niedziela, 5 marca 2023

Lek na wszystko?- 64

 Gdy prezes już opuścił dom Kazików Teresa powiedziała - sympatyczny  facet, trochę zabawny- nie miałam pojęcia, że masz tak rozległe znajomości, nigdy mi o nim  nie mówiłeś.  Kazik przyjrzał się żonie, potem rzekł z uśmiechem - nie bardzo rozumiem o co ci idzie. Gdy w pewnym  momencie w czasie  swego pobytu w Niemczech przyjechałem do Polski, to stwierdziłem, że powinienem rozejrzeć  się za  mieszkaniem dla siebie, bo raczej wykluczałem opcję zamieszkania  na stałe w Niemczech, choć mnie wiele osób tam namawiało, bym wystąpił o  niemieckie obywatelstwo, bo ich  zdaniem mogłem się "załapać od  ręki". Miałbym silne poparcie od firmy,  w której   pracowałem. Ale tu  miałem rodziców - jeszcze. Wtedy jeszcze się to osiedle  budowało i ponoć wszystkie mieszkania były  już wykupione. Wpadłem na pomysł by się zapisać na  audiencję do prezesa i  z nim sprawę przedyskutować. Gdy już wreszcie do niego dotarłem, powiedziałem, że mnie urządza duże  mieszkanie, może być w  wieżowcu. Powiedziałem, że pracuję w Niemczech, mignąłem  mu wyciągiem ze swojego konta, żeby wiedział, że nie opowiadam bajek i stać mnie na kupno dużego mieszkania. I w ramach pomocy w znalezieniu takiego mieszkania obiecałem mu tygodniowy pobyt w Berlinie - trochę w ciemno go zapewniając, że jego zmartwieniem  będzie  tylko koszt podróży w obie  strony, ja pokryję resztę. I poskutkowało, z tym, że musiałem od razu sporo wkładu wpłacić. Nic  nie  było załatwiane z nim "na lewo", prezentem ode mnie był jego tygodniowy pobyt  w Berlinie. Bardzo mi wtedy pomógł Kurt,  bo umieścił go u swojego dobrego kolegi. A ponieważ nigdy nic  potem od  niego nie chciałem to nawet  nie bardzo o nim pamiętałem. Krystian od  dawna był członkiem tej spółdzielni, jeszcze  gdy studiował, bo  mu rodzice kazali się zapisać, o czym nawet  długo nie wiedziałem. A nigdy ci o nim nie mówiłem bo tak naprawdę później  już nic nigdy  od niego nie potrzebowałem. Nie opowiadam ci o moich znajomych,  z którymi nie mam częstego kontaktu, bo nie są tego  absolutnie  warci by ci nimi głowę zaprzątać. Poza tym to są głównie faceci, tylko głupek opowiada swojej żonie o znajomych facetach. Jeszcze by ci  się któryś   bardziej ode mnie  spodobał.  Zresztą ty mi też nigdy o  swoich koleżankach  nie opowiadałaś, nawet o Alinie.  A teraz to Krystian wreszcie ruszył tyłek do Spółdzielni i ja  się do niego nie mam  zamiaru wtrącać.  Chcę trochę pomóc Jackowi, bo wiem, że on jest wart tej pomocy.

No bo tak naprawdę to przyjaźniłam się tylko z Aliną,  a w pracy  nie nawiązywałam żadnych przyjaźni, bo nie  miałam na to czasu ani siły - odparowała Teresa. Zresztą dużo milsi byli faceci, ale to byli tylko i wyłącznie koledzy.  Franek mi kiedyś , na początku mojej  pracy bardzo pomógł, bo miałam spore "potknięcie" gdy go ekspediowałam, a on wszystko ukrył i wziął winę na siebie. Poza tym nie był upierdliwy i nachalny. A nasze najintymniejsze spotkania to było picie  czekolady w biały dzień u Wedla. No i robił mi prezenty w postaci świeżych daktyli. Ale prezenty to robiły mi również branżystki i inni faceci. Na obiady chodziłam zawsze sama, dzięki temu takie wypady były krótkie i niemal niezauważalne dla pani kadrowej.

Nooo, o tym to mi Franek też opowiadał i ogromnie  cię chwalił. Ale nigdy nie powiedział, że kiedyś  coś ci nie wyszło. No właśnie, to cały Franek - dopowiedziała Teresa. Zik, a czy ja nadal ci  się tak samo podobam jak  kiedyś? Kazik przecząco pokręcił głową - nie kochanie, nie tak jak  kiedyś, ale dużo bardziej niż kiedyś. Naprawdę? - dopytywała  się Teresa. To dlaczego rzadziej się kochamy? Odbieram to jako znak, że ci się nieco znudziłam. Kazik objął ją, bardzo mocno przytulił i powiedział -jesteś cudowne głupiątko! Często jesteś bardzo zmęczona wieczorem, co mnie zupełnie  nie dziwi. Mało ci teraz  w domu pomagam, sprzątasz, gotujesz, dbasz o dom, chodzisz z Aleksem na spacery. I gdy widzę, że jesteś bardzo zmęczona przyhamowuję swe pragnienia i wmawiam w siebie, że mi wystarcza utulenie  ciebie i zaczynam myśleć o doktoracie. Ty szybciutko zmęczona zasypiasz, a ja przyglądam ci się i zastanawiam się czy nie wynająć kogoś do sprzątania, byś miała nieco mniej pracy.  

Witek ma rację, że nazywanie tych trzech lat "urlopem" jest infantylizmem.  Jaki Witek ?- spytała Teresa. No prezes, on ma Witold na imię - wyjaśnił Kazik.  Pogadam z nim na ten temat - może mi poda kontakt do którejś  z firm sprzątających, bo przed oddaniem mieszkań lokatorom są one sprzątane. Ty pójdziesz z Aleksem na  spacer a tata dopilnuje osoby, która  nam posprząta. I bez tego sprzątania będziesz  miała jeszcze sporo na głowie. Myślę, że mogłaby bywać u nas dwa a może nawet trzy razy w tygodniu. I mogłaby też sprzątać u Krystiana- ich skarb jeszcze  nie brudzi tak jak nasz bo jest "spolaryzowany" w łóżeczku. I co o tym myślisz?

W oczach Teresy zabłysły łzy - to prawda, że wieczorem padam ze zmęczenia, ale nie  wiedziałam, że to aż tak jest widoczne. Kiepska ze mnie żona, przepraszam. Nie jesteś kiepską żoną, tylko po prostu jesteś perfekcjonistką z natury- nie potrafisz robić  wszystkiego "po łebkach". Kocham cię ogromnie i muszę tę sytuację nieco ucywilizować- nie  możesz się tak męczyć - stwierdził Kazik. Ty gdy sprzątasz odkurzaczem nie "przelatujesz" podłogi biegiem,  tylko odkurzasz porządnie raz koło razu - tak  jak cię mama nauczyła. Przyglądałem się  w pracy jak te nasze panie sprzątają - dobrze, że nie ma u  mnie w pokoju wykładziny bo pewnie bym zmarł na jakąś pylicę- podłogę w pokoju takim jak nasz  living babka przelatuje  odkurzaczem w trzy minuty, a potem mokrą ścierą, ani razu w trakcie nie przepłukaną, w minut pięć, wliczając w to wyciśnięcie  ściery po jej zmoczeniu. I jestem pewien, że jedna miska wody starcza  jej na kilka pokoi. Tylko raz miałem w pokoju porządnie posprzątane - było jakieś zastępstwo i była pani w  wieku ok.50-ki. Wiesz, w domu to  chyba każdy  ma czyściej, bo  nikt  nie łazi w butach po pokojach. Przez jakiś czas zmieniałem buty wyjściowe na drewniaki, ale jak były kłopoty z ogrzewaniem to przestałem zmieniać. Zresztą ja  mało chodzę ulicami, tyle co na parking w pracy i tu. Zgodzisz się, żebym załatwił kogoś do sprzątania? Teresa przytuliła  się do Kazika - oczywiście, załatw. Ja po prostu chyba zbyt często sprzątałam, bo co drugi dzień. Tylko "buduar" był raz  na tydzień sprzątany, bo tam często się nie chodzi.

Tego samego dnia Kazik obgadał sprawę z bratem i teściem. Obaj przyklasnęli pomysłowi a tata powiedział, że jemu Tesia  nigdy nie pozwala sprzątać, dobrze, że pozwala by załadował zmywarkę i pralkę oraz sam prasował swoje rzeczy. Krystian ucieszył się ogromnie i od  razu obliczył ile  godzin w tygodniu  zyska na  swoje służbowe sprawy, bo wyśle Alinę z dzieckiem na spacer w tym czasie a sam będzie mógł popracować w domu. Przy okazji powiedział bratu, że weźmie te trzy pokoje w tym ceglanym bloku i za kilka dni będzie omawiał z wykonawcą co chce zmienić w wyposażeniu. I od razu mu położą w przedpokoju terakotę, którą on sam zakupi. Drzwi to oni kupią, on tylko poda im nazwę tych drzwi. I że na tej zamianie zyskają 10 metrów kwadratowych powierzchni.

Kazik, tak jak postanowił, znalazł panią do sprzątania mieszkania.Była to właśnie ta kobieta, która mu kiedyś na  zastępstwie sprzątnęła porządnie pokój. Spotkał ją kiedyś na korytarzu innego piętra i spytał, czy nie  zechciałaby zmienić pracy. Powiedział jakie stawia warunki i ile jest skłonny płacić za 3 dni w tygodniu- prosił by pani sobie  wszystko przeanalizowała i dała  mu odpowiedź w ciągu dwóch, trzech  dni. Pani Maria, bo tak właśnie miała na imię, powiedziała, że ona to  może również pomóc młodej mamie w kuchni i że bardzo ją urządza zmiana pracy, bo ona  mieszka na Powiślu i  miałaby do  nich dobry dojazd. I wpierw by sprawdziła ile czasu musi poświęcić na sprzątanie u Kazików, bo  może w tym układzie  sprzątałaby w te same dni u obu braci. Kazik dowiedział się ile  ona zarabia w Instytucie i zaproponował jej takie samo wynagrodzenie i oficjalne  zatrudnienie, by miała  zapewniony ZUS i emeryturę.

Pani Maria bardzo przypadła do gustu tacie i Teresie. Obejrzała dokładnie "pole" swego przyszłego działania, zapytała,  czy będzie  mogła u  nich przechowywać swoje pantofle i fartuch roboczy, żeby ciągle tego ze sobą nie  wozić,"dogadała" się z Teresą co do używanych środków czystości, pozachwycała się Aleksem i stwierdziła na końcu, że pan inżynier stanowczo za dużo chce jej płacić, bo tu jest znacznie mniej pracy niż ona ma w instytucie. No chyba, że to ma  być opłata za sprzątanie w obu domach. Ale Kazik i Teresa powiedzieli, że u pana mecenasa też będzie  zatrudniona oficjalnie na takich samych jak u  nich warunkach. Pani Maria nieomal zemdlała z wrażenia, bo sądziła, że taka pensja to za sprzątanie w obu mieszkaniach,  a nie że będzie zatrudniona oficjalnie  w obu.  Na  koniec dowiedziała  się, że niedługo drugi  z  braci będzie mieszkał bardzo blisko i Kazik pokazał jej z okna w kuchni w którym bloku będzie mieszkał jej drugi pracodawca. Nim wyszła od Kazików przyjechał Krystian i zabrał panią Marię do siebie, by zobaczyła również i drugie  miejsce pracy. Krystian od  razu napisał dwie umowy o pracę, napisał też wymówienie pracy, które ma  wręczyć w Instytucie, pani Maria omówiła z Aliną co będzie u  nich robić i doszły zgodnie do  wniosku, że u  nich to pani  Maria będzie we wtorki i czwartki, a w piątki to będzie u każdego z braci.

Królewiątko Kazików  bardzo  szybko przywykło do obecności pani Marii, która z własnej inicjatywy dostarczyła Kazikowi swoje świadectwo zdrowia, z którego wynikało, że nie jest nosicielem żadnych groźnych zarazków. Kazik tak się tym  wzruszył, że  aż jej zwrócił koszty badania, co  z kolei spowodowało potok  łez  wzruszenia u pani Marii. Tesia szybko odkryła zalety  faktu  że nie  musi sama sprzątać pokoi, kuchni i łazienki i nawet  w dni, w których nie było pani Marii nie padała  wieczorem "martwym  trupem".  Tata był zadowolony, bo  miał  z kim powspominać "dobre, stare czasy", bo jakoś tak się składa, że w większości przypadków  czas młodości, gdy miało się więcej sił, jawi  się każdemu jako lepszy niż  czas teraźniejszy. Krystian nie mógł się wręcz nachwalić pani Marii, która poza sprzątaniem nauczyła Alinę kilku nowych potraw oraz wielu "sztuczek kulinarnych", poza tym teraz miał w mieszkaniu idealny porządek i w niczym nie  musiał pomagać Alinie. Ponadto pani  Maria nauczyła Alinę  jak posługiwać się w prawidłowy sposób szydełkiem i odczytywać wzory ściegów na  szydełko. 

W kilka tygodni później odezwał się Jacek. Okazało się, że prezes Witek powiadomił go, że ma z odzysku     dwa mieszkania trzypokojowe na południowej części ich osiedla, czyli spacerkiem od  mieszkania Kazików to będzie z kwadrans i jest to blok-wieżowiec tuż obok części handlowej osiedla, więc do sklepu spożywczego jest stamtąd "aż" pięć minut. Mieszkania są w tym samym  bloku, ale w  różnych klatkach schodowych, aczkolwiek sąsiednich klatkach, jedno na trzecim piętrze drugie na siódmym. Jest też mieszkanie takie jak Kazików, ale przy głównej ulicy, vis a vis szpitala, a pod domem jest przystanek autobusowy,mieszkanie na IX piętrze, geograficznie tak usytuowany jak  mieszkanie Kazików.  No i teraz Jacek "zgłupiał" i  czuje  się jak "osiołek któremu w  żłoby dano".  

