poniedziałek, 19 września 2022

Trudny wybór - 110

Na początku grudnia Emil, który  był  w pracy,  dostał od Adeli sms o treści : dziecko nam  się postarzało - dziś wyciągnęła rączki do .......smoczka. I wydaje z  siebie  samogłoski- mówi "a". Poza tym jest wrednie na  dworze, więc dziś posiedzę z nią  w domu. Bardzo krótko spała po karmieniu. W dwie godziny potem Emil zameldował się w domu. 

Wpadłeś na chwilę? Zapomniałeś czegoś? - zarzuciła go pytaniami Adela. No nie, ale pomyślałem, że może zawoła "tata", więc przyjechałem. Prawie  nikogo w biurze nie ma, chyba wszyscy ganiają za prezentami pod  choinkę. Masz pozdrówki od  cudnego Zdzisia i od Bronka. I ten krzywogęby z waszego pionu cię pozdrawia. W niektórych działach jakieś imprezki, z okazji Barbary. Strasznie  nie lubię gdy pada  deszcz  ze śniegiem, jest paskudnie. 

No właśnie, a my planowałyśmy z Helenką i tatą wyjście na zakupy do naszego pasażu. Tatę byśmy zostawiły z  dzieckiem pod  sklepem, a same zrobiły zakupy. No to napisz mi co kupić, Helenka niech też zrobi listę i pojadę  sam albo z tatą. Adela zatelefonowała  do rodziców, propozycja została przyjęta z entuzjazmem, więc Adela zrobiła listę zakupów. W dwie godziny później  obaj panowie byli z powrotem.  Poza zakupami w L'Eclercu  byli też na  bazarze i zapisali  się na wędliny "domowe", czyli z prywatnej masarni, zamówili dwa indyki, jak i  zapisali  się na świeże łososie, wędzonego węgorza i pstrągi.

Akurat gdy panowie wrócili z zakupów Milenka zaczęła tłumaczyć otoczeniu, że ma  bardzo pusto w brzuszku i  koniecznie  należy brzuszek napełnić. Emil w błyskawicznym tempie pochował zakupy, umył ręce i wyjął małą z łóżeczka, by podać ją Adeli, ktora mościła  się wygodnie w fotelu. W nagrodę obejrzał bezzębne  dziąsełka  Milenki , bo się  do ukochanego taty dziecko uśmiechnęło i wydało z siebie  bliżej nieokreślony dźwięk i nieomal z westchnieniem przyssało się do piersi Adeli. Najzabawniejsze, bo cały  czas trzymała w rączce mały palec Emila, który nie  chciał dziecku robić przykrości wyjmując go  z jej rączki i ponad dziesięć minut spędził kucając obok fotela Adeli. Emil wpatrywał się z zachwytem w Milenę, a Adela wodziła  oczami od córeczki do męża, myśląc o tym, że jest naprawdę szczęściarą. Zmiana piersi przeszła bez protestu, natomiast odłączenie od  drugiej wcale  się małej nie spodobało. Może jest jeszcze  głodna- podejrzewał Emil.  Nie, już nie  ssała tylko sobie dziąsła na mnie ćwiczyła. Do ćwiczenia dziąseł i  zgryzu ma  dziecko smoczek, a nie moje brodawki. Przecież mnie to cholernie  boli- nie ma zębów ale dziąsła nie są miękkie. To przecież kość! 

Tym razem Milenka  wylądowała na ramieniu taty, który jej tłumaczył, że nie można gryźć mamusi, bo ją to boli. Gdy dziecku "odbiło się" po jedzeniu Adela powiedziała - gdybym nie wiedziała, że to ona, to mogłabym pomyśleć, że tu jakiś stary pijak czknął. Muszę ją jeszcze przewinąć, bo mleko działa moczopędnie. Milenka była  wyraźnie w dobrym nastroju i koniecznie  chciała tatę pogłaskać po oku, a może raczej wsadzić mu paluszki w oko. Po przewinięciu Emil ułożył małą w łóżeczku, włożył dziecku  smoczek  do buźki, pogłaskał chwilę po główce a tak dokładnie ruchem okrężnym po skroni i Milenka odpłynęła w objęcia Morfeusza.

Głodna jestem- stwierdziła Adela- włącz podsłuch i idziemy do kuchni. Zróbmy jakąś chińszczyznę, mam zamrożone warzywka, rozmrozimy je w mikrofali i zaraz pokroję ugotowaną pierś z kurczaka i wrzucę na wrzątek makaron ryżowy. W niecałe dziesięć minut później w  woku było gotowe danie. Nie ma to jak  wok i chińskie żarciuszko w polskim wydaniu - stwierdziła Adela. Wiesz kochanie, musimy porozmawiać o świętach.

Wymyśliłam, że wigilijną kolację "w  stylu  wolnym" spędzimy z rodzicami i Milenką. Nie mam bladego pojęcia, czy zobaczymy się w te  święta z Arkiem i Stasią. Milenka jest jeszcze  trochę za mała na dwóch chłopców a i dla nich takie święta przy  stole to żadna  frajda. Poza  tym to się boję by chłopcy mieli kontakt z małą, licho wie jakie tam choroby w szkole i przedszkolu krążą.  Stasia mi mówiła, że jest plan, że w wigilię ona z Arkiem i być może z  chłopcami pojadą do Arka mamy, tam jest obiado-wigilia o godzinie piętnastej - pensjonariusze + rodziny. Bardzo możliwe, że nie  wezmą ze sobą chłopców. No a potem będą na wigilii u Stasi rodziców.

Pomyślałam, że może na popołudnie pierwszego dnia zaprosimy  obu zaprzyjaźnionych panów doktorów. Ale chciałabym, byś do każdego z nich już dziś zatelefonował i  zaprosił - oni też przecież zapewne mają jakieś zobowiązania a Michał to przecież może mieć jakiś wyznaczony poród na ten  dzień lub regularny dyżur. Nie  wiem jak Leszek Z., ale on to raczej pracuje  tylko w przychodni przyszpitalnej, która nie  działa w święta. Jest jeszcze sprawa z moimi rodzicami - moja matka raczej nie wie, że jest babcią a my obie z Helenką dostajemy gęsiej skórki na myśl o spotkaniu  z nimi. Powiedz mi co to za matka, która  znając mój numer telefonu od pobytu z nami w Nałęczowie  ani razu nie zainteresowała  się własną córką. Helenka z nią rozmawiała dość dawno i jedyne co moją matkę interesuje to dlaczego ja  sprzedałam  to mokotowskie mieszkanie zamiast je dać w prezencie rodzicom. Więcej się interesują mną rodzice Stasi niż moi.

Z rzeczy nieco tylko zabawniejszych - Irena ma złamaną nogę- podobno zleciała  ze schodów, bo jeden ze stopni był spróchniały i się załamał gdy na  nim stanęła i ona się z tych  schodów sturlała, łamiąc sobie  nogę w stawie skokowym. Jej męża nie było w tym czasie na  miejscu, bo podobno wyjechał dokądś tam, za granicę,  by zakupić nowe  sadzonki.  Co ciekawsze facet wyjechał dzień wcześniej,  więc zdaniem Arka to facet coś sklecił z tymi  schodami. Irena leży w szpitalu z nogą na  wyciągu i ponoć długo poleży. Minimum to podobno sześć tygodni bo tego  się teraz, w ramach  nowoczesności, nie wkłada w gips.  Arka zawiadomiła o  tym jakaś kuzynka Ireny, oczywiście na jej prośbę. Arek powiedział - Stasia  to słyszała na własne  uszy- że przykro mu, ale nic nie pomoże, bo ma żonę, dwoje  dzieci a na dodatek dzieci są na kwarantannie i on nie może w tym układzie jej odwiedzić w szpitalu.  A poza  tym to sprawy byłej,  chwilowej żony, wcale go nie interesują. I że będzie najlepiej, jeśli powiadomi o tym aktualnego męża Ireny. I jak na razie jest cisza. 

No to dziś zatelefonuję do naszych miłych lekarzy. Biedny Arek, ciągnie  się za nim ta Irena niczym  spaliny za samochodem.  Nie podejrzewałem, że ten dom po ojcu Ireny to taki zabytek, że ma jeszcze drewniane schody. W Milanówku mieliśmy normalne schody na piętro. Poręcz tylko była drewniana a tak dokładnie to metalowa, ale obłożona drewnem.

Adela roześmiała  się - w Piasecznie też były drewniane schody a do tego kręte i zastanawiałam  się czy mam pójść do toalety po tych strasznych  schodach, czy lepiej wytrzymać. Wiesz kochanie, gdy  się mała obudzi, to zainstalujemy jej trochę tych zabawek. Powinno się jej podobać. A tę pozytywkę z kołysanką to  chyba na wprost Milenki, żeby sobie  sama jej niechcący nie włączyła w nocy. 

Emil zatelefonował wpierw  do Michała, który stwierdził, że jest miło zaskoczony tym  zaproszeniem, bo już kilka osób ich zapraszało będąc jeszcze na porodówce i jak na  razie to tylko jedni podtrzymali zaproszenie, tyle  tylko, że oni nie  mieszkają w Warszawie a ponad 100 kilometrów od Warszawy, a Michał jednak wciąż jest zapracowany i ciężko mu się wyrwać na 2 lub  trzy dni. Emil oczywiście nie powiedział, że zaprasza też Leszka  Z. z osobą towarzyszącą. Niech mają niespodziankę. Oczywiście mieszkanie Michała ma lekki poślizg i zamiast być oddane 1 grudnia będzie oddane po świętach.  Emil pocieszył go, że blok, w którym oni mieszkają miał półroczne opóźnienie, na  szczęście ono ich nie  dotknęło, oni tu trafili gdy blok już  był niemal  cały  zasiedlony. Porozmawiali jeszcze  chwilę na temat trafienia  na ten  adres, pośmieli  się, że cały Ursynów jest pomylonym osiedlem pod względem adresowym i  zakończyli rozmowę.

Potem zatelefonował do drugiego lekarza. No świetnie, że  telefonujesz - odezwał się Leszek- właśnie  się zastanawiałem o której mam do was telefonować. Czyś ty chłopie  oszalał- jak możesz mi dawać taki drogi prezent!  Przecież to nie zegarek a nieomal komputer! No ale ty przecież umiesz  się posługiwać  komputerem - spokojnie stwierdził Emil. A prezent jest od trzech osób, powiedziałem ci przecież- od naszej wielbiącej  cię  trójki. Składkowy, od trzech osób- Milenki, Adeli i ode mnie.  No ale to nie jest ta chińska podróba tylko to jest produkcji europejskiej- nie odpuszczał Leszek. Leszku - Adelka nie uznaje badziewia chińskiego, ja też mam taki europejski, dostałem w ubiegłym roku od Adelki. Posłuchaj - oprócz ciebie będzie jeszcze Michał ze swoją żoną. Wiem, że się przyjaźnicie, więc sobie pozwoliłem zaprosić  was obu na jeden termin, oczywiście z tak zwanymi osobami towarzyszącymi. Jeżeli ci jego towarzystwo nie pasuje, to spotkamy się u nas innego dnia,  na przykład w drugi  dzień świąt. Oczywiście, że mi jego towarzystwo pasuje, tylko nie  wiem z którą żoną on  będzie, bo po rozwodzie to się miał nie żenić więcej.  Emil zaczął się  śmiać- ja też się  miałem nie żenić, Adela nie miała pociągu do niemowląt, potem stwierdziła, że nie będzie karmić i patrz  co  się narobiło.  Czas i okoliczności mają duży  wpływ na człowieka. Leszku- zapisz  sobie  adres- po prostu wjedź w Herbsta i ten adres Dembowskiego jest po lewej stronie Herbsta ze 200m od  rogu z KEN. Klatka A. Od ciebie to zawsze jeździmy Jastrzębowskiego i wjeżdżamy wtedy prosto na Herbsta.To są tyły lekarskiej przychodni specjalistycznej nefrologicznej i urologicznej. Zaparkuj gdzieś na Herbsta, pod  blokiem nie wolno parkować. My mamy miejsce do parkowania 1 km od  domu.  A co będzie jeśli przyjdę sam?  Będziesz musiał wtedy tańczyć z Milenką na rękach - śmiał się Emil. Ale nie martw się, tańców nie będzie. Jedno jest pewne- nie umrzesz  z przejedzenia a jedzenie będzie uwzględniało fakt, że  tylko Adela karmi piersią.  A ty wiesz, że mała już wydaje  z  siebie samogłoski? Ale tata jeszcze  nie mówi, jestem nieco rozczarowany. 

No popatrz Maleństwo - jak  się zdenerwował Z., że dostaje porządny zegarek a nie chiński produkt. No to nic dziwnego, że twój ulubiony gin tak długo  zawsze siedzi w gabinecie - zapewne  nikt  na niego  nie  czeka  w domu. A może on wcale nie ma  domu, skoro jest po rozwodzie? To się bardzo często przecież zdarza- zauważyła Adela. Na ogół wtedy wspólne  mieszkanie opuszcza  facet, zwłaszcza wtedy, gdy jest dziecko. Wtedy wielu  z tych lekarzy wyjeżdża za granicę, na kontrakt, żeby zarobić  na  mieszkanie dla siebie. Mówił o tym Kamil- on dlatego jechał na  zbiorowy, bo wtedy było jakoś lżej z tym zabezpieczeniem środków dla dzieci. Po prostu na  zbiorowym kontrakcie  ludzie nie mieli osobistego kontaktu tam  na miejscu z kontrahentami.

