czwartek, 2 czerwca 2022

Trudny wybór - 34

 Dni mijały  jakby  niepostrzeżenie. Dom -praca, dom- praca i tak w kółko. Odbierając swój paszport Adela doznała lekkiego  szoku - nie  wytrzymała i  powiedziała do urzędniczki: przecież jak któryś z pograniczników naszych lub  zagranicznych  spojrzy  na to zdjęcie i   na  mnie to  mnie  zamkną  za nieuprawnione przekroczenie  granicy.  Urzędniczka   spokojnie   wytrzymała jej  spojrzenie i  powiedziała - oni  co innego  widzą na tym  zdjęciu  niż pani, to  zdjęcie to nie portret do powieszenia na ścianie lub zdjęcie  na pamiątkę. Proszę  sprawdzić  czy  wszystkie  dane  się  zgadzają. Adela  sprawdziła i jakimś  cudem  wszystko się  zgadzało.

Pewnego późnego popołudnia, gdy  już byli po obiedzie zadzwoniła komórka i Adela doznała  lekkiego  szoku-  na ekraniku wyświetlił  się numer komórki.......Kamila. Była tak  zszokowana, że aż jęknęła-  przecież to niemożliwe żeby telefonował Kamil! 

Emil podszedł,  wyjął jej  komórkę  z ręki i się zgłosił. Starczy damski głos po  drugiej  stronie   zapytał się czy może  rozmawiać z panią Adelą , Emil odparł, że oczywiście i że  zaraz żona  podejdzie do telefonu. Wręczył  komórkę  Adeli mówiąc szeptem- spokojnie, to jego matka pewnie. Adela  nieco drżącym  głosem powiedziała - tak,  słucham? Starsza  pani  wpierw przeprosiła, że ją niepokoi, ale jej syn, przed  tym niefortunnym  wyjazdem do Niemiec był u  niej i zostawił dla Adeli pudełko, ona  nie  wie  co tam jest,  ale syn  to określił, że to są pamiątki i on chce je zwrócić, żeby  nie trafiły w niepowołane  ręce, gdyby jemu się  coś stało. Nie  wiem czy pani  wie, ale syn umarł nagle w tej  delegacji. On chyba przeczuwał, że się  coś  złego stanie. Czy mogłaby pani do  mnie po  to przyjechać, bo ja już prawie  nie  wychodzę  z domu. 

Oczywiście, a czy mogłabym to zrobić jeszcze  dziś ? Przyjechałabym razem  z mężem, tylko proszę mi podać  swój adres. Matka Kamila mówiła adres, Adela  go powtarzała a Emil  zapisywał. W takim  razie my będziemy u pani w ciągu pół godziny - zapewniła  Adela  matkę Kamila.

Maleństwo, weź tabletkę z walerianą,  bo się ogromnie  zdenerwowałaś- stwierdził Emil. Myślę, że to  całkiem  miłe  ze strony tej  pani, że zatelefonowała  do ciebie. Jak  znam życie  to większość zbolałych mam albo by przejrzała i  wyrzuciła,  albo najzwyczajniej odłożyła jako  pamiątkę  po synu. Myślę, że dla każdego z rodziców przeżycie  własnego dziecka jest straszliwą  traumą. Bo o ile naturalne  jest, że to dzieci odprowadzają  rodziców do  grobu, to odwrotna sytuacja jest nienormalna.

Podany adres był na Górnym Mokotowie. Ulica jeszcze  z czasów przedwojennych nosiła   ślady  swej urody. Były tu stare  wille, niektóre modlące  się wręcz o remont,  ale było też sporo pięknie wyremontowanych. Willa, która była pod  podanym Adeli  adresem musiała  być kiedyś piękna, teraz po prostu przydałoby  się odnowienie  elewacji. Nacisnęli  guzik  domofonu zgodnie  z instrukcją udzieloną przez telefon, Emil  podał swoje   nazwisko i furtka otworzyła  się. Emil obejmował Adelę i prowadził wprost do  drzwi, w których stała   starsza pani  w czerni, powtarzając- proszę, proszę, wchodźcie.

W tle przesunęła  się jakaś wysoka  chuda kobieta  mówiąc - zaraz  podam herbatę, już się  zaparzyła. Emil szarmancko pochylił się nad podaną mu dłonią,  ale nie  cmoknął jej, Adela po prostu wymieniła  z matką Kamila uścisk ręki.  Pokój  do którego weszli miał piękne, jeszcze przedwojenne  meble,  na ścianach wisiały obrazy, a serwantka pełna  była ozdobnych drobiazgów.  Adela podeszła do jednego z obrazów  mówiąc - ojej, to  przecież Kossak!  Tak, jak najbardziej, stwierdziła starsza pani- chciałam im dać ten  obraz, ale  synowej się nie podobał. Jej się tu  nic  nie podobało, nie  mówiąc już o  mnie. Na przeciwnej ścianie wisiał portret bardzo ładnej ciemnowłosej dziewczynki i niewiele od  niej  starszego chłopca. A na tym portrecie to chyba jest pani! - skonstatowała  Adela i to pewnie  pani brat. Tak, to ja i mój brat, był straszliwie  nadąsany, bo musiał siedzieć grzecznie w jednym  miejscu kilka godzin. Całą wojnę te obrazy przetrwały w piwnicy i choć tu się  toczyły w czasie  powstania w 44 roku całkiem  zajadłe walki, to żadna bomba nas nie  dosięgła. Może dlatego, że w willi obok mieszkali Niemcy. Chuda, nieco  tyczkowata  kobieta przyniosła na tacy filiżanki i dzbanek herbaty, oraz kryształowy  koszyk pełen  malutkich  ciasteczek. Teresko,  nalej  nam  herbaty, bo ja to  zawsze coś rozleję obok, chociaż  ręce mi się jeszcze  nie trzęsą. A te  ciasteczka to takie na jeden łyk, Tereska je piecze  coraz  mniejsze, bo ja łakoma jestem. Tereska to  moja  bratowa, od śmierci mego  brata mieszka  ze mną. We dwie raźniej.

Pomyślicie pewnie  państwo, że jestem nienormalna, ale nie zaakceptowałam nigdy żony Kamila i bardzo się ucieszyłam, gdy Kamil poznał panią i zaczął mówić o rozwodzie i bardzo przeżyłam jego rozstanie z panią. Sporo mi o pani opowiadał a ja już w  wyobraźni widziałam was jako małżeństwo. Przepraszam, że o  tym mówię,  ale skoro pani tu przyjechała  z mężem, to zapewne pani mąż o  nim wie.  W ubiegłym roku, nie, dwa lata wcześniej, Kamil miał atak serca i wylądował w szpitalu, miał operację, ale wcale o siebie nie dbał. Nawet nie  wiem, czy na pewno brał przepisane  mu leki. No nic,  nie mówmy już o nim. Teresko, kochana, przynieś to pudełko, które  leży na  moim nocnym  stoliku.

Pani Adelko, a pani  rodzice  zaakceptowali pani męża? Adela roześmiała  się - u  mnie  rodzice na trzy tygodnie  przed  ślubem  dowiedzieli  się, że wychodzę  za mąż. Od szesnastego  roku życia  mieszkałam  z siostrą  mojej mamy a gdy skończyłam  18 lat to się do niej przemeldowałam. A ciocia zaanektowała  mego męża w stu  procentach. I żeby było zabawniej wyszła za mąż za mojego teścia. Obie panie słuchały opowieści Adeli z wielkim przejęciem. Ależ to naprawdę  chyba  rzadko spotykana  historia- stwierdziła bratowa. 

Podniosła  się z krzesła i poszła  do  sypialni pani  domu. Za chwilę  przyniosła  nieduże pudełko oklejone starannie elastyczną,  srebrną taśmą i podała je Adeli. Adela  spojrzała na nie i powiedziała- ulubiony sposób Kamila  na pakowanie - koniecznie elastyczna,  srebrna  taśma.  Potrząsnęła pudełkiem i powiedziała - pozwoli pani, że  zajrzę tam  dopiero w  domu? Podejrzewam, że tam są po prostu zdjęcia i to chyba ich  sporo. 

Ależ oczywiście, niemal chórem odpowiedziały obie  panie. Milczący dotąd  Emil  powiedział - a gdyby trzeba było paniom  w czymś pomóc to proszę  do nas  zatelefonować. Jestem  coś winien  Kamilowi - dzięki niemu  poznałem Adelę gdy już nie byli parą. 

Mój Boże - westchnęła matka  Kamila - są jednak jeszcze w tym kraju kulturalni ludzie! Ale nawet jeśli niczego  nie  będę potrzebowała to chętnie  bym  państwa  u siebie  zobaczyła.W kwadrans potem po wymienieniu wszelakich uprzejmości,  wracali  już do domu.

Matka Kamila była kiedyś bardzo ładną kobietą, piękny jest ten jej portret.  Myślę, że jest jej bardzo  ciężko bez niego. Trochę  się obawiałam tej  wizyty, ale już  się uspokoiłam. Nie  miałam pojęcia, że Kamil opowiadał swej matce o nas. On  chyba  naprawdę nie  kochał swojej żony. Tylko dlaczego się z nią ożenił?

Nie  wiesz? zdziwił się Emil - zapewne klasyk - zaszła w ciążę i trzeba  było albo usunąć  albo wziąć  ślub. Podobno usunięcie pierwszej  ciąży jest  wielce  szkodliwe, ale  kiedyś pewien położnik powiedział, że tak  samo niebezpieczne i  szkodliwe dla  kobiety jest każde usunięcie  ciąży, nieistotne jest czy to pierwsza czy piąta ciąża.   Niebezpieczne tak  samo jak każda interwencja  chirurgiczna, a  szkodliwe, bo następuje gwałtowne przemeblowanie hormonalne. Organizm już jest nastawiony na dziecko a  tu nagle dziecko  znika. Mnóstwo jest takich bredni wygłaszanych. Tak  samo jak  brednią jest to, że gdy kobieta  nie  urodzi  dziecka to na pewno  będzie  miała  raka piersi. A raka piersi mają i wieloródki i te które nigdy nie  rodziły. Jedna z sąsiadek w Milanówku, matka czwórki dzieci też miała raka piersi, jakoś jej  te  porody  przed rakiem  nie uchroniły.

Nie wiedziałam, że Kamil miał leczony  operacyjnie zawał  serca, nie  pochwalił mi się  tym gdy byłam w  sekretariacie. On był tak naprawdę  strasznie zestresowany  tym dyrektorowaniem i ten  awans  go wykończył a nie wiadomość, że się  pobieramy. A do tego miał kłopoty z synem, narzekał, że  musi dzień w dzień siedzieć  wieczorami  w domu, żeby smarkacza pilnować. Bo smarkacz już trenował dorosłość- palił, kilka  razy  się upił a na dodatek zaczynał ćpać. Musiało nie być  zabawnie  skoro nawet do psychologa poszedł. Bo zawsze  się  dziwił  tym, którzy wędrowali ze  swymi problemami  do psychologa. Bo jego  zdaniem on  sobie  sam  ze wszystkim  świetnie  radził. Żony nie kochał,  ale dzieci tak- w końcu to był jego produkt.

                                                               c.d.n.

środa, 1 czerwca 2022

Trudny wybór - 33

 Konrad absolutnie  nie chciał  przyjąć  pieniędzy  za  wspólne  zdjęcia Adeli i Emila, ale Adela  zagroziła, że w takim  razie nigdy więcej tu nie  wpadnie, choć  mieszka  niemal  tuż obok. Obejrzeli jeszcze serię  zdjęć dwojaczków, które teraz miały dwa lata a ich starszy brat 3 lata.  To tyś się ożenił zaraz po szkole- wydedukowała Adela. A twoją żonę  znam czy  nie? Chyba  znasz, to Baśka M. z równoległej klasy, była tam "przewodniczącą klasy", wiesz o kim mówię?  Wiem, wiem, pamiętam  ją -stwierdziła  Adela starając  się  zdusić  w sobie  pytanie co też Konrad dostrzegł w  owej Baśce, bo zdaniem  wielu osób była wielce  niemiłą  osobą- zarozumiałą nie wiadomo  z jakiego powodu. 

