wtorek, 8 listopada 2022

Trudny wybór - 149

 Wszystko się kiedyś kończy - a urlop zwłaszcza. Dobrze, że był to już powrót, bo ostatnie  dni sierpnia już były chłodne i niemal  codziennie padał deszcz. Ale dzięki temu nawet  na terenie tego ośrodka można  było cieszyć się grzybobraniem. Helenka  z Piotrem codziennie "bladym świtem" wychodzili na grzyby. A piece  akumulacyjne w domkach okazały  się bardzo przydatne, bo na  nich, na arkuszach pergaminu leżały pokrojone "kapelusze" grzybów a w domkach roznosił  się zapach prawdziwków i podgrzybków. No i w domkach było ciepło i  grzybowo, jak  to określała Adela.  

Podczas któregoś z wieczornych "posiadów" wszyscy zgodnie  stwierdzili, że najlepiej byłoby  gdyby cztery zaprzyjaźnione  rodziny mogły mieszkać w jednym budynku. Oczywiście  zaraz Emil podzielił się tym pomysłem z Arkiem i z pół godziny Arek brał udział w rozmowie pomimo odległości. Ale chociaż wszyscy byli "za", w krótkim  czasie okazało się,  że  prościej i taniej będzie poprzestać na tym, że jednak mieszkają na jednym osiedlu. Wprawdzie wszyscy zapisali się do nowo powstałej prywatnej spółdzielni, w której można  było wybudować tak zwaną willę wielorodzinną, ale - taki rodzaj budynku był  zaplanowany na  dalekich peryferiach miasta i to na prawym brzegu Wisły. Tyle  tylko, że o tym, że  zmieni  się lokalizacja z Ursynowa  na inną dowiedzieli  się  dopiero wtedy, gdy już wszyscy wpłacili całkiem  spory udział.  A ponieważ ta lokalizacja  nikomu  nie przypadła  do gustu zaczęli "pracować " nad wycofaniem swych pieniędzy z tej spółdzielni. "Nerwówka" trwała około 8 miesięcy, ale udało się wycofać udziały.

Na razie należało "zająć  się"  przygotowaniami do ślubu Wandy i Leszka, a czasu  było naprawdę już mało. Adela omówiła z Wandą  kilka zestawów na "ślubny obiad" przezornie  nie pokazując jej cen. Gdy już Wanda wybrała, Adela zaprosiła przedstawiciela firmy cateringowej i  z nim omówiła wszystkie szczegóły. Na zakupy odzieżowe Wanda pojechała z Heleną. I tak jak planowała nie poinformowała matki i  swej przyrodniej  siostry o tym, że wychodzi za mąż. Natomiast  zatelefonowała do swego ojca i pewnego późnego popołudnia podjechała  wraz z Leszkiem do mieszkania swego ojca. 

Ona przedstawiła ojcu Leszka a ojciec jej swoją nieślubną partnerkę, która była kiedyś wynajętą opiekunką dla jego ciotki. Jak powiedział ojciec Wandy ślub im do niczego nie jest potrzebny, a on nie ma  zamiaru się rozwodzić z jej matką bo, jak to obrazowo stwierdził  "nie ma  zamiaru  babrać  się w bagnie", bo niestety każdy kontakt z jej matką naprawdę przypomina "babranie  się w bagnie". Na ślubny obiad to on nie przyjdzie, bo niestety ciocia nie może już zostać  sama w domu i musi być cały czas pod opieką, więc musiałby przyjść sam.  Pytał się Wandy, czy ma jakieś potrzeby w związku z tym, że zmienia stan  cywilny,  zapytał się czy ma  szansę zostać dziadkiem i prosił by w miarę możliwości Wanda i Leszek odwiedzali go. Partnerka ojca, Agnieszka, zrobiła na Wandzie miłe wrażenie. Była  z piętnaście  lat młodsza od jej ojca.

Po trzech popołudniach spędzonych na "przebieżkach" po sklepach z konfekcją  damską, Wanda  zdecydowała  się na jasny kostiumik z włoskiej elastycznej dzianiny wiskozowej Punta Milano w kolorze ecru. Spódnica wymagała wyraźnie  skrócenia, a że sklep był prywatny, od  razu zaznaczono  pożądaną długość i za dwa dni kreacja było do odebrania. Leszek się śmiał, że w tej kreacji Wanda  będzie "jasną stroną" tego  związku,  a on przed urzędnikiem  USC stanie w "tym dziwnym" kolorystycznie  garniturze i będzie  nieomal kameleonem. Postanowili, że Wanda  zamieszka u Leszka,  a jej mieszkanie pójdzie pod wynajem. A Wanda  będzie trzymała "rękę na pulsie" i może uda się im Leszka mieszkanie zamienić na czteropokojowe na parterze. Jakby na to nie  spojrzeć to dziecka jeszcze  nie  było w  drodze, więc na razie nie groziło Wandzi wdrapywanie  się z dzieckiem na czwarte piętro.

Tydzień przed ślubem Leszek "zarządził  wycieczkę do chałupy", by pokazać Wandzi co chce jej zapisać jako darowiznę. Oczywiście pojechali również Helena  z Piotrem i Adela z małą i Emilem. Gdy zajechali na miejsce Leszek po raz pierwszy popatrzył na to siedlisko przychylnym okiem. Od drogi dojazdowej dom odgradzał całkiem spory teren. Co prawda trawa sięgała niemal do kolan, ale Piotr ocenił, że to całkiem ładna posesja. Do lasu było bardzo blisko i wychodziło się  do niego przez  furtkę, która teraz  była zamknięta na klucz. 

Po chwili wtykania  w  zamek  furtki trzech kolejnych kluczy udało się ją otworzyć i Leszek od  razu odłączył ten klucz od  całego pęku innych kluczy.  Kolejnym kluczem otworzył dom. Uderzył go  w nozdrza zapach stęchlizny, więc powiedział, by absolutnie  nie wnosić tu  Milenki, bo to nie jest dla niej wskazane. Sam szybko wszedł do środka i pootwierał wszędzie okna, blokując sprzętami drzwi. Jak na  nie używany przez wiele  lat, to  dom  był w  zupełnie niezłym stanie. Były tu trzy pokoje, kuchnia i łazienka, za łazienką była jeszcze mała sień, w której były  schody prowadzące na strych. W łazience  był elektryczny bojler, podobnie i w kuchni. W kuchni było zejście do piwnicy. Poza tym do kuchni przylegała weranda, której nie było widać od strony wejścia na posesję. Na  werandzie ewidentnie  była kuchnia letnia, był tu piec kuchenny z metalową płytą i trzema miejscami na garnki. Po przeciwnej  stronie było miejsce na stół. Piotr odszukał klucz od furtki, którą można było wyjść na  dróżkę prowadzącą do lasu i powiedział -  to ja idę zobaczyć czy  są w tym lesie jakieś grzyby. Wrócił po 20 minutach  z siatką pełną kurek i podgrzybków. Dobry ten las - stwierdził Piotr - nie  schodzony i nawet nie jest  zaśmiecony i jak widzicie nawet  grzyby w nim  są. To całkiem miłe  miejsce, a jechaliśmy tu godzinę. I mam podejrzenie, że jeżeli Wanda będzie  chciała tę  działkę sprzedać to bez trudu znajdzie kupca. 

A ja  wcale nie chcę tego sprzedawać - stwierdziła Wanda- będziemy tu mieli prywatne letnisko. Trochę trzeba  będzie  włożyć w to pracy i zainwestować w piece akumulacyjne i będzie tu można całkiem dobrze spędzać weekendy. W kuchni jest miejsce na lodówkę i to całkiem  dużą. Trzeba jeszcze zobaczyć co jest w piwnicy - orzekł Piotr. Ze  sporym trudem Leszkowi i Emilowi udało się podnieść dość duży kawałek podłogi. A na cholerę ojciec  zrobił takie wielkie zejście - dziwił się  Leszek. I ściąganie z tego kawałka  podłogi linoeleum wcale  nie jest proste i jeszcze trzeba przesuwać stół i ławę- narzekał. W końcu udało się odsłonić klapę i ją podnieść do góry. W dół prowadziły  całkiem wygodne schody - betonowe.

Pierwszy zszedł Emil i powiedział - ciemno tu, potrzebna jest świeca lub latarka. Leszek rozejrzał się po kuchni i powiedział - tu jest tylko taki duży znicz jak na grób, taki jakby latarenka. No to zapal ją bo tu  ciemno jak  w grobie. Zaraz, muszę poszukać zapałek. Podszedł do niedużego kredensu,  gdzie znalazł w szufladzie  zapałki, zapalił świecę w tej  szklanej obudowie i zaczął schodzić po schodach do piwnicy. Gdy już był na  dole, to po lewej stronie ściany, do której przylegały  schody znalazł wyłącznik światła- przekręcił i zaświeciła  się żarówka pod sufitem. 

Pierwsze co się im  rzuciło w oczy to była lodówka. Bardzo duża,  sklepowa. No to nic dziwnego, że to wejście takie duże - skonstatował Leszek. Musieli  się nieźle namachać  by tę lodówkę tu umieścić. Tu chyba działa  jakaś naturalna wentylacja - stwierdził po chwili- piwnica  sucha i wcale  nie  czuje się stęchlizny. I zobacz- tu są ściany z bloczków betonowych, a może to pustaki? Zupełnie  się na tym nie  znam - stwierdził Leszek. Phi- ja też  nie - pocieszył go Emil. Dla  mnie ściana to jest po prostu  ściana- jedyne co odróżniam to ścianę z  wielkiej płyty od ściany  z cegieł. A i to tylko w trakcie budowy. A teraz, gdy tę wielką płytę ocieplono od  zewnątrz to nie też  nie odróżniam jednej od  drugiej. Emil oglądał lodówkę i stwierdził, że ona  chyba zawsze stała w piwnicy, bo blisko  niej było gniazdko elektryczne. No to pewnie była na górze druga lodówka- skonstatował- przecież  nikt przy  zdrowych  zmysłach  nie latałby co  chwilę do piwnicy i nie  gimnastykował  się ze ściąganiem linoleum i podnoszeniem klapy. I podniesionej klapy też  nikt by cały  czas  w kuchni nie trzymał bo za którymś razem mógłby się nagle  znaleźć w piwnicy.

Na "górze" Piotr krążył po domu i co jakiś czas stukał w ściany - ojciec co tak stukasz co chwilę? Coś przybijasz? - spytał Emil.  Niczego nie przybijam, ale mam wrażenie że to jest podwójny dom - tak jakby w drewnianym domu ktoś w środku wybudował drugi z bloczków betonowych- odpowiedział Piotr. I to wcale nie jest niemożliwe.  Podobno nie na wszystkich terenach działkowych zezwalano na budowę domów murowanych i  ludzie  radzili sobie  w ten  sposób, że budowali dom zewnętrzny drewniak,  a potem pod osłoną tych ścian powstawał drugi dom, murowany. I wewnętrzne ściany były okładane deskami - tak jak jest tu.

Leszek zamyślił się, potem powiedział - bardzo możliwe, bo pamiętam, że mama cały  czas narzekała, że budowa  ślimaczy  się w nieskończoność i pożera sporo pieniędzy. Będę musiał zatelefonować do kuzynki taty, może ona coś wie. Ja to miałem w tamtym  czasie taki młyn, że nie wiedziałem nawet gdzie ojciec tę działkę kupił, czy na  niej coś stawia i  co. Miałem dosyć własnych  zawirowań i wrażeń. Jedyne co  mnie wtedy interesowało to był to, kiedy będę mógł się wyspać. Wtedy opanowałem sztukę zasypiania w ciągu minuty i dochodzenia do pełni trzeźwości umysłu w ciągu trzech minut. A odkąd pracuję w tej klinice to mam luksus, dodatkowo to działam tylko w  szpitalnym laboratorium i nie mam żadnych nocnych dyżurów. Śmiać mi  się chce, bo Wandzia obiecuje  sobie, że tu będzie  nasze letnisko, ale jak  znam życie to ona nie zostałaby tu nawet tygodnia sama z dzieckiem. W tym domku, stojącym ze sto kroków od  waszego bała  się, że ktoś się włamie. Myślałem,  że trochę udaje, ale nie, puls miała nierówny i przyspieszony. A tu do najbliższego sąsiada jest ze 250 metrów i jeszcze  jego dom jest przysłonięty drzewami. Chcę  by  miała  tę  działkę jako lokatę - może jej przetłumaczę, że najkorzystniej to będzie po prostu ten domek wynajmować ludziom od  wiosny do jesieni. Sporo osób  chętnie wyjeżdża w okolice  Warszawy. Ci  co  cały  rok stołują  się poza  domem  chętnie  w wakacje sami  sobie w  domu gotują obiadki. A tu, jak widać  są do tego dobre  warunki. Do Kamieńczyka jest stąd tylko pięć kilometrów. A ja z kolei wcale  nie marzę by przez całe lato tracić 2 godziny, albo i więcej na dojazdy. Mam  tylko nadzieję, że Adela wyśmieje jej pomysł. Nawet na pewno- powiedział Emil - bo Adela  chce  aplikować na adwokata i na pewno się w żadne pobyty na  działkach  nie będzie  bawiła.  Milenka  jest na tyle  duża, że spokojnie może zostać pod opieką moich rodziców. Ale myślę, żebyście się rozejrzeli  jednak  wpierw za  zamianą tego twojego czwartego piętra na niższe. Widziałeś - budują się szeregowce na końcu Kabat. Może tam uda  się Wandzi coś załatwić.  Szeregowiec ma  mały ogródek no i zawsze co najwyżej jest domkiem jednopiętrowym. Są one  co prawda nie tak blisko nas jak twoje  mieszkanie ale teraz to już nie jesteś sam. Trzeba po prostu wrzucić ogłoszenie o chęci  zamiany i zobaczyć jakie będą efekty. Przejedźcie się po Ursynowie i rozlepcie ogłoszenia w tej okolicy, która  się wam spodoba. Arek na tej zasadzie znalazł  mieszkanie dla swoich teściów. 

