To, że babcia postanowiła Michalinie udostępnić mieszkanie wcale nie
przyspieszyło sprawy.
Michalina, jako sprytne stworzenie, poprosiła babcię, by nie mówić nic a nic
Michałowi, że de facto to mieszkanie jest babci.
Tłumaczyła, że Michał może się niechcący wygadać przed jej rodzicami i lepiej
będzie gdy ona powie, że to jest mieszkanie jakiejś babcinej znajomej.
Na razie to i tak w tym mieszkaniu niczego się nie będzie robiło, bo Michał
ciągnie i studia i pracę, więc trzeba poczekać do wakacji.
Martwiła ją perspektywa spotkania się obu rodzin, ale i to trzeba będzie pewnie
odłożyć na wakacje.
Michał przychodził teraz regularnie do domu Michaliny w każdą niedzielę, bo
zimowa aura nie sprzyjała spacerom po mieście.Jakby na to nie spojrzeć, był
teraz "oficjalnym narzeczonym".
W połowie marca rodzice Michała przysłali zaproszenie na święta wielkanocne
dla całej rodziny Michaliny.
Rodzice stanowczo odmówili tłumacząc się innymi planami -podobno mieli
już wykupione w tym terminie wczasy, ale babcia stwierdziła, że chętnie
z tego zaproszenia skorzysta.
Michalina wystała w Orbisie bilety w obie strony.
A babcia wymogła na Michalinie "wycieczkę" do sklepów by obie nieco
odświeżyły swą garderobę.
Michał był szczęśliwy, że babcia z nimi pojedzie- wiedział, że babcię to cała
jego rodzina od razu polubi i że z pewnością się wszyscy zaprzyjaznią.
I rzeczywiście- na dworcu już czekał szwagier ( nadal tym starym gruchotem)
i ojciec Michała z młodszym synem- też samochodem, ale znacznie lepszym.
Szwagier zabrał do "gruchota" młodych, ojciec z wielką atencją usadowił
w swym samochodzie tylko babcię.
Nie wiadomo jak i co się stało, ale towarzystwo jadące gruchotem przyjechało
znacznie wcześniej niż drugi samochód. Co prawda tamci wstępowali jeszcze po
drodze po mamę Michała, no ale żeby aż godzinę dłużej jechać 20 kilometrów?
W każdym razie wszyscy troje przyjechali w dobrych humorach i mówili już
sobie po imieniu.
Była pierwsza dekada kwietnia i słońce już chwilami całkiem niezle grzało
więc w lany poniedziałek pojechali do Grudziądza- obie warszawianki nigdy
nie były w tym mieście, więc tata Michała służył za przewodnika.
Podobno grudziądzka Starówka była pierwowzorem warszawskiej Starówki,
ale spory na ten temat trwają do dzisiejszego dnia..
Jak zawsze wszystko co miłe szybko się kończy więc i święta minęły szybko.
Najchętniej do Warszawy wracał Michał - podobało mu się to miasto i sam
się zastanawiał jak mógł dobrze się czuć w tak niewielkim mieście jak
Kwidzyń a do tego mieszkając w pewnej odległości od niego.
Gdy Michalina powiedziała, że z chęcią zamieszkałaby w tamtych okolicach,
a tak naprawdę nawet jeszcze dalej, w rejonie Borów Tucholskich był wielce
zdumiony i oświadczył, że on się z Warszawy na pewno nie wyprowadzi.
Oczywiście, mogą latem lub jesienią pojechać w Bory Tucholskie, ale nie po to
by tam stale mieszkać.
Na początku czerwca Michalina pomyślnie zdała egzamin z ukończenia kursu.
W kilka dni pózniej dostała pracę w zakładzie podzespołów radiowych.
Dojazd do pracy zajmował jej niemal godzinę, no ale to są uroki mieszkania
w dużym mieście.
Dzień, w którym Michalina otrzymała swe pierwsze wynagrodzenie za pracę
uświadomił jej, że nieodwołalnie skończyło się dzieciństwo.
Gdy Michał skończył letnią sesję (oczywiście bez problemów) Michalina wpadła
na pomysł, że jako osoba dorosła i pracująca mogłaby się wyprowadzić od
rodziców i zamieszkać w babcinym mieszkanku.
Ale ten plan nie zyskał babcinej aprobaty - stwierdziła, że ona to mieszkanie
wynajmie dopiero wtedy, gdy młodzi się pobiorą. Zresztą tam trzeba jeszcze wiele
pracy włożyć, by nadawało się do zamieszkania.
W tamtym czasie spółdzielcze mieszkania oddawano wykończone "pod klucz"-
była armatura w kuchni i łazience oraz podstawowe wyposażenie jak wanna,
umywalka, wc a w kuchni zlewozmywak i kuchenka gazowa.. Co prawda
obecność glazury ograniczała się do jednego rządku tejże nad wanną, umywalką
i zlewozmywakiem.
Zdaniem babci wpierw należało zorientować się co należy zrobić i wykonać od
razu wszystko, gdy mieszkanie jeszcze nie umeblowane, bo potem będzie to bardzo
kłopotliwe- po prostu nie będzie tzw. "pola manewru" w tej ciasnocie.
Pewnej lipcowej niedzieli babcia wraz z Michaliną wybrały się do tego nowego
mieszkania. Budynek był typowym warszawskim mrówkowcem. Nie było tu
parteru, ich miejsce zajmowały lokale użytkowe- był między innymi sklep
spożywczy, punkt napraw drobnego sprzętu AGD a po drugiej stronie budynku
miał być lada moment otwarty jakiś bar. Do jednej z głównych ulic miasta było
około 500m, do drugiej, nieco mniej ważnej chyba 70m.
Budynek miał 11 pięter, na każdym piętrze był 12 mieszkań, wszystkie identyczne.
Cztery windy pracowicie dowoziły lokatorów do ich mieszkań. A w holu na dole
był nawet portier i kiosk "Ruchu". Druga połowa budynku była identyczna.
Widok tego maleńkiego mieszkania nieco przeraził Michalinę - no ale 38 m kw.
na dwa pokoje, kuchnię i łazienkę to naprawdę niewiele. Mieszkanie, w którym
teraz mieszkała miało ok. 75 m kwadratowych., ale to był budynek wybudowany
jeszcze przed wojną.
Gdy kręciły się w kółko patrząc co trzeba zrobić, by tu zamieszkać, Michalina
wpadała w coraz gorszy nastrój. Przerażała ją wizja wydatków, które trzeba będzie
ponieść.
A poza tym już samo zdobycie glazury i różnych materiałów wykończeniowych
było sporym problemem.
Postanowiły, że wpierw znajdą jakiegoś majstra-budowlańca, który oceni zakres
potrzebnych robót i ewentualnie zrobi wstępny kosztorys.
Postanowiły zapytać portiera, czy nie zna aby kogoś odpowiedniego do podjęcia się
tej pracy.
Portier polecił im jakiegoś "fachowca", nawet sam do niego zatelefonował i umówił
obie panie za dwa tygodnie- też w niedzielę, ale wieczorem.
Michalina po powrocie do domu długo rozmyślała nad tym nowym mieszkaniem.
Wiadomo, na bezrybiu i rak ryba, ale mieszkanie w takiej klatce, w mrówkowcu
z widokiem na dwa inne mrówkowce nie było miłą perspektywą.
I pomyśleć, że na to mieszkanie babcia czekała niemal 7 lat , na domiar złego było
naprawdę drogie i spłacanie jego miało jeszcze potrwać wiele lat. Na szczęście
było to tzw. "mieszkanie własnościowe", więc teoretycznie można było je
z czasem sprzedać- po spłaceniu.
c.d.n.
Pisanie to nie wszystko. Są dni,w których napisanie PONIEDZIAŁEK wcale się nie liczy. A.A.Milne
czwartek, 1 lutego 2018
poniedziałek, 29 stycznia 2018
Michalina-cz.VII
I było tak jak w porzekadle- święta,święta i po świętach. Do Warszawy wracali
już "normalnie", czyli pociągiem.
Przez całe święta Michalina czuła się nieco bajkowo, bo nie da się ukryć, że
bardzo różniły się one od świąt, które dotąd spędzała w domu.
Nie było żadnych narzekań na przedświąteczne trudy przygotowań, nikt nie ględził
z przekąsem o podtrzymywaniu tradycji a ojciec Michała , nim zasiedli do stołu,
złożył wszystkim bardzo zwyczajne życzenia-niech się spełnia wszystkie marzenia.
Kolacja wigilijna nie była tradycyjna, czyli postna .
Ale największe wrażenie zrobiła na Michalinie choinka- choinka "robiła" za stojak
ze słodyczami- wisiały na niej pierniczki, różne cukierki w kolorowych celofanach,
bardzo małe, czerwone jabłka, suszone figi, kruche ciasteczka, czekoladki. Pod
choinką stał niski stolik, na którym na małych tackach można było znależc to
wszystko co na niej wisiało oraz różne domowe ciasta oraz "normalne " jabłka, bo
te choinkowe były tylko ładne, niestety nie były smaczne.
Te kilka godzin jazdy pociągiem przygotowały Michalinę na spotkanie z domową
rzeczywistością- skwaszoną miną mamy i chłodnym spojrzeniem ojca.
Witając się z babcią Michalina szepnęła jej tylko, że było cudownie i wieczorem
opowie.
No- zagaiła mama- i jaką będziesz miała świekrę?
Cudowną, bezkonfliktową, już ją polubiłam - Michalina z rozkoszą wetknęła matce
szpilkę.
Mamo, chyba byłoby dobrze, gdybyście się wszyscy razem poznali.Planujemy
z Michałem, żeby oni przyjechali do Warszawy gdy skończy się Michałowi
sesja.
Nie będę się spotykał z jakimiś wieśniakami- warknął ojciec.
Michalina, choć ją z lekka zatrzęsło, bardzo spokojnie odpowiedziała- zrobisz jak
zechcesz, ale szkoda, że nie jesteś tak kulturalny jak mój przyszły teść-wieśniak.
To może tam zamieszkacie, skoro to tacy wspaniali ludzie- no bo przecież chyba
nie tutaj? a ślub to już był czy jeszcze nie? - w pełnej gotowości bojowej matka
szybko wsparła ojca.
Michalina popatrzyła się tylko na rodziców, wzruszyła ramionami i wyszła
z pokoju. Chciało się jej płakać i krzyczeć, wykrzyczeć im całą swą złość i żal,
które w niej od lat tkwiły.
Zamiast tego poszła do swego pokoju i przekręciła klucz w drzwiach.
Stanęła w oknie i bezmyślnie patrzyła na przejeżdżające tramwaje i samochody.
Po pół godzinie usłyszała delikatne pukanie do drzwi- to pukała babcia, która
jako jedyna w tym domu uważała, że do pokoju dorosłej już wnuczki nie wchodzi
się bez pukania.
Michalina szybko podbiegła do drzwi , przekręciła klucz w drzwiach i je otwarła.
Babcia weszła i mocno przytuliła dziewczynę.
Wszystko słyszałam, choć głucha jestem. Wrzeszczą jakby mieli nieboszczyka
obudzić. Przyjdz do mnie na herbatkę za półgodziny, porozmawiamy u mnie,
ta moja kotara na drzwiach dobrze tłumi rozmowy- zaśmiała się babcia.
W babcinym pokoju, na ścianie z drzwiami wisiała dwuczęściowa bardzo
gruba kotara, która znakomicie wyciszała wszelakie domowe dzwięki i te,
które wydobywały się z pokoju gdy babcia słuchała swych płyt jak i te, które
dobiegały do pokoju babci.
Babcia z ciekawością wysłuchała dość długiej opowieści o wszystkim co
spotkało Michalinę od chwili wyjazdu z domu. Gdy dziewczyna skończyła
swą opowieść, babcia zamyśliła się. Po dłuższej chwili milczenia spytała-
a czy ty go Michasiu kochasz? czy wyobrażasz sobie z nim wspólne życie,
posiadanie dziecka i wszystkie trudy z tym związane? Czy jesteś na to gotowa?
Babciu, ja nie wiem czy go kocham.Nigdy dotąd nie kochałam żadnego
żywego chłopaka.
O Boże- przerwała babcia - chyba nie powiesz, że kochałaś się w umrzykach!
Oj nie, tylko chciałam powiedzieć że były to osoby, które sobie wymyślałam.
Chociaż może ze dwa razy to byli istniejący faceci, jak choćby nasz pan od
fizyki, jeszcze w podstawówce. Przez cały rok miałam wtedy piątkę z fizyki.
A potem ten dermatolog, do którego chodziłam z tymi swoimi alergiami.
On oglądał moje wypryski a ja sobie wyobrażałam różne niemożliwe rzeczy.
Szkoda, że nie zakochałaś się w jakimś dentyście - może z miłości nie
unikałabyś tak skutecznie gabinetu dentystycznego, czekając aż do zapalenia
okostnej- skonstatowała spokojnie babcia.
No to powiedz mi teraz szczerze- tęsknisz za Michałem gdy go dłużej nie
widzisz?Lubisz, gdy jest bardzo blisko ciebie, gdy cię dotyka, przytula?
Michalina zamyśliła się - brakowało mi go trochę gdyśmy się nie spotykali. On
jest dla mnie dobry i łagodny, jest bardzo cierpliwy a ja czasem jestem bardzo
niecierpliwa, często się złoszczę. I on to wszystko spokojnie wytrzymuje.
Michał to trochę fantasta, nie mamy przecież pieniędzy, jeszcze nie zarabiamy,
nie mamy mieszkania a on już chce się żenić.
Wiesz Babciu, jego siostra mówiła, że Michał zakochany we mnie po uszy, ale
ani razu mi nie powiedział, że mnie kocha. Tylko raz powiedział, że gdyby nie
był we mnie zakochany to nie łaziłby wciąż za mną i nie zaręczał się i nie mówił
o ślubie.......
No i nie wiózłby cię przez pół Polski do swych rodziców angażując w to
swego szwagra - dokończyła babcia.
Babciu, jego siostra powiedziała, że jestem jakby z innej epoki i to bardzo się
Michałowi podoba.
A co, pokazywałaś mu zdjęcia swojej prababci Julii ? Jesteś do niej podobna i
czeszesz się właśnie tak jak ona.
Babcia wstała z fotela i podeszła do komody, w której trzymała zdjęcia i po
chwili podała Michalinie stare, pożółkłe i wyblakłe zdjęcie.
Rzeczywiście dziewczyna ze zdjęcia miała takie samo uczesanie i taką samą
oprawę oczu i wykrój ust jak Michalina, ale czoło, owal twarzy i bardzo
mocno zarysowany podbródek zakłócały to podobieństwo.
No tak- powiedziała cicho Michalina- kto dziś nosi włosy długie do połowy
pleców, czesze się z przedziałkiem po środku, splata włosy w warkocze i na
dodatek upina je na głowie zwijając w obwarzanki? Chyba tylko ja.
To dziwne, bo ja tego zdjęcia nigdy nie widziałam.
Michasiu, powiedz mi, czy wyście podjęli jakąś decyzję odnośne swej wspólnej
przyszłości? Wiem, jesteście zaręczeni i co dalej. A właściwiej byłoby zapytać
a kiedy następny krok?
Babciu, Michał chciałby już, natychmiast, bo pracuje na 1/2 etatu i wydaje mu
się, że krocie zarabia.A ja myślę, że najprędzej za rok bo wtedy już oboje
będziemy zarabiać i będzie nas stać na wynajęcie jakiegoś pokoju.
Ja wam wynajmę swoje mieszkanie, pod warunkiem, że słowa nie piśniecie
nikomu, że to moje. Twój ojciec udusiłby mnie własnymi rękami ze złości,
że zamiast się wyprowadzić a jemu zapisać to mieszkanie nadal tu będę
mieszkać a nowe mieszkanie zapiszę darowizną na ciebie- spokojnie, niczym
kwestię na scenie powiedziała babcia.
A jak mnie zezłości i to mieszkanie zapiszę tobie, wykluczając go z testamentu.
