środa, 17 grudnia 2008

Kij w mrowisku

Testament zycia, eutanazja, in vitro - to tematy, które ostatnio podziałały jak kij wciśnięty w mrowisko.
Rzeczowych argumentów mało, ale mnóstwo podpierania się wskazaniami Kościoła Katolickiego. Bo Polska to kraj katolicki, zycie darem od Boga, więc eutanazja - odpada, testament zycia- tez nie powinien być, bo człowiek nie powinien sam decydować o długości swego zycia , a in witro- nie wolno nikomu bawić sie w Boga.
Poniewaz mam tu na podorędziu kilka zagorzałych katoliczek, a złośliwa jestem jak mało kto,
postanowiłam przeprowadzić niewielki sondaz, w cóz to te zacne panie wierzą i co wiedzą o dogmatach kościelnych, takich jak: Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny, Niepokalane Poczęcie NMP, Wieczyste Dziewidztwo Maryi, Nieomylność Papieza w sprawach wiary, Siedem Sakramentów Swiętych i Czyściec.
Dzisiejsze zasady katolicyzmu kształtowały sie przez ostatnie dwa tysiące lat, a ich ostateczna wersja nie zalezała wcale od niebiańskich objawień, ale od pragmatycznego podejścia do tego, co akurat działo się na świecie.Część z tych obowiązujących prawd stała się obowiązującym prawem nie więcej niz kilkadziesiąt lat temu.
Wniebowzięcie NMP -
Mało który katolik wie, ze ten element jego wiary to prawdziwa nowość. Oficjalnie KK uznał to zdarzenie za prawdziwe dopiero 1 listopada 1950 roku. Papiez Pius XII ogłosił konstytucję apostolską o nieco zmyłkowym tytule "Munificentissimus Deus" ( czyli Najszczodrobliwszy Bog), ktorej główna treścią jest stwierdzenie, ze "Niepokalana Bogurodzica zawsze Dziewica Maryja po zakończeniu biegu zycia ziemskiego została z ciałem i duszą wzięta do niebieskiej chwały".W ten sposób uprawomocniono element tradycji powstałej w III- IV wieku, która była odpowiedzią na dręczące chrześcijan wątpliwości, co stało sie z osobą tak wazną jak matka Jezusa.
Niepokalane Poczęcie NMP -
Jest to kolejny nowy dogmat ogłoszony 8 grudnia 1854 roku przez Piusa IX. Ta prawda wiary przebijała się z wyjątkowym trudem, bowiem jej istotą bylo wykluczenie Maryi z grona zwykłych ludzi i stwierdzenie, ze od chwili poczęcia była wyjatkowa. Pomysł ten powstał we wschodnich Kosciolach jeszcze na pocz.VII wieku, powrócił w XIXw. i Pius IX po konsultacjach z biskupami (546 za, 56 przeciw) zdecydował sie ogłosić nowy dogmat.
Wieczyste Dziewidztwo Maryi -
W Ewangelii jest mowa o tym, ze Maryja pozostała dziewicą az do narodzenia Jezusa, jednak pózniej wspomina sie o jego rodzeństwie. Jeszcze w IV wieku Helwidiusz, jeden z ojców Kościola, twierdził, ze Jezus mial młodzsze rodzeństwo, ale juz w 1555r sobór trydencki oficjalnie zatwierdził wieczyste dziewictwo Maryji- przed narodzeniem Jezusa i po nim.
Nieomylność papieza w sprawach wiary -
Ten dogmat został ogłoszony na Soborze Watykańskim I, w 1870 roku. Od tej pory posłuzono sie nim dopiero raz, własnie w 1950 roku.
Siedem Sakramentów Świętych -
W tej dziedzinie było pole do popisow ogromne, bo zadne z pism kanonu chrześcijańskiego nie wspominało o czymś takim jak sakrament, ani nie podawało zadnej listy. W XI wieku wspominano o 12 sakramentach, potem o 13-tu. Liczba siedem pojawiła sie oficjalnie dopiero w 1208 roku a potwierdzona została przez sobór II lioński w 1274 roku i florencki w 1439. Ostatnie wątpliwosci rozwiał sobor trydencki (1545-1563), ustanawiając, ze sakramentów jest "ani wiecej , ani mniej jak siedem".
Czyściec -
Kanon pism nie wspomina nawet o czymś podobnym. Koncepcja czyśca rozwinęła się około VI-VII wieku, jednak oficjalnie do zasad wiary wprowadziły ja sobory: florencki (1438-1445) oraz trydencki.
Panie były bardzo zdziwione, ze to nie są jakies prawdy objawione prze Boga, a zwyczajnie, wymyślone przez ludzi.
Pisałam przed chwilą, ze jestem złosliwa -to prawda. Na koniec wyprowadziłam je z błędu mówiąc, ze ta "polska tradycja, choinka" nie jest rdzennie polska, bo przywędrowała do nas z Niemiec.
Mnie akurat to nie przeszkadza, to taki dekoracyjny element swiąt.
Przeszkadza mi to, ze nikt nie zadaje sobie trudu, by sprawdzic w co wierzy lub w co nie wierzy.
anabell

