środa, 3 grudnia 2014

Ninka - cz.V

Domek został obejrzany "komisyjnie". Tata Ninki, inżynier budownictwa, który nie
jeden dom w życiu wybudował często pracując przy tym własnymi rękami, dobrze
wiedział co i jak sprawdzac. A mama Ninki wyraznie w myślach już go meblowała.
Ninka natomiast delektowała się położeniem domku, cieszyła się, że domek ma mini
ogródek, taki akurat na jeden klomb kwiatowy, sprawdzała dokładnie co z którego
okna widac. Ponieważ w cenę domku wchodziły meble kuchenne i wyposażenie
pomieszczenia gospodarczego oraz regały piwniczne, dokładnie sprawdzała w jakim
są stanie. Meble w kuchni były robione na zamówienie, bo żadne gotowe nie mogły
tu pasowac. Nie były  może i najmodniejsze, ale bardzo funkcjonalne i starannie
konserwowane. Półki w szafkach czyściutkie, nawet lakier nie był nigdzie porysowany.
Wszystko w jaśniutkim ecru , nawet uchwyty.
Kuchenka  gazowo-elektryczna była pięcioletnia, ale piekarnik nie nosił nawet śladu
używania.
Wszystkie ściany były malowane na biało, ale przecież można było im dodac koloru.
Na parterze wszystkie pomieszczenia oprócz małej sypialni miały podłogi z płytek -
były niewątpliwie łatwe do utrzymania w czystości. Właściciel zapewniał, że  nie są
zimne, bo miały podkład ze suchego jastrychu. Zresztą swym wzorem i kolorem
znakomicie imitowały ciemny drewniany parkiet.
Na górze pokoje, korytarz i garderoba miały parkiet. Łazienka na górze miała okno,
podobnie jak łazienka na parterze. Tam też ściany były białe.
Tata Ninki ciągle zadawał właścicielowi mnóstwo pytań- chciał też wiedziec dlaczego
sprzedają domek. Okazało się, że dotąd mieszkała tu leciwa matka właściciela, ale
teraz wymagała  już całodobowej opieki, więc jest w zakładzie specjalistycznym, a on
sprzedaje ten domek, by były pieniądze na naprawdę dobrą opiekę.
Bo starsza pani była w prywatnym zakładzie opieki, gdzie miała swój pokój z meblami
zabranymi z jej sypialenki.
On z żoną i najmłodszym dzieckiem mieszkają  w dużym domu w Jabłonnie, gdzie
ma własny biznes.
Panowie chyba przypadli sobie wzajemnie do gustu, bo umówili się na najbliższą
sobotę na spotkanie obu  rodzin w Jabłonnie.
Wreszcie wszyscy przeszli do garażu- ten wymagał remontu, bo ściany już były mocno
nieświeże, a regały też były mocno zużyte. Przez lata był wynajmowany różnym
obcym osobom.
Po zakończonych oględzinach, rodzice pojechali do domu Ninki- oni byli zdecydowani
by ten domek kupic, ale Ninka jakoś nie wyrażała entuzjazmu.
Kwota, którą trzeba by za tę frajdę zapłacic była naprawdę spora, a Ninka wolałaby
wszystko finansowac w ramach pieniędzy, które otrzyma za swoje mieszkanie.
Podobał jej się domek, podobała lokalizacja, nie musiała tam dużo zmieniac, nie musiała
również od razu remontowac garażu - wszak nie miała samochodu.
Zaczęła argumentowac, że jak dla jednej osoby to ten domek jest chyba  zbyt duży, że
garaż też jest jej przecież niepotrzebny,  no i że to  naprawdę duże pieniądze.
Rodzice z kolei  tłumaczyli jej, że w życiu to jednak lepiej miec niż nie miec, że na razie
jest sama, ale przecież z pewnością za jakiś czas nie będzie  sama, że strona finansowa
nie powinna  byc dla niej zmartwieniem , bo przecież oni mają pieniądze, które i tak są
przeznaczone dla niej i to wszystko jedno kiedy je ona dostanie- teraz czy np. w chwili
zamążpójścia.  A poza tym tata nadal jest udziałowcem firmy budowlanej za granicą
i oprócz emerytury mają stały dopływ gotówki. 
Nince z lekka opadła ze zdziwienia szczęka, bo nic o nie wiedziała o udziałach ojca
w jakiejś zagranicznej spółce.
Poza tym rodzice zaproponowali, że ten domek kupią z nią do spółki , a gdy będzie
wychodziła za mąż to  zrobią z niego darowiznę dla niej. A i tak dostanie przecież dom
poza miastem, bo oni już sporządzili testament i oczywiście ona jest spadkobierczynią.
Ninka była bardzo zaskoczona tymi wszystkimi wiadomościami - w końcu zapytała,
dlaczego nikt jej nie mówił o tym wcześniej.
Żebyś się nie rozpaskudziła! - odpowiedzieli niemal chórem. Ale ponieważ widzimy, że
masz naprawdę po kolei w głowie, że nie wydajesz pieniedzy na głupstwa, to chcemy
byś miała porządny dom. I wiedz, że zaakceptujemy każdą twoją decyzję dotyczącą
twego życia -  ale prosimy, byś rozważyła naszą propozycje odnośnie tego domku.
To naprawdę jest okazja, domek jest nieduży, raptem 4 pokoje z kuchnią i bardzo dobra
lokalizacja. No i to, że jest podłączony w 100% do miejskich mediów jest  bardzo
istotnym bonusem. Potraktuj to jak nieco lepsze mieszkanie.
Ninka obiecała, że wszystko na spokojnie przemyśli i następnego dnia da im odpowiedz.
Myślenie zajęło Nince dobrych kilka godzin nocnych.
Przede wszystkim pomyślała, że to nawet całkiem zabawne- i ona i rodzice należą do
ludzi małomównych, niechętnie dzielących się swoimi sprawami. 
I to raczej nie  z chęci ukrycia czegokolwiek, ale przekonania, że nie ma o czym mówic
i rozrywac włos na czworo.
Ona nie mówiła rodzicom nic o Miśku, bo według niej nie było o czym - nie planowali
ślubu. Nie opowiadała nic o tym co się dzieje  w pracy- ani rodzicom ani Miśkowi, bo
nie działo się nic szczególnego, więc po co opowiadac o kimś, kogo ani jej rodzice ani
Misiek nie znają.
Poczuła się dumna z tego, że rodzice są z niej zadowoleni, że spełniła ich oczekiwania.
Pomyślała też, że ich  propozycja wcale nie jest zła.
Niewątpliwie będzie jej łatwiej, bo gdy tylko kupią ten domek w trójkę, to ona się tam
będzie mogła od razu przeprowadzic a swoje mieszkanie sprzeda spokojnie, bez noża
na gardle.
Potraktowała tę sprawę jako życiową naukę umiejętności brania tego co inni jej dają -
bo należała do tych, którzy znacznie chętniej i łatwo dawali a przyjmowali wszystko
z wielkim oporem.
I jakoś tak spokojnie myśli jej popłynęły w kierunku Miśka i więcej było w nich
zaniepokojenia i troski o Miśka niż złości.
Jakby na to nie spojrzec, to przez cały czas wspólnego mieszkania Misiek ani razu nie
sprowokował żadnej sprzeczki, niczym jej nie uraził, chociaż ani razu nie powiedział
że ją kocha. Ale cały czas otaczał ją opieką, tyle tylko, że w dyskretny sposób.
Pilnował by jadła śniadania, chociaż sam poprzestawał na kawie,  dbał by zawsze była
jakaś mrożonka w lodówce na wypadek, gdyby Ninka nie zjadła nic w trakcie lunchu.
Robienie kawy i herbaty należało zawsze do niego, jeśli tylko był w domu.
Nim zasnęła pomyślała jeszcze - mam nadzieję, że nie spotkało go nic złego.
Uświadomiła też sobie, że jej rodzice są wspaniałymi ludzmi, którzy wiele jej oferowują
a jednocześnie  nie narzucają jej swej woli.
Tej nocy śnił się jej Misiek - siedział obok niej na tapczanie i szeptał: będzie dobrze,
zobaczysz, będzie dobrze.
Rano wstała pół żywa z niewyspania. Zadzwoniła do rodziców, że zgadza się na ich
propozycję.
                             c.d.n.


