Dookoła słyszę narzekania, ze juz zaraz po pierwszym listopada wszystkich ogarnia świąteczny amok. Ci "wszyscy" to oczywiście handlowcy.
Trochę mnie te narzekania bawią, bo gdy byłam małą dziewczynką ( a było to w czasach głębokiego PRL) przygotowania do Świąt zaczynały sie juz w połowie pazdziernika. Do domu "przybywała" skadś cała, surowa szynka wieprzowa i zaczynał sie proces peklowania, który musiał trwac minimum 30 dni. Babcia "polowała" na bakalie, smazyła skorke pomaranczową, a dziadziuś przynosił do domu róznokolorowe papiery glansowane. Wyciągało sie pudła z ozdobami choinkowymi, przeglądaliśmy co sie jeszcze nada w danym roku na choinkę a co trzeba dokupić, względnie zrobić. Nie wiem, skąd dziadziuś czerpał wzory, ale naprawde robiliśmy masę zabawek sami. Był to bardzo miły dla mnie okres bo od małego lubiłam wszelkie prace manualne. Godzinami sklejałam kolorowe łańcuchy, robiłam bałwanki z krepiny, gwiazdki ze słomek, mikołaje z wydmuszek jajek, "złote" orzechy. A potem zabawki wędrowały do pudła i czekały na chwilę, kiedy będą rozwieszone na choince.
Bardzo długo nie mogłam wpaść na to, skad ta choinka się w domu bierze, bo nagle, w poranek wigilijny, na specjalnie do tego przeznaczonym niskim stołku, pojawiała się choinka, juz przystrojona we wszystkie zabawki i bombki i błyszcząca od celofanowych "włosów anielskich". Dla mnie to były jakieś czary- zasypiałam wieczorem- choinki nie było, budziłam sie rano i choinka juz byla. Jakimś dziwnym trafem wieczorem nagle zjawiały sie pod nią prezenty i.. zawsze byly to te zabawki lub ksiązki, o które prosiłam w listach do Mikołaja. Listy zostawiałam pomiędzy oknami, bo kiedyś to byly tzw. okna podwójne, rzecz dziś chyba nieznana.
Gdy juz miałam własną rodzinę starałam sie zachować przynajmniej cześć tych zwyczajów, które wyniosłam z domu. A więc mała pisała listy do Mikolaja, wpierw obrazkowe, potem juz literkami, robiłyśmy razem ozdoby na choinkę, potem razem chodziliśmy ją kupić i razem w trójke ubieraliśmy. I wiecie co, bardzo się ucieszylam, gdy wreszcie nie było klopotu z nabyciem roznych swiecidełek, kolorowych papierów i wcale mi (nawet dziś) nie przeszkadzają te liczne dekoracje choinkowe, których jest naprawde wielki wybor i wiele z nich jest całkiem gustownych.
Popatrzcie w sklepach na buzie dzieciaków, one są zachwycone- podobają im sie i aniolki i bombki i kolorowe łańcuchy. Myślę, ze nadal mozna urządzic dziecku magiczne świeta, tylko trzeba odnależć w sobie to dziecko, którym sie kiedyś było i powielić te wszystkie świateczne zwyczaje, ktore cieszyły nas w dzieciństwie.
I nie zasłaniajcie się komercja - ona nie przeszkadza, często my sami stajemy na przeszkodzie temu, by zrobic magiczne świeta. Bo jesteśmy zmęczeni, bo mamy zimową depresje, bo mamy za soba smutne doświadczenia.
A niedługo moja córka zostanie mamą i tez będzie urządzała dla swego dziecka magiczne świeta.
anabell
Pisanie to nie wszystko. Są dni,w których napisanie PONIEDZIAŁEK wcale się nie liczy. A.A.Milne
sobota, 6 grudnia 2008
Dla pokrzepienia wystraszonych
Wiele osob jest wystraszonych procesem ocieplenia klimatu i dla nich cytuję to, co napisał p. Prof. Dr.Hab.Zbigniew Jaworowski z Centralnego Laboratorium Ochrony Radiologicznej w Warszawie.
