piątek, 4 września 2009

159. Wyjątkowe samochody

Dziś robię ukłon w stronę męskiej części czytających moją pisaninę, bo
podobno samochodziki to ulubione zabawki chłopców, niezależnie od
ich wieku. Uprzedzam - to są diablo drogie zabawki.

Pagani Zonda Cinque. Nadwozie tego samochodu jest wykonane tylko
z tytanu i włókna węglowego, i waży zaledwie 1200 kg. Pod maską
drzemie 678 koni mechanicznych, które zapewnia 12-to cylindrowy
widlasty silnik Mercedes-Benz AMG. Autko jest dwuosobowe i bez
trudu olśnicie swą pasażerkę osiągając prędkość 100 km/godz w 3,4
sekundy.Auto bez trudu wytrzymuje boczne przeciążenia rzędu 1,45 G.
W układzie przeniesienia napędu zastosowano zmecahnizowaną,
6-stopniową skrzynię biegów , wydech jest tytanowy, a tarcze hamul-
cowe ze spieków ceramicznych. Jak dotąd zbudowano 5 takich aut.
Cena bez podatków - 1,3 miliona euro.

Zastanawiacie się pewnie kto kupuje takie drogie samochody. Otóż
mają one wzięcie wśród rosyjskich miliarderów i arabskich szeików,
potentatów naftowych. Najczęściej wcale nie służą do jazdy, lecz
do ozdoby klimatyzowanych garaży.

Kolekcje takie posiadają : sułtan Brunei i Mohammed Bin Sulajem,
książę Dubaju, który jest znanym kierowcą rajdowym. Obydwaj
chlubią się Mercedesami CLK GTR- książę ma tylko jedną sztukę,
a sułtan aż pięć. Z założenia samochód miał być autem wyścigowym,
więc jest niski, szeroki, ma futurystyczną sylwetkę, ryczący, dwuna-
stocylindrowy silnik o pojemności nawet 7,3 litra i o mocy od 612 do
664 koni mechanicznych. Wyprodukowano ich aż 26 sztuk.
I pomimo ogromnej ceny i tych wszystkich osiągnięć nie jest to
samochód komfortowy. I jak dla mnie -całkiem brzydki.

W garażu sułtana Brunei znajduje się również dziewięć sztuk aut
McLarena F1 z homologacją do jazdy po normalnej drodze. W sumie
wyprodukowano tych aut aż 106 sztuk, a dotychczas sprzedano 65.
Kto więc dysponuje kwotą od 2 do 4 mln dolarów, może bez trudu
nabyć to auto. Starszy, trzyosobowy model jezdził z szybkością
388 km/godzinę.

Jeżeli ktoś chce nieco zaoszczędzić, można kupić model bardziej
popularny i poddać go wyszukanemu tuningowi. Zajmuje się tym
studio Gemballa z niemieckiej miejscowości Leonberg.
Za drobne 300 tysięcy euro Niemcy zamienią Porsche Carrera GT
w jedyny swego rodzaju ekstrawagancki samochód o nazwie
Gemballa Mirage GT Carbon Edition.
Przeróbce ulegną między innymi : zawieszenie, hamulce oraz elementy
odpowiedzialne za opływ strugi powietrza.
I tym sposobem, samochód napędzany 10-cylindrowym silnikiem o
mocy 670 koni mechanicznych - pędzi z szybkością 335 km/godz.
Firma z Leonberga zapewnia, że takich samochodów wyjedzie z ich
warsztatu zaledwie kilka.

Ciekawe co wyszłoby im z Citroena C3.

środa, 2 września 2009

158. Znów trochę o przesądach

Dwudziesty pierwszy wiek kroczy przez świat, a wraz z nim stare prze-
sądy: odpukujemy w niemalowane drewno, przybijamy nad drzwiami
podkowę na szczęście , z jakiegoś dziwnego powodu ustawiamy pannę
młodą po lewej stronie pana młodego, a rozsypanie soli uważamy za
zwiastuna złych wieści. Ale skąd to się wzięło?

