poniedziałek, 25 lipca 2022

Trudny wybór- 70

Przy obiado-kolacji Arek  wydawał z siebie pomruki niczym niedźwiedź, który załapał  się na plaster  miodu. Stwierdził, że będzie przynajmniej  raz w tygodniu klientem pierogarni.  A będzie  ci ta pierogarnia  po drodze? O ile pamiętam, to przez jakiś czas mieszkałeś na Kamionku, to tak jakoś zupełnie nie po drodze, a nawet to jest  wszak na prawym brzegu Wisły - stwierdził Emil.  

No popatrz- to ty nawet  nie wiesz, że jesteśmy niemal sąsiadami!  Po śmierci ojca sprzedałem tamto mieszkanie i kupiłem mieszkanie w Piasecznie. Mam mały  kawałek szeregowca z garażem, do którego wjazd  zimą to wyższa szkoła  jazdy na kółkach - nie dość, że wąsko to na dodatek cholernie  stromo. Gdy jestem bardziej zmęczony to zostawiam brykę na uliczce, bo się po prostu boję, że sobie  samochód uszkodzę. No to kup mniejszy  samochód, nie  ważysz 300kg i nie masz  dwóch metrów wzrostu- zauważył bystro Emil. 

Ale ten jest bardzo  wygodny gdy  muszę  gdzieś  wieźć mamę, co zdarza mi się  kilka  razy w miesiącu. I twoja  mama tam tak sama siedzi całymi dniami?- spytała  Adela. No nie, nie  sama, ma panią, która się nią opiekuje. Mama już bardzo podupadła na zdrowiu, demencja  lekka też już się  zaczyna.  Czasami mówi  do mnie tak jak zwracała  się do ojca. Ale to jeszcze  pestka, z lekka drętwieję gdy będąc przekonana, że rozmawia   z moim ojcem mówi, że powinien   na mnie  wpłynąć bym  się wreszcie ustatkował i wreszcie  się ożenił. Pani, która  kosztuje  mnie  majątek zajmuje  się nią 24 godziny na dobę. Początkowo chciałem oddać  mamę do specjalistycznej placówki, ale stwierdziłem, że jednak będzie lepiej gdy będzie we własnym domu. Mnie też tak  wygodniej, bo przecież  często mnie nie ma  od świtu do wieczora, więc nie oszukujmy  się - zapewne często bym jej nie odwiedzał w jakimś domu "spokojnej starości". Poza tym nie słyszałem dobrej opinii o tych miejscach - tak  samo kiepskie te prywatne jak i państwowe. No i pomimo wysokich kosztów to długo czeka  się na miejsce. No i tam są z reguły  sale wieloosobowe,  zero prywatności. W domu mama wciąż ma  złudzenie, że rządzi, ale jak twierdzi jej opiekunka  nie jest uciążliwa. Ja tylko raz  na tydzień dostaję listę zakupów żywnościowych.

Po kolacji w dalszym ciągu omawiali zasady działalności spółki, a Arek usiłował wybić Adeli  z głowy pomysł by zajmowała się sekretariatem, skoro jest magistrem prawa a na dodatek rzecznikiem patentowym. 

No i bardzo, bardzo dobrze, że jestem magistrem prawa i rzecznikiem patentowym- przynajmniej będę potrafiła  ocenić czy dobrze  działamy. Poza tym chyba  zdajesz  sobie  sprawę z faktu, że dwuosobowa  spółka to niemal jak jednoosobowa działalność gospodarcza. Nowy przepis tak naprawdę wejdzie  w życie 1 stycznia. I z początku nadal będą rzecznicy w zakładach tak jak teraz. Ale są legalne metody, by ich wyprowadzić z zakładów i na pewno je  wdrożą. Jest pytanie ilu rzeczników wtedy zostanie przy orzecznictwie patentowym, a ilu wróci do swojego podstawowego zawodu. Poza tym chyba zdajesz  sobie  sprawę ilu kancelaria musi mieć klientów by zarobić na  swoje utrzymanie. Dopóki jeszcze masz dostęp do akt poprzedniej  spółki poprzeglądaj je, nie pomiń wydatków.  Może będziesz je mógł zeskanować ewentualnie sfotografować. Bieżących dokumentów zapewne nie ma, bo są w biurze rachunkowym, ale są na pewno z poprzednich okresów. Struktura  wydatków  mało się zmienia , zmieniają się głownie  sumy, bo jakoś tak  się dzieje, że wszystko drożeje.

