środa, 11 stycznia 2023

Lek na wszystko?- 37

Maj i czerwiec upłynęły po obu stronach Odry pod  hasłem "to muszą  być najpiękniejsze wakacje"- Teresa początkowo jeszcze  włączała  się do dyskusji pomiędzy Kazikiem a  Kurtem, ale szybko cały trud  zostawiła Kazikowi. Wpadła na takie  rozwiązanie gdy kilka razy  usłyszała, że przecież ona nie ma pojęcia jak tam jest i w  związku z tym nie muszą  brać z Warszawy połowy wyposażenia swojego  domu,  zwłaszcza że nie jadą pod  namiot ale do dobrze wyposażonego domku. Kurt w każdy majowy weekend tam był i starannie  wietrzył domki i nawet  trochę podgrzewał by przypadkiem nie było wilgoci. Przy tym wszystkim  zapewniał Kazika, że nie jest to "specjalna procedura", robią  tak przed każdym  sezonem, poza tym starają się tam bywać cały czas  przynajmniej raz w miesiącu, zwłaszcza, że to dość blisko Berlina - zdaniem Kurta odległość około 75 kilometrów to po prostu przysłowiowy "rzut beretem".

Akcja  ukazująca  Alinie ciemne  strony macierzyństwa przyniosła rezultaty. Alina  doszła  do "odkrywczego  wniosku", że to jednak spore  uwiązanie, nawet  wtedy, gdy dziecko nie jest karmione piersią a pokarmem zastępczym. Poza tym dotarło do niej, że w przeciwieństwie do Teresy, ona nie ma już nikogo z rodziców i będzie  musiała liczyć tylko na siebie, bo jak na razie to Krystian i popołudniami bywa zajęty, bo spotyka  się z klientami. Tak to niestety  jest gdy  się ma tak  zwany " wolny  zawód" - to nie jest regularnie wyjście  z domu na  osiem godzin do pracy, bo jednak często było to 12 godzin pracy. Teresa tłumaczyła  Alinie, że najważniejsze, że Krystian robi to co lubi, że zaczyna się już liczyć na tym rynku, a poza tym zarabia  na tyle  dobrze, że będzie  mogła wziąć urlop wychowawczy i nie oddawać dziecka  do żłobka, zwłaszcza, że ma  małe szanse na miejsce, bo wciąż żłobków brakuje. No i zaraz, gdy podsumują zarobki ich obojga, to się okaże, że powinni  sobie  zatrudnić prywatną opiekunkę do dziecka,  a nie zajmować miejsca rodzinom o znacznie  niższych dochodach.  

Bo sytuacja jest taka, że najbardziej opłacalne jest bycie samotną, źle zarabiającą matką. A ludzie szybko dostrzegli, jaka sytuacja i coraz  więcej jest rozwodów, bo są one  w niektórych przypadkach  wielce korzystnym krokiem. Teresa zna taki właśnie przypadek - małżeństwo po rozwodzie, ponieważ prawodawca wymyślił, że każde małżeństwo może posiadać tylko jedno mieszkanie własnościowe, a każde z nich chciało wykupić mieszkanie  swoich rodziców, więc się rozwiedli. Mieszkania po rodzicach zostały wykupione, małżonkowie są rozwiedzeni, nadal mieszkają razem i tu jeszcze jeden bonus - młodsze dziecko dostało się do przedszkola, bo jest dzieckiem samotnej matki. A "rozwiedziony" małżonek gdy chce zezłościć swą "rozwiedzioną"  żonę  jedzie z kolegami na tydzień do Zakopanego na narty i wściekłej żonie mówi: "nie  rozumiem czemu się tak  złościsz, przecież jesteśmy już po rozwodzie, mam prawo jechać  bez ciebie" i śmieje się. Pocieszam  ją stale, że zmieni  się prawodawca to i przepisy się  zmienią, ale tak naprawdę to się dziwię, że zgodziła  się na taki układ.

Przed  weekendem zatelefonował do Teresy Franek. Zaprosił ich oboje  z dzieckiem no i oczywiście też ojca Teresy na niedzielę do swej "posiadłości". Zapytał się  też Teresę, czy nie będzie im przeszkadzało, że oprócz nich zaprosi również Alinę i Krystiana. Zapytany, czy aby wszystko z jego rozumem jest  w porządku, że zadaje  takie  pytanie, Franek powiedział - pytam  się, bo chyba jakiś wirus  lub bakteria atakuje mózgi ludzi i coraz  częściej  rozpadają się związki rodzinne. Oczywiście zapraszam was na cały dzień, od rana do wieczora. Mój ojciec oczywiście też  będzie, wielce  się u  mnie  zadomowił i jestem z tego powodu zadowolony. Właściwie to mieszka ze mną  cały czas. 

Wymieniłem ogrodzenie na  nowe, więc pewnie  Alina się zdziwi- jest wyższe i na razie  żywopłot jeszcze nie zdążył urosnąć, ale to hedera, to szybko urośnie. Połączyłem dwa rodzaje ogrodzenia- gabionowe, wypełnione szklanymi odpadami i  kamykami z takimi tradycyjnymi , które zasłoni bluszcz. Teresa roześmiała  się - Franiu- tak  zupełnie  szczerze to mówisz o  tym z  zupełnie  niewłaściwą osobą- jedyny rodzaj pnącza jaki znam to dławisz, bo rośnie takie  coś na naszym osiedlu. A znam dlatego, że część osób domaga  się, żeby je  zlikwidować, bo oplata drzewo i to mu może na  zdrowie nie wyjść. A drugie pnące się, które znam to chmiel, który co roku odrasta w krzaczorach rosnących koło sklepu spożywczego. 

Poza tym zupełnie nie mam pojęcia co to jest to ogrodzenie "ga......"-coś tam. No to zobaczysz jak przyjedziecie. I tym razem nie będzie tadżinu. Będzie pieczeń rzymska, cokolwiek to znaczy. Pieczeń rzymska? -jak echo powtórzyła Teresa.  To fajnie, dawno nie jadłam, bo za leniwa  jestem by się zabawiać jej robieniem. A z jakiego mięsa? Wołowiny i kurczaka - pasuje? No jasne, że pasuje. Mamy coś ze  sobą przywieźć? Nic oprócz siebie i jedzenia dla Aleksandra Niewielkiego. 

No to  się zdziwisz, bo to już spore  dziecko. Fajnie, że się spotkamy, bo w lipcu jedziemy do Niemiec, do tego faceta, z którym  się kiedyś  Kazik zaprzyjaźnił. Będziemy nad jakimś jeziorem, w ich domku. On z dziećmi i żoną też będzie. Trochę jestem niespokojna, bo to trójka dzieci płci  męskiej. Zamarzyła im  się dziewczynka po pierwszym  chłopcu i zmajstrowali jeszcze dwóch. Cztery, sześć i osiem lat, ale w porę się opamiętali, że nie znają  dobrze przepisu na dziewczynkę i zaprzestali produkcji - śmiała się Teresa.

No wiesz, trójka  dzieci, z punktu widzenia  demografów jest  właściwą ilością, by nie  zaczęła spadać liczba  ludności  danego kraju - stwierdził Franek. Bo przecież wiadomo, że nie wszyscy w wieku rozrodczym będą  mieli  dzieci, poza tym czy się to nam  podoba  czy nie, to jednak część  dzieci umiera  nim osiągnie  wiek odpowiedni do  założenia  rodziny.  Teresa  roześmiała  się - no trzeba jeszcze dodać, że niektórzy gdy nawet ów wiek osiągną to i tak rodziny nie  założą, np. wstępując do zakonu. No właśnie - przytaknął jej Franek. No to przyjedźcie tak jeszcze przed południem, czekam na was z kawą, więc nie musicie jej rano pić w domu. No fajnie, więc  w takim razie do jutra. Teresa  zaraz przekazała tacie, że w niedzielę jadą do Franka.

Pogoda niedzielna jakoś nie chciała nikogo rozpieszczać słońcem -  wczesnym rankiem nawet trochę popadało i gdy wyjeżdżali z domu około wpół do jedenastej, zastanawiali  się czy uda im  się jakiś spacer po lesie. Ale było ciepło, więc wzięli spacerowe  nadwozie do wózka zamiast głębokiej gondoli. Po drodze  wstąpili do ulubionej  lodziarni i zakupili 2 pudełka lodów, w cukierni pudełko różnych ciastek, a po drodze łubiankę truskawek. Dotarli jako pierwsi, Krystian dojechał w 10  minut później. Dobrze, że Franek uprzedził, że zmienił ogrodzenie. Takiego ogrodzenia to jeszcze  żadne  z nich nie widziało. Wyglądało niczym mury zbudowane z kamieni.Były to jakby duże płaskie pojemniki z metalowej siatki wypełnione jedne dość sporymi kamieniami, inne z kolei wypełnione różnego kształtu i wielkości  bryłkami szkła. Te wypełnione kamieniami były koloru waniliowego budyniu, te wypełnione szkłem miały różne odcienie błękitu. Panele "kamienne" i  panele "szklane" były rozdzielone panelem metalowym z gęsto  pionowo zamontowanymi kwadratowymi sztachetami. Dookoła całego ogrodzenia podłoże było wysypane białym żwirem na szerokość 20 centymetrów. No  fajnie to wygląda - stwierdziła Teresa. Jeśli są z tyłu domu to chyba trzeba zadzwonić - ciekawe czy jest  miejsce na samochód, bo Franek się odgrażał, że dokupi kawałek gruntu na garaż. Chciał odkupić od  sąsiadki. Gdy tak stali,  zza ogrodzenia, niemal  niewidoczną  furtką  wyszedł Franek i pokazał im, by jechali za nim. Faktycznie udało mu  się odkupić od sąsiadki kawałek terenu i była tam brama  wjazdowa i garaż czekający na  wykończenie. Gdy już wszystko było wyładowane z bagażnika, wózek złożony w  całość, Kazik wyjął  fotelik z Alkiem. Mały wpierw obdarował radosnym uśmiechem tatę, potem zaczął się wpatrywać we Franka. Więc ku uciesze Kazika Franek przedstawił się małemu uśmiechając się promiennie i w końcu mały też się delikatnie uśmiechnął. Ledwo zdążyli wejść do domu gdy nadjechali Krystian i Alina. Aleks został przeniesiony z fotelika  do wózka, ale Kazik wziął małego na ręce, by było mu raźniej w nieznanym mu na co  dzień otoczeniu.

Gdy już się rozsiedli do salonu weszła  młoda dziewczyna, którą już tu kiedyś raz widzieli. Franek podszedł do niej, objął ją ramieniem i powiedział - to jest Joanna, czyli moja narzeczona. Wczoraj zgodziła  się zostać moją żoną. Teoretycznie jakiś nędzny promil krwi  nas  łączy, które to łączenie  było jeszcze w początku XIX wieku. Wdrożyłem całe śledztwo w rodzinie, zrobiliśmy wszystkie badania genetyczne i właściwie to mamy wspólne tylko RH dodatnie, ona ma grupę A, a ja 0. Jak sami widzicie młódka z niej jeszcze,  ale nie wystraszyła  się perspektywy życia ze starym chłopem. Co prawda podejrzewam, że bardziej ją rajcuje fakt, że może  sobie eksperymentować w ogrodzie ile tylko zechce, a ja jestem tylko dodatkiem, ale i tak czuję się usatysfakcjonowany. Ale na jej decyzję musiałem poczekać aż do przedwczoraj - ważniejsza dla niej była sesja egzaminacyjna niż stan moich nerwów gdy czekałem na odpowiedź. 

Ponieważ Asieńka  jest "wyrodną  córką", jak to  zapodała jej rodzicielka, weźmiemy tylko ślub cywilny, żebyśmy nie  musieli na  nim oglądać naburmuszonej miny jej rodzicielki i zdegustowanego ojca, który upatrzył już  sobie innego niż ja , zięcia. I będzie nam niezwykle miło, jeśli świadkować nam zechcą Alina i......tata  Tesy.  Tak będzie sprawiedliwie, po jednej osobie z każdej zaprzyjaźnionej ze mną rodziny. Po ślubie, który będzie za dwa tygodnie zrobimy sobie  tu takie maleńkie, intymne  wesele. Firmę cateringową  już zamówiłem. W kilka dni później lecimy w podróż poślubną do..... Afryki.  Wykupiłem pobyt w Tunezji. To dostatecznie cywilizowany kraj.Wybrałem wyspę Djerbę. Jest piękna, w sam raz na podróż poślubną. Wyjątkowo dobre jest tam jedzenie, chyba  najlepsze  w całej Tunezji. Ważne, że mają  na miejscu wypożyczalnię samochodów, pozwiedzamy trochę Tunezję, wykupiłem pobyt dwutygodniowy.

