piątek, 23 września 2022

Trudny wybór- 113

 Około godziny osiemnastej  Michał wraz  z żoną stwierdzili, że muszą już jechać bo Michał ma  dziś dyżur w klinice od godziny  dwudziestej  drugiej do ósmej rano - wszak w dni świąteczne dzieci też przychodzą na świat i wcale  się nie przejmują tym, że termin planowany był zupełnie inny, więc on odwiezie Teresę do jej ciotki a rano, po swoim  dyżurze zabierze ją do  domu. 

A ja jeszcze  zostanę, pomogę Emilowi przy kąpieli księżniczki Mileny - stwierdził Leszek. Niech Adelka odpocznie, dosyć się narobiła z okazji świąt. Adela już  miała powiedzieć, że to nie jest dzień kąpieli, ale ugryzła  się w język i nic nie powiedziała.  Przy pożegnaniu Teresa spytała  się czy Adela da jej przepisy a Adela powiedziała- wszystkie swoje mądrości czerpię z sieci - do wielu przepisów są dodatkowo filmiki na YT. Po prostu wrzuć nazwę tego co chcesz ugotować lub upiec i wybierz przepis, który najbardziej ci odpowiada pod względem składników. Bo ja mam nieco ograniczeń dietetycznych nie  tylko związanych z karmieniem dziecka i wybieram przepisy dobre dla  mnie, a wiem, że to może nie  być akurat dobre dla kogoś innego. Poza tym ja  sobie  nie  zapisuję nigdzie co i jak  robię, za każdym razem szukam w  sieci - gdy poczytam skład i sposób  wykonania to wtedy kojarzę czy już to kiedyś robiłam  czy też nie. Po prostu za leniwa jestem by to spisywać lub tracić czas  na drukowanie.

Gdy wyszli Leszek powiedział - ja też was zostawię za jakiś kwadrans - po prostu nie  chciałem wyjść razem z nimi. Bo gdybym wyszedł razem z nimi to zaraz byłaby prośba by mogli u mnie przenocować, a tak  dokładnie to przecież nocowałaby u mnie  Teresa. Nie jest to osoba, którą chciałbym oglądać w swoim domu. Może jestem dziwny i mało serdeczny. Ale wiem, że Teresa rozbiła małżeństwo Michała. I zrobiła to  z hukiem i przytupem. Cała klinika o  tym wiedziała. I bardzo jestem zdziwiony, że Michał się z nią ożenił. Ale naprawdę to nie wiem czy są małżeństwem - mnie to mało interesuje. Nie zaglądałem w papiery Michała czy naprawdę się ożenił, na  jego ślubie  nie byłem.To, że czasem mówię, że krew nie  woda a majtki nie pokrzywy, nie oznacza, że jestem rozpustnikiem czy też demonem seksu. Moje małżeństwo rozleciało się głównie dlatego, że właśnie robiłem specjalizację i więcej  mnie  w domu nie było niż  byłem. Poza tym w żoninej wyobraźni powinienem był robić specjalizację przynajmniej z chirurgii a najlepiej  kardiochirurgii. Doszła do wniosku, że nie wyszła za mąż po to by wiecznie siedzieć w domu samej z dzieckiem. Z dzieckiem o którym marzyła by było zaraz po ślubie. No to było, wykazałem  się, zamiast ją i  siebie postukać mocno w czółko.  A ja po prostu byłem bardzo zajęty i wymęczony tą specjalizacją i tak naprawdę  za mało wiedziałem o życiu.Wy oboje ciągle wszystko razem omawiacie i utrzymujcie  dalej taki obyczaj. To ważne.

Bez porozumienia z Wami umówiłem się z lekarzem od wszczepiania implantów po nowym roku. Miał co prawda  wolny termin pomiędzy świętami a Sylwestrem,  ale pomyślałem, że będzie lepiej, gdy zabieg  będzie nie  między świętami. To jednak jest mini operacja, a ja wiem, że każdy, nawet najmniejszy zabieg może mieć jakieś komplikacje - życie  mnie tego nauczyło. A w razie komplikacji lepiej by to nie był akurat dzień świąteczny. Muszę mu tylko podać jutro wieczorem  dokładną  datę i godzinę. Zrobimy to w moim gabinecie. Myślałem o 3 stycznia przed południem, mogę nawet wpaść po Adelę jadąc z domu i potem mogę ją odwieźć, a ty byś posiedział z Milenką, żeby dziecka nie  ciągać. Pogoda teraz wciąż byle jaka, wirusy grypy i grypodobne fruwają, po co dziecko narażać. To nie  są pogody spacerowe. O dziesiątej to pewnie już będzie księżniczka po karmieniu.

Emil zajrzał do swego terminarza - nooo, może być. Nie ma problemu, wezmę na ten dzień wolne, mam  jeszcze  kilka nie wykorzystanych dni urlopu w tym roku, więc  automatycznie przejdą na następny rok. Adelka może  sama do ciebie podjechać, ona naprawdę dobrze  jeździ, nowe zimówki już założyłem,  ewentualnie  mogę jej dać ojca do towarzystwa na  wypadek gdyby się potem marnie  poczuła. Druga ewentualność - zostawimy z Milenką dziadków- będą dumni i bladzi, że im zostawiamy swój skarb. Ona ich  niemal codziennie widzi, a ojciec do niej  zawsze przemawia i ona już  go kojarzy. Głodna nie  będzie,  bo będzie po karmieniu a na następne to pewnie spokojnie zdążymy wrócić. Poza tym w domu jest to mleko modyfikowane, mama wie jak to przyrządzić, a moja sprytna żona przyzwyczaiła Milenkę do kształtu smoczka tego nakładanego na  butelki -zamieniła po prostu smoczki. Trochę przy tym zamienianiu poleciało w przestrzeń niecenzuralnych wyrazów, ale wygrała walkę z oprawą smoczka.

No dobrze. Jeszcze  jedno - nie pij Adelko tego rana kawy- kawa i znieczulenie oraz świeża ranka nie współgrają dobrze. Cięcie będzie  malutkie, nawet nie  wiem czy nie będzie krótsze niż 2 centymetry długości, nie będzie szycia ani klamerek tylko "Omnistripy", myślę że ze 4 sztuki obok siebie. Cięcie będziesz  miała na wysokości około 8 centymetrów nad łokciem. To jest stosunkowo mało obciążane na  co  dzień miejsce. Zajrzymy w to miejsce w kilka  dni później i sprawdzimy co tam słychać, czy  może trzeba  dać  nowe plasterki bo te zbyt zakrwawione. Ale ja go przypilnuję by równo i starannie  złożył brzegi cięcia, a ty przy karmieniu lewą piersią podłożysz  sobie jeszcze jakiś jasieczek, żeby tego dnia nie nadwyrężać tej ręki. I nie powinno być nadmiernego krwawienia. W sumie będziesz miała to miejsce zabandażowane 7 do 10 dni.

Adela patrzyła na Leszka z uśmiechem - ty byłbyś świetnym wykładowcą- wszystko ładnie, prosto i logicznie klarujesz. Lubię słuchać gdy coś tłumaczysz. Jeśli będziesz kiedyś gdzieś wykładał to przyjdę dla samej przyjemności słuchania twojego wykładu. Emil też fajnie wszystko tłumaczy, tyle tylko, że tematyka medyczna zawsze była mi bliższa. Chciałam studiować biotechnologię, ale  to można było studiować tylko stacjonarnie,  a ja musiałam pracować. No i zostałam magistrem prawa. I Rzecznikiem Patentowym - dodał Emil. Cały czas, odkąd cię  znam, stale cię podziwiałem.

Biotechnologia to ciekawe studia- stwierdził Leszek. I myślę, że jeszcze  wiele nowych  rzeczy jest do odkrycia i do zgłębienia. I faktycznie - nie da  się tego studiować zaocznie, podobnie jak medycyny. Jeden z moich kolegów skończył biotechnologię i zaraz po dyplomie wyjechał do Francji.Powiedział mi, że tu to on po tych  studiach nie ma  co robić. Ale nie mam pojęcia  co tam robi.

Rozmowę przerwało cieniutkie "iiiiiii". O, jaśnie panienka zapewne już głodna  się  zrobiła, stwierdziła Adela. Idę do niej, nie chcę by się rozryczała. Zostań z Emilem, za 20 minut, no góra  za pół godziny będę z powrotem. Milek, powiedz mu o kąpieli.

Milenka już była gotowa włączyć syrenę alarmową, ale gdy Adela pochyliła się nad nią i powiedziała: "zaraz,  zaraz mama da jeść" mała poprzestała na otwieraniu buzi niczym karpik. Bardzo energicznie chwyciła  brodawkę i panowie w stołowym usłyszeli: "nooo, nie  gryź mnie bezzębna istoto, otwórz dzióbek, trzeba inaczej wziąć do buzi ten cycuś, no widzisz szkrabie, od  razu lepiej i masz mleczko". Obaj się cichutko śmiali a Leszek powiedział - biedne te karmiące mamy, ale może jeszcze  trochę wytrzyma . A odgrażała  się, że nie będzie karmić.

A co mi masz powiedzieć o kąpieli?  Są jakieś problemy? Nie, ale my ją kąpiemy raz na  tydzień,  zgodnie z zachodnioeuropejskimi wytycznymi. Ona ani się jeszcze  nie  brudzi ani nie  poci a przy każdej zmianie pampersa myjemy jej pupinę. I raz na dzień buzię przegotowaną wodą. A ty zauważyłeś, że ona ma teraz już nowe, dużo jaśniejsze włoski? Zauważyłem, ale kolor włosów u  dzieci to dość  przejściowa  sprawa. Mój czternastolatek był jaśniutkim blondynem a teraz ma kolor resztek moich włosów. Zastanawiam  się nad całkowitym ich zgoleniem. Zapytam się  chyba twojej Adeli co mi doradzi. 

Mogę ci powiedzieć co  ci doradzi - zgolić na  zero, bo masz ładny kształt czaszki. Drugie  rozwiązanie- drogie lecz mało pewne - przeszczep włosów. Ale one i tak  z czasem wypadną tak jak pieniądze  z kieszeni na przeszczep. Ale oczywiście możesz się Adeli zapytać - sam jestem ciekawy co ci doradzi. W tym momencie usłyszeli - ty mały chuliganie, nie ciągnij mnie  za włosy. Chodź na ramię, odbije ci się i oddam cię w ręce taty. W kilka minut później do Leszka i Emila przyszła Adela z małą przewieszoną przez jej ramię. Mileczku, zdejmij mi paczkę pampersów z góry, trzeba ją przewinąć. Ona  się strasznie chuligani, nie wiem czy  mi aby włosów nie wyrwała tak mnie za nie ciągnęła. Emil powędrował po pampersy, dał je Leszkowi, wziął Milenkę od  Adeli i powiedział - odpocznij po  tym gryzieniu, ja  ją przewinę. Jest ciepła  woda w podgrzewaczu? Jest- zapewniła  go Adela.  W trakcie przewijania Milenka zaprezentowała nowe umiejętności - roześmiała  się głośno gdy ją  Emil całował w brzuszek i bardzo sprawnie chwyciła go za ucho chyba  chcąc podciągnąć się do góry. Ależ  ona  ma chwyt! chyba będę miał siniaki na uchu. I trzeba jej paznokietki obciąć, ale to gdy będzie spała.  Powiedz mi, gdzie kupiliście takie piękne łóżeczko dla  niej?- spytał Leszek.

Nie kupiliśmy, dostała go Milenka w prezencie od mojego przyjaciela, męża twojej pacjentki, Stasi. On je wypatrzył w jakimś zagranicznym katalogu, a kuzyn Stasi, który ma warsztat stolarski zrobił to łóżeczko. Arek chciał kupić dla  małej wózek, ale my już wcześniej kupiliśmy. Powiedział, że  skoro mała ma mercedesa to od  niego będzie łóżeczko niczym lamborghini. A materacyk jest z końskiego włosia. I jest jeszcze od niego wkładka stabilizująca do powijaka, też z włosia końskiego. Spróbuję ją teraz uśpić, a ty obejrzyj wózek małej - dla mnie  cudo, rodem z Holandii. Adelko, pokaż Leszkowi mercedesa naszego dziecka, ja ją postaram  się spacyfikować.

Leszek gdy wrócił do stołowego powiedział - całkiem niedawno małą  widziałem a głowę dam  sobie uciąć, że od tego  czasu znów urosła. I robi  się rozkoszna - jak  cudnie  się  śmieje! I nieco zdewastowała ucho twego męża.  Adela roześmiała  się - jestem pewna, że ona jeszcze da nam  popalić.  Chodź, zobaczysz nasz "magazyn"- trochę się tam  ciasno zrobiło, będę musiała  kiedyś zrobić tam remanent i część mniej używanych  rzeczy wyleci w pojemnikach do piwnicy. Wózek jest ekstra - stelaż służy do głębokiego wózka, do spacerówki i do fotelika samochodowego. Zaprezentowała Leszkowi zalety wózka niczym zawodowa sprzedawczyni, zapytała  się, czy  zauważył, że w pokojach nie ma  szaf a to dzięki temu, że to co zwykle bywa w szafach u nich jest w tym pokoju. Pokazała  też szwedzką wanienkę, która spokojnie "wyrobi" i kąpiel czterolatka i jest składana, więc można ją  brać na każdy wyjazd.