Teraz  jeśli idzie o mnie - mogę samodzielnie orzec w kwestii praw autorskich, ale strony technicznej jakiegoś patentu mogę nie rozgryźć. Mogę odciążyć w wielu sprawach  Emila jak szperanie w literaturze bieżącej,  wyłapać nowości,  ale nie jestem inżynierem, mogę nie  wychwycić niuansów. Za to naprawdę jestem  dobra w organizowaniu innym dobrych warunków pracy, by  mogli  się spokojnie zajmować stroną merytoryczną. I nie uważam by prowadzenie sekretariatu spółki prawniczej  było ujmą na moim honorze. Jeśli masz jakieś wątpliwości co do moich możliwości w tym względzie to mogę ci podać telefon do osoby, której byłam asystentką w programie pilotażowym.  Poza  tym jestem zdania, że żadna praca nie  hańbi pod  warunkiem, że wykonuje  się ją prawidłowo. Ja już się nastawiłam na to, że przez pierwsze pół roku będziemy na minusie. Nie odpowiadaj mi na to wszystko dziś, dochodzi północ, prześpij  się kilka  dni z tym wszystkim co ci powiedziałam. Jeżeli chcesz, to możesz  u nas w gościnnym pokoju przenocować, Emil ma zapewne jakąś dodatkową piżamę.

Och nie, nie  zostanę na  noc, bo mama się będzie  zamartwiała, że nie wróciłem na noc, a jest stanowczo zbyt późno żeby do nich telefonować.  Ale bardzo  ci dziękuję, za tę propozycję. Już znikam. Rano wpadnę do Kancelarii i postaram się przejrzeć te  akta. Emil wyszedł razem z Arkiem, by mu pokazać którą ulicą ma wyjechać  z osiedla by nie zabłądzić. W drodze do samochodu Arek powiedział - ty to masz naprawdę farta, bo nie dość, że ładna to do tego mądra z niej babka. Zaskoczyła mnie całkowicie. Gdzieś ty ją wynalazł?  Ja jej nie wynalazłem, prosiłem o personel bo byłem zawalony różnymi sprawami i dyrektor skierował ją do mnie. A  potem zakochałem się w niej  w 10 minut. Arek klepnął go  w ramię - też bym się zakochał. I gdyby  nie moje zasady, że nie wyrywa się kumplowi żony to bym ją rwał na całego. Zazdroszczę ci jej. No to na  razie. Jeszcze raz klepnął Emila i  wsiadł do samochodu. A Emil wrócił do  domu mocno zamyślony.

Na "zdrowy chłopski rozum", jak mawiał ojciec Emila, spółka chyba  nie była optymalnym rozwiązaniem. Było to równanie  ze zbyt wieloma niewiadomymi. No chyba, że Arkadiusz dokooptuje jeszcze ze dwóch, trzech prawników, do których ma zaufanie, że  będą pracować na korzyść spółki,  a nie chować część wynagrodzenia do własnej kieszeni, zaniżając oficjalne  wpływy.

Gdy wszedł do mieszkania Adela powiedziała: chyba czas byśmy dorośli i przestali marzyć o idealnej sytuacji, czyli o pracy w jednym  miejscu, biurko w biurko. Nie  wiem co ty o tym  myślisz, ale mam wrażenie, że ożenek prawników od  spraw cywilnych z rzecznikami na pewno teraz, na początku tych  zmian może nie  wypalić. Po pierwsze  dlatego, że przez jakiś czas zakłady produkcyjne będą miały dowolność w kwestii posiadania lub  nie, rzecznika patentowego na etacie. Gdyby był teraz/zaraz odgórny nakaz wywalenia z zakładów rzeczników patentowych, to byłaby  zupełnie inna  sytuacja. Zaroiło by się od  rzeczników, powstawały by spółki zrzeszające właśnie rzeczników. W końcu  wiadomo, że łatwiej działać razem niż solo.

