Migawka I
"Łasiczka" siedziała skulona za gęstwiną krzaków malin. Głowę miała mocno opuszczoną , dotykając nią do objętych kurczowo kolan. Kołysała się miarowo w tył i w przód, wzdrygając się ilekroć dobiegało
głośne wołanie- Łasiczkaaaa, Łasiczkaaa, choooodz!
Nie widziała mnie, mocno zaciśnięte oczy, zacięta mina i cała jej postawa sygnalizowały, że nie chce nikogo widzieć ani słyszeć, chce by ją pozostawiono w spokoju.
Wycofałam się cichutko i poszłam w stronę domku letniskowego, z którego dobiegał płacz dziecka.. Na ganku stała Maria i co jakiś czas wołała córkę.
Nie ma jej na terenie - skłamałam z pełną świadomością- pewnie pobiegła do lasu. Przewietrzy się trochę, odpocznie od dziecka i wróci.
A czemu mała płacze? - zapytałam uprzejmie, choć tak naprawdę wcale nie byłam ciekawa.
Albo głodna, albo chce pić, albo trzeba zmienić pieluchę - zawyrokowała Maria.
No to zobacz, przecież to wszystko leży w zakresie Twoich możliwości - warknęłam niemile, bo bardzo mnie denerwował płacz małej.
Maria spojrzała na mnie jak na idiotkę.
" Ale to Baśki dziecko, do jasnej cholery, to ona powinna przy nim
siedzieć, pilnować, karmić, poić, przewijać"- wrzasnęła.
No ale każda matka może być chyba zmęczona takim ciągłym siedzeniem z dzieckiem, więc.... Nie dokończyłam zdania.
Maria popatrzyła na mnie i wysyczała:
"ty nic a nic nie rozumiesz, ona wcale się nie zajmuje dzieckiem. Nie wiem co się stało, przecież tak bardzo chciała dziecka. Tyle lat, systematycznie starała się o to dziecko, za każdym poronieniem wpadała w histerię i czarną rozpacz. Ilekroć udawało się jej być w ciąży, szalała z radości. Tym razem udało się i Baśka całą
ciążę była w euforii. Rozmawiała z własnym brzuchem, szykowała pokoik dla dziecka, razem z mężem
robili do niego zakupy, zgromadziła wszelakiego dobra jakby na świat miały przyjść sześcioraczki.
Przez pierwsze trzy miesiące było nawet całkiem dobrze - potem zaczęła kombinować, by choć trochę mniej czasu spędzać z dzieckiem. Wpierw zaczęła chodzić na gimnastykę - chciała szybko wrócić do formy. Przychodziłam, siedziałam z małą, a Baśka coraz dłużej siedziała na tej gimnastyce. W dni, gdy nie ćwiczyła robiła zakupy - oczywiście bez dziecka. Potrafiła stać w sklepie koło domu 3 godziny gadając z ekspedientką, a ja na górze dostawałam obłędu. Gdy tylko jej mąż wracał do domu, Baśka czekała by zjadł i wymykała się z domu pod różnymi pretekstami - a to musi iść do dentysty, a to do kosmetyczki, czasem
wmawiała mu, że ja się zle czuję i ona musi iść do mnie.
Wybrałam się z nią na tę działkę by nie byłaby tu sama z dzieckiem, no ale to nie znaczy, że ona będzie tylko czytać a ja mam wszystko koło dziecka robić i jeszcze szykować dla nas obu jedzenie. Ona tylko na zakupy jezdzi. I zapowiedziała, że od sierpnia wraca do pracy. A dziecko albo odda do żłobka, albo znajdzie jakąś opiekunkę."
Wszystko to Maria opowiadała przewijając małą, potem usadowiła ją na moich kolanach i zabrała się za pranie pieluch.
"Łasiczka" była niewiele młodsza ode mnie, tak ze 3 lata, a ja nawet nie myślałam o dziecku - raczej byłam skłonna w ogóle nie "bawić się w te klocki". Nie mogłam pojąć jak można wpierw z uporem maniaka raz za razem zachodzić w ciążę, a gdy już jest dziecko - tak od niego uciekać.
Siedem lat póżniej sama urodziłam dziecko. Zdecydowałam się wcale nie dlatego, że rozpierał mnie instynkt
macierzyński - zdecydowałam się na dziecko, bo stanęłam pod ścianą- albo teraz, albo ze względów
medycznych wcale.
Pamiętałam historię Łasiczki", bałam się, że może ja też będę uciekać przed dzieckiem skoro nawet tak bardzo go nie pragnęłam
Ale psychika ludzka jest wciąż tajemnicą.Lata spędzone z małą w domu były dla mnie cały czas radosne, nigdy nie miałam ochoty uciec od niej choćby na pięć minut.
A wracając do "Łasiczki"- dwa lata pózniej rozeszła się z mężem, mała wychowywała się u Marii a ona
wyjechała na stałe z Polski. Mieszka w Paryżu, nie wyszła za mąż.
Pisanie to nie wszystko. Są dni,w których napisanie PONIEDZIAŁEK wcale się nie liczy. A.A.Milne
niedziela, 4 listopada 2012
poniedziałek, 22 października 2012
Dlaczego?
Dlaczego nie mogę wyjść za mąż? Dlaczego każdy związek mi się rozwala? Dlaczego każdy facet
wpierw jest słodki jak miód, a potem nie dzwoni, unika rozmowy ? Dlaczego nikt mnie nie kocha?
Takie właśnie pytania zaprzątały od dłuższego czasu głowę Justyny. Miała już 46 lat i bardzo, bardzo
chciała znalezć kogoś, z kim mogłaby się razem zestarzeć.
Całe dorosłe życie Justyny było jednym, wielkim czekaniem na miłość, a raczej na kogoś, kto ją
pokocha.
Justyna jest naprawdę ładną kobietą - zgrabna , o regularnych rysach, niezbyt wysoka , ma gęste
włosy, ostatnio w kolorze kasztanowym., ładne, ciemno brązowe oczy.
Ukończyła studia humanistyczne, osiągnęła magiczne literki mgr przed imieniem i nazwiskiem.
Ma nawet własne M 3, jest niemal samowystarczalna.
Niemal - bo często miewa okresy, gdy jest bez pracy, a wtedy korzysta z pomocy swych
rodziców, którzy najchętniej wzięliby jedynaczkę z powrotem do siebie do domu i nadal się nią
opiekowali.
Całe swe życie odkładali pieniądze na posag dla Justyny, kupili jej mieszkanie, a cenna biżuteria
"rodowa" czeka już na nią. Bo rodzina Justyny była ongiś bogata i choć w okresie powojennym
stracili kilka domów, pozostały różne kawałki ziemi, która dzięki temu, że była w różnych
miejscach - ocalała. Dziadek Justyny dał w dzierżawę kilka poletek, sam zostawił sobie kawałek
pola niedaleko Warszawy. Z czasem zajął się ogrodnictwem., a prowadzona przez niego szklarnia
i kawałek pola kalafiorów dawały dobre zyski. Nie da się ukryć, że pierwsze dwie przyczepy
pełne młodych kalafiorów pokrywały koszt średnio wypasionego mercedesa.
Przed śmiercią dziadek sprzedał ziemię, a wszystkie pieniądze ze sprzedaży zamienił na dolary i
założył Justynie konto dolarowe w Banku.