Kazik się uśmiał i powiedział, że gdyby sprawa dotyczyła jego, to wziąłby te  dwa  mieszkania , które  są w tym samym  bloku a na różnych klatkach. Uzasadniał swój  wybór faktem, że "Młody" jeszcze nie  ma żadnej dziewczyny i że nie   wiadomo czy dziewczyna z którą się kiedyś pobierze będzie  chciała  mieszkać w jednym mieszkaniu z teściem. Kazik tylko wie, że jak na razie to większość  młodych  dziwi  się, że oni mieszkają z ojcem, "bo to przecież  chore". Więc niech to sobie Paweł spokojnie przemyśli, bo przecież trzeba myśleć perspektywicznie. Przejście  się z jednej do drugiej  klatki w tym samym budynku nie jest wyprawą na Spitsbergen i można to zrobić nawet w kapciach, o ile deszcze nie pada. A to duże mieszkanie jest na wprost Instytutu Psychiatrii, gdzie  również jest szpital o takim profilu. To znaczy, że ty mi niczego nie chcesz doradzić - marudził Jacek. No jasne, że ci nic nie  doradzę- nie  można doradzić w sprawie, która ma tyle niewiadomych - kapujesz?  My z Tesią jesteśmy nietypowi, że już pominę kwestię wieku, mojego zwłaszcza. Paweł to jeszcze młodziak, nawet trzydziestki jeszcze  nie ma. Co prawda i Tesię i  mnie  zawsze mało obchodziło zdanie innych i kwestia tego  co modne  a co nie. Tesia to nawet modę w kwestii ubioru olewa - nosi to  w czym jej wygodnie. Jeśli tak bardzo Młody chce mieszkać z tobą w jednym  mieszkaniu to niech  mieszka z tobą  w jednym a to drugie niech wynajmuje komuś lub niech stoi puste jak u nas. Wstawisz tam drugą lodówkę i zamrażarkę i różne zapasowe rzeczy. Poza tym zdarzyć się  może że nagle zatęsknisz za kobiecym  ciałem, więc będziesz  miał "metę", "czyli  chatę, szkło i adapter" jak to kiedyś mówiono. Przeceniasz mnie - stwierdził Jacek. No ale babkom się podobasz, nie bądź taki skromny- śmiał się Kazik. Teresa słysząc całą rozmowę  skręcała  się ze śmiechu w końcu podeszła i powiedziała do  słuchawki- weźcie te  dwie trójki, Kazik  ma rację. I naprawdę podobasz się babkom, np. mnie i  bratowej Kazika. A my mamy obie  niezły gust, jeśli idzie o facetów.

                                                                         c.d.n.



sobota, 4 marca 2023

Lek na wszystko? - 63

 Następny  dzień był chyba zdaniem Kazika "międzynarodowym dniem poszukiwania  mieszkania" - Jacek miał "audiencję" u prezesa spółdzielni  na Ursynowie,  a Krystian w towarzystwie Kazika  wybrał  się do ich "macierzystej" spółdzielni w sprawie tego  trzypokojowego  mieszkania " w nowych  blokach".

Nowe  bloki były znacznie  lepsze jakościowo od tych wybudowanych przed laty bo nie  były  budowane  z gotowych płyt betonowych,  ale, jak Bóg przykazał, z cegły no i metraże mieszkań były większe. Kazik, gdy zaraz  po rozwodzie  z Anką kupił to  mieszkanie, w którym teraz  mieszkał z rodziną kilka razy spotkał  się z panem prezesem na gruncie prywatnym. Teraz  panowie wpierw  dość  długo rozmawiali na tematy ogólne i prywatne, w końcu rozmowa  zeszła na to ostatnie mieszkanie trzypokojowe, które jest jeszcze nie  wykupione. Okazało się,  że chętnych to było nawet  sporo na  nie,  ale spółdzielnia  je sprzedawała  za gotówkę i mało kto był w stanie "wyrobić to  finansowo". Ostatni chętny nie dostał po prostu  pożyczki z banku. 

No ale kandydatura Krystiana, jeśli tylko ma pieniądze jest na pierwszym miejscu - no  w końcu dla brata  Kazika na pewno uda  się wszystko przeprowadzić  dość bezboleśnie. No i za kandydaturą Krystiana przemawia fakt, że w rozliczeniu zostawi swoje  mieszkanie, które jednak  było sporo tańsze od tego, więc szybko zostanie  wykupione. Między  wierszami pan prezes wymienił nazwę banku, który jako nieliczny na polskim  rynku bankowym,  po wcześniejszym  spłaceniu całej sumy pożyczki nie dopisywał procentów i zamykał całą sprawę.  Ponadto  bracia w towarzystwie  pana prezesa mieli pojechać obejrzeć to ostatnie mieszkanie, a gdy pan prezes był zajęty rozmową z osobą, która  miała  się zająć od  strony formalnej sprawą Krystiana, Kazik na  chwilę wyszedł z  gabinetu i przeprowadził krótką rozmowę z Tesią, pytając  się  czy  może niespodziewanie przyprowadzić do domu prezesa z Krystianem - i jak się  spodziewał- Tesia nie widziała  w tym planie  żadnego  problemu. Najwyżej pójdzie  na spacer z Aleksem nieco później,  dziury  w niebie nie będzie  z tego powodu. Gdy panowie zaczęli w końcu liczyć to okazało się, że pożyczka z banku będzie nie powalająca, bo przecież Krystian zostawia Spółdzielni  swoje, już spłacone  mieszkanie. A przeprowadzić  będą  się mogli niemal zaraz po zakończeniu formalności w spółdzielni. Pan prezes radził, by jeszcze przed przeprowadzką zdecydowali  się co chcą tam zmienić, bo teraz jeszcze są ekipy budowlane, te od  prac wykończeniowych w sąsiednim  bloku, więc nie  będzie problemu by coś u Krystiana zmienić. Kazik od  razu "postawił" na wszystkie drzwi. łącznie  z drzwiami do boksu piwnicznego. 

Gdy wychodzili ze spółdzielni Kazik do swego samochodu zabrał pana prezesa, Krystian swoim wozem  pojechał do domu, oznajmić Alinie dobre  wiadomości, po  czym wrócił do Spółdzielni by zacząć załatwiać formalności, począwszy od obejrzenia tego nowego mieszkania. Spisywał  sobie  skrupulatnie co chciałby  zmienić oprócz  drzwi. Ponieważ zaczęła  mu się ta lista wydłużać postanowił obejrzeć to  mieszkanie razem z Kazikiem i kilka pozycji  skonsultować. 

Poza terenem Spółdzielni prezes z Kazikiem mogli wreszcie swobodnie porozmawiać, czyli mówić  do siebie  po imieniu. Przeszli na " ty" jeszcze w czasach gdy Kazik kupował to mieszkanie,  w którym teraz  mieszka, teraz w skrócie powiedział prezesowi co u niego prywatnie się dzieje. Prezes był zdziwiony, że Kazik nie zatelefonował do niego prywatnie w sprawie  mieszkania dla swego brata, ale Kazik stwierdził, że Krystian to wszak dorosły facet i sam powinien umieć o  siebie  zadbać.  Ale gdyby  Spółdzielnia miała z odzysku jakieś mieszkanie takie jak to, w którym mieszka Kazik, to byłoby miło, gdyby prezes dał znać, bo bliski przyjaciel Kazika szuka takiego dużego mieszkania dla siebie i  swego syna. Facet wypłacalny, bo sprzedał sporą "posiadłość" w Świdrze.

Wizyta prezesa przeciągnęła  się nieco, a Teresa zamiast kawy zaserwowała lunch, który od  dawna czekał w  zamrażarce  w drugim mieszkaniu,  a teraz w piekarniku "nabierał rumieńców".  Kawa i "dyżurny deser" w postaci mini bezików z bitą śmietaną i musem owocowym zwieńczyły lunch. W lunchu towarzyszył dorosłym Aleks. Prezesa zachwycił Aleks, który zapatrzony był w beziki - mały  wsunął swój lunch niemal błyskawicznie a jego mina, gdy wreszcie beziki wylądowały na blaciku  jego  krzesełka mówiła  jedno - "no! nareszcie!"

Prezes  nie ukrywał swego podziwu dla decyzji Teresy o wzięciu urlopu wychowawczego. Śmiał  się, że nazywanie wychowywania  małego  dziecka urlopem jest swego rodzaju infantylizmem, bo to przecież nie  ma nic  wspólnego z urlopem- to tak naprawdę ciężka praca. Przepytał się gdzie  Teresa pracowała przed tym "urlopem", coś  sobie zapisał w notesie i stwierdził, że to jeszcze półtora  roku do końca tego urlopu, na razie dziecko jest super "cywilizowane" i grzeczne. 

Kazika rozpierała  duma, w końcu powiedział - to teraz  chyba mi wierzysz, bo nie byłeś przekonany, gdy ci mówiłem, że mam powody do prawdziwego szczęścia. No masz, masz - ale uważaj, żeby  ci się  nie przewróciło w głowie. Znam kilku facetów, którym się wydawało, że taka  sytuacja nie  zmusza ich do dbania o to by tak było zawsze i teraz są "tatusiami na przychodne".  Dobre układy w małżeństwie są jak cieplarniany kwiatuszek - trzeba bardzo o nie dbać, stale a nie  tylko od święta.  Tata zaraz stanął w obronie zięcia - zapewniam pana, że Kazik nadal bardzo dba o Tesię,  małego i dom a nawet i o mnie - powiedział. 

Patrząc na  was myślę, że większość  z nas musi wpierw dobrze  dostać  w tyłek, żeby sobie prawidłowo ustawić priorytety. Moje pierwsze małżeństwo nie przetrwało próby czasu. Chyba  byliśmy oboje niezbyt dojrzali do tego by słowo "ja"  zamienić w słowo "my". Ja jeszcze kończyłem studia i byłem przysłowiowym "gołodupcem", a jej się wydawało, że będzie opływać w dostatkach gdy tylko otrzymam dyplom. Po trzech latach stałych awantur rozeszliśmy się. Dość długo byłem sam, nie  chciałem być związany  ślubem - zdecydowanie łatwiej rozstać  się gdy  nie ma  tych formalności. Ale samemu też źle, w końcu  się ożeniłem, teraz oczekujemy dziecka-  mam tylko nadzieję, że na mój widok z wózkiem nikt nie powie, że to dziadek idzie z dzieckiem na spacer. 

No coś ty, masz raptem sześc lat  więcej ode mnie - stwierdził Kazik. No tak, ale chyba  się źle prowadziłem,  bo już mam nieco siwych włosów, tylko są mniej widoczne, bo jestem z natury blondynem- stwierdził ze smętną miną prezes. Teresa uśmiechnęła  się  - Kazik też już ma kilka siwych włosów, na lewej skroni, policzyłam je,  jest ich aż piętnaście - powiedziała. I zapewniam pana, że większości kobiet siwe włosy partnera  nie przeszkadzają, jeżeli kobiety wiedzą i  czują, że  są przez  niego kochane.  A naszemu synkowi wcale nie przeszkadzają siwe włosy mego taty, kocha go tak  samo jak Kazika i często zasypiał u niego na rękach tak samo jak u Kazika czy u  mnie. Teraz już jest za ciężki by go trzymać na rękach i już albo sam zasypia  albo gdy go któreś z nas  głaszcze po główce - uświadomiła prezesa Teresa. On już jest dość mądrutki  i podobnie jak my oboje nie  reaguje na zegarek a tylko na to co  czuje i z tego powodu u nas  nie ma stałej godziny  kładzenia go na drzemkę - to wszystko zależy w dużej  mierze od  tego jak on danego  dnia się czuje, z kolei jego samopoczucie w dużym  stopniu zależy od pogody. To wielce "barometryczne" dziecko. I już  teraz  wiem, że w przedszkolu mogą być kłopoty z tym spaniem w  dzień.

Oj, coś mi się wydaje, że będę musiał prosić panią o przeszkolenie mojej żony w temacie wychowywania dziecka. Bo wasz  synuś jest super ułożony i grzeczny.  Teresa uśmiechnęła  się - wychowując dziecko trzeba pamiętać, że to taki sam  człowiek jak  my i  gdy jest  maleńki ma prawo inaczej wszystko odczuwać niż my,  dorośli, którzy do swoich odczuć dodajemy swoje dotychczasowe  doświadczenie i rozum. Na pewno większość z nas nie reaguje tak bardzo na ciśnienie atmosferyczne i potrafi zasnąć z tak zwanego rozsądku. A maleństwa są bardzo podatne na czynniki zewnętrzne. Nie  musimy wrzeszczeć ani kląć by dziecko odczuło nasz niepokój, zdenerwowanie.

Kazik, a kim jest facet, któremu by się przydało to duże mieszkanie gdzieś w pobliżu was? To były szef jednostki, w której uczyłem  się pilotażu i  z którą miałem  sporo do czynienia. Ja już teraz nie latam, uziemił mnie fakt posiadania cudownej kobiety i cudownego dziecka. Teraz robię doktorat i co najwyżej siedzę w symulatorze. Ale myślenie o doktoracie jest tak samo wyczerpujące jak pilotowanie, tylko  brak w tym euforii. Oooo, zdziwił się prezes - nie wiedziałem, że potrafisz latać.

No popatrz- śmiał się Kazik - nigdzie o tym nie pisali! Mało kto z moich  znajomych wie, że ukończyłem kurs pilotażu nie tylko szybowcowy. Bo ja jestem po prostu konstruktorem, nigdy zawodowo nie pilotowałem samolotu. I wszystkie moje sukcesy zawodowe są związane  z konstrukcjami a nie z lataniem samolotem w tę i z powrotem.  Może, gdybym był bardzo bogatym facetem i nie  mieszkał  w Polsce to kupiłbym  sobie jakąś małą  awionetkę i latał zamiast jeździć. Ale wątpię, czy bym kupił. Dla mnie awionetka to jak motocykl, a bardzo nie lubię motocykli. 

