niedziela, 27 listopada 2022

Lek na wszystko? -11

 Teresa, tak jak powiedziała, tego wieczoru  zanocowała już u Kazika. Była  nieco zdenerwowana, bo chociaż wiele razy spali w jednym mieszkaniu a nawet w jednym  łóżku nie poznali dotychczas swoich ciał, nigdy nie łączyło ich nic więcej poza "bratnio-siostrzanymi całusami" i obejmowaniem. Czuła  się tak, jakby  miała stracić dziewictwo. Nachodziły ją myśli, że przecież wcale  nie  wiadomo czy będzie im razem dobrze, zastanawiała  się, czy naprawdę Kazik pożąda jej ciała, skoro tyle  razy nocowali pod jednym  dachem i Kazik nie usiłował jej uwieść. Na koniec przypomniała  sobie, że gdy ostatnim  razem byli w Bieszczadach, to Kazik łaził po nocy z kierownikiem ośrodka i rano jej powiedział, że nie mógł zasnąć bo miał "nieczyste zachcianki i natłok  myśli", więc spacerował nocą po terenie ośrodka i  dużo rozmawiali z kierownikiem o życiu. W czasie  gdy Kazik odwoził na  Górny Mokotów jej ojca, Teresa przygotowała  sobie najpotrzebniejsze rzeczy na niedzielne przedpołudnie i ubranie do pracy na poniedziałek. Zaczęła też pomału gromadzić to, co musi mieć pod  ręką z dokumentów. Gdy Kazik  po nią przyjechał miała  spakowane już 3 walizki. Na widok spakowanych  walizek Kazik  westchnął: "no , nareszcie zabieram cię stąd! Po resztę rzeczy jeszcze  nie jeden raz tu wrócimy. Teresa wcisnęła mu dwie walizki i powiedziała: a wiesz ile jeszcze  rzeczy muszę stąd  zabrać? 

Domyślam się - ze śmiechem stwierdził Kazik. Ale musimy zaczekać na szafy. Wymyśliłem  dziś jedną fajną rzecz - zrobimy, a raczej fachowcy nam zrobią nad przedpokojem duży pawlacz. I zagospodarujemy w living roomie jedną całą ścianę na tak zwaną żyjącą. Będzie  calutka obudowana. Znalazłem takie  rozwiązanie we francuskim czasopiśmie o urządzaniu mieszkań. Błagam cię, chodź już, nie mogę  się już ciebie  doczekać!  W samochodzie , chociaż  do przejechania było mniej  niż dwa kilometry Teresa  aż trzy musiała powtórzyć, by patrzył przed  siebie a nie na nią i obie ręce trzymał na kierownicy. 

W mieszkaniu Teresa po raz kolejny  dowiedziała  się, że jest miłością jego życia, a w sypialni czekał na  nią jedwabny szlafroczek błękitny w ciemnoniebieskie kwiaty nieznanego gatunku, a  w wazonie stały kremowe róże o lekko czerwonych  brzegach. Jakie piękne - zachwyciła  się Teresa. Też mi się podobają stwierdził Kazik mocując się nieco z zapięciem jej bluzki. Ziku, to nie jest prawdziwe zapięcie, suwak jest na plecach. Przepraszam, nie mam zbyt dużej wprawy w uwalnianiu dziewczyn z ciuchów. Zbyt długo tego nie robiłem. Teresa sięgnęła ręką do jego koszuli - ja też nie mam wprawy w rozbieraniu facetów, musimy oboje się uczyć tej trudnej sztuki rozbierania. Jeszcze nigdy nie przytulałam się do ciebie gdy byłeś bez koszuli. I bardzo mi się bez tej koszuli podobasz. Fajny ten pasek, to jakiś patent, nie widziałam takiego. Przytuliła głowę do jego piersi i delikatnie pocałowała nagie ciało. Kazik  stał nieruchomo, jakby bał się poruszyć. Obejmował Teresę i szeptał jej do ucha, że ją ubóstwia. Teresa omijając jego obejmujące ją ręce rozpięła swój stanik i wtedy Kazik jakimś cudem "odżył" delikatnie go z niej zsuwając. Wziął ja na ręce i delikatnie, niczym jakiś cenny ładunek położył na łóżku. A ty  się nie rozbierzesz zapytała?  Wpierw rozbiorę ciebie. Tesiu, kupiłem w aptece diafragmę dla ciebie, ale może wolisz, bym ja  coś jednak założył. Nie trzeba, nie przestałam brać tabletek, bo one mi po prostu regulują cykl. I...  po obejrzeniu wiadomych  ci zdjęć poszłam na badania, czy aby nie zostałam czymś obdarowana wcześniej. Przynieś mi, proszę, moją torebkę z przedpokoju. Chyba leży na podłodze. Kazik wyszedł wrócił z torebką ale już tylko w bokserkach. Teresa wyciągnęła z torebki dwie kartki - tu jest wynik badania krwi na WR a tu wynik badania czystości. Nie dostałam żadnego prezentu od tak zwanego męża. Nie mówiłam ci o tym, a zrobiłam badanie zaraz po obejrzeniu tych zdjęć. Nawet nie  wiesz ile nerwów  mnie kosztowało zrobienie tych badań i  czekanie na wyniki. A w kwestii antykoncepcji to biorę francuskie tabletki. Bardzo dobrze mi służą. Bonusem ich brania jest cykl wyregulowany niemal co  do godziny. Jesteś kochany, że pomyślałeś o mnie. Jesteś -  więcej już nie  zdołała powiedzieć, bo ciężko coś mówić w trakcie  długiego pocałunku. Rozbieranie nabrało niewyobrażalnego tempa, a Kazik gorączkowo i bardzo pracowicie zapoznawał się z jej nagim  ciałem. Był namiętny ale jednocześnie delikatny, chwilami zastygał w bezruchu i zatapiał wzrok w jej oczach, szepcząc jak bardzo ją kocha, jaka jest piękna i cudowna, że chce być z nim razem. Szczytował minutę po niej. Przepraszam, zupełnie  zapomniałem o ręczniku, ale  nie ma problemu, zmienię zaraz prześcieradło. Jesteś cudowna, połóż się na mnie, chcę cię mieć dalej na  całej swej długości. Nakryjemy się trochę, bo jeszcze  się przeziębisz. Masz takie  cudownie  gładziutkie  ciało. Nie da się ukryć, że nie pospali wiele tej nocy. Teresa odkryła, że uwielbia jego dotyk, on, że  każda jej pieszczota niebywale go podnieca i jest cudowna i stawia go do pionu, zachwycał  się każdym fragmentem jej  ciała. Około północy zjedli kolację a Teresa siedziała cały  czas na jego kolanach, a że byli nadal nadzy to siedzieli otuleni dwoma spiętymi razem kocami. Spali wtuleni w siebie a ilekroć zmieniali pozycję Kazik wycałowywał Teresę, twierdząc, że się za nią szalenie stęsknił. Robienie śniadania szło im dość opornie bo ciężko szykować  śniadanie  i jednocześnie się tulić i  całować. No nie wiem, jak ja pójdę w poniedziałek bez  ciebie do pracy- marudził Kazik. Będę wciąż do ciebie telefonował. Rano cię odwiozę i oczywiście przyjadę po ciebie.  Niedziela minęła im na kolejnych odkryciach i wzajemnych zachwytach. Późnym popołudniem Kazik podjechał do mieszkania Teresy i zabrał z niego całą  zawartość jednej z szuflad  zamrażarki. W poniedziałek rano Kazik zawiózł Teresę do pracy i po pracy po nią przyjechał. Od tego  dnia Teresa była stale wożona  w obie  strony.

W dziesięć dni później  Robert zatelefonował do Teresy, do pracy  i powiedział - właśnie się rozwiedliśmy. Nie  miałem  pojęcia że masz rozstrój nerwowy i  nie  możesz stanąć do rozprawy. Ale do pracy to jakoś możesz  chodzić, dziwne. Nie  widzę w tym nic  dziwnego Robercie. Tu mnie nikt  nie zdradza. A skoro już jest orzeczony rozwód to bądź uprzejmy wymeldować się z mojego mieszkania. Chyba że wolisz bym ja to zrobiła, ale  wtedy podam w urzędzie  twój ostatni  adres, czyli twojej matki.  Sam to potrafię zrobić - warknął w słuchawkę Robert. I nie życzę sobie z tobą żadnych kontaktów. Chwała  Bogu - stwierdziła Teresa - bo ja ich też nie pragnę. Dostałeś od mojego adwokata obrączkę? Tak dostałem i jeszcze musiałem pokwitować jej odbiór. No to świetnie. Dobrego i  szczęśliwego życia ci życzę Robercie. I odłożyła słuchawkę. 

 Popatrzyła na personel i powiedziała - pamiętajcie, że nic nie trwa  wiecznie - ani miłość ani małżeństwo. Właśnie przed chwilą dowiedziałam  się, że już jestem rozwiedziona. Bez rozprawy?- spytała któraś. Ależ z rozprawą, jak najbardziej. Ale mój, już były mąż, postarał się bardzo by dostarczyć sądowi mocnych dowodów na to, że mój pozew rozwodowy jest uzasadniony. W związku z tym, że on był winny rozkładowi  związku, zafundowałam  sobie by w sądzie stawał zamiast  mnie adwokat, bo koszty rozwodu opłaca strona winna. Zresztą nie mieliśmy nic wspólnego do podziału, połowa ceny jego samochodu też mi do szczęścia nie jest potrzebna. Zgłosiłam, że wracam do swojego panieńskiego nazwiska, a że po ślubie dopisałam sobie jego nazwisko, to właśnie je teraz odrzucą. 

I co teraz? - zapytała  najmłodsza. Teraz to za 15 minut opadną nas interesanci.Więc muszę dopić kawę. I będę musiała któregoś dnia wyjść wcześniej by wyrobić sobie  nowy  dowód osobisty, ewentualnie przyjechać nieco później do pracy. Ale to omówię z panią kadrową.

Następny telefon był od adwokata, któremu  wylewnie  dziękowała, potem dodzwonił się Krystian a na koniec w drzwiach stanął....Kazik. W ręce trzymał bukiet róż. Podszedł do  "lady" oddzielającej interesantów od personelu i  powiedział- to od twojego taty i ode mnie. Przyjadę po ciebie, bądź na parkingu zaraz po szesnastej. Dokumenty dostaniesz  do domu. Gdy odbierała od  niego kwiaty została cmoknięta w czoło i policzek. Kazik uśmiechnął się łobuzersko i powiedział - życzę paniom spokojnego dnia, do widzenia!

Gdy wyszedł któraś westchnęła - o rany, ale przystojny facet! Kawał faceta, wysoki- dodała  druga. No to zobaczyłyście właśnie mego przyszłego męża - powiedziała Teresa.  Już zdążyła pani zakręcić  się za następnym?- zaśmiała  się najmłodsza.  Trafiłaś kulą  w płot - znamy się od  dziesięciu lat wtedy po prostu wybrałam niewłaściwego człowieka,  bo byłam młoda i  głupia, teraz  zrobiłam korektę. A  pobierzecie się? Oczywiście, jestem bardzo staroświecka i nie mam zwyczaju żyć z kimś na "kocią łapę". Zresztą państwo szalenie  dba o to, by życie w konkubinacie nie  było usłane różami. Są kraje, które uznają konkubinat za legalny  związek i można zgłosić, że się jest w takim  związku. Taka ustawa chroni kobietę, facet nie  może jej bezkarnie nagle wystawić na ulicę bo mu się kobiecina znudziła. Poczytajcie  sobie o prawodawstwie w innych  krajach  Europy. W dalszym ciągu daleko nam do europejskiej demokracji.

A kiedy ślub? Nie wiem, ja nie będę się tym zajmowała.  Nie mam na to czasu. On będzie  to załatwiał. Większość urzędów funkcjonuje  w tym  samym  czasie, czyli 8,00-16,00.  A ślub będzie bez gości, bez wesela, tylko ze świadkami. Już raz miałam dwa śluby jednego dnia i wesele. Wystarczy - jak  dla mnie.  A ja to bym chciała mieć dwa śluby jednego  dnia i długą białą  suknię  i wesele- rozmarzyła  się najmłodsza. A jaką suknię pani  miała? Żadną, byłam w kostiumie.

No, koniec gadania  o głupotach. Trzeba się brać  do pracy. Jest trochę  wniosków do wypełnienia, trzy albo cztery ambasady do obskoczenia,  PTA  załatwię telefonicznie, do LOTu na  ścianie musi się któraś z was przelecieć, trzeba bilety kolejowe odebrać z  Orbisu tego na  emdeemie bo już wczoraj dzwoniły, że  są bilety. Czy zauważyłyście to co ja?  Poniedziałek dziś i  jeszcze nikt z interesantów nie dotarł. Oby tak dalej. Która  dziś pójdzie do paszportów? I trzeba jeszcze odebrać  paszport z Metalexportu i dać  do wizowania. Idę na moment do pani kadrowej.  Zostawcie mi na biurku wiadomość co która  wzięła do załatwienia na  mieście.