wtorek, 2 grudnia 2014

Ninka- cz.IV

Wieczór przegadany z Piotrkiem niczego Nince w głowie nie rozjaśnił, za to wielce
zamulił w głowie Piotra. Gdy koło północy wyszedł od Niny  był tak zamyślony, że
miał kłopot z odnalezieniem własnego samochodu.
Co za miejsce - pomyślał. Chyba tu wszystko gdzieś znika.
Piotrek bardzo lubił Ninkę i szanował. Była świetnym kumplem- można było z nią
porozmawiac o wszystkim. Piotrek był dośc kochliwym osobnikiem, ale jak dotąd
nie związał się z żadną z kobiet. Tak naprawdę to nie miał zbyt wiele wolnego
czasu - pracował w zagranicznej kancelarii prawniczej. Rano wychodził z domu
około 7,00, wracał najczęściej około 20,00. Do tego dochodziły częste wyjazdy
służbowe oraz szkolenia  zagraniczne. W ciągu dnia miał dwugodzinną przerwę na
lunch, którą najczęściej spędzał w gronie kolegów i koleżanek z pracy. Tych ostatnich
to było mało, jednej ręki wystarczało na ich policzenie. I mało powabne były - tak
je określił Nince.
Mama Piotrka marzyła, żeby już zostac  babcią - co jakiś czas tłumaczyła mu, że to
najwyższy czas by Piotrek obdarował ją  synową i jakimś dzieckiem.
W odpowiedzi zawsze słyszała, że on jeszcze jest za młody by się żenic- wszak ma
dopiero 30 lat. Ożeni się po czterdziestce.
Tajemnicze zniknięcie Miśka bardzo zaintrygowało Piotrka. Snuł w wyobrazni
przeróżne scenariusze , ale jakoś nic tu nie pasowało. Rozpatrywał też wersję, że
może  Misiek wcale nie był bezdzietnym rozwodnikiem a teraz musiał z jakiegoś
powodu wrócic do żony, bo np.  dziecko zachorowało.
Rozmowa z Piotrkiem utrwaliła tylko Ninkę w przekonaniu, że mężczyzni są
jednak nieodpowiedzialni na dłuższą metę.
W kilka dni po tej rozmowie musiała odszukac książeczkę opłat czynszowych - miała
zwyczaj opłacac czynsz osobiście- podobnie i inne opłaty.
Misiek się trochę z tego podśmiewał, ale Ninka wiedziała swoje. Miała już przykre
doświadczenie z  Bankiem w tej materii.
Książeczka leżała na samym dnie szuflady biurka  a w niej pieniądze zostawione tam
przez Miśka. A między  nimi kawałeczek papieru oderwany z jakiejś gazety, skrawek
2 x 4 cm a na nim nabazgrane dwa słowa: kocham cię. Było to pismo Miśka, który
potwornie bazgrał, zupełnie jak przysłowiowa kura pazurem. Było to tak niespodziewane
odkrycie, że Nince aż się zakręciło w głowie. Nigdy nie zostawiał tu pieniędzy, zawsze
dawał jej pieniądze osobiście.
Rozejrzała się nerwowo po pokoju, tak jakby  Misiek mógł się tu ukrywac i niemal bez
tchu osunęła się na krzesło przy biurku.
Obejrzała jeszcze raz ten skrawek papieru i wreszcie wybuchnęła głośnym płaczem.
To były pierwsze łzy od wielu lat. Bo Ninka rzadko płakała - ostatni raz na pogrzebie
swej ukochanej cioci, a  było to w pierwszym roku znajomości z Miśkiem.
Dziwne, ale płacz przyniósł jej jakieś ukojenie. I zarazem postanowienie - muszę
zmienic  mieszkanie. Przecież ja tu zgłupieję do  reszty - pomyślała.
Ninka była w tej szczęśliwej sytuacji, że jako jedynaczka została obdarowana dwoma
mieszkaniami swych babc, a na dodatek rodzice wybudowali sobie "domek  pod lasem",
niedaleko Warszawy. Przez wiele lat było to wielce odosobnione miejsce, teraz w pobliżu
pobudowało się kilka osób, nawet autobus tu stawał i w jednym z domów  właściciele
zorganizowali sklep spożywczy o wdzięcznej nazwie ABC. Rodzice nazywali go "szwarc,
mydło i powidło".
Mieszkania po babciach Ninka sprzedała i kupiła to, w którym teraz mieszkała.
