  dobrze gdyby wpierw powiedział o tym  swojemu tacie. Takie to są układy z  naszymi rodzicami. I teraz jest tak, że gdy  mówimy "nasi  rodzice" to wiadomo, że mówimy o jego ojcu i mojej  ciotce, którzy  są małżeństwem . No i  są jeszcze moi rodzice,  o których najczęściej  wcale nie  rozmawiamy, bo nie ma o kim. 

Ty Arku miałeś ojca, który miał  "hopla" byś był twardym facetem, a moi rodzice wymarzyli sobie syna a urodziła  się córka i nie mogli mi tego darować. Jeśli dostałam  gorszy  stopień to zdaniem  matki nie dlatego, że się nie przyłożyłam  ale  dlatego, że jestem dziewczyną, a wiadomo,  dziewczyny są do  niczego.

Gdy miałam  16 lat zamieszkałam u siostry mojej matki, którą od pętaka kochałam i która  mnie  kochała. Bo tak się złożyło, że  ciocia  miała złamaną nogę,  a mieszkała na trzecim  piętrze w budynku bez windy. Moja matka wciąż na mnie  krzyczała, że siedzę u cioci, ale jak raz musiała  się kilka  razy w ciągu jednego dnia przelecieć na to trzecie piętro to łaskawie  zezwoliła bym tam przebywała stale. I tak zostało dopóki nie wyszłam za Emila. To od  niej wyszłam z domu, a ona zaakceptowała Emila. A potem "spiknęli" się z ojcem Emila i się pobrali. Oboje już owdowieli nim  się poznali,  wspominają swoich byłych partnerów, razem jeżdżą na ich  groby.  No po prostu normalni ludzie, nie świrusy- podsumowała Adela. I pewnie dlatego jest nam  z nimi tak dobrze. Nigdy nie  narzucają nam  swego zdania ani swej pomocy. I oni i my wiemy, że gdy komuś z naszej czwórki potrzebna   będzie w czymkolwiek pomoc to o nią poprosi. Ojciec Emila mówi do mnie  córeńko lub  córeczko - dla mego biologicznego ojca jestem tylko Adelą. Na  szczęście bardzo rzadko się widujemy. 

A ja  zupełnie nie rozumiem jak można mieć pretensję do dziecka, że jest innej płci niż  się sobie  wymarzyło, dziecko to jest dziecko, nasz produkt- stwierdził  Arek. Jak mi jeszcze  będzie  dane posiadanie dziecka to na pewno będę je  kochał bez  względu na płeć. Emil roześmiał się - i to mówi facet, który gdy był żonaty nie chciał dziecka i się  rozszedł, bo ona  chciała by mieli dziecko. Zmieniłeś  się kolego! 

Nie chciałem  dziecka, bo wtedy byłem jeszcze na  studiach,  na utrzymaniu rodziców. I nadal uważam, że dopóki się  samemu nie  zarabia to nie płodzi  się  dziecka. Ja to nawet  wasze  dziecko będę kochał gdy się kiedyś pojawi na świecie. I to na pewno niezależnie od tego jakiej będzie  płci. I będę rozpieszczał i hołubił. Ale jeśli uda  się wam zmontować dziewczynkę, to zgłupieję z  zachwytu! Moim kuzynom udało się zmontowanie dziewczyneczki - jest bezbłędna,  wszystko ode mnie wydębi.

No to zmontuj sobie sam dziewczynkę- stwierdził Emil. Ożeń się, poproś żonę by ci pozwoliła zmontować jakieś dziecko i bierz się do roboty.  Ożeń się, ożeń - dobrze ci mówić boś już  żonaty. Mnie to jakoś żadna  nie chce - wyrzucił z  siebie Arek.

A prosiłeś którąś byś mógł dostać rolę męża ? - spytała Adela. Właściwie to nie poprosiłem jeszcze, ale zaraz poproszę.  Przez telefon? - nadal pytała  Adela. Jesteś genialna, sam bym na  to nie  wpadł- powiedział i wyszedł z pokoju mówiąc - przepraszam was,  za  moment  wrócę i wyszedł na mini ganek. Za moment zadzwonił telefon Ireny, która powiedziała - przepraszam, odbiorę. W kilka sekund potem powiedziała- wróć do domu, chcę mieć świadków. Arek wszedł z powrotem do domu i  powiedział - właśnie spytałem Irenę, czy wyjdzie za mnie, ale mi  jeszcze  nie odpowiedziała. Od dawna się znamy, żadna kobieta  nie jest mi tak bliska jak ona i żadna nie  wie o mnie tyle co ona. I będę szczęśliwy gdy się pobierzemy. I może uda mi  się ją namówić na zmontowanie dziecka. Iruniu, nie tylko przyjaźń nas łączy, kocham cię. Już raz ci to powiedziałem, ale mnie wyśmiałaś- więc jak, wyjdziesz  za mnie?

