wtorek, 2 marca 2021

Wszystko jest.....6

Idąc  po schodach  na trzecie piętro Julita pomyślała - wyszłam za mąż za anioła albo za świętego Franciszka! Nie dość, że ma do mnie cierpliwość to jeszcze niemal do wszystkich ludzi. Szła tak zamyślona, że niewiele  brakowało a weszła by na strych.Andrzej przypatrywał się jej, ale nic nie mówił, a gdy wróciła niemal z połowy piętra tylko ją mocno przytulił. Gdy weszli do mieszkania zaczął całować jej oczy, w których  czaiły się łzy. Wtulona w  jego ramiona wyszeptała- uwielbiam cię! Poprawię się! Słoneczko Kochane, ale tobie nie wolno przytyć- zaśmiał się Andrzej.Masz być taka jaka jesteś, pod każdym względem.

Gdy siedzieli przy zrobionej przez Andrzeja herbacie i drobnych ciasteczkach "wymodzonych" przez Julitę Andrzej "odgrzebał" temat mieszkania z rodzicami. Tłumaczył Julicie, że wie, że niemodne  stało się mieszkanie ze starymi rodzicami, ale nie  wszystko co jest niemodne jest złe. On sam się zastanawia nad tym, jak będzie z jego rodzicami- tak naprawdę to wolałby gdyby mieszkali też w Warszawie a nie na Wyspie Północnej w Nowej Zelandii. I pomyślał, że gdyby mieli taką willę, to albo rodzice jej, albo jego mogliby z nimi mieszkać. Bo mało osób  ( z władzami włącznie) zdaje sobie sprawę z tego, że ludzie to jednak stworzenia stadne i to wykluczenie z tego życia stadnego poprzez izolację, brak kontaktów rodzinnych źle wpływa na kondycję ludzi starych. Bo człowiek to takie bydlę, które lubi być potrzebne innym,  a gdy zorientuje się, że jest nikomu niepotrzebne trzy razy częściej choruje, wpada w depresję i żadne medykamenty tego nie zmienią. I to nie idzie o opiekę w sensie fizycznym, choć z czasem każdy wymaga pewnej dawki pomocy, ale idzie o zachowanie więzi emocjonalnej. I on byłby najszczęśliwszy gdyby jego rodzice wrócili do kraju i gdyby wszystkie trzy rodziny mogły mieszkać w jednym dużym  budynku, każda rodzina  miałaby swoją część ale byłaby też część wspólna, by zawsze czuli tę bliskość. Oczywiście, zawsze trzeba na początku włożyć nieco pracy w to, żeby to wszystko poukładać i w mieście jest to trudne, bo nie łatwo znaleźć taki duży dom. A na razie to on zatelefonuje w sprawie tej willi - bo teraz to nawet nie ma czego rozpatrywać. Ale ja nie umiem , a właściwie nie lubię zajmować się ogrodem- wyjęczała Julita. Ja też nie, ale to zajęcie w sam raz dla naszych rodziców- stwierdził Andrzej. Wiesz kłopoty z dzieleniem domu z rodzicami wynikają głównie z tego, że na początku żadna ze stron nie zadaje sobie trudu ustalenia podziału  na  nasze, wasze, wspólne i to na każdej płaszczyźnie - powierzchni, obowiązków, finansów.  Popatrz Słoneczko- my się siebie wzajemnie ciągle o coś pytamy, staramy się wciąż zgłębiać wzajemnie nasze upodobania i osobiście nie widzę problemu by potem pytać twą mamę lub tatę co im się w moim działaniu podoba lub nie. Nie sądzę by moi rodzice kiedykolwiek wrócili do Polski na stałe- zbyt długo żyli poza krajem, ojciec tam prowadzi interesy. My raczej tam nie osiądziemy, bo musiałbym robić nostryfikację dyplomu, uczyć się  nowych procedur, jakiś czas nie pracować, zgłębiać język. I nie ciągnie mnie do Maorysów, choć chętnie  mogę obejrzeć film o  nich. Powiedziałaś, że wszędzie za mną pójdziesz, no to na razie chodź ze mną podrzemać, tylko wpierw  tam zatelefonuję. I umówię nas na jutro czy też inny termin.

Bardzo długo nikt nie odbierał telefonu i już Andrzej miał odłożyć słuchawkę, gdy wreszcie usłyszał "halo?". Przedstawił się z imienia i nazwiska, powiedział, że telefonuje w sprawie willi, bo chciałby móc ją zobaczyć wewnątrz a potem by ją obejrzał fachowiec i ocenił jej stan techniczny, bo to jest jednak  stary budynek. Starczy, męski głos po drugiej stronie  zapytał -  "przepraszam, czy to pan doktor R.?". Tak, to ja, odparł zdziwiony Andrzej. Aaaa, to  dobrze. A może w takim razie ja bym się z panem doktorem spotkał  tam jutro około godziny piętnastej, jeśli to nie jest dla pana doktora godzina obiadowa? Nie to nie jest dla mnie godzina obiadowa. Będę u pana wraz z żoną. No świetnie, w takim razie do zobaczenia jutro, odpowiedział starszy pan i odłożył słuchawkę. Andrzej przez moment stał jeszcze ze słuchawką w ręce, w końcu ja odłożył i powiedział- Słoneczko Kochane, dzieje się coś dziwnego - ten człowiek mnie skądś zna, ale nie mam pojęcia skąd. Wpadniemy tam jutro o piętnastej. 

A teraz chodź, utulimy się trochę. Ciągle mi ciebie mało - szkoda, że nie mogę cię wziąć ze sobą do kieszeni byś była calutki czas ze mną. Wiesz co, ja to nawet do plecaka bym się jednak nie zmieściła- śmiała się Julita. Wtulona w niego spokojnie zasnęła a Andrzej przyglądał się jej żałując, że tyle lat byli daleko od siebie. Ale widocznie tak miało być - najważniejsze, że teraz są razem, że leki, które jej zaordynował spełniają swoje zadanie, że arytmia jej nie prześladuje. Cholera - skarcił w myślach sam siebie- zachowuję się niczym kwoka lub pierworódka na widok swego niemowlaka, wykazuję zupełny brak profesjonalizmu. Mam żal do siebie, że bywałem z innymi. I jak dobrze, że ten jej Mauricio to był taki głąb... i z tą myślą usnął z wtuloną w niego Julitą. I byli chyba oboje dość zmęczeni, bo obudzili się niemal w porze kolacji.

Następnego dnia już  10 minut przed czasem byli pod willą, a równo o umówionej godzinie Andrzej  wcisnął przycisk dzwonka - w chwilę potem zza domu wyszedł starszy mężczyzna. Już z daleka Andrzej rozpoznał w nim jednego ze swych dawnych pacjentów ze swego byłego rejonu. Och, to pan Kazimierz- poinformował Julitę Andrzej - jeden z milszych moich pacjentów z tego rejonu. Bardzo  sympatyczny i zdyscyplinowany pacjent. I inteligentny. Pan Kazimierz długo potrząsał ręką Andrzeja, z atencją cmoknął w rękę Julitę i poprosił ich do środka. Wejście do willi było z innej strony, ale nim weszli pan Kazimierz pokazał im willę ze strony niewidocznej od wejścia do ogrodu. To była naprawdę duża willa i miał rację Andrzej, że z powodzeniem  mogły tu mieszkać dwie spore  rodziny, o ile zgodziłyby się na jeden, wspólny salon. Willa była podłączona do miejskich mediów, był doprowadzony gaz i ogrzewanie z elektrociepłowni. Powiem panu co prawdopodobnie trzeba tu zrobić i to szybko - to dach. Jak  państwo widzą, dach jest płaski. Trzeba po prostu sprawdzić dach i rynny- co prawda jeszcze nie są zatkane, ale w ubiegłym roku nie miałem już siły by dopilnować tego wszystkiego. A raz do roku trzeba to jednak robić. Na szczęście nim wymyślili, że wszystkie drzewa są własnością miasta i trzeba  prosić o zezwolenie na wycięcie każdego drzewa, udało mi się usunąć z posesji trzy drzewa, które mi śmieciły do rynien. Może ja teraz państwa oprowadzę?- zaproponował. Oczywiście, zgodził się Andrzej- pan tu rządzi, panie  Kazimierzu. No to zaczniemy od piwnicy - ta willa wybudowana była w 1938 roku, a   tuż przed wojną wzmocniono strop w piwnicy i w czasie bombardowań służyła mojej rodzinie za schron. Mój ojciec dobrze wyczuł, że jednak będzie wojna. Piwnica była sucha i ciągnęła się niemal pod całym budynkiem. 

Na parterze była olbrzymia kuchnia, która miała pięć wąskich wysokich okien, rozdzielonych niezbyt szerokimi ścianami. Wzdłuż całej ściany ciągnął się całkiem niezły ciąg kuchenny, w który był wkomponowany dwukomorowy zlewozmywak, kuchenka  gazowa z piekarnikiem, stojące szafki kuchenne a na ścianach pomiędzy oknami były szafki wiszące. Na środku stał nieduży stół, ale pan  Kazimierz powiedział, że kiedyś stał tu stół na osiem osób, a ściana pomiędzy kuchnią a przedpokojem jest składana, a właściwie przesuwana. Bo to jest proszę państwa dzieło mojego stryja, który tę willę sam projektował, był architektem. Oczywiście meble nie są przedwojenne, gdy wyzwalali Warszawę poszły wyzwolicielom na podpałkę. My tu mieszkaliśmy do momentu aż nas stąd wyrzucono po Powstaniu. A po wyzwoleniu resztę czule rozkradli  polscy szabrownicy. Ojciec wrócił tu w marcu 1945 roku i ze swym bratem bronili przed rozkradaniem cegieł z muru okalającego ogród. 

Wyszli do przedpokoju, rozdzielającego dom na dwie części- były tu szafy w ścianie a pomiędzy nimi wejście do  bardzo dużego salonu, oraz do łazienki gościnnej, jak określił pan Kazimierz. Z salonu można było wyjść na ogród, przestrzeń przed drzwiami pełniła też funkcję tarasu, podłoże w tym miejscu było wyłożone płytkami. Schody na piętro były obok  drzwi wejściowych. Na piętrze były trzy pokoje po północnej stronie willi, nazwane sypialniami oraz dwa pokoje po stronie południowej. Z każdego pokoju po stronie południowej można było wyjść na balkon. Zgodnie z projektem była to z początku oszklona weranda, którą po wojnie zmieniono na  balkon. Pomiędzy dwiema sypialniami (po stronie północnej) była przesuwana ścianka, którą można było bez większego problemu skasować.Na końcu korytarza była duża łazienka a w miejscu niegdyś stojącej tu wanny była zainstalowana duża, wygodna kabina prysznicowa.WC było wydzielone. Wg planów przestrzeń w ogrodzie nie miała wcale być tylko i wyłącznie trawnikiem. Miał tu jeszcze stanąć garaż, z którego wyjście miało się łączyć drugimi drzwiami z wejściem do willi. Była nawet w murze brama wjazdowa prowadząca do obecnie nieistniejącego  garażu ewentualnie wiaty garażowej. No i co państwo sadzą o tej mojej ruince?

Julita wzięła głęboki oddech i powiedziała - nawet  pan nie podejrzewa czym było dla mnie obejrzenie tej willi - bo ja od dziecka mieszkam w pobliżu, w budynku który też cudem ocalał w czasie wojny  i tylko nadal nosi ślady po pociskach, to ten biały budynek pomiędzy Kielecką a Opoczyńską, ten dom z wykuszami. Zresztą nadal tam mieszkam, tyle że teraz z mężem. Gdy byłam dzieckiem marzyłam, żeby w tej willi mieszkać, ogromnie mi się podobała. I nadal mi się podoba. Ale mam tę świadomość, że za nasze trzypokojowe mieszkanie nie kupimy tej willi. Może gdybyśmy sprzedali nasze  mieszkanie i domek moich rodziców na osiedlu domków niemal w Warszawie  to może byśmy udźwignęli nabycie tej willi finansowo. Ale i tak jestem szczęśliwa, że mogłam zobaczyć obiekt swych marzeń. To naprawdę piękna willa w stylu modernistycznym.

Pan Kazimierz wpatrywał się uważnie w Julitę i powiedział- zainteresowało mnie to państwa mieszkanie. Nie chciałbym się z tej dzielnicy przeprowadzać, od dawna szukam jakiegoś mieszkania tutaj a ta lokalizacja mi odpowiada. Ale ono jest na trzecim piętrze -  z żalem w głosie powiedziała Julita. A mieszka się teraz miło, bo drzewa po obu stronach ulicy się bardzo rozrosły, pamiętam nawet gdy je sadzili. No i wiadomo, że już nic przed oknami tam nie wykombinują, bo jest szkoła a obok przedszkole. 

Coś mi chodzi po głowie - a czy moglibyście mi państwo to swoje mieszkanie pokazać? Oczywiście- kiedy tylko pan zechce- odpowiedziała Julita, a Andrzej przytaknął. A gdybym zechciał teraz? Oczywiście, może być i teraz.

No to tylko wszystko pozamykam. Wyszli do ogrodu i stali przyglądając się willi.  Na twarzy Julity błąkał się melancholijny uśmiech, bo w myślach żegnała się z obiektem swych marzeń z lat gdy była jeszcze w szkole.