To ty biedaku  studiowałeś niańcząc dzieci- stwierdziła.  No nie, ja tylko studiowałem a dzieci  niańczyła  Basia i jej mama. A teraz od  rana do wieczora  jestem  w pracy, więc nadal Baśka i teściowa  się nimi  zajmują. Teściowa jest na wcześniejszej emeryturze, bo to nauczycielka z  zawodu, więc  stwierdziła, że  żłobek i przedszkole nie jest  miejscem odpowiednim  dla jej  wnuków.  A my  z teściem mamy  dzięki temu  święty  spokój, bo obaj pracujemy,  nie ingerując wzajemnie w to  co myślimy i robimy. No a teraz  na  co  dzień elektronika wyparła chemię w  zakładzie fotograficznym. Nie  mniej jeszcze  robię nieco zdjęć starymi technikami.

Adela wstała mówiąc - bardzo  się  cieszę, że mamy cię tu  za sąsiada. Ale teraz to już musimy iść,  wpadliśmy tu w drodze z pracy do  domu. Wpadajcie tu państwo  czasem, nawet gdy  nie  będziecie potrzebować  zdjęć - miło zobaczyć kogoś,  z kim się przez  cztery  lata umierało ze strachu  przed niektórymi klasówkami - powiedział Konrad, odstawiając ich licealne   pożegnanie, czyli "niedźwiedzia" z Adelą i Emilem.

Idąc do  samochodu Adela powiedziała-  coś jest  w tym porzekadle, że góra  z góra  się nie  spotka,  a człowiek  z człowiekiem  zawsze. Głos po mutacji nic  mu się nie zmienił, ale mijając go na ulicy to bym go  nie poznała. To był jeden z milszych kolegów, nigdy  nie przeklinał i dobrze  się uczył. I zawsze  wyglądał jakby przed  momentem wytarł głowę ręcznikiem i nie skorzystał potem  z grzebienia. Mam wrażenie, że mu każdy  włos na  głowie  rośnie pod innym kątem.  On  zawsze mówił na mnie  Adelajda, bo mi powiedział, że  Adela to brzmi jak  "szpadela", a Adelajda to bardziej romantycznie  brzmi. No i w końcu  musiałam reagować na Adelę, Adelajdę i Adę. A najzabawniejsze, że to są tak naprawdę trzy  zupełnie  różne imiona. 

I będziesz do niego wpadała?- zapytał Emil. Sama na pewno nie. Poza tym  nie sądzę, żeby mi więcej  zdjęć  było potrzebnych. A wspólnych tematów do rozmów  szybko by nam  zabrakło. Mnie naprawdę nie interesuje  ani jego Basia  ani jego  dzieci.  Mnie na  razie jeszcze  żadne dzieci nie interesują, nie ma we mnie  ani cienia instynktu  macierzyńskiego.  Jestem  samolubna, chcę  mieć  ciebie tylko i  wyłącznie  dla siebie a nie  dzielić  się tobą  z dzieckiem.  Dziecko powinno być czymś wymarzonym, bardzo  chcianym. 

A to się świetnie  składa - stwierdził z pełną powagą Emil- odczuwam to samo co ty, na razie jeszcze nie pragnę dziecka, też  jestem samolubny, nie  chcę się tobą  z kimś  dzielić, nawet z naszym  dzieckiem. Jeszcze poczekajmy aż  zatęsknimy za dzieckiem. I nim  się  zdecydujemy to musisz  być dobrze i dość wszechstronnie przebadana, żeby  nie było tak jak  z naszymi  matkami.

Wpisałaś się na jutro do książki wyjść? Tak, wpisałam. No to świetnie, to weź teraz z mojego portfela dowód  rejestracyjny  samochodu. Nie  wiem dlaczego nie wydają tego w  dwóch  egzemplarzach,  skoro samochód jest  zapisany  na dwóch właścicieli. Zawsze  mnie  zadziwia  jakiś niedowład umysłowy ludzi rządzących.

Rano Adela  chciała podwieźć Emila do autokaru, ale ten stwierdził, że to nonsens, bo  wsiądzie  w pospieszny  autobus i pojedzie  nim do śródmiejskiego przystanku autokaru albo wręcz pojedzie podmiejskim pociągiem, bo dla niego spacer od  stacji do biura to przysłowiowe  "małe piwko", a deszczu na  następny  dzień  nie przewidują.

Adela złożyła swe dokumenty w tempie zaiste ekspresowym, była trzecia  w kolejce. Do pracy dojechała tuż po  godzinie 11,00. Panowie  strażnicy zrobili  "wielkie oczy", Adela  zajechała na parking i poszła  do "biurowca". Pokój  był zamknięty, więc poszła  do sekretariatu, bo Emil z reguły tam zostawiał klucz gdy opuszczał pokój a nie było w  nim  Adeli. Klucz  był,  a  sekretarka poinformowała ją, że Emil jest  w gabinecie  naczelnego. To fajnie - stwierdziła Adela,  wzięła  klucz i pomaszerowała do ich  pokoju. Zrobiła  sobie  kawę, wyciągnęła przygotowane  poprzedniego dnia  czasopisma , które miała przejrzeć i  zagłębiła  się w lekturze robiąc w trakcie  czytania  notatki. W godzinę później wrócił  do pokoju Emil.

Ucałował Maleństwo, zapytał czy długo czekała na  złożenie dokumentów, zrobił sobie kawę a gdy usiadł powiedział- zaczyna  być  ciekawie, "cudny" chce  pozbyć  się technicznego. To  mnie  akurat  nie  dziwi, stwierdziła  Adela, Kamil twierdził, że większego bufona i głąba to on jeszcze nie widział. Ale nie zdążył się go pozbyć, bo  za krótko tu pracował.

Naczelny jest  mną  baaardzo rozczarowany bo  zaproponował mi wstąpienie  do jedynej słusznej partii, a ja powiedziałem, że nie jestem  zwolennikiem żadnej partii,  tak jak nie jestem zwolennikiem któregokolwiek kościoła  czy też  religii. A zaproponował mi to dlatego, że chce  moją kandydaturę zgłosić na  stanowisko technicznego. Bardzo był  zdziwiony, że zupełnie  nie jestem zainteresowany takim   awansem. Oczywiście przynależność do partii byłaby wtedy bardzo pożądana. Bo zawsze tak było zawsze i wszędzie, że na stanowiskach  muszą być ludzie zaufani. Tak jest  zresztą na całym świecie, tylko się o  tym głośno  nie mówi.  Tłumaczyłem  mu, że ja nigdy do żadnej organizacji nie  należałem, ani do harcerstwa ani nawet  do motoklubu- czuję po  prostu organiczny  wstręt  do  wszelkich takich  struktur zrzeszających  ludzi wzajemnej  adoracji. Być może, że coś przez  to tracę, ale generalnie  nie jest  mi z  tym  źle. Poza tym powiedziałem, że wtedy nie  moglibyśmy pracować ty i ja w jednej firmie, a tego właśnie  chcemy. Stwierdził, że to się nam  znudzi, bo bycie  ciągle razem zawsze  w pewnej  chwili  się  znudzi każdej parze. 

Powiedziałem mu jeszcze, że ja  na pewno pomogę mu w pozbyciu  się naszego kiepskiego technicznego, ale niech moją kandydaturę sobie odpuści, bo  mnie się taki  awans nie marzy- nie lubię rządzić  ludźmi, nie mam do tego predyspozycji. A poza tym nie miałby rzecznika  patentowego bo ty jesteś dopiero co po aplikacji i jeszcze kilka  miesięcy, może nawet rok  minie  nim będziesz mogła pracować  samodzielnie, zwłaszcza, że nie masz wyszkolenia  zawodowego w  elektrotechnice, a tu jest ono niezbędne.  Bo jesteś co prawda  świetna  w kwestiach  praw własnościowych, ale jeszcze istnieją tu kwestie techniczne. A ja nie za bardzo  mogę sobie wyobrazić  pracy jako dyrektor  techniczny jednocześnie wspomagający ciebie w sprawach  patentowych. I na koniec  wyjaśniłem mu twój udział w projekcie tej paskudnej lampki. Na razie po prostu posiedzimy tu i  zaczekamy  spokojnie na rozwój sytuacji. Nikomu tu  nie przeszkadza, że pracujemy razem, podwyżkę wynagrodzenia  dostaniesz dlatego, bo zrobiłaś stopień  rzecznika i to ci się po prostu  z przepisów należy,  a nie dlatego, że jesteś  moją żoną. I każdy o tym  wie.  

Jest jeszcze  jedna opcja - już mi kilka  razy to proponowano - praca  w naszym Urzędzie Patentowym. Kokosów tam nie ma, ale nam   akurat  na kokosach nie  zależy, poza tym mamy dobry  dojazd, mają parking, otoczenie też przyzwoite, Park Mokotowski po drugiej  stronie ulicy i Biblioteka Narodowa , Stodoła i SGH po tej  samej  stronie ulicy co  Urząd- żyć  nie umierać. Jeśli nawet  nie będziemy w jednym  pokoju to przynajmniej  w jednym budynku. W każdym  razie  wydaje  mi się to pewniejsze od pracy z Arkadiuszem. Kilka lat wcześniej  to nie chciałem tam iść, potem  zaliczyłem kilka  nieciekawych  miejsc i  w końcu wyjechałem.

No to rozejrzyj się w Urzędzie - stwierdziła  Adela. Zaoszczędzimy  na paliwie. Bo masz rację - mogę  zawsze bez problemu dać  sobie  radę od strony prawnej, ale mogę  nie wychwycić niektórych niuansów technicznych robiąc rozeznanie  patentowe.  I chyba byśmy się  wynieśli  dopiero po urlopie,  bo nie wiadomo  czy  przyjęto  by nas  z niewykorzystanymi urlopami. Tylko nie mów  "cudnemu" dokąd  mamy  zamiar  się przenieść,  nie  musi  wszak  wiedzieć.  

To jasne, że nic  mu  nie powiem, niech ma złudzenie, że przechodzimy  do kancelarii prawnej. Wiesz  Maleństwo, nie bardzo mi się ten "cudny" podoba. Nie  wiem  czemu,  ale  facet  nie  budzi mego pełnego  zaufania. Kamil jako dyrektor o  wiele  bardziej mi odpowiadał.  Nie miałem nigdy nawet cienia  wątpliwości że jest  szczery.  Pomijam  już fakt, że dzięki niemu  poznałem   ciebie. 

Adela  roześmiała  się - pomiń, pomiń . A wiesz, on  wtedy  bardziej  zadbał o  mnie  niż o ciebie. Wręcz mi powiedział, że jeśli mi się nie  spodobasz po naszej pierwszej  służbowej  rozmowie to trafię do planowania.  No ale mi się spodobałeś jako  mój przyszły  szef.  Dobrze  zareklamowałeś to  co  będę mogła  robić.  Ciekawe czy gdyby  wtedy  przewidział, że się w  sobie   zakochamy to też by  mnie u ciebie umieścił. Pewnie tak,  bo on   nie miał natury psa  ogrodnika.  I dobrze  wiedział, że moje "nie" znaczy tylko i wyłącznie "nie"   a nie  może jednak?"

Wiesz Maleństwo, jestem  pewny, Kamil cię naprawdę  kochał nawet gdy  już nie byliście  razem, bo mało który facet potrafi  się odnaleźć  po zerwaniu  jako prawdziwy  przyjaciel.  Mógłby zaśpiewać  ci stare tango "y  todavia te quiero", czyli   "i nadal cię kocham". Nie  mógłby, nie  miał  za pięć  groszy talentu  do  śpiewania, musiałby kogoś  do tego  zatrudnić - stwierdziła  Adela. Zaczynasz mnie uczyć hiszpańskiego?  Zwrot  "te quiero" znam i wiem, że  "corazon" znaczy   serce. 

Emil roześmiał  się - no to podstawowe słownictwo już  znasz, mi carinito! Odpowiada ci kochanie taka  nauka  języka obcego? Tak i chciałabym  zawsze, do końca  swych dni  słyszeć od  ciebie "te  quiero!"