(...) Współczesne ocieplenie jest zwykłą fazą naturalnych zmian klimatu, jednym z niezliczonego szeregu poprzednich ociepleń. Niestety ta faza zaczyna się kończyć. (...) W skali Układu Słonecznego w roku 2008 obserwujemy dwa uderzające zjawiska: niezwykle niską aktywność Słońca ( w sierpniu wystąpił całkowity brak plam słonecznych-są one miarą tej aktywności), co zdarzyło się pierwszy raz od roku 1913, oraz silne ochłodzenie Ziemi, w ciągu pierwszych ośmiu miesiecy. Liczba plam słonecznych zmniejszała sie od roku 1998, a wraz z nią malała liniowo ich siła magnetyczna o 77 gausów rocznie. Średnia temperatura dolnej troposfery, mierzona z satelitów w okresie styczeń - sierpień 2008, obniżyła sie o 0,35 stopnia C w porównaniu z rokiem 2007. Jednak chłodzenie globu nie wystąpiło tylko w 2008 roku, trwa ono już 10 lat."
Nie moge sie oprzeć wrazeniu, że ilu badających zjawisko, tyle zdań w tej materii.
Wielu uczonych, którzy podzielają opinie prof. Jaworowskiego , uważa ,że wynik oznaczający ocieplenie klimatu, wynika z niewłaściwej metodologii i algorytmu obserwacji. W tych badaniach brak jest modelu matematycznego ewidendentnych zmian cyklicznych wyraznie widocznych w ciągach obserwacyjnych temperatury powierzchni Ziemi. Za pomocą takiego modelu możnaby oszacować czynniki ocieplenia: naturalny i antropogeniczny. Stosowanie tu modelu regresji liniowej lub aproksymacji wielomianem (choćby i wysokiego stopnia) jest po prostu nieporozumieniem.
Równiez wzrost poziomu dwutlenku węgla w atmosferze nie jest wyjaśniony jednoznacznie- część uwaza, ze jest on spowodowany ociepleniem klimatu, natomiast inni- ze jest przyczyną ocieplenia.
I bądz tu mądry "szary człowieku".
anabell
(...) Współczesne ocieplenie jest zwykłą fazą naturalnych zmian klimatu, jednym z niezliczonego szeregu poprzednich ociepleń. Niestety ta faza zaczyna się kończyć. (...) W skali Układu Słonecznego w roku 2008 obserwujemy dwa uderzające zjawiska: niezwykle niską aktywność Słońca ( w sierpniu wystąpił całkowity brak plam słonecznych-są one miarą tej aktywności), co zdarzyło się pierwszy raz od roku 1913, oraz silne ochłodzenie Ziemi, w ciągu pierwszych ośmiu miesiecy. Liczba plam słonecznych zmniejszała sie od roku 1998, a wraz z nią malała liniowo ich siła magnetyczna o 77 gausów rocznie. Średnia temperatura dolnej troposfery, mierzona z satelitów w okresie styczeń - sierpień 2008, obniżyła sie o 0,35 stopnia C w porównaniu z rokiem 2007. Jednak chłodzenie globu nie wystąpiło tylko w 2008 roku, trwa ono już 10 lat."
Nie moge sie oprzeć wrazeniu, że ilu badających zjawisko, tyle zdań w tej materii.
Wielu uczonych, którzy podzielają opinie prof. Jaworowskiego , uważa ,że wynik oznaczający ocieplenie klimatu, wynika z niewłaściwej metodologii i algorytmu obserwacji. W tych badaniach brak jest modelu matematycznego ewidendentnych zmian cyklicznych wyraznie widocznych w ciągach obserwacyjnych temperatury powierzchni Ziemi. Za pomocą takiego modelu możnaby oszacować czynniki ocieplenia: naturalny i antropogeniczny. Stosowanie tu modelu regresji liniowej lub aproksymacji wielomianem (choćby i wysokiego stopnia) jest po prostu nieporozumieniem.
Równiez wzrost poziomu dwutlenku węgla w atmosferze nie jest wyjaśniony jednoznacznie- część uwaza, ze jest on spowodowany ociepleniem klimatu, natomiast inni- ze jest przyczyną ocieplenia.
I bądz tu mądry "szary człowieku".
anabell
piątek, 5 grudnia 2008
Wyzszość owada nad kotletem
Wszyscy zastanawiają się jak uchronic świat przed efektem cieplarnianym, jaką produkować zywnosc, zeby zmniejszyc emisję dwutlenku węgla, a tu okazuje sie, ze jest dość prosty sposób-wystarczy zmienić menu.
