Musiałam wczoraj pokonac miejskim autobusem odległosc kilkunastu kilometrow. Na szczescie jechalam w porze "emeryckiej", czyli poza najwiekszym tlokiem.
Bez trudu znalazlam miejsce siedzace, a po chwili juz mialam zapewniona rozrywke. Za mna siedzialy dwie panie, wiek mniej-wiecej "wczesniejsza emerytura". Juz gdy siadałam przed nimi jedna z nich zwrocila moja uwage, bo przypominala mi - indianke.Skóre na twarzy miala mocno opaloną , do tego jakis intensywny makijaz, co jako zywo przypominalo barwy wojenne. Druga przypominala mi "krolowa sniegu"- porcelanowa cera, perlowe wlosy, blekitne cienie na powiekach. Panie caly czas nadawaly i to dosc glosno, wiec chcac-nie chcac sluchalam wakacyjnych opowiesci. Indianka opowiadala, jak to sie super bawila na tureckiej riwierze - "Ismail zamienił się z kolegami dyzurami i ciagle byl noca na recepcji. I wiesz, on sie w zimie ożenil i jego żona jest w ciaży, a on biedaczek, byl taki wyposzczony" - tu glos indianki zabrzmial namietnoscią. "No, ale przecież pracował w nocy" -zakwiliła krolowa sniegu. "Pracowaliśmy razem, na zapleczu recepcji, tam byla świetna , skórzana kanapa" poinormowala kolezanke indianka. "Ale wiesz, ja potem musialam caly dzien spac na lóżku nad basenem, bo byłam wykończona. Wierz mi, musiałam miec siłę na nastepne razy". "No a jak bylo na Twoim urlopie?- zapytała sie kolezanki. Krolowa śniegu wydala z siebie cos jakby przeciagly jęk a potem zaczęła opowieść. " W Bułgarii to było nawet nieżle, tylko te campingi jakieś marniejsze teraz, brudniej i drogo. Potem pojechaliśmy do Rumunii i wlaściwie wszystko było marnie. Chłopy uparły się żeby jechać w góry, potem nam ukradli, nawet nie wiem gdzie, torbe, a potem, juz w górach mapa nam się skończyla" "Jak to mapa się skończyła?" zadziwiła się indianka. "No bo zabłądziliśmy i nie mogliśmy znależć campingu, było już cholernie póżno i rozstawiliśmy namiot na dziko. Ja z Miśka spałam w namiocie,chłopy w samochodzie, a rano okazalo sie, że ich nie ma." "Jak to nie ma?' zdziwila sie indianka, "uciekli?" "No nie, ale pojechali szukac drogi, a my poszlyśmy troche do pobliskiego lasu, nawet jagody były, odeszlysmy nawet dosc daleko, a gdy wrocilyśmy nasz namiot byl zniszczony". "Zalewasz" zawyrokowała indianka. "Nikogo nie było w poblizżu, to kto wam zniszczył namiot?" -indianka była juz wyraznie zdenerwowana tą opowieścia.
"Niedzwiedz " - smutnym glosem odpowiedziała królowa śniegu. " Dobrze, ze zachcialo nam się sikać i że poszlysmy zbierac jagody i ze nas nie było, bo przeciez mógl nas zabić! Okazało sie. ze wjechalismy na zamkniety teren, wiesz, taki ich jakby park narodowy" . Niestety nie wiem co było dalej bo panie podniosly sie z miejsca i wysiadły.
A ja, idiotka, myślałam, ze miałam ciekawy urlop, bo byłam wBawarii. Ale nie było tam ani Ismaila ani niedżwiedzia.