W końcu nie  musicie mieszkać w tej spółdzielni, w której pracuje Wanda. Podejrzewam, że  w okolicy Tesco, tam gdzie  mieszka nasz  szanowny kolega Michał są wolne partery w  wieżowcach. Wrzućcie  trochę ogłoszeń w skrzynki listowe na tym osiedlu domków na Kabatach. Tam jeszcze dość kiepsko ze  sklepami, ale jest księgarnia i jeden dyskont. Reszta dość  szybko powstanie. My  nie chcieliśmy domku, bo nas nie urządzał jeden domek,  a  na dwa to nas  nie było stać, głównie z uwagi na ogródki. My z ojcem wcale nie marzyliśmy o własnym  domku - już to raz przerabialiśmy. Tu o żywopłot dba administracja, ogródek podlewa pan dozorca i raz na sezon kosi nam trawę. Tak, że przemyśl to sobie  spokojnie. A tak między wierszami to wspomnij Wandzi, że Adela na pewno mało będzie spędzała  czasu  w domu bo wpierw będzie się uczyła do aplikacji a potem będzie jednak pracować. Bo z tego co Wandzia  mówiła,  to jej  się  wydaje, że gdy będzie mamą to będzie fajnie, bo przecież Adela jeszcze  będzie  na  urlopie wychowawczym. A ja widzę jak pomału Adela ma  dość siedzenia w domu. Co prawda  dopiero raz coś miauknęła  w temacie, no ale to narośnie. Planowaliśmy kiedyś z Arkiem własną kancelarię z obsługą prawniczą i patentową, ale ja mam dobrą pracę, więc raczej obsługi patentowej nie będzie.  A, jak twierdzi Arek, to Adela ma talent adwokacki.

                                                                             c.d.n.

poniedziałek, 7 listopada 2022

Trudny wybór -148

 Ani się wszyscy spostrzegli a nadeszły pierwsze urodziny Milenki. Roczna  Jubilatka została  wystrojona w pierwszą w swym życiu  sukienkę, a około południa przyjechał Arek z rodziną, żeby ucałować Milenkę. Każdy z chłopców  dzierżył w garści prezent dla  małej, a Arek teatralnym  szeptem upominał chłopców by całowali małą tylko w czubek główki a nie  w buzię i tak na  wszelki wypadek przetarł im ręce chusteczką  dla niemowląt, mówiąc - moi chłopcy są  bardzo utalentowani, zawsze któryś  wsadzi łapę tam, gdzie  nie powinien. Potem podał Adeli ozdobne pudełeczko z masy perłowej mówiąc- a to jej pierwsza biżuteria.

Adela otworzyła i nieco ją zatkało - wewnątrz był bardzo oryginalny złoty łańcuszek typu "rybia  łuska", do którego  był przymocowany wisiorek , na którym  złotym drucikiem było "wypisane" słowo Milenka. Na rewersie była data jej urodzin i wyryty napis- rośnij zdrowo!

No nie - powiedziała  Adela- wyście  chyba powariowali by takie prezenty smarkuli dawać!  Ale muszę przyznać, że to oryginalny pomysł i piękną pamiątką dla niej  będzie. Arek zabrał z jej rąk pudełeczko, wyjął łańcuszek i powiedział do Adeli- to ma  "drugie dno", jak każda sprawa u prawników. Pod spodem jest ewentualne przedłużenie tego łańcuszka gdy panienka podrośnie. I wtedy będzie, być może, nosiła  sam łańcuszek. Współczesny to jest tylko wisiorek, łańcuszek to po mojej babci. Nie mamy swojej córci, to będzie  go miała Milenka.

Wprawdzie Pawełek już  zdał do II klasy a Piotruś był już doświadczonym przedszkolakiem to obaj byli wręcz  zachwyceni kojcem i dopytywali się czy mogą do niego wejść - na wszelki wypadek zapytali się o  to i Adelę i Emila i swoich rodziców, potem grzecznie  ściągnęli swe  sandałki, Stasia im po raz  drugi przetarła ręce i w kilka minut potem w kojcu raczkowała trójka dzieciaków. Milenka  była zachwycona, a wszystko wyglądało tak bardzo śmiesznie, że dorośli nieomal pokładali  się ze śmiechu. Piotruś demonstrował  jak szczeka piesek, Milenka była zachwycona , potem koniecznie chciała sprawdzić stan uzębienia starszego i uszy młodszego czy na pewno dobrze  się trzymają jego czaszki.  W pewnej chwili kurczowo chwyciła się rączkami raczkującego Piotrusia omal mu nie  ściągając spodenek i stanęła na nóżki. Emil i Leszek stali czujnie w pogotowiu, a Stasia powiedziała do Pawełka - stań za Piotrusiem i wyciągnij do niej wpierw jedną rękę, potem drugą, a gdy poczujesz, że mocno się ciebie trzyma to zrób malutki kroczek do tyłu przyciągając leciutko jej łapkę do siebie.  Pawełek z tych emocji aż język z buzi wysunął a  mała ślicznota zrobiła krok do przodu, zatrzymała się i zaczęła się kiwać w przód i  tył. Lesio nie  wytrzymał napięcia i wkroczył do akcji sadzając małą na podłożu. Przepraszam, popsułem wam zabawę, ale bałem się , że Piotruś jej  nie utrzyma w pionie a ona uderzy się główką o obudowę. Ona już jednak dobiega 10 kg. Na początek będzie bezpieczniej  gdy będzie ją asekurować osoba dorosła. W chwilę potem znów cała trójka raczkowała a mała "szczekała" wydając   z siebie dźwięk "uuu, uuu". Potem było wyrzucanie piłki z kojca i piski radości gdy chłopcy ją wrzucali do środka.  Gwoździem programu była jednak demonstracja jak pięknie już Milenka je . Mała  siedziała przy stole na kolanach Adeli, która ją karmiła marchwianką zmiksowaną z mięsem.  Chłopcy byli zachwyceni,  a młodszy upewniał się czy oni też jedli takie zupki łyżeczką. W ramach zdobywania doświadczeń każdy  z nich dostał do spróbowania kubeczek  zupki Milenki. Degustacja wypadła pomyślnie. Gdy na stół wjechały ciastka i lody  Milenka dzielnie mamlała sucharka siedząc na kolanach Emila. 

Potem cała  płeć brzydka wyniosła  się na plac zabaw dla dzieci,  a Milenka najedzona i  syta wrażeń zapadła w drzemkę i została wyniesiona  do swego łóżeczka. Stasia powiedziała  Wandzi, że ogromnie  się cieszy, że Leszeczek wreszcie będzie miał normalny dom,  bo to taki naprawdę dobry  człowiek. Adela  zapytała się jak toczy się sprawa  pozbawienia ojcostwa wspaniałego tatusia  Pawełka i  Piotrusia, bo to chyba  już  z rok leży w  sądzie. No leży, bo na razie  była jedna  rozprawa, a właściwie to jej nie było bo szanowny tatuś był albo na gigantycznym kacu albo w tak zwanym stanie wskazującym na spożycie alkoholu. W każdym razie nie za bardzo kontaktował i jest niedługo kolejny termin. Wywiad  z dziećmi był już przeprowadzony i Pawełek ze szczegółami opowiedział jak to uciekał około godziny 23,00 z domu ojca. Obydwaj opowiadali na wywiadzie o Arku a mówiąc o  nim mówili "tata Arek". Z ich opowieści jasno wynikało, że oni obaj bardzo Arka kochają,  opowiadali też, że babcia od "taty Arka" jest w  sanatorium i oni raz w miesiącu jeżdżą do niej z obojgiem  rodziców. Stasia stwierdziła, że przestała się spieszyć, bo im dłużej sprawa będzie trwała tym dłużej ściągane będą od ich ojca  alimenty. Z chwilą zakończenia sprawy i wyrażeniu przez  sąd zgody na adopcję chłopców przez Arka, ich biologiczny ojciec przestanie je płacić.

Stasia twierdziła że gdy tylko skończy się ta kołomyja z sądem rodzinnym to Arek zapewne ruszy sprawę  organizacji  Kancelarii Prawniczej. Ale ona wie, choć Arek o tym nie mówi, że on jednak  chciałby mieć wspólniczkę w Adeli bo w ramach aplikowania adwokackiego mogłaby wiele spraw od niego częściowo przejąć. A jakby na to nie spojrzeć, to Emil jest  dobrze ustawiony w Urzędzie i właściwie bezpieczniej jest  gdy w takim zwariowanym kraju jedno jest na państwowej posadzie  a drugie  może być wtedy w prywatnej firmie. Stasia też pozostanie, dopóki się da, w Urzędzie. 

Z placu zabaw  płeć męska przybyła nieco podmęczona - co dziwniejsze to zmęczeni byli również panowie. Adela z Heleną czym prędzej przygotowały "wzmocnienie" w postaci  ciasta, owoców, soku owocowego oraz kawy dla dorosłych. A co wy tacy "złachani" jesteście? - dopytywała  się  Stasia swego męża.  Mieliście ich tylko pilnować i  ewentualnie   asekurować. Emil uśmiechnął się - dzieciaki nas nieco podpuściły, żeby im pokazać jak  się trzeba  na drążku podciągać, więc poszliśmy trochę na przyrządy i wygrał  Leszek. Najwięcej razy się podciągnął. A tata przegrał - wypaplał młodszy. Wujek Emil też był od taty lepszy. I tata powiedział, że będzie  musiał zacząć uprawiać jakiś sport,  a nie  tylko noszenie  zakupów - doniósł starszy. 

A dziadek Piotr też się podciągał na drążku? - dociekała Adela. Nie, dziadek Piotr nas pilnował i  asekurował. A mnie to nawet zrobił masaż bo mnie bardzo nagle  rozbolała ręka i dziadek powiedział, że mnie kurcz  złapał. I przestała  mnie boleć jak mi  roztarł ten  mięsień, o ten. Dziadek mówi, że to jest "biseps"- doniósł młodszy. Nie "biseps" tylko  biceps - poprawiła go Stasia. No, właśnie tak jakoś - zgodził się mały.  Adela  śmiejąc  się szepnęła do Wandy - działasz na Lesia jak siłownia, chyba  już nie będzie na  nią chodził w tym układzie. Tyle tylko, że niedługo będę  miała zanik mięśni nóg, bo  albo leżę  albo jestem noszona - odszepnęła Wanda.

Arek  przysiadł się bliżej Leszka i powiedział - dobrze, że  się spotykamy przed  waszym ślubem- bo zaraz po nim  musicie zrobić rozdzielność   majątkową, skoro chcesz  Leszku by ten kawałek ziemi i ta  chata tam  stojąca przypadły na  zawsze Wandzie. Tu macie adres mojego znajomego notariusza- po prostu zrobicie  rozdzielność majątkową,  dzięki czemu ty podarujesz to wszystko Wandzie,  a ona nie będzie z tego powodu płaciła podatku, bo jest w I grupie podatkowej, zwolnionej w takim przypadku od płacenia podatku.  Korzystają na tym ci, którzy o tym wiedzą. Rozdzielność można ustalić nawet już przed ślubem. Po prostu umówicie  się z panem notariuszem na jakiś termin- teraz omówi z tobą Leszku wszystko dotyczące przedmiotu  darowizny. I następne  spotkanie to już będzie  tylko złożenie przez  was podpisów. Co do testamentu - może być w nim to zastrzeżenie, o którym rozmawialiśmy. A jak junior? pracuje? 

