Dziś trafia do kin film dokumentalny nagrodzony Oscarem "Człowiek
na linie". Film jest produkcji amerykańsko - brytyjskiej , trwa 1,5
godziny, a jego reżyserem jest James Marsh, dokumentalista.
Film opowiada o wydarzeniach sprzed prawie 35 lat.
Siódmego sierpnia 1974 roku, Philippe Petit, Francuz, przeszedł po
linie rozpiętej pomiędzy szczytami blizniaczych, dzis już nieistniejących
wież World Trade Center w Nowym Jorku. O godzinie 7,15 rano,
25-letni wówczas Petit, bez asekuracji, jedynie z balansem, rozpoczął
trwający 45 minut spacer, w tę i z powrotem, w czasie którego kładł
się na linie i pozdrawiał ściągniętych na dach policjantów. Pod nim
była 400- metrowa przepaść. Dla ludzi obserwujących go z ziemi, był
ledwo widocznym punktem zawieszonym pomiędzy wieżami.
Po zakończeniu tego niezwykłego spaceru, Petit został aresztowany
i przebadany psychiatrycznie.
Philippe (ur.1949r) od najmłodszych lat był "inny". Interesował się
magią i sztukami cyrkowymi a w szkole stale miał problemy.
Samodzielnie nauczył się rysowania, szermierki, stolarstwa, pózniej,
podczas licznych podróży nauczył się języków : hiszpańskiego,
niemieckiego, angielskiego oraz rosyjskiego, ponadto zdobył wiedzę
na temat architektury i budownictwa.
Po linie zaczął chodzic w wieku 16 lat, występował na ulicach Paryża,
na których żonglował, jezdził na motocyklu.
W 90-te urodziny Pabla Picassa dał występ w Vallauris,był to jego
poważniejszy debiut. W tym samym roku (1971) przespacerował
się nielegalnie między wieżami katedry Notre Dame w Paryżu.
W dwa lata pózniej oniemiała z wrażenia publiczność oraz policja,
podziwiała jego spacer pod pylonami Sydney Harbour Bridge.
O budowie dwóch blizniaczych wież w Nowym Jorku, Petit wyczytał
w poczekalni u dentysty. Odtąd stały sie jego obsesją. Przygotowania
do tego przedsięwzięcia trwały 6 lat, a rozpoczęły się na francuskiej
wsi, na dużej łące, nad którą rozpięto ponad 40-metrową linę,
odpowiadajacą odległości pomiędzy wieżami. Kilkakrotnie latał do
Nowego Jorku by zdobyć dane do zbudowania makiet i obmyślenia
sposobu umocowania olinowania.
Nie zdradzę szczegółów przygotowań do tego wyczynu, myśle, że
sami je w kinie zobaczycie. Były naprawdę trudne i niezwykłe.
Po tym nowojorskim wyczynie Philippe stał się sławny. Całkiem
legalnie występował potem w Paryżu -w 1984 roku improwizacja
na linie ze śpiewaczką operową Margaritą Zimmerman, w 1987 r.
przedstawienie w Jerozolimie na kablu łączącym dzielnicę arabską
i żydowską, w 1987 roku spacer w Paryżu na ukośnie zwisającym
kablu, między Palais de Chaillot a drugim poziomem wieży Eiffla.
Zrealizował jeszcze kilka wielce spektakularnych projektów, jak:
opera na linie przeciągniętej przez wąwóz rzeki małe Kolorado,
przejście z Opery w Sydney do Harbour Bridge, oraz spacer na
linie na Wyspie Wielkanocnej.
Wystąpił w kilkunastu filmach, napisał kilka książek.
Balansując na linie, Petit balansował na granicy życia i śmierci,
z czego w pełni zdawał sobie sprawę i mówił o tym otwarcie.
Obecnie Petit mieszka w Nowym Jorku jako artysta rezydent
przy katedrze St.John the Divine.
Dlaczego to robił? A dlaczego himalaiści wspinają się na Mount
Everest? Może tylko dlatego,żeby było pięknie?
anabell
Pisanie to nie wszystko. Są dni,w których napisanie PONIEDZIAŁEK wcale się nie liczy. A.A.Milne
piątek, 27 marca 2009
środa, 25 marca 2009
"królewska choroba" - schizofrenia
Schizofrenia jest często spotykanym zaburzeniem psychicznym,
zaliczanym do psychoz endogennych.
Szacuje się, że choroba ta dotyka co setnego Europejczyka. Może
mieć przebieg chroniczny lub cykliczny (częściej). Po fazie ostrej,
trwającej tygodnie lub miesiące, następuje remisja choroby, która
może trwać tygodnie, miesiące a nawet lata.
Nazwa choroby pochodzi od dwóch greckich słów: Schizein i Phren,
czyli : rozszczepić i dusza, umysł.
Przy schizofrenii występują zaburzenia myślenia, postrzegania i
sfery emocjonalnej. Częste są omamy słuchowe i urojenia, czasem
lęki i objawy paniki.
Przebieg i objawy są różne, mogą się też szybko zmieniać. Lekarze
są zdania, że u 1/3 pacjentów choroba ustępuje całkowicie,
niezależnie od tego czy są leczeni czy nie. U reszty pacjentów należy
liczyć się z nawrotami choroby.
Schizofrenia pojawia się najczęściej u mężczyzn w wieku 20 - 25 lat,
u kobiet w wieku 25 - 30 lat.
Niekiedy choroba ujawnia się nagle, a w niektórych przypadkach
jest poprzedzana nawet kilkuletnia fazą wstępną, jak zaburzenia snu
lub stany depresyjne.
Co do przyczyn choroby - nie ma na ten temat zgodności. Wymienia
się i czynniki genetyczno-biologiczne jak i psychospołeczne. Niektóre
badania wykazują związek pomiędzy schizofrenią a uszkodzeniem
okołoporodowym mózgu.
Wyzdrowieniu pacjentów sprzyja obecność rodziny i przyjaciół a
także aktywność zawodowa.
Czynnikami niekorzystnymi - izolacja społeczna i bezczynność.