A wiesz Maleństwo - jeszcze żadnej  kobiecie, poza  tobą, nie powiedziałem "te quiero", ani w Polsce ani w Meksyku. Bo to bardzo  ważne  słowa, które mówi się tylko wtedy, gdy jest to prawda. Jesteś moją pierwszą, prawdziwą  miłością, moją dziewczyną  ze snów. Może to brzmi  dziwnie w ustach niemal trzydziestosześciolatka, który  nie trwał w celibacie, ale do pewnych rzeczy wcale nie  jest potrzebne prawdziwe uczucie, wystarczy zwykłe pożądanie. Siedziałaś na wprost mnie a ja teoretycznie   zaczytany w tym co mam przed  sobą rozłożone zastanawiałem  się czy ci jest  wygodnie, czy w pokoju nie jest zbyt  zimno lub  może  za ciepło dla ciebie i rozmyślałem  nad  tym jak cię chronić przed wszystkimi i nawet przede  mną. Nie byłem  nigdy  nieśmiałym facetem a nagle nie potrafiłem  się  ciebie   zapytać  wprost czy masz kogoś,  czy jesteś  w jakimś  związku. Zrobiłem to  w końcu, nieco  pokrętnie,  a potem  bałem się tego co  mogę  usłyszeć. A potem byłem niemal  nieprzytomny ze szczęścia. Po prostu kocham  cię, jesteś dla  mnie najważniejsza, jesteś tym co mnie  prowadzi w życiu, wręcz  motywuje do wielu rzeczy.

                                                                    c.d.n.



wtorek, 31 maja 2022

Trudny wybór - 32

No to mamy o czym myśleć i  dyskutować - stwierdził  w domu Emil. A powiedz  mi Maleństwo co i  komu ty powiedziałaś u konstruktorów. Adela wzruszyła  ramionami- czort wie co i komu  powiedziałam,  w ogóle  nie przypominam  sobie tego. Jeśli tam  bywam  raz na dwa  miesiące to góra. Coś  się  chyba "cudnemu" pokićkało. 

Nie lubię tam  chodzić, bo im  się  wydaje, że do dobrego tonu należy coś jakby podryw bez zobowiązań. A ja  wszystkie  komplementy od  facetów w pracy traktuję wrogo, to nie grill u cioci ani herbatka  z tańcami, guzik  komu do tego jak  wyglądam. Może  wzięło się to  z tego, że byłam przez  kilka lat sekretarką, a dobra  sekretarka musi umieć zachować  dystans do płci  przeciwnej. Gdy idę  z kimś na kawę to nie przeszkadza mi, że powie że ładnie  tego  dnia  wyglądam, ale  w pracy takie odzywki są w  moim odczuciu nie na miejscu. Tam od  niedawna jest  wielu chłopaków zaraz po studiach, bardzo dużo nowych przyjęli, a są mniej więcej w moim wieku. Z tego co wiem to Kamil ich przyjmował, bo poprzednik Kamila podpisał umowę  patronacką z Politechniką.  

I podejrzewam, że "cudny" miał na myśli to, że powiedziałam żeby zrobili cały korpus jakiejś lampki, której nawet na oczy  nie  widziałam,  z tworzywa  sztucznego lub  z drewna to im  się coś tam  nie będzie  nagrzewać i nie będą  musieli kombinować jak ominąć rozwiązanie stosowane  przez innych. A wpadło mi to na myśl bo widziałam kiedyś w Zakopanem cały korpus  nocnej lampki wykonany  z drewna, nawet  abażur był z płytek  drewnianych  grubości kartki papieru i bardzo mi się ta  lampka  podobała,  ale kosztowała  majątek. Nigdy  nie podejrzewałam, że można drewno podzielić na  tak cieniutkie płaty.

No to  jesteśmy   w domu- teraz  wiem dlaczego dali do wykonania cały korpus takiego małego  szkaradzieństwa typu  lampka - grzybek z tworzywa- stwierdził Emil. Jak na to wpadłaś? Wcale  nie  wpadłam, tylko  się strasznie kłócili o metodę uniknięcia opatentowanego rozwiązania a mnie  się  spieszyło, więc im przerwałam mówiąc, że lampka  z drewna lub odpowiedniego tworzywa by się nie nagrzewała. Ale  nie wiem  do  dziś co im  się nagrzewało. I wtedy mnie  zauważyli, bo przedtem to stałam w drzwiach i  się im przyglądałam mając nadzieję, że  może  zaczną się  bić. 

A gdzie był wtedy Michał, ich  kierownik? Nie mam pojęcia, ja  miałam romans do Henryka, jednego z tych stażystów. Bo on  robił jeden  z opisów, którego  nie mogłam pojąć i  musiałam  się  dowiedzieć  "co poeta  miał na myśli?"  Ten opis tak wyglądał jak tłumaczenie Googla z któregokolwiek języka  na polski. A przecież  studiował w Polsce, a nawet w Warszawie, a nie gdzieś  w świecie.

Emil  się śmiał - no popatrz, w wyobraźni naczelnego jesteś niemal wynalazcą. Na razie to Arkadiusz szuka nadal  lokalu, co  wcale nie jest proste. Już  chociażby  "pożenić " ze sobą trzy główne  sprawy - ma być duże, wielopokojowe, nie do generalnego  remontu, najlepiej parter lub pierwsze piętro no i  w dobrej cenie. Nie wiem co ty o  tym  sądzisz- siedźmy na  razie  tu, nim  Arkadiusz znajdzie to czego  szuka to może i pół roku upłynąć. I tak sobie pomyślałem, że może na  razie niech tata wejdzie  z nim  do spółki, bo  wtedy nie  będzie  mógł  nas  nie przyjąć  do pracy .  A jak  się  coś poślizgnie  finansowo, to będę  ojca  ratował tą forsą, co mam na domek w Hiszpanii,  a którego ty nie chcesz. Ty Maleństwo właściwie  masz rację, że ktoś musiałby się nim  zajmować tam i że pod względem  finansowym  to nam  się bardziej opłaca lecieć rok  w rok do tej Hiszpanii niż inwestować w domek. Po prostu  czasem brakuje  mi języka  hiszpańskiego. 

No to mógłbyś mnie uczyć  hiszpańskiego, ty masz talent do pedagogiki. A może brakuje  ci nie tyle języka hiszpańskiego co Meksyku i tego co tam  było?

Nie kochanie,  nie brakuje mi Meksyku ani kogokolwiek stamtąd. I dobrze, będę cię uczył hiszpańskiego tak, jak  dzieci uczy  się mówić. Nie będzie gramatyki, odmiany itp. A w czerwcu, w pierwszej połowie pojedziemy z rodzicami na dwa dni do Zurichu a stamtąd do Burgerlandu nad Jezioro Nezyderskie. To jezioro graniczy z Węgrami, jest na terenie Parku Narodowego, ma ciepłą  wodę, "piękne plaże" zdaniem  folderów i jest fantastycznie płyciutkie. W najgłębszym miejscu woda ma niewiele ponad  metr głębokości. Ci  co byli to głównie  się  zachwycali tym, że jest bardzo ciepłe a woda taka czysta, że można ją pić wprost z jeziora.  Co prawda pomyślałem sobie, że może to i prawda,  ale raczej  przed  sezonem  a nie wtedy gdy Węgrzy , Austriacy i inne pobliskie  kraje moczą się  w tym  samym  czasie  w jeziorze. Będziemy mogli uprawiać wind surfing i pławić  się  całymi  dniami  w  wodzie. A pomieszkamy w Rust. W pierwszej  połowie  czerwca to jeszcze  się  załapiemy na jakiś pensjonat. Mam taką   nadzieję. Ceny jak  w Nałęczowie, tylko odnowy  biologicznej  nie będzie.

A jeśli się nie uda to  po prostu pobędziemy w Austrii na zasadzie wędrowania w stronę  Polski z noclegami. Na początku  czerwca jeszcze  nie będzie  dużo ludzi. I sądzę, że  pojedziemy jednym  samochodem. I co  tym myślisz?  Adela przytuliła się do niego mówiąc - mnie jest  wszystko jedno dokąd  pojedziemy, byleby razem. No i żeby Helena i  tata  za bardzo  się podróżowaniem nie  zmęczyli.  

No więc  dlatego  pojedziemy jednym   samochodem , ja i  ty na zmiany za  kierownicą, noclegi w motelach lub małych   hotelach. A jak  się nam gdzieś po  drodze  bardziej  spodoba to tam  zostaniemy  dłużej. Zgadzasz  się? No jasne, że się  zgadzam. A po co jedziemy do Zurichu? Och, drobiazg, musimy po prostu  złożyć kilka podpisów. No i  trzeba szybko wysłać ojca i  mamę by wyrobili sobie paszporty. Ojej, ja też muszę  sobie  wyrobić  nowy paszport! Dowód  zmieniłam  a o paszporcie  zapomniałam! To ja  w takim  razie  jutro pod  szyldem Urzędu Patentowego wpadnę złożyć  wniosek o  zmianę paszportu.

Najgorsze, że muszę  wpierw wpaść w tym układzie  do fotografa. Na KEN-u jest  fotograf u którego zdjęcie odbierasz po 10 minutach. To  w tym układzie jutro po pracy  wpadnę do fotografa, a pojutrze  do Biura  Paszportów. Wiesz,  mam dylemat językowy - ulica ma  w skrócie  nazwę KEN i wciąż nie  wiem  czy mówić na KEN-u czy na  KEN-ie. Bo jak  zauważyłam  głównie mówią  "na  KENu". I jedna i druga  forma nie jest poprawna - tak  mi się zdaje,  ale  z kolei  mówić za każdym  razem  pełną , trójwyrazową   nazwę to się nikomu nie chce. Ale można  by też mówić że coś jest na  ulicy KEN, To "na KENu" to taki skrót myślowy, jakby. Żargon Ursynowiaków  powstaje.

No, to w takim  razie jutro po pracy podjedziemy  do fotografa a na pojutrze  wpiszesz  sobie Urząd i rano  pojedziesz   wpierw złożyć  dokumenty  na paszport i przyjedziesz do pracy potem. Zostawię ci samochód, żebyś  miała czym  dojechać. A ja  pojutrze  rano pojadę  autokarem. A wiesz, że do paszportów to mamy  zaledwie jeden przystanek  autobusowy? Już czynny jest nasz ursynowski  Ratusz. Jeden przystanek w stronę Powsina i ze 150 metrów per pedes. Parking mają nawet  całkiem  duży, więc  jedź  samochodem.

Następnego  dnia przed  wyjściem  z pracy Adela  spędziła kilkanaście  minut przed lustrem, które ukryte  było w bibliotece za regałami, w pomieszczeniu do którego  wchodziły  tylko panie  bibliotekarki. Nawet  lakier do  włosów  miały, więc  Adela  była uczesana "jak należy".

Na owej ulicy KEN, budzącej tak wielkie wątpliwości językowe Adeli, udało się zaparkować nieomal tuż koło fotografa. Oczywiście Emil wysiadł razem  z nią, przecież nie mogła biedaczka iść  sama w tak deprymującej  ją sprawie  jak zdjęcie  do paszportu. Gdy  weszli nikogo w lokalu nie było, dobiegł ich  tylko męski głos- "proszę chwileczkę  spocząć, zaraz będę". Adela stwierdziła, że skądś ten  głos zna, ale  nie mogła  sobie  przypomnieć  skąd. W pięć minut później już wiedziała - to był głos jej kolegi    jeszcze  z liceum. I faktycznie z zaplecze wszedł Konrad - tak samo kudłaty jak w  szkole, a do tego dochodziła nawet starannie  przycięta  broda. Konrad przyglądał  się kilkanaście  sekund Adeli, wreszcie  wystękał- "o Jesu, Adelajda!"  Adela pokiwała głową- no właśnie, ja. A ty co tu  robisz?- spytała  się niezbyt  mądrze. No pracuję, to zakład mojego teścia. 

Adela oprzytomniała i powiedziała do Emila- kochanie, to jest Konrad, chodziliśmy razem  do liceum. Panowie uścisnęli wzajemnie swe prawice, a Emil powiedział- a ja jestem mężem Adeli. Konrad roześmiał  się - no nie mogę,  a  miała  nie wychodzić nigdy za mąż! Widać  zmieniła  zdanie - stwierdził Emil.  

To czym  mogę  państwu służyć? - Konrad  przypomniał sobie, że jest  w pracy.  Potrzebuję  zdjęcie  do paszportu - zakomunikowała  Adela. I najlepiej  gdybym je  mogła odebrać od razu,  muszę je  rano złożyć w paszportowym. 

