sobota, 7 stycznia 2023

Lek na wszystko?- 35

 Na psychikę Aliny najlepiej podziałała wspólna rozmowa jej, Krystiana i leczącego ją lekarza. Pan doktor wprost powiedział Alinie, żeby przestała histeryzować, bo stan psychiczny też ma znaczenie. Na razie niech cierpliwie łyka przepisane tabletki hormonalne, które jej zapisał, a organizm na pewno na nie zareaguje po jakimś czasie. Jeżeli w przeciągu roku, a nawet półtora roku, nie będzie  ciąży to wtedy porobi  się dodatkowe badania, które nieco rozjaśnią sytuację. A ponieważ to będą jednak dość inwazyjne badania, to nie ma  się do czego spieszyć. Poza tym poradził Alinie, by jak najczęściej brała udział w opiece nad bratankiem swego męża i przestała idealizować stan posiadania dziecka jako najbardziej pożądany. Bo jakoś tak  się zdarza, że bardzo wiele tych pań, które tak szalenie  chciały wreszcie  mieć dziecko, po porodzie wpada w depresję poporodową i są szalenie zaskoczone tym, że wcale to nie jest stan "najwspanialszy pod słońcem". 

 Krystianowi podobało się porównanie, którego użył lekarz - "bo z posiadaniem dziecka jest  trochę tak jak z wyborem na podstawie reklamowego folderu miejsca  na letni wypad nad  ciepłe morze - na zdjęciu jest piękny hotel, obok duży basen, dodatkowo fotografia kawałka plaży należącej do tego hotelu i fragment  karty dań - w sumie niemal Eden. A potem przyjeżdża się na miejsce i człowieka zatyka ze zdziwienia, bo to nieduży hotelik chociaż jego nazwa "Imperator" lśni  złoconymi literami, basen owszem jest,  ale nie w wymiarze basenu olimpijskiego, kawałek własnej  plaży też jest, ale nie 50 metrów od  hotelu  ale 200 metrów  i nie ma leżanek a są leżaki - w sumie też na "L". A przy obiado - kolacji większość turnusu zastanawia się czy niedogotowany makaron im  zaszkodzi czy może jednak nie". Pana szwagierka zastanawiała  się z kolei na każdej niemal  wizycie  co może pójść nie tak z kolejnym  miesiącem  ciąży i porodem. No i troszeczkę jej obawy  się spełniły, bo potrzebna  była interwencja chirurgiczna. No ale widziałem niedawno malca - świetnie  się rozwija, a pani Teresa już dawno przestała  się zamartwiać.

Krystian się dyskretnie uśmiechał i potakiwał  głową. Mój bratanek to bardzo cywilizowany niemowlak- powiedział - Teresa chyba wszystkie  swoje rozterki bardzo głęboko ukrywa, bo maluszek z jednakowym entuzjazmem wita każdego członka  rodziny, tak  samo szybko zasypia w jej ramionach jak i naszego taty lub własnego ojca. Niedawno był znajomy mego brata, Niemiec, więc mówił do małego po niemiecku, ale to wcale małemu nie przeszkadzało, przyglądnął się nowej twarzy nieco dłużej, ale nie płakał i  fikał nóżkami z radości gdy ten obcy pan do niego zagadywał. To naprawdę bardzo udany malec.

No właśnie -takie maleństwa  są mocno wyczulone na to, czego nie widać- na atmosferę w domu. Nerwy, niepokój trzeba trzymać w oddaleniu od niemowlaka. Każdy stan emocjonalny matki odbija  się na dziecku - również  wtedy gdy jest ono jeszcze w jej łonie. I dlatego, pani Alino, proszę uczyć  się od pani Teresy nie tylko praktycznej  strony opieki nad  dzieckiem ale i tej  niewidocznej - emocjonalnej. Bo to, że pani pragnie  dziecka to jedno, ale tego samego musi pragnąć pani organizm. A zapragnie gdy wszystko będzie  w nim  w należytym porządku. 

Szkoda, że moja  mama już nie żyje i nigdy  mi nie  powiedziała  dlaczego miała takie kłopoty z rozrodem - stwierdziła Alina. Lekarz uśmiechnął się i powiedział- niewiele więcej pani by się od mamy swojej dowiedziała- po prostu wtedy nie było jeszcze  wiadomo zbyt wiele o przyczynach bezpłodności, nie leczono kobiet hormonami. My nadal jeszcze wielu rzeczy nie wiemy, ale z roku na rok jest postęp i mamy już in vitro, co zaliczam do sukcesu. Myślę, że  z roku na rok zakres naszej wiedzy będzie  coraz większy, badania  trwają cały czas, ciągle  dowiadujemy się czegoś  nowego o  ludzkim organizmie, który jest niesamowicie wprost skomplikowaną maszynerią.

Gdy wyszli od lekarza Alina przytuliła  się do Krystiana i powiedziała- dziękuję ci, że masz dla mnie tak wiele  cierpliwości i  wyrozumiałości. Postaram się nie  wpadać  z byle powodu w panikę. Po prostu zaczęłam się obawiać, że jeśli nie uda mi  się urodzić dziecka to mnie po prostu zostawisz i odejdziesz do innej, która urodzi  dziecko. Bo przecież powiedziałeś, że chcesz, żebyśmy mieli  dziecko.  

No zgoda - chcę, żebyśmy  mieli  dziecko - powiedział Krystian,  ale to nie oznacza, że jeżeli któreś z nas nie będzie zdolne do przekazania swych genów to mamy się rozstać. Czy mam rozumieć, że gdyby moje plemniki były do niczego to ty odeszłabyś ode mnie? Zrozum  wreszcie, że dla mnie najważniejsza jesteś  ty, a nie kwestia posiadania dziecka. Dziecko  może być tylko miłym dodatkiem. Głupiątko  moje- zakochałem  się w tobie w kilka minut, chociaż  to brzmi irracjonalnie. Ale tak właśnie  było. Zawsze ty będziesz  dla  mnie na pierwszym  miejscu a dziecko na drugim. Po prostu musisz uzbroić się w cierpliwość, słuchać pana doktora i przestać głupio  myśleć, że jeśli nie urodzisz dziecka to ja cię zostawię i znajdę inną, która mnie obdarzy dzieckiem. Przyjrzyj się dobrze ile czasu pochłania opieka nad  dzieckiem i jak w sumie jest to monotonne zajęcie. Nie musimy się sprężać byś jak najszybciej urodziła - bylebyś to zrobiła jeszcze przed  czterdziestką. Pobądźmy jeszcze trochę bez  dziecka - jak ci tak tęskno to posiedź kilka dni z rzędu z Teresą, zostań z Aleksem by mogła  się wybrać swobodnie  do fryzjera lub na dalsze  zakupy. Oczywiście będziesz miała tatę w odwodzie, ale  sprawdź, czy to na pewno sama radocha taki niemowlak.

Weź jeszcze pod uwagę fakt, że Kazik , w przeciwieństwie do  mnie poświęca więcej czasu domowi niż ja, bo ja nawet gdy jestem fizycznie w  domu to zawsze pracuję - po prostu łatwiej mi się skupić w domu niż poza domem, w którymś ze służbowych pomieszczeń. Pracuję wtedy wydajniej bo nic ani nikt mnie nie rozprasza. Poza tym Kazik pracuje w odgórnie ustalonych godzinach a ja w bardzo różnych. Podejdź do kwestii posiadania dziecka bardziej na luzie - jeśli jest nam dziecko "pisane" to będzie, uświadom sobie, że niestety nie na  wszystko mamy realny wpływ. Jest cała masa przypadków gdy z medycznego punktu widzenia para powinna spłodzić dziecko - jedno i drugie zdrowiutkie, wszystkie wyniki super, a dziecka wciąż nie ma. A najgorsze w tych przypadkach są rodziny tych par, które tylko roztrząsają wciąż ten problem na forum rodzinnym, nie zastanawiając się, że to tej parze w niczym nie pomaga. Może to śmieszne, że ja, w  sumie wielce racjonalny facet wierzę w przeznaczenie, które sprawiło, że pojechałem ci na ratunek, gdy nie mogłaś się wtedy wydostać z Otrębusów. Kazik i Teresa też byli sobie przeznaczeni, chociaż jedno i drugie było na początku w związku z innym partnerem. A teraz jedziemy do domu czy do Kazików?- spytał. 

Na chwilę do Kazików, bo kupiłam dla Aleksa wytworny kombinezonik  w krateczkę czerwono-zieloną. No i przy okazji powiem  Teresie o dzisiejszej wizycie, bo mówiłam, że dziś mamy być u lekarza. I tata się ucieszy, że byłam u lekarza razem z tobą. Kiedyś mi powiedział, że bardzo  mu się podoba, że teraz para razem chodzi do lekarza. Wiesz, tata Teresy to bardzo nowoczesny tata, mój taki nie był -  zawsze mówił, że dzieci, ryby i baby głosu  nie mają i nie włączał mamy do niczego. A gdyby włączył, to zapewne nie straciłby tyle pieniędzy przez swoją siostrę i nie wszedłby do spółki z facetem, który zadłużył firmę. Ojciec  wszystkim wierzył, tylko nie własnej żonie. A mama od początku twierdziła, że spółka z tym człowiekiem nie jest dobrym pomysłem. Ale ojciec "wiedział lepiej". Wszystko wiedział lepiej - od lekarza też był mądrzejszy. Twierdził, że ma  tylko zapalenie pęcherza, tylko lekarz  jakiś nieudacznik, bo twierdzi, że to prostata i on na żaden zabieg nie pójdzie. A gdy wreszcie dotarło do niego, że to jednak przerost prostaty, to już nie było ratunku, to był rak. Popatrz, wiedział że się już z tego nie wygrzebie i ani słowem nie pisnął mamie i mnie że jest sejf i w nim dokumenty i reszta złota z warsztatu. Dobrze, że chociaż ten dom przepisał na matkę w ramach  darowizny- dzięki temu nie musiałam się nim  dzielić z jego siostrą. Dobrze, że Teresę zaciekawiło dlaczego taka brzydka serwetka leży na półce. A przepraszała  mnie ze sto razy, że ją odsunęła. Nie  lubiłam tej serwantki i tych figurek porcelanowych i nigdy jakoś nie wpadłam na to, że na tej półce leży serwetka, a na tej wyższej nie. A ją to zaciekawiło. Zawsze była bardzo dociekliwa. Mama na pewno nie wiedziała, że szafka  kryje sejf. Bo gdyby wiedziała to by mi na pewno powiedziała, gdy ją pogotowie zabierało do szpitala. Czuła, że już nie wróci do  domu, w windzie szpitalnej zdjęła z rąk pierścionki, zegarek i obrączkę i kazała mi zabrać to do domu, bo ona może w każdej chwili umrzeć i wtedy te rzeczy mogą zaginąć. Przeżyła jeszcze prawie miesiąc, co nawet lekarzy dziwiło, a mnie się wciąż wydawało, że się z tego wygrzebie. A Teresa to powinna pracować w dochodzeniówce - dociekliwa jest niebywale, ale nie wpadła na to, że ją Robert zdradzał. A może zaczął dopiero wtedy, gdy mu powiedziała, że ona nie chce z nim jechać na placówkę do Moskwy. Wiesz, on  miał nawet dość osobliwe poczucie  humoru- twierdził, że on przecież ją kocha, a na stole w trakcie tej gadki leżały jego zdjęcia gdy leży na tej blondynce. 

Nigdy nie lubiłem Roberta- powiedział Krystian- taki zarozumiały bubek był  z niego. I zawsze mi wypominał, że jestem od  niego młodszy, zupełnie jakby to miało jakiekolwiek znaczenie. Po rozwodzie Teresa mu powiedziała, że jeśli kiedykolwiek do niej zatelefonuje czy też postara  się z nią zobaczyć to ona postara się o to, by miał zakaz zbliżania się do niej. Jego chyba jednak nie ma w Polsce, na razie jest cisza i spokój, pewnie go jakaś kobietka dorwała. Może nawet któraś z Rosjanek.

A skąd ty go znałeś? - spytała Alina. A stąd, że moi rodzice i Teresy to byli dobrzy znajomi i siłą rzeczy znaliśmy  męża Teresy. Robert rocznikowo jest młodszy od Kazika a starszy ode  mnie. A wiesz dlaczego mam na imię Krystian? Nie wiem, nikt mi o  tym nie mówił- stwierdziła Alina. No bo Kazik chciał mieć koniecznie siostrzyczkę i już nawet wybrał dla niej imię - Krystynka. Pewnie miał w przedszkolu jakąś koleżankę Krystynkę, którą lubił.  No i ponieważ był bardzo rozczarowany,że nie urodziła  się dziewczyna rodzice nazwali mnie Krystianem. Dobry numer - zaśmiała  się Alina. Kazik się bardzo bał, że jeśli urodzi się  chłopak, to będzie  mu zabierał jego samochodziki. I podobno  wtedy , gdy już byłem w domu pokazali mu, że primo- ja  wciąż jestem w beciku, że tylko jem i śpię i że nawet najmniejszego samochodziku nie wezmę do ręki, bo nawet za palec go nie chwyciłem, chociaż palec pięciolatka nie  miał dużego obwodu. No ale imię mi zostało. Teraz się obaj z tego zaśmiewamy. Jednak różnica pięciu lat w okresie dzieciństwa to spora różnica.  Ale wychowali nas tak, że Kazik nigdy  nie był o mnie  zazdrosny, bo jak twierdzi to nigdy mu nie kazano by mi w czymś ustąpił, bo ja jestem malutki. Podobno uczyłem się chodzić trzymając się jego za ubranie.  A on wtedy bardzo uważał żebym się nie przewrócił.A ja byłem zawsze dumny i blady, że mam starszego brata. I to on mnie wielu rzeczy nauczył, między innymi jazdy na  trójkołowym rowerze, potem na  normalnym. I   bardzo się cieszę, że Kazik zakochał się w końcu w Teresie i że są małżeństwem. Szkoda  tylko, że nie stało się to za życia rodziców. Też by się cieszyli.