Gdy wróciła zobaczyła, że Basia zawzięcie szuka czegoś w szafie pancernej. A czego Basiu tak szukasz?-spytała. No tego paszportu, który trzeba zanieść do Metalexportu. Baśka - oprzytomnij - z Metalexportu to masz do nas przynieść paszport, ale wpierw tam zatelefonuj i dowiedz się czy facet ma paszport i  czy jest ważny co najmniej  pół roku. Zapisz sobie o co masz  się zapytać i sprawdź telefonicznie czy to ten Małecki- sprawdź datę jego urodzenia. To  dość  popularne nazwisko. I sprawdź jeszcze -na  miejscu, nim wyruszysz  z powrotem, czy wzięłaś właściwy paszport, żebyś nie  musiała drugi raz tam lecieć. No nie- muszę zmienić pracę bo  zupełnie tu ogłupieję- pomyślała. Pracując z bezmyślnymi można się  chyba  bezmyślnością zarazić.  Interesantów  z  zewnątrz było tylko kilka  osób ,byli  to  głównie specjaliści już szykujący się do wyjazdu na podpisany kontrakt. Ale spokój  był tylko  chwilowy, bo uaktywnili się branżyści, którzy przeważnie  o tej  porze  roku odwiedzali kraje, z którymi były podpisane  kontrakty. Ale  zdecydowanie  było z nimi mniej kłopotu, bo wyjeżdżając  często poza kraj ojczysty dobrze  znali trudności związane  z organizacją podróży i potrafili docenić  pracę działu Teresy. Zwłaszcza  wtedy, gdy sami usiłowali  sobie zarezerwować podróż i dowiadywali się w biurze LOTu, że nie ma na ten termin  miejsc, a Teresa "jakimś cudem" potrafiła ich na żądany termin wyekspediować. Teresa śmiała  się  tylko i  mówiła, że  widocznie samolot został albo "rozciągnięty w poprzek", albo wydłużony. W najgorszym razie wyszukiwała takie połączenie  z przesiadką by mieściło się finansowo w milażu połączenia podstawowego. Wiedziała też, które  lotniska podrażają podróż i lepiej je omijać, jeżeli dane  miasto nie jest punktem  docelowym  podróży. Pierwszą osobą, która wiele straciła na braku kontaktu z Teresą był....jej były  mąż. Przedtem zawsze Teresa  robiła mu u koleżanek rezerwacje  do Moskwy-wiedziały, że robi je dla swego męża i w  razie odwołania podróży na pewno na czas odwoła  rezerwację. Teraz biedaczek nie mógł się nadziwić, że znalezienie  wolnego miejsca w  samolocie  do Moskwy graniczy  z cudem i każdą podróż musiał planować z bardzo dużym wyprzedzeniem. A o  tym Teresa dowiedziała  się od znajomej pracującej w tej  samej centrali co były mąż. Teresa nie ukrywała  faktu, że się  rozwiodła, nie mówiła dokładnie  dlaczego, powiedziała  tylko, że sąd uznał, że z jego  winy doszło do  rozwodu.

                                                                     c.d.n.

sobota, 26 listopada 2022

Lek na wszystko? - 10

Ojciec Teresy po raz pierwszy był w sklepie IKEA. Zdumiony  był wielkością sklepu,  różnorodnością sprzedawanych towarów oraz  możliwością "pomacania"  wszystkiego co  sklep oferował do  kupienia.

Wysokość  łóżka była  dobierana  nieomal komisyjnie, wpierw  tata musiał "pod czujnym okiem" obojga usiąść na  łóżku, potem  położyć się na  nim  by wypróbować,  czy taka twardość  materaca mu odpowiada,  czy  może  woli nieco miększy, bardziej uginający  się pod jego  ciężarem,  a może jeszcze  twardszy  niż ten. Gdy już  wybrał, wszystko zostało spisane. Potem wybierali komody do sypialni, jedną z samymi  szufladami,  drugą z szafkami i mniejszymi  szufladami.  Potem było wybieranie fotela i tata poprzesiadał  się  z 10 razy z jednego na  następny i gdy trafił na  najwygodniejszy dla siebie nastąpiło spisanie  jego wszystkich  danych, potem było szukanie stołeczka, który służyłby za podnóżek, wybranie "prześcieradeł z gumką",  szukanie płytkiej szafki, która  mogłaby służyć za wezgłowie  łóżka. Zapisali  sobie  również numery wieszaków do obu sypialni, Teresa  wybrała też dla  siebie i taty wodoodporny stołek do kabiny prysznicowej,  dodatkowe płytkie  szafki wiszące do łazienki i matę antypoślizgową  do niej oraz do kabiny. I nowe  lustro do łazienki, bo to wisiało zdecydowanie  za wysoko i było za małe. Największe  zdumienie taty wywołał fakt, że  wyszli ze sklepu z pustymi rękami, bo mieli tylko dwa zapakowane  firmowo prześcieradła i że gdy przyjadą  do  domu to wtedy złożą  w sklepie zamówienie  i je opłacą i wtedy  któregoś  pięknego  dnia  zamówione rzeczy  zostaną im  dostarczone do  mieszkania. Teresa tłumaczyła tacie, że znacznie  bardziej kłopotliwe byłoby kupienie  teraz  wszystkiego, odbiór tego w magazynie i  szukanie ad hoc jakiegoś  transportu i kogoś by to  wszystko wwiózł i wniósł do  mieszkania. A tak to przyjdzie  zawiadomienie  kiedy to wszystko przywiozą i na ten  dzień Kazik zostanie  w domu. A potem w weekend będą się bawić w składanie łóżka,  komód, szafek łazienkowych, szafki tej  co  za  wezgłowie  ma służyć. Lampę stojącą do fotela w tatowej sypialni i nocną lampkę dobiorą gdy już będzie sypialnia umeblowana. A jak już będzie umeblowana  sypialnia to tata  się wtedy  zastanowi co chce  mieć w drugim pokoju. Szafy to zrobi znajomy stolarz i sam je u  nich zainstaluje. I nie  szkodzi, że będą nieco droższe od  gotowych,  ale będą na wymiar i nie będą ich  musieli sami składać.

Obiad  zjedli w mieszkaniu Teresy,  mikrofalówka i piekarnik bardzo ów proces  uprościły. Kazik od  razu zrobił "ściągę" dla taty by bez trudu mógł obsługiwać mikrofalówkę   oraz dodatkowy piekarnik. Bo Teresa dokupiła  drugi piekarnik, nieduży, akurat taki do jednoosobowego  gospodarstwa. 

Po obiedzie, gdy  jedli  deser delektując  się bitą śmietaną  z malinami, tata powiedział - jestem wszystkim zachwycony a najbardziej to tobą Kaziku - widzę jak  bardzo kochasz Terenię i jaki z ciebie naprawdę porządny mężczyzna. Wprawdzie ślubu jeszcze nie macie,  ale  dla  mnie już jesteś  synem i z wielką radością tak będę do ciebie  mówił, o ile to ci nie będzie przeszkadzało.  

A ja jestem  zachwycony, że znów ktoś do  mnie mówi "synku" - tak nagle straciłem rodziców. Chyba każdy z nas chciałby do końca  swoich  dni czuć opiekę swoich rodziców, nawet gdy już  sam jest  dorosły.  To prawda- ja sam bardzo często wspominam swoich  rodziców i zastanawiam  się jak oni by postąpili - powiedział ojciec. I, jeśli mam być szczery to muszę  się do czegoś przyznać - uważam, że jesteście zupełnie nie  dzisiejsi, że chcecie bym z wami mieszkał - przecież to dla was pewnego rodzaju  skrępowanie.

To nie jest dla nas  jakieś  skrępowanie - co najwyżej zobaczysz kiedyś jak goła  biegnę do łazienki, no ale gołą to widziałeś mnie nie jeden raz. Przecież razem z tobą byłam na plaży dla nudystów w Bułgarii. Widok gołego  Kazika też cię raczej nie  zgorszy. Jest ładnie zbudowany. Zawsze go podziwiałam  gdy bywaliśmy wszyscy razem na basenie. A nas  nie  zgorszy widok ciebie w stroju Adama. Nie należymy do  tych, którym golizna kojarzy się  tylko i  wyłącznie z  aktem płciowym.  A gdy będziesz z nami mieszkał będzie to dla mnie  spore ułatwienie, bo będę cię miała na wyciągnięcie  ręki i nie będę musiała się zastanawiać jak  się czujesz, czy dam radę tego  dnia  do ciebie  wpaść bo już kilka  dni  nie  byłam. Dobrze, że to mieszkanie jest pięciopokojowe, więc i ty i  my mamy po 2 pokoje dla siebie i jest ten living room. Utrzymanie tego mieszkania, w  którym teraz  jesteśmy będzie szło z wynajęcia twojego mieszkania na  Al.Niepodległości i jeszcze będziesz  miał dodatek do emerytury. A warto je  zatrzymać bo jeśli padną nam obie  windy to te trzy pokoje z kuchnią mogą być dla  nas "ratunkiem", żeby nie gramolić  się na ósme piętro bez windy. No i poza tym mamy dodatkową lodówkę wraz  z zamrażarką. A i ja będę  miała wygodę, bo zawsze cię będę mogła poprosić o podszykowanie czegoś do obiadu, bo my  się nałogowo stołujemy  w domu. No i tu jest naprawdę  sporo terenów  zielonych, będziesz  miał gdzie  spacerować. I osiedle jest  już naprawdę nieźle zagospodarowane i dobrze skomunikowane ze śródmieściem.  To mieszkanie, w którym teraz  mieszkasz można również sprzedać - jeśli tak będziesz  wolał. To musisz  sobie  sam przeanalizować. Nam nic do niego. No  a to mieszkanie Kazika,  w którym będziemy wszyscy mieszkać jest już spłacone. Ja jestem zameldowana w tym, w którym teraz  siedzimy. 

Gdy się pobierzemy to zaraz zamelduję Tesię u siebie i nauczony smutnym  doświadczeniem od  razu zrobię zapis testamentowy na  nią. Tesiu, skarbie  kochany - nie  rób takiej przerażonej  miny, ja co  roku robię badania kontrolne bo wykupiłem  sobie karnet w prywatnej przychodni. A oni mają "zagraniczne" normy dbania o  zdrowie pacjentów tam  zarejestrowanych. Po ślubie  też tam  cię zarejestrujemy i tatę. Sami co  roku zapraszają mnie na  badania. I nie ma problemu by dostać się do specjalisty i porobić różne specjalistyczne badania. I mają również własny  szpital z bardzo dobrymi specjalistami i dobrym sprzętem. No i tatę też zamelduję, bo wyszło zarządzenie, że osoby przebywające dłużej niż dwa tygodnie  muszą  mieć meldunek - przynajmniej  tymczasowy.

A wiadomo już kiedy będzie rozprawa rozwodowa?- spytał tata. No na  razie to wiem tylko, że po niedzieli Robert ma wyznaczone spotkanie  ze  swoim adwokatem, o którym wiem, że jest dobrym kolegą adwokata Tesi. A co dalej to się dowiemy po tym  spotkaniu. Do Roberta  chyba  już dotarło, że sam  siebie "zakopał" swoim zachowaniem i chyba tylko jakaś niedorozwinięta  umysłowo kobieta mogłaby pozostać nadal jego żoną. No albo taka, która byłaby zwolenniczką "związku otwartego". Krystian zlecił sprawę  rozwodu swojemu przyjacielowi, który będzie  stawał w sądzie w zastępstwie Tesi. Zwłaszcza, że sprawa jest świetnie udowodniona, są zdjęcia, które  są "wielką kropką nad  i"  i nie pozostawiają cienia wątpliwości z czyjej winy jest rozwód. No i praktycznie nie ma  nic  do podziału. No i trzeba będzie po rozwodzie  wymeldować stąd Roberta. To  może zrobić sama Tesia, bez jego udziału, tylko poda  adres zamieszkania  jego matki.  Rozmawiałem z Robertem po tym całym wydarzeniu i on twierdził, że jego matka chce wytłumaczyć Tesi, że taki "pojedynczy wyskok" powinna wybaczyć, bo pewnie Tesia była dla niego za mało czuła, więc biedaczek szukał gdzie indziej czułości.  Stara wariatka - podsumował ojciec- zapatrzona w Roberta jak pies  w pęto kiełbasy. Kocham Terenię ogromnie, ale widzę również jej wady. Jak  każdy ma ich kilka.  I od  samego początku Robert mi się nie podobał. Ale jeśli kiedyś będziecie rodzicami to  sami  się przekonacie, że wytłumaczenie dorosłemu dziecku, że obiekt jego  uczuć raczej nie  za bardzo na owe uczucia  zasługuje, graniczy  z cudem,  a cuda  na tym świecie  bardzo  rzadko  się  zdarzają. I jestem  ci bardzo wdzięczny, że zadbałeś o to, by Terenia jak najmniej ucierpiała przy tej sprawie. 

Tatusiu, kocham ją od pięciu lat,  a znam od dziesięciu. Usiłowałem zwalczyć to uczucie, ale  się nie dało. Ale powiedziałem jej o tym uczuciu dopiero teraz. Przedtem tylko nad nią czuwałem z daleka. Od chwili gdy się poznaliśmy zawsze sobie pomagaliśmy, czuliśmy  się jak brat z siostrą. I może dzięki temu dobrze  się poznaliśmy. Jestem najszczęśliwszym człowiekiem bo już niedługo będzie   moją żoną.  Chcemy oboje z Tesią mieć cichutki ślub - wystawne śluby  już oboje  mieliśmy. Taki ślub - tylko świadkowie i my. Moim świadkiem będzie mój brat, Krystian. 

