środa, 10 marca 2021

Wszystko jest......15

W sobotę Julitę podwiózł do szpitala Andrzej, wpadł do ojca tylko na 10 minut, bo miał dyżur w swoim szpitalu. Umówili się,  że albo Julita  wróci sama taksówką, albo on po nią wpadnie około godziny siedemnastej. Okazało się, że tego dnia po raz pierwszy ojciec został spionizowany. Postał koło łóżka 5 minut, podtrzymywany przez dwie pielęgniarki, potem pozwolono mu posiedzieć chwileczkę na łóżku z nogami opuszczonymi w dół. I chyba dopiero wtedy dotarło do seniora R. jaki jest słabiutki i zależny od pomocy innych. I oczywiście zaraz się z Julitą podzielił swym nieszczęściem, jaki to on biedny, słaby itp., nawet  kilka łez uronił. Julita powiedziała, że najważniejsze, że żyje, że jak się ma lat "60 plus" to każda choroba człowieka powala i jest słaby. Poszła do pielęgniarek i zapytała, czy może teścia posadzić na chwilę na krześle, żeby mu humor poprawić. Od razu jedna z nich przyszła i pomogła Julicie usadowić teścia na krześle, Julita okryła go kocem i założyła na stopy skarpety, żeby się nie zaziębił. I pomału zaczęła "urabiać" go, że jej  skromnym zdaniem Tatuś powinien pomyśleć o tym, by wrócili do Polski i by mieszkali blisko Julity i Andrzeja. Co prawda  byłaby  Julita zachwycona i szczęśliwa gdyby mieszkali w jednym domu   a jeśli w dwóch różnych to koniecznie  blisko siebie, żeby i on i mama mogli dojść na piechotę do Andrzeja domu. I że Julita chce poszukać blisko siebie  znajdujących się domów. No ale przecież trzeba by sprzedać dom w Auckland, pozamykać wszystkie sprawy, powiedział przytomnie teść. Julita stwierdziła, że to przecież dość proste- mama poleci do Auckland, sprzeda dom, pozamyka wszystkie sprawy tak jak to uzgodni z nim. Chyba jego własna żona ma upoważnienie do załatwienia wszystkiego na miejscu. Teść się lekko zająknął- nie pomyślałem o tym, nie pomyślałem o tym, że nie jestem wieczny. To nie jest wielki problem, bo pieniądze z banku nowozelandzkiego przekaże się na konto, które  mama założy sobie tutaj, bo nadal ma obywatelstwo polskie, a paszport przecież nadal ma polski i to  ważny, skoro na nim przyleciała do Polski. Dom sprzeda- pieniądze wpłaci na konto. Pozamyka biznesy zgodnie  z jego instrukcją, a upoważnienie bez problemu można załatwić tutaj, notariusz przyjedzie  w tym celu do szpitala, a potem tłumacz przysięgły to przetłumaczy. Tata zrobi wykaz co chciałby by z domu w Auckland zabrała do Polski -   część się nada na cargo lotnicze, jeśli coś będzie cenniejsze to  przywiezie ze sobą. Córeczko, ty jesteś niezwykle  zorganizowaną osobą! No jestem, bo ja jestem  po szkole hotelarskiej i  pracuję w tym zawodzie  bardzo długo. I z byłym mężem prowadziłam hotel. I nadal  pracuję w tej branży. A czy Andrzej pojechałby z matką? Nie wiem,  ale podejrzewam, że nie będzie mógł - już nie ma urlopu a bezpłatnych urlopów nie udzielają lekarzom, bo wciąż brak lekarzy. Ja nie mogę, bo mi kardiolog, wiesz, doktor Jacek nie pozwala. 

Och doktor Jacek- chciałbym się jemu jakoś zrewanżować, Andrzej mówi, że dzięki niemu żyję. To prawda tato. Podjął po prostu właściwą decyzję i to ci uratowało życie. Tatusiu, na razie pomyśl o tym, żeby namówić mamę byście tu , blisko nas zamieszkali. Wiesz dobrze, że jeżeli ty zdecydujesz, że zostaniecie w Polsce, to mama się  bez problemu zgodzi, zawsze wszędzie podążała za tobą, bo cię kocha. Przypomnij sobie tylko,  czy mamusia ma upoważnienia notarialne, bo jak nie, to weźmiemy notariusza tu do szpitala i się je sporządzi. Wiesz, ja już swoje mieszkanie przepisałam na Andrzeja, zrobiłam też dla niego upoważnienia do moich kont bankowych. Bo życie jest takie kruche, nie chciałabym by jeszcze miał dodatkowe kłopoty, gdy mnie się coś  stanie. Już o tym pomyślałaś- zdziwił się teść.  Tato, jeżdżę samochodem, a równie dobrze może być jakiś wypadek i wpadnę pod samochód przechodząc przez jezdnię i już byłby problem. Gdybym zmarła to pół biedy, ale gdybym  nagle została roślinką to byłby prawdziwy problem. Trzeba by wtedy zakładać sprawę sądową a to się zawsze  wlecze i ciągnie. Zapisać ci na kartce o czym masz z mamą porozmawiać? Tak córeczko, zapisz, żebym nie  zapomniał. Tatusiu, a nie jesteś już zmęczony tym siedzeniem? Może chcesz troszkę poleżeć? Poleżę, ale ty posiedź jeszcze trochę ze mną. Posiedzę. Może porozwiązujemy razem krzyżówkę? Julita tak przesunęła krzesło z teściem, że bez trudu  go podniosła, delikatnie okręciła w miejscu i posadziła na łóżku. Poprawiła poduszki, zostawiła mu skarpetki na stopach by miał gdy jeszcze będzie wstawał, położyła mu nogi na łóżku, w końcu nakryła kołdrą. Usiadła potem blisko niego i zaczęli rozwiązywać krzyżówki.

Do Andrzeja posłała sms by po nią przyjechał około godziny 18,00, gdy ojciec dostanie kolację bo ona jeszcze popatrzy jak tu ojciec je, bo wg niej to on jakiś lekki się zrobił, co pewnie jest efektem leżenia. Dostała odpowiedź, że przyjedzie  trochę wcześniej i razem u ojca posiedzą.

Leżący w tym samym pokoju pacjent właśnie  wrócił z wędrówki korytarzem szpitalnym i powiedział- no to ma pan dziś wreszcie swoją córeczkę! I uśmiechając się do Julity powiedział- tatuś już od rana na panią czekał. I narzekał, że jeszcze nie ustoi przy goleniu i będzie nieogolony na przyjście  córeczki. Julita pogłaskała teścia po policzku - jutro przywieziemy maszynkę elektryczną to się będzie golił siedząc w łóżku. Myślę, że przewód bez trudu sięgnie do gniazdka. Tatusiu, a dmuchałeś dziś w butelkę? Tak, były dziś trzy cykle. A jutro dostanę kamizelkę, żeby mi się mostek dobrze zrastał, bo zdejmą  już opatrunki. Podobno trzeba za nią zapłacić. Dobrze, dowiem się tylko ile i zostawię ci pieniądze. A może przynieść ci tatusiu wody mineralnej z kiosku? Przyniosę ci taką w mniejszych, pół litrowych butelkach. A nie chcesz  przypadkiem cieplejszej piżamy?  Poczekaj, obejrzę metkę jaki rozmiar ci się należy.

Wracam za 10 minut- dowiem się o tę kamizelkę i przyniosę wodę. Przy konsoli pielęgniarek opłaciła kamizelką i zaraz ją dostała (rozmiar uniwersalny) w kiosku w holu kupiła wodę mineralną, dwie pary ciepłych skarpetek bezuciskowych i flanelową piżamę w  biało- niebieską kratkę.  Ubrała teścia w nową piżamę, trochę się certolił z wkładaniem mu spodni, więc odłożyła tę operację do przyjścia Andrzeja, pokazała nowe, ciepłe skarpetki i schowała je do szafki, odziała go w tę niby kamizelkę, obiecała, że  zostawi krzyżówki, ołówek automatyczny i gumkę do wycierania. Gdy o 17,30 "przyjechała" kolacja Julita przekroiła kanapki na pół, żeby łatwiej było je jeść i usłyszała od pielęgniarki, która roznosiła leki,  że  pan R. od rana już czekał na jej przyjście i że teraz już się nieco ucywilizował i grzecznie  "bąbelkuje". I że tej kamizelki to się nie zdejmuje na noc. Gdy senior R. już kończył kolację do sali wszedł Andrzej. Senior R. zaraz pochwalił się nowa piżamą, którą Julisia mu kupiła, więc  Julita powiedziała, że tatuś jakiś wstydliwy i nie dał sobie  zmienić spodni, więc niech Andrzej to zrobi. Andrzej poczekał aż ojciec zjadł i połknął leki, bezceremonialnie odkrył ojca,  ściągnął mu cienkie  spodnie piżamowe, zakrył nimi ojcowskie przyrodzenie i powiedział - skoro moja żona śni o tobie w tańcu plemiennym to możesz jej pokazać ten tatuaż i skinął na Julitę. Żółw i manta były długości około 25 cm, i chyba bardzo dawno wykonane bo rysunki były dość blade. Ładne - powiedziała Julita- ale chyba bardzo bolało. Nie pamiętam, czymś mnie poili cały czas.  Tatuś, a jaka jest symbolika tego tatuażu?- spytała cicho Julita.  Żółw i manta to morskie zwierzęta, a morze to symbol siły- równie cicho odpowiedział senior R. A mama to widziała?- raz i jak się okazało o jeden raz za dużo. Nie mogła mi tego darować. Ale mnie się podoba, chociaż nie jestem entuzjastką tatuaży i nigdy bym sobie nie zrobiła.  Te są takie syntetyczne. No i tylko dla wtajemniczonych, nie  świecisz nimi każdemu w oczy. 

Andrzej pomógł ojcu naciągnąć spodnie piżamowe, a ten szepnął mu do ucha- kochaj ją i nigdy nie opuszczaj. Ale o tym to się Julita dowiedziała w drodze do domu.  Pochwaliła się mężowi, że razem z ojcem rozwiązywali krzyżówki, że mu zostawia ołówek i kilka różnych  krzyżówkowych pisemek i że pielęgniarka mówiła, że ojciec  dzielnie "bąbelkuje" i że dziś przy niej całkiem długo siedział na krześle a od pielęgniarek wie, że jeszcze jutro będzie nadal zacewnikowany i dopiero gdy odłączą cewnik będzie mógł przy balkoniku pochodzić. I że całkiem ładnie zjadł kolację, która wyglądała bardzo apetycznie. I że tu jest bardzo czysto a pielęgniarki naprawdę sympatyczne.

Julita żegnając się z teściem powiedziała- jutro przyjadą do ciebie moi rodzice i   mama, więc pamiętaj do czego masz mamę namawiać. A ja wpadnę pojutrze, żeby sprawdzić jak się czujesz, jak funkcjonujesz i może coś do czytania ci przywiozę. A jeśli będziesz czegoś potrzebował dzwoń do nas. Oboje wyściskali i wycałowali seniora i wyszli. Na dworze było paskudnie zimno i Andrzej powiedział - dobrze, że pomyślałaś o cieplejszej piżamie i ciepłych skarpetach. Dziękuję ci.  Kocie - to przecież i mój tata. A wiesz co mi ojciec powiedział gdy mu naciągałem gatki? - że mam cię kochać i nigdy nie opuszczać, tak jakbym sam tego nie wiedział. A powiedz mi  Słoneczko do czego ma  ojciec namawiać mamę? Ooo do niczego wielkiego, tylko do tego żeby zamieszkali w Polsce blisko nas. I ma sobie przypomnieć czy ona ma jakieś upoważnienia do działania  ze wspólnym  majątkiem i jeśli nie to się zaprosi notariusza do szpitala. O cholera- roześmiał się Andrzej - ożeniłem się z damską wersją Machiavellego.

Wiesz, tata chce się koniecznie zrewanżować Jackowi za to, że tak przytomnie go zawiózł prosto na stół. I coś mi chodzi po głowie w związku z tym, ale jeszcze nie mogę tego  dobrze sprecyzować- poinformowała Julita.

A ten ojca  tatuaż to całkiem kulturalnie się prezentuje, powiedziałabym, że nawet o wiele lepiej niż te tatuaże z salonów tatuażu. No a poza tym tata nie świeci nim po oczach. Trzeba jutro podrzucić  tacie maszynkę elektryczną do golenia- nie jest w stanie ogolić się sam zwykłą maszynką, nie ustoi jeszcze tyle czasu przy lustrze. A tak to sobie usiądzie na krześle przy łóżku i się sam ogoli.Wyciągnęła z torebki  kartkę i długopis i zapisała- golarka, balsam do ust, czytanie, chusteczki higieniczne a na zdziwione spojrzenie Andrzeja odpowiedziała - ostatnio mam coraz więcej spraw do zapamiętania.