                                                                  c.d.n.



poniedziałek, 2 stycznia 2023

Lek na wszystko? - 34

 Prawie dwa miesiące później do Polski przyjechał służbowo Kurt. Był zachwycony  małym Aleksandrem, Teresą, ojcem Teresy, posiłkami, które wcale nie były jakieś wymyślne,  ale po prostu bardzo smaczne. Zachwycał  się,  że malec nie płacze na widok obcej twarzy. Bardzo chciał zapłacić za mieszkanie przez ponad tydzień w mieszkaniu ojca Teresy, ale Kazik zagroził, że w takim razie on zwróci jemu pieniądze za okres, gdy przez  miesiąc mieszkał i "dożywiał się" u Kurta i jego żony, nim znalazł dobre mieszkanie dla siebie. Z Teresą Kurt dogadywał się po angielsku,  z ojcem Teresy po niemiecku, do Aleksandra mówił po niemiecku, ale tyle  było w jego głosie  ciepła, że maluszek zaakceptował go całkowicie. Codziennie Kurt kontaktował się z żoną i dziećmi. 

Zaprosił ich wszystkich,  by najbliższe wakacje spędzili w Niemczech, w domku letniskowym nad jeziorem. Zaproszenie uwzględniało również obecność  Krystiana i Aliny.  Rodzice Kurta i on wraz  z żoną mieli całkiem spore dwa domki letniskowe. Jeden z domków odnajmowali często letnikom - domek był z pełnym wyposażeniem, łącznie z pralką, lodówką, kuchenką indukcyjną z piekarnikiem. Śmieli się  wszyscy, że Kurt przełamuje stereotypy o złym Niemcu, a  Kazik z Teresą są wizytówką nowego już pokolenia. Rozumiał dobrze, że nie jest łatwe podjęcie ad hoc decyzji o zmianie miejsca zamieszkania na stałe. Ale ponieważ znał dobrze  Kazika od  strony  zawodowej, bardzo mu  zależało na tym by Kazik podjął pracę w spółce, której był udziałowcem. Rozumiał też, że bracia są ze sobą  bardzo zżyci i to też może być przeszkodą w przeprowadzce Kazika z żoną i dzieckiem  do Niemiec, chociaż odległość na trasie Berlin -Warszawa można było pokonać w kilka godzin samochodem. Zdaniem Kurta taki pobyt na  wakacjach nie   zorganizowanych pozwoli Teresie lepiej poznać  "zwykłe  życie  w Niemczech", bo najlepiej  gdy ktoś  poznaje   nowe  warunki na  własnej  skórze. 

Gdy Kurt zakończył  swą wizytę w Warszawie, Teresa  powiedziała  do Kazika, że nie  spodziewała  się,że Kurt to taki miły i bezpośredni facet. Ale ona jednak wolałaby jednak pozostać w  Polsce niż emigrować, nawet jeśli pojedzie  z nimi tata. Bo wiadomo, że "przesadzenie" Krystiana na grunt  niemiecki wcale nie byłoby proste, musiałby mieć jednak uprawnienia wystawione w Niemczech,  a nie te polskie. A to niestety  nie jest kwestia  opanowania  tylko języka  ale i spraw  merytorycznych. A ona nie chce  by się rodzina   rozdzielała.  Nareszcie  ma rodzinę w całości  i nie marzy  się jej by się rozdzielili, co na początku będzie konieczne i wcale nie jest  wiadomo jak długo by taki stan trwał. Na wakacje - owszem- mogą pojechać. 

W pół godziny później Teresa powiedziała do Kazika - przepraszam cię, podeszłam do tego wszystkiego bardzo  egoistycznie, a przecież ty byś tam pracował w  swoim zawodzie,  a tu chyba jednak nie  za bardzo możesz  się spełnić zawodowo.  Zrobimy tak, żebyś ty mógł wreszcie robić  w pracy to co da ci zadowolenie, a nie tylko pieniądze.  Kazik ją  mocno przytulił i powiedział - zrobimy tak, żeby nam wszystkim było naprawdę dobrze - ja też  wolę byśmy nie wyjeżdżali z Polski i nie rozdzielali  się z Krystianem i Aliną. A przejście do tego warsztatu może okazać  się całkiem ciekawe, bo jest plan by robić również  diagnostykę pojazdów. Po prostu wszystko razem przeanalizujemy. Krystian mi wspominał, że on z kolegami  chcą założyć kancelarię  adwokacką i gotów jest nawet  zająć  się sprawami rozwodowymi, bo tych  spraw jakoś  wciąż nie brak. I  nie mów o sobie, że masz podejście  egoistyczne do tematu - ja też wolę  byśmy tu zostali i  nie  musieli wyjeżdżać.

W kilkanaście  dni po wyjeździe Kurta, dość niespodziewanie, bo w godzinach  przedpołudniowych zatelefonowała  do Teresy Alina z zapytaniem, czy  może "teraz-zaraz" przyjść do Teresy na rozmowę. Teresa poprosiła, by Alina  przyszła  dopiero  za pół godziny, bo aktualnie to ona karmi małego, taty nie ma  w domu bo wybrał  się do biblioteki, więc nie chciałaby przerywać karmienia  na otwieranie  drzwi. Ale jeśli ma ich klucze i  sama sobie otworzy bramę i mieszkanie i zaczeka w drugim  pokoju, to może przyjść od  razu. No ale okazało się, że klucze od  ich mieszkania to stale  nosi przy sobie Krystian, no ale on jest  aktualnie  w pracy. 

Teresa  była  zdziwiona nagłością owej wizyty, zwłaszcza, że były to godziny pracy. Alina dotarła do Teresy nie  za pół godziny a dopiero za godzinę. Mały  był już najedzony i "obrobiony" i spokojnie już drzemał po jedzeniu.

Gdy Teresa zobaczyła  na progu  mieszkania Alinę to pomyślała, że  jej przyjaciółka chyba jest chora. Alina była bledziutka, oczy  miała podkrążone i zaczerwienione białka, włosy nieco potargane. Co ci jest-spytała Alinę. Mnie? - spytała  głupio Alina- mnie  nic, ale Krystian mnie wkrótce  rzuci i będzie  miał rację. Na cholerę mu bezpłodna baba. No a skąd wiesz, że jesteś bezpłodna? taką opinię lekarz  wydaje po wielu miesiącach różnych badań i po dwóch latach bezskutecznych starań  się o zajście w ciążę. A  z tego co wiem, to chyba jeszcze pół roku nie minęło i chyba jeszcze żadnych badań nie robiliście. Poza tym w dzisiejszych  czasach kłopoty z poczęciem  dziecka rozkładają się po 50% na obie strony - mężczyźni w tym samym  stopniu za to odpowiadają co i kobiety. Mają coraz gorszej jakości nasienie i mit, że to tylko wina kobiety, że nie  zachodzi w ciążę już od dość dawna upadł, tylko jakoś to wszystko nie dotarło jeszcze do ludzkich mózgów. 

Do mózgu Krystiana już dotarło - stwierdziła Alina - zaczął bardziej o siebie dbać: regularnie je, nie zarywa nocy na pracę i robił już dwa razy badania - to drugie badanie udowodniło mu, że warto jednak dbać o siebie, bo wyniki tego drugiego badania już są dużo lepsze.  A u mnie wyszła  niewydolność ciałka żółtego - na razie tyle wiadomo. W określonej chwili  cyklu będę brała przez dwa tygodnie progesteron,  a jeśli nadal nic to nie pomoże to może się to skończyć inseminacją lub in vitro, oprócz leczenia hormonalnego. Bo bez tego wspomożenia hormonalnego mojego organizmu nic się nie uda. Nie jestem jakimś wyjątkiem, leczących  się z powodu bezpłodności par jest coraz  więcej. Zwłaszcza w tak  zwanych krajach "rozwiniętych."  Jesteście z Kazikiem szczęściarzami - udało ci  się zajść w ciążę bez jakiegoś sterowania hormonalnego. 

No tak - zgodziła  się z nią Teresa. Ale z kolei poród był skomplikowany- nie można uznać że był wielce udany - całe  szczęście, że rodziłam w dobrej klinice i że prowadził mnie dobry, doświadczony lekarz, który nie  czekał na cud. Dzięki temu Aleks nie urodził się przyduszony pępowiną. My już raczej nie będziemy mieli drugiego dziecka, bo zapewne też musiałoby być wydostawane operacyjnie. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że nasza Ziemia zaczyna w określony sposób sama regulować poziom zaludnienia. Coraz więcej par ma trudności z rozrodem.  Mój pan doktor zawsze mówi, że trzeba szanować postanowienia naszego organizmu - to nasz organizm sam decyduje czy nadaje się do powielenia, czy może jednak nie. Bo chociaż się bardzo staramy to nie wiemy jeszcze  wszystkiego o tym jak funkcjonuje to bardzo skomplikowane urządzenie zwane żywym organizmem.

A ty nie histeryzuj - Krystian nie ma zakutego łba - jak widzisz dotarło do niego, że wszystko to co my robimy ma  wpływ na  nasz organizm. I na pewno nie porzuci cię tylko dlatego, że nie możesz  zajść w ciążę. Nie przeszłaś jeszcze wszystkich badań. Być może, że wzmocnienie tego ciałka żółtego da szybko dobry efekt. Ale licz  się i  z tym, że sama ciąża to mało zabawne zajęcie i wierz  mi - nie doznawałam z racji ciąży stanu  euforii, raczej wściekłość, że muszę o siebie dbać. A i tak byłam szczęściarą, nie miałam mdłości porannych, brzuch mi wyskoczył dopiero w siódmym miesiącu, nie puchły mi nogi i ręce, niemal do tygodnia przed porodem mogłam korzystać z seksu - no co tak oczy wytrzeszczasz? Ciąża nie była  zagrożona, lekarz zezwolił. Pamiętaj o tym, że ciąża to średnia frajda - musisz wtedy cały czas dbać i o to małe co masz  w brzuchu i o siebie i nie wpadać  w histerię co pięć minut, bo te histeryczne zachowania źle robią małżeństwu. Facetowi nie zmienia się, tak jak nam, zestaw hormonów z okazji ciąży żony. Jak chcesz  to przejrzyj  sobie kilka moich książek - mam całkiem sporo dobrze napisanych książek o ciąży i porodzie. I trzymaj je  na wierzchu, w dobrze  widocznym miejscu, to na pewno zajrzy i  do nich Krystian. On to zupełnie jak Kazik - nie może przejść obojętnie obok książki, która leży na wierzchu. A im więcej sobie  poczyta o ciąży i porodzie tym lepiej dla ciebie. Bo wtedy do nich dociera, że nasze zachowanie podczas ciąży i porodu jest w sporym stopniu sterowane hormonami. I zabieraj go zawsze do swego lekarza-ginekologa. Ten mój bardzo ceni facetów, którzy biorą czynny udział w  życiu żony,  zwłaszcza ciężarnej żony. 

I - tylko się nie śmiej - wytłumacz sama sobie, że los jest cholernie złośliwy -  im bardziej czegoś pragniesz tym trudniej ci to osiągnąć. Po prostu uwierz  mi -im mniej czegoś pragniesz tym szybciej cię to spotka. Przestań się nakręcać, że bardzo, bardzo chcesz  mieć dziecko. Będzie to dobrze, zdążysz  się zastanowić  co dalej gdy wszystkie starania medyczne zawiodą. Zacznij podchodzić do życia jak Hindusi - będzie co ma  być, każdy ma gdzieś zapisaną swoją ścieżkę losu i ona z jakiegoś powodu musi się spełnić. Może masz jakąś ukrytą wadę swego organizmu i nie jest dobrze, by ona  dalej krążyła w twojej rodzinie. I nie  zapomnij powiedzieć lekarzowi, jeśli jeszcze tego  nie mówiłaś, jakie kłopoty z rozrodem miała twoja mama. To nie był zapewne "dopust Boży" tylko wtedy jeszcze  nie rozpoznawalne wady, które nie powinny być przekazywane następnym pokoleniom.

Jak na razie najwięksi filozofowie nie wymyślili dlaczego tak jest. Ja poszłam na łatwiznę - połknęłam i przyswoiłam  sobie pojęcie  reinkarnacji. Nie będę ci robiła wykładu, o wszystkim możesz sobie poczytać. Jak sama wiesz, każdy ma własną interpretację tekstu, który czyta. To trochę jak z odbiorem kolorów - to bardzo indywidualny odbiór. I wiesz  co? Krystian jest na tyle mądrym i empatycznym facetem, że o tych swoich wszystkich obawach możesz z nim szczerze,  spokojnie porozmawiać. Okaż mu trochę więcej zaufania, podziel się z nim  swymi lękami. My z Kazikiem mówimy sobie o wszystkim i to jest bardzo, bardzo fajne. To sprawia, że nie  szukamy kogoś, komu chcielibyśmy się zwierzyć ze swoich lęków. Przez całe moje małżeństwo z Robertem i przez jego małżeństwo z Anką zwierzaliśmy się sobie  ze wszystkich swoich problemów, bo ani ja  ani on  nie mogliśmy tego powiedzieć swoim połówkom, bo zaraz były dzikie awantury.