A ja tato poproszę ciebie  byś ty był moim świadkiem. Jedynym wymogiem dla świadka jest fakt pełnoletności, a ty już jesteś pełnoletni- powiedziała Teresa. I to nawet  bardzo - zauważył ojciec. Nie będziemy zapraszać na  ślub jakichś znajomych. A po ślubie przyjedziemy albo do  domu i tu  coś razem skonsumujemy albo wylądujemy na obiedzie w Europejskim  albo w Bristolu. Nad  tym to się jeszcze zastanowimy. Jak na razie to  mieszkamy jeszcze oddzielnie, ale chyba od dziś sprowadzę się do Kazika. 

Kazik złożył ręce jak do modlitwy i powiedział - tylko się nie rozmyśl, błagam. Na razie zmieścisz  swoje rzeczy w mojej szafie nim zamówimy drugą. W poniedziałek wyskoczę w tym układzie do pana stolarza. I pomyśl, czy chcesz taką samą szafę czy może nieco inną. Najlepiej  zrobić mu odręczny rysunek i napisać  wymagane wymiary półek,  szuflad, części "wieszakowej". I pomaleńku  zaczniemy przewozić  do nas rzeczy tatusia.  Na pewno tata ma rzeczy, które rzadko używa, więc to wszystko co jest  rzadko używane, ale chce nadal  mieć to będzie w tym mieszkaniu w najmniejszym pokoju. Zawsze w razie potrzeby będzie  je  można  stąd  wziąć.

Teresa w pewnej chwili powiedziała - chodźmy teraz na krótki spacer po osiedlu, bo  nie mogę  się oprzeć  wrażeniu, że tata ostatnim  razem to szedł osiedlem gdy ja się tu  wprowadzałam. A osiedle z tamtego okresu a  dziś to dwie  bardzo różne  bajki. I jeszcze  coś - mieszkanie Kazika ma znacznie  lepsze widoki z okien  niż to - tu z obu  stron widać tylko sąsiedni blok. Z okien mieszkania  Kazika  widać z jednej  strony  Sadybę z drugiej skarpę Mokotowską, widać przestrzeń. I pewnie  za szybko jej nie  zabudują bo ta łąka to teren torfowiska. No i na pewno nie trzasną tu  wieżowców, co najwyżej domki jednorodzinne. A  miał tu być kiedyś  teren rekreacyjny i  może kiedyś rzeczywiście będzie. Tyle tylko, że dla  miasta  większy  zysk  z osiedla niż z terenu rekreacyjnego.

Spacer to  był bardzo dobry  pomysł - tata rzeczywiście  nigdy  tym osiedlem  nie  spacerował i bardzo  mu się osiedle  spodobało "od  strony  spacerowej". Spodobała  mu się aleja kasztanowa i fakt, że było tu naprawdę dużo  zieleni i  były też  całkiem  wygodne ławki. No i blisko do środków komunikacji. Tak- powiedziała Teresa- teraz jest tu naprawdę fajnie,  ale początki wcale  nie były  wesołe, a ja tu  zamieszkałam gdy nawet trawników nie  było, kursował jeden autobus, do sklepu  się  szło na inne osiedle i koniecznie w kaloszach, bo gdy padał  deszcz to  się brnęło w  błocie.

                                                                 c.d.n.

 



piątek, 25 listopada 2022

Lek na wszystko? - 9

 "Wizja  lokalna" przeprowadzona przez ojca Teresy wypadła wielce pomyślnie. Wszystko dzięki temu, że Kazik miał umeblowaną głównie sypialnię i częściowo living room, poza  tym dobrze  zagospodarowaną kuchnię i ładnie zrobioną łazienkę. Reszta wymagała  dopiero umeblowania, ale wszędzie był już położony parkiet. Z trzech pokoi ojciec Teresy  miał sobie  wybrać dwa dla  siebie i jak  mu oboje tłumaczyli, to im jest naprawdę obojętne, który pokój im przypadnie  z tej puli. 

Pewnie byłoby logicznie - powiedział tata, gdybym wybrał dwa przylegające do siebie. Kazik podszedł do niego, objął i powiedział- tatusiu- rzecz nie  w logice,  ale w tym, by podobał ci  się widok z okna z obu pokoi - możesz śmiało mieć dwa pokoje  wcale do siebie  nie przylegające. Co do mebli - można  wziąć te, które są u ciebie, ale może chcesz mieć nowe. Teresa jest zdania, że twoje łóżko trzeba  by wymienić - to które masz jest jest przede  wszystkim za niskie no i  za wąskie. Kupimy szersze, o takiej  wysokości by było wygodnie na nim siadać z pozycji stojącej oraz  wstawać gdy  się  siedzi. Pojedziesz tato razem z nami do sklepu, bo się do łóżka i materaca przymierzysz- trzeba dobrać taką twardość materaca, która będzie ci odpowiadała. Sprawdź, proszę szafę w mojej sypialni, czy ci taki model odpowiada i pomyśl co jeszcze chcesz mieć  w  sypialni. Tesia proponuje by kupić ze dwie komody na bieliznę i inne drobiazgi i jakiś regalik na książki a ja bym jeszcze tam  wstawił  fotel byś wygodnie mógł sobie czytać przed  spaniem. Dokupilibyśmy też podnóżek i lampę stojącą i mały podręczny stolik, żeby  było gdzie postawić kubek z herbatą i odłożyć książkę. Do fotela też się będziesz  musiał przymierzyć. I zaraz  cię zagonimy do przejrzenia katalogu i wybrania mebli do drugiego twojego pokoju - powiedziała Teresa. I oglądaj wszystko pod kątem tego co ci  się podoba a nie pod kątem ile co kosztuje. Ważniejsze są gabaryty niż ceny. Za wezgłowiem łóżka postawimy jakiś płytki regalik lub szafkę, by była tam nocna  lampka i inne podręczne  dobra. Wszędzie są w oknach żaluzje, ale jeśli chcesz to możemy też dać jakieś lekkie zasłony, głównie w celach dekoracyjnych. Bo jednak żaluzje lepiej  chronią. No i dokupimy krzesełko łazienkowe do kabiny prysznicowej. Nie lubię stać pod prysznicem - Teresa uzupełniła listę. No i te wieszaki do naszej i taty sypialni na zdejmowane ubranie. Kupimy dwa męskie i jeden damski.

Kochani, wszystko cacy,  ale ja chcę partycypować w kosztach. Oczywiście, nie ma  sprawy- stwierdził Kazik i stojąc za plecami taty mrugnął do Teresy, żeby się nie  sprzeciwiała. Tatusiu - będziesz  zawsze nosił klucze od dwóch mieszkań, bo może się zdarzyć, że winda będzie nieczynna, to wtedy zamiast wdrapywać się na to ósme piętro przejdziesz  się do mieszkania Tesi. Tu  się raz taka awaria zdarzyła, że obie  windy nie  działały, ale to było raz. A budynek ma już ze 12 lat. Poza tym jeśli się zmęczysz lub będzie ci  się  chciało pić to wpadniesz na to pierwsze piętro- tam cały  czas będzie czynna  lodówka i  zamrażarka, będziesz mógł sobie  zrobić kawę lub herbatę,  zaopatrzenie   "ratunkowe" w postaci czegoś do pochrupania  też będzie cały  czas  dostępne.

No to teraz pojedziemy do Ciszycy po sok i maliny- zarządził Kazik. Teresa zapakowała osiem litrowych słoików i kilka butelek z zakrętkami. Na pytające  spojrzenie Kazika  powiedziała - im  na pewno  przydadzą  się i  słoiki i butelki, a jeśli nie  będą chcieli takiego prezentu to też  nie problem- zabierzemy  do  domu z powrotem. Droga  był krótka, w Konstancinie   skręcili na rozjeździe  w lewo w stronę Wisły i w kwadrans później  byli już w Ciszycy. Bez trudu odnaleźli duży, piętrowy, jeszcze  nie otynkowany dom. Koło domu był jeszcze  nie ogrodzony  sad. Gdy wysiedli z domu wyszły  dwie  osoby- starszy mężczyzna i dość młody. Kazik opuścił szybę w samochodzie i się głośno roześmiał wołając- góra z górą  się nie  zejdzie a człowiek  z człowiekiem czasami tak.  Cześć Leszku, to wasza posiadłość? O rany, Kazik- sto lat  cię nie  widziałem! Ty po sok przyjechałeś,  czy przypadkiem?  No po sok, ale  nie miałem pojęcia, że to ty tu gospodarujesz.  No właściwie to nie ja, a moi  rodzice. Kupili ten dom i ziemię w ubiegłym roku. Ledwie cię poznałem, stwierdził Leszek.  A teraz  lepiej? - spytał Kazik  zdejmując przeciwsłoneczne  okulary. No lepiej, ale  się bardzo zmieniłeś. No cóż, starość  nie  radość, spoważniałem zwłaszcza  w poprzek, przestałem mieć  niedowagę. Nooo, byłeś jak niteczka a teraz  wyglądasz normalnie. Z samochodu wysiadła Teresa i jej ojciec. Kazik przedstawił ich  sobie  mówiąc- to  mój kolega jeszcze  ze studiów, Leszek Z., a to moja jeszcze narzeczona, ale już wkrótce żona Teresa i mój teść. 

No żebym wiedział, że przyjedziesz to  bym jakąś  wartę honorową wystawił. Nie błądziliście? Nie, bo Szymon mi powiedział jak tu  dojechać i że to pierwszy dom  i że nie jest jeszcze otynkowany. No właśnie, w poniedziałek mają go tynkować. A ty tu teraz  mieszkasz? Tylko w  weekendy i  wszystkie urlopy. Musiałbym dzieciaki wozić codziennie przynajmniej  do Konstancina, poza tym mała  chodzi  do szkoły muzycznej. Tu to ja i brat spędzamy urlopy i  większość  weekendów. Moi rodzice  spędzają  tu większość  roku. Mama moja ma świra na punkcie wsi, bo się wychowała  na  wsi i uwielbia dłubać  w ziemi. Panie  Leszku- wtrąciła Teresa- przywieźliśmy słoiki i butelki - wypakować czy  wywieźć je  z powrotem. Ależ oczywiście, wypakować, słoików i butelek nigdy nie jest  za dużo. Teresa kiwnęła ręką   na Kazika, by wyjął pudło z bagażnika.Oooo, jakie  super  słoiki - zachwycił się Leszek. Dostaniecie  w nie  domową kapustę kiszoną i kiszone jabłka. Nie dostaniemy,  ale u was kupimy- poprawiła go Teresa. To wszystko panie Leszku kosztuje- nic oprócz chwastów  samo nie rośnie, wszystko wymaga  nakładu pracy i pieniędzy.  

A ja skądś panią znam, tylko nie  mogę skojarzyć skąd. A pracuje pan nadal tam,  gdzie pan pracował 3 lata wcześniej?  Nie, odszedłem, to nie było miejsce dla  mnie. No to panu podpowiem- był pan ze swoim szefem w CHZ i pana  szef usiłował mnie  zwerbować do pracy. A ja powiedziałam, że nie mam ochoty,  bo nie lubię być szkolona. I mieszkaniem pani też  wtedy wzgardziła i szef  się bardzo dziwił. No bo  miałam  gdzie mieszkać. Musiałabym  chyba  mieszkać pod  mostem żeby w tym resorcie pracować i  mieszkać  w bloku z innymi pracownikami tego resortu. I tak mam z nimi wciąż  do czynienia, ale na odległość. Jest jeden pozytyw - bardzo szybko dostałam paszport, czyli byłam prześwietlona. Zresztą gdyby mnie  nie prześwietlili to bym w tym miejscu nie pracowała. Ale się pomału  rozglądam  za jakimś innym miejscem  do pracy. Pomału już mam dość tej rozrywki. Czuję  się chwilami jak  w jakimś  wariatkowie lub ośrodku dla niedorozwiniętych umysłowo. Na drzwiach  wisi kartka, że wchodzić mają po jednej osobie, podane są godziny w których obsługuje  się interesantów, podana jest godzina przerwy, wszystko wypisane  dużymi, czerwonymi literami i  się ciągle  zastanawiam czy wszyscy są wtórnymi analfabetami czy  może debilami od urodzenia.

No a kiedy bierzecie  ślub - dopytywał  się Leszek. No ja  to  bym  chciał jak najszybciej, ale nie mam pojęcia  na kiedy uda  się to załatwić. Chcemy wziąć  cichy ślub, bez osób postronnych, tylko świadkowie będą  z nami. Oboje już  mieliśmy uroczyste śluby , więc nas ta  uroczystość  nie bawi. My, świadkowie i piętnaście  minut "uroczystości". A Anka wyszła  drugi raz za mąż- dopytywał się Leszek. Nie, nie wyszła bo Anka nie  żyje. Niestety nie chciała  się leczyć. 