Warszawskie mieszkanie rodziców stało puste - rodzice wpadali tam raz w miesiącu.
I wtedy Ninka się z nimi widywała. Zakładano, że gdy Ninka wyjdzie za mąż to albo w
nim zamieszka  albo je sprzeda i zamieni dwa mieszkania na jedno  b. duże lub domek.
Ale Ninka o domku nie marzyła, zamążpójście też jej jak dotąd nie interesowało.
Wolałaby chyba wyremontowac mieszkanie rodziców i tam zamieszkac. Ale było ono
w starej, przedwojennej kamienicy i nie wiedziała jaki jest stan techniczny budynku -
mogło i tak się zdarzyc, że wymiana rur w jednym mieszkaniu wymusi remont w całym 
pionie i to na koszt  remontującego.
W najbliższą niedzielę pojechała do rodziców i powiedziała, że chce zmienic koniecznie
mieszkanie, bo odkąd przybyło w jej okolicy domów i przebito ulicę  dalej, mieszkanie
w tym miejscu przestało byc miłe. Korki  pod oknami niemal przez cały dzień i ten widok
na parking miłe nie są.
Oczywiście nawet słowem nie pisnęła, że już nie mieszka z Miśkiem.  Zresztą i tak rodzice
go nie znali.
Rodzice pochwalili pomysł zmiany mieszkania , powiedzieli, żeby koniecznie zamieniła
to mieszkanie na większe i żeby nie brała kredytu, bo oni jej dopłacą różnicę. Bo to
ich stare mieszkanie trzeba sprzedac - nawet mają kupca, więc pieniądze będą.
Spotkanie z rodzicami i długi spacer po lesie i wzdłuż okolicznych sadów dobrze Nince
zrobiły. Wróciła do  domu wypoczęta, z nowymi planami działania.
Postanowiła skorzystac  z pomocy wyspecjalizowanej firmy. Sprecyzowała dośc dokładnie
miejsce, w którym chciałaby mieszkac, określiła metraż, rozkład mieszkania.
Sporządziła  dokładny opis  swego  mieszkania i nie wykluczyła sytuacji, że może to nie
byc zamiana ale równoczesna sprzedaż  i kupno- ona swoje sprzeda i kupi drugie.
Dobrze sobie zdawała sprawę z faktu, że to nie będzie wcale prosta sprawa - nowe
mieszkania miały dośc nieciekawe lokalizacje i nie wykluczała sytuacji, że kupi mieszkanie
z tzw. "drugiego obiegu". Od razu wykluczyła możliwośc zamieszkania na prawym
brzegu Wisły i w samym centrum miasta.
I zaczęły się "atrakcje"  - kilka razy w tygodniu Ninka spotykała się z pracownikiem agencji
obrotu nieruchomościami i oglądała przeróżne mieszkania.
Tym razem dobrze się rozglądała po okolicy -  gdy tylko podjeżdżali pod dom, który stał
przy ulicy od razu rezygnowała z tej lokalizacji.
Po trzech miesiącach szwendania się po różnych mieszkaniach i osiedlach zaproponowano
jej domek na zamkniętym osiedlu.  Domek był nieduży-na parterze była spora kuchnia,
pomieszczenie gospodarcze, WC, pokój dzienny i nieduża sypialnia z małą łazienką. 
Na górze dwie sypialnie, łazienka i duża garderoba. Było też poddasze, na którym można
było schowac sporo rzeczy nieużywanych a przydatnych. Najważniejszy był fakt, że domek
był podłączony do wszystkich mediów komunalnych. Była  też piwnica, w której kiedyś  stał
piec gazowy, a teraz była pusta. Domki stały w jednym szeregu ale w niedużej odległości
od siebie. Naprzeciwko nich, w odległości 80m stały garaże.
Każdy domek miał nieduży, ogrodzony ogródek. A cały teren był zaledwie o 200 m od
trasy przelotowej, izolowany od niej innymi domkami i dużymi, starymi drzewami. Ninka
nie miała pojęcia, że istnieje takie osiedle. I chociaż wcale nie marzyła o domku umówiła
się na następny dzień, prosząc jednocześnie rodziców by obejrzeli  z nią ten domek.
  c.d.n.