Biolog dr Łukasz Łuczaj z Wyzszej Szkoły Humanistyczno-Ekonomicznej w Łodzi od lat eksperymentuje z jedzeniem. Kto wie, moze za jakiś czas będziemy zmuszeni powrócic do konsumpcji owadow? O ile wyglad i smak owadów to rzecz gustu, o tyle ich wartości odzywcze nie podlegają dyskusji. Są bogate w bialko i nienasycone kwasy tluszczowe, niektore zawieraja wiecej węglowodanów niz ryby i wołowina. Mają niska zawartość cholestrolu a są w stanie dostarczyć więcej energii niż wołowina i ryby. Niektore z nich , np. larwy tropikalnych motyli bogate są w potas, wapń, magnez, cynk i witaminę B.
Ponadto jedzenie owadów jest ekologiczne. Nie trzeba wycinać lasów pod uprawę, nie trzeba produkować nawozów, ( nie będzie sie nimi zanieczyszczać środowiska) no a poza tym sa zimnokrwiste i nie zuzywają energii na podtrzymywanie stałej temperatury ciała, dlatego aby wyprodukować gram swojej masy, zuzywaja dziesiec razy mniej pozywienia.
Na europejskich stolach owady lądują w formie ciekawych przekasek, ale pół świata się nimi zajada.
Największą popularnościa cieszą się owady z rodziny szarańczowatych. W całej niemal Azji mozna je kupić na straganach grillowane i opiekane.
W Afryce przysmakiem sa smazone gąsienice i termity, a z larw motyli przyrządza sie sosy do mięs i ryb.
W Kolumbii przyrządza sie mrowki żniwiarki w postaci pasty lub jako dodatek do mies.
W Japonii przysmakiem są larwy pszczół w oleju sojowym, a meksykańskie dzieci zajadają sie konikami polnymi w czekoladzie.
Wszystkich zainteresowanych nowym, ekologicznym pokarmem odsyłam do ksiazki napisanej przez dr Ł.Łuczaja pt. "Podrecznik robakożercy" wydanej przez "Chemigrafia 2005"
Mozna w niej znależć równiez przepisy na prażone koniki polne oraz ważki po balijsku.
anabell
Biolog dr Łukasz Łuczaj z Wyzszej Szkoły Humanistyczno-Ekonomicznej w Łodzi od lat eksperymentuje z jedzeniem. Kto wie, moze za jakiś czas będziemy zmuszeni powrócic do konsumpcji owadow? O ile wyglad i smak owadów to rzecz gustu, o tyle ich wartości odzywcze nie podlegają dyskusji. Są bogate w bialko i nienasycone kwasy tluszczowe, niektore zawieraja wiecej węglowodanów niz ryby i wołowina. Mają niska zawartość cholestrolu a są w stanie dostarczyć więcej energii niż wołowina i ryby. Niektore z nich , np. larwy tropikalnych motyli bogate są w potas, wapń, magnez, cynk i witaminę B.
Ponadto jedzenie owadów jest ekologiczne. Nie trzeba wycinać lasów pod uprawę, nie trzeba produkować nawozów, ( nie będzie sie nimi zanieczyszczać środowiska) no a poza tym sa zimnokrwiste i nie zuzywają energii na podtrzymywanie stałej temperatury ciała, dlatego aby wyprodukować gram swojej masy, zuzywaja dziesiec razy mniej pozywienia.
Na europejskich stolach owady lądują w formie ciekawych przekasek, ale pół świata się nimi zajada.
Największą popularnościa cieszą się owady z rodziny szarańczowatych. W całej niemal Azji mozna je kupić na straganach grillowane i opiekane.
W Afryce przysmakiem sa smazone gąsienice i termity, a z larw motyli przyrządza sie sosy do mięs i ryb.
W Kolumbii przyrządza sie mrowki żniwiarki w postaci pasty lub jako dodatek do mies.
W Japonii przysmakiem są larwy pszczół w oleju sojowym, a meksykańskie dzieci zajadają sie konikami polnymi w czekoladzie.
Wszystkich zainteresowanych nowym, ekologicznym pokarmem odsyłam do ksiazki napisanej przez dr Ł.Łuczaja pt. "Podrecznik robakożercy" wydanej przez "Chemigrafia 2005"
Mozna w niej znależć równiez przepisy na prażone koniki polne oraz ważki po balijsku.
anabell
środa, 3 grudnia 2008
Warszawa " w pigułce" - ciekawostki
Warszawa zajmuje 517,2 km kwadratowych powierzchni, nie licząc Wisły.