Ojej, ogromnie  cię przepraszam, nie  miałem  pojęcia, że ona nie żyje. Nie masz za co przepraszać, nie twoja  wina. Nie  była jakąś  znaną postacią, prasa o  tym nie pisała no to  skąd  miałbyś wiedzieć. A jeszcze obaj  nie jesteśmy  w takim  wieku by zaczynać czytanie   gazety od  nekrologów. Nawet  nie  wiem czy  był w gazecie  nekrolog, mnie wtedy nie  było w Polsce. A ona taka wesoła  dziewczyna była- brnął dalej  Leszek. Tak, wesoła  była, zwłaszcza gdy mało wypiła, bo szybko potem stawała  się niemiła. Módl się chłopie  by nikt z twoich bliskich nie  stał się w przyszłości alkoholikiem.

Napilibyście  się może kawy? - spytał Leszek. Wiesz, raczej innym  razem, bo jesteśmy umówieni jeszcze w jednym  miejscu no i  chcemy jeszcze wpaść na  zakupy. Teresa z trudem powstrzymywała  się od śmiechu obserwując Kazika, więc prędko  zapytała jakie owoce  mają w  sadzie, bo na drzewach owocowych to ona  się  nie zna.  Ach, ten sad trzeba jak najprędzej ogrodzić, bo taki nieogrodzony jest  niestety stale okradany z owoców. Plantacja jest mniej narażona na kradzież, bo po  ciemku zbyt trudno zbierać maliny. No to macie problem- stwierdził Kazik- na waszym  miejscu  zainwestowałbym w foto-pułapki i sprawdził kto  was  okrada. W końcu dokonali zakupu 3 litrów  soku malinowego, zostawili słoiki na kapustę kiszoną i umówili  się, że Leszek zatelefonuje do Kazika, gdy już kapusta (nowa partia) będzie  się nadawała  do umieszczenia w słoikach.

Gdy tylko odjechali Kazik stwierdził, że gdyby wiedział, że spotka tu Leszka to wcale  by soku  nie brał, bo kontakt z Leszkiem zawsze przyprawiał go o  niesmak. A jego serdeczność to  Kazika denerwuje. Teresa  się śmiała i powiedziała, że jest zdziwiona bardzo, że on ją poznał bo widzieli się może godzinę. A mnie to wcale nie dziwi - każdy facet z reguły zapamiętuje ładną kobietę. Ty też? - zapytała Teresa. Ja od pięciu lat mam przed  oczami tylko ciebie, wszystkie inne to jakieś baby. Ciekawy  jestem  czy Robertino  już się spotkał ze swoim mecenasem. Oczywiście mecenasa naraił mu Krystian i jest to dobry kumpel twojego adwokata. To Robercik prosił  Krystiana o jakiegoś adwokata? No jasne, nie  sądzisz  chyba, że Robercik  by sam ruszył tyłek do jakiejś kancelarii adwokackiej skoro wie, że mój braciszek jest prawnikiem. A pamiętasz, moja cudna, że w poniedziałek masz mi przynieść upoważnienie dla Krystiana?  Oczywiście, że pamiętam. Na ciebie też mogę wystawić. Ale będzie  atrakcja jak puszczę farbę kadrowej, że się rozwodzę.  A jeszcze większa, gdy powiem za jakiś czas, że biorę ślub i wezmę 2  dni- bo tyle przysługuje. Więc może weźmiemy w tym układzie ślub w czwartek , to będziemy mieli aż 4 dni wolne od pracy. U mnie to istotne, będę musiała dużo wcześniej znać termin, by maksymalnie dział "obrobić" na te  dwa dni. Dobrze, że to nie będzie kwiecień lub maj, bo wtedy jesteśmy nieomal biurem podróży. Naprawdę muszę się rozejrzeć za jakąś inną pracą. Marzę o jakiejś nudnej pracy, bez interesantów. Zawieźli sok do domu, zjedli razem z ojcem coś na kształt drugiego śniadania i pojechali do IKEI, by kupić łóżko dla ojca i w ogóle  rozejrzeć  się "co w meblach słychać". 

Teresa uważnie obserwowała ojca, czy ta  "wycieczka" nie za bardzo nadwyrężyła jego  siły, ale ojciec był w całkiem  dobrej kondycji. Z apetytem zjadł  to co i oni, Teresa kilka  razy pytała  się,  czy  aby nie jest już zmęczony, ale ojciec  zapewniał ją, że naprawdę bardzo dobrze się czuje. Po jedzeniu i niezbyt  długim odpoczynku wyruszyli do IKEI w  Jankach. Gdy ojciec  był w łazience Teresa powiedziała  do Kazika- zobacz, w tatę wstąpił jakiś nowy  duch. 

No cóż- człowiek to jednak dość stadna istota. Tata jest po prostu zadowolony  z perspektywy, że będzie razem z nami mieszkał. Ciszę i  spokój to będzie  miał zawsze gdy będziemy w pracy, umiarkowany ruch gdy wrócimy z pracy a w weekendy  będzie z nami spędzał sporo czasu. Wiesz  co wykańcza psychikę starszych  ludzi?  Świadomość, że są na marginesie, że są nikomu niepotrzebni. Będziemy twojego tatę angażowali do różnych przedsięwzięć, żeby się czuł potrzebny.

                                                                        c.d.n.


czwartek, 24 listopada 2022

Lek na wszystko? - 8

 Dość  długo Teresa  nie  mogła  się uspokoić, ale to  nie  dziwiło Kazika. Miała za sobą ciężkie  chwile, w których  trzymała  się  dzielnie, a teraz tama  pękła i wszystkie uczucia  zaczęły wydostawać  się na  zewnątrz. Kazik niewiele teraz  mówił, słuchał uważnie tego co mówiła Teresa, scałowywał łzy i tulił ją  w ramionach. W pewnym  momencie Teresa  powiedziała-  ja cię bardzo, bardzo przepraszam, nie powinnam cię obciążać tymi wynurzeniami. Byłam głupia i naiwna i wszystkie konsekwencje  tego powinnam  ponosić  sama, nie obciążać cię tym, że byłam ślepa i głucha i po prostu  głupia. 

Ależ  Tesiu, niczym  mnie  nie obciążasz, ja też widziałem Roberta inaczej, uważałem go za odpowiedzialnego faceta. Oboje źle go oceniliśmy nie dostrzegając pewnych  symptomów. Kocham cię i chociaż bardzo chciałem  nie mogłem tego uczucia  zwalczyć. Raz cię oszukałem - nie powiedziałem  ci prawdy dlaczego mnie ten skok z ósmego piętra kusił. Czułem, że to jedyny sposób by przestać  cię kochać. Odwiodłaś mnie  wtedy od tego i postanowiłem jednak zostać i  czuwać nad tobą. I nie mów, że jesteś dla mnie nudna, dziecinna itp. Jesteś dla  mnie  cudowna i jedyna. Powiedz mi, proszę - pomyślisz o mnie jako o kandydacie  na swego męża i ......nie dokończył zdania, bo Teresa przylgnęła do jego ust. To  był bardzo, bardzo długi pocałunek, chyba na  rekord  świata. Gdy na  moment oderwała  się od niego  powiedziała- nareszcie  wiem jak naprawdę całujesz, to coś cudownego! Chcę być z tobą, od teraz , zaraz aż do  końca naszego  życia. I nie jesteś  dla  mnie za stary,  osiem lat  różnicy to tyle  co nic. Myślałam  tylko, że wolisz nieco poważniejsze ode  mnie kobiety i mądrzejsze i z  tytułem mgr przy  nazwisku. A ja  mam tylko licencjat. 

Kazik ujął w dłonie jej twarz, utkwił swój wzrok w jej oczach i powiedział - nie  wiem skąd ci wpadł do głowy taki niedorzeczny pomysł - mnie twoje  studia  nie  są do czegokolwiek  potrzebne, ale gdy będziemy razem a ty będziesz  chciała owe mgr uzupełnić to nie będę  się  sprzeciwiał, jeśli to ciebie ma uszczęśliwić. Mnie do szczęścia jesteś ty potrzebna, bycie z tobą  a nie owe mgr przy twoim nazwisku.

Ziku, tak naprawdę to jesteśmy parą idiotów, bo od  dawna jesteś w moim  sercu, tylko wmawiałam w siebie, że kocham cię jak brata. I prawie w to uwierzyłam.  Może powinnam Robercikowi podziękować, że wyciął taki  numer.  A może i on wyczuł jakąś zmianę we mnie i szukał u kogoś innego pocieszenia. Nie wiem, a właściwie  to  mnie już zupełnie  nie obchodzi. Mam tylko nadzieję, że dostanę rozwód. I że mnie naprawdę chcesz. Z moimi fobiami włącznie.

A jakie  ty masz fobie?- zdziwił się Kazik. Dla mnie jesteś uosobieniem  spokoju i zaradności, nie  rozumiem tego. No to widocznie nauczyłam  się dobrze  maskować- zaśmiała  się Teresa. Niemal  codziennie  boję  się, że sobie  z czymś  nie poradzę, widocznie  pobyt ze  wszystkowiedzącym Robertem tak  na  mnie  wpływał. Boję  się, że tata bardziej opadnie  z  sił, a ja   mogę nie wyrobić  czasowo by bywać u  niego codziennie, boję się, że popełnię jakiś  głupi błąd w pracy i będzie  draka na  24 fajerki. 

Tesiu, snując marzenia o tobie pomyślałem, że jeśli zgodzisz  się być moją żoną, to wtedy zamieszkamy u mnie, to przecież mieszkanie 5 pokojowe i wtedy twój tata mógłby mieszkać  z nami. A gdyby  koniecznie  wolał mieszkać  sam, to mógłby mieszkać tu gdzie ty teraz i mielibyśmy go  blisko i bez kłopotu wpadalibyśmy do niego codziennie. A mieszkanie, to w którym teraz  mieszka poszło by pod  wynajem i tata  miałby z niego jakiś dochód. 

Naprawdę chciałbyś, by tata mieszkał razem  z nami?- zdziwiła  się Teresa. Chciałbym, naprawdę. Lubię twojego tatę. I mam nadzieję, że nie  zaprotestuje przeciwko temu, że chcę, byśmy  się pobrali. I że zechce albo  z nami  zamieszkać  albo blisko nas. Tesiu,  nie płacz, będą  cię oczka boleć, a ja  nie mam w domu kropli do oczu. Zobaczysz, będzie  dobrze, razem wszystko zorganizujemy. Podjedziemy do twego taty w sobotę. Jutro zatelefonuję by zamówić u tych państwa sok malinowy i może  łubiankę  malin, odbiór nie  zajmie nam  dużo  czasu i pojedziemy do twego taty. Bo oni też robią sami sok - w końcu nie każdy ma czas i sokownik i  chęć paprania  się z tym. Musimy pomyśleć w którym urzędzie weźmiemy ślub- Kazik był już myślami przy ślubie. Możemy albo w naszym dzielnicowym albo w Pałacu Ślubów albo w Pałacyku Szustra. 

Wiesz, ja myślę, że weźmiemy  ślub normalnie,  w naszym dzielnicowym urzędzie, tak naprawdę  to zerowa  uroczystość bez  względu na  miejsce- stwierdziła Teresa. My  mieliśmy w Pałacu Ślubów, bo potem od razu był kościelny u Św.Anny. I jedna i  druga  "uroczystość" była  do kitu. Mam wrażenie, że lepiej wziąć w naszym dzielnicowym a  potem zaproszonych  gości przewieźć wynajętym mikrobusem na przykład do którejś restauracji do Wilanowa na poczęstunek - np. wczesny obiad. Kuźnia Wilanowska  ma wielką  wprawę w urządzaniu takich obiadków  weselnych. Na szczęście nie jesteśmy dwudziestolatkami dla których wesele jest  swego rodzaju  atrakcją. Od  kiedy pracuję w CHZ i jestem zwyczajnie  "zaorana" po kokardkę w pracy to szalenie uszczupliła mi  się lista osób, z którymi utrzymuję kontakt. Nie wiem dlaczego tak mało osób jest  w stanie  zrozumieć, że ja po ośmiu  godzinach kontaktów z bardzo różnymi osobami już nie pragnę spotkania  w kawiarni czy też  knajpie i zwyczajnie  męczą mnie "posiady" w kawiarni i  rozmowa. Jak myślisz, twój brat zechce nam "świadkować" ? Ja to poproszę o tę przysługę  moją starą przyjaciółkę, znamy się od czasów licealnych, a kontaktujemy dość  rzadko, za to takie spotkanie trwa najczęściej cały dzień. Robercik jej nienawidził z całego serca. Ale, tylko nie zrozum  mnie  źle- byłabym najszczęśliwsza gdyby byli z nami tylko świadkowie i wtedy zjedlibyśmy  w naszym  domu dobry obiadek , który  bym spokojnie przygotowała  dzień wcześniej. I ty i ja już mieliśmy  raz tę frajdę. 