Irena milczała, w końcu powiedziała - powiedziałeś to przy świadkach, jestem skłonna w to uwierzyć. Dobrze, pobierzmy  się. W razie  czego zawsze możemy się rozejść. Ale mieszkać będziemy u  mnie, tu możemy tylko bywać u twojej mamy. No  chyba, że kupimy coś lepszego niż ten fragment szeregowca w okolicy oczyszczalni ścieków.

Arek kucnął przy Adeli i  powiedział - jestem twoim dłużnikiem. Ależ ja ci naprawdę nic nie pożyczałam- nie jesteś  moim dłużnikiem. Nie  miałam pojęcia, że kochasz  Irenę, podejrzewałam tylko, że  znacie  się na mniejszą odległość niż na  wyciągnięcie  ręki. Taką zażyłość trudno jest ukryć. Dziwiłam  się  tylko trochę, że  zaprosiłeś nas i ją mając wolną  chatę, bez obecności   mamy. Bo nawet mało kontaktowa   mama to jednak jakieś ograniczenie, zwłaszcza, że mówiłeś, że opiekunka jest tu  całą  dobę. Co prawda my przed ślubem mieszkaliśmy u  mnie i mieszkała  cały czas  Helena. Ale, gdy  już dorosłam, Helena była bardziej moją przyjaciółką niż ciocią. Podeszła  do tego jak należy, tylko powiedziała, że nie ma  być nieślubnego dziecka. A ponieważ cały czas się ze  sobą w jakiś  sposób  ścieracie, to podejrzewałam, że masz  chęć dopiec  Irenie  do żywego i  zatelefonujesz do jakiejś znajomej i odstawisz  teatr. Stąd moje pytanie o ten telefon. Arek śmiał się - no fajnie, fajnie, masz o  mnie dość marną opinię. Nie o tobie mam taką opinię, o większości facetów. Po prostu im bardziej czują się bezsilni lub bardziej przyparci do  muru tym podlejsze metody stosują  by się odgryźć. Widziałam jaki byłeś  wściekły, gdy Irena   mówiła, że mnie też  się to  miejsce  nie podoba. Ale lubię cię, więc nie uważałam  za słuszne  by kłamać. Wpadnij do naszej spółdzielni, bo duże mieszkania 4-5 pokoi nie mają wzięcia. Kredyt bankowy  dostaniesz, weź w  tym samym banku, w którym my braliśmy, bo jeśli go spłacisz wcześniej nie stracisz na tym, nie doliczą tych swoich "straconych" odsetek. Nam bardzo zależało na  czasie, więc wzięliśmy to co było już gotowe. Generalnie małe powodzenie mają  partery i czwarte piętra w budynkach czteropiętrowych, bo nie ma  windy. My chcieliśmy koniecznie dwa mieszkania najlepiej w jednym budynku i parter nam nie przeszkadzał. Poza tym porozmawiaj z Emilem,  on ma jakąś znajomą babkę w którejś z tych ursynowskich spółdzielni. Ursynów  jest teraz  nieomal miastem. Wszystko już tu jest- i wyższe uczelnie, dobre super markety, przychodnie lekarskie, jest nawet filia Konstancina czyli Centrum Kompleksowej Rehabilitacji i- tu się  zaczęła  śmiać- jest pierogarnia. Najmarniej to jest z miejscami do parkowania- garaży nie ma, bo garaż kosztuje  tyle co dwa pokoje z kuchnią, więc chętnych brak. Przyjedź kiedyś z Ireną to was obwieziemy po Ursynowie. Są nawet u nas tak zwane bunkry, czyli domki jednorodzinne zbudowane z wielkiej płyty, ale jeszcze mało kto się stamtąd wyprowadza. A są fajne, bo są podłączone do wszystkich mediów, czyli masz miejską wodę, gaz i prąd i centralne ogrzewanie.