Niedługo ukaże się w Polsce książka norweskiej psycholog,
Arhild Lauveng pt. "Byłam po drugiej stronie lustra", w której
opowiada o swojej walce z tą chorobą. U autorki zdiagnozowano
schizofrenię bardzo wcześnie, w wieku siedemnastu lat, a na pewno
była chora już jakiś czas wcześniej. Wg specjalistów choroba ta
zdiagnozowana u tak młodych pacjentów zle rokuje, wątpliwe jest
jej całkowite ustąpienie. Jednakże kobiety maja większe szanse, ale
nie z powodu działania żeńskich hormonów, ale dlatego, że umieją
omawiać swe problemy psychiczne.
Siedem lat swego życia autorka spędziła w zakładach zamkniętych.
Potem studiowała psychologię, a teraz, w wieku 36 lat sama
zajmuje się pacjentami cierpiącymi na choroby psychiczne. Wsród
nich ma ok 30 pacjentów ze schizofrenią. Uważa, że dzięki swojej
chorobie latwiej jej jest zrozumieć pacjentów i tym samym nieść im
pomoc. Jednak każdy przypadek jest inny, bo schizofrenia nie jest
chorobą o jednorodnym obrazie klinicznym. Potrzeba od trzech do
sześciu miesięcy, by móc ją zdiagnozować. Nie wszystkie psychozy
wynikają ze schizofrenii.
W wielu krajach schizofrenia to stygmat. Tak było i w Norwegii.
Gdy o historii Arhild Lauveng zrobiło się głośno, znalazło się wielu
ludzi z podobną historią choroby, którzy dotąd nie ośmielili się
mówić o tym publicznie.
Społeczne napiętnowanie sprawia również, że wielu ludzi usiłuje
leczyć się samemu, sięgając po valium, alkohol lub marihuanę...
A bycie częścią społeczności odgrywa fundamentalną rolę
w procesie leczenia.
anabell
zaliczanym do psychoz endogennych.
Szacuje się, że choroba ta dotyka co setnego Europejczyka. Może
mieć przebieg chroniczny lub cykliczny (częściej). Po fazie ostrej,
trwającej tygodnie lub miesiące, następuje remisja choroby, która
może trwać tygodnie, miesiące a nawet lata.
Nazwa choroby pochodzi od dwóch greckich słów: Schizein i Phren,
czyli : rozszczepić i dusza, umysł.
Przy schizofrenii występują zaburzenia myślenia, postrzegania i
sfery emocjonalnej. Częste są omamy słuchowe i urojenia, czasem
lęki i objawy paniki.
Przebieg i objawy są różne, mogą się też szybko zmieniać. Lekarze
są zdania, że u 1/3 pacjentów choroba ustępuje całkowicie,
niezależnie od tego czy są leczeni czy nie. U reszty pacjentów należy
liczyć się z nawrotami choroby.
Schizofrenia pojawia się najczęściej u mężczyzn w wieku 20 - 25 lat,
u kobiet w wieku 25 - 30 lat.
Niekiedy choroba ujawnia się nagle, a w niektórych przypadkach
jest poprzedzana nawet kilkuletnia fazą wstępną, jak zaburzenia snu
lub stany depresyjne.
Co do przyczyn choroby - nie ma na ten temat zgodności. Wymienia
się i czynniki genetyczno-biologiczne jak i psychospołeczne. Niektóre
badania wykazują związek pomiędzy schizofrenią a uszkodzeniem
okołoporodowym mózgu.
Wyzdrowieniu pacjentów sprzyja obecność rodziny i przyjaciół a
także aktywność zawodowa.
Czynnikami niekorzystnymi - izolacja społeczna i bezczynność.
Niedługo ukaże się w Polsce książka norweskiej psycholog,
Arhild Lauveng pt. "Byłam po drugiej stronie lustra", w której
opowiada o swojej walce z tą chorobą. U autorki zdiagnozowano
schizofrenię bardzo wcześnie, w wieku siedemnastu lat, a na pewno
była chora już jakiś czas wcześniej. Wg specjalistów choroba ta
zdiagnozowana u tak młodych pacjentów zle rokuje, wątpliwe jest
jej całkowite ustąpienie. Jednakże kobiety maja większe szanse, ale
nie z powodu działania żeńskich hormonów, ale dlatego, że umieją
omawiać swe problemy psychiczne.
Siedem lat swego życia autorka spędziła w zakładach zamkniętych.
Potem studiowała psychologię, a teraz, w wieku 36 lat sama
zajmuje się pacjentami cierpiącymi na choroby psychiczne. Wsród
nich ma ok 30 pacjentów ze schizofrenią. Uważa, że dzięki swojej
chorobie latwiej jej jest zrozumieć pacjentów i tym samym nieść im
pomoc. Jednak każdy przypadek jest inny, bo schizofrenia nie jest
chorobą o jednorodnym obrazie klinicznym. Potrzeba od trzech do
sześciu miesięcy, by móc ją zdiagnozować. Nie wszystkie psychozy
wynikają ze schizofrenii.
W wielu krajach schizofrenia to stygmat. Tak było i w Norwegii.
Gdy o historii Arhild Lauveng zrobiło się głośno, znalazło się wielu
ludzi z podobną historią choroby, którzy dotąd nie ośmielili się
mówić o tym publicznie.
Społeczne napiętnowanie sprawia również, że wielu ludzi usiłuje
leczyć się samemu, sięgając po valium, alkohol lub marihuanę...
A bycie częścią społeczności odgrywa fundamentalną rolę
w procesie leczenia.
anabell
poniedziałek, 23 marca 2009
praca + ciężka praca + bardzo ciężka praca =
SUKCES.
Co łączy Justynę Kowalczyk, O.E.Bjoerndalena, Mozarta, Billa Gates'a
i Steva Jobsa? Oni wszyscy odnieśli spektakularny sukces.
Odkąd psychologowie zaczęli analizować kariery utalentowanych osób,
które odniosły sukces, coraz częściej dochodzą do wniosku, że talent nie
odgrywa największej roli w zdobyciu sukcesu.
Mozart - genialne dziecko - jego najwybitniejsze utwory powstały gdy
miał ukończone 21 lat, a więc wtedy, gdy miał juz za soba dziesięć lat
praktyki, jako kompozytor.