poniedziałek, 1 grudnia 2014

Ninka - cz.III

Pierwsze dni bez Miśka były dla Ninki nieco dziwne - może trudno było nazwac ich
związek wielką miłością,  ale przez trzy lata byli razem - teraz z każdego kąta "ziała
pustka".
Ponieważ Misiek często pracował rano w domu, to on szykował dla  nich poranną
kawę i śniadanie dla Ninki. Twierdził, że nie jest w stanie nic rano jeśc, rano
to tylko kawa, śniadanie jadł około południa.
Teraz, gdy Misiek zniknął Ninka musiała korzystac z usług budzika, którego dzwięku
wprost nie znosiła. To dośc niemiłe, gdy zamiast zamiast głaskania po głowie i
lekkiego łaskotania w szyję budzi  człowieka natarczywy terkot  budzika .
Ninka czym prędzej wróciła do swych starych obyczajów - przestała jeśc rano
śniadanie w domu.
Jej koleżanka, z którą dzieliła w pracy pokój była nieco zdziwiona, ale jednocześnie
zadowolona - obie  w ten sam sposób zaczynały dzień pracy. Kawa i francuski
rogalik zakupiony po drodze w pobliskiej piekarni.
W ramach zmiany przyzwyczajeń Ninka zaczęła wracac do domu pieszo, chociaż
wymagało to naprawdę długiego spaceru.
Zaczęła zupełnie poważnie zastanawiac się nad zamianą mieszkania - właściwie
od chwili zamieszkania  planowała jego zamianę. Mieszkała bardzo blisko dużego
supermarketu, z okien obu pokoi widok był na wielki parking marketu a pod
oknami, na ulicy, często stał sznur samochodów, bo tworzyły się spore korki.
Miśkowi podobała się ta lokalizacja, co bardzo dziwiło Ninkę. Ale on nie był
rodowitym mieszkańcem tego miasta - przyjechał tu dopiero po rozwodzie.
Teraz codziennie przeglądała ogłoszenia dotyczące zamiany mieszkań, nawet
jezdziła czasami obejrzec z bliska lokalizację zgłaszanych do zamiany lokali.
Postanowiła, że jeżeli podejmie decyzję o zamianie, to musi to byc naprawdę
interesująca lokalizacja. Żadnego parkingu ani supermarketu za oknami.
O dziwnym zniknięciu Miśka nie powiedziała ani słowa swym najlepszym
koleżankom. Ale zadzwoniła do Piotrka, przyjaciela jeszcze z lat szkolnych.
Może on, jako facet, zrozumie coś więcej z tego zniknięcia Miśka niż ona. Była
głęboko przekonana, że psychika mężczyzny i kobiety bardzo się  różnią i ciężko
kobiecie zrozumiec  motywy męskiego działania.
Zaprosiła Piotrka do siebie na sobotnie popołudnie, zapewniając, że  przygotuje
"coś na ząb" co w nomenklaturze Piotrka oznaczało pizzę lub lasanię. Nie
widzieli się ponad rok i z pewnością spotkanie nie będzie krótkie.
W sobotę przed południem Ninka usmażyła stertę naleśników, zrobiła trzy różne
farsze i nimi poprzekładała naleśniki. Potem gdy już przyjdzie Piotrek wsadzi
je do piekarnika, poleje sosem i zapiecze. Znacznie bardziej wolała taką nieco
"oszukaną" lasanię niż klasyczną, z gotowych płatów ciasta.
W sobotę, punktualnie co do minuty, przyjechał Piotrek w towarzystwie butelki
wina.
A twojego nie ma? - zapytał gdy już się wyściskali na powitanie.  A nie ma-
odpowiedziała Ninka i pociągnęła Piotrka  do kuchni. Włączyła piekarnik i
umieściła w nim dwie "góry naleśników", bo każda z  lazanii miała aż sześc
 grubych warstw ciasta.
W liceum przez krótki czas Ninka spotykała się z Piotrkiem, ale w końcu zostali
przyjaciółmi - nie widywali się zbyt często, ale zwierzali się sobie ze swych
problemów. Gdy Ninka zaczęła romans z Miśkiem, Piotrek powiedział jej tylko
jedno zdanie - "uważaj, nie daj się wykorzystac, finansowo zwłaszcza i nie mów
za dużo o swej rodzinie, nie udostępniaj mu swego konta, dziel koszty na pół".
Gdy już zjedli lazanię a Ninka zrobiła kawę, przenieśli się do pokoju.
No to mów co się urodziło - teraz, z pełnym żołądkiem mogę wysłuchac nawet
hiobowych wieści- np, że wychodzisz za mąż a tym szczęśliwcem  nie będę ja-
powiedział Piotrek usiłując jednocześnie wykrzywic usta w podkówkę.
Ninka streściła Piotrkowi niemal całe trzy lata życia z Miśkiem pod jednym
dachem i opowiedziała ze szczegółami to co zapamiętała z ich ostatniego
wspólnego wieczoru oraz wszystko to, co potem zrobiła.
Piotrek wysłuchał wszystkiego i popadł w głęboki namysł.
Wiesz Ninka - to nawet zabawna historia- przez trzy lata mieszkaliście zgodnie
 pod jednym dachem a jedno o drugim niewiele wiedziało!
Jeszcze czegoś takiego nie słyszałem . To zastanawiające! A tego jego wspólnika
to znasz bliżej? A wiesz gdzie mieli biuro? A wasi wspólni znajomi? Gdzie ich
poznawaliście? A sprawdziłaś czy nic ci z domu nie zginęło oprócz  niego?
Słuchaj, a rodzicom nigdy go nie przedstawiałaś?
Odpowiedzi Ninki wywołały u Piotrka jeszcze wyższy poziom zadziwienia.
Bo wynikało z nich, że Misiek był naprawdę w porządku - płacił połowę
wszystkich wydatków "wspólnych", grzecznie chodził z Ninką na zakupy i je
nosił, szykował Nince śniadania, nigdy nie wrócił  do domu w stanie upojenia,
zawsze uprzedzał, gdy miał nie wrócic do domu. Koszty pobytów urlopowych
też dzielili sprawiedliwie pomiędzy siebie, ale za nic w świecie nie chciał dzielic
kosztów różnych  dodatkowych wycieczek  na urlopie. Były one  prezentem
dla Ninki. Piotrkowi oczy wychodziły na wierzch ze zdziwienia.
A może go porwali? - Piotrek zaczął myślec na głos. No ale gdyby go porwali to
nie zabrałby ze sobą  wszystkich swoich rzeczy i nie odesłał ci kluczy. Więc
co jest grane?
W pokoju zapadło milczenie.
c.d.n.