wtorek, 16 grudnia 2008

Dlaczego się starzejemy?

Koniec roku blisko, a mnie, jak zawsze zimą, nawiedzają niewesołe myśli. Bo znów przybędzie mi kolejny rok zycia, dojdzie kolejna zmarszczka, zmniejszy się chęć do zycia.
Dlaczego tak się dzieje, czemu komórki naszego organizmu tracą zdolność regeneracji?
Otóz naukowcy twierdzą, ze starość jest zaprogramowana genetycznie jako cena za ...seks. Starzeja sie organizmy, które replikują swe geny poprzez zapłodnienie. Organizmy takie kumuluja swe wysiłki na wytwarzaniu komórek rozrodczych. W chwili, gdy potomstwo osiaga dojrzałość płciową i juz samo moze się rozmnazać, z ewolucyjnego punktu widzenia zycie rodziców traci znaczenie. Geny, po zapewnieniu sobie przetrwania w młodszym pokoleniu, pozostawiają starszą generacje samą sobie -teraz juz nie warto tracić ogromnej ilości energii niezbędnej do utrzymania jej w dobrej kondycji. Wszak gdyby rodzice zyli wiecznie, to w którymś momencie zabrakłoby pozywienia i miejsca do zycia. Tak więc zakodowana w genach śmierć jest korzystna dla przetrwania gatunku.
Powtarzamy z uśmiechem powiedzonko: zycie "zacina się" po czterdziestce. I tak rzeczywiście jest, właśnie po 40-tce zaczynamy się starzeć.
A oto jak starzeja sie nasze poszczególne organy.
Mózg - zaczyna starzeć sie zaraz po czterdziestce. Zawarte w nim neurony stopniowo wymierają, a w 50 roku zycia ich liczba będzie mniejsza o 10 % w stosunku do stanu wyjsciowego. Po sześćdziesiątce doprowadzi to do zmniejszenia sie umiejetności przystowania do zmian zachodzących w otoczeniu. Po 75 roku zycia, mozg zmniejszy sie o 30 do 50% stanu z trzeciej dekady zycia. Degraduje się hipokamp (część płata skroniowego), odpowiedzialny za pamięc i uczenie się.
Narządy zmyslów - po 40 roku zycia rozwija się tzw. nadzwroczność, czyli kłopoty z widzeniem
przedmiotów z bliska. Po 60-tce juz trzy osoby na cztery bedą miały nadwzroczność. Pogarsza się równiez zdolność słyszenia dzwieków o wysokiej częstotliwości, a co trzecia osoba ma niedosłuch.
Płuca - dla płuc najgorszy czas następuje po sześćdziesiątce. Ich pojemność spada o 1/4 w stosunku do 35 roku zycia. Moze pojawić sie rozedma, zanikają pęcherzyki, maleje objętość klatki piersiowej. Ilość krwi tłoczonej przez serce maleje, co powoduje gorsze zaopatrywanie komórek w tlen i związane z tym zadyszki.
Krew i serce - do 60 roku zycia odkłada sie w naczyniach krwionośnych taka ilość cholesterolu i wapnia, ze pojawiają się zmiany miazdzycowe, które mogą powodować niedokrwienie mózgu.
Zwęzają się tętnice w nogach, co powoduje przebarwienia skóry oraz jej zaniki.
Skóra - Pierwsze zmarszczki mimiczne pojawiają sie juz po 25 roku zycia, wieksze zmarszczki około 35 roku zycia. Po piećdziesiatce skóra wiotczeje. Po sześćdziesiątce zanik gruczołów potowych zaburza termoregulację i naraza na udary cieplne.
Mięśnie - swoją najwiekszą masę (45% wagi ciała) maja w wieku 25 lat. Po 40-tce zaczynają słabnąć, po 75 roku zycia stanowia zaledwie 27% wagi ciała. Po sześćdziesiatce wydolność fizyczna spada do 65% wartości z trzeciej dekady zycia.
Narządy wewnetrzne - najbardziej zdegradowane są po siedemdziesątce.W dalszym ciągu maleje ilość krwi w organizmie. Ubytki w wątrobie i nerkach sięgają 30%, słabną zwieracze, zmniejsza się pęcherz moczowy.
Kosci - Szczytową gęstość maja do czterdziestki, potem zaczyna się powolny zanik masy kostnej. Zaczynają sie choroby stawów i bóle krzyza. Po siedemdziesiątce kobiety tracą do 40% masy kostnej, męzczyzni do 25%.
Oczywiscie nie starzejemy sie wszyscy jednocześnie, na gwizdek. Niektórzy z nas szybciej sie starzeją, inni wolniej. Niektórzy, oprocz typowych dolegliwości wieku starszego chorują na rózne choroby.
Tyle się mówi o sprawiedliwości na świecie - narzekamy , ze najczęściej jej brak.
Jest, jedna , niepodwazalna - to ta, ze wszyscy w końcu umrzemy, by przetrwał gatunek.
Pewnie dziwi Was ten post- swieta za tydzien, a ja o takich sprawach. Pisząc to mam przed oczami wiele tych starszych wiekiem babć i dziadków, którzy w swięta pozostana samotni, zapomniani lub po prostu niechciani - bo ich dolegliowści sa dla innych mocno uciązliwe.
anabell