Podzielam twoją niechęć do motocykli - stwierdził prezes. Nie jestem fanem tych pojazdów- dla mnie to takie kuszenie  losu- może jeszcze tym razem uda  się bez  szwanku dojechać do celu- bo w razie kraksy to żaden kask ani kombinezon nie ochroni przez przeprowadzką w zaświaty. W ten  sposób straciłem jednego dobrego kolegę. W pół roku po zakupie super drogiego, wypasionego motoru osierocił dwoje dzieci i żonę. I jeszcze musiała  spłacać raty za ten jego motor. Słuchaj Kazik, a może byście wpadli z małym  do nas? 

Kazik  skrzywił  się - on jeszcze jest  za mały by  z nim chodzić gdzieś w gości. To raczej wy możecie do nas wpaść. My z nim to nawet do  mojego brata nie  chodzimy. A kiedy się u was pojawi dziecko?  Nie mam pojęcia - mówię oczekujemy,  a my dopiero oczekujemy, że Lilka wreszcie zajdzie. No tak,  znamy ten  ból. Przestańcie przede  wszystkim tak wyczekiwać bo życie  przewrotne  jest - im się człowiek  bardziej  spręża tym gorzej  mu to wychodzi. Porozmawiaj z  żoną co będzie jeśli się nie uda  wam zmajstrować  dziecka. A długo już "majstrujecie"? Bo wiesz jak  jest - dopiero po dwóch latach włącza  się do tego medycyna. Kazik wyciągnął swój telefon i powiedział - masz tu numer do naszego magika od  tych spraw. I niech sobie twoja pani przypomni jak to wyglądało w jej rodzinie w kwestii potomstwa- to ważne, bo wiele problemów jest dziedzicznych. Możesz się oczywiście powołać na  nas, na pewno nas  dobrze pamięta. To bardzo dobry specjalista  a poza tym serdeczny facet. A ile wiosenek ma twoja  żona? Ona ma już chyba 35 skończone, ale jak twierdzi, to nigdy nie była  w ciąży. No a badania   przed  tym staraniem się o baby robiliście?  A to trzeba robić?- zdziwił się prezes. No może nie  zawsze to jest konieczne, ale dobrze jest wiedzieć, że oboje jesteście zdrowi i nie przekażecie  dziecku jakichś  wad.  My  wpierw robiliśmy,  potem  Krystian z żoną też robili wpierw  wszystkie badania i wyszło w nich, że ona ma pewne niedobory hormonalne i  była dość krótko leczona. No patrz - zdenerwował się prezes- jakoś nie  wpadłem na to. Dobrze, że mi o  tym powiedziałeś.  No tak, jak  się człowiek w różnych układach  raczej wystrzegał ciąży, to  mu się  zdaje, że za każdym  razem  jest nieoczekiwana wpadka. To daj mi namiary i na lekarza dla  mnie- poprosił. No przecież ci dałem - będziecie oboje u jednego lekarza. O cholercia,  człowiek stary się robi a głupi niczym małolat. Aż mi  wstyd. Kazik poklepał go po ramieniu- nie martw  się- nie jesteś pierwszy ani ostatni w takiej sytuacji. W Polsce o pewnych sprawach nie mówi  się jawnie.

                                                                c.d.n.


środa, 1 marca 2023

Lek na wszystko?- 62

 Świeżo  upieczony  "pan informatyk"  wprowadził  swego ojca  stan zadziwienia - 3 dni tłumaczył swemu ojcu, żeby nowy samochód kupił raczej  sobie, a  jemu  wystarczy  do szczęścia samochód ojca. Twierdził, że nigdy dotąd nie miał samochodu, więc jego zdaniem jako pierwszy samochód może być trzyletni samochód Jacka. Poza tym to on naprawdę nie chce tego domu w Świdrze. On na pewno  się tam nie przeprowadzi. Ojciec może tam  mieszkać, wszak  przechodzi na  emeryturę,  więc  nie będzie  musiał krążyć codziennie  między pracą w Warszawie a domem  w Świdrze. 

Jacek oczywiście zaraz przyjechał  się wyżalić do Kazika i Teresy. Jesienią będzie przechodził na emeryturę, przekazywał swą  "placówkę" nowemu "szefowi" i będzie musiał również opuścić służbowe mieszkanie. Poza tym wpadł na pomysł podjęcia   pracy w  wymiarze 1/2 etatu na Politechnice. No przecież oszaleję, jeśli będę siedział w domu-  stwierdził. Po kilkudniowej "burzy  mózgów" i tłumaczeniu Jackowi, że  ten  dom  w Świdrze to raczej  skarbonka   bez  dna niż jakaś lokata, tata podrzucił  Jackowi namiary na  rzeczoznawcę by wycenił ten  dom w Świdrze. Pan rzeczoznawca posiadłość  wycenił i powiedział, że być może on zna kogoś,  kto by to kupił. Bo ma znajomych, którzy chcieli by kupić jakiś dom stosunkowo blisko Warszawy, by tam urządzić "Dom Weselny". Jacek, nieco już udręczony sprawą tego domu, umówił się z ewentualnymi kupcami i panem rzeczoznawcą i wspólnie pojechali oglądać posiadłość.  Przy okazji Jacek spisał sobie co chce  stamtąd  zabrać - były to głównie przedmioty o charakterze pamiątkowym.  

Oględziny wypadły pomyślnie- przeważył fakt, że sąsiednie posesje nie stały blisko, więc hałasy dobiegające z owego "domu weselnego" nikogo by nie denerwowały. Poza tym ogród był bardzo duży i latem można  było ustawić  w nim płócienny pawilon. Transakcja  sprawiła radość obu  stronom.  No to teraz trzeba poszukać jeszcze jednego mieszkania w  Warszawie - stwierdził Jacek.  A nie możemy tak jak na razie mieszkać razem? - zdziwił się Paweł. Popatrz - Kazik z Teresą i  dzieckiem mieszkają w jednym mieszkaniu z ojcem. Może po prostu rozejrzyjmy  się i albo  uda nam się kupić dwa mieszkania tuż obok siebie, albo jedno duże. Szkoda, że na ich osiedlu nic  nie budują. Tu, gdzie  ty tato mieszkasz to nie ma najmniejszych  szans na jakieś mieszkanie.  Ja całe dotychczasowe  życie byłem  bez ojca, teraz mam cię na wyciągnięcie  ręki i nie chcę mieszkać gdzieś w innej dzielnicy.   Może pojedźmy na Ursynów, tam  się ciągle coś buduje, zupełnie jakby drugie miasto powstawało. Obejrzyjmy gdzie  się coś buduje, sprawdzimy w jakiej spółdzielni. 

Widzisz synku- ja bardzo chętnie bym mieszkał z tobą pod jednym  dachem, ale jesteś młody, na pewno za niedługi  czas poznasz jakąś panią z którą będziesz  chciał być "dopóki was śmierć  nie rozłączy" i nie wiadomo czy owa pani będzie  chciała  mieszkać w jednym  mieszkaniu z teściem. Teraz, gdy jesteś jeszcze  wolnym  człowiekiem  widzisz  wszystko inaczej, ale  gdy będziesz  w związku z jakąś kobietą będziesz na  wszystko patrzył jej oczami. Co jest zupełnie  zrozumiałe. A powiedz  mi - jaki jest twój stosunek do domu z ogródkiem - oczywiście takiego domu, który ma  media podłączone do sieci miejskiej. Ogródek co prawda mały, typu trawnik ogrodzony siatką i żywopłotem, dom jest mały , jednopiętrowy. Bo znam kogoś, kto chce się tego  domu pozbyć, bo mu się małżeństwo rozleciało. Dom jest na granicy Sadyby i Wilanowa, blisko  Jeziorka Czerniakowskiego. I człowiek wziąłby w rozliczeniu to mieszkanie, w którym teraz mieszkam. Twierdzi, że nie  może tam  mieszkać, bo  zbyt dużo zdrowia mu zniszczyło to małżeństwo. Dziś to ci tylko pokażę  na  planie  miasta gdzie to jest i możemy nawet tam podjechać byś zobaczył okolicę. Tego mieszkania w Gdańsku nie sprzedawaj, tylko  je wynajmuj, będziesz  miał zawsze pieniądze na  drobne  wydatki. Wystarczy nam pieniędzy z tego Świdra, zwłaszcza, że facet  chce wziąć moje mieszkanie w rozliczeniu. No i jest jeszcze jeden plus tego domku - można do niego dojechać jedną z ulic osiedla, na którym mieszka Kazik z rodziną - tą ulicą którą jeżdżą autobusy. No i jest tam  wiata na dwa samochody,  szumnie nazywana garażem, ale jeśli  się ją uda ocieplić, to może być garażem. 

Tato, a dlaczego  mu się małżeństwo rozleciało? Myślę, synku, że każdemu by się rozleciało. Bo gdy w kilka lat  po ślubie wrócił do  domu z zagranicznej delegacji  zastał w łożu małżeńskim swą żonę z jakimś facetem. Byli tak zmęczeni, że nie  słyszeli jak wszedł do domu. Fakt, że facet wrócił dzień wcześniej niż  planował w  dniu wyjazdu z Warszawy. I był na tyle opanowany, że nawet im fotkę zrobił. Przez jakiś czas bardzo nas  to bawiło, chociaż nie było to nic zabawnego. Na sprawie jego żona usiłowała zbagatelizować rzecz mówiąc, że po prostu znajomy się zasiedział u  niej, a że padał deszcz ona mu pozwoliła   zostać na  noc, więc mąż  robi z igły widły. Wtedy facet wyciągnął zdjęcie mówiąc sędziemu, że w domu jest kilka pokoi, w których  można spać - spanie w jednym  łóżku raczej  nie było konieczne. Sędzią popatrzył i tylko głową pokiwał. 

Dom jako taki podobał się Pawłowi. Trochę mniej obu panom podobał się stan techniczny domu- dach budynku wymagał remontu. Jackowi poza  tym zupełnie  nie podobał się fakt, że właściciel domu musi dbać o stan chodnika i połowy szerokości jezdni - na całej długości posesji. Jacek powiedział znajomemu, że muszą się nad  tym zastanowić, bo zrywanie się zimą o 6 rano i odśnieżanie chodnika i jezdni nie  za bardzo go pociąga.  Poza tym w trakcie wizyty w piwnicy czuć było zapach stęchlizny,  czyli była  wilgoć.

Gdy wyszli Jacek powiedział do  syna - nie kupimy go - jeszcze  długo nie, a potem  wcale. Jak już jesteśmy tacy w kursie mieszkaniowym to jedźmy na Ursynów. Co do Ursynowa, to Kazik uprzedzał mnie, żeby nie podpisywać umowy z prywatnym deweloperem,  bo niestety ostatni uczciwi deweloperzy to niczym ostatni Mohikanie - dawno wyginęli. Raczej należy rozmawiać w dużej spółdzielni i pytać o  mieszkania z odzysku - ich znajomi w ten sposób kupili mieszkanie na Ursynowie. Tylko musimy pamiętać, że bloki czteropiętrowe są bez wind. A Kazik mi jeszcze  powiedział,  żeby wpaść do tej  spółdzielni,  w której mieszkaniu oni mieszkają, bo może  jeszcze są mieszkania w nowych blokach, tych  po drugiej  stronie tej ulicy, którą jeżdżą autobusy. Jego brat  z żoną chcą mieszkać bliżej nich i mieli się tym  zainteresować, ale chyba jeszcze się za to nie wzięli. Tam są ponoć mieszkania o większych metrażach, więc może coś będzie. Bo tam się jeszcze  coś w drugim rzędzie buduje. A ten pierwszy rząd domów to stoi dość daleko od jezdni.

"Wycieczka" na Ursynów zrobiła na Pawle spore wrażenie - to właściwie już było "miasto w  mieście". Jackowi udało się przekonać sekretarkę prezesa by zapisała go na "audiencję" na następny dzień. No i dobrze, dziś w  domu jeszcze  się zastanowimy spokojnie co nas urządza. Myślę, że dwa mieszkania trzypokojowe w jednym budynku to nie byłoby źle. W gorszym wariancie to może być trzypokojowe  dla  ciebie a dwupokojowe dla mnie. Ja już na pewno nie będę się żenił i płodził dzieci, prywatek też  nie będę urządzał.  Tu w niektórych blokach to w mieszkaniach więcej  niż 3 pokojowych to jeden  z pokoi jest parodią pokoju- ma  cztery metry kwadratowe - taka klitka dwa na dwa metry. Jeden  z pokoi u Kazików to też nie grzeszy wielkością, ale oni zrobili tam system szaf i regałów i dzięki temu w innych pokojach nie  mają szaf. Teresa  nazywa ten pokój buduarem, bo ma tam toaletkę. No i mają to drugie mieszkanie, w  którym jak mówi Teresa trzymają wszelkie zapasy i "robi za hotel" gdy ktoś do nich przyjedzie. Ona tam mieszkała z pierwszym mężem. Na początku jej ojciec tam mieszkał, chociaż od  razu mu proponowali by mieszkał z nimi,  ale jak powiedział to nie  chciał ich krępować, ale w końcu mieszka  z nimi.  

Popatrz tato, jaki paradoks u nas - prawdopodobnie gdyby mama nie umarła to nigdy bym się  z tobą nie  spotkał. Nie wiadomo - odpowiedział Jacek. Teresa  mnie   strasznie zdołowała, bo powiedziała, że mówiąc twojej mamie, na  samym początku znajomości, że nie jestem gotowy by się żenić było uczciwe ale jednocześnie szalenie egoistyczne i dlatego twoja  mama uciekła - bo tylko tak mogę to nazwać- gdy się zorientowała, że jest w ciąży.Ona nawet słowem nie pisnęła, że jest w ciąży. Po prostu nagle zniknęła. Teresa mówi, że pewnie  bardzo mnie  kochała i dlatego nie poszła usunąć ciąży. Bo mogła, to nie było zakazane, a ona była pełnoletnia. Nie mieliśmy wspólnych  znajomych. Była bardzo ładną dziewczyną. Czasem mi się śni. 