niedziela, 30 listopada 2014

Ninka- cz.II

Na próżno Ninka wysilała  mózg , by odgadnąc co się właściwie stało -jedynym,
niezaprzeczalnym faktem było to, że z jakiegoś powodu Misiek spakował swój
dobytek i ją opuścił definitywnie. Ale dlaczego?
Równie zagadkowy był dla niej fakt, że zupełnie nie pamięta jak i kiedy znalazła
się w domu, w łóżku, w sukience. Kto ją  przywiózł do domu? I dlaczego była
chyba nieprzytomna, skoro niczego nie pamięta?
Wszystko było jedną wielką zagadką i jednym wielkim DLACZEGO?
Zaczęła pomału porządkowac pokój- poustawiała na nowo książki przy okazji je
wytarła z kurzu, zrobiła porządek  wśród płyt. Wyrzuciła wszystko z szafy i
poukładała na nowo. Na półce znalazła podkoszulkę Miśka - kiedyś kupili dwie
takie same, różniące się tylko rozmiarem. Ze złością cisnęła obie na podłogę.
Potem pomaszerowała do kuchni - rozbity kubek i obie podkoszulki wylądowały
w koszu na śmieci. W przedpokoju, pod wieszakiem leżał  Miśkowy prawy but
do biegania - też wylądował w koszu.
Na wieszaku wisiała torebka Ninki-  nie miała jej tamtego wieczoru, bo dokumenty
dała Miśkowi do kieszeni. Ninka czym prędzej sprawdziła jej zawartośc - to wszystko
co dała Miśkowi do kieszeni leżało teraz w torebce. Odetchnęła z ulgą, bo wyrabianie
nowych dokumentów było kłopotliwe. Ale w torebce był tylko jeden komplet kluczy
od mieszkania, jej komplet, z kluczykiem od skrzynki na listy i kluczami do piwnicy.
Komplet, którego używał Misiek zniknął. Zapomniał, czy celowo je zabrał? Wychodząc
nie musiał zamykac drzwi na klucz- wystarczyło je zatrzasnąc. Podeszła do drzwi i
odsunęła uchwyt zatrzasku - drzwi były zamknięte na dolny zamek. A więc wziął
klucze ze sobą. Będę musiała zmienic zamek pomyślała ze złością. I zmienię
numer  telefonu- zrezygnuję z oddzielnego  stacjonarnego. I operatora zmienię.
Ja też zaginę. Szkoda, że mieszkanie nie tak łatwo zmienic- pomyślała.
Czuła się upokorzona - przecież mógł odejśc normalnie - dobrze wiedział, że ona nie
robiłaby scen. Mógł odejśc w każdej chwili, nigdy nie obiecywali sobie, że będą
razem do końca swych dni. Żyli terazniejszością, nie planowali przyszłości.
Nawet urlopów letnich nie planowali zimą - decydowali się  zawsze w ostatniej chwili.
Wróciła do pokoju, ubrała się wreszcie (bo dotąd była jeszcze wciąż w szlafroku) i
postanowiła pójśc do pobliskiego super marketu  na zakupy. Zawsze robili zakupy
w niedzielne popołudnia i lodówka już świeciła pustkami. Było wtedy mniej ludzi.
Wizyta w markecie była krótka - zakupy dla jednej osoby nie były skomplikowane.
Gdy stanęła przed drzwiami mieszkania chwilę się zawahała - a co będzie, jeśli on
wrócił?  Lepiej, żeby nie - pomyślała- chyba walnęłabym go w twarz. Nie za to, że
odszedł, ale za sposób w jaki to zrobił.
Resztę wieczoru spędziła na zastanawianiu się, co dalej. Oczywiście było jej przykro,
ale sposób, w jaki Misiek odszedł wyzwalał w niej wściekłośc, niwelując nieco ból.
Niemal beznamiętnie analizowała teraz ich związek - było jej z Miśkiem naprawdę
dobrze. Zawsze mieli o czym ze sobą porozmawiac, słuchali tej samej muzyki, lubili
te same filmy. I nawet milczało im się razem całkiem miło i dobrze. I seks też był
w porządku, szybko się do siebie dopasowali. Nie zapewniali się co prawda o swej
miłości, a zazdrośc była raczej w tym związku nieobecna.
Nie było również opowieści o pracy- oboje bardzo przestrzegali zasady, że dom to
rodzaj azylu, miejsce w którym mówi się  tylko o tym, co dotyczy ich dwojga.
Praca, problemy zawodowe, plotki biurowe - to wszystko zostawało na klatce
schodowej, nie miało wstępu do domu. Dom był miejscem, w którym należało dbac
o  dobrostan swój i partnera.
W poniedziałek rano zadzwoniła do szefa i poprosiła o jeden dzień urlopu, mówiąc
że ma w domu awarię. I jeśli się wszystko szybko uda usunąc, ona wpadnie do biura
w drugiej części dnia. Jej szef był bardzo miłym facetem, a Ninka była naprawdę
solidnym pracownikiem, więc bez problemu udzielił jej tego urlopu.
Pierwsze kroki Ninka skierowała do Telekomunikacji  Polskiej i złożyła podanie o
natychmiastowe odłączenie domowego telefonu. Potem sprawdziła u operatora
komórkowego kiedy może z nim rozwiązac dotychczasową umowę. Trafiła na wielce
życzliwą obsługę -w efekcie wyszła z nowym aparatem i nową kartą SIM oraz nową
taryfą. W drodze do domu kupiła dwa nowe zamki do drzwi i umówiła się z dozorcą,
że  niedługo przyjdzie je zamontowac . Zapisała się też do internistki na wizytę -
sądziła, że może nie byłoby zle wykonac test na obecnośc jakichś toksyn.
Fizycznie czuła się już lepiej , ale cały czas czuła się rozdygotana wewnętrznie.
W domu wzięła się za powiadamianie bliskich osób o tym, że zmieniła nr telefonu.
Powiadomienia robiła już  z nowego konta pocztowego, które też zmieniła. Wyłączyła
telefon stacjonarny, który miał  zostac odłączony na stałe za dwa tygodnie. Starą
komórkę pozbawiła baterii i zostawiła w "rupieciarni". Było to pudełko z różnymi
rzeczami - były tam stare klucze, które do niczego nie pasowały śrubki, które nie
wiadomo z czego wyleciały i mnóstwo innych różności.
Dozorca wymienił zamek w kilka minut, Ninka w dowód wdzięczności wręczyła mu
paczkę kawy i butelkę  dobrego wina. Wymieniła klucze na swoim kółku, zapasowe
schowała do szuflady biurka.
Te wszystkie czynności poprawiły jej nastrój.
Wizyta u lekarki niewiele rozjaśniła jej w głowie.Lekarka wykonała jej odpłatnie test
na obecnośc narkotyków, ale test nic nie wykazał. Dopytywała się, czy Ninka nie
podejrzewa, że została zgwałcona, ale Ninka wykluczyła taką możliwośc - nic na to
nie wskazywało. Ten, kto pozbawiłby ją dolnych części garderoby nie zdołałby jej
potem w nie ubrac bezśladowo. A te ślady na sukience rozszyfrowała - ktoś usiłował
wytrzec jej sukienkę chusteczką ligninową. I w tym miejscu z lekka przebijał fetor
wymiocin. Wspólnie z lekarką wysnuły wniosek, że ona zapewnie zwymiotowała
i ktoś to usiłował  osuszyc. Lekarka namawiała ją by zgłosiła sprawę na policji, ale
Ninka nie chciała.
Jedyne co chciała, to jak najszybciej o tym wszystkim zapomniec.
Gdy w kilka dni pózniej zajrzała do skrzynki listowej znalazła tam kopertę a w niej-
klucze, których używał Misiek.
c.d.n.