Nie ma problemu, mamy  wspaniały Polaroid. Tylko się nie uśmiechaj, teraz  do zdjęć paszportowych i tych do  dowodu osobistego  nie wolno. Masz być poważna, wyobraź sobie, że masz za chwilę klasówkę z matematyki.  Poustawiał oświetlenie i powiedział - Adelajda, patrz prosto w obiektyw, te do paszportu są koszmarne, zupełnie  jakby się fotografowało nieboszczyka , któremu nikt oczu nie  zamknął.

W chwilę potem zdjęcie  było gotowe. A może ja bym teraz państwu zrobił jakieś wspólne zdjęcie? Ja wiem, że Adelajda nie lubi się fotografować, ale może jednak?  Adelajda,  masz grzebień? No mam,  a po co ci?  Usiądź jeszcze na moment i nie protestuj. Adela podała mu grzebień, a Konrad  niczym rasowy  fryzjer w dwie  minuty  zmienił jej uczesanie mówiąc- tak się powinnaś czesać, to zgodne  z twoimi  rysami.  To co, usiądzie pan koło żony na tym  wysokim  taborecie, dobrze? Adelajda, przypomnij sobie gdy wszyscy zwiewaliśmy  z lekcji albo gdy był dzień kobiet w Bazyliszku.

Emil,  rozbawiony  całą  sytuacją usiadł obok Adeli i ją objął, a Adela  jak  zawsze  w takiej  chwili uśmiechnęła  się i Konrad  zrobił zdjęcie. Potem  jeszcze  chwilę rozmawiali, Emil  cały  czas trzymał Adelę a Konrad strzelał zdjęcia. 

Potem pokazał je obojgu. To tylko polaroid,  ale bardzo dobrej  jakości, a te zdjęcia  są  zupełnie nie pozowane. Adelajdzie  nie można robić  zdjęć pozowanych bo ma jakiś uraz do zdjęć, ale gdy na chwilę o  nim  zapomni to przecież  wygląda świetnie! I przeczesz włosy z prawej na lewą, tak ładniej  wyglądasz.

A gdzie teraz  mieszkasz?  Na Ursynowie, na tyłach Jastrzębowskiego, rzut beretem  stąd. A co robisz, to znaczy co skończyłaś? Prawo. Mam  magisterium z prawa i zrobiłam  aplikację na rzecznika patentowego. Czekam na wynik egzaminu. Konrad gwizdnął - dobra  jesteś. Konrad  wyciągnął z kieszeni swoją wizytówkę.  Ojej - to ty chemię skończyłeś? No to co tu robisz? Zarabiam  na życie,  z tej chemii nie wyciągnę tyle co tu. A tak to mamy podział zajęć- żona z dziećmi siedzi  w domu, teściowie jej  w tym pomagają a ja mam święty spokój. Robię też sesje ślubne. 

A dużo masz tych dzieci?  Trochę dużo- troje. Zachciało mi się  córeczki i urodziło  się dwóch chłopaków, bliźniacy, zamiast dziewczynki. No i mamy trzech chłopców.

                                                                          c.d.n.

niedziela, 29 maja 2022

Trudny wybór- 31

 W drodze  do  domu Emil  stwierdził, że  zaczął wierzyć w środki  farmakologiczne, bo  nie  da się ukryć, że te  zastrzyki, które lekarka  przepisała Adeli bardzo  jej pomogły. No tak, pomogły - potwierdziła  Adela,  ale do  dziś mnie bolą miejsca,  w które  można  się  wkłuwać, bo  duże one nie są, a te zastrzyki były bardzo bolesne, bo to jakaś oleista  mikstura  była. Wiem  tylko,  że na pewno była tam witamina B1  oraz  B complex. To były jakieś "kompozycje", ale  fakt, pomogły  mi bardzo. Zostawiłam  sobie ostatnią  pustą   fiolkę, żeby ewentualnie powtórzyć taką  kurację gdy  znowu  będę kłębkiem nerwów  a nie  sobą.

I wiesz co? Za chwilę będziemy w domu i....zastosujemy  kolejny lek, domiejscowy, zwany łóżkoterapią. A skąd wiedziałeś, że jestem obolała? 

Skarbie, przecież  mam oczy, widziałem jak ostrożnie  siadasz i jak się krzywisz gdy musisz uruchomić  mięśnie pośladków. I dlatego  ci pomagałem  zakładać  botki i wprowadziłem post w konsumpcji związku. Ogromnie podoba  mi  się nazwa "konsumpcja  związku",  a tobie? No fakt, to nawet dość logiczna  analogia - zgodziła  się Adela. Ale ja już też mam dość postu, ogromnie  się  stęskniłam  za tobą - zupełnie tak, jakbyś był nie wiadomo  jak  daleko ode mnie.

Z parkingu szli do  domu mocno przytuleni. W domu Adela powiedziała - zadzwoń do taty, powiedz, że już wróciliśmy i że się później do  nich odezwiemy. Wiem, że oni oboje też  się o mnie  martwili, choć cały  czas przekonywali mnie, że na 100 procent  będzie  wszystko  dobrze.

Do rodziców odezwali  się około godziny osiemnastej, po pieszczotach i drzemce. Miejsca po zastrzykach zostały w ramach "rehabilitacji" wycałowane  a potem bardzo  delikatnie   wymasowane z pomocą  specjalnego olejku do masażu ciała skomponowanego przez jakiegoś "ojca Grzegorza", którego podobizna była na etykietce. Ów ojciec  Grzegorz  był przyodziany w  barchanowy brązowy  habit z kapturem i Adela  nawet przez  moment  zastanawiała się, czy użycie  tego olejku do  masażu pośladków nie  będzie  jakąś profanacją,  ale  w końcu  skonstatowała, że wszak  pośladki to też  dzieło tego samego twórcy co reszta   ciała. A co  się przy okazji pośmieli to przy  nich  pozostało.

U rodziców Emila  czekały na Adelę piękne storczyki w doniczce, a do  nich  była  dołączona  broszurka informująca  jak  z nimi postępować. Jak  powiedziała  Helena-  wybraliśmy te, bo są w kolorze, w którym  ci do twarzy, a poza tym jest to odmiana  najłatwiejsza do dalszej  hodowli. I nie musisz ich codziennie podlewać.  Wiem, że zawsze o tym zapominasz, więc tu masz kalendarz do  kuchni i  w nim zaznaczone  dni, w których  masz kwiatek podlać. Zaznaczyłam je w całym kalendarzu kolorem zbliżonym do koloru storczyków. 

A dziś na obiado - kolację są placki ziemniaczane - kupiliśmy sobie blender z różnymi wymiennymi duperelami i zamiast  trzeć kartofle  na tarce wrzuciliśmy  je do blendera. Kolosalna  wygoda! - choć  cena niewiele  niższa od  ceny małego fiata - poinformowała  rodzinę  Helena. Adela popatrzyła na talerze całej  czwórki - ojciec   miał placki posypane  cukrem brzozowym, Helena posmarowane  śmietaną i posypane drobniutko  posiekanym  koperkiem, Emil posmarował je dżemem śliwkowo - czekoladowym wzmocnionym cynamonem i  curry a Adela nałożyła  sobie  chatney własnej, domowej roboty.  I wszyscy zgodnie  stwierdzili, że  placki kartoflane są pyszne. 

A  zauważyliście, że każdy  z nas je  te placki  z  zupełnie innymi dodatkami? - to prawie  tak, jakbyśmy mieli  kanapki z tego  samego  chleba, tylko każdy z nas czym innym obłożone -  powiedziała Adela. Helena  rozejrzała  się po talerzach i  stwierdziła - no tak  ale jakby na to nie  spojrzeć to łączą nas placki kartoflane.  

A tak naprawdę to łączą nas  wcale nie placki tylko  miłość- nawet  nie umiem powiedzieć jak  ogromnie  was  wszystkich  kocham i jak bardzo jestem  wdzięczna losowi, że jestem  z wami i że ze mną wytrzymujecie i  zawsze mnie  we  wszystkim  wspieracie powiedziała  Adela  nieco łamiącym  się głosem.  

Maleństwo kochane, nie  dodawaj soli do  chatneya, bo  ci placek  przestanie  smakować! Twoje  łezki zawsze są słone!  Przecież my wszyscy  też cię kochamy i dlatego jesteśmy  z tobą! - stwierdził Emil. No właśnie - poparł go ojciec - po prostu  wszyscy się  kochamy i niech tak  będzie  zawsze!

Około godziny  21,00 Emil  zabrał do  domu  swoje  Maleństwo dzierżące w ręce  termo torbę w której była  doniczka  ze storczykiem i kalendarz z niektórymi  kartkami w różowo-fioletowym kolorze.

W pracy Adela  musiała kilka  razy opowiedzieć jak wyglądał ten  egzamin. Emil  się śmiał, że może powinna zwołać zebranie i wszystkim  za jednym  zamachem  wszystko opowiedzieć.  Adela  nie mogła  się nadziwić, że osoby, które ledwo znała z widzenia dopytują  się jak  jej poszedł egzamin. Około południa  upewniła  się  telefonicznie  czy jest lekarka i powędrowała do  niej. Podziękowała jej  za te przepisane leki, bo stwierdziła, że wiedza o  tym,że  faktycznie  one pomagają na pewno dla każdej normalnej lekarki ma  znaczenie,  tym bardziej, że  zapisując je nie ukrywała, że Adela jest  pierwszą pacjentką, której te zastrzyki  zapisuje. I rzeczywiście   lekarka  była bardzo zadowolona  z tego, że Adela się pokazała po tej  kuracji.

Około godziny 15,00 drzwi  ich pokoju otworzyły  się  i wszedł  "cudny" naczelny. Pani  Adelo - no i jak tam było na egzaminie?  A zrobić panu kawę, panie  dyrektorze? - odpowiedziała  Adela pytaniem.  Tak, jeżeli i państwo będziecie  pili. Emil  wziął  się  za robienie  kawy, a Adela opowiedziała  ze szczegółami jak  wyglądał ten egzamin i co pisała. Wyników jeszcze  nie zna, mają ją  zawiadomić listownie. 

A ja przyszedłem z propozycją byście jednak państwo nie przechodzili do tej kancelarii, jeżeli to  jest kancelaria, która dotychczas nie  miała rzeczników. Bo są w Warszawie od bardzo  dawna dwie kancelarie tak zwane patentowe, ale zakłady produkcyjne i instytuty, które stać na utrzymanie  rzecznika patentowego mają jednak własnych   rzeczników i nie chcą  się ich pozbyć. I powiem szczerze - ja wcale nie chcę byście państwo odeszli. Pani od przyszłego miesiąca dostanie wynagrodzenie tylko nieco  niższe od  obecnego wynagrodzenia pani męża. Doceniam w pełni waszą pracę i to, że trzymacie państwo rękę  na pulsie  wszystkich nowinek w  naszej  branży. Podejrzewam, że nieco państwu dokucza  nasza  lokalizacja,  ale za dwa  miesiące powinniśmy otrzymać nowiutki autokar a więc i  dojazdy będą lżejsze. Poza tym przed  nikim nie  musicie  się tłumaczyć dokąd i po  co się  udajecie. 

Wiem, że kuszą nowych rzeczników wyliczeniem, że w kancelarii rzecznik może  zarobić 10 tys złotych  miesięcznie, ale postudiowałem dokładnie  wyceny poszczególnych usług i jakoś  mi tak  wychodzi, że wtedy każdy rzecznik musiałby prowadzić jednocześnie około dziesięciu klientów, co jakoś wydaje  mi  się mało realne. Poza  tym zupełnie  nie  mogę  zrozumieć,  dlaczego rzecznik, który jest  magistrem  prawa nie  może podejmować działań  cywilno  prawnych  nie związanych z działaniami rzecznika.  A pani to rozumie, pani Adelo? Adela pokręciła  przecząco głową- też tego nie pojmuję, że jeżeli raz załatwię coś co jest  zgodne  z moim  kierunkiem wykształcenia  to stracę prawo do bycia  rzecznikiem. Ale   z dziką  przyjemnością  zapytam  się o  to znajomego prawnika- może on  wie. Nie  zastanawiałam  się  zbytnio nad  tym, bo  miałam ten egzamin na głowie.