Ale on jest tak strasznie zapracowany, że nie mam odwagi zawracać mu dodatkowo głowy  moimi lękami - tłumaczyła Teresie Alina. No ale jeśli mu tego  wszystkiego nie powiesz to problem będzie  tylko narastał i w pewnej chwili zacznie to wszystko rzutować na  wasz  związek. Przemyśl to sobie - tracimy kogoś nie tylko dlatego, że ktoś inny wpadł mu  w oko ale i dlatego, że nie potrafimy mu w stu procentach zaufać. A tak  się składa, że Krystian cię bardzo kocha i jestem pewna, że zrozumie cię. Po prostu spróbuj z nim porozmawiać o tym wszystkim o czym dziś powiedziałaś mnie. On jest właściwszym adresatem niż ja. To dotyczy w znacznym stopniu jego, nie mnie. Gdy z nim to wszystko omówisz to wtedy my we dwie możemy sobie o  tym pogadać i pozachwycać  się jakich  fajnych mamy facetów. Krystian i Kazik wychowali się w domu pełnym miłości i  szczerości. Naprawdę zostali świetnie obaj wychowani.

                                                            c.d.n.

piątek, 30 grudnia 2022

Lek na wszystko?- 33

 Ale na dole nikt nie  czuł się urażony faktem, że Teresa tak  długo plotkowała z Frankiem. Ojciec  Franka opowiadał z humorem jakim  to był złym mężem, bo nie chciał się przenieść do miasta i zmienić się z agronoma w jakiegoś innego specjalistę. Krystian starał  się wytłumaczyć starszemu panu, by ten  jednak ujął istniejącą  sytuację w ramy prawne i przeprowadził rozwód. Bo w życiu tak jakoś  bywa, że takie "poplątane" sytuacje w pewnym  momencie  bardzo utrudniają i komplikują życie. No ale ja przecież nie mam najmniejszego zamiaru żenić się, więc ten  rozwód mi nie będzie potrzebny- zapewniał Krystiana starszy pan. Na samą  myśl, że miałbym się z nią spotkać w sądzie robi mi się niedobrze - stwierdził. 

Ale wcale nie musi  pan  się z nią spotykać w sądzie-zamiast pana spotka się w sądzie  z tą panią pański adwokat. Moja bratowa w ten sposób się rozwiodła ze swoim mężem. Zamiast niej ja stawałem w sądzie. I co?-zainteresował się starszy pan. Ach, to była tak ewidentna sytuacja, tak niepodważalne dowody, że wystarczyła jedna rozprawa. Myślę, że w pana przypadku, gdy jest tak wieloletni rozpad  związku to też będzie  sprawa krótka, nawet jeśli macie państwo jakiś wspólny majątek. 

Majątek  wspólny był kiedyś, ale został już dawno sprzedany, a pieniądze rozdzielone. Ja za swoją część kupiłem kawałek ziemi i jest zapis testamentowy na syna. Jeść ta ziemia nie woła, mam dzierżawcę. Zaciekawił mnie pan, muszę to jeszcze przemyśleć. No i nie wiem co o tym myśli Franek. 

Franek tylko uśmiechnął się - posłuchaj  się tata pana prawnika - ja też uważam, że to śmieszne być w takim związku. Ani mama się tobą nie interesuje ani ty mamą. Na co ci fikcyjne małżeństwo? Każde z was ma własną emeryturę, jesteście w dwóch różnych miejscach  zameldowani. Macie zupełnie różne upodobania, ty lubisz wieś, a ona tylko miasto. I wiesz - mama nie wie, że mieszkam pod Warszawą a nie w Warszawie. Nie informowałem jej jeszcze o tym, bo ta wiadomość nie jest na pewno jej do szczęścia potrzebna, a mnie się nie chce wysłuchiwać po raz setny do czego prowadzi mieszkanie  na wsi.  No ale ty synu wcale  nie mieszkasz na  wsi - to jest zwykła, nieco bardziej oddalona od  centrum podmiejska osada. Przyjemnie  się  tu mieszka, znacznie  lepsze powietrze  niż w Warszawie. No i mogę sobie trochę podłubać w ziemi. Ale już są plany większego "ucywilizowania" . I lokalizacja tej parceli jest na tyle  dobra, że z latami będzie  rosła jej cena. A poza tym zupełnie nie wiem czemu tyś się do tej  pory nie ożenił. To że twojej mamie i mnie  nie ułożyło się  życie to nie powód byś ty miał żyć w kawalerskim stanie. Franek zjeżył się nieco - po co się miałem żenić, jak więcej mnie w Polsce nie ma niż jestem. Jak zmienię pracę to może wtedy pomyślę o ożenku. No to zmień pracę, w czym problem? 

W niczym nie ma problemu- niedługo czy chcę, czy  nie to zmienię pracę- likwidują nasze biuro. I, jak na razie, to przejdę do pracy, w której już nie będę ciągle służbowo podróżować. Co ty powiesz? A dlaczego zamykają waszą firmę? Tatku - czy ty wcale nie słuchasz radia, nie  czytasz gazet? Nie widzisz, że się wszystko w Polsce zmienia? Skończył się socjalizm, zaczął się kapitalizm. Paszport będzie mógł sobie  wyrobić każdy i jechać dokąd chce - byle miał pieniądze. Tyle teoria, a jak będzie naprawdę?- pożyjemy to zobaczymy. A nie ożeniłem się dotąd, bo chciałem się przeprowadzić do Maroka. No i co? - już nie  chcesz? - dopytywał się ojciec. Tato - na razie  musi mi się  coś wyklarować  z pracą. Wkrótce nie będzie  wcale wesoło na rynku pracy- raczej ponuro.

Alina, która dotąd milczała powiedziała - a ja mieszkałam pod Warszawą niemal od chwili urodzenia  się. I ten dom to jest kolejny, trzeci a może i  czwarty, w którym mieszkałam, bo rodzice zawsze tylko wynajmowali - nie chcieli mieszkać na stałe pod Warszawą - to byli warszawiacy z dziada-pradziada. Ale wyjechali pod  Warszawę gdy zbombardowano kamienicę, w której mieszkali i  zbyt późno po wojnie wrócili do Warszawy-wtedy Warszawa była  już miastem zamkniętym, a tata miał wolny  zawód, który mógł wykonywać tam, gdzie mieszkał. I automatycznie stracił warszawski meldunek. Prywatnej inicjatywy nikt w Warszawie nie potrzebował.  Jego siostra twierdziła, że nas u siebie zamelduje, ale, jak to w przysłowiu - obiecanki, cacanki i nigdy tego nie  zrobiła. Co nie przeszkodziło jej wyciągnąć od mego ojca pieniądze na "łapówki", żeby mogła nas zameldować. Dopóki chodziłam do podstawówki to dla mnie mieszkanie pod Warszawą nie było problemem, ale dojazdy do Warszawy do szkoły i do pracy dały mi  się we znaki. I nikt się mnie nie pytał czy mi się tu dobrze  mieszka, kupili ten dom. Osobiście mam dość mieszkania pod  Warszawą i wolę oddychać tym warszawskim smogiem i mieć bliżej  do pracy i do przyjaciół. Ale cieszę  się, że panom się tu dobrze mieszka i jesteście obaj zadowoleni.

A co do pana ewentualnego ożenku - zwróciła się do ojca Franka - znam pana po siedemdziesiątce, który niedawno ożenił się z panią kilkanaście lat młodszą od  siebie. Też się zarzekał, że jedno małżeństwo to mu wystarczy do końca  życia, ale gdy ta pani pojechała do sanatorium, a on został w Warszawie całkiem  sam, bo córka z mężem przeprowadziła  się do Krakowa, stwierdził, że jednak smutno samemu i dość szybko oświadczył się pani, z którą dotąd miał tylko przyjacielskie układy. I świetnie to na niego wpłynęło, wręcz odmłodniał i zaczął o siebie  dbać,  a  zakochany jest w swej  żonie po uszy - ciągle żałuje, że "tyle lat zmarnował bez niej." Widać  z tego, że na miłość i małżeństwo nigdy, dopóki  się żyje, nie jest za późno. 

Teresa i Kazik zdecydowali, że oni to już się pożegnają, ojciec Teresy jeszcze  został i miał wracać razem z Krystianem i Aliną. Tata, tylko nie pomyl się i nie pojedź do swojego mieszkania, zima jeszcze trwa- przypomniała mu Teresa. Niemal w ostatniej  chwili tata zdecydował  się, że jednak wróci do Warszawy razem z Kazikiem i Teresą. Nie chcę stracić kąpiółki Alka - dziś jest dzień jego kąpieli- a maluszek w kąpieli to cały poemat.

W drodze powrotnej Teresa opowiedziała mężowi o  czym tak długo rozprawiała z Frankiem na górze- no cóż- stwierdził Kazik. Zaczyna być ciekawie i nieciekawie jednocześnie. Krystian ze  swoim zawodem nie jest  zagrożony utratą pracy - jakoś tak  się dzieje, że w każdym systemie politycznym prawnicy mają pracę. Ja mam propozycję przystąpienia do spółki lub ewentualnie tylko do pracy u kolegi- tego co ma porządny,  z prawdziwego zdarzenia warsztat samochodowy. Poza tym Kurt przyjedzie niedługo do Polski,  zaproponowałem  mu zamieszkanie w tym czasie w mieszkaniu taty i nawet przytomnie się tatę zapytałem  czy mogę się porządzić jego mieszkaniem. Jak się tu zrobi zupełna "kaszana" to będziemy się pewnie przenosić do Niemiec - oczywiście razem z tatą.  Oczywiście powiedziałem Kurtowi, że to jest mieszkanie taty, bo tata teraz aktualnie mieszka u nas.  Tak naprawdę to wolałbym zostać w Polsce, ale zupełnie  nie wiadomo co będzie  dalej. To jest ta mniej  ciekawa strona transformacji.Cała rzecz  w tym, że przez te lata radosnego socjalizmu ludzie zupełnie są zdeprawowani. Wszystkim  się wydaje, że państwo to ma jakieś  swoje pieniądze, które powinny być ludziom rozdawane, za sam fakt, że  się na tym świecie urodzili. Nie wiem dlaczego w programie szkół nie ma jakiejś propedeutyki ekonomii. Co mi z tego, że uczą dzieci o roślinach nago- i okryto nasiennych, a dzieciak kończy podstawówkę i liceum i nie ma bladego pojęcia o tym skąd się biorą w państwie pieniądze. No przecież są licea ekonomiczne- zauważyła Teresa. Ale faktycznie - ich program nie jest zbyt rozwijający i nie wychowują biznesmenów, raczej księgowych.

Wiesz Zik, mnie to wszystko jedno gdzie będziemy mieszkać - ja tylko nie chcę byśmy się musieli na jakiś czas rozdzielić. Na pewno było wszystko łatwiejsze gdy byłeś sam - nie uczyłam  się nigdy niemieckiego, znam angielski ale nie  mogę powiedzieć, że perfekt. No i mamy dziecko, nie jesteśmy już sami. Myślę, że dopóki się da to będziemy tutaj. Dopóki ci płacą to tam pracuj. Dopóki karmię małego to nie pójdę do pracy. W planie mam rok karmienia. Gdy go odstawię to będę mogła rozejrzeć się za jakąś pracą na pół etatu. Cztery godziny dziennie, czyli w praktyce 5-6 godzin to mały może być z tatą. 

Nie, nie pójdziesz na jakiś półetat - zapominasz, że mamy na okres twojego bezpłatnego macierzyńskiego zabezpieczenie finansowe. Ja tam naprawdę zarabiałem prawdziwe i dobre pieniądze - byłem legalnie zatrudniony, zarabiałem tyle samo co niemieccy inżynierowie. Na razie wszystko będzie tak jak jest - zobaczymy co powie Kurt. Masz przecież upoważnienie do mego konta dewizowego. Na pewno nie zostawię cię w Polsce na dłużej niż trzy lub góra cztery dni. Tyle  wystarcza na rozmowy o pracy. Zresztą gdy poznasz Kurta to na pewno go polubisz i on ciebie  też. Niemcy są bardzo rodzinni. I on doskonale wie, że ja  sam bez ciebie, dziecka i taty na pewno nie będę tam przebywał. Z nim to sobie porozmawiasz po angielsku. Gdy byłaś w ciąży to proponował byśmy przyjechali do niego tak ze dwa tygodnie przed terminem i żebyś rodziła w tamtejszym szpitalu. Ale zapewniłem go, że będziesz  rodzić w prywatnej, dobrej klinice. On ma trzech chłopaków- najmłodszy to ma dwa lata. Strasznie chcieli wyprodukować dziewczynkę i już przystopowali. Oni też znają to powiedzenie "do trzech  razy sztuka"- widać nie jest im pisana dziewczynka. 

Tata pilnie słuchał całej rozmowy i powiedział - mną się kochani nie przejmujcie - mnie zależy na tym, żebyście sobie  dobrze ułożyli życie. Tato - zaoponował Kazik - ale ja sobie już nie wyobrażam, żebyśmy byli gdzieś  daleko od  ciebie. Kocham cię nie mniej niż kochałem swego ojca. Opcja, że ty zostaniesz tu, a my gdzie indziej - zupełnie  nie wchodzi  w grę. Ja nawet optuję za tym, żebyś przeniósł się do nas na stałe. Tamto mieszkanie będzie po prostu zapasowe. Jakby nie było to jest tu pięć pokoi. Jakoś czuję się spokojniejszy gdy mnie  nie ma  w domu a wiem, że ty jesteś razem z Tesią i dzieckiem.

Ale ja jej w niczym nie pomagam, nie ma takiej potrzeby. Tata, przecież tu nie idzie o pomoc. Chociaż nie da się ukryć, że liczy się nawet i to, że poturlasz  wózek po tej loggii i ona nie musi się taszczyć z wózkiem i dzieckiem zimą po tych osiedlowych uliczkach. Jak już będzie ciepło to będziecie samochodem jeździć razem do parku. Zawsze milej jej będzie z tobą niż samej. 