W pięć minut od przekręcenia klucza w kłódce łańcucha mocującego dodatkowo bramę wejściową stanęli przed bramą domu, w którym Julita mieszkała "od  zawsze" ( z małą przerwą na pobyt we Włoszech).

Każdy kto wchodził do tego budynku zachwycał się klatką schodową- hol miał ściany z marmuru, schody były bardzo wygodne, miały szerokie i niezbyt wysokie stopnie. Na każdym piętrze były po trzy mieszkania- dwa trzypokojowe a pomiędzy nimi kawalerki. Wszystkie drzwi tego budynku były z litego drewna, robione na "wysoki połysk". Pan Kazimierz, świeżutki niczym szczypiorek na wiosnę dotarł na trzecie piętro. Andrzej zachwycił się jego kondycją - a bo ja po górach i to wysokich chodziłem do sześćdziesiątki, potem to już tylko po Tatrach - wyjaśnił pan  Kazimierz.

Mieszkanie Julitki, jego rozkład, parkiety, łazienka, kuchnia - zachwyciły pana Kazimierza- dwa pokoje  od strony południowej miały między sobą przeszklone drzwi. Do jednego z nich można był dodatkowo wejść przez mały przedpokój, prowadzący do łazienki. W tym przedpokoju była szafa ubraniowa w ścianie, nad nią był pojemny pawlacz. Pokój po stronie północnej miał balkon wychodzący na podwórze.

Kuchnia miała pod oknem jeszcze przedwojenny blat, pod nim trzy bardzo pojemne szafki i kuriozum w postaci wyciąganej spod  blatu....stolnicy. Obok tego  blatu była pojemna  szafka, też jeszcze sprzed wojny, szafka od sufitu do podłogi. Na przeciwko okna był firmowo wbudowany kredens. I była tu jeszcze jedna rzecz- z kuchni wchodziło się do tzw. służbówki- maleńkiego pokoiku, w którym była  szafa w ścianie, stało  pojedyncze  łóżko i malutki wąski stolik , a pod pojedynczym na szerokość oknem był kaloryfer. Pomiędzy "północnym pokojem" a kuchnią był maleńki przedpokoik z szafami w ścianie, a nad nim był pawlacz z dostępem od kuchni. Poza tym pokój "północny" miał jeszcze jedną parę  oszklonych drzwi wychodzących  na duży przedpokój, w dużym przedpokoju było też oddzielne WC. Przy drzwiach wejściowych do mieszkania była wnęka na  wieszaki i szafki z licznikami. Budynek był wykończony tuż przed wybuchem wojny a kiedyś w tym mieszkaniu mieszkali dziadkowie Julity. I zamieszkali tu już w czasie okupacji, gdy Niemcy wyrzucili ich z mieszkania w okolicy  placu Unii. Wszystkie drzwi były tu z drewna a nie ze sklejki.  Pan Kazimierz był zachwycony i nie bardzo rozumiał, dlaczego oni chcą się stąd wyprowadzić. Bo dla niego jest to piękne mieszkanie i na tyle cenne, że mógłby się z nimi zamienić  dając w zamian swą willę i wcale by się nie czuł poszkodowany.

Wtedy dopiero Andrzej powiedział, że po prostu po licznych anginach serce Julity szwankuje i grozi jej operacja, więc trzeba ją odwlec w czasie. I dlatego szukają innego mieszkania. O Boże, to smutne! Ale ja , panie doktorze, mówię zupełnie poważnie o takiej zamianie. Oczywiście jestem za tym, by pan koniecznie wezwał jakiegoś rzeczoznawcę do oceny stanu technicznego tej willi, pod względem prawnym jest wszystko legalnie moje. Musimy tylko pokombinować z jakimś przytomnym prawnikiem, żeby się urząd skarbowy nie czepnął takiej zamiany. Ale to wszystko jest do załatwienia, nawet orzeczenie, że willa jest w totalnej ruinie a teren  jest trzęsawiskiem. Wie pan, Polak potrafi. Ale jak starannie było to mieszkanie użytkowane, nic nie jest zniszczone!

No to na razie i państwo i ja musimy się z tym wszystkim "przespać". Gdy będzie pan chciał przyjść z własnym rzeczoznawcą to proszę zatelefonować - przyjadę i udostępnię willę. I na razie nie dam ogłoszenia, że jest na sprzedaż.

                                                                                 c.d.n.


 

poniedziałek, 1 marca 2021

Wszystko jest....5

 Załatwianie spraw nowych dokumentów zaczęła od wizyty u fotografa - gdy zobaczyła swoje zdjęcie paszportowe nie wiedziała czy się śmiać czy płakać i zapytała się fotografki czy to aby naprawdę ona jest na tych zdjęciach. Przyszło jej na myśl, że chyba Andrzej ma jakąś poważną wadę wzroku, jeżeli ożenił się z nią i twierdzi że ona jest śliczna. Złożenie dokumentów na wystawienie nowego dowodu osobistego zajęło zaledwie godzinę, ale oczekiwanie na  nowy dokument to były bite dwa tygodnie. Gdy jęknęła, że długo, pani w okienku warknęła- kiedyś czekało się w skrajnym przypadku  sześć tygodni. Pomyślała, że gdyby firma, w której ona pracuje miała takich "warczących pracowników" szybko by splajtowała.

Z przyjemnością odnotowała fakt, że w swoich obu  bankach może upoważnić Andrzeja jeszcze nim otrzyma nowy dowód, wystarczał nr jego dowodu osobistego. Andrzej z kolei skorygował w banku swój adres domowy.To samo było u notariusza. Zameldowanie Andrzeja  w jej mieszkaniu też przeszło bezboleśnie, wystarczył akt ślubu. W administracji budynku okazało się, że jedna z pań była pacjentką Andrzeja gdy pracował na tym rejonie i nie mogła się wręcz nachwalić jaki to z niego był  "dobry, sumienny lekarz", życzliwy dla każdego pacjenta niezależnie od jego wieku i płci. I że pani lekarka, która po nim ma ten rejon wcale miła nie jest, a wydawałoby się, że jako kobieta powinna być serdeczna dla pacjentów. A na końcu padła pochwała urody "pana doktora", na co Julita odpowiedziała - no fakt, niezły, ale znam ładniejszych od niego. Oczywiście miała na myśli swego byłego męża. 

Wyszła z administracji nieco zamyślona - może ona  znając Andrzeja tyle lat nie dostrzegała w pełni jego urody? Chociaż.......zawsze zazdrościła mu tych jego długich, gęstych rzęs. Zawsze się zastanawiała na co chłopakowi takie piękne rzęsy?Przywołała w pamięci obraz Mauricia - był chyba ładniejszy od Andrzeja, na pewno lepiej "podrywał" i na początku sprawiał wrażenie, że może  dla niej zrobić wszystko, no ale potem okazało się, że  to "wszystko" to w gruncie rzeczy niewiele. No ale Andrzej gdy ją "podrywał" to byli jeszcze dziećmi, w końcu mieli wtedy tylko po czternaście lat. Na wspomnienie owego podrywania nieomal roześmiała się w głos, bo podrywanie wyglądało tak, że "podrywający" pytał się obiektu swego podrywu, czy będą ze  sobą chodzić. A to "chodzenie" to były wspólne wyprawy do najbliższego kina, koniecznie upolowanie biletu w ostatnim rzędzie, wpierw tylko trzymanie się  za ręce, a potem przytulanie i w końcu całowanie się. Potem  wieczorne spacery, ćwiczenie całowania się i obejmowania w trakcie chodzenia. Potem dochodziły słowne zapewnienia o dozgonnej miłości, odkrywanie  manualne kształtu piersi.  W okresie liceum, gdy już  hormony w nich buzowały uważali się tylko za parę przyjaciół, a wszystkie przytulanki, całowanie  się niemal do utraty tchu było dla nich czymś tak normalnym i oczywistym jak oddychanie. A ich "prywatny bal maturalny"? - był dla nich konsekwencją tej "przyjaźni". Dobrze, że mieli oboje na tyle "oleju w głowie" by z inicjacją zaczekać do chwili ukończenia  osiemnastu lat, a Andrzej przytomnie odwiedził kilka księgarni i zakupił "mądre książki" oraz odwiedził kilka aptek zakupując tyle prezerwatyw,  że mógłby je rozdawać kolegom będącym w potrzebie. Gdy pokazał Julicie ile ich  kupił z trudem powstrzymała się od śmiechu.

Gdy powiedziała w pracy, że wychodzi za mąż i zapytana jak długo zna swego męża wyjaśniła, że właściwie to od  czternastego roku życia jedna z koleżanek orzekła - ty chyba jesteś zboczona, to jakbyś wyszła za mąż za własnego brata.  A druga z koleżanek, która wiedziała, że to  kolejne małżeństwo Julity stwierdziła - "i dobrze robi , przynajmniej dobrze go zna". Drugiego człowieka wcale nie jest łatwo rozgryźć nawet po roku czy dwóch znajomości. Gdyby tak było nie byłoby tylu rozwodów. Przypatrz się Litce ( w pracy skracano jej imię) - zrobiła się spokojna i łagodna, widać, że jest po prostu  szczęśliwa z tym facetem.

Tymczasem facet, z którym była szczęśliwa, miał dziś mało pacjentów bo to był piątek więc nieco wcześniej wrócił do domu i niecierpliwie wyczekiwał jej powrotu. Mieli pojechać do jednego z salonów samochodowych by obejrzeć i ewentualnie wybrać dla siebie jakiś samochód. Wszak na koncie mieli pieniądze ze sprzedaży lancii. Andrzej nadal miał nadzieję, że uda mu się namówić Julitę na kupno samochodu dla niej a Julita z kolei miała nadzieję, że mu to wyperswaduje. Objechali kilka salonów samochodowych i dopiero mieli mętlik w głowie. Postanowili w domu obejrzeć zgromadzone prospekty i notatki, wspomóc się jeszcze opiniami znajomych i za tydzień "coś kupić". Julita nadal twierdziła, że nie ma najmniejszego sensu by kupować dla niej samochód, bo jeśli musi coś załatwić służbowo w terenie to zawsze  zawiezie ją jakiś służbowy samochód i wtedy ona nie ma zmartwienia  z parkowaniem. Zakupy robią najczęściej  razem a jeśli robi je sama to kupuje tylko rzeczy lekkie i pilnuje by siatka nie była ciężka. Nie ma zadatków na zawodniczkę w podnoszeniu ciężarów. Samochód dla nich powinien być wygodny i trwały , nie wymagający co trzy lata  zmiany jak 126p.  Tym razem wchodząc do kamienicy   przypomnieli sobie o skrzynce  na listy - jakiś geniusz umieścił ją przy wyjściu z budynku na podwórko, więc zawsze jakoś umykało im zaglądanie do niej. Znów była pełna listów. Gdy szli na górę ,Andrzej który pilnował by przypadkiem Julita nie szła szybko po schodach stwierdził, że chyba powinni zmienić mieszkanie, bo w tym budynku nie ma szans na dobudowanie windy, choć w wielu budynkach udaje się ta sztuka. Trzeba popatrzeć, bo może są jakieś  mieszkania "warte grzechu" - przecież tyle się ostatnio buduje w Warszawie nowych osiedli, tylko oni się tym nie interesowali, a chyba powinni.Ciągle wpadają mu w oczy ogłoszenia o sprzedaży mieszkań w nowo wybudowanych domach. Po obiedzie Andrzej przypomniał sobie  o listach wyciągniętych ze skrzynki. Oczywiście było sporo różnych reklam, w tym reklama  mieszkań w nowym osiedlu, które wciąż jeszcze powstawało, ale wiele budynków już było oddanych do użytku. Wśród korespondencji były też dwa listy z ich banku i list od rodziców Andrzeja, adresowany do obojga. Julita wpierw otworzyła list z banku dotyczący zapewne jej konta. List zawierał wyciąg z jej konta i informację, że następne wyciągi z konta będą wystawiane tylko na życzenie, co oznaczało, że trzeba będzie tyłek do banku ruszyć w tym celu. Nim zmęłła w ustach niepochlebną opinię o tym fakcie zerknęła na  wyciąg i zdębiała- miała o dwa tysiące dolarów na koncie więcej niż poprzednio- "ktoś" wpłacił tę kwotę na jej konto. Jeeeju- jęknęła- ktoś się pomylił i wpłacił forsę na moje konto, zobacz - i podała Andrzejowi wyciąg. Zerknął na  numer wpłacającego i powiedział - no wyraźnie się ktoś pomylił, powinno być  drugie tyle. Szybko  rozerwał kopertę adresowaną do siebie i powiedział- no skandal, u mnie też pomyłka w sumie, tylko dwa tysiące. Słoneczko Kochane, dostaliśmy te pieniądze od moich rodziców, ale to dopiero pierwsza rata. Widocznie był powód, żeby nie przesyłać więcej za jednym podejściem. Nie zapominaj, że mieszkamy w dziwnym kraju. Uznali cię za córkę. Moje poprzednie małżeństwa nie były aprobowane- nie przesłali pieniędzy ani dla mnie  ani tym bardziej dla moich byłych. 