Byłem tam raz, raptem 3 dni, ale znam takich, którzy byli tam dłużej i potem bardzo  żałowali, że tydzień ma tylko siedem  dni i że to tak szalenie  krótko. Teresa uśmiechnęła się - wiem, kto z naszych pracowników tam był, bo się chwalił. Stwierdził, że "tam było bosko" i to pod każdym względem. Co prawda gdy sobie  wyobraziłam tego pana bez garnituru a w stroju kąpielowym to bardzo  się cieszyłam, że nie musiałam  go  w takiej  sytuacji oglądać. On jest niezmiernie  miłym facetem, tylko straszliwie zapyziałym - i  już kilka  razy miałam ochotę wręczyć mu kupon do jakiegoś SPA na odchudzanie. Ale bardzo możliwe, że to po prostu chorobliwe, tylko facet się nie leczy. No ale może on chodził po plaży w dżelabie.  Nie mam pojęcia, nigdy nie byłem  razem z nim w delegacji.  Jedno jest pewne - męska  biała dżelaba najlepiej chroni przed upałem. Wypróbowałem na  sobie- wydawało mi się, że to głupota paradować w czymś co cię okrywa od stóp do głowy - tylko raz wyszedłem w koszuli z krótkim rękawem- myślałem, że zejdę od tego parzącego słońca.

A w Maroku też spacerowałeś w dżelabie? Raz do zdjęcia z grupą Tauregów. Oni chodzą w takich  bardzo ciemno niebieskich ciuchach i obowiązkowo w zawoju na głowie.Widać mi na tym zdjęciu tylko oczy, nawet brwi mam zasłonięte. Śmieli  się potem  ze mnie, że Berber udawał Taurega.  Ale w Maroku nie  chodziłem w dżelabie tylko w bawełnianych koszulach i takich samych spodniach . Szło wyrobić. Brakuje mi chwilami tych starych arabskich dzielnic z ich szalenie barwnymi bazarami. Wszystko tam niezmiernie kolorowe i ich miejscowe wyroby i wszelakie przyprawy. Już się cieszę na to, że razem z Asią odwiedzę taki bazar. W Tunezji są piękne jedwabne suknie - nie dość, że jedwabne, to na dodatek haftowane.

                                                                  c.d.n.




niedziela, 8 stycznia 2023

Lek na wszystko? - 36

 Kilka dni później, późnym popołudniem do mieszkania Kazików "wpadł" Krystian. Dwa bardzo krótkie i "delikatne" dzwonki poinformowały  domowników, że to ktoś  swój. Kazik już był w  domu, więc poszedł otworzyć drzwi. W uchylone drzwi wpierw dotarł kosz kwiatów a za nim wszedł Krystian. 

A ty co? mieszkania pomyliłeś?- zapytał Kazik brata. Nie pomyliłem- z reguły się nie mylę. To kwiaty dla Teresy- ode mnie. Kazik ze zdumioną miną trzymał w ręce kosz kwiatów od brata - no chyba jednak coś ci  się pomyliło- albo adres  albo okazja - stwierdził beznamiętnym  tonem. 

Nic mi się nie pomyliło- stwierdził Krystian zakładając gościnne kapcie. To w podzięce ode mnie. Bo dzięki jej perswazji Alina  wreszcie dała  się przekonać, że nawet jeśli nie uda  się jej urodzić dziecka to jej nie przestanę kochać ani nie porzucę by się związać z jakąś inną kobietą, tylko po to by spłodzić dziecko. Poza tym mam prośbę do Teresy. 

No to chodź bracie, chyba już skończyła karmić Alka. Twój bratanek dziś już  miał karmienie łyżeczką. Dostał "paciaję" z marchewki. Mnie na sam widok zrobiło się mdło - nie rozumiem  jak mój syn może jeść takie  coś- mina, którą  miał Kazik była dość wymowna. A tata mówi, że wszystkie niemowlaki wsuwały i nadal wsuwają takie paskudztwo - jestem zdegustowany. 

Gdy weszli do sypialni, Teresa już kończyła przewijanie  małego w  nowego pampersa. Krystianowi udało  się jeszcze cmoknąć bratanka w bosą stópkę  nim zniknęła w śpioszkach. No to idźcie pogadać, a ja tymczasem podrzemię trochę z Alkiem- stwierdził Kazik. Ciekawy jestem który z nas  szybciej zaśnie. Nie musimy wychodzić - powiedziała  Teresa. On teraz już nie  zasypia po każdym karmieniu. Możemy iść albo do stołowego albo do kuchni i tam spokojnie rozmawiać a małemu włączę  karuzelę nad jego łóżeczkiem i będzie sobie obserwował. Za pół godziny pewnie i tak trochę podrzemie. Bardzo lubi gdy światełka z karuzeli wędrują po suficie. Półmrok i światełka na  suficie- pewnie  się dziecina czuje jak my  w kinie - stwierdził Krystian.

Bracia wybrali kuchnię na miejsce rozmowy, bo tam już urzędował tata. Krystian wręczył kosz z kwiatami swojej bratowej dziękując jej za "rozjaśnienie  w głowie  Alinie", bo chyba  od teraz  Alina  wreszcie  zrozumiała, że niezależnie od tego,  czy będą mieli  dziecko czy też  nie, to on będzie  z nią razem do końca życia.  Poprosił też Teresę, by ta  pokazała Alinie i ciemne strony macierzyństwa, bo może wtedy Alina będzie podchodziła do problemu z mniejszym entuzjazmem, co tylko jej  wyjdzie  na korzyść. Teresa  się śmiała, że "model" niestety jest bardzo grzecznym dzieckiem, więc nie  wiadomo czy uda  się nieco  wyhamować entuzjazm  Aliny w kwestii posiadania dzieci.  Tata przysłuchiwał się ich rozmowie i po kwadransie powiedział - ja to załatwię na  najbliższym wieczornym spacerze. Alinka jak dotąd miała obok  siebie tylko jedną ciężarną, a na dodatek to Teresa w ciąży cały czas czuła  się świetnie, nic jej fizycznie  nie dolegało a i tak narzekała gdy  musiała jeść to czego  nie lubi. Po prostu opowiem Alinie, jak źle znosiła ten  stan mama Tesi - początki były takie, że lekarz był skłonny by przerwać ciążę, bo ciągle wymiotowała i  to  niemal do samego końca  ciąży.   Teresa spojrzała na ojca ze  zdziwieniem - a dlaczego ja o tym nigdy nie  słyszałam?- spytała. 

A po co ci to  miałem mówić, skoro nic ci nie dolegało w trakcie ciąży?  Gdybym widział, że coś z tą ciążą nie gra to wtedy bym to powiedział. I wiesz- to, że pierwsza  twoja ciąża była wręcz  wzorcowa  wcale  nie oznacza, że druga  będzie taka sama. Tatusiu - drugiej to raczej nie będzie, bo też najprawdopodobniej rozwiązanie jej byłoby chirurgiczne. I nie mam zamiaru być krojona po raz  drugi - stan po tym jest naprawdę mało zabawny. Ja wiem, że są kobiety, które i trzy porody miały rozwiązywane chirurgicznie, ale na mnie nie liczcie - mnie to jedno dziecko w  zupełności wystarczy. Nie jestem entuzjastką rodzin wielodzietnych. Nas dwoje i jedno  dziecko - raczej to przetrzymamy organizacyjnie bez  większych problemów. Świat i tak już jest przeludniony a planeta ledwo dyszy od nadmiernego eksploatowania jej zasobów. Chcę porządnie wychować Alka, posiedzę z nim trzy lata w domu i trud utrzymania nas spadnie w całości na Kazika. Biorę też pod uwagę fakt, że być może, trzeba będzie się  stąd wyprowadzić by zapewnić nam wszystkim godziwe warunki życia. Nie  zachwyca mnie taka ewentualność, więc tym bardziej będzie nam łatwiej z jednym dzieckiem niż z dwójką lub trójką. Kurt nas namawia na osiedlenie się w Niemczech. Jedyne co mi przemawia do rozumu w tej propozycji jest  to, że Kazik ma już tam wyrobioną opinię i pracowałby w swojej specjalności. Ja - musiałabym opanować język i pewnie też bym znalazła  jakąś pracę - im notorycznie brakuje  rąk do pracy. 

Teresa dostrzegła  w oczach ojca niepokój, więc powiedziała - i  nie wyjedziemy stąd bez ciebie tato- taka opcja  nie  wchodzi w grę. Nie  mielibyśmy ani minuty spokoju, gdybyś tu został sam. I to nie tylko moje zdanie, Kazika również. Umówiliśmy  się  z Kurtem, że nasz urlop ( trzy tygodnie) spędzimy całą rodziną, razem z Krystianem, Aliną i z tobą tato,  nad jeziorem, w domku ich rodziców. W tym czasie ich rodzice będą nad Bałtykiem, w jednym  domku będziemy my wszyscy,  w drugim, swoim, Kurt z żoną i dzieciakami. W przyszłym tygodniu mamy im podać termin, w którym by nam pasował tam pobyt, bo muszą to zgrać z rezerwacją lokum nad Bałtykiem. Więc wy dwaj i Alina przedyskutujcie między sobą termin pobytu. My z tatą nie musimy z nikim ustalać kiedy możemy  wziąć urlop. Ponieważ Kurt i jego żona  nie chcą wziąć od nas  forsy za domek, zaproponowaliśmy, by przyjechali kiedy im  będzie pasowało do Warszawy i wtedy będą w mieszkaniu taty. Oni chcą przyjechać albo sami, albo tylko z najstarszym synkiem. I coś mi się widzi, że najprawdopodobniej przyjadą sami. Pewnie jestem wyrodną matką, ale gdybym miała w domu trójkę dzieci to zapewne marzyłabym o odpoczynku od  nich.

Bracia  stwierdzili, że oni to mogą praktycznie już zaplanować urlop, tylko Alina będzie musiała uzgodnić termin ze swym szefem. W tym układzie odpowiedź odnośnie  terminu dadzą za 2 lub 3 dni. I chyba wzięliby całość w lipcu. I my  się w domku letniskowym pomieścimy wszyscy?-  powątpiewał tata. Tato,  Kurt wie ile  osób  liczy nasza  rodzina. Nie ma problemu, w tym domku są trzy sypialnie, w każdej podwójne łóżko, do największej wstawią nam łóżeczko dla Aleksa. A do tego jest tam duży pokój dzienny i aneks kuchenno- jadalny. No i oczywiście  2 łazienki z toaletami. Jest też taras ze stołem, fotelikami i nawet parasolami. Jest pralka, duża lodówka, kuchenka elektryczna, zmywarka. Gotować będziemy sami. A niedaleko od domu jest strzeżone kąpielisko. Jak będzie pogoda to możecie się pławić w  wodzie całymi  dniami. My z Aleksem będziemy głównie koło domu, a ty tato pewnie będziesz z Krystianem i Aliną spędzać więcej  czasu. Nareszcie nie będę co parę  dni słyszał od niego, żeśmy sobie  ciebie zaanektowali tylko dla siebie - zauważył radośnie Kazik. A pojedziemy w dwa samochody. Oj, muszę swój dać na przegląd. Chyba zrobię to u kolegi, nie będę  musiał pilnować by wszystko zrobili i  niczego mi nie podmienili. Bo już raz   miałem taką historię.

Sprawdźcie tylko ważność swoich paszportów- dodała Teresa- a ja chyba zatelefonuję do koleżanki jak z paszportem dla małego - chyba mu nie wyrobią odrębnego, tylko ja znów będę musiała swój zmieniać i zrobić  sobie  zdjęcie z dzieckiem. Muszę to szybko sprawdzić,  bo już nieco wypadłam z kursu. Zresztą chyba  tylko raz  wyprawiałam kogoś z dzieckiem, ale nie ja załatwiałam paszport, tylko sam przelot załatwiałam.

Krystian stwierdził, że on już pójdzie do domu, bo Alina to już pewnie wróciła z pracy. Jak  zwykle tak  się wszyscy żegnali i ściskali, jakby rozstawali  się na kilkanaście  miesięcy  a nie na kilkanaście godzin. Gdy Krystian wyszedł, Teresa zajęła  się oglądaniem kosza z kwiatami - były tu różne kolory perskich cyklamenów - od śnieżno białych poprzez blado różowe aż do ciemnofioletowych i bardzo intensywnie różowych. Nie wiem jak Krystian to robi,  ale zawsze przynosi prześliczne kwiaty - stwierdziła Teresa. Kazik roześmiał  się- przez krótki czas Kris plątał się z  panienką z kwiaciarni, a tak dokładnie to z córką faceta-ogrodnika, który miał szklarnię. Ale tatuś panienki  szukał dla  niej kogoś, kto przejąłby rodzinny biznes, no i Krystian odpadł jako kandydat na jego zięcia. I pewnie stąd  Krystian umie wybrać ładne i trwałe kwiatki. Panienka już nie jest panienką i razem ze swym mężem prowadzi biznes po tatusiu. I gdy Krystian chce kupić świeże i ładne kwiatki to je kupuje w ich ogrodnictwie, które jest niemal w Warszawie. 