Jest taka możliwość i mogę z niej skorzystać.
Naprawdę nam wynajmiesz te dwa pokoje z kuchnią, które dostaniesz?
Dziecinko, ja już je dostałam, tylko stoi puste bo nie mam siły się za to wszystko
zabrać. Pomyślałam,że może w czasie wakacji Michał mógłby tam razem
z kolegą trochę popracować. Jest niezłe ale maleńkie- kuchnia jest bardzo
mała, ale jest już zlewozmywak i kuchnia gazowo-elektryczna. Jest miejsce na
blat i szafki wiszące.
Jest też imitacja łazienki - jest wanna, umywalka i wc i chyba nic więcej się
tam nie zmieści. I osobliwy wynalazek - jeden wspólny kran do umywalki
i wanny. Przedpokój też dla krasnoludków, nie ma miejsca na szafę, nie
wiem czy się zmieści normalny wieszak na cztery płaszcze.
W mniejszym pokoju zmieści się podwójny tapczan, płytki regał i dwudrzwiowa
szafa.
Pomiędzy dużym pokojem a kuchnią jest kawał okna, jak postawicie pod nim
w pokoju stół, to będziesz mogła podawać jedzenie nie wychodząc z kuchni.
Na wprost tego kuchennego okna jest ściana z jednym wąskim oknem niemal
pod sufitem i drzwiami balkonowymi bez balkonu.Kaloryfer jest na jednej
z bocznych ścian, zupełnie bez pojęcia. Podłoga jest z niby parkietu.
I ja wam to mieszkanie wynajmę, a to co z was zedrę, wpłacę na PKO,
żebyś miała jakiś swój rezerwowy fundusz. Dam ci upoważnienie na tę
książeczkę oszczednościową.
I to się w tej nomenklaturze nazywa mieszkanie - parsknęła ze zgorszeniem
babcia.
c.d.n.
już "normalnie", czyli pociągiem.
Przez całe święta Michalina czuła się nieco bajkowo, bo nie da się ukryć, że
bardzo różniły się one od świąt, które dotąd spędzała w domu.
Nie było żadnych narzekań na przedświąteczne trudy przygotowań, nikt nie ględził
z przekąsem o podtrzymywaniu tradycji a ojciec Michała , nim zasiedli do stołu,
złożył wszystkim bardzo zwyczajne życzenia-niech się spełnia wszystkie marzenia.
Kolacja wigilijna nie była tradycyjna, czyli postna .
Ale największe wrażenie zrobiła na Michalinie choinka- choinka "robiła" za stojak
ze słodyczami- wisiały na niej pierniczki, różne cukierki w kolorowych celofanach,
bardzo małe, czerwone jabłka, suszone figi, kruche ciasteczka, czekoladki. Pod
choinką stał niski stolik, na którym na małych tackach można było znależc to
wszystko co na niej wisiało oraz różne domowe ciasta oraz "normalne " jabłka, bo
te choinkowe były tylko ładne, niestety nie były smaczne.
Te kilka godzin jazdy pociągiem przygotowały Michalinę na spotkanie z domową
rzeczywistością- skwaszoną miną mamy i chłodnym spojrzeniem ojca.
Witając się z babcią Michalina szepnęła jej tylko, że było cudownie i wieczorem
opowie.
No- zagaiła mama- i jaką będziesz miała świekrę?
Cudowną, bezkonfliktową, już ją polubiłam - Michalina z rozkoszą wetknęła matce
szpilkę.
Mamo, chyba byłoby dobrze, gdybyście się wszyscy razem poznali.Planujemy
z Michałem, żeby oni przyjechali do Warszawy gdy skończy się Michałowi
sesja.
Nie będę się spotykał z jakimiś wieśniakami- warknął ojciec.
Michalina, choć ją z lekka zatrzęsło, bardzo spokojnie odpowiedziała- zrobisz jak
zechcesz, ale szkoda, że nie jesteś tak kulturalny jak mój przyszły teść-wieśniak.
To może tam zamieszkacie, skoro to tacy wspaniali ludzie- no bo przecież chyba
nie tutaj? a ślub to już był czy jeszcze nie? - w pełnej gotowości bojowej matka
szybko wsparła ojca.
Michalina popatrzyła się tylko na rodziców, wzruszyła ramionami i wyszła
z pokoju. Chciało się jej płakać i krzyczeć, wykrzyczeć im całą swą złość i żal,
które w niej od lat tkwiły.
Zamiast tego poszła do swego pokoju i przekręciła klucz w drzwiach.
Stanęła w oknie i bezmyślnie patrzyła na przejeżdżające tramwaje i samochody.
Po pół godzinie usłyszała delikatne pukanie do drzwi- to pukała babcia, która
jako jedyna w tym domu uważała, że do pokoju dorosłej już wnuczki nie wchodzi
się bez pukania.
Michalina szybko podbiegła do drzwi , przekręciła klucz w drzwiach i je otwarła.
Babcia weszła i mocno przytuliła dziewczynę.
Wszystko słyszałam, choć głucha jestem. Wrzeszczą jakby mieli nieboszczyka
obudzić. Przyjdz do mnie na herbatkę za półgodziny, porozmawiamy u mnie,
ta moja kotara na drzwiach dobrze tłumi rozmowy- zaśmiała się babcia.
W babcinym pokoju, na ścianie z drzwiami wisiała dwuczęściowa bardzo
gruba kotara, która znakomicie wyciszała wszelakie domowe dzwięki i te,
które wydobywały się z pokoju gdy babcia słuchała swych płyt jak i te, które
dobiegały do pokoju babci.
Babcia z ciekawością wysłuchała dość długiej opowieści o wszystkim co
spotkało Michalinę od chwili wyjazdu z domu. Gdy dziewczyna skończyła
swą opowieść, babcia zamyśliła się. Po dłuższej chwili milczenia spytała-
a czy ty go Michasiu kochasz? czy wyobrażasz sobie z nim wspólne życie,
posiadanie dziecka i wszystkie trudy z tym związane? Czy jesteś na to gotowa?
Babciu, ja nie wiem czy go kocham.Nigdy dotąd nie kochałam żadnego
żywego chłopaka.
O Boże- przerwała babcia - chyba nie powiesz, że kochałaś się w umrzykach!
Oj nie, tylko chciałam powiedzieć że były to osoby, które sobie wymyślałam.
Chociaż może ze dwa razy to byli istniejący faceci, jak choćby nasz pan od
fizyki, jeszcze w podstawówce. Przez cały rok miałam wtedy piątkę z fizyki.
A potem ten dermatolog, do którego chodziłam z tymi swoimi alergiami.
On oglądał moje wypryski a ja sobie wyobrażałam różne niemożliwe rzeczy.
Szkoda, że nie zakochałaś się w jakimś dentyście - może z miłości nie
unikałabyś tak skutecznie gabinetu dentystycznego, czekając aż do zapalenia
okostnej- skonstatowała spokojnie babcia.
No to powiedz mi teraz szczerze- tęsknisz za Michałem gdy go dłużej nie
widzisz?Lubisz, gdy jest bardzo blisko ciebie, gdy cię dotyka, przytula?
Michalina zamyśliła się - brakowało mi go trochę gdyśmy się nie spotykali. On
jest dla mnie dobry i łagodny, jest bardzo cierpliwy a ja czasem jestem bardzo
niecierpliwa, często się złoszczę. I on to wszystko spokojnie wytrzymuje.
Michał to trochę fantasta, nie mamy przecież pieniędzy, jeszcze nie zarabiamy,
nie mamy mieszkania a on już chce się żenić.
Wiesz Babciu, jego siostra mówiła, że Michał zakochany we mnie po uszy, ale
ani razu mi nie powiedział, że mnie kocha. Tylko raz powiedział, że gdyby nie
był we mnie zakochany to nie łaziłby wciąż za mną i nie zaręczał się i nie mówił
o ślubie.......
No i nie wiózłby cię przez pół Polski do swych rodziców angażując w to
swego szwagra - dokończyła babcia.
Babciu, jego siostra powiedziała, że jestem jakby z innej epoki i to bardzo się
Michałowi podoba.
A co, pokazywałaś mu zdjęcia swojej prababci Julii ? Jesteś do niej podobna i
czeszesz się właśnie tak jak ona.
Babcia wstała z fotela i podeszła do komody, w której trzymała zdjęcia i po
chwili podała Michalinie stare, pożółkłe i wyblakłe zdjęcie.
Rzeczywiście dziewczyna ze zdjęcia miała takie samo uczesanie i taką samą
oprawę oczu i wykrój ust jak Michalina, ale czoło, owal twarzy i bardzo
mocno zarysowany podbródek zakłócały to podobieństwo.
No tak- powiedziała cicho Michalina- kto dziś nosi włosy długie do połowy
pleców, czesze się z przedziałkiem po środku, splata włosy w warkocze i na
dodatek upina je na głowie zwijając w obwarzanki? Chyba tylko ja.
To dziwne, bo ja tego zdjęcia nigdy nie widziałam.
Michasiu, powiedz mi, czy wyście podjęli jakąś decyzję odnośne swej wspólnej
przyszłości? Wiem, jesteście zaręczeni i co dalej. A właściwiej byłoby zapytać
a kiedy następny krok?
Babciu, Michał chciałby już, natychmiast, bo pracuje na 1/2 etatu i wydaje mu
się, że krocie zarabia.A ja myślę, że najprędzej za rok bo wtedy już oboje
będziemy zarabiać i będzie nas stać na wynajęcie jakiegoś pokoju.
Ja wam wynajmę swoje mieszkanie, pod warunkiem, że słowa nie piśniecie
nikomu, że to moje. Twój ojciec udusiłby mnie własnymi rękami ze złości,
że zamiast się wyprowadzić a jemu zapisać to mieszkanie nadal tu będę
mieszkać a nowe mieszkanie zapiszę darowizną na ciebie- spokojnie, niczym
kwestię na scenie powiedziała babcia.
A jak mnie zezłości i to mieszkanie zapiszę tobie, wykluczając go z testamentu.
Jest taka możliwość i mogę z niej skorzystać.
Naprawdę nam wynajmiesz te dwa pokoje z kuchnią, które dostaniesz?
Dziecinko, ja już je dostałam, tylko stoi puste bo nie mam siły się za to wszystko
zabrać. Pomyślałam,że może w czasie wakacji Michał mógłby tam razem
z kolegą trochę popracować. Jest niezłe ale maleńkie- kuchnia jest bardzo
mała, ale jest już zlewozmywak i kuchnia gazowo-elektryczna. Jest miejsce na
blat i szafki wiszące.
Jest też imitacja łazienki - jest wanna, umywalka i wc i chyba nic więcej się
tam nie zmieści. I osobliwy wynalazek - jeden wspólny kran do umywalki
i wanny. Przedpokój też dla krasnoludków, nie ma miejsca na szafę, nie
wiem czy się zmieści normalny wieszak na cztery płaszcze.
W mniejszym pokoju zmieści się podwójny tapczan, płytki regał i dwudrzwiowa
szafa.
Pomiędzy dużym pokojem a kuchnią jest kawał okna, jak postawicie pod nim
w pokoju stół, to będziesz mogła podawać jedzenie nie wychodząc z kuchni.
Na wprost tego kuchennego okna jest ściana z jednym wąskim oknem niemal
pod sufitem i drzwiami balkonowymi bez balkonu.Kaloryfer jest na jednej
z bocznych ścian, zupełnie bez pojęcia. Podłoga jest z niby parkietu.
I ja wam to mieszkanie wynajmę, a to co z was zedrę, wpłacę na PKO,
żebyś miała jakiś swój rezerwowy fundusz. Dam ci upoważnienie na tę
książeczkę oszczednościową.
I to się w tej nomenklaturze nazywa mieszkanie - parsknęła ze zgorszeniem
babcia.
c.d.n.
sobota, 27 stycznia 2018
Michalina- cz.VI
Wspomnienie drogi do rodziny Michała wracało do Michaliny niczym zły sen.
Całą drogę padał mokry śnieg, było ślisko i prowadzenie samochodu wymagało
naprawdę skupienia.
Rozmowa sprowadzała się do narzekania obu mężczyzn na opieszałość służb
drogowych, na bardzo złą widoczność i na niedostatki starego samochodu.
Z rozmowy wynikało, że odbiór nowego samochodu miał "poślizg" i nawet fakt,
że połowę kosztów szwagier Michała uiścił w dewizach nie miał właściwie
żadnego wpływu na to, by odbiór nastąpił w terminie.
Michalina pocieszyła ich, że "poślizgi" są również w budownictwie -jakaś jej
znajoma z kursu niemal rok temu miała odebrać klucze do nowego mieszkania,
ale sądząc po stanie w jakim jest budynek, to będzie dobrze gdy mieszkanie
będzie do odbioru za rok.
Michalina była już zmęczona tą jazdą, zmarzły jej nogi, chciało się pić, ale
myśl, że każdy postój to "strata czasu" powstrzymywała ją przed mówieniem
o swych potrzebach i gdyby nie pytanie Stefana, czy nie jest jej przypadkiem
zbyt chłodno, cierpiałaby dalej.
Postanowili zrobić krótką przerwę w podróży w najbliższej miejscowości.
Stefan zatrzymał się koło zajazdu, przy którym parkowało wiele TIRów.
Przekonał się bowiem, że jeżeli w którymś zajezdzie dobrze karmią, to
zawsze pełno przy nim TIRów.
Postanowili zjeść solidną, gorącą zupę i tradycyjnego schabowego, a do kawy
Michał sobie i Michalinie dodał po pół kieliszka koniaku. Gdy wsiadali do
samochodu Stefan wyciągnął z torby gruby, wełniany koc i razem z Michałem
opatulili nim Michalinę, zdjąwszy jej wcześniej buty. Po ciepłym posiłku
i wzmocnionej kawie Michalina zasnęła jak niemowlę.
Została obudzona dopiero na podwórku domu siostry Michała. Niewiele
brakowało a byłaby wysiadła bez butów.
Siostra Michała bardzo serdecznie powitała Michalinę, śmiała się radośnie,
że "przyjechały dwa Michały", potem zaprowadziła Michalinę do pokoju
na piętrze, pokazała co gdzie jest, powiedziała, że Michalina może używać
wszystko co jest w łazience, łącznie ze szlafrokiem i powiedziała, że zaczeka na
nią na dole. A Michał chyba chyba pójdzie do rodziców, nie wiadomo po co bo
przecież oni przyjdą za dwie godziny na kolację.
Pokój miał wystrój w tonacji delikatnej, jasnej zieleni, narzuta na tapczanie,
poduszki , dywan, zasłony - wszystko jaśniało bladą zielonością i podkreślało
prostotę jasnych mebli rodem z ŁADu lub Cepelii.
Pokój był przytulny a okno wychodziło na wielką , białą, okrytą śniegiem
płaszczyznę, za którą widać było nieduży zagajnik.
Michalina kontemplowała przez dłuższą chwilę krajobraz, wreszcie poszła do
łazienki, odświeżyła się nieco i zmieniła ubranie.
Potem, nieco stremowana, zeszła na dół.
Okazało się, że nie ma Michała i Stefana , obaj poszli po choinkę do ogrodnika.
Basia, siostra Michała, usadziła w kuchni Michalinę, zrobiła jej herbatę, podała
do niej domowe ciasteczka i z uśmiechem powiedziała- cieszę się, że będziesz
w naszej rodzinie. Jesteś taka jakaś inna, jakby z nieco innej epoki. Nigdy się
nie malujesz?
Michalina roześmiała się - chciałabym się malować, ale niemal wszystko mnie
uczula. Włosy myję szamponem dla dzieci , używam dziecięcego mydła a
kremem przeciw odparzeniom smaruję twarz. To jest dość męczące, niestety.
Chciałabym móc umalować oczy, wytuszować rzęsy, ale zamiast się upiększyć
wyglądałabym jak ropucha, bo zaraz bym była cała opuchnięta. Chciałabym też
móc ufarbować włosy, ściąć je, mieć trwałą ondulację. Ale nie zrobię tego, boję
się uczulenia.