Tato, ja też jestem za tym, żebyś mieszkał z nami, zresztą pamiętasz- tak od  samego początku planowaliśmy, to ty wybrałeś jednak oddzielne mieszkanie. Przecież chyba widzisz sam, że ty nas w niczym nie krępujesz, a Aleks nie jest wrzaskulcem.  Cieszę się, że Zik to wszystko sam ci wyłożył - jak widzisz to jesteś kochany przez nas oboje i to małe też  cię aprobuje w pełni. A małe  dziecko to taki stworek, który czuje się pewniej im rodzina obfitsza - oczywiście tylko wtedy, gdy go rodzina akceptuje. On tak  samo dobrze  zasypia przytulony do ciebie jak i wtedy gdy go przytulam ja lub Zik. To naprawdę  świadczy o tym, że Aleks cię kocha tak samo jak nas. Alina też sobie ciebie na ojca upatrzyła, wychodzi wciąż z tobą wieczorem na spacer. Kiedyś miałeś tylko jedno dziecko, teraz masz aż pięcioro. Pięcioro?- zdziwił się ojciec. Jakim cudem? No policz tatusiu - nas troje oraz Alina i Krystian. I każde z nas uważa cię za swego tatę. Aleks jeszcze pewnie nie odróżnia- on na  razie tylko wie, że są "swoi" i jacyś inni. Do swoich to się przytula - innym się uważnie przygląda. Na szczęście na widok obcych nie  ryczy.  No a gdy Krystian z Aliną zmajstrują jakieś dziecko to będziesz miał nas sześcioro do kochania. Faktycznie- zgodził się tata.

                                                                c.d.n.


środa, 28 grudnia 2022

Lek na wszystko?- 32

 Gdy tydzień później Teresa wraz z "przyległościami" przyjechała do "posiadłości" Franka rzuciła  się w jej oczy nowość - na podwórku była utworzona Kuchnia Letnia. Kuchnia Letnia  a dookoła jeszcze  zima. Głównym jej elementem był stary piec kuchenny, w którym aktualnie palił  się ogień, a na jednym z dwóch palenisk stał oryginalny gliniany garnek tadżine, w którym już od  samego rana, na małym ogniu piekły się części kurczaka z dużą ilością warzyw i , z uwagi na Teresę, łagodnych przypraw. Kuchnia była z trzech stron obudowana  cegłami, chroniącymi ją przed  wzrokiem sąsiadów  i miała żaluzjowy dach, teraz opuszczony. 

A skąd ty wytrzasnąłeś ten piec? - dziwiła  się Alina- nie miałam pojęcia, że jeszcze gdzieś można takie piece kupić. Naprawdę cię ten piec  dziwi? - przecież stał cały czas w jednym z tych pomieszczeń na parterze. Był tylko trochę zakurzony, ale poza tym "cały i zdrowy". Ja mu tylko nogi skróciłem i palę w nim tylko drewnem, nie węglem. Nawet kominiarze  nie  mieli do niego żadnych zastrzeżeń, bo jak widzisz, stoi na gresie. Ściany tej kuchni to cegła, żaluzja metalowa. Nic łatwopalnego tu nie ma. Drewno jest przechowywane na zewnątrz. 

Marokańskie danie wszystkim bardzo  smakowało - mięso było mięciutkie i aromatyczne, no ale nic dziwnego, dusiło  się na ogniu wiele godzin. Ponieważ jak na zwykłe dla małego dziecka warunki było  jednak sporo osób, Teresa stwierdziła, że będzie karmić dziecko w kuchni, a nie  w salonie, żeby nikogo nie krępować, ale Franek zaprotestował i powiedział, że przecież na górze  są jeszcze trzy pokoje, więc będzie na pewno Teresie wygodniej i  swobodniej posiedzieć z dzieckiem w jego gabinecie, bo tam jest wygodny fotel. W związku  z tym wózek wraz  z dzieckiem został wniesiony na piętro, Franek szybko przystosował swoje biurko na "przewijak", kładąc na nim grubo złożony miękki koc i frotowe prześcieradło.

Teresę i Kazika aż niemal przytkało z wrażenia i Teresa powiedziała - jesteś Franiu niesamowity- mogłam małego przewinąć w  wózku - aż mi głupio, że ci narobiłam kłopotu. Ależ to żaden kłopot, dla mnie frajda, bo ten mały  człowieczek jest prześliczny. To niesamowite, że kiedyś każdy z nas był takim maleństwem. A poza tym to jestem twoim dłużnikiem, ale opowiem ci gdy już mały zje. 

Stary, możesz mówić teraz- stwierdził Kazik - mówisz cicho, a to małemu w jedzeniu nie przeszkadza. A ja pójdę na dół, żeby zaraz komuś  się nie  zachciało przyjść na górę do nas.  Masz spokojnie pół godziny. Pogłaskał synka po główce, cmoknął w policzek Teresę i wyszedł. Fajnego masz męża- powiedział z uśmiechem  Franek. No fakt- stwierdziła Teresa. No to mów co się urodziło. 

Franek głębiej odetchnął i powiedział - po pierwsze, to zmieniam pracę. I to w bardzo dla mnie korzystny sposób - to będzie przeniesienie służbowe do ministerstwa. Dobrze jest mieć w kilku miejscach przyjaciół. Oczywiście nie do naszego przechodzę, bo naszego właściwie już nie ma. Masz dobrego informatora. Druga wiadomość - nie złapałem kontaktu  Ismeną. Zupełnie jakby mi  się tylko przyśniła. Owszem, jest lekarz o tym nazwisku, ale to facet. Nie ma jej w żadnych wykazach lekarzy. Masz dobrą sygnalizację świetlną w głowie. CHZety - część się sprywatyzuje, część będzie spółkami i wejdą na Giełdę Papierów Wartościowych. Ja za miesiąc przechodzę. Jak to miło, że nasza centrala mikroskopijna i bez pracy nie zostanie  nagle 1000 osób, tylko poniżej 200. Gdy skończy ci się urlop wychowawczy, a praca tam będzie miała jakiś sens - to ściągnę cię do pracy. Wiesz, ta transformacja to bardzo bolesna sprawa, ale to trochę jak w medycynie - pewnych chorób nie uleczysz bez interwencji chirurgicznej. Ciekawy jestem czy gdybym teraz pojechał służbowo do Maroka spotkałbym się z Ismeną- o ile naprawdę tak miała na imię. No ale jak na razie nigdzie nie jadę. Nawet nie masz pojęcia, jak to dobrze, że to czerwone światełko zapaliło się u ciebie i że mi to wszystko powiedziałaś. Nie wykluczam, że ten kontrahent i owa Ismena są z tej  samej parafii. Aż zazdroszczę twemu maleństwu - jeszcze sporo przed nim lat bez problemów. 

No właśnie - coś czuję, że spełni się ciche marzenie Kazika, by dziecko hodowało się w domu aż do chwili pójścia  do szkoły.  Bo nie wiadomo, czy po moim bezpłatnym wychowawczym znajdę jakąś sensowną pracę. Wiesz, Kazik jest w martwej ostatnio branży i kto wie czy nie będziemy w tych  nowych realiach zmuszeni emigrować.  Chyba powinnam się zacząć uczyć niemieckiego, bo nadal Kazik ma tam kontakty. Ale  sam na pewno tam nie pojedzie. Wtedy był po rozwodzie, chciał być jak najdalej od kraju. A teraz sam na pewno nie pojedzie - umarłby z tęsknoty za dzieckiem. Nie tylko za dzieckiem - dodał Franek - za tobą też. Jesteście ze sobą bardzo mocno związani.  Jak długo się znacie? 

Oj długo, długo, ale na początku każde z nas było z kim innym w  związku. Straciliśmy w sumie furę lat- dziesięć. Przyjaźniliśmy się, nie za bardzo sobie zdając sprawę z faktu, że to miłość. On to się dawno rozwiódł i wyjechał. Na szczęście dla mnie mój mąż mnie w spektakularny sposób zdradził, ktoś, kto go chciał "upupić" to wszystko udokumentował i przesłał do mnie. Kazik pomógł mi przez to wszystko przejść i dopiero wtedy do mnie dotarło, że kochałam go od  dawna. Wiesz, gdyby mnie zostawił to bym chyba umarła. Franek roześmiał się - on nie jest typem samobójcy- z tego co widzę to nie ma na to szans- ten facet umarłby bez ciebie. Ale moim  zdaniem to bardzo dobrze, że tak bardzo jesteście  ze sobą związani. Nie ukrywam - zazdroszczę wam tego, że się tak  dobraliście. Ja to jakoś nie mam szczęścia do kobiet. Jak na razie to same niewypały - nie wiem, może jestem zbyt stary i mocno niedzisiejszy? Bo lubię gdy kobieta jest kobietą a nie jakąś podróbą faceta. Jakoś nie mogę się zachwycić tym, że dźwigają ciężary, obtłukują sobie twarze na ringu. Taki widok napawa nie niesmakiem. I denerwuje  mnie, gdy mi kobieta  wyrywa z ręki młotek, bo ona przecież też potrafi wbić gwóźdź.

Teresa uśmiechnęła się - mnie to tylko nieco  dziwi i zastanawiam  się czasem czy one są w 100% kobietami, czy może jednak mają wrodzony nadmiar testosteronu. Wszak rządzą nami  hormony i  zaburzenia  w tej materii zawsze  były i na pewno będą. Z dotychczasowo męskich zajęć to nie da  się ukryć, że szalenie lubię jeździć samochodem, ale za nic w świecie nie kusi mnie branie udziału w jakichś wyścigach samochodowych. Lubię to "połykanie" kilometrów w trasie, daje mi to poczucie swobody, ale  nie mam nic przeciwko temu, żeby mnie ktoś woził - o ile nie jest gorszy w te klocki ode mnie. Bo nie  wszyscy faceci są dobrymi kierowcami. Nie jest to umiejętność związana z płcią - tylko głupi faceci tak uważają. A grzebanie w samochodowych bebechach to strasznie brudne zajęcie i choć umiem zmienić koło, to zawsze zostawiam to facetom, robiąc za słodką idiotkę. Umiem zmienić pasek klinowy, rozebrać i złożyć aparat zapłonowy, ale nie jest to moje ulubione zajęcie. A teraz, gdy komputery są w samochodzie to i faceci muszą jednak jechać do warsztatu. I wściekam  się gdy jadę do warsztatu, mówię co słyszę w trakcie jazdy a taki debil mi mówi, że powinnam sobie radio w samochodzie zainstalować, to nie będę słyszała "dziwnych dźwięków"- miałam wysypane łożysko, to taki bardzo charakterystyczny dźwięk. Nie lubię też sama myć na myjni - jeśli nie stać mnie na obsługę w myjni to znak że nie stać mnie na  samochód. 

Zobacz Franek - moje dziecko zaczyna łysieć - pierwsze włosiny mu się wycierają. Wszyscy patrząc się na niego zastanawiają się do kogo jest podobny, no to z reguły mówię, że nie do sąsiada, bo sąsiad jest blondynem. A drugi tekst - mówię, że jest podobny do siebie - trudno by w tym wieku dziecko było podobne do osoby dorosłej.

Przez waszego maluszka polubię niemowlaki - on jest bardzo grzecznym i spokojnym dzieckiem. Czy on umie płakać? - spytał Franek. Teresa uśmiechnęła  się - umie, umie,  ale jest zdrowy, na czas zawsze nakarmiony i sucho ma w pieluchach, więc nie płacze. Czasem za to się śmieje przez  sen i Krystian się wciąż zastanawia co się takiemu maleństwu śni, że się uśmiecha. Ale my się zawsze staramy uśmiechać gdy przy nim jesteśmy, więc nic  dziwnego w tym nie ma, bo dzieci uczą się wszystkiego przez naśladownictwo. O czym chyba większość rodziców nie wie - dziecko, jego zachowanie to kalka tego jak jest w domu. 

Franek - nie mów, że jesteś stary- jesteś raptem dwa lata starszy od Kazika. Mężczyźni dopiero po czterdziestce zaczynają  mieć ochotę na ojcostwo. I większość z nich przestaje wreszcie  mieć pstro w głowie. I tych, którzy w tym wieku zostają ojcami ponoć omija kryzys wieku średniego- wpierw robią  dziecko, a potem się wykazują jako dobrzy ojcowie. A ty nie wyglądasz na 42-latka. I mógłbyś ciut przytyć, straszna chudzina  z ciebie. 

Latem gram w tenisa, zimą w squasha, nie idzie utyć przy  tych grach - stwierdził Franek. Nie masz jakiejś przyjaciółki lub kuzynki, która  by chciała zmienić swój stan cywilny i chciała takiego chudego?  Teresa  roześmiała  się - przyjaciółkę mam - siedzi na dole i jest żoną mego szwagra. Ja to taka detalistka jestem - jeden mąż, jedna przyjaciółka. A przyjaźnimy się z Alinką od czasów licealnych. Ona też taka  zakochana w swoim jak ja. Jej "niedoszły" leciał na ten dom i ogród i gdy ojciec Aliny powiedział, że chcą sprzedać to  wszystko to  absztyfikant zniknął - nie był wcale zainteresowany  Aliną a tylko tym domem z ogrodem. A ile  się potem natłumaczyłam Alinie, że tak naprawdę to miała  szczęście, że facet zniknął z jej życia. Gorzej gdyby został i potem zatruł jej życie skoro tak naprawdę jej nie kochał. Kto wie jakby się takie małżeństwo skończyło. A tak to ma teraz bardzo porządnego faceta.  No właśnie - obie macie szczęście, bo oni obaj to porządni i mądrzy faceci- podsumował Franek.