Nie  zapomnę jaki Krystian  był zszokowany, gdy kiedyś pojechał po nią i jej tatuś, gdy Kris  stał  jeszcze na wycieraczce przed  drzwiami domu przepytał go co studiuje, a gdy Kris wyznał, że prawo, to mu powiedział, żeby dał sobie  z nią spokój, bo ona wyjdzie tylko za kogoś kto przejmie ogrodnictwo i będzie je fachowo prowadził. No i  czar prysł, co nie przeszkadza Krystianowi w kupowaniu tam kwiatów. A ponieważ tatuś panienki dość niespodziewanie padł na serce i nie  zostawił testamentu, trzeba  było robić sprawę spadkową i  panienka zaangażowała do tego Krystiana, który już wtedy był adwokatem. Poznał też przy okazji męża panienki, faceta po SGGW.   Jednym  słowem biznes  jest w  fachowych  rękach. Ponoć mają mnóstwo domowych roślinek doniczkowych, ale jakoś roślinki nie leżą w zainteresowaniach Aliny.  Nic dziwnego - powiedziała  Teresa-  roślinki to dodatkowy obowiązek i kłopot gdy  się wyjeżdża z domu. Większość  z nich źle znosi centralne ogrzewanie, trzeba je spryskiwać, co roku przesadzać. I dlatego wolę kupować  cięte kwiaty a nie doniczkowe.  Cyklameny są dość trwałe, jakiś  czas wytrzymają ze mną w jednym  domu.  

Tata je  dokładnie obejrzał i powiedział - nie martw się, sam będę je podlewał, mama często miewała  właśnie  cyklameny perskie.  Nie można polewać wodą tej bulwy, tylko samo podłoże. I myślę, że niech stoją w tym koszu, on jest wyłożony mchem, a same doniczki są nijakie, w każdym razie na pewno nie  dekoracyjne. A kosz postawimy na tacy, żeby nie  zabrudzić blatu stołu.

Wasze plany wakacyjne brzmią bardzo ciekawie, bo Kurt zrobił na  mnie  bardzo miłe  wrażenie, bardzo sympatyczny i  serdeczny z niego człowiek.  Oj tak, westchnął Kazik. Dbał o mnie jakbym był jego bliską rodziną  a nie obcym facetem. Cały czas pocieszał mnie, że na pewno poznam  jeszcze kobietę, która będzie  dla mnie bardzo dobrą żoną- no i miał rację, co mi zaraz  w kilka godzin po pierwszej rozmowie z Tesią powiedział. 

W kilka  dni później Kazik rozmawiał  Kurtem telefonicznie i poinformował go w jakim terminie będą mieli urlop. W tym układzie Kurt z rodziną zaplanował pobyt w Warszawie na sierpień. Od  razu tata i Kazik zaczęli planować jak zorganizują ich pobyt, dokąd pojadą na krótkie wypady i jakie  atrakcje mogą  zapewnić dzieciom. Teresę nieco przerażała trójka dzieci,  ale Kazik zapewniał ją, że chłopcy nie są rozwydrzeni, bo nie są wychowywani bezstresowo i "znają swoje  miejsce w szeregu".

                                                                  c.d.n.





sobota, 7 stycznia 2023

Lek na wszystko?- 35

 Na psychikę Aliny najlepiej podziałała wspólna rozmowa jej, Krystiana i leczącego ją lekarza. Pan doktor wprost powiedział Alinie, żeby przestała histeryzować, bo stan psychiczny też ma znaczenie. Na razie niech cierpliwie łyka przepisane tabletki hormonalne, które jej zapisał, a organizm na pewno na nie zareaguje po jakimś czasie. Jeżeli w przeciągu roku, a nawet półtora roku, nie będzie  ciąży to wtedy porobi  się dodatkowe badania, które nieco rozjaśnią sytuację. A ponieważ to będą jednak dość inwazyjne badania, to nie ma  się do czego spieszyć. Poza tym poradził Alinie, by jak najczęściej brała udział w opiece nad bratankiem swego męża i przestała idealizować stan posiadania dziecka jako najbardziej pożądany. Bo jakoś tak  się zdarza, że bardzo wiele tych pań, które tak szalenie  chciały wreszcie  mieć dziecko, po porodzie wpada w depresję poporodową i są szalenie zaskoczone tym, że wcale to nie jest stan "najwspanialszy pod słońcem". 

 Krystianowi podobało się porównanie, którego użył lekarz - "bo z posiadaniem dziecka jest  trochę tak jak z wyborem na podstawie reklamowego folderu miejsca  na letni wypad nad  ciepłe morze - na zdjęciu jest piękny hotel, obok duży basen, dodatkowo fotografia kawałka plaży należącej do tego hotelu i fragment  karty dań - w sumie niemal Eden. A potem przyjeżdża się na miejsce i człowieka zatyka ze zdziwienia, bo to nieduży hotelik chociaż jego nazwa "Imperator" lśni  złoconymi literami, basen owszem jest,  ale nie w wymiarze basenu olimpijskiego, kawałek własnej  plaży też jest, ale nie 50 metrów od  hotelu  ale 200 metrów  i nie ma leżanek a są leżaki - w sumie też na "L". A przy obiado - kolacji większość turnusu zastanawia się czy niedogotowany makaron im  zaszkodzi czy może jednak nie". Pana szwagierka zastanawiała  się z kolei na każdej niemal  wizycie  co może pójść nie tak z kolejnym  miesiącem  ciąży i porodem. No i troszeczkę jej obawy  się spełniły, bo potrzebna  była interwencja chirurgiczna. No ale widziałem niedawno malca - świetnie  się rozwija, a pani Teresa już dawno przestała  się zamartwiać.

Krystian się dyskretnie uśmiechał i potakiwał  głową. Mój bratanek to bardzo cywilizowany niemowlak- powiedział - Teresa chyba wszystkie  swoje rozterki bardzo głęboko ukrywa, bo maluszek z jednakowym entuzjazmem wita każdego członka  rodziny, tak  samo szybko zasypia w jej ramionach jak i naszego taty lub własnego ojca. Niedawno był znajomy mego brata, Niemiec, więc mówił do małego po niemiecku, ale to wcale małemu nie przeszkadzało, przyglądnął się nowej twarzy nieco dłużej, ale nie płakał i  fikał nóżkami z radości gdy ten obcy pan do niego zagadywał. To naprawdę bardzo udany malec.

No właśnie -takie maleństwa  są mocno wyczulone na to, czego nie widać- na atmosferę w domu. Nerwy, niepokój trzeba trzymać w oddaleniu od niemowlaka. Każdy stan emocjonalny matki odbija  się na dziecku - również  wtedy gdy jest ono jeszcze w jej łonie. I dlatego, pani Alino, proszę uczyć  się od pani Teresy nie tylko praktycznej  strony opieki nad  dzieckiem ale i tej  niewidocznej - emocjonalnej. Bo to, że pani pragnie  dziecka to jedno, ale tego samego musi pragnąć pani organizm. A zapragnie gdy wszystko będzie  w nim  w należytym porządku. 

Szkoda, że moja  mama już nie żyje i nigdy  mi nie  powiedziała  dlaczego miała takie kłopoty z rozrodem - stwierdziła Alina. Lekarz uśmiechnął się i powiedział- niewiele więcej pani by się od mamy swojej dowiedziała- po prostu wtedy nie było jeszcze  wiadomo zbyt wiele o przyczynach bezpłodności, nie leczono kobiet hormonami. My nadal jeszcze wielu rzeczy nie wiemy, ale z roku na rok jest postęp i mamy już in vitro, co zaliczam do sukcesu. Myślę, że  z roku na rok zakres naszej wiedzy będzie  coraz większy, badania  trwają cały czas, ciągle  dowiadujemy się czegoś  nowego o  ludzkim organizmie, który jest niesamowicie wprost skomplikowaną maszynerią.

Gdy wyszli od lekarza Alina przytuliła  się do Krystiana i powiedziała- dziękuję ci, że masz dla mnie tak wiele  cierpliwości i  wyrozumiałości. Postaram się nie  wpadać  z byle powodu w panikę. Po prostu zaczęłam się obawiać, że jeśli nie uda mi  się urodzić dziecka to mnie po prostu zostawisz i odejdziesz do innej, która urodzi  dziecko. Bo przecież powiedziałeś, że chcesz, żebyśmy mieli  dziecko.  

No zgoda - chcę, żebyśmy  mieli  dziecko - powiedział Krystian,  ale to nie oznacza, że jeżeli któreś z nas nie będzie zdolne do przekazania swych genów to mamy się rozstać. Czy mam rozumieć, że gdyby moje plemniki były do niczego to ty odeszłabyś ode mnie? Zrozum  wreszcie, że dla mnie najważniejsza jesteś  ty, a nie kwestia posiadania dziecka. Dziecko  może być tylko miłym dodatkiem. Głupiątko  moje- zakochałem  się w tobie w kilka minut, chociaż  to brzmi irracjonalnie. Ale tak właśnie  było. Zawsze ty będziesz  dla  mnie na pierwszym  miejscu a dziecko na drugim. Po prostu musisz uzbroić się w cierpliwość, słuchać pana doktora i przestać głupio  myśleć, że jeśli nie urodzisz dziecka to ja cię zostawię i znajdę inną, która mnie obdarzy dzieckiem. Przyjrzyj się dobrze ile czasu pochłania opieka nad  dzieckiem i jak w sumie jest to monotonne zajęcie. Nie musimy się sprężać byś jak najszybciej urodziła - bylebyś to zrobiła jeszcze przed  czterdziestką. Pobądźmy jeszcze trochę bez  dziecka - jak ci tak tęskno to posiedź kilka dni z rzędu z Teresą, zostań z Aleksem by mogła  się wybrać swobodnie  do fryzjera lub na dalsze  zakupy. Oczywiście będziesz miała tatę w odwodzie, ale  sprawdź, czy to na pewno sama radocha taki niemowlak.

Weź jeszcze pod uwagę fakt, że Kazik , w przeciwieństwie do  mnie poświęca więcej czasu domowi niż ja, bo ja nawet gdy jestem fizycznie w  domu to zawsze pracuję - po prostu łatwiej mi się skupić w domu niż poza domem, w którymś ze służbowych pomieszczeń. Pracuję wtedy wydajniej bo nic ani nikt mnie nie rozprasza. Poza tym Kazik pracuje w odgórnie ustalonych godzinach a ja w bardzo różnych. Podejdź do kwestii posiadania dziecka bardziej na luzie - jeśli jest nam dziecko "pisane" to będzie, uświadom sobie, że niestety nie na  wszystko mamy realny wpływ. Jest cała masa przypadków gdy z medycznego punktu widzenia para powinna spłodzić dziecko - jedno i drugie zdrowiutkie, wszystkie wyniki super, a dziecka wciąż nie ma. A najgorsze w tych przypadkach są rodziny tych par, które tylko roztrząsają wciąż ten problem na forum rodzinnym, nie zastanawiając się, że to tej parze w niczym nie pomaga. Może to śmieszne, że ja, w  sumie wielce racjonalny facet wierzę w przeznaczenie, które sprawiło, że pojechałem ci na ratunek, gdy nie mogłaś się wtedy wydostać z Otrębusów. Kazik i Teresa też byli sobie przeznaczeni, chociaż jedno i drugie było na początku w związku z innym partnerem. A teraz jedziemy do domu czy do Kazików?- spytał. 