Zameldowanych jest nieco ponad 1 mln 700 tys. osob, ale nie wiadomo , ile mieszka naprawde.
Największy obszar ma dzielnica Wawer, a najludniejszą dzielnicą jest Mokotow.
Codziennie dojezdza do pracy spoza Warszawy ok.100 tys. osób, a drugie tyle przyjezdza w sprawach służbowych i w interesach.
W ciągu doby wjezdza do Warszawy ok. 313 tysięcy samochodów osobowych.
Co 10 minut na ulicach stolicy zdarza się wypadek a umiera co 20 ofiara wypadku.
W ciagu doby komunikacja miejska przewozi ponad 2 mln pasazerow, przy pomocy 1700 autobusów, 876 tramwajow,15 -tu sześciowagonowych pociagów metra.
Do dyspozycji pasazerów sa taksówki w ilości 7962.
Na miasto spada rocznie 2400 ton zanieczyszczeń pyłowych.
Warszawa ma większą ilość bibliotek niz Rzym czy Paryz. Na 9 tys. osób przypada 1 biblioteka, a na 1 jej bywalca - 18 ksiązek.
W granicach miasta jest 40 zabytkowych pałaców oraz 56 muzeów.
Miasto ma 40 cmentarzy, na ktorych jest pochowanych wiecej osob niz zyjących aktualnie w mieście.
Na 10 tys. mieszkanców przypada 40 lekarzy i zaledwie 4 stomatologow.
A na 1 tys. mieszkańców przypada 6 łózek szpitalnych.
Kazdego dnia jest zawieranych w Warszawie 25 małzeństw, a rozwiązywanych - 10.
W Warszawie codziennie rodzi się 47 nowych mieszkańców, a odchodzi na zawsze - 52.
Do dyspozycji mieszkańcow jest 1462 adwokatow.
Warszawa ma 173 uczelnie, na których studiuje ponad 280 tys.studentów, w tym 3 tysiace
cudzoziemców.
Hoteli w Warszawie jest zaledwie 63 i mają one 18 187 łózek.
Kin jest 23, a banków-232. W 145 restauracjach mozna placic kartami kredytowymi.
Warszawa ma 3200 sklepow, łącznie z marketami i domami handlowymi.
A teraz rewelacja- przewodnik Lonely Planet rekomenduje Warszawę jako jedno z dziesięciu miast świata szczególnie wartych odwiedzenia
anabell
Zameldowanych jest nieco ponad 1 mln 700 tys. osob, ale nie wiadomo , ile mieszka naprawde.
Największy obszar ma dzielnica Wawer, a najludniejszą dzielnicą jest Mokotow.
Codziennie dojezdza do pracy spoza Warszawy ok.100 tys. osób, a drugie tyle przyjezdza w sprawach służbowych i w interesach.
W ciągu doby wjezdza do Warszawy ok. 313 tysięcy samochodów osobowych.
Co 10 minut na ulicach stolicy zdarza się wypadek a umiera co 20 ofiara wypadku.
W ciagu doby komunikacja miejska przewozi ponad 2 mln pasazerow, przy pomocy 1700 autobusów, 876 tramwajow,15 -tu sześciowagonowych pociagów metra.
Do dyspozycji pasazerów sa taksówki w ilości 7962.
Na miasto spada rocznie 2400 ton zanieczyszczeń pyłowych.
Warszawa ma większą ilość bibliotek niz Rzym czy Paryz. Na 9 tys. osób przypada 1 biblioteka, a na 1 jej bywalca - 18 ksiązek.
W granicach miasta jest 40 zabytkowych pałaców oraz 56 muzeów.
Miasto ma 40 cmentarzy, na ktorych jest pochowanych wiecej osob niz zyjących aktualnie w mieście.
Na 10 tys. mieszkanców przypada 40 lekarzy i zaledwie 4 stomatologow.
A na 1 tys. mieszkańców przypada 6 łózek szpitalnych.
Kazdego dnia jest zawieranych w Warszawie 25 małzeństw, a rozwiązywanych - 10.
W Warszawie codziennie rodzi się 47 nowych mieszkańców, a odchodzi na zawsze - 52.
Do dyspozycji mieszkańcow jest 1462 adwokatow.