Milek, spójrz na  zegarek - już trzy i pół godziny minęły od ostatniego karmienia. Zaraz pewnie  zacznie  ćwierkać. Przygotuję sobie   gaziki. A jak zacznie marudzić to wsłuchaj  się dobrze, jakie  wydaje  z  siebie odgłosy.   I zwróć uwagę jak wygina tułów, niczym tancerka. Słodka jest. W kilka  minut potem Milenka zaczęła popiskiwać. Gdy Emil  się nad nią pochylił na moment ucichła i głośno już nadała-eeeee. Emil uniósł ją w górę, i położył na Adeli kolanach, delikatnie potem podsuwając dziecko do piersi mamy. Adela wpierw dostała mała piąstką cios w pierś ,a potem wygłodniała dziecina zacisnęła  swe bezzębne dziąsła na jej brodawce i dopiero wtedy postanowiła  ssać. Jak  będziesz mnie  smarkulo tak  gryzła, to cię będę karmiła przez  smoczek - pogroziła jej Adela.

                                                                            c.d.n.





sobota, 17 września 2022

Trudny wybór - 109

Kontrolna wizyta u doktora Z. była  baaardzo nietypowa. Przy biurku  pani recepcjonistki siedział doktor Z. i przeglądał karty pacjentek.  Emil w  związku  z tym postawił nosidło na biurku mówiąc - dziś masz dwie pacjentki. Doktor Z. patrzył z uśmiechem na śpiącą Milenkę i powiedział- śliczny jest ten zadatek na moją pacjentkę. I wreszcie  wygląda jak dziecko a nie jak lalka. 

To ty sobie Emilu posiedź z dzieciątkiem  w gabinecie przy moim biurku,  Adelka pójdzie się przygotować do przeglądu, to zawsze trochę trwa, więc sobie pogadamy.  Gdy nosidło z małą wylądowało na kolejnym  biurku Adela delikatnie zdjęła jej czapeczkę, zdjęła  z niej kocyk i rozpięła kombinezonik. Ojej, to już spora panienka z niej  się zrobiła- zachwycał  się Z. I, tak na  moje oko, to się robi teraz bardziej podobna  do Emila. No i bardzo dobrze - powiedziała Adela. Zawsze dziewczynki są  bardziej podobne do ojców  niż do matek. Gdy kiedyś nas odwiedzisz i zobaczysz zdjęcia rodzinne, to zobaczysz, że Emil  w dzieciństwie też  był szalenie  podobny do  swojej mamy. To potem jakimś cudem robi się wypadkowa i  uroda się zmienia.

Gdy Adela już "wylądowała" na fotelu lekarz zapytał się czy po porodzie była oglądana czy tylko "macana". Nie, nie było wziernikowania, bo jeszcze krwawiłam. No to teraz  cię oglądnę przez  szkło powiększające czy wszystko jest w porządku, a potem sprawdzę palpacyjnie. A masz  jakieś plamienia? Nie, już nie. No i nie miesiączkuję. No, to normalne przy  karmieniu, ale to nie oznacza, że nie jesteś zdolna do zapłodnienia.  Sporo kobiet jest w tym okresie płodnych, chociaż nie  miesiączkują. I całkiem sporo karmi jeszcze pierwsze  dziecko gdy już są w dobrze "zadomowionej " następnej ciąży. Niektóre to karmią to pierwsze do samego porodu drugiego dziecka. No fajnie jest, nic w czasie porodu nie potrzaskało,  wszystko jest w bardzo dobrym stanie. Możesz się już ubrać i porozmawiamy sobie w trójkę o antykoncepcji.

Gdy wróciła  Z. powiedział - wszystko  po tym porodzie (chociaż był nieco niezwykły, jak  powiedział Michał) jest w porządku. W związku  z tym chcę  zaproponować Adeli wszczepienie podskórnego implantu antykoncepcyjnego. Daje ochronę pięcioletnią, a - co najważniejsze  z punktu widzenia  rozwoju tej cudnej maleńkiej panienki- pozwala na jej karmienie.  Zaletą jest to, że  wszczepienie implantu  nie jest skomplikowanym zabiegiem, usunięcie go również nie. 

Emil mi powiedział, że chcesz przestać karmić ją piersią gdy skończy pół roku - podejrzewam, że w  iluś procentach decyzja ta wynikła z tego, żebyście nie byli zbyt długo pozbawieni seksu. Prawdę mówiąc to ty szalenie o Emila dbasz. Z tego co widzę to nie jesteś oszałamiającą producentką pokarmu, a gdy  zaczniesz jej podawać posiłki uzupełniające to nadprodukcji pokarmu też nie będzie. Dzięki temu implantowi będziesz  mogła zaopatrywać  maleńką w dobry pokarm i jednocześnie cieszyć się seksem. Urodziłaś małą  dziecinkę, nie ważyła nawet 3 kilogramów i ten poród nie  zdewastował cię. Nic  nie popękało, szyjka cała i  zdrowa  i nadal używam do obejrzenia cię wziernika jak dla  dziewicy. Ponieważ jeszcze  nie miesiączkujesz to po wszczepieniu przez pierwsze dwa tygodnie musisz  się wspomóc antykoncepcją barierową- czyli gumką, jeśli będziecie chcieli spróbować seksu.  Koszt - implant + wszczepienie to 1000 złotych polskich- podobno to  drogo, ale jest to równowartość wykupywania przez te 5 lat dobrych tabletek antykoncepcyjnych.  Możemy to zrobić w moim gabinecie albo w którejś przychodni prywatnej. Implant jest wielkości zwykłej zapałki. Wszczepiany jest po miejscowym znieczuleniu. Będziesz  miała  założony opatrunek. Podobno  dobrze jest  z nim pochodzić  tydzień, żeby się implant dobrze  zadomowił.  I nie patrz się na  Emila, to twój organizm, twoje ramię, twoja ochrona.  

Adela uśmiechnęła  się - no co ja  zrobię, nie umiem czegoś co w istocie dotyczy nas obojga uzgadniać samej- oczywiście, jak najbardziej zgadzam się na taki implant i pasuje mi, żeby go tu u ciebie wszczepić. Ale powiedz  mi jeszcze jaka jest jego skuteczność działania?  99,5 %. Najskuteczniejszy środek na  rynku środków antykoncepcyjnych i daje  nikły procent nietolerancji. No a ty nie jesteś alergiczką. Nie masz  też podwyższonego krzepnięcia  krwi.

No to ja mam jeszcze jedno pytanie - mogą go stosować i te, które nie karmią a łykają normalne tabletki? No oczywiście, mogą,  zamiast tabletek. Adela  zaśmiała  się - to pewnie jeszcze jedna z twoich pacjentek będzie  chętna, bo o ile wiem,  nie jest  alergiczką.  Z. zmarszczył czoło - stara stażem pacjentka?  Nie, dość  świeża, w  wieku Emila. Przyjaciółka  moja, a jej pan małżonek jest naszym przyjacielem, ma dwóch synków 7 i 4 lata. I imię "od męskiego". Z. sięgnął do swojej kartoteki. Po chwili powiedział - pani Stasia. Pasuje na  twoją przyjaciółkę. Wrażliwa bardzo i też zakochana w  swoim mężu.

A mógłbyś mi powiedzieć, dlaczego Michał  uznał że poród był niezwykły? No bo nie płakałaś,  nie było wzywania  Boga na pomoc, a ty i Emil  nie  spuszczaliście  z siebie  oczu. I żadna z pacjentek nie  zrobiła  tam tylu kilometrów  co ty i jeszcze  żadna nie rodziła w takiej dziwnej pozycji, wpół leżąc na jednym pośladku z jedną  nogą pod pachą wpierw męża a potem lekarza.

W takim razie ja się skontaktuję z takim jednym co ci wszyje implant i na kilka dni wcześniej albo zatelefonuję do Emila albo pchnę maila. Możesz też do mnie  zadzwonić lub napisać- nie mogę, nie mam twoich namiarów - nazwiska z telefonami i wszelkimi adresami ma w sejfie recepcjonistka. To są wrażliwe dane. Zobacz sama co jest w kartotece. No faktycznie - stwierdziła Adela- ubogo. Ale to dobry pomysł. Wyciągnęła z torebki swoją wizytówkę i podała Z.  A Emil sięgnął do kieszeni kamizelki i podał Z. nieduże etui mówiąc - a to jest dla ciebie od naszej zauroczonej tobą trójki. No to lecimy, bo jeszcze  trochę a będzie Milenka głodna. Tylko ostrożnie otwieraj, żeby nie wybuchło.  I szybko opuścili  jego gabinet.

Gdy Emil już zainstalował Milenkę w foteliku  Adela zapytała  się go - a coś ty mu dał w tym pudełku? Drobiazg, taki zegarek mądrzejszy od  człowieka. Dostaliśmy z ojcem po takim zegarku w Zurichu od Banku. Był bez dedykacji, a ja już mam przecież taki zegarek od  Ciebie. Z. to porządny facet i dobrze  się wywiązał kierując nas  do Michała na poród.  Michał też dostał taki zegarek, bo ojciec  swojego  nie chciał- więcej kłopotu z tym  zegarkiem niż pożytku z niego- jak  mi powiedział. Tata to musi mieć  zegarek z normalnymi cyferkami, ozdobnymi wskazówkami, no wiesz, nie jest mu potrzebna informacja  ani o pogodzie  ani o tym ile kroków przeszedł ani jakie ma  ciśnienie. Dał mi go gdy tylko wyszliśmy z banku.

Ogromnie  się cieszę, że wszystko po tym porodzie jest w porządku. I wcale mnie  nie przeraża kwota tysiąca złotych  za wszczepienie tego implantu - żeby tylko cię nie bolało potem ramionko. Wpierw wstawię do domu ciebie i Milenkę i wtedy odstawię samochód na parking. Dasz  sobie radę sama gdy ci ją wstawię do domu? Oczywiście kochanie, żaden problem.

Gdy Emil wrócił Adela była  w trakcie karmienia. Przygotował wszystko do przewinięcia małej i z zachwytem przypatrywał się obu swoim "dziewczynom" potem w trakcie przewijania przepytywał się co ma przygotować Adeli do jedzenia. Okazało się, że wystarczy wstawić do mikrofali paellę, którą w ciągu dnia zrobiła Adela.

W czasie kolacji Emil  stwierdził, że od chwili pierwszego spotkania Adeli dzieją  się wokół niego same niezwykłe rzeczy. No bo zakochał się szaleńczo w Adeli, tata się zmienił odkąd oni są razem, tata się ożenił, pozbyli  się Milanówka, po raz  pierwszy chodził po Tatrach,  był przy porodzie ich córeńki i po raz pierwszy w życiu omawiał  swe życie intymne z lekarzem i własną partnerką w taki  zwykły  sposób, jakby rozmawiali o pogodzie. 

Bo to przecież są normalne  sprawy - to że razem omawiamy sposób  antykoncepcji to według mnie jest  całkiem logiczne stwierdziła  Adela - on jest ginekologiem, więc kwestia antykoncepcji do niego  wszak  należy. Musi omówić to z pacjentką, a przekonał się, że wiele kobiet wie o tym równie  wiele  jak o  życiu w Kosmosie i potem wyplatają głupoty. On wie, że ja  go lubię i szanuję jego  wiedzę i takt. Poza tym, jak sam wiesz, potrafię być "bezpłciowa" i lekarzy nie traktuję jak facetów z którymi można poflirtować. Wiem, że jeden z moich kolegów  z podstawówki jest lekarzem, ale on już dawno nie  mieszka  w Polsce, studia robił chyba w Austrii. I podobno jest teraz w Kanadzie, ale ożenił  się  ze  swoją  dziewczyną, z którą byli parą od podstawówki. 

Emil roześmiał się - oj  to strasznie  wcześnie  zaczynali - gdy ja  byłem w podstawówce to dziewczyny interesowały  mnie  jeszcze  mniej  niż to, czego nas uczono w  szkole, bo w domu zadbano o  to bym  się  nudził w  szkole jak mops. Poszedłem  do  szkoły już z umiejętnością  czytania i pisania, oni  się mordowali z  "Ala ma  kota" a ja już sobie  sam czytałem bajki. I nudziłem się w  szkole  niczym pies  w studni. Potem oni się uczyli początków fizyki a  ja  z tatą naprawiałem instalację elektryczną w  domu.  No, instalacji elektrycznej  to nie  naprawiałam, ale umiałam wymienić  spiralę w maszynce  elektrycznej, naprawić wtyczkę i naprawdę  dobrze  zaizolować przewody. Naumiałam się  wszystkiego od fachowców, których ojciec wzywał niemal do  wszystkiego, bo  sam to miał  dwie lewe rączki. A oni  mnie  nie odganiali i czasem co uprzejmiejszy to jeszcze  mi  coś tłumaczył - powiedziała  Adela. Do dziś nie wiem - czy ojciec naprawdę tego  nie potrafił  zrobić czy  mu  się tak cholernie  nie  chciało tego robić? A może jedno i drugie.