W domu przygotowała wszystko co zamierzała dać teściowi  - do poczytania książkę o Polinezji, wygrzebała z czeluści elektryczną golarkę Andrzeja, który preferował "prawdziwe golenie" więc golarka leżała w szufladzie bezużytecznie, kilka paczek chusteczek, balsam do ust o smaku kokosowym.  W trakcie kolacji przekonała Andrzeja, by jeszcze dziś zawieźć to do jej rodziców, bo przecież oni jutro jadą do szpitala. Chciała jechać sama, ale Andrzej stwierdził, że jest wieczór, śliskawo, więc lepiej gdy razem pojadą. Zatelefonowali do rodziców, że właśnie do nich jadą i pojechali. Przez kawałek drogi było "jako-tako", ale im było bliżej domu rodziców tym gorzej- sypał śnieg i musieli bardzo wolno jechać. Gdy dojechali do rodziców Julita  powiedziała- nocujemy dziś u rodziców. Jutro rano ruszą już służby miejskie i wrócimy do domu. Tak też się stało. Andrzejowi w gruncie rzeczy było obojętne gdzie będą spać, pod warunkiem, że w jednym  łóżku, co było "oczywistą oczywistością". Julita opowiedziała dokładnie o stanie seniora R., stwierdziła, że codziennie ktoś musi być u niego, bo jak widzi, to pacjent  odwiedzany przez rodzinę lepiej funkcjonuje, po prostu bardziej się mobilizuje. Praktycznie już od godziny 14,00 do wieczora można tam bywać. Więc niech jej rodzice i teściowa jeżdżą tam zaraz po godzinie czternastej, pobędą godzinę lub półtorej, a ona i Andrzej będą tam bywać w późniejszych godzinach. Na osobności szepnęła swej teściowej, że widziała ten "tatowy tatuaż" i że choć w życiu by sobie niczego takiego nie zafundowała to ten jest całkiem ładny, a  z uwagi na umiejscowienie dyskretny. Powiedziała też o jego symbolice i że ona jeszcze wykorzysta fakt istnienia tego tatuażu do mobilizowania taty do procesu zdrowienia. Andrzej z kolei podpytywał swą mamę na ile ona jest wdrożona w ojcowskie interesy i czy da sobie radę z likwidacją ich egzystencji w Auckland sama, bo on nie ma wszak urlopu, a zapewne trzeba będzie tam spędzić dwa lub trzy tygodnie.  Przy okazji okazało się, że Andrzej wcale nie jest "goły" finansowo, bo jest spadkobiercą całego ich majątku, co może nie jest sukcesem finansowym w Nowej Zelandii, ale na polskie warunki już tak. A sprzedażą domu to może się na miejscu zająć ich prawnik. Bo w cywilizowanym świecie to każdy biznesmen  ma swojego prawnika. Rodzice Julity oświadczyli, że oddają parter swego domku do dyspozycji rodziców Andrzeja, więc nie widzą problemu by na tempo szukać dla nich domu w Warszawie. Mogą tu mieszkać jak długo zechcą. Bo może lepiej jest wystąpić o zezwolenie na dobudowanie "czegoś" do istniejącego domu. Mama Andrzeja popłakała się i stwierdziła, że Opatrzność nad nimi chyba czuwa, co bardzo rozśmieszyło Andrzeja, który stwierdził, że jeśli czuwa to tylko na pół gwizdka, skoro nie ustrzegła ojca przed zawałem. W niedzielę rano po śniadaniu Julita i Andrzej wrócili do siebie. Przypuszczenia Julity, że rano służby miejskie zajmą się odśnieżaniem jezdni okazały się bezpodstawne, bo większość drogi należała do 35 kolejności odśnieżania.

                                                                      c.d.n.


wtorek, 9 marca 2021

Wszystko jest.....14

Zamiast do siebie do domu pojechali wpierw do rodziców Julity. Przez całą drogę Julita wkładała Andrzejowi do głowy, by był nieco milszy dla swojej matki. Wiem, rozumiem, że masz do niej żal, że nie było jej obok ciebie, ale przecież nie zawsze tam, gdzie pracował twój tata była szkoła  dla polskich dzieci. A gdyby pracował  na przykład w Libii to oni byliby w Libii, a ty mieszkałbyś na Malcie w internacie, bo tam byś chodził do szkoły. Pomyśl też o tym, że w porównaniu do innych naszych koleżanek i kolegów, których rodzice pracowali  poza Polską to i tak miałeś lepiej, bo mieszkałeś u cioci, a oni w internacie. Z punktu widzenia wielu naszych koleżanek i kolegów ty miewałeś lepsze wakacje niż większość z nas, bo na wakacje  jeździłeś do rodziców za granicę, a nie na zakładowe kolonie letnie w Polsce. Mama na pewno kochała i nadal kocha twego ojca, więc wszędzie z nim jeździła. Poza tym po kimś swój temperament odziedziczyłeś. Nie  żebym ci wymawiała, ale sporo dziewczyn zaliczyłeś plus w sumie trzy małżeństwa. Masz pecha, bo ja też do zakonu się nie nadaję i też cię nie zostawię, o ile nie wytniesz mi jakiegoś paskudnego numeru. W każdym razie mam prośbę- jeżeli ci się znudzę to mi to powiedz nim mnie zdradzisz, dobrze? Andrzej skręcił niespodziewanie w boczną ulicę i  stanął w pierwszym możliwym miejscu mówiąc-  co cię dziś napadło?- kocham cię jak wariat, każda godzina bez ciebie to katorga a ty mi takie  rzeczy mówisz! Nie mów nigdy takich głupot, bo mnie to boli. Julita odpięła pas, przytuliła się  do niego i powiedziała-Kocie kochany, to wyobraź sobie, że zapewne tak twoja mama kochała twego tatę i dlatego tak wszędzie z nim jeździła. Tylko to ci chciałam uświadomić. Kocham cię, nigdy nikogo tak nie kochałam jak ciebie, więc rozumiem twoją mamę, że szła krok w krok za obiektem swych uczuć. I na pewno miała serce rozdarte stając przed  wyborem z kim być- z tobą czy z miłością swego życia. Ja nie mam, na szczęście, takich dylematów. I zawsze pójdę za tobą wszędzie, nawet do Auckland. Przepraszam, jeśli poczułeś się dotknięty.  Jedźmy już do nich i szybciutko wrócimy do domu. Andrzej ruszył, a ona zapięła pas.

U rodziców Julity opowiedzieli wszystko co należało opowiedzieć o ojcu,Andrzej opowiedział jak to Julitka zachęcała ojca do ćwiczeń oddechowych, a mama Andrzeja powiedziała- on zawsze marzył o córce i gdy Andrzej nam o tobie Julitko napisał, to nawet nie widząc cię,  nie znając, już cię pokochał. Był szczęśliwy, że tamte poprzednie związki się rozleciały, że wreszcie Andrzej dobrze wybrał. I że ty nie zraziłaś się do niego, przez to, że był  aż dwa razy żonaty. Ale ja też byłam w tym czasie z innym mężczyzną w związku- zauważyła Julita- oboje jesteśmy zdania, że byliśmy sobie przeznaczeni i dlatego  los dał nam jeszcze jedną szansę, więc ją wykorzystujemy. Mamo, mam z Andrzejem do ciebie i taty ogromną prośbę, żebyście przemyśleli kwestię mieszkania blisko nas. Po tej chorobie tata już nie będzie mógł prowadzić takiego trybu życia jak dawniej. Już nigdy nie odzyska pełni sił i zdrowia i, przepraszam, że to  mówię, nikt nie jest w stanie przewidzieć kiedy znów serce odmówi posłuszeństwa. I co wtedy gdybyś była sama z nim w Auckland? Tu mamy całą masę znajomych lekarzy, którzy w każdej chwili mogą nam pomóc. Andrzej ma tu dobrą  pracę, jest już znany, ceniony. Byłoby zupełnym nonsensem by nagle tu wszystko rzucił i tuż przed  czterdziestką  zaczynał wszystko od nowa. Ja nie miałabym problemu z nowym miejscem, w końcu jestem z branży hotelarsko-turystycznej i praca w tym zawodzie właściwie wszędzie wygląda tak samo.

Może nie jest tu tak ładnie jak w Nowej Zelandii, ale skoro tata już jest na emeryturze nie musicie mieszkać w centrum Warszawy, możecie mieszkać na obrzeżach miasta, żebyśmy byli blisko was i w każdej chwili mogli wam pomóc w czym będzie trzeba. Pomyśl nad tym. Oczywiście wasza przeprowadzka tak naprawdę sprowadzi się do likwidacji i sprzedaży domu w Auckland i udziałów w różnych tatowych interesach. Mam nadzieję, że tata przytomnie upoważnił cię notarialnie do wszystkiego,  a nawet jeśli nie, to może to zrobić u nas, a akt notarialny przetłumaczy tłumacz przysięgły.

To my już pojedziemy teraz do siebie, jutro do taty pojedzie Andrzej, więc się jakoś umówcie, a ja będę u taty w sobotę i posiedzę trochę dłużej- tak mu obiecałam. "Na drogę" dostali trzy różne rodzaje pierogów- z grzybami, z mięsem i z "ruskim nadzieniem". A Andrzej podpowiedział by ze trzy lub cztery  pierogi z mięsem podgrzali przed jego przyjazdem po mamę to przewiozą je w termosie dla taty, na pewno nikt tam się w lepienie pierogów nie  bawi. A pamięta, że tata zawsze bardzo lubił pierogi. W niedzielę mieli pojechać do szpitala rodzice Julity.

Gdy wracali do domu Andrzej zachowywał się jak wyposzczony małolat cały czas trzymając rękę na udzie Julity. Na zwróconą uwagę, że tak się prawdziwy kierowca nie zachowuje odparował- ale stęskniony mąż właśnie tak się zachowuje.  I opowiedział Julicie jak wyglądały oświadczyny Jacka. Szkoda- stwierdziła  z wyraźnym żalem w głosie- a już go chciałam podpuścić na teatralną klasykę z bukietem, pierścionkiem i padnięciem do nóg wybranki. Andrzej tylko parsknął śmiechem - no to miał chłopak wyraźnie szczęście. Julita zmarszczyła czoło i przygryzła dolną wargę, co było oznaką głębokiego namysłu, więc Andrzej zapytał- a o czym tak intensywnie myślisz kochanie? Coś mi się wydaje, że powinniśmy kupić duży dom i mieszkać wszyscy razem. Albo na tyle blisko od siebie, żeby się  doczłapywać do siebie na piechotę. Jakieś "bunkry" powstają na Ursynowie, trzeba się tam wybrać i przepatrzeć.  Ja przecież jeszcze nie naruszyłam swego posagu. I ja się dopiero teraz o tym dowiaduję?- mina Andrzeja przypominała minę pani urzędniczki z USC. No wiesz, zaśmiała się Julita - nie wiedziałam czy wytrzymasz ze mną dłużej niż dwa miesiące to po co miałam cię  nęcić posagiem? Na razie sprzedałam prezent rozwodowy i za jego połowę  mamy  corollę. Mam na zablokowanym koncie pieniądze ze sprzedaży posesji babcinej nad Liwcem. Babcia kiedyś kupiła teren działkowy nad Liwcem. Generował tylko koszty, bo trzeba było ogrodzić i zacząć "budowę", więc wybudowano tam - tylko się nie śmiej- toaletę, żeby się  nie pałętać za potrzebą po krzakach.  Dostałam to w spadku po babci i wszyscy się śmieli, że dostałam w spadku "kibel". Trochę mniej się już śmieli, gdy to  sprzedałam "obcym" a nie za frajer  rodzinie. Bo teraz to tam są niezłe ceny i zrobiło się tam prawdziwe letnisko. Tyle tylko, że mnie nigdy żadna działka nie leżała. Wolałam mieszkać w mieście i wyjeżdżać gdzieś za granicę. Rodzice myślą, że już przeputałam "kibel po babci", nie chwaliłam się im, że jestem oszczędną kobietą. A i tak jeśli będziemy kupować jakiś dom to weźmiemy kredyt. I raczej jestem za kupieniem czegoś gotowego niż za budowaniem. Teoretycznie budowa jest tańsza, ale tylko teoretycznie. I dlatego nie paliłam się do żółtej willi, chociaż jest fajna. Za dużo byłoby przy niej roboty przed zamieszkaniem.