Nie wiem nic poza  tym, że wyjechał do Norwegii. No i co tam  robi? Nie wiem,  może pracuje w przetwórni ryb, może się  zaciągnął na  statek-przetwórnię. Jakoś  nie mam pociągu do  rozmowy  z byłą. Zresztą nie podejrzewam, by junior  zniżył  się do rozmowy na ten temat z matką, przecież jest dorosły. A że w głowie ma jak  w brzuchu po wzięciu tabletki na przeczyszczenie to nic  nie poradzę! No tak- stwierdził Arek - nie dziwi  mnie to. To  dość powszechna  przypadłość młodych.

Po wzmocnieniu nadwątlonych sił uznano, że należy wybrać się na  spacer i w krótkim czasie Arek z Emilem i chłopcami poszli nad  rzekę bo chłopcy chcieli zobaczyć jak wędkarze łowią ryby a Arek chciał spokojnie porozmawiać z Emilem, bo ostatnimi  czasy rzadko się widywali, Leszek z Wandą taktycznie jakoś zniknęli  z pola  widzenia, Stasia z Adelą oplotkowywały znajomych z Urzędu, a Helenka i Piotr zajęli  się Milenką, przewinęli  jubilatkę, zapakowali do spacerówki i poszli z nią pospacerować po leśnych ścieżkach ośrodka.

Pierwsi wrócili z "Łowiska"  Arek  z Emilem i  chłopcami. Piotruś był niemal zapuchnięty od płaczu, od razu przytulił się do Stasi i z płaczem opowiadał mamie, że on nigdy, przenigdy  nie będzie łowił ryb, bo przecież to rybkę boli jak połknie haczyk i to wyjmowanie  haczyka na pewno ją boli. Pawełek usiłował pocieszyć młodszego mówiąc, że gdyby rybę to bolało to przecież by "krzyczała" a była  cicho. Przecież ten pan mówił, że te ryby są już zemdlone gdy się je wyciągnie  z wody i już niewiele czują, ale mały nadal ubolewał nad losem  ryb. 

W końcu Arek powiedział - synku, to ty i Pawełek chcieliście koniecznie zobaczyć jak  się łapie ryby na  wędkę,  więc zobaczyłeś, przekonałeś  się, że ani to zabawne  ani miłe i ty nie będziesz  zapewne nigdy wędkował.  Sam widziałeś, że ten pan starał się jak najdelikatniej ten haczyk wyciągnąć,  a gdy tylko go wyciągnął to rybka trafiła do wiadra z wodą i pływała i krew  jej z pyszczka nie leciała.  Cała przyroda jest oparta właściwie na wzajemnym  zjadaniu się i nic na to nie poradzisz. Będziesz trochę starszy to zrozumiesz, że każdy żywy organizm musi się czymś żywić, żeby żyć. Takie  są prawa przyrody i nic  ani  nikt tego nie zmieni. Adela przytuliła Piotrusia, wzięła  za rękę i poszła  z nim do łazienki by umyć mu buzię. 

W tym czasie drugoklasista stwierdził, że widział na filmie jak lwy polują na zebry i zebrom często udaje  się uciec. Tata, a czy trawę boli gdy zebra ją gryzie i zjada? Arek chwilkę milczał a potem powiedział - nie umiem ci na to pytanie odpowiedzieć, ale kiedyś  czytałem, że drzewa mogą  się między sobą porozumiewać. Gdy będziesz nieco starszy i będziesz   się uczył biologii to wtedy zadasz swojej nauczycielce biologii to pytanie - ja  nie studiowałem biologii tylko prawo,  a wujek Emil uczył się o elektryczności i myślę, że też nie wie czy trawa odczuwa ból gdy ją  jakieś  zwierzę trawożerne gryzie i zjada. 

Tato, czy  zawsze większy zjada mniejszego? - kwestia wzajemnego zjadania  się obiektów żyjących wielce jednak Pawełka intrygowała. Nie, nie  zawsze - odpowiedział  Arek. Wiele insektów żywi się krwią lub naskórkiem dużych stworzeń, a są przecież nieduże. No  a wirusy i bakterie, których nie  widzimy atakują nas  dlatego, że muszą przeżyć. A są tak maleńkie, że widać je tylko pod mikroskopem. I często bardzo ciężko się ich pozbyć. I pamiętaj o tym i dbaj o to byście  zawsze z Piotrusiem mieli czyste ręce i byście  nie obgryzali paznokci ani ołówków i kredek, bo na  nich też są różne wirusy i  szkodliwe bakterie.

                                                                       c.d.n.


piątek, 4 listopada 2022

Trudny wybór - 147

 Wszyscy bardzo radośnie powitali "dzielnych narzeczonych", Milenka obśliniła kochanego wujka  niesamowicie, bo właśnie zaczął jej prześwitywać przez  dziąsła  górny siekacz i małej stale to dokuczało. Ale jak ocenił Leszek i tak mikroskopijnie marudziła przy  tym ząbkowaniu. Helena z Piotrem cichcem wybrali  się do Puław, by tam zakupić dla Milenki jakiś gryzaczek. Przywieźli trzy gryzaczki, każdy w innym kolorze. Były o tyle dobre, że miały  łańcuszki, którymi można było je przytwierdzić do ubranka małej, by co chwilę nie  zbierać  gryzaczka z podłogi i nie  dezynfekować.  Milenka coraz  częściej stała w kojcu i, jak się śmiał Emil ćwiczyła wypinanie pupy i uginanie nóżek w kolankach. Chwilami wszyscy pokładali się ze śmiechu bo mała jedną rączką trzymała się brzegu kojca, w drugiej rączce trzymała gryzak, co jakiś czas wsadzała go do buzi, potem nagle gwałtownie go z buzi wyciągała i z wyciągniętą rączką trzymającą gryzak coś gaworzyła. Patrzcie- powiedział Piotr - nasza księżniczka przemawia do narodu i  wskazuje  mu drogę do nowego świata. 

Leszek wciąż trenował "odruch słonecznika względem słońca" pilnie  śledząc każdy  ruch Wandy i starając  się uprzedzić każde jej życzenie. Adela śmiała  się, że jest w tym jeszcze  lepszy niż był Emil.  Helena  śmiała  się - ty  chyba nie dostrzegasz,  ale Emil nadal w  ciebie wpatrzony niczym sroka  w  gnat, ale ma trochę  trudniej, bo musi swą uwagę  dzielić pomiędzy ciebie i Milenkę . Leszek ma prościej - na  razie.

Rodzice Emila "dogadali się" z Emilami, że uroczysty obiad poślubny będzie w mieszkaniu rodziców , co niewątpliwie ułatwi życie firmie  cateringowej a obiad wraz z obsługą będzie prezentem ślubnym  dla Nowożeńców. Tym  sposobem nie będzie  żadnego zmywania, bo zastawa będzie firmowa i odjedzie z domu w takim  stanie,  w jakim "zejdzie" ze stołu. 

Adela od  razu powiadomiła o tym fakcie Wandę i Leszka, który chciał nawet coś oprotestować, ale mina Adeli była tak wymowna, że zamilkł po wypowiedzeniu słowa "ale" i tylko powiedział, że poddaje się bez  walki  i że pomysł świetny a oni zachwyceni takim rozwiązaniem.  Gdy już spokojnie to łyknął Adela uzasadniła swój plan - trudno kupić dobry prezent parze, która ma na  wyposażeniu dwa umeblowane i wyposażone mieszkania i właściwie to  oni i rodzice są  wdzięczni, że Wanda i Leszek zgodzili się na takie rozwiązanie. 

Menu z karty firmy miała  wybrać Adela razem z Wandą. Jedno było pewne - żadnych "śledzików", żadnej wódki, lekkie ale dobre gatunkowo wino do obiadu , do kawy i tortu (tylko bez tony śmietany) dobry koniak i ewentualnie dobry likier. Koniecznie różne owocowe "sałatki" i lody.

Wandeczka, jak każda kobieta, twierdziła, że nie ma co na  siebie włożyć na tę okoliczność, więc Adela powiedziała, że to przecież jest tylko wysłuchanie urzędowej formułki i podpisanie dokumentów, poza tym skoro Wanda stwierdziła, że nikogo z pracy nie  zaprasza,  dawnych koleżanek ze studiów też nie to po prostu niech włoży na siebie to, w  czym się najlepiej czuje i lubi w tym być. Leszkowi to i tak najbardziej się podoba goła i raczej mu obojętne w czym  wystąpi. Wystarczy gdy się przepyta  Leszka w którym garniturze on wystąpi i jak amen  w pacierzu bez trudu dobierze  sobie którąś ze  swoich sukienek. No ale jeśli czuje potrzebę, to mogą  się razem wybrać na przebieżkę po sklepach z konfekcją. Albo może w Puławach coś będzie  można  nabyć?

A ty w  czym będziesz? - spytała Wanda. Ja - w spodniumie. Jakoś straciłam ciąg  do sukienek. Poza tym to już będzie  połowa  września, więc  zapewne może  wcale  nie być letnia  pogoda. Musisz  to mieć na  względzie.  I zapomniałam  ci jeszcze  powiedzieć, że będziecie mieli również zdjęcia  z tego wydarzenia - mam wszak  znajomego fotografa.  A na "uczes" to pójdziemy obie - obok mego kumpla-foto jest  nowy fryzjer- facet, ładnie ci wycieniuje włosy by się  dobrze  rozpuszczone układały. Twojego Lesia to ja obrobię nożyczkami. Mam wrażenie, że te twoje wcierki to mu  nie  tylko na  chuć dobrze  robią - wygląda jakby mu się poprawiły te  włosy, które się jeszcze  z nim nie pożegnały. Pozwolisz, że mu to powiem?  

No jasne, niech się ucieszy i doceni mój trud. Pomału  zrozumiałam, że on  was oboje  kocha. Ale i tak najbardziej kocha  Milenkę.  Żebym  tylko nie  miała problemów  z zajściem!  

To czym prędzej przestań sobie  tym  zatruwać myśli.  Myśl o tym, że masz faceta kulturalnego, mądrego, który cię kocha i na którego możesz w każdej  chwili liczyć i twój organizm, jeśli już jest gotowy na wysiłek  zwany ciążą to szybko  zajdziesz. Dbaj o siebie,  nie oszczędzaj na  swoim  zdrowiu. Podejdź do tego nieco filozoficznie - co ma być to będzie, nie  spinaj się, wrzuć na luz. I nie zastanawiaj  się jakiej płci  chcesz  dziecko - dziecko to jest dziecko - obojętnie jakiej płci urodzisz  dziecko - Leszek  będzie je kochał ogromnie. Mnie naprawdę było obojętne  jakiej płci będzie  dziecko,  byle  się nie  darło w nocy. To Emilowi się marzyło by była dziewczynka. Przecież tak  samo obie płcie leją  w pampersy, tak  samo ryczą gdy im coś nie pasuje. Grunt by zdrowe  było. Zdrowe i hodowane w spokoju, bez nerwów, to się nie drze - co widać  po Milenie. A całą resztę  spokojnie  ogarniesz. 

Będziesz  miała blisko mnie i Helenę z Piotrem. Ja przecież siedzę  w domu aż  do pójścia małej do przedszkola. Bałam  się, że gorzej  to  siedzenie w domu  zniosę,  ale "idzie wytrzymać". Wiesz, odkryłam, że nie tyle jest  ważne by ci  ktoś pomógł fizycznie przy  dziecku - ważne jest by ono było oczekiwane i świadomość, że możesz na tego chłopa liczyć w  stu procentach. A na Leszka możesz. Poza tym masz blisko nas i jak będzie trzeba to ci każde  z nas pomoże. Już sama świadomość tego jest ważna. Masz prawo jazdy? Mam, ale wieki całe nie prowadziłam. No to zacznij prowadzić, to bardzo poprawia samoocenę. Powiedz Leszkowi, że chciałabyś się nieco podciągnąć  w tej umiejętności i albo sam tego dopilnuje  albo cię wyśle na  doszkolenie praktyczne. I wiesz - mam jeszcze sporo zupełnie nie  ruszonych fajnych  włoskich ciuszków niemowlęcych. Przyjaciel Emila, Arek, ten prawnik, sprowadził tyle tego jakbym miała urodzić pięcioraczki a nie jedno i to nie  za duże dziecko.  Jak wrócimy do Warszawy zaraz zrobię w tych  dziecięcych rzeczach remanent. My raczej poprzestaniemy na  jednym. Odziedziczycie wózek głęboki, fotelik samochodowy, spacerówkę to dopiero za rok i to superanckie  małe łóżeczko dla maleństwa. Ono jest zaprojektowane przez jakiegoś Włocha a pewien polski stolarz obejrzał dokładnie ilustracje w katalogu i zrobił takie  łóżeczko dla Milenki. Nie robi ich na  sprzedaż, bo ktoś mógłby go oskarżyć  o plagiat. No ale gdy jest prezentem dla  zaufanych  przyjaciół to nie ma problemu. Fajne o  tyle, że jego spód jest ustawiony pod kątem tak by dziecku żuchwa nie zapadała się do tyłu. I ma kółeczka oplastikowane, więc jest mebelkiem mobilnym. I chyba ci jeszcze  sprezentuję fotel  dla matki karmiącej - super wygodny do karmienia  piersią.