sobota, 29 listopada 2014

Ninka

Ninkę obudził dojmujący ból głowy. Czuła się fatalnie - gardło miała obolałe jak od
długotrwałego krzyku, w ustach czuła suchośc, żołądek wyprawiał dziwne  harce.
Grypę mam, czy co? - przemknęło jej przez głowę?  Nie otwierając oczu usiadła na
łóżku - zalała ją fala mdłości -  nadal mając zamknięte oczy opuściła nogi na podłogę.
Po kilku sekundach otworzyła oczy i zobaczyła kilka dziwnych rzeczy - w pokoju
panował bałagan, szafa ubraniowa była otwarta, ilośc książek na półkach wyraznie
zmalała, a ona była ubrana w swą uniwersalną, "małą czarną" sukienkę wyraznie czymś
utytłaną. Ciągle niezbyt jeszcze przytomna powlokła się do łazienki - z trudem zdjęła
ubranie i weszła pod prysznic. Nie miała siły stac , więc osunęła się na  podłogę i
usiadła na antypoślizgowej macie opierając się o zimne  kafelki brodzika.
Starała się przypomniec sobie wczorajszy wieczór , który spędziła razem z Miśkiem
w klubie. Ale wszystkie wspomnienia urywały się na chwili, gdy podeszli do nich
jacyś koledzy Miśka, których zupełnie nie znała i jeden z nich zapytał Miśka, czy
pozwoli, że teraz on zatańczy z Ninką. Jak nigdy dotąd Misiek nie zaprotestował i
Ninka poszła tańczyc. W trakcie tańca z objęc tego kolegi Miśka wyrwał ją inny
młody człowiek i lawirując wśród tańczących podprowadził do baru, pytając,  co ona
woli - colę czy pepsi.Ninka  jak zwykle wolała colę bezcukrową i chłopak podał jej
szklankę. Ona ze szklanką a on z puszką pepsi nadal tańczyli. A co było dalej - Ninka
nie wiedziała.
Z trudem podniosła się z podłogi i staranie się umyła.
Stanęła przed  lustrem i zdębiała- z półki zniknęły wszystkie drobiazgi kosmetyczne
Miśka, a z wieszaka  jego szlafrok.
Owinięta w ręcznik kąpielowy powlokła się do pokoju - dopiero teraz zrozumiała,
dlaczego w pokoju był bałagan a drzwi szafy otwarte. Misiek po prostu zabrał swoje
rzeczy i się wyprowadził. Nie było jego rzeczy, książek, notatek, płyt i jego dwóch
ogromnych waliz.
Ninka czuła się tak, jakby przejechał po niej pociąg pospieszny i pozbawił ją nie
tylko zdrowia i sił ale i zdolności myślenia. Powlokła się do kuchni- tu jedynym
śladem bytności Miśka był rozbity kubek z napisem "Michał " -prezent od Ninki.
Nie zabrał go ze sobą, ale rozbił.
Ninka uruchomiła  express do kawy wsypując niemal podwójną jej ilośc. Wróciła
do pokoju i przejrzała wiadomości w komórce - były tylko jakieś reklamy.
Włączyła  komputer - miała nadzieję, że w poczcie czeka na nią wiadomośc od Miśka.
Często Misiek przesyłał maila, zamiast sms'a na komórkę. Gdy włączyła się poczta
wzrok Ninki zatrzymał się na dolnym pasku  - data wskazywała, że to nie jest sobotnie
popołudnie a niedzielne! Rzuciła się do kalendarza ściennego - no tak, komputer nie
kłamał. To jest niedziela! A co się w takim razie stało z sobotą?
W klubie byli  w piątek wieczorem i zapewne wrócili już po północy. Więc coś tu
było nie tak.
Nerwowo przejrzała całą pocztę - nie było ani słowa od Miśka. Ninka poczuła zimne
mrówki na plecach i jakąś gulę w gardle.
Wróciła do kuchni, nalała sobie kawę i stojąc przy oknie zastanawiała się co ma
teraz zrobic.
Właściwie miała niewielkie pole manewru. Zadzwoniła na jego komórkę utajniając
jednocześnie swój numer. Otrzymała wiadomośc, że abonent jest poza zasięgiem.
Nadal nie mogła pojąc co się stało - byli w wolnym związku, Misiek pomieszkiwał
z nią i często zdarzało się, że wyjeżdżał niespodziewanie na tydzień lub nawet dwa.
No ale wtedy nie zabierał wszystkich swoich rzeczy! I zawsze ją o tym informował.
Czasem telefonicznie, czasem mailem.
Tak naprawdę  to mało o nim wiedziała, chociaż od trzech lat "byli razem".
Wiedziała tylko, że jest rozwiedziony, że jest od niej 7 lat starszy, że pracuje razem
z kolegą - prowadzą firmę  cosultingową i z tego powodu ma nienormowany czas
pracy i niespodziewane wyjazdy.Wiedziała też, że z powodu rozwodu ma złe
stosunki ze swymi rodzicami, bo oni bardzo lubili swą synową, która była córką
bliskiej  koleżanki   matki Miśka.
Sącząc kawę rozpatrywała swój związek z Michałem - od chwili gdy Michał się
do niej wprowadził, tylko raz się nieco pokłócili - wtedy Ninka  zażartowała ,że
nie pije żadnego alkoholu dlatego, że przecież w każdej chwili może zajśc w ciążę.
Nie był to najlepszy żart, oj nie. Misiek się  wściekł, oświadczył, że on nie marzy
o dziecku. Więc Ninka spokojnie mu powiedziała, że jeśli zdarzy się jej taka rzecz
jak nieplanowana ciąża, to będzie wtedy tylko jej dziecko i jej problem- nie jego,
ani któregokolwiek faceta, bo to jej brzuch, jej organizm i jej sprawa. I jeśli  ona
dojrzeje do tego, by posiadac dziecko, to jej żaden mąż nie będzie do tego
potrzebny - do zapłodnienia też nie. A gdy będzie w ciąży to z pewnością mu tego
nie powie, bo nie chce kogokolwiek stawiac w sytuacji przymusowej.
Misiek rzucił mało wytwornie, że Ninka jest głupią wariatką, założył dres i wybiegł
z domu pobiegac. Wrócił po 2 godzinach z maleńkim bukiecikiem stokrotek -
"przepraszam , nie jesteś głupia, tylko wariatka" - powiedział wciskając jej w rękę
stokrotki.
Nigdy więcej się  już nie pokłócili.
Niewątpliwie byli dziwną parą - nie wypytywali się wzajemnie o to, co było w ich
życiu zanim się poznali, żadne z nich nie wprowadziło partnera do kręgu swych
dawnych znajomych, a z tymi obecnie wspólnymi znajomymi też nie łączyły ich
zbyt bliskie kontakty. Przeważali znajomi Miśka, którzy często zmieniali partnerki.
Ninka nie była zaprzyjazniona z ani jedną z tych dziewczyn.
Sama  miała zaledwie dwie bliskie koleżanki, które nawet jeśli się dziwiły jej
związkowi z Miśkiem, nigdy tego nie zwerbalizowały.
Poza tym Ninka nie należała do tych, które zdradzałyby koleżankom jakieś szczegóły
ze swego życia intymnego.
Było jej z Miśkiem całkiem dobrze. I teraz zupełnie nie mogła pojąc co się stało.
c.d.n.