Warszawa ma 173 uczelnie, na których studiuje ponad 280 tys.studentów, w tym 3 tysiace
cudzoziemców.
Hoteli w Warszawie jest zaledwie 63 i mają one 18 187 łózek.
Kin jest 23, a banków-232. W 145 restauracjach mozna placic kartami kredytowymi.
Warszawa ma 3200 sklepow, łącznie z marketami i domami handlowymi.
A teraz rewelacja- przewodnik Lonely Planet rekomenduje Warszawę jako jedno z dziesięciu miast świata szczególnie wartych odwiedzenia
anabell
wtorek, 2 grudnia 2008
****
Doszłam dziś do wniosku, ze właściwie to ci wszyscy, którzy zostali ukarani mandatami za przekroczenie szybkości, za złe parkowanie, za jazdę bez biletu i wlaściwie wszyscy którym się nie podobają obowiązujace przepisy powinni PROTESTOWAĆ - tak jak dziś zrobili to - nie bójmy się tego słowa- PRZEMYTNICY.
Mowiac niezbyt elegancko, to w pale się nie mieści , zeby protestować przeciwko przepisom uniemozliwiającym przemyt. Ja rozumiem, ze brak pracy itp., ale dla nikogo nie jest tajemnicą, ze łatwiej przemycać niz uczciwie pracować.
W Polsce nie istnieje coś takiego jak etos pracy - u nas istnieje etos kombinatorstwa. Tylko frajer pracuje, mądry kombinuje, a jeśli już pracuje, to na "czarno".
Młodemu człowiekowi, tuz po dyplomie, proponowano pracę w biurze projektow, dając mu wynagrodzenie 1300 zł netto. I wiecie co na to powiedział? - to ja wolę iść na zasiłek , bo nie będę siedział 8 godzin w biurze i jakoś sobie na lewo zarobię. Nie pomogły tłumaczenia, ze "dorabiając" na lewo nie będzie pracował w swoim zawodzie, ze odchodzi od zawodu zamiast szkolic się i pogłębiać swa wiedzę, ze nie zdązy wypracować stazu do emerytury i że to jest niemoralne, nieuczciwe wobec tych, którzy płaca podatki. Chłopak juz kilka lat pracuje "na czarno" i śmieje się ze swoich kolegów, ktorzy siedzą po 8 godzin za biurkiem.
Ciągle wychodzi z naszego społeczeństwa to, ze większość nie dorosła do demokracji. Kiedyś był obowiązek pracy - kazdy dorosły obywatel musiał być gdzies zatrudniony. Nie było to moze najlepsze rozwiązanie, ale ograniczało ilość pracujących "na czarno" a "mrówek" przemycających towar zwłaszcza.
Do demokracji społeczeństwa dorastają latami i aby przyspieszyć ten proces nalezy od najmłodszych lat uczyć dzieci co to jest demokracja, na czym ona polega i ze państwo to my, wszyscy, a nie jacyś mityczni "oni". Nalezy uczyć, ze prawidłowe myslenie polega na tym, zeby myślec co my mozemy i powinnismy dać z siebie dla dobra ogółu, a dopiero potem - co powinno dac nam panstwo.
No tak i znow wyszlo szydło z worka- jestem nieprzystosowana do terażniejszości.
anabell
Mowiac niezbyt elegancko, to w pale się nie mieści , zeby protestować przeciwko przepisom uniemozliwiającym przemyt. Ja rozumiem, ze brak pracy itp., ale dla nikogo nie jest tajemnicą, ze łatwiej przemycać niz uczciwie pracować.
W Polsce nie istnieje coś takiego jak etos pracy - u nas istnieje etos kombinatorstwa. Tylko frajer pracuje, mądry kombinuje, a jeśli już pracuje, to na "czarno".
Młodemu człowiekowi, tuz po dyplomie, proponowano pracę w biurze projektow, dając mu wynagrodzenie 1300 zł netto. I wiecie co na to powiedział? - to ja wolę iść na zasiłek , bo nie będę siedział 8 godzin w biurze i jakoś sobie na lewo zarobię. Nie pomogły tłumaczenia, ze "dorabiając" na lewo nie będzie pracował w swoim zawodzie, ze odchodzi od zawodu zamiast szkolic się i pogłębiać swa wiedzę, ze nie zdązy wypracować stazu do emerytury i że to jest niemoralne, nieuczciwe wobec tych, którzy płaca podatki. Chłopak juz kilka lat pracuje "na czarno" i śmieje się ze swoich kolegów, ktorzy siedzą po 8 godzin za biurkiem.