Odpukiwano w drewno, by odpędzić złe moce, bo drewno kojarzyło się
z krzyżem, na którym został ukrzyżowany Jezus. W wielu kościołach
znajdowały się fragmenty owego krzyża, uważane za relikwię, zapew-
niające zdrowie i pomyślność, gdy się jej dotknie lub ucałuje.
W końcu każde drewno zaczęto uważać za symbol krzyża i stąd owo
odpukiwanie.

W czasach pogańskich ludzie oddawali drzewom cześć boską, a naj-
bardziej tym, w które uderzył piorun, bo wtedy stawały się one
siedzibą gromowładnego bóstwa i dotknięcie jego pnia zapewniało
powodzenie.

Sól od zarania cywilizacji towarzyszyła ludziom i była obecna w obrzę-
dach, składano ją bogom w ofierze. Jedzenie bez soli uważane było za
obrazę bogów.
A w starożytnym Rzymie żołd wypłacano żolnierzom właśnie solą.
Sól oczyszcza i dlatego stała się symbolem czystych transakcji i
nieprzekupności, a z powodu swych własności konserwujących-
symbolem długotrwałej przyjazni i nieśmiertelności.
Arabowie stawiają przed gościem sól, aby zapewnić go, że mają wobec
niego czyste zamiary.
W Szkocji piwowarzy i winiarze wrzucaja garść soli do moszczu, by
odpędzić.... wiedzmy.
Wszędzie, od najdawniejszych czasów aż do dziś, rozsypanie soli
jest uważane za zwiastun nieszczęścia.

Przybijanie podkowy nad drzwiami- wg jednej wersji miało odpędzić
od domu czarownice. Bo podobno czarownice ogromnie bały się
koni i dlatego latały na miotłach. I stąd prosty wniosek- podkowa nad
drzwiami kojarzyła się czarownicy z koniem, więc ten dom omijała.

Wg drugiej wersji do pewnego kowala imieniem Dunstan przybył
diabeł w przebraniu i prosił, by go podkuć. Kowal natychmiast poznał
kto jest jego klientem i tak boleśnie go podkuwał, że diabeł marzył
o ucieczce. Ale kowal wypuścił go dopiero wtedy, gdy diabeł przysiągł,
ze nigdy nie przestąpi progu domu, na którego drzwiach będzie wisiała
podkowa.

A panna młoda dlatego stoi po lewej stronie pana młodego by mógł on
trzymać w prawej ręce miecz i w razie potrzeby odeprzeć atak zaz-
drosnego rywala lub rozgniewanego rodzica, który nie wyrazil zgody
na ślub.
I to bardzo praktyczne rozwiązanie, zwłaszcza w dzisiejszych czasach.

A wiecie, dlaczego wymieniamy uścisk prawymi dłońmi? Też proste-
w ten sposób uniemozliwiamy sobie wzajemnie schwycenie za miecz.

No cóz - jakoś dzis nikt z mieczem nie chodzi, ale jak widać niezwykle
silne są ludzkie przyzwyczajenia.

wtorek, 1 września 2009

157. Wrzesień

Nie śmiejcie się ze mnie, ale odkąd przestałam chodzić do szkoły , to
bardzo polubiłam wrzesień.

Słońce już nie przypieka nieprzyzwoicie, dużo zielonych liści na drzewach,
chociaż złocistość zaczyna też dochodzić do głosu , a niebo ma teraz
specyficzny kolor - taką jaśniutką niebieskość. Gdy nie wieje wiatr czuję
w powietrzu spokój, ciszę spełnienia.

Gdy w ten piękny dzisiejszy poranek spacerowałam z psem, dotarło do
mnie, że to właśnie w taki piękny wrześniowy poranek, 70 lat temu,
poranną ciszę zakłóciły wystrzały, ryk silników i huk bomb.