Andrzej, po co prosiłeś rodziców o pieniądze?! To co mamy przecież nam wystarczy! Coś ty do nich napisał? Była wyraźnie zdenerwowana i Andrzej szybko ją objął i zaczął uspokajać. Słoneczko Kochane, nie prosiłem rodziców o żadne pieniądze, ja im tylko napisałem o tym jaka jesteś i jak cię kocham. Gdy pisałem o poprzednich nigdy nie pisałem, że je kocham. Trudno pisać o tym, czego się właściwie nie czuje. No to po co się z nimi żeniłeś? Odpowiedz mi- Julita była bliska płaczu. Bo w tym kraju życie "na kocią łapę" jest zbyt trudne na co dzień. Ale ty to  zupełnie inna sprawa- ciebie kocham- tak samo jak wtedy gdy brałem cię po raz pierwszy. Za każdym razem dziękuję losowi, że się odnaleźliśmy, że mogę cię pieścić, całować, tulić, patrzeć na ciebie, być blisko. Być ciągle z tobą.

Napięcie spowodowane tą sytuacją wywołało u  Julity potok łez, ale były to dobre  łzy, wielkiego wzruszenia, łagodzące napięcie. Tuląc Julitę do siebie ukradkiem podsłuchał jak bije jej serduszko, ale ono biło spokojnie, równo, jakby wcale nie miewało arytmii. Podał Julicie chusteczki i obejmując ją wyciągnął ze stosiku poczty jeszcze jedną kopertę -list od swojej mamy i nim go przeczytał podał Julicie. Słusznie podejrzewał Andrzej, że dostali tylko część tego co mają dostać, że rodzice przyślą dla nich zaproszenie do Nowej Zelandii i bilet "open", ważny rok.Zaproszenie dotrze do nich, bilet do LOT, do PTA, a następna wpłata za dwa miesiące na ich konta. To będzie znacznie lepsze niż  podróż rodziców do Polski. Będą musieli przejść przez pewne szczepienia, ale lista długa nie jest, a że czasem się zmienia to trzeba się skontaktować z ambasadą NZ na co aktualnie mają się zaszczepić. I niech pamiętają, że w czasie gdy w Polsce jest lato tu jest zima. Ale upałów to tu nie ma, zwłaszcza na Wyspie  Południowej. Tym razem były do listu dołączone zdjęcia rodziców i ich domek w Auckland, które jest na Wyspie  Północnej. Poza tym mama Andrzeja dziękowała Julicie, że pokochała Andrzeja, że pomimo jego dwóch nieprzemyślanych związków zdecydowała się być z nim i że czeka na chwilę gdy będzie mogła ją uściskać. Nie brakowało też napomnień, żeby Andrzej dbał o Julitkę i nim podejmą decyzję o przyjeździe  do Auckland skonsultował z dobrym fachowcem, czy to nie będzie dla Julitki zbyt wielkie obciążenie, bo nie ma problemu by to rodzice przyjechali do Polski i wszyscy razem pobyli przez  miesiąc w jakimś miłym, przyjaznym dla Julitki miejscu w Europie. I ten fragment listu najbardziej się Andrzejowi spodobał. 

Na razie miał przed sobą obronę swej pracy,  miał zacząć pracę w nowym miejscu a lecieć w drugi koniec świata tylko na miesiąc było mało sensowne. Słoneczko Kochane, moja mama całkowicie cię adoptowała, skoro doszła do wniosku, że dla twojego dobra oni są skłonni przylecieć do Europy. Kilkunastogodzinna podróż samolotem, nawet z jakąś przerwą na międzylądowanie  czy z przesiadką na pewno będzie zbyt męcząca dla  ciebie. Poza tym my żyjemy tu i teraz i w tym okresie życia trudno mi sobie wyobrazić nagłą przerwę w pracy by zwiedzić Nową Zelandię, skoro już się tam jest. Myślę, że jeśli kiedyś będziemy chcieli stąd wyjechać na stałe to jednak nie porzucimy Europy. Julita wpatrywała się w swego męża jak kot w księżyc i cichutko powiedziała - kocham cię, pójdę za tobą wszędzie gdzie zechcesz.

Postanowili, że w weekend pojeżdżą po mieście by pooglądać nowo powstające osiedla mieszkaniowe jak i te niedawno zasiedlone.

Wieczorem zaczęli spisywać swoje wymagania względem przyszłego mieszkania. Minimum - dwie sypialnie i pokój dzienny, najlepiej 3 sypialnie i pokój dzienny. Jeśli wyższy budynek to koniecznie musi być winda. Lokalizacja - i tu był niejaki problem, bo pracowali w różnych częściach miasta, które niemal zawsze w godzinach pracy było zakorkowane w centrum, a w godzinach dojazdów do pracy i powrotów z reguły zakorkowane były arterie  w czterech kierunkach. Metro było w tym czasie "w powijakach" ryto, kopano i usiłowano wzbudzić entuzjazm dla tej inwestycji. Najczęstsza reklama nowych budynków mieszkalnych zawierała informacje w rodzaju " tuż obok linii metra", a tych linii metra to jak na razie była w budowie jedna, co  niewiele pomagało zatkanemu miastu, bo trzeba pamiętać, że do Warszawy przyjeżdżali codziennie do pracy również mieszkańcy miejscowości leżących do 100 km od stolicy.

"Wycieczka" objazdowa po  nowo budowanych osiedlach wielce ich rozczarowała. Zwiedzili nawet "okazowe mieszkanie" na osiedlu "Miasteczko Wilanów". Nie podobało im  się samo osiedle, budynki ni to miejskie ni wiejskie,  a mieszkanie jakieś mocno wydumane- teoretycznie były to 3 pokoje z kuchnią i łazienką, ale dla nich pokój to było pomieszczenie posiadające drzwi, tu były pokoje pootwierane na siebie, a jedyne drzwi, które spełniałyby te funkcje to byłyby drzwi garażowe. A więc Miasteczko Wilanów- skreślone. Pojechali dalej, bo któraś z koleżanek Julity napalała się bardzo na osiedle domków jednorodzinnych  pomiędzy Powsinem a Konstancinem. Odpadło w przedbiegach. Na ogrodzonym murem terenie stało wiele domków- Andrzej zerknął w tę stronę i powiedział- zobacz, niemal obóz koncentracyjny. Wyobrażasz sobie co się tu musi dziać rano, gdy do Warszawy tą jedną nitką jadą wszyscy z Konstancina i Jeziornej w stronę centrum? Popatrz, nawet  teraz jest ciasno. Odpada. Nieco zawiedzeni wrócili do domu. Gdy zaparkowali na podwórku Andrzej  zaproponował by się jeszcze przeszli kawałek. Doszli do żółtej willi, która się kiedyś marzyła Julicie  jako miejsce  do mieszkania. Posesja była ogrodzona z jednej strony wysokim murem, z trzech stron murem o wiele niższym a na nim była mocowana siatka, z której ktoś niedawno zerwał winobluszcz.  Na furtce wisiała kartka z bloku rysunkowego w plastikowej koszulce, a na niej napis - na sprzedaż i podany numer telefonu. Andrzej stanął jak wryty- Słoneczko, widzisz to samo co ja? Widzę i co z tego. Ziemia się tu liczy a nie chałupa. A ziemia tu jest droga jak piorun. Ale popatrz, ta willa jest naprawdę fajna, kupić lub nie kupić ale popatrzeć można.Masz coś do pisania? Nie mam. Nie szkodzi- Andrzej wykazywał jakieś niezdrowe podniecenie- sięgnął poprzez metalowe  sztachetki i  wyjął z plastikowej koszulki kartkę z numerem telefonu. Zadzwonimy, a ja potem odniosę tę kartkę z powrotem, jeśli się okaże, że nie ma o czym rozmawiać. Zobacz jaki tu jest piękny taras na tym pięterku, pod nim to pomieszczenie to być może salon, popatrz, ma pięć okien. To modernistyczna willa. Andrzej, ale nas nie stać na taki luksusowy domek. I tyle trawnika  dookoła. Chodź Słoneczko do domu, zatelefonujemy pod ten numer. To warszawski numer a nie  z Honolulu. To jest spory dom, mogą tu mieszkać dwie rodziny, np. my i twoi rodzice. Masz fajnych rodziców. Lubię ich. Oni  za jakiś czas nie będą już mogli mieszkać tam gdzie teraz, a lepiej jest mieć oko na kogoś kto mieszka blisko niż na sporą odległość. Jeśli tu są podciągnięte wszystkie  media miejskie to warto się tym zainteresować. Patrz na nich jak na starszych przyjaciół a nie jak na rodziców którzy wiecznie ci czegoś zabraniali. Odkąd dorosłaś i wyszłaś za mąż jesteś dla nich równorzędnym partnerem, tylko musisz to egzekwować w łagodny sposób, to się przyzwyczają.

                                                                             c.d.n.

Wszystko jest....4

 Kolejne kontrolne badania Julity wykazały, że nie ma pogorszenia, co zdaniem dr Jacka było bardzo dobrą wiadomością i jak na razie żadna interwencja chirurgiczna nie jest potrzebna. Ale nadal Julita  musi być pod szczególnym nadzorem- żadnych więcej stanów zapalnych  typu angina,  ropne zapalenie migdałów lub zatok. Umiarkowany  wysiłek fizyczny, nie  bieganie, ale spacery, dbałość o dostateczną ilość snu, do diety włączenie prawdziwego miodu, czosnku wyhodowanego we własnej skrzynce na oknie, picie  soku z granatów, unikanie stresów.  Gdy powiedziała rodzicom o swych problemach zdrowotnych oboje stwierdzili, że szczęście w nieszczęściu to fakt, że jest z Andrzejem.

Termin  ślubu Julita uzależniła od terminu zakończenia przez Andrzeja pisania pracy. Nie chciała by go sprawy ślubu rozpraszały i dobrze wiedziała, że teraz Andrzej przyłoży się, by jak najszybciej skończyć pisanie i dać promotorowi pracę do czytania. W czasie gdy profesor będzie będzie się zagłębiał w dość obszerną pracę swego doktoranta, ów doktorant spokojnie zdąży wziąć  ślub, bo jakby na to nie spojrzeć oboje już mają w tym względzie doświadczenie. Julita się śmiała, że każde z nich może powiedzieć: "ooo, ślub to pestka, nie raz  brałem/ brałam". Oboje byli szczęśliwi, że zdrowie Julity nie uległo pogorszeniu a Julita cały czas powtarzała Andrzejowi, że to tylko i wyłącznie zasługa Andrzeja, bo jej  jest z nim przeogromnie  dobrze pod każdym względem. Andrzej zamienił  pracę w przychodni państwowej na pracę w przychodni prywatnej, a od nowego roku miał pracować w Instytucie Kardiologii. 

Lancia została sprzedana za całkiem niezłe pieniądze i Julita chciała, by za nie kupić nowy samochód dla Andrzeja, a jego citroena sprzedać jak najszybciej bo za rok to pójdzie za połowę tego co teraz. Ona  tak naprawdę samochodu nie potrzebuje - pracowała w samym centrum miasta, miała dobry dojazd komunikacją miejską. Pieniądze zamienią na twardą walutę i wpłacą na swe dolarowe konta  bankowe. Co prawda Andrzej coś tam usiłował  mówić, że nie po połowie a wszystko na konto Julity, ale chyba  zapomniał, że to wielce  uparta osoba. Świadkiem Andrzeja miał być Jacek a na swego świadka Julita wymyśliła własnego ojca. Przyjęcie z tej okazji zaplanowali w restauracji. Mama Julity coś przebąkiwała o zaproszeniu kilku osób z rodziny, ale Julita ostro zaprotestowała. Stwierdziła, że jeśli mamie chce się spotkania  z rodziną to niech sobie tę rodzinę zaprosi do siebie. 

 Ślub miał się odbyć w dzielnicowym Urzędzie w trzecią sobotę września o godz.12,30. Uśmieli się z Andrzejem, bo gdy szli składać dokumenty Andrzej powiedział- no, do trzech razy sztuka.Wyraźnie przesuwam się na południe - Żoliborz, Śródmieście a teraz Mokotów. A Julita dodała- młody jeszcze jesteś, jak tak dalej ciągle będziesz się żenił to będziesz mógł napisać przewodnik po warszawskich urzędach stanu cywilnego. Ale ja ci w tym nie pomogę, nie licz na to. Nie dam ci rozwodu. Słoneczko Kochane, ja co prawda  całkowicie głupieję przy tobie, ale nie do tego stopnia by wziąć  z tobą rozwód, nie jestem typem samobójcy. Niestety już się od ciebie uzależniłem. Ooo, ucieszyła się Julita- to pójdziemy razem na kurację odwykową, bo ja się uzależniłam od ciebie. Nim weszli do  USC  musieli się wpierw porządnie wyśmiać.

Jak powszechnie wiadomo ślub cywilny trwa krótko, uroczystość z gatunku zerowych. Ku wielkiemu zdziwieniu rodziców Julity oboje nie chcieli obrączek. Zamiast obrączek zamówili dwie srebrne identyczne bransoletki zapinane, tym samym dopasowane do wymiarów ich przegubów. Były to dwa płaskie owale  łączone w czterech miejscach kwadracikami. Na jednym owalu był wygrawerowany napis Andrzej i pod spodem data ślubu, na  drugiej bransolecie był grawerunek Julita i pod spodem data ślubu. A te bransoletki założyli sobie wzajemnie gdy już podpisali akt ślubu. Mina pani za biurkiem - nie do opisania. To takie małżeńskie kajdanki wyjaśnił Andrzej. Urzędniczka zaprezentowała niesamowity wytrzeszcz oczu- niczym u pekińczyka.  A pocałunek małżeński trwał tyle, że Jacek szepnął - przestań , będzie  niedotleniona!   Gdy się Andrzej  oderwał od ust już żony odszepnął-nie ma obaw, cały czas oddychała  noskiem, czuwałem. Gdy wyszli z urzędu Julita wreszcie  mogła się spokojnie wyśmiać.  Ona i towarzysząca Jackowi dziewczyna zataczały się ze śmiechu. Oczywiście Jacek przedstawiając sobie obie panie powiedział o Julicie,  że jest jego siostrą cioteczną. 