Ciągle wychodzi z naszego społeczeństwa to, ze większość nie dorosła do demokracji. Kiedyś był obowiązek pracy - kazdy dorosły obywatel musiał być gdzies zatrudniony. Nie było to moze najlepsze rozwiązanie, ale ograniczało ilość pracujących "na czarno" a "mrówek" przemycających towar zwłaszcza.
Do demokracji społeczeństwa dorastają latami i aby przyspieszyć ten proces nalezy od najmłodszych lat uczyć dzieci co to jest demokracja, na czym ona polega i ze państwo to my, wszyscy, a nie jacyś mityczni "oni". Nalezy uczyć, ze prawidłowe myslenie polega na tym, zeby myślec co my mozemy i powinnismy dać z siebie dla dobra ogółu, a dopiero potem - co powinno dac nam panstwo.
No tak i znow wyszlo szydło z worka- jestem nieprzystosowana do terażniejszości.
anabell
Gra Anioła
....."Wszystkie książki, każdy tom, ma swą duszę. Duszę swojego autora, a także duszę tych, którzy go czytali i o nim marzyli. Za każdym razem, kiedy książka przechodzi z rąk do rąk, kiedy ktoś nowy zaczyna ją czytać, jej duch rośnie i staje się potężniejszy".
Autorem tych słów jest Carlos Ruiz Zafon, pisarz hiszpański, ur. w Barcelonie. "Gra Anioła" to jego druga powieść. Pierwsza z nich, "Cień wiatru", stała się światowym megabestsellerem, wydanym w 14 mln egzemplarzy w ponad 5o krajach. C.R.Zafon jest miłośnikiem powieści dziewiętnastowiecznej, za swych mistrzów uwaza Dostojewskiego, Tołstoja Dickensa.
Akcja powiesci toczy się w Barcelonie lat dwudziestych i początku trzydziestych XX wieku. Opowiada o młodym pisarzu, żyjącym obsesyjna i niemożliwa miłościa i o niezwykłym zleceniu, które otrzymuje od tajemniczego wydawcy. Ma to byc ksiązka, jakiej dotąd nie było, a w zamian za napisanie jej ma otrzymać fortunę a moze i coś więcej.
Autor obdarowuje nas niezwykła intrygą, romansem, tragedią, niezwykłymi tajemnicami. Atmosfera powieści jest chwilami niesamowita, wartka akcja, prawie jak w kryminale, nie ma dłużyzn, a autor precyzyjnie prowadzi nas po labiryncie tajemnic. Poprowadzi nas poprzez ulice Barcelony do Cmentarza Zapomnianych Ksiażek, przypomni kilka życiowych prawd.
......."Magia nie istnieje, nie istnieje na świecie zło ani dobro poza tym,które sobie wyobrazimy, powodowani chciwością albo naiwnością.Czasem nawet szaleństwem."
Przed nami Mikołajki i Swięta , więc polecam tę ksiązkę. Będzie doskonałym prezentem.
Wydawcą jest WWL Muza SA, książka ma 604 strony, ma bardzo ladny,wyrażny druk, cena tez jest przystępna- 39,90 za tom w oprawie miękkiej.
Autorem tych słów jest Carlos Ruiz Zafon, pisarz hiszpański, ur. w Barcelonie. "Gra Anioła" to jego druga powieść. Pierwsza z nich, "Cień wiatru", stała się światowym megabestsellerem, wydanym w 14 mln egzemplarzy w ponad 5o krajach. C.R.Zafon jest miłośnikiem powieści dziewiętnastowiecznej, za swych mistrzów uwaza Dostojewskiego, Tołstoja Dickensa.
Akcja powiesci toczy się w Barcelonie lat dwudziestych i początku trzydziestych XX wieku. Opowiada o młodym pisarzu, żyjącym obsesyjna i niemożliwa miłościa i o niezwykłym zleceniu, które otrzymuje od tajemniczego wydawcy. Ma to byc ksiązka, jakiej dotąd nie było, a w zamian za napisanie jej ma otrzymać fortunę a moze i coś więcej.