Justyna prowadziła dość spokojny tryb zycia, co jakiś czas zakochując się na śmierć i życie w którymś
ze znajomych panów.
Co jakiś czas rodzice, ciotki, znajome rodziców, dowiadywały się, że Justyna lada moment wyjdzie
za mąż. Że tym razem to jest właśnie ten jeden, jedyny, który ma takie same zainteresowania jak
Justynka, wszędzie razem chodzą, co tydzień są na rodzinnym obiedzie u rodziców Justyny, żyć
bez siebie nie mogą, są w siebie zapatrzeni, już planują ślub, cały czas trzymają się za ręce.
Idylla trwała przeważnie około pół roku, czasem nawet dłużej, a potem coraz rzadziej się
słyszało o danym kandydacie na męża, wreszcie wszystko cichło, a Justyna chodziła wielce
przygnębiona. Mama Justyny wszystkim tłumaczyła, że to była pomyłka, że ten człowiek
absolutnie nie nadawał się na męża. Co prawda nigdy nie mówiła dlaczego się nie nadawał, a przez
grzeczność nikt się nie dopytywał.
Mama Justyny uważa, ze teraz nie ma dobrych, poważnych kandydatów do zamążpójścia. Jest
bardzo rozczarowana i...obrażona, że nikt nie docenił wdzięków fizycznych i intelektualnych jej
córki.
Justyna też nie umie rozwiązać tej zagadki.
Od miesiąca Justyna zaczęła się spotykać z kolejnym panem, ale o tym fakcie nie poinformała
tym razem swej mamy, ale mnie. Nie bardzo wiem dlaczego, bo ja też nie wiem, dlaczego
jej każdy związek "przemija z wiatrem".
Ale poradziłem Justynie, by poszła do psychologa . To chyba dobra rada.Ciekawa jestem czy pójdzie.
wpierw jest słodki jak miód, a potem nie dzwoni, unika rozmowy ? Dlaczego nikt mnie nie kocha?
Takie właśnie pytania zaprzątały od dłuższego czasu głowę Justyny. Miała już 46 lat i bardzo, bardzo
chciała znalezć kogoś, z kim mogłaby się razem zestarzeć.
Całe dorosłe życie Justyny było jednym, wielkim czekaniem na miłość, a raczej na kogoś, kto ją
pokocha.
Justyna jest naprawdę ładną kobietą - zgrabna , o regularnych rysach, niezbyt wysoka , ma gęste
włosy, ostatnio w kolorze kasztanowym., ładne, ciemno brązowe oczy.
Ukończyła studia humanistyczne, osiągnęła magiczne literki mgr przed imieniem i nazwiskiem.
Ma nawet własne M 3, jest niemal samowystarczalna.
Niemal - bo często miewa okresy, gdy jest bez pracy, a wtedy korzysta z pomocy swych
rodziców, którzy najchętniej wzięliby jedynaczkę z powrotem do siebie do domu i nadal się nią
opiekowali.
Całe swe życie odkładali pieniądze na posag dla Justyny, kupili jej mieszkanie, a cenna biżuteria
"rodowa" czeka już na nią. Bo rodzina Justyny była ongiś bogata i choć w okresie powojennym
stracili kilka domów, pozostały różne kawałki ziemi, która dzięki temu, że była w różnych
miejscach - ocalała. Dziadek Justyny dał w dzierżawę kilka poletek, sam zostawił sobie kawałek
pola niedaleko Warszawy. Z czasem zajął się ogrodnictwem., a prowadzona przez niego szklarnia
i kawałek pola kalafiorów dawały dobre zyski. Nie da się ukryć, że pierwsze dwie przyczepy
pełne młodych kalafiorów pokrywały koszt średnio wypasionego mercedesa.
Przed śmiercią dziadek sprzedał ziemię, a wszystkie pieniądze ze sprzedaży zamienił na dolary i
założył Justynie konto dolarowe w Banku.
Justyna prowadziła dość spokojny tryb zycia, co jakiś czas zakochując się na śmierć i życie w którymś
ze znajomych panów.
Co jakiś czas rodzice, ciotki, znajome rodziców, dowiadywały się, że Justyna lada moment wyjdzie
za mąż. Że tym razem to jest właśnie ten jeden, jedyny, który ma takie same zainteresowania jak
Justynka, wszędzie razem chodzą, co tydzień są na rodzinnym obiedzie u rodziców Justyny, żyć
bez siebie nie mogą, są w siebie zapatrzeni, już planują ślub, cały czas trzymają się za ręce.
Idylla trwała przeważnie około pół roku, czasem nawet dłużej, a potem coraz rzadziej się
słyszało o danym kandydacie na męża, wreszcie wszystko cichło, a Justyna chodziła wielce
przygnębiona. Mama Justyny wszystkim tłumaczyła, że to była pomyłka, że ten człowiek
absolutnie nie nadawał się na męża. Co prawda nigdy nie mówiła dlaczego się nie nadawał, a przez
grzeczność nikt się nie dopytywał.
Mama Justyny uważa, ze teraz nie ma dobrych, poważnych kandydatów do zamążpójścia. Jest
bardzo rozczarowana i...obrażona, że nikt nie docenił wdzięków fizycznych i intelektualnych jej
córki.
Justyna też nie umie rozwiązać tej zagadki.
Od miesiąca Justyna zaczęła się spotykać z kolejnym panem, ale o tym fakcie nie poinformała
tym razem swej mamy, ale mnie. Nie bardzo wiem dlaczego, bo ja też nie wiem, dlaczego
jej każdy związek "przemija z wiatrem".
Ale poradziłem Justynie, by poszła do psychologa . To chyba dobra rada.Ciekawa jestem czy pójdzie.
środa, 3 października 2012
cz. X
Czas pędził do przodu jak szalony. Darek znów musiał wyjechać na szkolenie, tym razem za ocean
i to na całe dwa miesiące.
Dzwonił niemal codziennie, dopytywał się co Iza porabia, jak się czuje, podpytywał o to,czy aby na
pewno je regularnie obiady, narzekał, że tęskni już za powrotem do kraju.
Kilka dni przed powrotem do Polski, Darek przysłał Izie trzy róże, każdą w innym kolorze.
Pachniała tylko ta żółta, czerwona i biała, choć piękne, zupełnie nie pachniały. Zamiast kartki
Darek napisał maila: "rok temu Cię poznałem, pamiętasz jeszcze? Jeśli tak, przyjdz po mnie na
lotnisko."
Trudno nie pamiętać - pomyśjała Iza. Wyglądałam z całą pewnościa jak potwór, dobrze , że mu
chociaż mieszkania nie zanieczyściłam. Jak ja mogłam się tak spić tymi drinkami?
Zaczęła przypominać sobie tamten dzień i Darka, który chyba był bardzo zaskoczony takim obrotem sprawy.Chyba nikt nie byłby zachwycony, gdyby nagle obca, zalana w trupa dziewczyna wylądowała
mu w łóżku. Przypomniało się jej, że Darek gdzieś wyszedł, a ona została, by pospać i "dojść do siebie".
Pojechała na lotnisko po Darka. Przywitał się bardzo serdecznie, co chwilę ją obejmował w taksówce.
Pojechali wpierw do mieszkania Darka, by zostawić walizki i by się mógł nieco ogarnąć po podróży.
Iza proponowała, by może jednak troche odpoczął, ale Darek nie chciał.