Do restauracji gdzie był zamówiony obiad pojechali w trzy samochody. Gdy wysiedli z  samochodów mama zatrzymała na moment Julitę i spytała- czy mnie się wydawało, że on powiedział, że jesteś jego siostrą cioteczną? No bo na potrzeby  mojego serca jestem- powiedziała cichutko Julita. Mama energicznie pokiwała głową - rozumiem, rozumiem, choć tak naprawdę niewiele  rozumiała.

Ponieważ obiad był prezentem od rodziców jedzenia było na pułk wojska. Stół był naprawdę ładnie udekorowany i był nawet zamówiony pianista który grał przez cały czas trwania posiłku. Przystawki były  na zimno i na ciepło. Andrzej ogarnął wzrokiem stół - w porządku wszystko możesz jeść, menu konsultowali ze mną. Ustalmy tylko które z nas wypije wino a które potem będzie prowadzić samochód. Ja mogę prowadzić, stwierdziła Julita. Zupełnie  nie mam ochoty na  wino. Za to mam ochotę na ciebie- nieustającą.

Schylając się pod stół Andrzej wymamrotał- coś czuję, że Jacek będzie  prowadził- jeśli tak to znaczy, że to jego nowa zdobycz. I rzeczywiście Jacek moczył tylko usta w winie, jego towarzyszka wypiła nawet sporo. Nie można powiedzieć, że Andrzej pił - przez cały czas wypił może pół kieliszka wina. Za to całkiem sporo jadł.  Nie da się ukryć, że jedzenia było stanowczo za wiele, ale kierownik sali zarządził, by popakowano to co zostało. Popakowano w styropianowe pudełka wyłożone pergaminem. Julita z kolei zarządziła, by każdy wziął to co mu odpowiada. Na zbyciu były też 2 butelki wina,  jeszcze nie otwarte, więc jedna powędrowała do Jacka, druga do rodziców podobnie jak dwie połówki różnych tortów.

Na parkingu przy wyjeździe tata zaproponował by może  "wszystkie dzieci pojechały"  teraz do nich, ale mama błysnęła: daj spokój Tadziu, przecież  teraz  pojadą do siebie skonsumować związek. A tatuś powiedział - no jasne, mieszkają ze sobą niemal rok i dopiero dziś skonsumują. Chyba za dużo wina  wypiłaś. I był to najlepszy dowcip roku, bo mama zupełnie nie wiedziała dlaczego reszta  skręca się ze śmiechu.

Jacek wykazał się w tym dniu wielką przytomnością umysłu bo miał ze sobą mały aparat cyfrowy i zrobił nieco zdjęć w  Urzędzie w trakcie ślubu i w restauracji.

W drodze do domu zgodnie z planem prowadziła Julita, która na parkingu zmieniła swoje szpilki na  mokasyny. Operacja zmiany butów przebiegła tak szybko, że się nawet Andrzej nie zorientował i gdy włączyła silnik zapytał: a ty będziesz prowadziła w tych  szpilkach?  Kochanie, nim się mnie następnym  razem czepniesz to wpierw sprawdź co mam na nogach. Wysokie szpilki się niszczą w samochodzie. Jadę w mokasynach. Andrzej zerknął na jej nogi i przeprosił. Cały czas pilnie patrzył na drogę, na licznik samochodu i gdy dojechali pod dom stwierdził, że nie miał pojęcia o tym, że Julita jest takim dobrym kierowcą. Niech cię to nie dziwi - jeździłam przecież we Włoszech, a tam raczej jeżdżą po wariacku a nie miałam ani jednej stłuczki lub wypadku.

Po powrocie do domu pośmiali się z miny pani urzędniczki, gdy Andrzej powiedział, że to są kajdanki małżeńskie. Wiesz, miałem ochotę powiedzieć kobiecie, żeby poszła na  badanie tarczycy, bo ona ma chyba Basedowa. Taki wytrzeszcz oczu nie jest normalny. No to dobrze, że się powstrzymałeś- stwierdziła Julita. 

Gdy Julita szykowała dla nich kolację ktoś zadzwonił do drzwi. Julita, która była bliżej drzwi otworzyła je - posłaniec przyniósł dwa dość spore pudełka, więc poprosiła Andrzeja by  pokwitował i odebrał od niego.

Okazało się, że oba pudełka są z Pewexu, a nadawcą byli rodzice Andrzeja. Jedno pudełko to były pomarańcze, w drugim czekolady i inne łakocie dobrych zagranicznych firm, kawa, kakao, pitna czekolada.. Kochanie, weź kluczyki i zejdź do skrzynki na listy- od kilku dni już tam nie zaglądałam, może jest jakiś list, no ale skąd by znali mój adres? Ode mnie, moje  Słoneczko. Podałem im. Bo z moimi starymi nigdy nie wiadomo- potrafią nagle przylecieć niczym czarownica na miotle. W kilka minut później przyszedł z kilkoma kopertami, w tym dwie były od jego rodziców. Jedna adresowana do nich obojga,  druga tylko do niego. W kopercie adresowanej do obojga była bardzo ładna karta z życzeniami z okazji ślubu. W kopercie adresowanej do Andrzeja oboje rodzice wyrażali w liście  nadzieję, że tym razem wreszcie  trafił na kobietę swego życia a wszystko co napisał o Julicie napawa ich wielkim optymizmem. Tu następowało uświadamianie mu, że jeśli napisał prawdę, to powinien dzień w dzień dziękować okolicznościom, że się jednak spotkali, ma o Julitkę  dbać, ma ją szanować i nie rozglądać się za innymi kobietami. I że jak wszystko dobrze się ułoży to może przynajmniej  jedno z nich przyleci w grudniu do Polski. Julita słuchała tego wszystkiego, w końcu spytała co on takiego o niej napisał, że aż to natchnęło rodziców optymizmem. Słoneczko Kochane, napisałem o tobie prawdę, napisałem o tym jak cię kocham jak mi z tobą dobrze, napisałem też o tym  jak długo się  w gruncie rzeczy znamy. O poprzednich kobietach nigdy nie pisałem, tylko zawiadamiałem o ślubie. Jestem pewny, że cię nie tylko polubią ale wręcz pokochają. A za innymi kobietami to ja się nigdy nie rozglądam. Moje ty niewiniątko- Julita pogłaskała go po policzku. Fakt, w mojej obecności się nie rozglądasz i niech tak zostanie gdy mnie obok nie ma. Gdybyś mnie zostawił chyba bym umarła a jak mi tłumaczyłeś wystarczyłoby gdybym odstawiła wszystkie leki i załapała anginę. I zrobiłabym to w takim przypadku. Andrzej patrzył na nią przerażony- wiem, że mówisz w tej chwili prawdę, ale ja cię naprawdę kocham. Nie potrafię już istnieć  bez ciebie. I to napisałem rodzicom. Jestem pewien, że gdzieś jest zapisane, że musimy być razem. Może to irracjonalne, ale w to wierzę. Chodź, zjemy kolację a potem skonsumujemy nasz już oficjalny związek. Sprawdzimy czy fakt, że jest oficjalny ma  jakiś wpływ na nas. 

Ma -Julita była bardzo poważna- będziemy musieli sporo spraw urzędowych załatwić bo przyjęłam twoje nazwisko. Gdy brałam ślub z Mauricio zostałam przy swoim nazwisku. Muszę cię tu  zameldować- to raz, muszę wyrobić sobie nowy dowód osobisty, nowe prawo jazdy, w notariacie  zrobić cię spadkobiorcą tego mieszkania, upoważnić w banku do swego konta dolarowego, musimy sprzedać tego citroena i kupić dla ciebie nowy samochód.

Kolację jedli wpatrzeni w siebie jakby zobaczyli się po raz pierwszy. Andrzej czuł, że musi chronić ją ze wszystkich sił, pilnować by choroba nie  robiła postępów. Sam posprzątał po kolacji,rozścielił w sypialni łóżko, obrał dwie pomarańcze i namówił by je razem z nim zjadła. Wycałował "swoje  miejsca" sprawdzając przy okazji puls, przytulając się do niej starał się posłuchać jak pracuje serce i uspokojony zajął się całowaniem i pieszczeniem, a Julita poddawała się jednocześnie odwzajemniając pieszczoty. I znowu było tak, jak nigdy dotąd, bo oboje byli nastawieni na obdarowywanie się.Gdy przed snem brali prysznic stwierdzili zgodnie, że było jednak inaczej niż zwykle, ale im za każdym razem jest po prostu cudownie. 

                                                                         c.d.n.



     





niedziela, 28 lutego 2021

Wszystko jest.....3

 Zagnieżdżanie się w życiu Julity szło Andrzejowi całkiem nieźle. Starał się by prowadzili bardzo racjonalny i uregulowany tryb życia. Przede wszystkim pilnował by regularnie brała lekarstwa. I jadła. Od nowego roku miał przejść do Instytutu Kardiologii. Pozew rozwodowy już był złożony, jego rzeczy  już niemal wszystkie były przewiezione do Julity. Żeby nieco odciążyć Julitę od obowiązków domowych chodzili oboje na  Obiady Domowe, które w sąsiedztwie serwowała jedna z pań. Były bardzo smaczne i w niewygórowanej cenie. Pani Antonina, która je gotowała, była dumna, że wśród stołowników ma również lekarza i jego  przyszłą żonę. W szpitalu przestał nałogowo brać dyżury, skupił się  bardziej na ukończeniu pisania  pracy doktorskiej.  Julita dostała nową ksywkę - Słoneczko Kochane. Słoneczko Kochane było cały czas pod opieką kardiologa i sądząc po wynikach była to dobra opieka i widmo operacji  się  oddalało, leki pomału  redukowały stan zapalny, a Andrzej dbał, by nic nie denerwowało Słoneczka. Sprawdzał też czy Słoneczko jest ubrane adekwatnie do stanu pogody. A Słoneczko najbardziej w świecie uwielbiało być przytulone do niego.

Urlop rzeczywiście spędzili w Nałęczowie. Słoneczko przeforsowało pogląd, że trzytygodniowe wyłączenie się Andrzeja od pracy zawodowej i pisania doktoratu wyjdzie mu tylko i wyłącznie na dobre zdrowie  fizyczne i psychiczne. Słoneczko Kochane, nie umiem tak nic nie robić- jęczał Andrzej. Ale ty będziesz  tam miał mnóstwo zajęć - zapewniała go Julita. Będziesz mnie wyprowadzał na spacery, bo wiesz, że sama  nie będę spacerować, bo nie lubię, będziesz mnie  rozpieszczał, pomyślimy jak przemeblować  to mieszkanie, żebyś miał wygodny pokój do pracy no i przecież musisz popracować nad tym, żebym cię nie przestała kochać gdy znów się wkręcisz w wir zajęć. Poza tym będziemy wpadać do Kazimierza  n.Wisłą. Pomyśl, ile lat zmarnowaliśmy będąc w oddaleniu od siebie, musimy to nadrobić. Ani się obejrzysz i znów będziesz miał dzień  wypełniony pracą. 

Któregoś dnia, gdy  spacerowali w Kazimierzu  Andrzej zapytał się Julity, czy pamięta jak kiedyś  w szkole, już po lekcjach, chłopcy  skakali jak oszalali po ławkach i on sobie rozbił piszczel o kant ławki i jak ona pobiegła do gabinetu pielęgniarki, namówiła woźną by jej otworzyła gabinet tłumacząc, że musi zrobić koledze opatrunek, wzięła stamtąd wodę utlenioną i dwa nowe bandaże i zrobiła mu opatrunek.  A ponieważ ta noga go okropnie  bolała to matka wzięła go pod wieczór do lekarza, który się zachwycił, jak ktoś wspaniale się tym zajął i pięknie  obandażował mu nogę. Oj tak, pamiętam- to wyglądało koszmarnie- wyskoczyło ci w tym miejscu coś jakby guz z pęknięciem, a był w kolorze śliwki. Wiedziałam, że najlepiej to przelać wodą utlenioną.Lałam na to wodę utlenioną, staliśmy wtedy w dziewczyńskiej łazience, ty z nogą opartą  na desce sedesowej i strasznie mi się płakać chciało z żalu nad tobą. Potem z jednego bandaża zrobiłam coś jakby opatrunek a drugim zabandażowałam. A woźna też była przerażona, ale na drugi dzień pielęgniarce powiedziała, że to ona wzięła  bandaże, bo się skaleczyła. Bo tak naprawdę powinna była zaraz po ostatniej lekcji zamknąć klasę a nas wygonić do domów. A nie zrobila tego.