Wiesz, muszę się jednak przeprowadzić na Ursynów. A jakie masz mieszkanie na Powiślu? Trzy pokoje z kuchnią, chyba 57 metrów kwadratowych. W bloku, z widokiem na Wisłę.  Wasz blok stoi w dobrym miejscu, tu jest bardzo cicho. Wiesz co, dowiem się u męża Stasi, bo on  szukał mieszkania dla swych teściów i mówił, że z tyłu tych bloków stojących przy  Rosoła są jeszcze mieszkania. To są te  bloki za tymi ekranami. Ostatnia linia wychodzi na Błonia Wilanowskie. Poza tym na Ursynowie najczęściej nie mają powodzenia mieszkania na parterach i te na ostatnich piętrach. A jak będziesz się starał o kredyt to staraj się w tym Banku, tu masz jego namiary. Porządny, bo jeśli spłacisz przed czasem to ci nie  doliczą odsetek, których nie dostaną, bo spłaciłeś całość. Ja tam brałam kredyt gdy wykupywałam poprzednie mieszkanie. I wiesz- zapytaj się w naszej spółdzielni- może jeszcze  są jakieś wolne mieszkania. I sprawdź dobrze czy to stara spółdzielnia czy nowiutka. I kupuj od starej spółdzielni. Ci nowi inwestorzy to niestety bardzo niepewny element, większość to jacyś kombinatorzy. Niektórzy chętni na mieszkania potracili spore pieniądze i mają małe  szanse na ich odzyskanie. A zaglądnij do tej spółdzielni, w której masz  gabinet - naprawdę w dzisiejszych  czasach bezpieczniej jest kupić coś co już jest gotowe, niż bulić pieniądze za coś, co dopiero ma powstać. Bo jeśli inwestor wpadnie  w długi to zawsze  wpierw musi spłacać wszystkie państwowe instytucje, osoby prywatne  są na samym  końcu kolejki i mogą prędzej umrzeć  niż odzyskać   swoje  pieniądze. Poza tym możesz wywiesić ogłoszenie w okolicy, która  ci się podoba, że zamienisz to swoje na Powiślu na mieszkanie  w rejonie  takich i takich ulic. Rodzice Stasi zamienili swoje  3 pokoje  z kuchnią na Woli na  mieszkanie  dwupokojowe bliziutko Stasi i jeszcze dostali dopłatę. Słyszałeś dziś co mówił Michał - w tym budynku w którym oni mają mieszkać są jeszcze mieszkania do sprzedania. W końcu  mieszkanie w jednym bloku z Michałem nie zobowiązuje  cię do spotykania się z nim dzień  w dzień i jeszcze  trochę. I z Teresą wcale  nie  musisz  się przyjaźnić.  Czy jesteś pewien, że między byłą żoną Michała a nim wszystko było idealnie? Przecież gdyby było idealnie to raczej Teresa miałaby marne  szanse u niego. Na seksie można jakiś czas popłynąć, ale nie do końca  życia. Być może, że Michał nieco zaczadział i coś go w niej porwało, ale na pewno nie  jej intelekt i ten brak szybko będzie  coraz  częściej mu dokuczał. Słyszałeś jak ją obrugał. To nie  był wyraz miłości i szacunku, był wyraźnie  wściekły.

Emil już od dłuższej chwili przysłuchiwał się temu co mówi Adela, w końcu zapytał - chce któreś z was kompociku i migdałowego wafelka? A może herbatki? Słuchaj się Leszku Adeli, to bardzo mądra kobieta.

No popatrz - wygląda na to, że jestem strasznie zielony w tej dziedzinie.Leszek był wyraźnie  zmartwiony.

                                                                  c.d.n.


czwartek, 22 września 2022

Trudny wybór - 112

 Adela śmiała  się,  że pierwszy dzień świąt minie zdominowany przez branżę medyczną, a tak dokładnie ginekologiczno-położniczą. 

Pierwszy dotarł Leszek.  Na jego widok Adeli nieco szczęka opadła - Leszek w dobrze skrojonym garniturze, w blado błękitnej koszuli i z muszką zamiast  krawata,  a Leszek w kitlu lekarskim to były dwie zupełnie  różne osoby. Poza tym widać  było, że jest wypoczęty.

Nooo,  może  szkoda, że nie przyjmujesz pacjentek w tym stroju - mam podejrzenie, że w dni przyjęć kolejka czekających na poradę byłaby i na ulicy. Nie nabijaj  się ze mnie, proszę-  bałem  się, że w ten  garnitur nie  wejdę, a tu niespodzianka- zmieściłem  się i jeszcze  mam luz. Prowadzę taki cnotliwy i bardzo monotonny tryb  życia, że  w garnitur wskakuję góra  dwa razy  w roku. Dobrze, że mi Emil  tak dokładnie wytłumaczył jak do was trafić bo inaczej błądziłbym pewnie do  wieczora.  Cofnął się na moment do przedpokoju i podał Adeli  "coś" opakowane w kolorowy papier. A to dla was, żebyście mieli gdzie przechowywać dokumentację Milenki. Na razie jest tylko jedno zdjęcie Milenki zrobione gdy już ją nakarmiłaś, ale jeszcze nie była do końca "obrobiona". Bardzo dokumentalne  zdjęcie. Następne to już sami będziecie jej  robić. Tu jest miejsce  nie  tylko na  zdjęcia  ale i na  notatki. Taka "księga pamiątkowa".

Adela wzięła go za rękę i powiedziała- chodź,  zobaczysz coś fajnego, tylko cichutko - i zaprowadziła go do sypialni. Na zaścielonym łóżku leżał Emil,  a na nim, na brzuszku, w pozycji żabki spała Milenka.  Emil pomachał ręką Leszkowi i cicho powiedział - ona za chwilę się ocknie, bo zbliża  się pora karmienia, wtedy oddam ją  w ręce Adeli. Adela z Leszkiem wycofali się z  sypialni.  Chodź, gdy ja  będę karmić to zajmie  się gośćmi Emil. A teraz  pokażę  ci resztę  mieszkania no i musimy zajrzeć  do kuchni, bo na  czas karmienia i przewijania przygotowałam tak  zwane "czekadełka", czyli ciepłe przekąski. Muszę sprawdzić czy  się aby nie  za bardzo spiekają.

Bardzo mi się to wasze mieszkanie podoba - stwierdził Leszek. Muszę pomyśleć o przeprowadzeniu  się gdzieś bliżej gabinetu. Niby z Powiśla  tu nie jest daleko, ale tu  mi się podoba. W tym momencie do kuchni wszedł Emil z Milenką mówiąc - jaśnie panienka raczyła  się obudzić, ale nie  wiem czy jest już głodna czy tylko chciała  zmienić pozycję. No to potrzymaj ją jeszcze  moment, muszę  się przygotować. Adela wyszła  do łazienki a  Emil zajrzał do piekarnika i wyłączył go. Milenka tymczasem wpakowała paluszki do  buzi, a Emil powiedział - chyba jednak jest głodna, chodź Leszku, odniosę ją do sypialni i wiesz  co - otwórz ten piekarnik.

Adela wyszła z łazienki, usadowiła  się na fotelu i zaczęła Milenę karmić. Emil dostał instrukcję  by jeszcze nie  wyjmować zawartości piekarnika do czasu  aż przyjedzie  Michał z żoną.  A może oni gdzieś tu  błądzą i nie mogą trafić - zastanawiał się  Leszek.  No nie  wiem, a  skąd oni jadą?  Z Włoch.  Emil zaśmiał  się - to może  szkoda, że nie lecą samolotem. Według  mnie to mieszkają niemal w Ursusie, ale nie orientuję  się dokładnie  gdzie, to jakieś nowe osiedle - stwierdził Leszek. Czasem wielce  nielogiczne są niektóre miejsca  przypisane do konkretnej gminy. Bo patrząc na mapę Warszawy i okolic miasta to jest dzielnica  Warszawa-Włochy , potem  tory kolejowe i za nimi Nowe Włochy.

Wiesz Leszku - ja to współczuję  wszystkim, którzy  mieszkają pod  Warszawą i muszą dojeżdżać  do pracy. Bo kiedyś  mieszkałem w Milanówku i znam te  rozkosze. Mieliśmy tam naprawdę piękny dom, ale po latach  mieszkania tam i dojazdów na uczelnię i do pracy za nic nie  chciałbym znów  mieszkać poza Warszawą. A oni tam mają jakiś dom w tych Włochach?  Nie, wynajmują mieszkanie  w bloku. Po prostu jest taniej i łatwiej coś przyzwoitego znaleźć. Ale tak naprawdę to nie wiem z kim Michał jest, nawet na oczy  nie widziałem tej jego żony. Poprzednią znałem a tak dokładnie  to widziałem kilka  razy. Trudno powiedzieć, że kogoś  znasz jeżeli go widzisz w przelocie i tylko wymieniasz pozdrowienia.  Czasy nieco dziwne teraz   nastały.

Znam- to mogę powiedzieć o twojej żonie bo jest  moją pacjentką od kilku lat i czasem wymienialiśmy swoje poglądy na różne tematy.  Emil uśmiechnął się - ona mówi o  tobie "mój ulubiony gin". Poza twoją wiedzą ceni ogromnie  to, że zawsze się czuje u ciebie tylko pacjentką a nie kobietą do podrywu. Kiedyś mi powiedziała, że najfajniejsze jest  właśnie to, że nie patrzysz na nią jak samiec i że jesteś delikatniejszy i taktowniejszy niż  niejedna lekarka tej specjalności.

Adelę to ja w pewnym  sensie "odziedziczyłem" razem z gabinetem - ona  się świetnie  rozumiała z moją koleżanką, od której  odkupiłem gabinet.  I poleciła  mi tylko te pacjentki które , jak  mówiła, są normalne, kulturalne i inteligentne. Adela chodziła  do niej gdy Ala pracowała jeszcze  w prywatnej przychodni, tu na Ursynowie i do swego gabinetu to dała  namiary tylko tym, które nie sprawiały kłopotów. Trochę się martwię o Alę, bo dawno nie  miałem z nią kontaktu, a miała zakrzepicę. Wyjechała z Polski, do swej córki.  Jest z 15 lat starsza ode mnie. A twoja Adela jest naprawdę bardzo fajną pacjentką, zawsze bardzo dużo  wie na temat, z którym przychodzi do mnie i poza  tym jest zdyscyplinowana. No i nigdy nie mówi głupot ani nie  wdzięczy  się i ma poczucie  humoru.

W tym momencie zadźwięczał dzwonek i Emil poszedł otworzyć drzwi. No proszę - to uosobienie punktualności już jest - powiedział Michał. A mnie  się trochę drogi pomyliły z naszej wytwornej wioski i zamiast krócej to jechałem dłużej bo musiałem zawracać z powodu jakiejś pękniętej  rury. Nie rozumiem tego - w nocy pewnie  było nieco na  minusie, ale chyba nie minus 20 stopni. Emil uśmiechnął  się -wcale się nie  spóźniliście, tylko Leszek po prostu nieco wcześniej do nas  wpadł. A jak zauważyłem to rury pękają  właśnie przy takich niezbyt niskich temperaturach, co jak dla mnie jest bardzo dziwne. Chodźcie, Adela  chyba już skończyła karmić małą i zaraz do nas  dołączy. Na potwierdzenie jego słów w drzwiach sypialni stanęła Adela z małą w ramionach i powiedziała - ja  za jakieś dziesięć minut do was dołączę, a teraz zajmie  się wami Emil. Zajmijcie się na razie ciepłymi przekąskami, bo na dworze to tak jakoś nie za ciepło dziś.

Emil zaprosił wszystkich  do pokoju, mówiąc, że na  chwilę musi udać  się do kuchni, więc zaraz się okazało, że najchętniej to oni wszyscy pójdą  z nim do kuchni - Michał z żoną Teresą dlatego, że są na etapie zastanawiania się jak urządzić kuchnię w nowym mieszkaniu, a  Leszek dlatego, że dla niego kuchnia jest takim  na  wskroś domowym pomieszczeniem, a on takiego domowego ciepełka potrzebuje.  Oj, macie szczęście że nie mieszkacie tuż obok mego gabinetu, bo  chyba bym zamieszkał w  waszej kuchni - jest bardzo fajnie urządzona - stwierdził Leszek.  No właśnie - dodała Teresa - świetnie, że jest ten kącik jadalny. Najwygodniej  jest na  co  dzień jeść posiłki w kuchni i nie tracić energii na krążenie między pokojem a kuchnią. Ooooo, kochani - szybko się mnie  nie pozbędziecie - oświadczył Michał. Tess, weź od pani domu przepis na ciepłe przekąski.  Stary, przekąski to raz, ale spróbuj tego co masz w kubku!  Niebo  w gębie! Rosołek - pychotka. Hmmm, a jaki tu jest ser upieczony z tą szynką? Dopytywała  się Teresa. Pewnie ricotta - stwierdził Emil. Bo nie przypominam  sobie bym kupował jakiś inny. Przez to karmienie Adela teraz nie je żółtych serów.

No proszę - to się nazywa dobry  mąż - perorowała Teresa. A to coś nienormalnego? - zdziwił się Emil. Dla nas obojga  to całkiem normalne. Tak zresztą zostałem wychowany - należy jak najwięcej żonie pomagać we  wszystkim. Wyszedłem  z domu, w którym kobieta była kochana i bardzo szanowana, a słowo "kocham" było równoznaczne ze słowami  "ochraniam i pomagam". Mój ojciec bardzo kochał mamę. Był załamany po jej śmierci. Ale na  szczęście  już się pozbierał, ożenił się po raz drugi i wiem, że jest w tym związku szczęśliwy. Ożenił się z ciocią mojej Adeli, wdową i razem tworzą super parę. I mieszkają w sąsiedniej klatce schodowej. No widzisz - Michał zwrócił się do swej żony - mówiłem  ci, że Adela i Emil są jacyś inni, nie  ze współczesnej bajki. Gdy na nich patrzyłem w klinice,  miałem wrażenie że ich źrenice są połączone trwale jakąś wiązką nici.

W drzwiach kuchni stanęła Adela z małą- po raz pierwszy moje dziecko jeszcze nie zasnęło po karmieniu - poinformowała. Ale się nie drze, to chyba jednak jest najedzona. A dlaczego wszyscy siedzicie w  kuchni? Chyba nie jest zimno w pokoju?  Chodźcie do pokoju - jeżeli nie będziemy  zbyt głośni to mała zaśnie w naszej obecności w swoim łóżeczku. Nie chcę ją przyzwyczajać by usypiała na rękach bo ona robi się coraz  cięższa. Nooo, teraz to już kawał dziecka - stwierdził Michał. A była taka malusieńka! Milek, wstaw łóżeczko  do stołowego - poprosiła Adela. Muszę ją przewinąć to wrzuć pampersa i chusteczki do łóżeczka. To ja ci  pomogę - Leszek zerwał się z krzesła.  Siedź, siedź łóżeczko  ma kółka - to istne lamborghini wśród dziecięcych łóżeczek- powiedziała Adela. A powiedzcie  mi jak wyszły te zawijańce? Bo zrobiłam je po raz pierwszy. Pyszne, ale bulionik to istne niebo w gębie. Sama robiłaś? No jasne - to po prostu mój stały rosołek- tylko zawsze po ostudzeniu zbieram z niego cały tłuszcz.  A zdradzisz przepis? - spytała Teresa.  Żadna tajemnica - wymaga tylko długiego, bardzo powolnego gotowania, dużo mięsa, może być mieszanka gatunków, sporo warzyw plus upieczona  na gazie  cebula. Potem mięso i warzywka można użyć do pierogów lub naleśników, a zimny uwolnić od tłuszczu, poporcjować i zamrozić- jest wtedy zawsze baza do zup. Jessu- jęknęła Teresa - skąd to wiesz? No bo umiem czytać ze  zrozumieniem tekstu - nie  chodziłam do technikum gastronomicznego tylko do liceum a potem skończyłam prawo i mam nawyk czytania.   