Szkoda czasu, mam tyle do nadrobienia, powiedział. Zaczekaj chwilę, zaraz będę gotowy.
Iza usiadła na wersalce i wzrok jej padł na sporej wielkości plakat. O, - pomyślała- to ten sam,
który wtedy zobaczyłam, sądząc po kolorach. Przyjrzała się mu uważniej - na plakacie, w żółtej
koszulce stał obok roweru jakiś kolarz.
Gdy Darek wrócił z łazienki, zapytała wskazując na plakat- interesujesz się kolarstwem?
Darek uśmiechnął się i odpowiedział - kolarstwem nie, ani trochę, ale tym człowiekiem. To Armstrong.
Równie dobrze mógłby powiedzieć Izie, że to Marsjanin, Iza zupełnie nie interesowała się sportem.
Wyraz twarzy Izy wskazywał, że nie ma pojęcia o co chodzi.
Darek usiadł obok Izy, objął ją ramieniem i zaczął mówić :
"Muszę ci coś ważnego powiedzieć. Każde z nas ma swego mola, który go gryzie, ale ja już swego
pokonałem. Tobie brak pewności siebie, sama siebie nie doceniasz, ale to pewnie uda nam się zmienić, to zależy od nas, ciebie i mnie. A ja, trzy lata temu, byłem podobnie jak teraz na szkoleniu. W czasie
brania prysznica odkryłem w pachwinie twardy, niebolesny guzek.Tak twardy, jakby był ze szkła lub
drewna, spory, zupełnie jak orzech laskowy. Poczekałem dwa dni, a on nie zniknął. Poszedłem do
lekarza i dostałam skierowanie na kilka badań - tomografię komputerową i badania krwi. Gdy
postawiono diagnozę wpadłem w panikę. To był nowotwór jądra. A guzek to był tak bardzo zmieniony
węzeł chłonny. Za dwa dni byłem już po operacji. Usunięto jądro i kilka węzłów chłonnych.
Wróciłem do Polski z wypisem ze szpitala, pełnym rozpoznaniem, skierowaniem na dalsze leczenie.
Dostałem chemię. Po pół roku badanie wykazało, ze jeszcze jakis węzeł chłonny jest powiększony.
Znów znalazłem się pod nożem, węzeł usunięto, przebadano. I choć nie było w nim komórek rakowych.,
zaordynowano mi kolejną chemię, tak na wszelki wypadek.
Co pół roku miałem badania i wg lekarza już nic więcej się złego nie wydarzyło.
Ale ja wpadłem w depresję, jedyne co mi chodziło po głowie, to ta choroba nowotworowa, jej skutki, możliwość nawrotu lub przerzutów.
Przestałem się czuć pełnowartościowym facetem, bałem się kontaktów z kobietami. Doszedłem do
wniosku, że nie mam prawa jakiejkolwiek kobiecie zawracać głowę swą osobą.
Bo nie wiadomo, czy będę mieć dzieci, to raz , a poza tym może jednak nie powinienem, bo po co
obciążać dzieci jakimś wadliwym genem?
O mojej chorobie wie tylko Majka, to ona dała mi ten plakat. Bo Armstrong pokonał raka, a potem kilka razy wygrał wielki Tour de France.
Przeraziłem się , gdy zorientowałem się, że mi się podobasz, że Cię lubię. Bałem się powiedzieć, że
nie jestem pewien swej sprawności, że nie wiadomo, czy mimo wszystko nie zachoruję, że może jednak
nie wszystko jest tak, jak to widzą nasi lekarze.
Byłem teraz na badaniach w tej klinice, w której byłem wtedy operowany. Trochę mnie to nadszarpnęło
finansowo, ale badania wykazały, że naprawdę wszystko jest w porządku. Pod każdym względem, jeśli
idzie o stronę rozrodczą. Bo na to, że się w Tobie zakochałem, nic mi nie poradzili, lekarstw nie dali.
A teraz, moja miła, wszystko zależy od ciebie."
Iza siedziała nieruchomo, niemal ogłuszona cichym głosem Darka. Z nadmiaru wrażeń rozpłakała
się, a Darek ją tulił i uspakajał, niepewny co te łzy oznaczają.
Epilog
W kilka miesięcy pózniej Darek i Iza byli na ślubie jego byłej żony. W następnym miesiącu odbył się
ich ślub, a Milan wyraził chęć zamieszkania do czasu swej pełnoletności u Darka i Izy. Iza dość nagle
została matką dużego, bo kilkunastoletnego dziecka. Jakoś poradziła sobie z tym faktem.
Wspólnego dziecka nie posiadają, wcale im się do niego nie spieszy. Darek w dalszym ciągu
regularnie chodzi na badania, za każdym razem oboje umierają z niepokoju, jaki będzie wynik.
i to na całe dwa miesiące.
Dzwonił niemal codziennie, dopytywał się co Iza porabia, jak się czuje, podpytywał o to,czy aby na
pewno je regularnie obiady, narzekał, że tęskni już za powrotem do kraju.
Kilka dni przed powrotem do Polski, Darek przysłał Izie trzy róże, każdą w innym kolorze.
Pachniała tylko ta żółta, czerwona i biała, choć piękne, zupełnie nie pachniały. Zamiast kartki
Darek napisał maila: "rok temu Cię poznałem, pamiętasz jeszcze? Jeśli tak, przyjdz po mnie na
lotnisko."
Trudno nie pamiętać - pomyśjała Iza. Wyglądałam z całą pewnościa jak potwór, dobrze , że mu
chociaż mieszkania nie zanieczyściłam. Jak ja mogłam się tak spić tymi drinkami?
Zaczęła przypominać sobie tamten dzień i Darka, który chyba był bardzo zaskoczony takim obrotem sprawy.Chyba nikt nie byłby zachwycony, gdyby nagle obca, zalana w trupa dziewczyna wylądowała
mu w łóżku. Przypomniało się jej, że Darek gdzieś wyszedł, a ona została, by pospać i "dojść do siebie".
Pojechała na lotnisko po Darka. Przywitał się bardzo serdecznie, co chwilę ją obejmował w taksówce.
Pojechali wpierw do mieszkania Darka, by zostawić walizki i by się mógł nieco ogarnąć po podróży.
Iza proponowała, by może jednak troche odpoczął, ale Darek nie chciał.
Szkoda czasu, mam tyle do nadrobienia, powiedział. Zaczekaj chwilę, zaraz będę gotowy.
Iza usiadła na wersalce i wzrok jej padł na sporej wielkości plakat. O, - pomyślała- to ten sam,
który wtedy zobaczyłam, sądząc po kolorach. Przyjrzała się mu uważniej - na plakacie, w żółtej
koszulce stał obok roweru jakiś kolarz.
Gdy Darek wrócił z łazienki, zapytała wskazując na plakat- interesujesz się kolarstwem?
Darek uśmiechnął się i odpowiedział - kolarstwem nie, ani trochę, ale tym człowiekiem. To Armstrong.
Równie dobrze mógłby powiedzieć Izie, że to Marsjanin, Iza zupełnie nie interesowała się sportem.
Wyraz twarzy Izy wskazywał, że nie ma pojęcia o co chodzi.