A skąd ty wiedziałaś co masz z tym fantem zrobić? Z kursu pierwszej pomocy, na którym byłam w czasie wakacji. Czy ty wiesz, że to mnie popchnęło potem by iść na medycynę? Julita roześmiała się- sądząc po tym naszym prywatnym balu maturalnym to intensywnie studiowałeś już wtedy ginekologię i seksuologię. Trudno mi było uwierzyć, że nie było innych przede mną, ale się nie czepiałam. Zawsze ci wierzyłam. Nawet w to, że mnie kochasz. Nie kłamałem, byłaś pierwsza, a że dobrą lekturę zdobyłem, to fakt. A pamiętasz kiedy mnie pierwszy raz  całowałeś? No jasne, pamiętam  - w pociągu gdy jechaliśmy  w dwie klasy do Krakowa.No a potem to notorycznie w kinie i wieczorami gdy się nam udało wyciec z domu. A pamiętasz naszą ławkę w  Łazienkach? Pamiętam, w krzakach za nią stały nasze plecaki. Kochanie, a skąd ty wiedziałeś, że wyszłam za mąż za Włocha i że wyjechałam?  Góralka  mi powiedziała, bo cię raz spotkała na mieście z owym Włochem. Była nim zachwycona i bardzo ci tego męża i wyjazdu zazdrościła. Julita machnęła ręką - widziałam  jak się do niego  ślini. Ale on wcale nie był w łóżku fajny, dbał tylko o siebie. To była jego główna i właściwie jedyna wada. Reszta  była w porządku. Przy rozwodzie się popłakał, no ale skoro ja nie mogłam już mieć "normalnie"  bambini to musiał się rozejść. Na anatomii w ogóle się nie znał, nawet nie sprawdził co to znaczy laparotomia, nie wpadł na pomysł żeby zapytać się jakiegoś lekarza, a ja nie czułam się w obowiązku by  go uczyć. Mnie tabletki szkodziły, a on chciał mieć wygodę. Chyba uznał, że in vitro to zbyt kosztowny  sposób na poczęcie dziecka i dla niego niemal ubliżający- musiałby swe cenne  nasienie do pojemniczka  spuścić. Poza tym - raczej nie był mi przeznaczony. Gdy się spotkałam z  "góralką" jeszcze nie byliśmy małżeństwem, ślub  braliśmy we Włoszech, ja wtedy byłam tu po swoje dokumenty. Może szkoda, że nie wzięłam ani jednego naszego ślubnego zdjęcia, bo sukienkę to miałam super, całą w jedwabnych różach.  Brałaś kościelny  ślub? No jasne, ale jak widać to i święcona woda nie pomoże na taką wredną diablicę jak ja. Andrzej przytulił ją do siebie - a nie  żałujesz, że już nie możesz wziąć ze mną takiego wystawnego  ślubu w kościele?  A to my weźmiemy jednak ślub?  Nie boisz  się?- droczyła się z nim Julita. Weźmiemy, choćbym miał cię do niego siłą zaciągnąć. O nie, nie zrobię ci tej przyjemności- sama przyjdę- śmiała się Julita.

Trzy tygodnie urlopu jakoś szybko minęły. "Obecna" nie stawiała właściwie żadnych oporów w kwestii rozwodu i stosunkowo szybko  jak na ówczesne warunki stała się "byłą". Gdy tylko Andrzej otrzymał kolejny rozwód Julita poinformowała rodziców, że prawdopodobnie wyjdzie za mąż, więc chciałaby, by rodzice poznali jej kolejnego męża. Andrzej słysząc tę rozmowę usiłował dociec, dlaczego użyła zwrotu "prawdopodobnie", czy ma może w zanadrzu jeszcze  innego kandydata? Julita wytłumaczyła, że zdarzają się wcale nie rzadko przypadki, że niektórzy panowie rejterują nawet w dniu ślubu, więc nie należy do końca być pewną, że ślub nastąpi. Ależ ja jestem w 100 procentach pewny, że cię kocham, że chcę być z tobą już do końca mego życia.  Gdybyś nie wyjechała wtedy tak szybko do Włoch pewnie wszystko potoczyłoby się inaczej. A czy ty pamiętasz, że po tym naszym pierwszym razie widzieliśmy się tylko raz a potem na próżno czekałam na telefon od ciebie? Pisałam do Ciebie gdy tylko dotarłam do Włoch, ale ty nigdy mi nie odpisałeś. Więc pozwoliłam się uwodzić Mauricio, który w zakresie tokowania był bezkonkurencyjny. Ale ja nigdy żadnego listu od ciebie nie dostałem!  Przysięgam!  Telefonowałem do ciebie do domu i dowiedziałem się, że wyjechałaś do Włoch i nie wiadomo czy i kiedy będziesz w Polsce. A adresu twoja mama nie chciała mi podać mówiąc, że nie czuje się do tego upoważniona. No ale popatrz sama- to wszystko minęło, nadal kocham ciebie, jesteśmy razem i mam zbyt małą wyobraźnię by sobie wyobrazić życie bez ciebie. I gdy się  zobaczymy z twoimi rodzicami przypomnę twojej mamie, że telefonowałem i prosiłem o adres do ciebie, do Włoch. No to ja ci życzę powodzenia - wszystko co usiłuję jej przypomnieć a jej nie pasuje bo musiałaby się przyznać, że coś, kiedyś  zrobiła niewłaściwie neguje mówiąc:  "nie pamiętam, to było już tak dawno!" Żeby było zabawniej- potrafi tak powiedzieć nawet gdy od takiego wydarzenia minęło zaledwie 2 tygodnie. Chwilami przy rozmowie z nią budzą się we mnie mordercze instynkty- mam ochotę udusić. I dlatego rzadko u rodziców bywam, wymawiając się, że mam niewygodny dojazd. I wtedy słyszę- no to przecież zabierz stąd swój samochód i wtedy zwykle odpowiadam - nie mam w Warszawie garażu. No bo nie mam.Powinnam go w końcu sprzedać- nie lubię nim jeździć, to prezent od Mauricio- podziękowanie za to, że z nim byłam. Lancia lybra, gdyby stał pod domem trzy dni to by zaraz zniknął. Muszę wpaść do notariusza, dać  ojcu upoważnienie by go sprzedał i może wtedy kupię coś mniej pożądanego przez  złodziei. Tata będzie miał zajęcie, a ja święty spokój. Lubię włoskie samochody, ale może kupiłabym raczej coś mniejszego, dobrego do jeżdżenia po mieście. Z drugiej strony to coraz  trudniej z tym parkowaniem w mieście. Ale lubię prowadzić. No to świetnie, a masz przy sobie prawko? Julita skinęła głową- no jasne - zawsze mam, w jednej oprawce z dowodem osobistym. 

Ciekaw jestem czym mnie jeszcze zaskoczysz - chyba zbyt długo byliśmy z dala od siebie - stwierdził Andrzej. Julita przytuliła się do niego -no może tym, że mam znów ochotę na pieszczoty, takie długie, niespieszne, wymyślne. Uwielbiam twój dotyk, uwielbiam te godziny gdy wciąż jeszcze poznajemy co kto z nas lubi. Lubię zasypiać w twoich ramionach, lubię gdy mnie budzisz rano pocałunkami.  Gdy miałeś ostatni nocny dyżur spałam na kanapie, bo nie mogłam zasnąć bez ciebie. Oglądałam jakieś głupie filmy, aż w końcu zasnęłam. Jest źle, bo się za bardzo do ciebie przywiązałam. Słoneczko moje, to jest cudowne a ja muszę tak ułożyć swe  życie zawodowe by nie brać nocnych dyżurów, by wreszcie  skończyć ten doktorat. I być może, że od nowego roku sporo mi się zmieni pod tym względem. Tylko wytrzymaj ze mną jeszcze trochę tych niewygód, to wszystko się wyprostuje.

Do rodziców Julity zajechali po drodze do domu. Rodzice jej przeprowadzili się w miejsce, które kiedyś nie było Warszawą, a teraz było już w granicach Wielkiej Warszawy. Gdy powstawało to osiedle domków jednorodzinnych matka Julity narzekała, że będą mieszkać w szczerym polu, gdzie diabeł mówi ludziom  dobranoc. Swoje trzypokojowe mieszkanie przepisali jako darowiznę dla córki, choć nie byli pewni, czy wróci z Włoch. Gdy wróciła bez męża i się rozwodziła nie żądali  żadnych wyjaśnień, cieszyli się z tego, że wróciła i że  mieszkanie jest teraz jej własnością. Nie powiedziała nigdy co było tak naprawdę przyczyną rozwodu- uznała że to tylko jej sprawa i ewentualnie tego, kto będzie chciał z nią być kiedyś razem. Raz tylko na pytanie matki powiedziała - były zbyt duże różnice kulturowe i światopoglądowe. To bardzo katolicki kraj, ale tak naprawdę tylko na pokaz. Nie ważne było, że mówiłam Mauricio, że nie wierzę- dla niego ważne było, że mogę wziąć ślub w kościele bo miałam świadectwo chrztu. O tym, że Andrzej już był dwukrotnie żonaty też nie zamierzała nic mówić i o tym poinformowała Andrzeja -"bo to  jest tylko twoja i moja sprawa, nie moich rodziców". I tak naprawdę to Andrzej był jej za to wdzięczny, bo jak  mówił- nie ma czym się chwalić, że był idiotą.

W trakcie wizyty u rodziców Julity, gdy jej ojciec poszedł z Andrzejem do  garażu by obejrzeć lancię, Julita wyjaśniła mamie, że Andrzej był jej pierwszym mężczyzną i to z nim czciła ich maturę - indywidualnie w podwarszawskim motelu. I dlatego nie było jej na zdjęciu z balu maturalnego. I że tak naprawdę to kocha go jeszcze od siódmej klasy szkoły podstawowej. A osoby, które wystepowały potem w ich życiu były chyba tylko po to, by oboje mogli się przekonać, że są dla siebie stworzeni. Gdy panowie wrócili z garażu już mówili do siebie po imieniu, a ojciec zgodził się, żeby Julita obarczyła go sprzedażą tego prezentu od Mauricia. 

Gdy wracali od rodziców Julity Andrzej stwierdził, że będzie miał całkiem fajnych teściów. Ale swoich rodziców to on przedstawi jej tylko zdalnie, bo są na antypodach, a tak dokładnie to w Nowej Zelandii. Wyjechali tam przed laty, tylko na wycieczkę i oboje się zakochali w tym kraju i gdy tylko ojciec przestał pracować w MSZ pojechali tam na kolejną wycieczkę i już  nie wrócili. Andrzej się tam wybierał i wybierał ale nigdy nie pojechał. Być może, że pojadą tam kiedyś razem, gdy już skończy tę zabawę zwaną doktoratem. A w domu pokaże jej  filmy z Nowej Zelandii. Bo ładnie  to tam jest i ciekawie. Ej, to nie tylko ja mam cię czym zaskakiwać - stwierdziła Julita.No tak,zupełnie zapomniałem, że od  drugiej licealnej byłem stale bez rodziców. Wpierw bez ojca, potem bez obojga. Byłem pod opieką ciotki, siostry mojej mamy. A ciotka umarła dwa lata temu, była sporo starsza od mojej matki. I wiesz- przeogromnie nie lubiła moich żon. Chyba miała rentgen w oczach, przewidziała, że obydwa małżeństwa szybko mi się rozlecą. Ciekawe co by powiedziała o mnie- usiłowała dociec Julita. Bo ja odkryłam, że odkąd jesteśmy razem jakoś cholernie wysoko skoczyło mi libido. I mam podejrzenie, że skoro miała ten rentgen w oczach to by to odkryła. I co by na to powiedziała?-drążyła temat Julita. Że mi z nieba spadłaś i że to efekt świadomości, że nie  grozi ci niepożądana ciąża i że ten kto przeprowadzał ten zabieg był dobrym fachowcem - chętnie bym mu prawicę uścisnął- stwierdził z uśmiechem Andrzej.

                                                                         c.d.n.


sobota, 27 lutego 2021

Wszystko jest......2

 W poniedziałek rano, jeszcze w trakcie jej zwolnienia  lekarskiego, Andrzej pojechał z Julitą do Instytutu Kardiologii. Rozległość obiektu i labirynt korytarzy, nieco powaliły Julitę- w pewnej chwili stwierdziła, że chyba pacjenci czują się tu dość  zagubieni. No ci, którzy przyjeżdżają tu na kontrolę to może i tak, ale ci, którzy tu są leczeni to raczej nie- przychodzą raptem 2 dni wcześniej, są leczeni, jeśli  w innym budynku mają jakieś badania to  z reguły są "konwojowani" przez personel, chodzący kręcą się z reguły w pobliżu swych sal, nie wychodząc poza oddział. Mnie osobiście ta placówka przypomina fabrykę czynną 24 godziny na dobę. Zapomniałem ci powiedzieć, że mój kolega jest nieco złośliwy, ale dobry z niego kumpel. No to fajnie, ja też jestem złośliwa, może się polubimy z tym twoim kolegą. Oooo, kochana,  co to- to nie. Nie pozwalam! Choć właściwie nie mam do ciebie  żadnych praw. Ale on i tak jest przekonany, że jesteś moją aktualną partnerką. Niech tak myśli, to może tak się stanie, powiedział przytulając Julitę gwałtownie do siebie. Poczekaj - zatelefonuję do niego, że już jesteśmy i z wewnętrznego telefonu przy szatni zatelefonował do kolegi. Chodź, podjedziemy do niego windą. Podróż windą była krótka, bo gabinet do którego mieli się zgłosić był na pierwszym piętrze, tuż obok windy.  Pod gabinetem czekało sporo osób, ale Andrzej obrzucił wszystkich spojrzeniem i bez pukania otworzył drzwi, zagarniając do środka Julitę. Zostali sobie przedstawieni, a kolega Andrzeja powiedział - od tej  chwili jesteś Julito moją siostrą  cioteczną. Mam na imię Jacek. Nie ma sprawy, miło mi - i Julita przywołała na twarz naprawdę uroczy uśmiech. Muszę cię zbadać, więc pozbądź się garderoby do pasa, a potem załóż tylko bluzkę bez bielizny, bo zrobimy rtg. Osłuchiwanie trwało i trwało , na stojąco, na siedząco, w pozycji horyzontalnej, by w końcu dr Jacek podsumował- "no jest, jasna cholera, arytmia."