Muszę dziś pomyśleć o tegorocznych świętach Nie dlatego, że jestem jakąś maniaczką świąt. Wiadomo, że na pewno będą u nas i że z twoimi rodzicami.  Oni stwierdzili, że zrobimy je  w naszym  mieszkaniu,  żeby Milenka  była w znanym  sobie otoczeniu. Helenka  stwierdziła,  że  wszystko naszykują u siebie,  a potem to przetransportują do nas. Obiecałam Michałowi, że gdy Milenka wyjdzie z wieku wczesno niemowlęcego zaproszę go do nas z żoną. Oni nie mają rodziny w Warszawie i odniosłam wrażenie, że są w marnych stosunkach ze  swoimi rodzinami. A na dodatek to odbiór mieszkania ma być na początku grudnia, ale nie jest przecież wykluczone, że im  się to przesunie w czasie. Przecież ten  nasz budynek to miał być zasiedlany kilka  miesięcy wcześniej, tylko jakoś im  nie wyszło. I mam wrażenie, że Z. ma też jakieś "zawirowania" rodzinne, chyba się rozwodzi albo już się rozwiódł.  Jak mówił Michał, małżeństwa lekarzy tej specjalności często się rozpadają. Ale ja mam wrażenie, że równie często rozpadają  się małżeństwa lekarzy i innych specjalności. To cholernie trudny zawód, lata wyczerpujących  studiów a potem bardzo odpowiedzialnej pracy, mocno stresującej, którą gdzieś trzeba odreagować. 

Rozmawiałam kiedyś bardzo serdecznie i szczerze  z  żoną jednego z moich szefów - stwierdziła, że bardzo trudno być żoną faceta, który pełni jakąś bardzo odpowiedzialną funkcję, bo on przecież gdzieś musi odreagować swój stres po całym dniu intensywnej pracy i wtedy trzeba naprawdę bardzo faceta kochać by to znosić latami dzień po dniu. I trzeba być żoną "w starym  stylu" a nie tą nowoczesną, podkreślającą, że jej praca w księgowości lub pichcenie w domowej kuchni są tak samo ważne jak jego problemy zawodowe. I sądzę, że tak samo jest i w innych małżeństwach. Może wszyscy za dużo pracujemy opętani wizją jakiegoś ogromnego sukcesu zawodowego, który ma nam przynieść satysfakcję.  A może jest i tak, że ludzie, nawet  gdy żyją pod jednym  dachem zbyt mało wiedzą nie tylko o swoim partnerze ale i też sami o sobie?  Zabawne, odkryłam, że jakoś  wcale mi nie  brak pracy, że obserwowanie Milenki dzień po  dniu daje mi wiele radości i satysfakcji i raczej te trzy lata wychowawczego nie sprawią tego, że nagle zgłupieję i wyleci mi z głowy to wszystko, czego się dotychczas nauczyłam. Nie jestem wymordowana pracą, zastanawiam się co będę robić w tym czasie opieki nad  nią - mogę się jeszcze czegoś pouczyć bez najmniejszej szkody dla dziecka.  Emil przytulił ją mówiąc- uwielbiam  cię!!! Poprę każdy twój  pomysł!!!- o ile nie będzie to porzucenie mnie!!!

                                                                         c.d.n.





czwartek, 15 września 2022

Trudny wybór - 108

 Późnym wieczorem Adela  dostała sms od Arka- "przepraszam, ale mamy lekkie  zawirowania- w szkole u Wojtusia jakaś epidemia albo nawet i dwie-  podejrzenie jest w kierunku  żółtaczki typu A ta druga to jakaś  ospa wietrzna. Nawet nie  wiedziałem, że jest taka  choroba. Więc się nie  zobaczymy. Nasi na  razie  zdrowi, Stasia  wzięła zwolnienie  na opiekę. Mamy nadzieję, że nas i rodziców niczym  nie zainfekowali. Wiadoma ci osoba  nęka  mnie telefonami, ale nie odbieram. Zatelefonuję do was jutro". Adela pokazała Emilowi  tę wiadomość mówiąc - małe  dzieci mały kłopot, większe  dzieci- większy kłopot. 

No ale przecież dzieciaki są szczepione przeciwko żółtaczce- zdziwił  się Emil. Tak, są, ale żółtaczka jest niestety  w kilku odmianach, "A" to jest pokarmowa, a maluszki miały podany antygen typu "B". Jest jeszcze typ "C". Ale na "C" jeszcze nie ma  szczepionki. Po prostu trzeba  bardzo przestrzegać higieny. Można  tylko mieć nadzieję, że ten wirus nie będzie  aż tak ambitny by zaliczyć wszystkie litery alfabetu. Muszę w tym momencie pochwalić  swoją matkę - od pierwszej klasy słyszałam, że nie  wolno dawać koleżankom  "gryza" ze  swojej kanapki - można odłamać i dać kawałek, ale nie wolno od nikogo "brać  gryza"  ani komuś  dawać ugryźć swoją. I żadnego całowania  się z koleżankami. W usta zwłaszcza.

Popatrz, taki ładny i ciepły jest tegoroczny listopad, może się  jutro wybierzemy gdzieś z rodzicami? Zabawne, ale trochę mi żal, że nie ma już tego sadu. Często wspominam ten nasz piknik  w sadzie i to jak tata witał  się  z drzewami. Kocham twego tatę. Maleństwo, tata też  cię kocha, jesteś  od początku jego ukochaną  córeczką. Zaraz podeślę mu sms z propozycją na jutro, jak znam życie to oglądają jeszcze TV.

Odpowiedź przyszła  natychmiast - oczywiście, bardzo, bardzo chętnie, proponuję Konstancin i weźmiemy stołeczki turystyczne, bo tam ławek mało. Myślę, że około10,00 dacie  radę?  Tak, Milenka  je o 9,00, więc damy radę - odpowiedział Emil.

Oooo, coś  mnie ostatnio skleroza tłucze- mamy termin u doktora Z. Zobacz co mi napisał - i wyszukał w korespondencji mailowej wiadomość- "przywieź ze sobą obie  swoje dziewczyny , starszą zbadam a młodszą oczy nacieszę. W gabinecie jak  w domu, w razie  czego można  małą  nakarmić i przewinąć. Kawę też mogę zrobić."

W weekend nadal była świetna pogoda i nawet całkiem  ciepło. Okazało się, że rodzice ostatnio kupili nowe  stołeczki turystyczne, które po złożeniu wyglądały jak parasolki i do nich była wygodna torba na dwóch dobrze się toczących kółkach. Pojechali w dwa  samochody i Adela zdecydowała, że wezmą jednak głęboki wózek, a mała  będzie już w  ciepłym śpiworku. Na firmowym materacyku Adela położyła śnieżno białą, mięciutką  jagnięcą skórę. Dwie takie nadesłali w prezencie "zakopiańczycy". Odpowiednio ułożone i spięte wg dołączonej instrukcji tworzyły coś na podobieństwo becika. Był to pomysł koleżanki Linki i Tomka. Oczywiście Emil od razu, gdy tylko przyjechali do Konstancina, zrobił kilka  zdjęć "dokumentalnych", które zaraz,  wraz  pozdrowieniami i uściskami zostały wysłane do Zakopanego. A Emil dostał od Tomka taki liścik - "te małe kobiety wprawdzie bardzo mocno wchodzą nam w skórę, ale trzeba  przyznać, że rodzą śliczne  córeczki. Pomyślcie  kiedy do nas przyjedziecie".

Tym razem, chociaż pogoda naprawdę była świetna, w Parku Zdrojowym było niemal pusto, tylko  kilka osób obchodziło dookoła tężnię, bo za obchodzenie jej dookoła nie trzeba  było płacić. Adela i Emil też  zrobili dwie rundki a w tym czasie Piotr z Heleną  spacerowali w pobliżu z Milenką. Najedzona Milenka  spała niczym przysłowiowy suseł w porze  zimowego snu.  Potem rozsiedli się na "łące", na której zawsze było pełno matek z małymi, wrzeszczącymi i biegającymi  dziećmi, a dziś było.....pusto. No może nie  całkiem, bo było sporo wiewiórek, które bardzo blisko przybiegały do nich, wyraźnie oczekując jakiejś przekąski. Nad  Milenką rozwinięto moskitierę i zrobiono wentylację budki.

Wiecie co, za niedługo będą pierwsze święta Milenki. W ramach świąt dostanie pierwsze uzupełniające "papu", czyli pierwszą marchewkową zupkę. Pomyślałam sobie, że nim dam jej taką marchwiankę to sama się nią opcham na fula, bo to będzie  miało jednak oddźwięk w moim pokarmie. Jak na razie to moja kuchnia w moim pokarmie nie  szkodzi jej i  chyba smakuje. Zabawne, ale dopiero gdy się karmi dziecko piersią sprawdza  się porzekadło, że jesteś tym  co jesz.

Adelko, a kiedy wracasz do pracy?-spytał Piotr. Podjęliśmy decyzję, że Adelka weźmie trzyletni urlop wychowawczy- odpowiedział Emil, nim Adela zdążyła otworzyć usta  by odpowiedzieć. Przyznam się bez  bicia- nie chcę by Milenka hodowała  się w żłobku. Was też nie chcę obciążać opieką nad nią, chociaż wiem, że nie odmówilibyście pomocy. Moja pensja nam wystarczy w  zupełności, zresztą jak wiesz tato, mam na ten czas odłożone środki. Na pewno nie jeden raz w tym czasie poprosimy was o jakąś chwilową pomoc, ale nie wrzucimy jej wam na głowę do stałej opieki. Im starsza będzie Milenka tym więcej będzie spędzać czasu i z wami i z nami. Nauczymy ją, że może mieć do was takie  samo zaufanie jak do nas. Kochamy was oboje bardzo mocno i nauczymy Milenkę by i ona  was tak samo mocno kochała jak nas. Zresztą coś mi się widzi, że to będzie taka sama przylepa jak  my oboje.  Uznała, że  zasypianie na mnie to fajna  sprawa. I bardzo sobie ceni głaskanie po buźce i główce. Gdy się ją odkłada do łóżeczka to trzeba  chwilę poświęcić na pogłaskanie. Najchętniej bym z nią siedział cały czas zamiast jeździć do pracy. No i całuski w brzuszek lubi - dodała Adela. Jest coraz fajniejsza. Już nawet zakupy robię po pracy by w weekend być więcej z nią - stwierdził Emil. Kąpiółki też lubi. A wy ją kąpiecie  codziennie?- spytała  Helena. A skąd - raz na tydzień. Pupinę myjemy przy każdym przewijaniu a ona się  nie poci. W bardziej cywilizowanych krajach uznano, że  wcale  nie jest dla  dziecka zdrowa codzienna kąpiel.  Adela ją przyzwyczaiła do muzyki - słucha oczywiście w sposób nieświadomy, a my po prostu w ten sposób niwelujemy różne dziwne odgłosy wielorodzinnego bloku.  Ona już urosła 10 cm, nareszcie ta wyprawka niemowlęca zaczyna  być dla niej dobra na  wielkość.

Synku, przecież z  zakupami dla was to sprawa prosta-  robimy dla nas to i dla was możemy, tylko zapiszcie co wam kupić. Dla nas to rozrywka a i świadomość, że możemy jeszcze być przydatni - stwierdził Piotr. Bo tak dokładnie to i wy i  my kupujemy raczej to samo.

A ja odkryłam w czasie spacerów z Milenką, że my tu niedaleko mamy całkiem nieźle zaopatrzone sklepy spożywcze , ale nie chcę Milenki brać do sklepu, więc mogłabym wykorzystać któreś z was do zostania z Milenką przed sklepem. Może jestem histeryczką ale boję  się zostawić dziecko w  wózku przed  sklepem. Nie jesteś histeryczką tylko masz  dobrze w głowie - stwierdził Piotr. Nie powinno  się zostawiać  dziecka samego w wózku przed sklepem. Świrów wciąż nie brak.  No to nie ma problemu, a gdzie te  sklepy? No tu, w Pasażu Ursynowskim, na tyłach KEN w  stronę Ratusza. Dźwigać też nie będziemy, bo mam przecież kosz na  zakupy i tu dużo przecież się zmieści. Mam też  taką torbę dopasowaną wielkością do niego.

A co u Arka i Stasi?- spytała Helena. Oj- nie  za dobrze, bo w  szkole Pawełka jakaś zaraza panuje, a może nawet dwie. Tylko tyle na razie  wiemy. A nie jest to wesołe, bo podobno to żółtaczka pokarmowa a i coś Arek nadmieniał o ospie  wietrznej. Więc Stasia wzięła zwolnienie na opiekę, bo jak na  razie to im szkołę, albo tylko tę klasę zamknęli.  Dziś pod wieczór do nich zadzwonię - sama jestem  ciekawa jak tam wygląda  sytuacja.