I wyszłaś za mąż za takiego golca jak ja? Na twarzy Andrzeja malowało się autentyczne zdumienie. No bo ja uwielbiam twoją goliznę, nie zauważyłeś? Ej, uważaj, wpadniesz na krawężnik zaraz. No bo sobie coś wyobraziłem. No to sobie nie wyobrażaj. I weź z bagażnika te  pierogi, będą  na kolację. W dwie  godziny później Andrzej zbierał z podłogi ścieżkę ubraniową prowadzącą z przedpokoju do sypialni a Julita w kuchni odsmażała pierogi. 

Słoneczko moje, to było coś niesamowitego!!! Też tak uważam. A wszystko dlatego, że postanowiłam sobie wyćwiczyć mięśnie dna miednicy. I wierz mi, to nie jest wcale na początku łatwe. A ile się namęczyłam by je u siebie  odnaleźć! Byłam pewna, że ich nie posiadam. Odnoga ciążowa mojego personelu chodzi właśnie na takie ćwiczenia i nam o nich opowiadała. I mam jeszcze jedno ćwiczenie i muszę je wypróbować- myślę, że ci się spodoba w moim wykonaniu. Przyrzekam, że się nie zmęczę, chociaż nie jest ze szkoły relaksacji a raczej ze szkoły "robienia dzieci bez wysiłku". To wy się ciekawymi sprawami w pracy zajmujecie- śmiał się Andrzej. Bo my urządziłyśmy sobie pokój socjalny i tam jemy lub gadamy- tylko palić nie wolno i jak siedzi więcej niż jedna  babka to facetom wstęp wzbroniony. A jak siedzi jeden facet i jedna  babka to co się wtedy dzieje? No jedzą albo gadają. A często siedzą też sami  faceci i my im nie przeszkadzamy. Oni też muszą się wymienić doświadczeniami życiowymi między sobą.

Ale  u nas facetów to na palcach jednej  ręki można policzyć. Hotelarstwo wyraźnie się sfeminizowało. Kiedyś wybierałam z kilku osobników płci męskiej tzw. "boya hotelowego" i  mnie dziewczyny obrugały, że za brzydki. A czy to moja wina, że ci ładni to jacyś tacy wiotcy są i więcej niż jednej walizki nie dźwigną albo nie pomyślą nawet przez moment o zorganizowaniu sobie wózka bagażowego, albo im z tego wózka wszystko zlatuje. Żałośni chłopcy. Ledwo to zda maturę i zdaje mu się, że skoro umie grać w kilka  gier na komputerze to powinien  dostać z 8 tysięcy  na rękę miesięcznie, własny pokój i służbowy samochód. Ostatnio przydreptał taki okaz, 190 cm, średnio przystojny, który sobie wymyślił, że może być portierem. No to się pytam go jakie zna języki, a  człowiek mi mówi, że przecież on tylko będzie otwierał drzwi, a drzwiom obojętne w jakim języku on mówi, więc mu  tłumaczę, że w dobrym hotelu  nawet drzwi skrzypią w kilku językach a portier to musi umieć witać, żegnać, wymieniać uprzejmości i zapytany udzielić informacji przynajmniej w języku angielskim. Omal nie zemdlał ze zdumienia. Co zabawniejsze  nie zdumiało go, że drzwi skrzypią w kilku językach, tylko że portier musi znać minimum jeden  język obcy a i to  raczej w hostelu niż  hotelu.

Słoneczko  Kochane, to może w tę sobotę wpadniemy na ten Ursynów i zobaczymy to coś co ty nazywasz bunkrami? I  dlaczego nazywasz je bunkrami? Bo to domki z "wielkiej płyty", tak jak bloki osiedlowe.  I z tego co pamiętam z Ursynowa to tam jest nawet dość przestronnie, bo każdy domek jest z ogrodem. Jakby były dwa blisko  siebie to byłoby całkiem strawnie.  Ewentualnie dwa na tym samym terenie. One są oczywiście podłączone do wszystkich mediów miejskich, co uważam za dobrą sprawę. Słyszałam od jednego z naszych kelnerów, że one są w niezłej cenie. Nie wiem co prawda jaka  kwota jest  wg tego człowieka niezłą ceną.Zrobimy wycieczkę po całym Ursynowie, bo oni teraz budują coraz dalej w stronę Lasu Kabackiego. Zresztą tam będzie końcowa stacja metra jak je kiedyś wyryją.  Jedno jest pewne- trzeba kupić coś, co już jest wybudowane, bo coraz więcej różnych "spółdzielni budowlanych" to podejrzani inwestorzy i można się nie doczekać domu, który mają ci wybudować. Jedna z koleżanek jest "trzaśnięta" na  300 tysięcy złotych i naprawdę nie wiadomo czy i kiedy tę forsę odzyska. Bo gdy inwestor jest zadłużony w instytucjach państwowych to one  mają pierwszeństwo w odzyskiwaniu pieniędzy, a ci co naiwnie wpłacili pieniądze na budowę domu są na samym końcu kolejki. Tylko muszę pamiętać, żeby wziąć ze sobą notes i długopis i pospisywać nazwy ulic.

Słoneczko  Kochane, bezustannie budzisz mój podziw. Nawet mego starego ujarzmiłaś. Kocie, weź pod uwagę, że twój tata dziś a ten w dniu przylotu to już dwaj różni ludzie. Ten dzisiejszy twój tata usiłuje się buntować żeby sobie poprawić samopoczucie, które na pewno ma kiepskie, bo zaczyna do niego  docierać, że już niewiele może i niewiele będzie mógł. Ja go trochę rozumiem - gdy pierwszy raz omal nie padłam plackiem gdy dotarłam niemal kłusem na trzecie piętro jeszcze nie dotarło do mnie, że coś jest nie tak. Za kolejnym już tak, a teraz wiem, że muszę na wiele rzeczy uważać i trochę mi z tego powodu byle jak. I gdyby nie ty, twoja miłość i troska pewnie nadal bym szarżowała wmawiając w siebie, że to chwilowe. Nasza zakładowa lekarka raz mi powiedziała, że chyba mam migotanie przedsionków, ale skierowania do kardiologa nie dała. A ja zrzuciłam to na karb sprawy rozwodowej z Mauricio. Pewnie gdyby mi się drugi raz  zdarzyła taka diagnoza poleciałabym prywatnie do kardiologa.

                                                                       c.d.n.


Wszystko jest ....13

 Na oddziale pooperacyjnym ojciec Andrzeja przeleżał tylko dwie doby. Nie bardzo mógł przypomnieć sobie co się wydarzyło, że znalazł się w warszawskim szpitalu. No ale nic dziwnego operacja była poważna, narkoza długotrwała a pierwszą młodość pacjent miał już za sobą. Gdy tylko zaczęto go wybudzać ze stanu śpiączki zawiadomiono o tym Andrzeja, który zostawił swych pacjentów "na lodzie" i przyjechał do Instytutu. Nim się przebił z południowej części Warszawy do Anina ojciec był już w dwuosobowej salce. 

Ucieszył się na widok syna, spytał się co się właściwie stało. Miałeś tato zawał serca i to zapewne już nie pierwszy, masz powszywane kawałki żył doprowadzające krew do serca. Na szczęście tu nie ma maoryskich szamanów ale są bardzo dobrzy kardiochirurdzy, którzy ci uratowali życie. I gdyby nie wielka przytomność umysłu mojego przyjaciela,  dziś byłbym na Twoim pogrzebie a nie rozmawiał z tobą. Tato, bardzo cię proszę w imieniu swoim i Julity- słuchaj się tutejszych lekarzy, rób pilnie to co ci każą, żebyś szybko  do nas do domu wrócił. Jutro po południu przyjadę do ciebie razem z Julitką i chcę byś pamiętał o tym, że teraz masz dwoje dzieci, syna i córkę. Bądź dobrym tatą i nie martw mi Julitki- takie zmartwienia nie przysporzą jej zdrowia. Mamę przywiozę pojutrze. A jutro tylko Julitka będzie ze mną. Teraz wpadnę na moment do Jacka, tego, dzięki któremu jeszcze  żyjesz i przyjdziemy tu razem. W kwadrans  potem rzeczywiście przyszedł z  Jackiem.

Idąc z Andrzejem do jego ojca Jacek śmiał się, że awansował na osobistego lekarza rodziny R. Jacek zostawił ojcu Andrzeja  kartkę z "namiarami" na siebie, Andrzej z namiarami na siebie i Julitę. Po następnym kwadransie zakończyli wizytę- jak na pierwszy raz było to dosyć wrażeń dla dopiero co  zawróconego z drogi w  zaświaty pacjenta. Andrzej tylko  zadzwonił do Julity, że jedzie jeszcze na godzinę do Jacka i żeby Julita zadzwoniła do swej teściowej z wiadomością, że na razie wszystko jest w porządku.

Zamiast do Jacka, u którego zapewne była teraz  Sylwia pojechali do kawiarni. Andrzej opowiedział Jackowi o tym wielce dziwnym śnie Julity po tym wysiłkowym EKG oraz o tym, że gdy powiedział Julicie o tym, że ojciec  został zabrany do szpitala ona powiedziała, że wszystko będzie dobrze, bo ona nie czuje zupełnie niepokoju. Jacek popatrzył w oczy Andrzejowi i powiedział - przecież ona ma  jakiś szósty zmysł i wcale mnie nie dziwi, że nie czuła niepokoju jak i też jej skądinąd dziwny sen z tymi maoryskimi tancerzami i widok twego ojca wśród nich. Powiedz mi, skąd wiedziała, że jeszcze nie kochałem się z Sylwią? Nie przyjaźniły i nie przyjaźnią się przecież. Czy wiesz, że twój ojciec ma na wewnętrznej stronie ud dwa oryginalne maoryskie tatuaże? I nie są to tatuaże robione w jakimś salonie  tatuażu a oryginalne tatuaże robione przez szamana maoryskiego! To nie jest żadna z farb dziś używanych w salonach, to nie jest robione aparatem do tatuażu. To tajemnicza mieszanka węgla drzewnego z wydzieliną jakichś gąsienic.Andrzejowi z lekka opadła szczęka - no tak, powiedział po chwili- mama mówiła, że ojciec w Auckland nie  słucha lekarzy tylko szamanów maoryskich. Nie wiem czy robią tam za bioenergoterapeutów czy może pokończyli studia medyczne i serwują po cichu medycynę ludową. No to miały pielęgniarki na dyżurze dodatkowe atrakcje! Coś ty - Jacek tylko wzruszył ramionami- to są całkiem ładne tatuaże, stylizowany żółw i stylizowana  manta.Nie  wiem tylko jak twój ojciec to wytrzymał, bo wewnętrzna strona ud jest dość delikatna i  wrażliwa, a to było robione drewnianymi dłutkami. O taak, zaśmiał się Andrzej, to miejsce wrażliwe, nawet na dotyk kobiecej dłoni. One też to lubią, chociaż  bardziej cenią całowanie - wypróbowałem przy oświadczynach - dopowiedział Jacek. Zadziałało już w połowie długości uda. Jak się u ciebie uspokoi z ojcem to wpadniemy do was, będzie nam miło gdy oboje  zostaniecie naszymi świadkami. Ślub cywilny weźmiemy w Warszawie, od kościelnego może nam się uda wyłgać. Obiecałem Sylwii, że ślub będzie w Pałacu Ślubów. Na razie to ona musi wyciągnąć z urzędu swoją metrykę ślubu, czyli pojechać do Radomia. W kieszeni Andrzeja zawibrowała komórka- to Julitce się przypomniało, że zapomniała kupić kaszę gryczaną, więc może  ją Andrzej kupi w sklepie na dole, to ona już nie będzie wędrować po schodach. Tak, kupię, żaden problem, już jadę do domu. Mam żonę czarownicę- czy to nie dziwne, że śnił się jej ojciec tańczący z Maorysami? Aż umieram z ciekawości czy moja matka wie o tych tatuażach. Od lat ze sobą nie sypiają w jednym łóżku, więc może nie wie? Lecę- i do usłyszenia i zobaczenia.

W czasie obiado -kolacji Andrzej zdał sprawozdanie z tego co zastał w szpitalu, powiedział o tym, że Jacek już się  oświadczył Sylwii, że jak się uspokoi z jego ojcem to pewnie "Jacki" wpadną by poprosić ich na świadków a na końcu powiedział o tych ojcowych tatuażach. To jest niesamowita historia- stwierdziła Julita. Na udach je ma? Na wewnętrznej stronie? Przecież to musiało boleć jak diabli. Wiesz Słoneczko, mnie w ogóle zastanawia sam fakt, że robił to nie  w jakimś zakładzie  tatuażu, gdzie jednak już od lat są zachowane reżimy sanitarne, gdzie skórę lekko znieczulają a farby są testowane. A ojczulkowi robił to na pewno szaman maoryski,  każde plemię ma swojego szamana i tylko on może robić facetowi tatuaż. Poza tym u Maorysów każdy tatuaż coś oznacza. Nie mam bladego pojęcia co oznacza żółw i manta. I zgodnie z tym, czego się doczytał Jacek, robią to drewnianymi  dłutkami a barwnikiem jest węgiel drzewny zmieszany z wydzieliną jakichś  gąsienic, co powoduje stan zapalny skóry. Wiesz, jak sobie o tym myślę to się zastanawiam czy mój ojciec ma po kolei w głowie. I zastanawiam się czy mama o tych tatuażach wie.