Najprawdopodobniej pierwsze bomby padły na Ostrów Wielkopolski i
Poznań (godz. 4,30),następnym bomardowanym obiektem był Wieluń,
zbombardowany 10 minut pozniej. Tyle można znalezć przeglądając bar-
dzo dokladnie polskie archiwalia. I tak naprawdę wcale nie jest pewne,
czy to na Westerplatte padły pierwsze strzały we wrześniu 1939r.
Zresztą tak naprawdę nie ma to wielkiego znaczenia. Dla mnie osobiście
głupotą jest urządzanie z tej okazji uroczystości.

Według Rosjan II wojna światowa to ich wielka wojna ojczyzniana i
dla nich, jej początek to upalny dzień 22 czerwca 1941 roku. Termin
wielka wojna ojczyzniana został po raz pierwszy użyty przez Stalina
w dniu 3 lipca 1941 roku, w trakcie przemówienia radiowego do naro-
dów ZSRR.

A dla Amerykanów datą rozpoczęcia II wojny światowej jest dzień
7 grudnia 1941 roku, czyli dzień napaści Japończyków na Pearl
Harbor, oraz wypowiedzenie 11 grudnia 1941 r. wojny USA przez III
Rzeszę.
Nie wiem, czy wielu Polaków wie, że w 2005 roku w Waszyngtonie,
przed 65 rocznicą zakończenia wojny , otwarto wspaniałą budowlę,
upamiętniająca II wojnę światową. Jest to owalny plac, zdobiony fontan-
nami i i szeregami wspaniałych kwiatów i drzew. Prowadzą do niego dwie
okazałe bramy-jedna z napisem PACYFIK, druga z napisem ATLANTYK.
A główny napis głosi: "DRUGA WOJNA ŚWIATOWA: 1941 - 1945 "
W USA panuje niemal powszechna ignorancja wcześniejszych wydarzeń
w Europie i na Dalekim Wschodzie.

A dla Chin II wojna światowa zaczęła się 7 lipca 1937 roku japońską
inwazja na Chiny, choć tak naprawdę wkroczenie wojsk japońskich do
Mandżurii nastapiło 13 września 1931 roku.
W chińskich podręcznikach do historii podaje się jednak tę datę z 1937
roku, ponieważ w dniu tym Japończycy podczas napadu na Nankin
zabili ponad 200 tysięcy osób.

O ile rosyjscy uczniowe czytając swe podręczniki do historii nie dowiedzą
się z nich nic na temat udziału aliantów w II wojnie światowej, o tyle
chińczycy wiedzą o udziale aliantów, ponadto uważają, że "chińska wojna
przeciw Japonii wiązała przytłaczającą wiekszość wojsk lądowych oraz
część wojsk lotniczych i marynarki wojennej Japonii, co stanowiło pomoc
dla europejskiego pola bitwy".

70 lat w historii narodów to mała chwila, ot tyle co mrugnięcie powieką.
W dalszym ciągu II wojna światowa ciągle jest dla nas pełna tajemnic.
Nadal zamknięte są przed opinią publiczną liczne materiały tajnych
służb Wielkiej Brytanii i Związku Radzieckiego.

Nie ma zgody co do daty rozpoczęcia wojny, ale i data jej zakończenia też
jest niejasna: 8 maja według Zachodu, 9 maja wg Rosji, a może jednak to
dzień 2 września 1945 r, gdy poddała się Japonia?

Niezależnie od tego jaką datę przyjmiemy za początek II wojny świato-
wej i jej zakończenia, wszystkie narody powinny mieć świadomość, że
przyniosła ona śmierć milionom ludzi i ogrom nieszczęść nie tylko
napadniętym narodom, napastnikom też.

Pamiętajmy o tym, ale zaprzestańmy czcić początek wojny, czcijmy
radośnie i uroczyście jej zakończenie , jak robią to inne narody.

sobota, 29 sierpnia 2009

156. 2009 ROK SŁOWACKIEGO

Nie wiem dlaczego, ale jakoś umknęło mi, że ten rok jest Rokiem
Słowackiego.
Zawsze wydawało mi się, że jego życiorys jest jakiś niejasny, niedopo-
wiedziany.
Niewątpliwie nie miał dobrych kontaktów z ludzmi. Niektórzy byli
przekonani ,że jest zazdrosny o Mickiewicza, inni uważali go za nie
całkiem normalnego.