                                                                    c.d.n.









piątek, 29 lipca 2022

Trudny wybór - 72

 Nadszedł wreszcie  dzień, w którym Adela i Emil razem weszli do budynku urzędu i razem z  niego po ośmiu godzinach wyszli. W ciągu tego  pierwszego dnia  Emil ze trzy razy wpadł na pogawędkę do szefa Adeli,  z którym podzielił  się  swymi przemyśleniami na temat nowych pomysłów  dotyczących działalności rzeczników patentowych. Doszli  zgodnie  do wniosku, że  zapewne sporo dotychczasowych  rzeczników powróci  do swego podstawowego  zawodu a duże zakłady przemysłowe zapewne nie pozbędą się swoich dotychczasowych rzeczników patentowych jeśli byli z nich  zadowoleni.

Adela stwierdziła, że skoro mają "dorosnąć", to poranną kawę każde  z nich będzie piło w  swoim pokoju,  a w ciągu dnia, zależnie od okoliczności będą się spotykać w barku  albo Emil będzie  "wpadał" na kawę do Adeli i jej  szefa. Na razie wszyscy, nie przyznając się  do tego czekali niespokojnie na reorganizację. Wiadomo było, że będzie, ale nie  było wiadomo  kiedy. Bardziej zapobiegliwi i zdający  sobie  sprawę ze  słabości  swojej pozycji szukali zatrudnienia gdzie indziej. Szef Adeli spędzał teraz   dużo  czasu na miejscu, nie  da się ukryć, że wyraźnie  doszkalał Adelę. A ona wreszcie przestała  się tu nudzić. 

Któregoś piątkowego popołudnia zatelefonował do Emila Arkadiusz, z propozycją by Emil  wraz  z  Adelą przyjechali do niego do Piaseczna. Poprzedniego dnia  wyekspediował swą mamę razem z opiekunką na  wczasy rehabilitacyjne, więc może Emil  z Adelą wpadliby  do niego na kawę i obejrzeć "włości", wszystko jedno czy w  sobotę  czy w niedzielę. Emil powiedział, że prawdopodobnie  przyjadą raczej w niedzielę, bo w  sobotę to zawsze robią zakupy  na  cały tydzień i trochę porządkują. Ale konkretną odpowiedź to da  dopiero za godzinę, bo w tej chwili nie ma  Adeli w  domu. To ty ją gdzieś samą z domu wypuszczasz?- zdziwił się nieco złośliwie Arek.

Noooo, czasem dostaje wychodne, ale na pewno po nią pojadę gdy po mnie  zatelefonuje. Jest razem z Heleną u fryzjerki. Ojciec je odwiózł , a ja je przywiozę, bo ojciec pojechał do klubu pograć w szachy. A ja jestem na  myjni i za jakieś 15 minut pewnie  już będę  miał pięknie umyty samochód. 

Umówili  się do Arkadiusza na niedzielę  "koło południa". W sobotę kupili dodatkową porcję pierogów i kilka  małych  pudełek lodów Grycana i tak "uzbrojeni" pojechali do Piaseczna. Powiedzieć, że  Arek   mieszka  w Piasecznie to,  zdaniem Adeli była niedorzeczność, bo ulica, którą  w końcu  znaleźli była w  stosunku do Warszawy tak jakby  poza  Piasecznem, co Adela, która nie była entuzjastką mieszkania tam, gdzie  diabeł się kłania na  dobranoc,  powiedziała - ojej, toż on  mieszka w kartoflach! Rzeczywiście szeregowce stały niemal  w szczerym polu, po drodze minęli kilka domów jednorodzinnych ze sporymi ogrodami. Stosunkowo blisko rzędu szeregowców był dość zapyziale  wyglądający sklep spożywczy.  Kilka jednakowiuteńko wyglądających  domków stało w rzędzie prezentując bramy wjazdowe do garaży, drzwi wejściowe do domów oraz......dość okazałe kubły na śmiecie. Przed domami  była asfaltowa jezdnia ograniczona z obu stron krawężnikami. No proszę - powiedziała  Adela- ależ zadupie! Bałabym  się tu mieszkać. Nieomal pustynia. Gdy  tylko wjechali w tę uliczkę, przed  drugi w rzędzie  domek wyszedł Arek.