No i jeszcze  coś - dyrektor  nadal siedział,  choć już była 15,30 - konstruktorzy  mi powiedzieli, że pani Adela  bardzo  dobrze  się orientuje w kwestii sprzętu elektrotechnicznego, co według  mnie też jest cenne i nawet, choć zapewne o tym nie wie, podpowiedziała jednemu  z konstruktorów coś,  co  pozwoliło mu ominąć cudzy patent.  Naprawdę? - zdziwiła się  Adela- ja do konstruktorów bardzo  rzadko  zaglądam i nawet ich nie  rozróżniam z imienia i nazwiska- dla mnie tworzą swoistą  całość- konstruktorzy. A co  do orientowania  się w elektrotechnice - nie latamy już na zwykłych miotłach mamy teraz miotły elektryczne. Myślę, że wszyscy teraz jesteśmy  zmuszeni do jakiejś  wiedzy  w tym  zakresie. 

Naczelny uśmiechnął  się- jeżeli nie jesteście  dziś państwo samochodem to was odwiozę, trochę  się rozgadałem, za co przepraszam. A pani mam jeszcze przekazać pozdrowienia od dyrektora, którego była pani asystentką. Do dziś nie może odżałować, że pani  odeszła. I już wiem co się  w pani  wyglądzie zmieniło - kolor  włosów! Adela  roześmiała  się - u kobiet kolor  włosów to rzecz  nabyta, można  zmieniać nawet co tydzień! Już nawet  nie pamiętam jaki  wtedy  miałam.

No to kończymy na dziś i bardzo  proszę- przemyślcie państwo to o czym rozmawialiśmy. Naprawdę  nie chcę  was  stracić! I jeszcze  coś - zostaliśmy wiodącym ośrodkiem rozwojowo- badawczym w naszej branży dla całej  Polski.

W drodze  do domu Adela  stwierdziła, że ona ma podobne obawy jeśli idzie o te  nowe kancelarie  rzecznikowskie bo też przeglądała te  wyceny i ma  spore  wątpliwości  czy kancelaria się  sprawdzi. Bo jeśli się  prawnicy  tropną, że  zarabiają przez jakiś  czas głównie oni na utrzymanie dla  wszystkich to się  to z hukiem  rozleci. Trzeba  będzie  się przepytać Arkadiusza jak on  to widzi. Ale  nie mam  żalu, że się namęczyłam ucząc się na rzecznika, bo mam o tyle dobrze, że za mnie płaciło biuro a nie ja  z własnej   kieszeni.  

I wiesz  co, w przyszłym  tygodniu idę do mojego magika od  odwrotnej  perspektywy.Pójdziesz  ze mną?  No jasne, że tak, przecież mówiłem ci, że pójdę. Nim  dojechali  do  domu ścignął ich telefonicznie syn pana ogrodnika, w sprawie przeniesienia  drzewka z donicy  do gruntu. Umówili  się na najbliższą sobotę, bez  względu na pogodę. No tak- stwierdził Emil - już  wiem  dlaczego  nie chciałem być ogrodnikiem - nie lubię  pracować  na dworze w  deszczu i grzebać  się  w  ziemi. A skąd  wiesz, że w sobotę będzie padać?- zdziwiła  się Adela. Nie wiem, ja tylko mówię  czego   nie lubię.  

Zdziwiła  mnie dziś trochę ta wizyta naczelnego. Mam wrażenie, że o coś innego mu chodziło stwierdził  Emil.   Adela parsknęła śmiechem - on cię wyraźnie  podrywał, cały  czas wpatrywał się w ciebie jak  sroka  w gnat. I mam wrażenie, że jeszcze  nie  skończył tej  rozmowy, tylko może uznał, że lepiej  coś powiedzieć na raty a nie od  razu. Też odniosłaś takie  wrażenie?

                                                                            c.d.n.

sobota, 28 maja 2022

Trudny wybór - 30

 Zwolnienie lekarskie  plus seria zastrzyków pomogły Adeli  wrócić  do  równowagi. Przestały ją dręczyć  złe przeczucia i  z nowym zapałem wzięła  się do pracy. Całymi  dniami  "studiowała" korespondencję z Urzędem  Patentowym, miała  setki pytań  do Emila,  a on  się  z tego bardzo cieszył i zawsze  niezwykle cierpliwie wszystko jej  wyjaśniał. A ponieważ  dochodziły go wciąż  "słuchy" o tym jak  trudno  będzie  niedługo dostać  się na  aplikację  rzecznikowską i jaki będzie potem  końcowy egzamin to ze wszystkich  sił pomagał Adeli w przygotowaniu  się do tego egzaminu. Poza tym  ciągle jej przypominał, że jeśli ona tego egzaminu  nie  zda, to nic  złego się  nie stanie. Już sam fakt, że ją dopuszczono do egzaminu ma pozytywne  znaczenie. 

Co kilka  dni telefonował  do Emila Arkadiusz i meldował o  kolejnych kłopotach  ze znalezieniem  lokalu odpowiedniego na  nową  kancelarię prawną.  Było jasne, że musi być w centrum miasta, jeżeli na piętrze to koniecznie  budynek musi być wyposażony w  windę  i musi to być lokal kilkupokojowy. Kwestia udziału Emila  w tym  biznesie  była jeszcze  wciąż otwarta, bo Emil nie palił  się  do ruszenia pieniędzy zarobionych na kontrakcie. 

Ciągle chodził mu po głowie pomysł dotyczący kupna jakiegoś  domu letniskowego w Hiszpanii. Ilekroć Emil  zaczynał  mówić o kupnie jakiegoś  domu w Hiszpanii Adela studziła  jego  zapał. Tłumaczyła, że każdy  dom  zostawiony  sam  sobie  niszczeje, a ewentualnym  wynajmowaniem  go wtedy, gdy oni  z niego  nie korzystają musiałyby się zajmować  dwie  osoby- jedna tam, na miejscu a druga  w Polsce. No i wiadomo, że nikt nie robiłby tego za darmo. Tak, że praktycznie  domek by tam stał, niszczał i generował koszty. 

W tej  materii wspierali jej  argumenty ojciec i Helena. Ojciec  nawet przeprowadził kilka  symulacji by unaocznić  synowi, że to mogą  być pieniądze tak zwanie  wyrzucone  w błoto. Adela  z kolei opowiadała mu jak to jest w  kraju, że ci co mają  działki poza  miastem niemal  do  zimy muszą tam bywać co tydzień, żeby sprawdzić  co się dzieje. Tak naprawdę  nie wiadomo jak jest na wybrzeżu blisko  granicy z Francją, Europa robi  się pomału bardzo  wspólna w złym tego  słowa  znaczeniu i pozostawienie domku  własnemu losowi może mu  "nie wyjść na  zdrowie". Poza  tym automatycznie człowiek  skazuje  sam  siebie  na spędzanie  urlopów ciągle  w tym  samym  miejscu.

A co do spółki z Arkadiuszem - ojciec wszedłby w  nią, ale  tylko jako udziałowiec, bo przecież on nie jest już czynny  zawodowo. A pieniądze ma, bo ostatecznie Milanówek sprzedał  się  świetnie, mieszkanie Adeli także, poza  tym on i Helena wpłacili  za  swoje  mieszkanie tylko połowę jego  wartości i jeszcze  są te pieniądze. 

Emil był nieco zdziwiony tym, że mieszkanie ojca  nie jest  własnościowe a spółdzielcze, no ale w końcu to ojca mieszkanie i Heleny  a nie jego.  Tak naprawdę  nie  miało to  większego znaczenia  dopóki nie  chciało  się  go  sprzedać. A jak  na razie  nie zamierzali się nigdzie przeprowadzać - mieszkało im  się tu  całkiem dobrze.

Pewnego popołudnia, a tak  dokładnie   bliżej  kolacji zatelefonował do Emila Jacek. Od  chwili pobytu Emila i Adeli u Jacków minęły już  dwa  miesiące. Jacek telefonował, by zaprosić Emila  na przedświąteczny  weekend, bo urządza  "posiad" kolegów z roku. Emil stwierdził, że niestety na pewno  nie weźmie  w tym udziału bo zaraz po świętach  Adela ma  egzamin i każdą  wolną  chwilę on jej  poświęca by bezstresowo mogła  się udać na  egzamin i by  zdała.  

Na to usłyszał, że jest  pantoflarzem, bo kto to  słyszał żeby się tak przejmować  babskimi egzaminami , wiadomo, że "babeczka  tyłkiem  zakręci przed nosem egzaminatora i zda bez problemu". Emila  z lekka  zatkało, potem powiedział, żeby Jacek nigdy, przenigdy do niego   nie dzwonił, po czym wyłączył komórkę i  zablokował Jackowy  numer telefonu. Adela, która właśnie  szykowała jakąś  sałatkę  do podania  razem z risottem spojrzała  zdziwiona na męża, ale nie  zapytała  się o  co  chodzi. Życie już  dawno ją nauczyło, że lepiej facetów nie wypytywać od razu tylko spokojnie  zaczekać aż sami dojrzeją  by powiedzieć co było przyczyną ich gwałtownej  reakcji. Tę mądrość  życiową zdobyła będąc  jeszcze z Kamilem. 

Widać, że w niektórych aspektach  życia  większość mężczyzn reaguje  podobnie. W godzinę później gdy już byli po kolacji  Emil powiedział  Adeli, że telefonował  Jacek i  zapraszał go na imprezę, którą robi u  siebie. A gdy Emil odmówił to Jacek "wypluł" z siebie ową ordynarną  opinię na temat kobiet i  ich  sposobu zdawania  egzaminu. 

I dlatego mu powiedziałeś żeby nigdy  do ciebie  nie telefonował?  A może tak  wyplatał, bo był pijany?   Może - przez telefon  nie  czuć od człowieka  alkoholu, ale gdyby nawet powiedział to  dlatego, że był pijany to  tym  bardziej niech  tu  nie dzwoni. Nie mam ochoty podtrzymywać kontaktów z kimś, kto się upija. Nie chodzę na żadne popijawy, mierzi mnie to. Dziwię  się  tylko  Jadwidze,  że to  toleruje. A już powiedzenie, że wystarczy by dziewczyna  tyłkiem  zakręciła na egzaminie i egzamin  zaliczony to mnie wściekło.  Ciekawe  skąd on  to wie. 

Adela uśmiechnęła się - zapewne  z życia to wie. Na pierwszym  roku, zupełnie  nie wiem  dlaczego, mieliśmy również matematykę i trzeba ją było zdać- egzamin był ustny. Na szczęście nie byłam  w typie wykładowcy, ale wiem od jednej z pań, że kiedy  zaczęła tworzyć na egzaminie nieistniejące teorie by rozwiązać  zadanie, pan egzaminator zaproponował jej intymne  spotkanie - tak je  właśnie nazwał. I było to "intymne  spotkanie" po którym przyszła na  drugi termin i  zaliczyła egzamin. 

Kolegowałam  się z nią nieco i mi o tym opowiedziała. Ale  nie wiem co u niej teraz , bo ostatni raz to ją widziałam  zaraz po absolutorium, poszłyśmy do Hacjendy na jakiś lekki  lunch, który mi paskudnie  zaszkodził. Chyba  ta   śmietana którą były polane ogórki miała  w sobie coś  wrażego. A ja  sobie  pomyślałam, że facet był chyba  mocno  wyposzczony albo  z gatunku "przerżnąć  wszystko co  jest jeszcze ciepłe i się   rusza", bo ona  miała tylko  buzię  ładną i dolne  kończyny a reszta do tej ładnej  buzi nie za bardzo pasowała. Więc  może Jacek też miał wiadomości od którejś z dziewczyn. Tyle tylko, że nie powinien podciągać pod ten wzór innych kobiet.

Emil  był wstrząśnięty tym  co usłyszał od Adeli. Mileczku, życie  po prostu bywa paskudne. Być może, że  facet  się  kiedyś na  tym przejedzie.Wiele osób chodzi z dyktafonem  w kieszeni żeby nie  robić notatek, a może w jakiś inny sposób wpadnie. W każdym  razie od  razu przestało mi  przeszkadzać wtedy, że wyglądam jak nastolatka jeżeli  nie jestem w garsonce i na  szpilkach. 