Na chwilę do Kazików, bo kupiłam dla Aleksa wytworny kombinezonik  w krateczkę czerwono-zieloną. No i przy okazji powiem  Teresie o dzisiejszej wizycie, bo mówiłam, że dziś mamy być u lekarza. I tata się ucieszy, że byłam u lekarza razem z tobą. Kiedyś mi powiedział, że bardzo  mu się podoba, że teraz para razem chodzi do lekarza. Wiesz, tata Teresy to bardzo nowoczesny tata, mój taki nie był -  zawsze mówił, że dzieci, ryby i baby głosu  nie mają i nie włączał mamy do niczego. A gdyby włączył, to zapewne nie straciłby tyle pieniędzy przez swoją siostrę i nie wszedłby do spółki z facetem, który zadłużył firmę. Ojciec  wszystkim wierzył, tylko nie własnej żonie. A mama od początku twierdziła, że spółka z tym człowiekiem nie jest dobrym pomysłem. Ale ojciec "wiedział lepiej". Wszystko wiedział lepiej - od lekarza też był mądrzejszy. Twierdził, że ma  tylko zapalenie pęcherza, tylko lekarz  jakiś nieudacznik, bo twierdzi, że to prostata i on na żaden zabieg nie pójdzie. A gdy wreszcie dotarło do niego, że to jednak przerost prostaty, to już nie było ratunku, to był rak. Popatrz, wiedział że się już z tego nie wygrzebie i ani słowem nie pisnął mamie i mnie że jest sejf i w nim dokumenty i reszta złota z warsztatu. Dobrze, że chociaż ten dom przepisał na matkę w ramach  darowizny- dzięki temu nie musiałam się nim  dzielić z jego siostrą. Dobrze, że Teresę zaciekawiło dlaczego taka brzydka serwetka leży na półce. A przepraszała  mnie ze sto razy, że ją odsunęła. Nie  lubiłam tej serwantki i tych figurek porcelanowych i nigdy jakoś nie wpadłam na to, że na tej półce leży serwetka, a na tej wyższej nie. A ją to zaciekawiło. Zawsze była bardzo dociekliwa. Mama na pewno nie wiedziała, że szafka  kryje sejf. Bo gdyby wiedziała to by mi na pewno powiedziała, gdy ją pogotowie zabierało do szpitala. Czuła, że już nie wróci do  domu, w windzie szpitalnej zdjęła z rąk pierścionki, zegarek i obrączkę i kazała mi zabrać to do domu, bo ona może w każdej chwili umrzeć i wtedy te rzeczy mogą zaginąć. Przeżyła jeszcze prawie miesiąc, co nawet lekarzy dziwiło, a mnie się wciąż wydawało, że się z tego wygrzebie. A Teresa to powinna pracować w dochodzeniówce - dociekliwa jest niebywale, ale nie wpadła na to, że ją Robert zdradzał. A może zaczął dopiero wtedy, gdy mu powiedziała, że ona nie chce z nim jechać na placówkę do Moskwy. Wiesz, on  miał nawet dość osobliwe poczucie  humoru- twierdził, że on przecież ją kocha, a na stole w trakcie tej gadki leżały jego zdjęcia gdy leży na tej blondynce. 

Nigdy nie lubiłem Roberta- powiedział Krystian- taki zarozumiały bubek był  z niego. I zawsze mi wypominał, że jestem od  niego młodszy, zupełnie jakby to miało jakiekolwiek znaczenie. Po rozwodzie Teresa mu powiedziała, że jeśli kiedykolwiek do niej zatelefonuje czy też postara  się z nią zobaczyć to ona postara się o to, by miał zakaz zbliżania się do niej. Jego chyba jednak nie ma w Polsce, na razie jest cisza i spokój, pewnie go jakaś kobietka dorwała. Może nawet któraś z Rosjanek.

A skąd ty go znałeś? - spytała Alina. A stąd, że moi rodzice i Teresy to byli dobrzy znajomi i siłą rzeczy znaliśmy  męża Teresy. Robert rocznikowo jest młodszy od Kazika a starszy ode  mnie. A wiesz dlaczego mam na imię Krystian? Nie wiem, nikt mi o  tym nie mówił- stwierdziła Alina. No bo Kazik chciał mieć koniecznie siostrzyczkę i już nawet wybrał dla niej imię - Krystynka. Pewnie miał w przedszkolu jakąś koleżankę Krystynkę, którą lubił.  No i ponieważ był bardzo rozczarowany,że nie urodziła  się dziewczyna rodzice nazwali mnie Krystianem. Dobry numer - zaśmiała  się Alina. Kazik się bardzo bał, że jeśli urodzi się  chłopak, to będzie  mu zabierał jego samochodziki. I podobno  wtedy , gdy już byłem w domu pokazali mu, że primo- ja  wciąż jestem w beciku, że tylko jem i śpię i że nawet najmniejszego samochodziku nie wezmę do ręki, bo nawet za palec go nie chwyciłem, chociaż palec pięciolatka nie  miał dużego obwodu. No ale imię mi zostało. Teraz się obaj z tego zaśmiewamy. Jednak różnica pięciu lat w okresie dzieciństwa to spora różnica.  Ale wychowali nas tak, że Kazik nigdy  nie był o mnie  zazdrosny, bo jak twierdzi to nigdy mu nie kazano by mi w czymś ustąpił, bo ja jestem malutki. Podobno uczyłem się chodzić trzymając się jego za ubranie.  A on wtedy bardzo uważał żebym się nie przewrócił.A ja byłem zawsze dumny i blady, że mam starszego brata. I to on mnie wielu rzeczy nauczył, między innymi jazdy na  trójkołowym rowerze, potem na  normalnym. I   bardzo się cieszę, że Kazik zakochał się w końcu w Teresie i że są małżeństwem. Szkoda  tylko, że nie stało się to za życia rodziców. Też by się cieszyli.

                                                                  c.d.n.



poniedziałek, 2 stycznia 2023

Lek na wszystko? - 34

 Prawie dwa miesiące później do Polski przyjechał służbowo Kurt. Był zachwycony  małym Aleksandrem, Teresą, ojcem Teresy, posiłkami, które wcale nie były jakieś wymyślne,  ale po prostu bardzo smaczne. Zachwycał  się,  że malec nie płacze na widok obcej twarzy. Bardzo chciał zapłacić za mieszkanie przez ponad tydzień w mieszkaniu ojca Teresy, ale Kazik zagroził, że w takim razie on zwróci jemu pieniądze za okres, gdy przez  miesiąc mieszkał i "dożywiał się" u Kurta i jego żony, nim znalazł dobre mieszkanie dla siebie. Z Teresą Kurt dogadywał się po angielsku,  z ojcem Teresy po niemiecku, do Aleksandra mówił po niemiecku, ale tyle  było w jego głosie  ciepła, że maluszek zaakceptował go całkowicie. Codziennie Kurt kontaktował się z żoną i dziećmi. 

Zaprosił ich wszystkich,  by najbliższe wakacje spędzili w Niemczech, w domku letniskowym nad jeziorem. Zaproszenie uwzględniało również obecność  Krystiana i Aliny.  Rodzice Kurta i on wraz  z żoną mieli całkiem spore dwa domki letniskowe. Jeden z domków odnajmowali często letnikom - domek był z pełnym wyposażeniem, łącznie z pralką, lodówką, kuchenką indukcyjną z piekarnikiem. Śmieli się  wszyscy, że Kurt przełamuje stereotypy o złym Niemcu, a  Kazik z Teresą są wizytówką nowego już pokolenia. Rozumiał dobrze, że nie jest łatwe podjęcie ad hoc decyzji o zmianie miejsca zamieszkania na stałe. Ale ponieważ znał dobrze  Kazika od  strony  zawodowej, bardzo mu  zależało na tym by Kazik podjął pracę w spółce, której był udziałowcem. Rozumiał też, że bracia są ze sobą  bardzo zżyci i to też może być przeszkodą w przeprowadzce Kazika z żoną i dzieckiem  do Niemiec, chociaż odległość na trasie Berlin -Warszawa można było pokonać w kilka godzin samochodem. Zdaniem Kurta taki pobyt na  wakacjach nie   zorganizowanych pozwoli Teresie lepiej poznać  "zwykłe  życie  w Niemczech", bo najlepiej  gdy ktoś  poznaje   nowe  warunki na  własnej  skórze. 

Gdy Kurt zakończył  swą wizytę w Warszawie, Teresa  powiedziała  do Kazika, że nie  spodziewała  się,że Kurt to taki miły i bezpośredni facet. Ale ona jednak wolałaby jednak pozostać w  Polsce niż emigrować, nawet jeśli pojedzie  z nimi tata. Bo wiadomo, że "przesadzenie" Krystiana na grunt  niemiecki wcale nie byłoby proste, musiałby mieć jednak uprawnienia wystawione w Niemczech,  a nie te polskie. A to niestety  nie jest kwestia  opanowania  tylko języka  ale i spraw  merytorycznych. A ona nie chce  by się rodzina   rozdzielała.  Nareszcie  ma rodzinę w całości  i nie marzy  się jej by się rozdzielili, co na początku będzie konieczne i wcale nie jest  wiadomo jak długo by taki stan trwał. Na wakacje - owszem- mogą pojechać. 

W pół godziny później Teresa powiedziała do Kazika - przepraszam cię, podeszłam do tego wszystkiego bardzo  egoistycznie, a przecież ty byś tam pracował w  swoim zawodzie,  a tu chyba jednak nie  za bardzo możesz  się spełnić zawodowo.  Zrobimy tak, żebyś ty mógł wreszcie robić  w pracy to co da ci zadowolenie, a nie tylko pieniądze.  Kazik ją  mocno przytulił i powiedział - zrobimy tak, żeby nam wszystkim było naprawdę dobrze - ja też  wolę byśmy nie wyjeżdżali z Polski i nie rozdzielali  się z Krystianem i Aliną. A przejście do tego warsztatu może okazać  się całkiem ciekawe, bo jest plan by robić również  diagnostykę pojazdów. Po prostu wszystko razem przeanalizujemy. Krystian mi wspominał, że on z kolegami  chcą założyć kancelarię  adwokacką i gotów jest nawet  zająć  się sprawami rozwodowymi, bo tych  spraw jakoś  wciąż nie brak. I  nie mów o sobie, że masz podejście  egoistyczne do tematu - ja też wolę  byśmy tu zostali i  nie  musieli wyjeżdżać.

W kilkanaście  dni po wyjeździe Kurta, dość niespodziewanie, bo w godzinach  przedpołudniowych zatelefonowała  do Teresy Alina z zapytaniem, czy  może "teraz-zaraz" przyjść do Teresy na rozmowę. Teresa poprosiła, by Alina  przyszła  dopiero  za pół godziny, bo aktualnie to ona karmi małego, taty nie ma  w domu bo wybrał  się do biblioteki, więc nie chciałaby przerywać karmienia  na otwieranie  drzwi. Ale jeśli ma ich klucze i  sama sobie otworzy bramę i mieszkanie i zaczeka w drugim  pokoju, to może przyjść od  razu. No ale okazało się, że klucze od  ich mieszkania to stale  nosi przy sobie Krystian, no ale on jest  aktualnie  w pracy. 

Teresa  była  zdziwiona nagłością owej wizyty, zwłaszcza, że były to godziny pracy. Alina dotarła do Teresy nie  za pół godziny a dopiero za godzinę. Mały  był już najedzony i "obrobiony" i spokojnie już drzemał po jedzeniu.

Gdy Teresa zobaczyła  na progu  mieszkania Alinę to pomyślała, że  jej przyjaciółka chyba jest chora. Alina była bledziutka, oczy  miała podkrążone i zaczerwienione białka, włosy nieco potargane. Co ci jest-spytała Alinę. Mnie? - spytała  głupio Alina- mnie  nic, ale Krystian mnie wkrótce  rzuci i będzie  miał rację. Na cholerę mu bezpłodna baba. No a skąd wiesz, że jesteś bezpłodna? taką opinię lekarz  wydaje po wielu miesiącach różnych badań i po dwóch latach bezskutecznych starań  się o zajście w ciążę. A  z tego co wiem, to chyba jeszcze pół roku nie minęło i chyba jeszcze żadnych badań nie robiliście. Poza tym w dzisiejszych  czasach kłopoty z poczęciem  dziecka rozkładają się po 50% na obie strony - mężczyźni w tym samym  stopniu za to odpowiadają co i kobiety. Mają coraz gorszej jakości nasienie i mit, że to tylko wina kobiety, że nie  zachodzi w ciążę już od dość dawna upadł, tylko jakoś to wszystko nie dotarło jeszcze do ludzkich mózgów. 

Do mózgu Krystiana już dotarło - stwierdziła Alina - zaczął bardziej o siebie dbać: regularnie je, nie zarywa nocy na pracę i robił już dwa razy badania - to drugie badanie udowodniło mu, że warto jednak dbać o siebie, bo wyniki tego drugiego badania już są dużo lepsze.  A u mnie wyszła  niewydolność ciałka żółtego - na razie tyle wiadomo. W określonej chwili  cyklu będę brała przez dwa tygodnie progesteron,  a jeśli nadal nic to nie pomoże to może się to skończyć inseminacją lub in vitro, oprócz leczenia hormonalnego. Bo bez tego wspomożenia hormonalnego mojego organizmu nic się nie uda. Nie jestem jakimś wyjątkiem, leczących  się z powodu bezpłodności par jest coraz  więcej. Zwłaszcza w tak  zwanych krajach "rozwiniętych."  Jesteście z Kazikiem szczęściarzami - udało ci  się zajść w ciążę bez jakiegoś sterowania hormonalnego. 