Wanda oplotła ramionami Adelę i szeptała- jesteś najlepszą pod  słońcem przyjaciółką! W tym momencie wszedł cicho Emil i powiedział - oj niedobrze,  niedobrze- kobiety się obejmują, będzie  nie  tylko deszcz ale i burza. Nie zostaje mi nic innego tylko iść objąć Leszka.

Za chwilę przyszli obaj. No i o  czym tak plotkujecie? No przede wszystkim o waszym ślubie , w czym ma wystąpić Wandzia i powiedziałam co wasz dzidziuś "odziedziczy"  z wyposażenia  Milenki. Bo na pewno załapie się na "lamborghini" wśród łóżeczek i głęboki wózek, potem na  spacerowy i na fotelik samochodowy  i kojec. I będzie  dziecko miało też włoskie  ciuszki, bo Arek nam tyle  tego nadesłał jakbym miała urodzić pięcioraczki a nie jedno nieduże  dziecko. Części to nawet nie  wyjęłam z opakowania.No i fotel matki karmiącej- naprawdę wielce  wygodny do karmienia piersią. I pewnie podsłuch też już przestanie być potrzebny, bo już coraz głośniej się panienka produkuje.  I wiesz? Wandzia ma prawo jazdy, tylko wprawy jej w  tej dziedzinie  brak. 

Ojej, nie  wiedziałem, że masz prawo jazdy- przepraszam. Nie wiedziałeś, bo nie pytałeś - stwierdziła  Wanda. Mam prawko, tyle tylko że nie  wiem czy dałabym radę tak nagle prowadzić.  Pewnie dałabyś  radę gdybyś musiała - zapewnił ją Emil. 

No to musisz, Kochanie,  wziąć trochę jazd prywatnie, poza kursem. Zatelefonuję do Klubu PZMot i dowiem się o takie doszkolenie. Ale po tym doszkoleniu, to będziesz  musiała często prowadzić,żeby znów nie popaść w analfabetyzm samochodowy- stwierdził Leszek.

A ja się chyba rozejrzę za jakimś samochodem dla Adelki, no chyba, że wreszcie uruchomią to metro- wtedy będę jeździł metrem i samochód będzie mi potrzebny sporadycznie- stwierdził Emil. Mileczku,  tak naprawdę to nam jeden  samochód swobodnie  wystarczy bo zawsze mogę pożyczyć samochód od tatunia albo poprosić  go by mnie gdzieś podwiózł, co mu tylko frajdę sprawi. A tu jak na razie jest gdzie się ruszyć z dzieckiem w  wózku. Nie podejrzewam siebie by mi  się chciało jechać z małą do  Powsina, zwłaszcza, że parking jest na  dole i trzeba  się z wózkiem taszczyć pod  górę. To już wolałabym do Konstancina i pochodzić z wózkiem po Parku Zdrojowym.  A i tak najwygodniej mi jest pokręcić się  w okolicy po osiedlu.

Lesiu, a w którym garniturze będziesz  brał ślub? No nie wiem, mam taki jeden  nieco dziwny, który zmienia kolor zależnie od oświetlenia- jest generalnie popielaty, ale chwilami wygląda jakby był lekko fioletowy. Bo pewnie  materiał jest tkany  z nitek w dwóch kolorach- zawyrokowała Adela. Wandeczko- będziesz  musiała przejrzeć jego garnitury gdy tylko wrócimy do Warszawy, bo na  moje oko to Lesio jakoś schudł ostatnio i albo go szybko podtuczysz albo trzeba  będzie dać do krawca jego garnitury. O nie- zaprotestował Leszek. Wreszcie mam taką wagę jaką  miałem po studiach. Poza tym dobry kogut to chudy kogut. A ja myślałam, że dobry kogut  to silny kogut a  nie chudy - stwierdziła  Adela. Ależ jestem silny, możemy pójść po kolacji na przyrządy  i zobaczysz, że jestem silny. Będziemy się z Emilem podciągać na rękach, tylko musimy  wziąć rękawiczki. A jaka jest nagroda dla zwycięzcy ? -zainteresował  się  Emil. Dodatkowa porcja  lodów pistacjowych po kolacji -zaśmiała  się Adela. No dobrze- zgodzili  się obaj.

Ale przy kolacji okazało się, że Helena z Piotrem idą do klubu na koncert, poza tym ochłodziło  się  bardzo i nikomu się nie  chciało iść ćwiczyć.Adela  wpadła na pomysł by pograli w remi brydża. Nie znam- ja  w ogóle w żadne  gry karciane nigdy  nie grałam- żadnej  nie  znam- stwierdziła  Wandzia. Nie ma problemu, zaraz cię nauczymy, nawet nieletnie  dzieci potrafią  w to grać o ile potrafią liczyć do 51.

Obaj panowie  przeprowadzili szybki kurs, Emil nawet napisał dla  niej ściągę. W trakcie gdy oni grali w karty znudzona Milenka ułożyła się w kojcu, trochę porozmawiała ze swoim pieskiem i.......usnęła. Adela nakryła ją kocykiem a Leszek powiedział - i tak się  zachowuje  dobrze   wychowane  dziecko. Patrz Wanduś, podglądaj i ucz  się.

                                                                 c.d.n.

czwartek, 3 listopada 2022

Trudny wybór -146

 Leszek pomaszerował te 100 kroków do domku by schować  do lodówki wiktuały zakupione przez Emila. Tymczasem Adela z Wandą szykowały kolację. Wymyśliły, że  zrobią paellę z marchewką i parówkami. Marchewka została  poszatkowana w plasterki, parówki również, Adela  siekała  koperek, Wanda znęcała  się nad czosnkiem krojąc go  w plasterki, do dziewczyn dołączyła Helena mówiąc, że jeżeli przyda im  się trzecia para rąk to ona im  chętnie  pomoże. W trakcie krojenia Helena zerknęła przez okno i powiedziała : Leszek uznał, że obiado -kolacja wymaga czystej, błękitnej koszuli, nie wiem czy  nie powinnam założyć w  tym układzie czystych dżinsów, bo te dziś splamiłam. Ale udam, że o  tym nie  wiem. Lesio zawsze  super wygląda w niebieskim- stwierdziła Adela. Gdy wparował kiedyś do nas w garniturze to aż mnie  zatkało tak ładnie i elegancko wyglądał. A nie każdy  facet dobrze  wygląda  w garniturze. Hmmm, mruknęła Wanda, on taki elegancki  a ja będę cuchnęła  czosnkiem. On za moment też - pocieszyła ją Adela. Zresztą  wszyscy  się zaraz  zaczosnkujemy. Ja dziś dam  małej mleko od sztucznej  mamy. Przetrzyj sobie rączęta połówką cytryny i potem umyj zimną wodą, na ogół pomaga- poradziła jej Adela. Do kuchni wparował Emil z pytaniem,  czy może trzeba im w  czymś pomóc, więc Helena powiedziała, że już wszystko jest gotowe, więc może zanieść na ganko-werandę talerze i sztućce a one przyniosą  resztę. 

Spory  gar  paelli zniknął w ekspresowym tempie nawet Piotr wziął dokładkę. Nie  da  się ukryć, że parówki bardzo podniosły jej smak. Coś mi  się wydaje, że tym razem więcej kupimy tych parówek- stwierdziła  Adela - one  są zupełnie inne  niż te  warszawskie! Bo te parówki nie są w osłonkach plastikowych tylko w baranich jelitach bardzo dobrze wyszlamowanych  - stwierdził Piotr. Faktycznie - zgodziła  się  z nim Helena.

Do herbaty był placek drożdżowy z kruszonką na wierzchu. Ooooo, powiedziała Helena - muszę w Warszawie upiec  taki placek. Z niego są wspaniałe sucharki. Będzie  miała nasza księżniczka co mamlać. A najlepsze w nim jest  to, że nie ma  w nim smażonej skórki pomarańczowej. Przez tą skórkę to go w  domu do ust nie  brałam- stwierdziła Adela. Lubię pomarańcze,  ale nie lubię skórki pomarańczowej. Podczas picia  herbaty, gdy na moment  przycichła  rozmowa  Leszek chrząknął i powiedział - mam wam coś ważnego  do powiedzenia - kocham Wandę i zgodziła  się zostać moją żoną. W tym momencie wstał od stołu, sięgnął do tylnej kieszeni spodni i wyjął z  niej małe pudełeczko - kucnął obok Wandy , otworzył pudełeczko i podał jej mówiąc - to jest pierścionek zaręczynowy mojej mamy. Powiedziała mi, że mam go dać kobiecie, która  zgodzi  się być moją żoną. Zgodziłaś się  dziś, od tej  chwili jest twój.Daj rękę, proszę. Wanda podała mu prawą rękę, Leszek otworzył pudełeczko, w którym spoczywał prostokątny szmaragd w ażurowej oprawie. Leszek delikatnie włożył go na środkowy palec Wandy i pocałował jej dłoń.  Wandzie napłynęły  do oczu łzy i objęła Leszka, przytulając mocno  swą twarz do jego twarzy. Leszek przywarł do jej ust i zapamiętale  całował. Lesiu - daj jej odetchnąć- udusi się - teatralnym  szeptem nadał tekst Emil. Leszek przestał całować i powiedział - zazdrość nie  zalicza  się szlachetnych  uczuć, kolego! Adela podeszła do Wandy - podniosła jej rękę i obejrzała pierścionek - prześliczny, najprawdziwszy  szmaragd, w pięknej oprawie - powiedziała. To piękny  zabytkowy pierścionek! Gratuluję  wam obojgu. Wpierw objęła Wandę i ucałowała  ją, potem cmoknęła  w policzek Leszka. Bądźcie szczęśliwi   i nie przestawajcie  się kochać.

A kiedy ślub? -zapytał Piotr potrząsając ręką Leszka i poklepując go po ramieniu. Nie wiemy, jeszcze nie złożyliśmy dokumentów. Może jutro wyskoczymy do Warszawy i uda  się nam coś załatwić. Reszta  wieczoru zeszła na  wspominkach obu już  małżeństw jakie to , z perspektywy  czasu, zabawne  sytuacje  były z wyciąganiem i  składaniem dokumentów. Adela podpowiedziała im, że pierwsze co powinni zrobić, to zobaczyć czy mają  w domu swoje metryki urodzenia, bo w Archiwum  łatwiej jest wyciągnąć ich  dokumenty gdy sobie  pani urzędniczka jakiś tajemniczy numerek z tego starego dokumentu  wyciągnie. Oczywiście   "suchej  nitki"  nie  zostawiono na zarządzeniu, że to  musi  być odpis  metryki wydany nie wcześniej  niż trzy  miesiące przed  złożeniem dokumentu.  

Adela od  razu  powiedziała, że ona i Emil to nie  będą  świadkami, bo gdy oni byli świadkami to małżeństwo Arka rozpadło się niemal natychmiast, a gdy Arkowi świadkowali  Helena i Piotr to jest  wszystko w tym  związku  "jak należy". Ale  oni  nie odmówią  sobie  przyjemności obecności na tym ślubie i zobaczenia jak Milenka daje  buzi wujkowi i nawet dopilnują ,  by to nie  było zaraz  po jej karmieniu. 

Gdy się już  wszyscy wychichotali niczym  dzieci w przedszkolu Lesio powiedział, że byłby dumny, gdy  Helena i  Piotr byli ich świadkami, a Piotr powiedział, że to żaden kłopot dla  nich, bo jeszcze  trochę i razem z Heleną założą firmę  świadczącą usługi w zakresie zastępowania różnych osób  w rodzinach. Humory wszystkim  dopisywały a gdy Leszek nadał tekst,  że muszą się w ekspresowym tempie zabrać  za produkcję dziecka bo już są jednak w wieku  dość  zaawansowanym Piotr powiedział:  "zawsze podejrzewałem, że Leszek jest moim rówieśnikiem tylko ma jakiś  patent na  młody wygląd, a  nieużyty z niego gość i  nie  chce  zdradzić co robić  by tak  świeżo i młodo wyglądać  jak on" wszyscy pokładali  się  ze śmiechu i z trudem poprzez  śmiech dosłyszano gaworzenie  Milenki.

Emil i Leszek nieomal kłusem  ruszyli do  sypialni "dziecku na  ratunek". Adela trąciła łokciem Wandę - no to teraz wiesz, kto będzie   w nocy wstawał do  dziecka, nie oducz  go tego  przypadkiem. I zaraz zobaczysz jakie mamy "cygańskie  dziecko". W dziesięć  minut później wkroczył z Milenką na ręku Leszek a Milenka  sprawdzała czy jego  brwi  nie  są przypadkiem tylko przyklejone. Helena wyciągnęła do małej ręce mówiąc "chodź do babci" i Milenka zaraz przeniosła  się do niej, potem do Piotra, na moment do Wandzi by na końcu wylądować  w ramionach mamy a potem taty, bo Adela poszła przygotować  dla małej ostatnie karmienie - modyfikowane  mleko, które bardzo pasowało małej pod  względem  smakowym, a poza tym było podawane przez  smoczek,  a więc łatwiej było ssać.