My dwoje jesteśmy w całkiem dobrej sytuacji, bo będziemy w urzędzie. Z półsłówek mego  szefa  wydedukowałam, że za jakiś  czas będę pracować w  dziale prawnym, bo jest taki planowany.  Bo urząd ma  mieć docelowo samych specjalistów od  orzekania i trochę personelu pomocniczego "cywilnego". A skoro mam tytuł rzecznika  i magistra prawa to będę orzekać zgodnie ze swym kierunkiem w sprawach prawnych. On jest na  tyle poważnym człowiekiem, że chce mnie wszystkiego nauczyć. Co prawda  był nieco rozczarowany, że nie chcę robić za własne pieniądze rzecznika EU, ale jakoś  to przebolał. Więc musimy jakoś to wszystko wsadzić Arkowi w głowę, żeby nas raczej nie brał pod uwagę.

Jeśli z jakiegoś względu dojdziemy do wniosku, że nam źle w urzędzie, to ty możesz wrócić do swego podstawowego zawodu, masz już dobrze ustawione dochody, a ja zawsze mogę iść do jakiegoś działu prawnego, bo działy prawne różnych instytucji nie  cieszą  się wielkim powodzeniem. A ja już  miałam sporo emocji zawodowych i mogę się w pracy ponudzić, bez bólu głowy pójść na  macierzyński lub  urlop wychowawczy, gdy dorosnę emocjonalnie do dziecka.

Emil objął ją i powiedział - mówisz to wszystko co zaczęło mi chodzić po głowie. Ty co prawda powiedziałaś znacznie  więcej niż ja  chciałem tobie  powiedzieć, ale zgadzam  się z tobą  całkowicie. Arek bez problemu poradzi sobie  na rynku, w końcu jest znany. I albo wejdzie do jakiejś spółki, albo będzie sam sobie wszystko załatwiał. Jeśli rozpuści na uczelni wiadomość, że może komuś patronować i prowadzić aplikację, to zawsze chętnego znajdzie i siłą  rzeczy będzie miał pomoc. Rozczulił mnie, bo mi powiedział, że mam szczęście , że on kumplom nie wyrywa żon, bo gdyby nie miał takich zasad, to by Cię podrywał na fula.  

Adela  roześmiała  się - zapomina o jednym- podryw  wychodzi tylko wtedy, gdy chce tego kobieta. Męskie  chcenie musi po prostu trafić na podatny grunt. Jeśli nie spodoba się tej, którą podrywa to albo  od razu oberwie między oczy, albo, co się  często zdarza kobieta go podpuści a potem zostawi bez  słowa  wyjaśnienia. Bo my kobiety bywamy okrutne, zwłaszcza wtedy gdy kogoś nie chcemy.

To ja mu zaraz wyślę sms, jutro , a właściwie już  dziś jest sobota i możemy się z nim po południu na  chwilę spotkać.

No to teraz zagramy w orła i reszkę, które  z nas mu to  powie - roześmiała  się Adela. Myślę, że oboje mu to powiemy- stwierdził Emil. Nie ma sensu tego ciągnąć dłużej. A on po cichu będzie  myślał, że ja  się boję, że on  cię jednak poderwie. No i dobrze, niech  myśli  sobie  co chce. Emil  szybko wystukał sms, w którym napisał, że  mogą nawet podjechać  w jego okolice, bo sprawa  krótka. Gdy już się kładli przyszła odpowiedź- spotkajmy się w Auchan  o 13,00 przy wejściu bliskim dealera Toyoty.  Krótkie Emila OK zakończyło sprawę.