Ciociu, a czy moi rodzice wiedzą, że zostali dziadkami? Chyba nie, bo gdy ostatni raz rozmawiałam z twoją matką to doszłam do  wniosku, że z niej taka sama dobra  siostra jak i matka. Znów się przyczepiła do tego, że sprzedałaś mokotowskie mieszkanie  zamiast się z nią zamienić. Przypomniałam jej tylko, że to było przedtem moje  mieszkanie, które ja wykupiłam od  miasta,  a ty kupiłaś je ode mnie. Ona  żyje  w jakimś urojonym świecie, nadal nie  dotarło do niej, że jej mieszkania  nie można  sprzedać, bo nie jest wykupione od  miasta. Powiedziałam jej, że może pójść do banku i dowiedzieć się,  czy udzieli im bank kredytu. Na to ona  mi mówi, żebym jej to załatwiła. Ręce opadają. Jedno ma  zapewnione - na pewno nie  spędzimy razem tegorocznych  świąt. Nie mam ochoty robić  dobrej miny do złej  gry. Oj, no to odetchnęłam - stwierdziła Adela. Bo chociaż mam niezłą wyobraźnię to jakoś nijak nie mogłam sobie wyobrazić tegorocznych  świąt razem z nimi. Mamy z Emilem przecież cudowną córeńkę a od matki pewnie bym zaraz usłyszała, że na co komu córka i że będzie taką samą nieudacznicą jak ja. Chcę  się cieszyć świętami tylko z  wami! 

No to masz to zapewnione córeczko - powiedział Piotr. Święta my zrobimy w  waszym mieszkaniu, żeby Milenka była  cały czas w  znajomym otoczeniu. Tyle  tylko, że nie  dostaniesz pierogów z grzybami i kapustą, zresztą może i my wszyscy z nich zrezygnujemy, żeby ci  nie było przykro, że ich nie możesz zjeść i by ich zapach cię nie  drażnił. Poza  tym  to nam wszystkim wyjdzie na  zdrowie. Zresztą całe menu omówicie wspólnie  z Helenką. Dostosowane będzie do twoich potrzeb. Jesteście tatuniu niesamowici - kocham was oboje tak samo mocno - zapewniła Piotra  Adela.

W pewnej mądrej książce o hodowli dzieci wyczytałam, że Milenka zna  dobrze mój głos, ale ja  zauważyłam że tak  samo reaguje na głos Milka, Helenki i Taty. Tak sobie pomyślałam , że to pewnie  dlatego, że przecież tak samo słyszała mnie jak i  was.Byłam któregoś dnia na  spacerze z Konradem, tym moim szkolnym kolegą - dzieciorobem. Najbardziej się ubawiłam, bo ona już ważyła wtedy nieco ponad 3 kg a jego dzieciaki  w chwili porodu ważyły około 3,5 kilograma. Aż współczułam jego żonie. A Konrad dobrze przeszkolony, nie mówił gdy się nad nią pochylał a i do mnie mówił nieco przyciszonym głosem by przypadkiem nie obudzić Milenki. Umówiłam się  z nim, że gdy będzie miała ze 6, 7 miesięcy to się umówimy na sesję fotograficzną. 

A tak w ogóle to na każdej kontroli lekarka mówi, że ona  się bardzo dobrze i  szybko rozwija, nawet nieco szybciej niż przewidują  tabele. I jej zdaniem będę mogła już w grudniu dać jej pierwszą marchwiankę na domowym chudziutkim rosołku najlepiej cielęcym. Jest problem z kurczakami, bo one pędzone ponoć na  antybiotykach. Lekarka mówiła, żeby kupować na bazarze, więc jej powiedziałam, że to też żadna gwarancja. Poza tym ile razy byłam gdzieś tak zwanie na wsi, to drób "z  wolnego wychowu" szlajał się najczęściej w przydrożnych rowach. A antybiotyki to  chyba dostają wszystkie, w ramach profilaktyki. Ciotka  mojej koleżanki hodowała kury - jak miała ich raptem trzy sztuki no to  miały osiatkowany wybieg, ale gdy miała ich więcej to od razu miała z nimi kłopoty i w końcu też dostawały antybiotyki co jakiś czas. No niestety- nie pojedziemy gdzieś w Polskę by zamieszkać w jakiejś dziczy i nie  zaczniemy nagle hodować kurczaków, krów, świniaków itp. Bo okazuje  się, że hodowanie nawet na  własne potrzeby to też problem.

Pewnie nie pamiętasz już tego - odezwała  się Helena- ale kiedyś kupiłam na bazarze połówkę indyka i upiekłam go tak jak zawsze i podałam z tymi samymi dodatkami co zawsze.To nie  był jakiś stary indor, bo na  tyle to  się jeszcze znam na drobiu. Mięso było twarde, łykowate i w efekcie końcowym resztę tego indyczego mięsa zmieliłam i były z niego kotlety. Potem takie  samo doświadczenie zrobiłam z kurczakiem- bardzo długo go dusiłam, odkroiłam kawałek, wzięłam kęs i też skończył jako kotlet mielony. Nie wiem co taki kurczak z hodowli je,  ale wiem, że drób sklepowy szybko się robi a mięso nie jest łykowate. No i jakby na to nie  spojrzeć jemy to sklepowe  mięso od lat i żyjemy. Myślę,  że już nasze organizmy  jakoś się do tego  rodzaju  pożywienia  przystosowały. 

Też tak myślę - zgodziła  się z Heleną  Adela. Te hodowlane to dostają ziarno i sporo kukurydzy,  a te "gospodarskie" jedzą głównie robale, które uda im  się wygrzebać z ziemi i bardzo mało są dokarmiane. Ja to się kiedyś nabrałam na wołowinę, którą kupiłam na  bazarze i z której miał być rosół. Wszystko razem wylądowało na śmietniku -nie mam pojęcia  czemu,  ale woda gdy się mięso gotowało była  czerwona. No to wodę wylałam, mięso wylądowało na śmietniku a ja ugotowałam coś innego. Och tak, pamiętam, mówiłaś mi o tym, gdy wróciłam wtedy z wczasów - przypomniała  sobie  Helena.

                                                                    c.d.n.

środa, 14 września 2022

Trudny wybór -107

W końcu  września zupełnie  niespodziewanie zatelefonował do Adeli Arek, mówiąc, że chciałby z nią chwilę porozmawiać, bo ma problem. Akurat była na spacerze z dzieckiem , więc poprosiła  by zatelefonował za dwie  godziny, wtedy będzie po karmieniu i "obrobieniu" Milenki i będzie  mogła z nim spokojnie porozmawiać.

Niespiesznie  zawróciła  w stronę domu i w dwadzieścia  minut  później zajęła  się karmieniem  małej. Arek zadzwonił równiutko w 2 godziny później i na  wszelki wypadek dopytał się jeszcze  czy aby nie przeszkadza  w czymś. Uspokoiła go, że wszystko jest w porządku, mała już  śpi, więc Adela może teraz go spokojnie wysłuchać. Arek westchnął i powiedział - wczoraj zatelefonowała do mnie Irena i powiedziała, że  muszę jej jakoś pomóc - jej wymarzony, wyśniony pan małżonek zażądał od niej by ona swoją część majątku, który jest teraz ich współwłasnością, jako że mają wspólnotę majątkową, przepisała na niego. Gdy mu powiedziała, że przecież jest współwłaścicielem tego całego majątku i ona  nie  widzi powodu, by miał dostać za frajer cały majątek to wpierw zrobił dziką awanturę, potem ją uderzył i obiecał, że ją będzie  musiał usunąć ze swego życia. Więc podobno spokojnie stwierdziła, że w takim razie będzie najlepiej, jeśli wezmą rozwód. Na to ponoć usłyszała, że rozwód go nie interesuje, ale dziedziczenie i postara się tak umilić jej życie że sama o śmierć poprosi. No i ona ma nadzieję, że w imię starej  przyjaźni ja przeprowadzę jej rozwód. No to jej powiedziałem tylko, że ja już spłaciłem swój dług wdzięczności  wobec niej żeniąc  się z nią i zaraz potem rozchodząc, robiąc z siebie niedorozwiniętego umysłowo debila i nie mam zamiaru się  zajmować jej rozwodem. I zrobi najmądrzej jeśli zapomni, że mnie kiedykolwiek mnie  znała. I niech  sobie znajdzie jakiegoś dobrego speca od  rozwodów i opowie  mu to wszystko co powiedziała mnie i niech on jej doradzi co ona ma dalej  robić, bo ja nie mam pojęcia. I może niech  sobie kupi dyktafon i nosi stale w kieszeni, tylko niech mężowi nie pokazuje. Może też niech zgłosi sprawę na policję i poprosi o pomoc, bo boi się o swoje  życie.

Nooo, ciekawie,  ciekawie- stwierdziła Adela. O ile pamiętam to groźby też  są karalne. Tyle tylko, że ja raczej niewiele mogę ci w tym wszystkim pomóc. Z prawników "cywilnych" to znam tylko ciebie i znam kilku prawników patentowych. Wiem Adelko, idzie  mi tylko o to, że nie wiem jak taką wiadomość przyjmie  Stasia. Chcę żeby o  tym wszystkim wiedziała, bo przecież ta kretynka może się przywlec do nas na Ursynów i mnie nachodzić. No tak, znając Irenę nie jest to wykluczone i faktycznie będzie lepiej jeśli Stasi to powiesz. I powiedz, że mnie już o tym mówiłeś, to może pomóc Stasi o tyle, że jeśli ją to będzie "gryzło" to do mnie  zadzwoni, wiedząc, że nie narusza żadnej twojej tajemnicy.

A tak ogólnie, to jest ostatnio bardzo ładna pogoda, może byśmy się wybrali w weekend w dwa samochody w jakiś plener? Może do Powsina? Albo do ZOO bo tam można dość wygodnie pochodzić z wózkiem. Tak prawdę mówiąc to kiepściunio wyglądają okolice stolicy od  strony plenerowej. Możemy się ewentualne  wybrać do Łazienek, tam jest nawet plac zabaw dla  dzieci no i zawsze jest ratunek w  postaci kawiarni. Nie mam oporów by małą karmić na ławce w parku bo będę miała moskitierę i nią się osłonię. A jeśli do Powsina  to wtedy weźmiemy składane krzesełka do siedzenia - tyle tylko, że wrzucimy je do  waszej  bryczki, bo u nas  będzie wszak wózek. Szkoda, że blisko nas nie trafiłam na jakiś przyzwoity plac zabaw dla  dzieci.  

Mała, a zarzekałaś się, że nie będziesz karmić - wypomniał jej Arek. No karmię,  ale będę karmiła tylko 6 miesięcy, potem przejdę na mleko modyfikowane no i będzie już jadła zupki jarzynowe i jakieś inne wymyślone przeze mnie  pyszności. Nie mam zamiaru karmić piersią  jej dwa lata  tak jak to sobie  WHO wymyśliła. Tu nie  Afryka, tu Europa. 

Arek, wrzuć wiadomość co wymyśliłeś na weekend. Buziaczki dla Stasi. I błagam  cię - nie daj  się wciągnąć w jakąkolwiek historię z Ireną. Bo stracisz twarz w swoim kręgu zawodowym. Raz - dało się to podciągnąć, że się głupio zadurzyłeś w cwaniarze, która leciała na twoją kasę. Ale każdy kolejny z nią epizod zrujnuje  ci pozycją zawodową. I nie daj  się wmanewrować w gadki  o przyjaźni, lojalności itp.

Milenka skończyła trzy miesiące. Już nie była taką  chudzinką, przybyło jej na  wadze i ważyła już 3,5 kilograma. Już odwracała  główkę w stronę,  z której  słyszała głos, bardzo polubiła pchać do buzi  własne paluszki (niekoniecznie  z głodu) i chyba w jakiś  sposób rozróżniała ludzi - gdy pochylał się nad nią Emil lub Adela reagowała całym  ciałkiem, a Piotrowi i Helenie  bardzo bystro się przyglądała jeśli ich kilka  dni z rzędu  nie  widziała. Bardzo lubiła by coś  do niej mówić, najlepiej modulując  głos.  Emil miał u niej  wyraźnie  fory - bardzo lubiła zasypiać w jego objęciach a czasem wręcz leżąc na Emilu. Emil  się  śmiał, że to wyraźnie dziedziczna pozycja- przez  tyle miesięcy przebywania  w brzuchu Adeli  nauczyła  się, że najlepiej to być przytuloną  do taty. Lubiła  muzykę, cicha  muzyka nie przeszkadzała jej w dziennym spaniu. Ponieważ ciągle pchała rączki do buzi Adela zafundowała jej smoczek. Leżąc na  brzuszku bez trudu unosiła główkę i wytrzymywała  w tej pozycji prawie pół minuty. Ciuszki z wyprawki już nie były dla niej za duże pod każdym względem - wyraźnie  przybyło jej  ciałka. Na główce "urodzeniowe" włoski pomału się zmieniały, coraz  więcej było jasnych włosków. Adela  się  śmiała, że rączki i nóżki Adelki przedtem swym  wyglądem przypominały parówki  a teraz  pomału  zamieniają  się w  serdelki.