Kochanie moje, ja też nie pragnę jakiegoś towarzyskiego spędu  na tę okoliczność i w pełni popieram twój projekt. Może uda  się to nam zrobić w jakiś piątek wczesnym popołudniem i wtedy po prostu przyjedziemy do nas. A twój tata jak do tego podejdzie? Och, normalnie, nie ma świra i na pewno nie będzie miał nam  za złe, że robimy tak zwany "cichy ślub". Zresztą będzie tak szczęśliwy, że nie jestem z Robercikiem, że przytaknie każdemu rozwiązaniu. Kazik uśmiechnął się - nie wiem  czy  wiesz, ale w twoich ustach słowo "Robercik" ma  wielce pejoratywne brzmienie- coś jak debil lub kanalia. A nie jest tak?- zapytała Teresa. No jest - stwierdził Kazik.

W sobotnie przedpołudnie Teresa razem z Kazikiem pojechali do jej ojca. Po drodze wstąpili po ulubione przez ojca, ale również i przez  nich oboje,  rurki z kremem i eklerki. Oprócz tego Teresa kupiła kilka czasopism i nescę. Z domu zabrała to co zawsze podrzucała ojcu w ramach  zaopatrzenia. Teoretycznie zakupy robiła  mu sąsiadka (którą poza plecami ojca Teresa zawsze wynagradzała za owe  drobne przysługi).  Ojciec był nieco zdziwiony obecnością Kazika, ale oczywiście powitał go wielce sympatycznie. 

Przy kawie i  ciastkach Teresa powiedziała ojcu, że wkrótce odbędzie  się w sądzie jej sprawa  rozwodowa, bo jej mąż ją zdradził. A że dowody są  wybitnie przekonujące to na sprawie  nie będzie stawać Teresa,  ale jej adwokat. I za dwa tygodnie Teresa będzie już rozwódką. Córeńko - ja ci zwrócę koszty rozwodu - stwierdził ojciec. Nie ma potrzeby - adwokat występuje o orzeczenie winy, a dowody są nie do podważenia, bo na  zdjęciach jest Robert z obiektem, z którym Teresę zdradził. Więc całość kosztów ponosi strona winna rozpadowi związku - wyjaśniła Teresa.

A ja, powiedział Kazik, wczoraj oświadczyłem się Tereni i zostałem przyjęty. I dziś przyjechaliśmy prosić pana, panie  Tadeuszu o to, by pan z nami zamieszkał gdy się pobierzemy. Moje mieszkanie jest pięciopokojowe, więc  się pomieścimy bez trudu.  Oboje nie  chcemy, by pan mieszkał sam,  z dala od nas. Wspólne mieszkanie bardzo ułatwi życie Teresie, która naprawdę jest bardzo zapracowana i zmartwiona tym, że mieszka pan  sam. Pan będzie  miał dwa pokoje, my też  dwa  a living room będzie wspólny. Drugi wariant - to gdyby pan naprawdę nie  chciał mieszkać  z nami to może by pan zamieszkał w mieszkaniu Tereni-  jest blisko mojego mieszkania, z 10 minut niespiesznym spacerem. A to mieszkanie by się wynajęło i pieniądze z wynajmu wpływałyby na pana konto.

Zaraz, zaraz- starszy pan chciał uporządkować sobie to  co usłyszał- ten pajac zdradził w jawny sposób Tereskę?  Tak tato, zdradził mnie, tylko nie  miał pojęcia, że ktoś to wszystko sfotografował i przysłał na moje imię i nazwisko, na  nasz  domowy adres - wyjaśniła Teresa.  Starszy pan chwilę przetrawiał to  co usłyszał i w końcu powiedział - chwała temu, kto to uwiecznił!  Nie lubiłem tego faceta! Nie  sądziłem, że to taki podlec!  Biedactwo, że też musiałaś na takiego drania trafić. Często miłość po jakimś czasie słabnie i nie wraca, no ale wtedy trzeba to inaczej  rozwiązywać. No ale to podlec - nie da  się ukryć. A co jego mamcia na to? Podobno niezadowolona, bo uważa, że Terenia to dobrą żoną była- powiedział Kazik. 

No a co do zamieszkania z wami - to bardzo, bardzo szlachetna i kusząca propozycja. No pewnie, że w pięciu pokojach  to się pomieścimy, mam tylko obiekcje, czy  nie będzie to dla was zbyt krępujące. Teresa uśmiechnęła  się - to mieszkanie, w którym teraz  mieszkam będzie stało puste - jeśli będziesz niegrzeczny to zostaniesz tam  karnie  zesłany. A nie wynajmiemy go, bo wygodnie jest mieć gdzie  trzymać różne zapasowe akcesoria jak pościel, książki, ubrania i mieć  zapasową lodówkę i  zamrażarkę. Popatrz tato jaki  miałeś  świetny pomysł żeby nie przepisywać tego  mieszkania na  mnie tylko zrobić zapis testamentowy. Robercik był wielce zdegustowany faktem, że ani  nie jest tam  zameldowany i że nie  dostanie połowy jego wartości bo nie mieliśmy nic wspólnego. Gdy go wyrzucałam  z mieszkania to dopilnowałam  by zabrał ze sobą wszystko co do mieszkania kupił, łącznie z tym zegarem z kukułką.

Panie Tadeuszu, a może chce pan teraz  z nami pojechać i zobaczyć to mieszkanie? No właśnie tato, możemy teraz tam podjechać, jeśli chcesz. Założysz  tylko płaszcz i buty, ja ci pomogę. No co ty dziecino, jeszcze jestem dość samoobsługowy. I będzie mi  miło, jeśli Kazik będzie mi albo mówił po imieniu albo nazywał mnie tatą. To drugie to będzie  dla mnie wielką przyjemnością. A dla mnie mówienie do pana "tato" będzie zaszczytem- powiedział Kazik i uścisnął swego przyszłego teścia.

Oględziny przyszłego lokum wypadły w oczach ojca Teresy pomyślnie. Tato, może masz ochotę pojechać  z nami do Ciszycy, bo mamy tam  do odebrania sok malinowy i trochę świeżych malin- zaproponował Kazik. Ojej, sok z malin! -wieki  całe nie piłem herbaty z malinami. No pewnie, że pojadę, skoro mi Kazik proponuje!

                                                                               c.d.n.


środa, 23 listopada 2022

Lek na wszystko? - 7

Spotkanie z adwokatem było zdaniem Kazika bardzo sympatyczne. W trakcie  rozmowy prawnik nie ukrywał, że zastanawiający jest fakt, że  zdjęcia  z tej "imprezy" ktoś przesłał na adres  domowy Roberta i Teresy. Co do "zasadności" rozwodu   nie  miał żadnych  wątpliwości. Prywatnie  przyznał rację  teorii Kazika, że ktoś chciał w ten  sposób uniemożliwić Robertowi  ten  wyjazd. 

No  to jestem w takim  razie na  szczycie  listy podejrzanych- roześmiała  się Teresa. Bo ja  bardzo,  ale to bardzo nie  chciałam tam jechać. Po prostu nie podoba  mi się Moskwa i życie tam. I mówiłam mężowi, że na pewno nie będę tam  stale, zwłaszcza, że mój ojciec nie jest  zdrowy, mama już nie żyje, nie mamy bliskiej  rodziny w Warszawie, więc cały czas tłumaczyłam, że wcale nie jestem  zadowolona  z perspektywy wyjazdu z kraju na dłuższy  czas. 

Kazik dokładnie  pospisywał jakie dokumenty musi przedstawić sądowi Teresa. Prawnik potwierdził, że  rzeczywiście dobrze  się  stało, że mieszkanie  nie jest jej, a jej ojca i że jego  zdaniem cała sprawa  zakończy  się na jednym posiedzeniu, skoro Teresa  nie rości  żadnych praw do  czegoś co jest  wspólne- w tym  wypadku do  samochodu.  Zapisał sobie  uwagę Kazika, żeby sąd uprzejmie przyjrzał się  zdjęciom  umieszczając je pod  szkłem powiększającym, bo wtedy sąd  nabierze  pewności, że to nie było udawane, jak usiłował sugerować Robert, bo widać penetrację. 

Pan  adwokat przepytał też  jaka była reakcja Teresy, gdy  dostała  te  zdjęcia, więc opowiedziała, że nie pojechała w związku  z tym po męża na lotnisko, a zawsze to  robiła, zostawiła  tylko w pokoju  na  stole te zdjęcia, które dostała  w liście (list był adresowany imiennie  do niej) i najzwyczajniej  wyszła  z domu i poszła  nocować do koleżanki, żeby po prostu nie  zrobić mu awantury, gdy przyjedzie  z lotniska  do  domu. Następnego  dnia poszła  normalnie  do pracy, a po pracy okazało się, że mąż po  nią przyjechał,  więc poinformowała  go, że złożyła  pozew  rozwodowy, a jeśli on koniecznie chce  mieszkać  u  niej  aż do chwili rozwodu to  musi przedstawić  aktualny wynik badania WR i jeśli będzie negatywny to może  mieszkać do  chwili rozwodu. A obrażony mąż się  spakował i łaskawie wyprowadził. A ona czym prędzej  zmieniła  w mieszkaniu drzwi. Poza tym powiedziała, że już od pewnego czasu nie  mogą  się ze  sobą dogadać, jemu bardzo zależy na tym wyjeździe  do Moskwy, a jej ten kierunek zupełnie nie odpowiada. Proponowała  by wybrał nieco cieplejszy klimat, ale on nie chciał. A poza tym to ona ma wrażenie, że jego zainteresowanie jej osobą wyraźnie spadło i mąż od ponad  roku niemal co półtora  miesiąca wyjeżdża do Moskwy. Ona  nie  rości  sobie żadnego prawa do samochodu, on  go kupił. Meble, wszystkie jakie  mają, jak i mieszkanie, należą do jej ojca. Gdy się tak bardzo obrażony mąż pakował i wyprowadzał to ona  dopilnowała  by zapakował to wszystko co kupił do domu - w Polsce lub gdzie indziej.

Pan  adwokat wszystkiego wysłuchał i powiedział, że jego  zdaniem  sprawa prosta, bo dzieci nie mają, wspólnego majątku do podziału też nie,  więc postara się, by sprawa  zakończyła  się na pierwszej rozprawie. No i nie będą potrzebni jacyś świadkowie jako że  awantur nie było. Jedyne to może zaświadczenie  ze spółdzielni  mieszkaniowej,że jej ojciec jest  właścicielem  mieszkania. Szkoda, że  wszystkie sprawy rozwodowe nie  są takie proste- dodał. Myślę, że za dwa tygodnie uda  się nam przeciąć ten węzeł małżeński. Za dwa dni pani mąż będzie miał spotkanie ze swoim adwokatem.

A tak zupełnie prywatnie to nie  rozumiem pani męża. Przedwczesny kryzys wieku  średniego chyba  mu się przydarzył.  Jak  powiedział Krystian to  aż wstyd za taką sprawę brać pieniądze. 

No właśnie, chciałabym uregulować  sprawy finansowe- powiedziała Teresa. Już są uregulowane - jak na dzień dzisiejszy. I nie będzie pani musiała być na rozprawie, ja panią na rozprawie zastąpię. I oczywiście będę się domagał orzeczenia sądu z czyjej winy nastąpił  rozwód. Krystian mówił, że należy pani oszczędzić udziału w rozprawie.

Teresa  spojrzała na Kazika, który z wielkim zainteresowaniem oglądał leżący na stole wykaz telefonów i godzin urzędowania Kancelarii,  w której  aktualnie siedzieli. To cudownie, że nie będę musiała  być na tej rozprawie, panie mecenasie - powiedziała  cicho Teresa. Myślałam, że to możliwe  tylko wtedy gdy jedna za stron przebywa poza krajem. 

Nooo, trochę się kraj ucywilizował i przy  sprawach oczywistych dąży  się do ich  szybkiego  zakończenia a nie żeby się ciągnęły w nieskończoność. Proszę się już tą sprawą nie stresować więcej,  wszystko jest jasne jak  słońce. Teresa powiedziała, że chce zwrócić mężowi obrączkę, bo on kupował obrączki. Nie ma problemu - przyniesie ją pani  do mnie razem z tymi zaświadczeniami ze spółdzielni,  a ja mu ją zwrócę,  oczywiście  za pokwitowaniem.

Gdy wyszli z Kancelarii Teresa z miejsca napadła na Kazika - powiedz  mi ile mam ci zwrócić pieniędzy. Nie wiem, to Krystian płacił,  nie ja. A liczyć to  się będziemy po sprawie, bo jeśli  szanowny sąd uzna, że wina leży po stronie niejakiego Roberta, to on poniesie wszystkie koszty. Dziś napiszesz upoważnienie dla  mnie lub Krystiana do pobrania tych zaświadczeń ze  spółdzielni. A najmądrzej będzie jeśli napiszesz  to na  niego, on jest wiecznie na mieście i o ile  dobrze  pamiętam to ma w tej spółdzielni jakąś znajomą babkę. Zawsze go podziwiam ile  on ma różnych znajomych osób. 