A mnie się mama nigdy nie śniła i nadal nie śni. Za miesiąc zaczynam pracę w WAT. Mam nadzieję, że nie będę rozczarowany. Kilka osób skojarzyło sobie moje nazwisko z tobą, więc, tak jak  mówiłeś powiedziałem, że owszem, jesteś moim ojcem. Kazik też ma tam znajomych. Któryś z nich mi powiedział, że on jest bardzo dobrym pilotem i szkoda, że nie lata tylko siedzi za deską. 

Ooo tak -Kazik dobrze pilotował, ale już od  dość dawna nie siedział za sterami i powiedział, że odkąd się ożenił z Teresą i ma  dziecko to zupełnie go nie ciągnie latanie. Ostatnio mu proponowałem, nawet chciałem by poleciał z instruktorem, ale odmówił. To ogromnie odpowiedzialny człowiek. I ogromnie się cieszę, że jest szczęśliwy z Teresą.  A znałeś jego pierwszą żonę?  Niestety tak - była alkoholiczką i bardzo źle  się prowadziła. Na szczęście dość  szybko się z nią rozwiódł i wyjechał z Polski.  Tato, a ile Teresa ma lat? Jest o 9 lat młodsza od Kazika, ale to jest bardzo mądra dziewczyna. Kazik przy  niej odżył i jak widzę to ją uwielbia. I wcale  mu się nie  dziwię. Życzę ci byś kiedyś trafił na taką dziewczynę jak Teresa.

Na razie nie mam żadnej dziewczyny, zdaje  mi się, że informatycy maja złą  prasę wśród młodych dziewczyn. Na moim roczniku była tylko jedna dziewczyna, niestety mało sympatyczna a urodą też   nie grzeszyła. No a jak jej szło na  studiach?  Dość dobrze - może nie błyszczała, ale egzaminy zaliczała, częściej na  czwórki niż na trójki. Jak wyjeżdżałem to mówiła, że już kończy swoją pracę, da do oprawy i powinna  niedługo  bronić. Trochę mi zazdrościła wyjazdu do Warszawy. 

Następnego dnia rano Jacek wpierw podjechał do Spółdzielni, o której mówił mu Kazik. Było jeszcze jedno mieszkanie trzypokojowe i na razie nie było już wolnych mieszkań. Jacek zatelefonował przy okazji do Teresy, mówiąc, że jest blisko  nich, bo był w tej  spółdzielni, ale było tylko jedno mieszkanie  trzypokojowe, co go  nie urządza, bo on potrzebuje  dwa takie mieszkania i prosił by Teresa trzymała  za niego kciuki, bo jedzie  do prezesa na Ursynów i może tam coś  mu się uda  załatwić.  Teresa natychmiast zatelefonowała  do Krystiana mówiąc, że podobno w tych  nowych blokach jest jedno mieszkanie trzypokojowe, więc   niech Krystian  szybko się do spółdzielni wybierze, bo to metraż większy niż oni mają no i "rzut beretem"  od brata.  Potem zatelefonowała do Kazika i jemu też powiedziała o tym. 

                                                                     c.d.n.




niedziela, 26 lutego 2023

Lek na wszystko? - 61

 W kilka dni później Jacek zatelefonował do Kazika i powiedział, że na  razie spotkanie towarzyskie trzeba odłożyć, bo promotor jego syna już przeczytał pracę magisterską  Pawła i za niedługo  Paweł ma obronę, więc może w takim  razie lepiej przełożyć spotkanie gdy już będzie po obronie, niech  się  chłopak nie rozmienia  na drobne, niech się  lepiej  spręży do obrony. Kazik oczywiście zaaprobował taki punkt  widzenia i umówili  się, że w takim razie  spotkają się w pierwszą sobotę po obronie  pracy przez Pawła. Oczywiście  Jacek 100 razy wypytywał  się, czy to nie  za duży kłopot dla  nich by jeszcze i Pawła gościć u siebie. W odpowiedzi usłyszał, że jedynym kłopotem jest ciągłe  tłumaczenie  Jackowi, że nie ma  żadnego kłopotu by i Paweł do nich "przytuptał".  Kłopot to może być dla Pawła, bo nagle  pozna kilka zupełnie  mu nieznanych osób. No i  może Paweł nie lubi malutkich  dzieci, bo przecież będzie przy  stole  siedział i Aleks.  Przecież to będzie  zwykły obiad a nie  rozdanie "Oscarów" i nie będzie czerwonego dywanu i ścianki.

Kazik był ciekawy jak Jacek uczci uzyskanie  przez Pawła dyplomu i dowiedział  się, że Jacek chce mu kupić samochód - nie jakiś extra szpanerski model, ale  może którego "koreańczyka", czyli Kia lub Hyundai , np. i30. No to kup mu Kia, bo on ma  długą gwarancję, aż 7 lat. A  kupisz mu nowy wózek  czy używany?  No oczywiście, że nowy - stwierdził  Jacek. Jeden z moich kolegów już 13 lat jeździ takim koreańskim samochodzikiem i nigdy nie miał awarii. Z tym, że trzeba go oddawać na przeglądy do stacji tego dealera bo on  ma oryginalne części. Kupię mu chyba hyundai'a, bo znam tego dealera, a on ma tylko te samochody.

Termin obrony był tylko raz przełożony a i to tylko o dwa  dni i w końcu Paweł bronił w czwartek, w piątek zjechał do Warszawy  a w sobotę Jacek z  synem przyjechali na    "podyplomowy obiad" do Teresy i Kazika.  Warszawiacy  byli zaskoczeni ogromnym wprost podobieństwem Pawła i  Jacka - Teresa  śmiała  się, że nawet  niedowidzący by zobaczył, że Paweł to syn Jacka. Ponieważ tego  dnia Kazik i Teresa już od świtu mówili małemu, że przyjdzie wujek Jacek i wujek Paweł, mały był przygotowany na nowe twarze. Nie  wiedzieli wcale, czy dziecko pamięta  Jacka, ale jedno było pewne - skoro mama , tata i "dada" witają  się z kimś serdecznie , to znaczy, że to "swój  człowiek" i  Aleks  siedząc na rękach Kazika obdarzył obu  panów  szerokim uśmiechem. Spotkanie  zaczęło się od gratulacji, potem Teresa powiedziała, że ojciec i  syn są  do siebie  niewiarygodnie   wprost podobni, co  zupełnie  jej przypomina podobieństwo pomiędzy Kazikiem a Krystianem.   Aleks, "na przełamanie lodów"  dostał od Pawła zabawkę - szczekającego pieska- jamnika. Zabawka z miejsca zrobiła  furorę a Jacek   przyznał  się, że niewiele  brakowało by takiego samego jamnika  kupił  dla siebie , bo to bardzo udana zabawka.  Kupił go na Wybrzeżu, w hurtowni z chińskimi zabawkami i jeszcze w hurtowni sprawdził  czy oczy pieska są zabezpieczone, chociaż piesek spogląda w lewo i w prawo.  Jacek mówił, że miał poważny problem, bo równie piękną zabawką była mała  małpka, ale przypomniał sobie, że mały lubi psy  i wybrał pieska. Przy okazji dowiedział  się, gdzie w  Warszawie jest filia tej hurtowni.

Paweł był wyraźnie zaskoczony wielce domową atmosferą i zaraz o tym głośno powiedział. Bo on niezbyt wierzył, że obcy sobie  ludzie mogą być dla siebie  tacy  serdeczni, a teraz na własne  oczy widzi, że tak właśnie jest.  

Panie Pawle - my wszyscy dostaliśmy już w  życiu nieźle w kość - każdy z nas ma za sobą przebytą traumę  - my z Kazikiem mamy za  sobą bardzo nieudane związki małżeńskie, Kazika rodzice zginęli w wypadku samochodowym, moja mama  zmarła i bardzo oboje  z tatą za nią tęsknimy, Jacek przeżywa traumę,  że całymi latami  nie wiedział o pana istnieniu, a teraz został porzucony przez  żonę. Nadrabia miną, ale wiem, że to go zabolało. Z drugiej strony nie jest  źle, bo pan jest tym Słoneczkiem, które go ogrzewa. 

No więc my uważamy, że trzeba eksponować to co w nas dobre  i umilać życie  tym, których lubimy lub  wręcz kochamy. No więc sobie  wszyscy pomagamy  wzajemnie, bo bardzo dużą pomocą jest nawet tylko to, a może aż to, że jest do kogo przyjść, wyżalić się lub razem z  czegoś cieszyć. Mam nadzieję, że Jacek przeniesie się  z czasem do Warszawy a pana obecność "tuż  za rogiem" będzie  dla niego radością. Niedaleko nas   mieszka młodszy brat Kazika, też żonaty i ma malutkiego synka, młodszego o rok i trzy  miesiące od naszego.  I tak  się wszyscy razem wspieramy.  Więc proszę nas traktować jak "rodzinę zastępczą", np. jak kuzynów Jacka. Mój tata "nieoficjalnie zaadoptował" Kazika i jego brata i bratową  i nagle jest tatą dla  czterech dorosłych osób.

Młodsza wersja  Jacka długą chwilę milczała, wreszcie powiedział - trochę mi brakuje  słów bo jeszcze nigdy takich osób nie  spotkałem. Pomyślałem nawet, że ojciec  nieco  zmyśla gdy mi o was opowiadał. Że tak mówi, żeby  mnie  zachęcić  do  zamieszkania w Warszawie. A jak mam  się do państwa zwracać?

Teresa roześmiała  się - dobre pytanie. Do mnie - po imieniu.Co do innych - uzgodnij  to z każdym indywidualnie. Wiem z doświadczenia, że można wzajemnie  się  szanować i być po imieniu, a można nie  być z kimś po imieniu i okazać mu całkowity brak  szacunku.   Moja mama też tak mówiła - powiedział Paweł. Dziękuję za to przyjęcie do grona przyjaciół.

To namyślcie  się,  proszę, co kto pije. No proszę, towarzystwo kawowe, dobrze, że  express  duży.  Ale dla mnie,  córeczko, to zrób małą kawę- poprosił tata. I może nescę? - pójdę z tobą do kuchni, pomogę ci przynieść.  Nie, na  razie  zostań,  zrobię ci tato nescę. Zawołam gdy będzie coś  do noszenia.  W pięć minut później weszła do pokoju z paterą, na której pysznił się tort z napisem z białej  czekolady: www.@Pavel.outlook.com i postawiła na środku. Niech któryś z was pokroi ten tort, może adresat?  I wyszła  do kuchni. W dziesięć minut później  wróciła z tacą pełną kaw, talerzyków , widelczyków i postawiła  wszystko na środku  stołu mówiąc - tato, twoja nesca jest w zielonej  filiżance, reszta jest w  białych.

Adresat tortu stał nad paterą  z  nożem w ręce i mówił - nie mam sumienia tego kroić. Za piękne! To sobie zrób  fotkę na pamiątkę  - powiedziała Teresa- tylko włącz  lampę sufitową. Tortu sama  nie  robiłam, zrobiony jest na  zamówienie, robiła go pani, która  robi tylko torty. Ja tylko wymyśliłam dekorację co ta  pani przyjęła  za mój  niedowład  umysłowy. Adres internetowy  zamiast czekoladowych  różyczek! Skandal  w biały  dzień!  Ale, jak  znam  życie ona go wykorzysta. 

Po prostu  nie mam bladego pojęcia co się dedykuje informatykom. Zresztą  chyba żadnego informatyka nie  znam prywatnie.  Widziałam jeden okaz gdy macał coś pod moim biurkiem w pracy, ale  nie  wiedziałam, że to informatyk, myślałam, że to któryś z elektryków. Bo pod  biurkiem była u mnie  dżungla  zarośnięta  kablami.  Paweł śmiał  się- wiem, że kursuje po  mieście opis, że informatyk to taki typek w okularach, kraciastej flanelowej koszuli, na  niej bezrękawnik i chodzi w wytartych dżinsach.  Może to typowy warszawski model informatyka, gdański informatyk raczej  nie różnił się wyglądem od innych  studentów.

Teresa popatrzyła  na Aleksa i powiedziała - a teraz  nasz synuś pójdzie  trochę podrzemać, bo widzę, że już ziewa. Zjadł już swoje ciasteczko, więc pobawcie się moi mili trochę sami,  ja mu pomogę zasnąć i  wrócę do was. Aleks jeszcze  "dał buziaczka" swemu tacie i w kwadrans później Teresa  już była z powrotem.  

Szybko poszło - zauważył Kazik. Bo on  już na siedząco zasypiał. Wstał dziś wcześniej niż  zawsze, bo był głodny. Jesteśmy na etapie zmiany godzin jedzenia. To wbrew pozorom wcale nie jest proste- tłumaczyła Teresa. Ale i tak nieźle nam  to idzie, bez większych  awantur.  A wydawałoby  się, że zmiana z godziny szóstej  rano na  siódmą to żaden problem, tylko godzina. Ale dzieci  to chyba  mają wmontowany zegar w  brzuszku.

Ale nie da się ukryć, że macie bardzo, bardzo fajne i grzeczne dziecko stwierdził Jacek. No wiesz Jacku - on tu ma bardzo dobre  życie -  nikt go o świcie nie ściąga z łóżka i nie  ciągnie do żłobka. Nikt  mu zabawek nie wyrywa, dostaje do jedzenia to co lubi, każdy z nas go przytula i całuje, dziecko nie jest zestresowane. Śpi gdy ma ochotę, jak zauważyłem to czasem mu wystarcza 20 minut drzemki w  dzień, czasem godzina. Już pojął, że nie wolno dotykać kontaktów bo za każdym razem mówi  mu się, że nie  wolno, wie też, że nie wolno ciągnąć  za obrus na  stole, bo raz celowo mu Teresa pozwoliła i  stłukł dwa kubki i ogromnie  się wystraszył. Na tyle mocno, że zapamiętał- tłumaczył Jackowi tata- bo to były  duże i  ciężkie kubki. Gdy zderzyły się  z podłogą to był niezły huk.  No i wystraszył się bo nagle nie było kubka w kształcie  jaki znał, tylko coś  dziwnego, co narobiło hałasu. 