Zatelefonował do matki, opowiedział o stanie zdrowia ojca, powiedział, że zabierze ją do szpitala najprędzej pojutrze, niech ojciec jeszcze trochę bardziej do siebie dojdzie, bo jednak taka ciężka operacja nie przechodzi  bez  śladu, a im człowiek ma więcej cyferek w metryce tym dłużej do siebie dochodzi. Ale jak na razie wszystko przebiega  bez problemu. Nie wspominał nic o tatuażach. Zastanawiał się nawet czy ma o nich powiedzieć, czy może wpierw się zapytać ojca czy mama o nich wie. Ale na pewno, gdy się ojcu poprawi opowie mu sen Julity. Z tego co wiedział, to Julitę  bardziej interesowała Australia niż Nowa Zelandia. Poza tym nawet jego matka zaprawiona w podróżach stwierdziła, że taka podróż jest męcząca . 

Już teraz zastanawiała się jak będą wracać, czy nie  będzie trzeba wykupić  droższych miejsc w samolocie ewentualnie  podzielić podróży na bardziej "strawne" odcinki z noclegami, bo kilkanaście  godzin lotu zabawne nie jest.

Na prośbę Andrzeja  Julita namówiła swoich rodziców by "popracowali" nad jego matką, by pomyślała nad ich powrotem do Polski. W końcu nawet w okolicach Warszawy jest naprawdę sporo miłych miejsc do zamieszkania.  Ojciec Julity postanowił poobwozić  teściową swej córki po kilku podwarszawskich miejscowościach. Znał kilka naprawdę ładnych miejsc w granicach 20, 30 km od Warszawy. Na pierwszy ogień zjeździli wzdłuż i wszerz Konstancin, potem okolice Piaseczna. A Julita powiedziała - a może "żółta willa" - nie widać by znalazła amatora. Oczywiście ponieważ są  rozpaskudzeni mieszkaliby tam sami, no ale  mielibyśmy ich  na oku. Jak będziesz wiózł mamę do Anina to wtedy pokaż jej tę willę. Telefon do pana Kazimierza mam zapisany, na pewno będzie mogła  mama obejrzeć willę .  Wy będziecie oglądać a ja zaczekam na was w domu z czymś dobrym do pociamkania i rozmowy.

 Ja wiem, że im się marzy byśmy  przyjechali na stałe do nich, ale ja nie marzę o mieszkaniu w Auckland. Ja to bym znalazła pracę , ale kurcze nie po to robiłeś studia i doktorat by teraz starać się o nostryfikacje, wkuwać nowe procedury i zgłębiać obce układy kliniczne czy szpitalne.A może kupiliby jakiś dom nad  Morzem Śródziemnym, może na Costa Brava?  Mogliby część przeznaczyć na wynajem, mieli by stały dochód. Trzeba nad  twoją mamą popracować. Nie jest fajnie, że są sami na końcu świata. Bądź dla niej nieco czulszy. A ojciec po tej operacji też się stanie milszy, zobaczysz. Dość szybko dotrze do niego, że już sobie z Maorysami nie pofika. Poprzeglądam w pracy jakie domy są na rynku. Nie ma teraz  urwania głowy, więc sobie  posiedzę trochę nad tym. Mój personel też się nie wysila. Dostaniemy w kość  po  świętach wielkanocnych. Jak się zacznie sezon to będziesz mnie musiał niemal reanimować, tyle jest roboty. Chociaż w ubiegłym roku było niemal spokojnie. 

A kiedy będzie ten ślub Jacka z Sylwią? Nie wiem, on też nie wie, na razie Sylwia musi pojechać do Radomia po dokumenty swoje. Poza tym chcą brać  ślub w Pałacu Ślubów i  zastanawiają się nad tym jak uniknąć  ślubu  kościelnego. 

Znam jeden sposób-  wypisać się z kościoła, albo po prostu powiedzieć całej rodzinie  że za nic w świecie  takiego ślubu nie chcą i tyle. To przecież już dorośli ludzie, Jacek z  naszego rocznika, a Sylwia chyba 3 lub 4 lata młodsza. Niech uświadomią swym rodzinom, że powinny się cieszyć, że w ogóle  biorą jakiś ślub oficjalny. Teraz mało chętnych do brania ślubu, ale do łóżka, bez zobowiązań  to chętnych nie brak. I najchętniej na raz do trzech razy i następna lub następny. Dziewczyny też nie za  bardzo się garną do stałego związku, zwłaszcza te  dwudziestki.

Naprawdę, zdziwił się Andrzej- wychodzi na to, że my jesteśmy niemodni. Julita zaczęła się śmiać - i to jak  bardo niemodni- ty się trzy razy żeniłeś, ja tylko dwa razy wychodziłam za mąż.

Gdy następnego dnia byli w szpitalu trafili na moment, gdy lekarz mający tę sale pod opieką bezskutecznie usiłował przekonać seniora R. do dmuchania w butelkę z wodą i robienia  bąbelków. Julita się wycofała, ale Andrzej ruszył do boju- przedstawił się nie tylko nazwiskiem ale i swym tytułem i powiedział- ojciec jest urodzonym oportunistą - pozwoli pan, panie kolego, że ja mu zaraz to wytłumaczę.. Pochylił się nad ojcem i coś zaczął mu "wykładać"- na koniec nieco głośniej powiedział- twoim obowiązkiem jest jak najszybciej wrócić do zdrowia. Matka się zadręcza, moi teściowie się zamartwiają a ty to olewasz bo dmuchanie  to nie jest twoim zdaniem terapia. Nie bądź ojciec ostatnim ćwokiem i uruchom myślenie. I dmuchaj, bo inaczej Julita  tu nie wejdzie. Musisz wentylować płuca, bo inaczej serce nie będzie dotlenione. Samym czystym tlenem nie możesz  całą dobę oddychać. Odwrócił się w stronę  drzwi i ze zdziwieniem wcale jej tam nie  zobaczył. Zaraz wracam- a ty tymczasem dmuchaj, rób bąbelki. Po chwili odnalazł "panią doktorową" przy konsoli pielęgniarek od których wzięła jedną  butelkę z wodą i rurką. Uśmiechnęła się do  pań i powiedziała- pobawimy się w dobrego i złego policjanta.  Teść na widok wchodzącego do pokoju Andrzeja zaczął leniwie  dmuchać. Julita podeszła, cmoknęła go w  czoło i powiedziała- całkiem nieźle wyglądasz tato. Mam nadzieję, że ja po operacji też będę tak dobrze wyglądać. Na wszelki wypadek już zaczynam trenować oddech i powiększać  sobie pojemność płuc. Pościgamy się które z nas dłużej będzie wydmuchiwało z jednego nabrania powietrza. Ale ty dziecinko nie masz  zawału. Jeszcze nie, ale mi zastawki źle pracuję a ty robisz wszystko by mi serce biło nierówno bo się martwię o ciebie. Tata- na "trzy" nabieramy powietrza i zaczynamy wydmuchiwać, kto dłużej wytrzyma, Pewnie ty, tato, bo jesteś ode mnie większy i masz większe płuca.Andrzej po czterech "dmuchach" wyszedł z pokoju, pod pretekstem konieczności skorzystania z toalety dla gości bo się dusił ze śmiechu - odwiedzającym nie wolno było korzystać z toalet dla pacjentów. Po dziesięciu "dmuchach" Julita zarządziła chwilę przerwy i powiedziała- tato- śniłeś mi się. Byłam tu na badaniach, bo doktor Jacek, przyjaciel Andrzeja się mną tu opiekuje i gdy po badaniach wróciłam do domu byłam tak zmęczona, że zasnęłam. Ty wtedy byłeś już na sali pooperacyjnej. Śniła mi się wielka polana i na niej grupa Maorysów, którzy tańczyli.I co chwilę któryś inny wychodził przed grupę i tańczył solo. I w pewnej chwili w kolejnym Maorysie rozpoznałam ciebie i zawołałam głośno "tato" i obudziłam siebie i Jacka tym zawołaniem. Teść nabrał naprawdę sporo powietrza, aż widać było jak rozszerza mu się klatka piersiowa i powiedział - o nieba! widziałaś taniec plemienny! Nie widziałam, ja go wyśniłam. I widziałam w nim ciebie. A teraz wracamy do pracy i dmuchamy.. Nie spiesz się, nabieraj dużo powietrza i wydmuchuj. Musisz szybko wyzdrowieć, by mi opowiedzieć w domu o tym tańcu plemiennym. Gdy wrócił Andrzej ojciec powiedział- ożeniłeś się z szamanką. Raczej z czarownicą - pod tą szerokością bywały raczej czarownice- zapewnił go Andrzej. Jej się śnił taniec plemienny- powiedział ojciec. Tato -Julita położyła swą rękę na jego dłoni- masz teraz ważne zadanie- jak najszybciej wrócić do zdrowia wykonując to wszystko co ci tu lekarze każą. Ja też jestem pod ich opieką i wierzę im. Julita mówiła  to wszystko wpatrując się wnikliwie w oczy swego teścia. Przyrzeknij mi, że będziesz rozumnym i posłusznym pacjentem, bardzo cię o to proszę. Będę, córeczko, nie martw się, dbaj o siebie. A przyjdziesz do mnie jutro? Tak, razem z mamą. Więc pamiętaj , tato , masz zdrowieć. A teraz pokaż Andrzejowi jak dużo powietrza możesz nabrać. A kiedy pobędziesz  u mnie dłużej? za dwa dni, pojutrze, bo już będzie weekend, nie będę po całym dniu pracy.Teść pokazał jeszcze jak pięknie i długo wydmuchuje, w nagrodę dostał dwa całusy od Julity,  jeden cmok od Andrzeja i wyszli.

W samochodzie Andrzej powiedział- powinni cię tu zatrudnić jako rehabilitantkę - migiem by ludzie  zdrowieli. Aleś wymyślił- gdyby to nie był twój tata to bym pewnie go rozerwała na strzępy.

                                                                         c.d.n.






 


poniedziałek, 8 marca 2021

Wszystko jest.....12

Jacek zatelefonował  przed dziewiątą rano. Stwierdził, że sam sobie pogratulował decyzji, że nie bawił się w karetce w EKG tylko "mówię ci  stary, tak na czuja" zawiózł pacjenta na blok operacyjny, bo założenie  jednego stentu niewiele by pomogło. Bo wygląda na to, że to nie był pierwszy zawał, a zapewne drugi lub trzeci. I że były  nie leczone, być może nie rozpoznane. Zrobili ojcu bypassy, teraz grzecznie śpi na pooperacyjnej i jak na razie nie ma z nim problemów. On będzie jeszcze godzinę, bo przecież musi uzupełnić papierologię, więc jeśli Jacek wpadnie teraz rano, to jeszcze załapie któregoś z kardiochirurgów, którzy ojca operowali. I niech przywiezie Julitę na badanie. 

Niemal całą drogę Andrzej  usiłował dociec skąd  Julita wiedziała, że wszystko będzie dobrze i jak to jest, że ona zawsze wyczuwa w jakiś sposób niepokój i że zawsze jest on uzasadniony. Nie mam pojęcia, ale tak mam, szkoda tylko że nie w stosunku do siebie a do innych osób. Popatrz, jakoś intuicja mi nie podpowiedziała żebym dbała  bardziej o siebie, bo mi się serce schrzani.