No to teraz jedziemy do mnie, obiecałaś że zjesz kolację u mnie. A na deser po kolacji mamy lody z bitą śmietaną i malinami.Taka domowa melba. I mam adres plantacji malin, bliziutko Warszawy. Może podjedziemy tam w  sobotę i kupimy kilka  łubianek malin? Wezmę od Krystiana sokownik i zrobimy sok z malin na  zimę. Ja też mam sokownik w domu i mam sporo słoików i butelek, już pomytych.Wystarczy je  wyparzyć - stwierdziła Teresa. To świetnie, zapełnimy wszystkie możliwe słoiki i będziemy mieć  codziennie herbatę z  sokiem  malinowym - Kazik cieszył  się jak  dziecko. No ale jeżeli będziemy robili  sok to nie pojedziemy na ten weekend do Sandomierza - zauważył. Wiesz co - Sandomierz będzie i w  następny weekend a nie  wiadomo czy wtedy będą jeszcze maliny - zauważyła  przytomnie  Teresa. No fakt, teraz każdy dzień pogody  jest na  wagę złota. Jeśli nie pojedziemy do Sandomierza teraz to może na wiosnę  albo  w lecie- zgodził  się Kazik. A gdzie te maliny są?  A w Ciszycy. Znajomi  moich  znajomych mają tam plantację malin. Niedawno kupili tam dom razem ze  sadem i plantacją  malin. Mieszkają tam z dwójką  dzieci i jego rodzicami. 

Tesiu, a twój tata wie, że się rozwodzicie z Robertem? Nie, jeszcze  nie  wie, powiem mu gdy  już  będzie po  wszystkim. Nie przepadał za Robertem - mówił, że to przemądrzały smarkacz. Ucieszy  się, że już go nie ma przy mnie. Jeśli wszystko pójdzie tak, jak to przedstawił pan adwokat to się tata ogromnie  za dwa  tygodnie  ucieszy. Tesiu,   a co zjesz  na kolację? A co zaplanowałeś? 

Befsztyk z polędwicy wołowej z plasterkami podsmażonego jabłka i pieczone, sałatkowe kartofelki. W sumie  dość lekkie  jedzenie. A skąd wziąłeś w tym kraju sałatkowe kartofelki? A z L'Eclerca, import z Francji. No popatrz, jeszcze  trochę a będziesz lepszy ode mnie w  wymyślnych  zestawieniach. Bardzo lubię te sałatkowe kartofle. Muszę zrobić któregoś dnia sałatkę jarzynową z tym francuskim kartofelkami.

Ziku, a lubisz polędwicę wołową pieczoną  w cieście   francuskim? Tesiu - jem  wszystko a wystarczy, żebyś ty coś upichciła by to było od  pierwszego  razu  moje ukochane jedzonko. Uwielbiam wszystko co ugotujesz, usmażysz , upieczesz. Nawet  zwykłe grzanki w twoim wydaniu to istna  pychota. Takie tostowe grzanki wymoczone w jajku z mlekiem migdałowym też?  No pewnie- zapewnił ją Kazik.

No skoro tak ci  wszystko u mnie  smakuje to jutro zjesz  u mnie obiad, ale bez zupy- bo  to będzie eintopf- może nie  za bardzo klasyczny, ale jednak. A co to będzie?  Strogonow w moim wydaniu. Do zagryzania będą grzanki, ale  nie takie twarde, że  aż zęby trzeszczą. A jako warzywko to ogórki kwaszone, domowe. Deseru jeszcze  nie obmyśliłam, ale  zawsze można wyskoczyć do sklepu po lody.

Muszę się wybrać na  zakupy i w niedzielę trochę zapełnić zamrażarkę, żeby potem tylko wyciągać  gotowce. Taki system zdaje egzamin. Najlepiej  się czuję psychicznie  gdy mam obydwie szuflady zamrażarki zapchane gotowymi daniami własnej produkcji. Najzabawniej jest  wtedy, gdy  z pośpiechu zapomnę nakleić info co to jest. Potem wyciągam z  zamrażarki, wpatruję  się, wpatruję i usiłuję odgadnąć  co to może być. Mam "patent" na wszelkie steki, kotlety itp. Kroję mięso a plastry, dosmaczam i każdy plaster oddzielnie pakuję w alufolię. Rano, przed  wyjściem  z domu wyciągam z zamrażarki i przekładam do lodówki, tam  gdzie warzywa. Gdy wracam to się nadaje  akurat na usmażenie. W takim razie - podsumował Kazik- w piątek po pracy pojedziemy razem na  zakupy. Nie chcę  byś sama wszystko dźwigała. I jeśli będziesz  chciała robić jakieś zakupy na  naszym osiedlu to też pójdę z tobą. 

Ziku - ja nic nie dźwigam- kupiłam  sobie fajną torbę na kółkach. Kółka  są dość duże, jak w  wózkach dziecięcych i spokojnie się to  wciąga  również po schodach-zresztą wysoko nie mam -pierwsze piętro. Już wyrosłam z ambicji porannego biegania, głodzenia  się by mieć ładną linię, szarpania  się z jakimiś  ciężarami bo przecież "kobieta wszystko może", zarywania nocy  by jakiś głupi film obejrzeć a na  dodatek zupełnie  mnie nie obchodzi  czy wyglądam modnie  czy nie. Chodzę w tym w czym jest mi wygodnie. A jak  się komuś nie podoba to jego zmartwienie a nie moje. Robercik zawsze dbał o modę - ja nie. Ty wiesz jaką on  dał łapówkę by mu odholowali ten samochód w kolorze  miedzi? A jaki był nieszczęśliwy, bo ja nie  chciałam iść w długiej,  białej  sukni do ślubu? Uważałam, że i tak  się mocno poświęciłam, że  wzięłam, z uwagi na jego matkę i famułę, ślub kościelny. Ale jeśli chcesz ze mną chodzić na  zakupy- to dla mnie super. Nie z uwagi na to, że będziesz  nosił, ale z uwagi na twoje towarzystwo.

Tesiu, jest pewna sprawa, o której bardzo chcę z tobą porozmawiać. Chodź do pokoju, usiądziemy i porozmawiamy. Teresa z lekka  zesztywniała i odwróciła od niego głowę. Zakochałeś się  znowu w którejś nieszczęśliwie?- zapytała nie patrząc na  niego. Tak,  zakochałem  się, ale nie  dopiero co, a dość dawno. Chodź do pokoju, to ci opowiem i pociągnął ją do pokoju i posadził w  fotelu, sam przy  nim kucnął. Posłuchaj - kilka lat wcześniej zakochałem się w pewnej mężatce. To bardzo boli kochać kogoś, kto należy ciałem i duchem do kogoś innego. Zakochałem się i nie odkochałem się, chociaż  upłynęło od tego czasu już pięć lat.  Tesiu, spójrz na mnie - tą mężatką to byłaś i jesteś ty! Teresa spojrzała na niego nieco zaskoczona. Aaa....- wyjąkała Kazik uśmiechnął się - wiem co powiesz- zapewne powiesz  "a te inne?" Teresa pokiwała  głową . Nie pomogły, żadnej nie pokochałem. Cały czas kocham tylko i wyłącznie ciebie. 

Dość szybko się zorientowałem, gdy Robert zmienił pracę, że ma jakiś romans. Ciągle mi opowiadał jakie ma fajne dziewczyny w dziale i jakie fajne są dziewczyny w Moskwie. I jak  zawsze jest tam  wesoło. Kiedyś się  zapytałem jak to  się ma do jego sytuacji rodzinnej. Wyśmiał mnie. Ale widocznie którejś z jego panienek było nieco mniej do śmiechu niż jemu i zadziałała. Sądząc z tego co wyszło, to któraś z jego działu ewentualnie z centrali postanowiła zatrzymać  go w Polsce. I zapewne zrobiła to rękami tej, która była  z nim w delegacji. Gdy przyszedł do mnie  w niedzielę to bardzo chciał bym cię odwiódł od  rozwodu i że jego matka też tego rozwodu sobie  nie życzy, bo jesteś dobrą  żoną. Jak się zapewne domyślasz nawet słowa nie pisnąłem, że cię kocham i to od lat.

Tesiu - kocham  cię i marzę byśmy byli razem, byśmy wzięli ślub i byli razem. Nie  wiem, czy  mnie kiedyś pokochasz, ale będę  robił wszystko by tak się stało. Teresa płakała bezgłośnie mocząc mu swymi łzami szyję i koszulę. Przerywanym przez płacz  szeptem powiedziała - też cię kocham, tylko myślałam że jestem dla ciebie zbyt nudna i może za głupia i za dziecinna? Kazik na  zmianę scałowywał jej łzy i wycierał jej twarz chusteczką, przytulał i  szeptał do ucha jak bardzo ją kocha, jaka ona jest  dla niego cudna, mądra, dobra i najbardziej pożądana pod  słońcem. I że zaraz , gdy  tylko  ona  dostanie  do ręki rozwód złożą papiery w USC i wezmą ślub - jeśli tylko ona  uzna, że nie jest dla  niej za stary i za mało atrakcyjny. 

                                                                        c.d.n.






wtorek, 22 listopada 2022

Lek na wszystko ?- 6

 Gdy dojeżdżali do ulicy przy której  mieszkała,  Teresa powiedziała - widzę samochód Roberta. Kazik natychmiast przyhamował i  spojrzał we  wskazanym kierunku. No tak, to chyba jego, czyli poluje na  ciebie koło twego domu. Spojrzał we  wsteczne lusterko  i cofnął się się kilka metrów w tył, by sprawdzić numer  na tablicy rejestracyjnej. Rzeczywiście był to samochód Roberta - samochodów tej marki, w tym kolorze,  bardzo mało było w Warszawie, była to limitowana seria. 

Podwieźć cię pod  dom czy  może po prostu pojedziemy do  mnie? Przycumuj tu na  moment, podejdę na piechotę pod  dom,  a ty mi po prostu podrzucisz  potem moje  rzeczy, masz przecież klucze od  mojego mieszkania. Pójdę między blokami, tak jakbym wracała  na przykład  ze spaceru. Jak znam  życie i Roberta to sterczy zaczajony gdzieś by mnie uwiecznić na  zdjęciu gdy mnie  ktoś podwozi pod  dom lub odprowadza. Pewnie sobie wymyślił, że będzie  miał dowód mojej  niewierności jako rozgrzeszenie  tego, co  zrobił na delegacji. 

Boję się o ciebie byś szła sama do domu - on jest na pewno wściekły- lepiej cię podwiozę. Tyle  tylko, że twoje  rzeczy podrzucę ci później,  albo wręcz jutro raniutko i cię przy  okazji odwiozę do pracy. Teraz dostaniesz  tylko torbę papierową z orzechami. Zaparkował przed skrętem do domu Teresy, wypakował z bagażnika zwykłą kilogramową szarą papierową torebką i podał ją Teresie. Co to jest ?-  zdumiała  się Teresa. No twoje orzeszki w  czekoladzie! Uprosiłem babkę by  mi  w  sumie  sprzedała  kilogram. Będę do ciebie przychodził na orzeszki. Zwariowałeś kompletnie stwierdziła. Ale weź chociaż kilka paczek, bo torebka się  nie domyka, jest  zbyt pełna. Połowa  będzie u  ciebie, a połowa u mnie. No dobrze- zgodził  się łaskawie.

To jedźmy - poprosiła  Teresa. Gdyby nalegał, że chce  wejść do  mieszkania bo  chce ze mną  rozmawiać to zagrożę, że  zacznę wrzeszczeć. A na tyle  mnie  zna, że wie  na  co mnie stać gdy się zezłoszczę. Najwyżej  sąsiedzi będą  mieli ubaw. Kazik uśmiechnął się- jeżeli bardzo chcesz  dostarczyć im rozrywki to poproś swoją sąsiadkę z parteru, by  wyszła ze  swym psem. Ten pies, z jakiegoś nieznanego mi powodu, strasznie  nie lubi Roberta i na  niego warczy a Robert się  go boi.  A to taki miły, duży piesek. Jak stanie  na tylnych łapach to bez  trudu może  mnie polizać,  co zresztą  kiedyś  zrobił gdy  do niego zagadałem i  powiedziałem, że jest ślicznym  pieskiem. Jego pańcia  to mnie z kwadrans  przepraszała. Tego psa to  się sporo osób  boi, jest naprawdę duży. A on tak naprawdę jest  łagodny, sąsiadka ma  małe  wnuki i pies  je  ubóstwia. Nie mam pojęcia  czym Robert  mu podpadł- roześmiała  się Teresa. To pies dobry do  dbania o linię, bo  wymaga  długich spacerów, to chart szkocki.

Gdy podjechali  pod klatkę schodową bloku w którym było mieszkanie Teresy, Kazik wysiadł. Rozejrzał się bacznie dookoła , obszedł samochód, otworzył drzwi samochodu i pomógł Teresie wysiąść. Potem dość ostentacyjnie uścisnął rękę Teresy i wycisnął na  niej pocałunek mówiąc: zadzwonię do ciebie   z domu, mam klucze, sam  sobie wszystko pootwieram. Teresa dzierżąc w dłoni papierową torebkę z orzechami podreptała do domu. Roberta nigdzie  nie było widać. W 20 minut później nadszedł sms od Kazika - on jest u mnie. Współczuję - odpisała.