Po roku 1842 twórczość Słowackiego i całe jego życie uległy zasadni-
czej zmianie. Słowacki bowiem , jak wielu innych Polaków na emigracji
we Francji, spotkał Andrzeja Towiańskiego.

Towiański był postrzegany dwojako- w oczach jednych był mistykiem,
prorokiem i geniuszem, inni widzieli w nim hochsztaplera i Rasputina
polskiej emigracji.

W katedrze Notre Dame Towiański wygłosił przemówienie do Polaków.
Dla wielu był to wstrząs, bowiem historię opisywał jako pochód
duchów idących ku Bogu. Duchów, które za popełnione grzechy zosta-
ją uwięzione w ludzkich ciałach.
Polakom wyznaczył Towiański uprzywilejowaną rolę tych, którzy
wkraczając na drogę pokuty, mają otworzyć nową erę w dziejach ludz-
kości i poprowadzić wszystkich do nieba.
W tym celu założył Koło Sprawy Bożej, do którego przyłączyło się
wielu emigrantów polskich, oraz Słowacki i Mickiewicz.

Polscy emigranci byli słabo zintegrowani ze społeczeństwem Francji,
mieli poczucie obcości, a silne uczucia patriotyczne nie pozwalały im na
spokojne zapuszczenia korzeni, na to nakladały się też kłopoty językowe.
Nie powinno nas dziwić, że Towiański zawładnął tak silnie psychiką
swych zwolenników , że zaczęli się uważać za wybrańców. Psychiatria
zna takie przypadki- jest to "indukowane zaburzenie urojeniowe".
Induktorem był Towiański.

Wydawać by się mogło, że gdy osoba zaindukowana wyjdzie spod wpły-
wu jednostki indukującej, jej urojenia ustąpią. Słowacki wprawdzie w
1843 roku zerwał stosunki z Kołem Sprawy Bożej, ale tylko dlatego,
że był przekonany o tym, że on również został w jakiś sposób przez
Boga namaszczony.

Słowacki zaczął uważać się za ducha wiodącego i zaczął tworzyć własny
system mistyczny.Twierdził, że latem 1844 roku w Pornic nad Atlan-
tykiem doznał na skałach objawienia, podczas którego przeżył zjedno-
czenie z Synem Bożym, Bogiem i całością stworzenia.
W "Genezis z Ducha" pisał: "Jam się nagle uczuł w przeszłości Nieśmier-
telnym, Synem Bożym, Stwórcą widzialności". Uznał, że poznał już
cała Prawdę. Zaczął w swoim poczuciu rozumieć wszystko, nie było już
przed nim żadnych tajemnic, znał zarówno przeszłość jak i przyszłość.
W terminach psychaiatrycznych taki stan umysłu nazywany jest
iluminacją urojeniową.

Od momentu owego olśnienia Słowacki zaczął twierdzić, że stał się
szczególnym medium pomiędzy ludzmi a Bogiem.
Był pewien, że głosił słowo usankcjonowane przez Stwórcę.
Psychiatria określa takie przypadki jako urojenie wielkościowe.
Jednocześnie owe prawdy głoszone przez poetę, choć osadzone w tra-
dycji Pisma Świętego, stały w sprzeczności z oficjalną doktryną
głoszoną przez Kościół.

Słowacki uważał, że ma misję związaną z przekazaniem ludziom swojego
systemu mistycznego- idei genezyjskiej. Wielokrotnie podkreślał, że to
Duch dyktuje mu treść jego zapisów. A jeśli nie była to tylko przenośnia,
jeśli słyszał przemawiający głos, doświadczał halucunacji głosowych?
A może były to objawy schizofrenii paranoidalnej?

Pod koniec życia Słowacki bardzo się zaniedbał. Z wymuskanego dandysa
stał się ascetą. Ograniczył krąg znajomych do osób wyznających te same
prawdy co on. Z osoby zainteresowanej światem, sprawami emigracji,
zmienil się w samotnika, którego nie obchodziła codzienność i realia.
Zerwał również wieloletnią przyjazń z Krasińskim.