W szpitalu Jacuś porwał oboje natychmiast do profesora, któremu oczywiście  powiedział, że  żona  pana doktora R. a jednocześnie synowa tego pacjenta , któremu dziś nocą robili bypassy bo się Jackowi  stan pacjenta nie podobał i był pewien, że szkoda czasu na zakładanie stentu, jest jego pacjentką i że Jacuś stara się, by nie została pacjentką kardiochirurgii. Efektem wartkiej przemowy Jacka było to, że pan profesor osobiście poprosił kardiochirurga o przedstawienie  przebiegu operacji, przejrzał wyniki badań ojca Julity, poprosił dyżurnego lekarza oddziału pooperacyjnego o aktualny stan pacjenta, wezwał pielęgniarkę by od ręki spowodowała badania Julity na Echu serca i  by jej zrobiono CRP, wyraził ubolewanie, że Andrzej nie jest kardiologiem i że już nie pracuje w Instytucie.  Osobiście pofatygował się do pracowni Echa, gdzie chciał obejrzeć jak pracuje serce Julity, a Jacuś pomyślał  złośliwie, że raczej może nie tyle serce co to wszystko co je okrywało. Jeszcze tak długo trwającego  badania to Julita nie miała, bo  profesor bardzo wnikliwie  oglądał jak to serduszko pracuje, jak się domykają zastawki- wszystkie, potem, gdy dowiedział się, że Julita jest niemal na czczo zlecił wykonanie EKG serca pod obciążeniem specjalnymi lekami.W małym pomieszczeniu nagle zrobiło się gęsto, bo były dwie pielęgniarki - jedna stale zwiększała dawkę leku obciążającego serce, pan profesor na zmianę patrzył w ekran i osłuchiwał serce Julity, ona zaś miała przykazane, by natychmiast zasygnalizowała gdy poczuje się gorzej. W końcu Julita jęknęła - słabo mi i natychmiast zaprzestano wstrzykiwania leku, pielęgniarka zaczęła ją wachlować, wstrzyknęła  jakiś inny lek, zaklejono "dziurę" po wenflonie". Pan profesor kazał  by przesunięto kozetkę z Julitą do sąsiedniego  gabinetu i okryto Julitę kocem. Miała przy niej posiedzieć jedna z pielęgniarek i potem pomóc jej się ubrać. Julita, która najchętniej zabiłaby Jacka,  uśmiechała się do pana profesora i zapewniała go, że jeszcze nigdy w życiu nie była tak przebadana i że dopiero gdy trafiła na swego męża, z którym się  znają od dzieciństwa, wydało się, że z tym jej sercem jest chwilami nie tak jak być powinno. W końcu profesor z Jackiem i Andrzejem wyszli, Andrzej poprosił Julitę by poczekała na niego pod tym gabinetem aż po nią przyjdzie, a pielęgniarka dostała polecenie, by Julita pozostała w pozycji horyzontalnej jeszcze 20 minut.

Tłumek pacjentów pod gabinetem z ulgą odetchnął gdy profesor z Jackiem i Andrzejem  wyszli i mógł wreszcie wejść kolejny pacjent.

Leżąc na dość twardej kozetce Julitka obmyślała zemstę - była pewna, że Jacek nim się oświadczy Sylwii z całą pewnością zasięgnie u niej porady jak ma to zrobić, więc każe mu to zrobić "tradycyjnie" najlepiej w obecności osób  trzecich,  z bukietem i pierścionkiem i przyklękiem na jedno kolano. Była pewna, że Sylwia będzie  zachwycona.

Gdy tak leżała, pilnująca jej pielęgniarka przyniosła butelkę wody i poleciła by  Julita koniecznie postarała się jak najwięcej wypić, żeby wypłukać z organizmu ten lek. No a dopóki tu będzie leżała to toaleta jest  tuż obok, bez wychodzenia na korytarz, a na korytarzu to będą drugie drzwi od EKG  w prawo. Pomogła się Julicie ubrać by nie leżała goła, powiedziała kilka miłych słów o Andrzeju, że gdy tu pracował to dał się poznać jako bardzo wrażliwy człowiek, pozachwycała się Jackiem, że taki przystojniak ale nie podrywacz. Kilka razy jeszcze  zmierzyła Julicie  ciśnienie i tętno i w końcu pozwoliła jej wyjść, mówiąc, że gdyby się przypadkiem poczuła gorzej , bo i tak się zdarza, to ma natychmiast wejść do gabinetu i o tym powiedzieć. Siedząc pod  gabinetem Julita nasłuchała się różnych opowieści o różnych chorobach serca, bo większość czekających to byli chodzący pacjenci kilku oddziałów Instytutu.

Wreszcie przyszedł Andrzej. Był spokojny, doinformowany i względnie dobrej myśli. Dogadał się  z lekarzem pooperacyjnego oddziału, że gdy tylko ojca wybudzą i przewiozą na oddział to go o tym powiadomią telefonicznie. I że już telefonował do  mamy  i teraz pojadą do rodziców Julity na śniadanie. Andrzej "rozpływał się" w zachwytach nad przytomnością umysłu Jacka, że nie tracił czasu na  zakładanie stentu, tylko zawiózł ojca "wprost na stół". No tak, miał wyczucie tylko po jakie licho mnie wepchnął w ręce profesora, jeszcze nie umieram przecież, złościła się Julita. Słoneczko Kochane, twoje wyniki dopiero będą dokładnie analizowane, na razie wiadomo właśnie to, że nie umierasz. Od teraz  już nie tylko Jacek będzie cię miał pod opieką, pan profesor  również. No nie, ja się chyba zabiję - ty, Jacek i jeszcze pan profesor- niedługo to wszystko będę musiała robić pod nadzorem. Andrzej się roześmiał- ale i tak to ja mam największy nadzór nad tobą. A wiesz co mi pan profesor zasugerował- Andrzej nieco teatralnie zawiesił głos- żebyśmy zrezygnowali z potomstwa bo ciąża i poród mogłyby się dla ciebie  źle skończyć. Więc mu zdradziłem, że to ci nie grozi bez in vitro, co go niemal zachwyciło, choć "może szkoda, że tak sympatyczni ludzie pozostaną bezdzietni".

Mama Andrzeja spokojnie wysłuchała relacji ze szpitalnego frontu, "naskarżyła" na swego męża, że nie przestrzegał żadnych zaleceń lekarzy w Auckland, że zawsze żył na pełny gaz i lekceważył wszelkie ograniczenia. A ilekroć źle się czuł to się tylko złościł. Miał zapisane jakieś leki, ale na pewno ich nie brał, twierdząc, że to i tak przecież nie pomoże a "na coś każdy musi umrzeć". I że bardziej wierzył maoryskim szamanom niż lekarzom. 

Uzupełniając  kalorie Julita słuchała tego wszystkiego i myślała o tym, że może jednak lepiej się stało, że Andrzeja wychowywała ciotka, bo obecność tak bardzo upartego ojca pewnie by mu nie wyszła na dobre. A może i miał Andrzej rację, że małżeństwo jego rodziców nie było najlepszym pod słońcem związkiem ?  W godzinę po śniadaniu Andrzej  zabrał Julitę do domu, a jego mama wraz z rodzicami Julity postanowiła wybrać się na "objazd Warszawy". 

Oboje byli zmęczeni a Julita jeszcze  zapewne nie wszystko wydaliła z organizmu, więc musiała się zająć wypiciem sporej ilości wody, co nie  sprzyjało jakimkolwiek wycieczkom po mieście. Andrzej umówił się z matką, że jeśli będzie miał jakieś wieści ze szpitala to zaraz przekaże je rodzicom Julity, by nie  płacić  bajońskich sum łącząc się via Nowa Zelandia.

A Julita zaproponowała by będąc na mieście wpadli do któregoś z operatorów i rozwiązali ten problem zakupując tanią, prostą komórkę i połączenia nie w abonamencie. 

W domu Julita padła jak ścięta - dopiero teraz mocno odczuła skutki tego EKG pod obciążeniem. Andrzej też był zmęczony i w końcu oboje zapadli w sen. Przed zaśnięciem Julita myślała o tym, że jej teść bardziej wierzył szamanom maoryskim niż lekarzom. Ciekawa była co też ci szamani mówili teściowi i rozmyślając o tym zasnęła w objęciach Andrzeja. 

Śniło się jej, że jest na jakiejś bardzo dużej polanie, że z oddali zbliża się grupa niemal nagich mężczyzn, a wszyscy są wytatuowani.  Nie słyszy żadnej muzyki, ale wszyscy poruszają się w zgodnym rytmie. co kilka metrów przed grupę wyskakiwał jeden z tancerzy trzymając w ręce jakiś kij, coś śpiewał albo wykrzykiwał sądząc po poruszających się ustach, ale nadal Julita nie słyszała ani jednego dźwięku. W pewnej chwili wyskoczył kolejny tancerz, ale był mniej muskularny i jaśniejszy i ze zdziwieniem rozpoznała w nim swego teścia i zawołała- tato! I rzeczywiście zawołała "tato" gwałtownie siadając i budząc siebie i Andrzeja. Andrzej był przerażony, bo sprawiała wrażenie niezbyt przytomnej. Ułożył ją z powrotem, zaczął tulić, całować, uspakajać, w końcu zapytał co się stało. Wpatrując się w Andrzeja wyszeptała- tam był twój ojciec.  Kochanie, gdzie był mój ojciec? powiedz, proszę- na tej polanie z Maorysami- szepnęła. Tańczył z nimi.  Oni wszyscy byli goli, on też, mieli tylko takie trawiaste spódniczki, króciutkie. I mieli tatuaże, jakieś wzorki. I twój tata też , ale nie był cały wymalowany. Ale nie słyszałam muzyki, a oni tańczyli w jakimś określonym rytmie. Andrzej usiłował obrócić całą rzecz w żart mówiąc- oj chyba jesteś  bardzo niedopieszczona, skoro śni ci się zgraja nagich facetów. A mnie tam nie było? Nie- pokręciła przecząco głową. To było bardzo realistyczne, ale nie słyszałam muzyki ani bębnów. Leżała wtulona w Andrzeja i szeptała- to był ładny sen, ta trawa na polanie miała taki jakiś inny kolor i drzewa wyglądały tak jak sumaki, ale jeszcze nie miały kolorowych liści, tylko były bardzo ciemnozielone,   jak liście ostrokrzewu, takie  wywoskowane. I jeszcze pomyślałam, że to nie sumaki, bo te liście takie mięsiste. Ale szamanów nie widziałam. Wiesz, przed zaśnięciem myślałam o tym co powiedziała twoja mama, że ojciec bardziej wierzył maoryskim szamanom niż lekarzom. I pewnie stąd ten sen. A co do niedopieszczenia-umówmy się, że jestem niedopieszczona, bardzo, bardzo, że nawet nie pamiętam kiedy ostatni raz to było.

                                                                          c.d.n.



niedziela, 7 marca 2021

Wszystko jest....11

Podczas spaceru Julita stwierdziła, że bardzo się jej rodzice Andrzeja podobają i nie rozumie dlaczego on mówi o nich, że są okropni. A dlaczego ty, Słoneczko, tak samo mówisz o swoich rodzicach? Ja twoich rodziców bardzo lubię i nie uważam, że są "okropni". Podejrzewam, że każde z nas w pewien sposób powiela swe opinie z czasów gdy byliśmy od nich we wszystkim zależni, gdy wszystko wymagało ich aprobaty. Oni też w jakimś stopniu   nas odbierają przez pryzmat czasu minionego. Twoi to z tobą cały czas byli a moi gdy skończyłem podstawówkę tylko przysyłali mnie i ciotce instrukcje co wolno, czego nie wolno itp.  Myślę, że temperament odziedziczyłem po tatusiu i mama pojechała za nim, żeby się małżeństwo nie rozleciało. Pewnie tak- przytaknęła Julita- ja też bym cię nigdzie samego nie puściła na dłużej, bo bym umarła z tęsknoty. Ale mnie nigdzie nie  nosi, a ojciec wcale nie musiał wybierać takiej  pracy jaką wybrał. Nigdy o tym z nim nie rozmawiałem, ale  pomyślałem kiedyś, że może  ich małżeństwo było jakąś pomyłką, a może po prostu ja się za wcześnie w tym związku pojawiłem, nim to małżeństwo na dobre okrzepło. Ale odkąd jestem z tobą  już mnie to przestało interesować. Odkąd jesteśmy razem uciekam z pracy a nie  z domu do pracy, jak kiedyś. Jutro pojedziemy razem z nimi w city, tylko sobie jeszcze dziś pomyślimy dokąd, bo na obiad jesteśmy zaproszeni do twoich rodziców. Dobrze, że wzięliśmy na ten tydzień urlopy, bo oni mają zaburzony rytm dobowy, więc diabli wiedzą w jakich porach będą  sypiać. W każdym razie wiedzą, że ty jesteś pod spec-ochroną, więc gdy tylko poczujesz  zmęczenie czy chęć na sen masz się odizolować w gabinecie. Wiem, że mama chce wybrać się na cmentarz, ale oczywiście nie pamięta "adresu" grobów, ale jeśli pamięta rok śmierci to się odnajdzie grób. Na cmentarz to ich sam  zawiozę, bo to może być jak wyprawa po złote runo. Mam cichą nadzieję, że nasi rodzice się polubią i drugi tydzień spędzą głównie ze sobą obgadując  nas i na krzyż wychwalając. Kocie, nie rozumiem co ma z tym wspólnego krzyż?-wyjaśnij mi to. Powiedziałem "na krzyż", bo moi będą wychwalać ciebie a twoi mnie. No dobrze, już kapuję, bo miałam przez moment jakieś dziwne skojarzenia kościelne. 