Na jednym  ze spacerów Adela zaprezentowała Milenkę Konradowi. O matko,  ale ona maciupka i śliczna! - wysapał Konrad. Adela śmiała  się - to całe  szczęście, że poszła  we mnie posturą. Nie sądzisz chyba  że własnymi  siłami urodziłabym dziecko ważące tyle ile ona  teraz waży.  Dziewczyno, ja to jestem pełen podziwu, że w ogóle  zdecydowałaś  się na  małżeństwo i dziecko. Zawsze byłaś   wrogo nastawiona  do małżeństwa i dziecioróbstwa. Byłaś niemal jakąś popapraną feministką - mąż - a po co?  dziecko - a po co  sobie   życie zamykać?  

Konrad - a wiesz ile wody upłynęło w Wiśle od tamtych, licealnych lat? No a kiedy drugie zmajstrujecie?  Chyba  wcale - rodziłam co prawda w znieczuleniu,  ale wystarczy  mi wrażeń do końca życia. Nawet bez bólu to bardzo  męcząca impreza.  Już i tak mam nieco przechlapane bo posiedzę  na trzyletnim  wychowawczym. Ale już mi świta w głowie, że mogłabym w tym czasie  zrobić aplikację adwokacką. Uczyć  się mogę przy dziecku.  No a co twój mąż na to?  No przecież aplikując nie muszę od świtu do nocy być poza  domem. Mentora  będę miała. I  jest  duża szansa, że wypali mi praca w prywatnej kancelarii - wtedy nie muszę być na  pełnym  etacie.  Lubię  się uczyć, a dziecko  wcale  nie  wymaga tego,  by je  cały czas  zabawiać.Tylko trzeba  troszkę wysilić mózgownicę by je przyzwyczaić  do tego, że mama to nie pan KO na  wczasach. Będzie  miała takie zabawki by mogła  sama się dobrze bawić. Wystarczy by nauczyć  dziecko jak  się ma  bawić, potem kilka  razy pochwalić gdy  się  samo pięknie  zaczyna bawić i wszystko gra. Nie sądzisz chyba, że w żłobku lub przedszkolu to panie opiekunki cały  czas się z dzieciakami bawią, karmią każde jedno itp.

A sama karmisz czy jest na  butelce? Karmię, po sześciu miesiącach przejdę na modyfikowany pokarm. Ona to ma  chyba  zegar w żołądku , ostatnio karmię ją co 3 godziny i 10 minut, bo karmię na  wezwanie.  Szalenie  mnie rozbawiło te 10 minut. W siódmym  miesiącu  będzie karmiona pół na pół, mój pokarm i mleko modyfikowane.  Modyfikowane   mleko jest bardziej kaloryczne no i będzie już dostawać coś uzupełniającego do jedzenia, zupki jarzynkowe  na domowym chudziutkim rosołku. A gdy będzie miała rok to będzie jeść  z nami "z jednego garnka". Ja raczej  bardzo dietetycznie gotuję - mało soli, mało tłuszczu.

A jak twój mąż? Nieszczęśliwy, bardzo nieszczęśliwy, że musiał wrócić do pracy. Rośnie nam "córeczka  tatusia". Był cały czas przy porodzie, przecinał pępowinę. A jakie jej imię daliście?  Milena, zdrobniale  Milenka. Dobre- zaśmiał się Konrad - Emil ma Milenkę. Fajnie pomyślane! Podoba  mi się!  Nam też. A ty byłeś gdy twoja żona  rodziła? Nie, ona rodziła  w państwowym szpitalu i wtedy jeszcze  "rodzinne porody" nie istniały. A ty pewnie rodziłaś w prywatnej klinice. No, fakt, w prywatnej i po porodzie mieliśmy tam swój pokój razem z dzieckiem. Czwartego dnia  rano wyszliśmy z kliniki. Ale  w niektórych państwowych  też jest możliwość rodzinnego porodu- tak gdzieś czytałam.Ale raczej bez  wspólnego pobytu po porodzie. 

A my dość przypadkowo wykupiliśmy karnet do prywatnej przychodni i tylko go rozszerzyliśmy o pobyt w czasie porodu. Nie  za wszystko się płaci w tych prywatnych przychodniach - część kosztów jednak ponosi NFZ w ramach płaconej przez nas  składki. Stwierdziliśmy, że to się nam  bardziej opłaca niż sporadyczne  korzystanie z prywatnego lekarza. A wszystko przez  to, w przyszpitalnej przychodni onkologicznej odkryli chłoniaka u mego teścia- tyle tylko, że po roku brania leków nagle  okazało się, że wcale nie miał raka, tylko rejestracja pomyliła karty. No i mąż  robił ojcu  badania  na cito w prywatnej klinice i przy okazji  nam też wykupił tam karnety.

No to lecimy do domu. Trzymaj się, jak będzie  ciut starsza to porobisz nam trochę  zdjęć. Ale na USG to z reguły prezentowała nam swoje plecki i pupę. Emil  się  śmiał, że to po mnie dziedziczna niechęć do obiektywu.

W domu czekała na  nie  niespodzianka - Emil wcześniej  wrócił z pracy. Widziałem  się dziś z Arkiem. Projekt "Kancelaria Arka" znów zaczyna ożywać. Ze  dwie  godziny mi dziś w naszym barku przedstawiał realia. Ale tym  razem siedziba byłaby na Ursynowie. I mam najnowsze wieści od naszego cudnego Zdzisława. Przeprowadza  się za południową  granicę. Przeprowadzać  się będzie w końcu  roku, tam  zacznie pracę zaraz po Nowym Roku. A rodziców weźmie do siebie jego siostra, bo niestety już  sami nie dają  sobie  rady z codziennością. Ona ma domek z ogródkiem, jego  zdaniem bardzo blisko nas, bo w Mysiadle. Już  miałem powiedzieć "gdzie  Rzym  a  gdzie Krym", ale ugryzłem  się w język. Nie mam ochoty nikogo uświadamiać. Oczywiście  jak  się tam już rozgości to do nas  napisze. Ponieważ dopytywał się namolnie co u Ciebie to mu powiedziałem, że właśnie jesteś na  urlopie macierzyńskim i w drodze łaski pokazałem mu zdjęcie Milenki. Stwierdził, że ładniutka dziewczynka. Masz pozdrowienia od  niego. Stwierdził, że już bardzo  dawno nie oglądał żadnego niemowlęcia. I czy często w nocy płacze. Nie bardzo  wierzył, że Milenka  nie płacze w nocy. Ona w ogóle bardzo mało płacze- stwierdziła  Adela. Widocznie  nie ma powodu.  A ja byłam dziś na krótkim spacerze w towarzystwie Konrada. Umówiłam  się z nim, że jak  już będzie nieco starsza to porobi jej zdjęcia.  Był niemal wstrząśnięty, że ona jest taka  malusia. Jego dzieci to wszystkie ponad 3 kilogramy żywej  wagi w  chwili porodu.

A z Arkiem to  tylko o kancelarii rozmawialiście? A jest coś o czym powinienem  z nim był rozmawiać?- zdziwił  się Emil.  No bo do mnie  dzwonił kilka  dni  wcześniej bo boska Irenka go poprosiła o pomoc, żeby  się uwolnić od swego ukochanego męża. Wysłuchałam wszystkiego i powiedziałam mu, że  o tym wszystkim powinien powiedzieć Stasi to raz, a dwa to żeby nie  ważył dotknąć  się sprawy Ireny, która bierze go pod  włos, powołując  się na ich przyjaźń, bo wplątanie  się w jakąś sprawę z nią po raz  drugi zawali mu karierę zawodową kompletnie. Już raz  wyszedł na debila dzięki temu małżeństwu i rozwodowi.  Podobno ten ukochany chce  by ona cały majątek przepisała na  niego, a gdy powiedziała, że przecież nie mają rozdzielności  majątkowej, więc całość jest  wspólna to facet ją uderzył i sugerował, że zrobi wszystko by ją usunąć  ze swego życia, wiec  zasugerowała mu rozwód ale jego nie interesuje rozwód  a tylko sprawa odziedziczenia  wszystkiego po niej. Podobno Arek jej kazał by poszła  z tym na policję i  zgłosiła sprawę prosząc jednocześnie o ochronę, bo się  boi. No i kazał jej szukać jakiegoś adwokata dobrego od  rozwodów. Ona przecież pracuje  w sądzie, więc powinna znać nazwiska adwokatów lub popytać wśród koleżanek kogo oni tam uważają za dobrego w te klocki.  Miał do mnie zadzwonić w sprawie weekendu, ale nie  zadzwonił- proponowałam Powsin albo Łazienki bo tam można  się poruszać  z wózkiem.  Dziwna  sprawa- stwierdził Emil. Ale mu bardzo dobrze powiedziałaś. Zadzwonię do niego pytając  się o weekend, zobaczymy a  raczej usłyszymy co nam powie.

                                                                           c.d.n.

wtorek, 13 września 2022

Trudny wybór - 106

 Czas niebłaganie  pomykał do przodu i ani się obejrzeli  a Milenka już  miała  za sobą  miesiąc życia, a Emilowi skończył się  urlop. Bardzo  był  nieszczęśliwy, że musi wracać do pracy. Adela tłumaczyła mu, że sam  przecież widzi, że mała jak na razie  nie  sprawia wiele kłopotu. Dobrze je, nie trzeba prać pieluch bo pampersy  jej nie uczulają a jeśli Adela  będzie   chciała z nią  pospacerować  poza ogródkiem to rodzice pomogą jej w wyciągnięciu wózka przed  dom. I, jak  zna życie,  to na pewno przynajmniej jedno z  nich będzie jej na spacerze  towarzyszyć. Ale na  razie  wystarcza małej spacer  w wózku dookoła ogródka, zwłaszcza, że trawa  jest  skoszona i łatwo po niej toczyć  wózek. A za dwa  tygodnie już  będą następne  szczepienia, na których Adeli będzie towarzyszyć Helena. Po prostu  Adela włoży małą  do wózka i będzie spacer do i z przychodni.

Adela śmiała  się, że z Emila  to bardzo nietypowy tata- wszyscy  tatusiowie, których  zna to raczej nałogowo wyciekali  z domu i z radością  wracali do pracy, a nie narzekali, że ich cały dzień nie będzie w pobliżu  dziecka. Adela przypomniała mu, że po szczepieniach Milenki  powinna iść na kontrolę do swego ulubionego gina, więc niech Emil do niego zatelefonuje na prywatny  numer  kiedy mu pasuje  żeby Adela przyjechała na  wizytę.  Znasz rozkład  karmienia, może najlepiej byłoby około 19,00. Zostaniesz  wtedy  w domu z najedzonym  dzieckiem.  A ja podjadę do niego samochodem, żeby było szybciej. Ale ja też chcę się   z nim spotkać- stwierdził Emil.  Adela przyjrzała mu się - no to się  spotkaj, ale wg mnie to nie zmieniłeś  płci z tego powodu, że  zostałeś ojcem. On mnie ma badać, czy po tym porodzie  jest wszystko jak należy, czy nie ma jakichś anomalii po porodzie i ma mi przepisać tabletki, które można łykać przy karmieniu piersią. Jeśli bardzo  chcesz to możemy jechać razem a do małej przyjdą na ten  czas  rodzice. Ona jest  towarzyska, każdy kto do niej  zagada już jest akceptowany. Szczepienia  są równo za dwa tygodnie od  dziś, dodaj  do tego kilka  dni, żeby  nie  było zaraz po dniu szczepienia, bo nigdy  nie  wiadomo jak dziecko  zareaguje.  

Musimy pomyśleć co po ustawowym macierzyńskim - oddajemy "pimpusię"  do żłobka  czy ja siedzę z nią   w domu na bezpłatnym 36 miesięcznym wychowawczym? Bo to muszę zgłosić  w kadrach nim mi się skończy macierzyński.  

Adelko, ja byłbym najszczęśliwszy, gdyby  ona jednak  została te 36 miesięcy w domu, z tobą. Plany założenia kancelarii jednak nadal są. A jak wiesz środki na ten czas mamy. A potem- to co potem  to zobaczymy po tych 36 miesiącach. W najgorszym wypadku nie będziesz rzecznikiem patentowym tylko mgr prawa. Arek przy Stasi nabiera wiatru w żagle. Dobrze  mu ten  związek zrobił. On uwielbia  tych chłopaków,  a oni coraz częściej mówią to niego "tata". Nie da się ukryć, że  wszystkim dzieciom potrzebni są oboje  rodzice. 