Franek wpatrywał się w dziecko i w końcu powiedział - a będzie miał Aleks rodzeństwo? No nie wiem, to problematyczne. On urodzony cesarskim cięciem i tak na 80% drugie też ma taką szansę. A choć to poszło wszystko dobrze, to nie bardzo wiadomo jak może być z drugim porodem. My z Aliną jesteśmy jedynaczki i jakoś to całkiem lekko przeżyłyśmy. Za to zawsze miałyśmy sporo różnych ludzi obok siebie- pewnie właśnie dlatego, że byłyśmy same. Między Kazikiem a Krystianem jest pięć lat różnicy, ale jego mama była młodsza gdy rodziła Kazika - była po dwudziestce a nie po trzydziestce jak ja. Tak naprawdę to musiałabym urodzić drugie gdy Aleks będzie miał dwa lata. Nie bardzo to widzę,  Kazik też nie. Na szczęście to syn, więc jest "przedłużenie rodu"- jakby się kto pytał. Poza tym - trzeba wziąć pod uwagę fakt, że idą nieco trudniejsze czasy, może trzeba będzie się gdzieś przenieść to z jednym dzieckiem zawsze łatwiej.

No nie da się ukryć, że zasłona dymna w hasłach"wreszcie  koniec  z komuną", "wreszcie jesteśmy wolni" przysłania nagą  rzeczywistość - minione lata wiele pojęć przeinaczyły spychając ich prawdziwe znaczenie niemal  w niebyt lub zapomnienie. I teraz mało kto rozumie, że wolność oznacza również i samodzielność w dbałości o siebie, że skończyły się nieomal z dnia na dzień różne darmochy i opiekuńcza rola państwa - zobaczysz i usłyszysz dość prędko narzekania, że nie ma wczasów pracowniczych za grosze, że "prywaciarz"obrabowuje ludzi z pieniędzy. Teraz my, jako pośrednik między kontrahentem a specjalistą chętnym do podjęcia pracy odpadamy- teraz każdy może sam się "wyeksportować" i sam sobie negocjować warunki. Pokończą  się te nasze kontrakty i nowych już nie będziemy negocjować. Gdy my działaliśmy każdy narzekał, że musi płacić państwu 20% od swoich zarobków, ale pomimo tego haraczu wciąż nie brakowało chętnych do wyjazdu, bo jednak był to niezły zarobek. Już się kurs walutowy zmienił i za 100 dolarów nie przeżyjesz tutaj nawet bardzo skromnie całego miesiąca. A jednak tak było i to całkiem niedawno. Nie chcę być złym prorokiem, ale ci sami co dziś tak się zachwycają wolnością szybko zmienią front i suchej nitki nie zostawią na Wałęsie, Solidarności i dzisiejszych politykach. Bo z jednej strony to fajnie móc się swobodnie poruszać po świecie, ale  z drugiej strony to trzeba mieć za co się po nim poruszać. I sporo naszych rodaków wyjedzie z kraju. I zapewne będą to dobrzy specjaliści, znający języki inne niż rosyjski. Mam wrażenie, że to nie będzie sytuacja przejściowa, to na pewno długotrwały proces nas  czeka.

Wiesz co Franuś - najgorsze w tym wszystkim, że masz rację. Nie da się prześlizgnąć bezboleśnie z czasów pańszczyzny w kapitalizm i to w jego taką ostrą, wczesną formę- stwierdziła Teresa. To będzie trwało latami zapewne. I zapewne Aleks pozostanie  jedynakiem. Ja go teraz przewinę, bo się raczył obudzić, a ty bądź tak miły idź po Kazika. Wrócimy do pozostałych, bo  się poczują  dotknięci naszą "izolacją".

                                                           c.d.n.


 

piątek, 23 grudnia 2022

Lek na wszystko? - 31

Teresa zaprosiła  Franka na sobotnie  wczesne popołudnie. Wyglądał nieco  dziwnie, ale, jak stwierdziła - interesująco. Przyglądała  mu się  chwilę  i powiedziała- wyglądasz niczym Indianin, który rozjaśnił sobie  włosy na  blond.  

Franek  zaśmiał  się - a ja  myślałem, że jak Arab, który założył blond perukę. Spędzałem sporo czasu  na słońcu i się po prostu opaliłem. Cały jestem nieźle opalony. Po prostu tym razem byłem tam na urlopie, nie  tylko w pracy. I kto wie, czy aby nie przeprowadzę się na jakiś czas do Maroka. Dostałem nawet  dość  ciekawą propozycję pracy  od jednego  z kontrahentów. I poznałem ciekawą i według mnie piękną kobietę. 

Jej babcia była z rodu Berberów, którzy  są uważani za rdzenną ludność Afryki północnej. Berberowie bardzo szanują kobiety, które mają pełnię praw. Nie są podporządkowane mężom. Część Berberów wyznaje islam, część katolicyzm. Babcia mojej Ismeny była żoną Francuza i przez jakiś czas mieszkała z mężem w Algierii, a potem na południu Francji. Moja przyszła teściowa też się wydała  za Francuza i tej  berberyjskiej krwi to już niewiele płynie w  żyłach Ismeny. Ismena ma czarne, proste  jak druty włosy i niebieskie  oczy, jak większość  Berberów. Skończyła  studia medyczne  we Francji, ale chce pozostać w Maroku. I zakochałem  się. I chcę byśmy się pobrali. Mieszkalibyśmy w Casablance, nad Atlantykiem. Tam się nawet różni klimatycznie zima od  lata. 

Podobało by ci się w Casablance - są tam zabytkowe domy w stylu Art Deco. A gdy junior nieco podrośnie  moglibyście do mnie z nim przyjeżdżać. Jeżeli wszystkie moje plany wypalą, to ściągnę do Maroka  ojca. Casablanca ma łagodny klimat. I do stolicy Maroka, Rabatu, jest raptem 85 kilometrów. Na razie  chodzę na pół ogłupiały od kotłujących  się  w mojej głowie myśli, planów i tęsknoty za Ismeną. 

O mamuśku - jęknęła Teresa- jeszcze  cię takiego nie widziałam-  ciekawie się Franiu prezentujesz - czyżby ta pani miała  wszystkie te cechy, które cenisz u kobiet?  

No właśnie - będąc od  niej z dala zaczynam przegląd - zabawne,  ale z daleka łatwiej  się kobiecie dokładnie przyjrzeć niż wtedy gdy jest na  wyciągnięcie  ręki - stwierdził Franek. A masz jej jakieś zdjęcie?- spytał Kazik.  Mam i to w  stroju ludowym. Ale nie przy sobie, bo to duże zdjęcie. Gdy do mnie w niedzielę, za tydzień, wpadniecie z maluszkiem na tadżine to wtedy zobaczycie. I koniecznie  weźcie ze sobą tatę. Ja tak z wami gadam i gadam ale gdzie jest tata? 

W tej chwili u siebie - przegląda  zapewne rzeczy, które weźmie do nas. Bo z uwagi na  niemal wciąż śliskie ulice tata teraz  mieszka u nas - nie  chcemy by spacerował tymi śliskimi ulicami. Gdy już wybierze co mu potrzebne to Kazik po niego podjedzie  samochodem. Tata, odkąd wróciłam  ze szpitala mieszka u nas, gotuje obiadki i wyprowadza  juniora na loggię. Razem z Kazikiem doszli do  wniosku, że na 8 piętrze jest lepsze powietrze niż na dole, na osiedlowej ulicy.

A co u Krystiana i Aliny?  Jakoś - odpowiedziała  Teresa. Alina codziennie wieczorem chodzi z tatą na spacery. I ponoć przymierzają się z Krystianem do posiadania dziecka. Krystian zarobiony po czubki włosów, więc nie wiem czy ma głowę do robienia dziecka. On  z tych co i ja - jeśli coś się dzieje w pracy to się i w głowie dzieje i kotłuje całą dobę. Nie jeden raz budziłam się w nocy z przerażeniem, że jeszcze  czegoś nie  zrobiłam.

Ojej, ja też jakiś mało przytomny jestem. Moment - muszę na chwilę zjechać do samochodu- czegoś przecież zapomniałem- dobrze, że stoję pod samym waszym blokiem. Kazik wyszedł z nim z pokoju, wręczył mu klucz od bramy i narzucił mu na plecy kurtkę - tu jest prawdziwa zima, jesteś w Polsce, nie w Maroku- pouczył Franka. No tak, tak, dziękuję. W dziesięć minut później Franek już był z powrotem, dzierżąc w  ręce wypchaną sporą torbę. Na widok wypchanej torby  Teresa spytała - czy masz  zamiar dziś nocować u nas? Wystarczyłaby do tego piżama, zapasowa  pościel jest u nas w dostatecznej ilości.

Nie ma obawy, nie będę u was nocował. Prezenty wybierała Ismena, ja jak zwykle pamiętałem o daktylach na lotnisku w Rzymie. Tu są trzy kozie skórki-dywaniki pod łóżko, żeby nie stawać bosą  stopą wstając z łóżka - dwa dla was, jeden dla taty. Jest harrisa, żeby ryż nie był mdły, jest ostro-kwaśna i ta ilość to wam chyba na rok wystarczy. Dla Teresy przywiozłem berberyjski srebrny naszyjnik, taki ażurowy. Przywiozłem też miedzianą lampę - pewnie będzie fajnie przy  niej posiedzieć na loggii. Tam takie  lampy są w mieszkaniach. Na trzy domy są trzy kostki ambry, takie zapachowe, do szaf. Dla pań jest olejek arganowy, oryginalny. Dla Aliny i Krystiana jest miedziany imbryk i kolorowane małe szklanki do herbaty. Mnie to one przypominają  bańki stawiane na plecach.  A dla Aleksandra jest poduszeczka taka śmieszna, ale Ismena twierdzi, że bardzo zdrowa, anatomiczna. Podusia ma wgłębienie na główkę i podpórkę na karczek dziecka. Nigdy jeszcze  nie widziałem takich poduszeczek. I ma jedwabne, z prawdziwego jedwabiu poszeweczki. Na wszelki wypadek wszystkie białe. Bo jak twierdzi Ismena, biały to najzdrowszy kolor  dla dzieci. Bo nigdy nie  wiesz  jakimi  farbami producent potraktował materiał.

Zwariowałeś kompletnie - wydałeś furę  forsy na te prezenty- obrugała  go Teresa. Nie  furę - zaprzeczył Franek. No a poza  tym jesteście  dla mnie jak rodzina. Dla taty też trochę takich drobiazgów przywiozłem.  Miałem dziką ochotę kupić wam dywan marokański, ale potem sobie przypomniałem, że Tesa woli wykładzinę dywanową niż taki "wolno leżący" dywan. Nie kupowałem tego w sklepach z pamiątkami więc i ceny nie były z sufitu wzięte. Naszyjnik dla Teresy to prawie na pustyni kupiłem - dla nich taki zarobek to po prostu pomoc w przetrwaniu. Zawsze coś kupuję będąc  w trasie na jakimś zadupiu, nawet  gdy niczego z tego,  co sprzedają nie potrzebuję.  Te kozie  skóry też kupione bezpośrednio u wytwórcy. Mogą być albo dywanikiem około łóżkowym  albo jako wyłożenie fotela.W mieście  byłyby dużo droższe. A tak człowiek zarobił na  miejscu siedząc, nie musiał z nimi wędrować. Były też bardzo  zabawne klapki skórzane, ale nie  miałem nawet  bladego pojęcia jakie rozmiary  kupić , a zabawne  dlatego, że  mają czubki w szpic. Nie wiem jak oni wyprawiają te skóry, ale ich klapki są niesamowicie trwałe. Bardzo, ale to bardzo chciałbym byście zobaczyli choć kawałek Maroka.

Obawiam się, że nie prędko my będziemy mogli się do Maroka wybrać- na taką podróż to musi Alek mieć już kilka lat, na oko to zapewne z pięć- bo młodsze to i nas umęczy i siebie.

No a twoja wybranka nie chciałaby zamieszkać w Europie?  Twierdzi, że nie. Była już w kilku miastach Europy, ale woli Casablancę. Co prawda obiecała  mi, że wiosną przyleci ze mną do Warszawy i trochę ją po innych miastach przewiozę. Ale zupełnie  się nie zdziwiła, że mieszkam pod Warszawą.  Bardzo się zdziwiła, gdy jej powiedziałem, że jestem zwolennikiem trwałych, legalnych, zarejestrowanych związków. Bo większość jej kolegów po fachu nie pragnie tego rodzaju stabilizacji. Z reguły to kobiety nalegają na legalizację związku. Swojej ewentualnej teściowej nie poznałem, mieszka w Tunezji ze swoją dużo młodszą  siostrą, której mąż jest hotelarzem.

Franek, a ilu osobom już wyćwierkałeś, że jesteś na etacie zakochanego kundla? Franek popatrzył na Teresę nieco zdziwiony- nikomu, jesteś pierwszą osobą, której to powiedziałem. No to dobrze - bo jeśli ci na niej  zależy, to muszę być i ostatnią osobą, która o  tym wie. A ów kontrahent ? Wie coś o jej istnieniu i o tym, że masz zamiar przyjąć jego propozycję? Powiedziałem, że się nad tym zastanowię. Bo jestem ze swojej pracy  zadowolony. I nie sądzę by   mnie  z nią widział. A co ona o tobie  wie? Niewiele, poza tym, że mieszkam w Polsce i nie jestem i nie byłem żonaty. Nie mówiłem gdzie w Polsce pracuję. I wie, że jestem po handlu zagranicznym. Tesa- co jest  grane?  