Zaczynam żałować,że tak rzadko jeżdże tą trasą. Następny raz będę jechała dopiero po połowie stycznia. Może znów trafię na te same panie?
anabell
Pisanie to nie wszystko. Są dni,w których napisanie PONIEDZIAŁEK wcale się nie liczy. A.A.Milne
środa, 19 listopada 2008
poniedziałek, 17 listopada 2008
Bliskie spotkanie trzeciego stopnia
Mialam dziś bliskie spotkanie trzeciego stopnia ze służbą zdrowia. Owa instytucja winna nosić nazwe "służba dla zdrowych", bo trzeba mieć niezle zdrowie, by to przetrzymać. Gdy zapisują pacjenta do lekarza, wyznaczają godzinę wizyty, tylko nie wiem po co, bo odstępy miedzy pacjentami wynoszą 15 minut. A jesli pacjent musi przedstawić lekarzowi opis dolegliwości, ów musi go zbadać, wypisać recepte, wytlumaczyć jak stosować lek, opisać wszystko w karcie pacjenta i jeszcze w trzech różnych wykazach, to nawet mistrz w szybkim pisaniu i extra bystry lekarz nie zmieści sie w tych piętnastu minutach. Gdy dotarłam na 10,00 to wlaśnie wkraczał do gabinetu pacjent, który mial wyznaczoną wizytę na godz.9,00.
Gdy ktoś wpadł u nas na pomysł tzw. lekarza rodzinnego ( na wzór krajów zachodnio-europejskich) to wydawało się to całkiem niezłym rozwiązaniem Lekarz rodzinny, miał byc tym, który majac pierwszy kontakt z pacjentem, pokieruje go na odpowiednie badania, obejrzy wyniki tych badań a nastepnie, ,jeżeli uzna, że sam nie może pacjentowi pomóc, skieruje go do odpowiedniego specjalisty. Poza tym, w myśl zasady - lepiej zapobiegać niż leczyc- pokieruje profilaktyką. Nie wiem, kto i gdzie pokręcił, ale nic z tego nie funkcjonuje. Nikt nigdzie nie słyszy i nie stosuje profilaktyki. Lekarz rodzinny ma dość wybiórcza liste badań, na jakie może kierować pacjenta,reszte badań zleca specjalista, ktory jest zawalony pacjentami i moment od wykonania badan do czasu uzyskania diagnozy dochodzi często do 3 lub 4 miesięcy. Zaczynam podejrzewać jakieś celowe działanie - albo pacjent sie wścieknie i pójdzie prywatnie, albo spokojnie zejdzie i po problemie.
Zastanawiam się, komu nie zależy na prawdziwej reformie służby zdrowia i dochodze do smutnego wniosku, ze samym pracownikom owej słuzby zdrowia. Gdy przepisy niejasne, brak komputeryzacji, rzekomy brak funduszy, to korzystają z tego właśnie pracownicy służby zdrowia. Wyobrażmy sobie, że nasze male dziecko ma dziecięce porażenie mózgowe lub inną jednostke chorobową wymagającą rehabilitacji kilka razy w tygodniu, przez dlugi, dlugi czas. I wtedy okazuje sie, ze dziecko może dostac np. 20 zabiegów bezplatnie, a resztę .......resztą zajmuja sie prywatnie rehabilitantki w domu pacjenta, udzielajac zabiegow za pieniądze, oczywiście świadcząc swe usługi "na czarno". I zastanówcie się sami- czy są one zainteresowane jakimikolwiek zmianami w tym resorcie? Nie piszę tego bezpodstawnie, swego czasu w mojej rodzinie wydano masę pieniędzy na takie małe dziecko. Oczywiście efekty były, ale jako podatnik nie uważam, żeby to bylo w porządku.
Jestem daleka od krytykowania pani min.Kopacz i jej pomysłów, bo tak naprawdę jedyną dla nas informacją z tej dziedziny jest to, co usłyszymy przetworzone przez dziennikarzy. A czasem jeden wyraz zmienia sens całej wypowiedzi, a my wpadamy w drgawki z oburzenia.
Zreszta właściwie, to nie znam kraju, ktorego obywatele byliby zadowoleni ze swej łużby zdrowia. Narzekają prawie wszędzie. A dlaczego - bo tak naprawdę nie ma takiego państwa, ktore byłoby stać na w 100% bezpłatna służbę zdrowia, gdy wchodzą coraz droższe techniki diagnozowania i leczenia. Nad tym będą się biedziły nie tylko nasze władze.