Rodzice mówili, że w tym Powsinie  to chłopcy byli niesamowicie grzeczni i posłuszni. Starszy wyliczył, że gdy Milenka będzie miała siedem lat, to on będzie  miał 14 lat i będzie  miał tylko rok do skończenia podstawówki. Zmartwił się  trochę, że potem jeszcze cztery lata liceum lub 5 lat technikum (bo on chciałby samochody naprawiać). A ponieważ nasz tata opowiadał mu, że po liceum  może pójść na  studia, po których  umiałby  nie  tylko naprawiać  samochody ale opracowywać jakieś nowe samochody to młody  stwierdził - no ale gdy ja te  studia skończę to już będę stary. Na to ojciec zapytał się  go czy Arek lub ja jesteśmy już starzy, no bo obaj już skończyliśmy dość  dawno studia i tu Pawełka lekko zatkało. Więc mu ojciec powiedział, że człowiek jest stary dopiero wtedy, gdy jest na  emeryturze.

Ojciec  mi powiedział, że takich łachmytów jak biologiczny ojciec Pawełka i Piotra to powinno się do kamieniołomów zamykać, żeby tam pracowali.  Bo to, że on jest alkoholikiem i przez  to niemal bezmózgowcem to tylko jego wina. Nasi rodzice  bardzo polubili Stasię, z jej rodzicami też  się dobrze dogadują.  A na ślubie to chłopcy zakładali obrączki Stasi i Arkowi.  Oczywiście sprawa pozbawienia praw rodzicielskich ojca  chłopców tkwi w sądzie rodzinnym, bo tam  spraw więcej niż mrówek w lesie.

Wysłałem wczoraj do Zakopanego maila  ze zdjęciem  Milenki. W tym ekskluzywnym jej łóżeczku. A do doktora  Z. zatelefonuję po godzinie 14,00. Bo z reguły do 14,00 to jest w  szpitalu. A co byś dziś zjadła na lunch?

Nie wiem, może, jeśli jeszcze mamy to pierogi - albo z mięsem albo "ruskie". Boję  się zjeść te  z soczewicą, bo Milenka może dostać po nich wzdęcia albo kolki. To kolejna niedoróba w kwestii rozrodu. I coś mi się widzi, że poprzestaniemy na jedynaczce. Nie marzę o powtórnej ciąży i porodzie i atrakcjach związanych  z karmieniem. Wystarczy mi tych atrakcji do końca  życia. I tak nie jest  źle, bo na  szczęście Milenka  zdrowa no i jedna, a nie np "pareczka". Gdy w pracy kolega  opowiadał o  swoich  bliźniaczkach to myśmy  się wszyscy  zwijali ze śmiechu, a ten biedak był wiecznie  bladozielony z niewyspania, bo smarkule spały na zmianę, jedna drugą  budziła swym wrzaskiem. A gdy już były chodzące to trzeba  było mieć oczy dookoła  głowy, żeby je upilnować. No i każda co innego jadła. W dzień to do  nich przychodzili jej rodzice, ale wieczorem i w nocy to byli z  dzieciakami sami.  Spotkałam  go kiedyś na mieście i poszliśmy na kawę, te jego dziewczynki to już były w wieku przedszkolnym, miały po 5 lat i nadal były "upiornymi bachorami" jego zdaniem.  Najlepsze, że wtedy były to dopiero początki USG i tych co potrafili  we  właściwy  sposób zinterpretować to co widać  na  ekranie to było niewielu i ciągle  były jakieś  niespodzianki. No i nie  było jeszcze  aparatów USG wzbogaconych o badania  prenatalne. Po pierwszym badaniu pan doktor  stwierdził, że ona ma  wielowodzie, a na drugim, że to jedno, wielkie  dziecko. Dopiero osłuchując jej brzuch wydedukował, że tam są dwa płody. 

I chyba będzie najmądrzej gdy wezmę ten  trzyletni wychowawczy. Bronek mówił, że po tym urlopie wychowawczym mogę spokojnie  wrócić do  nich. A może zrobię u Arka drugą aplikację? Zabawne, bo nawet Stasia  mnie na to namawia. I stwierdziła, że jestem  chyba jedyną  kobietą, która bezkarnie  może Arka obrugać i z której zdaniem  się liczy, nie tylko w kwestiach  zawodowych. I  ponoć Arek uważa nas oboje  za  swoją  rodzinę.

Emil uśmiechnął  się - wiem, on mi  zawsze  zazdrościł, że mam takich spokojnych, wyważonych  rodziców, że nikt na   mnie nie  wrzeszczy tylko dlatego, że akurat jest  w  złym humorze. Gdy byłem w Meksyku to rzadko do niego pisałem, ale gdy wróciłem to wszystko co było między  nami wcześniej wróciło. Trochę się wściekałem gdy on się tak jakoś szybciutko do ciebie przywiązał. A teraz jest bardzo wdzięczny naszym  rodzicom, że byli na jego  ślubie. Adelko, a twoi rodzice  wiedzą, że zostali dziadkami?

Nie mam pojęcia, ja ich  nie informowałam o tym, że jestem  w ciąży ani o tym, że  urodziłam. Kochany, ja wiem, że trudno  ci w to uwierzyć,  ale ja ich nigdy  nie interesowałam i uważam, że tak powinno zostać. Na wywiadówki do mojej  szkoły to chodziła Helena. Poza tym matka ma do mnie  żal, że mieszkanie Heleny było przepisane na mnie, a ja je sprzedałam, zamiast dać je rodzicom. Tłumaczyłam jak krowie na rowie, że to mieszkanie to ja przecież spłacałam w banku. Emil zaczął się  śmiać- podoba  mi się to powiedzenie  "jak krowie  na  rowie", tylko nie  wiem co można krowie na  rowie tłumaczyć. Skąd ty znasz takie zabawne powiedzenie? 

No wiesz, to jest  z życia  wzięte - co światlejsi gospodarze nie pozwalają  się paść krowom w przydrożnym rowie, bo tam chyba jest najbardziej skażona trawa, ale z jakiegoś nieznanego mi powodu krowy  bardzo chętnie  tam się pasą. Raz  całe wakacje byłam na wsi i tam doświadczałam uroków życia wiejskiego. Od tej pory skrzętnie omijałam wszelakie  wsie i wczasy pod gruszą. Oczywiście wielce się wzbogaciła moja  wiedza na różne tematy, bo wszędzie chodziłam z dziećmi gospodarzy. A miałam wtedy z 11 lat. Po raz pierwszy wtedy widziałam zaskrońca, widziałam jak  się kryje klacz i krowę, jak się inseminuje maciorę. Musiałam chodzić z dziećmi gospodarzy na jagody i maliny i wtedy pierwszy raz  byłam na grzybach. I dowiedziałam  się, że "ludzie robią to samo co byk z krową i ogier z klaczą". Bardzo mnie to rozśmieszyło, bo wyobraziłam sobie moją matkę przywiązaną do słupa na podwórku, z wypiętym gołym tyłkiem i ojca w roli ogiera, oczywiście z penisem równie wielkim jak koński. Poza tym to te dzieciaki miały tam raczej trudne  życie, bo musiały pomagać w gospodarstwie. Gdy opowiedziałam wszystko ze  szczegółami Helenie to się biedna  za głowę złapała i musiała  się nieźle napracować by mi wszystko ułożyć w głowie we właściwy sposób. I od tej pory jeździłam z nią na urlopy lub bywałam na tzw. "półkoloniach". 

Wiesz - może jestem głupia, ale dla  mnie kariera  zawodowa nigdy  nie będzie ważna gdy już jest dziecko. Chcę byśmy  dali dziecku to wszystko czego ja  nie  miałam - miłość, troskę, przekonanie że jest dla nas  najważniejsze. Wiem, że teraz to mało modny  model rodziny, ale mnie moda w ogóle mało obchodzi. Zarówno  w  sensie mody w branży odzieżowej jak i modny obecnie  styl życia. Nie będę ci wciąż starała  się pokazać, że umiem zrobić niemal to wszystko co ty,  chcę być taką nieco niemodną kobietą która rozpieszcza męża i  dziecko i nie wyrywa mężowi z ręki piłę czy młotek. I nie jeden raz usłyszysz ode mnie, że cię kocham, że jesteś  dla mnie najważniejszy - ty i nasze  dziecko. Mam tylko nadzieję, że wbrew  temu co mówią  jakieś  dziwaczne poradniki nie rozbestwi to ciebie i nie pomyślisz, że w związku z tym możesz sobie chodzić "na  boki".  

Maleństwo, przecież ja bez ciebie nie umiem już żyć - wiesz o tym doskonale. Znasz wszystkie moje   myśli. Mamy teraz naszą wspólną "ociupinkę" i będziemy teraz oboje dla niej jak najlepszymi rodzicami. Kocham  cię tak samo mocno jak na początku, a właściwie to nawet bardziej. Wiem, że chociaż miałaś znieczulenie, to jednak zmęczył cię  ten poród i pomimo tego do samego końca byłaś dzielna i pozwoliłaś bym był przy tobie. Kocham ciebie, kocham Milenkę i zrobię  wszystko byście miały jak najlepsze życie. I wierz  mi - dla mnie nie musisz być ani rzecznikiem patentowym  ani adwokatem, nie musisz wcale robić kariery zawodowej bym cię kochał i podziwiał. 

Te  czułe rozmowy przerwało wibrowanie komórki Emila - sięgnął po komórkę i nim sam przeczytał pokazał Adeli - pod zdjęciem "dwóch rodzin zakopiańczyków" były gratulacje i życzenia, by "nowa taterniczka" rosła  zdrowo bo śliczna to już jest! A Tomek ma obronę wyznaczoną na październik. I były pozdrowienia i uściski dla Heleny i Piotra. 

Emil zerknął na zegarek - czas byśmy jednak zjedli te pierogi, może wrzucę je do mikrofalówki a nie do piekarnika? Oj tak, bo niedługo zapewne będę musiała karmić Milenkę. Emil jeszcze raz przytulił i ucałował żonę i poszedł do kuchni.

                                                                     c.d.n.




niedziela, 11 września 2022

Trudny wybór -105

 Czwartego dnia przed południem zakończyli swój  pobyt w klinice i Emil  zabrał  "swoje kobiety" do  domu. Doktor Michał  sprawdził osobiście,  czy Milenka wygodnie i  bezpiecznie ląduje w foteliku samochodowym, wymienili uściski, umówili  się na kontakt i Emil, niezwykle podekscytowany i bardzo  szczęśliwy zabrał   swoje  dwa  skarby do  domu. Do mieszkania wpierw wniósł wszystko to, co było używane w klinice, wrócił i z dumą wyjął z samochodu  fotelik z Milenką, drugą ręką pomagając Adeli przy  wysiadaniu z samochodu. W mieszkaniu ostrożnie wyjął małą  z  fotelika,  Adela uwolniła ją z czapeczki i Milenka wylądowała w swoim własnym łóżeczku. Po chwili mała przeciągnęła się z jedną piąsteczką wyciągniętą  do góry, a Emil powiedział - masz  rację  córeczko, wygraliśmy, jesteśmy w  domu. 

Adela  spojrzała na  zegarek i  powiedziała - jeśli masz ochotę  być przy karmieniu to odstaw szybciutko wóz na parking, bo za chwilę ona pewnie zacznie piszczeć. A ja  się przygotuję do karmienia w tym fotelu do tego właśnie przeznaczonym. 

Fotel wynaleźli rodzice w prywatnym zakładzie produkującym meble na  zamówienie. Fotel  miał nawet podnóżek i był w dość neutralnym kolorze i  zamieszkał w tym  miejscu  w dniu, w którym urodziła  się Milenka, był prezentem od Piotra i Heleny. Adela przygotowała  się do karmienia, a ponieważ mała jeszcze nie  marudziła zawiadomiła  rodziców, że już  są  w domu i za chwilę pewnie  będzie  karmić i powiadomi ich kiedy już Milenka będzie po karmieniu. I żeby wzięli  swój klucz do ich  mieszkania, bo Emil przed porodem nie  zdążył wyciszyć dzwonka, który zapewne umarłego by ze  snu  wiecznego wybudził - taki jest  głośny. 

Sądząc z tempa, w którym Emil wrócił z parkingu, Adela podejrzewała, że chyba usiłował pobić jakiś nowy rekord na jeden kilometr. Oboje bardzo lubili oglądać ten moment, kiedy pusty żołądek Milenki zaczynał domagać  się napełnienia.  Wpierw główka przekręcała  się z lewej strony na prawą i z powrotem, potem  usteczka otwierały  się i przymykały, buzia się wykrzywiała i  zaczynał się "protest song". Protest na moment ustawał gdy dziecko było unoszone z podłoża, potem znów rozbrzmiewał aż do momentu gdy  dzióbek nieco nerwowo chwytał brodawkę i mała  zaczynała ssać. Emil przysunął swoje krzesło do boku  fotela i przytulił się do Adeli. No i jak - zapytał cicho- wygodniej na tym  fotelu  niż w łóżku? Wygodniej,  ale chyba muszę  sobie jeszcze podkładać jasiek pod tę rękę, na której mała leży. I dobrze, że ma podnóżek.  Jak mała  się naje to daj "cynk" rodzicom. Będzie spektakl przewijania. Umyjemy i osuszymy pępuszek. Trzeba dokupić jałowych gazików do tego  celu. I jeszcze 3 dni mam przemywać  tym płynem, który dostałam od Michała. Potem tylko wodą przegotowaną i osuszać. I wiesz co - trzeba dzwonek wysuszyć- stwierdziła  Adela. Wysuszyć??? -zdziwił się Emil. Może lepiej byłoby po prostu wyciszyć?  No właśnie, mówię to.  Kiciu, powiedziałaś, że trzeba go osuszyć co mnie jednak nieco zdziwiło.  Przepraszam, zapomniałem o tym dzwonku. Mogę go zaraz odłączyć nim skończysz karmić. Wyciągnę go i popatrzę jak gada wyciszyć. 