Darek usiadł obok Izy, objął ją ramieniem i zaczął mówić :
"Muszę ci coś ważnego powiedzieć. Każde z nas ma swego mola, który go gryzie, ale ja już swego
pokonałem. Tobie brak pewności siebie, sama siebie nie doceniasz, ale to pewnie uda nam się zmienić, to zależy od nas, ciebie i mnie. A ja, trzy lata temu, byłem podobnie jak teraz na szkoleniu. W czasie
brania prysznica odkryłem w pachwinie twardy, niebolesny guzek.Tak twardy, jakby był ze szkła lub
drewna, spory, zupełnie jak orzech laskowy. Poczekałem dwa dni, a on nie zniknął. Poszedłem do
lekarza i dostałam skierowanie na kilka badań - tomografię komputerową i badania krwi. Gdy
postawiono diagnozę wpadłem w panikę. To był nowotwór jądra. A guzek to był tak bardzo zmieniony
węzeł chłonny. Za dwa dni byłem już po operacji. Usunięto jądro i kilka węzłów chłonnych.
Wróciłem do Polski z wypisem ze szpitala, pełnym rozpoznaniem, skierowaniem na dalsze leczenie.
Dostałem chemię. Po pół roku badanie wykazało, ze jeszcze jakis węzeł chłonny jest powiększony.
Znów znalazłem się pod nożem, węzeł usunięto, przebadano. I choć nie było w nim komórek rakowych.,
zaordynowano mi kolejną chemię, tak na wszelki wypadek.
Co pół roku miałem badania i wg lekarza już nic więcej się złego nie wydarzyło.
Ale ja wpadłem w depresję, jedyne co mi chodziło po głowie, to ta choroba nowotworowa, jej skutki, możliwość nawrotu lub przerzutów.
Przestałem się czuć pełnowartościowym facetem, bałem się kontaktów z kobietami. Doszedłem do
wniosku, że nie mam prawa jakiejkolwiek kobiecie zawracać głowę swą osobą.
Bo nie wiadomo, czy będę mieć dzieci, to raz , a poza tym może jednak nie powinienem, bo po co
obciążać dzieci jakimś wadliwym genem?
O mojej chorobie wie tylko Majka, to ona dała mi ten plakat. Bo Armstrong pokonał raka, a potem kilka razy wygrał wielki Tour de France.
Przeraziłem się , gdy zorientowałem się, że mi się podobasz, że Cię lubię. Bałem się powiedzieć, że
nie jestem pewien swej sprawności, że nie wiadomo, czy mimo wszystko nie zachoruję, że może jednak
nie wszystko jest tak, jak to widzą nasi lekarze.
Byłem teraz na badaniach w tej klinice, w której byłem wtedy operowany. Trochę mnie to nadszarpnęło
finansowo, ale badania wykazały, że naprawdę wszystko jest w porządku. Pod każdym względem, jeśli
idzie o stronę rozrodczą. Bo na to, że się w Tobie zakochałem, nic mi nie poradzili, lekarstw nie dali.
A teraz, moja miła, wszystko zależy od ciebie."
Iza siedziała nieruchomo, niemal ogłuszona cichym głosem Darka. Z nadmiaru wrażeń rozpłakała
się, a Darek ją tulił i uspakajał, niepewny co te łzy oznaczają.
Epilog
W kilka miesięcy pózniej Darek i Iza byli na ślubie jego byłej żony. W następnym miesiącu odbył się
ich ślub, a Milan wyraził chęć zamieszkania do czasu swej pełnoletności u Darka i Izy. Iza dość nagle
została matką dużego, bo kilkunastoletnego dziecka. Jakoś poradziła sobie z tym faktem.
Wspólnego dziecka nie posiadają, wcale im się do niego nie spieszy. Darek w dalszym ciągu
regularnie chodzi na badania, za każdym razem oboje umierają z niepokoju, jaki będzie wynik.
wtorek, 2 października 2012
cz.IX
W sobotę póznym popołudniem, gdy Iza porządkowała swoją garderobę, zadzwonił dzwonek domofonu.
To dzwonił Darek - Iza otworzyła bramę, swoje drzwi wejściowe i szybko zamknęła drzwi od sypialni.
W takich chwilach bardzo cieszyła się, że ma więcej niż jeden pokój. Bałagan ginął wówczas za
zamkniętymi drzwiami.
Wkrótce na progu mieszkania stanął Darek i ....jego syn. Darek przedstawił Izie swego syna, a synowi powiedział, że to jest własnie jego serdeczna przyjaciółka, a nawet dziewczyna. Iza skwitowała wszystko
mdłym uśmiechem i zaprosiła ich do mieszkania.
Tak naprawdę poczuła się niekomfortowo - zupełnie nie była psychicznie przygotowana na taką wizytę.
Co innego wiedzieć , że Darek ma syna a co innego spotkanie "na żywo".
Darek wiedział, że Iza jest zaskoczona i niezbyt zadowolona, więc szybko zaczął tłumaczyć, że wpadli tylko na moment. Chcą tylko wypożyczyć materac, bo rozkładane łóżko jest, ale gdzieś przepadł materac od
niego.
Izie żal się zrobiło Darka - nie wyglądał najlepiej.Miał zapuchniętą nieco twarz, czerwony nos i wyraznie
był mocno nieszczęśliwy.
Miał odstawić syna do swych teściów, ale ci byli właśnie na działce za miastem i mieli wrócić dopiero
w niedzielę wieczorem, więc musiał dziś wziąć syna do siebie na jedną noc i cały następny dzień.
Iza zaproponowała im gorącą kolację, a Darek przyjął propozycję z wielkim entuzjazmem.
Chłopak cały czas milczał , tylko po kolacji powiedział, że jedzenie było pyszne, lepsze niż w domu.
Iza zaproponowała, by zamiast brać materac, obaj zostali na noc. Milan miał spać w "gabinecie" Izy, Darek
w pokoju dziennym.
Milanowi bardzo się ten plan spodobał, Darek był wręcz zachwycony, a Iza - zastanawiała się co ją napadło.
Po kolacji Darek z synem pozmywali, powycierali naczynia, nawet je pochowali. Darek był bardzo zmęczony i już około dziesiatej wieczorem poszedł spać, ale do gabinetu Izy. Milan i Iza oglądali jeszcze
jakiś film. Milan niechętnie rozmawiał, bo rozmowa w języku polskim wyraznie mu sprawiała trudności.
Iza z kolei nie znała na tyle dobrze niemieckiego by prowadzić konwersację. Zresztą nie bardzo wiedziała
o czym ma z Milanem rozmawiać.
Przed północą wyekspediowała Milana do łóżka.
Długo nie mogła zasnąć,od nowa analizując swój związek z Darkiem. Wreszcie zmęczona rozmyślaniem zasnęła.
Obudziło ją delikatne pukanie do drzwi. Zerknęła na zegarek - była już dziewiąta. Proszę - zawołała,
naciągając kołdrę pod brodę. Do sypialni wkroczył Darek, niosąc tacę z kawą, tostami, dżemem. Na tacy
były przygotowane 2 porcje, więc rozsiadł się wygodnie na brzegu łóżka i zaczęli jeść. Iza żałowała, że nie zmieniła wieczorem piżamy - była w niebieskiej piżamie w czerwone.....kokardki.Wyglądam jak nienormalna, pomyślała z paniką.
Ale Darek nie zwracał najmniejszej uwagi na jej piżamę. Ponownie usprawiedliwiał się, że przyszedł bez
uprzedzenia z synem. Twierdził, że bardzo chciał by Milan poznał Izę i wyrażał nadzieję, że przedstawienie jej Milanowi jako serdecznej przyjaciółki i zarazem dziewczyny nie sprawiło jej przykrości.