Egzamin był wyznaczony na wtorek 9 kwietnia na godzinę 10,00.W tym ostatnim  tygodniu Adela odstawiła  całkowicie  kawę, Emil pilnował by kładli  się  wcześnie  spać, po obiado-kolacji, jeżeli tylko  pogoda była  znośna chodzili na spacer  po osiedlu. Przy okazji  "odkryli" kilka  nowych  punków usługowych i różnych  sklepów a nawet  całkiem  sympatyczną kawiarnię. Ursynów nadal  się  rozrastał, pączkował w  różnych  kierunkach, ale nadal  wszystko było tak  rozplanowane, by było sporo zieleni.

Emil chciał na dzień egzaminu Adeli  wziąć dzień urlopu  wypoczynkowego,  ale kadrowa kazała  mu  się w głowę postukać i zgłosić po prostu  służbowe wyjście do Urzędu  Patentowego. Przecież pani Adela to nie  tylko pana żona, to też pana pracownik, którego  pan szykował do tego zawodu- tłumaczyła. 

W poniedziałek Emil  miał jeszcze  rozmowę z dyrektorem "cudnym", który powiedział, że gdy  tylko oni oboje zaczną pracę w kancelarii to OBR w  dalszym  ciągu będzie  chciał korzystać  z ich usług. On już wie ile to będzie zakład  kosztowało i wszystko to jest uzasadnione. I wie, że i inne zaprzyjaźnione placówki też  będą korzystały z tej kancelarii. 

We wtorek o 9,30  Emil przywiózł Adelę do Urzędu Patentowego. Adela  swe  zimowe  botki  zastąpiła szpilkami a botki powędrowały do torby, która zawisła w szatni na wieszaku. Adela  była w wełnianej garsonce w popielatym kolorze- a wybrała tę, bo żakiet  miał dobre,  pojemne  kieszenie, które zawierały: dowód osobisty, dwie  chusteczki do nosa, tabletki od  bólu  głowy i  tabletki  nawilżające  gardło, komórkę którą teraz oddała Emilowi oraz 3 długopisy i.....zdjęcie Emila w płaściutkim przezroczystym etui. Pod salę,  w której miał być egzamin Adela  poszła  sama. Emil udał  się na wysiadywanie  krzesła w  barze. Pod salą już było kilka  osób i w kilka  minut później  zaczęli napływać następni. Rzeczywiście były tylko dwie  kobiety. Ta  druga  kobieta  była  sporo  starsza od Adeli. Tak na oko to dopuszczono około jednej  czwartej osób. Adela  była nieco  zdziwiona, bo wiele z tych osób zobaczyła  dziś po raz  pierwszy. To byli  ci, którzy podchodzili po raz  drugi do tego egzaminu.

Opiekun  grupy otworzył  drzwi  sali. Stolików  było tyle co osób. Adela  wybrała stolik w rzędzie  blisko drzwi, by nie  musiała wędrować przez  całą salę gdyby  musiała w trakcie pisania na chwilę ją opuścić.

Sprawdzono  listę obecności, rozdano arkusze - były  już opatrzone  nazwiskami piszących, były też opieczętowane. Rozdano też  arkusze na brudnopisy, także opieczętowane.  Po skończonym pisaniu należało podpisać  arkusz  w dwóch  miejscach- pod  skończonym tekstem i na pierwszej  stronie przy  swoim wydrukowanym  nazwisku. 

Czas , w którym należało napisać pracę wynosił trzy  godziny. Poza  tym każdy dostał dużą i małą kopertę opatrzone  swoim  nazwiskiem, w której był nadany mu  znak identyfikacyjny w dwóch egzemplarzach. Po  zakończeniu pracy  należało obok nazwiska  nakleić swój znak identyfikacyjny, czystopis i brudnopis  włożyć do koperty,  zakleić ją i oddać osobom nadzorującym przebieg  egzaminu. Do małej  koperty należało włożyć drugi znak identyfikacyjny, zakleić ją, opatrzyć  swoim  nazwiskiem i przed rozpoczęciem  pisania  oddać ją prowadzącemu.

Temat bardzo Adelę ucieszył- należało zrobić  dokumentację zgłoszeniową wynalazku do ochrony. Coś co już potrafiła  zrobić  sama, bez pomocy Emila.

Adela na arkuszu przeznaczonym jako brudnopis  wypisała  sobie  tylko wykaz  dokumentów, które  muszą być napisane  by wynalazek  zgłosić do ochrony, żeby o niczym  nie  zapomnieć. Któryś ze zdającym  zadał pytanie, które  wszystkich  wprowadziło w dobry nastrój- no dobrze, a jaki to wynalazek?

Wszyscy  wybuchnęli śmiechem a ktoś powiedział- dowolny- może być  automat do  drukowania  pieniędzy.

Adela  nie pisała wpierw "na  brudno". Przecież  robiła to w  swojej pracy zawsze od razu  "na  czysto". Pisała pracę długopisem, który w przeddzień egzaminu  dostała od.......kadrowej. Zachwalała, że  bardzo wygodnie  się nim  pisze, nie  ślizga  się  w palcach  bo ma   nieco elastyczną, cienką nakładkę. 

Dwa razy przeczytała to  co napisała, w trakcie pierwszego  czytania  dodała jeden przecinek. Po  drugim  czytaniu stwierdziła, że już  może pracę oddać, więc złożyła równiutko napisaną pracę, równie  starannie złożyła brudnopis, wszystko włożyła do dużej koperty, spojrzał na  zegarek- właśnie  minęły  dwie  godziny.

Rozejrzała  się po  sali, większość przepisywała  prace z brudnopisu.  Zakleiła  kopertę z brudnopisem i  czystopisem, napisała na  niej  swój numer identyfikacyjny i podeszła do  stolika nadzorującego. Ten  spojrzał na jej  nazwisko, wyszukał małą kopertę, z jej  nazwiskiem,  otworzył ją , wyjął z niej znaczek identyfikacyjny, sprawdził  z tym na kopercie i nakleił go na zamknięciu  dużej koperty.

Szybko się pani uwinęła-  zauważył. Dalsze informacje  dostanie pani  listem poleconym na  swój  adres. Adela uśmiechnęła się i powiedziała-  miłego dnia życzę, do widzenia. Po wyjściu  z  sali odszukała w pierwszej  kolejności toaletę, potem zjechała na dół windą, by odszukać Emila. Siedział w  barku i grzebał widelczykiem  w jakimś  ciastku. Ucieszył  się na widok Adeli, przytulił ją i  zapytał no i jak? Skończyłam jako pierwsza. Opowiedziała mu co napisała i że wyniki nadejdą  pocztą. No, przecież wiedziałem, że dasz sobie  ze wszystkim  radę. Zaczekaj  koło  barku, przyniosę  nasze  rzeczy z  szatni, możesz iść w tym  czasie  do łazienki. Już byłam,  zaraz po wyjściu z  sali, pójdę razem  z tobą  do  szatni.

                                                                    c.d.n.


 


czwartek, 26 maja 2022

Trudny wybór - 29

Adela, poganiana przez Emila,  poszła do zakładowej  lekarki. Dostała dziewięć  dni  zwolnienia  z pracy, zastrzyki regenerujące i  wzmacniające układ nerwowy,(niestety importowane i dostępne tylko w  szwajcarskiej aptece) nakaz spacerowania minimum dwóch  godzin   dziennie,  skierowanie  do ambulatorium  analitycznego i na prześwietlenie płuc, bo okazało się, że  została  przyjęta  do pracy bez  wstępnych badań lekarskich. Z powodu  konieczności codziennego brania  zastrzyków  docenili obecność  przychodni  lekarskiej tuż  tuż obok  domu.  Emil,większość  dni w których  nie było Adeli  w pracy spędzał w Urzędzie  Patentowym. Przyjeżdżał rano do OBR, i najpóźniej o 10,00 lub  10,30 wpisywał się  do książki wyjść  i znikał w  celach  służbowych. Wpadał do Urzędu Patentowego, zaznaczał  swą obecność  w kilku  miejscach  i...... znikał. 

Przyjeżdżał po swój skarb, pilnował by Adela ubrała się odpowiednio do warunków pogodowych i  zabierał do lasu, do którego  mieli naprawdę  niedaleko. Byli też kilka  razy w  Konstancinie, a Emil tak  zawsze celował by  mogli  zjeść lunch  w Konstancji. Spacerowali  też po Wilanowie i wtedy lunch był w McDonaldzie. Może to nie było zdrowe jedzenie,  ale w końcu  Adela  leczyła  nie żołądek ale nerwy. Przez  cały czas temat egzaminu, wyboru miejsca  pracy to było tabu. Emil sporo opowiadał natomiast  o Meksyku, o  zabytkach które  zwiedzał, o Kostaryce, o domach które  były tam  na  sprzedaż i które mu się bardzo podobały, o  tym, że Sławomir Mrożek  ożenił  się  z Meksykanką w 1987 roku i miał wtedy 57 lat, a w  dwa lata później  zamieszkał w Meksyku na  samotnej hacjendzie.  Ale o ile  mieszkanie w Mexico  City blisko prestiżowego Uniwersytetu, na którym pracował Emil,  było bezpieczne o  tyle  mieszkanie  poza  miastem, w hacjendzie daleko  od  miasta, do bezpiecznych lokalizacji nie można  było  zaliczyć. Pod pewnymi  względami Meksyk wciąż tkwi w wiekach ubiegłych. I poza ośrodkami  miejskimi nadal  wygląda tak, że bez  większych problemów można tam  western  kręcić.  A mieszanina dawnych  wierzeń i katolickiej  wiary może   każdego  normalnego  człowieka  przyprawić o  zawrót  głowy.  Odkąd amerykańscy emeryci  zaczęli się osiedlać w Kostaryce - bo w  stosunku do USA Kostaryka jest  taniutka- szalenie  wzrosła  przestępczość, okradane  są domy, pojedyncze  osoby, o których  "tubylcy" wiedzą, że są na pewno "bogaci"  są napadane i okradane, często pobite. Właściwie cała  Mezoameryka  jest mało bezpieczna. Choć niewątpliwie ciekawa i piękna.

Adela   zapewniała Emila  podczas  tych  spacerów, że jej  do szczęścia wystarczy Morze  Śródziemne,  a że kilka całkiem miłych  krajów ma  do niego  dostęp więc jest dokąd  jeździć przez kilka najbliższych lat. Wiesz, ja to nawet całej  Polski  nie  zwiedziłam i zapewne  nie  zwiedzę. Jakoś tak  się porobiło, że dla  mnie od niedawna najważniejszą  sprawą to jest być z tobą,  a gdzie to sprawa  drugorzędna.  Podobno  mówiąc  ci to, robię jeden  z największych  błędów, jak mówią  znawczynie spraw męsko-damskich. Bo daję ci do  zrozumienia, że mi na tobie  zależy, a to błąd. Ja tego  nie  rozumiem, bo gdy ktoś mi mówi czy też daje jednoznacznie  do  zrozumienia, że mu na  mnie  zależy to ja się  cieszę.  I to odwzajemniam. Lub, jeśli  nic do niego  nie  czuję, to  nadaję czytelny, jasny komunikat i nie  wychodzę poza  ramy  zwykłej znajomości.