poniedziałek, 15 grudnia 2008

Zespół Aspergera

Czy wiecie, ze Albert Einstein oraz jeden z twórców wolnego internetu, Richard Stallman cierpieli na Zespół Aspergera? Do niedawna ja tez o tym nie wiedziałam.
Zespół Aspergera (ZA) nie jest chorobą, ale odmiennym stylem poznawczym. Umysł osoby z ZA zachowuje się tak, jakby zabrakło w nim połączeń między doznawanymi emocjami a systemem intelektualnym, który je rozpoznaje i nazywa. Osoba taka nie jest sobie w stanie wyobrazić co czują i myślą inni. Bez trudu pojmuje jak funkcjonuje komputer czy tez silnik, ale nie jak funkcjonuje człowiek.
Normalnie w ludzkim umyśle działa swego rodzaju program, który pozwala elementy układać w calość. Zbierane doświadczenia układaja sie w pewne reguły, na podstawie ktorych nadajemy znaczenie poszczególnym faktom. Umysł osoby z ZA tego nie robi.
Dwulatek z ZA z łatwością uklada puzzle przeznaczone dla dorosłych, poniewaz dostrzega więcej szczegółów i szybciej podejmuje decyzje. Ale nie widzi całości, więc z trudem przychodzi mu rozpoznawanie twarzy. Ta sama osoba, raz uśmiechnieta a raz nie, to dla niego dwie rózne osoby.
W codziennych rozmowach wyskakuja z niego, niczym z wyszukiwarki, całe bloki informacji skopiowane zywcem z przeczytanych encyklopedii lub ksiązek, a jesli pochodza z filmów- to wraz z intonacją. Dziecko takie nie uczy sie mowy z interakcji społecznych, tylko z lektur, więc jego słowa nie pasują najczęściej do sytuacji. Nie rozmawia, ale przemawia. Przez "Kubusia Puchatka" nie przebranie, bo nie rozumie emocji bohaterów, emocje to dla niego czarna magia.
80% dzieci z Zespołem Aspergera cierpi równiez na nadczynność psychoruchową (ADHD). Inaczej tez odbierają bodzce zmysłowe- przykrość sprawia im np. dzwięk nalewania wina do kieliszka lub szczęk sztućców i zatykaja uszy, ale mogą pasjonowac sie dzwiekiem owadzich skrzydeł czy tez dzwiekiem burzy, godzinami słuchać takich nagrań i o nich opowiadać. Nie czują głodu, trzeba im przypominać, ze pora by cos zjeść. Często trafiaja do szpitala z powodu niedozywienia. Mają obnizony poziom odczuwania bólu i moze sie zdarzyc, ze nie zasygnalizują zapalenia wyrostka robaczkowego. Często zle znoszą delikatny dotyk a jednocześnie wciskaja sie w ciasny kat, by poczuć swoje ciało. Cześciej niz inne dzieci cierpią na lęki i depresje. Roznią się miedzy sobą temperamentem - jedne są zdecydowanymi introwertykami, inne są ekstrawertyczne.
Oficjalnie szacuje się, ze jedna osoba na dwieście ma ZA, ale niektórzy badacze twierdzą, ze juz jedna na sto. Mówi się wręcz o epidemii tego zjawiska.
W USA osoby z Zespołem Aspergera mają indywidualny plan nauczania, zbudowany w oparciu o największe zdolności i realne mozliwości. W Polsce nawet szkoły integracyjne nie pomagaja w socjalizacji takiego dziecka, a diagnoza słuzy jedynie do usprawiedliwienia jego zachowań.
A dzieci te potrzebuja rówieśnikow, bo mają wyzszą niz przeciętna potrzebę bycia społecznie akceptowanym.
Przyczyny występowania ZA nie sa do końca poznane. Nie wszystko daje się wytłumaczyc genetyką. Psychoanalitycy sugerują,ze moze to być somatyczny mechanizm obronny na niesprzyjajace warunki. Pojawiła sie tez teoria, ze syndrom pojawia sie w wyniku zatrucia metalami cięzkimi. Nie ma jednak jednego standardu leczenia, bo kazdy przypadek jest indywidualny. Poza tym syndrom ten występuje niemal wyłacznie u chlopców.
Diagnozować nalezy juz dzieci roczne i juz wtedy podejmować terapię. W zabawie z terapeuta dziecko uczy się np. nawiązywania kontaktu wzrokowego.
To, co mozna wypracowac przez rok wczesnej terapii, z dzieckiem 12-letnim zajmie juz 3 lata. Starsze dzieci uczy się odczytywania emocji: kąciki ust skierowane w dół -smutek. Odgrywaja scenki. Cwiczą przyjmowanie i dawanie komplementów. Tych umiejetności nie nabyłyby samodzielnie,a to skazuje na izolację.
Wcześnie zdiagnozowana i poddana intensywnej terapii osoba ma szansę załozyć własną rodzine.
Badacz syndromu Hans Asperger napisał : " Niezachwiana determinacja i intelektualna przenikliwość, skrupulatność i skupienie się na jednym celu mogą prowadzić do wyjątkowych osiągnięć"