Około  godziny 23,00 zatelefonował Kazik mówiąc - właśnie  ode mnie  wyszedł, więc te  rzeczy przywiozę ci jutro rano i przy okazji odwiozę cię do pracy. Mam wrażenie, że dopiero teraz  do niego dotarło, że ten rozwód jest rzeczą nieodwołalną. Podobno jego matka się do  ciebie  wybiera, by  ci wytłumaczyć, że każdy może  w życiu  mieć  chwile  słabości i że jeśli cię  zdradził to na pewno  dlatego, że nie byłaś dla niego  zbyt  czuła i że  przecież taki jeden wyskok po 10 latach  małżeństwa nie powinien doprowadzić do  rozwodu bo on  cię  kocha. Zapytałem się  go  czy bardzo  chce by jego mamusia obejrzała te piękne  zdjęcia, bo gdy  się zezłościsz to będziesz jej co kilka  dni wysyłała te  zdjęcia, bo masz je w  służbowym komputerze. A gdy się jeszcze  bardziej zezłościsz to stać  cię na to, żeby je wysłać do jego dyrekcji i do BRH  w Moskwie. I wygląda na  to, że dopiero teraz  do niego dotarło, że ma przechlapane  nie  tylko u  ciebie  ale i z wyjazdem może  się raczej pożegnać. 

Bo tak naprawdę to nie  wiadomo dokąd jeszcze te  zdjęcia trafiły i nie wiadomo  również kto i  dlaczego je  robił. On w tej  delegacji był z jedną ze  swych pracownic i  zaczyna podejrzewać, że to jej robota. Z jego niezbyt  jasnych  wynurzeń  wygląda na to, że ona   chyba też tam była na tym przyjęciu,  a scena  łóżkowa była pod innym adresem niż to przyjęcie. Trochę  się  facet pogubił w tym  wszystkim. Bardzo  się  zmartwił, gdy mu powiedziałem, że jeśli umie  liczyć, to niech  nie liczy na to, że ja  się  za nim wstawię u ciebie, bo według  mnie zrobił rzecz  niewybaczalną. Można przestać kogoś  kochać,  ale wpierw trzeba jednak o  tym powiedzieć, potem  odejść a nie demonstrować w ten  sposób swój  brak uczuć. Wypomniał mi mój rozwód z Anką, więc  mu tylko przypomniałem, że Anka wpadła w alkoholizm i odmawiała  stanowczo leczenia. A w alkoholizm wpadła  w swoim miejscu pracy, bo ją koledzy rozpili. Chciałem  by  stamtąd odeszła, to nie  chciała zmienić firmy. Zresztą pamiętasz to  wszystko. No i oczywiście trafił jak kulą w płot mówiąc, że ja  powinienem mu pomóc bo wtedy to ty mi pomogłaś, a teraz trzeba pomóc tobie, byś podjęła dobrą decyzję i  nie  rozbijała  małżeństwa. Tak słuchałem  tego i  miałem szczerą  chęć mu przywalić bo chyba sam  nie wie  co plecie.  Bo ja  wtedy dzięki tobie rozszedłem się z  nią, by samemu nie  wpaść w jakiś nałóg ze zwykłej bezsilności. Wypalałem wtedy po 60 papierochów dziennie, kilka  razy się znieczuliłem wódą, a ty mnie z tego wszystkiego wtedy wyciągnęłaś. A Anka zapiła się na śmierć.

Wiem, ciebie tu wtedy nie  było,  już byłeś poza krajem. I cieszyłam się, że cię tu nie ma, bo nie  byłam wcale pewna, czy nie załamałbyś się. Twoja mama prosiła  mnie, bym  ci przypadkiem nie napisała o tym co się stało. Byłyśmy zgodne w tym temacie. Bardzo lubiłam twoich rodziców. Kazik  uśmiechnął się - oni też  cię  bardzo lubili - ojciec zawsze  mówił, że gdyby miał ciebie  za  synową  to by  cię na  rękach cały  czas nosił. Nigdy im  się Anka  nie podobała, nawet na  samym  początku.

No jasne, że pamiętam. I pamiętam jak  mnie zatkało gdy mi pokazałeś jej schowek w rezerwuarze toalety. I pamiętam, że świadkowałam na twojej sprawie rozwodowej. Nie  było to miłe przeżycie. I dlatego bardzo chcę załatwić tę  sprawę szybko i stosunkowo  bezboleśnie  dla obu  stron. Robert prawdopodobnie nie  załapie się na ten  wyjazd, nie  robi  się kariery zawodowej gdy daje  się  ludziom  do ręki dowód, że jest się mało odpowiedzialnym facetem. Na placówki wysyła  się  głównie  żonatych a nie rozwiedzionych. I on o  tym wiedział, to  nic  nowego. Przepraszam cię, że cię wplątuję w  swoje  sprawy. Fajnie, że mnie jutro odwieziesz. Zaczekam na ciebie na dole, o 7,30 to chyba  nam wystarczy, ale  jeśli ci pasuje wcześniej to ja  mogę być wcześniej  gotowa.  Nie, nie - 7,30 to jest w sam raz. Do jutra.

Rano Teresa czekała już u wylotu uliczki, żeby się nie musieli wyplątywać się  z niej z  całą kawalkadą samochodów. Gdy wysiadała pod  biurem Kazik zapytał,  czy będzie  dobrze gdy przyjedzie po nią o 16,20 na parking przy  Zgody. No będzie  dobrze, ale nie  widzę powodu dla którego masz mnie wozić w tę i  z powrotem. Ja widzę, ale powiem ci o  tym powodzie innym  razem.  Być  może, że  dziś już spotkamy się z panem adwokatem. Trzymaj  się, miłego dnia  ci życzę bez  tłumu pod  drzwiami. Marzyciel z ciebie - ze śmiechem odpowiedziała Teresa.

Tłumu pod  drzwiami nie  było,  ale stale było kilka osób. A  z każdym ze  zdających  paszport specjalistów  Teresa  musiała chwilę porozmawiać   na temat ich pobytu poza  granicami kraju, czy to już  koniec kontraktu  czy  wracają z powrotem do kontrahenta i  kiedy, czy coś się  zmieniło w  ich  życiorysie na tyle, że należy złożyć  nowy druk paszportowy.  Biuro  mieściło  się  w starym  budynku, brakowało recepcji z prawdziwego zdarzenia, wszyscy pracownicy cierpieli na  dotkliwy brak przestrzeni.

Po ośmiu  godzinach spędzonych w takim młynie Teresa  wychodziła  z pracy "pół żywa". Nieomal  w ostatniej  chwili  przypomniała  sobie, że  dziś nie ma  iść  do autobusu tylko na parking na  sąsiedniej  ulicy, bo przecież  jest umówiona z Kazikiem. Kazik już na  nią czekał. Widział, że jest naprawdę   bardzo  zmęczona i powiedział- coś mi  się  widzi, że  moje  życzenia nie  za bardzo miały  moc  sprawczą,  wyglądasz biedulko na  wykończoną, więc zaczniemy od  nakarmienia  cię- dziś zjesz u  mnie, odpoczniesz i na  godzinę 18,30 pojedziemy na spotkanie z mecenasem. A masz  jakąś  zupę? Muszę coś mokrego zjeść, podjedźmy  do  mnie, mam jarzynówkę i gulasz z kaszą  gryczaną. I na  ciebie  przerzucę  trud przygotowania tego, bo prosto z lodówki będzie  za  zimne, trzeba  to jednak ogrzać. A u ciebie zjem jakąś  kolację gdy  wrócimy. I mam  nadzieję, że  nie  zasnę przy  stole. Generalnie  to  czuję  się tak  jak  dziwka  w burdelu o piątej  nad  ranem  - jak mawia  jedna  z moich koleżanek. Ciekawi mnie skąd ona to wie. Mam nadzieję że nie z  własnego doświadczenia.  No dobrze, pojedziemy do ciebie, ja  nie mam zupy-zgodził się Kazik.  Dziwnym trafem znalazło się  nawet miejsce nieomal przy  samym wejściu. Teresa  z ulgą pozbyła  się wysokich szpilek i położyła  się na  sofie. Ziku, a do mięsa to po prostu odsmaż makaron. 

Nakryję cię czymś, jakoś nie  za ciepło tutaj. Nie, nie  ja  za pięć  minut już  wstanę. Jeśli  mnie nakryjesz  to natychmiast  zasnę. Widzisz  jaka ze mnie atrakcyjna dziewczyna?  Angażuje  faceta do wożenia, do szykowania jedzenia  a sama uderza  w kimono. Więc może nic  dziwnego, że  Robercik   poszukał gdzie indziej  wrażeń. 

W weekend pomyślimy we dwoje jak zorganizować się obiadowo - oświadczył Kazik. Trzeba po prostu raz na  jakiś czas poświęcić sobotę  lub  niedzielę na  zrobienie drugich dań w wekach. W takim weku to spokojnie się  zmieszczą 4 porcje obiadowe mięsa. Samo ugotowanie  do niego makaronu ewentualnie kaszy, ryżu lub kartofli  nie będzie  już obciążające. A poza tym wpadnę na  sąsiednie osiedle, tam są podawane obiady domowe. Ja tam raz nawet jadłem - czyste, smaczne, jadalne za nieduże pieniądze. Może się z nimi jakoś dogadamy i będziemy po prostu u  nich  kupować  na  wynos. A Robert  ci pomagał w gotowaniu? W gotowaniu??? On mi tylko pomagał w  jedzeniu no i nosił zakupy. Wiesz, gotowanie to było  dla  niego za mało twórcze zajęcie. Czasem mi pomagał w pieczeniu ciasta ewentualnie ciastek. Ale stosunkowo  nieźle  sprzątał. Na początku to chodziliśmy na obiady domowe do jednej  pani - gotowała  rewelacyjnie, przez  dwa lata było super. A potem żeniła  syńcia  i obiadki bardzo straciły na  smaku bo chyba  oszczędzała  na wesele. A potem odkryłam, że gotowanie  to żadna  sztuka i gotowałam głównie  dla siebie, bo Robert jadał gdzieś na mieście w jakimś barze, a ja po stołówkowym jedzeniu to  chorowałam. Przeważnie  wszystkie  zupy  robię na  mięsie i od  razu  gotuję gar rosołu, przecedzam, zlewam do wyparzonych  słoików i mam na zupy  na  cały  tydzień. A mięso najchętniej jem samo lub z warzywami, niekoniecznie gotowanymi. I często robię chińskie dania, nawet wok kupiłam na tę okoliczność. Oczywiście "chińskość" polega głównie  na  sposobie  obróbki termicznej bo przyprawy to  niekoniecznie  są chińskie. Mnie to twoja  kuchnia  bardzo smakuje i  chętnie  się poduczę i będziemy razem gotować, raz u  ciebie  a raz u  mnie - pasuje  ci taki układ? Chyba musimy się pomału  zbierać.  Muszę wziąć  coś do pisania i zapisania.

                                                                                      c.d.n.


poniedziałek, 21 listopada 2022

Lek na wszystko? - 5

 Na recepcji czekała na nich spora, mocna papierowa torba, którą Kazik od  razu schował do bagażnika. Na pytające  spojrzenie  Teresy powiedział - mamy tu drugie i trzecie śniadanie i twoje ukochane orzechy laskowe w  czekoladzie. Z torby wyłuskał dwie małe torebki orzechów i podając  je Teresie  powiedział - to na  drogę samochodem i  kolejką. A drugie  śniadanie mamy dlatego, że zapłaciłem z rozpędu za dzisiejsze wyżywienie. Gdy wczoraj wyszedłem z łazienki ty już spałaś, a  mnie  sen odleciał w siną  dal, więc wyszedłem na  spacer. I spotkałem pana  kierownika i sobie ucięliśmy fajną pogawędkę o życiu.

No wiesz, przecież mogłeś mnie  obudzić i byśmy pogadali,  skoro nie mogłeś  zasnąć - stwierdziła. Nie  mogłem,  miałem wielce  nieprzyzwoite myśli i  zachcenia. A tak  pospacerowaliśmy po terenie, pogadaliśmy o życiu i jego zawiłościach i o 2 już wróciłem. Widziałem, że byłaś  wczoraj wykończona i nie  chciałem  byś dziś wyglądała niczym strzyga. Spałem  całe  6 godzin, dość rzadko  sypiam więcej, jak na razie  tyle  mi wystarcza. Nie  wiem tylko dlaczego leżałaś w poprzek łóżka dziś   rano. Gdy  się kładłem to leżałaś jak należy  na  swojej połowie łóżka,  zwinięta w kłębuszek, plecami  do  mnie.