Autor obdarowuje nas niezwykła intrygą, romansem, tragedią, niezwykłymi tajemnicami. Atmosfera powieści jest chwilami niesamowita, wartka akcja, prawie jak w kryminale, nie ma dłużyzn, a autor precyzyjnie prowadzi nas po labiryncie tajemnic. Poprowadzi nas poprzez ulice Barcelony do Cmentarza Zapomnianych Ksiażek, przypomni kilka życiowych prawd.
......."Magia nie istnieje, nie istnieje na świecie zło ani dobro poza tym,które sobie wyobrazimy, powodowani chciwością albo naiwnością.Czasem nawet szaleństwem."
Przed nami Mikołajki i Swięta , więc polecam tę ksiązkę. Będzie doskonałym prezentem.
Wydawcą jest WWL Muza SA, książka ma 604 strony, ma bardzo ladny,wyrażny druk, cena tez jest przystępna- 39,90 za tom w oprawie miękkiej.
niedziela, 30 listopada 2008
Mysli nieskoordynowane
Tak sie jakos zlozylo, ze musielismy wczoraj "wyladowac" w super markecie. Nie lubie tam bywac w soboty, no ale tak wypadlo.
Tłum sie klębił , radio wyło, a dzieci mu wtorowaly. Dzieciom to sie nie dziwie, gorąco, nudno i pełno zabawek , a w posiadanie ich nie mogly wejść. Wszyscy z ogromnymi wozkami, a my- pełny luz, mały koszyk w ręce.Przemknęlismy do z góry upatrzonego regału,zapakowaliśmy towar do koszyka i odwrót do kasy. Stanęliśmy w kolejce do kasy obsługującej klientow, ktorzy mieli "do 10 produktów". A w sąsiednich kasach kolejki nieprzeciętne. Z nudow zaczęłam patrzeć na te zaladowane po brzegi wozki i zastanawiać sie, ilu osobową rodzinę musiałabym mieć, zeby zawartość takiego wozka zuzyc w ciągu tygodnia. Wyszlo mi tak średnio-przeciętnie, ze minimum to musiałoby być 6 osób, w tym 2 chlopakow w wieku "wszystko-duzo-zernym". Do Swiat jeszcze daleko, wiec raczej nie byly to zapasy na swieta, ale takie na co dzien. A to wszystko dzieje sie w chwili, gdy wszyscy oczekuja ze strachem nadejscia krachu ekonomicznego, wszyscy narzekaja jak to im ostatnio sie pogorszylo, jakie to wszystko drogie i jak duzo trzeba wydawac na zywnosc.
Wracajac z marketu oczywiscie stalismy w korku. I wtedy drugi raz tego dnia cos mi sie rzucilo w oczy - te samochody wokol nas. To nie byly stare samochody, ale conajmniej 75% stanowily samochody nowe, a w kazdym razie nie starsze niz 2 lub 3 latki, ktorych cena zaczynala sie od 55 tys. zlotych. Pomijam juz, ze widzialam tez calkiem sporo samochodow, ktorych reklamy ogladalam w ubieglym miesiacu w TV. I znow sie zastanowilam - skoro u nas jest tak zle, to skad u licha, te samochody! I wiecie co - jakos nie przekonuje mnie to, co niektorzy pisza w swoich blogach, ze istnieje ogromne rozwastwienie ekonomiczne. Bywalam w krajach, o ktorych bylo wiadomo, ze sa biedne i rzeczywiscie bylo widac, ze kraj nie nalezy do bogatych. Samochody byly w przewazajacej wiekszosci stare, "srednia wiekowa" byla okolo 10 lat, ludzie ubrani skromnie, niektorzy nawet bardzo.
Mieszkam na osiedlu , ktorego domy zbudowano "z wielkiej płyty", a wiec wiadomo, ze zaden exlusiv. Osiedle sie juz mocno "postarzalo", srednia wieku mieszkancow poszla w gore. A mimo to, ilekroc TV lansuje jakis nowy samochod, w tydzien , lub nieco pózniej, zawsze znajdzie sie na uliczkach osiedla taki najnowszy model. Czy to dlatego, ze nam, Polakom tak zle sie powodzi?
Nie pisze tego z zazdrosci, ale zastanawia mnie, ze skoro jest tak zle, to skad to wszystko? Wiem, ze istnieja kredyty, no ale na rate kredytu tez trzeba miec pieniadze. Ci, ktorzy tak po brzegi napelniali towarem wozki w markecie tez mieli samochody , nie niesli zakupow do domu w plecaku. Wiec powiedzcie mi, czy naprawde Polska to ubogi czy tez bogaty kraj?