Wczoraj gdy byłaś w kuchni obiło mi się o uszy, że oni chcą tu kupić jakieś domostwo. I już czuję, że się na kanwie tego pomysłu pokochają z twoimi rodzicami. I w swej chorej umysłowo wyobraźni zobaczyłem dom twoich i moich rodziców, który z czasem stanie się prywatnym domem starców a potem my sobie zrobimy z  niego mini hotel. Ty masz wprawę w prowadzeniu  hotelu, jak mi powiedział Mauricio i marnujesz się, mogłabyś zarobić fortunę w którymś z włoskich uzdrowisk.

Julita parsknęła śmiechem - ooooo, gadane to Mauricio ma, gorzej z jego wkładem pracy w jakiekolwiek przedsięwzięcie. Na szczęście tak się bał, że mnie ktoś poderwie, że przezornie nigdy nie musiałam sterczeć w hotelu, za to zawsze mnie brał na wszystkie negocjacje biznesowe. I to nawet nie tylko do ozdoby. No a poza tym nie musiał wydawać pieniędzy na damskie  towarzystwo dla siebie. Ale jakoś się nie ożenił po raz drugi, zapewne jednak cię kochał- stwierdził Andrzej.. Może, nie wiem- Julita wzruszyła ramionami -widocznie to była jakaś dziwna odmiana miłości, przelatywanie mnie x razy dziennie bez zainteresowania się czy mam z tego choć minimalną satysfakcję.Facet powinien był się leczyć, ta częstotliwość  nie była normalna. I ta dbałość o to by on sobie  nie zajmował rozumku konsekwencjami i by antykoncepcja mu nie psuła radochy. Całą reszta osobnika zwana Mauricio była  nawet niezła. Nawet miałam o czym z nim porozmawiać, prowadzenie z nim  hotelu  też jakoś mi wychodziło. A wiesz jak on się Sylwii spodobał? Tylko nie spodobało się jej że miałaby atrakcje medyczne i wybór pomiędzy aborcją lub tabletkami. A ona też źle znosi tabletki. Ale jest skłonna wypróbować jakąś nowość w tej materii.  Oczywiście za dolce. 

Powiedziała o tym Jackowi, sam jej wynalazł dobrego w tej  materii fachowca i nawet chce finansować całość, bo to produkt na pięć lat. O, to fajnie, bo ostatnio  Jacek się mnie pytał jak się facet oświadcza. No i co mu powiedziałeś? Że nie mam pojęcia, bo u nas to było nietypowo. I że nie jesteśmy przykładem w  tym względzie. Na wszelki wypadek mu powiedziałem by się wyjątkowo dobrze do seksu przyłożył i w trakcie o tym porozmawiał z nią. Druga wersja była ta nasza, między jednym a drugim gryzem kanapki w  czasie śniadania. On coś o bukiecie majaczył i klękaniu, więc mu to wybiłem  ze łba. 

Kocie, ty masz szczęście, że się wtedy nie zadławiłam z wrażenia! Ale tyle czasu mamlałaś ten kawałek, że byłem pewien, że odmówisz, a gdy powiedziałaś tym swoim beznamiętnym głosikiem "no, jasne że  się pobierzemy" to jakoś tak musiałem się przytulić do twoich stópek. A jak długo wtedy to śniadanie trwało, musiałam zatelefonować, że będę  dużo później. A ja się spóźniłem wtedy na konferencję i do dziś nie wiem o czym tam mówiono, zupełnie  nie wiedziałem po co tam sterczę. 

 A jak się oświadczałeś swoim byłym? Powiedz, bo nigdy mi o tym nie mówiłeś. Bo się nie oświadczałem, tylko udzielałem odpowiedzi :  za pierwszym razem to wyjąkałem "no tak, ale się narobiło", za drugim zapytałem czy wie o czym mówi, po czym stwierdziłem, że wszak istnieją rozwody.  No tak, śmiała się Julita- szczyt romantyzmu to nie był.

A jak  ci się oświadczał Mauricio? Po raz pierwszy Andrzej chciał to wiedzieć.Teatralnie. Przywlókł się do pensjonatu, w którym mieszkałam, wywołano mnie do saloniku, bo nie wpuszczano facetów do pokoi a ten rymnął na dywanik, w jedną rękę wcisnął mi bukiet czerwonych róż, z kieszeni wygrzebał plastikowe przezroczyste pudełko imitujące kryształ i usiłował mi wcisnąć pierścionek na mały palec lewej ręki, bo mu się palce moje pomyliły. Nim  się tropnął to ze trzy razy przepraszał i mówił, że zaraz pójdziemy do jubilera, żeby rozciągnąć  obrączkę pierścionka. A ja byłam wściekła, że takie kino odstawił, na domiar złego ci co byli w saloniku bili brawo i potem mnie obśliniali.

A potem kupił od jakiegoś znajomego Japończyka suknię, która cała była naszyta tekstylnymi różami. Nawet była ładna, tylko trochę szeleściła gdy szłam. A potem świr rozsyłał  film jak szliśmy od ołtarza i rozsyłał chyba po całym świecie, sądząc ze stosu kopert  z życzeniami. 

Gdy wrócili ze spaceru czekała na nich niespodzianka w postaci......rodziców Julity. A wszystko przez to, że zapomniała do nich zatelefonować, że rodzice Andrzeja przylecieli i wszystko jest w porządku.Rodzice Julity w czasie nieobecności "kochanych dzieci" namówili rodziców Andrzeja, którzy jeszcze się nie zdążyli rozpakować, by na cały okres pobytu zamieszkali u nich, bo tam jest jednak więcej miejsca i każde z nich, tak jak w domu nowozelandzkim, dostanie własny pokój. No i zaoferowali się, że będą ich po Warszawie wozić we wszystkie strony, wybiorą się na zakupy z nimi. No i przypomnieli tylko "kochanym dzieciom," że następnego dnia obiad jest około godz, 16,00. Andrzej spojrzał na Julitę, ona na niego i wybuchnęli śmiechem. A Andrzej stwierdził - dawniej mówiono, że dzieci nie powinny same zostawać w domu, a teraz okazuje się że i rodziców w pewnym wieku nie można zostawić samych.

Gdy już w mieszkaniu zapanował spokój i zostali sami,Andrzej powiedział - mam nadzieję, że mnie zrozumiesz. Jestem znacznie bardziej zżyty z twoimi rodzicami niż ze swoimi. W sumie krótko z nimi mieszkałem - matka zawsze towarzyszyła ojcu, mnie praktycznie wychowała ciotka. I naprawdę cieszę się, że twoi rodzice ich stąd zabrali. Denerwuje mnie jak ojciec odzywa się do matki - wiecznie z taką ukrytą złością. Ale tak  naprawdę nawet i do matki jakoś  mnie nie ciągnie- teraz, odkąd jestem z tobą to już nie potrzebuję jej czułości i uwagi, której mi i tak przez całe lata nie poświęcała. Teraz ich i mnie łączy tylko jedna rzecz- ty. Bo zdaję sobie sprawę że cię lubią i szanują i cieszą się, że wyszedłem z poprzednich związków. I wiesz? Nie musimy jutro wcześnie się zrywać i mamy tydzień wolnego, bo w tym układzie do nas moi rodzice będą wpadać tylko z wizytą. Julita przytuliła się do niego - ale śpijmy dziś w gabinecie, bo kto wie czy jutro nadal jeszcze będzie  organizacyjnie tak jak dziś.  Chodź Kocie do kuchni, ubijesz mikserem  śmietanę, bo mamy rozmrożone maliny i trzeba się poświęcić i je zjeść. Słoneczko Kochane, a czemu mówisz na mnie ostatnio "Kocie"? No bo często się przeciągasz jak kot i często mruczysz gdy cię całuję tu i ówdzie. A koty mruczą z zadowolenia, jak wieść gminna niesie. Jak mam nie mruczeć z zadowolenia i  zachwytu, gdy mnie tak cudownie całujesz? No popatrz, jak to się dobrze składa, że lubię cię całować tu i ówdzie i sprawiać, że mruczysz . Ty mruczysz, a ja czuję ustami każde  drgnięcie twojej skóry i potrafię odgadnąć gdzie jeszcze cię całować byś miał jeszcze większą frajdę. Może powinnam napisać podręcznik dla pań zatytułowany jak z mężczyzny zrobić mistrza seksu czerpiąc z tej pracy przyjemność.

Ale dziś to chyba napiszemy jak zrobić deser malinowy i zjeść go nie przerywając pieszczot i seksu. A może seks w kuchni? Wiesz, tytuł zawsze musi być chwytliwy, śmiała się Julita. W końcu jednak skonsumowali deser w gabinecie na nowej sofie. Włączyli  lampkę "biurkową", rozstawili parawan i zachwycali się jakie piękne wzory i światło przesącza się przez wycięcia parawanu, z których część była zakryta cienkim zielonym materiałem.

Julita zasnęła bardzo szybko ukołysana miłosnymi wyznaniami Andrzeja, a Andrzej nieco rozbity faktem, że w gruncie rzeczy tak mało ucieszył się z przyjazdu rodziców jakoś nie mógł usnąć. Postanowił jeszcze trochę poczytać i usiadł przy biurku. W pięć minut potem zawibrował telefon - to dzwoniła matka  Julity. Andrzej cichutko wyszedł  z pokoju do salonu i zamknął za sobą drzwi. Okazało się, że 10 minut wcześniej jego ojca zabrało pogotowie do Instytutu Kardiologii - był rozległy zawał. A w karetce przyjechał Jacek, który miał akurat dyżur. I ojciec będzie zapewne, a może już jest operowany. I Jacek powiedział, żeby Andrzej zatelefonował dopiero rano, bo teraz to mu i tak nikt żadnej informacji nie udzieli. Operacja potrwa kilka  godzin a potem ojciec będzie na sali pooperacyjnej i że jego mama chce z nim porozmawiać, więc oddaje  słuchawkę. Mama już się zdążyła wypłakać i teraz powiedziała - spodziewałam się tego, ale nie sądziłam, że to akurat nastąpi w Polsce. Bardzo miły ten twój kolega, powiedział, że już wszyscy wiedzą, że to twój ojciec, więc opiekę  będzie  miał  na bank bardzo dobrą. I dobrze, że wykupiłam bez jego wiedzy polisę ubezpieczeniową na wyjazd dla nas obojga.  A jak Julisia? Julita zasnęła wcześniej, była zmęczona i o niczym nie wie, wibrowanie  telefonu jej  nie obudziło. Ja po prostu nie mogłem zasnąć tylko dlatego odebrałem telefon. Mamo, Jacek to dobry kardiolog i  bardzo dobry kolega, dopilnuje wszystkiego. My teraz w niczym tacie nie pomożemy. Operacja potrwa kilka  godzin, potem będzie na pooperacyjnej przez dwie lub trzy doby w śpiączce i też nie ma po co tam jeździć, dopiero gdy go przeniosą na oddział będzie można go zobaczyć. Ja zaraz zadzwonię do Jacka . Staraj się odpocząć, żebyś była silna gdy  będzie można go zobaczyć. Zadzwonię do ciebie  rano. Pa na razie.

Po rozmowie z matką zatelefonował na komórkę Jacka. Jacek akurat wzmacniał się kawą- twój tata miał szczęście, że trafił na mnie, bo powiedziałem kto zacz i zaraz wzięli na stół. Powinno wszystko pójść dobrze. Ale jesteście do siebie podobni!. Na pooperacyjną pewnie trafi dopiero nad ranem. Jak będę schodził z dyżuru dowiem się jak wszystko poszło. Zadzwonię do ciebie około 9 rano, dyżur mam  do ósmej, zajrzę do chirurgów. Jak Julita?- nie wie o niczym, śpi. Rano jej powiem. To dobrze, a ty spróbuj pospać.Cześć stary.

Andrzej wrócił do pokoju, w którym spała Julita, ale ona leżała  z otwartymi oczami. Co się stało? Ojciec jest w szpitalu,  miał zawał, Jacek się nim opiekuje. Przytul mnie Julisiu, jest mi źle. Rano po 9 zadzwoni Jacek do mnie. Włączyłem dzwonek w komórce. Julita objęła męża, ucałowała jego oczy i powiedziała- wiem, że będzie dobrze, nie czuję strachu lub niepokoju. Pojadę z tobą rano, nie chcę byś tam jechał sam. Będę prowadzić. Kocham cię, nie jesteś sam.  I kojąca obecność Julity, ciepło jej ramion i emanujące z niej uczucie sprawiły, że Andrzej usnął.W chwilę potem spała też Julita.