piątek, 21 listopada 2014

452. Tytułem uzupełnienia

Cyganie - dla mnie zawsze byli dziwnymi ludzmi, których obecnośc wywoływała
niepokój.
Krążyły o Cyganach przeróżne, niepokojące opowieści - porywali dzieci, okradali
ludzi, stare Cyganki były wręcz czarownicami.
W sytuacji, gdy "normalni, cywilizowani " ludzie prowadzą osiadły tryb  życia, uczą
się, pracują, mają stałe miejsce zamieszkania   - grupa ludzi  wciąż zmieniająca
miejsce pobytu, mająca inne obyczaje, z całą pewnością budzi niepokój.
Powinnam pisac o nich Romowie, bo dla nich określenie Cygan jest raczej pejoratywne,
ale to określenie  mocno wrosło w nasze nazewnictwo, więc przy nim pozostanę.
Niewątpliwie jest to grupa etniczna bardzo dbająca o utrzymanie swej odrębności -
uwagę zwracają bardzo silne powiązania rodzinne i szacunek dla starszyzny.
Panują stosunki patriarchalne - głową rodziny zawsze jest mężczyzna. Kobieta jest
tylko do niego dodatkiem.
Nie wiem, czy Cyganie porywali dzieci - nie sądzę by tak było- tego dobra to u nich
nigdy nie brakowało.
Kradzieże - to raczej częste przypadki, wręcz nagminne. Wśród Cyganów jest wiele
biedy. Bo jaką pracę w dzisiejszych czasach może znalezc ktoś niewykształcony ,
często nie umiejący czytac i pisac?  Kopanie rowów? Teraz sprawę załatwiają małe,
zgrabne koparki.
Tradycyjne zajęcia Cyganów jak hodowla koni, kotlarstwo to też już przeszłośc.
W dobie motoryzacji konie  straciły rację bytu. Prace w polu przeważnie wykonują
maszyny. A kto używa dziś , w dobie powłok teflonowych i ceramicznych, patelni
wytwarzanych  starą techniką przez Cyganów?
Mam wrażenie, że nikt nigdzie nie ma dobrego pomysłu jak "pożenic" stare,
cygańskie obyczaje z obecną cywilizacją.
Cywilizacją, w której każdy obywatel musi miec stale miejsce zamieszkania, musi
byc zarejestrowany w dziesiątkach kartotek , by  władza mogła go w każdej chwili
dopaśc.
Jak zdusic w nich ową przemożną wręcz chęc ciągłej zmiany miejsca pobytu?

Najwięcej Cyganów spotkałam na swej drodze w Rumunii.
I nie były to miłe spotkania. Gdy wjechaliśmy autokarem wycieczkowym do
Konstancy, został on napadnięty przez Cyganów - w ciągu kilku minut, gdy
autokar  wolno podjeżdżał na parking włamali się  do bagażnika i niemal całkiem go
opróżnili. Tym sposobem pozbawili nas wszystkich paczek z prowiantem.
Chodzenie ulicami  miasta  w towarzystwie ciągle zaczepiających nas Cyganek
też nie należało do przyjemności.  Usiłowały niemal wszystko od nas kupic - nawet
kolorowe frotki do włosów, którymi moje dziecko  miało spięty warkocz.
Co chwilę wyciagały się do nas ręce usiłując nas dotknąc, pomacac naszą odzież lub
usiłując zdjąc okulary przeciwsłoneczne.
Dla bezpieczeństwa poruszaliśmy się  kilkuosobowymi grupkami, mocno ściskając
w rękach torby.
Cyganki były wyraznie zabiedzone, straszliwie wychudzone, ich sukienki mocno
zniszczone. Był to okres, gdy w Rumunii w sklepach były tylko puste półki, a w
eleganckiej kawiarni serwowano w charakterze kawy płyn o dziwnym smaku- była
to zapewne mieszanka prawdziwej kawy z kawą zbożową kiepskiego gatunku.
Nie było żadnych ciastek, nawet herbatników. A cena owego płynu nazwanego
kawą powalała na kolana. Umordowani towarzystwem Cyganów i głodem
zmusiliśmy organizatorów wycieczki na szybszy powrót do bazy.
 Zdarzyło mi się również obejrzec kilka filmów o Cyganach i ich kulturze. Ale żaden
 z nich nie proponował jakiegoś skutecznego sposobu na zmianę ich statusu
społecznego. Niewątpliwie Cyganie żyjący w Anglii, Francji, Hiszpanii, Niemczech
wypadają lepiej pod względem materialnym. Im bardziej na wschód od Odry - tym
więcej biedy i takiej smutnej beznadziejności.
W  1971 r  romscy działacze utworzyli instytucję Romani Union i podejmują starania 
by poprawic status społeczny tej grupy ludności.
Przede wszystkim starają się, by Romowie mieli jeden,  wspólny język, by łatwiej
mogli się porozumiewac między sobą - wzajemne porozumienie ma ułatwic wspólne
działania w walce o uznanie Romów jako mniejszości narodowych.
Szacuje się, że w Europie jest obecnie ok. 10 mln Romów. Byc może, że de facto
jest ich więcej- są to dane ze spisów ludności, a wiadomo, że wielu Romów nie
przyznaje się do swej narodowości.