Przed wyjazdem na spotkanie Adela wpadła na moment do rodziców, by im  powiedzieć, że jadą do Piaseczna do Auchan i czy może coś im  stamtąd potrzeba. W Piasecznie  byli nieco przed  czasem i Adela wpadła do sklepów "galerii", co zaowocowało kupnem paska do zegarka i bardzo ładnego lekkiego, w sam raz  na lato,  sweterka. Arek przyjechał gdy Adela jeszcze robiła  zakupy. Gdy dotarła z zakupami było już po rozmowie , a Arek powiedział do Adeli - nie jest wcale wykluczone, że za jakiś czas, gdy się już rozkręci cała sprawa z samodzielnym działaniem rzeczników wrócimy do pomysłu spółki. To co mi Emil powiedział ma ręce i nogi. To faktycznie  mogłoby  nie  wypalić. A ja odwiedzę jedną spółkę, która  działa na rynku od wielu lat i ogłasza się jako spółka patentowa. Popytam wśród znajomych. Bo być może skorzystamy wtedy z ich  doświadczeń.Nie ma po co forsować płotu gdy jest  furtka. Ku wielkiej radości Adeli rozstali się w  wielkiej zgodzie.

Pogoda była  bardzo ładna, więc zaproponowali Helenie i Piotrowi wypad do Konstancina, a z wielkiej radości, że spółki póki co  nie będzie, Emil zarządził obiad w Konstancji. Przy obiedzie Emil  powiadomił ojca, że  odpuścili, dzięki ogromnej  wrodzonej mądrości Adeli, spółkę z Arkadiuszem. Adela opowiedziała w związku z tym o swoich przemyśleniach w związku z sytuacją jaka obecnie jest w tej  branży i rodzice uznali, że bardzo dobrze  zrobili. A Piotr powiedział, że znał sporo spółek, niestety większość z nich po jakimś czasie rozpadała się, najczęściej z powodu coraz  mniejszego zaangażowania stron w jej prawidłowe  działanie.

A o tym, że postanowili oboje dorosnąć Adela i Emil nie pisnęli ani słowa.

                                                           c.d.n.



niedziela, 24 lipca 2022

Trudny wybór - 69

 W drodze z pracy do domu Adela opowiedziała mężowi jaką miała rozmowę z szefem i że właściwie cała instytucja funkcjonuje  na mocno okrojonych  obrotach no bo nie wie  nikt  co dalej. I jeśli tak jest i w innych branżach to całość za jakiś czas nie  będzie  wyglądała interesująco. Więc może  szkoda, że wykazała  tak mało entuzjazmu odnośnie tego wyjazdu do Madrytu.

Maleństwo, rodzicom wcale  nie  byłoby tam dobrze a gdyby zostali oni tu a my bylibyśmy  tam to byłoby źle i im i nam. 

Dziś musimy omówić z Arkadiuszem jak najwięcej  spraw organizacyjnych. Jeżeli będziemy mieli szczęście, to  ruszymy z miejsca najszybciej   za kwartał ale nie  wykluczone, że dopiero za pół roku. Bo wszystko niestety wymaga  czasu, począwszy od sprecyzowania umowy, bo dopiero  wtedy będziemy  mogli zająć  się szykowaniem lokalu. Dziś rozmawiałem z kumplem i nie  będzie  problemu bym  miał półetat na Politechnice. Bo mam  wrażenie, że na początku działania  naszej  spółki będzie to nieodzowne. Ale spokojnie,  wszystko sobie to  dziś i w kolejnych  spotkaniach omówimy. Pomyślałem  tylko, że zapewne będzie lepiej gdy zaczniesz aplikację dopiero od następnego roku akademickiego,  a nie najbliższego. Bo po prostu teraz i przez kilka miesięcy Arek i my będziemy mieli urwanie  głowy. Arek jest  wielkim optymistą, ale on  nigdy jeszcze  spółki nie  zakładał, on tylko do spółki przystępował. A to olbrzymia różnica. 