Basia objęła ją i leciutko uścisnęła- ale tobie wcale nie jest potrzebna zmiana
koloru włosów, masz taki ładny popielaty blond! I tak stylowo zaplatasz włosy!
Uważam, że wyglądasz świetnie, mój brat ma dobry gust.
O, zobacz, nasi panowie wracają. Stały we dwie przy oknie, obserwując jak
panowie manewrują w furtce z bardzo dużą i zapewne ciężką choinką, którą
ponieśli za dom, znikając z pola widzenia.
Chyba nieco zaszaleli, to jest ogromna jodła, nie wiem jak ona się zmieści
w salonie- martwiła się Basia.
No ale to będzie ich zmartwienie, nie nasze - pocieszyła ją Michalina.
Pomożesz mi trochę w szykowaniu kolacji? -zapytała Basia.
Michalina szybko skinęła głowa- tylko mi powiedz co mam robić, bardzo
chętnie pomogę.
Co cztery ręce to nie dwie. Basia stwierdziła, że kolację zjedzą nie w salonie a
w kuchni, bo tu jest wygodniej, wszystko jest pod ręką. Włączyła piekarnik
i ze spiżarni przylegającej do kuchni wyjęła olbrzymią blachę wypełnioną
jakimiś składnikami. Potem Michalina miała stopniowo polewać zawartość
blachy śmietaną z żółtkami i gdy piekarnik osiągnie 220 stopni wstawić blachę
do piekarnika. Tymczasem Basia kroiła składniki sałatki warzywnej, układała
w koszyku kromki pieczywa, zdobiła masło listkami natki. Zapiekanka miała
spędzić w piekarniku 30 minut, czyli wyjmą ją z piekarnika równo w pięć minut
po przyjściu rodziców i młodszego brata.
Oni są straszliwie punktualni- jak powiedzieli, że przyjdą o siódmej, to mur-beton
wejdą co do sekundy o siódmej, zobaczysz- informowała Michalinę Basia.
Mama ma lekkiego fioła na punkcie punktualności, co czasami jest straszliwie
denerwujące nas wszystkich. Bo nie żyjemy przecież na bezludnej wyspie,
w wielu przypadkach zależymy od działania innych osób, a ludzie są przecież
bardzo różni- perorowała Basia.
Michalina roześmiała się - każdy z nas ma jakiegoś fioła, który innym przeszkadza.
Ja się wcale nie mogę dogadać ze swoimi rodzicami, wszystko według nich robię
zle. Gdyby nie babcia to bym chyba się powiesiła. Basia kiwnęła ze zrozumieniem
głową - w wielu domach tak bywa.
Gdy zegar pokazał siódmą zabrzmiał dzwonek przy furtce, Basia nacisnęła guzik
domofonu i wyszła do przedpokoju. Po chwili do kuchni weszli rodzice Michała
i jego młodszy brat, który otrzymał od Basi polecenie odszukania Stefana i
Michała. Matka Michała podeszła do Michaliny i mówiąc "witaj dziecino" mocno
ją objęła. Jesteś taka, jak cię opisywał Michał.
Przyszły teść uśmiechnął się , wydobył Michalinę z objęć swej żony , też ją objął
i powiedział - witaj w rodzinie.
Po chwili wpadł jaki burza młodszy brat i to wprost na Michalinę omal jej nie
wywracając, za co został skarcony przez Basię.
Ja jestem Tomek, brat Basi i Michała, czy to prawda, że zostaniesz moją bratową?
Żywiołowy młody człowiek został spiorunowany wzrokiem mamy, spiekł raka
i szybko wyjąkał- przepraszam, ale nie powiedziałem przecież nic złego.
Całe to powitanie wzruszyło i rozśmieszyło Michalinę. W kilka minut pózniej
wrócili Stefan i Michał a Basia poprosiła by wszyscy usiedli do stołu.
Michalina siedziała obok Michała, który promieniał, dopytywał się czy wszystko
Michalinie smakuje, co chwilę zaglądał w jej oczy a Michalina "topniała".
Minęła trema, nie czuła się tu obco, co ją w pewien sposób zdziwiło.
Żałowała, że nie ma tu babci, której z całą pewnością spodobałaby się rodzina
Michała.
Przy deserze ojciec zapytał Michała o ślub- kiedy planują, jaki i gdzie, czy chcą
mieć wesele. Michał zerkając na Michalinę powiedział, że ze ślubem jeszcze
nieco poczekają, że nie chcą brać ślubu kościelnego a wesele to im raczej nie
jest potrzebne. Bo wesele to tylko duży wydatek, lepiej będzie gdy najbliższa
rodzina obojga spotka się na wspólnym obiedzie w którejś restauracji.
No i chyba jasne, że ślub odbędzie się w Warszawie.
No dobrze, ale co o tym sądzi twoja narzeczona? Może jednak chce mieć swoje
przysłowiowe pięć minut i wystąpić w pięknej, białej sukni , posłuchać
w zadumie pieśni Ave Maria a potem przetańczyć w twych ramionach całą noc?
Michasiu, powiedz proszę, co ty o tym sądzisz.
Michalina zarumieniła się i bardzo cicho powiedziała- ślub chyba odłożymy do
czasu, aż oboje zaczniemy pracować, żeby móc wynająć mieszkanie. I zupełnie
wystarczy mi ślub cywilny, bo nie jestem katoliczką. Babcia brała ślub w cerkwi,
moi rodzice tylko cywilny ja nie jestem ochrzczona, więc odpada ślub kościelny,
bo żeby go dostąpić musiałabym wpierw się ochrzcić, potem przyjąć pierwszą
komunię, potem mieć bierzmowanie i wcale nie mam takiego zamiaru.
I nie jest to sprawa pieniędzy a tylko i jedynie poglądów.
A na białej sukni i weselu to mi wcale nie zależy. Może byłoby miło gdzieś
pojechać zaraz po ślubie ale nie jest to wcale konieczne.
Bardzo trzezwo myślisz dziecino - powiedziała matka Michała.
Prawdę mówiąc, my się zgodzimy na wszystko co wy w tej materii sobie
wydumacie - to wasz ślub i ma być taki jaki wam odpowiada, nawet gdybyście
mieli go brać w kopalni 500 metrów pod ziemią.
Ale jak widzę aż tak ekstremalnego ślubu nie będzie- dokończyła z uśmiechem.
c.d.n.
Całą drogę padał mokry śnieg, było ślisko i prowadzenie samochodu wymagało
naprawdę skupienia.
Rozmowa sprowadzała się do narzekania obu mężczyzn na opieszałość służb
drogowych, na bardzo złą widoczność i na niedostatki starego samochodu.
Z rozmowy wynikało, że odbiór nowego samochodu miał "poślizg" i nawet fakt,
że połowę kosztów szwagier Michała uiścił w dewizach nie miał właściwie
żadnego wpływu na to, by odbiór nastąpił w terminie.
Michalina pocieszyła ich, że "poślizgi" są również w budownictwie -jakaś jej
znajoma z kursu niemal rok temu miała odebrać klucze do nowego mieszkania,
ale sądząc po stanie w jakim jest budynek, to będzie dobrze gdy mieszkanie
będzie do odbioru za rok.
Michalina była już zmęczona tą jazdą, zmarzły jej nogi, chciało się pić, ale
myśl, że każdy postój to "strata czasu" powstrzymywała ją przed mówieniem
o swych potrzebach i gdyby nie pytanie Stefana, czy nie jest jej przypadkiem
zbyt chłodno, cierpiałaby dalej.
Postanowili zrobić krótką przerwę w podróży w najbliższej miejscowości.
Stefan zatrzymał się koło zajazdu, przy którym parkowało wiele TIRów.
Przekonał się bowiem, że jeżeli w którymś zajezdzie dobrze karmią, to
zawsze pełno przy nim TIRów.
Postanowili zjeść solidną, gorącą zupę i tradycyjnego schabowego, a do kawy
Michał sobie i Michalinie dodał po pół kieliszka koniaku. Gdy wsiadali do
samochodu Stefan wyciągnął z torby gruby, wełniany koc i razem z Michałem
opatulili nim Michalinę, zdjąwszy jej wcześniej buty. Po ciepłym posiłku
i wzmocnionej kawie Michalina zasnęła jak niemowlę.
Została obudzona dopiero na podwórku domu siostry Michała. Niewiele
brakowało a byłaby wysiadła bez butów.
Siostra Michała bardzo serdecznie powitała Michalinę, śmiała się radośnie,
że "przyjechały dwa Michały", potem zaprowadziła Michalinę do pokoju
na piętrze, pokazała co gdzie jest, powiedziała, że Michalina może używać
wszystko co jest w łazience, łącznie ze szlafrokiem i powiedziała, że zaczeka na
nią na dole. A Michał chyba chyba pójdzie do rodziców, nie wiadomo po co bo
przecież oni przyjdą za dwie godziny na kolację.
Pokój miał wystrój w tonacji delikatnej, jasnej zieleni, narzuta na tapczanie,
poduszki , dywan, zasłony - wszystko jaśniało bladą zielonością i podkreślało
prostotę jasnych mebli rodem z ŁADu lub Cepelii.
Pokój był przytulny a okno wychodziło na wielką , białą, okrytą śniegiem
płaszczyznę, za którą widać było nieduży zagajnik.
Michalina kontemplowała przez dłuższą chwilę krajobraz, wreszcie poszła do
łazienki, odświeżyła się nieco i zmieniła ubranie.
Potem, nieco stremowana, zeszła na dół.
Okazało się, że nie ma Michała i Stefana , obaj poszli po choinkę do ogrodnika.
Basia, siostra Michała, usadziła w kuchni Michalinę, zrobiła jej herbatę, podała
do niej domowe ciasteczka i z uśmiechem powiedziała- cieszę się, że będziesz
w naszej rodzinie. Jesteś taka jakaś inna, jakby z nieco innej epoki. Nigdy się
nie malujesz?
Michalina roześmiała się - chciałabym się malować, ale niemal wszystko mnie
uczula. Włosy myję szamponem dla dzieci , używam dziecięcego mydła a
kremem przeciw odparzeniom smaruję twarz. To jest dość męczące, niestety.
Chciałabym móc umalować oczy, wytuszować rzęsy, ale zamiast się upiększyć
wyglądałabym jak ropucha, bo zaraz bym była cała opuchnięta. Chciałabym też
móc ufarbować włosy, ściąć je, mieć trwałą ondulację. Ale nie zrobię tego, boję
się uczulenia.
Basia objęła ją i leciutko uścisnęła- ale tobie wcale nie jest potrzebna zmiana
koloru włosów, masz taki ładny popielaty blond! I tak stylowo zaplatasz włosy!
Uważam, że wyglądasz świetnie, mój brat ma dobry gust.
O, zobacz, nasi panowie wracają. Stały we dwie przy oknie, obserwując jak
panowie manewrują w furtce z bardzo dużą i zapewne ciężką choinką, którą
ponieśli za dom, znikając z pola widzenia.
Chyba nieco zaszaleli, to jest ogromna jodła, nie wiem jak ona się zmieści
w salonie- martwiła się Basia.
No ale to będzie ich zmartwienie, nie nasze - pocieszyła ją Michalina.
Pomożesz mi trochę w szykowaniu kolacji? -zapytała Basia.
Michalina szybko skinęła głowa- tylko mi powiedz co mam robić, bardzo
chętnie pomogę.
Co cztery ręce to nie dwie. Basia stwierdziła, że kolację zjedzą nie w salonie a
w kuchni, bo tu jest wygodniej, wszystko jest pod ręką. Włączyła piekarnik
i ze spiżarni przylegającej do kuchni wyjęła olbrzymią blachę wypełnioną
jakimiś składnikami. Potem Michalina miała stopniowo polewać zawartość
blachy śmietaną z żółtkami i gdy piekarnik osiągnie 220 stopni wstawić blachę
do piekarnika. Tymczasem Basia kroiła składniki sałatki warzywnej, układała
w koszyku kromki pieczywa, zdobiła masło listkami natki. Zapiekanka miała
spędzić w piekarniku 30 minut, czyli wyjmą ją z piekarnika równo w pięć minut
po przyjściu rodziców i młodszego brata.
Oni są straszliwie punktualni- jak powiedzieli, że przyjdą o siódmej, to mur-beton
wejdą co do sekundy o siódmej, zobaczysz- informowała Michalinę Basia.
Mama ma lekkiego fioła na punkcie punktualności, co czasami jest straszliwie
denerwujące nas wszystkich. Bo nie żyjemy przecież na bezludnej wyspie,
w wielu przypadkach zależymy od działania innych osób, a ludzie są przecież
bardzo różni- perorowała Basia.
Michalina roześmiała się - każdy z nas ma jakiegoś fioła, który innym przeszkadza.
Ja się wcale nie mogę dogadać ze swoimi rodzicami, wszystko według nich robię
zle. Gdyby nie babcia to bym chyba się powiesiła. Basia kiwnęła ze zrozumieniem
głową - w wielu domach tak bywa.
Gdy zegar pokazał siódmą zabrzmiał dzwonek przy furtce, Basia nacisnęła guzik
domofonu i wyszła do przedpokoju. Po chwili do kuchni weszli rodzice Michała
i jego młodszy brat, który otrzymał od Basi polecenie odszukania Stefana i
Michała. Matka Michała podeszła do Michaliny i mówiąc "witaj dziecino" mocno
ją objęła. Jesteś taka, jak cię opisywał Michał.
Przyszły teść uśmiechnął się , wydobył Michalinę z objęć swej żony , też ją objął
i powiedział - witaj w rodzinie.
Po chwili wpadł jaki burza młodszy brat i to wprost na Michalinę omal jej nie
wywracając, za co został skarcony przez Basię.
Ja jestem Tomek, brat Basi i Michała, czy to prawda, że zostaniesz moją bratową?
Żywiołowy młody człowiek został spiorunowany wzrokiem mamy, spiekł raka
i szybko wyjąkał- przepraszam, ale nie powiedziałem przecież nic złego.
Całe to powitanie wzruszyło i rozśmieszyło Michalinę. W kilka minut pózniej
wrócili Stefan i Michał a Basia poprosiła by wszyscy usiedli do stołu.
Michalina siedziała obok Michała, który promieniał, dopytywał się czy wszystko
Michalinie smakuje, co chwilę zaglądał w jej oczy a Michalina "topniała".
Minęła trema, nie czuła się tu obco, co ją w pewien sposób zdziwiło.
Żałowała, że nie ma tu babci, której z całą pewnością spodobałaby się rodzina
Michała.
Przy deserze ojciec zapytał Michała o ślub- kiedy planują, jaki i gdzie, czy chcą
mieć wesele. Michał zerkając na Michalinę powiedział, że ze ślubem jeszcze
nieco poczekają, że nie chcą brać ślubu kościelnego a wesele to im raczej nie
jest potrzebne. Bo wesele to tylko duży wydatek, lepiej będzie gdy najbliższa
rodzina obojga spotka się na wspólnym obiedzie w którejś restauracji.
No i chyba jasne, że ślub odbędzie się w Warszawie.
No dobrze, ale co o tym sądzi twoja narzeczona? Może jednak chce mieć swoje
przysłowiowe pięć minut i wystąpić w pięknej, białej sukni , posłuchać
w zadumie pieśni Ave Maria a potem przetańczyć w twych ramionach całą noc?
Michasiu, powiedz proszę, co ty o tym sądzisz.
Michalina zarumieniła się i bardzo cicho powiedziała- ślub chyba odłożymy do
czasu, aż oboje zaczniemy pracować, żeby móc wynająć mieszkanie. I zupełnie
wystarczy mi ślub cywilny, bo nie jestem katoliczką. Babcia brała ślub w cerkwi,
moi rodzice tylko cywilny ja nie jestem ochrzczona, więc odpada ślub kościelny,
bo żeby go dostąpić musiałabym wpierw się ochrzcić, potem przyjąć pierwszą
komunię, potem mieć bierzmowanie i wcale nie mam takiego zamiaru.