Teresa  śmiała  się -pewnie szukałam  głową północy, bo  w domu tak jest ustawione  łóżko- głową na północ. Ale podobno jako dziecko,  gdy już wyrosłam z dziecięcego łóżeczka takiego ze  szczebelkami dookoła, to na noc rodzice przystawiali do mego łóżka krzesła, żebym  nie  zleciała na podłogę, bo raz mi się  to zdarzyło. A że byłam dobrze otulona  kołdrą to się nawet nie przebudziłam. Tego to ja nie pamiętam,  ale pamiętam te krzesła ustawione koło łóżka. Już do  szkoły  chodziłam, a jeszcze  mi te krzesła  przystawiali, twierdząc, że wprawdzie  nie spadam  już  z łóżka ale zrzucam na podłogę  kołdrę. Ja  bardzo  dziwne rzeczy wyprawiam we śnie - kiedyś Robertowi przygrzmociłam pięścią w oko. Kazik wybuchnął śmiechem - jakoś nigdy  mi  się  tym nie pochwalił. Twierdził, że w pracy powiedział, że niechcący go kolega  uderzył. Z  tydzień spał na kanapie, taki był na  mnie obrażony. Najzabawniejsze to było to, że tak  mu przywaliłam, że  aż  się obudziłam. Byłam  absolutnie  nieprzytomna i zupełnie  nie  wiedziałam dlaczego on  się na  mnie  w nocy drze. Ja na ogół nigdy  nie pamiętam  co  mi  się  w nocy śniło, a ten  mnie z tydzień przepytywał co  mi się  wtedy śniło. Tak, że  miałeś  szczęście że się  do ciebie tylko przytuliłam głową a na przykład  nie pobiłam  cię lub  nie zamordowałam. No fakt,  miałem  sporo szczęścia - śmiał się  Kazik. Mogłaś  mi tak  zwanie  "z byka" przywalić i teraz  bym  był na operacji a nie jechalibyśmy pętlą. A co to znaczy " z byka"? -dopytywała  się Teresa. 

Tesiu, z byka  to  cios wyprowadzony głową. Młodociani mają czasem takie  pomysły i w trakcie bójki walą przeciwnika głową  w twarz łamiąc mu nos i ogólnie dewastując buziuchnę. Pojedziemy teraz "Bieszczadzką kolejką leśną" , tylko musimy podjechać do wioseczki Majdan. Kolejką  się powleczemy do Balnicy,  tam  sobie  zmitrężymy pół godziny i  tą  samą kolejką  wrócimy. Nic tam właściwie  nie ma, są resztki cmentarza prawosławnego. Kiedyś  była  tam  cerkiew zbudowana w 1856 roku a w1944 roku ten teren opanowała sotnia Weselego z bandy UPA. Miejsce ładne, dalekie od  zgiełku i jak całe Bieszczady zmuszające do przemyślenia, czy  człowiek  ma  wszystko w  głowie po kolei. Łemków wysiedlili, cerkiew rozebrali, cześć po prostu zniszczyli, niektóre fragmenty wyposażenia przeniosła jakąś  dobra  dusza do innych cerkwi. A tą wąskotorówka to kiedyś szły transporty  drewna po  zrywce  drzew. A dziś my  pojedziemy pogryzając orzechy w  czekoladzie. Jechałaś  kiedyś tą kolejką?-zapytał. Nie, nigdy, Robert nienawidził jazdy "czymś  takim." Zresztą on nie  lubił Bieszczad, bo to żadne góry. Bardzo chciał jechać  w Alpy, ale trafił mu  się wyjazd  służbowy do Armenii i przez pół roku słyszałam w kółko jak tam jest pięknie, jakie piękne dziewczyny, jakie pyszne wino i jacy sympatyczni faceci. A potem słyszałam, że gdy on  się załapie  do pracy w BRH to koniecznie pojedziemy do Armenii. Chwilami to miałam  chęć udusić go, żeby  tylko przestał bredzić.

Kolejka  bardzo statecznie jechała , raz  na jakiś czas przenikliwie gwiżdżąc. W Balnicy to  był  właściwie  tylko  smutek, resztki prawosławnego  cmentarza pozarastane  były różnorodnym zielskiem na  wysokość  pół metra. Kazik zrobił kilka  zdjęć starych nagrobków. Teresa poprosiła  by  zrobił też kilka  zdjęć rosnących  tu kwiatów  łąkowych, bo jej zdaniem to na  nizinach mazowieckich takie  nie rosną. W pełnym sezonie  turystycznym był tu podobno grill i sprzedawano  grillowane  pstrągi. Teraz już było po sezonie i oprócz Teresy i Kazika kolejką w obie  strony jechało ze  30 osób.

Gdy wrócili  do Cisnej zgodnie  podjęli  decyzję,  że nie  będą  już wysiadać  z  samochodu po drodze, tylko przejadą pętlą  do Leska  tempem spacerowym i pojadą do Warszawy. I może gdzieś po drodze zjedzą obiad. To może w takim razie zajedziemy do Sandomierza do Lapidarium pod Ratuszem. O tyle  dobrze, że możemy zrobić tam  rezerwację z  drogi, np. gdy będziemy  na  stacji benzynowej w Rzeszowie. Co prawda ostatni raz, proszę  wycieczki, byłem tam w ub. roku ze znajomymi Bułgarami, ale papu  mają  bardzo dobre i nawet dietetyczne mogą zrobić. 

No fajnie, bo zwykle tylko przejeżdżam koło Sandomierza - ucieszyła  się Teresa. Kazik uśmiechnął się - mówisz  serio, czy  tylko chcesz  mi zrobić przyjemność? Ziku,  naprawdę  zawsze tylko przejeżdżałam obok Sandomierza. Gdy jeździliśmy z Robertem to nigdy nigdzie  po drodze nie  wstępowaliśmy poza  stacjami benzynowymi. Po drodze to mógł być tylko postój wypoczynkowy na leśnym parkingu. Co prawda udało mi  się kilka  razy zjeść  coś po drodze na przykład do Zakopanego, bo po drodze był motel tuż przed  w Krakowem. On tam  lubił jeść. No racja, on tylko w góry jeździł i raz pojechał w kopczyki. Dwa razy - poprawiła Teresa - raz w Bieszczady  i raz w Beskid Sądecki. A gdzie wtedy byliście? W Piwnicznej. Nawet zrobiliśmy wycieczkę do Krynicy- oczywiście i  tu i tam  to były pagórki.

W trakcie  nabierania paliwa Kazik zatelefonował do Sandomierza, powiedział gdzie  aktualnie jest i poprosił o zarezerwowanie  dla nich stolika. No to mamy zrobioną rezerwację- stwierdził po skończeniu rozmowy. Jeśli ci  się tam  spodoba, to następny weekend możemy spędzić właśnie w Sandomierzu. Wyjedziemy z Warszawy w sobotę  rano, wrócimy w niedzielę po południu. Zgadzasz się? No chyba jasne, że  się zgadzam. Ziku, a ja nie  wchodzę przypadkiem komuś w paradę?  Wchodzisz, ale sama sobie. Przecież gdybyś komuś "wchodziła  w paradę" jak to ślicznie określiłaś, to już  byś o  tym  wiedziała. Nawet gdybym milczał. Czasem mam wrażenie, że siedzisz w  moim mózgu ukryta w moich synapsach i dlatego wszystko o mnie  wiesz. Ale to są bardzo małe przestrzenie, nie  zmieściłabym się tam- śmiała  się Teresa. No chyba, że ktoś, kiedyś, gdzieś, gdy robił nasze mózgi to synapsy twoje i  moje brał z tego samego pojemnika, przypadkowo lub celowo. Ale my  nie jesteśmy z tego samego rocznika, więc trochę mi brak  pomysłu na to zjawisko - dodała  Teresa. 

Coś w tym  wszystkim  jest tajemniczego. Miałeś pozostać za granicą a wróciłeś. Nie rozmawialiśmy ze  sobą trzy lata, bo cię nie było, wróciłeś gdy coś zaczęło się psuć pomiędzy Robertem a mną. A jestem pewna, że on ci nic mówił na ten temat, bo jego zdaniem wszystko było w porządku na linii on-ja. Podejrzewam, że w jego opinii nadal  jest wszystko między  nim  a mną w porządku, tylko ja jestem histeryczka a do tego  złośliwa baba i  nie chcę uwierzyć, że cała ta  sprawa została sfingowana, bo go spili, wsadzili go na  gołą babę i  sfotografowali biedaczka. Nie  dziwiłam się, że po śmierci rodziców postanowiłeś pozostać w Niemczech. Masz tu tylko stryjka, ale nie jest w Polsce sam, ma córkę. No i jest jeszcze  co prawda  Krystian,  ale wy  zawsze  ze  sobą  koty drzecie. Nawet się  trochę dziwiłam, że wróciłeś.

Nooo, ja też się dziwiłem, że wróciłem. Do dziś gdy rozmawiam ze swoim byłym szefem w Niemczech za każdym razem słyszę, że mogę  w każdej chwili wrócić. Niezłe pieniądze tam zarobiłem, a ponieważ nie szalałem ani tam,  ani tu, to zainwestowałem w kawałek ziemi, który z roku na  rok ma  większą wartość. I tylko ty jedna o tym od tej  chwili wiesz. Nikomu o tym nie mówiłem, nawet Krystianowi. Jesteś jedyną osobą do której mam pełne  zaufanie. Minęły czasy gdy podobnym zaufaniem  mogłem obdarzyć Roberta.

Jutro będę się widział z Krystianem i poda mi namiary na twojego adwokata. Jeśli nie masz nic przeciwko temu, to na pierwsze spotkanie z nim pójdziemy razem - zgadzasz  się? No pewnie, że  się zgadzam, to chyba jasne. Mam tylko prośbę, byś mi powiedział dzień wcześniej i to najlepiej rano, żebym mogła  sobie przeorganizować dzień w pracy.

Oczywiście, jak znam życie to facet jest dostępny i wieczorem. Panowie prawnicy którzy nie pracują gdzieś na  stałym etacie to właściwie  są dostępni niemal całą  dobę. 

Ciekawe czy Robert będzie miał adwokata - bo na ogół to wszystkie moje rozchodzące  się  koleżanki mi mówiły, że  część spraw omawiali  między sobą adwokaci obu  stron. Ale tu nie ma  nawet co omawiać - to nie  moje podejrzenia, tu jest niezbity dowód. I jedyne czego ja chcę to rozwód z orzeczeniem jego winy. Nie wnioskuję o  podział  mieszkania, bo mieszkanie nie jest moje,  ale mojego ojca,  nie  chcę połowy jego samochodu bo  mi samochód nie jest na  co dzień potrzebny, nie  chcę odszkodowania za poniesioną szkodę moralną. Ja  mu nawet w obecności  sądu zwrócę obrączkę, bo on kupował obrączki. Będzie  miał dla następnej, bo jakoś tak  się złożyło, że do grawera  ich  nie  daliśmy na  wygrawerowanie daty ślubu i imion.  Ja  tylko chcę by ten  związek przestał istnieć. Tylko to mnie interesuje. Tak sobie  pomyślałam, że byłoby najpiękniej gdybym wcale już nie  musiała  się z nim zobaczyć w tym sądzie, gdyby to  wszystko mógł za mnie załatwić adwokat. Może  jutro zrobię skan tego oświadczenia, że tata  mi pozwala mieszkać w tym mieszkaniu, które jest jego własnością i skoczę do spółdzielni po pieczątkę. Bo takie  oświadczenie jest też w  spółdzielni złożone, gdy się tu meldowałam.

Spokojnie, wpierw porozmawiamy z panem adwokatem, posłuchamy jakie  papierki trzeba dostarczyć, jeśli to z naszej spółdzielni to ja ci to  załatwię bo ty mi  wystawisz upoważnienie, a twój podpis poświadczy ci twoja kadrówka. Nie do  wszystkiego musisz  mieć poświadczenie notarialne podpisu.

No - za niedługo będziemy w Sandomierzu. No i dobrze, bo już nawet zgłodniałem, a ty? Ja też  chętnie zjem  coś  ciepłego.

Restauracja   bardzo  się Teresie podobała, wzięli żurek staropolski i pieczony schab z pieczonymi kartoflami. Kazik namawiał Teresę na torcik czekoladowy, w końcu się zgodziła pod  warunkiem, że on   zje większą  część jej porcji.

Po obiedzie poszli na króciutki spacer, czekała ich jeszcze trzygodzinna jazda do  Warszawy. Zik, ty  zawsze  dajesz takie królewskie napiwki? Kazik uśmiechnął się- bystrota  z ciebie, że  zauważyłaś. Dałem bo zasłużył. Czym?  Podał coś extra i  nie  policzył?  Nie, ale zapytał się czy żonie obiad smakował. Dostał za tę "żonę". Dobra wróżba dla mnie. A ty wierzysz we wróżby?- zdziwiła  się. Czasami, bardzo rzadko. 

Szkoda, że weekendy są takie krótkie. Mógłbym tak jechać  z tobą obok przez  całą Polskę i Europę. A nie  chcesz przypadkiem bym prowadziła? Nie jesteś już  zmęczony? Nie, nie jestem. A odkąd ty lubisz prowadzić po  zmroku?  Nauczyłam się radzić sobie z tym problemem - po prostu na  dwupasmówce biorę pas  między nogi i problem   z głowy.  Oooo, to jakiś kierowca ciężarówki ci  rad udzielał. Ale to raczej nocą dobre,  teraz jest jeszcze za duży ruch, musiałabyś  z tego pasa często zjeżdżać.  A Robert ci pozwalał tak jeździć?  Robert zasypiał i  mi głowy  nie  zawracał. Bliżej Warszawy to się nie  dawało tak jeździć, ale tak jak tu - szło nieźle. Ja  tylko bardzo źle toleruję na  drodze mgłę i to obojętne  czy w  dzień czy wieczorem. W mieście  też. Nie lubię też mgły nad  morzem bo wtedy są włączane te  cholerne "buczki"- mają taki porażająco ponury dźwięk.

                                                                        c.d.n.