No tak - zgodziła  się z nią Teresa. Ale z kolei poród był skomplikowany- nie można uznać że był wielce udany - całe  szczęście, że rodziłam w dobrej klinice i że prowadził mnie dobry, doświadczony lekarz, który nie  czekał na cud. Dzięki temu Aleks nie urodził się przyduszony pępowiną. My już raczej nie będziemy mieli drugiego dziecka, bo zapewne też musiałoby być wydostawane operacyjnie. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że nasza Ziemia zaczyna w określony sposób sama regulować poziom zaludnienia. Coraz więcej par ma trudności z rozrodem.  Mój pan doktor zawsze mówi, że trzeba szanować postanowienia naszego organizmu - to nasz organizm sam decyduje czy nadaje się do powielenia, czy może jednak nie. Bo chociaż się bardzo staramy to nie wiemy jeszcze  wszystkiego o tym jak funkcjonuje to bardzo skomplikowane urządzenie zwane żywym organizmem.

A ty nie histeryzuj - Krystian nie ma zakutego łba - jak widzisz dotarło do niego, że wszystko to co my robimy ma  wpływ na  nasz organizm. I na pewno nie porzuci cię tylko dlatego, że nie możesz  zajść w ciążę. Nie przeszłaś jeszcze wszystkich badań. Być może, że wzmocnienie tego ciałka żółtego da szybko dobry efekt. Ale licz  się i  z tym, że sama ciąża to mało zabawne zajęcie i wierz  mi - nie doznawałam z racji ciąży stanu  euforii, raczej wściekłość, że muszę o siebie dbać. A i tak byłam szczęściarą, nie miałam mdłości porannych, brzuch mi wyskoczył dopiero w siódmym miesiącu, nie puchły mi nogi i ręce, niemal do tygodnia przed porodem mogłam korzystać z seksu - no co tak oczy wytrzeszczasz? Ciąża nie była  zagrożona, lekarz zezwolił. Pamiętaj o tym, że ciąża to średnia frajda - musisz wtedy cały czas dbać i o to małe co masz  w brzuchu i o siebie i nie wpadać  w histerię co pięć minut, bo te histeryczne zachowania źle robią małżeństwu. Facetowi nie zmienia się, tak jak nam, zestaw hormonów z okazji ciąży żony. Jak chcesz  to przejrzyj  sobie kilka moich książek - mam całkiem sporo dobrze napisanych książek o ciąży i porodzie. I trzymaj je  na wierzchu, w dobrze  widocznym miejscu, to na pewno zajrzy i  do nich Krystian. On to zupełnie jak Kazik - nie może przejść obojętnie obok książki, która leży na wierzchu. A im więcej sobie  poczyta o ciąży i porodzie tym lepiej dla ciebie. Bo wtedy do nich dociera, że nasze zachowanie podczas ciąży i porodu jest w sporym stopniu sterowane hormonami. I zabieraj go zawsze do swego lekarza-ginekologa. Ten mój bardzo ceni facetów, którzy biorą czynny udział w  życiu żony,  zwłaszcza ciężarnej żony. 

I - tylko się nie śmiej - wytłumacz sama sobie, że los jest cholernie złośliwy -  im bardziej czegoś pragniesz tym trudniej ci to osiągnąć. Po prostu uwierz  mi -im mniej czegoś pragniesz tym szybciej cię to spotka. Przestań się nakręcać, że bardzo, bardzo chcesz  mieć dziecko. Będzie to dobrze, zdążysz  się zastanowić  co dalej gdy wszystkie starania medyczne zawiodą. Zacznij podchodzić do życia jak Hindusi - będzie co ma  być, każdy ma gdzieś zapisaną swoją ścieżkę losu i ona z jakiegoś powodu musi się spełnić. Może masz jakąś ukrytą wadę swego organizmu i nie jest dobrze, by ona  dalej krążyła w twojej rodzinie. I nie  zapomnij powiedzieć lekarzowi, jeśli jeszcze tego  nie mówiłaś, jakie kłopoty z rozrodem miała twoja mama. To nie był zapewne "dopust Boży" tylko wtedy jeszcze  nie rozpoznawalne wady, które nie powinny być przekazywane następnym pokoleniom.

Jak na razie najwięksi filozofowie nie wymyślili dlaczego tak jest. Ja poszłam na łatwiznę - połknęłam i przyswoiłam  sobie pojęcie  reinkarnacji. Nie będę ci robiła wykładu, o wszystkim możesz sobie poczytać. Jak sama wiesz, każdy ma własną interpretację tekstu, który czyta. To trochę jak z odbiorem kolorów - to bardzo indywidualny odbiór. I wiesz  co? Krystian jest na tyle mądrym i empatycznym facetem, że o tych swoich wszystkich obawach możesz z nim szczerze,  spokojnie porozmawiać. Okaż mu trochę więcej zaufania, podziel się z nim  swymi lękami. My z Kazikiem mówimy sobie o wszystkim i to jest bardzo, bardzo fajne. To sprawia, że nie  szukamy kogoś, komu chcielibyśmy się zwierzyć ze swoich lęków. Przez całe moje małżeństwo z Robertem i przez jego małżeństwo z Anką zwierzaliśmy się sobie  ze wszystkich swoich problemów, bo ani ja  ani on  nie mogliśmy tego powiedzieć swoim połówkom, bo zaraz były dzikie awantury.

Ale on jest tak strasznie zapracowany, że nie mam odwagi zawracać mu dodatkowo głowy  moimi lękami - tłumaczyła Teresie Alina. No ale jeśli mu tego  wszystkiego nie powiesz to problem będzie  tylko narastał i w pewnej chwili zacznie to wszystko rzutować na  wasz  związek. Przemyśl to sobie - tracimy kogoś nie tylko dlatego, że ktoś inny wpadł mu  w oko ale i dlatego, że nie potrafimy mu w stu procentach zaufać. A tak  się składa, że Krystian cię bardzo kocha i jestem pewna, że zrozumie cię. Po prostu spróbuj z nim porozmawiać o tym wszystkim o czym dziś powiedziałaś mnie. On jest właściwszym adresatem niż ja. To dotyczy w znacznym stopniu jego, nie mnie. Gdy z nim to wszystko omówisz to wtedy my we dwie możemy sobie o  tym pogadać i pozachwycać  się jakich  fajnych mamy facetów. Krystian i Kazik wychowali się w domu pełnym miłości i  szczerości. Naprawdę zostali świetnie obaj wychowani.

                                                            c.d.n.

piątek, 30 grudnia 2022

Lek na wszystko?- 33

 Ale na dole nikt nie  czuł się urażony faktem, że Teresa tak  długo plotkowała z Frankiem. Ojciec  Franka opowiadał z humorem jakim  to był złym mężem, bo nie chciał się przenieść do miasta i zmienić się z agronoma w jakiegoś innego specjalistę. Krystian starał  się wytłumaczyć starszemu panu, by ten  jednak ujął istniejącą  sytuację w ramy prawne i przeprowadził rozwód. Bo w życiu tak jakoś  bywa, że takie "poplątane" sytuacje w pewnym  momencie  bardzo utrudniają i komplikują życie. No ale ja przecież nie mam najmniejszego zamiaru żenić się, więc ten  rozwód mi nie będzie potrzebny- zapewniał Krystiana starszy pan. Na samą  myśl, że miałbym się z nią spotkać w sądzie robi mi się niedobrze - stwierdził. 

Ale wcale nie musi  pan  się z nią spotykać w sądzie-zamiast pana spotka się w sądzie  z tą panią pański adwokat. Moja bratowa w ten sposób się rozwiodła ze swoim mężem. Zamiast niej ja stawałem w sądzie. I co?-zainteresował się starszy pan. Ach, to była tak ewidentna sytuacja, tak niepodważalne dowody, że wystarczyła jedna rozprawa. Myślę, że w pana przypadku, gdy jest tak wieloletni rozpad  związku to też będzie  sprawa krótka, nawet jeśli macie państwo jakiś wspólny majątek. 

Majątek  wspólny był kiedyś, ale został już dawno sprzedany, a pieniądze rozdzielone. Ja za swoją część kupiłem kawałek ziemi i jest zapis testamentowy na syna. Jeść ta ziemia nie woła, mam dzierżawcę. Zaciekawił mnie pan, muszę to jeszcze przemyśleć. No i nie wiem co o tym myśli Franek. 

Franek tylko uśmiechnął się - posłuchaj  się tata pana prawnika - ja też uważam, że to śmieszne być w takim związku. Ani mama się tobą nie interesuje ani ty mamą. Na co ci fikcyjne małżeństwo? Każde z was ma własną emeryturę, jesteście w dwóch różnych miejscach  zameldowani. Macie zupełnie różne upodobania, ty lubisz wieś, a ona tylko miasto. I wiesz - mama nie wie, że mieszkam pod Warszawą a nie w Warszawie. Nie informowałem jej jeszcze o tym, bo ta wiadomość nie jest na pewno jej do szczęścia potrzebna, a mnie się nie chce wysłuchiwać po raz setny do czego prowadzi mieszkanie  na wsi.  No ale ty synu wcale  nie mieszkasz na  wsi - to jest zwykła, nieco bardziej oddalona od  centrum podmiejska osada. Przyjemnie  się  tu mieszka, znacznie  lepsze powietrze  niż w Warszawie. No i mogę sobie trochę podłubać w ziemi. Ale już są plany większego "ucywilizowania" . I lokalizacja tej parceli jest na tyle  dobra, że z latami będzie  rosła jej cena. A poza tym zupełnie nie wiem czemu tyś się do tej  pory nie ożenił. To że twojej mamie i mnie  nie ułożyło się  życie to nie powód byś ty miał żyć w kawalerskim stanie. Franek zjeżył się nieco - po co się miałem żenić, jak więcej mnie w Polsce nie ma niż jestem. Jak zmienię pracę to może wtedy pomyślę o ożenku. No to zmień pracę, w czym problem? 

W niczym nie ma problemu- niedługo czy chcę, czy  nie to zmienię pracę- likwidują nasze biuro. I, jak na razie, to przejdę do pracy, w której już nie będę ciągle służbowo podróżować. Co ty powiesz? A dlaczego zamykają waszą firmę? Tatku - czy ty wcale nie słuchasz radia, nie  czytasz gazet? Nie widzisz, że się wszystko w Polsce zmienia? Skończył się socjalizm, zaczął się kapitalizm. Paszport będzie mógł sobie  wyrobić każdy i jechać dokąd chce - byle miał pieniądze. Tyle teoria, a jak będzie naprawdę?- pożyjemy to zobaczymy. A nie ożeniłem się dotąd, bo chciałem się przeprowadzić do Maroka. No i co? - już nie  chcesz? - dopytywał się ojciec. Tato - na razie  musi mi się  coś wyklarować  z pracą. Wkrótce nie będzie  wcale wesoło na rynku pracy- raczej ponuro.

Alina, która dotąd milczała powiedziała - a ja mieszkałam pod Warszawą niemal od chwili urodzenia  się. I ten dom to jest kolejny, trzeci a może i  czwarty, w którym mieszkałam, bo rodzice zawsze tylko wynajmowali - nie chcieli mieszkać na stałe pod Warszawą - to byli warszawiacy z dziada-pradziada. Ale wyjechali pod  Warszawę gdy zbombardowano kamienicę, w której mieszkali i  zbyt późno po wojnie wrócili do Warszawy-wtedy Warszawa była  już miastem zamkniętym, a tata miał wolny  zawód, który mógł wykonywać tam, gdzie mieszkał. I automatycznie stracił warszawski meldunek. Prywatnej inicjatywy nikt w Warszawie nie potrzebował.  Jego siostra twierdziła, że nas u siebie zamelduje, ale, jak to w przysłowiu - obiecanki, cacanki i nigdy tego nie  zrobiła. Co nie przeszkodziło jej wyciągnąć od mego ojca pieniądze na "łapówki", żeby mogła nas zameldować. Dopóki chodziłam do podstawówki to dla mnie mieszkanie pod Warszawą nie było problemem, ale dojazdy do Warszawy do szkoły i do pracy dały mi  się we znaki. I nikt się mnie nie pytał czy mi się tu dobrze  mieszka, kupili ten dom. Osobiście mam dość mieszkania pod  Warszawą i wolę oddychać tym warszawskim smogiem i mieć bliżej  do pracy i do przyjaciół. Ale cieszę  się, że panom się tu dobrze mieszka i jesteście obaj zadowoleni.

A co do pana ewentualnego ożenku - zwróciła się do ojca Franka - znam pana po siedemdziesiątce, który niedawno ożenił się z panią kilkanaście lat młodszą od  siebie. Też się zarzekał, że jedno małżeństwo to mu wystarczy do końca  życia, ale gdy ta pani pojechała do sanatorium, a on został w Warszawie całkiem  sam, bo córka z mężem przeprowadziła  się do Krakowa, stwierdził, że jednak smutno samemu i dość szybko oświadczył się pani, z którą dotąd miał tylko przyjacielskie układy. I świetnie to na niego wpłynęło, wręcz odmłodniał i zaczął o siebie  dbać,  a  zakochany jest w swej  żonie po uszy - ciągle żałuje, że "tyle lat zmarnował bez niej." Widać  z tego, że na miłość i małżeństwo nigdy, dopóki  się żyje, nie jest za późno. 