Zainteresowanych odsyłam do nr 5o Polityki z 13 XII 2008, dodatek "pomocnik Psychologiczny"

sobota, 13 grudnia 2008

"nie chcę, ale muszę"

Miałam nie pisac o stanie wojennym, ale w pewnym sensie zostałam sprowokowana przez wystepujących w mediach młodych krzykaczy.
W tamtych latach mój mąż bywał kilka razy w roku w ZSRR i juz w sierpniu 81 roku, znajomi Rosjanie, dziwili się, ze w Polsce takie zadymy, strajki i pytali się, czy nie skonczy sie to jakąś rewoltą. Na przelomie listopada i grudnia mąz znowu był w Moskwie i gdy jechał ktoregoś dnia taksówką, kierowca, ktory bez trudu rozpoznał w nim Polaka powiedział tak: "oj dobiorą sie wam do tyłków, juz nasze wojska stoja przy waszej granicy a Czesi tylko rączki zacierają i czekają na rewanz, a Niemcy tez z nami pójdą". Sądzę, ze taksówkarz byl współpracownikiem wiadomych słuzb, bo w tym zawodzie głównie takich zatrudniano w tamtym kraju.
Przyznam sie , ze ogloszenie stanu wojennego przyjelam z mieszanymi uczuciami- z jednej strony strach, a z drugiej ulga, bo to co się dzialo w Warszawie nie wyglądało ciekawie i bałam sie, ze krew się poleje. Juz pomijam te puste półki i hasło "im gorzej tym lepiej" krązące w Solidarności, ale naprawdę bałam sie jezdzić w dni, gdy miastem przeciagały marsze strajkujących.
A w piątek, 12 grudnia wieczorem ,mój maz z naszym przyjacielem przywieżli od znajomego rolnika połówke świni i na mnie padło dzielenie mięsa na 2 rodziny. Skończyłam tę zabawę około 23 godziny, a ze było juz pózno, maz odwiozł kolege do domu.Kolega chcial zadzwonić jeszcze przed wyjazdem do swego domu, by zona na niego czekała i otworzyla mu brame, w końcu mnie to zlecił. Usiłowałam zadzwonic, ale telefon milczał, brak było sygnału. Nie zrobiło to na mnie zadnego wrazenia,często się blokował.
Następnego dnia rano nasz domowy skowronek zażyczył sobie włączenia TV bo przecież był teleranek. Włączyłam, a tu tylko mroczki i chroboty, wyraznie brak sygnału. Zaczęłam wielce fachowo stukać w odbiornik, poruszyłam anteną i nic. Na szczęscie mąz nie był skory do rozbierania odbiornika na częsci. Włączyłam radio i akurat nadawano jakąś ponura muzykę, a po chwili gen. Jaruzelski wygłosił przemówienie. Wysłuchaliśmy z lekkim niedowierzaniem , a mąz skomentował- ten taksówkarz miał rację.
Najdotkliwszy był brak łączności. Nas to bardzo dotknęło, bo mała zachorowała, były kłopoty z wezwaniem lekarza, wywiązało sie zapalenie płuc z powikłaniami.