The Beatles - od chwili założenia zespołu do ich największego dokonania
artystycznego (Orkiestra Klubu Samotnych Serc Sierzanta Peppera),
minęło.....dziesięć lat.
Bill Gates swój "romans" z komputerem zaczął w roku 1968 i spędzał
odtąd przy komputerze osiem godzin dziennie przez siedem dni w ty-
godniu, przez pięć lat. W ten sposób uczył się programowania.
O.E. Bjoerndalen - co robi "na okrągło"? Trenuje! Na pytanie dziennikarza
" a co pan robi w wolnym czasie?" padła odpowiedz : "trenuję".
Justyna Kowalczyk - od wielu lat trenuje, trenuje, trenuje, doskonali swe
umiejętności przez okrągły rok, bo nawet krótki okres wypoczynku to
leczenie lekkich kontuzji, szykowanie organizmu do następnych wysiłków.
Nie da się ukryć - talent jest zaledwie ułamkiem w drodze do sukcesu-
najważniejsza to ciężka, solidna praca.
W początku lat 90-tych XX wieku, w elitarnej Berlińskiej Akademii Muzycz-
nej , psycholog K. Anders Ericsson, wraz z dwoma swymi kolegami prze-
prowadził następujące badanie:
z pomocą profesorów akademii podzielono studiujących tam skrzypków na
trzy grupy. Grupa pierwsza to były "gwiazdy" - potencjalny materiał na
solistów światowej sławy. W drugiej grupie znależli się studenci, uznani
jedynie za dobrych, a w grupie trzeciej znalezli się ci, którzy raczej nie
zamierzali grac zawodowo ale planowali karierę jako nauczyciele muzyki.
Wszyscy dostali to samo pytanie : Kiedy po raz pierwszy wzięli do ręki
skrzypce i ile godzin dziennie przeznaczali na ćwiczenia. A oto wyniki:
wszyscy uczniowe, we wszystkich grupach rozpoczęli naukę gry w tym
samym wieku, mając pięć lat. Do ósmego roku życia wszyscy ćwiczyli
tak samo - dwie, trzy godziny tygodniowo. W wieku lat ośmiu zaczynają
się już widoczne różnice- ci, których uznano za najlepszych w klasie, zaczęli
ćwiczyc więcej niż inni : sześć godz. tygodniowo w wieku 8-9 lat, osiem
godz.tygodniowo w wieku 10-12 lat, szesnaście godz.tygodniowo w wieku
13 - 14 lat, a w wieku lat 20-tu, z pełna determinacją, świadomie dążąc
do nabrania większej wprawy- grali ponad 30 godzin tygodniowo.
Do chwili ukończenia 20 lat każdy ze studentów grupy artystów ćwiczył
łącznie 10 tysięcy godzin.
Każdy z dobrych uczniów ćwiczył przez 8 tysięcy godzin, a przyszli
nauczyciele muzyki niewiele ponad 4 tysiące godzin.
Taką samą prawidłowość Ericsson zaobserwował porównując pianistów
amatorów z profesjonalistami.
Wyniki tych badań sugerują, że jeżeli muzycy są wystarczająco zdolni,
by dostać się do jednej z najlepszych szkól muzycznych, pózniejsze ich
osiągnięcia zależą tylko od ich własnej pracowitości.
Owa liczba 10 tysięcy godzin ćwiczeń odpowiada mniej więcej trzem
godzinom ćwiczeń dziennie lub 20 godzinom tygodniowo przez okres
dziesięciu lat.
Wydaje się, że nasz mózg potrzebuje tak długiego czasu, aby przyswoić
sobie wszystko co potrzebne, by osiągnąć prawdziwą biegłość
w danej dziedzinie.
Bijąc brawo tym wszystkim, którzy są mistrzami w swojej dyscyplinie
pamietajmy, że ich sukces to odrobina talentu i mnóstwo pracy.
anabell
Co łączy Justynę Kowalczyk, O.E.Bjoerndalena, Mozarta, Billa Gates'a
i Steva Jobsa? Oni wszyscy odnieśli spektakularny sukces.
Odkąd psychologowie zaczęli analizować kariery utalentowanych osób,
które odniosły sukces, coraz częściej dochodzą do wniosku, że talent nie
odgrywa największej roli w zdobyciu sukcesu.
Mozart - genialne dziecko - jego najwybitniejsze utwory powstały gdy
miał ukończone 21 lat, a więc wtedy, gdy miał juz za soba dziesięć lat
praktyki, jako kompozytor.
The Beatles - od chwili założenia zespołu do ich największego dokonania
artystycznego (Orkiestra Klubu Samotnych Serc Sierzanta Peppera),
minęło.....dziesięć lat.
Bill Gates swój "romans" z komputerem zaczął w roku 1968 i spędzał
odtąd przy komputerze osiem godzin dziennie przez siedem dni w ty-
godniu, przez pięć lat. W ten sposób uczył się programowania.
O.E. Bjoerndalen - co robi "na okrągło"? Trenuje! Na pytanie dziennikarza
" a co pan robi w wolnym czasie?" padła odpowiedz : "trenuję".
Justyna Kowalczyk - od wielu lat trenuje, trenuje, trenuje, doskonali swe
umiejętności przez okrągły rok, bo nawet krótki okres wypoczynku to
leczenie lekkich kontuzji, szykowanie organizmu do następnych wysiłków.
Nie da się ukryć - talent jest zaledwie ułamkiem w drodze do sukcesu-
najważniejsza to ciężka, solidna praca.
W początku lat 90-tych XX wieku, w elitarnej Berlińskiej Akademii Muzycz-
nej , psycholog K. Anders Ericsson, wraz z dwoma swymi kolegami prze-
prowadził następujące badanie:
z pomocą profesorów akademii podzielono studiujących tam skrzypków na
trzy grupy. Grupa pierwsza to były "gwiazdy" - potencjalny materiał na
solistów światowej sławy. W drugiej grupie znależli się studenci, uznani
jedynie za dobrych, a w grupie trzeciej znalezli się ci, którzy raczej nie
zamierzali grac zawodowo ale planowali karierę jako nauczyciele muzyki.