Miejmy tylko nadzieję, że nie dojdą do wniosku - dobry pacjent to martwy pacjent.
Gdy ktoś wpadł u nas na pomysł tzw. lekarza rodzinnego ( na wzór krajów zachodnio-europejskich) to wydawało się to całkiem niezłym rozwiązaniem Lekarz rodzinny, miał byc tym, który majac pierwszy kontakt z pacjentem, pokieruje go na odpowiednie badania, obejrzy wyniki tych badań a nastepnie, ,jeżeli uzna, że sam nie może pacjentowi pomóc, skieruje go do odpowiedniego specjalisty. Poza tym, w myśl zasady - lepiej zapobiegać niż leczyc- pokieruje profilaktyką. Nie wiem, kto i gdzie pokręcił, ale nic z tego nie funkcjonuje. Nikt nigdzie nie słyszy i nie stosuje profilaktyki. Lekarz rodzinny ma dość wybiórcza liste badań, na jakie może kierować pacjenta,reszte badań zleca specjalista, ktory jest zawalony pacjentami i moment od wykonania badan do czasu uzyskania diagnozy dochodzi często do 3 lub 4 miesięcy. Zaczynam podejrzewać jakieś celowe działanie - albo pacjent sie wścieknie i pójdzie prywatnie, albo spokojnie zejdzie i po problemie.
Zastanawiam się, komu nie zależy na prawdziwej reformie służby zdrowia i dochodze do smutnego wniosku, ze samym pracownikom owej słuzby zdrowia. Gdy przepisy niejasne, brak komputeryzacji, rzekomy brak funduszy, to korzystają z tego właśnie pracownicy służby zdrowia. Wyobrażmy sobie, że nasze male dziecko ma dziecięce porażenie mózgowe lub inną jednostke chorobową wymagającą rehabilitacji kilka razy w tygodniu, przez dlugi, dlugi czas. I wtedy okazuje sie, ze dziecko może dostac np. 20 zabiegów bezplatnie, a resztę .......resztą zajmuja sie prywatnie rehabilitantki w domu pacjenta, udzielajac zabiegow za pieniądze, oczywiście świadcząc swe usługi "na czarno". I zastanówcie się sami- czy są one zainteresowane jakimikolwiek zmianami w tym resorcie? Nie piszę tego bezpodstawnie, swego czasu w mojej rodzinie wydano masę pieniędzy na takie małe dziecko. Oczywiście efekty były, ale jako podatnik nie uważam, żeby to bylo w porządku.
Jestem daleka od krytykowania pani min.Kopacz i jej pomysłów, bo tak naprawdę jedyną dla nas informacją z tej dziedziny jest to, co usłyszymy przetworzone przez dziennikarzy. A czasem jeden wyraz zmienia sens całej wypowiedzi, a my wpadamy w drgawki z oburzenia.
Zreszta właściwie, to nie znam kraju, ktorego obywatele byliby zadowoleni ze swej łużby zdrowia. Narzekają prawie wszędzie. A dlaczego - bo tak naprawdę nie ma takiego państwa, ktore byłoby stać na w 100% bezpłatna służbę zdrowia, gdy wchodzą coraz droższe techniki diagnozowania i leczenia. Nad tym będą się biedziły nie tylko nasze władze.
Miejmy tylko nadzieję, że nie dojdą do wniosku - dobry pacjent to martwy pacjent.
sobota, 15 listopada 2008
Dlaczego?
Takie pytanie zadala mi koleżanka, gdy powiedziałam, że chcę założyć blog - odpowiedż dałam wymijającą - bo istnieje taka możliwość.Więcej nie drążyła tematu. A ja postanowiłam dać na to pytanie odpowiedż teraz. Może kiedyś przeczyta, nie wiem.