                                                                              c.d.n.


sobota, 6 marca 2021

Wszystko jest........10

 Dobrze, że rodzice Andrzeja przylatywali w niedzielę, więc Julita nie musiała się martwić z ich rozpoznaniem w tłumie pasażerów. Okazało się, że Andrzej jest niesamowicie podobny do swego ojca, choć jeszcze nie pobłyskiwał siwizną. Ponieważ samolot był nieco spóźniony Andrzej zmusił Julitę, by posiedziała w kawiarni i tam na ich poczekała. Miał rację, bo dwoje starszych ludzi z trzema walizami lecący aż z Nowej Zelandii zmobilizowało panów celników do działania. No ale niestety nie mieli nic do oclenia ani nie wwozili rzeczy zakazanych no i jeszcze zasilili strefę bezcłową kupując dwa różne koniaki. Mina celnika gdy oglądał ten wolnocłowy zakup była zgorszona - koniak zamiast wódki- istna głupota.

Gdy podchodzili do kawiarni Julita z daleka rozpoznała swego teścia i ruszyła im na spotkanie, a że Andrzej stwierdził -o, Julita tu leci- to Julita wpadła wprost w ręce teścia, który odstawił walizę. Wyściskana i wycałowana przez teścia  znalazła się w objęciach teściowej. Jeju - nie deprawujcie mi kobiety, bo się jej w głowie przewróci od tego przytulania, całowania i mówienia jaka jest  śliczna.

Teściowa w samochodzie  cały czas  głaskała Julitę po ręce i mówiła jak się ogromnie cieszy,że wreszcie Andrzej ma przy sobie właściwą kobietę. Pomiędzy zachwytami nad osobą Julity dopytywała się, czy nie będzie jednak lepiej gdy będą mieszkać w  hotelu, aż Julita powiedziała- jeżeli mamuś dojdziesz do wniosku, że wam w hotelu będzie wygodniej to wtedy jutro będziemy się rozglądać za  zmianą lokum. W grę wchodzi jeszcze dom moich rodziców nieomal pod Warszawą albo rzeczywiście hotel. Dziś już nic nie będziemy zmieniać, ale mam nadzieję, że będziecie jednak zadowoleni. Mari, przestań marudzić, podobno jesteś stęskniona za dziećmi, więc siedź cicho! - niemal warknął ojciec Andrzeja. 

Robiąc w domu "klar na  pokładzie" Julita powynosiła do służbówki wiele rzeczy z szafy sypialnianej, żeby tylko teściom było wygodnie. Co prawda Andrzej stwierdził, że przesadza, ale ona mu wytłumaczyła, że to jest najlepsza pod słońcem okazja by zrobić w domu remanent. Po wyjeździe teściów przejrzą razem różne rzeczy, miedzy innymi "1500" koszul i podkoszulek Andrzeja które przywędrowały razem z nim, a których wcale nie używa, bo niektóre były prezentami od  "byłych". Przejrzą co sobie  zostawi a resztę  spakują do PCK lub Monaru. I w ogóle muszą pomyśleć nad zrobieniem ze służbówki tzw. "garderoby".

Zaraz od wejścia teściowa wpadła w zachwyt - to było naprawdę bardzo ładne mieszkanie . Z małego przedpokoiku zaraz przy wejściu, gdzie była wnęka z wieszakami i miejscem na górze na kapelusze, a na dole na obuwie, w którym się przyszło, wchodziło się do właściwego przedpokoju łączącego pozostałe pomieszczenia. Stała tu komoda z  długim lustrem i ławeczką, która była schowkiem na buty. Z boku lustra wisiał worek z jednorazowymi kapciami dla gości.

Andrzej pokazał rodzicom, w którym pokoju będą spali a teściową zachwycił fakt, że byli tuż nad koronami drzew. Teraz co prawda  drzewa były nagie, ale nietrudno było sobie wyobrazić jak to może wyglądać latem. Potem z zainteresowaniem obejrzeli gabinet Andrzeja i living room, już z nowymi fotelami.  Teściowa się skarżyła na Andrzeja, że ilekroć prosiła go o jakieś wymiary Julity, to zawsze jego odpowiedzi były enigmatyczne z gatunku: właściwe, cudne, takie w sam raz, więc zupełnie nic nie mogła jej przywieźć z ciekawych ciuszków. Julita się śmiała- to takie męskie, każdemu facetowi własna żona  najbardziej się podoba goła i bosa a cudza mocno wydekoltowana. Ale gdy żona błyśnie  dekoltem to zaraz  go zazdrość łapie, bo się jeszcze innym spodoba. Córeńko, a  co mogę pomóc w kuchni.? Nie ma w czym pomagać, wszystko mam przygotowane. Proszę, idź  do Andrzeja, bo ja wiem, że bardzo za tobą tęsknił. Naprawdę? Naprawdę, wiem co mówię. A poza tym- dziękuję ci, mamuś, za niego. Wrócił mi chęć do życia. Ogromnie go kocham. A ja ci dziękuję, że go mimo wszystko chciałaś. Mamuś, my po prostu byliśmy sobie przeznaczeni. A jak gdzieś w gwiazdach jest zapisane, że mamy być razem to tak się staje. Czasem nie od razu, bo pewnie trzeba do tego dojrzeć emocjonalnie. 

Teściowa pożeglowała do living roomu, a Julita wyciągnęła ze służbówki najnowszy patent - stolik na kółkach, odkupiony przez Jacka w szpitalu. Stolik chyba się gdzieś źle prowadził, bo zgubił kółko, długo  stał bezczynnie aż wreszcie któraś z pań "kuchennych" go "zezłomowała" i Jacek odkupił go za grosze. Dał do naprawy a potem przywiózł do Andrzeja, bo  jak stwierdził latanie u niego do i z kuchni to niemal pół maratonu. Julita do istniejącego metalowego blatu dokręciła nowy, drewniany, na dole dodała jeszcze drugi  blat z  boczkami i stolik służył do wożenia talerzy,  półmisków oraz potraw z kuchni do salonu. 

Julita wyciągnęła  upieczonego indyka z piekarnika,szybko poporcjowala, ułożyła na półmisku, obok niego również upieczone kartofle. Do ozdobnego garnka wlała podgrzany barszcz czerwony, na dolnym blacie już miała przygotowane sztućce , talerze,  szklane kubki do barszczu, sól, pieprz,  miseczki z sałatką sosjerkę z sosem.

Gdy tylko otworzyła drzwi kuchni natychmiast pojawił się Andrzej i zabrał wózek do salonu. Stół, z uwagi na barszcz czerwony był dziś nakryty kolorowym obrusem, by nie  stresować gości, że kropla barszczu może spaść na obrus i go zniszczyć.

Teściowa z niejakim przerażeniem patrzyła na talerz Julity, na którym było tylko mięso i sałatka. Niewiele więcej było na talerzu ukochanego syna, ale był przynajmniej jeden pieczony kartofel. Nie wytrzymała i spytała- a czemu wy tak maleńko jecie? Bo my chcemy jak najdłużej wyglądać młodo i zgrabnie. Mamo, to jest naprawdę wystarczająca kalorycznie porcja dla dorosłego człowieka  dobiegającego czterdziestki. Mam za mało ruchu by jeść więcej. Do pracy i z pracy siedzę za kierownicą,  w pracy też nie ganiam po bieżni ale siedzę a badanie pacjentów też  nie jest pracą dla mięśni ale dla mózgu. Dobrze, że Julita nie chce sama wychodzić na spacery, więc  muszę ją wyprowadzać. Ja ją rozumiem, mnie też nie chciałoby się samemu łazić po ulicy. A tak to się staramy każdego wieczoru, jeśli tylko nie pada albo nie jest  wściekle zimno - spacerować.  Ona też siedzi większość czasu  w pracy za biurkiem. Ale spacery są jej niezbędne - spacery a nie bieganie. A jak z jej serduszkiem? Lepiej mamo, dużo lepiej. Nawet ta zastawka lepiej funkcjonuje. Jest pod bardzo dobrą opieką a poza tym nauczyła się już dbać o to, żeby mnie nie doprowadzać do rozpaczy i dba o siebie. Nie ma  chodzenia  w zimne pory z gołą głową  "bo przecież włosy mi klapną",  nie ma spacerów z gołą szyją, nie ma wybiegania z domu  do sklepiku bez kurtki lub z bosymi nogami. Co z tego, że do sklepiku jest od bramy ze 20 metrów, ale zimą lub późną jesienią jest to o te 20 metrów za dużo, plus  zimno na klatce schodowej. Ta zrujnowana zastawka  to nie  jest u niej wada wrodzona, to częste anginy, ropne migdały, zapalenia zatok. 

Synku, pisałeś mi, że chodziliście razem do podstawówki, a ja  Julity nie pamiętam. A pamiętasz jak kiedyś wróciłem ze szkoły z rozbitym piszczelem? I jak lekarz na dyżurze w szpitalu dziecięcym zachwycał się jak ładnie mam nogę opatrzoną? No pamiętam. A ten opatrunek to właśnie mi Julita zrobiła. Byliśmy wtedy parą. To z nią chodziłem wtedy do kina, z nią się uczyliśmy całować, to na spotkania  z nią wyciekałem wieczorami z domu. Potem jakimś cudem przez całe liceum spotykaliśmy się na wagarach, bez umawiania. A na zdjęciu maturalnym nie było mnie dlatego, bo na swoim balu maturalnym nie byłem, ona też nie była na swoim. W tym czasie mieliśmy swój prywatny bal maturalny w motelu pod  Warszawą.  

Mama słuchała tej opowieści w wielkim zdumieniu i cichutko spytała- a co było dalej. Ja zdałem na  medycynę, pojechałem na wakacje do Was, jej list do mnie nie dotarł. A ona robiła studium hotelarskie i wyjechała na praktykę do Włoch, bo kilka najlepszych osób od razu wysyłali. Uczyły się na miejscu języka i zawodu.  No i tam wyszła za Włocha.  Był tu niedawno, nawet sympatyczny, choć nie polecałbym go na męża. A ja się łajdaczyłem tutaj. Ona rozeszła się z Włochem, wróciła do Polski i załapała kolejne ropne zapalenie gardła. No i  trafiła do mnie, bo to był jej rejon. Gdy zobaczyłem w stosiku kart pacjentów jej imię i nazwisko to zdębiałem. Była ostatnią pacjentką tego dnia. A gdy ją osłuchiwałem i usłyszałem to  tak tragicznie pracujące serce myślałem, że umrę. I wiem , jestem mocno przekonany o tym, że jesteśmy sobie przeznaczeni. A że trafiliśmy znowu na siebie po niemiłych dla nas doświadczeniach to może było konieczne byśmy na siebie spojrzeli od nowa.

A tak przy okazji - podjęliśmy decyzję, że nie będziemy mieć dzieci. Nie wiadomo jak długo  będzie tak dobrze z jej serduszkiem jak teraz. Na razie bije  ładnie równo i niech nic  tego nie zaburza. Jest pod opieką przychodni kardiologicznej w Instytucie Kardiologii. A imiennie opiekuje się nią mój kolega ze studiów, też już z doktoratem.

W trakcie tych opowieści Andrzeja Julita przyniosła  własnej roboty sernik wiedeński- czyli same zdrowe składniki - jak go zareklamował Andrzej. Sernik był oblany gorzką czekoladą. Julitko, to strasznie pracochłonny wypiek, stwierdziła  mama. Julita uśmiechnęła się- najgorsze dla mnie jest wysmarowanie tortownicy masłem - nie lubię tego robić. A reszta to samograj, bo wszystko robię  mikserem. Chyba tylko raz w życiu ucierałam ser ręcznie, no a raczej dwa razy - pierwszy i ostatni.

A może chcecie wyjść na mały spacerek z nami? Ja wyjdę - zgłosił swą kandydaturę ojciec.  Tylko ubierzcie się ciepło, to jednak styczeń, a więc zima. A wzięliście jakieś ciepłe rzeczy? Ja powinnam  sobie kupić ciepłe botki, stwierdziła mama. No to chyba będzie lepiej jeśli zostaniecie dziś w domu, a  jutro rano zobaczymy co wam potrzebne i zawiozę was na zakupy. A my z Julitką wrócimy za pół godziny.

                                                                        c.d.n.