Jakoś ma zakodowane, że jeśli my  się z kimś witamy serdecznie to ten ktoś jest i jego przyjacielem. Mam znajomą, która ma dużego  psa, szkocką  charcicę i bardzo się z  sunią kochają, ona wie, że on jest mały i jest bardzo ostrożna, on już wie, że nie  wolno wtykać jej paluszków  w oczy i uszy. Wszystkie psy mu się podobają,  ale wie, że tylko ją może głaskać. Wiesz Jacku- ja dopiero teraz, przy nim, wiem jaka to  frajda takie maleństwo w domu. Gdy Tesia była  mała to mnie  głównie w  domu  nie było bo pracowałem a do tego bardzo często wyjeżdżałem w delegacje. Dopiero teraz wiem, ile straciłem z dzieciństwa Tesi - opowiadał tata. A Kazik według mnie  jest  super tatą - wszyściutko przy  małym potrafi zrobić.  Jego brat też taki.

Tatku, ale ty przecież też potrafisz wszystko przy Aleksie zrobić i pięknie  się nim zajmujesz- powiedział Kazik. On tak samo dobrze  zasypia u ciebie  na rękach jak i u Tesi lub u mnie. Ja myślę, że  dziecko zawsze wyczuwa kto go kocha. Mnie to poznał w kilka minut po porodzie, ciebie w kilka dni i  miał nas obu ciągle w  tym najwcześniejszym okresie  życia. Mam wrażenie, że to też ma  znaczenie. Gdy Tesia była maluśka  to była z własną matką tylko w trakcie karmienia i sam mówiłeś, że dość długo była z mamą w szpitalu, bo miała intensywną żółtaczkę.  A Aleks był cały  czas z Tesią i ze mną i szybko potem byliśmy w domu i od  razu cię też miał obok siebie. To ogromna różnica. Nie  wiń siebie  za to, że ty pracowałeś i  nie byłeś z nią w domu- ktoś przecież musiał pracować w rodzinie. Dobrze, że Tesia nie musiała być w  żłobku. Ja dopiero teraz, gdy skupiam  się  nad  doktoratem jestem  bardzo często w domu, ale przedtem to pracowałem poza domem. I mogłem być spokojny, bo wiedziałem, że ty jesteś z Tesią w domu. I oboje jesteśmy ci wdzięczni za to, że jednak w końcu mieszkasz  razem z nami,  a nie oddzielnie.

Tereniu, a nie masz jakiejś przyjaciółki, która chciałaby nieco podstarzałego, nieźle sytuowanego faceta?- spytał Jacek. Teresa  roześmiała  się - ja to mam tylko jedną  dobrą koleżankę, przyjaźniłam się głównie z facetami. No i ta  dobra  moja koleżanka  wydała  się za brata Kazika. No i teraz nie mam ani jednej, poza  nią,  dobrej koleżanki. Facetów- przyjaciół też nie mam, bo moja przyjaźń z Kazikiem okazała  się być miłością a nie tylko przyjaźnią. No i teraz Kazik jest urządzeniem wielofunkcyjnym- jest mężem, kochankiem, przyjacielem, ojcem naszego  dziecka i moim opiekunem.  A wiesz,  że to rzadkość? - spytał  Jacek. Nie znam kobiet, które tak mówią o własnym  mężu.  

Nie mówią, bo albo tego z jakiegoś powodu nie czują, albo dlatego, że teraz to bardzo niemodne - teraz jest moda na niezależną kobietę, która wszystko może i  chłop jej jest na plaster - zarobi na  siebie sama, dziecka może  nie  mieć,  a do łóżka zawsze chętnego znajdzie  no i są  wszak wibratory w razie kłopotu ze znalezieniem  chętnego - skonstatowała Teresa. A ja jestem niemodna. I chcę być z człowiekiem  którego kocham i który mnie  kocha i  nie czuję potrzeby podnoszenia  sztangi, kopania piłki i chlania na równi z facetami oraz kotłowania się w  wyrku z każdym chętnym, bo jestem kobietą wyzwoloną. I bardzo mi dobrze z tego powodu, że odstaję od  dzisiejszych czasów. Z mody to wystarczy  mi modny płaszcz i modne  buty - o ile akurat będą mi  się podobać i będzie  mój rozmiar.

W tym momencie elektroniczny podsłuch ujawnił, że małe królewiątko tego  domu już się wyspało i coś gaworzy. Teresa się uniosła z krzesła, ale Kazik ją posadził z powrotem mówiąc - ja go wyjmę z łóżeczka, on jest coraz  cięższy.

Jacek popatrzył  na Teresę i powiedział -  dobrze to ujęłaś, tak właśnie jest. A mnie  się marzy właśnie kobieta o twoich poglądach a nie baba-chłop. I wcale ja  nie chcę w domu rządzić,  zawsze chciałem by  wszystkie decyzje były podejmowane wspólnie a nie tylko przez  mnie. Tyle tylko, że o zarządzaniu domem to  moja żona  miała jeszcze  mniejsze  pojęcie niż ja o astronomii. I miała wyjątkowy talent do  wydawania pieniędzy. Odkąd jestem sam mam ciągle pełny portfel - cud  jakiś!

Z sypialni Kazik wrócił sam a na zdziwione spojrzenie Tesi powiedział - pić się dziecku chciało, napił  się i doniósł, że ma "si", więc zmieniłem pampersa, a on się obrócił na  bok i  dalej śpi.  Postałem chwilę i wróciłem. Pewnie się pogoda  zmienia, zawsze  więcej  śpi gdy się zbiera  na  deszcz. Mamy dwunożny barometr.

Wy to macie po prostu szczęście, że na siebie trafiliście - podsumował Jacek.  Kazik spojrzał się na  niego i powiedział - najzabawniejsze w naszej  historii jest to, że ja Tesię to znałem odkąd się urodziła, potem przez  wiele  lat widywaliśmy  się dość  często i każde z nas przeszło swoistą gehennę w swoim małżeństwie by dojrzeć do tego abyśmy byli razem. Żałuję  tylko, że moi rodzice nie  dożyli tej  chwili.

                                                                          c.d.n.





czwartek, 23 lutego 2023

Lek na wszystko? - 60

 Dni mijały  szybko, mały Aleks miał już 18 miesięcy i, jak uważał pediatra- rozwijał  się  "książkowo". Co prawda  nie mówił jeszcze  zbyt wiele, ale rozumiał wszystkie polecenia i uparta  jak muł Teresa  nauczyła go korzystania z.....nocniczka i zgłaszania wcześniej owej potrzeby. Co prawda sikał nadal w pampersy, ale za to zaraz po zsikaniu się donosił o tym. Jego  świat kręcił  się wśród wypowiadanych  już słów:  mama, tata, dada, czyli dziadek. Uwielbiał czytanie - zwłaszcza książeczek z obrazkami- potrafił już  wskazać wszystkie  namalowane  w książeczce zwierzaki. Te same zwierzęta Teresa pokazywała mu w encyklopedii zwierząt. Ojciec Teresy był swym  wnuczkiem zachwycony- nie dość, że wnuczek uwielbiał gdy  dziadek "objaśniał mu świat", to potrafił dziadkowi okazać jak go mocno kocha, czyli  dziadka tak zwanie  "ukochiwał" - obejmował  dziadka za szyję, przytulał swą  buźkę do twarzy dziadka i mówił: "ma dada". W ten  sam sposób przytulał mamę, tatę i...... wielkiego misia, który był niemal tej  samej  wielkości co Aleks. Miś był prezentem od Franka, przywiózł go z którejś  z podróży zagranicznych. Był to pewnie jeden  z nielicznych misiów prześwietlanych na dwóch  lotniskach, czy aby  nie przewozi czegoś zakazanego w  swym wnętrzu. 

Któregoś dnia Kazik "przywlókł" do domu  drewniane  schodki. Był to prezent od Kurta i Sophie. Konstrukcyjnie  był to podest mający po obu stronach  schodki z poręczą. Schodki były oklejone miękką wykładziną. Jak wynikało z instrukcji  użycia, wykładzinę należało usunąć gdy już dziecko opanuje  sztukę wchodzenia  na nie, a resztki kleju wystarczy po prostu zmyć mokrą gąbką.  Był to "spadek" odmalowany i odrestaurowany po ich dzieciakach. Na szczebelkach podtrzymujących poręcz  były wypisane imiona  chłopców. Do poręczy była dołączona  kartka,  by imię nowego zdobywcy  schodków napisać na   najwyżej umieszczonym szczebelku, by miał mały co zdobywać. Oczywiście  "zdobywanie" tylko wtedy jest  zaliczone gdy dotrze tam na dwóch nóżkach  a nie na czworakach.  No tak- jęknęła Teresa - kojec już oddany dla Tadzia, to teraz  będzie kolejna  zawalidroga.  Ale pomyśl, moja  cudna, że tym sposobem unikniesz sterczenia  na brudnych schodach klatki schodowej by mały ćwiczył trudną sztukę pokonywania  schodów - tłumaczył Teresie  mąż.  

Mam dla Ciebie jeszcze jedną niespodziankę - w weekend wdepnie do nas Jacek. Muszę na niego uważać, bo już jest rozwiedziony,  ty mu się bardzo podobasz, a on potrafi uwodzić  kobiety.  Jego była żona już sobie  znalazła tam młodszego niż Jacek faceta, chętnego na jej  wdzięki.  A co Jacek na to?  No cóż - spakował jej wszystkie  rzeczy w skrzynie transportowe i wysłał do Kanady w ramach  jej mienia przesiedleńczego i nagle stwierdził, że ma nieomal pusto w mieszkaniu.  Śmiał się, że jej rzeczami to dałoby  się zapełnić cały jeden kontener. Ale najlepsze- jak powiedział - jest to, że to ona  musiała pokryć koszty transportu. A że były niemałe to widać że nieźle  się jej tam powodzi. 

No i  już zgłosił chęć przejścia  na emeryturę i za miesiąc będzie emerytem. W związku  z tym pytał się mnie czy może  chcę polatać, ale odmówiłem choć proponował lot w towarzystwie instruktora. I na razie  zamieszka w Świdrze. I, jak powiedział - oczekuje, że będziemy go całą  rodziną  nawiedzać w weekendy.  I że tata mógłby tam całe lato spędzić zamiast  "w murach  stołecznego miasta".  Powiedziałem  mu tylko, że tata jest wolnym człowiekiem  i może robić to na  co ma ochotę, a nam  nic  do tego. I że to on  sam musi to tacie  zaproponować. 

A "uje Kliś", jak mówi Alek, wpadnie  dziś do nas z Tadziem, bo Alina wybiera się do fryzjera by ściąć włosy na krótko. Kris stwierdził, że  Tadzik jest na tyle  duży by można go przedstawić  Alkowi. A gdy Alina zakończy  flirt z fryzjerem to po nią pojedzie  razem z Tadziem i potem prosto stamtąd pojadą  do domu.

No to dobrze, że pojadą do domu prosto od fryzjera. Ciekawa  jestem jak Aleks potraktuje brata. Na spacerach jest zainteresowany tylko starszymi dziećmi i....psami. Osiedlowe koty też  dostrzega i woła do nich "cici, cici" wyciągając rączkę.  Wczoraj przyplątała  się do nas dwulatka, której  się podobał jego tygrysek i gdy wyciągnęła rączkę w jego stronę to Aleks narobił wrzasku.  Mamuśka dziewczynki była oburzona takim "nietowarzyskim" zachowaniem Alka,  więc jej powiedziałam, że niech  się wpierw zastanowi czy właściwym  zachowaniem jest wyciąganie  łapy po cudzą zabawkę.

A pani od charcicy nim pozwoli podejść  swojej suni do wózka, to wpierw jej wyciera jedną  wilgotną szmatką całą mordkę a potem drugą przeciera łeb i cały  grzbiet.  Już nauczyłyśmy Alka, że nie wolno pakować paluszków psu do oczu, nosa i uszu. I po wszystkich macaniach psa kolejną wilgotną szmatką mały ma wycierane  rączki. No ale sunia jest przystosowana do dzieci,  tatowa sąsiadka ma  dwoje wnucząt, które sunia wielbi od pierwszych ich  dni.

Pomyślałam sobie, że jeśli będzie przyjazna pogoda to moglibyśmy się w ten weekend  wybrać do ZOO. Może tata też będzie chciał?  Tam jest sporo ławek, więc  zawsze będzie miał gdzie odpocząć, poza tym , ponieważ  będziemy z wózkiem, to możemy wziąć ten "stołeczek  wędkarski" - jest lekki a złożony wygląda jak parasol i całkiem wygodnie  się na nim  siedzi. Będzie sobie leżał w koszyku zakupowym pod  wózkiem. Następny wózek małego to już będzie taki składany "parasolkowiec", bo już na pewno  nie będzie sypiał na  spacerach. On i teraz  rzadko sypia, ale jest  wygodnie  z tą  spacerówką bo on lubi ją pchać, więc gdy ją pcha to nie muszę mieć oczu dookoła głowy. 