Wszyscy dostali to samo pytanie : Kiedy po raz pierwszy wzięli do ręki
skrzypce i ile godzin dziennie przeznaczali na ćwiczenia. A oto wyniki:
wszyscy uczniowe, we wszystkich grupach rozpoczęli naukę gry w tym
samym wieku, mając pięć lat. Do ósmego roku życia wszyscy ćwiczyli
tak samo - dwie, trzy godziny tygodniowo. W wieku lat ośmiu zaczynają
się już widoczne różnice- ci, których uznano za najlepszych w klasie, zaczęli
ćwiczyc więcej niż inni : sześć godz. tygodniowo w wieku 8-9 lat, osiem
godz.tygodniowo w wieku 10-12 lat, szesnaście godz.tygodniowo w wieku
13 - 14 lat, a w wieku lat 20-tu, z pełna determinacją, świadomie dążąc
do nabrania większej wprawy- grali ponad 30 godzin tygodniowo.
Do chwili ukończenia 20 lat każdy ze studentów grupy artystów ćwiczył
łącznie 10 tysięcy godzin.
Każdy z dobrych uczniów ćwiczył przez 8 tysięcy godzin, a przyszli
nauczyciele muzyki niewiele ponad 4 tysiące godzin.
Taką samą prawidłowość Ericsson zaobserwował porównując pianistów
amatorów z profesjonalistami.
Wyniki tych badań sugerują, że jeżeli muzycy są wystarczająco zdolni,
by dostać się do jednej z najlepszych szkól muzycznych, pózniejsze ich
osiągnięcia zależą tylko od ich własnej pracowitości.
Owa liczba 10 tysięcy godzin ćwiczeń odpowiada mniej więcej trzem
godzinom ćwiczeń dziennie lub 20 godzinom tygodniowo przez okres
dziesięciu lat.
Wydaje się, że nasz mózg potrzebuje tak długiego czasu, aby przyswoić
sobie wszystko co potrzebne, by osiągnąć prawdziwą biegłość
w danej dziedzinie.
Bijąc brawo tym wszystkim, którzy są mistrzami w swojej dyscyplinie
pamietajmy, że ich sukces to odrobina talentu i mnóstwo pracy.
anabell
sobota, 21 marca 2009
Jak z nimi rozmawiać
To nie będą moje dobre rady, ale Williama S.Pollacka, profesora
w harwardzkiej Medical School, który był konsultantem Secret
Service podczas badania strzelanin w szkołach. Swoje porady dla
ojców zawarł w książce "Real Boys". Oto najważniejsze:
-znajdz miejsce sprzyjające rozmowie, w którym będzie się
chłopiec czuł bezpiecznie;
-uszanuj jego potrzebę milczenia.Pozwól mu mówić wtedy, gdy
będzie miał na to ochotę;
-porozumiewaj się z nim przez wspólną aktywność lub zabawę.
Wielu chłopców opowiada o swoich najpoważniejszych proble-
mach właśnie podczas gier czy wspólnych zajęć;
-unikaj ośmieszania go i wyszydzania;
-wyrażaj krótko swoje opinie i czekaj na reakcję.
Nie egzaminuj go;
-zachowaj ciszę i naprawdę wsłuchaj się w to, co mówi syn.
Poświęć mu pełnię swej uwagi;
-powiedz mu, jak bardzo go kochasz i jak bardzo zależy ci, by
był szczęśliwy;
-nie dopinguj go w kółko do większej samodzielności i nieza-
leżności;
-zachęć go do wyrażania emocji;
-zapewnij go, że prawdziwi mężczyzni też płaczą i potrafią
otwarcie opowiadać o swoich problemach, a nie zamykają
się w sobie;
-okazuj mu swoja miłość tak samo otwarcie, jakbys to
robił w stosunku do córki;
-jeśli obserwujesz u niego zachowania agresywne lub pełne
złości, szukaj przyczyn bólu i cierpienia, które tkwią u
ich podłoża.
A jednak dodam coś od siebie - my, dorośli w ferforze
codziennych obowiązków często zapominamy, że dziecko
to przecież też człowiek, tyle, że jeszcze mały.
Zapominamy również, że dziecko jest niezwykle czułe na
fałsz i że bardzo wcześnie wiele rzeczy rozumie a te, których
nie pojmuje często sam sobie żle tłumaczy. Musimy pa-
miętać, że dla kilkulatka wiele spraw wydaje się być nie
do rozwiązania i jesli wtedy nie wytłumaczymy mu, że
z naszą pomocą wszystko się da rozwiązać, będzie wzrastał
w przekonaniu, że wszystko go przerasta.
I pozwólmy mu być jak najdłużej dzieckiem, okazujmy
bardzo dużo czułości i nie śmiejmy sie z jego lęków lub
porażek.
Gdy od małego będziemy z dzieckiem dużo rozmawiać i
zachęcać go do wypowiedzi, w okresie pokwitania będzie
z nim mniej problemów.
anabell
w harwardzkiej Medical School, który był konsultantem Secret
Service podczas badania strzelanin w szkołach. Swoje porady dla
ojców zawarł w książce "Real Boys". Oto najważniejsze:
-znajdz miejsce sprzyjające rozmowie, w którym będzie się
chłopiec czuł bezpiecznie;
-uszanuj jego potrzebę milczenia.Pozwól mu mówić wtedy, gdy
będzie miał na to ochotę;
-porozumiewaj się z nim przez wspólną aktywność lub zabawę.
Wielu chłopców opowiada o swoich najpoważniejszych proble-
mach właśnie podczas gier czy wspólnych zajęć;
-unikaj ośmieszania go i wyszydzania;
-wyrażaj krótko swoje opinie i czekaj na reakcję.
Nie egzaminuj go;
-zachowaj ciszę i naprawdę wsłuchaj się w to, co mówi syn.