I to niemal wszystkiego - dopowiedział Leszek. Jestem pewien, że nim się zdecydowała na dziecko przestudiowała pół biblioteki medycznej. Wcale nie - kupiłam tylko sobie pediatrię napisaną przez amerykańskich pediatrów i przetłumaczoną na polski- wyjaśniła Adela. Jeśli kogoś interesuje pupa niemowlęca to właśnie idę małą przewinąć. To ja idę z tobą - Michał poderwał się z miejsca- to ja jej pomagałem w wydostaniu się na świat.  Idź, idź, ona jest cudna, ja już ją widziałem - zaśmiał się Leszek.

Michał bardzo uważnie przyglądał się Milence, która  z kolei przyglądała się jemu. Adela mu podpowiedziała - mów do niej, ona  cię nie  zna,  musi w jakiś sposób dowiedzieć  się, że masz przyjazne wobec  niej  zamiary. Moduluj głos, będzie zaciekawiona. Możesz ją pogłaskać po główce, lubi to. Emil ją usypia masując delikatnie ruchem okrężnym jej skroń. Albo ją  sobie  kładzie na klacie, nóżki w pozycji żabki i po chwili Adelka śpi. Emil w 5 minut potem też, ale cały czas ją przytrzymuje, żeby nie  spadła. A ja podkładam z obu jego stron poduszki, ale on czujnie drzemie. 

Wiesz, gdy mówisz o Emilu to mnie ogarnia zazdrość. Zazdroszczę mu, że jest tak przez  ciebie kochany. Myślę Michale, że jeżeli będziesz dobry dla Teresy i tak będziesz dbał o  nią jak Emil o  mnie, to też będzie  cię kochać. Miłość rodzi miłość. Patrz, już śpi. Włączę podsłuch i idziemy stąd. Gdy wyszli z pokoju powiedziała- temu co wymyślił pampersy dałabym Nobla.

Popchnęła  Michała do pokoju stołowego a sama poszła do kuchni by podgrzać obiad. Gdy już wszystko było gorące wyłożyła wszystko na nagrzane w piekarniku półmiski i z pomocą  Emila ustawiła je na stole.

Tym razem do popitki był rosołek wzbogacony o prawdziwki. A jakie to mięso? - dopytywała  się Teresa. To  - zwykła świnina, a tak dokładnie to schab karkowy, bo jakoś lepiej się poddaje biciu niż schab środkowy.  Naprawdę to świnina?  No naprawdę - a co, nie  smakuje ci?  Smakuje, ale wcale nie ma smaku wieprzowiny.  No, fakt- zgodziła  się z nią Adela. Osobiście  nie przepadam za smakiem i  zapachem mięsa wieprzowego i  robię  co mogę by się go pozbyć. Ale nie udało mi się kupić mięsa  wołowego na  zrazy, więc zrobiłam  to.  Wiesz, dodając różne przyprawy można  niemal każdej potrawie nadać  nowy smak. 

W tym momencie Michał się  zdenerwował i powiedział do żony - jak jeszcze  raz  zaczniesz się dopytywać co jak jest zrobione, to cię wystawię do kuchni i tam będziesz  sama siedzieć i zastanawiać  się co i jak jest przyrządzone to co masz na talerzu. Jeśli ci  smakuje  to jedz. Mnie  nie interesuje jak to jest zrobione - dla mnie najważniejsze , że to jest pyszne. Daj ludziom  spokojnie  się podelektować tym co mają na talerzu. Jeśli cię nurtuje jak to  zrobić to możesz  poprosić Adelę o przepis, ale  nie teraz. I tak nie zapamiętasz tego co ci  w tej  chwili powie.

Adela uśmiechnęła się - jeśli się rzadko gotuje to często  się zdarza, że i według przepisu coś nie  wyjdzie tak jakbyśmy tego  chcieli. Mam całą listę potraw, które robiłam  według przepisu a efekt końcowy  był bardzo daleki od  oczekiwanego. A i śmietnik się  całkiem nieźle przy  mnie pożywił. 

Ale to chyba nie za mojej kadencji - stwierdził Emil. No nie, to jeszcze w  czasach panieńskich. Helenka  się wiele razy  dziwiła i  nie  wróżyła mi wielkiej kariery kulinarnej. Mnie po prostu pichcenie za mało bawi. Najbardziej to lubię robić rosół, bo właściwie  to on  się sam robi. Byle kupić  jednocześnie ze trzy  rodzaje  mięsa. A moją najsłabszą stroną to są ryby - nie lubię ich  robić a i jedzenie ich mało mi pasuje. Co prawda uwielbiam łososia, który jest wędzony na  gorąco, ale w Warszawie  to rzadko kiedy można to kupić. Nad Bałtykiem  bywa.  Ale wczoraj, na  wigilię Emil dopilnował, żebym miała pieczonego pstrąga. Razem z tatą kupili, zakup zataili i wczoraj  miałam niespodziankę na talerzu. Oni obaj okropnie  mnie rozpieszczają. Kochani, jeśli ktoś jeszcze ma na  coś ochotę, to może załapać  się na  dokładkę, podgrzać można w mikrofali. Najwyżej zjecie potem mniej słodkiego do kawy, herbaty  lub kompotu.

Eeeee, ja jestem straszny słodkożerca- stwierdził Leszek. Zwłaszcza na domowe słodkości.  Nie wiem czemu,  ale  każdy domowy wypiek jest lepszy od tego z cukierni. Z cukierni to ja lubię  tylko pączki od Bliklego bo mają  niepowtarzalne  nadzienie, konfiturę z róży.  

Jeszcze nigdy nie robiłam  w domu pączków, ale kiedyś razem z Helenką smażyłyśmy faworki. Jak dla  mnie to robiłam je  dwa razy- pierwszy i ostatni. Wywietrzenie potem  kuchni ciągnęło się z tydzień i  był problem co zrobić z tym olejem po smażeniu. W końcu namoczyłam  w nim jakieś  szmaty i wyrzuciłam je na śmietnik.  To teraz  pobawcie  się trochę sami, beze mnie, a ja w nagrodę dam  wam  coś słodkiego na deser.

Mileczku, przenieś proszę talerze  do kuchni. Siedź Milek,  ja to zrobię - stwierdził Leszek. A potrafisz?- zaśmiał się Emil.  No nie wiem- ostatnio nosiłem  głównie preparaty na płytkach Petriego, ale znacznie  dalej niż  stąd do kuchni. Słuchaj Leszek, Adela kazała bym ja to zrobił, może ma  w tym jakiś ukryty  cel,  więc siedź tutaj.  Za elegancko wyglądasz na to, żeby brudne  talerze nosić.

Powiedzcie  mi tylko kto pije kawę i jaką- może być z ekspresu, może być nesca, może też być herbata a herbata  może być owocowa lub  czarna  lub  zielona. Po prostu czym  chata  bogata. Na owocowej to się w tym  domu  tylko Adela wyznaje, więc jak  ktoś chętny na owocową musi pójść do kuchni na konsultację z Adelą. Ja nescę poproszę - na co dzień żłopię z ekspresu, stwierdził Michał. Ja zwykłą herbatę -wybrała Teresa. A ty Leszku?     Ja  -espresso. No fajnie.

W chwilę potem Emil przyniósł tort makowy mówiąc - tak naprawdę to ma tylko formę tortu, ale to  jest po prostu  makowiec bez  ciasta. W środku są rodzynki wykąpane w rumie, a te  białe kuleczki to są rozdrobnione migdały.  A zaraz przyniosę pischinger migdałowy, bardzo nietypowy bo słodzony oryginalnym  cukrem trzcinowym. Obie  słodkości  są dziełem Adeli.

Leszek tylko  westchnął - ty Emilu to masz  dobrze. Dba o  ciebie ta  dziewczyna niesamowicie! Hmmm, widocznie sobie  na to dbanie zasłużyłem - zaśmiał się Emil.  Myślę, że tak i to na  wielu płaszczyznach- powiedział poważnie Leszek- już  po pierwszym naszym  spotkaniu wiedziałem, że tworzycie świetny  duet. A tak naprawdę wcale  nie jest łatwo znaleźć swoją drugą połówkę tak bardzo dopasowaną. To się zdarza niezmiernie  rzadko. I ogromnie się cieszę, że jesteście oboje moimi przyjaciółmi.  Och, coś mi  się przypomniało - przepraszam was,  ale  muszę iść na  chwilę do Adeli. No to idź - pomożesz  jej przynosić do pokoju i zrobisz espresso dla nas obu.

A kiedy wy się zameldujecie w nowym mieszkaniu na Ursynowie? Podali wam  już jakiś termin? No jeszcze  nie i prawdę mówiąc krew mnie zalewa ze złości, bo mi podają  datę "po piętnastym  stycznia". Równie dobrze  w tym układzie może to być i kwiecień, bo rzeczywiście to będzie po piętnastym stycznia. I potem powiedzą, że  wszystko się zgadza, bo przecież tak obiecywali. A podobno są tam jeszcze jakieś mieszkania nie wykupione. A gdzie wy teraz mieszkacie?- spytał Emil.  We Włochach, w nowej części, już za torami. Kawał drogi od kolejki. Oj, to bardzo, bardzo  wam współczuję, wiem  co to jest  mieszkać pod Warszawą. Latami dojeżdżałem z Milanówka do Warszawy kolejką elektryczną. Jedyny plus to był taki, że do kolejki miałem blisko. Ale to był koszmar. No my jeździmy samochodem, ale Teresa nie ma prawka i często korzysta z pociągu. Godziny pracy się nam  nie pokrywają, więc jest jakby  mało radośnie. A gdzie Teresa pracuje? Na Mokotowie, jest pielęgniarką w zakładowej przychodni. Jedyny plus, że ma godziny  stałe i  nie ma  nocnych dyżurów. Ani porodów rodzinnych - zaśmiał  się  Emil. No wiesz, gdybym  miał wszystkie porody takie jak Adeli to bym  się  zaliczał do szczęściarzy. Zero problemów z pacjentką ,  zero problemów  z dzieckiem. Ty też nie mdlałeś, a to się na takich porodach  zdarza.

                                                                        c.d.n.


wtorek, 20 września 2022

Trudny wybór - 111

 Wigilia była "ustawiona" pod kątem żywienia karmiącej matki. Żadnej kapusty, żadnych grzybów, nic ciężkostrawnego. Adela chciała, by  w trakcie tego wspólnego posiłku Milenka  nadal przebywała  w  sypialni, a włączony podsłuch przecież informowałby ich czy aby  nie  popłakuje,  ale Piotr zaprotestował mówiąc, że przecież oni nawet na  co dzień  gdy jedzą to nie mówią, no  a gdy mówią  to przecież  także nie jest  to krzyk, tylko zwykła  rozmowa. Emil poparł ojca i łóżeczko z Milenką przywędrowało do pokoju dziennego.  No i wspaniale - stwierdził Piotr - rodzina  jest   w komplecie. A za rok to już Milenka będzie zapewne  nam towarzyszyła  bardziej  aktywnie, będzie  miała już rok i  cztery  miesiące! to już będzie  całkiem  spore  dziecko - perorował Piotr.

Adela siedziała nad  wciąż pustym talerzem i  miała nieco nieobecny  wyraz twarzy. Maleństwo,  a czemu ty nic  nie jesz?- zaniepokoił  się Emil. Adela popatrzyła  się na niego niezbyt przytomnym  wzrokiem- bo się zastanawiam, czy ten węgorz  wędzony  nie zaszkodzi małej. No ale przecież to ty będziesz jadła tego węgorza a poza tym jestem dziwnie  pewien, że nie  zjesz wszystkiego co jest na półmisku. No  a poza tym nie  sądzę by ten wędzony  węgorz przedostał  się do pokarmu Milenki w postaci  nieprzetworzonej i nie rozłożonej na czynniki pierwsze.  Oprócz niego  zjesz  przecież cała masę innych potraw. To nie alkohol, który bardzo szybko przenika do  całego organizmu. No a poza tym węgorzem to jest  tu przecież  dużo innych  dobrych rzeczy  do jedzenia. Zobacz, jest nawet twoja ulubiona sałatka jarzynowa - nałożyć ci?   Groszek możesz wydłubać i zostawić na talerzu, ale podejrzewam, że ilość, którą zjesz  w sałatce na pewno nie sprawi żadnych dolegliwości układowi pokarmowemu Milenki. Im bardziej będziesz urozmaicać swoje posiłki tym większy będzie  w przyszłości  repertuar smaków  Milenki - dodała  Helena. 

Przepraszam was, chyba pomału  wpadam  w paranoję - powiedziała Adela. Nie  wiem  czemu,  ale jakoś   boję  się płaczu dziecka. Którego dziecka ?-  spytał Emil. Przecież Milenka prawie wcale  nie płacze, bo trudno nazwać płaczem te  kilka pisków  niezadowolenia gdy poczuje głód. Płakała to tylko przy porodzie  gdy ją wyrzuciłaś z zacisznego i przytulnego miejsca  w swoim wnętrzu. A i  to krótko bo zaraz ci ją Michał przystawił do piersi i znów miała  ciepło twego ciała i była nakryta cieplutko. W czasie ubierania i zakraplania  oczu i  szczepienia też płakała, bo to szarpanie  jej przy ubieraniu, szczepienie i to ostre światło na pewno sprawiało jej ból. Miała dziewięć miesięcy luksusu w twoim brzuszku a tu nagle tyle niemiłych rzeczy na raz  ją  spotkało.

Adela ponownie przeprosiła rodzinę i powiedziała - jestem jakaś mocno "wybita  z uderzenia" - te lata pracy i studiów pokrzywiły mnie zupełnie. Muszę sobie  wynaleźć jakieś zajęcie poza opieką nad Mileną. 