A wiesz, że ona  tym razem zażyczyła  sobie karmienia o 10 minut później? Chyba więcej zjada teraz. No to teraz  drugi pojemnik mleczka trzeba dać. To nie są pojemniki, to są kochane piersiątka - zaprotestował Emil. Wiesz, ogromnie się cieszę, że już jesteśmy w domu. Lubię to nasze  mieszkanie, jest  mi tu  z tobą bardzo, bardzo dobrze. Jutro podskoczę do USC żeby wyrobić Milence metrykę, dostałem dziś ze szpitala świadectwo urodzenia. Dajemy jej tylko jedno imię czy i jakieś  drugie?  Ja myślę, że może mieć też drugie - pomyślałam, że mogłaby  mieć na drugie imię Joanna, jak twoja mama.  Oj, to się tata wzruszy-stwierdził Emil- to nic dziś nie mów, pokażemy mu po prostu jutro jej metrykę. Będzie miał niespodziankę.

A może jutro wstawimy Milenkę do wózka i pójdziemy z nią trochę na  spacer? Tak między karmieniami. Trzeba ją przecież oswoić z okolicą. Do USC wpadnę z samego rana. I sprawdzę dziś, czy nie trzeba zrobić jakichś zakupów uzupełniających. 

No, pojadło dziecko, już nie ssie tylko traktuje brodawkę jak smoczek. Koniec zabawy. Potrzymam ją  chwilę na ramieniu, ale podłóż mi coś, żeby mnie  nie uświniła gdy  się panience odbije. Możesz  zawiadomić rodziców, że dziecko już najedzone.

Emil wpatrywał się w małą i powiedział - ona po prostu jest cudna, chociaż wygląda jakby  spożyła procenty a nie mleko. Bo ona jest śpiąca, pełny brzuszek działa usypiająco na  dziecko. I szalenie  mnie bawią jej minki, a zwłaszcza gdy oczko nie  wie, czy jeszcze się otworzyć  czy już może jednak  pospać. I zerka taką szpareczką.

Adela odłożyła małą do łóżeczka i zajęła  się swoją toaletą. W kilka  minut później przyszli rodzice. I zaraz zaczęły  się szeptane  zachwyty, ale Emil pouczył, że nie muszą szeptać, mogą mówić  normalnie, wystarczy nie mówić  bardzo  głośno. Bo mała ma się uczyć, że doba  dzieli  się na  dzień i  noc.  I  w dzień nie jest cicho,  dzień jest  do  czuwania i drzemki, a noc jest  cicha porą, do spania. Potem oczywiście  była opowieść o porodzie, o tym, że mają nowego przyjaciela  w postaci położnika, który odbierał Milenkę. Emil z tatą poszli grzebać przy dzwonku, który został wyciszony metodą dość prymitywną, nie mniej skuteczną, czyli głośniczek został opatulony gąbką.

Śpiącej Milence Emil zrobił zdjęcie, które wysłał do Arka i do Stasi, a z komórki Adeli takie  samo zdjęcie powędrowało do jej szefa. Arek i Stasia zapowiedzieli się na  sobotę, ale na  bardzo krótko bo Stasia z dziećmi w  sobotę przeprowadza się do Arka. Być może, że rodzice Stasi przeprowadzą  się do mieszkania dwupokojowego w pobliżu mieszkania Arka i  Stasi. I byłoby to w ramach zamiany. Dostaliby jeszcze dopłatę, bo ich mieszkanie na  Woli jest trzypokojowe. Na razie trwają dwustronne  negocjacje. Tu czas nagli, bo przecież starszy  idzie już  do  szkoły, a Arek nie  może  sobie teraz pozwolić na wyłączenie  się  z pracy. A mieszkanie jest o  tyle  lepsze od  tego na  Woli, że jest nowsze i słoneczne. Tym samym upadły plany o dwóch  mieszkaniach  w jednym  bloku, co  Stasi jakoś nie   zmartwiło. Jej mieszkanie pójdzie po prostu pod  wynajem. 

W sobotę Arek i Stasia przyjechali razem z chłopcami. Adela odniosła  wrażenie, że obaj są przyszyci do Arka niewidzialnymi nićmi, a na dodatek powielają wszystkie niemal ruchy  Arka.  Pawełek  cicho zapytał się Stasi, czy on i  Piotruś też byli tacy mali. I dodatkowo stwierdził - ona wygląda jak lalka dla dziewuch- widziałem takie w sklepie z zabawkami. Adela z trudem powstrzymała  się od śmiechu i powiedziała- ma tę przewagę nad lalkami ze sklepu, że to żywa lalka, która je,  płacze i śpi. Nie  chcę  cię martwić, ale tak wyglądał każdy  z nas gdy się urodził - taki właśnie jest początek naszego życia poza brzuszkiem  mamy. Pawełek popatrzył na Arka, mamę , Emila i Adelę i wypalił - to okropne! Dorośli z trudem powstrzymali  się  od  śmiechu, a Stasia powiedziała - nie ma w tym synku  niczego okropnego. Za rok o tej porze ty już będziesz  szedł do drugiej klasy, a Milenka pewnie będzie  się uczyła  chodzić. Pawełek jakoś nie mógł spokojnie przetrawić informacji, że Arek, w końcu "kawał chłopa" też był kiedyś takim maleństwem i zapytał- naprawdę wszyscy? A Piotruś zapytał - ciociu, a jeśli umyję rączki to będę mógł ją tak leciutko pogłaskać po rączce? Oczywiście, wujek Emil ci pomoże, idź z nim  do łazienki. To ja też umyję ręce - stwierdził Pawełek. Stasia z trudem powstrzymywała  się od śmiechu i gdy wyszli do łazienki  z Emilem powiedziała- no niebywałe- sami, z własnej inicjatywy chcą myć  ręce. Normalnie  to muszę 100 razy powtarzać by umyli ręce. Ale to  zasługa  Arka, bo od  rana im dziś wciskał do głowy jak mają  się zachowywać przy  niemowlaku. No a jeśli na  dodatek zobaczą, jak jest karmiona i przewijana to mamy zrobiony cały  dzień. Nie wiem czy  wiesz, ale wasi rodzice powiedzieli Arkowi, że dziś możemy u nich zostawić chłopców- pojadą z nimi do Powsina, żeby się towarzystwo wyszalało w lesie. Mam nadzieję, że nie narobią nam "tyłów" u waszych rodziców. A ty masz uściski i gratulacje od Bronka i pozdrowienia od całego działu. Nawet ci laurkę wymodzili - powiedziała  wyciągając z torebki sporą kopertę. Dzieło sztuki to nie jest, ale jak na ich talenty artystyczne - można to przeżyć.

Śliczna jest ta  malizna - moi byli jednak trochę ponad trzykilogramowi, ale ona jest śliczna- stwierdziła Stasia.  Arek wpatrywał się bez słowa w Milenkę w końcu wydusił z  siebie - nie da się ukryć bracie, że udał się  wam ten produkt. Tylko nie mogę  się połapać do kogo jest  podobna.

Do nikogo, podobna jest  tylko i wyłącznie  do siebie - powiedziała Adela. A jeśli idzie o włosy - to ma po mnie kolor. Na ogół nie dziedziczy dziecko koloru włosów matki, której włosy są farbowane.  Jeszcze  trochę i te jej delikatne włosięta  wytrą  się i urosną nowe.  Boże, co oni w tej łazience  robią?- zastanawiała  się Stasia. Chyba  nie wleźli do kabiny pod prysznic? 

W chwilę potem wrócili z łazienki i Pawełek zameldował- mamy czyste ręce i obcięte  obcinakiem paznokcie. Takim specjalnie  dla dzieci. I na dowód podsunął Stasi swe ręce. No to świetnie, w poniedziałek kupimy dla was też taki specjalny obcinak  dla dzieci.  Pawełek sięgnął ręką do kieszeni spodenek, wyjął z niej obcinak i powiedział - wujek Emil dał nam ten, którym nam obcinał paznokcie. Mama, schowaj do torebki, bo mogę  zgubić. Emil uśmiechnął się i powiedział do Arka - pamiątka ze Stambułu, kupiłem kilka, bo mi było żal chłopaczka, który nimi handlował. Miał pewnie z 8 lat a targował się jak stary. 

Wprawdzie wizyta miała  być krótka, ale zostali jeszcze na karmieniu i przewijaniu - wszystkie czynności przy małej były pilnie obserwowane i komentowane przez chłopców, a dorośli z trudem zachowywali pełną powagę, zwłaszcza przy komentarzach młodszego, który zupełnie jeszcze dotychczas  nie wyłapał w pełni różnic anatomicznych pomiędzy chłopcami i dziewczynkami i nie mógł się nadziwić, że mała siusia nie posiadając "siusiaka". Karmienie piersią też było atrakcyjne i znów  było pytanie, czy Stasia też ich karmiła piersią. No więc od  razu był wykład o problemach z karmieniem.  Po wizycie chłopcy zostali zaprowadzeni do Piotra i Heleny, a Adela obiecała, że będą jeszcze  mogli "obejrzeć" pod  wieczór kąpiel Milenki.

Gdy goście  wyszli Emil zaproponował by Milenkę wystawić w  wózku do ogródka - była to okazja do wykorzystania  ogrodowego parasola i moskitiery, która  była na  wyposażeniu  wózka. Dla Adeli rozłożył leżak i turystyczny stoliczek. Dla siebie wziął tylko turystyczny  fotelik. Oboje byli pełni  podziwu dla Stasi, która tak cierpliwie i w bardzo przystępny  sposób wyjaśniała  chłopcom zawiłości anatomii i wszystkiego co jest z niemowlakami związane. No i bardzo, bardzo dobrze - mówiła Adela- przynajmniej jedna przytomna rodzina, która objaśnia dzieciom świat w przystępny i prawdziwy sposób  a nie opowiada głupot. Widziałeś minę Arka gdy wgapiał się w Milenkę?  Widziałem, miałem wrażenie, że jeszcze moment a porwie ją na ręce i ucieknie  z nią. Kto wie czy nie namówi jednak Stasi na kolejne dziecko?

                                                                          c.d.n.


piątek, 9 września 2022

Trudny wybór - 104

Emil stał obok Adeli i co chwilę ją całował i dziękował, że urodziła taką śliczną  córeczkę. Wariacie, gdybyś mi jej nie  zasadził to by nie wyrosła,  to nasze  wspólne  dzieło. Zadzwoń do  rodziców, oni przecież czekają na  wiadomości. I do Arka i Stasi.

Do Adeli i Emila podszedł doktor   Michał i  powiedział- no dosyć tego ssania, trzeba panienkę oczyścić z resztek  mazi płodowej, zważyć, zmierzyć, bo pediatra ma  niestety nie tylko nas dziś na głowie.  Wychodzi łożysko zameldował anestezjolog. O to bardzo dobrze, ucieszył się doktor  Michał. Tereniu, zajmij  się historią łożyska a ja zajmę się małą. Zobacz jaką ma  cudną wyprawkę noworodkową! Co prawda wszystko to  nieco jeszcze  za wielkie  dla niej, a zwłaszcza  za obszerne. No nie jest duża, waży 2,800, ale ma 51,5 cm długości. A jaką ma czuprynę! Włoski to mają ze 6 centymetrów długości. W wodzie to ją wykąpiemy  jutro. I jakie ciemne! Uczeszemy je pod czapeczkę "na jeża",  a może da  się ułożyć loczek?

Staszek, jak będziesz usuwał cewnik od znieczulenia to wyciągnij też cewnik z pęcherza. I zabezpiecz Adelkę podkładem sterylnym a na  niego daj pieluchę. Emil ci da jednorazowe gatki  dla niej. Bardzo, naprawdę bardzo udała się wam córeczka! Tylko po kim ona  ma takie  ciemne włosy?  Po mnie, odezwała  się Adela, wprawdzie jestem ostrzyżona, ale nawet na  tych 4 mm widać, że nie  jestem blondynką. Mentalnie  też nie jesteś blondynką, co mnie   bardzo cieszy- dopowiedział  Michał. Ale jaki będzie  miała kolor włosów  w przyszłości to się okaże gdy będzie  nastolatką. Kolor włosów  się jednak  zmienia- stwierdził Michał. Adelko, zjedz dziś w ramach  kolacji do końca ten miód. 