Rzecz cała zaczęła się, gdy wpadłam w permanentny dołek, spowodowany radosnymi wiadomościami na temat moich dolegliwości. Właściwie powinnam się cieszyć, bo okazało sie, że to nie były wymysły mojej chorej wyobrażni . Z drugiej strony to mała frajda mieć świadomość, że mój własny organizm wytwarza przeciwciała, ktore atakuja moje narządy i jest to nieuleczalne . A więc bedąc w takim dziwnym stanie ducha pozagladałam na blogi, zobaczyć co ludzie piszą. Po wielu, wielu przeczytanych blogach zaczęłam wracać do tych, które najbardziej przypadły mi do gustu, a z czasem ośmieliłam sie nawet wpisywać komentarze, dając nickAnna n.p.b. Polubiłam tę blogowa społeczność i postanowiłam do niej dołączyć zakładajac własny blog. O czym będę pisać - wlaściwie o wszystkim co mnie interesuje, co lubię i co mnie wścieka, może czasem znów jakiś wiersz mi wyjdzie? O wszechobecnej polityce chyba najmniej, bo sa wśród blogowiczów niemal zawodowcy w tej dziedzinie, a ja chwilami już " nie wyrabiam" i nie słucham radia, nie ogladam TV bo mam dość. Tak dla ścisłości - nie ogladam tego wszystkiego co oferuje TV w ramach publicystyki politycznej, bo jest tyle innych ciekawszych i poszerzających horyzonty programów. Płytoteke mam niezła, więc radio też mi do szczęścia nie jest potrzebne.
No to tyle o mnie na początek.
Rzecz cała zaczęła się, gdy wpadłam w permanentny dołek, spowodowany radosnymi wiadomościami na temat moich dolegliwości. Właściwie powinnam się cieszyć, bo okazało sie, że to nie były wymysły mojej chorej wyobrażni . Z drugiej strony to mała frajda mieć świadomość, że mój własny organizm wytwarza przeciwciała, ktore atakuja moje narządy i jest to nieuleczalne . A więc bedąc w takim dziwnym stanie ducha pozagladałam na blogi, zobaczyć co ludzie piszą. Po wielu, wielu przeczytanych blogach zaczęłam wracać do tych, które najbardziej przypadły mi do gustu, a z czasem ośmieliłam sie nawet wpisywać komentarze, dając nickAnna n.p.b. Polubiłam tę blogowa społeczność i postanowiłam do niej dołączyć zakładajac własny blog. O czym będę pisać - wlaściwie o wszystkim co mnie interesuje, co lubię i co mnie wścieka, może czasem znów jakiś wiersz mi wyjdzie? O wszechobecnej polityce chyba najmniej, bo sa wśród blogowiczów niemal zawodowcy w tej dziedzinie, a ja chwilami już " nie wyrabiam" i nie słucham radia, nie ogladam TV bo mam dość. Tak dla ścisłości - nie ogladam tego wszystkiego co oferuje TV w ramach publicystyki politycznej, bo jest tyle innych ciekawszych i poszerzających horyzonty programów. Płytoteke mam niezła, więc radio też mi do szczęścia nie jest potrzebne.
No to tyle o mnie na początek.
piątek, 14 listopada 2008
Betonowa dżungla
Za oknem zmrok , jak szary kot
czai się pod krzakami,
za chwilę, za nim przyjdzie noc.
Rtęciowki rozpraszaja mrok
błyskają światla aut,
szum opon opowiada sny,
czyjś śmiech, czyjś placz.
czasami krzyk,
karetki jęk przenika wskroś
taka jest betonowej dżungli noc.
Ten wiersz dedykuje Andrzejowi, ktory pisze piekne wiersze, ale wierzy we mnie i moje
"wierszowanie"
anabel
czai się pod krzakami,
za chwilę, za nim przyjdzie noc.
Rtęciowki rozpraszaja mrok
błyskają światla aut,
szum opon opowiada sny,
czyjś śmiech, czyjś placz.
czasami krzyk,
karetki jęk przenika wskroś
taka jest betonowej dżungli noc.
Ten wiersz dedykuje Andrzejowi, ktory pisze piekne wiersze, ale wierzy we mnie i moje
"wierszowanie"
anabel
Subskrybuj:
Posty (Atom)