Adela szybciutko przywołała na  twarz uśmiech, pokiwała do Arka ręką i nim wysiadła z  samochodu powiedziała  do Emila - gdybym zaczęła  być złośliwa to mnie kopnij pod  stołem. Wyciągnęli z bagażnika dwie termo  torby z  zakupami, które wziął Emil. Arek przypilnował, by ich samochód stał równo w linii szerokości jego szeregowca, co Emila  nieco rozśmieszyło, a co ponoć było uzasadnione, bo większość  mieszkańców "wyskakiwała" z garaży dość gwałtownie  tyłem i mógł ktoś nie wyhamować i palnąć cudzy samochód. 

Arek bardzo się ucieszył, że przyjechali punktualnie, bo on musi jeszcze na moment wyskoczyć do piekarni po ciastka.  Na to dostał do ręki dwie torby i polecenie,  by ich  zawartość wpakował do lodówki i do zamrażarki, bo oni przywieźli zaopatrzenie. A zamiast ciastek to lepsze będą pierogi z jagodami i truskawkami a poza tym są też lody i to kilka rodzajów. W środku domu czekała na nich niespodzianka w postaci dość dorodnej osoby płci żeńskiej, robiącej wrażenie nieco starszej od Arkadiusza. 

To moja stara przyjaciółka,  Irenka, tak  się złożyło, że znów się nam drogi  zeszły. Adela zerknęła na ową "starą przyjaciółkę" i pomyślała - no fakt, stara to ona  chyba jest, ale nieźle kultywowana i na mur-beton starsza od  Arka.

Och, szczebiotała Irena- wreszcie poznam tę parę małżeńską, którą tak lubi Arek. Zachwyca  się wami razem i każdym z was  z osobna. Adela uśmiechnęła się i powiedziała - Arkadiusz przesadza, każdy facet nieco przesadza.  Nie sadzę byśmy razem lub osobno byli obiektami  godnymi zachwytu. Po prostu lubimy się  z Arkiem wzajemnie. A ani mój mąż ani ja  nie robimy nic  nadzwyczajnego co mogłoby wywołać czyjś podziw. 

Iruniu, oni przywieźli domowe pierogi z owocami i lody, to może odpuścimy sobie  dziś ciastka?- zapytał Arek. Irunia  skinęła głową mówiąc- oczywiście, zresztą ciastka to był twój pomysł, nie mój. Mój Boże, westchnęła Irunia - chciałabym umieć robić pierogi! Adela zaśmiała  się - a mnie poznanie sztuki wyrobu pierogów  zupełnie  nie kusi.  Nasza mama robi, ja  nigdy jeszcze  nie  robiłam. A te to są z pierogarni, którą  mamy na Ursynowie.

Chodźcie, pokażę wam dom. Na tym poziomie to jest tylko kuchnia i salon i mały pokoik, w którym czasem w dzień śpi mama, gdy  się gorzej  czuje. A tu, jest zejście do drugiego salonu, z którego jest też  wyjście na ogród. Tyle  tylko, że rzadko z niego korzystamy, bo potem trzeba pamiętać by opuścić kratę drzwi wychodzących  na ogród. Zresztą ogród u nas to tylko trawa. Stali właśnie  w kuchni i Adela powiedziała- mam  wrażenie, że ten kto projektował te  domki, nigdy  w życiu nie gotował czegoś więcej  niż wodę na  herbatę i kawę. Domek w  sumie  duży, a kuchnia jest  mikroskopijna. Gdyby to był mój dom, bo zaraz bym połączyła  kuchnię z tym pokojem przy kuchni. Byłaby przyzwoita  kuchnia z aneksem jadalnym.

No właśnie,  właśnie- włączyła  się  Irena - też uważam, że ta  kuchnia jest  zbyt mała. A ten salon na poziomie ogrodu ma jeszcze  jeden mankament - drzwi pomiędzy  nim a garażem są stanowczo za mało szczelne i przepuszczają spaliny. Mówiłam już o  tym Arkadiuszowi, ale on w  sumie  rzadko tak naprawdę tu  bywa, odkąd wynajął opiekunkę dla  swojej  mamy. Bardziej mu odpowiada jego klitka w śródmieściu.