I masz rację, Andrzeju, to może mieć związek z częstymi ropnymi infekcjami gardła. To jak ty ją leczyłeś, kochany?! Ona  dotąd leczyła się  u swojej zakładowej lekarki, mnie się pierwszy raz trafiło jej leczenie- tłumaczył się Andrzej. Wiesz przecież, że jak firma ma lekarza zakładowego, to pracownicy mają obowiązek leczyć się u niego, lekarz rejonowy jest od wielkiego dzwonu. Poza tym od niedawna jestem na jej rejonie, a rejonizacja to rzecz święta. Jacek tylko ręką machnął - w tym kraju wszystko stoi na głowie, nie na nogach. A kiedy ty przeniesiesz się do nas? Ta propozycja jest nadal aktualna, tylko musisz się zdecydować, bo że  szefowi się spodobasz to więcej niż pewne. A jak twój doktorat? Pisze się, pisze, choć dość opornie.  No to  zejdźcie teraz z powrotem na parter, zaczekajcie pod pracownią rtg,  ja tam zaraz dojdę, tylko  wstawię tu kogoś na moje miejsce. Julita zgarnęła swą bieliznę do torebki i wyszła wraz z Andrzejem z  gabinetu.  W 10 minut później już miała w ręce wynik rtg .  To teraz chodźcie na  Echo serca i po tym badaniu zorientujemy  co dalej trzeba zrobić. 

Po badaniu panowie spojrzeli na siebie wymownie , ale z ich "bełkotu medycznego" niewiele Julita pojęła. Jacek wypisał Andrzejowi jakie  badania  laboratoryjne powinna jeszcze Julita przejść, jakie leki w zależności od wyników powinna brać to Andrzej sam wiedział, a rtg wykazało, że płuca na szczęście w porządku. Mogła już włożyć po Echu serca  swą bieliznę, panowie umówili się na stały kontakt i na kolejną wizytę Julity za dwa miesiące, bo została zapisana do tutejszej poradni kardiologicznej. Przez te dwa miesiące Julita będzie brała  różne leki, potem powtórzy się  część badań i " się zobaczy co dalej". I najbliższy urlop powinna spędzić w sanatorium dla sercowców w Nałęczowie- może sobie mieszkać tam prywatnie a w sanatorium tylko brać zabiegi. Bo przecież nie puścisz chyba jej tam samej - stwierdził Jacek, a Andrzej tylko przytaknął. Ale to wszystko to dopiero po następnych badaniach, za dwa miesiące. Panowie pożegnali się serdecznie, Jacek objął ją i wycisnął na jej policzku całusa, mówiąc - nie martw się, wyciągniemy cię z tego. Na wściekłe spojrzenie Andrzeja powiedział - przecież to moja siostra cioteczna  kolekcjonerze - i wyszczerzył do Andrzeja zęby w uśmiechu. A co on kolekcjonuje?-przytomnie zapytała Julita. Dziewczyny , których imiona zaczynają się na literę"J"- wyjaśnił Jacek. No to ci jeszcze coś powiem kolego - przyjmij do wiadomości, że była pierwszą w tej kolekcji i ją zamknie- Andrzej wyraźnie miał ochotę powiedzieć koledze coś niemiłego. Ożeń się źle, kawalerze, to pogadamy.

W drodze do domu zrobili jeszcze spore zakupy żywnościowe, czyli, jak to określiła Julita, kupili tonę owoców i warzyw. W domu Julita poprosiła, by Andrzej jej wszystko wyjaśnił, bo niewiele mogła wydedukować z tego, co do niej dotarło. Zapewne gdyby wiedziała ile wiadomości będzie musiała nagle wchłonąć nie poprosiła by go o to. Na samym końcu dowiedziała się, że być może będzie musiała poddać się operacji, jeśli inne metody zawiodą i nie będzie poprawy. Ale na pewno nie w najbliższym czasie. I zapewne do tego czasu Andrzej: 1. rozejdzie się z  "obecną",  2. zmieni pracę, 3. pewnie już będzie  miał doktorat w kieszeni, 4. spełni się jego marzenie, które właściwie dopiero teraz sobie uświadomił. 

A o czym marzysz,? możesz mi powiedzieć?spytała cicho wlepiając w niego oczy. Andrzej spojrzał się na nią, poważnie, bez uśmiechu, w  jego oczach wyraźnie czaił się smutek - jak na razie  to o tym, by szybko się rozejść z "obecną", już rozmawiałem z adwokatem o tym,  potem bezboleśnie przejść przez ten doktorat, 3/4  pracy mam napisane, tylko trochę mi entuzjazmu  brakuje. I to wszystko?-dopytywała się Julita- to nie za wiele jak na faceta o twoich możliwościach. Być może, że niewiele, ale jak sprawić by ciebie odzyskać na nowo? Możesz mnie wyśmiać, ale nie mogę się oprzeć wrażeniu, że byliśmy sobie przeznaczeni, tylko nie zauważyliśmy tego. Miałem do wyboru dwie przychodnie - nie wiem dlaczego wybrałem właśnie tę, ale wierz mi - nie miałem  pojęcia, że to twój rejon, nie miałem pojęcia, że jesteś z powrotem w Polsce, że jesteś po rozwodzie. Byłem pewien, że tkwisz w Mediolanie w objęciach swego włoskiego męża. Gdy przejrzałem karty pacjentów to aż mi tchu zabrakło. Imię, nazwisko, adres, rok urodzenia- wszystko się zgadzało. Dobrze, że serce mam zdrowe - w przeciwnym razie padłbym  z wrażenia. Odnalazłaś się, a mnie przypadła rola rozpoznania, że ci zdrowie szwankuje. Oczywiście, kolejny przypadek, tak racjonalny facet jak ja powinien nawet nie zwrócić na to uwagi, no ale trafiłaś na mnie, z którym się migdaliłaś jeszcze w podstawówce, z którym wybrałaś zupełnie nietypowy sposób na świętowanie zdanej matury, a przecież byliśmy w zupełnie  różnych szkołach, co nam jakoś nie przeszkadzało ciągle na siebie wpadać, nawet gdy się nie umawialiśmy. Dlaczego zawsze myśl o wagarach przychodziła nam tego samego dnia? Nie umawialiśmy się, mieszkaliśmy w odległości półtora kilometra od siebie i nie mieliśmy się jak natknąć na siebie  idąc do swoich szkół. Jestem jeszcze w stanie zrozumieć, że trafialiśmy na siebie w Łazienkach, bo to była  meta większości wagarujących, ale dlaczego nagle spotykaliśmy się w Muzeum Techniki, lub przed kinem w centrum miasta? To wszystko stanęło mi przed oczami, gdy znalazłem twoją kartę zdrowia. I poczułem się tak jak wtedy, gdy zgodziłaś się na nasze indywidualne obchody zdania matury. Taką samą radość i lęk jak mnie, już dorosłego, odbierzesz. Nie  wiesz, ile mnie kosztowało by zachować się profesjonalnie i nie rzucić się do całowania  ciebie. A teraz w pewien sposób machnęłaś ręką na moje dwa nieudane związki a we mnie odżyły dawne marzenia o tym, że będziemy razem.  

Julita wstała od biurka, przy którym Andrzej tłumaczył jej  krwioobieg , rysował zastawki itd. i podeszła do niego pytając- a nie mógłbyś mnie po prostu objąć i pocałować tak jak kiedyś? Andrzej ujął jej twarz w dłonie, przejechał językiem po jej ustach i powiedział- mogę, ale za 20 minut muszę być w gabinecie. Jeśli teraz  cię pocałuję, żadna siła mnie nie oderwie od ciebie, a innego internisty tu nie ma. Tak to jest gdy się ma chłopaka - lekarza. Ale przyjdź po mnie równo o ósmej. Wrócimy razem, to będzie dla ciebie spacer, to minimum, które musisz dziennie przedreptać. Wyjdę punktualnie, przyrzekam.

Gdy Andrzej równo o godzinie ósmej wieczorem  zjawił się przy rejestracji  z kartami pacjentów, panią rejestratorkę nieomal zmiotło z powierzchni ze zdumienia. I dobrze, że nie wyjrzała za nim na zewnątrz, bo pewnie zdumiała by się jak świetnie ten nowy lekarz  ma opanowaną sztukę całowania się w trakcie chodzenia. A oni szli niespiesznie, objęci niczym para nastolatków. Julita wypytywała czy miał komplet pacjentów- miał, średnia wieku 50+, grupa , dla której wizyta  u lekarza była swego rodzaju rozrywką. Ale i tak trudniejsza była grupa 70+ cierpiąca głównie na samotność - ludzie owdowiali, w pewnym sensie wykluczeni z życia bieżącego, grupa, która powinna być pod specjalistyczną opieką geriatrów.    A tych specjalistów można policzyć na  palcach jednej ręki, choć to Warszawa. Szli do domu nieco dłuższą drogą bo Julita  chciała mu pokazać willę,  która w dzieciństwie była jej marzeniem co dziś budziło w niej tylko  śmiech. 

Julita wciąż w objęciach Andrzeja  w pewnej chwili powiedziała- jest coś, czego o mnie nie wiesz a trochę boję się ci o tym powiedzieć. Boję się, że  gdy się dowiesz to nie będziesz chciał być ze mną. Andrzej spojrzał na nią z ukosa i powiedział - mów, jestem odporny. Albo zaczekaj, aż dojdziemy do domu - bo czasem masz takie teksty, że aż muszę usiąść- to ci się nie zmieniło od lat. A tu jak widzisz nie ma ławek. Objął ją mocniej i powiedział - ciekawy jestem ilu moich pacjentów widziało nas dzisiaj. Zapisałem cię na jutro na analizy, trzeba zrobić te badania, o których mówił Jacek  i masz ostatni numerek u mnie na pojutrze. Rejestratorka miała dziś ciężki dzień, w sumie trzy razy musiała udawać, że to normalne, że lekarz zapisuje swoją pacjentkę do siebie i na analizy. No a na koniec wyszedłem równo o 20,00 z przychodni. Ewenement.

Gdy weszli do mieszkania i przeszli do pokoju Andrzej mocno objął  Julitę i poprosił- mów teraz o co chodzi. Julita wpatrzyła się w jego oczy i powiedziała - nie będę nigdy miała dzieci bo mam zrobioną, na moje własne życzenie, laparotomię.  Ufff- odetchnął Andrzej, już myślałem, że albo doszłaś do wniosku, że mnie nigdy nie pokochasz, albo że masz kogoś, tylko zapomniałaś mi o tym powiedzieć. Gdzie to robiłaś? Bo chyba  nie w Polsce? No pewnie, że nie, we Włoszech. Dawno? trzy lata temu. I jak? Wszystko dobrze? Żadnych powikłań? Żadnych- cykle  normalne, 100% pewności. To czemu bałaś się mi to powiedzieć? Przecież to tylko i wyłącznie dla mnie  pełna frajda. No tak, ale Włoch  tej wiadomości nie wyrobił i się rozeszliśmy.  Zrobiłam to  po pierwszej, niechcianej przez nas oboje ciąży, bez uzgodnienia tego z nim. Nie wiem czemu, ale jemu się wydawało, że aborcja to jest to co kobiety lubią.  Skurwiel - podsumował niezbyt elegancko Andrzej. Julitko, ja nie pragnę dzieci, ojcostwo nie przypadło mi do gustu. A jeśli w ciągu najbliższych 2 lat zamarzy nam się obojgu jakieś dziecko, to po prostu zrobimy in vitro. Odetchnąłem, już myślałem, że mnie wyrzucasz ze swego życia a jeszcze nie zdążyłem się nawet odrobinę w nim zagnieździć. 

                                                                          c.d.n.

 


piątek, 26 lutego 2021

Wszystko jest gdzieś zapisane?

Julita siedziała w poczekalni - głowa jej odpadała z bólu, gardło bolało przy przełykaniu śliny. W przychodni powiało nowością- nad drzwiami  gabinetu lekarza zamontowano tablicę, na której wyświetlał się numerek pacjenta, który był wzywany do gabinetu. Miała numerek 20, czyli ostatni.  Siedząca obok niej starsza pani zapytała- przepraszam,  zna pani tego nowego doktora? Julita  zaprzeczyła- nie znam, nawet nie wiem, że jest jakiś nowy doktor. Podobno młodziutki- kontynuowała opowieść pacjentka. Julita westchnęła- mnie tam wszystko jedno, byle umiał receptę wypisać i nie pomylił się w  dawkowaniu. 