Analizując życiorys Słowackiego po spotkaniu z Towiańskim, nie możemy
jednoznacznie stwierdzić, że cierpiał na jakąś chorobę psychiczną. Być
może przeżywał jakieś załamanie psychiczne.

A nawet gdyby był chory psychicznie, to fakt ten w żaden sposób nie
podważa wartości literackiej jego dzieł z okresu mistycznego.
Kto wie - może bez tego "dodatku szaleństwa" wcale by nie powstały?

Fryderyk Nietzsche, Wacław Niżyński, Vincent van Gogh, Filip Dick-
wszyscy oni chorowali psychicznie, co nie zmienia faktu, że ich
twórczość do dziś uznawana jest za wielką.

Do końca roku 2009 jeszcze trochę czasu zostało, to nie będzie jedyny
post o Słowackim.

piątek, 28 sierpnia 2009

155. Dzień Bloga 2009

Nie miałam nawet bladego pojęcia, że istnieje coś takiego jak

DZIEŃ BLOGA.

Więcej Wam powiem - na początku ubiegłego roku po raz pierwszy w
życiu "weszłam na blog". To był czysty przypadek, szukałam wiado-
mości nt. decoupage'u, który właśnie stał się mym nowym hobby.
Potem poskakałam po różnych linkach, a w pewnym momencie ośmieli-
łam się skomentować jakiś post. Potem komentowałam coraz częściej i
doszłam do wniosku, że to nie fair komentować samemu nie prowadząc
bloga, trzeba dać innym szansę na komentarze. To był jeden z powodów
założenia własnego bloga. Powód drugi: lubię pisać, nie sprawia mi to
trudności, zawsze coś pisałam - notki z podróży, listy do przyjaciół,
czasem coś do szuflady. Powód trzeci: lubię wymieniać się poglądami a
jednocześnie zrobilam się mało towarzyską osobą.

I to są powody, dla których zaczęłam blogować.

Co mi daje blog? Wiele, naprawdę. Piszę o tym co mnie interesuje, co
jest skrajnym egoizmem i za co przepraszam. Blogowanie pozwala mi
pokonywać coś z czym walczy mój organizm, jest swego rodzaju lekiem.

Może wyda Wam się to dziwne, ale czytanie cudzych blogów uświadomiło
mi, że nie jestem takim okropnym dziwolągiem, że są osoby mające
takie same jak ja problemy i takie same poglądy na rzeczywistość.

Dołączenie do blogowej braci sprawiło, że poznałam wiele ciekawych
osób, a nawet znalazłam przyjaciół. Spotykamy się nie tylko na blogu,
prowadzimy korespondencję.

A teraz najmilsza dla mnie część tego "łańcuszka' do którego wplótł
mnie Mironq - chcę zarekomendować 5 blogów, które naprawdę
warto poznać:

Nitager: http://nitager.blog.onet.pl/

To talent pisarski. Ciągle czekam co nowego napisze i bardzo chciała-
bym przeczytać jego opowiadania zebrane drukiem, wydane przez
jakąś oficynę wydawniczą.Pisze świetnie i....zazdroszczę mu tego.

JKK : http://gazeta-domowa.blog.onet.pl/

Komentarze Jerzego są zawsze eleganckie w formie, wyważone,trafne
a jednocześnie dowcipne. Nie ociekają zółcią ani jadem co niestety
na blogach komentujących nasza rzeczywistość częstym nie jest.

Margo4: http://mmsadek.blog.onet.pl/

To blog zza Oceanu. Margo dpopiero zaczyna bywać w blogowym
świecie, ale bardzo ciekawie pisze o tym co za Wielką Wodą się
dzieje i trafnie komentuje co u nas się zdarza.

Atahualpa: http://zapiski-ponuraka.blog.onet.pl

Podziwiam jego blog, bo Atahualpa niezwykle rzetelnie przybliża nam
wiele zagadnień z historii współczesnej i ma poczucie humoru,
chociaż rekomenduje się jako ponurak.