Iza zdobyła się na odwagę i powiedziała : "mówisz o mnie, że jestem Twoją przyjaciółką, a ja ciągle mam wrażenie, że nie mówisz mi o sobie wszystkiego". Darek obrzucił ją uważnym spojrzeniem, pocałował w rękę i powiedział: "Daj mi jeszcze trochę czasu, wciąż jeszcze nie wiem na czym stoję, choć to nie moja wina. Nie chcę Cię skrzywdzić, przysięgam". Iza poczuła w żołądku zimny, maleńki kawałek lodu.
cd.n
To dzwonił Darek - Iza otworzyła bramę, swoje drzwi wejściowe i szybko zamknęła drzwi od sypialni.
W takich chwilach bardzo cieszyła się, że ma więcej niż jeden pokój. Bałagan ginął wówczas za
zamkniętymi drzwiami.
Wkrótce na progu mieszkania stanął Darek i ....jego syn. Darek przedstawił Izie swego syna, a synowi powiedział, że to jest własnie jego serdeczna przyjaciółka, a nawet dziewczyna. Iza skwitowała wszystko
mdłym uśmiechem i zaprosiła ich do mieszkania.
Tak naprawdę poczuła się niekomfortowo - zupełnie nie była psychicznie przygotowana na taką wizytę.
Co innego wiedzieć , że Darek ma syna a co innego spotkanie "na żywo".
Darek wiedział, że Iza jest zaskoczona i niezbyt zadowolona, więc szybko zaczął tłumaczyć, że wpadli tylko na moment. Chcą tylko wypożyczyć materac, bo rozkładane łóżko jest, ale gdzieś przepadł materac od
niego.
Izie żal się zrobiło Darka - nie wyglądał najlepiej.Miał zapuchniętą nieco twarz, czerwony nos i wyraznie
był mocno nieszczęśliwy.
Miał odstawić syna do swych teściów, ale ci byli właśnie na działce za miastem i mieli wrócić dopiero
w niedzielę wieczorem, więc musiał dziś wziąć syna do siebie na jedną noc i cały następny dzień.
Iza zaproponowała im gorącą kolację, a Darek przyjął propozycję z wielkim entuzjazmem.
Chłopak cały czas milczał , tylko po kolacji powiedział, że jedzenie było pyszne, lepsze niż w domu.
Iza zaproponowała, by zamiast brać materac, obaj zostali na noc. Milan miał spać w "gabinecie" Izy, Darek
w pokoju dziennym.
Milanowi bardzo się ten plan spodobał, Darek był wręcz zachwycony, a Iza - zastanawiała się co ją napadło.
Po kolacji Darek z synem pozmywali, powycierali naczynia, nawet je pochowali. Darek był bardzo zmęczony i już około dziesiatej wieczorem poszedł spać, ale do gabinetu Izy. Milan i Iza oglądali jeszcze
jakiś film. Milan niechętnie rozmawiał, bo rozmowa w języku polskim wyraznie mu sprawiała trudności.
Iza z kolei nie znała na tyle dobrze niemieckiego by prowadzić konwersację. Zresztą nie bardzo wiedziała
o czym ma z Milanem rozmawiać.
Przed północą wyekspediowała Milana do łóżka.
Długo nie mogła zasnąć,od nowa analizując swój związek z Darkiem. Wreszcie zmęczona rozmyślaniem zasnęła.
Obudziło ją delikatne pukanie do drzwi. Zerknęła na zegarek - była już dziewiąta. Proszę - zawołała,
naciągając kołdrę pod brodę. Do sypialni wkroczył Darek, niosąc tacę z kawą, tostami, dżemem. Na tacy
były przygotowane 2 porcje, więc rozsiadł się wygodnie na brzegu łóżka i zaczęli jeść. Iza żałowała, że nie zmieniła wieczorem piżamy - była w niebieskiej piżamie w czerwone.....kokardki.Wyglądam jak nienormalna, pomyślała z paniką.
Ale Darek nie zwracał najmniejszej uwagi na jej piżamę. Ponownie usprawiedliwiał się, że przyszedł bez
uprzedzenia z synem. Twierdził, że bardzo chciał by Milan poznał Izę i wyrażał nadzieję, że przedstawienie jej Milanowi jako serdecznej przyjaciółki i zarazem dziewczyny nie sprawiło jej przykrości.
Iza zdobyła się na odwagę i powiedziała : "mówisz o mnie, że jestem Twoją przyjaciółką, a ja ciągle mam wrażenie, że nie mówisz mi o sobie wszystkiego". Darek obrzucił ją uważnym spojrzeniem, pocałował w rękę i powiedział: "Daj mi jeszcze trochę czasu, wciąż jeszcze nie wiem na czym stoję, choć to nie moja wina. Nie chcę Cię skrzywdzić, przysięgam". Iza poczuła w żołądku zimny, maleńki kawałek lodu.
cd.n
niedziela, 30 września 2012
cz.VIII
Dziś Iza wracała do domu przez park. Była zmęczona i postanowiła chwilę posiedzieć na ławce.
Darka nie było, znów pojechał do syna. Musiał wziąć 2 dni urlopu bezpłatnego, pewnie wróci
w niedzielę wieczorem. W poniedziałek musi być w pracy, ma jakąś bardzo ważną konferencję.
Iza analizowała w myślach swój stosunek do Darka. Lubiła go, był miły, opiekuńczy, miał
poczucie humoru. Nie ukrywał, że Iza mu się podoba, a ją to nadal dziwiło.
Mieli już nawet pewne swoje rytuały - w każdy piątek przeglądali książkę kucharską Izy i wybierali
danie obiadowe na weekend. A było w czym wybierać, bo była to książka zawierająca przepisy
z całego niemal świata.
Wieczorem robili wspólnie zakupy w całodobowym Tesco, a w sobotę razem gotowali. Śmiechu
było przy tym wiele, bo Darek chwilami miał przysłowiowe dwie lewe ręce i za nic w świecie nie
potrafił cieniutko pokroić warzyw. Więc on je obierał, Iza kroiła. Wtedy Darek nazywał ją "mistrzynią
noża kuchennego".
Oboje doszli do wniosku, że domowe jedzenie zdrowsze i smaczniejsze, nawet jeśli się zdarzyło, że
dali za dużo egzotycznych przypraw. Starali się chodzić regularnie na koncerty do Filharmonii, a
pogodne niedziele spędzać poza miastem.
Iza lubiła te wypady za miasto - chodzili polami, objęci, przytuleni. Czasem milczeli, czasem bez
przerwy rozmawiali. Jak stare, dobre małżeństwo- pomyślała Iza- stare, białe małżeństwo.
Może jednak ja mu się tak naprawdę nie podobam, skoro nasza przyjazń nie zamienia się w nic
więcej?
Ale tak naprawdę nie była gotowa na większe zbliżenie. Uraz psychiczny, wyniesiony
z "pierwszego razu" głęboko w niej tkwił. Miała wtedy 18 lat i była na przyjęciu urodzinowym
jednego z kolegów z klasy. Przyjęcie było w podmiejskiej restauracji, dla wszystkich załatwiono
pokoje w pobliskim motelu. Nad ranem, zmęczona i lekko na rauszu poszła do motelu, odprowadzał
ją chłopak, z którym aktualnie "chodziła". Wpakował się razem z nią do pokoju, zaczął nalegać
na dowód miłości, w końcu powalił ją na łóżko. Był znacznie silniejszy i z pewnością Iza nie była
jego pierwszą zdobyczą. Szamotała się, wyrywała, ale bała się krzyczeć. W końcu uległa.