Ale jak taki młodziutki, to może się nie na wszystkich chorobach zna - starsza pani wyraźnie  wątpiła w zasób wiedzy młodych lekarzy. Jeśli nie będzie wiedział co jest to skieruje panią na badania a potem do specjalisty- to jest internista, stwierdziła  beznamiętnie Julita. Bo wie pani, tak mnie ciągle boli tutaj - i wskazała ręką na prawą stronę brzucha. Proszę pani, ja się na tym nie znam, pokaże pani lekarzowi i  jemu dokładnie pani opowie. Ale starsza  pani chyba cierpiała bardziej na brak towarzystwa niż na coś innego, bo zaczęła po chwili znów zagadywać Julitę - a pani taka młodziutka a już choruje? Julita wykrzywiła usta w niby uśmiechu - młodym też się zdarza chorować. Też panią boli w brzuchu? Julita pokręciła przecząco głową - gardło mnie boli. Oj to pewnie  ma pani anginę- zdiagnozowała ją kobieta i nieco odsunęła się od Julity. W pięć minut później starsza pani weszła do gabinetu - miała 19 numerek. Wyszła po 20 minutach mamrocząc- eee, co on tam wie. Dieta i badania krwi. 

Wreszcie na  świetlnej tablicy wyświetlił się numerek Julity- była ostatnią pacjentką. Weszła do gabinetu mówiąc  "dobry wieczór"- lekarz był za parawanem, sądząc po plusku wody mył ręce i  zza parawanu poprosił by usiadła. Po minucie wychodząc zza parawanu odezwał się - to jednak ty, tak podejrzewałem przeglądając karty pacjentów. Julita obejrzała się- za nią stał jej szkolny kolega, Andrzej R. Niewiele się zmienił, tylko zgubił gdzieś pyzate policzki no i nieco wyrósł.

No to proszę, co cię do mnie sprowadza? Gardło, wychrypiała Julita. Wstał, podszedł do Julity, zajrzał w gardło i leciutko zaklął - to co masz mało przypomina  zwykłe gardło- to ropne zapalenie gardła i migdałów. Masz temperaturę? Mam, nawet niezbyt wysoką, bo brałam aspirynę - to znaczy ile masz po tej aspirynie? 38,7. No ładnie. Dostaniesz zastrzyki, bo bardzo brzydko to wygląda. A teraz powiedz, co u ciebie oprócz tego stanu zapalnego.  Nic  ciekawego, właśnie skończyłam się rozwodzić z mężem. I zostałaś z dzieckiem? Nie mam dzieci, nie wpadłam na taki pomysł. A ty masz dzieci? Mam, córkę i dwie żony - byłą i obecną, tylko nie wiem jak długo obecna ze mną pobędzie. Była sobie wywalczyła takie alimenty jakbym był co najmniej ordynatorem chirurgii. Przed południem jestem w szpitalu, po południu w przychodni. Byłej zostawiłem mieszkanie z uwagi na dziecko, a mieszkam w domku własnym obecnej. Julita, pomimo bolącego gardła roześmiała się- tak to jest gdy się jest przystojniakiem i się ma powodzenie wśród  kobiet.  

Julita, zdejmij sweterek, muszę cię jeszcze osłuchać. Po co, przecież nie kaszlę - no ale muszę cię i tak osłuchać, zmierzyć ciśnienie no i zobaczyć na ile się zmieniłaś w ciągu tych lat gdy się nie widzieliśmy. To ty jeszcze pamiętasz jak wyglądałam? No, rozbieraj się, chciałbym jeszcze dziś dotrzeć do domu. Jesteś ostatnią pacjentką. Bardzo długo ją osłuchiwał, na zakończenie powiedział- a teraz prywata- miałem u ciebie dwa miejsca do całowania, takie tylko dla mnie- dalej są tylko dla mnie? Taaaak- roześmiała  się -są tak dziwne, że nikomu nie wpadły w oko. To jak wyzdrowiejesz wyegzekwuję swoje prawa do nich. 

Posłuchaj Julitko - nie podoba mi się praca twojego serduszka- dam ci skierowanie do kardiologa, ale pójdziesz do tego, którego ci wskażę.  Muszę wykluczyć zapalenie płuc, więc tu masz skierowanie  na rtg, tu zlecenie na zastrzyki w domu, oba te  świstki   wychodząc wrzucisz do rejestracji a tu masz receptę na leki plus zastrzyki. Tylko powiedz, że  na rtg to masz przyjść po serii zastrzyków.Tu masz rozpiskę na stosowanie leków. Wykup je zaraz, w aptece  obok przychodni. Mieszkasz tam gdzie kiedyś? A ma kto się tobą zaopiekować? Powinnaś jednak te 7 dni poleżeć. Nie mam, ale jestem Zosia- Samosia. Mieszkam sama i na dodatek jak mi czegoś zabraknie to po prostu zejdę na dół do sklepu - mam na dole mały sklep, co prawda nie ma w nim wędlin, ale są jajka. A na którym piętrze mieszkasz? na trzecim. No to niedobrze, nie wychodź dopóki nie skończysz zastrzyków. Często masz takie paskudne gardło?  Kilka razy w roku, ale z reguły obciążam tym lekarza  zakładowego. Szczęściarz- zażartował Andrzej- o tak,- zaśmiała się Julita - dobiega  sześćdziesiątki i jest kobietą.

Andrzej chwilę pomyślał  i  powiedział -wpadnę do ciebie jutro wieczorem, po godz. 20,00.  Daj mi swój numer telefonu, bo z przyczyn taktycznych musiałem pokasować kiedyś wszystkie  numery znajomych z dawnych lat. Bo "była"  zaczęła wydzwaniać do moich znajomych ilekroć się spóźniałem. A teraz idź do apteki, ja zaczekam na ciebie pod apteką i podrzucę cię do domu. To po drodze do mnie na Skarpę. I wiesz- weź też te wszystkie karty do rejestracji i wcisnął jej do ręki pudełko z  kartami pacjentów. I nie zapomnij  wejść do apteki.

Gdy wsiadła do jego samochodu zapytał, czy aby na pewno ma zaopatrzenie  na najbliższe 7 dni, bo jeszcze mogą podjechać do delikatesów a jakby jej czegoś zabrakło to niech przez pielęgniarkę podeśle mu wykaz a on kupi i przywiezie.Tylko kartkę daj jej w kopercie  zaklejonej i napisz na wierzchu wyniki badań i swoje nazwisko. Julita zaczęła się śmiać a ile masz takich pacjentek jak ja? - no wiesz- oburzył się Andrzej -jesteś jedyną  moją znajomą pacjentką, którą znam prywatnie.

Andrzej bywał u Julity codziennie- po pięciu zastrzykach wreszcie spadła jej temperatura poniżej normalnej, gardło zaczęło wyglądać  całkiem nieźle, tylko to serce niepokoiło Andrzeja. Przyjeżdżał o różnych porach, czasem spędzał u niej godzinę jedząc coś w rodzaju lunchu bo przywoził "gotowca" ze znajomej restauracji i bardzo pilnował by ona też zawsze jadła. Z rozrzewnieniem wspominali swoje szkolne czasy. I swoje wspólne wagary w okresie liceum, chociaż chodzili do różnych szkół. Do dziś nie mogli pojąć jak to było, najczęściej wcale się nie umawiali na dany dzień a zawsze jakimś  cudem się spotkali. Cud, że pokończyli swoje szkoły. 

Oboje dobiegali trzydziestego piątego roku życia, byli z tego samego rocznika, a teraz czuli się niemal tak jak nastolatki. Siedzieli u Julity przy stole i wpatrywali się w siebie zupełnie tak samo jak kiedyś. Andrzej zaanektował  z powrotem swoje miejsca do całowania, czyli niewielkie zagłębienia tuż nad obojczykami, gdzie wyczuwało się pulsowanie tętnic podobojczykowych. W historii mieli również swój pierwszy i jedyny raz, zaraz po maturze- zamiast balu maturalnego była ich własna noc maturalna,  spędzona w podwarszawskim motelu, teraz przyprawiająca ich o śmiech, ale wtedy była poważnym przeżyciem dla obojga. A ile się potem każde z nich natłumaczyło w domu dlaczego nie ma ich na  wspólnym zdjęciu całej klasy! 

W sobotę wieczorem Andrzej został u Julity na noc, bo się szalenie zagadali, a miał jej jeszcze tyle rzeczy do opowiedzenia, że w końcu przespał się na wersalce w drugim pokoju. Rano zatelefonował do "obecnej", że wróci dopiero w poniedziałek wieczorem. 

Julita powiedziała Andrzejowi, że nie chce być w żadnym wypadku winną rozpadu jego małżeństwa, ale ten powiedział- nie jesteś, to małżeństwo było bez sensu, o czym oboje z "obecną" wiemy. Mieszkamy razem, ale nie  współżyjemy. Jej jest z tym wygodnie, bo ma kto śnieg uprzątać zimą i kosić trawę gdy wyrośnie. A ja, jak sama widzisz, za często w domu nie bywam- biorę dyżury w szpitalu, często zamiast kolegów- byle być daleko od domu. Czas to wszystko rozwiązać, uporządkować. Wyrzucę tylko najemców z mojej kawalerki, kończy im się umowa  chyba za  dwa miesiące i się wyprowadzę od "obecnej". Mam nieodparte wrażenie, że obydwa  związki były bezsensowne. Nie kochałem ani byłej ani obecnej żony. "Była" wrobiła mnie w dziecko- chciała tego dziecka, ale nie potrzebowała wcale męża.A teraz moja dziesięcioletnia córka nie chce się ze mną spotykać. "Obecna"  potrzebowała chyba ogiera i dozorcę do domku, a mnie wszystko do niej szybko przeszło. Ona ma kogoś, ale to mnie  wcale nie boli. Powiem szczerze - wygodnie mi się u niej mieszka, odśnieżanie i koszenie traktuję jak czynsz. Ona  zarabia trzy razy lepiej niż ja. Jest niesamowitą snobką- czeka z niecierpliwością ogromną, aż skończę pisać doktorat i się nie doczeka, bo trochę mi się to wszystko nie  z mojej winy opóźnia a już się znajomym pochwaliła- bo wiesz- to świetnie brzmi pani architekt ma męża doktora habilitowanego.    No to się nie doczeka, bo za dwa miesiące się wyprowadzę. Więc nie jesteś winna rozkładowi mojego małżeństwa. W dalszym ciągu czuję do ciebie przysłowiową miętę przez rumianek ale wpierw muszę mieć pewność, że to nie moje urojenia jak z tymi dwiema paniami, ale prawdziwe uczucie  nie tylko z mojej strony ale i z twojej strony. Na razie musimy się wziąć za twoje serce, bo masz  od czasu do czasu arytmię- nie wiem  z jakiego powodu-trzeba wpierw porobić mnóstwo badań specjalistycznych. Ale tym zajmą się w Instytucie Kardiologii. Nie można tego tak zostawić. Powiedziałaś, że kilka razy w roku masz  problemy z gardłem i migdałami-  te ropne infekcje  kąsają  stawy i niestety rujnują serce. Może jest coś z którąś z zastawek? Nie wiem, bez badań niczego się nie dowiemy.

A tak w ogóle to dobrze mi z tobą, odpoczywam tu, mogę się wygadać, bo ty mnie rozumiesz. I mam swoje miejsce do całowania. Koledze z Instytutu powiedziałem, że jesteś moją przyjaciółką od wielu lat. "Normalnie" to powinienem dać ci skierowanie do kardiologa, ale nim byś się dostała to pewnie rok by upłynął. Jest coraz  gorzej z tymi różnymi specjalistami.

Andrzej, jeżeli chcesz to możesz do czasu zwolnienia się twojej kawalerki mieszkać tutaj.Tu przecież są trzy pokoje. Dam ci po prostu klucze i zrobię miejsce w szafie w tym pokoju. Masz tu też biurko gdybyś chciał pracować. Andrzej uśmiechnął się - a co będzie jeśli się za bardzo przyzwyczaję do ciebie i do miejsca? I nie będę chciał wrócić do swej kawalerki? Będę cię podziwiać, bo jak dotąd nikomu się to nie udało. Ja po prostu jestem wredna i czepliwa.  Ale nie gryziesz, jak zauważyłem- śmiał się Andrzej.

                                                                   c.d.n.


P.S.

Mam nadzieję, że zdążę napisać do środy, bo potem będzie pewnie jakaś przerwa w moim pisaniu- będą mi naprawiać oczy - pierwsze 4 marca, drugie 18 marca  i bardzo możliwe,że od 4 marca   aż do momentu wygojenia się wszystkiego i dobraniu nowych  szkieł nie będę  pisać. I jak zwykle- zostawcie znaczki -    ;(       lub ;)

środa, 24 lutego 2021

Czy to.....-11

 Bogdan telefonował do Gdańska i okazało się, że popłyną promem do Nynashamn (południowa dzielnica Sztokholmu) nie w  niedzielę  ale w poniedziałek. Mają zarezerwowaną kabinę w I klasie. A w hotelu  w Gdańsku czekają dwa pokoje dwuosobowe już od soboty od  godz.14,00. Okazało się, że Bogdanowi udało się namówić Wojtka  na "wycieczkę" do Gdańska jeśli okaże się, że popłyną promem do Sztokholmu a nie do Karlskrone. Dzięki temu, że udało mu się  znaleźć miejsce do Sztokholmu nie musiał brać do Szwecji samochodu swego kuzyna, a do Gdańska odwiozą ich swoim  samochodem "Wojtki". Tym sposobem będą razem jeszcze  dwa dni dłużej.