Maleństwo, dla mnie to co mówisz to balsam dla mojej duszy, poza  tym mobilizacja, by zawsze robić to,  co ci  sprawi  przyjemność.  I też  nie  rozumiem takiego bełkotu.   Mów mi  zawsze co ci się podoba lub  nie podoba  w moim  zachowaniu, co lubisz a co cię  drażni, mów  zawsze czego pragniesz, czego  ci  brakuje, z czym  ci  dobrze a z  czym zwyczajnie źle - nie  zawsze uda mi  się to odgadnąć, więc mów mi. Należę  do tych facetów, dla których komunikatywność ma ogromne  znaczenie.  Po prostu  wyniosłem to  z domu - oboje tłumaczyli  mi  zawsze, że należy o  wszystkim  rozmawiać, że błędy popełnia  w życiu  każdy i to nie jeden  raz, poza tym moi rodzice  bardzo  się  kochali i  szanowali  wzajemnie. Tata  zawsze mówił mi jaka mama jest  wspaniała i  kochana, a mama  to samo mówiła o ojcu. Gdy nadszedł czas by mnie uświadamiać to ojciec przede wszystkim  wbijał mi do głowy, że wzajemny  szacunek partnerów jest podstawą egzystencji, a kobiety są lepszą  częścią  społeczeństwa  i należy je  chronić i otaczać  opieką. A dookoła w tym  czasie kobiety przekonywały siebie  wzajemnie i otoczenie, że są równie  dobre w boksie, podnoszeniu ciężarów, rzucaniu  przekleństwami co płeć  męska, a łagodność, delikatność, dbałość o  wygląd itp. są im  całkowicie  zbędne. Wiesz co mi ojciec powiedział, gdy mu powiedziałem, że cię poznałem i serce mi bije mocniej  na twój widok? Powiedział tylko - bądź jej zawsze wdzięczny  za to, że cię zechciała . A pamiętasz naszą wyprawę do sadu? Nie mówiłem ci o tym, ale ojciec potem  powiedział : "na twoim  miejscu  modliłbym  się do wszystkich  świętych i różnych bóstw o  to, by ciebie  zechciała". A w tym sadzie  to  wyglądał jakby do pięciu  nie umiał zliczyć. 

Bo tata naprawdę  czuł się bardzo samotny- nie  było jego  dwóch ukochanych osób, a ci z góry to wcale  się nim nie interesowali- broniła  teścia  Adela. No i chyba oboje modliliśmy  się  do tego samego  bóstwa,  bo znudzone  naszymi jękami złączyło nas nad wyraz  szybko - śmiała  się Adela. Siedziałam z tobą w pokoju w odległości równej szerokości dwóch  biurek i marzyłam by tych biurek nie było, usychałam z ciekawości  jak  całujesz i  chyba tylko resztkami świadomości pracowałam. Bałam  się nawet patrzeć na  ciebie, bo  byłam  pewna, że wyczytasz  w moich oczach, że jestem tobą niezmiernie  zainteresowana. Szkoda, że nie ma już tego sadu i renet  landsberskich - westchnęła i  mocniej  przytuliła  się  do ramienia  Emila.

Wiesz kochany, kiedyś marzyły mi  się Indie. I obejrzałam film  nakręcony  przez moją koleżankę, która zrealizowała  swoje  marzenie i pojechała  do Indii z kolegą  z pracy. Obejrzałam film i  wyleczyłam  się  z marzeń. Nie  wykluczam, że gdybym miała odbyć całą  podróż w sterylnym, klimatyzowanym   autokarze to bym  pojechała, ale w innych  warunkach - nigdy. Upał, brud, tłumy ludzi, kurz. Koleżanka  wróciła  z  zapaleniem spojówek, które leczyła ponad  rok. Było bakteryjne i tu długo  nie  mogli zdiagnozować co to za bakteria,jeździła do Gdańska, bo tam diagnozowali schorzenia  nabyte  w tropikach. Jest  naprawdę kolosalna  różnica  między filmem kręconym  na potrzeby firm turystycznych a takim kręconym  "na żywo" dla  siebie. I dlatego nie  "napalam"  się  już zbytnio na egzotyczne podróże.  Mój  poziom  zainteresowania  turystyką  kończy  się na Turcji. Dla  mnie jest tam wystarczająco egzotycznie. W miarę brudno, niewiele gorzej  niż u nas, ale  za to w wielu  miejscach pięknie. Myślę, że na  całym świecie  wszystkie kraje mają mieszankę  rzeczy  pięknych i  szkaradnych, bo gatunek zwany  człowiekiem na całym świecie jest  "w środku" taki  sam-  mieszanka  złego i  dobrego, wyposażona  w mózg,  mniej lub bardziej kształtny  schowek na wiele narządów i cztery kończyny.

Jutro już wracam do pracy, zjedzmy  dziś lunch w domu, albo w pierogarni, dawno tam nie byliśmy. I chyba nie byłoby  źle, gdybyśmy po drodze  zrobili  zakupy, coraz  więcej pustego  miejsca  mamy w lodówce i  zamrażarce. A jest niemal środek  tygodnia to  nie będzie  tłoku w markecie.Gdy  weszli do pierogarni od razu zobaczyli Helenę i Piotra siedzących przy  stoliku i szybko  do  nich  dołączyli.

Oooo, córeńka- ucieszył się Piotr. Siadajcie  dzieci, ja  zaraz  zamówię dla was pierogi, tylko powiedzcie  jakie i ile. Emil roześmiał  się - tato, ja też tu jestem i to ja zamówię. No przecież  widzę, widzę, jeszcze  poznaję własnego  syna, mruknął Piotr. Emil poszedł zamówić dla nich  pierogi  z owocami na teraz  i poprosił o przygotowanie pierogów na  wynos, które odbiorą gdy będą wychodzili.

Rodzice  stwierdzili, że dobrze Adeli  zrobiło to zwolnienie  lekarskie, zniknęły cienie  pod  oczami i wygląda bardzo ładnie. Ona zawsze wygląda  ładnie- zauważył szarmancko Emil, ale teraz wygląda po prostu na wypoczętą. Okazało się, że tego  dnia rodzice byli w Łazienkach, gdzie było mnóstwo alejek  niedostępnych, bo jest  odwilż i  nie wyasfaltowane  ścieżki były  nieczynne. Potem jeszcze  podjechali  do Parku  Ujazdowskiego. Wszyscy  byli nieco znużeni  pogodą, którą było dość trudno zaklasyfikować w sposób zdecydowany do  jakiejkolwiek pory  roku. Teoretycznie  była to jeszcze  zima, ale co to  za  zima gdy nie ma śniegu i mrozu.

Już tęsknię za latem - stwierdziła Helena. Warszawa latem wygląda  znacznie  lepiej niż teraz. Można jednak  dużo  więcej  czasu spędzać poza  domem na łonie   natury. Mamy mini łono natury pod oknami - zauważyła Adela. Jeszcze  trochę a tuja  powędruje do  gruntu, a winobluszcz na ogrodzeniu zacznie pokrywać  się listkami. I będziemy  narzekać, że albo nam  coś  rośnie  za szybko  albo  za wolno- śmiała się Adela.

A będziesz  sadzić jakieś kwiatki?- zdziwił  się Emil. Nie, nie ma obawy,  żadne  kwiatki nie są  w stanie  wytrzymać  mojego talentu  do ogrodnictwa. Ta  tuja to jakaś odporna jest. No ale to nie kwiatek. Może  jakieś kaktusy, na przykład opuncja, przetrzymałyby również, no ale ona to ma  kolce, więc to ja bym  raczej  nie wytrzymała i któregoś pięknego dnia  znalazła by się na śmietniku. Mnie  wystarczą mlecze i jakieś inne dzikie roślinki co same  się zasiewają i rosną byle gdzie. Poza tym jeśli gdzieś wyjedziemy na  wakacje to całą  hodowlę kwiatków rabatowych diabli  wezmą. Przecież one  wymagają podlewania. No fakt - zgodziła  się Helena. Ale nasza sąsiadka, mam na myśli przychodnię, ma  dozorcę, więc  może  z nim uda się  załatwić, by podlewając te  skrawki ogródka  należące do nich podlał i nasze ogródki. Możemy mu nawet kupić  dłuższy wąż do  podlewania, by z ich ujęcia i  do nas sięgał. Bo żywopłotowi też się przyda podlewanie, bo to świeże nasadzenie.

Teoretycznie o żywopłot ma dbać  administracja -  zauważyła  Adela. Tej   zimy nieźle  dbają o  to, by  nie było ślisko,  to może i o żywopłot zadbają od  wiosny do jesieni. Ale  Helena nie była  przekonana- wiesz  Adelko, oni  wciąż  narzekają, że nie mają  ludzi do pracy, więc  zaczynam pomału w to  wątpić. Muszą dbać o  to, by ludzie  nie łamali  rąk i nóg  na śliskich  chodnikach, bo każdy poszkodowany  może  wnieść do sądu sprawę, że administracja nie  dopilnowała i wtedy posypią  się kary  finansowe,  ale nikt nie  będzie  walczył o podlewanie żywopłotu, zwłaszcza ci którzy na  niego z okna  nie patrzą,  a tylko tędy przechodzą.

A jest już jakiś pomysł na wyjazd na lato?- spytała  Adela. Prawie, prawie- stwierdził Emil. I może nie jest to  pomysł na lato, może raczej na okres przedwakacyjny, bo w same  wakacje to chyba najzdrowiej jest  posiedzieć w Warszawie. I potem wyjechać gdy  już się  skończą urlopy a dzieci wrócą  do szkół. Muszę tylko jeszcze  pobuszować w internecie i kilka rzeczy  sprawdzić. Bo mamy pomysł na  wczasy  wędrowne. 

Ale mam  nadzieję, że nie  będzie to pielgrzymka piechotą  do Composteli, bo zapewne by nam nie  starczyło urlopu - dodała  Helena. No nie,  ale planujemy by jechać nie autostradami a drogami  krajowymi i po drodze  zwiedzać a  zatrzymywać  się w  motelach - wyjaśniał Emil. Więc muszę wpierw wyznaczyć trasę, spisać ją a potem sprawdzić jak  wygląda  baza noclegowa. No i   pogadać z takim jednym, który już tak jechał do Hiszpanii, więc  część jego trasy przydałaby  mi się.  Ale i tak będę musiał wszystko sprawdzić w sieci, bo to  się przecież  z roku na rok  zmienia.

                                                          c.d.n.

środa, 25 maja 2022

Trudny wybór - 28

Mniej  więcej  w połowie tygodnia Adela  znalazła w  skrzynce listowej   zawiadomienie, że jest  do  niej  list polecony, który ma odebrać na poczcie. W tym czasie na Ursynowie była jedna poczta za to zawsze stało do  niej  kilka  kolejek, zwłaszcza w godzinach popołudniowych.  Wyjęła awizo, przyjrzała mu  się wnikliwie i powiedziała do Emila - to  pewnie  za jakieś  grzechy- chyba wezmę  samochód żeby tam  podjechać. Emil stwierdził, że może w takim razie pojechaliby od  razu, a obiad zjedzą później. Wrócili  więc  na parking i pojechali na pocztę. Były czynne  "aż" dwa okienka, do tego  w którym można  było odebrać przesyłkę stało tylko pięć osób, więc po 20  minutach już trzymała  w ręce kopertę  formatu A-4.

Przesyłka,  sądząc po znaczkach  była z  zagranicy. Adela stwierdziła, że nie ma  ani bladego  ani  zielonego  pojęcia kto z  zagranicy mógł jej  coś przysłać. Emil obejrzał kopertę i stwierdził - jeszcze  15 minut i zobaczymy  co jest   w środku. Po drodze Adela  snuła przypuszczenia- a może to  do ciebie  a nie  do mnie, bo ja  akurat nikogo  ze znajomych  nie mam  za granicą. No ale ja  nie jestem madame - powiedział Emil. Adela przyjrzała  się  dokładnie Emilowi i powiedziała - jesteś  podejrzanie  mało zainteresowany tym listem. No bo ten list jest  do Ciebie,  nie  do mnie, ja nie jestem madame A., ja jestem monsieur E. W domu położyła  kopertę na kuchennym kredensie i powiedziała- wpierw  zjemy  obiad, bo jeśli to  coś  złego, to się zdenerwuję i  wcale  nie  zjem  obiadu, a już jestem  głodna. Wpakowała do  mikrofalówki danie ratunkowe  czyli  pierogi, z lodówki  wyciągnęła surówkę  z lekko podkwaszonej kapusty. Jedli  w milczeniu, Adela  co chwilę  spoglądała  na kopertę, a Emil  stwierdził, że chyba  kupi taką  specjalną "heblarkę" do szatkowania kapusty i  częściej  będą  robili taką  tylko lekko  zakwaszoną  kapustę. Heblarka  to jest  do drewna a do kapusty kupuje  się szatkownicę- pouczyła  go Adela.  Będziesz pił  herbatę czy  może zrobimy  czekoladę?   Emil chwilę  myślał i w końcu  powiedział- chyba  mamy jeszcze erzac w postaci  czekoladowego  cappuccino, nie ma  w nim  ani dużo  czekolady  ani dużo  kawy, czyli  akurat na po obiedzie.