Najedzoną i  w dobrym humorku Milenkę zabrał do sypialni Emil, przewinął, pogłaskał po główce, dał  jej w objęcia ulubionego kauczukowego pieska ,  zaczekał aż przysnęła i  wrócił do stołu.

Ustalono, że następnego dnia rano Leszek z Wandą pojadą do Warszawy, przy okazji Leszek dostał bojowe zadanie "wdepnięcia" do mieszkania Emilów i zabrania z przedpokoju "takich szaro-burych" adidasów  Adeli, bo te nowe, które ze sobą wzięła otarły jej piętę.  Straszny delikatesik z tej Adeli - orzekła Wanda w  drodze  do Warszawy.  No fakt, ona ma bardzo wrażliwą skórę , kiedyś przyszła  do  mnie z otarciem w pachwinie, z którym nie  mogła  sobie  poradzić - otarła jej skórę szorstka nitka , którą były obrębione jej figi. Przepraszała, że  mi głowę zawraca takim drobiazgiem, ale wolała  przyjść  do mnie niż do swego lekarza pierwszego kontaktu. Całkiem długo się z tym męczyła - skóra w tym miejscu  delikatna i zawsze  trochę wilgotna i cały czas praktycznie bez dostępu powietrza-tłumaczył Wandzie Leszek.  Poza wzięciem dla Adeli adidasów Emil poprosił by wdepnęli do ich "magazynu", wzięli  stamtąd "czerwoną  termo-torbę", leżące w niej "akumulatory zimna" władowali do zamrażarki, a gdy już dojdą  do  wniosku, że wracają to by kupili kilka pojemników lodów Grycana, w tym "musowo" pistacjowe, bo w tutejszej restauracji ich nie ma . Oczywiście na  zakupy mają wziąć tę termo torbę z "akumulatorami", czyli zakupy mają być ich ostatnią czynnością w Warszawie.

W drodze do Warszawy Wanda stwierdziła, że nie  czuje się w obowiązku by informować swą rodzinę, że wychodzi za mąż. Ojcu też nie  powiesz?- spytał Leszek. A może się wstydzisz, że nie  wychodzisz  za mąż za jakiegoś  nadzianego biznesmena?  Wanda roześmiała  się - gdybym wychodziła za jakiegoś biznesmena to  tym bardziej bym im tego nie powiedziała. Leszku - ja już dosyć się napłakałam w tej rodzinie, zrobili ze mnie dziwaczkę i naprawdę nie  chcę ich oglądać na  swoim ślubie. Może, ale jeszcze nie jestem pewna, powiem ojcu gdy już będziemy małżeństwem. Czy myślisz, że moja matka była choć raz u  mnie  w domu? Gdy byłam chora to przychodziła tylko siostra z  zakupami - przynosiła i na tym koniec. Raz mi powiedziała, że mam fajnie, bo nie chodzę aż dwa  tygodnie do pracy.  To jest ich zemsta  za to, że babcia , matka mego ojca, zapisała mi w spadku mieszkanie, które ja sprzedałam a pieniądze wpłaciłam do spółdzielni. Zdaniem mojej matki powinnam była się nimi podzielić z matką i trochę "odpalić siostrze". Nie każdy ma taką rodzinę jak Adela i Emil. Zresztą nie wiem czy  wiesz, ale Adela też nie ma kontaktu zbyt częstego ani bliskiego ze  swoimi rodzicami. I  nie wiedzą  wcale, że  są  dziadkami.

Moja  siostra nie była  zbyt  długo twoją pacjentką,  bo ty nie usuwasz ciąży a jej się ciąża przytrafiła. Bo ona z tych co nie  zachodzą w ciążę celowo tylko im się ciąża przytrafia. Antykoncepcja? Za  duży  wysiłek umysłowy i to przecież  wydatek. I jeszcze pamiętać, żeby w czasie  brania tabletek nie pić i nie palić. I na  dodatek  zapamiętać którego  dnia należy  znów  brać. Z tego co wiem, to już dwa razy usuwała. A on, ten jej super mąż, nie będzie przecież kupował dla  siebie prezerwatyw, poza  tym nawet gdyby kupił to wątpię czy potrafiłby ją prawidłowo na sobie zainstalować.  Ona na szczęście chyba  się wyprowadzi z Warszawy, bo tu za drogie  życie a poza  tym ukochany buc-małżonek ma dostać od  swojej  matki domek chyba w Radomiu, ale coś podejrzewam, że to pod  Radomiem. No i  dobrze, daj jej  Boże jak najlepiej i jak najdalej ode  mnie. Tyle jeśli idzie o moją rodzinę. Na ich tle to mój ojciec to prawie normalny  facet, tylko wciąż  nie  wiem jak  się mojej matce udało go złapać na męża. Adela to fajnie określiła- "ojej, zwyczajnie podłożyła  mu się  gdy obok  przechodził."  No i  dlatego Leszku powinieneś uznać, że już jestem sierotą. Tak będzie lepiej dla nas obojga. Długo mi  się wydawało, że tylko ja mam takiego pecha z rodziną, ale im dłużej żyję  tym więcej poznaję  osób, które mają niewiele wspólnego ze  swoimi rodzicami lub/i  z rodzeństwem. Na ogół otoczenie ich niewiele o tym  wie, bo nikt  się takimi sprawami nie  chwali.

Chyba "niebo" im tego dnia sprzyjało, bo mniej więcej po czterech godzinach każde  z nich  miało swój akt urodzenia, a gdy się Lesio uśmiechnął do pani urzędniczki to mu "nielegalnie" zrobiła  skan jego rozwodu  z oryginału.  A na dodatek udało im  się złożyć swe dokumenty w USC na Ursynowie, zwłaszcza, że nie napierali  się, że to ma być sobota przed  południem i  miesiąc z literką "r", zgodzili  się na środek tygodnia w połowie września. Dostali nawet karteczkę z pięknie wypisaną datą i godziną, żeby zapamiętać. Wesela żadnego nie planowali Leszek proponował by po prostu u niego w  mieszkaniu zrobić obiad zamawiając  go w firmie cateringowej. Poza tym nie miał nic przeciwko temu, by po  ślubie Wanda miała dwa nazwiska. Dziecko i tak będzie miało jego nazwisko.

W drodze, po zakupieniu lodów w ilościach iście hurtowych,  omawiali sprawy mieszkaniowe. Bez  wątpienia mieszkanie Leszka było lepsze o  tyle, że były to jednak  cztery pokoje a nie dwa. Tyle tylko,że czwarte piętro bez windy przy niemowlaku nie  było sprawą  radosną. Ale Wandzia stwierdziła, że póki co, to jeszcze jest trochę czasu, będą dysponować  dwoma  mieszkaniami i może coś się zamieni. Tyle  tylko, że być może nie będzie to rzut beretem od "Emilów", no ale przecież teraz Leszek  już nie  będzie taki "samotny jak  bezdomny pies".

                                                                     c.d.n.





środa, 2 listopada 2022

Trudny wybór - 145

 Około godziny czternastej Leszka obudził dźwięk wibrującej cicho komórki, która leżała na nocnym stoliku. To nadszedł sms od Emila: zapomniałem ci wczoraj dać klucz od naszego domku, więc ci go wepchnąłem do pokoju uszkadzając pewnie moskitierę, jedziemy na wycieczkę, przywieziemy zaopatrzenie i dla  was. Leszek zerknął w okno - rzeczywiście moskitiera  nie była już równo rozpięta ale nieco "sflaczała". OK- odpisał. A ponieważ się poruszył by odpisać Wanda wyszeptała - "wróć zaraz". Leszek ją przytulił i  cichutko  powiedział - Emil wrzucił nam przez okno klucz od ich domku, bo oni jadą po  zaopatrzenie  dla  wszystkich - cokolwiek  to znaczy. Wezmę go, poprawię moskitierę i wracam. A która  jest godzina? - spytała.  Jakoś tak po czternastej - spokojnie odpowiedział Leszek. Jeszcze  możemy spokojnie się polenić. Wyplątał  się z kołdry i wyszedł z łóżka.  Wanda obserwowała go spod lekko przymkniętych oczu. Był bardzo szczupły, ale bardzo zgrabny i miał bardzo zadbane ciało - mógł śmiało być modelem jakiegoś rzeźbiarza.  Chodzisz na  siłownię?- spytała. Chodziłem, ale cała ta kołomyja ze zmianą mieszkania, gabinetem, nową pracą sprawiła, że zaprzestałem. Staram  się  tylko by się nie  zapaść. I odległość pomiędzy moim mieszkaniem i Emilów pokonuję z reguły  biegiem.

Kochanie moje, usunę teraz diafragmę i sprawdzę czy nie uszkodziłem cię za bardzo, ty pójdziesz do łazienki, a ja tymczasem zrobię dla nas coś do jedzenia i picia. Będziesz piła herbatę i kawę czy tylko kawę? 

Połóż się na moment, nie będzie bolało. No jest super - udało mi się nie sprawić ci bólu i nic a nic nie popękało. Nic cię nie boli? Nie- nic, tylko mi coś tam mokro się zrobiło. Prawidłowo, to żel, który był w diafragmie, żel plemnikobójczy. Dlatego idź do łazienki by go spłukać. Ale wpierw  daj  mi buzi, proszę!

Leszek przejrzawszy zawartość lodówki zrobił francuskie  tosty  wzmocnione plastrami szynki, do tego były pomidory i ogórki.

Po raz pierwszy w życiu Wanda jadła będąc nago i, co ją bardzo zdziwiło, podobało się jej, że oboje siedzą nago, że Leszek wędruje wzrokiem po całym jej ciele. Ona też zapoznawała  się wzrokowo z jego ciałem, patrząc na jego ciało przypominała  sobie swe doznania sprzed  paru godzin. Jest silny, ale bardzo delikatny. I znów mam ochotę  się do niego przytulić, tak miło gdy mnie  do siebie przygarnia. Leszek przyglądał się jej, bardzo długo milczał w końcu zapytał - a o czym ty kochana tak rozmyślasz? Powiesz  mi? 

Myślę o tobie, myślę o tym, że pierwszy raz  w życiu jem z mężczyzną siedząc nago, myślę o tym, że już polubiłam gdy  mnie przytulasz i gdy mnie całujesz i gdy mnie pieścisz. I podobasz mi się w tym adamowym stroju, jesteś pięknie  zbudowany. I że będę bardzo nieszczęśliwa gdy wrócimy do Warszawy i pójdę do pracy i będę  za tobą tęsknić.

No tak, raczej nie uda  się nam być razem nago w pracy, wylądowalibyśmy w psychiatryku. Ale możemy przecież jeszcze przed ślubem zamieszkać razem. A u mnie to nawet byśmy się mogli gonić po mieszkaniu, jakby na to nie  spojrzeć to są cztery pokoje z kuchnią i łazienką - śmiał się  Leszek. Wandeczko, naprawdę chcesz mnie za męża?  Wiesz jaką mam specjalizację, czy nie wpadną ci do głowy jakieś paranoiczne pomysły, że co pacjentka to potencjalna kandydatka na konkurentkę dla  ciebie?

Leszeczku- równie dobrze ty możesz wpaść w paranoję i uważać, że każdy facet z moim szefem na czele to dla ciebie potencjalne zagrożenie. Wydaje mi się, że oboje już nie jesteśmy dziećmi i dobrze wiemy co mówimy. Nie mam wprawy w kontaktach damsko męskich, pewnie jestem śmiesznie niezdarna w te klocki, ale wiem co do ciebie czuję.

Nie jesteś niezdarna, jesteś cudownie naturalna i to jest piękne. Ty i ja musimy się dopiero nauczyć siebie wzajemnie. Być może, że wiem o seksie znacznie  więcej niż ty ale jest to związane z moim zawodem a nie z moją praktyką  w tej dziedzinie. Jestem ginekologiem  a nie  seksuologiem. Nie wiem jeszcze co lubisz, jakie pieszczoty preferujesz, więc jeśli coś nie będzie  ci sprawiało przyjemności to powiedz mi o tym. Ja też nie będę niczego przed  tobą ukrywał. Dobry związek można stworzyć tylko na bazie absolutnej szczerości wobec partnera.