Widok transporterów na ulicach i zołnierzy pod bronia z lekka szokował, ale z czasem było mi zal tych młodych, marznących chłopców. Jezeli były do załatwienia jakieś sprawy po zmroku, to z domu wychodziłam ja, na zasadzie, ze kobiecie nic nie zrobią. Niestety często wyłączali prąd i wtedy było nieco mniej zabawnie.
Tzw godz. policyjna mało nas dotknęła, wszak z małym dzieckiem nie włóczy sie człowiek wieczorami . Dotkliwy był brak paliwa i łączności, nakaz posiadania przepustek gdy była potrzeba przemieszczania sie z miejscowości, w której sie zamieszkiwało. Cały czas bałam sie, zeby nie wywiązały sie jakies zamieszki zwiazane z wojskami stacjomującymi w Polsce. Na szczęscie mieli zakaz opuszczania koszar.
Teraz, po latach, uwazam, ze słuszna była decyzja generala Jaruzelskiego. On doskonale znał nastawienie Wielkiego Brata i wiedział, ze jeśli my sami swoimi siłami nie zaprowadzimy w kraju ładu, to oni z chęcia nam pomoga. Czesi tez radzi byliby wdepnąć do nas z "bratnią pomocą" w rewanzu za 68 rok.
Śmiesza i jednocześnie denerwuja mnie ci wszyscy, którzy twierdzą, ze Polska była krajem nielegalnym. Kochani, skoro nasz kraj byl nielegalny, to oddajcie swe dyplomy, doktoraty, mieszkania- one nie sa wasze, one są wszak nielegalne. Po co wam cos nielagalnego. Róbcie ponownie wszystkie dyplomy i doktoraty, starajcie się od nowa o mieszkania.
Mam tez prośbę do tych młodych krzykaczy- zacznijcie myśleć samodzielnie, nie pozwalajcie robić sobie wodę z mozgu. Ci, którzy w tamtych czasach wcale nie walczyli z systemem bo albo byli za młodzi albo nikt ich do tego nie zaprosil, maja dziś swego rodzaju kaca moralnego i starają sie opluć i zniszczyć wszystko co w tamtym okresie sie działo, jednocześnie kreując sie na bohaterów tamtego okresu.
Byłoby naprawde dobrze, gdyby młodzi ludzie , którzy są wszak przyszłościa kraju, skupili sie na tym by iść do przodu patrząc przed siebie, a nie z głową odwrócona do tyłu, słuchając podszeptów
sfrustrowanych anty-bohaterów tamtych dni.
W Polsce naprawde jest wiele do zrobienia. Szkoda, ze mając zdolnych ludzi marnujemy ten potencjał i zamiast razem zabrać sie do wytęzonej pracy ciagle wdajemy sie w jakies kłótnie,
wyszukujemy wyimaginowanych zdrajców, wznosimy mury nienawiści pomiedzy ludżmi.
Zamiast cieszyc sie, ze w bezkrwawy sposob udało sie osiągnać wolność, niektórzy usiłuja deprecjonować zasługi tych, którzy naprawde mieli udział w walce o tę wolność.
anabell

czwartek, 11 grudnia 2008

Bywa i tak...