I nie jest to sprawa pieniędzy a tylko i jedynie poglądów.
A na białej sukni i weselu to mi wcale nie zależy. Może byłoby miło gdzieś
pojechać zaraz po ślubie ale nie jest to wcale konieczne.
Bardzo trzezwo myślisz dziecino - powiedziała matka Michała.
Prawdę mówiąc, my się zgodzimy na wszystko co wy w tej materii sobie
wydumacie - to wasz ślub i ma być taki jaki wam odpowiada, nawet gdybyście
mieli go brać w kopalni 500 metrów pod ziemią.
Ale jak widzę aż tak ekstremalnego ślubu nie będzie- dokończyła z uśmiechem.
c.d.n.
Michalina - cz.V
Niewiele się zmieniło w życiu codziennym Michaliny od dnia zaręczyn.
Oczywiście nic rodzicom nie powiedziała, za to babcia starała się przekazać
Michalinie mądrości życiowe dotyczące małżeństwa.
Michał marzył, by ten fakt nastąpił jak najprędzej, zapewne mając na myśli
konsumpcję z tym związaną, natomiast Michalinie nie spieszyło się do ślubu.
Bo babcia w ramach edukacji najmniej mówiła o przyjemnych stronach tego
stanu, znacznie więcej mówiła o obowiązkach i problemach, które często
zatruwają związek.
Michalina widziała w małżeństwie jedną, wielce pozytywną rzecz- nie będzie
musiała wysłuchiwać tego wszystkiego, co jej mówią rodzice. W jej oczach
małżeństwo było wyzwoleniem się od nich. Oni widzieli w niej same wady,
a Michał niemal same zalety.
Zastanawiała się nad stanem swych uczuć do Michała - uczciwie mówiąc
miał w jej sercu dopiero trzecie miejsce po babci i...psie.
Lubiła gdy ją przytulał i mówił czułe słowa, gdy czuła jego podniecenie, ale
jakoś nie mogła sobie wyobrazić jego i siebie w bardziej intymnej sytuacji.
I wcale o czymś takim nie marzyła.
Poza tym babcia w rozmowach z Michaliną ani słowem nie wspomniała
o mieszkaniu. Tak jakby fakt, że Michalina przestała studiować automatycznie
przekreślał możliwość kupna dla niej mieszkania.
Na razie regularnie uczęszczała na kurs i starała się zdusić w sobie myśl, że ta
księgowość wcale nie jest ciekawa.
W gruncie rzeczy nie miała żadnych problemów z przyswajaniem tej wiedzy,
a jej wrodzone zdolności do kopiowania i odtwarzania wzorów były wielce
pomocne. Bo Michalina nie miała natury twórcy, za to znakomicie potrafiła
coś odtworzyć wg podanego wzorca.
Nigdy niczego sama nie zaprojektowała, ale z niebywałą dokładnością umiała
obrazek skopiować. Jak złośliwie mawiał jej ojciec Michalina miała naturę
Japończyka, była mistrzem kopiowania.
Wykonywane przez nią karty bilansów mogły być stawiane innym za wzór-
nagłówki były pisane bardzo ładnym pismem, litery wszystkie były idealnie
równe, kolumny cyfr idealnie równe, idealnie pionowe. Opanowane przez nią
formułki z zakresu prawa brzmiały identycznie co do słowa jak w skrypcie.
Może czasem gorzej było z ich interpretacją, ale jeśli Michalina zdążyła zapisać
sobie to co mówił wykładowca- nie było problemu.
Co jakiś czas Michał nalegał by się już pobrali, ale Michalina studziła jego zapał
tłumacząc, że przecież on jeszcze studiuje, ona się uczy, nie zarabiają i nie mają
gdzie mieszkać.
Sam akt ślubu nie spowoduje, że będą razem zasypiać wieczorem i razem budzić
się rano. Będą mieszkać oddzielnie bo wprawdzie mieszkanie, w którym mieszka
Michalina. jest czteropokojowe ale jej pokój ma raptem 10 m kwadratowych. Jej
rodzice zajmują dwa pokoje mały i duży, a babcia drugi duży pokój. Jest jedna
łazienka, przedmiot wiecznych kłótni i spora kuchnia, wykorzystywana jako
jadalnia. Mały pokój rodziców jest gabinetem ojca, który b. często pracuje do
póznej nocy, a większy służy im za sypialnię i living room.
Już jest im ciasno a jedna osoba więcej raczej nie poprawi komfortu.
Dyskusje w temacie ślubu kończyły się najczęściej kłótnią, Michał zarzucał
Michalinie, że ona go wcale nie chce, więc powinna mu to powiedzieć wprost.
Po jednej z takich sprzeczek Michalina powiedziała, że powinni się chyba
przestać widywać, bo ostatnio ciągle się sprzeczają. Może jak Michał przemyśli
to wszystko w samotności zrozumie, że jak na razie ślub nie ma sensu. Jeśli jego
uczucie jest prawdziwe a nie wydumane pod wpływem chwili to spokojnie
poczeka do chwili aż skończy studia, zacznie pracę, a fakt ten zbiegnie się
z terminem ukończenia kursu przez Michalinę.
Będą oboje pracowali i albo on dostanie mieszkanie z puli instytutu, albo
będą mogli sobie wynająć gdzieś pokój.
Bo pokój w akademiku to mrzonka- gdyby oboje studiowali i mieli dziecko to
wtedy mieliby cień szansy, bo takich studenckich małżeństw z dzieckiem jest
jednak sporo, a mieszkań mało. No i co to za mieszkanie ze wspólną kuchnią
i łazienką. To po prostu pokój bez wygód. Zresztą nie mają dziecka.
I Michalina postawiła na swoim.
Przestali się widywać, ale czasami rozmawiali telefonicznie. Michał telefonował
najczęściej pózno wieczorem z recepcji akademika, gdy dyżur miał pewien
sympatyczny portier, który za udostępnienie telefonu pobierał haracz w postaci
butelki wina- na szczęście gust miał kiepski w tej materii i nie było to drogie
wino.
Portier był zaradnym i usłużnym człowiekiem, za odpowiednim prezentem nie
rozróżniał płci osoby odwiedzającej któregoś ze studentów i nie brał od niej
dowodu osobistego, więc co jakiś czas dziwne rzeczy działy się w akademiku.
Czasami, gdy była niespodziewana kontrola, przemycane panienki opuszczały
pokoje swych przyjaciół przez okna łazienek, opuszczane na linach., czyli
ćwiczyły klasyczny zjazd na linie.
Michalinie nie raz wydawało się, że widzi po drugiej stronie ulicy, na przeciwko
swego okna, Michała ale w ciemności, jak mówią, wszystkie koty czarne.
Może to był on, a może ktoś inny, ale nigdy nie zapytała się go podczas
rozmowy, czy to on się czaił wieczorem w bramie budynku po drugiej stronie
ulicy.
Na kursie zwiększono dzienną ilość godzin lekcyjnych, bo zaplanowano, że kurs
będzie trwał tylko rok.Okrojono też mocno materiał, kładąc większy nacisk na
praktykę niż teorię, co się Michalinie spodobało.
Obsługa maszyn do księgowania nie stanowiła dla niej problemu.
Egzamin końcowy przewidziano na koniec maja.
Podczas kolejnej rozmowy telefonicznej poinformowała o tym Michała, mówiąc,
że po egzaminie zaczną się spotykać, jeżeli on nadal jest nią zainteresowany
i nie oświadczył się kolejnej dziewczynie.
Tę drobną złośliwość Michał zignorował, a w najbliższą sobotę , po południu,
"upolował" Michalinę gdy wysiadała z autobusu wracając do domu. Było zimno,
więc Michalina zaproponowała, by weszli do niej i napili się gorącej herbaty,
bo rozmowa na zimnie i wietrze raczej nie ma sensu.
W domu urzędowała tylko babcia, która ucieszyła się na widok Michała. Sama
zrobiła młodym herbatę, z zapasów domowych położyła na talerzyki torcik
wedlowski i w chwilę potem zajrzała do nich, mówiąc, że musi wyjść, bo jest
umówiona za swą znajomą, ale wróci za dwie lub trzy godziny i będzie jej miło,
gdy Michał jeszcze będzie.
Michał przeprosił Michalinę za to, że "zapolował" na nią, ale na święta BN
jedzie do domu i bardzo, bardzo chce, by ona pojechała razem z nim i poznała
jego rodziców.
A w jakim charakterze mam jechać?-zapytała.
Jak to w jakim? przecież się zaręczyliśmy i chcę byś poznała moich rodziców.
To, że ty mnie nie przedstawiałaś swoim to nie powód byś nie poznała moich.
Same święta będą w domu mojej siostry, bo tam jest więcej miejsca, tego
lata ukończyli budowę własnego domu. I siostra zaproponowała, że chętnie
Cię u siebie przenocuje, żebyś miała wygodnie no i żeby się z Tobą nagadać.
Sama wybierzesz miejsce gdzie będziesz wolała te kilka dni spać - u niej czy
u moich rodziców. Mam wrażenie, że się polubicie.
Michał, a ja nie lubię świąt. U nas to zawsze jakaś parodia te wszystkie święta.
Zawsze jest ponuro, matka zła, że musiała się narobić, ojciec, który za każdym
razem tłumaczy, że on podtrzymuje tylko tradycję z przyczyn patriotycznych
i babcia wspominająca ze łzami czas, gdy jeszcze żył dziadek. Do tego ja,
czekająca chwili gdy wszyscy wreszcie dobrną do kompotu, którego nie lubię.
Naprawdę, nie mam pojęcia czy ja się nadaję jako gość akurat na święta.
Czego się obawiasz? U nas to też tylko tradycja, ale nie taka mocno katolicka.
To jedyny dzień w roku gdy jesteśmy wszyscy razem w mocno ścisłym gronie
rodzinnym. Z resztą rodziny spotykamy się w pierwszy lub drugi dzień świąt.
I ja często wcale nie biorę w tym udziału , nie mam obowiązku kochać i lubić
wszystkich członków mojej rodziny.
Michalina obracała na palcu swój zaręczynowy pierścionek, ale Michał ze
wzrokiem utkwionym w jej twarzy jakoś tego nie widział.
Wreszcie westchnęła, nieco teatralnie i spytała: a co twoi rodzice powiedzą na to,
że mnie ze sobą przywieziesz? Może nie takiej synowej oczekują?
Misiuniu, to są normalni ludzie i zawsze uważali, że każde z nas ma w tej materii
wolny wybór. To ja będę z tobą spędzał kolejne lata, nie oni.
A więc? Pojedziesz ze mną?
Pojadę, ale tuż przed wyjazdem powiemy moim, żeśmy się zaręczyli. To będzie
mój prezent świąteczny dla nich.Ciekawe jak to zniosą- odpowiedziała
z uśmiechem.
W kilka dni pózniej Michał wraz z Michaliną stanęli przed jej rodzicami i ona
lakonicznie poinformowała rodziców, że się zaręczyli , a na święta ona jedzie
poznać jego rodziców.
Ojciec zapytał się tylko czy już podjęli decyzję co do terminu ślubu. Krótkie
"nie" Michaliny w jakims sensie go usatysfakcjonowało i powiedział- no
to macie jeszcze trochę czasu do namysłu.
Matka tylko pokręciła głową i powiedziała - miło, że nam teraz o tym mówicie
a nie dopiero po ślubie.
W dwa dni pózniej do Warszawy przyjechał swym samochodem szwagier
Michała by ich zabrać do swych teściów.
c.d.n.
Oczywiście nic rodzicom nie powiedziała, za to babcia starała się przekazać
Michalinie mądrości życiowe dotyczące małżeństwa.
Michał marzył, by ten fakt nastąpił jak najprędzej, zapewne mając na myśli
konsumpcję z tym związaną, natomiast Michalinie nie spieszyło się do ślubu.
Bo babcia w ramach edukacji najmniej mówiła o przyjemnych stronach tego
stanu, znacznie więcej mówiła o obowiązkach i problemach, które często
zatruwają związek.
Michalina widziała w małżeństwie jedną, wielce pozytywną rzecz- nie będzie
musiała wysłuchiwać tego wszystkiego, co jej mówią rodzice. W jej oczach
małżeństwo było wyzwoleniem się od nich. Oni widzieli w niej same wady,
a Michał niemal same zalety.
Zastanawiała się nad stanem swych uczuć do Michała - uczciwie mówiąc
miał w jej sercu dopiero trzecie miejsce po babci i...psie.
Lubiła gdy ją przytulał i mówił czułe słowa, gdy czuła jego podniecenie, ale
jakoś nie mogła sobie wyobrazić jego i siebie w bardziej intymnej sytuacji.
I wcale o czymś takim nie marzyła.
Poza tym babcia w rozmowach z Michaliną ani słowem nie wspomniała
o mieszkaniu. Tak jakby fakt, że Michalina przestała studiować automatycznie
przekreślał możliwość kupna dla niej mieszkania.
Na razie regularnie uczęszczała na kurs i starała się zdusić w sobie myśl, że ta
księgowość wcale nie jest ciekawa.
W gruncie rzeczy nie miała żadnych problemów z przyswajaniem tej wiedzy,
a jej wrodzone zdolności do kopiowania i odtwarzania wzorów były wielce
pomocne. Bo Michalina nie miała natury twórcy, za to znakomicie potrafiła
coś odtworzyć wg podanego wzorca.
Nigdy niczego sama nie zaprojektowała, ale z niebywałą dokładnością umiała
obrazek skopiować. Jak złośliwie mawiał jej ojciec Michalina miała naturę
Japończyka, była mistrzem kopiowania.
Wykonywane przez nią karty bilansów mogły być stawiane innym za wzór-
nagłówki były pisane bardzo ładnym pismem, litery wszystkie były idealnie
równe, kolumny cyfr idealnie równe, idealnie pionowe. Opanowane przez nią
formułki z zakresu prawa brzmiały identycznie co do słowa jak w skrypcie.
Może czasem gorzej było z ich interpretacją, ale jeśli Michalina zdążyła zapisać
sobie to co mówił wykładowca- nie było problemu.
Co jakiś czas Michał nalegał by się już pobrali, ale Michalina studziła jego zapał
tłumacząc, że przecież on jeszcze studiuje, ona się uczy, nie zarabiają i nie mają
gdzie mieszkać.
Sam akt ślubu nie spowoduje, że będą razem zasypiać wieczorem i razem budzić
się rano. Będą mieszkać oddzielnie bo wprawdzie mieszkanie, w którym mieszka
Michalina. jest czteropokojowe ale jej pokój ma raptem 10 m kwadratowych. Jej
rodzice zajmują dwa pokoje mały i duży, a babcia drugi duży pokój. Jest jedna
łazienka, przedmiot wiecznych kłótni i spora kuchnia, wykorzystywana jako
jadalnia. Mały pokój rodziców jest gabinetem ojca, który b. często pracuje do
póznej nocy, a większy służy im za sypialnię i living room.
Już jest im ciasno a jedna osoba więcej raczej nie poprawi komfortu.
Dyskusje w temacie ślubu kończyły się najczęściej kłótnią, Michał zarzucał
Michalinie, że ona go wcale nie chce, więc powinna mu to powiedzieć wprost.
Po jednej z takich sprzeczek Michalina powiedziała, że powinni się chyba
przestać widywać, bo ostatnio ciągle się sprzeczają. Może jak Michał przemyśli
to wszystko w samotności zrozumie, że jak na razie ślub nie ma sensu. Jeśli jego
uczucie jest prawdziwe a nie wydumane pod wpływem chwili to spokojnie
poczeka do chwili aż skończy studia, zacznie pracę, a fakt ten zbiegnie się
z terminem ukończenia kursu przez Michalinę.
Będą oboje pracowali i albo on dostanie mieszkanie z puli instytutu, albo
będą mogli sobie wynająć gdzieś pokój.