Poświęć mu pełnię swej uwagi;
-powiedz mu, jak bardzo go kochasz i jak bardzo zależy ci, by
był szczęśliwy;
-nie dopinguj go w kółko do większej samodzielności i nieza-
leżności;
-zachęć go do wyrażania emocji;
-zapewnij go, że prawdziwi mężczyzni też płaczą i potrafią
otwarcie opowiadać o swoich problemach, a nie zamykają
się w sobie;
-okazuj mu swoja miłość tak samo otwarcie, jakbys to
robił w stosunku do córki;
-jeśli obserwujesz u niego zachowania agresywne lub pełne
złości, szukaj przyczyn bólu i cierpienia, które tkwią u
ich podłoża.
A jednak dodam coś od siebie - my, dorośli w ferforze
codziennych obowiązków często zapominamy, że dziecko
to przecież też człowiek, tyle, że jeszcze mały.
Zapominamy również, że dziecko jest niezwykle czułe na
fałsz i że bardzo wcześnie wiele rzeczy rozumie a te, których
nie pojmuje często sam sobie żle tłumaczy. Musimy pa-
miętać, że dla kilkulatka wiele spraw wydaje się być nie
do rozwiązania i jesli wtedy nie wytłumaczymy mu, że
z naszą pomocą wszystko się da rozwiązać, będzie wzrastał
w przekonaniu, że wszystko go przerasta.
I pozwólmy mu być jak najdłużej dzieckiem, okazujmy
bardzo dużo czułości i nie śmiejmy sie z jego lęków lub
porażek.
Gdy od małego będziemy z dzieckiem dużo rozmawiać i
zachęcać go do wypowiedzi, w okresie pokwitania będzie
z nim mniej problemów.
anabell
To jest niesamowite!!!
Kochani - stała się rzecz , dla mnie niezmiernie miła, a jednocześnie
zaskakująca:
zaglądam wczoraj na blog Polonki 54 i własnym oczom nie wierzę -
zostałam przez Nią nominowana do Cretiv Blogger.
A dziś -klikam do Effci na Jej "zapiski niesforne" i.....Effcia też mnie
nominowała.
Możecie się ze mnie trochę śmiać, ale dla mnie to wiele znaczy, bo co
jakiś czas mam wątpliwości, czy mam dalej pisać o tym, co głównie
mnie interesuje a innych pewnie znacznie mniej.
Dziękuję Wam Dziewczyny, podtrzymałyście mnie na duchu, wcale
o tym nie wiedząc.
Zdaje się ,że teraz mogę wytypować "swoich" kandydatów i szczerze
żałuję, że to może być tylko 7 osób, a więc:
Atina Bezdomna - jej poczucie humoru często wyciąga mnie z "dołka"
http://ja-cie-krece.blog.onet.pl/
Gospo 38 - z wioski-zabitej-dechami- za tępienie z humorem i pasją,
paradoksów naszej rzeczywistości,
http://wioska-zabita-dechami.blog.onet.pl/
Smoothoperator -za idealizm, dość rzadkie zjawisko w dzisiejszych
brutalnych czasach i za chwile zadumy, które znajduję w Jego
" Kawiarni",
http://kawiarenka-klubokawiarnia.blog.onet.pl/
Jacek -, który w swym "Dziurawym worku" trzyma przezabawny
męski punkt widzenia na kobiety i mężczyzn,
http://dziurawyworek.blog.onet.pl/
Roztrzepaniec - która jest bystrym obserwatorem , a nie zauważyła,
że ma talent do pisania,
http://roztrzepaniec.blog.onet.pl/
Polonka 54- za połaczenie talentu rymowania z merytorycznym
komentarzem,
http://polonka54.blog.onet.pl/
Effcia - która pozornie jest krucha, ale drzemią w Niej pokłady
niespożytej siły.
http://zapiski-niesforne.blog.onet.pl/
Wierzcie mi, Kochani, że najchętniej nagrodziłabym wszystkich
odwiedzających mój blog.
Wasza obecność pomaga mi w przezwyciężaniu moich trudności.
Dziekuję !!!
anabell
zaskakująca:
zaglądam wczoraj na blog Polonki 54 i własnym oczom nie wierzę -
zostałam przez Nią nominowana do Cretiv Blogger.
A dziś -klikam do Effci na Jej "zapiski niesforne" i.....Effcia też mnie
nominowała.
Możecie się ze mnie trochę śmiać, ale dla mnie to wiele znaczy, bo co
jakiś czas mam wątpliwości, czy mam dalej pisać o tym, co głównie
mnie interesuje a innych pewnie znacznie mniej.
Dziękuję Wam Dziewczyny, podtrzymałyście mnie na duchu, wcale
o tym nie wiedząc.
Zdaje się ,że teraz mogę wytypować "swoich" kandydatów i szczerze
żałuję, że to może być tylko 7 osób, a więc:
Atina Bezdomna - jej poczucie humoru często wyciąga mnie z "dołka"
http://ja-cie-krece.blog.onet.pl/
Gospo 38 - z wioski-zabitej-dechami- za tępienie z humorem i pasją,
paradoksów naszej rzeczywistości,
http://wioska-zabita-dechami.blog.onet.pl/
Smoothoperator -za idealizm, dość rzadkie zjawisko w dzisiejszych
brutalnych czasach i za chwile zadumy, które znajduję w Jego
" Kawiarni",
http://kawiarenka-klubokawiarnia.blog.onet.pl/
Jacek -, który w swym "Dziurawym worku" trzyma przezabawny
męski punkt widzenia na kobiety i mężczyzn,
http://dziurawyworek.blog.onet.pl/
Roztrzepaniec - która jest bystrym obserwatorem , a nie zauważyła,
że ma talent do pisania,
http://roztrzepaniec.blog.onet.pl/
Polonka 54- za połaczenie talentu rymowania z merytorycznym
komentarzem,
http://polonka54.blog.onet.pl/
Effcia - która pozornie jest krucha, ale drzemią w Niej pokłady
niespożytej siły.
http://zapiski-niesforne.blog.onet.pl/
Wierzcie mi, Kochani, że najchętniej nagrodziłabym wszystkich
odwiedzających mój blog.
Wasza obecność pomaga mi w przezwyciężaniu moich trudności.