Otrzymałam wczoraj list od swojej kolezanki, z którą "urwała" mi się korespondencja ponad 4 lata temu. Nie miała w Polsce bliskiej rodziny, wspólne kolezanki tez nie wiedziały czemu nie pisze - a tu proszę, nagle, niespodziewanie - mail. Niewiele brakowało bym nie otwierając przeniosła go do spamu, ale zaryzykowałam.
Owa kolezanka, nazwijmy ją Zosią, marzyła by zamieszkać w USA. Ciągle słyszałam od niej, ze tam i tylko tam, mozna zyć pełnią zycia, ze wspaniały kraj, wspaniali ludzie, niespotykana przyroda, pełnia swobód obywatelskich i wogóle- raj na ziemi.
Zosia tak bardzo chciała wyjechać i tak konsekwentnie dązyła do celu, ze w końcu wyjechała. Tu nic ani nikt jej nie zatrzymywał, zabrała swój majatek ruchomy i poleciała do Nowego Jorku.
Pierwszy rok był cięzki, myślałam nawet, ze wróci do Polski. Ale nie, nawiązała rozne kontakty, a ze była po dziennikarstwie "załapała się" do jakiejś gazety.
Potem nadchodziły entuzjastyczne maile, Zosia zaczęła jezdzić po Stanach, wyprowadziła sie z Nowego Jorku, zamieszkała w okolicach Denver. Potem listy dochodziły coraz rzadziej, pózniej napisała tajemniczo, ze kogoś poznała, ze wreszcie ma dla kogo zyć. Tak bardzo dla tego kogoś zyła, ze az przestała pisać. Słałyśmy do niej maile, ale pozostawały bez odpowiedzi. Pomyślałam nawet, ze moze spotkało ja coś złego, jakaś choroba albo i gorzej.
No a teraz - niespodzianka- mail i to z.....Australii.
Okazało się, ze Zosia poznała w Stanach pewnego chińskiego intelektualistę, absolwenta filozofii, który całkowicie przemeblował jej światopogląd i zycie. Ów Paul (urodzony w Stanach) jest bowiem wyznawca (czy tez moze zwolennikiem, bo to nie religia) filozofii Tao, której idee mają tyle wspólnego z tym, co sie dzieje w Stanach ile np. traktor z kołyską dziecka.
Nagle Zosia odkryła , ze pieniądze podatników sa wydawane na zbrojenia, ze wojna o ropę kuwejcką pochłonęła 60 miliardów dolarów i ze była to najbardziej wyniszczająca dla środowiska wojna w całej historii wojskowości. Administracja Stanów zarzuciła całkowicie finansowanie badań nad wykorzystaniem energii słonecznej, przekazano natomiast olbrzymie środki budzetowe ( z kieszeni podatników) na rozwój energetyki atomowej, naciskano na prowadzenie wierceń w poszukiwaniu ropy naftowej w nielicznych juz ostojach dzikiej przyrody, nawet w pasie wód przybrzeznych. Do parków narodowych wkroczyły poligony, zamieniając obszary dzikiej przyrody w prawdziwą dzicz. Staw F w Górach Skalistych (nazwany tak przez Korpus Inzynierski Armii USA) stał się "najbardziej zanieczyszczoną milą kwadratową na ziemi", a łańcuch "Bravo 20" w górach Nevady przedstawia iście ksiezycowy krajobraz po 50-ciu latach nieustannych ćwiczeń artylerii. A na polach Poligonu Jeffersona w Indianie (pow.90 mil kwadratowych) wystrzelono 23 miliony pocisków artyleryjskich, z których około 1,5 tys. jeszcze nie wybuchło, a wiele jest z nich pod ziemią i nie mozna ich zlokalizować.
W czasie, gdy Armia, za pieniądze podatników coraz intensywniej niszczy kraj, obywatele USA zabijają sie nawzajem z pistoletów z szybkością sześćdziesięciu czterech śmierci dziennie.
Amerykańskie szkoły wypuszczaja zgraje niedouków, którzy w rok lub dwa po ukończeniu szkoły są analfabetami. A nawet jeśli potrafią czytac i pisać to nie potrafia samodzielnie myślec ( tu mała moja dygresja- z tym myśleniem to nie tylko tam jest zle, u nas tez), ze wszyscy są zadłuzeni właśnie przez to, ze nie mysla, tylko ulegają złudnym reklamom.
I ten wyścig - o wszystko- coraz lepiej zarabiać, awansować za kazdą cenę, być coraz młodszym, ładniejszym, zgrabniejszym, miec coraz nowszy samochod itp. itd.
I dowiedziałam sie, ze USA to nie jest raj na ziemi, ze nie mogą i nie powinny byc wzorcem dla nikogo w świecie.
Nie mogąc pogodzić sie z tym co jest w Stanach, postanowili wyjechać do Autralii. Mieszkają tam juz ponad rok i jak na razie - są zadowoleni. Zosi podoba sie duzo mniejsze niz w Stanach "parcie na sukces". Australijczycy to tez mieszanka narodowościowa, ostatnio coraz więcej tam Chińczykow, no ale jej mąz nie uwaza sie za przedstawiciela tej narodowości. Obojgu podoba się, ze Australijczycy bardziej dbaja o środowisko, staraja sie zyc blizej natury i są dla siebie nawzajem sympatyczniejsi.
Ciekawa jestem jak się im ułozy zycie w Australi - czy to będzie juz ich miejsce docelowe?
Czas pokaze.