Sophie mi opowiadała, że najstarszego to prowadzała na  smyczy, którą przypinała  mu do szelek. On  nie lubił by go trzymać  za rączkę no i nic  dziwnego, bo Sophie niska  nie jest i gdy trzymała  małego za rękę to on  ciągle tą rączkę  miał biedak wyciągniętą  do góry i pewnie go bolała. No to wymyśliła, żeby miał szelki na sobie, te od  wózka, a ona do nich przypinała smycz. No a przy  drugim to już mieszkali w tym domu z ogrodem i nie mordowała  się ze spacerami bo wpierw  wystawiała  towarzystwo na taras a potem wyrzucała  do ogrodu. Szelki u nas  są, w  wózku siedzi przypięty w szelkach, tylko smycz psią trzeba kupić. Smycz to żaden problem- stwierdził Kazik. W każdym dużym, szanującym  się markecie jest  dział "zoologiczny", jutro kupię. Masz jakieś wymagania odnośnie koloru? Nie, nie mam. Tylko nie kupuj skórzanej,  kup taką  zrobioną z taśmy z tworzywa  sztucznego, żeby była lekka i żebym nie  miała kłopotu z jej skróceniem  w kilka  sekund. Następnego  dnia  w domu "wylądowała" smycz z automatyczną regulacją długości.  Tata śmiał się  cichutko, że dziecięce marzenie Teresy o  posiadaniu psa właśnie  połowicznie  się spełniło. 

W weekend rzeczywiście  przyjechał  do nich Jacek. Zachwycał się Aleksem i stwierdził, że ma żal do matki swego syna, że nie powiedziała mu, że zaszła w  ciążę i że pozbawiła go tego  wszystkiego co teraz  widzi u Kazika i Teresy.   Teresa tłumaczyła mu, że sam stworzył taką sytuację a priori mówiąc  dziewczynie, że nie chce dziecka. Pewnie gdybyś to inaczej powiedział, porozmawiał o tym, a nie tylko nadał suchy, konkretny komunikat to pewnie byłoby inaczej- może byście  się pobrali a może nie,  ale miałbyś kontakt  z dzieckiem od  samego początku. Więc chyba jednak źle adresujesz  swój żal. Kazik i tata też byli tego zdania. 

No ale sądziłem, że to jest uczciwe podejście do sprawy - tłumaczył się Jacek. No wiesz - uczciwe to było, tylko wielce egoistyczne i krzywdzące dla niej. Przeczytaj jeszcze raz ten jej pamiętnik, to może zrozumiesz, że nie było to wszystko do końca uczciwe. Uczciwe to byłoby wtedy gdybyś  z nią ten problem przedyskutował i uzmysłowił sobie, że w takim  razie nie powinieneś  jej głowy zawracać i po prostu przestać  z nią współżyć, bo nawet najlepsze obecnie  środki antykoncepcyjne, których  wtedy  nie było jeszcze  w Polsce, nie dają 100% bezpieczeństwa. Poza tym sprawa już nieaktualna, twój syn to dorosły facet, ty się pocieszyłeś inną, która  nie chciała mieć  dziecka, a teraz  jak widać to i ciebie  nie chciała, bo wyjechała i  wzięła z tobą rozwód. 

Ty rozpatrujesz to wszystko z punktu widzenia dorosłego mężczyzny, a ja patrzę na to z punktu widzenia młodej, zakochanej dziewczyny, której  miarą miłości było to, że chciała to dziecko urodzić, bo to było twoje  dzieło. Więc się nad  sobą nie roztkliwiaj. Gdybyś był jej zupełnie obojętny to usunęłaby  ciążę, legalnie, w  szpitalu bo wtedy nie  było z tym problemu, była już pełnoletnia, a nie zostawiłaby sobie na głowie takiego kłopotu jak  samotne wychowanie dziecka.  Jedyne co ci teraz pozostaje to "posypać  głowę popiołem" i delikatnie wybadać poglądy  syna w tej materii, żeby synek  nie poszedł w ślady ojca. I już nie mówmy więcej o tym - rozdrapywanie ran niczemu  nie  służy. Było - minęło, życie  toczy  się dalej. Uśmiechnij  się, przecież nadal się z tobą wszyscy przyjaźnimy. Każdy z nas popełnił w życiu jakąś  głupotę, nikt nie był i  nie jest ideałem. I ja i  Kazik też kiedyś  byliśmy naiwni i głupoty robiliśmy. I on i ja jesteśmy po nieudanych  związkach, ale sobie o tym sporo opowiedzieliśmy, sprawy są  rozliczone i  zamknięte.

A przyjedziecie do mnie na wakacje? -spytał Jacek. Odnowiłem wewnątrz  chałupę, powymieniałem różne sprzęty i teraz  w środku pełna  cywilizacja, tylko nie wiem co z  zewnątrz - wygląda mało atrakcyjnie. No i dobrze- powiedział tata- przynajmniej  nikt nie  sądzi, że masz tam cuda  na kiju i cię może  nie okradną.  No jak na razie, to jest podłączony do firmy ochroniarskiej. To kiedyś był ładny dom, on jest z dość  cienkich bali, a że nie bardzo tu pasował to mu zrobiono zewnętrzną "licówkę" z desek i ma wygląd  zwykłego baraku. A pod tą licówkę jeszcze "wkitowano" ocieplenie  i on jest dzięki temu bardzo ciepły zimą i odporny na upał. Tylko te  deski już kiepsko wyglądają. W piwnicy ma piec  na gaz. Dom ma 3 sypialnie i salon, dużą łazienkę i sporą kuchnię. Dom ma prawie  100 metrów kwadratowych powierzchni użytkowej. 

To całkiem sporą masz tę chałupę-  stwierdził tata. A do stacji  kolejowej masz daleko?  Tak ze sześć mniej więcej  kilometrów. Mnóstwo osób dojeżdża tym elektrycznym pociągiem a sporo też jeździ swoimi samochodami. Rano są korki w  stronę  Warszawy, późnym popołudniem w przeciwną stronę. Powinni poza tym wybudować jakiś piętrowy parking koło dworca, bo to co jest trudno nazwać parkingiem. Jak  ze dwa dni popada  deszcz to  zupełnie nie ma gdzie  zaparkować, bo to po prostu  rozjeżdżone  błoto. Oczywiście każdy by chciał by ten parking  był bezpłatny, zupełnie tak  jakby to był dar boski dla ludzi, a przecież każdy obiekt, jego wybudowanie i potem utrzymanie  kosztuje. Podobno było jakieś zebranie mieszkańców w sprawie budowy parkingu i ktoś postulował, by dać zezwolenie osobie  prywatnej na budowę owego parkingu, ale ktoś bardziej przytomny stwierdził, że te akurat grunty są własnością państwa, no więc jeśli ktoś wierzy w to, że ktoś je odkupi, wybuduje za własne pieniądze  parking a potem udostępni za darmo ten parking ludziom, no to niech sobie  szybko zaklepie miejsce w szpitalu dla niepełnosprawnych umysłowo. Najbliższy sąsiad Jacka był na tym  zebraniu i stwierdził, że tu jacyś naiwni głównie  mieszkają, bo każdy trzeźwo myślący wie, że niczego  nie ma  za darmo. I obaj z  synem zastanawiają  się co z tym domem zrobić. Syn powiedział, że on na pewno nie będzie mieszkał stale w Świdrze, bo  nie pasują mu dojazdy do pracy i jeśli ojciec  mu ten  dom przepisze to on na pewno go sprzeda jakiemuś naiwniakowi, któremu do szczęścia będzie potrzebne świeże  powietrze i dom z ogrodem.  On mimo  wszystko woli gorsze powietrze  warszawskie niż dojazdy na trasie  Świder-Warszawa. On oczywiście wie, że ponad  milion osób codziennie dojeżdża elektrycznym  pociągiem do Warszawy pokonując nawet 100 km, no ale na  szczęście on nie musi i nie chce sam  się na to skazywać. Poza tym tłumaczenie ojca, że taki dom to lokata to go śmieszy, bo lokatą jest coś co raz  kupisz i potem już w to nie inwestujesz, a w dom trzeba ciągle inwestować , zwłaszcza gdy stoi pusty, nie zamieszkany.

No widzisz Jacek - twój syn ma rację. Dom, w którym przez  długi  czas nikt nie mieszka po prostu  niszczeje - powiedział tata. Nie wiem ile  w tym prawdy, ale słyszałem, że w rurach doprowadzających  wodę  rozwijają  się jakieś bakterie  - właśnie dlatego, że nikt jej regularnie nie pobiera. Więc nim w tym Świdrze zamieszkasz daj wodę z kranu do przebadania mówiąc dlaczego ją dajesz do badania.  Ale nie pamiętam już dokładnie co to za bakterie. W każdym razie dając ją do zbadania powiedz, że to z dawno nie zamieszkanego domu, w Sanepidzie  będą wiedzieli jak ją mają przebadać. I dlatego budynki, które są pustostanami  mają odciętą wodę.  Hmmm, nie  słyszałem o tym, ale wezmę wodę z kranu do badania. Tak się  Krystian zachwycał, że mam wszelkie dokumenty w porządku, ale dopiero teraz  do mnie dotarło, że wcale  nie widziałem na oczy  dokumentacji z budowy tego domu i jakoś mi nigdy w ręce nie weszła. Muszę przejrzeć jeszcze  raz wszystkie dokumenty, które były w domu i chyba pójść tam  na strych i zobaczyć co tam jest.  No ale sam na ten strych lepiej nie  chodź, idź tam razem z synem - powiedziała Teresa. 

No wiesz- oburzył się Jacek - jestem jeszcze pełnosprawny, ostatnie badania robiłem niedawno i są OK. Teresa uśmiechnęła  się - weź jednak ze sobą syna, niech  się chłopak wreszcie poczuje pełnoprawnym synem. Niech mu wreszcie przestanie brakować ojca. Ojciec to nie tylko zabezpieczenie finansowe, ojciec to także kwestia wzajemnej bliskości i zaufania. Otwórz  się na  niego! Nareszcie masz syna. Nie bądź tatą spłacającym tylko i jedynie  dług finansowy.  Zaglądnij sobie  w serducho!  I przyprowadź kiedyś  do nas swego syna, pochwal się nim. Obu wam to dobrze  zrobi, przekonasz  się, uwierz mi!  No właśnie - masz córeczko w 100 procentach rację - poparł ją tata. Tesia ma rację, nie powinieneś się izolować od  niego. Zwłaszcza, że on od  niedawna  jest w Warszawie. Nooo, a ja znam nieco osób  z WATu - dodał Kazik.

Jacek spoglądał na ich z niedowierzaniem - wreszcie powiedział- jesteście wszyscy niesamowici. Masz  Tadeuszu szczęście - masz wspaniałą córkę  i syna. Nie  wiem  jak mam wam dziękować za takie podejście do moich spraw!  Nie  dziękuj, tylko przyjdź do nas w następny weekend  z synem - powiedział Kazik.

                                                                            c.d.n.


poniedziałek, 20 lutego 2023

Lek na wszystko? - 59

 Powoli życie w domu Aliny i Krystiana normalizowało się. Krystian coraz dłużej bywał poza  domem i nawet zatelefonował  do Teresy  dziękując jej za wskazanie kto im   może pomóc.  Według  niego Alina już zrobiła  niewielki postęp - już nie ma oczu pełnych łez gdy mały zaczyna płakać. I nawet  waży małego przed i po karmieniu i  nie zabiera mu piersi gdy tylko na moment przestanie  ssać. Gdy mały płacze to wpierw  sprawdza czy aby nie ma  mokrego pampersa i odważyła  się sama przesmarować mu pępuszek. Krystian  się zwierzył Teresie, że zamierza zaangażować na stałe pomoc do dziecka - tak na kilka, no może sześć godzin dziennie. Teresa wpierw się dopytała  czy on aby nie żartuje i czy to oznacza, że Alina wraca po ustawowym macierzyńskim  do pracy. No nie, ona chce wziąć trzyletni wychowawczy- odpowiedział Krystian. 

No to już nie  wiem, które z was dwojga  głupsze - ty  czy ona- podsumowała Teresa. Obydwoje  bredzicie. Skoro chce brać  trzyletni wychowawczy to niech się teraz  pilnie uczy opieki nad  dzieckiem i się nim  sama zajmuje. Albo niech odda do żłobka a  sama wraca do pracy. Sam wiesz, że zdarzają ci  się przestoje zarobkowe, że owszem- z reguły zarabiasz dobrze, ale niestety nieregularnie. Gdy byłeś sam, a nawet gdy już byliście  razem nie było to groźne, ale  teraz masz w domu taki woreczek bez dna, w którym nie odkładają się pieniądze tylko z niego systematycznie wyciekają, zwłaszcza, że Alina chce mieć dla dziecka wszystko co najlepsze i najdroższe.  Porozmawiaj z nią o tym. Powiedz wprost, że może być stała opiekunka  do dziecka, ale tylko wtedy gdy ona wróci do pracy.

Jest jakiś żłobek prywatny, ale słyszałam, że przyjmuje  dzieci dopiero od dziesiątego miesiąca  życia. No i trzeba wcześniej się zapowiedzieć, że  się ma taki zamiar. Kris - jesteś naprawdę łebskim facetem, więc zacznij myśleć trzeźwo i logicznie. Nie dawaj  się robić  w konia. Nic jej nie dolega, poród nie  był jakiś wyjątkowo  skomplikowany, rodziła w bardzo dobrych  warunkach. Powiem ci coś, czego może nie powinnam ci powiedzieć - wiedz,  że Alina nie jest jedyną kobietą w tym mieście, która bez problemu wylądowałaby z tobą w łóżku i urodziła twoje dziecko oraz zajmowałaby  się  nim z uśmiechem na ustach.  Jesteś atrakcyjnym facetem nie tylko z racji wykonywanego zawodu ale i pod  względem urody i kultury. Mam oczy i  widzę jak babki reagują na ciebie i na Kazika.  

Ale Kazik ma  wszystkie kobiety  w nosie, on poza tobą to świata nie widzi! - dla niego liczysz  się  tylko ty, w drugiej kolejności jest Aleks, potem tata no i może po tacie ja - poinformował  ją Krystian. Teresa  roześmiała  się - no i bardzo dobrze, bo dla mnie to  on jest na pierwszym  miejscu, a Aleks dopiero na  drugim , potem tata i cała reszta rodzinna. Nie zapominaj, że ty też należysz  do rodziny, jesteś  wszak bratem Kazika. 