Wszystko jest....9

Dni mijały niepostrzeżenie. Prywatna przychodnia, w której pracował Andrzej zaproponowała mu jeszcze pół etatu w szpitalu do którego należała. Po krótkim namyśle i naradzeniu się z Julitą Andrzej przyjął tę propozycję, zwłaszcza, że pracowałby wtedy znacznie bliżej domu, skończyłyby  się jazdy na drugi  brzeg Wisły. Co prawda  tu też raz na jakiś czas miałby nocne dyżury, ale ten szpital przyjmował głównie zaplanowane przypadki a nie  działał niemal jak  pogotowie. Tu nikt w noc w noc nie operował pacjentów kardiologicznych. W sumie i tak zarabiał tu więcej a  miał znacznie więcej spokoju. Jacek co prawda był niemal  obrażony, ale w końcu powiedział, że gdyby szukali  w ich szpitalu lub przychodni  kardiologa, to niech wtedy Andrzej przypomni sobie o nim. W instytucie wciąż trwała cicha wojenka pomiędzy kardiologami a kardiochirurgami. Kardiochirurdzy  mieli o sobie świetne mniemanie i jeżeli jakiś pacjent powiedział o kardiochirurgu  "kardiolog" to miał niemal przechlapane.  Nie mniej Julita została nadal pod opieką  przychodni kardiologicznej Instytutu, a tak imiennie to pod opieką Jacka.

W połowie listopada do Warszawy zjechał na kilka dni...Mauricio.Tak naprawdę Julita miała  największą ochotę wziąć zwolnienie lekarskie na ten czas, ale  zdawała sobie  sprawę z faktu, że ich drogi mogą się jeszcze nie jeden raz skrzyżować, bo pracowali w tej samej branży. Gdy tylko dowiedziała się, że on przyjeżdża powiedziała o tym Andrzejowi, który stwierdził, że on nie widzi problemu, może go nawet Julita zaprosić do nich do domu na kolację.  A jeśli to będzie przyjęcie u Julity w firmie razem z  drugimi połówkami personelu, to on oczywiście przyjdzie. Skończyło się na krótkiej wizycie Mauricia u nich w domu- chciał poznać obecnego męża Julity.  Trochę był zaskoczony, gdy  dowiedział się, że Julita z Andrzejem znają  się jeszcze ze szkoły podstawowej. Żeby było śmieszniej na tę kolację Julita zaprosiła Jacka z Sylwią, żeby Sylwia mogła podziwiać, że język włoski nie jest problemem dla Jacka. Mauricio po rozwodzie z Julitą nie ożenił się ponownie. Gdy Julita z Sylwią coś szykowały w kuchni, Sylwia  stwierdziła, że,  fajny ten Mauricio, ale  Julita powiedziała - tak fajny, o ile któraś  chce na okrągło się skrobać lub na okrągło rodzić ewentualnie na okrągło brać tabletki. I dziwnym trafem przestała się nim Sylwia zachwycać.

Jacek wziął sobie do serca przymierzanie Sylwii do różnych ról. Mieszkali raz u Sylwii, a raz u Jacka, ciągle nie mogąc się zdecydować u kogo mieszkać. Częściej mieszkali u Jacka, który mieszkał bliżej  instytutu. Ale tak naprawdę życie na dwa domy zaczynało oboje nieco denerwować. 

Gdy Jacek zaczął Andrzeja wypytywać jak to było  u nich z oświadczynami, ten się bardzo zdziwił-  my  po prostu od razu wiedzieliśmy, że się pobierzemy, bo musimy być razem. I to tyle. No wiesz, jeśli stale ty mówisz dziewczynie, że ją kochasz i to samo słyszysz od niej to właściwie jakieś oświadczyny nie są potrzebne. Zapytaj się między jednym a drugim  gryzem  kanapki jak się ona zapatruje na to, żebyście wzięli ślub. A jeśli chcesz by było romantycznie   to zapytaj o to w trakcie pieszczot. Jacek był zdziwiony - a pierścionek, kwiaty itp?  To tylko dekoracja, raczej postaraj się o naprawdę dobry seks i wtedy zapytaj.

Jacek, my z Julitą nie jesteśmy dobrym ani typowym przykładem.Ona już była po rozwodzie, ja się dopiero do drugiego rozwodu przymierzałem, z nas nie ma co brać przykładu. Poza tym oboje nie lubimy jakichś formalności, zadęcia, pompy. Julita już raz miała ekskluzywny ślub, więc wiedziała, że  extra oświadczyny z klękaniem, różami, pierścionkiem super suknią i dzwonami w kościele niewiele w sumie znaczą. Podpytaj Sylwię  co lubi. Patrz, przecież my nawet obrączek nie mamy. Masz temat do podpytania Sylwii co o tym myśli. Jesteś prawie czterdziestolatkiem a błądzisz niczym dziecko we mgle.

Zastanów się sam nad tym czego chcesz dla siebie, zastanów się też nad tym ile siebie możesz i chcesz  dać Sylwii, co w niej lubisz, czego nie lubisz, czy  czujesz dyskomfort psychiczny gdy jej nie ma obok ciebie. Tylko nie pomyl dyskomfortu psychicznego z tym fizycznym. A jeśli ci odmówi to wypytaj się dokładnie dlaczego nie chce a nie zwijaj natychmiast żagli. Bo może są to tylko obawy, które masz szanse wytłumaczyć rozwiać. Wiesz, nam się często wydaje, że już wszystko komuś przedstawiliśmy, wytłumaczyliśmy, ale trzeba brać od  uwagę, że druga strona wychowywała się  na innej ulicy, w innym domu, miała dotąd inne doświadczenia. 

Jeden z naszych profesorów mówił nam, że gdy chcemy dobrze leczyć to nie tylko wiedza merytoryczna jest nam potrzebna ale i nieco wyobraźni- musimy zrozumieć pacjenta, brać pod uwagę jego nikłą znajomość funkcjonowania organizmu ludzkiego, nikłą wiedzę  o medycynie, brak jego akceptacji słabości własnego organizmu itd, itp. Ty się urodziłeś i wychowałeś w dużym  mieście, a Sylwia chyba przyjechała tu dopiero po maturze. Tak naprawdę to w ludziach tkwi swego rodzaju regionalizm- mam kuzyna w Trójmieście, studiował w Gdańsku a chwilami ma takie odzywki, że się zastanawiam czy wychował się w mieście czy gdzieś w ziemiance pod lasem. Ostatnio słyszałem opowieść o pani polonistce, którą, jak określiła pani która to opowiadała, z językiem polskim łączy tylko i jedynie to, że skończyła ten  kierunek, bo pani nadal posługuje się językiem regionalnym, w miejsce litery "i" na końcu wyrazu wymawia "y". I uczy dzieci w podstawówce warszawskiej języka polskiego.

Nadszedł  list od rodziców Andrzeja- wykupili już bilety lotnicze do Polski i mieli przylecieć do Warszawy 5 stycznia.  Ojeju, jęknął Andrzej, będę musiał uporządkować nieco swój gabinet. Julita się  śmiała- primo- pomogę ci, secundo- wreszcie kupimy do niego porządną dwuosobową sofę z funkcją spania. My się przeniesiemy do twego gabinetu na czas ich pobytu, a rodzicom oddamy sypialnię. I zamówimy sobie do sypialni szybciutko dużą szafę, a tu wstawimy tę, która tam jest. Stanie na drzwiach, tylko klamkę z nich wymontujemy. Albo zrobimy tę szafę na zamówienie  taką, żeby stała w tym  świetle futryn i była na dwie  strony, a ja wreszcie przestanę drżeć o te szyby w  drzwiach między pokojami. Jutro zatelefonuję  po  człowieka od tych szaf. Zobaczymy co się nam wiecej opłaci.Muszę tylko rozrysować sobie ten pokój w skali. Wiesz, pokój ma te drobne 24 metry kwadratowe - w końcu kiedyś  budowali mieszkania a nie klatki dla królików. I w jednej części szafy zrobimy półki na twoje notatki, skrypty itp. Forsa na to jest. Pół lancii nam sfinansowało  "japonkę", forsa od rodziców wystarczyłaby na nowe umeblowanie living roomu, ale ja to bym tam chciała tylko mniejsze i lżejsze fotele mieć,  bo przesunięcie każdego jest dla mnie za dużym problemem- nie wiem czemu są takie ciężkie- zupełnie jakby je ktoś nafaszerował ołowiem. No fakt- zgodził się Andrzej. Gdyby były jeszcze przedwojenne to bym podejrzewał, że są w nich ukryte  jakieś skarby. Julitko, ale jesteś pewna, że chcesz by rodzice tu z nami byli? Bo wiesz, można by ich ulokować np. w hotelu-pensjonacie lub u Twoich rodziców. Ale spojrzenie którym Julita obrzuciła męża zamknęło mu całkiem usta. Kochany  wyślij jutro rodzicom wiadomość by przypadkiem niczego sobie w Warszawie nie rezerwowali, bo będą u nas.

Jeszcze tego wieczoru Julita zabrała się za rysowanie planu pokoju,  zagoniła Andrzeja do wymierzenia w nim wszystkich meli, więc nawet podnóżek wymierzył. Potem  sama wszystko narysowała na kartonie w odpowiedniej skali, napisała co który kartonik przedstawia, wszystko powycinała i zaczęła zabawę w meblowanie gabinetu na papierze. Najbardziej się Andrzejowi podobał  fakt, że będzie teraz w jego gabinecie podwójna sofa, a gdy będzie musiał nad czymś popracować wieczorem, to Julitka  będzie mogła być z nim w jednym pokoju a światło przy biurku będzie przysłaniał piękny drewniany parawan, który kupili kiedyś tylko dlatego, że się im ogromnie podobał.  

Parawan był podobno zabytkowym  meblem  hinduskim. Zobaczyli go w DESie - na początku wyceniony był tak,  jakby był cały z drogocennego kruszcu, ale po roku, w ramach "zwalniania miejsca na wystawce" jego cena już nie budziła ich  zastrzeżeń.  Co prawda nie był im potrzebny, ale po prostu się obojgu podobał. Stwierdzili, że nie wydają wcale pieniędzy na jakieś alkohole, nie chodzą  do restauracji, nie tracą pieniędzy  na gry hazardowe, więc zdarzało im się kupować rzeczy, które nie były im niezbędne a tylko się podobały. Tym sposobem kuchnię zdobiły porcelanowe słoje na mąkę, cukier, sól, kaszę. Stały puste, bo były tylko ozdobą. Kiedyś przeglądając coś na internecie Julita zobaczyła  zabytkowy stetoskop lekarski- był tak zabawnym przedmiotem, że kupiła go dla Andrzeja. Nieźle się pośmieli, gdyż przypominał  metalową trąbkę, ale jego rozszerzenie nie było okrągłe ale podłużne.

W połowie grudnia gabinet Andrzeja już był przemeblowany. Udało się zamówić nieco nietypową szafę, której połówki stały w dwóch różnych pokojach, a wnętrze było dostosowane do ich potrzeb. Próbę generalną zrobili w  święta. 

Wigilię, która ku wielkiemu zdziwieniu gości, czyli rodziców Julitki oraz Sylwii  (Jacka to nie zdziwiło) wcale nie była postna spędzili  w mieszkaniu swoim i gościli "Jacków" przez  całe święta. Pierwszy dzień świąt byli  w czwórkę u rodziców Julity, a drugi dzień  świąt obaj panowie ... pracowali. A Sylwia i Julita pół dnia przegadały, potem Sylwia czuła się w obowiązku pomóc Julicie  w poświątecznych porządkach, czyli zdjąć używaną przez nich pościel i wrzucić do pralki pobiegać z odkurzaczem po mieszkaniu. 

Wieczorem Jacek wpadł po Sylwię, a Andrzej nie mógł się nadziwić dlaczego ludzie, którzy wiedzą co im szkodzi robią wszystko by  mieć wszystkie niemiłe objawy chorobowe, łącznie z zawałem. No wiesz- tłumaczyła mu Julita-nie każdy ma w najbliższej rodzinie lekarza, który dniem i nocą czuwa, nawet podczas najgorętszych pieszczot, zawsze sprawdza co jest  na talerzu, wyprowadza na  spacery, sprawdza ubranie, czasem kołysze do snu. Andrzej popatrzył jej w oczy- no bo może nie każdy lekarz tak obłędnie kocha swą żonę. Uwielbiam słuchać jak pracuje twoje serduszko, bo zawsze mi mówi, że mnie kochasz-mnie i to co w danej chwili robię.Nawet nie wiesz jakie to cudowne! No popatrz, jakie to dziwne, wcale nie podsłuchuję twego serca a doskonale wiem co ci sprawia największą przyjemność, ja cię po prostu odbieram dotykowo i to w różnych miejscach, odbieram cię  każdym centymetrem  swego ciała, nawet tymi częściami nigdy nie widocznymi. Wiem, skarbie i to jest cudowne.

Sylwestrową noc spędzili w denerwującym huku petard ciesząc się, że nie posiadają psa lub kota. Andrzej twierdził, że w tym hałasie to nawet rybki w akwarium mogłyby ogłuchnąć lub zejść na zawał.

Jacek z Sylwią szaleli gdzieś na zabawie w jakimś klubie, a oni  słuchali swoich ulubionych płyt.

                                                                        c.d.n.