Arkadiusz posłał Irenie pełne dezaprobaty  spojrzenie i  powiedział - no to chodźcie dalej. Na górę prowadziły kręte drewniane  schody i Adela zastanawiała  się, jak tu  wnoszono po nich meble, ale nie zapytała  się o to, dochodząc do wniosku, że to nie jej  "cyrk  i nie jej  małpy." Na piętrze  były trzy nieduże pokoje i łazienka. Okna  dwóch pokoi wychodziły na uliczkę, okna trzeciego pokoju na nędzny ogródek w którym rosły dwa rachityczne drzewka (chyba owocowe) a siatkowy płot  wołał wręcz o to,  by wreszcie ktoś go potraktował farbą i może posadził wzdłuż niego jakieś pnącza. Ogródek sąsiedniego domu miał dwie  części - ta wzdłuż płotu przypominała  zryte miejscami klepisko i należała do dwóch sporych  psów. Część bliżej domu była odgrodzona żywopłotem i rosło tam kilka sporych krzewów i dwa drzewa. Ogród z drugiego  boku  miał posadzony pod płotem żywopłot z ligustru i całkiem  dobrze  się prezentował, a siatkę pomiędzy ogrodami porastał wiciokrzew  pomorski.

No i została nam do obejrzenia sypialnia, która właściwie jest na  strychu. Jest tu też druga łazienka a pomieszczenia przylegające  do sypialni pełnią funkcję  "przechowalni".  Miałem kupić szafy,  ale  zamiast szaf, zmałpowałem pomysł Emila i zrobiłem system wieszaków oraz półek. Dzięki temu moja mikroskopijna kawalerka w śródmieściu zupełnie mi wystarcza. Tam mam tylko to co  mi niezbędne, tu przyjeżdżam by wymienić ciuchy, uprać je i by pani  Maria mi je  wyprasowała. A koszule to daję  do pralni. Odpada mi prasowanie  tym sposobem.

Stary, nie ma problemu, mogę cię nauczyć prasowania koszul, tylko musi być dobre  żelazko- powiedział Emil. Sztukę prasowania opanowałem będąc w Meksyku. Poza tym jestem w tej szczęśliwej sytuacji, że nie  muszę wiecznie  chodzić w extra  koszuli , pod krawatem i w garniturze. Ty chodzisz w todze często, prawda? No a pod  togą to chyba  nie musisz być  w stroju galowym. Ostatnio odkryłem dzięki mamie marynarki z dzianiny, do której świetnie pasują koszulki polo. I mamy metę, gdzie  można marynarkę  zrobić na  wymiar . A koszulki polo trzeba kupować te nieco droższe i prać je w lepszych środkach piorących i płukać też  w takich oraz  bardzo starannie  je przygotować  do suszenia.

Arek patrzył się na  Emila niczym na   jakiegoś zamorskiego stwora. Ty naprawdę sam sobie pierzesz i prasujesz  koszule? No wiesz- powiedział Emil - ja nie piorę  tylko robi to pralka. A prasuję  sam, bo  nie widzę powodu dla którego miałaby być tym obciążona Adela. Ona ma większość ciuszków, które nie  wymagają prasowania, czasem to jej przy okazji wyprasuję spodnie, ale ona głównie  nosi dżinsy, które tej operacji nie wymagają. Prasowanie to żadna sztuka, znacznie trudniej jest zrobić  dobrą pieczeń lub  zupę. Ale jeszcze trochę to  się i tego "naumiem". Stopień wykształcenia z Adelką mamy podobny, oboje  mamy owo mgr, oboje  jesteśmy rzecznikami, więc start podobny.  Mam wrażenie, że minęły czasy gdy większość facetów była wyposażona w dwie lewe ręce a z prac  domowych to jedynie  potrafili  rozlać wódkę do kieliszków.

O właśnie, właśnie- podchwyciła Irena. Ma pan rację, kobieta może być słabsza fizycznie od mężczyzny, ale umysłowo mu nie tylko dorównuje  ale i bardzo często przewyższa. Tylko część mężczyzn nie chce tego przyjąć do wiadomości. I nie jest to znowu extra nowością - nawet w epoce kamienia  łupanego były kobiety samotne, które  musiały  sobie  same  radzić bo nagle zostawały  same bez tego chłopa. A w czasach nam współczesnych też część kobiet samotnie wychowuje dzieci bez pomocy mężczyzny. Pracują, zarabiają i wychowują dziecko samotnie, bo współtwórca  dziecka  nie raczy płacić alimentów.