Nie były to miłe doznania, ale przynajmniej chłopak użył prezerwatywy. Po fakcie przytulał ją,
pocieszał, że przecież to żaden problem a przynajmniej "pozbyła się dziewictwa". Iza do dziś
wzdryga się na samo wspomnienie.
Pomyślała, że tak jej dobrze z Darkiem między innymi dlatego, że on nie dąży do zbliżenia.
Wystarczały jej niewinne pocałunki na "dzień dobry" i "dobranoc", obejmowanie na spacerze,
jego czułość i troska.
Gdy Darek pytał ją kiedyś o tego, kto był przed nim, wyjaśniła mu tylko, że po niezbyt
miłych przeżyciach starała się z nikim nie spotykać.
Rozmyślania przerwało wibrowanie komórki. To dzwonił Darek. Okazało się, że słodkie
dziecko "wyciekło z domu" w niewiadomym kierunku. Darek siedzi w mieszkaniu "byłej", a ona szuka chłopaka po kolegach, koleżankach i w jeszcze kilku miejscach.
I że wróci w sobotę wieczorem, że tęskni za Izą i ma......katar. Wcześniejszy powrót Darka
ucieszył ją , jego katar - znacznie mniej.
Podniosła się z ławki i poszła w stronę najbliższej apteki kupić lek na katar.
c.d.n.
Darka nie było, znów pojechał do syna. Musiał wziąć 2 dni urlopu bezpłatnego, pewnie wróci
w niedzielę wieczorem. W poniedziałek musi być w pracy, ma jakąś bardzo ważną konferencję.
Iza analizowała w myślach swój stosunek do Darka. Lubiła go, był miły, opiekuńczy, miał
poczucie humoru. Nie ukrywał, że Iza mu się podoba, a ją to nadal dziwiło.
Mieli już nawet pewne swoje rytuały - w każdy piątek przeglądali książkę kucharską Izy i wybierali
danie obiadowe na weekend. A było w czym wybierać, bo była to książka zawierająca przepisy
z całego niemal świata.
Wieczorem robili wspólnie zakupy w całodobowym Tesco, a w sobotę razem gotowali. Śmiechu
było przy tym wiele, bo Darek chwilami miał przysłowiowe dwie lewe ręce i za nic w świecie nie
potrafił cieniutko pokroić warzyw. Więc on je obierał, Iza kroiła. Wtedy Darek nazywał ją "mistrzynią
noża kuchennego".
Oboje doszli do wniosku, że domowe jedzenie zdrowsze i smaczniejsze, nawet jeśli się zdarzyło, że
dali za dużo egzotycznych przypraw. Starali się chodzić regularnie na koncerty do Filharmonii, a
pogodne niedziele spędzać poza miastem.
Iza lubiła te wypady za miasto - chodzili polami, objęci, przytuleni. Czasem milczeli, czasem bez
przerwy rozmawiali. Jak stare, dobre małżeństwo- pomyślała Iza- stare, białe małżeństwo.
Może jednak ja mu się tak naprawdę nie podobam, skoro nasza przyjazń nie zamienia się w nic
więcej?
Ale tak naprawdę nie była gotowa na większe zbliżenie. Uraz psychiczny, wyniesiony
z "pierwszego razu" głęboko w niej tkwił. Miała wtedy 18 lat i była na przyjęciu urodzinowym
jednego z kolegów z klasy. Przyjęcie było w podmiejskiej restauracji, dla wszystkich załatwiono
pokoje w pobliskim motelu. Nad ranem, zmęczona i lekko na rauszu poszła do motelu, odprowadzał
ją chłopak, z którym aktualnie "chodziła". Wpakował się razem z nią do pokoju, zaczął nalegać
na dowód miłości, w końcu powalił ją na łóżko. Był znacznie silniejszy i z pewnością Iza nie była
jego pierwszą zdobyczą. Szamotała się, wyrywała, ale bała się krzyczeć. W końcu uległa.
Nie były to miłe doznania, ale przynajmniej chłopak użył prezerwatywy. Po fakcie przytulał ją,
pocieszał, że przecież to żaden problem a przynajmniej "pozbyła się dziewictwa". Iza do dziś
wzdryga się na samo wspomnienie.
Pomyślała, że tak jej dobrze z Darkiem między innymi dlatego, że on nie dąży do zbliżenia.
Wystarczały jej niewinne pocałunki na "dzień dobry" i "dobranoc", obejmowanie na spacerze,
jego czułość i troska.
Gdy Darek pytał ją kiedyś o tego, kto był przed nim, wyjaśniła mu tylko, że po niezbyt
miłych przeżyciach starała się z nikim nie spotykać.
Rozmyślania przerwało wibrowanie komórki. To dzwonił Darek. Okazało się, że słodkie
dziecko "wyciekło z domu" w niewiadomym kierunku. Darek siedzi w mieszkaniu "byłej", a ona szuka chłopaka po kolegach, koleżankach i w jeszcze kilku miejscach.
I że wróci w sobotę wieczorem, że tęskni za Izą i ma......katar. Wcześniejszy powrót Darka
ucieszył ją , jego katar - znacznie mniej.
Podniosła się z ławki i poszła w stronę najbliższej apteki kupić lek na katar.
c.d.n.
sobota, 29 września 2012
cz.VII
Przez chwilę Iza zastanawiała się, czy odebrać, ale zestawiła w końcu patelnię z ognia i podeszła do dzwoniącego wciąż telefonu.
"Niespodzianka - to ja" , usłyszała głos Darka. "Chcę Cię zaprosić na obiad. Zgódz się, a przyjadę po
Ciebie. Wiem, to egoizm, ale milej jeść z Tobą niż samemu."
Iza, zupełnie zaskoczona, niewiele się zastanawiając zaprosiła Darka do siebie na obiad, tłumacząc mu,
że właśnie szykuje obiad i żeby przyjechał, bo tak będzie znacznie prościej a może nawet milej.
Gdy odłożyła słuchawkę wpadła w lekką panikę - chyba zwariowałam, co on sobie o mnie pomyśli?
A jeśli on nie lubi sznycli z kurczaka, fasolki szparagowej, ryżu na ostro? Poza tym jestem bez makijażu, nie mam nic ciekawego na deser poza gorzką czekoladą i kawą. No, chyba jednak zgłupiałam.
Darek dojechał bardzo szybko i przez moment Iza pomyślała, że może dzwonił spod jej domu.
Już od progu dopytywał się w czym może pomóc , zaproponował by zjedli w kuchni, a nie w pokoju,
żeby było tak całkiem zwyczajnie, po domowemu, żeby nie czuł się gościem. Bo tak naprawdę to ma
wyrzuty sumienia, że w pewien sposób narzucił jej swoje towarzystwo.
Po obiedzie rzucił się do zmywania, co Izę wpędziło w lekkie zakłopotanie. W końcu Iza zrobiła kawę i
przeszli do pokoju, a Iza czym prędzej usadowiła się na fotelu, a nie na kanapie. A Darek szybciutko przysunął ją razem z fotelem do kanapy w ten sposób, by była do niego usadowiona twarzą.