Nie wiem co jest grane, ale wiesz, że z natury jestem tak naprawdę nieufna i z tego co wiem, to raczej kontrahent nie proponuje pracy komuś z centrali z którą jego firma współpracuje. I dlatego zapaliło mi się czerwone  światełko w głowie. Może za długo już pracowałam w tym dziale. Ale jakoś tak się składało, że nikt z branżystów nie miał dotąd takiej propozycji. A może ktoś miał, ale nie był tym zainteresowany. Bądź ostrożny-zarówno w kontaktach z tą kobietą jak i w kontaktach z kontrahentem. Lepiej byś nie był czyimś pionkiem w grze. Mogłabym się dowiedzieć, co jest grane, ale jeśli się zapytam teraz, gdy mnie nie ma  w biurze to niepotrzebnie zwrócę uwagę na twoją osobę. Przecież wiesz, że każdy jest po 1500 razy prześwietlany. Jestem dziwnie pewna, że gdybym teraz  wparowała na Koszykową to zaraz by mi złożono gratulacje z okazji urodzenia synka, chociaż nie dawałam ogłoszenia. Wiesz o tym, że ja musiałam w każdym paszporcie, nie  tylko specjalisty  ale i pracowników  centrali sprawdzać z jakich krajów są  w nim pieczątki i pytać po co  ten ktoś tam był, skoro ani podróż ani cel podróży nie  wymagał tam obecności tego człowieka? I do tego trzeba o to tak zapytać, by się delikwent nie poczuł urażony moją niezdrową ciekawością. Nie podejrzewałeś  chyba, że z każdym palantem rozmawiałam dla frajdy. I wiesz, że każdemu ze specjalistów przypominam, że każdy jego urlop poza Polską i krajem ,  w którym pracuje  musi być uzgodniony z centralą. I mówię to do znudzenia, każdemu, podobnie jak i o  tym, że zmiana trasy, jeśli musi być, to tylko taka, by się mieściła w milażu. To szybko do głów trafia, bo uprzedzam, że różnicę cen będzie każdy sam musiał pokryć z własnego konta  dolarowego.

Wiesz- jakoś nie wyobrażam sobie, że nie wrócisz po ustawowym macierzyńskim do firmy - stwierdził Franek. Nie wrócę, Franiu, nie oddam dziecka do żłobka. A gdybym oddała  do żłobka to cała moja pensja byłaby na opłatę prywatnego żłobka, bo państwowy mi nie przysługuje- za dużo razem zarabiamy.

No to się chłopie u ciebie  ciekawie zaczyna  robić - stwierdził Kazik. No tak jakby - pokiwał głową Franek. Teresa może mieć rację. Muszę sobie to wszystko w pamięci odtworzyć i nieco przy okazji oprzytomnieć. Kilka rzeczy możesz  sprawdzić nie ruszając się od  biurka - powiedziała Teresa. Mówiła ci gdzie  pracuje? Jeśli wymieniła jakieś  miejsce to można to sprawdzić w  sieci, oczywiście nie na naszych  stronach. Jeśli ma prywatną praktykę to też da się ją upolować, o ile podała  ci swoje prawdziwe dane personalne. 

Rozmowę przerwał telefon - to tata już chciał wracać i telefonował po Kazika. Kazik szybko się ubrał i w 20 minut później już był z tatą w domu. Przy tacie już nie będziemy tego omawiać- zarządziła Teresa. Tata się w tym wszystkim nie łapie. Krystiana i Aliny też w to nie będziemy włączać.  Gdy nie było Kazika Teresa powiedziała do Franka - rozejrzyj się za jakąś dobrą pracą, bo niedługo podobno CHZety stracą rację  bytu. I będzie naprawdę trudno o jakąś dobrą pracę - nie pytaj skąd to wiem- po prostu wiem, bo ktoś się niechcący wygadał. Więc czym prędzej rozejrzyj się za czymś, bo naprawdę kupa ludzi będzie  szukała  zatrudnienia. Nie przypadkowo wybrałam ten termin na urodzenie dziecka  i wzięcie bezpłatnego urlopu wychowawczego.  Jeśli masz kogoś w MSZ to może tam się przenieś nim to wszystko pęknie  z hałasem. I skorzystaj z tego, że wiesz o  tym ciut wcześniej niż inni. Tylko nie mów o tym nikomu. Po prostu zmień po cichu pracę. Jeśli masz kogoś znajomego w ambasadzie francuskiej to może tam się przenieś - znasz perfect francuski, w Polsce jest bardziej popularny angielski.  Jesteś jedynym moim kolegą, któremu o tym mówię- byłeś  zawsze  w stosunku do mnie korekt i doceniłam to. Kazikowi powiem, że cię uprzedziłam. Nie mów teraz nic, porozmawiamy o tym u ciebie na tym tadżinie, na który nas  zaprosiłeś. W żadnym wypadku przez telefon. Ten, kto się niechcący  wygadał już od roku siedzi w Niemczech i tam pracuje, jest tam z żoną i dziećmi. Pracował w innym  niż nasz CHZ.

                                                            c.d.n.

czwartek, 22 grudnia 2022

Lek na wszystko?- 30

 Czwartego dnia po zabiegu, trójka lekarzy zezwoliła Teresie i dziecku na opuszczenie szpitalnych progów. Dziecko nadal nie  miało noworodkowej  żółtaczki, więc raczej już mu  nie groziła ta  przypadłość. Poprzedniego dnia wieczorem  w holu szpitala pojawił się Krystian i bracia dość długo rozmawiali. Kazik dał bratu kluczyki od  swojego samochodu i Kazik miał jeszcze rano, po obchodzie lekarskim potwierdzić, że na pewno Teresa z Aleksandrem "Niewielkim", jak  się śmiał Krystian, będą wypisani. A ponieważ nic złego  się nie działo ani z dzieckiem ani z położnicą, Krystian przyjechał po nich o godzinie 11,00, tak by bez pośpiechu maluszek mógł zjeść w  samo południe. No bo przecież doba  była poszatkowana karmieniami. 

Krystian był zachwycony swoim bratankiem - według niego było to najpiękniejsze  niemowlę na  całej Ziemi! Panie pielęgniarki były  z kolei zachwycone śpiworkiem z kapturem i fotelikiem samochodowym, który spełniał również rolę nosidełka. Pan mecenas też się paniom podobał.  No tak- wiadomo- jak który przystojny to już żonaty - zauważyła ta, która  asystowała przy porodzie Alka. Teresa cicho do niej powiedziała - on dopiero co  się ożenił, długo był kawalerem.

W samochodzie Krystian poinformował oboje, że w domu czeka na nich tata, który gotuje aktualnie obiad. Alina wpadnie po pracy, tylko wpierw zmyje z siebie biurowy brud. Oprócz taty w domu czekał na Teresę kosz kwiatów i prezent w postaci modnego teraz złotego wisiorka. Na złotym łańcuszku były dwa płaskie kółka z imionami "napisanymi" ciemnoniebieską emalią - na jednym Aleksander, na drugim Kazimierz. A dla  Kazika był taki sam prezent, z imionami Teresa, Aleksander. To był  prezent od  Krystiana i Aliny. A od taty Teresa dostała specjalny fotel dla karmiących matek. Ten fotel był robiony prywatnie na zamówienie i dostosowany pod każdym względem do Teresy- na idealnej  wysokości siedziszcze i podłokietniki oraz idealnie dobrana głębokość fotela. Teresa była bardzo wzruszona obydwoma prezentami.  

Pięć minut po godzinie  dwunastej fotel miał chrzest bojowy - pierwsze karmienie Aleksandra  w domu. Wszyscy trzej mężczyźni wpatrywali  się bacznie jak mały ssie pokarm, potem czekali aż mu się po jedzeniu "odbije", zmianę pampersa przeprowadził Kazik, tłumacząc bratu i tacie jak trzeba dbać o higienę niemowlęcej pupy. Najbardziej intrygowało Krystiana jak maluch sika leżąc a nie stojąc. Koncertowo sika- zapewnił go brat, mnie już raz obsikał. Całkiem wysoko i daleko sika - może kiedyś i ciebie obsika - powiedział Kazik. Teresę aż skręcało ze śmiechu.

 W tym roku choinka była sztuczna, bowiem tata gdzieś  wyczytał, że w każdej naturalnej, żywej choince roi  się od różnych żywych organizmów, które niewidoczne dla ludzkiego oka na niej zimują,więc taka "żywa, prawdziwa choinka" to zbiornik różnych larw i postaci przetrwalnikowych różnych "zwierzątek" które wcale nie powinny trafiać do siedziby człowieka. Teresa to się nawet ucieszyła - po świątecznym "dyżurze" ubrana i odpowiednio opakowana choinka prześpi rok spokojnie w piwnicy. Za rok wystarczy  mała  wyprawa  do piwnicy, odwinięcie z osłaniających choinkę folii i....gotowe.

Alina, chociaż podobno bardzo chciała by mieli dziecko, jakoś mniej  się zachwycała  malcem. Przerażało ją karmienie  co trzy  godziny, a  zwłaszcza nocą. No ale po to masz urlop macierzyński byś mogła sobie podrzemać w ciągu  dnia. Poza tym to maleństwo traktuje  pierś jako lekarstwo na  wszystko, jako smoczek uspokajacz też. Tyle tylko, że ile  dzieci  na  świecie  tyle różnych ich obyczajów. Alek to typowy facet, jedzenie jedzeniem,  ale przytulenie  się do cyca jest według  niego  super. Gdy go dwa razy zostawiłam przy piersi, to wpierw jeszcze trzymał brodawkę w buzi,  a potem  tylko buźkę miał przytuloną i spał dłużej niż trzy godziny. Pieszczoszek, po tatusiu i mamusi. Ja to spokojnie śpię więc już dwa dni drzemałam razem z nim w dzień a Kazik nas pilnował - opowiadała Alinie  Teresa. Fajnie, że teraz  tatusiowie mogą  być przy porodzie - trochę ich  to wszystko przeraża, ale przy okazji działa to też antykoncepcyjnie i zaczynają więcej myśleć. Kazik to i tak  zawsze był przytomny w te klocki, ale  znam facetów, którzy  dopiero po wspólnym porodzie  doszli  do  wniosku, że o ile  samo "robienie  dziecka" jest na ogół fajne dla obu  stron, to rodzenie już  fajne  nie jest, zwłaszcza gdy potrzebna jest interwencja chirurga. Najgorzej, że muszę dużo pić, a gdy się pije to się  sika i wtedy muszę wstawać i to wstawanie to fajne  nie jest. Dobrze, że Kazik będzie miesiąc w domu, potem to tata będzie  ze mną.Wiesz,  w tym  szpitalu były sedesy z funkcją myjącą. Genialna  sprawa, bo w tych nowych łazienkach to nie ma miejsca na dodatkowe urządzenie takie  jak bidet.  Kazik jest cudowną niańką dla  mnie i małego. A wpatrzony w małego niczym w święty obrazek. Wiesz, te pierwsze  sześć tygodni po porodzie to z reguły  fajne  nie są. Ty się uczysz dziecka, ono się uczy ciebie,  a  chłop najczęściej najszczęśliwszy gdy  może wyciec  z domu. Ale Zik jakoś  nie ma tendencji do "wyciekania" z domu. Myślę, że Krystian też  będzie się bardzo trzymał domu. Oni są szalenie podobni charakterami. Zik potrafi siedzieć i godzinami się wgapiać w Alka. Zupełnie jakby jakiś film oglądał. 

A usypiali cię do operacji? - spytała  Alina. Nie - dali znieczulenie kanałowe w kręgosłup. Jedna dawka działa 3 godziny. Przy tym  znieczuleniu można też  rodzić, nie paraliżuje  działania mięśni, znosi  tylko uczucie  bólu. Nie  rozumiem  tylko dlaczego nie jest stosowane jako standard a trzeba  za nie płacić no i nie  w każdym  szpitalu raczą w ten  sposób pomagać kobietom. Zapewne dlatego, że wtedy jest potrzebny anestezjolog, a  w naszych szpitalach brak anestezjologów. To trudna specjalizacja. Zresztą tak  naprawdę to  chyba nie ma w medycynie  łatwej specjalizacji, jeśli ktoś ma być dobry  w tym co robi. Przecież studia to sześć lat i większość specjalizacji to drugie sześć lat. A i tak zdarzają się partacze. 

Do pokoju przyszli bracia - okazało się, że tata już ugotował obiad i proponuje by Tesia zjadła teraz  zupę, jest jarzynowa. Wzorowy mąż założył Teresie ciepłe skarpetki, na piżamę założył dres i pomógł pójść do pokoju. Teresa zamieszała w  zupie łyżką i margnęła - nie ma zielonego groszku! Nie ma córeczko, bo nie jest wskazany dla matek karmiących tak maleńkie dzieciątko. Za to dodałem trochę kaszy jaglanej. Mam sama jeść? -zdziwiła  się Teresa.  No bo, o ile pamiętam- stwierdził tata- to nikt więcej nie chce zupy, a ty, jako "mama-karmicielka" powinnaś jeść zupy. Tato, ja też bym zjadł zupę - zgłosił swój akces Kazik. I nagle okazało się, że i Krystian by zjadł, a że zupy to tata nagotował sporo to wszyscy się załapali na  zupę. Tata bardzo  się ucieszył -lubił gotować i zawsze  był zdania, że zupa to zdrowsza  część obiadu - tatowe  zupy często miały "wkładkę mięsną" i wszystkie  zawsze były na rosole. Popisową zupą  taty to była zupa z malutkimi  w środku pulpecikami - talerz takiej  tatowej  zupy wystarczał za cały dwudaniowy obiad. W takiej tatowej  zupie  było pełno drobno pokrojonych jarzyn, owe malutkie kulki  mielonego mięsa i albo ryż albo jakaś kasza - najczęściej jaglana. Teresy rodzice często gotowali  razem, ewentualnie  "na zmiany" i Teresa usiłowała  wprowadzić ten  zwyczaj w swoim "gospodarstwie", niestety jej pierwszy  mąż absolutnie odmawiał współpracy, twierdząc, że nie jest kucharzem  ani babą, żeby sterczeć przy kuchni, więc Teresa zaczęła  chodzić  na stołówkę w swojej pracy ( a obiady tam były nawet całkiem smaczne i nigdy nikomu nie  zaszkodziły), a Robercik jadał obiady u swojej mamusi, narzekając, że Teresie  nie chce  się  w domu  gotować. Teresa tylko raz powiedziała  swojej teściowej dlaczego nie gotuje  w domu. Żałowała  potem, że w ogóle poruszyła ten temat, bo teściowa ją wyśmiała i skrytykowała pomysł, żeby "mężczyzna sterczał przy garach, bo po to się ożenił, by  miał mu kto obiad ugotować i podać". I to właściwie był początek końca jej związku z Robertem. Ale do tego wniosku doszła  duuużo później.  