Teresa i Kazik zdecydowali, że oni to już się pożegnają, ojciec Teresy jeszcze  został i miał wracać razem z Krystianem i Aliną. Tata, tylko nie pomyl się i nie pojedź do swojego mieszkania, zima jeszcze trwa- przypomniała mu Teresa. Niemal w ostatniej  chwili tata zdecydował  się, że jednak wróci do Warszawy razem z Kazikiem i Teresą. Nie chcę stracić kąpiółki Alka - dziś jest dzień jego kąpieli- a maluszek w kąpieli to cały poemat.

W drodze powrotnej Teresa opowiedziała mężowi o  czym tak długo rozprawiała z Frankiem na górze- no cóż- stwierdził Kazik. Zaczyna być ciekawie i nieciekawie jednocześnie. Krystian ze  swoim zawodem nie jest  zagrożony utratą pracy - jakoś tak  się dzieje, że w każdym systemie politycznym prawnicy mają pracę. Ja mam propozycję przystąpienia do spółki lub ewentualnie tylko do pracy u kolegi- tego co ma porządny,  z prawdziwego zdarzenia warsztat samochodowy. Poza tym Kurt przyjedzie niedługo do Polski,  zaproponowałem  mu zamieszkanie w tym czasie w mieszkaniu taty i nawet przytomnie się tatę zapytałem  czy mogę się porządzić jego mieszkaniem. Jak się tu zrobi zupełna "kaszana" to będziemy się pewnie przenosić do Niemiec - oczywiście razem z tatą.  Oczywiście powiedziałem Kurtowi, że to jest mieszkanie taty, bo tata teraz aktualnie mieszka u nas.  Tak naprawdę to wolałbym zostać w Polsce, ale zupełnie  nie wiadomo co będzie  dalej. To jest ta mniej  ciekawa strona transformacji.Cała rzecz  w tym, że przez te lata radosnego socjalizmu ludzie zupełnie są zdeprawowani. Wszystkim  się wydaje, że państwo to ma jakieś  swoje pieniądze, które powinny być ludziom rozdawane, za sam fakt, że  się na tym świecie urodzili. Nie wiem dlaczego w programie szkół nie ma jakiejś propedeutyki ekonomii. Co mi z tego, że uczą dzieci o roślinach nago- i okryto nasiennych, a dzieciak kończy podstawówkę i liceum i nie ma bladego pojęcia o tym skąd się biorą w państwie pieniądze. No przecież są licea ekonomiczne- zauważyła Teresa. Ale faktycznie - ich program nie jest zbyt rozwijający i nie wychowują biznesmenów, raczej księgowych.

Wiesz Zik, mnie to wszystko jedno gdzie będziemy mieszkać - ja tylko nie chcę byśmy się musieli na jakiś czas rozdzielić. Na pewno było wszystko łatwiejsze gdy byłeś sam - nie uczyłam  się nigdy niemieckiego, znam angielski ale nie  mogę powiedzieć, że perfekt. No i mamy dziecko, nie jesteśmy już sami. Myślę, że dopóki się da to będziemy tutaj. Dopóki ci płacą to tam pracuj. Dopóki karmię małego to nie pójdę do pracy. W planie mam rok karmienia. Gdy go odstawię to będę mogła rozejrzeć się za jakąś pracą na pół etatu. Cztery godziny dziennie, czyli w praktyce 5-6 godzin to mały może być z tatą. 

Nie, nie pójdziesz na jakiś półetat - zapominasz, że mamy na okres twojego bezpłatnego macierzyńskiego zabezpieczenie finansowe. Ja tam naprawdę zarabiałem prawdziwe i dobre pieniądze - byłem legalnie zatrudniony, zarabiałem tyle samo co niemieccy inżynierowie. Na razie wszystko będzie tak jak jest - zobaczymy co powie Kurt. Masz przecież upoważnienie do mego konta dewizowego. Na pewno nie zostawię cię w Polsce na dłużej niż trzy lub góra cztery dni. Tyle  wystarcza na rozmowy o pracy. Zresztą gdy poznasz Kurta to na pewno go polubisz i on ciebie  też. Niemcy są bardzo rodzinni. I on doskonale wie, że ja  sam bez ciebie, dziecka i taty na pewno nie będę tam przebywał. Z nim to sobie porozmawiasz po angielsku. Gdy byłaś w ciąży to proponował byśmy przyjechali do niego tak ze dwa tygodnie przed terminem i żebyś rodziła w tamtejszym szpitalu. Ale zapewniłem go, że będziesz  rodzić w prywatnej, dobrej klinice. On ma trzech chłopaków- najmłodszy to ma dwa lata. Strasznie chcieli wyprodukować dziewczynkę i już przystopowali. Oni też znają to powiedzenie "do trzech  razy sztuka"- widać nie jest im pisana dziewczynka. 

Tata pilnie słuchał całej rozmowy i powiedział - mną się kochani nie przejmujcie - mnie zależy na tym, żebyście sobie  dobrze ułożyli życie. Tato - zaoponował Kazik - ale ja sobie już nie wyobrażam, żebyśmy byli gdzieś  daleko od  ciebie. Kocham cię nie mniej niż kochałem swego ojca. Opcja, że ty zostaniesz tu, a my gdzie indziej - zupełnie  nie wchodzi  w grę. Ja nawet optuję za tym, żebyś przeniósł się do nas na stałe. Tamto mieszkanie będzie po prostu zapasowe. Jakby nie było to jest tu pięć pokoi. Jakoś czuję się spokojniejszy gdy mnie  nie ma  w domu a wiem, że ty jesteś razem z Tesią i dzieckiem.

Ale ja jej w niczym nie pomagam, nie ma takiej potrzeby. Tata, przecież tu nie idzie o pomoc. Chociaż nie da się ukryć, że liczy się nawet i to, że poturlasz  wózek po tej loggii i ona nie musi się taszczyć z wózkiem i dzieckiem zimą po tych osiedlowych uliczkach. Jak już będzie ciepło to będziecie samochodem jeździć razem do parku. Zawsze milej jej będzie z tobą niż samej. 

Tato, ja też jestem za tym, żebyś mieszkał z nami, zresztą pamiętasz- tak od  samego początku planowaliśmy, to ty wybrałeś jednak oddzielne mieszkanie. Przecież chyba widzisz sam, że ty nas w niczym nie krępujesz, a Aleks nie jest wrzaskulcem.  Cieszę się, że Zik to wszystko sam ci wyłożył - jak widzisz to jesteś kochany przez nas oboje i to małe też  cię aprobuje w pełni. A małe  dziecko to taki stworek, który czuje się pewniej im rodzina obfitsza - oczywiście tylko wtedy, gdy go rodzina akceptuje. On tak  samo dobrze  zasypia przytulony do ciebie jak i wtedy gdy go przytulam ja lub Zik. To naprawdę  świadczy o tym, że Aleks cię kocha tak samo jak nas. Alina też sobie ciebie na ojca upatrzyła, wychodzi wciąż z tobą wieczorem na spacer. Kiedyś miałeś tylko jedno dziecko, teraz masz aż pięcioro. Pięcioro?- zdziwił się ojciec. Jakim cudem? No policz tatusiu - nas troje oraz Alina i Krystian. I każde z nas uważa cię za swego tatę. Aleks jeszcze pewnie nie odróżnia- on na  razie tylko wie, że są "swoi" i jacyś inni. Do swoich to się przytula - innym się uważnie przygląda. Na szczęście na widok obcych nie  ryczy.  No a gdy Krystian z Aliną zmajstrują jakieś dziecko to będziesz miał nas sześcioro do kochania. Faktycznie- zgodził się tata.

                                                                c.d.n.


środa, 28 grudnia 2022

Lek na wszystko?- 32

 Gdy tydzień później Teresa wraz z "przyległościami" przyjechała do "posiadłości" Franka rzuciła  się w jej oczy nowość - na podwórku była utworzona Kuchnia Letnia. Kuchnia Letnia  a dookoła jeszcze  zima. Głównym jej elementem był stary piec kuchenny, w którym aktualnie palił  się ogień, a na jednym z dwóch palenisk stał oryginalny gliniany garnek tadżine, w którym już od  samego rana, na małym ogniu piekły się części kurczaka z dużą ilością warzyw i , z uwagi na Teresę, łagodnych przypraw. Kuchnia była z trzech stron obudowana  cegłami, chroniącymi ją przed  wzrokiem sąsiadów  i miała żaluzjowy dach, teraz opuszczony. 

A skąd ty wytrzasnąłeś ten piec? - dziwiła  się Alina- nie miałam pojęcia, że jeszcze gdzieś można takie piece kupić. Naprawdę cię ten piec  dziwi? - przecież stał cały czas w jednym z tych pomieszczeń na parterze. Był tylko trochę zakurzony, ale poza tym "cały i zdrowy". Ja mu tylko nogi skróciłem i palę w nim tylko drewnem, nie węglem. Nawet kominiarze  nie  mieli do niego żadnych zastrzeżeń, bo jak widzisz, stoi na gresie. Ściany tej kuchni to cegła, żaluzja metalowa. Nic łatwopalnego tu nie ma. Drewno jest przechowywane na zewnątrz. 

Marokańskie danie wszystkim bardzo  smakowało - mięso było mięciutkie i aromatyczne, no ale nic dziwnego, dusiło  się na ogniu wiele godzin. Ponieważ jak na zwykłe dla małego dziecka warunki było  jednak sporo osób, Teresa stwierdziła, że będzie karmić dziecko w kuchni, a nie  w salonie, żeby nikogo nie krępować, ale Franek zaprotestował i powiedział, że przecież na górze  są jeszcze trzy pokoje, więc będzie na pewno Teresie wygodniej i  swobodniej posiedzieć z dzieckiem w jego gabinecie, bo tam jest wygodny fotel. W związku  z tym wózek wraz  z dzieckiem został wniesiony na piętro, Franek szybko przystosował swoje biurko na "przewijak", kładąc na nim grubo złożony miękki koc i frotowe prześcieradło.

Teresę i Kazika aż niemal przytkało z wrażenia i Teresa powiedziała - jesteś Franiu niesamowity- mogłam małego przewinąć w  wózku - aż mi głupio, że ci narobiłam kłopotu. Ależ to żaden kłopot, dla mnie frajda, bo ten mały  człowieczek jest prześliczny. To niesamowite, że kiedyś każdy z nas był takim maleństwem. A poza tym to jestem twoim dłużnikiem, ale opowiem ci gdy już mały zje. 

Stary, możesz mówić teraz- stwierdził Kazik - mówisz cicho, a to małemu w jedzeniu nie przeszkadza. A ja pójdę na dół, żeby zaraz komuś  się nie  zachciało przyjść na górę do nas.  Masz spokojnie pół godziny. Pogłaskał synka po główce, cmoknął w policzek Teresę i wyszedł. Fajnego masz męża- powiedział z uśmiechem  Franek. No fakt- stwierdziła Teresa. No to mów co się urodziło. 

Franek głębiej odetchnął i powiedział - po pierwsze, to zmieniam pracę. I to w bardzo dla mnie korzystny sposób - to będzie przeniesienie służbowe do ministerstwa. Dobrze jest mieć w kilku miejscach przyjaciół. Oczywiście nie do naszego przechodzę, bo naszego właściwie już nie ma. Masz dobrego informatora. Druga wiadomość - nie złapałem kontaktu  Ismeną. Zupełnie jakby mi  się tylko przyśniła. Owszem, jest lekarz o tym nazwisku, ale to facet. Nie ma jej w żadnych wykazach lekarzy. Masz dobrą sygnalizację świetlną w głowie. CHZety - część się sprywatyzuje, część będzie spółkami i wejdą na Giełdę Papierów Wartościowych. Ja za miesiąc przechodzę. Jak to miło, że nasza centrala mikroskopijna i bez pracy nie zostanie  nagle 1000 osób, tylko poniżej 200. Gdy skończy ci się urlop wychowawczy, a praca tam będzie miała jakiś sens - to ściągnę cię do pracy. Wiesz, ta transformacja to bardzo bolesna sprawa, ale to trochę jak w medycynie - pewnych chorób nie uleczysz bez interwencji chirurgicznej. Ciekawy jestem czy gdybym teraz pojechał służbowo do Maroka spotkałbym się z Ismeną- o ile naprawdę tak miała na imię. No ale jak na razie nigdzie nie jadę. Nawet nie masz pojęcia, jak to dobrze, że to czerwone światełko zapaliło się u ciebie i że mi to wszystko powiedziałaś. Nie wykluczam, że ten kontrahent i owa Ismena są z tej  samej parafii. Aż zazdroszczę twemu maleństwu - jeszcze sporo przed nim lat bez problemów. 