poniedziałek, 8 grudnia 2008

To takie smutne

Szłam dzis swoją osiedlową uliczką, a przede mna jakaś mama z małą dziewczynką. Dziecko mogło mieć ze trzy lata, ładnie ubrane, popychało przed sobą wózek z lalką. W pewnej chwili dziewczynka przystanęła, zaczęła coś wykrzykiwać i z całych swych dziecięcych sił okładać lalkę. Zatkało mnie, bo mała wkładała w to zajęcie wszystkie swe siły, a mama patrzyła na to mijając ją obojętnie. Po chwili zrównałam sie z dziewczynką , która nadal biła swą lalkę i zapytałam, czemu bije tę lalkę." Nie cie pać, niedobla!" I zaraz do lalki-"pupę bije, mas pać! Zrobiło mi sie glupio, mama dziecka szła spokojniutko dalej, więc zgadałam do dziecka- a jak lala ma na imię? " Ola"- mala popatrzyla na mnie podejrzliwie. Wiesz, powiedzialam, ja myślę, ze jak wezmiesz Olę na chwile na rączki i ją przytulisz, to ona szybko zaśnie. Mała łypnęła na mnie, wyciągnęła lalkę z wózka, przytuliła i zaczęła kołysać. Jej mama zawróciła i podeszła z takim jakims niemiłym jazgotem : no , co jest, chodz prędko i obrzuciła mnie wrogim spojrzeniem. Mała popatrzyla na mamę, potem na mnie, wiec tylko wydusilam z siebie - połóz lalę do wózka, juz zasnęła. Mała połozyła lalkę, okryła ją kocykiem i pomaszerowała przed siebie. Popatrzyłam na tę młoda kobietę a ona mi powiedziała -" juz nie wiem co mam robić, ona zawsze wrzeszczy na lalkę, gdy sobie wyobraza, ze lalka nie chce spać". Zapytałam sie więc (karcac sama siebie w myślach, ze się wtrącam) kto małą usypia w domu." Wieczorem mąz, bo twierdzi, ze ja ją rozpieszczam, a dziecko powinno usypiać bez kołysania i przytulania". A interesowała sie pani jak maz to robi?- zaczęłam drązyć temat. " Grozi jej, ze ja zbije, ale nie bije, tylko tak mówi". Nie wyrobilam i powiedziałam - przeciez dziecko powiela tylko to, co widzi i przezywa w domu! Nie pomyślała pani o tym, widząc jak dziecko traktuje lalkę? Kobieta popatrzyla na mnie zdziwiona -"tak pani myśli? No to co mam zrobić?" Ręce mi opadły, no ale nie mogłam jej tak zostawić. Spacerowałyśmy a kobieta opowiedziała mi trochę o sobie, dziecku i swoim małzeństwie. Jezeli kogos dziwi, ze zwierzała sie obcej osobie, to zapewniam, ze czasem łatwiej się zwierzyć komuś obcemu niz własnej mamie czy tez siostrze. Zresztą jej rodzina jest daleko stad, a ona w naszym mieście od niedawna. Skończyło sie tym, ze namówiłam ją na wizyte w poradni rodzinnej, w której pracuje moja znajoma pani psycholog.
Zrobiło mi sie bardzo smutno, bo znow uświadomiłam sobie, ze czasem całkiem blisko nas, w sąsiedztwie, są ludzie ktorzy potrzebują pomocy, a nie wiedzą do kogo się zwrocić i często z tego powodu moze dojść nawet do tragedii.
Lubie anonimowość wielkiego miasta, ale jednocześnie zdaje sobie sprawę, ze jego nowi mieszkańcy, którzy niedawno tu przyjechali, nie zawsze sobie daja rade ze swymi problemami, bo czuja sie tu zagubieni.
Mam nadzieję, ze moja nowa "sąsiadka" znajdzie pomoc a jej córeczka przestanie bić lalkę by usnęła.