Teraz, gdy Kazik był na bezpłatnym urlopie sam robił wszystkie zakupy żywnościowe, a tata wyganiał go  z kuchni, by lepiej był blisko dziecka i Teresy, której nadal było jeszcze  dość  ciężko wstawać. Naciesz  się synku nimi na  zapas, bo wrócisz  do pracy i około 10 godzin w  dzień nie będziesz  razem  z nimi- tłumaczył tata Kazikowi. Jeśli będzie  mi potrzebna  jakaś pomoc w kuchni to na pewno cię o to poproszę - zapewniał  Kazika  tata. Co dwa lub trzy  dni, wpadał do  nich Krystian sam lub z Aliną. Krystian twierdził, że jego bratanek zmienia  się, że dorośleje. Zastanawiał  się, co  się takiemu małemu dziecku  śni, bo już kilka  razy  widział, że mały uśmiecha się  w czasie  snu. Junior nadal był daleki od  wyglądu włoskiego amorka, był szczuplutki, ale już wrócił do wagi urodzeniowej. Był duży w sensie  wzrostu (wg pierwszego wpisu miał 52 cm długości w chwili przyjścia na świat), ale pomalutku mu przybywało ciałka. Ulubionym zajęciem małego było przytulanie się do mamy lub taty, najlepiej do ciepłego mamusinego lub tatowego ciała. 

Gdy minęło pierwsze sześć tygodni życia dziecka Teresa odetchnęła - mały funkcjonował niczym szwajcarski zegarek i sam zrezygnował z karmienia o 3 w nocy. Ostatnie  karmienie było około 12 w nocy, następne już około 6,00 rano, a bardzo często i  dopiero o 6,30. Mamy bardzo mądre dziecko - śmiał  się Kazik - sam  doszedł do wniosku, że godzina  3 w nocy to mocno niewłaściwa  godzina  na jedzenie. Mały uwielbiał gdy Kazik go nosił po całym mieszkaniu i opowiadał o tym, gdzie  aktualnie  są.

Ponieważ warunki na zewnątrz były dość uciążliwe, często było ślisko, Teresie udało się namówić tatę, by tej  zimy mieszkał po prostu u nich. Spacery zimowe maluszka ograniczyły  się do loggii, zwłaszcza, że było to wysokie 8 piętro i od strony loggii nie stał w pobliżu żaden budynek i jak twierdził Kazik na pewno było tu lepsze powietrze, niż gdyby się spacerowało z dzieckiem w  wózku po ulicach osiedla. Na loggii najczęściej towarzyszył małemu dziadek, który opowiadał dziecku co widać z loggii. Wszystkich członków  swojej rodziny maluszek już zaakceptował, tak  samo spokojnie zasypiał na rękach dziadka jak i na rękach Teresy  lub Kazika. I nie było problemu, by zostawić go w domu z dziadkiem, gdy Teresa musiała pojechać na kontrolę do lekarza. Ponieważ Teresa nadal karmiła, antykoncepcja tabletkami nie była  wskazana, ale zaproponowano jej nowość, implant podskórny, którego skład nie szkodził dziecku. Cała ta "impreza" była dość  droga,  ale i Kazik i tata byli zdania, że "odrobina  komfortu" się Teresie należy, więc nawet nie powiedzieli jej ile ta  "frajda" kosztuje, ale jak obliczył Kazik, to tyle  samo by ją kosztowały przez  rok tabletki, które dotąd używała, a implant służył dłużej  niż jeden rok. 

 A tak w ogóle to tata był teraz tatą również i dla Krystiana i Aliny. Oboje mu "tatowali", Alina wyciągała tatę wieczorami na spacery w czasie których  dużo ze sobą rozmawiali i Alina powiedziała  do Teresy, że ma lepszy kontakt z ojcem Teresy niż miała z własnym ojcem. Trzeba bezstronnie  przyznać, że tacie te kontakty z młodymi ludźmi też służyły, czuł się bardzo wszystkim potrzebny i to go mobilizowało do dbania o siebie pod  względem zdrowotnym. Alina przyznała  się tacie, że podjęli z Krystianem starania o dziecko, ale jak na  razie to ciąży nie ma. Tata  całkiem przytomnie zauważył, że Krystian jest notorycznie przepracowany, więc to też może  mieć znaczenie. Poza tym jakoś tak jest, że gdy się człowiek o coś za bardzo stara to nie wiadomo czemu te  ogromne  starania na ogół spełzają na  niczym. Niech po prostu Alina przestanie bez przerwy nastawiać się na ciążę, poza tym niech się poradzi speca, bo ciąża to wszak określony zestaw hormonów, więc niech się Alina przebada hormonalnie, zwłaszcza, że jak kiedyś wspominała, jej mama  miała problemy w tej kwestii i niech Alina koniecznie powie o tym swojemu lekarzowi, bo może to jakiś "rodzinny feler". I oczywiście  niech odpuści  sobie państwowego lekarza i od razu nastawi  się na koszty, bo na pewno będzie  musiała robić badania na koszt własny. No i niech jej  nie wpadnie  do głowy ukrywanie  tego wszystkiego przed Krystianem. Poza tym równie dobrze może wina leżeć po stronie Krystiana. Z tym, że to nie jest wina to po prostu  może każdego spotkać- wszak wszyscy mamy jakieś braki w swoich organizmach. 

Tato, ale lekarze mówią, żeby czekać spokojnie  dwa lata i dopiero wtedy się badać. No to idź do praktykującego prywatnie i powiedz, że będziesz płaciła sama za badania, a nie Kasa Chorych. Na pewno zleci ci określone badania. Poza tym wiem, bo o tym czytałem, że jest w Białymstoku klinika diagnozująca jednocześnie oboje i opinia o tej klinice jest bardzo pozytywna i to jest pierwsza taka klinika która powstała w Polsce. O tej białostockiej dużo pisali, teraz jest sporo takich klinik w Polsce, ale najpochlebniejsze opinie zbierała właśnie tamta klinika, profesora Kuczyńskiego. Po prostu można tam zatelefonować i dowiedzieć się czy i kiedy można się tam przebadać.Najwyżej najbliższy urlop spędzicie w tamtej klinice. Tam również jest in vitro.

Pod koniec stycznia Aleksander poznał "nowego wujka" - z delegacji w Maroku wrócił  Franek i bardzo chciał się zobaczyć z Teresą i poznać nowego członka rodziny.

                                                                         c.d.n.





niedziela, 18 grudnia 2022

Lek na wszystko? -29

 W połowie listopada Teresa już tylko nominalnie była  kierowniczką  działu a w praktyce  wszystkie jej obowiązki przejęła  Krystyna. I tak dobrze  się spisywała, że Teresa postanowiła  pójść, po raz pierwszy w czasie ciąży, na  zwolnienie lekarskie. Zresztą męczyła ją jakaś "jelitówka", miała silny katar i rozstrój żołądka. Lekarz zerknąwszy w jej kartę stwierdził, że już za sam fakt,  że jeszcze  ani razu nie dawał jej zwolnienia lekarskiego, należy się jej "od ręki" 9 dni i po tych dziewięciu dniach niech przyśle męża to dostanie dalsze zwolnienie. Oczywiście podczas  zwolnienia była  cały czas "pod telefonem", ale nie był to już nawał wyjeżdżających i dział funkcjonował bez wielkiego "spinania się".

Mniej więcej tydzień przed wyznaczonym terminem porodu prowadzący lekarz po obejrzeniu USG i wyników badania stwierdził, że niestety dziecko zdecydowało się wychodzić pośladkami a nie główką i w tej chwili są dwa rozwiązania- jedno bardzo ryzykowne, czyli próba  manualnej zmiany położenia płodu poprzez powłoki brzuszne matki, albo codzienne USG i w odpowiednim momencie operacyjne rozwiązanie  ciąży. Oczywiście wszyscy woleliby "poród  siłami natury", ale nie zawsze jest to możliwe. A chirurg, który w tej klinice sprowadza na świat "uparciuchy" ma  wielką wprawę w wydobywaniu dzieciaczków z brzuchów mam. I w trakcie tej operacji Teresa będzie  cały czas przytomna i zaraz po porodzie Kazik będzie przy niej i przy dziecku i, nie  wykluczone,że nawet podczas operacji będzie mógł jej towarzyszyć. To zależy od tego,  czy chirurg się na takie rozwiązanie  zgodzi. Ale pewnie się zgodzi, nie jeden raz musiał interweniować już w trakcie trwającego porodu i żaden z partnerów nie opuszczał w tym momencie pokoju porodowego, który był przystosowany do każdego scenariusza, a pole operacyjne było odgrodzone zasłoną od wzroku "osoby towarzyszącej" rodzącej.

Teresa ciężko westchnęła- no to jednak mój strach miał swoje uzasadnienie - myślę, że nasz organizm w jakiś sposób wyczuwa znacznie wcześniej to wszystko co nam zagraża, tylko my nie potrafimy tego prawidłowo "odczytać". Ma pani rację - zgodził  się  z nią lekarz- ludzie, gdy jeszcze  żyli w zgodzie z naturą lepiej odczytywali sygnały wysyłane przez organizm. Tyle  tylko, że i tak  nie rozumieli o co chodzi. 

A kiedy mógłbym się zobaczyć z tym chirurgiem?- zapytał Kazik. Zaraz go tu zaprosimy, proszę jeszcze chwilę poleżeć - zwrócił się do Teresy. Nakryję tylko panią trochę, bo za ciepło to tu chyba nie jest. Mrugnął do Kazika i wyszedł z gabinetu. Kazik wpierw ucałował brzuszek Teresy, potem zmienił swą lokalizację i wyszeptał Teresie  do ucha - nic się nie bój, na pewno będę przy twojej operacji, nie  zostawię cię ani przez moment samą z obcym, jakby nie było, facetem.

W niecałe dziesięć minut później przyszedł chirurg - nawet dość przystojny, zanotowała w pamięci ta wiecznie  kobieca  część Teresy. Podszedł do leżącej Teresy i odsłonił jej brzuch. Jakieś nieduże to dziecko będzie - bardzo mnie to cieszy, łatwiej będzie je wydobyć. Nie wie pani przypadkiem jak było gdy pani przychodziła na świat? Nie wiem- odpowiedziała Teresa- to jednak było dawno, moja mama nie żyje, a wtedy mężczyźni bywali zupełnie wyłączeni z tak intymnego świata kobiet. Wiem tylko, że nie miała pokarmu i  mnie nie karmiła piersią. Hmmm, być może był to poród pośladkowy, bardzo ciężki i wiele delikatniejszej konstrukcji kobiet  nie ma potem pokarmu - powiedział chirurg. 

Potem zwrócił się do Kazika - kolega mi mówił, że pan chce być cały czas przy żonie. A nie padnie mi pan na podłogę gdy zobaczy pan zakrwawione niemowlę? Nie, nie padnę, widziałem już kilku mocno pokaleczonych, zakrwawionych ludzi, w tym i bliskich kolegów. Właściwie to nie było co zbierać - byłem przerażony, ale nie zemdlałem. Przeraził mnie głównie fakt, że już żadne  działanie, oprócz pogrzebu nie  wchodziło w grę. Wypadek samochodowy?- zapytał lekarz. Nie, lotniczy. A pan jest pilotem? Mam licencję pilota, ale nie latam, jestem inżynierem, konstruktorem. 

Jeszcze raz zrobiono Teresie USG i panowie doktorzy wspólnie je oglądali. Następnie  poinformowali Teresę i Kazika, że będzie  znieczulenie kanałowe, zabieg będzie przeprowadzony metodą Misgav-Ladach, nacięcie macicy będzie minimalne, zaledwie 1 centymetrowe, a nacięcie skóry poziome, nad  spojeniem łonowym. Powrót Teresy do sprawności fizycznej będzie nieco bolesny, ale do przeżycia. A będzie ktoś z pana żoną w domu gdy wróci ze szpitala do  domu?- zainteresował się jej stały lekarz. Będę ja i  jej  ojciec. Wezmę po prostu urlop bezpłatny - dostanę bez trudu- to branża w zastoju, nic pilnego się  nie dzieje. A jakby było coś pilnego to mogę popracować w domu. To dobrze- podsumowali obaj lekarze.