Bo pokój w akademiku to mrzonka- gdyby oboje studiowali i mieli dziecko to
wtedy mieliby cień szansy, bo takich studenckich małżeństw z dzieckiem jest
jednak sporo, a mieszkań mało. No i co to za mieszkanie ze wspólną kuchnią
i łazienką. To po prostu pokój bez wygód. Zresztą nie mają dziecka.
I Michalina postawiła na swoim.
Przestali się widywać, ale czasami rozmawiali telefonicznie. Michał telefonował
najczęściej pózno wieczorem z recepcji akademika, gdy dyżur miał pewien
sympatyczny portier, który za udostępnienie telefonu pobierał haracz w postaci
butelki wina- na szczęście gust miał kiepski w tej materii i nie było to drogie
wino.
Portier był zaradnym i usłużnym człowiekiem, za odpowiednim prezentem nie
rozróżniał płci osoby odwiedzającej któregoś ze studentów i nie brał od niej
dowodu osobistego, więc co jakiś czas dziwne rzeczy działy się w akademiku.
Czasami, gdy była niespodziewana kontrola, przemycane panienki opuszczały
pokoje swych przyjaciół przez okna łazienek, opuszczane na linach., czyli
ćwiczyły klasyczny zjazd na linie.
Michalinie nie raz wydawało się, że widzi po drugiej stronie ulicy, na przeciwko
swego okna, Michała ale w ciemności, jak mówią, wszystkie koty czarne.
Może to był on, a może ktoś inny, ale nigdy nie zapytała się go podczas
rozmowy, czy to on się czaił wieczorem w bramie budynku po drugiej stronie
ulicy.
Na kursie zwiększono dzienną ilość godzin lekcyjnych, bo zaplanowano, że kurs
będzie trwał tylko rok.Okrojono też mocno materiał, kładąc większy nacisk na
praktykę niż teorię, co się Michalinie spodobało.
Obsługa maszyn do księgowania nie stanowiła dla niej problemu.
Egzamin końcowy przewidziano na koniec maja.
Podczas kolejnej rozmowy telefonicznej poinformowała o tym Michała, mówiąc,
że po egzaminie zaczną się spotykać, jeżeli on nadal jest nią zainteresowany
i nie oświadczył się kolejnej dziewczynie.
Tę drobną złośliwość Michał zignorował, a w najbliższą sobotę , po południu,
"upolował" Michalinę gdy wysiadała z autobusu wracając do domu. Było zimno,
więc Michalina zaproponowała, by weszli do niej i napili się gorącej herbaty,
bo rozmowa na zimnie i wietrze raczej nie ma sensu.
W domu urzędowała tylko babcia, która ucieszyła się na widok Michała. Sama
zrobiła młodym herbatę, z zapasów domowych położyła na talerzyki torcik
wedlowski i w chwilę potem zajrzała do nich, mówiąc, że musi wyjść, bo jest
umówiona za swą znajomą, ale wróci za dwie lub trzy godziny i będzie jej miło,
gdy Michał jeszcze będzie.
Michał przeprosił Michalinę za to, że "zapolował" na nią, ale na święta BN
jedzie do domu i bardzo, bardzo chce, by ona pojechała razem z nim i poznała
jego rodziców.
A w jakim charakterze mam jechać?-zapytała.
Jak to w jakim? przecież się zaręczyliśmy i chcę byś poznała moich rodziców.
To, że ty mnie nie przedstawiałaś swoim to nie powód byś nie poznała moich.
Same święta będą w domu mojej siostry, bo tam jest więcej miejsca, tego
lata ukończyli budowę własnego domu. I siostra zaproponowała, że chętnie
Cię u siebie przenocuje, żebyś miała wygodnie no i żeby się z Tobą nagadać.
Sama wybierzesz miejsce gdzie będziesz wolała te kilka dni spać - u niej czy
u moich rodziców. Mam wrażenie, że się polubicie.
Michał, a ja nie lubię świąt. U nas to zawsze jakaś parodia te wszystkie święta.
Zawsze jest ponuro, matka zła, że musiała się narobić, ojciec, który za każdym
razem tłumaczy, że on podtrzymuje tylko tradycję z przyczyn patriotycznych
i babcia wspominająca ze łzami czas, gdy jeszcze żył dziadek. Do tego ja,
czekająca chwili gdy wszyscy wreszcie dobrną do kompotu, którego nie lubię.
Naprawdę, nie mam pojęcia czy ja się nadaję jako gość akurat na święta.
Czego się obawiasz? U nas to też tylko tradycja, ale nie taka mocno katolicka.
To jedyny dzień w roku gdy jesteśmy wszyscy razem w mocno ścisłym gronie
rodzinnym. Z resztą rodziny spotykamy się w pierwszy lub drugi dzień świąt.
I ja często wcale nie biorę w tym udziału , nie mam obowiązku kochać i lubić
wszystkich członków mojej rodziny.
Michalina obracała na palcu swój zaręczynowy pierścionek, ale Michał ze
wzrokiem utkwionym w jej twarzy jakoś tego nie widział.
Wreszcie westchnęła, nieco teatralnie i spytała: a co twoi rodzice powiedzą na to,
że mnie ze sobą przywieziesz? Może nie takiej synowej oczekują?
Misiuniu, to są normalni ludzie i zawsze uważali, że każde z nas ma w tej materii
wolny wybór. To ja będę z tobą spędzał kolejne lata, nie oni.
A więc? Pojedziesz ze mną?
Pojadę, ale tuż przed wyjazdem powiemy moim, żeśmy się zaręczyli. To będzie
mój prezent świąteczny dla nich.Ciekawe jak to zniosą- odpowiedziała
z uśmiechem.
W kilka dni pózniej Michał wraz z Michaliną stanęli przed jej rodzicami i ona
lakonicznie poinformowała rodziców, że się zaręczyli , a na święta ona jedzie
poznać jego rodziców.
Ojciec zapytał się tylko czy już podjęli decyzję co do terminu ślubu. Krótkie
"nie" Michaliny w jakims sensie go usatysfakcjonowało i powiedział- no
to macie jeszcze trochę czasu do namysłu.
Matka tylko pokręciła głową i powiedziała - miło, że nam teraz o tym mówicie
a nie dopiero po ślubie.
W dwa dni pózniej do Warszawy przyjechał swym samochodem szwagier
Michała by ich zabrać do swych teściów.
c.d.n.
środa, 24 stycznia 2018
Michalina - cz.IV
Rozpoczął się nowy akt w życiu Michaliny. Kurs księgowości nie wzbudził
w niej zachwytu, ale rozumiała, że z samą maturą to pracy raczej nie znajdzie,
no chyba że gdzieś na taśmie produkcyjnej, w cyklu dwuzmianowym.
Spotkania z Michałem były teraz przeniesione głównie na niedziele, bo
w tygodniu Michalina miała zajęcia popołudniami, a Michał miał zajęcia
głównie do godz. 16,00. Poza tym nawiązał kontakt z instytutem, w którym
koniecznie chciał pracować i teraz coś dla nich, w ramach kawałka etatu
projektował, co wymagało jego obecności 3 lub 4 razy w tygodniu od
godz.17,00 do 21,00.
Ogólnie rzecz biorąc chłopak był dość niezle osadzony w rzeczywistości i
dobrze wiedział, że znalezienie pracy która będzie dawała satysfakcję a na
dodatek pieniądze wcale nie jest łatwe, chociaż wtedy jeszcze panował mit
pełnego zatrudnienia i każdy w dowodzie osobistym musiał mieć pieczęć
swego zakładu pracy. Bycie zatrudnionym było obowiązkowe dla mężczyzn
do chwili ukończenia 45 roku życia.
A milicjanci w tych czasach bardzo chętnie zaglądali, głównie facetom,
w dowody osobiste. Bez pracy można było być co najwyżej 3 miesiące.
Kobiety niezamężne i bezdzietne też podlegały tym przepisom.
Pewnej niedzieli , na początku listopada, gdy Michalina i Michał wędrowali
Krakowskim Przedmieściem, Michał zapytał się, czy Michalina zgodziłaby
się zostać jego żoną.
Nie były to typowe oświadczyny - nie było "kocham cię", nie było kwiatów
ani klęczenia - ot takie zwykłe, acz bardzo konkretnie pytanie.
Niewiele różniło się od pytania - "a może poszlibyśmy do kina?".
Michalina milczała dłuższą chwilę i wreszcie wydusiła z siebie - "a bo co?,
coś się stało?".
Nie tak sobie wyobrażała oświadczyny - oczywiście nie musiał Michał klękać,
ani rujnować się na jakiś pierścionek, no ale mógł coś o uczuciu napomknąć!
Michał przystanął, rozejrzał się i pociągnął ją do pobliskiej ławki.
Noooo, nic się nie stało, jesteśmy ze sobą długo i pomyślałem, że moglibyśmy
się pobrać i stale być ze sobą, bo teraz to się zbyt rzadko widujemy.
Już zacząłem pisać magisterkę, będzie oparta o ten projekt, który robię i przez
to będę miał jeszcze mniej czasu dla nas. Pomyśl - razem kończylibyśmy każdy
dzień i razem go zaczynali, przecież to świetna perspektywa!
I to cała twoja argumentacja?- zapytała Michalina. Nie sądzisz, że czegoś tu
jeszcze brakuje? Na przykład uczucia?
Jak to brakuje uczucia? - oburzył się Michał. Przecież gdybym się w tobie nie
zakochał to nie łaziłbym z tobą niczym pies na smyczy i nie mówiłbym nic
o ślubie!
No dobrze, a może mi powiesz z czego byśmy żyli i gdzie mieszkali?
Ty jeszcze nie masz dyplomu, ja się jeszcze uczę tej cholernej księgowości,
czyli oboje nie pracujemy.
O ile się nie mylę to mieszkania też nie mamy. Nie sądzę byśmy mogli mieszkać
razem z moimi rodzicami i babcią!
Mieszkanie - no tak, ale najprawdopodobniej moglibyśmy dostać pokój
w akademiku, jest pula pokoi dla małżeństw i wiem, że z moimi wynikami
w nauce mamy to prawie pewne.
Teraz za ten kawałek etatu dostaję całkiem niezłe pieniądze,a po dyplomie mam
zagwarantowaną pracę i oczywiście dobrą pensję.
No i instytut w końcu roku będzie miał jakieś mieszkania.Jeśli się pobierzemy
to pewnie się załapiemy.
Misiunia, ja po prostu nie umiem mówić o miłości, ale wiem, że cię kocham.
Nie wyobrażam sobie bym mógł być z inną kobietą!
Michalina uśmiechnęła się- cały czas mówisz tylko o sobie- ty kochasz, ty
ty chcesz być ze mną ale jakoś mało cię interesuje czy ja cię kocham, czy
ja marzę o tym by być z Tobą na zawsze.
Jak mnie tak kochasz, to chodzmy do mnie i powiesz moim starym, że chcesz
się ze mną ożenić, niezależnie od tego czy cię kocham, czy nie . I albo się
uśmieją, albo usłyszysz coś niemiłego na temat swego rozwoju umysłowego.
Dobrze- zgodził się Michał - zaraz pójdziemy, ale odpowiedz mi czy na tyle
mnie kochasz, że wyjdziesz za mnie?
Michalina westchnęła- no cóż, nie wiem na ile tego kochania, ale chyba wyjdę
za ciebie.
No to świetnie, jedziemy teraz do ciebie do domu, tylko po drodze kupię
różę dla Twej babci- Michał chwycił ją za rękę i pociągnął w stronę wyjścia
z parku.
Po drodze rzeczywiście wstąpił do kwiaciarni, kupił dla babci jedną żółtą różę,
dla Michaliny doniczkę kwitnących cyklamenów i w bardzo dobrym nastroju
zaciągnął Michalinę na postój taksówek.
Na protesty Michaliny odpowiedział z uśmiechem - spieszy mi się, poza tym to
ważny moment, nie będziemy się tłuc autobusem bo kwiatki nam padną.
Przez cały czas jazdy Michalina się zastanawiała jaka będzie reakcja rodziców.
Była w końcu pełnoletnia i tak naprawdę nie zależało jej na ich zgodzie.
Już dawno sobie wymyśliła, że gdy kiedyś, kiedyś wyjdzie za mąż to zrobi to
bez wiedzy i zgody rodziców i po fakcie to im ogłosi.
Taki malutki odwet za to, że nigdy nie czuła ich miłości do siebie.
Gdy stanęli pod drzwiami mieszkania Michalina wyciągnęła własny klucz i dość
cicho otworzyła drzwi . Z kuchni dobiegł ją głos matki - to ty, co tak rano?
Tak, to ja, - odpowiedziała.
Pociągnęła Michała do swego pokoju nakazując mu milczenie.
W pokoju powiedziała- widzisz jak bardzo ich interesuję? Nawet nie wyjrzy gdy
wracam.
Chodz, wejdziemy wpierw do babci. Delikatnie zapukała do pokoju, z którego
sączyło się delikatnie różowe światło.
Wejdz, kotku, wejdz, dobiegł ich głos starszej pani.
Michalina weszła pierwsza, za nią wsunął się Michał.
Babcia siedziała w swym ulubionym fotelu, na kolanach leżała książka.
Babciu my w ważnej sprawie.
Michał, powiedz babci to, co chciałeś powiedzieć moim starym.
Chłopak wprawnym ruchem uwolnił różę z opakowania a potem cmoknął
z szacunkiem podaną mu rękę i podał różę, mówiąc: jedna, tak jak pani kiedyś
mówiła.
Oj, jaka piękna, moja ulubiona - zachwyciła się babcia. I pachnie cudnie!
Michał tymczasem wysupłał doniczkę z papierów i podał ją Michalinie- a to dla
ciebie, ma dużo pączków, będzie długo kwitł. Tylko nie lej wody na bulwę, tak
mówiła ta pani w kwiaciarni.
Babcia wzięła wazon i wyszła z pokoju po wodę. A Michalina powiedziała
półgłosem- babci powiedz o tym małżeństwie, dla mnie jest ważniejsza niż starzy.
Gdy starsza pani wróciła i zapytała co będą pili, Michalina powiedziała - babciu,
potem będziemy coś pili a teraz Michał ma sprawę do Ciebie.
A co się stało?- zapytała się lekko zaniepokojona babcia.
Michał głośno przełknął ślinę i wyjąkał - bo ja, bo ja (w tej chwili zaczął nerwowo
grzebać w kieszeni bluzy) kocham Misiunię i chcę by pani wyrazila zgodę na nasz
ślub i właśnie chcę się z nią zaręczyć - w tej chwili niczym iluzjonista wyciągnął
z kieszeni malutkie otwarte pudełeczko, chwycił rękę dziewczyny i wcisnął jej na
palec pierścionek.
Uff -odetchnął z ulgą- pasuje!
Michalina zdębiała a babcia podeszła do Michała i powiedziała- chodz, uściskaj
staruszkę i witaj w rodzinie. Od dziś będę ci mówiła po imieniu.
A teraz Michalinka pójdzie zrobić nam coś do picia. Gdybyście choć coś pisnęli
wcześniej, to upiekłabym ciasto, a tak to są tylko kupne herbatniki- zmartwiła się
babcia.
W kuchni matka zauważyła, że Michalina szykuje trzy herbaty i zapytała- a co,
masz gościa? Tak, Michał ze mną przyszedł. Matka była zajęta rozwiązywaniem
jakiejś krzyżówki i nawet okiem nie rzuciła na córkę.
A gdzie ojciec?- zapytała. Michalina.
Nie wiem, może na dziwki gdzieś poszedł- niby żartem odpowiedziała matka.
Michalina wzięła tacę ze szklankami i talerzyk z herbatnikami i wyszła z kuchni.
c.d.n
w niej zachwytu, ale rozumiała, że z samą maturą to pracy raczej nie znajdzie,
no chyba że gdzieś na taśmie produkcyjnej, w cyklu dwuzmianowym.