sobota, 6 grudnia 2008

Coraz blizej swieta, coraz blizej swieta....

Dookoła słyszę narzekania, ze juz zaraz po pierwszym listopada wszystkich ogarnia świąteczny amok. Ci "wszyscy" to oczywiście handlowcy.
Trochę mnie te narzekania bawią, bo gdy byłam małą dziewczynką ( a było to w czasach głębokiego PRL) przygotowania do Świąt zaczynały sie juz w połowie pazdziernika. Do domu "przybywała" skadś cała, surowa szynka wieprzowa i zaczynał sie proces peklowania, który musiał trwac minimum 30 dni. Babcia "polowała" na bakalie, smazyła skorke pomaranczową, a dziadziuś przynosił do domu róznokolorowe papiery glansowane. Wyciągało sie pudła z ozdobami choinkowymi, przeglądaliśmy co sie jeszcze nada w danym roku na choinkę a co trzeba dokupić, względnie zrobić. Nie wiem, skąd dziadziuś czerpał wzory, ale naprawde robiliśmy masę zabawek sami. Był to bardzo miły dla mnie okres bo od małego lubiłam wszelkie prace manualne. Godzinami sklejałam kolorowe łańcuchy, robiłam bałwanki z krepiny, gwiazdki ze słomek, mikołaje z wydmuszek jajek, "złote" orzechy. A potem zabawki wędrowały do pudła i czekały na chwilę, kiedy będą rozwieszone na choince.
Bardzo długo nie mogłam wpaść na to, skad ta choinka się w domu bierze, bo nagle, w poranek wigilijny, na specjalnie do tego przeznaczonym niskim stołku, pojawiała się choinka, juz przystrojona we wszystkie zabawki i bombki i błyszcząca od celofanowych "włosów anielskich". Dla mnie to były jakieś czary- zasypiałam wieczorem- choinki nie było, budziłam sie rano i choinka juz byla. Jakimś dziwnym trafem wieczorem nagle zjawiały sie pod nią prezenty i.. zawsze byly to te zabawki lub ksiązki, o które prosiłam w listach do Mikołaja. Listy zostawiałam pomiędzy oknami, bo kiedyś to byly tzw. okna podwójne, rzecz dziś chyba nieznana.
Gdy juz miałam własną rodzinę starałam sie zachować przynajmniej cześć tych zwyczajów, które wyniosłam z domu. A więc mała pisała listy do Mikolaja, wpierw obrazkowe, potem juz literkami, robiłyśmy razem ozdoby na choinkę, potem razem chodziliśmy ją kupić i razem w trójke ubieraliśmy. I wiecie co, bardzo się ucieszylam, gdy wreszcie nie było klopotu z nabyciem roznych swiecidełek, kolorowych papierów i wcale mi (nawet dziś) nie przeszkadzają te liczne dekoracje choinkowe, których jest naprawde wielki wybor i wiele z nich jest całkiem gustownych.
Popatrzcie w sklepach na buzie dzieciaków, one są zachwycone- podobają im sie i aniolki i bombki i kolorowe łańcuchy. Myślę, ze nadal mozna urządzic dziecku magiczne świeta, tylko trzeba odnależć w sobie to dziecko, którym sie kiedyś było i powielić te wszystkie świateczne zwyczaje, ktore cieszyły nas w dzieciństwie.
I nie zasłaniajcie się komercja - ona nie przeszkadza, często my sami stajemy na przeszkodzie temu, by zrobic magiczne świeta. Bo jesteśmy zmęczeni, bo mamy zimową depresje, bo mamy za soba smutne doświadczenia.
A niedługo moja córka zostanie mamą i tez będzie urządzała dla swego dziecka magiczne świeta.
anabell