Spokojnie, ona teraz to jeszcze wymaga niewielkiego poświęcania  jej uwagi, ale za trzy  miesiące będziesz   musiała jej poświęcać  znacznie  więcej uwagi i swego  czasu. Teraz jeszcze dużo  śpi, ona jeszcze  wciąż zbiera  siły na  życie. Jeszcze trochę a na twoje zniknięcie z jej pola widzenia  będzie reagować krzykiem, zacznie  się bawić  swymi zabawkami i będziesz jej pierwszą nauczycielką objaśniającą jej świat. Dobrze  zadbane dziecko w wieku  dziewięciu  miesięcy umie pokazać w swojej książeczce kotka, pieska, dziecko, butelkę  z mlekiem.. Jest  już  wtedy ruchliwe, samo  przewraca  się wokół własnej  osi i bez trudu  ci odpełznie w trakcie przewijania. A potem to już tylko moment i zacznie  raczkować i usiłować  wstawać,  a ty będziesz  wzdychać  do tych  chwil gdy nie musiałaś  mieć oczu dookoła  głowy i gdy większość doby  dziecko przesypiało -   spokojnie tłumaczyła Adeli  Helena.

A jeśli brakuje ci pracy, to mogę porozmawiać o  tym z Bronkiem i ci cichcem podrzuci jakąś pracę, bo choć cały czas podobno (twoim  zdaniem) nic  tam nie  robiłaś poza piciem kawy i ganianiem po biurze, to mu ciebie w pracy brakuje. No i pewnie jednak będzie kancelaria i  nawet jeśli  w tym  czasie Milenka jeszcze nie będzie w przedszkolu to ty będziesz miała tam co robić- będziesz  coś opracowywać  w domu- dopowiedział Emil. A mama powiedziała, że wtedy zajmie  się Milenką, oczywiście  razem z tatą.

A teraz jest ukłon kulinarny  w twoją  stronę - na gorąco jest dziś nie tylko pieczony indyk ale i jeszcze  coś - zgadnij co? No nie  wiem, nie  zaglądałam u rodziców  w garnki- stwierdziła Adela. No to posiedź grzecznie z mamą przy  stole a my z tatą zajmiemy się kuchnią. W kwadrans  potem na  stole był pieczony indyk i.......pieczone pstrągi. Do nich były pieczone kartofle. A do "popitki" czerwony barszcz. Ojej, nic  nie  mówiłeś, że kupiliście świeże pstrągi gdy pytałam co kupiliście na święta - wypomniała  Emilowi Adela. No bo chcieliśmy żebyś miała niespodziankę! Zobacz tylko jakie dorodne,  zupełnie jak te  na  Słowacji.  Odkryliśmy prywatną centralę rybną -  zaopatrzenie jak przed wojną - powiedział Piotr. Zamówiliśmy coś, co podobno bardzo lubisz, ale nie  wiem kiedy to będzie do kupienia. Na razie  można  było to  tylko  zamówić.  Będziemy tam co jakiś czas zaglądać. A gdzie  to jest? - spytała Adela. Teoretycznie to tak jakby na Alei Wilanowskiej, ale to kawałek od  Alei, więc trochę zmyłkowy adres.

Adelko a co jutro serwujesz swoim gościom?- spytała Helena. Wpierw dostaną przekąskę na ciepło, a potem będą zrazy zawijane z ogórkiem kwaszonym w środku i do tego ryż, czyli pilaw z marchewką,cebulką i przecierem pomidorowym. A co będzie  w ramach tej przekąski?  Nic skomplikowanego- zawijańce serowo-szynkowe z ciasta   francuskiego.  Jak zwykle  wszystko nietypowe, bo zrazy są nie  z  wołu ale z wieprzka, a tak  dokładnie ze  schabu karkowego. Zrazy już mam  gotowe, ryż też, więc go tylko odsmażę na patelni i będzie niemal jak paella. Do tego będzie do popicia czysty, chudy rosołek z prawdziwków. Zawijańce to będą z ciasta  francuskiego, serka ricotta i szynki, do popicia czysty, chudy bulionik domowy. No a potem mam tort  makowo-owsiany polany czekoladą i andruty z masą migdałową, czyli cukier utarty  z masłem i sproszkowanymi migdałami, wzbogacony  mlekiem. Masę to zrobię dzisiaj i przełożę nią  andruty. Do czasu jutrzejszego obiadu  świetnie  się  skleją. A jeśli  w drugi  dzień  świąt będzie znośna  pogoda to sobie z wami pospacerujemy po Ursynowie.  Milence to jak na razie  dość obojętne gdzie  będzie wózek, w którym będzie spała.

Ciekawa jestem jaka jest ta  żona  Michała. Bo to chyba druga  żona,  jak  wywnioskowałam z odzywki Leszka.  Oni mieli zamieszkać  jeszcze przed  świętami w domu blisko Tesco ursynowskiego, no ale przecież  w polskim  budownictwie poślizg w oddawaniu budynków   jest  chyba obowiązkowym  elementem krajobrazu. To w ogóle  będzie dość zabawne spotkanie - ale obu tych  facetów bardzo lubię i  cenię od  strony zawodowej. A tak naprawdę podziwiam Emila,  że był przy porodzie, że wytrzymał moje pomysły. Bo to było znacznie  bardziej męczące  niż  spacerki ze mną w górach. Bo to wprawdzie było bezbolesne,  ale jednak mięśnie pracowały i czułam jak pracują. To takie  dziwne uczucie- powiedziała  Adela- miałam wrażenie, że moje biodra za moment uwolnią  się ze skóry i mięśni i znajdą  się obok  mnie. Niesamowicie dziwne odczucia. Ale jak na razie to mam dość wrażeń w  tym zakresie.

Trochę mi przykro, że nie  zobaczymy  się w te święta ze Stasią i  Arkiem. Ona i Arek pojechali dziś na obiad wigilijny do zakładu,  w którym jest jego mama. Uważam,  że to bardzo miły gest ze strony Stasi a i  tego Zakładu, że organizuje taką  wigilię dla  swych pensjonariuszy i ich  rodzin.  Kolację to pewnie jedzą aktualnie razem  z  dziećmi u Stasi  rodziców. Dobrze, że się jej rodzice  zdecydowali zamieszkać w nieco mniejszym mieszkaniu i dzięki temu  Pawełek nie  musi przed zajęciami w  szkole siedzieć na świetlicy. Po zajęciach też nie  siedzi na świetlicy. Arek chce na ferie wysłać dzieci z rodzicami Stasi  gdzieś w góry. Może nie akurat do Zakopanego, ale  może w Beskidy na jakieś zorganizowane wczasy, żeby było zapewnione wyżywienie. Obiecałam, że zatelefonuję do Tomka, bo może oni znają jakiś ośrodek na Bukowinie,  wszak baseny otwarte cały  rok, a dla dzieci to wielka atrakcja i  chyba w  czasie  ferii są jakieś  zniżki dla dzieciaków. A może jednak pobędą  w Zakopanem, bo tam dla dzieciaków będzie  w sumie  więcej  atrakcji. Po Zakopcu to można przynajmniej pochodzić, więc pewnie  namówię Arka by wysłał ich do Zakopanego.

 Emil uśmiechnął się - jak znam życie i Arka słabość  do Ciebie to  zrobi tak jak mu powiesz. Odnoszę  wrażenie, że jesteś u niego na etacie mamy, siostry i doradcy życiowego.  Ostatnio mi powiedział, że on po prostu kocha  cię tak, jakbyś była jego siostrą. No i na  dodatek dzięki tobie poznał Stasię. Usiłowałem mu wytłumaczyć, że to głównie  zasługa byłego męża Stasi, ale jego  zdaniem to twoja zasługa. Bo przecież mogłaś skierować  Stasię do kogoś innego. Stale mi powtarza, że  cię kocha jak własną, rodzoną siostrę. I pewnie zatelefonują do nas około dwudziestej drugiej, bo wiedzą, że nasza Pimpusia je około 21,00. 

Synku, ona ma imię, dlaczego nazywasz ją Pimpusią?  No bo ona jakoś kojarzy  mi się z wierszykiem o Pimpusiu, który raz lądował  na rękach  mamy a raz taty. To jedyny wierszyk kojarzący  mi się z dzieciństwem, jakoś łatwo w  głowę wchodził,  a mama mi go często czytała. To  co prawda był wiersz o  kotku a nie o  dziecku.

To był Pimpuś Sadełko. Chyba dzieło Marii Konopnickiej - stwierdziła  Adela. A Milenka pomału nabiera ciałka, przedtem rączki i  nóżki były  jak parówki,  a teraz pomału  zaczynają wyglądać jak serdelki - roześmiała  się Adela. To znaczy, że jej ten  pokarm służy. Ona przecież teraz zupełnie nie ma  ruchu. Ale jest silna, bardzo dzielnie trzyma główkę w górze, gdy leży na  brzuszku. I jak ładnie unosi w górę brzuszek- wygina się niczym hinduska tancerka. Jeszcze  trochę a trzeba będzie kupić nowe ubranka dla niej. I umie  się przytulić - uwielbia drzemać na Emilu.

A co z tą  sprawą o pozbawienie  byłego męża Stasi praw  rodzicielskich?- spytała Helena. Nooo, tam takich  spraw jest na tony- wyjaśniła Adela. Sądy  rodzinne są zawalone takimi sprawami. Zabawne,  ale tym razem czas oczekiwania  gra  na korzyść Stasi - na sprawie wyjdzie na jaw, że ona już wyszła  za mąż, że  dzieci i ona mieszkają razem  z jej drugim mężem, a że  dzieci, a zwłaszcza Pawełek może już  być przepytywany przez sąd, to wiadomo, że  dzieciaki wystawią Arkowi taką laurkę, że sąd od  razu wyda stałe pozbawienie  tego faceta praw rodzicielskich. Bo najczęściej  sąd wydaje orzeczenie o czasowym zawieszeniu praw rodzicielskich,  w nadziei, że  tatuś nagle z  drania zmieni się w anioła. A to przecież jest  zupełnie  niemożliwe.  Zresztą wydaje  mi  się, że Arek już złożył wniosek o trwałe przysposobienie dzieci i tym samym  zmianę ich nazwiska na  swoje. Prawdopodobnie  obie  sprawy będą rozpatrywane łącznie. Powiedziałam Arkowi, że w razie  czego mogę  mu świadkować.  To powiedz Arkowi, że my z Helenką też możemy świadkować - dodał Piotr. Fajni ci  chłopcy i naprawdę grzeczni i cały  czas mówią o Arku "tata". A starszy to  się zawsze opiekuje tym młodszym. Bardzo  mi się to podoba. Och, Arka też  tym ujęli, gdy pierwszy raz Stasia  przedstawiła mu  chłopców na placu zabaw -powiedziała Adela.

                                                                    c.d.n.

                                                                  

poniedziałek, 19 września 2022

Trudny wybór - 110

Na początku grudnia Emil, który  był  w pracy,  dostał od Adeli sms o treści : dziecko nam  się postarzało - dziś wyciągnęła rączki do .......smoczka. I wydaje z  siebie  samogłoski- mówi "a". Poza tym jest wrednie na  dworze, więc dziś posiedzę z nią  w domu. Bardzo krótko spała po karmieniu. W dwie godziny potem Emil zameldował się w domu. 

Wpadłeś na chwilę? Zapomniałeś czegoś? - zarzuciła go pytaniami Adela. No nie, ale pomyślałem, że może zawoła "tata", więc przyjechałem. Prawie  nikogo w biurze nie ma, chyba wszyscy ganiają za prezentami pod  choinkę. Masz pozdrówki od  cudnego Zdzisia i od Bronka. I ten krzywogęby z waszego pionu cię pozdrawia. W niektórych działach jakieś imprezki, z okazji Barbary. Strasznie  nie lubię gdy pada  deszcz  ze śniegiem, jest paskudnie. 

No właśnie, a my planowałyśmy z Helenką i tatą wyjście na zakupy do naszego pasażu. Tatę byśmy zostawiły z  dzieckiem pod  sklepem, a same zrobiły zakupy. No to napisz mi co kupić, Helenka niech też zrobi listę i pojadę  sam albo z tatą. Adela zatelefonowała  do rodziców, propozycja została przyjęta z entuzjazmem, więc Adela zrobiła listę zakupów. W dwie godziny później  obaj panowie byli z powrotem.  Poza zakupami w L'Eclercu  byli też na  bazarze i zapisali  się na wędliny "domowe", czyli z prywatnej masarni, zamówili dwa indyki, jak i  zapisali  się na świeże łososie, wędzonego węgorza i pstrągi.

Akurat gdy panowie wrócili z zakupów Milenka zaczęła tłumaczyć otoczeniu, że ma  bardzo pusto w brzuszku i  koniecznie  należy brzuszek napełnić. Emil w błyskawicznym tempie pochował zakupy, umył ręce i wyjął małą z łóżeczka, by podać ją Adeli, ktora mościła  się wygodnie w fotelu. W nagrodę obejrzał bezzębne  dziąsełka  Milenki , bo się  do ukochanego taty dziecko uśmiechnęło i wydało z siebie  bliżej nieokreślony dźwięk i nieomal z westchnieniem przyssało się do piersi Adeli. Najzabawniejsze, bo cały  czas trzymała w rączce mały palec Emila, który nie  chciał dziecku robić przykrości wyjmując go  z jej rączki i ponad dziesięć minut spędził kucając obok fotela Adeli. Emil wpatrywał się z zachwytem w Milenę, a Adela wodziła  oczami od córeczki do męża, myśląc o tym, że jest naprawdę szczęściarą. Zmiana piersi przeszła bez protestu, natomiast odłączenie od  drugiej wcale  się małej nie spodobało. Może jest jeszcze  głodna- podejrzewał Emil.  Nie, już nie  ssała tylko sobie dziąsła na mnie ćwiczyła. Do ćwiczenia dziąseł i  zgryzu ma  dziecko smoczek, a nie moje brodawki. Przecież mnie to cholernie  boli- nie ma zębów ale dziąsła nie są miękkie. To przecież kość! 

Tym razem Milenka  wylądowała na ramieniu taty, który jej tłumaczył, że nie można gryźć mamusi, bo ją to boli. Gdy dziecku "odbiło się" po jedzeniu Adela powiedziała - gdybym nie wiedziała, że to ona, to mogłabym pomyśleć, że tu jakiś stary pijak czknął. Muszę ją jeszcze przewinąć, bo mleko działa moczopędnie. Milenka była  wyraźnie w dobrym nastroju i koniecznie  chciała tatę pogłaskać po oku, a może raczej wsadzić mu paluszki w oko. Po przewinięciu Emil ułożył małą w łóżeczku, włożył dziecku  smoczek  do buźki, pogłaskał chwilę po główce a tak dokładnie ruchem okrężnym po skroni i Milenka odpłynęła w objęcia Morfeusza.