Chirurg się z nimi pożegnał, a lekarz prowadzący wypisał Teresie skierowanie do kliniki na dzień, w którym był przewidywany poród, mówiąc obojgu, żeby natychmiast, gdyby się wcześniej coś "podejrzanego" zaczęło dziać zatelefonowali do niego i podał im numer swego "telefonu alarmowego", mówiąc by telefonowali na ten, a nie na poprzednio podany im numer. Teresa upewniła  się co ma ze sobą wziąć do szpitala. Powiedziała też, że ma dla dziecka "wynalazek" w postaci bielizny dla noworodków, każdy ciuszek sterylny, zapakowany indywidualnie w sterylne opakowanie. A gdzie takie cudo pani kupiła?- zainteresował się lekarz. Nie kupiłam. Dostałam w prezencie od koleżanki, której siostra mieszka od lat za granicą. Sterylne są cieniutkie koszulki,  kaftaniki, czapeczki. Pampersy nie są sterylne, ale są podobno specjalnie dla noworodków zaprojektowane. 

No proszę, gdzieś w świecie to nawet o noworodkach myślą- zaśmiał się lekarz. U nas raczej szybko nikt czegoś takiego nie wyprodukuje. Wzbudzi pani tymi ciuszkami sensację. A- i jeszcze jedno - to jak długo będzie pani w klinice po porodzie będzie zależało od stanu zdrowia dziecka-czy i jak długo będzie miało żółtaczkę noworodkową. Nie wszystkie dzieci na nią chorują, nie należy to do obowiązków noworodka. No i pani mąż zostanie tu przeszkolony w kwestii opieki nad noworodkiem, by przez te kilka pierwszych dni w jak największym stopniu zastąpił panią w opiece  nad  dzieckiem.

Kazik zaczął się śmiać- nawet pan sobie nie  wyobraża w jak doborowym towarzystwie będzie nasze dziecko gdy wrócimy ze szpitala - na mur/beton będzie tata oraz mój brat z żoną. Niedawno się pobrali i obojgu już się przestawiło na "zapotrzebowanie na dziecko", chociaż na początku to mieli jeszcze trochę zaczekać. Podejrzewam, że maluszek będzie nie tylko "zaopiekowany" odpowiednio, będzie pępkiem świata. Wystarczy by się skrzywił a już wszyscy będą na wyścigi reagować. Z głodu to mi żona nie  zemrze, bo i tata i ja potrafimy gotować. Zresztą brat i bratowa  również. Jak się śmiejemy "obiady rodzinne" to nasza  specjalność. Podejrzewam, że gdy ja wrócę do pracy to mój teść wprowadzi  się na jakiś czas do nas, żeby pomóc swej ukochanej córce. To człowiek niesłychanej dobroci i łagodności. 

No i dobrze, stwierdził lekarz. Dziecko powinno być oczekiwane  nie tylko przez  własnych  rodziców  ale również przez ich  rodziny. Takie bardzo chciane dzieci znacznie lepiej się  hodują od tych nie  zawsze pożądanych "niespodzianek".

Trzy dni przed wyznaczonym terminem Teresę obudziły w nocy jakieś pobolewania brzucha. Spojrzała na zegarek - była czwarta nad ranem. Zmieniła pozycję, odwiedziła toaletę i obudziła Kazika, który niemal natychmiast zatelefonował do lekarza. W pół godziny później karetka należąca do kliniki wiozła ich do szpitala, w którym już był chirurg, który akurat tej nocy miał dyżur.  Teresa wręczyła pielęgniarce opakowanie z rzeczami dla dziecka, mówiąc, że wszystko jest sterylne i popakowane. Chirurg się śmiał, że rośnie im ranny ptaszek. Teresa przepraszała, że wyciągnęła lekarza z łóżka, ale ten zapewnił ją, że jest przyzwyczajony do spania na raty i lata pracy  w tym zawodzie nauczyły go  zasypiania nawet w dzień, gdy nic się nie dzieje i pełnej przytomności gdy tylko się budził. Anestezjolog, na oko bardzo młody, bardzo sprawnie znieczulił Teresę, następnie podłączył ją  do aparatury kontrolnej. Kazik zniknął jej tymczasem z pola widzenia i wcale go nie poznała w stroju ochronnym, w koszmarnie  nietwarzowej czapeczce i w masce chirurgicznej na twarzy i dopiero gdy podszedł do niej blisko i szepnął "już jestem" zorientowała  się, że ten trzeci zamaskowany facet to jej własny mąż. Zrobiono jej jeszcze jedno USG, pan doktor westchnął  "ależ uparte to dziecko, nie chce stanąć na głowie" i zabrał się do pracy stojąc za "parawanem" w pewnym  sensie dzielącym Teresę na pół. Kazik cały czas gładził Teresę po twarzy, okrywał pocałunkami jej ręce, szeptał do ucha czułe słowa. 

W czterdzieści minut później pan chirurg uniósł ponad parawan świeżo wydobyte płaczące dziecko mówiąc - jest chłopaczysko, wytrze go pani Tosia i przystawimy go do piersi - może jednak będzie pokarm. Często takie przystawienie powoduje, że jednak zaczyna się pokarm wytwarzać. Albo ja mam taką szczęśliwą rękę do dzieci. W chwilę potem golusi maluszek ssał, owinięty pieluchą tetrową, swój pierwszy pokarm- wpierw  z jednej piersi, potem z drugiej, a lekarz  tymczasem zakładał niemal artystyczne szwy na macicy i potem na kolejnych pociętych warstwach ciała Teresy. Gdy skończył powiedział - całe szczęście, że się pani obudziła i przyjechaliście w samą porę. Smarkul miał na szyi jedną pętlę z pępowiny. Ale na  szczęście nie wiercił się i nie zafundował sobie następnej ani nie zacisnął na sobie tej. Uff, odetchnąłem. A jak się pani czuje? Szybko to wszystko poszło i dzięki temu  za trzy godziny wróci pani odczuwanie bólu. Ale wtedy możemy troszeczkę znieczulić takim nowym mazidłem lignokainowym.

No a fakt, że teraz dziecko było wydobyte drogą interwencji chirurgicznej, nie oznacza  wcale, że następna ciąża też będzie musiała być w ten sposób zakończona. Każda ciąża przebiega inaczej. Mam podejrzenie, że tak mniej więcej około 9,00  rano człowieczek już będzie głodny. Proszę go przystawić do piersi po uprzednim przemyciu brodawek przegotowaną, zimną wodą. Wpierw do jednej piersi, potem do drugiej, każdą niech maluch ssie 10 minut. Nie da się ukryć, że taki ociupek to musi jeść co trzy godziny.  A jaki ma zabójczy loczek ! Niestety jest zima i maluszek musi być w  czapeczce, więc ta piękna fryzurka zniknie. A te jego piękne długie włoski za jakiś czas się wytrą i będzie śmiesznie wyglądał, jak łysiejący dorosły facet. Doktor rzucił okiem na głowy Kazika i Teresy mówiąc - oboje macie  ciemne włosy, ale nie czarne. A imię  już jakieś macie wybrane dla maluszka? W ciągu siedmiu dni trzeba go zgłosić w USC. 

Teresa tylko machnęła ręką- kiepscy z nas rodzice, jacyś tacy "na opak" - na ogół wszyscy mają dla dziecka imię jeszcze nim się ciąża na dobre zagnieździ, a my już mamy dziecko a nie mamy imienia dla niego. No i pewnie  dlatego wszystko dobrze się skończyło - podsumował lekarz. Podoba  mi się wasze podejście do rzeczywistości. W pokoju macie wodę mineralną. Od pani lekarza  wiem, że pani ma kwestię dbania o dziecko w małym paluszku, więc nie będę pani życia zatruwał poradami odnośnie diety, jeśli jednak pokarm będzie. Śniadanie będzie podane do pokoju, tak około 8,00 rano. Obiad pani dostanie do pokoju, mąż zje w kantynie. Dzwonek alarmowy przy łóżku pani. Ociupek ma swoje własne łóżeczko na kółkach. Spróbujcie jeszcze  trochę pospać. Krótkie drzemki też regenerują. Po południu zajrzę  do pani. Teresa  roześmiała  się -OK, zapraszam.

Gdy się znaleźli w swoim pokoju Teresa powiedziała- ja myślę, że nasz  synek powinien mieć na imię Aleksander, tak jak twój tata. Dopóki nie dorośnie to będziemy na niego mówić "Alek". Ma włosy tak ciemne jak ty i twój tata. Ja bardzo lubiłam twojego tatę. A drugie imię to ty wymyśl. Utul mnie, jestem zmęczona- a niedługo trzeba będzie  małego nakarmić, nastaw budzik na dziewiątą.

Obudziła  się sama, przed dziewiątą. W łóżku była sama- Kazik siedział na krześle obok łóżeczka synka i z uśmiechem przypatrywał się dziecku. Teresa cichutko zawołała  go - Zik, pomóż  mi wstać, muszę iść siku a nie mam siły się podnieść, wszystko mnie boli. Kazik szybko się podniósł i wziął ją na ręce- zaniosę cię, jakaś lekka się zrobiłaś. Teresa zaciskając zęby usiadła na sedesie, a Kazik ją podtrzymywał, potem powiedział - powinnaś dziś cały  dzień wypoczywać, leżeć. Z nadmiaru wrażeń zapomniałem ci podziękować, że wybrałaś imię mojego taty na imię naszego dziecka. Jesteś po prostu cudowną żoną. Siedź pomogę ci, podmyję cię na sedesie, to cię odświeży. Kocham cię, zrobię dla ciebie i Alka wszystko by było wam dobrze. Fajna ta łazienka, a ten sedes z funkcją bidetu - super. Jestem skłonny zainstalować u nas  w domu. Dowiem się gdzie to kupione. Ostrożnie pomógł jej wstać, wytarł do sucha zaproponował by opierając się na nim pomaleńku przeszła do pokoju. W pokoju podniósł ją i położył do łóżka. Potem  na waciki nalał przegotowanej zimnej wody i przemył jej brodawki. Chwilę później zmienił synkowi pampersa zapaskudzonego smółką, przemył go, osuszył i założył nowego pampersa. Potem pomógł wygodnie usadowić się Teresie, przykrył ją  szlafrokiem i przyniósł do jej łóżka synka.  

Popatrz jaki on już mądrutki - zachwycił się Kazik. Od razu trafił na brodawkę i ssie! No i  chyba  ma nawet co ssać, pomacaj, w tej drugiej też jest pokarm - powiedziała Teresa. Dobrze, że sobie nakupowałam książek i nieco poczytałam mądrości. Potem te książki odziedziczy Alina. A napisałeś do  taty i Krystiana, że mamy synka? Przecież oni nawet  nie wiedzą, że pojechaliśmy do  szpitala! No nie, kompletnie ogłupiałem ze szczęścia i nadmiaru wrażeń! Do taty to później zatelefonuję, teraz tylko do Krystiana poślę sms. W chwilę później Krystian przysłał zwrotny sms- cieszymy się ogromnie, daj znać kiedy mam was odebrać i skąd. I w co wam zaopatrzyć lodówkę?  W tym układzie święta będą u was.Tata już  wie?

Kazik zadzwonił w tym układzie do brata. Skoro już nie  spał, to mógł z nim porozmawiać. W tym czasie Teresa  zatelefonowała  do ojca, mówiąc mu, że już jest dziadkiem, że była "cesarka", że dziecko śliczne, dostanie na imię Aleksander, ona tak wymyśliła, a na drugie chyba dadzą Tadeusz, po żyjącym dziadku. Tata prosił, żeby koniecznie dali znać gdy już będą  w domu.

Potem Kazik wysłał wiadomość do Franka, no a Franek "biegusiem" zawiadomił dział Teresy i kadrową. Potem via Franek przesłano Teresie i Kazikowi gratulacje i  wszystkiego co najlepsze dla Maluszka. Na porannym obchodzie obejrzano dokładnie Teresę z każdej strony, pani pediatra obejrzała dziecko i  nie miała najmniejszych zastrzeżeń do jego stanu zdrowia. Malec został zaszczepiony, zważony, zmierzony i pochwalony, że taki ładny i proporcjonalny. Gdy pani pediatra wyszła Teresa powiedziała - miałam na końcu języka, że mały to taki proporcjonalny po tatusiu, ale pomyślałam, że może babie przyjść do głowy by to samej  sprawdzić. I wtedy musiałabym ją zabić. Kochanie, powiedziałam tacie, że małemu to drugie imię zapewne damy po drugim, jeszcze na  szczęście żyjącym dziadku, więc będzie Tadek. Zgadzasz  się? No to chyba jasne, skarbie. A o której pani doktor mówisz? Ja myślałem, że to któraś z pielęgniarek.

Nie  sądzisz  chyba, że przyglądam się tutejszemu personelowi płci żeńskiej. Nie wiem czemu, ale ja z jakiegoś bliżej  mi nieznanego powodu unikam kontaktu z lekarzami obu płci, w ogóle z personelem medycznym. Zaglądałem Alkowi w oczęta- białka ma nadal  bielutkie, chyba nie ma  tej noworodkowej żółtaczki i jeśli jutro też nie będzie to koło południa wrócimy do domu. Nie będziemy prosić Krystiana, prościej będzie wziąć taksówkę. Albo ja pojadę do domu autobusem z naszymi rzeczami, wrzucę je do domu, wezmę samochód i przyjadę po ciebie i dziecko. Ty już dziś całkiem sprawnie się poruszasz, masz wszędzie wewnątrz odpowiednie nici, skórę na wierzchu masz na plastry i masz ten pas podtrzymujący-jest już nasz własny, kupiłem go. Ani tu,  ani w naszym bloku nie masz do pokonania schodów. Dziś gdy będę w kantynie to wdepnę do apteki po jakieś "kosmetyki" dziecięce - mydełko, zasypkę, te płatki  kosmetyczne z waty, kwas borny do przemywania oczek no i kupię te plasterki zastępujące szwy. To świetny wynalazek nawet  na zwykłe  skaleczenia -ściągasz razem skórę, sklejasz i szybciej się goi.

                                                        c.d.n.