Krystian  roześmiał  się - skoro jestem na twojej liście w grupie razem z tatą, to nie  czuję  się mocno poszkodowany. Gdy mi Kazik powiedział, że się  z tobą żeni to zastanowiłem się dlaczego wybrałaś  jego a nie mnie, bo na  zdrowy  rozum ty i ja jesteśmy  sobie  bardziej zbliżeni wiekiem  niż  ty i Kazik. Jestem tylko trzy lata starszy od ciebie, a nie prawie  dziewięć. 

Wiesz Kris, tak  się złożyło, że to z Zikiem się wpierw  bardzo  zaprzyjaźniłam a nie z tobą. Ty byłeś  zawsze cały czas  skupiony na  studiach, ciebie  widywałam  głównie  wtedy, gdy się spotykali  nasi rodzice,  Zika  spotykałam w Klubie i szalenie  mi się podobał, tyle tylko, że wtedy intensywnie  mnie podrywał Robert  a Zik  szybko się ożenił z Anką. Mną  się  wcale nie interesował. I od początku wiedziałam, że to ich małżeństwo to nie przetrwa, bo Anka i Zik to były dwa baaardzo różne światy. Zaraz  po ich  ślubie był mój ślub z Robertem, ale nadal  przyjaźniłam  się z Zikiem. Zeznawałam na jego sprawie rozwodowej i skakałam  z radości, gdy orzeczono  rozwód, chociaż już wtedy  byłam  mężatką. Nadal  się przyjaźniliśmy i Zik wiedział o  mnie dużo  więcej niż Robert. Tęskniłam  za nim gdy siedział w Niemczech, czasem do mnie  telefonował a listy od niego przychodziły na  moją skrytkę pocztową , którą  sobie  wtedy założyłam. Myślę, że Zik i ja byliśmy  sobie przeznaczeni. Tylko jakoś nie wpadliśmy  na to  wcześniej.

Hmmm, zdziwił  się Krystian, nie podejrzewałem cię, że ty, taka  nowoczesna dziewczyna, wierzysz w przeznaczenie. A ty nie wierzysz?- dopytywała  się Teresa.  Więc dlaczego  zakochałeś się jak  wariat w dziewczynie, którą pierwszy raz zobaczyłeś na  oczy, wpuściłeś  do swego domu i pozwoliłeś jej u siebie mieszkać?  Ona nie była  wszak bezdomna, chociaż już była  sierotą. Widywałam  cię nie jeden  raz z bardziej  atrakcyjniejszymi dziewczynami niż Alina.

Alina od pieluch  była hodowana jak księżniczka, bo była jedynym  dzieckiem swych rodziców które nie odeszło we wczesnym  dzieciństwie  w  zaświaty. Wszystko się  wokół Aluni kręciło, jedyną jej powinnością było żyć i nie umrzeć przedwcześnie. I, jak  widać- to się jej udało. Robiliście przed jej ciążą wszystkie   badania i nie  mieliście  przeciwwskazań do rozmnażania się. Więc ty nie  wpadaj w przesadę, nie kontynuuj hodowli księżniczki na  ziarnku grochu- opieka nad niemowlakiem teraz a w czasach gdy my byliśmy  niemowlakami to dwie  różne bajki. Zero prania i gotowania pieluch i nawet mleko zastępcze nie wymaga gotowania. Nie jest co prawda u nas tak jak ma moja koleżanka mieszkająca  we Włoszech,  że wsypuje proszek do butelki i podstawia ją pod kran z ciepłą  wodą  miejską i dziecko to wypija, no ale u nas wystarczy dać  wodę przegotowaną i pomerdać  chwilę butelką by się proszek rozpuścił. Pranie  robi pralka, zmywanie  załatwia zmywarka. Więc rozważ to  wszystko. A teraz to ja  muszę  dać papu Aleksowi, więc do usłyszenia.

W pół godziny później zatelefonował  Kazik mówiąc, że zjedzie  do  domu za pół godziny, bo ma sporo pisania a w Instytucie to mu co chwilę ktoś przeszkadza, więc on jedzie do  domu i czy to Teresie w niczym nie będzie przeszkadzało. Nie bardzo rozumiem co by mi miało przeszkadzać? -zdumiała  się Teresa. Mały zaraz dostanie jedzenie i po nim pośpi, tata jest na spacerze z suką i jej pańcią. I miałam długą rozmowę z twoim bratem.  O tym to wiem, bo już mi o tym doniósł plus  opinię, że jesteś super. No ale o tym to ja już wiem, nihil novi dla mnie- powiedział Kazik. Mam wiadomość  ze sklepu, że jest już wózek, ale nie w takim kolorze jak tamten, tylko granatowy i mam dać im  znać, czy go weźmiemy. Weźmiemy - stwierdziła Teresa- byle by nie był beżowy lub biały. A fotelik  samochodowy też jest?  Tak, jest i też granatowy. No to ja w takim razie prosto stąd pojadę do sklepu, bo  jeszcze o tej porze nie ma korków - stwierdził Kazik.

W niecałe 2 godziny później dotarł do domu Kazik  z nowym spacerowym wózkiem i nowym, już zamontowanym w samochodzie  fotelikiem  dla  dziecka. Wózek miał nawet półśpiworek dla dziecka by mu nóżki nie  marzły w chłodniejsze  dni, moskitierę oraz parasolkę od  słońca. Kazik zostawił nowy wózek w częściach  w przedpokoju, potem zjechał do piwnicy po poprzedni wózek mówiąc, że go zaraz  odda w komis, bo Alina chce  mieć jasny wózek- taką wiadomość wyciągnął od brata. Wrócił dość  szybko i to z pieniędzmi - wózek został sprzedany "od  ręki"- odkupiła go właścicielka komisu dla kogoś z rodziny. Była  zachwycona, że nic nie było zniszczone no i ten kolor - ciemny szmaragd był w cenie. Zaraz po przyjściu zatelefonował do brata mówiąc mu, że był przed momentem w komisie i że tam jest wózek -"kombajn" w obrzydliwym beżowym kolorku i w przystępnej bardzo cenie bo to nie jest chodliwy kolor, ale wózek jest w bardzo dobrym stanie, bo o niego  użytkownik dbał i głównie był używany na tarasie a nie na spacerach.  Więc niech Kris tam zatelefonuje, poda  swoje  nazwisko i poprosi o zarezerwowanie go na dwa dni. Kris podziękował, stwierdził, że zaraz  zadzwoni do sklepu a  za godzinę sam pojedzie po ten wózek.

Kazik zakończył rozmowę i kręcąc głową powiedział - ktoś mi brata odmienił, po raz pierwszy nie usłyszałem, że wpierw  się musi Aliny spytać- tylko się upewnił, czy to na pewno beżowy kolorek. Ty mu chyba coś poprzestawiałaś w głowie.  Opieprzałaś  go  znowu? 

Nie,  nie opieprzałam, rozmawialiśmy o tym kto jest dla nas obojga  najważniejszy i tylko mu powiedziałam, że dla mnie to ty jesteś najważniejszy, potem Aleks a na trzecim  miejscu tata i reszta  rodzinna i żeby pamiętał, że on też jest częścią mojej rodziny. I chyba mu trochę podniosłam samoocenę, bo powiedziałam, że Alina to nie jedyna kobieta która  chętnie by wskoczyła do jego łóżka i urodziła jego dziecko, bo mam oczy i widzę jak na twoją i jego urodę i jego zawód reagują babki. Ale go nie opieprzałam tym razem. A wcześniej to mu mówiłam, że jeśli mają zamiar zatrudnić kogoś na stałe do dziecka to Alina powinna wrócić do pracy, bo on owszem- dobrze zarabia, ale nieregularnie a Alina chce  zawsze mieć dla  dziecka wszystko co najlepsze i najdroższe a przy nieregularnym dopływie gotówki to może być kiepsko. Tym razem nie nawsadzałam mu, naprawdę. Głupio mi opieprzać dorosłego faceta. Tak naprawdę traktuję go jak własnego brata. Poza tym uświadomiłam mu, że pielęgnacja niemowlaka teraz a w czasach gdy my byliśmy niemowlakami to dwie  różne  bajki, bo teraz nie ma prania i gotowania pieluch z tetry i flaneli, pralka pierze dziecięce ciuszki, a  zmywarka zmywa. Trochę mnie Kris ubawił, bo nie mógł wydedukować, czemu on i ja  nie byliśmy nigdy zaprzyjaźnieni, więc  mu przypomniałam, że z nim to widywałam  się tylko na spotkaniach naszych rodziców  a ciebie to spotykałam  w klubie, tyle tylko, że ty mnie nie  za bardzo  zauważałeś, za to zauważał mnie  Robert.

Ależ zauważałem cię, podobałaś mi się ale cię wtedy nie kochałem a Robert był na etapie  podrywania  cię. A ja  szukałem dziewczyny tylko do seksu a ty byłaś  do takiego minimum  za porządna no i jednak sporo młodsza ode mnie. Teresa uśmiechnęła  się - Robert też szukał tylko do seksu a ja stwierdziłam, że jeśli twierdzi, że mnie  kocha, to niech poczeka aż będzie moim mężem. Wtedy uwierzę, że mnie kocha.

Kochanie moje, dlaczego ty nie poszłaś na Handel Zagraniczny i nie trafiłaś do dyplomacji - śmiał  się Kazik. No popatrz - a niektórzy to by mnie  chętnie widzieli w  wydziale śledczym - powiedziała Teresa. Wiesz czego mi trochę brakuje?  No czego? - Kazik bystro się jej przyglądał- powiedz, może jakoś temu  zaradzimy?  Brak mi wieczorków tanecznych, lubiłam bardzo z tobą tańczyć. Ooooo, to samo mogę powiedzieć o tobie - świetnie  mi się z tobą tańczyło! Ale wiesz co? Mamy w  domu całkiem niezły zbiór płyt, możemy  sobie potańczyć, Aleks będzie zachwycony!  On lubi muzykę. Wskoczysz w szpileczki i potańczymy. A gdy trochę podrośnie to raz na jakiś czas wyskoczymy gdzieś potańczyć. A Alina lubi tańczyć? Lubi, ale ona zawsze była bardziej zabawowa ode mnie i lubiła takie towarzyskie "posiady" przy stole.  I dlatego tak  chętnie chodziłam do klubu, bo tam nie bardzo było przy czym posiedzieć za stołem,  za to można  było cały wieczór spędzić na parkiecie. Nie  zapomnę chyba nigdy zestawu "napitków" tam dostępnych - woda mineralna, piwo i......zsiadłe mleko. Gdy byłam tam  pierwszy raz omal nie  zmarłam ze śmiechu gdy przeczytałam wybór "napojów". A z kim tam bywałaś? Z bratem ciotecznym mojej koleżanki-  to był klub jego uczelni. Ja tam bywałam będąc jeszcze w liceum, co oczywiście było zabronione. Ale jak wiesz to do  aniołków nie należałam. Oczywiście  z nim to tylko wchodziłam a potem to chyba nawet nie  rozmawialiśmy  ze sobą. A skąd ty się tam wziąłeś, nie byłeś na  medycynie. No nie, nie byłem, ale mi parkiet tam pasował i klub był najbliżej  naszego domu.  Chłopcy tam nieźle  grali. Wiesz  co pamiętam do dziś? Swoje ogromne zdziwienie, gdy cię po raz  pierwszy zobaczyłem w klubie. A ty konsekwentnie udawałaś, że się nie znamy. I te twoje pytania u nas w domu a gdzie jest ten klub do którego chodzę. 

No bo ja byłam wtedy w liceum, a ty pod koniec studiów. Pierwszy raz to byłam w klubie jeszcze w ostatniej klasie podstawówki. Bo ja bardzo wcześnie wyglądałam "kobieco." Wystarczało zrobić  sobie "ust koral", lekko podmalować oczy i już wyglądałam na pełnoletnią. A dlaczego nigdy ze mną nie rozmawiałeś gdy tańczyliśmy?  Bo narzuciłaś konwencję, że się nie  znamy, a ja z nieznajomymi nie prowadziłem konwersacji. Byłem poza tym  ciekawy czy "pękniesz" i coś powiesz, ale  ty byłaś twarda. Gdyby tam był ktoś  bystrzejszy   niż Robert, to by  zauważył, że  zawsze wychodziłem zaraz po tobie, bo sprawdzałem czy wracasz do  domu sama czy  może cię ktoś odprowadza. Gdyby cię ktoś odprowadzał to szedłbym za wami, żeby ci krzywdy nie  zrobił. Ale zawsze wracałaś sama. Żartujesz? - spytała zdziwiona Teresa. Nie, nie  żartuję, wiedziałem przecież ile  masz lat, byłaś dzieckiem przyjaciół moich rodziców, uważałem, że powinienem cię chronić. Nie  znałem tych chłopaków z którymi się bawiłaś. No to było nas dwoje - ja ich też nie  znałam. A w kieszeni miałam zawsze atomizer z lakierem do włosów, by w razie  czego psiknąć po oczach któremuś natrętowi. A zauważyłeś, że Robertowi też się nie dałam odprowadzić? No jasne, że  zauważyłem. Wychodziłaś z sali w stronę toalet, a potem chyłkiem  "myk" do wyjścia.

                                                                              c.d.n.