Emilu, bądź tak  miły i przywieź z pokoju  łóżeczko małej. Przez  czas pobytu posiłki będziecie dostawać do pokoju. Uprzedzam was, że nie będę pukał wchodząc do was . To straszne- roześmiała  się Adela - może  się zdarzyć, że akurat będę spacerować  na  golasa. No właśnie- na  to właśnie  liczę- śmiejąc   się mówił lekarz. Oooo, to  możesz  mieć właściwie  sporo  wrażeń bo my  oboje raczej  rzadko śpimy w nocnej bieliźnie, nawet  zimą nam  przeszkadza. Moja babcia na pewno nie może  z tego powodu spać spokojnie w grobie bo w jej czasach koszula nocna musiała zaczynać się tuż u nasady szyi i  kończyć przy podeszwach stóp. A niemowlę powinno  wyglądać jak  włoski amorek i tak  mnie  tuczyła, że na  zdjęciach to nawet włoski  amorek  był przy  mnie  chudziną. A sama była mała i chuda, ale  dzieciak to musiał być tłusty, żeby miał z czego  wyrastać- tak mówiła. Na  szczęście jakoś  się jej zmarło chyba gdy byłam w pierwszej albo już drugiej klasie. A ponieważ byłam jednym, wielkim rozczarowaniem dla mojej matki to niewiele ją mój wygląd i właściwie  wszystko to co ze mną  związane obchodziło. 

Posłuchaj Adelko - sądząc po zachowaniu małej to jednak masz pokarm, więc myślę, że do szóstego  miesiąca życia powinnaś jednak  ją karmić. Teraz, na  samym początku to będzie karmienie na  wezwanie. Taka  kruszyna je 8-12 razy na  dobę i świat  się kręci wokół karmienia. Ale jak wiesz to ona  ma mikroskopijną pojemność żołądka a mleko matki jest lekkostrawne (o ile się nie nawcina  czegoś ciężkostrawnego). Karmienie do szóstego miesiąca ma i na twój organizm dobry  wpływ, tak  to matka  Natura zorganizowała. Będziesz karmiła 1 - 2 raz w nocy- na początku. Zapisuj sobie   godziny w których małą karmisz. Ładnie  się  wtedy rozchodzą  wszelakie  skrzepy- pamiętaj, że masz w macicy jedną,  wielką  ranę po łożysku. Na szczęście odeszło w jednym kawałku.

I nie  starajcie  się za wszelką  cenę wyciszyć wszystko dookoła w  dzień. Dziecko musi nauczyć  się, że doba  składa  się z dnia i nocy.  Noc jest  do spania, dzień do czuwania i  ewentualnie krótkich drzemek po jedzeniu. Teoretycznie  to ona powinna spać w sumie  16  godzin  na  dobę, oczywiście  nie  w jednym  rzucie,  ale  w sumie. Karmienie powinno trwać 20 minut, wpierw przystawiasz do jednej piersi na 10 minut, potem zmieniasz pierś. Pierś opróżniona  z mleka jest miękka,  wiotka. Jeśli chcesz  dokładnie wiedzieć ile ona   zjadła, to musisz  zważyć ją  przed i po karmieniu. Tu oczywiście  będzie codziennie ważona, a twoim, waszym  zadaniem,  jest zapisywanie godzin, w których karmisz. To ważna wskazówka by "ucywilizować" noworodka. Ile  razy mała  włączy swą syrenę alarmową przystawiasz ją do piersi -głód jest podstawowym dla niej  bodźcem. Drugim- potrzeba bliskości. Twój głos ona dobrze zna- w końcu mieszkała u ciebie  dziewięć miesięcy. "Rozmawiajcie"  z nią , niech wasze głosy kojarzą  się jej z bezpieczeństwem i samymi miłymi doznaniami.  Wg pediatry jest drobniutka, ale zdrowa i ma 10 punktów  w skali Apgara, czyli jest wszystko super. Ledwie główkę wychyliła  z ciebie a już  krzyczała. Ma niemal koloraturowy sopran. Była  wyraźnie oburzona, że ją wyrzucają z  domu. Przez dni pobytu u nas codziennie obejrzy ją pediatra, potem będzie ją jakiś pediatra oglądał raz na  miesiąc w przychodni. Emil chce by jakiś przychodził do was, do  domu. Pomyślę o tym, ale i tak będziecie  musieli  chodzić do przychodni na wszystkie  szczepienia i tzw. bilanse. Stosunkowo niedaleko na KEN-u macie taką przychodnię.

A jutro będziecie mieli u  siebie gościa, wpadnie do was doktor Z., bo jutro ma  dyżur u nas. I też  się  cieszy, że jest dziewczynka. On też z tych, którzy  lubią kobiety i starają  się je  rozumieć. Adelko - tu, w tym pojemniku masz kompresy gazowe do przemywania brodawek przed i po karmieniu. Przemyj  ciepłą wodą i osusz też kompresem. I po nocnym karmieniu zmień sobie podkład, nie przed karmieniem.Po prostu w trakcie  karmienia będziesz krwawić nieco  więcej. I to jest prawidłowo. Ja ci to wszystko mówię, chociaż cały  czas jestem przekonany, że ty to wszystko już  wiesz bo już to przestudiowałaś. Adela uśmiechnęła  się - dzięki temu  wiem, że nie  czytałam złych  pozycji. I bardzo dobrze, że o  tym mówisz, bo o wszystkim  czytałam jeszcze przed  ciążą i nie  muszę teraz wlepiać nosa w książki. Mam jednak szczęście do spotykania mądrych lekarzy a do tego sympatycznych i przyjacielsko nastawionych do ludzi. 

Zgłaszam poprawkę do twojej wypowiedzi - przyjacielskie nastawienie mam tylko do niektórych ludzi. Jak już nieco okrzepniecie w  swej nowej roli wpadnę do was razem z moją żoną. Bo przecież nie wyrobię bez opowiedzenia  jej  jakich fajnych ludzi poznałem. I już się cieszę, że będziemy stosunkowo niedaleko od  was  mieszkać. Chodźcie, odprowadzę was do pokoju. Mam nadzieję że nie zjedzie tu do rana jakaś chętna do porodu i trochę tej nocy jednak pośpię. Pchając łóżeczko z maleństwem stwierdził: bardzo fajne dziecko wam  wyszło! W pokoju rozejrzał się i spytał z której  strony będzie  spał Emil, bo on małą ustawi od jego strony, żeby on podał dziecko Adeli. Dopytał się jeszcze czy Emil potrafi zmienić pampersa, cmoknął małą w czapeczkę i powiedział, że nawiedzi ich rano. Adela niech jeszcze cały  dzień poleży i porządnie odpocznie po porodzie. Ale rano to będzie tak około 8,00, nie  wcześniej. Jakby się coś w nocy  działo z Adelą lub dzieckiem, to przy łóżku jest dzwonek. W końcu to jednak szpital. Na  szczęście prywatny!

Około północy dziecko zaczęło domagać się pokarmu, więc zostało nakarmione (z zegarkiem w ręce), Emil zmienił pampersa, poszeptał do niej  czule, pogładził po malutkiej buźce i mała  dalej  spała. Adela po karmieniu przemyła szybko brodawki i zasnęła niemal natychmiast po przyłożeniu  głowy do poduszki. Emil po wrażeniach tego dnia długo nie mógł zasnąć. Tulił w ramionach śpiącą  Adelę i analizował swoje uczucia -przeżywał na  nowo poród i czuł rozpierającą go radość z dwóch powodów- że całe wydarzenie przeszło bez kłopotów i że ma "miniaturę" Adeli. Gdy patrzył na  córeczkę przerażał go nieco fakt, że jest taka malusieńka, bezbronna.Czuł wielką  wdzięczność dla Adeli, że  zgodziła  się by mieli dziecko, że w imię ich  miłości zniosła bez  słowa skargi ciążę i poród, który był dla niej  jednak  dość wyczerpujący. Patrzył z rozczuleniem na maluteńkie paluszki u rączek Milenki i był pełen  zachwytu, że te maciupcie paluszki mają nawet paznokcie, a na stawach paliczkowych są widoczne zmarszczki. Wpatrywał się w buźkę dziecka  szukając podobieństwa do Adeli. W końcu zmęczony zasnął. Spał jednak czujnie i pierwsze popiskiwania dziecka od  razu go obudziły. Z wielkim żalem obudził Adelę, przemył jej brodawki, pomógł ułożyć  się do karmienia i przyłożył maleńką do jej piersi. Zerknął na  zegarek -była godzina 3 w nocy. No to całkiem nieźle- pomyślał- wytrzymała 3 godziny. Pewnie, po Adelce, nie jest żarłokiem. Dopilnował by zmienić pierś gdy ją opróżniła, co zajęło nieco więcej niż 10 minut, przystawił małą  do drugiej piersi. Cały czas mówił  Adeli jak bardzo ja kocha, zachwycał się córeczką i delikatnie głaskał małą po nosku i przy okazji Adelę po piersi. Opróżnianie  drugiej piersi zajęło małej nieco więcej czasu, ssała  dużo wolniej. Po karmieniu oboje sprawdzili czy pierś już jest miękka i gdy mała już leżała w łóżeczku pomógł Adeli w doprowadzeniu się do porządku. Potem wszystko starannie zapisał. Gdy znów tulił Adelę pomyślał - nie jest źle, spodziewałem  się znacznie  gorszych przeżyć. Dobrze, że mam urlop.

Na poranną wizytę przyszedł doktor Michał i pediatra. Pediatra bardzo dokładnie oglądał Milenkę i stwierdził, że żółtaczki noworodkowej mała  jeszcze  nie ma i  być może wcale nie będzie jej  miała bo to nie jest prawdą, że wszystkie noworodki ją  mają. Poinformował też, że mała jest  już  zaszczepiona przeciw  gruźlicy i pokazał miejsce po szczepieniu oraz jest też zaszczepiona przeciwko WZW typ B. Na następne szczepienia, gdy  dziecko ukończy 6 tygodni dostanie  wezwanie  ze  swojej rejonowej przychodni dziecięcej, która jest przy ul. KEN. Obaj  się cieszyli, że Adela ma pokarm a mała dobrze ssie. Adela   miała tylko jedno  pytanie- czy mała   musi  być cały czas  w czapeczce w domu, przecież jest  ciepło. Stwierdzili  że nie, bo faktycznie jest ciepło a na dodatek  mała jest w powijaku, który nieco osłania jej główkę. No ale gdy będą wychodzić do domu, to musi  mieć na ulicy czapeczkę. Adela  była gotowa by przedyskutować ten temat, bo w jej odczuciu  polskie  dzieci były  notorycznie  przegrzewane i mocno  chronione przed dostępem świeżego powietrza, ale odpuściła.

Po południu wpadł do  nich doktor Z. Z prezentem w postaci dziecięcego śliniaczka z......pojemnikiem. Nawet nie macie pojęcia, jakie  dziurawe  dzioby mają małe  dzieci. A tak to co wypadnie lub zostanie wyplute umyślnie to wyląduje   w pojemniku a nie na ubranku. Śliniak jest ze zmywalnego  materiału, więc wstawiasz pod kran i po osuszeniu jest  gotowy to ponownego użycia - tłumaczył Emilowi. A twoją żonę chciałbym zobaczyć na podglądzie za sześć tygodni.  Słyszałem, że jakieś rytuały odprawiała, taniec dziewczynki z  zapałkami. Śmiech śmiechem, ale ja tak naprawdę jestem przekonany do wielu dziś już zupełnie  nieznanych  sposobów leczenia ewentualnie  profilaktyki. Po prostu tak jak kiedyś tak i teraz medycyna  się myliła  w  wielu sprawach. Śliczna jest ta  wasza dziewczynusia! Drobniusia,  ale bardzo proporcjonalna. A jaki ma zabójczy lok na główce!  To dzieło Michała - poinformował Emil. Pewnie się szykuje do zmiany zawodu i zostanie kreatorem mody wśród  fryzjerów. 

A tak ogólnie to jakie wrażenia z porodu? Doktor Michał wykazał się nieziemską wprost wyrozumiałością w  stosunku do mnie - powiedziała Adela. Co nie  zmienia mego przekonania, że kwestia rozrodu ludzkiego jest niedopracowana. Gdyby to faceci mieli chodzić w  ciąży i rodzić to albo by gatunek  zwany  człowiekiem po prostu  zaginął albo wymyśliliby by  cały proces oprócz zapłodnienia, bo może dać  trochę  frajdy facetom, przebiegał poza organizmem ludzkim. Wystarczy sobie uzmysłowić jakie niesamowite rozwiązania techniczne są już wprowadzone w życie więc może wynalezienie robota do produkcji dzieci  też by  się udało. Rozmawiają ze  sztuczną inteligencją, więc  może im  coś podpowie.

Niewątpliwie poród  ze  znieczuleniem jest lepszy niż bez  znieczulenia,  ale  nie powinna to być procedura  tylko dla  tych co  mogą  zapłacić,  ale po prostu rutynowo stosowana dla każdej kobiety, która nie ma  przeciwwskazań do takiego  rozwiązania.

                                                                  c.d.n.