Dziekuję !!!
anabell
piątek, 20 marca 2009
Młodociani mordercy
Czy i jak można rozpoznać młodociamego zabójcę? - to pytanie zaprząta
umysły wielu osób, od chwili pierwszej masakry w szkole na Alasce,
w latach '90.. Na to pytanie usiłuje odpowiedzieć na łamach Suddeutsche
Zeitung kryminolog, pani Britta Bannerberg. Zdaniem pani B.B. jest to
bardzo trudne, ponieważ w okresie dojrzewania nastolatkowie bardzo
często używają mocnych, brutalnych słów, kierując je często pod adresem
nauczyciela, który postawił kiepski stopień. Często mówia wtedy "ja ją
zabiję", ale to jeszcze niczego nie oznacza.
Jeżeli jednak uczeń zamiast pracy domowej zapisuje w zeszycie zdanie
"Życie jest do dupy", lub "Pozabijam wszystkich" lub opowiada wszystkim,
jaką to fajną organizacja jest Al-Kaida - to są to sygnały ostrzegawcze.
Wszyscy dotychczasowi młodzi sprawcy masakr zapowiadali swe czyny,
choć nie wskazywali dokładnie miejsca i czasu. Gdy dochodzi to wiadomości
nauczycieli, powinni oni koniecznie zawiadomić policję oraz szukać kontaktu
z rodzicami. Ten kontakt z rodzicami często stanowi duży problem. Wiedzą,
że z ich dziećmi dzieje się coś niedobrego, że utracili z nimi kontakt, że
zamykają się one w swych pokojach, całe godziny spędzają na grach
komputerowych pełnych przemocy, niestety rodzice nigdy nie szukaja pomocy
u psychologów czy też terapeutów. Obawiają się rozpadnięcia starannie
pielęgnowanego przez nich obrazu rodziny i ich samych. Bowiem większość
młodocianych sprawców masakr nie pochodzi z marginesu, ale z klasy średniej.
Są to młodzi ludzie, którzy doświadczyli problemów z porozumiewaniem się
z otoczeniem, osoby ciche i wycofane. To z reguły bardzo wrażliwi chłopcy,
którzy czują się nieakceptowani, i sami siebie postrzegaja jako nieudaczników.
Ponadto okazuje się, że wcale nie byli w szkole szykanowani, to tylko im się
tak wydawało. Często mają tu miejsce takie zaburzenia jak narcyzm, depresja,
tajona agresja. Fakt, że media bardzo nagłasniają każdy przypadek strzelaniny
w szkole, ma negatywny wpływ na młodocianych zabójców. Oni po prostu ich
naśladują. A najczęstszym motywem jest chęć zemsty oraz przeświadczenie,
że ich problemy życiowe sa nierozwiązywalne. Często nie potrafia pogodzić się
z odrzuceniem ich uczuć przez dziewczynę.
Niestety sprawcy nie zabijali na ślepo,w amoku. Najczęściej mieli sporządzoną
listę celów. Nie krzywdzili natomiast zwierząt.
Sześciu na dziesięciu interesowało się tematyka przemocy w mediach
oraz grach komputerowych. Zdobycie broni nie stanowiło dla nich problemu.
Niektórzy mieli własną, którą otrzymali od rodziców, część zabrała ją z domu
rodzicom, inni kupowali ją mniej lub bardziej legalnie, a nawet kradli.
Wszyscy sprawcy masakr, na pytanie czy istniał sposób na ich powstrzymanie
odpowiadali jednomyślnie- "Trzeba było wcześniej nas słuchać".
Sprawcy masakr często zwierzali się ze swych planów swoim rówieśnikom, oraz
często zwracali na sibie ich uwage nietypowym zachowaniem, lecz widać z tego,
że mieli zbyt małe zaufanie do dorosłych, by im o tym powiedzieć.
O tym, jak słuchać, by usłyszeć co mówi dziecko, napiszę jutro.
anabell
umysły wielu osób, od chwili pierwszej masakry w szkole na Alasce,
w latach '90.. Na to pytanie usiłuje odpowiedzieć na łamach Suddeutsche
Zeitung kryminolog, pani Britta Bannerberg. Zdaniem pani B.B. jest to
bardzo trudne, ponieważ w okresie dojrzewania nastolatkowie bardzo
często używają mocnych, brutalnych słów, kierując je często pod adresem
nauczyciela, który postawił kiepski stopień. Często mówia wtedy "ja ją
zabiję", ale to jeszcze niczego nie oznacza.
Jeżeli jednak uczeń zamiast pracy domowej zapisuje w zeszycie zdanie
"Życie jest do dupy", lub "Pozabijam wszystkich" lub opowiada wszystkim,
jaką to fajną organizacja jest Al-Kaida - to są to sygnały ostrzegawcze.
Wszyscy dotychczasowi młodzi sprawcy masakr zapowiadali swe czyny,
choć nie wskazywali dokładnie miejsca i czasu. Gdy dochodzi to wiadomości
nauczycieli, powinni oni koniecznie zawiadomić policję oraz szukać kontaktu
z rodzicami. Ten kontakt z rodzicami często stanowi duży problem. Wiedzą,
że z ich dziećmi dzieje się coś niedobrego, że utracili z nimi kontakt, że
zamykają się one w swych pokojach, całe godziny spędzają na grach
komputerowych pełnych przemocy, niestety rodzice nigdy nie szukaja pomocy
u psychologów czy też terapeutów. Obawiają się rozpadnięcia starannie
pielęgnowanego przez nich obrazu rodziny i ich samych. Bowiem większość
młodocianych sprawców masakr nie pochodzi z marginesu, ale z klasy średniej.
Są to młodzi ludzie, którzy doświadczyli problemów z porozumiewaniem się
z otoczeniem, osoby ciche i wycofane. To z reguły bardzo wrażliwi chłopcy,
którzy czują się nieakceptowani, i sami siebie postrzegaja jako nieudaczników.
Ponadto okazuje się, że wcale nie byli w szkole szykanowani, to tylko im się
tak wydawało. Często mają tu miejsce takie zaburzenia jak narcyzm, depresja,
tajona agresja. Fakt, że media bardzo nagłasniają każdy przypadek strzelaniny
w szkole, ma negatywny wpływ na młodocianych zabójców. Oni po prostu ich
naśladują. A najczęstszym motywem jest chęć zemsty oraz przeświadczenie,
że ich problemy życiowe sa nierozwiązywalne. Często nie potrafia pogodzić się
z odrzuceniem ich uczuć przez dziewczynę.