Głodna jestem- stwierdziła Adela- włącz podsłuch i idziemy do kuchni. Zróbmy jakąś chińszczyznę, mam zamrożone warzywka, rozmrozimy je w mikrofali i zaraz pokroję ugotowaną pierś z kurczaka i wrzucę na wrzątek makaron ryżowy. W niecałe dziesięć minut później w  woku było gotowe danie. Nie ma to jak  wok i chińskie żarciuszko w polskim wydaniu - stwierdziła Adela. Wiesz kochanie, musimy porozmawiać o świętach.

Wymyśliłam, że wigilijną kolację "w  stylu  wolnym" spędzimy z rodzicami i Milenką. Nie mam bladego pojęcia, czy zobaczymy się w te  święta z Arkiem i Stasią. Milenka jest jeszcze  trochę za mała na dwóch chłopców a i dla nich takie święta przy  stole to żadna  frajda. Poza  tym to się boję by chłopcy mieli kontakt z małą, licho wie jakie tam choroby w szkole i przedszkolu krążą.  Stasia mi mówiła, że jest plan, że w wigilię ona z Arkiem i być może z  chłopcami pojadą do Arka mamy, tam jest obiado-wigilia o godzinie piętnastej - pensjonariusze + rodziny. Bardzo możliwe, że nie  wezmą ze sobą chłopców. No a potem będą na wigilii u Stasi rodziców.

Pomyślałam, że może na popołudnie pierwszego dnia zaprosimy  obu zaprzyjaźnionych panów doktorów. Ale chciałabym, byś do każdego z nich już dziś zatelefonował i  zaprosił - oni też przecież zapewne mają jakieś zobowiązania a Michał to przecież może mieć jakiś wyznaczony poród na ten  dzień lub regularny dyżur. Nie  wiem jak Leszek Z., ale on to raczej pracuje  tylko w przychodni przyszpitalnej, która nie  działa w święta. Jest jeszcze sprawa z moimi rodzicami - moja matka raczej nie wie, że jest babcią a my obie z Helenką dostajemy gęsiej skórki na myśl o spotkaniu  z nimi. Powiedz mi co to za matka, która  znając mój numer telefonu od pobytu z nami w Nałęczowie  ani razu nie zainteresowała  się własną córką. Helenka z nią rozmawiała dość dawno i jedyne co moją matkę interesuje to dlaczego ja  sprzedałam  to mokotowskie mieszkanie zamiast je dać w prezencie rodzicom. Więcej się interesują mną rodzice Stasi niż moi.

Z rzeczy nieco tylko zabawniejszych - Irena ma złamaną nogę- podobno zleciała  ze schodów, bo jeden ze stopni był spróchniały i się załamał gdy na  nim stanęła i ona się z tych  schodów sturlała, łamiąc sobie  nogę w stawie skokowym. Jej męża nie było w tym czasie na  miejscu, bo podobno wyjechał dokądś tam, za granicę,  by zakupić nowe  sadzonki.  Co ciekawsze facet wyjechał dzień wcześniej,  więc zdaniem Arka to facet coś sklecił z tymi  schodami. Irena leży w szpitalu z nogą na  wyciągu i ponoć długo poleży. Minimum to podobno sześć tygodni bo tego  się teraz, w ramach  nowoczesności, nie wkłada w gips.  Arka zawiadomiła o  tym jakaś kuzynka Ireny, oczywiście na jej prośbę. Arek powiedział - Stasia  to słyszała na własne  uszy- że przykro mu, ale nic nie pomoże, bo ma żonę, dwoje  dzieci a na dodatek dzieci są na kwarantannie i on nie może w tym układzie jej odwiedzić w szpitalu.  A poza  tym to sprawy byłej,  chwilowej żony, wcale go nie interesują. I że będzie najlepiej, jeśli powiadomi o tym aktualnego męża Ireny. I jak na razie jest cisza. 

No to dziś zatelefonuję do naszych miłych lekarzy. Biedny Arek, ciągnie  się za nim ta Irena niczym  spaliny za samochodem.  Nie podejrzewałem, że ten dom po ojcu Ireny to taki zabytek, że ma jeszcze drewniane schody. W Milanówku mieliśmy normalne schody na piętro. Poręcz tylko była drewniana a tak dokładnie to metalowa, ale obłożona drewnem.

Adela roześmiała  się - w Piasecznie też były drewniane schody a do tego kręte i zastanawiałam  się czy mam pójść do toalety po tych strasznych  schodach, czy lepiej wytrzymać. Wiesz kochanie, gdy  się mała obudzi, to zainstalujemy jej trochę tych zabawek. Powinno się jej podobać. A tę pozytywkę z kołysanką to  chyba na wprost Milenki, żeby sobie  sama jej niechcący nie włączyła w nocy. 

Emil zatelefonował wpierw  do Michała, który stwierdził, że jest miło zaskoczony tym  zaproszeniem, bo już kilka osób ich zapraszało będąc jeszcze na porodówce i jak na  razie to tylko jedni podtrzymali zaproszenie, tyle  tylko, że oni nie  mieszkają w Warszawie a ponad 100 kilometrów od Warszawy, a Michał jednak wciąż jest zapracowany i ciężko mu się wyrwać na 2 lub  trzy dni. Emil oczywiście nie powiedział, że zaprasza też Leszka  Z. z osobą towarzyszącą. Niech mają niespodziankę. Oczywiście mieszkanie Michała ma lekki poślizg i zamiast być oddane 1 grudnia będzie oddane po świętach.  Emil pocieszył go, że blok, w którym oni mieszkają miał półroczne opóźnienie, na  szczęście ono ich nie  dotknęło, oni tu trafili gdy blok już  był niemal  cały  zasiedlony. Porozmawiali jeszcze  chwilę na temat trafienia  na ten  adres, pośmieli  się, że cały Ursynów jest pomylonym osiedlem pod względem adresowym i  zakończyli rozmowę.

Potem zatelefonował do drugiego lekarza. No świetnie, że  telefonujesz - odezwał się Leszek- właśnie  się zastanawiałem o której mam do was telefonować. Czyś ty chłopie  oszalał- jak możesz mi dawać taki drogi prezent!  Przecież to nie zegarek a nieomal komputer! No ale ty przecież umiesz  się posługiwać  komputerem - spokojnie stwierdził Emil. A prezent jest od trzech osób, powiedziałem ci przecież- od naszej wielbiącej  cię  trójki. Składkowy, od trzech osób- Milenki, Adeli i ode mnie.  No ale to nie jest ta chińska podróba tylko to jest produkcji europejskiej- nie odpuszczał Leszek. Leszku - Adelka nie uznaje badziewia chińskiego, ja też mam taki europejski, dostałem w ubiegłym roku od Adelki. Posłuchaj - oprócz ciebie będzie jeszcze Michał ze swoją żoną. Wiem, że się przyjaźnicie, więc sobie pozwoliłem zaprosić  was obu na jeden termin, oczywiście z tak zwanymi osobami towarzyszącymi. Jeżeli ci jego towarzystwo nie pasuje, to spotkamy się u nas innego dnia,  na przykład w drugi  dzień świąt. Oczywiście, że mi jego towarzystwo pasuje, tylko nie  wiem z którą żoną on  będzie, bo po rozwodzie to się miał nie żenić więcej.  Emil zaczął się  śmiać- ja też się  miałem nie żenić, Adela nie miała pociągu do niemowląt, potem stwierdziła, że nie będzie karmić i patrz  co  się narobiło.  Czas i okoliczności mają duży  wpływ na człowieka. Leszku- zapisz  sobie  adres- po prostu wjedź w Herbsta i ten adres Dembowskiego jest po lewej stronie Herbsta ze 200m od  rogu z KEN. Klatka A. Od ciebie to zawsze jeździmy Jastrzębowskiego i wjeżdżamy wtedy prosto na Herbsta.To są tyły lekarskiej przychodni specjalistycznej nefrologicznej i urologicznej. Zaparkuj gdzieś na Herbsta, pod  blokiem nie wolno parkować. My mamy miejsce do parkowania 1 km od  domu.  A co będzie jeśli przyjdę sam?  Będziesz musiał wtedy tańczyć z Milenką na rękach - śmiał się Emil. Ale nie martw się, tańców nie będzie. Jedno jest pewne- nie umrzesz  z przejedzenia a jedzenie będzie uwzględniało fakt, że  tylko Adela karmi piersią.  A ty wiesz, że mała już wydaje  z  siebie samogłoski? Ale tata jeszcze  nie mówi, jestem nieco rozczarowany. 

No popatrz Maleństwo - jak  się zdenerwował Z., że dostaje porządny zegarek a nie chiński produkt. No to nic dziwnego, że twój ulubiony gin tak długo  zawsze siedzi w gabinecie - zapewne  nikt  na niego  nie  czeka  w domu. A może on wcale nie ma  domu, skoro jest po rozwodzie? To się bardzo często przecież zdarza- zauważyła Adela. Na ogół wtedy wspólne  mieszkanie opuszcza  facet, zwłaszcza wtedy, gdy jest dziecko. Wtedy wielu  z tych lekarzy wyjeżdża za granicę, na kontrakt, żeby zarobić  na  mieszkanie dla siebie. Mówił o tym Kamil- on dlatego jechał na  zbiorowy, bo wtedy było jakoś lżej z tym zabezpieczeniem środków dla dzieci. Po prostu na  zbiorowym kontrakcie  ludzie nie mieli osobistego kontaktu tam  na miejscu z kontrahentami.

Milek, spójrz na  zegarek - już trzy i pół godziny minęły od ostatniego karmienia. Zaraz pewnie  zacznie  ćwierkać. Przygotuję sobie   gaziki. A jak zacznie marudzić to wsłuchaj  się dobrze, jakie  wydaje  z  siebie odgłosy.   I zwróć uwagę jak wygina tułów, niczym tancerka. Słodka jest. W kilka  minut potem Milenka zaczęła popiskiwać. Gdy Emil  się nad nią pochylił na moment ucichła i głośno już nadała-eeeee. Emil uniósł ją w górę, i położył na Adeli kolanach, delikatnie potem podsuwając dziecko do piersi mamy. Adela wpierw dostała mała piąstką cios w pierś ,a potem wygłodniała dziecina zacisnęła  swe bezzębne dziąsła na jej brodawce i dopiero wtedy postanowiła  ssać. Jak  będziesz mnie  smarkulo tak  gryzła, to cię będę karmiła przez  smoczek - pogroziła jej Adela.

                                                                            c.d.n.





sobota, 17 września 2022

Trudny wybór - 109

Kontrolna wizyta u doktora Z. była  baaardzo nietypowa. Przy biurku  pani recepcjonistki siedział doktor Z. i przeglądał karty pacjentek.  Emil w  związku  z tym postawił nosidło na biurku mówiąc - dziś masz dwie pacjentki. Doktor Z. patrzył z uśmiechem na śpiącą Milenkę i powiedział- śliczny jest ten zadatek na moją pacjentkę. I wreszcie  wygląda jak dziecko a nie jak lalka. 

To ty sobie Emilu posiedź z dzieciątkiem  w gabinecie przy moim biurku,  Adelka pójdzie się przygotować do przeglądu, to zawsze trochę trwa, więc sobie pogadamy.  Gdy nosidło z małą wylądowało na kolejnym  biurku Adela delikatnie zdjęła jej czapeczkę, zdjęła  z niej kocyk i rozpięła kombinezonik. Ojej, to już spora panienka z niej  się zrobiła- zachwycał  się Z. I, tak na  moje oko, to się robi teraz bardziej podobna  do Emila. No i bardzo dobrze - powiedziała Adela. Zawsze dziewczynki są  bardziej podobne do ojców  niż do matek. Gdy kiedyś nas odwiedzisz i zobaczysz zdjęcia rodzinne, to zobaczysz, że Emil  w dzieciństwie też  był szalenie  podobny do  swojej mamy. To potem jakimś cudem robi się wypadkowa i  uroda się zmienia.

Gdy Adela już "wylądowała" na fotelu lekarz zapytał się czy po porodzie była oglądana czy tylko "macana". Nie, nie było wziernikowania, bo jeszcze krwawiłam. No to teraz  cię oglądnę przez  szkło powiększające czy wszystko jest w porządku, a potem sprawdzę palpacyjnie. A masz  jakieś plamienia? Nie, już nie. No i nie miesiączkuję. No, to normalne przy  karmieniu, ale to nie oznacza, że nie jesteś zdolna do zapłodnienia.  Sporo kobiet jest w tym okresie płodnych, chociaż nie  miesiączkują. I całkiem sporo karmi jeszcze pierwsze  dziecko gdy już są w dobrze "zadomowionej " następnej ciąży. Niektóre to karmią to pierwsze do samego porodu drugiego dziecka. No fajnie jest, nic w czasie porodu nie potrzaskało,  wszystko jest w bardzo dobrym stanie. Możesz się już ubrać i porozmawiamy sobie w trójkę o antykoncepcji.

Gdy wróciła  Z. powiedział - wszystko  po tym porodzie (chociaż był nieco niezwykły, jak  powiedział Michał) jest w porządku. W związku  z tym chcę  zaproponować Adeli wszczepienie podskórnego implantu antykoncepcyjnego. Daje ochronę pięcioletnią, a - co najważniejsze  z punktu widzenia  rozwoju tej cudnej maleńkiej panienki- pozwala na jej karmienie.  Zaletą jest to, że  wszczepienie implantu  nie jest skomplikowanym zabiegiem, usunięcie go również nie. 