Spotkania z Michałem były teraz przeniesione głównie na niedziele, bo
w tygodniu Michalina miała zajęcia popołudniami, a Michał miał zajęcia
głównie do godz. 16,00. Poza tym nawiązał kontakt z instytutem, w którym
koniecznie chciał pracować i teraz coś dla nich, w ramach kawałka etatu
projektował, co wymagało jego obecności 3 lub 4 razy w tygodniu od
godz.17,00 do 21,00.
Ogólnie rzecz biorąc chłopak był dość niezle osadzony w rzeczywistości i
dobrze wiedział, że znalezienie pracy która będzie dawała satysfakcję a na
dodatek pieniądze wcale nie jest łatwe, chociaż wtedy jeszcze panował mit
pełnego zatrudnienia i każdy w dowodzie osobistym musiał mieć pieczęć
swego zakładu pracy. Bycie zatrudnionym było obowiązkowe dla mężczyzn
do chwili ukończenia 45 roku życia.
A milicjanci w tych czasach bardzo chętnie zaglądali, głównie facetom,
w dowody osobiste. Bez pracy można było być co najwyżej 3 miesiące.
Kobiety niezamężne i bezdzietne też podlegały tym przepisom.
Pewnej niedzieli , na początku listopada, gdy Michalina i Michał wędrowali
Krakowskim Przedmieściem, Michał zapytał się, czy Michalina zgodziłaby
się zostać jego żoną.
Nie były to typowe oświadczyny - nie było "kocham cię", nie było kwiatów
ani klęczenia - ot takie zwykłe, acz bardzo konkretnie pytanie.
Niewiele różniło się od pytania - "a może poszlibyśmy do kina?".
Michalina milczała dłuższą chwilę i wreszcie wydusiła z siebie - "a bo co?,
coś się stało?".
Nie tak sobie wyobrażała oświadczyny - oczywiście nie musiał Michał klękać,
ani rujnować się na jakiś pierścionek, no ale mógł coś o uczuciu napomknąć!
Michał przystanął, rozejrzał się i pociągnął ją do pobliskiej ławki.
Noooo, nic się nie stało, jesteśmy ze sobą długo i pomyślałem, że moglibyśmy
się pobrać i stale być ze sobą, bo teraz to się zbyt rzadko widujemy.
Już zacząłem pisać magisterkę, będzie oparta o ten projekt, który robię i przez
to będę miał jeszcze mniej czasu dla nas. Pomyśl - razem kończylibyśmy każdy
dzień i razem go zaczynali, przecież to świetna perspektywa!
I to cała twoja argumentacja?- zapytała Michalina. Nie sądzisz, że czegoś tu
jeszcze brakuje? Na przykład uczucia?
Jak to brakuje uczucia? - oburzył się Michał. Przecież gdybym się w tobie nie
zakochał to nie łaziłbym z tobą niczym pies na smyczy i nie mówiłbym nic
o ślubie!
No dobrze, a może mi powiesz z czego byśmy żyli i gdzie mieszkali?
Ty jeszcze nie masz dyplomu, ja się jeszcze uczę tej cholernej księgowości,
czyli oboje nie pracujemy.
O ile się nie mylę to mieszkania też nie mamy. Nie sądzę byśmy mogli mieszkać
razem z moimi rodzicami i babcią!
Mieszkanie - no tak, ale najprawdopodobniej moglibyśmy dostać pokój
w akademiku, jest pula pokoi dla małżeństw i wiem, że z moimi wynikami
w nauce mamy to prawie pewne.
Teraz za ten kawałek etatu dostaję całkiem niezłe pieniądze,a po dyplomie mam
zagwarantowaną pracę i oczywiście dobrą pensję.
No i instytut w końcu roku będzie miał jakieś mieszkania.Jeśli się pobierzemy
to pewnie się załapiemy.
Misiunia, ja po prostu nie umiem mówić o miłości, ale wiem, że cię kocham.
Nie wyobrażam sobie bym mógł być z inną kobietą!
Michalina uśmiechnęła się- cały czas mówisz tylko o sobie- ty kochasz, ty
ty chcesz być ze mną ale jakoś mało cię interesuje czy ja cię kocham, czy
ja marzę o tym by być z Tobą na zawsze.
Jak mnie tak kochasz, to chodzmy do mnie i powiesz moim starym, że chcesz
się ze mną ożenić, niezależnie od tego czy cię kocham, czy nie . I albo się
uśmieją, albo usłyszysz coś niemiłego na temat swego rozwoju umysłowego.
Dobrze- zgodził się Michał - zaraz pójdziemy, ale odpowiedz mi czy na tyle
mnie kochasz, że wyjdziesz za mnie?
Michalina westchnęła- no cóż, nie wiem na ile tego kochania, ale chyba wyjdę
za ciebie.
No to świetnie, jedziemy teraz do ciebie do domu, tylko po drodze kupię
różę dla Twej babci- Michał chwycił ją za rękę i pociągnął w stronę wyjścia
z parku.
Po drodze rzeczywiście wstąpił do kwiaciarni, kupił dla babci jedną żółtą różę,
dla Michaliny doniczkę kwitnących cyklamenów i w bardzo dobrym nastroju
zaciągnął Michalinę na postój taksówek.
Na protesty Michaliny odpowiedział z uśmiechem - spieszy mi się, poza tym to
ważny moment, nie będziemy się tłuc autobusem bo kwiatki nam padną.
Przez cały czas jazdy Michalina się zastanawiała jaka będzie reakcja rodziców.
Była w końcu pełnoletnia i tak naprawdę nie zależało jej na ich zgodzie.
Już dawno sobie wymyśliła, że gdy kiedyś, kiedyś wyjdzie za mąż to zrobi to
bez wiedzy i zgody rodziców i po fakcie to im ogłosi.
Taki malutki odwet za to, że nigdy nie czuła ich miłości do siebie.
Gdy stanęli pod drzwiami mieszkania Michalina wyciągnęła własny klucz i dość
cicho otworzyła drzwi . Z kuchni dobiegł ją głos matki - to ty, co tak rano?
Tak, to ja, - odpowiedziała.
Pociągnęła Michała do swego pokoju nakazując mu milczenie.
W pokoju powiedziała- widzisz jak bardzo ich interesuję? Nawet nie wyjrzy gdy
wracam.
Chodz, wejdziemy wpierw do babci. Delikatnie zapukała do pokoju, z którego
sączyło się delikatnie różowe światło.
Wejdz, kotku, wejdz, dobiegł ich głos starszej pani.
Michalina weszła pierwsza, za nią wsunął się Michał.
Babcia siedziała w swym ulubionym fotelu, na kolanach leżała książka.
Babciu my w ważnej sprawie.
Michał, powiedz babci to, co chciałeś powiedzieć moim starym.
Chłopak wprawnym ruchem uwolnił różę z opakowania a potem cmoknął
z szacunkiem podaną mu rękę i podał różę, mówiąc: jedna, tak jak pani kiedyś
mówiła.
Oj, jaka piękna, moja ulubiona - zachwyciła się babcia. I pachnie cudnie!
Michał tymczasem wysupłał doniczkę z papierów i podał ją Michalinie- a to dla
ciebie, ma dużo pączków, będzie długo kwitł. Tylko nie lej wody na bulwę, tak
mówiła ta pani w kwiaciarni.
Babcia wzięła wazon i wyszła z pokoju po wodę. A Michalina powiedziała
półgłosem- babci powiedz o tym małżeństwie, dla mnie jest ważniejsza niż starzy.
Gdy starsza pani wróciła i zapytała co będą pili, Michalina powiedziała - babciu,
potem będziemy coś pili a teraz Michał ma sprawę do Ciebie.
A co się stało?- zapytała się lekko zaniepokojona babcia.
Michał głośno przełknął ślinę i wyjąkał - bo ja, bo ja (w tej chwili zaczął nerwowo
grzebać w kieszeni bluzy) kocham Misiunię i chcę by pani wyrazila zgodę na nasz
ślub i właśnie chcę się z nią zaręczyć - w tej chwili niczym iluzjonista wyciągnął
z kieszeni malutkie otwarte pudełeczko, chwycił rękę dziewczyny i wcisnął jej na
palec pierścionek.
Uff -odetchnął z ulgą- pasuje!
Michalina zdębiała a babcia podeszła do Michała i powiedziała- chodz, uściskaj
staruszkę i witaj w rodzinie. Od dziś będę ci mówiła po imieniu.
A teraz Michalinka pójdzie zrobić nam coś do picia. Gdybyście choć coś pisnęli
wcześniej, to upiekłabym ciasto, a tak to są tylko kupne herbatniki- zmartwiła się
babcia.
W kuchni matka zauważyła, że Michalina szykuje trzy herbaty i zapytała- a co,
masz gościa? Tak, Michał ze mną przyszedł. Matka była zajęta rozwiązywaniem
jakiejś krzyżówki i nawet okiem nie rzuciła na córkę.
A gdzie ojciec?- zapytała. Michalina.
Nie wiem, może na dziwki gdzieś poszedł- niby żartem odpowiedziała matka.
Michalina wzięła tacę ze szklankami i talerzyk z herbatnikami i wyszła z kuchni.
c.d.n
poniedziałek, 22 stycznia 2018
"Michalina" - cz.3
W sobotę rzeczywiście rodzice Michaliny wyjechali wczesnym rankiem, ojciec
miał być po południu na jakiejś konferencji naukowej, a matka chciała spotkać się
z dawno nie widzianą kuzynką.
Michalina spotkała się z Michałem i zaledwie po półgodzinie stwierdziła, że musi
jechać do domu bo czegoś zapomniała. Oczywiście jeśli Michał chce, to może
jechać z nią. Przy okazji zobaczy jej ukochanego psa.
Jak było do przewidzenia Michał chętnie przystał na propozycję zobaczenia psa,
on też lubił zwierzęta, ale rodzice nigdy mu nie pozwolili na wzięcie psa lub
kota do domu, więc pod tym względem Michalina ma o wiele lepiej od niego.
Czaruś stanął na wysokości zadania, skrupulatnie obwąchał gościa a potem
przewrócił się na grzbiet eksponując swój brzuszek i dając chłopakowi do
zrozumienia, że teraz należy się psu porcja pieszczot.
Gdy Michał był zajęty pieskowym brzuszkiem z kuchni śmiejąc się cichutko
wyszła babcia, mówiąc, że Czaruś poznał się na gościu Michaliny, skoro tak
chętnie dał brzuszek do pieszczot.
Między Bogiem a prawdą to Czaruś był niesamowitym pieszczochem i każdemu
gościowi dawał do głaskania swój brzuszek.
Wystarczało powiedzieć "o, jaki ładny piesek" i ładny piesek wywalał się na
grzbiet oczekując porcji pieszczot.
No ale Michał o tym nie wiedział.Czym prędzej wstał z przysiadu, z szacunkiem
cmoknął babcię w rękę i się przedstawił.
A babcia powiedziała obojgu, że ma ochotę na kawę i cieszy się, że oni przyszli,
bo kawa zawsze smakuje lepiej, gdy jest wypita w miłym towarzystwie.
Do kawy była podana świeżo upieczona szarlotka , a babcia zaczęła Michałowi
zadawać mnóstwo pytań. Dopiero teraz Michalina dowiedziała się, chłopak ma
starszą siostrę i młodszego brata, że jego mama jest pielęgniarką a tata inżynierem,
że Michał stara się część egzaminów zdawać w terminie zerowym, że stara się
zostać stypendystą jednego z instytutów bo tam powstają bardzo ciekawe rzeczy
i po skończeniu studiów chciałby tam właśnie pracować.
Michalina patrzyła na Michała zdumiona - nigdy jej nic o rodzinie nie opowiadał,
jego elokwencja sprowadzała się głównie do zachwytów nad walorami Michaliny
i narzekania, że ma wciąż zbyt mało czasu na naukę i na spotkania, że wszędzie
pełno ludzi a on chciałby być z nią sam na sam.
Podziwiała babcię, która zadając kilka niewinnych pytań wyciągnęła z niego
tyle informacji.
W pewnym momencie Czaruś uznał, że dość tego gadania, on musi wyjść.
Gdy poderwał się również Michał, babcia powiedziała - niech pan zostanie, to
psi spacer będzie krótszy. Czaruś to towarzyskie zwierzę i szybko wróci wiedząc,
że gość jeszcze jest w domu.
I rzeczywiście, po dwudziestu minutach Michalina już była z powrotem. Nigdy nie
dowiedziała się o czym babcia przez ten czas rozmawiała z Michałem.
Michał siedział całe popołudnie i wieczór, pomógł nawet Michalinie zrobić
kolację, z pełnym poświęceniem krojąc warzywa do sałatki.
Około godziny dwudziestej pierwszej z lekka oprzytomniał, przeprosił, że tak się
bez umiaru zasiedział. Na pożegnanie babcia zapewniła Michała, że zawsze będzie
mile widzianym gościem.
Michalina obrzuciła babcię nieco zdziwionym spojrzeniem. Po tej wizycie Michał
dość często wpadał na krótkie wizyty.
Sesja letnia nie poszła dobrze Michalinie. Do jednego egzaminu podchodziła trzy
razy i gdy za trzecim razem znów zle poszło postanowiła, że nie będzie więcej
zdawać.
Jak było do przewidzenia ojciec wpadł w szał, zwymyślał Michalinę od debilek
i leni do kwadratu, oświadczył, że ma iść natychmiast do pracy, a skoro niczego
nie umie to może przecież być sprzątaczką, do tego żaden dyplom nie jest
potrzebny. I niech nie myśli, że ojciec będzie jej dawał pieniądze.
Gdy już się ojciec nawrzeszczał, wyszedł z domu trzasnąwszy solidnie drzwiami.
Matka odgrywała w tym dniu rolę dobrego policjanta i spokojnie zaczęła z córką
rozmawiać. Zaproponowała by Michalina zrobiła np. kurs kreślarski, którego
koszty pokryją rodzice. A może wolałaby jakiś inny kurs zawodowy? Jest sporo
kursów zawodowych, po których bez trudu znajdzie pracę. W końcu nie każdy
musi mieć ukończone studia. A może chciałaby ukończyć kurs maszynopisania?
A może kurs bukieciarstwa? W ciągu tygodnia powinna coś dla siebie wybrać,
zastanowiwszy się nad zawodem dla siebie.Koszty pokryją rodzice a gdy już
będzie pracować zwróci im w ratach pieniądze za kurs.
Babcia nie brała udziału w tej dyskusji, zamknęła się w swym pokoju, a gdy
nadeszła pora kolacji szybko przygotowała dla siebie kolację i wzięła ją do
swego pokoju mówiąc, że chce posłuchać radiowej transmisji koncertu.
Nie było to nic wyjątkowego, babcia często słuchała różnych transmisji, ale tym
razem była to transmisja koncertu skrzypcowego a babcia nie była wielbicielką
tego instrumentu.
Ale czasem lepiej posłuchać nawet niezbyt lubianego koncertu niż domowej
awantury.
Za to Michałowi sesja letnia poszła znakomicie. Był zmęczony, ale bardzo
zadowolony. Jedynie martwiła go myśl, że będzie musiał choć na trochę wpaść
do domu i znależc sobie na wakacje jakąś pracę. Koledzy kombinowali by
założyć własną smażalnię placków lub naleśników i zainstalować biznes albo
nad morzem albo nad jakimś jeziorem czy zalewem. Jeden z nich zrobił kurs
tzw. "gospodnika" i tym sposobem miał uprawnienia do prowadzenia mini baru.
Michał w pierwszej kolejności pojechał na tydzień do domu z żalem rozstając
się z Michaliną. A ona tymczasem poszukiwała dla siebie jakiegoś kursu . Nie
miała zamiaru zostać ani kreślarką ani maszynistką odrzuciła wszelkie kursy
związane z kucharzeniem, była o krok od zapisania się na kurs bukieciarstwa,
ale zobaczywszy pokaleczone ręce pani pracującej w kwiaciarni zrezygnowała
i z tego kursu.
W końcu wybrała dwuletni kurs księgowości - był o tyle interesujący, że już nie
wszystko zapisywało się "na piechotę", były już "maszyny księgowe" i na kursie
uczono posługiwania się nimi.