czwartek, 20 listopada 2014

451. Rozmowa

Był gorący lipcowy dzień,  a my wróciliśmy z wycieczki bardzo zmęczeni. Wprawdzie
drogę  powrotną pokonaliśmy częściowo "elektriczką", ale nie da się ukryc, że trzeba było
wpierw do niej dojśc.
W niedużym przydomowym ogródku , w cieniu sporej czereśni siedział nasz gospodarz
i sączył piwo.
Pokiwał nam ręką i zawołał - "zapraszam na  chłodne piwo! A dziewczynka dostanie
fantę pomarańczową".
Wynajmowaliśmy wtedy dwa pokoje na osiedlu domków jednorodzinnych na Słowacji.
Do dyspozycji letników była też dobrze wyposażona kuchnia.
Gospodarze  mieszkali latem w suterenie, parter i piętro odnajmowali letnikom.
Wszystkie domki były dośc do siebie podobne, każdy miał niewielki ogródek, wszystkie
były białe, z wysokim parterem, jednopiętrowe. Osiedle było bardzo zadbane, uliczki
wyasfaltowane, wzdłuż jezdni ciągnęły się  niezbyt szerokie, równo przystrzyżone
trawniki, okolone białymi krawężnikami. Około 2 km od osiedla rozciągały się pola
uprawne.
Pomimo zmęczenia przyjęliśmy zaproszenia na piwo. Gospodarz wyciągnął spod stołu
podręczną termotorbę  z piwem, z domu przyniósł szklanki i fantę.
Był okazałym mężczyzną, niemal dwumetrowym. Mój wzrok przyciągały jego bardzo
gęste, mocno kręcone włosy, które chyba  dośc dawno nie miały kontaktu z nożyczkami.
Zastanawiałam się po co  facetowi takie  fajne włosy- istne marnotrawstwo.
Mam na imię Roman, po polsku też tak jest - zagaił gdy już rozlał nam piwo.
Wymieniliśmy swe imiona, które już znał bo oglądał nasze paszporty gdy się meldowaliśmy.
Powiedziałam, że bardzo się nam to osiedle podoba, że takie zadbane i czyściutkie, że
pokoje też się nam podobają.
Pan Roman  spojrzał na nas uważnie i zapytał- a Cyganów się nie boicie? bo to
cygańskie osiedle.
A to ma jakieś znaczenie? - zapytałam . Mieszkamy przecież u  pana a nie u Cyganów.
Ja też jestem, a raczej byłem Cyganem, to znaczy jestem narodowości romskiej. Ale gdy
Rom prowadzi osiadły tryb życia , przestaje ściśle przestrzegac romskich tradycji i
obyczajów, to przestaje byc Romem.
Zresztą ja jestem tylko w połowie Romem , po mamie. A tak naprawdę ani mnie  Romowie
nie uważają za swego ani Słowacy. Większośc tu mieszkających to takie mieszańce,  tak
jak ja.  A moja  żona jest Słowaczką.
 No ale pan mało podobny do Roma, zauważyłam.Zresztą to nie ma dla nas znaczenia,
jakiej pan jest narodowości. Liczy się to, jakim pan jest człowiekiem. Każda nacja ma
mniej i bardziej wartościowych ludzi.
W każdym razie jeśli to jest cygańskie  osiedle, to jest wspaniałą wizytówką, która
zaprzecza wszystkim stereotypom, którymi określa się ludnośc romską.
Pan Roman zamyślił się, a po chwili zaczął opowiadac.
Kiedyś, kiedyś w pierwszych wiekach nowej ery Romowie mieszkali w północno- 
zachodnich  Indiach. A od X wieku zaczęli wędrowac. Nie bardzo wiadomo dlaczego.
Chyba wędrówkę mieli w genach .Do  Polski trafili już w XVI wieku - uciekali
z Niemiec, bo tam zaczęto ich prześladowac. A w Rumunii łapano Romów i zostawali
niewolnikami. W XVI, XVII i XVIII wieku w całej Europie Zachodniej tępiono Romów.
W czasie II wojny światowej życie straciło od 20- do 50% Romów, zależnie od kraju.
W każdym kraju władze dążą do tego, by Romowie prowadzili osiadły tryb życia.
Ale niełatwo zmusic Romów do osiadłego trybu życia, skoro od wieków byli ludem
wędrownym. Romowie  nie chcą miec własnego, stałego państwa, tak jak Żydzi. Oni
chcą wciąż wędrowac  z miejsca na miejsce. I chcą wędrowac całymi rodzinami,
 a rodziny mają duże. Romowie chcą by w każdym kraju byli uznawani za
mniejszośc narodową.
A wiecie, że Trybunał w Strasburgu orzekł, że Romowie mają niezbywalne prawo
do swobodnego przemieszczania się? I co z tego? Policja  brytyjska i francuska wciąż
przegania Romów z miejsca na miejsce, niszczy ich przyczepy campingowe .
Przeganiają- no mówi się trudno , taką mają pracę, ale dlaczego niszczą przyczepy?
Nikt nie lubi Romów- bo nie pracują, często kradną. Ale przecież nie tylko Romowie
 kradną i kombinują. To są drobne kradzieże. W słowackich więzieniach 80%więzniów
to Romowie. Są niewykształceni. W skali europejskiej 1 na 100 ma  ukończoną
szkołę średnią, studia ukończyło zaledwie 0,2% romskiej młodzieży. 
 Pan Romek umilkł - siedzieliśmy nad  pustymi już szklankami i jakoś smutno się
zrobiło.
Ale ja tu wcale  nie widziałam na Słowacji  Romów- zauważyłam. W każdym razie nie
rzucają się w oczy. Nie ma Romek w kwiecistych , wielokolorowych  sukienkach, tak
jak w Polsce.
Bo zaraz by zostały zaaresztowane.Zresztą we Francji, Anglii, Hiszpanii też chodzą 
ubrani jak wszyscy inni. Ale gdy tam zobaczy pani na ulicy grającego gitarzystę i to 
bardzo dobrze grającego, to z pewnością będzie Rom.
Bo Romowie kochają trzy rzeczy - wolnośc, muzykę i taniec. 
A że coraz bardziej odstają od dzisiejszych czasów to wciąż będą kłopoty z nimi.
I niestety pan Roman miał rację. W jakiś czas potem media donosiły o tym, że
w Słowacji doszło do zamieszek "na tle etnicznym".
Przypomniała mi się rozmowa z  panem Romanem, bo kilka dni temu oglądałam film
dokumentalny o Romach w USA.
Tam też Romowie starają się przestrzegac swych obyczajów i tradycji. Teoretycznie
się niczym nie wyróżniają, ale nadal małżeństwa mieszane nie są tolerowane.
Dziewczyna, która wyjdzie za mąż za nie-Roma może byc pewna, że na jej ślub i
wesele nie przyjdzie nikt z rodziny ani z przyjaciół.
Nigdy więcej nie byliśmy już potem w tej tak ładnej i schludnej miejscowości .
Mam tylko nadzieję, że nikt tam na romskich mieszkańców nie napadał i dalej
wiedli spokojne życie w swym ładnym osiedlu.