No fajnie- wychodzę na potwora- stwierdził Arek. Adela roześmiała się - nie na potwora  tylko na faceta "starej  daty", a przecież jesteś  tylko dwa lata starszy od Emila. Może jest tak dlatego, że wynieśliście ze swoich  domów odmienne  wzorce. Ojciec Emila bardzo kochał i  szanował jego mamę i zawsze Emilowi mówił i do dziś to powtarza, że kobiety należy chronić, szanować i kochać. I jego ojciec taki właśnie jest- a wiem dobrze  jaki jest, bo ożenił się z moją ciocią gdy owdowiał. A poza  tym mieszkamy z nimi po sąsiedzku, w jednym bloku  i dużo czasu razem spędzamy. W te wakacje byliśmy razem w Zakopanem. I powiem  wam, że bardziej go kocham niż własnego ojca. I on zawsze o nas  wszystkich dba- zawsze mówi, że jesteśmy jego skarbami. I wiem, że tak czuje. 

Arek chwilę milczał, potem powiedział - masz rację, zupełnie  co innego wynieśliśmy z domów  - ja to pamiętam głównie kłótnie, bo zdaniem ojca mama mnie  rozpieszczała i robiła ze mnie ciamajdę. Wcale a wcale  nie chciałem grać w siatkówkę, ale miałem do wyboru tylko dwie dyscypliny- boks albo którąś z gier  zespołowych, więc wybrałem siatkówkę. Była  według mnie  mniej  brutalną  grą niż koszykówka. Podłe jest to co powiem, ale odetchnąłem gdy umarł, choć wtedy już byłem dorosłym facetem. Dobrze, że łaskawie zgodził się bym studiował prawo. Gdybym  poszedł np.  do szkoły teatralnej lub na ASP to nie dałby  ani grosza na  moje  studia, to takie "niemęskie" studia  były  w jego mniemaniu. A sam był po politechnice, skończył mechanikę.

Ale ta  siatkówka całkiem nieźle ci  szła, byłeś naprawdę dobrym zawodnikiem - stwierdził Emil. No ale gdybyś  wtedy porozmawiał z moim  ojcem to wiedziałbyś, że mogłem być na pewno lepszy, gdybym  się tylko przyłożył - roześmiał się Arek.

A według mojego ojca  kobiety, wszystkie, były podgatunkiem i pewnie dlatego nie  zbudowałem żadnego trwałego związku. Ale nie wykluczam, że może po prostu ciężko ze mną  wytrzymać. Popatrzcie, spółka nam  nie wyszła.

Nie wpadaj w histerię - to, że nie  wyszła  nie ma  nic wspólnego z tobą - powiedziała  Adela- po prostu aktualna sytuacja  na to nie pozwala. Jeszcze nie ma  szczegółowych  przepisów, trudno zawiązywać spółkę, w której z góry  wiadomo, że przez jakiś bliżej nieokreślony czas prawnicy "cywilni" będą  zarabiać na "patentowców". Wiesz ile  byłoby z tego powodu nieporozumień i przepraw? Trzeba po prostu spokojnie poczekać co dalej. Na  razie oboje mamy pracę, ty wycofałeś z poprzedniej spółki swoje  aktywa i wszyscy możemy  spokojnie poczekać  co dalej. Masz już na rynku prawniczym ugruntowaną pozycję, nie jesteś nowicjuszem. Jeśli na uczelni rozpuścisz wieść, że możesz zostać  czyimś mentorem   to na pewno ktoś  się na to skusi, a ty będziesz  miał siłą  rzeczy pomocnika. 

Na  szczęście i Emil i ja mamy również swoje wyuczone   zawody. On może  wrócić do konstrukcji, ja  mogę  się załapać w jakimś dziale prawnym. Szału nie  będzie,  poza tym jestem w rodzinie  tą, która  może  się rozmnożyć, co mnie na jakiś czas wyrzuci poza  nawias jako siłę  roboczą. Bo nie  chcę dawać  dziecka do żłobka a potem do przedszkola. Aż tak napalona zawodowo  nie jestem. A Emil to popiera.

                                                                   c.d.n.