No właśnie - coś czuję, że spełni się ciche marzenie Kazika, by dziecko hodowało się w domu aż do chwili pójścia  do szkoły.  Bo nie wiadomo, czy po moim bezpłatnym wychowawczym znajdę jakąś sensowną pracę. Wiesz, Kazik jest w martwej ostatnio branży i kto wie czy nie będziemy w tych  nowych realiach zmuszeni emigrować.  Chyba powinnam się zacząć uczyć niemieckiego, bo nadal Kazik ma tam kontakty. Ale  sam na pewno tam nie pojedzie. Wtedy był po rozwodzie, chciał być jak najdalej od kraju. A teraz sam na pewno nie pojedzie - umarłby z tęsknoty za dzieckiem. Nie tylko za dzieckiem - dodał Franek - za tobą też. Jesteście ze sobą bardzo mocno związani.  Jak długo się znacie? 

Oj długo, długo, ale na początku każde z nas było z kim innym w  związku. Straciliśmy w sumie furę lat- dziesięć. Przyjaźniliśmy się, nie za bardzo sobie zdając sprawę z faktu, że to miłość. On to się dawno rozwiódł i wyjechał. Na szczęście dla mnie mój mąż mnie w spektakularny sposób zdradził, ktoś, kto go chciał "upupić" to wszystko udokumentował i przesłał do mnie. Kazik pomógł mi przez to wszystko przejść i dopiero wtedy do mnie dotarło, że kochałam go od  dawna. Wiesz, gdyby mnie zostawił to bym chyba umarła. Franek roześmiał się - on nie jest typem samobójcy- z tego co widzę to nie ma na to szans- ten facet umarłby bez ciebie. Ale moim  zdaniem to bardzo dobrze, że tak bardzo jesteście  ze sobą związani. Nie ukrywam - zazdroszczę wam tego, że się tak  dobraliście. Ja to jakoś nie mam szczęścia do kobiet. Jak na razie to same niewypały - nie wiem, może jestem zbyt stary i mocno niedzisiejszy? Bo lubię gdy kobieta jest kobietą a nie jakąś podróbą faceta. Jakoś nie mogę się zachwycić tym, że dźwigają ciężary, obtłukują sobie twarze na ringu. Taki widok napawa nie niesmakiem. I denerwuje  mnie, gdy mi kobieta  wyrywa z ręki młotek, bo ona przecież też potrafi wbić gwóźdź.

Teresa uśmiechnęła się - mnie to tylko nieco  dziwi i zastanawiam  się czasem czy one są w 100% kobietami, czy może jednak mają wrodzony nadmiar testosteronu. Wszak rządzą nami  hormony i  zaburzenia  w tej materii zawsze  były i na pewno będą. Z dotychczasowo męskich zajęć to nie da  się ukryć, że szalenie lubię jeździć samochodem, ale za nic w świecie nie kusi mnie branie udziału w jakichś wyścigach samochodowych. Lubię to "połykanie" kilometrów w trasie, daje mi to poczucie swobody, ale  nie mam nic przeciwko temu, żeby mnie ktoś woził - o ile nie jest gorszy w te klocki ode mnie. Bo nie  wszyscy faceci są dobrymi kierowcami. Nie jest to umiejętność związana z płcią - tylko głupi faceci tak uważają. A grzebanie w samochodowych bebechach to strasznie brudne zajęcie i choć umiem zmienić koło, to zawsze zostawiam to facetom, robiąc za słodką idiotkę. Umiem zmienić pasek klinowy, rozebrać i złożyć aparat zapłonowy, ale nie jest to moje ulubione zajęcie. A teraz, gdy komputery są w samochodzie to i faceci muszą jednak jechać do warsztatu. I wściekam  się gdy jadę do warsztatu, mówię co słyszę w trakcie jazdy a taki debil mi mówi, że powinnam sobie radio w samochodzie zainstalować, to nie będę słyszała "dziwnych dźwięków"- miałam wysypane łożysko, to taki bardzo charakterystyczny dźwięk. Nie lubię też sama myć na myjni - jeśli nie stać mnie na obsługę w myjni to znak że nie stać mnie na  samochód. 

Zobacz Franek - moje dziecko zaczyna łysieć - pierwsze włosiny mu się wycierają. Wszyscy patrząc się na niego zastanawiają się do kogo jest podobny, no to z reguły mówię, że nie do sąsiada, bo sąsiad jest blondynem. A drugi tekst - mówię, że jest podobny do siebie - trudno by w tym wieku dziecko było podobne do osoby dorosłej.

Przez waszego maluszka polubię niemowlaki - on jest bardzo grzecznym i spokojnym dzieckiem. Czy on umie płakać? - spytał Franek. Teresa uśmiechnęła  się - umie, umie,  ale jest zdrowy, na czas zawsze nakarmiony i sucho ma w pieluchach, więc nie płacze. Czasem za to się śmieje przez  sen i Krystian się wciąż zastanawia co się takiemu maleństwu śni, że się uśmiecha. Ale my się zawsze staramy uśmiechać gdy przy nim jesteśmy, więc nic  dziwnego w tym nie ma, bo dzieci uczą się wszystkiego przez naśladownictwo. O czym chyba większość rodziców nie wie - dziecko, jego zachowanie to kalka tego jak jest w domu. 

Franek - nie mów, że jesteś stary- jesteś raptem dwa lata starszy od Kazika. Mężczyźni dopiero po czterdziestce zaczynają  mieć ochotę na ojcostwo. I większość z nich przestaje wreszcie  mieć pstro w głowie. I tych, którzy w tym wieku zostają ojcami ponoć omija kryzys wieku średniego- wpierw robią  dziecko, a potem się wykazują jako dobrzy ojcowie. A ty nie wyglądasz na 42-latka. I mógłbyś ciut przytyć, straszna chudzina  z ciebie. 

Latem gram w tenisa, zimą w squasha, nie idzie utyć przy  tych grach - stwierdził Franek. Nie masz jakiejś przyjaciółki lub kuzynki, która  by chciała zmienić swój stan cywilny i chciała takiego chudego?  Teresa  roześmiała  się - przyjaciółkę mam - siedzi na dole i jest żoną mego szwagra. Ja to taka detalistka jestem - jeden mąż, jedna przyjaciółka. A przyjaźnimy się z Alinką od czasów licealnych. Ona też taka  zakochana w swoim jak ja. Jej "niedoszły" leciał na ten dom i ogród i gdy ojciec Aliny powiedział, że chcą sprzedać to  wszystko to  absztyfikant zniknął - nie był wcale zainteresowany  Aliną a tylko tym domem z ogrodem. A ile  się potem natłumaczyłam Alinie, że tak naprawdę to miała  szczęście, że facet zniknął z jej życia. Gorzej gdyby został i potem zatruł jej życie skoro tak naprawdę jej nie kochał. Kto wie jakby się takie małżeństwo skończyło. A tak to ma teraz bardzo porządnego faceta.  No właśnie - obie macie szczęście, bo oni obaj to porządni i mądrzy faceci- podsumował Franek.

Franek wpatrywał się w dziecko i w końcu powiedział - a będzie miał Aleks rodzeństwo? No nie wiem, to problematyczne. On urodzony cesarskim cięciem i tak na 80% drugie też ma taką szansę. A choć to poszło wszystko dobrze, to nie bardzo wiadomo jak może być z drugim porodem. My z Aliną jesteśmy jedynaczki i jakoś to całkiem lekko przeżyłyśmy. Za to zawsze miałyśmy sporo różnych ludzi obok siebie- pewnie właśnie dlatego, że byłyśmy same. Między Kazikiem a Krystianem jest pięć lat różnicy, ale jego mama była młodsza gdy rodziła Kazika - była po dwudziestce a nie po trzydziestce jak ja. Tak naprawdę to musiałabym urodzić drugie gdy Aleks będzie miał dwa lata. Nie bardzo to widzę,  Kazik też nie. Na szczęście to syn, więc jest "przedłużenie rodu"- jakby się kto pytał. Poza tym - trzeba wziąć pod uwagę fakt, że idą nieco trudniejsze czasy, może trzeba będzie się gdzieś przenieść to z jednym dzieckiem zawsze łatwiej.

No nie da się ukryć, że zasłona dymna w hasłach"wreszcie  koniec  z komuną", "wreszcie jesteśmy wolni" przysłania nagą  rzeczywistość - minione lata wiele pojęć przeinaczyły spychając ich prawdziwe znaczenie niemal  w niebyt lub zapomnienie. I teraz mało kto rozumie, że wolność oznacza również i samodzielność w dbałości o siebie, że skończyły się nieomal z dnia na dzień różne darmochy i opiekuńcza rola państwa - zobaczysz i usłyszysz dość prędko narzekania, że nie ma wczasów pracowniczych za grosze, że "prywaciarz"obrabowuje ludzi z pieniędzy. Teraz my, jako pośrednik między kontrahentem a specjalistą chętnym do podjęcia pracy odpadamy- teraz każdy może sam się "wyeksportować" i sam sobie negocjować warunki. Pokończą  się te nasze kontrakty i nowych już nie będziemy negocjować. Gdy my działaliśmy każdy narzekał, że musi płacić państwu 20% od swoich zarobków, ale pomimo tego haraczu wciąż nie brakowało chętnych do wyjazdu, bo jednak był to niezły zarobek. Już się kurs walutowy zmienił i za 100 dolarów nie przeżyjesz tutaj nawet bardzo skromnie całego miesiąca. A jednak tak było i to całkiem niedawno. Nie chcę być złym prorokiem, ale ci sami co dziś tak się zachwycają wolnością szybko zmienią front i suchej nitki nie zostawią na Wałęsie, Solidarności i dzisiejszych politykach. Bo z jednej strony to fajnie móc się swobodnie poruszać po świecie, ale  z drugiej strony to trzeba mieć za co się po nim poruszać. I sporo naszych rodaków wyjedzie z kraju. I zapewne będą to dobrzy specjaliści, znający języki inne niż rosyjski. Mam wrażenie, że to nie będzie sytuacja przejściowa, to na pewno długotrwały proces nas  czeka.

Wiesz co Franuś - najgorsze w tym wszystkim, że masz rację. Nie da się prześlizgnąć bezboleśnie z czasów pańszczyzny w kapitalizm i to w jego taką ostrą, wczesną formę- stwierdziła Teresa. To będzie trwało latami zapewne. I zapewne Aleks pozostanie  jedynakiem. Ja go teraz przewinę, bo się raczył obudzić, a ty bądź tak miły idź po Kazika. Wrócimy do pozostałych, bo  się poczują  dotknięci naszą "izolacją".

                                                           c.d.n.


 

piątek, 23 grudnia 2022

Lek na wszystko? - 31

Teresa zaprosiła  Franka na sobotnie  wczesne popołudnie. Wyglądał nieco  dziwnie, ale, jak stwierdziła - interesująco. Przyglądała  mu się  chwilę  i powiedziała- wyglądasz niczym Indianin, który rozjaśnił sobie  włosy na  blond.  

Franek  zaśmiał  się - a ja  myślałem, że jak Arab, który założył blond perukę. Spędzałem sporo czasu  na słońcu i się po prostu opaliłem. Cały jestem nieźle opalony. Po prostu tym razem byłem tam na urlopie, nie  tylko w pracy. I kto wie, czy aby nie przeprowadzę się na jakiś czas do Maroka. Dostałem nawet  dość  ciekawą propozycję pracy  od jednego  z kontrahentów. I poznałem ciekawą i według mnie piękną kobietę. 

Jej babcia była z rodu Berberów, którzy  są uważani za rdzenną ludność Afryki północnej. Berberowie bardzo szanują kobiety, które mają pełnię praw. Nie są podporządkowane mężom. Część Berberów wyznaje islam, część katolicyzm. Babcia mojej Ismeny była żoną Francuza i przez jakiś czas mieszkała z mężem w Algierii, a potem na południu Francji. Moja przyszła teściowa też się wydała  za Francuza i tej  berberyjskiej krwi to już niewiele płynie w  żyłach Ismeny. Ismena ma czarne, proste  jak druty włosy i niebieskie  oczy, jak większość  Berberów. Skończyła  studia medyczne  we Francji, ale chce pozostać w Maroku. I zakochałem  się. I chcę byśmy się pobrali. Mieszkalibyśmy w Casablance, nad Atlantykiem. Tam się nawet różni klimatycznie zima od  lata. 

Podobało by ci się w Casablance - są tam zabytkowe domy w stylu Art Deco. A gdy junior nieco podrośnie  moglibyście do mnie z nim przyjeżdżać. Jeżeli wszystkie moje plany wypalą, to ściągnę do Maroka  ojca. Casablanca ma łagodny klimat. I do stolicy Maroka, Rabatu, jest raptem 85 kilometrów. Na razie  chodzę na pół ogłupiały od kotłujących  się  w mojej głowie myśli, planów i tęsknoty za Ismeną. 