Effcia: http://zapiski-niesforne.blog.onet.pl

Warto poznać blog Effci. To nauczycielka z powołania, pozornie krucha,
bardzo wrażliwa, ale ma w sobie siłę.
Ona naprawdę rozumie i kocha te dzieciaki, ja Ją podziwiam, bo dawno
bym to patałajstwo udusiła.

Kochani, tak naprawdę to najchętniej wymieniłabym wszystkich, do
których zaglądam i mam ich wymienionych w moich linkach. Bo każdy
wnosi wiele do mego życia i wszystkich cenię i lubię.

A teraz zasady zabawy:
1.Napisz na swoim blogu specjalną notkę, w której opiszesz dlaczego
zostałaś/eś blogerem.Czy blogi zmieniły coś w Twoim życiu. Co Ci
daje blog.Czy dzięki blogom przeżyłeś coś ciekawego? Czy dzięki
blogowaniu poznałeś ciekawych ludzi?
2.Opisz 5 blogów. ktore uważasz za warte poznania przez innych.
Oppublikuj linki do nich na swoim blogu i w ten sposób wytypuj ich
autorów do naszej zabawy.
3.Umieść w tej notce naszą grafikę.
4.Pod notką umieść zasady zabawy.

niedziela, 23 sierpnia 2009

153. Topkapi Saray

Po całodziennym dreptaniu noc była stanowczo za krótka na wypoczy-
nek. Zza okna znów dochodziła ta dziwna, monotonna muzyka, słychać
było smiechy i klaksony aut. Zazdrościłam koleżance jej pokoju, którego
okno wychodziło na jakiś wewnętrzny mur odległy o pół metra.
Pobudka była o 6,30, szybkie śniadanie (byliśmy na śniadaniu pierwsi),
taxi i w drogę.

Pałac Topkapi przez blisko 3 wieki był rezydencją sułtanów. Zaraz po
zdobyciu miasta, na Trzecim Wzgórzu, w miejscu dawnego Forum
Teodozjusza, zaczęto wznosić pałac dla Mehmeda. Budowano go 4 lata,
ale nie przypadł do gustu sułtanowi, więc na Pierwszym Wzgórzu,
w pobliżu kościoła Hagii Sophii , zbudowano Nowy Pałac.

Za czasów republiki Topkapi stał się najpiękniejszym muzeum Turcji.
Znajomi sprawili nam niespodziankę, załatwiając prywatnego przewod-
nika.Wyobrazcie sobie, że co roku, we wnętrzach pałacowych, w końcu
czerwca lub na początku lipca, odgrywana jest opera Mozarta "Uprowa-
dzenie z Seraju".

Topkapi nie został wybudowany na planie pałacu europejskiego-jeden
duży budynek otoczony ogrodami. Jest to raczej cały ciąg pawilonów,
kuchni, koszar, sal recepcyjnych, altan, komnat mieszkalnych, zbudowa-
nych wokól centralnej, zamkniętej przestrzeni , a całość przypomina
ufortyfikowany obóz. Takie 2 w 1- pałac i warownia.
Pomimo wywieszonego planu łatwo się tu pogubić. Topkapi ma układ
czterodziedzińcowy.

Pierwszy jest Dziedziniec Janczarów. Jest tu Kościół Bożego Pokoju,
liczący ok.1500 lat. Od chwili, gdy znalazł się w obrębie budowanego
przez sułtana Mehmeda pałacu, przestał pełnić funkcje religijne.
Przez wiele wieków pełnil funkcje arsenału, potem muzeum artylerii,
a dziś pełni funkcje sali koncertowej, ponadto miało tu być muzeum
Ataturka. I pewnie już jest.