Emil mi powiedział, że chcesz przestać karmić ją piersią gdy skończy pół roku - podejrzewam, że w  iluś procentach decyzja ta wynikła z tego, żebyście nie byli zbyt długo pozbawieni seksu. Prawdę mówiąc to ty szalenie o Emila dbasz. Z tego co widzę to nie jesteś oszałamiającą producentką pokarmu, a gdy  zaczniesz jej podawać posiłki uzupełniające to nadprodukcji pokarmu też nie będzie. Dzięki temu implantowi będziesz  mogła zaopatrywać  maleńką w dobry pokarm i jednocześnie cieszyć się seksem. Urodziłaś małą  dziecinkę, nie ważyła nawet 3 kilogramów i ten poród nie  zdewastował cię. Nic  nie popękało, szyjka cała i  zdrowa  i nadal używam do obejrzenia cię wziernika jak dla  dziewicy. Ponieważ jeszcze  nie miesiączkujesz to po wszczepieniu przez pierwsze dwa tygodnie musisz  się wspomóc antykoncepcją barierową- czyli gumką, jeśli będziecie chcieli spróbować seksu.  Koszt - implant + wszczepienie to 1000 złotych polskich- podobno to  drogo, ale jest to równowartość wykupywania przez te 5 lat dobrych tabletek antykoncepcyjnych.  Możemy to zrobić w moim gabinecie albo w którejś przychodni prywatnej. Implant jest wielkości zwykłej zapałki. Wszczepiany jest po miejscowym znieczuleniu. Będziesz  miała  założony opatrunek. Podobno  dobrze jest  z nim pochodzić  tydzień, żeby się implant dobrze  zadomowił.  I nie patrz się na  Emila, to twój organizm, twoje ramię, twoja ochrona.  

Adela uśmiechnęła  się - no co ja  zrobię, nie umiem czegoś co w istocie dotyczy nas obojga uzgadniać samej- oczywiście, jak najbardziej zgadzam się na taki implant i pasuje mi, żeby go tu u ciebie wszczepić. Ale powiedz  mi jeszcze jaka jest jego skuteczność działania?  99,5 %. Najskuteczniejszy środek na  rynku środków antykoncepcyjnych i daje  nikły procent nietolerancji. No a ty nie jesteś alergiczką. Nie masz  też podwyższonego krzepnięcia  krwi.

No to ja mam jeszcze jedno pytanie - mogą go stosować i te, które nie karmią a łykają normalne tabletki? No oczywiście, mogą,  zamiast tabletek. Adela  zaśmiała  się - to pewnie jeszcze jedna z twoich pacjentek będzie  chętna, bo o ile wiem,  nie jest  alergiczką.  Z. zmarszczył czoło - stara stażem pacjentka?  Nie, dość  świeża, w  wieku Emila. Przyjaciółka  moja, a jej pan małżonek jest naszym przyjacielem, ma dwóch synków 7 i 4 lata. I imię "od męskiego". Z. sięgnął do swojej kartoteki. Po chwili powiedział - pani Stasia. Pasuje na  twoją przyjaciółkę. Wrażliwa bardzo i też zakochana w  swoim mężu.

A mógłbyś mi powiedzieć, dlaczego Michał  uznał że poród był niezwykły? No bo nie płakałaś,  nie było wzywania  Boga na pomoc, a ty i Emil  nie  spuszczaliście  z siebie  oczu. I żadna z pacjentek nie  zrobiła  tam tylu kilometrów  co ty i jeszcze  żadna nie rodziła w takiej dziwnej pozycji, wpół leżąc na jednym pośladku z jedną  nogą pod pachą wpierw męża a potem lekarza.

W takim razie ja się skontaktuję z takim jednym co ci wszyje implant i na kilka dni wcześniej albo zatelefonuję do Emila albo pchnę maila. Możesz też do mnie  zadzwonić lub napisać- nie mogę, nie mam twoich namiarów - nazwiska z telefonami i wszelkimi adresami ma w sejfie recepcjonistka. To są wrażliwe dane. Zobacz sama co jest w kartotece. No faktycznie - stwierdziła Adela- ubogo. Ale to dobry pomysł. Wyciągnęła z torebki swoją wizytówkę i podała Z.  A Emil sięgnął do kieszeni kamizelki i podał Z. nieduże etui mówiąc - a to jest dla ciebie od naszej zauroczonej tobą trójki. No to lecimy, bo jeszcze  trochę a będzie Milenka głodna. Tylko ostrożnie otwieraj, żeby nie wybuchło.  I szybko opuścili  jego gabinet.

Gdy Emil już zainstalował Milenkę w foteliku  Adela zapytała  się go - a coś ty mu dał w tym pudełku? Drobiazg, taki zegarek mądrzejszy od  człowieka. Dostaliśmy z ojcem po takim zegarku w Zurichu od Banku. Był bez dedykacji, a ja już mam przecież taki zegarek od  Ciebie. Z. to porządny facet i dobrze  się wywiązał kierując nas  do Michała na poród.  Michał też dostał taki zegarek, bo ojciec  swojego  nie chciał- więcej kłopotu z tym  zegarkiem niż pożytku z niego- jak  mi powiedział. Tata to musi mieć  zegarek z normalnymi cyferkami, ozdobnymi wskazówkami, no wiesz, nie jest mu potrzebna informacja  ani o pogodzie  ani o tym ile kroków przeszedł ani jakie ma  ciśnienie. Dał mi go gdy tylko wyszliśmy z banku.

Ogromnie  się cieszę, że wszystko po tym porodzie jest w porządku. I wcale mnie  nie przeraża kwota tysiąca złotych  za wszczepienie tego implantu - żeby tylko cię nie bolało potem ramionko. Wpierw wstawię do domu ciebie i Milenkę i wtedy odstawię samochód na parking. Dasz  sobie radę sama gdy ci ją wstawię do domu? Oczywiście kochanie, żaden problem.

Gdy Emil wrócił Adela była  w trakcie karmienia. Przygotował wszystko do przewinięcia małej i z zachwytem przypatrywał się obu swoim "dziewczynom" potem w trakcie przewijania przepytywał się co ma przygotować Adeli do jedzenia. Okazało się, że wystarczy wstawić do mikrofali paellę, którą w ciągu dnia zrobiła Adela.

W czasie kolacji Emil  stwierdził, że od chwili pierwszego spotkania Adeli dzieją  się wokół niego same niezwykłe rzeczy. No bo zakochał się szaleńczo w Adeli, tata się zmienił odkąd oni są razem, tata się ożenił, pozbyli  się Milanówka, po raz  pierwszy chodził po Tatrach,  był przy porodzie ich córeńki i po raz pierwszy w życiu omawiał  swe życie intymne z lekarzem i własną partnerką w taki  zwykły  sposób, jakby rozmawiali o pogodzie. 

Bo to przecież są normalne  sprawy - to że razem omawiamy sposób  antykoncepcji to według mnie jest  całkiem logiczne stwierdziła  Adela - on jest ginekologiem, więc kwestia antykoncepcji do niego  wszak  należy. Musi omówić to z pacjentką, a przekonał się, że wiele kobiet wie o tym równie  wiele  jak o  życiu w Kosmosie i potem wyplatają głupoty. On wie, że ja  go lubię i szanuję jego  wiedzę i takt. Poza tym, jak sam wiesz, potrafię być "bezpłciowa" i lekarzy nie traktuję jak facetów z którymi można poflirtować. Wiem, że jeden z moich kolegów  z podstawówki jest lekarzem, ale on już dawno nie  mieszka  w Polsce, studia robił chyba w Austrii. I podobno jest teraz w Kanadzie, ale ożenił  się  ze  swoją  dziewczyną, z którą byli parą od podstawówki. 

Emil roześmiał się - oj  to strasznie  wcześnie  zaczynali - gdy ja  byłem w podstawówce to dziewczyny interesowały  mnie  jeszcze  mniej  niż to, czego nas uczono w  szkole, bo w domu zadbano o  to bym  się  nudził w  szkole jak mops. Poszedłem  do  szkoły już z umiejętnością  czytania i pisania, oni  się mordowali z  "Ala ma  kota" a ja już sobie  sam czytałem bajki. I nudziłem się w  szkole  niczym pies  w studni. Potem oni się uczyli początków fizyki a  ja  z tatą naprawiałem instalację elektryczną w  domu.  No, instalacji elektrycznej  to nie  naprawiałam, ale umiałam wymienić  spiralę w maszynce  elektrycznej, naprawić wtyczkę i naprawdę  dobrze  zaizolować przewody. Naumiałam się  wszystkiego od fachowców, których ojciec wzywał niemal do  wszystkiego, bo  sam to miał  dwie lewe rączki. A oni  mnie  nie odganiali i czasem co uprzejmiejszy to jeszcze  mi  coś tłumaczył - powiedziała  Adela. Do dziś nie wiem - czy ojciec naprawdę tego  nie potrafił  zrobić czy  mu  się tak cholernie  nie  chciało tego robić? A może jedno i drugie.

Muszę dziś pomyśleć o tegorocznych świętach Nie dlatego, że jestem jakąś maniaczką świąt. Wiadomo, że na pewno będą u nas i że z twoimi rodzicami.  Oni stwierdzili, że zrobimy je  w naszym  mieszkaniu,  żeby Milenka  była w znanym  sobie otoczeniu. Helenka  stwierdziła,  że  wszystko naszykują u siebie,  a potem to przetransportują do nas. Obiecałam Michałowi, że gdy Milenka wyjdzie z wieku wczesno niemowlęcego zaproszę go do nas z żoną. Oni nie mają rodziny w Warszawie i odniosłam wrażenie, że są w marnych stosunkach ze  swoimi rodzinami. A na dodatek to odbiór mieszkania ma być na początku grudnia, ale nie jest przecież wykluczone, że im  się to przesunie w czasie. Przecież ten  nasz budynek to miał być zasiedlany kilka  miesięcy wcześniej, tylko jakoś im  nie wyszło. I mam wrażenie, że Z. ma też jakieś "zawirowania" rodzinne, chyba się rozwodzi albo już się rozwiódł.  Jak mówił Michał, małżeństwa lekarzy tej specjalności często się rozpadają. Ale ja mam wrażenie, że równie często rozpadają  się małżeństwa lekarzy i innych specjalności. To cholernie trudny zawód, lata wyczerpujących  studiów a potem bardzo odpowiedzialnej pracy, mocno stresującej, którą gdzieś trzeba odreagować. 

Rozmawiałam kiedyś bardzo serdecznie i szczerze  z  żoną jednego z moich szefów - stwierdziła, że bardzo trudno być żoną faceta, który pełni jakąś bardzo odpowiedzialną funkcję, bo on przecież gdzieś musi odreagować swój stres po całym dniu intensywnej pracy i wtedy trzeba naprawdę bardzo faceta kochać by to znosić latami dzień po dniu. I trzeba być żoną "w starym  stylu" a nie tą nowoczesną, podkreślającą, że jej praca w księgowości lub pichcenie w domowej kuchni są tak samo ważne jak jego problemy zawodowe. I sądzę, że tak samo jest i w innych małżeństwach. Może wszyscy za dużo pracujemy opętani wizją jakiegoś ogromnego sukcesu zawodowego, który ma nam przynieść satysfakcję.  A może jest i tak, że ludzie, nawet  gdy żyją pod jednym  dachem zbyt mało wiedzą nie tylko o swoim partnerze ale i też sami o sobie?  Zabawne, odkryłam, że jakoś  wcale mi nie  brak pracy, że obserwowanie Milenki dzień po  dniu daje mi wiele radości i satysfakcji i raczej te trzy lata wychowawczego nie sprawią tego, że nagle zgłupieję i wyleci mi z głowy to wszystko, czego się dotychczas nauczyłam. Nie jestem wymordowana pracą, zastanawiam się co będę robić w tym czasie opieki nad  nią - mogę się jeszcze czegoś pouczyć bez najmniejszej szkody dla dziecka.  Emil przytulił ją mówiąc- uwielbiam  cię!!! Poprę każdy twój  pomysł!!!- o ile nie będzie to porzucenie mnie!!!

                                                                         c.d.n.





czwartek, 15 września 2022

Trudny wybór - 108

 Późnym wieczorem Adela  dostała sms od Arka- "przepraszam, ale mamy lekkie  zawirowania- w szkole u Wojtusia jakaś epidemia albo nawet i dwie-  podejrzenie jest w kierunku  żółtaczki typu A ta druga to jakaś  ospa wietrzna. Nawet nie  wiedziałem, że jest taka  choroba. Więc się nie  zobaczymy. Nasi na  razie  zdrowi, Stasia  wzięła zwolnienie  na opiekę. Mamy nadzieję, że nas i rodziców niczym  nie zainfekowali. Wiadoma ci osoba  nęka  mnie telefonami, ale nie odbieram. Zatelefonuję do was jutro". Adela pokazała Emilowi  tę wiadomość mówiąc - małe  dzieci mały kłopot, większe  dzieci- większy kłopot. 

No ale przecież dzieciaki są szczepione przeciwko żółtaczce- zdziwił  się Emil. Tak, są, ale żółtaczka jest niestety  w kilku odmianach, "A" to jest pokarmowa, a maluszki miały podany antygen typu "B". Jest jeszcze typ "C". Ale na "C" jeszcze nie ma  szczepionki. Po prostu trzeba  bardzo przestrzegać higieny. Można  tylko mieć nadzieję, że ten wirus nie będzie  aż tak ambitny by zaliczyć wszystkie litery alfabetu. Muszę w tym momencie pochwalić  swoją matkę - od pierwszej klasy słyszałam, że nie  wolno dawać koleżankom  "gryza" ze  swojej kanapki - można odłamać i dać kawałek, ale nie wolno od nikogo "brać  gryza"  ani komuś  dawać ugryźć swoją. I żadnego całowania  się z koleżankami. W usta zwłaszcza.

Popatrz, taki ładny i ciepły jest tegoroczny listopad, może się  jutro wybierzemy gdzieś z rodzicami? Zabawne, ale trochę mi żal, że nie ma już tego sadu. Często wspominam ten nasz piknik  w sadzie i to jak tata witał  się  z drzewami. Kocham twego tatę. Maleństwo, tata też  cię kocha, jesteś  od początku jego ukochaną  córeczką. Zaraz podeślę mu sms z propozycją na jutro, jak znam życie to oglądają jeszcze TV.

Odpowiedź przyszła  natychmiast - oczywiście, bardzo, bardzo chętnie, proponuję Konstancin i weźmiemy stołeczki turystyczne, bo tam ławek mało. Myślę, że około10,00 dacie  radę?  Tak, Milenka  je o 9,00, więc damy radę - odpowiedział Emil.

Oooo, coś  mnie ostatnio skleroza tłucze- mamy termin u doktora Z. Zobacz co mi napisał - i wyszukał w korespondencji mailowej wiadomość- "przywieź ze sobą obie  swoje dziewczyny , starszą zbadam a młodszą oczy nacieszę. W gabinecie jak  w domu, w razie  czego można  małą  nakarmić i przewinąć. Kawę też mogę zrobić."