O mamuśku - jęknęła Teresa- jeszcze  cię takiego nie widziałam-  ciekawie się Franiu prezentujesz - czyżby ta pani miała  wszystkie te cechy, które cenisz u kobiet?  

No właśnie - będąc od  niej z dala zaczynam przegląd - zabawne,  ale z daleka łatwiej  się kobiecie dokładnie przyjrzeć niż wtedy gdy jest na  wyciągnięcie  ręki - stwierdził Franek. A masz jej jakieś zdjęcie?- spytał Kazik.  Mam i to w  stroju ludowym. Ale nie przy sobie, bo to duże zdjęcie. Gdy do mnie w niedzielę, za tydzień, wpadniecie z maluszkiem na tadżine to wtedy zobaczycie. I koniecznie  weźcie ze sobą tatę. Ja tak z wami gadam i gadam ale gdzie jest tata? 

W tej chwili u siebie - przegląda  zapewne rzeczy, które weźmie do nas. Bo z uwagi na  niemal wciąż śliskie ulice tata teraz  mieszka u nas - nie  chcemy by spacerował tymi śliskimi ulicami. Gdy już wybierze co mu potrzebne to Kazik po niego podjedzie  samochodem. Tata, odkąd wróciłam  ze szpitala mieszka u nas, gotuje obiadki i wyprowadza  juniora na loggię. Razem z Kazikiem doszli do  wniosku, że na 8 piętrze jest lepsze powietrze niż na dole, na osiedlowej ulicy.

A co u Krystiana i Aliny?  Jakoś - odpowiedziała  Teresa. Alina codziennie wieczorem chodzi z tatą na spacery. I ponoć przymierzają się z Krystianem do posiadania dziecka. Krystian zarobiony po czubki włosów, więc nie wiem czy ma głowę do robienia dziecka. On  z tych co i ja - jeśli coś się dzieje w pracy to się i w głowie dzieje i kotłuje całą dobę. Nie jeden raz budziłam się w nocy z przerażeniem, że jeszcze  czegoś nie  zrobiłam.

Ojej, ja też jakiś mało przytomny jestem. Moment - muszę na chwilę zjechać do samochodu- czegoś przecież zapomniałem- dobrze, że stoję pod samym waszym blokiem. Kazik wyszedł z nim z pokoju, wręczył mu klucz od bramy i narzucił mu na plecy kurtkę - tu jest prawdziwa zima, jesteś w Polsce, nie w Maroku- pouczył Franka. No tak, tak, dziękuję. W dziesięć minut później Franek już był z powrotem, dzierżąc w  ręce wypchaną sporą torbę. Na widok wypchanej torby  Teresa spytała - czy masz  zamiar dziś nocować u nas? Wystarczyłaby do tego piżama, zapasowa  pościel jest u nas w dostatecznej ilości.

Nie ma obawy, nie będę u was nocował. Prezenty wybierała Ismena, ja jak zwykle pamiętałem o daktylach na lotnisku w Rzymie. Tu są trzy kozie skórki-dywaniki pod łóżko, żeby nie stawać bosą  stopą wstając z łóżka - dwa dla was, jeden dla taty. Jest harrisa, żeby ryż nie był mdły, jest ostro-kwaśna i ta ilość to wam chyba na rok wystarczy. Dla Teresy przywiozłem berberyjski srebrny naszyjnik, taki ażurowy. Przywiozłem też miedzianą lampę - pewnie będzie fajnie przy  niej posiedzieć na loggii. Tam takie  lampy są w mieszkaniach. Na trzy domy są trzy kostki ambry, takie zapachowe, do szaf. Dla pań jest olejek arganowy, oryginalny. Dla Aliny i Krystiana jest miedziany imbryk i kolorowane małe szklanki do herbaty. Mnie to one przypominają  bańki stawiane na plecach.  A dla Aleksandra jest poduszeczka taka śmieszna, ale Ismena twierdzi, że bardzo zdrowa, anatomiczna. Podusia ma wgłębienie na główkę i podpórkę na karczek dziecka. Nigdy jeszcze  nie widziałem takich poduszeczek. I ma jedwabne, z prawdziwego jedwabiu poszeweczki. Na wszelki wypadek wszystkie białe. Bo jak twierdzi Ismena, biały to najzdrowszy kolor  dla dzieci. Bo nigdy nie  wiesz  jakimi  farbami producent potraktował materiał.

Zwariowałeś kompletnie - wydałeś furę  forsy na te prezenty- obrugała  go Teresa. Nie  furę - zaprzeczył Franek. No a poza  tym jesteście  dla mnie jak rodzina. Dla taty też trochę takich drobiazgów przywiozłem.  Miałem dziką ochotę kupić wam dywan marokański, ale potem sobie przypomniałem, że Tesa woli wykładzinę dywanową niż taki "wolno leżący" dywan. Nie kupowałem tego w sklepach z pamiątkami więc i ceny nie były z sufitu wzięte. Naszyjnik dla Teresy to prawie na pustyni kupiłem - dla nich taki zarobek to po prostu pomoc w przetrwaniu. Zawsze coś kupuję będąc  w trasie na jakimś zadupiu, nawet  gdy niczego z tego,  co sprzedają nie potrzebuję.  Te kozie  skóry też kupione bezpośrednio u wytwórcy. Mogą być albo dywanikiem około łóżkowym  albo jako wyłożenie fotela.W mieście  byłyby dużo droższe. A tak człowiek zarobił na  miejscu siedząc, nie musiał z nimi wędrować. Były też bardzo  zabawne klapki skórzane, ale nie  miałem nawet  bladego pojęcia jakie rozmiary  kupić , a zabawne  dlatego, że  mają czubki w szpic. Nie wiem jak oni wyprawiają te skóry, ale ich klapki są niesamowicie trwałe. Bardzo, ale to bardzo chciałbym byście zobaczyli choć kawałek Maroka.

Obawiam się, że nie prędko my będziemy mogli się do Maroka wybrać- na taką podróż to musi Alek mieć już kilka lat, na oko to zapewne z pięć- bo młodsze to i nas umęczy i siebie.

No a twoja wybranka nie chciałaby zamieszkać w Europie?  Twierdzi, że nie. Była już w kilku miastach Europy, ale woli Casablancę. Co prawda obiecała  mi, że wiosną przyleci ze mną do Warszawy i trochę ją po innych miastach przewiozę. Ale zupełnie  się nie zdziwiła, że mieszkam pod Warszawą.  Bardzo się zdziwiła, gdy jej powiedziałem, że jestem zwolennikiem trwałych, legalnych, zarejestrowanych związków. Bo większość jej kolegów po fachu nie pragnie tego rodzaju stabilizacji. Z reguły to kobiety nalegają na legalizację związku. Swojej ewentualnej teściowej nie poznałem, mieszka w Tunezji ze swoją dużo młodszą  siostrą, której mąż jest hotelarzem.

Franek, a ilu osobom już wyćwierkałeś, że jesteś na etacie zakochanego kundla? Franek popatrzył na Teresę nieco zdziwiony- nikomu, jesteś pierwszą osobą, której to powiedziałem. No to dobrze - bo jeśli ci na niej  zależy, to muszę być i ostatnią osobą, która o  tym wie. A ów kontrahent ? Wie coś o jej istnieniu i o tym, że masz zamiar przyjąć jego propozycję? Powiedziałem, że się nad tym zastanowię. Bo jestem ze swojej pracy  zadowolony. I nie sądzę by   mnie  z nią widział. A co ona o tobie  wie? Niewiele, poza tym, że mieszkam w Polsce i nie jestem i nie byłem żonaty. Nie mówiłem gdzie w Polsce pracuję. I wie, że jestem po handlu zagranicznym. Tesa- co jest  grane?  

Nie wiem co jest grane, ale wiesz, że z natury jestem tak naprawdę nieufna i z tego co wiem, to raczej kontrahent nie proponuje pracy komuś z centrali z którą jego firma współpracuje. I dlatego zapaliło mi się czerwone  światełko w głowie. Może za długo już pracowałam w tym dziale. Ale jakoś tak się składało, że nikt z branżystów nie miał dotąd takiej propozycji. A może ktoś miał, ale nie był tym zainteresowany. Bądź ostrożny-zarówno w kontaktach z tą kobietą jak i w kontaktach z kontrahentem. Lepiej byś nie był czyimś pionkiem w grze. Mogłabym się dowiedzieć, co jest grane, ale jeśli się zapytam teraz, gdy mnie nie ma  w biurze to niepotrzebnie zwrócę uwagę na twoją osobę. Przecież wiesz, że każdy jest po 1500 razy prześwietlany. Jestem dziwnie pewna, że gdybym teraz  wparowała na Koszykową to zaraz by mi złożono gratulacje z okazji urodzenia synka, chociaż nie dawałam ogłoszenia. Wiesz o tym, że ja musiałam w każdym paszporcie, nie  tylko specjalisty  ale i pracowników  centrali sprawdzać z jakich krajów są  w nim pieczątki i pytać po co  ten ktoś tam był, skoro ani podróż ani cel podróży nie  wymagał tam obecności tego człowieka? I do tego trzeba o to tak zapytać, by się delikwent nie poczuł urażony moją niezdrową ciekawością. Nie podejrzewałeś  chyba, że z każdym palantem rozmawiałam dla frajdy. I wiesz, że każdemu ze specjalistów przypominam, że każdy jego urlop poza Polską i krajem ,  w którym pracuje  musi być uzgodniony z centralą. I mówię to do znudzenia, każdemu, podobnie jak i o  tym, że zmiana trasy, jeśli musi być, to tylko taka, by się mieściła w milażu. To szybko do głów trafia, bo uprzedzam, że różnicę cen będzie każdy sam musiał pokryć z własnego konta  dolarowego.

Wiesz- jakoś nie wyobrażam sobie, że nie wrócisz po ustawowym macierzyńskim do firmy - stwierdził Franek. Nie wrócę, Franiu, nie oddam dziecka do żłobka. A gdybym oddała  do żłobka to cała moja pensja byłaby na opłatę prywatnego żłobka, bo państwowy mi nie przysługuje- za dużo razem zarabiamy.

No to się chłopie u ciebie  ciekawie zaczyna  robić - stwierdził Kazik. No tak jakby - pokiwał głową Franek. Teresa może mieć rację. Muszę sobie to wszystko w pamięci odtworzyć i nieco przy okazji oprzytomnieć. Kilka rzeczy możesz  sprawdzić nie ruszając się od  biurka - powiedziała Teresa. Mówiła ci gdzie  pracuje? Jeśli wymieniła jakieś  miejsce to można to sprawdzić w  sieci, oczywiście nie na naszych  stronach. Jeśli ma prywatną praktykę to też da się ją upolować, o ile podała  ci swoje prawdziwe dane personalne. 

Rozmowę przerwał telefon - to tata już chciał wracać i telefonował po Kazika. Kazik szybko się ubrał i w 20 minut później już był z tatą w domu. Przy tacie już nie będziemy tego omawiać- zarządziła Teresa. Tata się w tym wszystkim nie łapie. Krystiana i Aliny też w to nie będziemy włączać.  Gdy nie było Kazika Teresa powiedziała do Franka - rozejrzyj się za jakąś dobrą pracą, bo niedługo podobno CHZety stracą rację  bytu. I będzie naprawdę trudno o jakąś dobrą pracę - nie pytaj skąd to wiem- po prostu wiem, bo ktoś się niechcący wygadał. Więc czym prędzej rozejrzyj się za czymś, bo naprawdę kupa ludzi będzie  szukała  zatrudnienia. Nie przypadkowo wybrałam ten termin na urodzenie dziecka  i wzięcie bezpłatnego urlopu wychowawczego.  Jeśli masz kogoś w MSZ to może tam się przenieś nim to wszystko pęknie  z hałasem. I skorzystaj z tego, że wiesz o  tym ciut wcześniej niż inni. Tylko nie mów o tym nikomu. Po prostu zmień po cichu pracę. Jeśli masz kogoś znajomego w ambasadzie francuskiej to może tam się przenieś - znasz perfect francuski, w Polsce jest bardziej popularny angielski.  Jesteś jedynym moim kolegą, któremu o tym mówię- byłeś  zawsze  w stosunku do mnie korekt i doceniłam to. Kazikowi powiem, że cię uprzedziłam. Nie mów teraz nic, porozmawiamy o tym u ciebie na tym tadżinie, na który nas  zaprosiłeś. W żadnym wypadku przez telefon. Ten, kto się niechcący  wygadał już od roku siedzi w Niemczech i tam pracuje, jest tam z żoną i dziećmi. Pracował w innym  niż nasz CHZ.

                                                            c.d.n.