Po wykupieniu kolejnych biletów (umieją wyciągać pieniądze, przypo-
mina to płatną autostradę) przez Bramę Pozdrowień przeszliśmy
na drugi dziedziniec.Po drodze mineliśmy fontannę, w której sułtań-
ski kat mył swe narzędzia pracy po ścięciu delikwenta. Głowę pechow-
ca zawieszano na haku ponad bramą.
Na drugim dziedzińcu są ogromne pałacowe kuchnie.Jest tu wspaniała
kolekcja porcelany chińskiej, zbiory osmańskiego i europejskiego szkła
i porcelany. Na końcu znajduje się chałwiarnia, w której robiono
wszystkie potrzebne mieszkańcom pałacu słodycze. Nie trudno sobie
wyobrazić, co się działo w tych wszystkich pomieszczeniach, gdy przy-
gotowywano w nich posiłki dla 5000 osób.
Po przeciwnej stronie dziedzińca jest wielce zdobiony budynek Pod
Kopułą, w którym wielki wezyr spotykał się z najwyższą radą państwo-
wą.Sułtan nie brał w tym udziału, choć czasem z ukrycia podsłuchiwał.
Budynek ma charakterystyczną, kwadratową wieżę.Za tym budynkiem
jest zbrojownia , a w niej zbiór broni osmańskiej i chrześcijańskiej.

I znów kolejne bilety, tym razem do haremu.
To naprawdę dużo pomieszczeń, na zasadzie małego, odrębnego miasta,
w którym żyło i mieszkało od 400 - 500 osób.Wchodziliśmy wejściem
niegdyś przeznaczonym dla kupców i rzemieślników, od których
czarni eunuchowie-strażnicy odbierali towary. Jest tu komnata wyło-
żona zółtymi i zielonymi fajansowymi kafelkami z Izniku. Strażników
haremu było 200, poza strzeżeniem drzwi, usługiwali kobietom.
Oprócz pokoi i łazienek dla 4 najważniejszych żon sułtana, pokoi
kobiet odpowiedzialnych za dyscyplinę w haremie, są tu również pry-
watne komnaty sułtana. W pokoju z XVII wieku stoi prześliczny
zdobiony kominek, a w sąsiedniej sali przyjęć coś wielce praktycznego-
fontanna. Szmer wody skutecznie zagłuszał rozmowy i podsłuchiwanie
było niemożliwe. Wszystkie pomieszczenia były piękne, ale nie sądzę,
by mogło to umilić pobyt kobietom w haremie.

Z haremu przeszliśmy przez Bramę Szczęśliwości na trzeci dziedziniec.
Tu znajdowały się prywatne pomieszczenia sułtana. Pomieszczeń tych
strzegli biali eunuchowie.
W dawnych pomieszczeniach łazni przeznaczonych niegdyś dla służby
z trzeciego dziedzińca umieszczono obecnie kolekcję szat-mundurów i
kaftanów - są to prawdziwe dzieła sztuki kunsztownie ozdobione wzo-
rami , haftowane srebrnymi i złotymi nićmi. Niektóre szaty są nawet
z tych nici utkane.

Obok łazni są komnaty skarbca sułtańskiego. Gabloty pełne są drogo-
cennych kamieni szlachetnych - są tu rubiny,szmaragdy, jadeity, perły,
ogromne ilości diamentów. Nieomal trudno uwierzyć , że można w jed-
nym miejscu zgromadzić taką ilość kamieni szlachetnych.
Największym kamieniem w skarbcu jest nieszlifowany szafir, który
waży 3,26 kg, największym diamentem jest 86 karatowy olbrzym,
otoczony kilkoma tuzinami mniejszych diamentów. A mnie zachwyciła
maleńka figurka sułtana siedzącego pod baldachimem, wyrzezbiona z
jednej, olbrzymiej perły. Po prostu niesamowite, nigdy przedtem, ani
potem nie widziałam tak pięknych zbiorów biżuterii i kamieni.

By nieco ochłonąć poszliśmy postać chwilę na Balkonie Życia, z którego
jest piękny widok na Bosfor i morze Marmara.