Poza tym kurs zaczynał się w połowie września, więc miała jeszcze przed sobą
nieco wakacji.
Rodzice łaskawie zaakceptowali wybór Michaliny, a babcia powiedziała, że
w takim razie wyjedzie razem z Michaliną i psem do swojej przyjaciółki, która
ma dom w okolicy Piwnicznej. Ma też ogród i sad i potrzebuje nieco pomocy
przy pracach ogrodowych i w sadzie, więc Michalina może ze sobą zabrać
koleżankę lub kolegę, chętnych do pomocy i zarobienia " kilku groszy".
Pomocnicy dostaną wyżywienie, ale sami będą sobie gotować a spać będą
w przybudówce, w której co prawda nie ma łazienki, ale będą mogli korzystać
z łazienki w domu.
Michalina postanowiła powiedzieć o tym Michałowi. Może będzie wolał różne
prace ogrodowe i przy domu niż smażenie placków ziemniaczanych?
Niezależnie od tego co wybierze Michał ona i tak pojedzie z babcią.
Nietrudno się domyśleć co chłopak wybrał.
Ponieważ było jeszcze jedno wolne miejsce zaproponował je swemu najlepszemu
koledze z innego wydziału.
Obaj studenci pojechali pod wskazany adres starym samochodem, zabierając ze
sobą wszystkie bagaże, a babcia i Michalina pojechały pociągiem, z minimalnym
bagażem w postaci kanapek na drogę i picia. Gdy panie zajechały na miejsce, na
stacji już czekali obaj młodzieńcy.
To były bardzo udane wakacje. Pracy nie było wiele, a chłopcy sami wynajdywali
co jeszcze mogą zrobić poza tymi zleconymi pracami.
Przyjaciółka babci była zachwycona i zaprosiła "panów studentów" na zimowe
ferie na narty.
Michalina pod kierunkiem babci gotowała dla wszystkich.
Chodziła z chłopakami na wycieczki. Wieczorami wszyscy grali w karty lub
w jakieś gry planszowe albo słuchali jak na pianinie gra gospodyni. A grała
świetnie, bo była absolwentką średniej szkoły muzycznej.
Słuchali też z zaciekawieniem wspomnień starszej pani z lat młodości.
Przed powrotem do Warszawy "panowie studenci" narąbali drewna tyle, żeby
starczyło niemal na całą zimę i ułożyli je w naprawionej przez siebie wiacie.
c.d.n.
miał być po południu na jakiejś konferencji naukowej, a matka chciała spotkać się
z dawno nie widzianą kuzynką.
Michalina spotkała się z Michałem i zaledwie po półgodzinie stwierdziła, że musi
jechać do domu bo czegoś zapomniała. Oczywiście jeśli Michał chce, to może
jechać z nią. Przy okazji zobaczy jej ukochanego psa.
Jak było do przewidzenia Michał chętnie przystał na propozycję zobaczenia psa,
on też lubił zwierzęta, ale rodzice nigdy mu nie pozwolili na wzięcie psa lub
kota do domu, więc pod tym względem Michalina ma o wiele lepiej od niego.
Czaruś stanął na wysokości zadania, skrupulatnie obwąchał gościa a potem
przewrócił się na grzbiet eksponując swój brzuszek i dając chłopakowi do
zrozumienia, że teraz należy się psu porcja pieszczot.
Gdy Michał był zajęty pieskowym brzuszkiem z kuchni śmiejąc się cichutko
wyszła babcia, mówiąc, że Czaruś poznał się na gościu Michaliny, skoro tak
chętnie dał brzuszek do pieszczot.
Między Bogiem a prawdą to Czaruś był niesamowitym pieszczochem i każdemu
gościowi dawał do głaskania swój brzuszek.
Wystarczało powiedzieć "o, jaki ładny piesek" i ładny piesek wywalał się na
grzbiet oczekując porcji pieszczot.
No ale Michał o tym nie wiedział.Czym prędzej wstał z przysiadu, z szacunkiem
cmoknął babcię w rękę i się przedstawił.
A babcia powiedziała obojgu, że ma ochotę na kawę i cieszy się, że oni przyszli,
bo kawa zawsze smakuje lepiej, gdy jest wypita w miłym towarzystwie.
Do kawy była podana świeżo upieczona szarlotka , a babcia zaczęła Michałowi
zadawać mnóstwo pytań. Dopiero teraz Michalina dowiedziała się, chłopak ma
starszą siostrę i młodszego brata, że jego mama jest pielęgniarką a tata inżynierem,
że Michał stara się część egzaminów zdawać w terminie zerowym, że stara się
zostać stypendystą jednego z instytutów bo tam powstają bardzo ciekawe rzeczy
i po skończeniu studiów chciałby tam właśnie pracować.
Michalina patrzyła na Michała zdumiona - nigdy jej nic o rodzinie nie opowiadał,
jego elokwencja sprowadzała się głównie do zachwytów nad walorami Michaliny
i narzekania, że ma wciąż zbyt mało czasu na naukę i na spotkania, że wszędzie
pełno ludzi a on chciałby być z nią sam na sam.
Podziwiała babcię, która zadając kilka niewinnych pytań wyciągnęła z niego
tyle informacji.
W pewnym momencie Czaruś uznał, że dość tego gadania, on musi wyjść.
Gdy poderwał się również Michał, babcia powiedziała - niech pan zostanie, to
psi spacer będzie krótszy. Czaruś to towarzyskie zwierzę i szybko wróci wiedząc,
że gość jeszcze jest w domu.
I rzeczywiście, po dwudziestu minutach Michalina już była z powrotem. Nigdy nie
dowiedziała się o czym babcia przez ten czas rozmawiała z Michałem.
Michał siedział całe popołudnie i wieczór, pomógł nawet Michalinie zrobić
kolację, z pełnym poświęceniem krojąc warzywa do sałatki.
Około godziny dwudziestej pierwszej z lekka oprzytomniał, przeprosił, że tak się
bez umiaru zasiedział. Na pożegnanie babcia zapewniła Michała, że zawsze będzie
mile widzianym gościem.
Michalina obrzuciła babcię nieco zdziwionym spojrzeniem. Po tej wizycie Michał
dość często wpadał na krótkie wizyty.
Sesja letnia nie poszła dobrze Michalinie. Do jednego egzaminu podchodziła trzy
razy i gdy za trzecim razem znów zle poszło postanowiła, że nie będzie więcej
zdawać.
Jak było do przewidzenia ojciec wpadł w szał, zwymyślał Michalinę od debilek
i leni do kwadratu, oświadczył, że ma iść natychmiast do pracy, a skoro niczego
nie umie to może przecież być sprzątaczką, do tego żaden dyplom nie jest
potrzebny. I niech nie myśli, że ojciec będzie jej dawał pieniądze.
Gdy już się ojciec nawrzeszczał, wyszedł z domu trzasnąwszy solidnie drzwiami.
Matka odgrywała w tym dniu rolę dobrego policjanta i spokojnie zaczęła z córką
rozmawiać. Zaproponowała by Michalina zrobiła np. kurs kreślarski, którego
koszty pokryją rodzice. A może wolałaby jakiś inny kurs zawodowy? Jest sporo
kursów zawodowych, po których bez trudu znajdzie pracę. W końcu nie każdy
musi mieć ukończone studia. A może chciałaby ukończyć kurs maszynopisania?
A może kurs bukieciarstwa? W ciągu tygodnia powinna coś dla siebie wybrać,
zastanowiwszy się nad zawodem dla siebie.Koszty pokryją rodzice a gdy już
będzie pracować zwróci im w ratach pieniądze za kurs.
Babcia nie brała udziału w tej dyskusji, zamknęła się w swym pokoju, a gdy
nadeszła pora kolacji szybko przygotowała dla siebie kolację i wzięła ją do
swego pokoju mówiąc, że chce posłuchać radiowej transmisji koncertu.
Nie było to nic wyjątkowego, babcia często słuchała różnych transmisji, ale tym
razem była to transmisja koncertu skrzypcowego a babcia nie była wielbicielką
tego instrumentu.
Ale czasem lepiej posłuchać nawet niezbyt lubianego koncertu niż domowej
awantury.
Za to Michałowi sesja letnia poszła znakomicie. Był zmęczony, ale bardzo
zadowolony. Jedynie martwiła go myśl, że będzie musiał choć na trochę wpaść
do domu i znależc sobie na wakacje jakąś pracę. Koledzy kombinowali by
założyć własną smażalnię placków lub naleśników i zainstalować biznes albo
nad morzem albo nad jakimś jeziorem czy zalewem. Jeden z nich zrobił kurs
tzw. "gospodnika" i tym sposobem miał uprawnienia do prowadzenia mini baru.
Michał w pierwszej kolejności pojechał na tydzień do domu z żalem rozstając
się z Michaliną. A ona tymczasem poszukiwała dla siebie jakiegoś kursu . Nie
miała zamiaru zostać ani kreślarką ani maszynistką odrzuciła wszelkie kursy
związane z kucharzeniem, była o krok od zapisania się na kurs bukieciarstwa,
ale zobaczywszy pokaleczone ręce pani pracującej w kwiaciarni zrezygnowała
i z tego kursu.
W końcu wybrała dwuletni kurs księgowości - był o tyle interesujący, że już nie
wszystko zapisywało się "na piechotę", były już "maszyny księgowe" i na kursie
uczono posługiwania się nimi.
Poza tym kurs zaczynał się w połowie września, więc miała jeszcze przed sobą
nieco wakacji.
Rodzice łaskawie zaakceptowali wybór Michaliny, a babcia powiedziała, że
w takim razie wyjedzie razem z Michaliną i psem do swojej przyjaciółki, która
ma dom w okolicy Piwnicznej. Ma też ogród i sad i potrzebuje nieco pomocy
przy pracach ogrodowych i w sadzie, więc Michalina może ze sobą zabrać
koleżankę lub kolegę, chętnych do pomocy i zarobienia " kilku groszy".
Pomocnicy dostaną wyżywienie, ale sami będą sobie gotować a spać będą
w przybudówce, w której co prawda nie ma łazienki, ale będą mogli korzystać
z łazienki w domu.
Michalina postanowiła powiedzieć o tym Michałowi. Może będzie wolał różne
prace ogrodowe i przy domu niż smażenie placków ziemniaczanych?
Niezależnie od tego co wybierze Michał ona i tak pojedzie z babcią.
Nietrudno się domyśleć co chłopak wybrał.
Ponieważ było jeszcze jedno wolne miejsce zaproponował je swemu najlepszemu
koledze z innego wydziału.
Obaj studenci pojechali pod wskazany adres starym samochodem, zabierając ze
sobą wszystkie bagaże, a babcia i Michalina pojechały pociągiem, z minimalnym
bagażem w postaci kanapek na drogę i picia. Gdy panie zajechały na miejsce, na
stacji już czekali obaj młodzieńcy.
To były bardzo udane wakacje. Pracy nie było wiele, a chłopcy sami wynajdywali
co jeszcze mogą zrobić poza tymi zleconymi pracami.
Przyjaciółka babci była zachwycona i zaprosiła "panów studentów" na zimowe
ferie na narty.
Michalina pod kierunkiem babci gotowała dla wszystkich.
Chodziła z chłopakami na wycieczki. Wieczorami wszyscy grali w karty lub
w jakieś gry planszowe albo słuchali jak na pianinie gra gospodyni. A grała
świetnie, bo była absolwentką średniej szkoły muzycznej.
Słuchali też z zaciekawieniem wspomnień starszej pani z lat młodości.
Przed powrotem do Warszawy "panowie studenci" narąbali drewna tyle, żeby
starczyło niemal na całą zimę i ułożyli je w naprawionej przez siebie wiacie.
c.d.n.
niedziela, 21 stycznia 2018
"Michalina"- cz.2
Rodzice Michaliny byli zdumieni, że się jednak dziewczyna dostała na studia.
Co prawda ojciec twierdził, że na tak niepopularny wydział to nawet osła by
przyjęto, żeby tylko wydział funkcjonował.
Michalina była rozczarowana studiami. Jak na razie to głównie traciła czas na
przejazdy pomiędzy wykładami, koczowała na korytarzach bo nie miała co ze
sobą zrobić, a wrzesień tamtego roku do ciepłych nie należał. Dostawała od
babci niewielkie kieszonkowe, ale nie tyle by codziennie móc spędzać czas
w jakiejś kawiarence.
Poza tym nikt przed nimi nie ukrywał, że po ukończeniu tego kierunku nie
będzie łatwo znalezć pracę.
Pierwszy semestr jakoś zaliczyła. W drugim,zaczęła się zastanawiać co ze sobą
począć dalej. Nauki było sporo, ale wysiadywanie na korytarzach lub w szatni
nie należało do przyjemnych. No i zostawał problem co dalej? Czy jak wiele
innych panienek po różnych filologiach wyląduje sfrustrowana w okienku na
poczcie?
Nie ona jedna przeżywała takie rozterki.
Podczas tych "korytarzowych koczowań" jedna z koleżanek namówiła ją, by
przejechać się na Politechnikę, bo tamtejszy bufet studencki jest tani i
całkiem niezle zaopatrzony. Michalina chętnie skorzystała z propozycji,
zwłaszcza, że dzień wcześniej dostała od babci pieniądze na uzupełnienie
swej garderoby, a głównie bielizny. Michalina była bardzo szczupła i dość
niska i bardzo często kupowała różne części garderoby w "Domu Dziecka".
Rzeczywiście, bufet na tej uczelni był niezły- można było za niewielkie
pieniądze zjeść coś gorącego lub wypić kawę (dość lurowatą) i zjeść do niej
olbrzymią drożdżówkę z serem lub z budyniem. O ile kawa był kiepska, to
dróżdżówki był świetne - świeże, duże i...tanie.
Niemal wszystkie stoliki w bufecie były zajęte, ale dziewczyny wypatrzyły,
że przy jednym stoliku są trzy wolne miejsca a jedno zajęte przez bardzo
pochłoniętego jedzeniem chłopaka.
Podeszły, zapytały czy mogą się dosiąść i wraz ze swoimi drożdżówkami i
kubkami kawy usiadły. Rozejrzały się po sali- tu prawie wcale nie było
dziewcząt. Chłopak, pomiędzy jednym a drugim kęsem pochłanianego
naleśnika nadziewanego serem i polanego jakimś sokiem zapytał:
a na jakim wydziale koleżanki studiujecie?
Dziewczęta spojrzały po sobie i Michalina niemal szeptem powiedziała -
my tu nie studiujemy, ale byłyśmy głodne i w drodze na zajęcia tu weszłyśmy.
My jesteśmy ze slawistyki.
No tak- student uśmiechnął się szeroko - tak myślałem, że jesteście tu raczej
przypadkiem. Tu mało dziewczyn studiuje. A ta slawistyka to coś ciekawego?
Ciekawego?- Michalina powtórzyła jak echo. No, średnio jak na razie i pracy
po tym raczej nie będzie.
Student zerknął na zegar wiszący nad barem- muszę lecieć, a tak miło się
z wami rozmawia. Może spotkajmy się jutro, około 18-tej w "Hacjendzie",
przyjdę tam z kolegą to sobie razem porozmawiamy. Mam na imię Michał.
O to fajnie, ja jestem Michalina, a ona to Basia- odpowiedziała Michalina.
Ale zbieg okoliczności! - dodał chłopak, zebrał brudne naczynia i powędrował
w stronę wyjścia.
To spotkanie w Hacjendzie było pierwszą randką Michaliny. Nigdy dotąd nie
była na spotkaniu z chłopakiem.
Nieistotne, że było to spotkanie w czwórkę, do czasu ukończenia liceum nigdy
nie była w kawiarni w towarzystwie chłopaka.
A tak naprawdę to jeszcze nigdy nie była w prawdziwej kawiarni.
Po powrocie do domu zastanawiała się, czy powinna pójść z Basią na to spotkanie
z obcymi wszak chłopakami.