 

niedziela, 19 lutego 2023

Lek na wszystko? - 58

 W dniu wyznaczonego "matematycznie" porodu Krystian odwiózł Alinę do Kliniki na badania. Znając z opowieści kłopoty matki Aliny ze sprowadzaniem  dziecka na świat, prowadzący  lekarz  wolał mieć  Alinę pod  kontrolą. Następnego dnia nad ranem Alina zaczęła rodzić - w tempie expresowym została  znieczulona i pomiędzy jej stanami euforii i skrajnej rozpaczy ( bo to tak długo trwa) na świat wychynął chłopczyk, a Krystian drżącą  nieco ręką przeciął pępowinę upewniając  się, że na pewno to dziecka  i jego matki nie  boli. Maluszek ważył ponad 3 kg, darł się jakby go ze skóry obdzierano, co bardzo cieszyło lekarza i martwiło Alinę. Ssał pierwszy pokarm "jak  stary" , jak określiła jedna z pań pielęgniarek. Krystian  zaraz  poinformował rodzinę, że ma synka, że  dadzą mu na imię Tadeusz, po ojcu Teresy. Stwierdził, że to bardzo dobrze, że jest  chłopczyk, będą  się dzieciaki razem hodować, bo różnica  roku i trzech i pół miesiąca to tylko teraz jest taka widoczna, z  czasem  się zatrze. Do kliniki z gratulacjami pojechali Kazik i tata. Zaraz przesłali Tesi zdjęcie rodzinne i Tesia napisała, że mały Tadek jest bardzo ładnym przedstawicielem rodu i świetnie, że to chłopak, będą  się  chłopcy razem świetnie  bawili, bo mała różnica  wieku. Pytała  się  też czy czegoś Alinie  nie podesłać do jedzenia lub picia.  

Gdy tata z Kazikiem wrócili z kliniki Kazik stwierdził, że jego bratanek to duże  dziecko, nie taka drobinka jaką był Aleks. No ale to nic  dziwnego, bo Alina to "kawał kobiety", 175 cm wzrostu na płaskim no i mały waży 3,400 i ma 53cm długości. Po tygodniu Alina "z przyległościami" wrócili  do  domu. Mały  miał żółtaczkę noworodkową,  ale na szczęście lekką, bardzo  krótko trwała. Przed powrotem  Aliny  ze  szpitala Tesa razem z tatą pomogli  Krystianowi dostosować sypialnię "pana mecenasa" do obecności noworodka.  Biurko Krisa  wywędrowało do innego pokoju, do sypialni przywędrowało łóżeczko i komoda spełniająca  dwie  funkcje- przewijaka i schowanka na dziecięce  ciuszki. W kuchni też nastąpiło niewielkie przemeblowanie bo Tesa zarządziła by akcesoria  niemowlęce były w jednym  miejscu, by każde z rodziców  nawet  w nocy, z jednym tylko otwartym okiem, wszystko co trzeba  znalazło. Przyniosła również od  siebie kilka  książek o "hodowli niemowląt". W łazience zamieszkała mała wanienka z leżaczkiem do kąpieli.  Tak naprawdę to  Teresa była nieco  zła na  swą przyjaciółkę o to, że  sama nie  zadbała o to wszystko wcześniej - wszak datę porodu znała, więc powinna była wszystko przygotować razem z Krystianem  wcześniej.

Tata sugerował, by może Tesia  trochę pomogła świeżo upieczonym  rodzicom i była u nich gdy wrócą  z kliniki, ale Kazik i Teresa tak się na niego spojrzeli, że  zamilkł. Kazik grzecznie  wytłumaczył tacie, że Krystian to jest jednak dorosły facet,  miał  dziewięć miesięcy na  przygotowanie  się do nowej życiowej  roli, więc żadne  z nich nie  zamierza im pomagać w sposób inny  niż słowny. Poza tym to i tak mają  lepiej  niż miała Teresa, bo "odziedziczyli" po Aleksie  całą masę przydatnych rzeczy, nawet pampersy noworodkowe, bo Kazik kupił kiedyś o wiele  za dużo. Jedyne czego nie odziedziczyli to był fotel do karmienia, bo on jest robiony pod wymiar Teresy i ona  nie ma zamiaru się z nim rozstać. Ale mogą podać im adres, gdzie go kupili. Wózek był na razie w częściach i razem z instrukcją znajdował się w grubym foliowym worku w piwnicy  Kazików. Co do wózka to Teresa odniosła  wrażenie, że  Alinie  nie podoba  się  jego kolor, więc jeszcze  się przepyta czy  Alina go chce, bo jeśli  nie,  to ona go sprzeda. A dla Aleksa już zamówili wózek i nowy fotelik samochodowy i  zapewne  za kilka  dni już ten wózek i fotelik samochodowy dotrą do sklepu.  Na razie to Aleks  jest "wietrzony" na loggii na kolanach  Teresy. Zresztą pogoda  ciągle jest mało spacerowa, więc nie odczuwają braku wózka. 

Tego dnia Krystian "odkrył",  że jest chyba niezbyt mądry, bo dopiero teraz  dotarło do niego, że mieszka zbyt  daleko od  brata i że  szkoda, że wcześniej o  tym nie pomyślał, gdy budowało się osiedle po drugiej  stronie ulicy.  Kazik śmiał  się - przecież  ci mówiłem, że nawet część  lokatorów  z naszego bloku przeniosła  się na nowe mieszkania,  a te posprzedawali.  Z takiego samego mieszkania  jak nasze przeszli do nowego bloku, bo tam ponoć większe metraże pokoi. My nie byliśmy zainteresowani zmianą mieszkania - nam jest tu dobrze no i mamy  blisko do mieszkania taty.  I nawet  nie próbuj namawiać tatę by się z tobą zamienił na  mieszkanie - nam ono jest potrzebne. Na razie tata mieszka z nami, ale  nikt nie jest w stanie przewidzieć,  czy tak będzie zawsze. Bo teraz  można dojść do taty spacerkiem a gdyby  się przeniósł to byłoby  niemożliwe. Nic nie poradzę na to, że twoja  żona to antytalent do prowadzenia samochodu.  Nie sądzisz  chyba, że Tesia będzie jeździła z małym na spacery  do was lub zabierała na  spacery Alinę z  dzieckiem, które musi być w  foteliku. Nie sądzisz chyba, że zamontuję  drugi fotelik w  swoim samochodzie. Miałeś dziewięć miesięcy  na działanie  w tym zakresie. To wbrew pozorom kawał czasu.

No miałem,  ale  nie pomyślałem- teraz  dopiero do  mnie  dotarło. Przelecę  się do naszej  Spółdzielni, może jeszcze  coś mają z większych  mieszkań, one były drogie, więc  może coś jest. Muszę wpierw zobaczyć jak wyglądają te  mieszkania i zaprzęgnę znajomego, który się  bawi wynajdywaniem  mieszkań, zamianami i wynajmem. No to zaprzęgnij, tylko wpierw dogadaj  się w tym temacie  z Aliną. Może ona  wcale  nie  chce  mieszkać  bliżej nas. No coś ty, ona to marzy byśmy  wszyscy  mieszkali w jednym budynku,  coś tak jak mieszkają Kurt i Sophie. Tyle  tylko, że u nas takie  budownictwo jeszcze nie nawet  nie  kiełkuje. Kredyt w  banku dostanę, to  akurat sprawdzałem niedawno.

A wy byście  się też przeprowadzili gdyby było jakieś większe mieszkanie tam?  Albo dwa  obok siebie - czteropokojowe  i trzypokojowe, w jednym budynku? - dociekał Kris.  Nie  wiem, pewnie nie, mamy z Tesią ogromny sentyment do tego właśnie  mieszkania. Poza tym nie podejrzewam, żeby tam było jeszcze  dużo wolnych mieszkań.  I stąd , z tego piętra  mamy ładny widok.  A doradzisz mi coś w razie  czego? I obejrzałbyś razem ze mną? No bo  na Alinę to nie ma co liczyć. Jej to tylko fotki pokażę lub plany  mieszkań. Ona to  się z chęcią przeniesie, bo nie lubi tej naszej okolicy. No ale  macie  stamtąd blisko do zarządu naszej  spółdzielni - stwierdził Kazik. No a tak jeszcze  w temacie willi wielorodzinnej - ani Tesia ani ja nie jesteśmy amatorami  domu z ogródkiem, więc gdybyście szukali czegoś typu willa dwurodzinna z ogrodem to na  nas  nie liczcie. Alina teraz  to sobie  trochę  wmawia, ale nie ma  nawet bladego pojęcia o pielęgnowaniu ogrodu i z tego  co  wiem, to nigdy tego  nie robiła- niczego nie sadziła, niczego nie hodowała. U was teraz  też nie widać kwiatków w doniczkach lub  w skrzynkach na  balkonie. Więc w rozmowie  z Aliną  włącz sobie osobisty wykrywacz  kłamstw. Zresztą widziałeś chyba, że ogród to jej nic a nic  nie obchodził i była zdegustowana gdy Joanna pokazywała nam ogród. Pamiętaj o tym.

Pierwszy miesiąc maluszka w  domu dał Krystianowi w kość. W pewnym momencie roztrzęsiony, bardzo niewyspany zawitał niespodziewanie do Teresy, mówiąc, że gdyby wiedział, że Alina  ma jakieś zaburzenia osobowości to by się nie żenił.  Tesiu, ona  nie ma za pięć  groszy instynktu macierzyńskiego-narzekał.  Teresa roześmiała  się - to prawidłowo, bo nie ma  czegoś takiego jak instynkt macierzyński. Ona była i jest nadal rozpuszczonym bachorem. Mieliście 9 miesięcy na przygotowanie  się do przyjścia  dziecka na świat, nie  spadło wam nagle  z nieba  wprost do chałupy. A co się stało?  On płacze i ona płacze. No dobra - on płacze bo albo głodny albo go brzuszek  boli. Ma ona  ona pokarm? No ma, tylko mam wrażenie, że ona go za krótko karmi. Teresa popatrzyła na niego i  spytała - a czy któreś z was raczyło zajrzeć do książek, które wam dałam? One nie są pisane po chińsku, one są napisane  w języku polskim i to w bardzo rzeczowy i przystępny sposób. Wracaj do chaty, weź w garść książkę i czytaj razem z nią na głos. A od poniedziałku wracaj do pracy i o tym, że wracasz do pracy bo masz jakieś wyjątkowo ważne i pilne zlecenie  powiedz jej jeszcze dziś. A powiedz mi dlaczego ona płacze?  Głodna czy ma mokro w majtkach,  czy może ją coś  boli? Wiesz- mały płacze bo nie umie mówić, a ona jest po prostu rozpieszczona.

Nooo, ona płacze bo nie  wie  dlaczego mały płacze- wyjaśnił  Krystian.  Słuchaj Kris, wracaj do chałupy, weź w garść książeczkę z namalowanym na okładce niemowlakiem, otwórz i  czytaj.  Na  jej marginesach własną ręką napisałam kontakt do poradni laktacyjnej oraz kontakt do "pani Jadzi", która  może  wam nieco pomóc w pierwszych dniach, oczywiście odpłatnie. Ja nie pójdę do was, bo bym mogła Alinie łeb urwać  ze złości i tym samym osierocić nieco twojego synka. Kontakt do pani Jadzi jest na okładce tytułowej, od wewnątrz. Przedstaw się, powołaj  się na mnie i poproś o szybką pomoc. Jeśli będzie  wolna to ona sama do was przyjedzie, jeśli nie to podeśle  do was zaufaną osobę. I zmuś  swą żonę by chociaż z jeden rozdział tej  książeczki przeczytała. I przypilnuj ją by jadła potrawy nie powodujące wzdęć. Bo  to wszystko przechodzi do pokarmu.  Ja to do was  wpadnę gdy Alina zacznie we właściwy sposób funkcjonować. I nie usprawiedliwiaj jej, że ona ma źle, bo nie ma  rodziców.  Ja też gdy rodziłam Aleksa to już nie  miałam  matki i mądrość czerpałam z tych książeczek, a nie od  taty. Wracaj do domu i zadzwoń po 20,00 jak wygląda  sytuacja. No już,  zmykaj!

Gdy za Krystianem zamknęły się drzwi mieszkania, do pokoju wszedł tata mówiąc : nie  miałem pojęcia, że potrafisz być taka okrutna, córeczko. Teresa roześmiała  się - tato, ja gdybym tam pojechała to mogłabym jej za dużo rzeczy  powiedzieć i zapewne nie rozmawiałybyśmy  potem  ze  sobą  rok. A tak to sobie zafundują fachową pomoc na te pierwsze dni dziecka w domu. Finansowo stoją dobrze, stać ich na to. A te książeczki są naprawdę dobre i z nich czerpałam mądrość przed porodem i gdy  wróciłam ze  szpitala. Ja im te książeczki dałam do czytania a nie do odłożenia ich na półkę celem jej dociążenia lub ozdoby.

Ciekawa jestem co Kris zastał gdy dojechał do domu. Tato, ja też się bałam, że sobie  nie poradzę gdy wrócę z dzieckiem ze szpitala, ale jednak sobie  dałam radę, bo oboje  z Zikiem czytaliśmy te książeczki i  się wzajemnie uzupełnialiśmy w kwestii wiedzy na temat noworodka. Alina ma szczęście, bo Kris w niej wciąż  zakochany, Alina  siedzi na piedestale a on dookoła niej skacze. Jakby trafiła na takiego gada jakim był Robercik to inaczej by to wyglądało. 

Wieczorem zatelefonował Kris - rozpływał się w podziękowaniach, które  wpierw przekazał bratu. Pani Jadwiga osobiście do nich  "wpadła" i codziennie około godziny 13,00 będzie  do nich wpadała pani Ola by poduczyć Alinę i Krystiana prawidłowego opiekowania  się dzieckiem. No i zaczęli czytać te książeczki, które im podrzuciła Tesia. Kazik, któremu ani tata  ani Teresa nie opowiedzieli szczegółowo o wizycie  Krystiana był nieco  zdziwiony i w końcu tata mu wyjaśnił, że był przed południem Kris , który chyba miał nadzieję, że Teresa  do nich przyjedzie na ratunek i że Tesia właściwie go spławiła i obrugała, no ale powiedziała  gdzie mogą szukać ratunku.

Kazik wszystkiego wysłuchał i powiedział - całe  szczęście, że nie  mieszkają na  sąsiedniej ulicy i że moja szanowna bratowa nie jeździ samochodem. Tesiu - bardzo dobrze  zrobiłaś- pochwalił Teresę.

                                                                  c.d.n.