Na trzecim dziedzińcu są Sale Błogosławionego Płaszcza, w których
przechowywany jest płaszcz Proroka, jego sztandar wojenny, dwa jego
miecze, włos z jego brody, ząb, odcisk jego stopy oraz własnoręcznie
przez niego napisany list.
Niestety nie dostąpilismy zaszczytu zwiedzenia owych sal, tego dnia
ekspozycja była nieczynna.

Czwarty dziedziniec to cztery sułtańskie przybytki przyjemności, sta-
nowiące zespół pawilonów.Pawilon Bagdad powstał w 1638 r.,pawilon
Erewański w 1635 r, pawilon Medyczny w już w XIX wieku oraz
Pawilon Mustafy Paszy.

Nie zwiedziliśmy Królewskich stajni, bo chcieliśmy jeszcze zdążyć
do Aya Sofyi, zachowując w swych mózgach jeszcze choć trochę miejsca
na podziwianie tego zabytku.
c.d.n.

piątek, 21 sierpnia 2009

151. Turcja

Przyznam się bez bicia - do pisania o Turcji natchnęła mnie wizyta na
blogu Caffe.

W Turcji byłam zaledwie dwa razy i to w odstępie kilkunastu lat. Każdy
z tych pobytów był inny - w czasie pierwszego pobytu zwiedzałam
Stambuł, drugim razem byłam nad morzem, w Alanyi.

Turcję odbieram jako bardzo przyjazny kraj. To kraj ludzi gościnnych,
łatwo i chętnie nawiązujacych znajomości. Ich gościnność jest dla nas
wręcz zaskakująca- czy ktoś z nas zaprasza osobę zupełnie nieznaną
do własnego domu i traktuje ją jak członka rodziny? W naszym pojęciu
są chwilami wścibscy -dopytują się o liczbę dzieci, wykonywany zawód,
wiek, zarobki. Gdy już zostanie się ich gościem w domu to nie można
liczyć ani na chwilę samotności. Towarzyszą ci od rana do wieczora,
podsuwają co chwilę coś do jedzenia, oprowadzają po wszystkich miej-
scach, które ich zdaniem powinieneś zobaczyć. I jeszcze wciskają Ci
prezenty, więc dobrze jest mieć ze sobą jakiś upominek, charakte-
rystyczny dla kraju swego pochodzenia. Trzeba też sobie zdawać
sprawę, że potem należy utrzymywać ze swymi gospodarzami kon-
takt listowny - nie muszą to być długie listy, wystarczą widokówki z
pozdrowieniami.

Życie w Stambule lub Ankarze bardzo różni się od tego na prowincji.
Na prowincji króluje tradycja. A prowincja turecka w wielu rejonach
kraju jest dla nas nieco przerażająca. Wioski, w których zatrzymał się
czas nie są wcale rzadkością. Całkowity brak kanalizacji, woda ze
studni, jeden telefon ( u sołtysa), przejazd rano i wieczorem mikrobu-
sem to jedyne połączenie z miastem, lekarzem i szkołami średnimi.

Rytm życia wyznacza wiara i tradycja.
W stosunkach pomiędzy obiema płciami nadal rozstrzygajacą rolę
odgrywaja nakazy islamskie. Tabu stanowi wszystko, co zmniejsza
dystans pomiędzy kobietą a mężczyzną.
Mężczyzna ma obowiązek wypełniać zasady społeczeństw patriarchal-
nych.

Oczywiście tego wszystkiego nie zobaczymy w Stambule ani w nadmor-
skich kurortach.
Ale te wszystkie zasady są mocno zakorzenione w świadomości Turków-
wiedzą doskonale, skąd płyną do nich pieniądze, więc wybaczają obcokra-
jowcom najczęściej niecelowe, wynikłe z ich niewiedzy, naruszanie tabu.

O pobycie nad morzem nie będę pisać - słońce, plaża, basen hotelowy
otoczony drzewami, które dawały cień, - wszystko to sprawiało radość,
a właściciel pensjonatu dbał, aby było nam przyjemnie.
Przychodził co wieczór i z nami rozmawiał, interesując się jak nam jest.
W następnym poście napiszę o tym, co warto zobaczyć w Stambule.