W weekend nadal była świetna pogoda i nawet całkiem  ciepło. Okazało się, że rodzice ostatnio kupili nowe  stołeczki turystyczne, które po złożeniu wyglądały jak parasolki i do nich była wygodna torba na dwóch dobrze się toczących kółkach. Pojechali w dwa  samochody i Adela zdecydowała, że wezmą jednak głęboki wózek, a mała  będzie już w  ciepłym śpiworku. Na firmowym materacyku Adela położyła śnieżno białą, mięciutką  jagnięcą skórę. Dwie takie nadesłali w prezencie "zakopiańczycy". Odpowiednio ułożone i spięte wg dołączonej instrukcji tworzyły coś na podobieństwo becika. Był to pomysł koleżanki Linki i Tomka. Oczywiście Emil od razu, gdy tylko przyjechali do Konstancina, zrobił kilka  zdjęć "dokumentalnych", które zaraz,  wraz  pozdrowieniami i uściskami zostały wysłane do Zakopanego. A Emil dostał od Tomka taki liścik - "te małe kobiety wprawdzie bardzo mocno wchodzą nam w skórę, ale trzeba  przyznać, że rodzą śliczne  córeczki. Pomyślcie  kiedy do nas przyjedziecie".

Tym razem, chociaż pogoda naprawdę była świetna, w Parku Zdrojowym było niemal pusto, tylko  kilka osób obchodziło dookoła tężnię, bo za obchodzenie jej dookoła nie trzeba  było płacić. Adela i Emil też  zrobili dwie rundki a w tym czasie Piotr z Heleną  spacerowali w pobliżu z Milenką. Najedzona Milenka  spała niczym przysłowiowy suseł w porze  zimowego snu.  Potem rozsiedli się na "łące", na której zawsze było pełno matek z małymi, wrzeszczącymi i biegającymi  dziećmi, a dziś było.....pusto. No może nie  całkiem, bo było sporo wiewiórek, które bardzo blisko przybiegały do nich, wyraźnie oczekując jakiejś przekąski. Nad  Milenką rozwinięto moskitierę i zrobiono wentylację budki.

Wiecie co, za niedługo będą pierwsze święta Milenki. W ramach świąt dostanie pierwsze uzupełniające "papu", czyli pierwszą marchewkową zupkę. Pomyślałam sobie, że nim dam jej taką marchwiankę to sama się nią opcham na fula, bo to będzie  miało jednak oddźwięk w moim pokarmie. Jak na razie to moja kuchnia w moim pokarmie nie  szkodzi jej i  chyba smakuje. Zabawne, ale dopiero gdy się karmi dziecko piersią sprawdza  się porzekadło, że jesteś tym  co jesz.

Adelko, a kiedy wracasz do pracy?-spytał Piotr. Podjęliśmy decyzję, że Adelka weźmie trzyletni urlop wychowawczy- odpowiedział Emil, nim Adela zdążyła otworzyć usta  by odpowiedzieć. Przyznam się bez  bicia- nie chcę by Milenka hodowała  się w żłobku. Was też nie chcę obciążać opieką nad nią, chociaż wiem, że nie odmówilibyście pomocy. Moja pensja nam wystarczy w  zupełności, zresztą jak wiesz tato, mam na ten czas odłożone środki. Na pewno nie jeden raz w tym czasie poprosimy was o jakąś chwilową pomoc, ale nie wrzucimy jej wam na głowę do stałej opieki. Im starsza będzie Milenka tym więcej będzie spędzać czasu i z wami i z nami. Nauczymy ją, że może mieć do was takie  samo zaufanie jak do nas. Kochamy was oboje bardzo mocno i nauczymy Milenkę by i ona  was tak samo mocno kochała jak nas. Zresztą coś mi się widzi, że to będzie taka sama przylepa jak  my oboje.  Uznała, że  zasypianie na mnie to fajna  sprawa. I bardzo sobie ceni głaskanie po buźce i główce. Gdy się ją odkłada do łóżeczka to trzeba  chwilę poświęcić na pogłaskanie. Najchętniej bym z nią siedział cały czas zamiast jeździć do pracy. No i całuski w brzuszek lubi - dodała Adela. Jest coraz fajniejsza. Już nawet zakupy robię po pracy by w weekend być więcej z nią - stwierdził Emil. Kąpiółki też lubi. A wy ją kąpiecie  codziennie?- spytała  Helena. A skąd - raz na tydzień. Pupinę myjemy przy każdym przewijaniu a ona się  nie poci. W bardziej cywilizowanych krajach uznano, że  wcale  nie jest dla  dziecka zdrowa codzienna kąpiel.  Adela ją przyzwyczaiła do muzyki - słucha oczywiście w sposób nieświadomy, a my po prostu w ten sposób niwelujemy różne dziwne odgłosy wielorodzinnego bloku.  Ona już urosła 10 cm, nareszcie ta wyprawka niemowlęca zaczyna  być dla niej dobra na  wielkość.

Synku, przecież z  zakupami dla was to sprawa prosta-  robimy dla nas to i dla was możemy, tylko zapiszcie co wam kupić. Dla nas to rozrywka a i świadomość, że możemy jeszcze być przydatni - stwierdził Piotr. Bo tak dokładnie to i wy i  my kupujemy raczej to samo.

A ja odkryłam w czasie spacerów z Milenką, że my tu niedaleko mamy całkiem nieźle zaopatrzone sklepy spożywcze , ale nie chcę Milenki brać do sklepu, więc mogłabym wykorzystać któreś z was do zostania z Milenką przed sklepem. Może jestem histeryczką ale boję  się zostawić dziecko w  wózku przed  sklepem. Nie jesteś histeryczką tylko masz  dobrze w głowie - stwierdził Piotr. Nie powinno  się zostawiać  dziecka samego w wózku przed sklepem. Świrów wciąż nie brak.  No to nie ma problemu, a gdzie te  sklepy? No tu, w Pasażu Ursynowskim, na tyłach KEN w  stronę Ratusza. Dźwigać też nie będziemy, bo mam przecież kosz na  zakupy i tu dużo przecież się zmieści. Mam też  taką torbę dopasowaną wielkością do niego.

A co u Arka i Stasi?- spytała Helena. Oj- nie  za dobrze, bo w  szkole Pawełka jakaś zaraza panuje, a może nawet dwie. Tylko tyle na razie  wiemy. A nie jest to wesołe, bo podobno to żółtaczka pokarmowa a i coś Arek nadmieniał o ospie  wietrznej. Więc Stasia wzięła zwolnienie na opiekę, bo jak na  razie to im szkołę, albo tylko tę klasę zamknęli.  Dziś pod wieczór do nich zadzwonię - sama jestem  ciekawa jak tam wygląda  sytuacja.

Ciociu, a czy moi rodzice wiedzą, że zostali dziadkami? Chyba nie, bo gdy ostatni raz rozmawiałam z twoją matką to doszłam do  wniosku, że z niej taka sama dobra  siostra jak i matka. Znów się przyczepiła do tego, że sprzedałaś mokotowskie mieszkanie  zamiast się z nią zamienić. Przypomniałam jej tylko, że to było przedtem moje  mieszkanie, które ja wykupiłam od  miasta,  a ty kupiłaś je ode mnie. Ona  żyje  w jakimś urojonym świecie, nadal nie  dotarło do niej, że jej mieszkania  nie można  sprzedać, bo nie jest wykupione od  miasta. Powiedziałam jej, że może pójść do banku i dowiedzieć się,  czy udzieli im bank kredytu. Na to ona  mi mówi, żebym jej to załatwiła. Ręce opadają. Jedno ma  zapewnione - na pewno nie  spędzimy razem tegorocznych  świąt. Nie mam ochoty robić  dobrej miny do złej  gry. Oj, no to odetchnęłam - stwierdziła Adela. Bo chociaż mam niezłą wyobraźnię to jakoś nijak nie mogłam sobie wyobrazić tegorocznych  świąt razem z nimi. Mamy z Emilem przecież cudowną córeńkę a od matki pewnie bym zaraz usłyszała, że na co komu córka i że będzie taką samą nieudacznicą jak ja. Chcę  się cieszyć świętami tylko z  wami! 

No to masz to zapewnione córeczko - powiedział Piotr. Święta my zrobimy w  waszym mieszkaniu, żeby Milenka była  cały czas w  znajomym otoczeniu. Tyle  tylko, że nie  dostaniesz pierogów z grzybami i kapustą, zresztą może i my wszyscy z nich zrezygnujemy, żeby ci  nie było przykro, że ich nie możesz zjeść i by ich zapach cię nie  drażnił. Poza  tym  to nam wszystkim wyjdzie na  zdrowie. Zresztą całe menu omówicie wspólnie  z Helenką. Dostosowane będzie do twoich potrzeb. Jesteście tatuniu niesamowici - kocham was oboje tak samo mocno - zapewniła Piotra  Adela.

W pewnej mądrej książce o hodowli dzieci wyczytałam, że Milenka zna  dobrze mój głos, ale ja  zauważyłam że tak  samo reaguje na głos Milka, Helenki i Taty. Tak sobie pomyślałam , że to pewnie  dlatego, że przecież tak samo słyszała mnie jak i  was.Byłam któregoś dnia na  spacerze z Konradem, tym moim szkolnym kolegą - dzieciorobem. Najbardziej się ubawiłam, bo ona już ważyła wtedy nieco ponad 3 kg a jego dzieciaki  w chwili porodu ważyły około 3,5 kilograma. Aż współczułam jego żonie. A Konrad dobrze przeszkolony, nie mówił gdy się nad nią pochylał a i do mnie mówił nieco przyciszonym głosem by przypadkiem nie obudzić Milenki. Umówiłam się  z nim, że gdy będzie miała ze 6, 7 miesięcy to się umówimy na sesję fotograficzną. 

A tak w ogóle to na każdej kontroli lekarka mówi, że ona  się bardzo dobrze i  szybko rozwija, nawet nieco szybciej niż przewidują  tabele. I jej zdaniem będę mogła już w grudniu dać jej pierwszą marchwiankę na domowym chudziutkim rosołku najlepiej cielęcym. Jest problem z kurczakami, bo one pędzone ponoć na  antybiotykach. Lekarka mówiła, żeby kupować na bazarze, więc jej powiedziałam, że to też żadna gwarancja. Poza tym ile razy byłam gdzieś tak zwanie na wsi, to drób "z  wolnego wychowu" szlajał się najczęściej w przydrożnych rowach. A antybiotyki to  chyba dostają wszystkie, w ramach profilaktyki. Ciotka  mojej koleżanki hodowała kury - jak miała ich raptem trzy sztuki no to  miały osiatkowany wybieg, ale gdy miała ich więcej to od razu miała z nimi kłopoty i w końcu też dostawały antybiotyki co jakiś czas. No niestety- nie pojedziemy gdzieś w Polskę by zamieszkać w jakiejś dziczy i nie  zaczniemy nagle hodować kurczaków, krów, świniaków itp. Bo okazuje  się, że hodowanie nawet na  własne potrzeby to też problem.

Pewnie nie pamiętasz już tego - odezwała  się Helena- ale kiedyś kupiłam na bazarze połówkę indyka i upiekłam go tak jak zawsze i podałam z tymi samymi dodatkami co zawsze.To nie  był jakiś stary indor, bo na  tyle to  się jeszcze znam na drobiu. Mięso było twarde, łykowate i w efekcie końcowym resztę tego indyczego mięsa zmieliłam i były z niego kotlety. Potem takie  samo doświadczenie zrobiłam z kurczakiem- bardzo długo go dusiłam, odkroiłam kawałek, wzięłam kęs i też skończył jako kotlet mielony. Nie wiem co taki kurczak z hodowli je,  ale wiem, że drób sklepowy szybko się robi a mięso nie jest łykowate. No i jakby na to nie  spojrzeć jemy to sklepowe  mięso od lat i żyjemy. Myślę,  że już nasze organizmy  jakoś się do tego  rodzaju  pożywienia  przystosowały. 

Też tak myślę - zgodziła  się z Heleną  Adela. Te hodowlane to dostają ziarno i sporo kukurydzy,  a te "gospodarskie" jedzą głównie robale, które uda im  się wygrzebać z ziemi i bardzo mało są dokarmiane. Ja to się kiedyś nabrałam na wołowinę, którą kupiłam na  bazarze i z której miał być rosół. Wszystko razem wylądowało na śmietniku -nie mam pojęcia  czemu,  ale woda gdy się mięso gotowało była  czerwona. No to wodę wylałam, mięso wylądowało na śmietniku a ja ugotowałam coś innego. Och tak, pamiętam, mówiłaś mi o tym, gdy wróciłam wtedy z wczasów - przypomniała  sobie  Helena.

                                                                    c.d.n.

środa, 14 września 2022

Trudny wybór -107

W końcu  września zupełnie  niespodziewanie zatelefonował do Adeli Arek, mówiąc, że chciałby z nią chwilę porozmawiać, bo ma problem. Akurat była na spacerze z dzieckiem , więc poprosiła  by zatelefonował za dwie  godziny, wtedy będzie po karmieniu i "obrobieniu" Milenki i będzie  mogła z nim spokojnie porozmawiać.