Oj, trochę, odrobinę to już wiem co lubię - tylko nie śmiej  się ze mnie. Dużą frajdę miałam wmasowując ci miksturkę, bo oprócz tego, że czułam pod dłońmi ciepło twej czaszki, to jeszcze byłeś plecami oparty o moje nogi. Twoje pocałunki - wpierw leciutkie niczym powiew wiatru i potem coraz mocniejsze, takie jakby natarczywe. Lubię się przytulać do twojej piersi i swoją twarzą i piersiami. Cudownie  mnie twój zarost torsu łaskocze. I lubię gdy mnie tak nieco władczo przygarniasz do  siebie. I gdy ręką błądzisz po moim ciele. I jak na razie to wszystko mi sprawia radość i przyjemność. I lubię się tulić do twojej ręki. I lubię te twoje rzucane ukradkiem spojrzenia - jakbyś sprawdzał czy nie szykuję się do ucieczki. I gdy byłeś we mnie - nie czułam bólu, ani tego ucisku o którym mówiłeś -a tylko rozchodzącą się jakby falę i gdy znieruchomiałeś wystraszyłam się, że coś złego zrobiłam. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że dotarłeś do celu.

Leszek słuchał z poważną twarzą, z leciutkim rozbawieniem i  sporym zaciekawieniem w oczach - gdy skończyła mówić objął ją i przytulił - cudownie mi  to wszystko opowiedziałaś. A teraz  jeszcze  troszkę możemy się polenić. Muszę jak najwięcej dowiedzieć  się o  tym co lubisz. Spałaś dziś z głową wtuloną w moją szyję. Trochę się zdziwiłem, że tak  było  ci  wygodnie. Leżałaś w sumie na  moim obojczyku a to jednak dość twarda  kość,  nie obrośnięta mięśniem.

Muszę ci  się do czegoś przyznać - straszliwie bałem się tej nocy. Dlaczego? - zdziwiła  się Wanda. Czy dlatego, że przyznałam  ci  się, że jestem zupełnie  niedoświadczona w tej  dziedzinie? Oj nie, nie o  to szło. Może  cię  to zdziwi,  ale od blisko dwóch lat moje  życie seksualne utrzymywało się na poziomie 0, a właściwie -1.  Nie potrafię się pieścić z kobietą do której nic nie  czuję.  Praca związana z doktoratem bardzo  mnie pochłonęła, moje życie intymne odpłynęło gdzieś  na inny kontynent. Podejrzewam, że gdyby się mnie  wtedy ktoś zapytał "co to jest kobieta" to dowiedziałby  się  tylko że to taka biedna istota dręczona  rakiem szyjki macicy, bo ktoś  nie rozpoznał w porę  zagrożenia. 

A po doktoracie okazało  się, że działam w  swoim gabinecie na skraju opłacalności a trzeba  było jeszcze spłacać wyposażenie gabinetu. Na szczęście po doktoracie  dostałem z Kliniki propozycję pracy  u  nich.  Prawdę mówiąc to miałem co  sprzedać by spłacać ten leasing, ale i Adela i Emil zabronili mi tego.  Od kompletnego załamania  ratowali  mnie  swą życzliwością  Emil i Adela i....Milenka.  Przez moment wydawało mi się, że pokazała  się na horyzoncie życzliwa dusza,  ale ona była  zainteresowana głównie  moimi finansami, nie  mną. Adela i Emil utrzymali  mnie  w pionie, między innymi kontaktując mnie  ze swoim przyjacielem prawnikiem. Chciałem zamieszkać jak najbliżej Emila i Adeli. Resztę już znasz. No więc po prostu bałem się, że się całkowicie przed  tobą zblamuję.  Co prawda jak utrzymują koledzy-seksuolodzy niemal każdy facet ma  w życiu okresy impotencji. Ale ty masz tyle  w sobie ciepła i ufności a poza tym wreszcie do  mnie  dotarło, że skoro mi  się bardzo podobasz i nie uciekasz przede mną na drugą stronę ulicy to może uda mi się wreszcie cię "poderwać". 

Wanda chwilę milczała potem ujęła w obie  dłonie twarz Leszka mówiąc - zapamiętaj sobie tę chwilę na  zawsze - kocham cię i będę z tobą- z jakiegoś powodu los nas ze  sobą zderzył. I wiesz  co? Ubierzemy się teraz i pójdziemy sprawdzić co można  zamówić do jedzenia w tej restauracji. Muszę zacząć dbać o  ciebie. Samym  seksem nie  wyżyjesz. 

Okazało się, że można tu całkiem smacznie  zjeść, co bardzo oboje  ucieszyło, a że dzień był ciepły to na deser jeszcze  zamówili lody. Po obiedzie postanowili zwiedzić nieco dokładniej teren - wszak Wanda miała jak najwięcej przebywać na  zdrowym, leśnym powietrzu. Po półgodzinnym  spacerze Leszek stwierdził, że nie byłoby źle gdyby wziąć samochód i podjechać do ośrodka MSW, który otoczony jest  lasem sosnowym, tam zostawić samochód na parkingu i pospacerować tym sosnowym lasem. Tak też zrobili. Las otaczający ten ośrodek był jeszcze młody, grunt był bardzo piaszczysty i na leśnym podszyciu niewiele rosło roślin. Ale miał jeden duży plus - nie  było w nim wczasowiczów a nagrzane w słońcu młode pędy  sosen pięknie pachniały. Aby się przypadkiem w nim  nie zgubić szli cały czas w jednym tylko kierunku. W pewnym momencie Leszek stwierdził, że dość tego spaceru i wracają. Gdy wracali zaczął się nieco niepokoić czy  aby w dobrym kierunku idą i nie bardzo wierzył zapewnieniom Wandy, że na pewno w dobrym, bo przedtem mieli słońce z tyłu,  a teraz przed  sobą. Gdy wreszcie doszli do miejsca, w którym z daleka prześwitywał już budynek ośrodka MSW nie mógł uwierzyć, że tak daleko od  niego byli. Przed  wejściem do  samochodu Wanda  zarządziła wysypanie piasku z butów i chociaż zdaniem Leszka nie  czuł żadnego piasku, to okazało się, że jednak było go trochę.

Gdy wrócili do "swojego" ośrodka na parkingu już stały samochody Emila i Piotra. Gdy dochodzili do swych domków już z daleka kiwała na  nich Adela i Wandeczka z lekka zmieszana powiedziała- głupio mi. Leszek zaśmiał się - zaraz  ci nie będzie głupio, bo powiem im, że ci się oświadczyłem i się zgodziłaś. Przecież mi powiedziałaś, że mnie kochasz i będziesz  ze mną. Mówiłeś poważnie o tym, że chcesz byśmy się pobrali i szybko mieli dziecko? Jak najpoważniej i dlatego im to zaraz  powiem. Nie należę do tych co na taki temat żartują. Gdy podeszli do domku Emilów wszyscy się wyściskali a Leszek zapytał gdzie jest Milenka. Księżniczka zasnęła  w  samochodzie,  więc jej nie budziliśmy i śpi w  swoim łóżeczku. A gdzie byliście zapytała Adela Wandę. Chodziliśmy po sosnowym lesie koło ośrodka  MSW, a przedtem byliśmy tu na obiedzie, całkiem dobrze  tu dają  jeść i nawet lody  tu zjedliśmy, pudełkowe, od Grycana. Oj, to dobrze wiedzieć, że tu  są- ucieszyła  się Adela. A my byliśmy w Puławach. Kupiliśmy całkiem fajne wędliny od jakiegoś prywatnego wytwórcy, dla was też wzięliśmy. Wandeczka, chodź do kuchni, to od  razu weźmiesz to co kupiliśmy dla was- i  Adela popchnęła Wandę w  stronę wejścia do pokoju dziennego i kuchni. Nie wiem dlaczego ale  wydawało mi  się, że te Puławy to są bliżej niż Warszawa, a do  nich to jest 90 kilometrów. Adela zamknęła drzwi i cicho spytała. No i jak pan ginekolog?  Ok, zrobił to tak, że nie bolało. Twierdzi, że jest trafiony,  zatopiony, ale nie zapomniał mi powiedzieć, że się w tobie kochał. Głupek - stwierdziła Adela - kochał się tylko i  wyłącznie w moim intelekcie, ale niech  mu będzie na  zdrowie. Naprawdę cię nie bolało?   Nie, ale gra wstępna była minimum godzinna. On jest pięknie zbudowany, ogólnie rzecz biorąc też jestem trafiona-zatopiona. Chce jak najszybciej wziąć ślub i koniecznie dziecko nim przekroczę 35 lat. A to, to on dobrze pomyślał - pochwaliła  Adela. Wandeczko - cieszę  się, będę twoim świadkiem. A teraz zobacz- są parówki i serdelki, takie fajne śniadaniowe lub kolacyjne  papu. Kupiliśmy też schab - tańszy niż w Warszawie. Spróbuj jakie dobre te kabanosy,  a myśliwska jak przed  wojną. No pycha. Powiedz  mi tylko ile jesteśmy dłużni. Nie wiem, faceci kupowali. Następnym razem pojedziemy w dwa  samochody i wtedy Leszek kupi to co teraz  weźmie. Tak będzie  prościej. No fajnie- zgodziła  się Wanda. Adela zapakowała do  siatki to co było dla Leszków i poszły na ganek. Leszek dostał polecenie zaniesienia wszystkiego do ich lodówki i szybkiego powrotu, bo zaraz  Emil zrobi kawę.

                                                                               c.d.n.



wtorek, 1 listopada 2022

Trudny wybór - 144

 Nocna "rodaków  rozmowa" przeciągnęła się do czwartej nad  ranem - oboje  mieli przecież tyle spraw do wyjaśnienia  sobie  wzajemnie. O Boże! jęknęła  w pewnej  chwili Wandeczka - zamęczam  cię swoim gadaniem- przepraszam! A ja cię zamęczam swoimi pytaniami - stwierdził Leszek.  Ale widać z tego, że jest to nam obojgu  potrzebne. Nie   idziemy wszak  rano do pracy, możemy  sobie zamienić swobodnie dzień z nocą. 

Ale..... - Leszek nie dał jej dokończyć zdania- nie ma żadnych "ale". Rozmawiamy bo tego nam obojgu potrzeba.  A twoje  "ale" zapewne jest obawą o to co sobie nasi przyjaciele  pomyślą o nas. Otóż nic sobie nie pomyślą - są dorośli i mądrzy i nie mają zwyczaju wsadzać  nosa  w cudze życie. Ani Adela i Emil ani ich rodzice. To, że jesteśmy wszyscy w jednym ośrodku  nie ma tu nic  do rzeczy. Każda  rodzina żyje własnym życiem. I dlatego wzięliśmy prowiant  na śniadanie. Oczywiście będziemy się wzajemnie informować jeśli będziemy  sobie wzajemnie znikać z pola  widzenia, ale to nie  znaczy, że jesteśmy systemem naczyń połączonych. Te informacje to zwykłe środki bezpieczeństwa, by wiedzieć gdzie należy kogoś szukać gdy któraś para np. niespodziewanie nie powróci na   noc. Będę spać  spokojnie wiedząc, że np. pojechali do Warszawy i tam  spędzą jedną noc a nie denerwować   się że może gdzieś w lesie zabłądzili.

Przepraszam, po prostu chyba zbyt wiele lat przebywałam w toksycznym środowisku i jeszcze zbyt krótko żyję oddzielnie od  niego. Leszek objął ją delikatnie - nie przepraszaj, nie ma  za co. Zbyt mało znasz Adelę i Emila i nie wiesz jacy oni  są. Ich troska o przyjaciół i rodzinę nie jest w  żadnym  stopniu uciążliwa. A mówiąc "toksyczne środowisko" co masz na  myśli? Pracę? 

Nie, nie pracę, myślę o moim domu  rodzinnym. W pracy zawsze  było i jest w porządku. Co prawda prezesowi się  wydaje, że  mogę zająć się wszystkim, no ale czasem do niego  dociera, że owszem,  mogę się zająć niemal  wszystkim,  ale nie mogę, nie mam prawa  się pod czymś podpisać. Ale  nie mam co narzekać - oni potrzebowali kogoś  od terenów  zielonych, a ja potrzebowałam  szybko mieszkania i była to transakcja  wiązana. 