Niestety sprawcy nie zabijali na ślepo,w amoku. Najczęściej mieli sporządzoną
listę celów. Nie krzywdzili natomiast zwierząt.
Sześciu na dziesięciu interesowało się tematyka przemocy w mediach
oraz grach komputerowych. Zdobycie broni nie stanowiło dla nich problemu.
Niektórzy mieli własną, którą otrzymali od rodziców, część zabrała ją z domu
rodzicom, inni kupowali ją mniej lub bardziej legalnie, a nawet kradli.
Wszyscy sprawcy masakr, na pytanie czy istniał sposób na ich powstrzymanie
odpowiadali jednomyślnie- "Trzeba było wcześniej nas słuchać".
Sprawcy masakr często zwierzali się ze swych planów swoim rówieśnikom, oraz
często zwracali na sibie ich uwage nietypowym zachowaniem, lecz widać z tego,
że mieli zbyt małe zaufanie do dorosłych, by im o tym powiedzieć.
O tym, jak słuchać, by usłyszeć co mówi dziecko, napiszę jutro.
anabell
poniedziałek, 16 marca 2009
WWW: Worden Wu Wakker?
To tytuł drugiej książki Marcela Messinga, ktorą ostatnio przeczytałam.
W polskim tłumaczeniu tytuł brzmi - "WWW: Czy się przebudzimy?".
Nie łatwo tę książkę streścić tak, aby nie zostać posądzonym o dawanie wiary
teoriom spiskowym.
Mnie osobiście śmieszą teorie spiskowe i często denerwują, lecz ta pozycja zmusiła mnie do przemyślenia pewnych spraw.
Platon, w swoim dziele "Państwo" napisał
"Zatem, jeśli w ogóle ktokolwiek, to rządzący w państwie mają prawo
kłamać; albo w stosunku do wrogów, albo do własnych obywateli".
Zapewne wszyscy pamietają dzień 11 września 2001 roku, gdy o 8.45 czasu
lokalnego w Nowym Jorku, uprowadzony boening 767 wleciał w północną
wieżę World Trade Center. Trochę ponad kwadrans pózniej kolejny
boening 767 wstrzelił się w południową wieżę WTC, a po dalszych 45 minutach
boening 757 uderzył we wschodnie skrzydło Pentagonu w Waszyngtonie.
Po krótkim czasie runął południowy bydynek WTC oraz część Pentagonu a
kilka minut pózniej kolejny boening 757 spadł w lesie w Somerset County na
południowy wschód od Pittsburgha w stanie Pensylwania.
Jego zadaniem było uderzenie w elektrownię jądrową.
Na koniec zawaliła się również północna wieża WTC.
Wydarzenia te pochłonęły ponad 3 tysiące ofiar, a ta katastrofa wycisnęła
głębokie piętno w zbiorowej świadomości ludzi.
W krótkim czasie wiele osób zaczęło zastanawiać się, co to naprawdę było, bo
wiele spraw dotyczących tego zamachu terrorystycznego wzbudziło ich
wątpliwości. Wg nich, prezydent Bush ochoczo wykorzystał tę tragedię, aby
za pośrednictwem "wojny z terroryzmem" jeszcze bardziej rozbudować i tak
już przygniatającą przewagę militarną USA na świecie.
Począwszy od 11 września 2001 roku,nie ma dnia, by media nie wspomniały
o terroryzmie, terrorystach lub o wojnie z terroryzmem.W szybkim tempie
utworzono programy mające wielki wpływ na życie prywatne ludzi. Stworzono
program CAPPS II i od 2004 roku, wszyscy przylatujący do USA są sprawdzani
wg tego programu. Wszystkie dane pasażerów wysyła się najpierw do USA,
co jest naruszeniem europejskich ustaleń dotyczących ochrony danych:
nazwisko, adres,datę urodzenia, nr telefonu, nr karty kredytowej, nr siedzenia,
wybór menu i ewentualnie wybór hotelu, wynajem samochodu...W sumie
przewoznik musi wypełnić 39 pozycji. Kto wypełni listę nieprawidłowo lub
niekompletnie, ryzykuje karę w wysokości 5 tys. euro od pasażera lub utratę
prawa do lądowania. Uruchomiono również projekt United States Visitor and
Immigrant Status Indicatro Technology i wyposażono ponad 400 przejść
granicznych w urządzenia do kontroli cyfrowej wizy. Osoby ubiegające się o
wizę do USA zgłaszaja sie wpierw do amerykańskiej ambasady w swojej
ojczyznie. Tam pobiera się ich dane biometryczne, dwa cyfrowe odciski palców
i wykonuje cyfrową fotografię. Dane te są zapisywane na czipowej karcie oraz
zintegrowane z dokumentami podróżnymi. Przybywający do USA zgłasza się z tymi dokumentami oraz cyfrowym pakietem identyfikacyjnym w USA do
funkcjonariusza służby granicznej. Ten skanuje odciski palców, sprawdza dane
biometryczne i już nie musi zadawac żadnych pytań- wie wszystko.
W roku 2005 ukazała się praca Roberta O'Harrowa jr. o elektronicznej
technologii informacji i nadzoru , zatytułowana "Nie ukryjesz się nigdzie".
Traktuje ona o całości środków podjętych po 11 września i pokazuje jak
niszczona jest sfera prywatna ludzi. Śledzone jest wszystko- miejsce pracy i
zamieszkania,wartość domu, nazwiska przyjaciół i krewnych, co się czyta,
je i kupuje, jakim autem się jeżdzi, używane karty kredytowe i karty klienta,
posiadane konta, odwiedzane strony internetowe, czytane gazety cyfrowe
lub stacje telewizyjne oglądane w Internecie, każdy wysłany e-mail i faks,
każda podróż lotnicza, odbywane podróże, rodzaj termin i stacja docelowa
wybieranego pociągu, lekarz domowy- wszystkie te informacje sa centralnie
magazynowane. Sfera prywatna przestała już istnieć, a wszystko to jest
utrzymywane bez naszej wiedzy w licznych urządzeniach elektronicznych.