Niespiesznie  zawróciła  w stronę domu i w dwadzieścia  minut  później zajęła  się karmieniem  małej. Arek zadzwonił równiutko w 2 godziny później i na  wszelki wypadek dopytał się jeszcze  czy aby nie przeszkadza  w czymś. Uspokoiła go, że wszystko jest w porządku, mała już  śpi, więc Adela może teraz go spokojnie wysłuchać. Arek westchnął i powiedział - wczoraj zatelefonowała do mnie Irena i powiedziała, że  muszę jej jakoś pomóc - jej wymarzony, wyśniony pan małżonek zażądał od niej by ona swoją część majątku, który jest teraz ich współwłasnością, jako że mają wspólnotę majątkową, przepisała na niego. Gdy mu powiedziała, że przecież jest współwłaścicielem tego całego majątku i ona  nie  widzi powodu, by miał dostać za frajer cały majątek to wpierw zrobił dziką awanturę, potem ją uderzył i obiecał, że ją będzie  musiał usunąć ze swego życia. Więc podobno spokojnie stwierdziła, że w takim razie będzie najlepiej, jeśli wezmą rozwód. Na to ponoć usłyszała, że rozwód go nie interesuje, ale dziedziczenie i postara się tak umilić jej życie że sama o śmierć poprosi. No i ona ma nadzieję, że w imię starej  przyjaźni ja przeprowadzę jej rozwód. No to jej powiedziałem tylko, że ja już spłaciłem swój dług wdzięczności  wobec niej żeniąc  się z nią i zaraz potem rozchodząc, robiąc z siebie niedorozwiniętego umysłowo debila i nie mam zamiaru się  zajmować jej rozwodem. I zrobi najmądrzej jeśli zapomni, że mnie kiedykolwiek mnie  znała. I niech  sobie znajdzie jakiegoś dobrego speca od  rozwodów i opowie  mu to wszystko co powiedziała mnie i niech on jej doradzi co ona ma dalej  robić, bo ja nie mam pojęcia. I może niech  sobie kupi dyktafon i nosi stale w kieszeni, tylko niech mężowi nie pokazuje. Może też niech zgłosi sprawę na policję i poprosi o pomoc, bo boi się o swoje  życie.

Nooo, ciekawie,  ciekawie- stwierdziła Adela. O ile pamiętam to groźby też  są karalne. Tyle tylko, że ja raczej niewiele mogę ci w tym wszystkim pomóc. Z prawników "cywilnych" to znam tylko ciebie i znam kilku prawników patentowych. Wiem Adelko, idzie  mi tylko o to, że nie wiem jak taką wiadomość przyjmie  Stasia. Chcę żeby o  tym wszystkim wiedziała, bo przecież ta kretynka może się przywlec do nas na Ursynów i mnie nachodzić. No tak, znając Irenę nie jest to wykluczone i faktycznie będzie lepiej jeśli Stasi to powiesz. I powiedz, że mnie już o tym mówiłeś, to może pomóc Stasi o tyle, że jeśli ją to będzie "gryzło" to do mnie  zadzwoni, wiedząc, że nie narusza żadnej twojej tajemnicy.

A tak ogólnie, to jest ostatnio bardzo ładna pogoda, może byśmy się wybrali w weekend w dwa samochody w jakiś plener? Może do Powsina? Albo do ZOO bo tam można dość wygodnie pochodzić z wózkiem. Tak prawdę mówiąc to kiepściunio wyglądają okolice stolicy od  strony plenerowej. Możemy się ewentualne  wybrać do Łazienek, tam jest nawet plac zabaw dla  dzieci no i zawsze jest ratunek w  postaci kawiarni. Nie mam oporów by małą karmić na ławce w parku bo będę miała moskitierę i nią się osłonię. A jeśli do Powsina  to wtedy weźmiemy składane krzesełka do siedzenia - tyle tylko, że wrzucimy je do  waszej  bryczki, bo u nas  będzie wszak wózek. Szkoda, że blisko nas nie trafiłam na jakiś przyzwoity plac zabaw dla  dzieci.  

Mała, a zarzekałaś się, że nie będziesz karmić - wypomniał jej Arek. No karmię,  ale będę karmiła tylko 6 miesięcy, potem przejdę na mleko modyfikowane no i będzie już jadła zupki jarzynowe i jakieś inne wymyślone przeze mnie  pyszności. Nie mam zamiaru karmić piersią  jej dwa lata  tak jak to sobie  WHO wymyśliła. Tu nie  Afryka, tu Europa. 

Arek, wrzuć wiadomość co wymyśliłeś na weekend. Buziaczki dla Stasi. I błagam  cię - nie daj  się wciągnąć w jakąkolwiek historię z Ireną. Bo stracisz twarz w swoim kręgu zawodowym. Raz - dało się to podciągnąć, że się głupio zadurzyłeś w cwaniarze, która leciała na twoją kasę. Ale każdy kolejny z nią epizod zrujnuje  ci pozycją zawodową. I nie daj  się wmanewrować w gadki  o przyjaźni, lojalności itp.

Milenka skończyła trzy miesiące. Już nie była taką  chudzinką, przybyło jej na  wadze i ważyła już 3,5 kilograma. Już odwracała  główkę w stronę,  z której  słyszała głos, bardzo polubiła pchać do buzi  własne paluszki (niekoniecznie  z głodu) i chyba w jakiś  sposób rozróżniała ludzi - gdy pochylał się nad nią Emil lub Adela reagowała całym  ciałkiem, a Piotrowi i Helenie  bardzo bystro się przyglądała jeśli ich kilka  dni z rzędu  nie  widziała. Bardzo lubiła by coś  do niej mówić, najlepiej modulując  głos.  Emil miał u niej  wyraźnie  fory - bardzo lubiła zasypiać w jego objęciach a czasem wręcz leżąc na Emilu. Emil  się  śmiał, że to wyraźnie dziedziczna pozycja- przez  tyle miesięcy przebywania  w brzuchu Adeli  nauczyła  się, że najlepiej to być przytuloną  do taty. Lubiła  muzykę, cicha  muzyka nie przeszkadzała jej w dziennym spaniu. Ponieważ ciągle pchała rączki do buzi Adela zafundowała jej smoczek. Leżąc na  brzuszku bez trudu unosiła główkę i wytrzymywała  w tej pozycji prawie pół minuty. Ciuszki z wyprawki już nie były dla niej za duże pod każdym względem - wyraźnie  przybyło jej  ciałka. Na główce "urodzeniowe" włoski pomału się zmieniały, coraz  więcej było jasnych włosków. Adela  się  śmiała, że rączki i nóżki Adelki przedtem swym  wyglądem przypominały parówki  a teraz  pomału  zamieniają  się w  serdelki.

Na jednym  ze spacerów Adela zaprezentowała Milenkę Konradowi. O matko,  ale ona maciupka i śliczna! - wysapał Konrad. Adela śmiała  się - to całe  szczęście, że poszła  we mnie posturą. Nie sądzisz chyba  że własnymi  siłami urodziłabym dziecko ważące tyle ile ona  teraz waży.  Dziewczyno, ja to jestem pełen podziwu, że w ogóle  zdecydowałaś  się na  małżeństwo i dziecko. Zawsze byłaś   wrogo nastawiona  do małżeństwa i dziecioróbstwa. Byłaś niemal jakąś popapraną feministką - mąż - a po co?  dziecko - a po co  sobie   życie zamykać?  

Konrad - a wiesz ile wody upłynęło w Wiśle od tamtych, licealnych lat? No a kiedy drugie zmajstrujecie?  Chyba  wcale - rodziłam co prawda w znieczuleniu,  ale wystarczy  mi wrażeń do końca życia. Nawet bez bólu to bardzo  męcząca impreza.  Już i tak mam nieco przechlapane bo posiedzę  na trzyletnim  wychowawczym. Ale już mi świta w głowie, że mogłabym w tym czasie  zrobić aplikację adwokacką. Uczyć  się mogę przy dziecku.  No a co twój mąż na to?  No przecież aplikując nie muszę od świtu do nocy być poza  domem. Mentora  będę miała. I  jest  duża szansa, że wypali mi praca w prywatnej kancelarii - wtedy nie muszę być na  pełnym  etacie.  Lubię  się uczyć, a dziecko  wcale  nie  wymaga tego,  by je  cały czas  zabawiać.Tylko trzeba  troszkę wysilić mózgownicę by je przyzwyczaić  do tego, że mama to nie pan KO na  wczasach. Będzie  miała takie zabawki by mogła  sama się dobrze bawić. Wystarczy by nauczyć  dziecko jak  się ma  bawić, potem kilka  razy pochwalić gdy  się  samo pięknie  zaczyna bawić i wszystko gra. Nie sądzisz chyba, że w żłobku lub przedszkolu to panie opiekunki cały  czas się z dzieciakami bawią, karmią każde jedno itp.

A sama karmisz czy jest na  butelce? Karmię, po sześciu miesiącach przejdę na modyfikowany pokarm. Ona to ma  chyba  zegar w żołądku , ostatnio karmię ją co 3 godziny i 10 minut, bo karmię na  wezwanie.  Szalenie  mnie rozbawiło te 10 minut. W siódmym  miesiącu  będzie karmiona pół na pół, mój pokarm i mleko modyfikowane.  Modyfikowane   mleko jest bardziej kaloryczne no i będzie już dostawać coś uzupełniającego do jedzenia, zupki jarzynkowe  na domowym chudziutkim rosołku. A gdy będzie miała rok to będzie jeść  z nami "z jednego garnka". Ja raczej  bardzo dietetycznie gotuję - mało soli, mało tłuszczu.

A jak twój mąż? Nieszczęśliwy, bardzo nieszczęśliwy, że musiał wrócić do pracy. Rośnie nam "córeczka  tatusia". Był cały czas przy porodzie, przecinał pępowinę. A jakie jej imię daliście?  Milena, zdrobniale  Milenka. Dobre- zaśmiał się Konrad - Emil ma Milenkę. Fajnie pomyślane! Podoba  mi się!  Nam też. A ty byłeś gdy twoja żona  rodziła? Nie, ona rodziła  w państwowym szpitalu i wtedy jeszcze  "rodzinne porody" nie istniały. A ty pewnie rodziłaś w prywatnej klinice. No, fakt, w prywatnej i po porodzie mieliśmy tam swój pokój razem z dzieckiem. Czwartego dnia  rano wyszliśmy z kliniki. Ale  w niektórych państwowych  też jest możliwość rodzinnego porodu- tak gdzieś czytałam.Ale raczej bez  wspólnego pobytu po porodzie. 

A my dość przypadkowo wykupiliśmy karnet do prywatnej przychodni i tylko go rozszerzyliśmy o pobyt w czasie porodu. Nie  za wszystko się płaci w tych prywatnych przychodniach - część kosztów jednak ponosi NFZ w ramach płaconej przez nas  składki. Stwierdziliśmy, że to się nam  bardziej opłaca niż sporadyczne  korzystanie z prywatnego lekarza. A wszystko przez  to, w przyszpitalnej przychodni onkologicznej odkryli chłoniaka u mego teścia- tyle tylko, że po roku brania leków nagle  okazało się, że wcale nie miał raka, tylko rejestracja pomyliła karty. No i mąż  robił ojcu  badania  na cito w prywatnej klinice i przy okazji  nam też wykupił tam karnety.

No to lecimy do domu. Trzymaj się, jak będzie  ciut starsza to porobisz nam trochę  zdjęć. Ale na USG to z reguły prezentowała nam swoje plecki i pupę. Emil  się  śmiał, że to po mnie dziedziczna niechęć do obiektywu.

W domu czekała na  nie  niespodzianka - Emil wcześniej  wrócił z pracy. Widziałem  się dziś z Arkiem. Projekt "Kancelaria Arka" znów zaczyna ożywać. Ze  dwie  godziny mi dziś w naszym barku przedstawiał realia. Ale tym  razem siedziba byłaby na Ursynowie. I mam najnowsze wieści od naszego cudnego Zdzisława. Przeprowadza  się za południową  granicę. Przeprowadzać  się będzie w końcu  roku, tam  zacznie pracę zaraz po Nowym Roku. A rodziców weźmie do siebie jego siostra, bo niestety już  sami nie dają  sobie  rady z codziennością. Ona ma domek z ogródkiem, jego  zdaniem bardzo blisko nas, bo w Mysiadle. Już  miałem powiedzieć "gdzie  Rzym  a  gdzie Krym", ale ugryzłem  się w język. Nie mam ochoty nikogo uświadamiać. Oczywiście  jak  się tam już rozgości to do nas  napisze. Ponieważ dopytywał się namolnie co u Ciebie to mu powiedziałem, że właśnie jesteś na  urlopie macierzyńskim i w drodze łaski pokazałem mu zdjęcie Milenki. Stwierdził, że ładniutka dziewczynka. Masz pozdrowienia od  niego. Stwierdził, że już bardzo  dawno nie oglądał żadnego niemowlęcia. I czy często w nocy płacze. Nie bardzo  wierzył, że Milenka  nie płacze w nocy. Ona w ogóle bardzo mało płacze- stwierdziła  Adela. Widocznie  nie ma powodu.  A ja byłam dziś na krótkim spacerze w towarzystwie Konrada. Umówiłam  się z nim, że jak  już będzie nieco starsza to porobi jej zdjęcia.  Był niemal wstrząśnięty, że ona jest taka  malusia. Jego dzieci to wszystkie ponad 3 kilogramy żywej  wagi w  chwili porodu.

A z Arkiem to  tylko o kancelarii rozmawialiście? A jest coś o czym powinienem  z nim był rozmawiać?- zdziwił  się Emil.  No bo do mnie  dzwonił kilka  dni  wcześniej bo boska Irenka go poprosiła o pomoc, żeby  się uwolnić od swego ukochanego męża. Wysłuchałam wszystkiego i powiedziałam mu, że  o tym wszystkim powinien powiedzieć Stasi to raz, a dwa to żeby nie  ważył dotknąć  się sprawy Ireny, która bierze go pod  włos, powołując  się na ich przyjaźń, bo wplątanie  się w jakąś sprawę z nią po raz  drugi zawali mu karierę zawodową kompletnie. Już raz  wyszedł na debila dzięki temu małżeństwu i rozwodowi.  Podobno ten ukochany chce  by ona cały majątek przepisała na  niego, a gdy powiedziała, że przecież nie mają rozdzielności  majątkowej, więc całość jest  wspólna to facet ją uderzył i sugerował, że zrobi wszystko by ją usunąć  ze swego życia, wiec  zasugerowała mu rozwód ale jego nie interesuje rozwód  a tylko sprawa odziedziczenia  wszystkiego po niej. Podobno Arek jej kazał by poszła  z tym na policję i  zgłosiła sprawę prosząc jednocześnie o ochronę, bo się  boi. No i kazał jej szukać jakiegoś adwokata dobrego od  rozwodów. Ona przecież pracuje  w sądzie, więc powinna znać nazwiska adwokatów lub popytać wśród koleżanek kogo oni tam uważają za dobrego w te klocki.  Miał do mnie zadzwonić w sprawie weekendu, ale nie  zadzwonił- proponowałam Powsin albo Łazienki bo tam można  się poruszać  z wózkiem.  Dziwna  sprawa- stwierdził Emil. Ale mu bardzo dobrze powiedziałaś. Zadzwonię do niego pytając  się o weekend, zobaczymy a  raczej usłyszymy co nam powie.

                                                                           c.d.n.