A co z tą toksyczną rodziną? możesz powiedzieć?  Mogę - po prostu moja matka jest delikatnie mówiąc stuknięta. Ta moja starsza  siostra to jest moja przyrodnia siostra - moja matka rozeszła się z jej ojcem gdy Marta miała  sześć lub  siedem lat. Powód? "był do niczego". Pomyślałam  kiedyś, że dość długo dochodziła  do takiego wniosku. Bardzo szybko znalazła następnego męża,  czyli mojego ojca. Marta zawsze mówiła, że jej tata był dobry, że ją bardzo kochał i  chciał ją wziąć do siebie, ale sąd przyznał ją matce. I w jakiś czas po rozwodzie jej tata  założył drugą  rodzinę. A moja matka  wydała  się za mojego ojca, którego Marta nigdy nie pokochała ani nawet nie polubiła. Całe życie słyszałam, że wszyscy faceci są do niczego, że myślą tylko o własnej przyjemności i właściwie całe zło świata to faceci. Mój ojciec już od wielu lat mieszka z siostrą swojej matki twierdząc, że staruszka wymaga opieki. Na mój gust to owszem- młodziutka nie jest, ale ona ojcu obiadki gotuje, nie ojciec jej. I mam wrażenie, że ojciec ma jakąś kobietę. I nie wykluczam, że być może ona tam mieszka, bo nigdy nie byłam w pokoju ojca - zawsze są skrzętnie zamknięte w nim drzwi, a ja jestem goszczona w salonie. Gdy ostatnio byłam i narzekałam na matkę to powiedział, że jak jej minie  menopauza to się jej humor poprawi. Chyba sam nie wie co wyplata. A ja odkąd się wyprowadziłam wcale nie bywam u matki - nie mam chęci wysłuchiwać jej narzekań. Z siostrą też jakoś mi nie po drodze,  zwłaszcza od  kiedy  wyszła  za mąż - bo facet ani wykształcony,  ani mądry ani ładny a do tego chamowaty. No ale to jej mąż, nie mój.

No tak- Leszek ze  zrozumieniem pokiwał głową- gdy  się od  dziecka słyszy, że  wszyscy faceci są  do niczego to trudno potem uwierzyć, że tacy są tylko niektórzy. A jak oceniasz  swojego ojca? 

To śmieszne, ale nie mam na jego temat żadnego  zdania- w pewnym  momencie pomyślałam, że po prostu mu się przydarzyłam a wcale o  mnie nie marzył. Gdy posłuchasz wielu opowieści to świadome ojcostwo lub świadome  macierzyństwo to w tym kraju jest rzeczą sporadyczną. Wszystko działa na  zasadzie człowiek strzela  a Pan Bóg kule  nosi. A takie podejście jest dla mnie niezrozumiałe. Tak  samo jak  nie mogę pojąć jak kobieta  może przyjechać  do planowanego porodu pijana  w sztok. W ogóle  nie  wiem jak można się upić będąc w ciąży!  Mąż jednej z moich dawnych  koleżanek był lekarzem w Pogotowiu na Hożej - przy jego opowieściach to nawet najgorsze horrory były kaszką manną  z malinami. Trzy lata tam pracował a potem wyemigrowali. Nie  wiem gdzie  są teraz, ale na początku to byli w Niemczech i bardzo sobie  ten krok  chwalili. I od  razu tam sobie  dziecko zafundowali.

Też się do tego przymierzałem i gdybym nie  był rozwodnikiem to bym wyjechał. Rozwodnik wyjeżdżając za granicę musi znaleźć kogoś, kto przejmie za niego w  razie czego, płacenie alimentów. Poza  tym wpadłem na dobry trop i  zacząłem przewód doktorski. A teraz - cieszę się, że nie wyjechałem. Nie miej takiej zdziwionej miny - gdybym wyjechał nie spotkałbym ciebie, nie miałbym takich przyjaciół jak Adela i Emil, nie zachwycałbym  się  Milenką.

Powinniśmy jednak trochę pospać, oczka  masz podkrążone a masz tu nabierać  sił a nie je tracić. Jadasz omlet? Tak, jadam- pod  warunkiem że nie jest ze śledziem marynowanym. To fajnie, bo robię naprawdę dobre omlety i nie dodaję do nich  śledzia marynowanego. Chcesz spać w oddzielnym pokoju czy wystarczą ci oddzielne, aczkolwiek zestawione  łóżka? Wanda uśmiechnęła  się - wystarczą, bo  są dwie kołdry, a ja śpię na mumię. Ale ablucje ograniczę do umycia zębów, rano  się wykąpię - stwierdziła Wanda. I słusznie, ja też. Rano to już jest za progiem. Trochę późniejszym  rankiem to zjemy omlet i odeśpimy tę noc. 

Gdy Leszek wrócił z łazienki i zobaczył Wandę ciasno zawiniętą kołdrą powiedział - no faktycznie, niemal Egipt. Ty tak zawsze czy w obawie przede  mną? Zawsze. I nie boję się już ciebie. Ale  źle sypiam w nowym miejscu, dasz mi rękę? Jasne, ale nie obciętą, wciąż mi obie potrzebne. Może chcesz maleńkie nocne światełko to włączę taką mini lampkę- jest mniejsza od twojego małego palca. Dobrze, włącz. Leszek włączył mini lampkę, zgasił tę na swoim stoliku, ułożył się na boku i wyciągnął do niej rękę. Wanda chwyciła ją i przytuliła do  swojej twarzy. Dziękuję, jesteś  kochany, teraz  zasnę.

Wanda szybko zasnęła  a Leszek jeszcze długo wpatrywał się w jej twarz przytuloną  do jego ręki. Wyglądała nie jak ponad  trzydziestoletnia kobieta ale jak mała,  zagubiona nieco dziewczynka. Czuł jak mu serce topnieje i że będzie jej bronił przed jakimiś złymi sytuacjami, przed całym złem tego świata. I z tym postanowieniem zasnął.

Obudził się bo coś go łaskotało w twarz. W bardzo bladym świetle poranka zobaczył, że "mumia" nieco zmieniła  pozycję i teraz jej twarz była przytulona do jego głowy. Delikatnie odsunął łaskoczące go włosy i delikatnie objął mumię. Za moment spał obejmując ją. Śniło mu  się, że goni Wandę a ona mu ucieka owinięta w kołdrę. 

A potem śniło mu się, że  zapuścił brodę bo go do tego namówił Emil argumentując, że kobiety to lubią łysawych mężczyzn gdy mają brodę. Ale ta  broda strasznie go łaskotała  w policzek  i postanowił ją zgolić i właśnie miał poszukać maszynki do golenia gdy poczuł, że już nie obejmuje Wandy przez kołdrę. Otworzył szybko oczy i......rzeczywiście - leżał z Wandą pod jedną kołdrą i obejmował Wandę, która słodko spała ze swoją głową wtuloną pod jego brodę. To jej włosy łaskotały  go  w policzek, więc bardzo, bardzo delikatnie je odsunął, przygarnął ją nieco mocniej do siebie i z powrotem zasnął.

Tym razem obudzili się jednocześnie, a Leszek powiedział - to najpiękniejsze moje poranne przebudzenie  się. Chcę by tak było zawsze. Już nie  chcę więcej budzić się  sam, bez  ciebie. Chodź, weźmiemy razem prysznic, potem szybko zrobię śniadanie, zjemy i wrócimy tu. 

Trochę ciasna ta  kabina, ale ma tę  zaletę, że cały  czas będziemy się przytulać. Wezmę czepek, nie  chcę moczyć włosów  bo długo  będą schły, powiedziała Wanda. Dobrze kochanie, jak chcesz. Bardzo szybko uwinęli się z porannym prysznicem i chyba jeszcze nigdy tak szybko Leszek nie robił omletu starając  się jednocześnie  nie spuszczać wzroku z Wandy - zupełnie tak jakby  spuszczona z oka mogła  się gdzieś rozpłynąć niczym marzenie senne.

Omlet, kawa, resztka  groszku ptysiowego z bitą śmietaną, Leszek stwierdził, że jeszcze  tylko się ogoli, żeby Wandy nie podrapać, sprawdził jeszcze  szybko czy wszędzie są porządnie zasłonięte okna i zamknięte  drzwi wejściowe. Wanda ukradkiem sprawdziła jak prezentują się jej rozpuszczone  włosy i.....dała się Leszkowi zanieść do sypialni. Leszek wcześniej dyskretnie sprawdził ilość posiadanego zabezpieczenia antykoncepcyjnego odnotowując w pamięci fakt, że należy ów stan uzupełnić i wypisać  receptę na tabletki.

Leszek przyglądał się czule ale i badawczo Wandzie. Całował, pieścił i mówił jakie piękne ma  ciało. Nie zamykaj oczu,prosił Wandę, bo pomyślę, że w tej chwili myślisz o kimś lub o  czymś innym. Patrz mi w oczy. Jego ręce delikatnie poznawały całe jej ciało, wszystkie jego zakamarki, a wpatrzone w jej źrenice jego oczy zapisywały reakcję jej ciała na jego dotyk i pieszczoty- każde drgnięcie, głębszy oddech  zapisywały się w jego mózgu. Była bardzo już pobudzona gdy Leszek powiedział - założę ci diafragmę, żebyśmy przypadkiem nie zmajstrowali dzidziusia, nie będzie bolało. Nie zgwałcono cię wtedy, pewnie w porę wyszłaś. Skąd wiesz? - wyszeptała. Bo cię przed momentem zbadałem, zapomniałaś jakie  studia skończyłem? Boję się, że będzie bolało. Nie będzie, szeptał jej do ucha. Ale patrz mi cały czas  w oczy, wtedy nie będzie bolało, poczujesz  tylko ucisk, na moment. Nie zaboli więcej niż to założenie diafragmy. Jesteś cudna i tak cudownie na mnie reagujesz. Leszek do samego końca był delikatny, a jego wzrok wyraźnie ją hipnotyzował - nie czuła bólu. W momencie szczytowania odruchowo zamknęła oczy i mocno przytuliła  swą twarz do jego twarzy. Leszek szczytował w 3 sekundy po niej, sam siebie podziwiając, że tak długo dał radę się powstrzymać. Nie ma to jak tantra- pomyślał. Dobrze, że mi Emil o tym przypomniał gdy Adelka  była  w ciąży.

Nieco zmęczeni, ale zaspokojeni i nadal sobą wzajemnie zachwyceni, pili kawę. Możesz być  dumna - jesteś moją pierwszą dziewicą - i wiem, że i ostatnią. Bałem się, że może mi się nie uda zrobić tego bezboleśnie  i bezkrwawo i dlatego to tak długo trwało. Sorry, nie mam wprawy. A wiesz jak ja  się bałam? Moja koleżanka trzy dni krwawiła po pierwszym razie. Zdarza się  po prostu facet był brutalny i młócił niczym  chłop  cepem- niestety seks wymaga kultury i  delikatności - stwierdził Leszek. A tego jednak nadal brak.

No to teraz porozmawiamy chwilę o antykoncepcji. Diafragmę wyjmiemy za  6 godzin. Z uwagi na to, że trochę ci nadwyrężyłem błonę dziś wieczorem pobawimy się nieco inaczej. A co dalszej antykoncepcji- proponuję byś zainstalowała  sobie implant antykoncepcyjny. Adela ma taki- jest na tyle nieszkodliwy, że może karmić  dziecko mając  go. Ma bardzo wysoki procent ochrony, starcza na kilka  lat. Nie uczula. Wszczepia się go pod  znieczuleniem miejscowym. Adela ci o  nim opowie. Koszt implantu i  wszczepienia ja pokryję.

Lesiu, powiedz mi prawdę - nie jesteś mną rozczarowany? No a ty mną? - nie jesteś rozczarowana? Ja to jestem dawno w tobie zakochana i dlatego bezczelnie wlazłam ci pod kołdrę. Sama sobie tłumaczyłam, że powinieneś  mieć  dziewczynę bardziej atrakcyjną ode mnie i dużo mądrzejszą. Wandusiu - jesteś naprawdę bardzo atrakcyjna i jestem z tobą, jak to mówią  - w siódmym  niebie. I marzę o tym, żebyśmy stworzyli rodzinę. Czas nas trochę nagli w tej materii. Chcę byś przemyślała taki scenariusz - weźmiemy szybko ślub, szybko zrobimy dzidziusia i będziemy razem na dalsze lata.

A teraz mi jeszcze tylko powiedz -zechcesz  takiego starego chłopa jak ja? A ty taką przechodzoną dziewicę? Szybko się uczysz- zaśmiał się  Leszek. A mógłbyś mnie jeszcze  schować na  chwilę w swoich ramionach?  Czuję się wtedy tak bezpiecznie! No pewnie! i w ogóle możemy  się przecież jeszcze poczulić. Bo wg mnie to powinnaś jeszcze  nieco pospać. Pośpię,  ale tylko wtedy gdy mnie będziesz tulić. A myślisz, że mogę leżeć obok i cię  nie przytulać?

                                                               c.d.n.

poniedziałek, 31 października 2022

Trudny wybór - 143

 Likwidacja jeżyn przeciągnęła  się długo  w noc. Ciemności nocy rozświetlała delikatnie jedna  z nocnych lampek, którą Leszek przyniósł z  sypialni i ustawił na podłodze. Przez zielony abażurek z gęstego tiulu, lub podobnego do niego materiału, sączyło  się nastrojowe  światło,  w którym wszystko stało się nieco odrealnione. 