I nie pocieszajmy się, że tak jest w Stanach- to zjawisko, niczym epidemia
rozprzestrzenia się pomału na cały cywilizowany świat. A wszystko by -
zapewnić nam bezpieczeństwo.
Jeżeli chcecie wiedzieć więcej o ograniczeniach prywatności w USA i
Europie, o chipach, które będą nie tylko dla zwierząt i o nanotechnologii,
pozwalającej na wszczepienie człowiekowi nano chipa - koniecznie prze-
czytajcie tę książkę.
Bo chyba nie będzie dobrze żyć w nowej wersji orwellowskiego 1984 r.
anabell
W polskim tłumaczeniu tytuł brzmi - "WWW: Czy się przebudzimy?".
Nie łatwo tę książkę streścić tak, aby nie zostać posądzonym o dawanie wiary
teoriom spiskowym.
Mnie osobiście śmieszą teorie spiskowe i często denerwują, lecz ta pozycja zmusiła mnie do przemyślenia pewnych spraw.
Platon, w swoim dziele "Państwo" napisał
"Zatem, jeśli w ogóle ktokolwiek, to rządzący w państwie mają prawo
kłamać; albo w stosunku do wrogów, albo do własnych obywateli".
Zapewne wszyscy pamietają dzień 11 września 2001 roku, gdy o 8.45 czasu
lokalnego w Nowym Jorku, uprowadzony boening 767 wleciał w północną
wieżę World Trade Center. Trochę ponad kwadrans pózniej kolejny
boening 767 wstrzelił się w południową wieżę WTC, a po dalszych 45 minutach
boening 757 uderzył we wschodnie skrzydło Pentagonu w Waszyngtonie.
Po krótkim czasie runął południowy bydynek WTC oraz część Pentagonu a
kilka minut pózniej kolejny boening 757 spadł w lesie w Somerset County na
południowy wschód od Pittsburgha w stanie Pensylwania.
Jego zadaniem było uderzenie w elektrownię jądrową.
Na koniec zawaliła się również północna wieża WTC.
Wydarzenia te pochłonęły ponad 3 tysiące ofiar, a ta katastrofa wycisnęła
głębokie piętno w zbiorowej świadomości ludzi.
W krótkim czasie wiele osób zaczęło zastanawiać się, co to naprawdę było, bo
wiele spraw dotyczących tego zamachu terrorystycznego wzbudziło ich
wątpliwości. Wg nich, prezydent Bush ochoczo wykorzystał tę tragedię, aby
za pośrednictwem "wojny z terroryzmem" jeszcze bardziej rozbudować i tak
już przygniatającą przewagę militarną USA na świecie.
Począwszy od 11 września 2001 roku,nie ma dnia, by media nie wspomniały
o terroryzmie, terrorystach lub o wojnie z terroryzmem.W szybkim tempie
utworzono programy mające wielki wpływ na życie prywatne ludzi. Stworzono
program CAPPS II i od 2004 roku, wszyscy przylatujący do USA są sprawdzani
wg tego programu. Wszystkie dane pasażerów wysyła się najpierw do USA,
co jest naruszeniem europejskich ustaleń dotyczących ochrony danych:
nazwisko, adres,datę urodzenia, nr telefonu, nr karty kredytowej, nr siedzenia,
wybór menu i ewentualnie wybór hotelu, wynajem samochodu...W sumie
przewoznik musi wypełnić 39 pozycji. Kto wypełni listę nieprawidłowo lub
niekompletnie, ryzykuje karę w wysokości 5 tys. euro od pasażera lub utratę
prawa do lądowania. Uruchomiono również projekt United States Visitor and
Immigrant Status Indicatro Technology i wyposażono ponad 400 przejść
granicznych w urządzenia do kontroli cyfrowej wizy. Osoby ubiegające się o
wizę do USA zgłaszaja sie wpierw do amerykańskiej ambasady w swojej
ojczyznie. Tam pobiera się ich dane biometryczne, dwa cyfrowe odciski palców
i wykonuje cyfrową fotografię. Dane te są zapisywane na czipowej karcie oraz
zintegrowane z dokumentami podróżnymi. Przybywający do USA zgłasza się z tymi dokumentami oraz cyfrowym pakietem identyfikacyjnym w USA do
funkcjonariusza służby granicznej. Ten skanuje odciski palców, sprawdza dane
biometryczne i już nie musi zadawac żadnych pytań- wie wszystko.
W roku 2005 ukazała się praca Roberta O'Harrowa jr. o elektronicznej
technologii informacji i nadzoru , zatytułowana "Nie ukryjesz się nigdzie".
Traktuje ona o całości środków podjętych po 11 września i pokazuje jak
niszczona jest sfera prywatna ludzi. Śledzone jest wszystko- miejsce pracy i
zamieszkania,wartość domu, nazwiska przyjaciół i krewnych, co się czyta,
je i kupuje, jakim autem się jeżdzi, używane karty kredytowe i karty klienta,
posiadane konta, odwiedzane strony internetowe, czytane gazety cyfrowe
lub stacje telewizyjne oglądane w Internecie, każdy wysłany e-mail i faks,
każda podróż lotnicza, odbywane podróże, rodzaj termin i stacja docelowa
wybieranego pociągu, lekarz domowy- wszystkie te informacje sa centralnie
magazynowane. Sfera prywatna przestała już istnieć, a wszystko to jest
utrzymywane bez naszej wiedzy w licznych urządzeniach elektronicznych.
I nie pocieszajmy się, że tak jest w Stanach- to zjawisko, niczym epidemia
rozprzestrzenia się pomału na cały cywilizowany świat. A wszystko by -
zapewnić nam bezpieczeństwo.
Jeżeli chcecie wiedzieć więcej o ograniczeniach prywatności w USA i
Europie, o chipach, które będą nie tylko dla zwierząt i o nanotechnologii,
pozwalającej na wszczepienie człowiekowi nano chipa - koniecznie prze-
czytajcie tę książkę.
Bo chyba nie będzie dobrze żyć w nowej wersji orwellowskiego 1984 r.
anabell
Subskrybuj:
Posty (Atom)