To ja  zrobię cappuccino a ty otwórz tę kopertę - zarządziła Adela. All right  my darling- odpowiedział Emil. Tylko jakiś  nóż wezmę. Otworzył kopertę,  w której były dwie  mniejsze  koperty odręcznie  zaadresowane - jedna  do Adeli,  druga do  Emila.  Emil otworzył kopertę  do niego adresowaną, przez  chwilę czytał kiwając  głową, w końcu  powiedział - wszystko jest   w porządku tak jak to sobie umyśliłem.  To znaczy???- zapytała  Adela. To znaczy, że masz w swojej  kopercie  prezent  ślubny ode mnie. Założyłem  Ci zdalnie, poprzez prawnika  konto w  "swoim" banku- po prostu podzieliłem  na  pół to co  zarobiłem na kontrakcie. Adela zbladła - ale po  co mi oddzielne  konto, przecież mam upoważnienie do twego  konta . Rozchodzisz się  ze mną  czy  co?  Emil przyciągnął ją do  siebie - posłuchaj - tak, masz upoważnienie  ale to są pieniądze, które są w innym banku, nie w Polskiej  Kasie Opieki SA. I one  są prezentem  ślubnym dla ciebie ode mnie. Doszedłem  do  wniosku, że lepiej  będzie gdy ci  założę konto w banku tym, w którym i ja mam konto- to bank szwajcarski. W tej  chwili mamy tam oboje konta, z tym że ty masz na moje upoważnienie, bo je  właśnie przy okazji tam przesłałem a ja na twoje nie, bo to prezent dla ciebie ode mnie. Wybrałem taki prezent, żebyś  była zabezpieczona, gdyby coś mnie nagle zmiotło. Milek, powiedz prawdę, chorujesz na  coś?, coś  z sercem po mamie?

Nie Maleństwo, na nic nie choruję jestem  tylko10 lat starszy  od  ciebie, ale to nie jest przecież  choroba. Po prostu  kocham  cię i wymyśliłem  dla ciebie taki prezent  ślubny. Biżuterii nie nosisz poza  tym jadeitowym pierścieniem i ślubną obrączką. 

Powinieneś te pieniądze dać tacie, a nie mnie. Maleństwo, cały czas przesyłałem tacie pieniądze.I tata w pełni  zaakceptował to, że po prostu założę ci konto zamiast obdarowywać  złotem. Pogódź się  z tym, że jesteś dla mnie całym światem. A teraz  chcę  z tobą jeszcze jedną rzecz omówić - Arkadiusz proponuje mi wspólnictwo by ta kancelaria była nasza  wspólna - jego i nasza. Nie  chcę  sam decydować o  tym czy przystąpić  do tego  biznesu  czy nie.  Musimy  się  zastanowić nad  tym zagadnieniem. Mamy do wyboru aż trzy opcje - zostać tu gdzie jesteśmy, bo to dość pewne  miejsce, przynajmniej  dopóki dyrektorem jest pan "cudny", lub przystąpić do spółki z Arkadiuszem lub  założyć własną kancelarię tylko rzecznikowską i polować na klientów. I jest to według mnie jedna  z gorszych opcji bo trzeba  by jeszcze  wynająć jakiś  lokal w centrum. I bardzo intensywnie zabiegać o  klientów. Ustawa o rzecznikach ciągle jeszcze  nie jest dopracowana i będzie to na początku  działanie  w ciemno. Mam na podorędziu jeszcze jedno rozwiązanie i wcale  go nie wykluczam - wyjazd  stąd do któregoś  z krajów w których nasze  aplikacje  rzecznikowskie  są uznawane.

Adela siedziała na kolanach męża wtulona  w jego  szyję i bezgłośnie płakała. Emil obejmował  ją mocno jedną  ręką a drugą  głaskał  delikatnie  po głowie. Przepraszam kochanie, nie chciałem  doprowadzić  cię do płaczu. To ja przepraszam, ja nie  wyszłam  za ciebie  dla twoich  pieniędzy i żadne  pieniądze  nie  zastąpią mi ciebie! Powiedz  mi prawdę, czy  na pewno wszystko jest   w porządku z Twoim   sercem? Tak,  moje   Maleństwo, przechodziłem  wszystkie badania, jest wszystko jak należy. Nie  żeniłbym  się, gdyby mi wyszła jakaś  wada serca, nie obciążałbym  cię opieką nad sobą. Po prostu cię kocham i uważam, że powinienem się z tobą  wszystkim co mam  dzielić. Chodź, obmyjemy buzię, bo tusz ci  się rozmazał i  zaraz  zaczną  cię  szczypać oczka. Trochę trwało z tym prezentem  dla  ciebie, bo to  załatwiały  dwie  kancelarie  prawne - polska i szwajcarska. Ale udało się  wszystko bez naszej  tam podróży. Nie  mniej pojedziemy tam w ramach urlopu. I może pojedziemy  w dwa  samochody? Mam taki  pomysł, by nie jechać autostradami,  z których  niewiele  widać,  ale  drogami krajowymi. Jeżeli będziemy jechać w maju lub w  czerwcu to nie będzie  problemu z noclegami. Ale ponieważ  nie będziemy mieć  ze sobą  dużo bagażu to możemy pojechać  jednym  samochodem.  Jeszcze nad  tym pomyślimy.

Zobacz  Maleństwo, to cappccino jest  zimne, wylejemy  ten  erzac i  zrobię dla nas  czekoladę, to poprawi nam nasze samopoczucie, dobrze? Chodź, wpierw umyjemy buzię. Nie  czekając już na jej  zgodę  zaniósł ją do łazienki i  postawił koło umywalki, sięgnął po płatki kosmetyczne i  zapytał- sama  zmyjesz czy ja to  mogę  zrobić?  Sama to zrobię, uwielbiam  cię i za to, że ze mną  wytrzymujesz. Przepraszam, ale mnie to rozkleiło, nigdy  nie byłam  taka płaczliwa baba. Rozbraja  mnie  twoja  troska, twoja  dobroć. 

Emil uśmiechnął  się - jaka tam dobroć, czysty  egoizm, jest  mi z tobą  cudownie jak  nigdy  dotąd w życiu i  nie chcę tego stracić, jesteś mi po prostu niezbędna do  funkcjonowania. Nigdy  dotąd nie kochałem jakiejś kobiety  tak jak  ciebie, tak  aż do bólu na samą myśl, że mógłbym  cię  stracić. Przyrzekaliśmy sobie zawsze  dzielić  się  wszystkim , więc  tylko wypełniam  obietnicę. Ty się opiekujesz mną, dbasz  bym  się prawidłowo odżywiał, bym  zawsze  miał wszystko na  czas przygotowane więc ja też się  staram by ci  było ze mną  jak najlepiej.  Wiem, że  nie jestem zbyt dobrym mężem, że chyba  zbyt  mało działam w domu, ale  wiesz przecież, że robię  wszystko co mi każesz. Budzę  się zawsze przed  tobą i wtedy mogę  się  tobie spokojnie  przyglądać i dziękować Kamilowi, że cię postawił na  mojej  drodze. Nie wiem co prawda czy  moje  podziękowania  docierają  do  niego, nie  mniej w pewien  sposób  nas  skojarzył. A że przy  okazji upiekł przy jednym  ogniu  dwie  pieczenie - drobiazg. Im  częściej  myślę o tym, tym bardziej jestem przekonany, że on chyba przeczuwał, że nie  wróci z tej  delegacji. Przecież  jechał tylko na tydzień , więc dziwne  było to, że powiedział, że czuje  się za ciebie odpowiedzialny i mam się tobą opiekować i  nie  skrzywdzić  cię. Zupełnie  jakby wyjeżdżał na kilka miesięcy  a nie na kilka  dni.

Kochanie, jestem  pewna, że Kamil dobrze  wiedział, że nie powinien jechać  w tę  delegację i być może, że już  się wtedy  źle czuł. Zawsze odgrywał  chojraka- jaki to on  silny, wytrzymały,  wysportowany i super  sprawny. Na nartach zjeżdżał zawsze jak nakręcony i gdy wracaliśmy  do  domu to już ja  musiałam prowadzić samochód bo on ledwo na oczy patrzył ze zmęczenia. Ledwo  miał  siłę by je na  dachowy  bagażnik wrzucić. Kamil the best! Chwilami  miałam ochotę go zabić. I może to  moje  myśli mu  zaszkodziły, bo  byłam na  niego wściekła, że mnie oszukał.

A na  mnie też  bywasz  wściekła? Adela pokręciła przecząco  głową- dobrze  wiesz, że nigdy  nie jestem na ciebie  wściekła. Najchętniej siedziałabym u ciebie  za pazuchą i nie rozstawała  się  z tobą  ani na moment.  Oj, to byłoby  super tak trzymać  cię stale blisko serca - stwierdził Emil. Ale  z drugiej  strony wciąż  mam ochotę chwalić  się  tobą i tym, że wybrałaś mnie,  a nie kogoś innego.

Milek, a rozmawiałeś  z tatą o tym naszym przejściu do kancelarii?  O przejściu tak, ale nie  rozmawiałem o tym, że Arkadiusz  zaproponował  mi spółkę, wpierw mówię o  wszystkim  tobie, potem ewentualnie tacie. 

To może powiedzmy o  tym tacie - on  popatrzy  na to nieco  z boku, bo nie dotyczy  go to bezpośrednio -  zaproponowała Adela. Może  zobaczyć w tym  wszystkim coś, czego my nie  widzimy. Bo ja już kilka razy  się przekonałam, że dobrze jest taki projekt  rzutujący na  dalsze  życie przepuścić  przez kilka  mózgów.  Dzięki burzy  mózgów wykupiłam mieszkanie Heleny na  siebie.  A podpowiedziała  nam to rozwiązanie przyjaciółka  Heleny. I podpowiedziała też  bank,  w którym mogłam wcześniej spłacić  raty i  nie straciłam na  tym  pieniędzy. Ale może już  dziś nic nie  mówmy tacie, jestem  jakoś  zmarnowana od  nadmiaru wrażeń. Najchętniej już  bym wylądowała  w łóżku. 

Nie ma  sprawy- zaraz przygotuję dla nas  łóżeczko, tylko uruchomię wpierw zmywarkę - Emil  szybciutko zakręcił  się koło zmywarki. Trzeba  pamiętać  by kupić następne opakowanie tabletek  do  zmywarki- zaraz  sobie zapiszę, żeby  nie  zapomnieć.  Hmmm, mruknęła Adela - jestem pewna,  że kilka dni  wcześniej kupiłam całe opakowanie tabletek, bo kupowałam też kapsułki do pralki. Zobacz, czy  aby z powodu sklerozy nie ciepnęłam wszystkiego do szafki z płynami do prania. Zrobiłam  się ostatnio jakaś rozkojarzona,  bo cały  czas myślę o  tym egzaminie. W pracy przez  ewidentny napad  sklerozy weszłam do chemików zamiast do elektryków. I chemicy  byli  tym zdziwieni i ja. 

No ładnie, ładnie, nie  zauważyłaś, że pomyliłaś piętra? To może powinnaś  wziąć kilka dni urlopu albo wręcz  zwolnienia lekarskiego. Wpadnij do naszej zakładowej lekarki - wcale  nie bierzesz   zwolnień,  więc  cię na pewno wyśle na zwolnienie, gdy jej powiesz o tej "drobnej pomyłce". A do Urzędu Patentowego pojadę  sam, przynajmniej będę mógł wstać o 8 rano a nie gdy jeszcze nawet  koguty i kury śpią.   Emil poszedł do łazienki, z której po  chwili wyszedł z dwoma opakowaniami tabletek do  zmywarki i dwoma pojemnikami kapsułek  do prania. Nie ma  sprawy, mamy tabletki do  zmywarki. Schowałaś  wszystko razem do  szafki z płynami do prania. No to nie  musimy na  razie  nic dokupywać. 

 Chodź Maleństwo, rozbiorę cię bo to jedna  z moich  ulubionych  czynności domowych, tylko wyłączę telefony, by nam nikt w tym nie przeszkadzał. W dwie godziny później Maleństwo stało razem z mężem pod prysznicem, zostało  starannie wykąpane , wytarte, ułożone w łóżku i wtulone  w ramiona męża spokojnie zasnęło.

                                                                        c.d.n.