Opowiedz mi coś o sobie - poprosił Leszek. Tak mało o tobie  wiem i chcę się  więcej o tobie   dowiedzieć od  ciebie, a nie od innych. Jesteś od Adeli starsza o dwa lata, więc coś  się przez te lata wszystkie lata działo w twoim życiu.  Wandzia  westchnęła - zapewniam  cię, że nic ciekawego ani porywającego, a ja nie umiem opowiadać o sobie. Poza tym nie  wiem co cię interesuje, więc może lepiej ty zadawaj mi pytania, a ja ci na nie odpowiem. Przyrzekam, że to będzie  prawda, ale może się też  zdarzyć, że na niektóre pytania nie odpowiem ci dziś, bo prawie się nie  znamy. I mam nadzieję, że ty też mi opowiesz trochę o  sobie. 

Leszek uśmiechnął się- zgoda, ale chyba jednak założę coś na siebie, już mnie  nie ogrzewa  ciepło twoich rączek. Chyba  założę dres i zamknę okna w sypialniach. A tobie  nie jest chłodno? Może ci przynieść kocyk? Nie, dziękuję, ja chyba wskoczę w sweter, mam taki długi, aż do kolan. Ooo i skarpetki założę. Gdy oboje znów znaleźli się w kuchni Leszek zaproponował by napili się herbaty owocowej - dużego wyboru nie ma, ale może być z dzikiej róży lub  limonkowa. Wanda wybrała z dzikiej  róży, a Leszek powiedział- ja też tę  wolę. 

Wprawdzie jestem od  ciebie  sporo starszy to też właściwie  niewiele  ciekawego mam o sobie  do opowiedzenia. Byłem żonaty - krótko, bo krótko,  ale jednak. Ożeniłem się natychmiast po  skończeniu studiów, gdy robiłem specjalizację. Mam syna, już pełnoletniego, tyle  tylko, że coraz  częściej mam podejrzenie, że to nie jest mój syn. Dopiero po latach dotarły do mojej świadomości pewne fakty, że być może to dziecko innego faceta. A ja, zarobiony niczym koło młyńskie nie  za bardzo wówczas kontaktowałem. Po prostu  wszyscy młodzi lekarze w czasie swej specjalizacji są  szalenie "zarobieni", a do tego marnie wynagradzani. 

A co do syna - przerwał naukę i podobno wyjechał do pracy w Norwegii. Tyle wiem od  byłej. Przez te wszystkie lata po rozwodzie  syn przylatywał do mnie  tylko wtedy gdy potrzebował pieniędzy ewentualnie  chciał by mu  coś  kupić. Przestał gdy odmówiłem mu kupna  motocykla. Konsultowałem się z prawnikiem, to przyjaciel Emila i Adeli. Wiem co mam zrobić gdy uda mi  się zbudować nowy związek by nowa partnerka i ewentualne dziecko byli zabezpieczeni. Wiem, że wielu kolegów  w mojej specjalności ma w swych związkach "pod górkę", bo ich partnerkom się wydaje, że oglądanie kobiet z odwrotnej perspektywy jest równoważne ze zdradą małżeńską. A dla normalnie myślącego faceta to taka sama atrakcja jak dla  laryngologa oglądanie zaropiałych migdałków  w gardle. Nie wykluczam, że są i inaczej myślący i postępujący ginekolodzy - w końcu każdy z nas jest inny. W przetrwaniu tych  wszystkich zawirowań życiowych ogromnie pomogli mi moi rodzice. Trochę za wcześnie odeszli,  ale ja  przyszedłem na świat gdy już byli 20 lat po ślubie. 

Nie jestem związany z jakąkolwiek kobietą,  chyba jestem trochę niedzisiejszy. Od lat przyjaźnię się z Adelą - byłem w niej wręcz  zakochany, o  czym wie Emil. Ale ona wtedy była  z kimś,  a potem niestety  dla  mnie, spotkała Emila. I teraz kocham ich oboje, są moimi przyjaciółmi. A tę malutką księżniczkę wprost uwielbiam. Może to irracjonalne co ci teraz powiem, ale podobnie jak  Adela uważam, że wszystko co nas spotyka ma jakiś ukryty sens - spotkałem ciebie i ty, nie znając  mnie  wcale, ogromnie  mi pomogłaś, a wcześniej pomogłaś Emilowi i jego rodzicom. Ale pomijając tę kwestię - podobasz mi się ogromnie, rozczula  mnie  twa  dobroć i  delikatność. Martwi mnie trochę twoje zdrowie, ale  zrobię co tylko będzie w mojej mocy byś wydobrzała  w stu procentach. Mam tylko jedną prośbę do ciebie - pytaj mnie o wszystko co ci się wydaje niejasne  w moim postępowaniu, mów dużymi, drukowanymi literami o wszystkim co ci się nie podoba z tego co robię i mówię. Bez tego nie ma prawdziwej przyjaźni ani i innego uczucia. Wiem , że nie jestem zbyt porywającym facetem, że za mało mówię kobietom komplementów, że może  zbyt dużo pracuję. Teraz jednak już mniej niż kiedyś i mam zdecydowanie dużo mniejszą "nerwówkę" niż wtedy gdy miałem własną praktykę. Własna praktyka to szalenie  duże obciążenie psychiczne. Odpowiedzialność za zdrowie pacjentów jest taka sama czy na własnej praktyce czy w jakiejś przychodni publicznej  czy też w  szpitalu, ale odpadła  mi troska o to by było odpowiednie zaopatrzenie gabinetu w środki potrzebne  do mojej pracy. Tu już nie muszę się  tym martwić.

Wanduś, a ty chciałaś przed  tą swoją chorobą przyjść do mnie na  wizytę, potem chorowałaś a ja z kolei szybko zlikwidowałem gabinet. Możesz mi powiedzieć  co było przyczyną, że chciałaś przyjść na wizytę?

Wanda  dość  długo  milczała,  w końcu powiedziała - spotkałam się z niewidzianymi dawno koleżankami ze studiów i  dałam się namówić  na imprezę  weekendową, która była na działce rodziców jednej  z nich. Było też kilku kolegów  z roku. Większość koleżanek i kolegów już w  związkach, niektórzy już z przychówkiem. Ale na działkę do Ewy  wszyscy przyjechali bez swych "drugich połówek". Gdy wyraziłam swe  zdziwienie, to się dowiedziałam, że jestem mocno opóźniona w rozwoju społecznym, bo nie  ciąga się  swoich żon i mężów na  spotkanie  z kolegami i koleżankami z dawnych lat. Było sporo alkoholu, ale wódki nie  było. Wypiłam , z tego co pamiętam, dwa kieliszki wina, nawet jadłam jakieś kanapki, trochę tańczyłam i  urwał mi  się film.  Ocknęłam się w niedzielę, we własnym łóżku, przy którym na fotelu spał jeden z moich kolegów. Głowa mi pękała  z bólu i nijak  nie mogłam pojąć jak ja tu  dotarłam i co robiłam. Wstałam, co go wcale nie obudziło, poszłam do łazienki, potem zrobiłam kawę i wróciłam do pokoju. On nadal spał. Obudziłam go i spytałam skąd  się tu  wziął, bo nie pamiętam bym go do siebie  zapraszała. Stwierdził, że znalazł mnie około trzeciej nad  ranem niemal nieprzytomną na schodkach z tyłu domku i na  szczęście  miałam ze sobą torebkę a w niej dokumenty i klucze od  mieszkania,  więc mnie  zgarnął, a że był niemal całkiem trzeźwy bo tylko piwo pił, to mnie odwiózł do mojego domu.  Pewnie trafiłaś na kieliszek wina z jakimś prochem- powiedział- i zapewne był  to przypadek. Pierwszy i ostatni raz  byłem z tą bandą. Ponieważ normalnie oddychałaś nie  zawiozłem cię na pogotowie, według mnie tętno masz normalne. I gdy cię następny raz ktoś z tej bandy zaprosi to może lepiej  nie przyjmuj zaproszenia. W każdym razie ja na pewno więcej się z nimi nie  spotkam.  I nie  zgłaszaj lepiej tego na policję, bo jest więcej niż pewne, że policja będzie  zdania, że jesteś po prostu ćpunką i  sama coś łyknęłaś popijając procha  winem. Mówił mi Zbyszek R., że oni dość regularnie tu imprezują,  a że działka na uboczu to ani hałas ani pałętające się nocą osoby  nikomu nie przeszkadzają. 

No i  zgodnie z jego radą nie zgłosiłam tego na policję - tym bardziej, że nie miałam żadnych dowodów własnej "niewinności".  Po jakimś czasie  do  mnie  dotarło, że może to była pigułka  gwałtu i  zaczęłam się zastanawiać, czy  nie  byłam zgwałcona.  No i chciałam pójść z tym do jakiegoś lekarza i pomyślałam o tobie, ale siostra twierdziła,  że ty już nie przyjmujesz nowych pacjentek. I tylko zrobiłam prywatnie badanie czystości, ale wszystko było w porządku. A niedawno pomyślałam, żem już dość leciwa jak na  dziewictwo i chciałam chirurgicznie pozbyć  się tego fantu. No ale zachorowałam, a potem  ty przestałeś praktykować. Jak widzisz, niezbyt równo mam pod  sufitem, bo czekam na takiego, dla którego nie będę chwilową zabawką. 

Leszek długo milczał,  w końcu powiedział- masz bardzo równo pod  sufitem i nietrudno  mi sobie uzmysłowić, że przeszłaś przez piekło wtedy. Teraz jest dla mnie zrozumiały twój dystans i twoja wyraźna nieufność do mężczyzn. Dziękuję ci, że jednak mi  zaufałaś. I wiedz, że nigdy nie będziesz  dla mnie zabawką i nie zawiodę twego zaufania i nigdy cię  nie oszukam. Żyję już dostatecznie  długo by wiedzieć coś o życiu i orientować się we  własnych uczuciach. Bardzo, bardzo  cię lubię i chcę byśmy  się lepiej poznali i  spędzali  ze sobą znacznie  więcej czasu.

A nie zanudzisz się ze mną? Nie - nie zanudzę, ale będę pilnował byś więcej nie przyjmowała  zaproszenia na jakieś dziwne imprezy. Jesteś dla  mnie terra incognita i mam wiele do odkrywania. Tak naprawdę niemal  nic o tobie nie wiem. Nie wiem jakie książki lubisz  czytać, czy lubisz bywać w teatrze, jakiej muzyki słuchasz, jakie kolory preferujesz, co lubisz jeść na śniadanie a co na kolację, gdzie lubisz spędzać wakacje, czy wolisz morze  czy może  góry. Chcę się tego wszystkiego dowiedzieć i wiele innych rzeczy, bardziej intymnych. Już wiem, że lubię twój dotyk, jest dla mnie kojący ale i podniecający. Mam ogromną ochotę zanurzyć ręce w twoich rozpuszczonych  włosach,  w których naprawdę jest ci  ślicznie. Chcę ci się przyglądać  z bliska gdy się kąpiesz, podglądać  cię gdy  śpisz i zastanawiać  się co  ci się śni. Chcę poznać smak twoich ust, poznać dotykiem krągłość twych  piersi, być z tobą tak blisko by czuć bicie twego serca, być z tobą i w tobie. Pozwolisz mi na  to wszystko? Wiem, że chwilami przynudzam, ale na pewno będę mniej przynudzał zajęty poznawaniem  ciebie. Po raz pierwszy od wielu lat jestem zdecydowany spróbować ułożyć sobie życie od  nowa. Jak dotąd to jesteś jedyną kobietą od chwili mojego rozwodu, której to wszystko powiedziałem. I właściwie w ogóle jedyną. Nigdy nie myślałem tak o byłej i nigdy jej czegoś takiego nie powiedziałem.

Jeszcze nikt mi czegoś tak cudownego nie powiedział - wyszeptała  Wanda.  I wierzę, że mówisz szczerze. Czy  wiesz, że od chwili gdy zacząłeś tę rozmowę ani na  moment nie przestałeś mi patrzeć prosto w oczy? Czuję się tak, jakbym siedziała w twoim mózgu. Ja też chcę byśmy się bliżej poznali, a o tobie  wiem tylko, że jesteś bardzo dobrym specjalistą, że twoja praca  naukowa jest szalenie  ważna i wiem, że jesteś wielce lojalnym przyjacielem. I wiem,  czuję to, że mnie  nie skrzywdzisz. I mam straszną tremę, bo boję się, że mój brak doświadczenia może być jednak dość dotkliwy. Moja  wiedza w temacie spraw damsko -męskich jest czysto teoretyczna. I jesteś pierwszym mężczyzną z którym tak szczerze o tym rozmawiam.

Wanduś, bycie we  dwoje wymaga od  obu stron uczenia  się partnera, otwarcia oczu na niego. To, że kiedyś jakiejś kobiecie  było ze mną dobrze pod  wieloma względami nie oznacza, że tak samo będzie innej. I to właśnie  dlatego, że jest inna. Po prostu  w każdy związek trzeba  włożyć sporo dobrej  woli jeśli się  chce  by był udany i dał obojgu  szczęście. A ja  chcę byś była ze mną szczęśliwa.

                                                                             c.d.n.