A gdy juz sie skoncza Swieta, to w smietniku na mojej uliczce i w wielu innych osiedlowych smietnikach beda cale stosy wyrzuconej zywnosci. I tak jest co roku, po kazdych swietach i dlugich weekendach. A jakie sa Wasze obserwacje? Ciekawa jestem.
anabell
Tłum sie klębił , radio wyło, a dzieci mu wtorowaly. Dzieciom to sie nie dziwie, gorąco, nudno i pełno zabawek , a w posiadanie ich nie mogly wejść. Wszyscy z ogromnymi wozkami, a my- pełny luz, mały koszyk w ręce.Przemknęlismy do z góry upatrzonego regału,zapakowaliśmy towar do koszyka i odwrót do kasy. Stanęliśmy w kolejce do kasy obsługującej klientow, ktorzy mieli "do 10 produktów". A w sąsiednich kasach kolejki nieprzeciętne. Z nudow zaczęłam patrzeć na te zaladowane po brzegi wozki i zastanawiać sie, ilu osobową rodzinę musiałabym mieć, zeby zawartość takiego wozka zuzyc w ciągu tygodnia. Wyszlo mi tak średnio-przeciętnie, ze minimum to musiałoby być 6 osób, w tym 2 chlopakow w wieku "wszystko-duzo-zernym". Do Swiat jeszcze daleko, wiec raczej nie byly to zapasy na swieta, ale takie na co dzien. A to wszystko dzieje sie w chwili, gdy wszyscy oczekuja ze strachem nadejscia krachu ekonomicznego, wszyscy narzekaja jak to im ostatnio sie pogorszylo, jakie to wszystko drogie i jak duzo trzeba wydawac na zywnosc.
Wracajac z marketu oczywiscie stalismy w korku. I wtedy drugi raz tego dnia cos mi sie rzucilo w oczy - te samochody wokol nas. To nie byly stare samochody, ale conajmniej 75% stanowily samochody nowe, a w kazdym razie nie starsze niz 2 lub 3 latki, ktorych cena zaczynala sie od 55 tys. zlotych. Pomijam juz, ze widzialam tez calkiem sporo samochodow, ktorych reklamy ogladalam w ubieglym miesiacu w TV. I znow sie zastanowilam - skoro u nas jest tak zle, to skad u licha, te samochody! I wiecie co - jakos nie przekonuje mnie to, co niektorzy pisza w swoich blogach, ze istnieje ogromne rozwastwienie ekonomiczne. Bywalam w krajach, o ktorych bylo wiadomo, ze sa biedne i rzeczywiscie bylo widac, ze kraj nie nalezy do bogatych. Samochody byly w przewazajacej wiekszosci stare, "srednia wiekowa" byla okolo 10 lat, ludzie ubrani skromnie, niektorzy nawet bardzo.
Mieszkam na osiedlu , ktorego domy zbudowano "z wielkiej płyty", a wiec wiadomo, ze zaden exlusiv. Osiedle sie juz mocno "postarzalo", srednia wieku mieszkancow poszla w gore. A mimo to, ilekroc TV lansuje jakis nowy samochod, w tydzien , lub nieco pózniej, zawsze znajdzie sie na uliczkach osiedla taki najnowszy model. Czy to dlatego, ze nam, Polakom tak zle sie powodzi?
Nie pisze tego z zazdrosci, ale zastanawia mnie, ze skoro jest tak zle, to skad to wszystko? Wiem, ze istnieja kredyty, no ale na rate kredytu tez trzeba miec pieniadze. Ci, ktorzy tak po brzegi napelniali towarem wozki w markecie tez mieli samochody , nie niesli zakupow do domu w plecaku. Wiec powiedzcie mi, czy naprawde Polska to ubogi czy tez bogaty kraj?
A gdy juz sie skoncza Swieta, to w smietniku na mojej uliczce i w wielu innych osiedlowych smietnikach beda cale stosy wyrzuconej zywnosci. I tak jest co roku, po kazdych swietach i dlugich weekendach. A jakie sa Wasze obserwacje? Ciekawa jestem.
anabell
Subskrybuj:
Posty (Atom)