W sobotę wyruszyli bardzo wcześnie rano, za kierownicą usiadła  Weronika i pozwoliła  sobie  odebrać kierownicę  dopiero na wysokości Elbląga. Tu zmienił ją Wojtek wykorzystując fakt, że  dziewczyny musiały skorzystać na parkingu z toalety. Weronika bardzo lubiła prowadzenie  samochodu, a  gdyby nie opiła się przed wyjazdem kawy,  dojechałaby bez problemu do samego Gdańska. Miała tę trasę dobrze  "wjeżdżoną"  bo pokonywała ją co roku bez odpoczynku dociągając z Warszawy do Jastarni lub  Juraty.  Wściekała się gdy przed laty Wojtek robił przerwy w jeździe, bo.......musiał zapalić. Odetchnęła gdy udało się odzwyczaić go od  palenia  metodą biorezonansu. Długo nie chciał się poddać temu  prostemu  zabiegowi bojąc się, że zniszczy go głód nikotynowy ale efekt zabiegu przekroczył jego oczekiwania- po kilkunastominutowym zabiegu, po którym przez 2 doby nie wolno mu było wypić  ani łyka kawy, herbaty, kakao, czekolady a miał pić tylko czystą, niegazowaną wodę mineralną- nie poczuł nawet odrobiny chęci na zapalenie papierosa. Dzięki tej metodzie  nie przeszedł przez piekiełko głodu nikotynowego i nie przytył ani  1 kilograma.Strasznie go to zdziwiło, bo nawet fakt, że inni obok palili nie powodował chęci zapalenia papierosa. I stan ten utrzymywał się już 10 lat,  ku wielkiej radości Weroniki. I odtąd, jeżeli Weronika zarządzała jakieś "restrykcje" zdrowotne Wojtek wszystkiemu się poddawał bez szemrania. Bogdan, po wysłuchaniu  opowieści Wojtka o tym jak szybko, prosto i łatwo rzucił palenie poprosił o "namiary" na przychodnię, w której takie cuda robią, zapisał adres, bo jego kuzyn  już kilka razy usiłował wyzwolić się od tego nałogu, ale jak dotąd bezskutecznie. Weronika się śmiała i powiedziała- tylko nie mów od kogo masz ten adres, bo twój kuzyn z wdzięczności gotów będzie obdarować  mnie tą willą z podziemnym basenem.  Wojtek ani przez  sekundę  nie wierzył, że rzuci palenie a wypalał już ponad dwie paczki papierosów dziennie. Ja tylko po tym zabiegu usunęłam  sprzed  jego wzroku papierosy i pilnowałam by pił tylko czystą wodę. Chyba  najtrudniej mu było z piciem wody na  śniadanie- popijanie kanapek wodą mineralną szło mu kiepsko, ale ja przezornie wszystkie zabronione artykuły wyniosłam z kuchni, miałam zamknięte  w swojej szafie ubraniowej. Poza tym dobrze jest by zgłosić się na zabieg w piątek wieczorem, bo łatwiej jest wtedy przypilnować samego siebie a i żona  może w tym pomóc. 

Wera, skąd ty  wiedziałaś o tym biorezonansie- dopytywał się Bogdan. Od jednej z nauczycielek mojej córki - ona paliła niczym lokomotywa, zapalała  co 45 minut, a gdy zaczęła z trudem wytrzymywać 45 minut lekcji, bo tak się jej chciało palić- zaczęła szukać pomocy i trafiła do tej przychodni. Spotykałyśmy się codziennie na spacerach bo obie miałyśmy psy no i tak się o tym  dowiedziałam. A że ja  bardzo wierzę w metody naturalne to Wojtka tam wysłałam.  Alkoholizm też tam leczą i różne alergie. U części osób trzeba zabieg powtórzyć, ale na drugi zabieg dają  zniżkę. Nie wiem ile to kosztuje teraz, ale wtedy kosztowało raptem 80 złotych. Mają swoją stronę w necie - i Wera podała Wojtkowi swój notes otwarty na  właściwej stronie. Wojtek odpisał sobie stronę, potem zapytał czy może  coś w tym notesie zapisać i wpisał wszystkie swoje dane kontaktowe. Wera zerknęła i skwitowała- brak tu tylko numeru twego buta, długości członka i rozmiaru kołnierzyka i wszyscy  wybuchnęli śmiechem, a Ela powiedziała - nic dziwnego, niektóre wymiary ma zmienne, więc pewnie nie wiedział które ma podać. Śmiejemy się, a tak naprawdę to mi jest straszliwie smutno - Ela była na granicy płaczu. Jestem zupełnie rozbita - szczęśliwa i nieszczęśliwa jednocześnie. Trudno jest to wszystko pogodzić w jednym mózgu. Pewnie mam mózg za mały. Coś ty, masz na pewno mózg większy od mojego bo masz większy obwód głowy niż ja - Weronika usiłowała skierować myśli Eli na weselsze tory. Sprawdź w hotelu jakie to ziółka dał ci pan masażysta na atak głupoty i zaparz sobie. Oj tak i to od razu zaparz dwie porcje, bo mnie też coś podejrzanie smutno, że  zobaczymy się wszyscy dopiero wiosną - dodał Bogdan. Elinko - będę się starał jak najwięcej pracować w domu, żebyś nie była długo sama. Ale mam wrażenie, że zajmiesz się urządzaniem u mnie wszystkiego po swojemu i szybko ci minie te kilka godzin beze mnie.

Zameldowali się w hotelu, zjedli w hotelowej restauracji lunch i poszli pospacerować po Gdańsku. W jednym ze sklepików  Bogdan dostrzegł coś, co go oczarowało- poprosił by chwilę na niego zaczekali, bo on musi coś w tym sklepiku zobaczyć. Po chwili wyszedł z dwoma dość wąskimi , długimi  na ćwierć metra pudełeczkami zawiniętymi starannie tak, by nie było widać co skrywają. Jedno otrzymała Weronika, drugie Ela, ale otworzyć miały dopiero w  hotelu. Na razie zniknęły w dość przepastnej torebce Wery.

Postanowili podjechać do Sopotu i pospacerować po molu, zwłaszcza,że pogoda była  wielce przyjazna spacerom. Ani za chłodno, ani za ciepło a do tego jesienne słońce pracowało nad ozłacaniem liści , które bezszelestnie i delikatnie opadały z drzew. Obie z Elą lubiły widok Sopotu z mola. Ludzi było sporo, stateczki wycieczkowe cieszyły się dość dużym powodzeniem. 

Dziewczynom zachciało się pospacerować brzegiem plaży, czego zupełnie  nie mogli pojąć  panowie. Na nic zdały się ich tłumaczenia, że przecież będą miały zapiaszczone stopy, argument, że nie mają ręcznika by potem osuszyć stopy też padł, bo Wera  miała kilka paczek chusteczek higienicznych - w końcu panowie  zostali wysłani do kawiarni, a one podwinęły nogawki spodni, wzięły buty w garść i poszły pochodzić po wilgotnym piasku. 

Ela cały czas wyrzucała z siebie ogrom swych obaw jak sobie poradzi w tej Szwecji bez znajomości języka, czy Bogdan na co dzień będzie taki sam jak tu, że będzie jej ciężko bez świadomości, że w każdej chwili może wsiąść w autobus i pojechać do Wery, że boi się jak się potoczy sprawa rozwodowa, że może jednak będzie musiała przyjechać na rozprawę, nieomal nie potrafiła się dopatrzeć niczego dobrego w tym wyjeździe. Wera słuchała, słuchała wreszcie "nie wyrobiła" i dość niemiłym tonem powiedziała:  szkoda, że nie pomyślałaś o tym wszystkim wcześniej, że orgazmy przysłoniły ci trzeźwość myślenia, i dopiero teraz, na kilkanaście godzin przed podróżą o tym myślisz.

 Odpowiedz mi, tylko szczerze- kochasz Bogdana takiego jakim jest, czy kochasz tylko wspomnienie  Bogdana takim, jaki był? Bo na mój rozum i oko to niewiele ma Bogdan obecny wspólnego z tym sprzed lat.Chcesz być z nim współczesnym czy żyć z jego wspomnieniem? Możesz jeszcze wrócić do Janka, nie rozwodzić się i dzwonić do mnie 15 razy dziennie opowiadając jaki ten Janek jest do dupy strony i powtarzać, że się musisz z nim rozejść. Masz więcej szczęścia niż rozumu. Masz 20 minut na podjęcie decyzji, zacznij wreszcie myśleć co tracisz, a co zyskasz. Mojej przyjaźni nie stracisz, będziesz  do  mnie telefonować i co najwyżej płacić więcej za telefon. Jeśli powiesz, że tak tęsknisz za Polską, że aż cię skręca to Boguś wsadzi cię samolot i wyśle do mnie. Ale wiesz- ja ci orgazmów codziennych nie zapewnię, nawet raz na tydzień też nie. Na Jasia, to wiesz już od lat, też  nie możesz w tej materii liczyć. Wiesz przecież, że planujemy zamieszkać gdzieś razem, w czwórkę, więc skup swe wysiłki na tym. Pomóż Bogdanowi budować wasze nowe, wspólne życie. Nasza przyjaźń nie ucierpi z powodu odległości. Ostatnie lata w Warszawie też widywałyśmy się rzadko, głównie wisiałyśmy na telefonie. Naucz się wreszcie obsługi komputera, możemy przesyłać sobie wiadomości, gadać bezkarnie, za darmo na SKYPE godzinami. Bogdan cię wszystkiego nauczy, tylko przestań ględzić, że ci komputer niepotrzebny, bo się na nim napracowałaś w pracy.Komputer w pracy i w domu to dwie różne bajki. Już rozmawiałam z nim o tym, kupi ci laptopa i wszystkiego nauczy. I nim doczłapiemy  się do mola, chcę wiedzieć jaką podjęłaś decyzję- wracasz z nami czy płyniesz z Bogdanem? Bo my z Wojtkiem chcemy wyjechać z Polski i wyjedziemy, tyle tylko, że nie teraz-zaraz. Elę z lekka zatkało, a Wera skierowała się ku wyjściu z plaży. Wera podała Eli paczkę chusteczek- w jedną wydmuchaj nos, a resztą osusz i oczyść stopy. I sama zajęła się swoimi stopami nie patrząc na Elę. Gdy już obie doprowadziły się do porządku Ela cicho powiedziała- przepraszam cię, jestem idiotka. I histeryczka- dodała Wera. I histeryczka- jak echo powtórzyła Ela. Ale, proszę, nie mów nic Bogdanowi, dobrze? No jasne, że nic nie powiem, ale przyrzeknij, że nauczysz się porządnej obsługi komputera. I jeszcze raz oczyść nos, bo jeszcze tam pełno. I już nie rycz, dobrze?  

Bez trudu znalazły swych mężczyzn w  kawiarni, zamówiły dla siebie po kawie i szarlotce. Ela pomiędzy jednym a drugim kęsem szarlotki zapytała się Bogdana, czy nauczy ją obsługi komputera tak  by mogła mieć kontakt z Werą. No jasne skarbie, masz to jak w banku! Nawet  zgrabnego laptopa ci kupię. Gdy tylko przyjedziemy na miejsce. A pod stołem delikatnie trącił Werę kolanem, co Wera skwitowała  dyskretnym uśmiechem. Bogdan poprosił, żeby dziewczyny zajrzały do swoich tajemniczych zawiniątek. Każda z nich otrzymała bursztynową różę na srebrnej łodyżce z jednym srebrnym listkiem. Obie były zachwycone. A od Wojtka i Wery Bogdan i Ela  dostali wypalony w glinie w postaci płaskorzeźby widok warszawskiego Starego Miasta oraz dwie srebrne zawieszki - ozdobne litery E i B, już ze srebrnymi łańcuszkami, więc zaraz je zawiesili na swych szyjach.

W poniedziałkowy ranek nie było niemal końca  uściskom i całusom. Przed Werą i Wojtkiem było tylko kilka  godzin jazdy do domu, przed Bogdanem i Elą 18  godzin podróży przez Bałtyk.

                                                                           Epilog

W dwa lata później, tak jak planował, Bogdan  zakupił "posiadłość" w południowej Skanii - dwa domy, większy i mniejszy. W większym, dużym, parterowym domu, mieszkali razem z Wojtkami, mniejszy był wynajmowany turystom. Ela przeszła dość poważną operację ortopedyczną, ale zniosła ją dobrze i stosunkowo szybko wróciła do pełnej sprawności. Rozwód z Jasiem dostała po 8 miesiącach od przyjazdu do Szwecji. Ślub z Bogdanem wzięli w Polsce, Wera i Wojtek byli świadkami. Bogdana ten ślub w jakiś sposób odmłodził - już przed ślubem zaczął dbać o dietę, zrzucił stopniowo sporo kilogramów i w żaden sposób nie wyglądał na swoje lata. Gdy przeszedł na emeryturę i byli już na miejscu Wojtek z Werą często wyjeżdżali by poznawać inne zakątki Szwecji, między innymi Gotlandię. Przez moment mieli nawet zamiar by osiedlić się na Bornholmie, ale pozostali wierni  Płd. Skanii.

                                                                            koniec