Stwierdził, że po raz pierwszy jadł w ten sposób przyrządzony ryż i dopytywał się co to za ryż, że miał taki
bardzo zółty, niemal pomarańczowy kolor.
Iza zaczęła tłumaczyć tajniki uzyskania "takiego ryżu", a w końcu, niemal wbrew sobie, zapytała czy aby
nie uraziła go tym nagłym zaproszeniem do swego domu. Bo przecież ona dobrze wie, że nie jest atrakcyjną dziewczyną, kucharka z niej też raczej przeciętna, więc....?
Darek wpatrywał się w nią zdumionym wzrokiem, wreszcie wybuchnął śmiechem.
"Wiesz, jesteś niesamowicie zabawna! Gdy cię wiozłem z imprezy faktycznie nie wygladałaś atrakcyjnie,
bo na twarzy byłaś szaro-zielona, miałaś mokre, rozczochrane włosy, nie można się było z tobą dogadać,
ledwo cię dotaskałam do swego mieszkania, że już nie wspomnę jakie miałem trudności by cię wsadzić
do łóżka a potem rozebrać. Ale gdy się już wyspałaś, doszłaś nieco do siebie, okazało się , że wyglądasz
całkiem, całkiem.... Nie bardzo wiem o co ci idzie z tą atrakcyjnością.Pewnie nie wiesz, ale kobiety, które
miały wpływ na wielkich tego świata, wcale nie były super piękne. Kleopatra miała potwornie długi
nos i dwa podbródki, a rozkochała w sobie dwóch cesarzy. To nie uroda decyduje o atrakcyjności
kobiety, ale jakimś cudem kobiety tego nie rozumieją. Zobacz, to zdjęcie mojej byłej żony z naszym
synem - zdaniem innych kobiet należy ona do tych atrakcyjnych, a na mnie nie robi najmniejszego wrażenia".
Ze zdjęcia patrzyła na Izę przystojna, ciemnowłosa kobieta o bardzo regularnych rysach. Obok stał
zbuntowany nastolatek, z kolczykiem w uchu, krótko ostrzyżonymi włosami, których całkiem brakowało
nad jednym uchem, tym bez kolczyka. Kobieta usiłowała go do siebie przyciągnąć, czego chłopak
wyraznie chciał uniknąć.
Darek schował zdjęcie, a potem zapytał:
"Iza, a może ja komuś wchodzę w paradę swoją obecnością? Może jest ktoś komu poświęcasz swój czas i uwagę i wcale nie chcesz byśmy się spotykali? Powiedz prawdę, proszę."
"Niespodzianka - to ja" , usłyszała głos Darka. "Chcę Cię zaprosić na obiad. Zgódz się, a przyjadę po
Ciebie. Wiem, to egoizm, ale milej jeść z Tobą niż samemu."
Iza, zupełnie zaskoczona, niewiele się zastanawiając zaprosiła Darka do siebie na obiad, tłumacząc mu,
że właśnie szykuje obiad i żeby przyjechał, bo tak będzie znacznie prościej a może nawet milej.
Gdy odłożyła słuchawkę wpadła w lekką panikę - chyba zwariowałam, co on sobie o mnie pomyśli?
A jeśli on nie lubi sznycli z kurczaka, fasolki szparagowej, ryżu na ostro? Poza tym jestem bez makijażu, nie mam nic ciekawego na deser poza gorzką czekoladą i kawą. No, chyba jednak zgłupiałam.
Darek dojechał bardzo szybko i przez moment Iza pomyślała, że może dzwonił spod jej domu.
Już od progu dopytywał się w czym może pomóc , zaproponował by zjedli w kuchni, a nie w pokoju,
żeby było tak całkiem zwyczajnie, po domowemu, żeby nie czuł się gościem. Bo tak naprawdę to ma
wyrzuty sumienia, że w pewien sposób narzucił jej swoje towarzystwo.
Po obiedzie rzucił się do zmywania, co Izę wpędziło w lekkie zakłopotanie. W końcu Iza zrobiła kawę i
przeszli do pokoju, a Iza czym prędzej usadowiła się na fotelu, a nie na kanapie. A Darek szybciutko przysunął ją razem z fotelem do kanapy w ten sposób, by była do niego usadowiona twarzą.
Stwierdził, że po raz pierwszy jadł w ten sposób przyrządzony ryż i dopytywał się co to za ryż, że miał taki
bardzo zółty, niemal pomarańczowy kolor.
Iza zaczęła tłumaczyć tajniki uzyskania "takiego ryżu", a w końcu, niemal wbrew sobie, zapytała czy aby
nie uraziła go tym nagłym zaproszeniem do swego domu. Bo przecież ona dobrze wie, że nie jest atrakcyjną dziewczyną, kucharka z niej też raczej przeciętna, więc....?
Darek wpatrywał się w nią zdumionym wzrokiem, wreszcie wybuchnął śmiechem.
"Wiesz, jesteś niesamowicie zabawna! Gdy cię wiozłem z imprezy faktycznie nie wygladałaś atrakcyjnie,
bo na twarzy byłaś szaro-zielona, miałaś mokre, rozczochrane włosy, nie można się było z tobą dogadać,
ledwo cię dotaskałam do swego mieszkania, że już nie wspomnę jakie miałem trudności by cię wsadzić
do łóżka a potem rozebrać. Ale gdy się już wyspałaś, doszłaś nieco do siebie, okazało się , że wyglądasz
całkiem, całkiem.... Nie bardzo wiem o co ci idzie z tą atrakcyjnością.Pewnie nie wiesz, ale kobiety, które
miały wpływ na wielkich tego świata, wcale nie były super piękne. Kleopatra miała potwornie długi
nos i dwa podbródki, a rozkochała w sobie dwóch cesarzy. To nie uroda decyduje o atrakcyjności
kobiety, ale jakimś cudem kobiety tego nie rozumieją. Zobacz, to zdjęcie mojej byłej żony z naszym
synem - zdaniem innych kobiet należy ona do tych atrakcyjnych, a na mnie nie robi najmniejszego wrażenia".
Ze zdjęcia patrzyła na Izę przystojna, ciemnowłosa kobieta o bardzo regularnych rysach. Obok stał
zbuntowany nastolatek, z kolczykiem w uchu, krótko ostrzyżonymi włosami, których całkiem brakowało
nad jednym uchem, tym bez kolczyka. Kobieta usiłowała go do siebie przyciągnąć, czego chłopak
wyraznie chciał uniknąć.
Darek schował zdjęcie, a potem zapytał:
"Iza, a może ja komuś wchodzę w paradę swoją obecnością? Może jest ktoś komu poświęcasz swój czas i uwagę i wcale nie chcesz byśmy się spotykali? Powiedz prawdę, proszę."
środa, 26 września 2012
cz.VI.
Niedzielny poranek Iza spędziła na wspominaniu sobotniego spotkania z Darkiem. Spędzili razem
wiele godzin, a Iza dowiedziała się od niego sporo o jego obecnej, nieco skomplikowanej
sytuacji życiowej.
Darek był rozwodnikiem i miał czternastoletniego syna. Historia banalna, jak określił - głupota
i nieodpowiedzialność z obu stron. Tak to jest, gdy zwykłe pożądanie bierze się za miłość, a do tego
gdy zostawia się odpowiedzialność tylko jednej stronie.