Myślała i myślała, w końcu poszła po poradę do babci. Babcia stwierdziła, że
Michalina powinna się spotykać również i z chłopakami, że przecież idzie do
kawiarni w centrum miasta a nie sam na sam z chłopakiem do lasu.
Boże, co oni z tego dziecka zrobili- westchnęła babcia nie zważając na to, że
Michalina to słyszy- wychowali dzikuskę, jak ze wsi zabitej dechami!
Następnego dnia razem z Basią, dziesięć minut po umówionej godzinie wspólnie
pchnęły ciężkie drzwi "Hacjendy". Nim zdążyły się rozejrzeć po sali, dopadł
je Michał i zaprowadził do stolika, przy którym już czekał jego kolega.
Dziewczęta zaraz na początku zastrzegły, że one płacą za siebie w myśl bardzo
wówczas modnego powiedzenia " każda dama płaci sama". Młodzieńcy też
nie należeli do bogatych i nie nalegali by dziewczyny zmieniły zdanie w tej
materii.
Wieczór minął szybko, za szybko jak na gust Michaliny. Michał postanowił,
że odprowadzi Michalinę do domu. W autobusie cały czas obejmował ją
delikatnie ramieniem, podobno po to, by nie uderzyła się w ramię gdy autobus
zarzucał na zakrętach.
Po drodze Michał już snuł plany odnośnie ich dalszych spotkań, wpatrywał się
dość nachalnie w oczy Michaliny, szeptał do ucha komplementy dotyczące
jej urody. A jej robiło się gorąco i przenikał ją dreszcz gdy szeptał jej do ucha
i niby niechcący dotykał go wargami.
W domu długo nie mogła zasnąć i rano wstała pół żywa z niewyspania.
Chyba Michałowi wpadła w oko Michalina- spotykali się niemal codziennie.
Michał mieszkał w akademiku. Studiował automatykę i miał naprawdę dużo
nauki. Michalina była skłonna raczej rzucić studia - ale na razie dalej chodziła
na wykłady, zwłaszcza, że babcia zaczęła szukać dla niej mieszkania.
Kawalerka była nieosiągalna, ale okazało się, że dwa pokoje z ciemną kuchnią
były niemal w cenie kawalerki.
Kupno dla wnuczki mieszkania wywołało wściekłość jej rodziców.
Jakoś nie dotarło do nich, że mieszkanie w którym mieszkają jest tak naprawdę
własnością babci i oni mieszkają u niej, a nie ona u nich. Robili jej cały
czas wymówki, że zamiast kupić dla siebie mieszkanie a to zapisać dla syna, ona
kupuje mieszkanie dla Michaliny, jako darowiznę.
A babcia postawiła sprawę jasno - cicho, ale dobitnie powiedziała - przecież
mogliście się zapisać do jakiejś spółdzielni mieszkaniowej, jeśli wam tu ciasno
ze mną. Mieszkanie jest moje, to ja je kiedyś dostałam.Wy macie trzy pokoje,
ja jeden. I wiedzcie- ja się stąd nie wyprowadzę, chcę umrzeć w tym mieszkaniu
i mam do tego prawo. To jest moje mieszkanie i nawet nie wiem, czy je wam
zapiszę w testamencie. Może dostanie je Michalina.
Atmosfera w domu stawała się coraz cięższa i Michalina z chęcią przebywała
poza domem.
Sesja letnia zbliżała się wielkimi krokami. Michał miał wciąż jakieś zaliczenia,
narzekał na brak czasu i brak snu.
Michalina stwierdziła, że może w takim razie ograniczą swe spotkania, bo jakby
na to nie spojrzeć, to egzaminy coraz bliżej i są znacznie ważniejsze niż ich
spotkania. Zresztą ona też chyba musi pobuszować nieco w książkach i pobłądzić
palcem po mapie. W szkole nie błyszczała na lekcjach geografii, więc teraz musi
nieco więcej popracować.
Spotykali się nadal, ale teraz zaledwie 2 razy w tygodniu, w czwartki i soboty.
Michał przy każdym spotkaniu przepytywał Michalinę co robiła, z kim się
w tym czasie widziała i nie chciał uwierzyć, że ona naprawdę spotyka się tylko
z nim.
Po kilku takich rozmowach Michalina się rozzłościła i zwróciła mu uwagę, że on
nie ma prawa negować tego co ona mu mówi , poza tym ona nie jest jego
narzeczoną i ma prawo spotykać się z kim chce a jemu nic do tego.
I nim się Michał zorientował obróciła się na pięcie i poszła na przystanek.
Michał stał i zastanawiał się co zrobić, by nie wyjść na idiotę, tymczasem
nadjechał tramwaj i Michalina do niego wsiadła, choć nie był to ten, którym
zwykle jezdziła do domu.
A Michalina na następnym przystanku przesiadła się do autobusu i pojechała
do domu. Zaraz po powrocie wzięła na długi spacer Czarusia , czyli efekt
psiego mezaliansu.
Gdy wróciła po dwóch godzinach niemal w progu padło pytanie babci - kto to
jest Michał, bo ten człowiek już trzy razy tu dzwonił i chciał koniecznie
rozmawiać z Michaliną.
Michalina zaczerwieniła się i wyjaśniła, że to tylko kolega, ale się trochę
"przemówili" i on pewnie dlatego wciąż telefonuje. I to jest właśnie ten, z którym
się kiedyś umówiła w Hacjendzie.
Babcia poprosiła by Michalina zrobiła im obu kawę i przy kawie i ciasteczkach
Michalina jej wszystko opowie "o tym ich przemówieniu się".
Kawa i ciastka niemal zawsze koją nerwy o czym babcia dobrze wiedziała.
Michalina opowiedziała całą historię swej znajomości z Michałem. Babcia się
nieco zamyśliła i potem powiedziała - przyprowadz tu tego młodzieńca, chcę
mu się przyjrzeć. W przyszłą sobotę twoi rodzice jadą do Katowic, więc od rana
będziemy same w domu. Tylko mu nie mów, po co ma przyjść, bo się jeszcze
chłopaczyna wystraszy.
Co prawda ojciec twierdził, że na tak niepopularny wydział to nawet osła by
przyjęto, żeby tylko wydział funkcjonował.
Michalina była rozczarowana studiami. Jak na razie to głównie traciła czas na
przejazdy pomiędzy wykładami, koczowała na korytarzach bo nie miała co ze
sobą zrobić, a wrzesień tamtego roku do ciepłych nie należał. Dostawała od
babci niewielkie kieszonkowe, ale nie tyle by codziennie móc spędzać czas
w jakiejś kawiarence.
Poza tym nikt przed nimi nie ukrywał, że po ukończeniu tego kierunku nie
będzie łatwo znalezć pracę.
Pierwszy semestr jakoś zaliczyła. W drugim,zaczęła się zastanawiać co ze sobą
począć dalej. Nauki było sporo, ale wysiadywanie na korytarzach lub w szatni
nie należało do przyjemnych. No i zostawał problem co dalej? Czy jak wiele
innych panienek po różnych filologiach wyląduje sfrustrowana w okienku na
poczcie?
Nie ona jedna przeżywała takie rozterki.
Podczas tych "korytarzowych koczowań" jedna z koleżanek namówiła ją, by
przejechać się na Politechnikę, bo tamtejszy bufet studencki jest tani i
całkiem niezle zaopatrzony. Michalina chętnie skorzystała z propozycji,
zwłaszcza, że dzień wcześniej dostała od babci pieniądze na uzupełnienie
swej garderoby, a głównie bielizny. Michalina była bardzo szczupła i dość
niska i bardzo często kupowała różne części garderoby w "Domu Dziecka".
Rzeczywiście, bufet na tej uczelni był niezły- można było za niewielkie
pieniądze zjeść coś gorącego lub wypić kawę (dość lurowatą) i zjeść do niej
olbrzymią drożdżówkę z serem lub z budyniem. O ile kawa był kiepska, to
dróżdżówki był świetne - świeże, duże i...tanie.
Niemal wszystkie stoliki w bufecie były zajęte, ale dziewczyny wypatrzyły,
że przy jednym stoliku są trzy wolne miejsca a jedno zajęte przez bardzo
pochłoniętego jedzeniem chłopaka.
Podeszły, zapytały czy mogą się dosiąść i wraz ze swoimi drożdżówkami i
kubkami kawy usiadły. Rozejrzały się po sali- tu prawie wcale nie było
dziewcząt. Chłopak, pomiędzy jednym a drugim kęsem pochłanianego
naleśnika nadziewanego serem i polanego jakimś sokiem zapytał:
a na jakim wydziale koleżanki studiujecie?
Dziewczęta spojrzały po sobie i Michalina niemal szeptem powiedziała -
my tu nie studiujemy, ale byłyśmy głodne i w drodze na zajęcia tu weszłyśmy.
My jesteśmy ze slawistyki.
No tak- student uśmiechnął się szeroko - tak myślałem, że jesteście tu raczej
przypadkiem. Tu mało dziewczyn studiuje. A ta slawistyka to coś ciekawego?
Ciekawego?- Michalina powtórzyła jak echo. No, średnio jak na razie i pracy
po tym raczej nie będzie.
Student zerknął na zegar wiszący nad barem- muszę lecieć, a tak miło się
z wami rozmawia. Może spotkajmy się jutro, około 18-tej w "Hacjendzie",
przyjdę tam z kolegą to sobie razem porozmawiamy. Mam na imię Michał.
O to fajnie, ja jestem Michalina, a ona to Basia- odpowiedziała Michalina.
Ale zbieg okoliczności! - dodał chłopak, zebrał brudne naczynia i powędrował
w stronę wyjścia.
To spotkanie w Hacjendzie było pierwszą randką Michaliny. Nigdy dotąd nie
była na spotkaniu z chłopakiem.
Nieistotne, że było to spotkanie w czwórkę, do czasu ukończenia liceum nigdy
nie była w kawiarni w towarzystwie chłopaka.
A tak naprawdę to jeszcze nigdy nie była w prawdziwej kawiarni.
Po powrocie do domu zastanawiała się, czy powinna pójść z Basią na to spotkanie
z obcymi wszak chłopakami.
Myślała i myślała, w końcu poszła po poradę do babci. Babcia stwierdziła, że
Michalina powinna się spotykać również i z chłopakami, że przecież idzie do
kawiarni w centrum miasta a nie sam na sam z chłopakiem do lasu.
Boże, co oni z tego dziecka zrobili- westchnęła babcia nie zważając na to, że
Michalina to słyszy- wychowali dzikuskę, jak ze wsi zabitej dechami!
Następnego dnia razem z Basią, dziesięć minut po umówionej godzinie wspólnie
pchnęły ciężkie drzwi "Hacjendy". Nim zdążyły się rozejrzeć po sali, dopadł
je Michał i zaprowadził do stolika, przy którym już czekał jego kolega.
Dziewczęta zaraz na początku zastrzegły, że one płacą za siebie w myśl bardzo
wówczas modnego powiedzenia " każda dama płaci sama". Młodzieńcy też
nie należeli do bogatych i nie nalegali by dziewczyny zmieniły zdanie w tej
materii.
Wieczór minął szybko, za szybko jak na gust Michaliny. Michał postanowił,
że odprowadzi Michalinę do domu. W autobusie cały czas obejmował ją
delikatnie ramieniem, podobno po to, by nie uderzyła się w ramię gdy autobus
zarzucał na zakrętach.
Po drodze Michał już snuł plany odnośnie ich dalszych spotkań, wpatrywał się
dość nachalnie w oczy Michaliny, szeptał do ucha komplementy dotyczące
jej urody. A jej robiło się gorąco i przenikał ją dreszcz gdy szeptał jej do ucha
i niby niechcący dotykał go wargami.
W domu długo nie mogła zasnąć i rano wstała pół żywa z niewyspania.
Chyba Michałowi wpadła w oko Michalina- spotykali się niemal codziennie.
Michał mieszkał w akademiku. Studiował automatykę i miał naprawdę dużo
nauki. Michalina była skłonna raczej rzucić studia - ale na razie dalej chodziła
na wykłady, zwłaszcza, że babcia zaczęła szukać dla niej mieszkania.
Kawalerka była nieosiągalna, ale okazało się, że dwa pokoje z ciemną kuchnią
były niemal w cenie kawalerki.
Kupno dla wnuczki mieszkania wywołało wściekłość jej rodziców.
Jakoś nie dotarło do nich, że mieszkanie w którym mieszkają jest tak naprawdę
własnością babci i oni mieszkają u niej, a nie ona u nich. Robili jej cały
czas wymówki, że zamiast kupić dla siebie mieszkanie a to zapisać dla syna, ona
kupuje mieszkanie dla Michaliny, jako darowiznę.
A babcia postawiła sprawę jasno - cicho, ale dobitnie powiedziała - przecież
mogliście się zapisać do jakiejś spółdzielni mieszkaniowej, jeśli wam tu ciasno
ze mną. Mieszkanie jest moje, to ja je kiedyś dostałam.Wy macie trzy pokoje,
ja jeden. I wiedzcie- ja się stąd nie wyprowadzę, chcę umrzeć w tym mieszkaniu
i mam do tego prawo. To jest moje mieszkanie i nawet nie wiem, czy je wam
zapiszę w testamencie. Może dostanie je Michalina.
Atmosfera w domu stawała się coraz cięższa i Michalina z chęcią przebywała
poza domem.
Sesja letnia zbliżała się wielkimi krokami. Michał miał wciąż jakieś zaliczenia,
narzekał na brak czasu i brak snu.
Michalina stwierdziła, że może w takim razie ograniczą swe spotkania, bo jakby
na to nie spojrzeć, to egzaminy coraz bliżej i są znacznie ważniejsze niż ich
spotkania. Zresztą ona też chyba musi pobuszować nieco w książkach i pobłądzić
palcem po mapie. W szkole nie błyszczała na lekcjach geografii, więc teraz musi
nieco więcej popracować.
Spotykali się nadal, ale teraz zaledwie 2 razy w tygodniu, w czwartki i soboty.
Michał przy każdym spotkaniu przepytywał Michalinę co robiła, z kim się
w tym czasie widziała i nie chciał uwierzyć, że ona naprawdę spotyka się tylko
z nim.
Po kilku takich rozmowach Michalina się rozzłościła i zwróciła mu uwagę, że on
nie ma prawa negować tego co ona mu mówi , poza tym ona nie jest jego
narzeczoną i ma prawo spotykać się z kim chce a jemu nic do tego.
I nim się Michał zorientował obróciła się na pięcie i poszła na przystanek.
Michał stał i zastanawiał się co zrobić, by nie wyjść na idiotę, tymczasem
nadjechał tramwaj i Michalina do niego wsiadła, choć nie był to ten, którym
zwykle jezdziła do domu.
A Michalina na następnym przystanku przesiadła się do autobusu i pojechała
do domu. Zaraz po powrocie wzięła na długi spacer Czarusia , czyli efekt
psiego mezaliansu.
Gdy wróciła po dwóch godzinach niemal w progu padło pytanie babci - kto to
jest Michał, bo ten człowiek już trzy razy tu dzwonił i chciał koniecznie
rozmawiać z Michaliną.
Michalina zaczerwieniła się i wyjaśniła, że to tylko kolega, ale się trochę
"przemówili" i on pewnie dlatego wciąż telefonuje. I to jest właśnie ten, z którym
się kiedyś umówiła w Hacjendzie.
Babcia poprosiła by Michalina zrobiła im obu kawę i przy kawie i ciasteczkach
Michalina jej wszystko opowie "o tym ich przemówieniu się".
Kawa i ciastka niemal zawsze koją nerwy o czym babcia dobrze wiedziała.
Michalina opowiedziała całą historię swej znajomości z Michałem. Babcia się
nieco zamyśliła i potem powiedziała - przyprowadz tu tego młodzieńca, chcę
mu się przyjrzeć. W przyszłą sobotę twoi rodzice jadą do Katowic, więc od rana
będziemy same w domu. Tylko mu nie mów, po co ma przyjść, bo się jeszcze
chłopaczyna wystraszy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)