Miał dziewczynę, był z nią już rok razem, żyli ze sobą. To ona pilnowała antykoncepcji, brała
tabletki. I okazało się, że zapomniała wziąć dwa lub trzy razy a skutki były fatalne - zupełnie
niechciana ciąża.
Rodzice obojga nalegali, by czym prędzej wzięli ślub, by "wstydu nie było". Wprawdzie jeden
ze stryjków Darka twierdził, że to kompletna głupota, że może lepiej byłoby by nie brali ślubu,
by tylko Darek uznał dziecko i płacił alimenty, no ale o takim rozwiązaniu obie rodziny nie chciały słyszeć.
Obie rodziny zapewniały młodych i siebie wzajemnie, że pomogą, będą nadal utrzymywać swe
dorosłe dzieci, by mogły dalej się uczyć, a mieszkać będą raz u jednych rodziców , raz u drugich.
W efekcie mieszkali oddzielnie, a przyjście na świat dziecka wcale nie poprawiło sytuacji.
Oboje mieli zaledwie po 19 lat i wcale nie byli szczęśliwi z faktu zostania rodzicami.
Gdy dziecko miało nieco ponad rok, Darek i jego żona mieli siebie wzajemnie powyżej dziurek
w nosie. Poza tym teściowa nie znosiła Darka, zaanektowała wnuka dla siebie, nie pozwalała
Darkowi nic przy nim robić, nawet brać małego na spacer.
Rozwód dostali szybko, gdyż właściwie po ślubie prawie nie mieszkali razem, więc uznano ten fakt
za stały rozkład pożycia małżeńskiego.
Mały wychowywał się u teściów Darka, jego żona wyjechała na studia do Frankfurtu n.Odrą,
a on swe ojcostwo ograniczył do płacenia alimentów. Pracował i studiował jednocześnie. Ilekroć
chciał zobaczyć dziecko teściowa stawiała ostre veto, a on tak naprawdę za bardzo nie nalegał.
Gdy jego była żona skończyła studia, dostała pracę we Frankfurcie i tam zamieszkała na stałe.
Przez pierwszy rok mały był jeszcze u jej rodziców, potem zabrała go do siebie.
Darek wtedy dopiero dość regularnie, kilka razy w roku, zaczął widywać syna.
A teraz są z chłopakiem kłopoty, przestał się uczyć, zupełnie nie słucha matki, kilka razy
wrócił do domu pijany, innym znów razem chyba po paleniu trawki.
I Darek został wezwany, by "przemówił dziecku do rozumu". Ale Darek nie znalazł z synem
wspólnego języka.
Poza tym Iza dowiedziała się o Darku, że jest typem pracoholika, niezbyt chętnie bierze
udział w imprezach, raz w tygodniu chodzi na basen, w niedzielę przeważnie gra z kolegami
w kosza, nie chodzi z reguły do kina, lubi Mozarta i Beethovena, prawie nie ogląda TV,
słucha dużo muzyki.
Gdy się pózno wieczorem rozstawali, Darek objął Izę ramieniem i patrząc jej w oczy powiedział:
"dziękuję ci za ten dzień, wróciła mi chęć do życia dzięki rozmowie z Tobą. Umiesz słuchać.
Ale musimy się spotkać znów, teraz Ty mi opowiesz o sobie, dobrze? Zadzwonię w połowie
tygodnia i się umówimy."
Iza do popołudnia wspominała tę chwilę. Potem zabrała się za zrobienie obiadu. Właśnie
smażyła sznycel, gdy zadzwonił telefon.
c.d.n.
wiele godzin, a Iza dowiedziała się od niego sporo o jego obecnej, nieco skomplikowanej
sytuacji życiowej.
Darek był rozwodnikiem i miał czternastoletniego syna. Historia banalna, jak określił - głupota
i nieodpowiedzialność z obu stron. Tak to jest, gdy zwykłe pożądanie bierze się za miłość, a do tego
gdy zostawia się odpowiedzialność tylko jednej stronie.
Miał dziewczynę, był z nią już rok razem, żyli ze sobą. To ona pilnowała antykoncepcji, brała
tabletki. I okazało się, że zapomniała wziąć dwa lub trzy razy a skutki były fatalne - zupełnie
niechciana ciąża.
Rodzice obojga nalegali, by czym prędzej wzięli ślub, by "wstydu nie było". Wprawdzie jeden
ze stryjków Darka twierdził, że to kompletna głupota, że może lepiej byłoby by nie brali ślubu,
by tylko Darek uznał dziecko i płacił alimenty, no ale o takim rozwiązaniu obie rodziny nie chciały słyszeć.
Obie rodziny zapewniały młodych i siebie wzajemnie, że pomogą, będą nadal utrzymywać swe
dorosłe dzieci, by mogły dalej się uczyć, a mieszkać będą raz u jednych rodziców , raz u drugich.
W efekcie mieszkali oddzielnie, a przyjście na świat dziecka wcale nie poprawiło sytuacji.
Oboje mieli zaledwie po 19 lat i wcale nie byli szczęśliwi z faktu zostania rodzicami.
Gdy dziecko miało nieco ponad rok, Darek i jego żona mieli siebie wzajemnie powyżej dziurek
w nosie. Poza tym teściowa nie znosiła Darka, zaanektowała wnuka dla siebie, nie pozwalała
Darkowi nic przy nim robić, nawet brać małego na spacer.
Rozwód dostali szybko, gdyż właściwie po ślubie prawie nie mieszkali razem, więc uznano ten fakt
za stały rozkład pożycia małżeńskiego.
Mały wychowywał się u teściów Darka, jego żona wyjechała na studia do Frankfurtu n.Odrą,
a on swe ojcostwo ograniczył do płacenia alimentów. Pracował i studiował jednocześnie. Ilekroć
chciał zobaczyć dziecko teściowa stawiała ostre veto, a on tak naprawdę za bardzo nie nalegał.
Gdy jego była żona skończyła studia, dostała pracę we Frankfurcie i tam zamieszkała na stałe.
Przez pierwszy rok mały był jeszcze u jej rodziców, potem zabrała go do siebie.
Darek wtedy dopiero dość regularnie, kilka razy w roku, zaczął widywać syna.
A teraz są z chłopakiem kłopoty, przestał się uczyć, zupełnie nie słucha matki, kilka razy
wrócił do domu pijany, innym znów razem chyba po paleniu trawki.
I Darek został wezwany, by "przemówił dziecku do rozumu". Ale Darek nie znalazł z synem
wspólnego języka.
Poza tym Iza dowiedziała się o Darku, że jest typem pracoholika, niezbyt chętnie bierze
udział w imprezach, raz w tygodniu chodzi na basen, w niedzielę przeważnie gra z kolegami
w kosza, nie chodzi z reguły do kina, lubi Mozarta i Beethovena, prawie nie ogląda TV,
słucha dużo muzyki.
Gdy się pózno wieczorem rozstawali, Darek objął Izę ramieniem i patrząc jej w oczy powiedział:
"dziękuję ci za ten dzień, wróciła mi chęć do życia dzięki rozmowie z Tobą. Umiesz słuchać.
Ale musimy się spotkać znów, teraz Ty mi opowiesz o sobie, dobrze? Zadzwonię w połowie
tygodnia i się umówimy."
Iza do popołudnia wspominała tę chwilę. Potem zabrała się za zrobienie obiadu. Właśnie
smażyła sznycel, gdy zadzwonił telefon.
c.d.n.
Subskrybuj:
Posty (Atom)