I zastanawiam się nad tym,  czy jest sens  bym przeszedł do urzędu, bo nim nam to wszystko ruszy to lepiej bym mógł mieć  do wszystkiego wgląd a pracując osiem godzin na etacie nie będę miał zupełnie wpływu na to,  co się  będzie  działo w trakcji organizacji spółki. Nie wykluczam też sytuacji, że przez kilka miesięcy na początku wcale  nie będę pracował na jakimkolwiek etacie. Będę na twoim utrzymaniu, ostatnio masz całkiem niezłe wynagrodzenie. A my jakimś cudem nie   wydajemy  wcale dużo pieniędzy, o ile nie jedziemy do SPA lub  Zakopanego.  Najwyżej w  tym roku nie pojedziemy do nałęczowskiego SPA.

Nielubiany przez ciebie dyrektor wciąż się  dopytuje kiedy wreszcie dam mu adres kancelarii. Powiedziałem, że ty na razie odpoczywasz po trudach zdobywania szlifów rzecznika.  Na razie nadal duże zakłady mają rzeczników na etatach, a jemu Rada Zakładowa zadała pytanie czy on  nadal będzie utrzymywał dział patentowy. Jakoś biedne tumany nie  zassały, że ten  dział to tylko ja, o  czym on ich poinformował. Był wyraźnie wściekły, że te barany zupełnie  nie łapią korzyści z tego, że  zakłady przemysłowe  dzięki innowacjom mają  co produkować. Ale on  się nie  "obcina" i dość ostro im powiedział co myśli o ich poziomie umysłowym. No bo oczywiście rada zakładowa w  99,9%  to pracownicy fizyczni  zakładu doświadczalnego, dla których każdy pracownik umysłowy to darmozjad. Stara, dobra kadra, byli członkowie PeZetPeeRu.Rachuba  płac i kasjerka to również darmozjady. Doszliśmy zgodnie do wniosku że "nowe powraca". Powiedział mi, że liczy  się z tym, że w każdej chwili może  zostać odwołany,  a wtedy najzwyczajniej w świecie opuści ten smętny raj, bo tak naprawdę nic go tu nie trzyma. Nawet dziecko nie, bo  nie ma  z dzieckiem kontaktu. Najlepsze było to, że rozmawialiśmy spacerując po podwórku. Myślałem, że padnę ze śmiechu, gdy w pewnej chwili przystanął koło końca   budynku i  zaczął  mi pokazywać  coś, czego tam  nie było i powiedział - obawiam się, że w budynku jest podsłuch, więc gdy chcę porozmawiać z porządnym człowiekiem to albo wychodzę na  zewnątrz albo spaceruję po korytarzu. O tym "wysuniętym robotniku" to on  wie, ale ten wysunięty jest z poprzedniego  MSW a nie  z obecnego. I jeśli facet  wkrótce odejdzie to będzie  znaczyło, że nie  zmienił barw  klubowych. I wtedy znajdzie  się jakiś następny.

Dobrze, że mi to mówisz - na tematy "drażliwe"  rozmawiam  tylko z  szefem a i to raczej  b.rzadko. Czuję, że on  się bardzo martwi tą  sytuacją. Wiesz  co, ale  nie mówmy o  tym rodzicom, bo będą  się zamartwiać. A ich  zamartwianie  się  nic nikomu  nie pomoże.

No jasne, że nie będziemy im nic  mówić.Tym bardziej, że ani oni ani my  nie mamy na rozwój  sytuacji żadnego wpływu. Nie głosowaliśmy  wszak na tą ekipę. Pytałem się naczelnego dokąd pryśnie gdy  go zdejmą  ze stanowiska. Twierdzi, że najprawdopodobniej albo do Czech albo do Niemiec. I jeśli  się tam  przeniesie to weźmie  ze sobą swoich rodziców, żeby go tu  już nic nie  wzywało. Podobnie jak my jest zdegustowany tą całą sytuacją i, jak twierdzi, nie  sądził, że mamy aż tak "niedorobione" społeczeństwo. Podobno ci co byli bardziej  zorientowani w sytuacji już są w Czechach i bardzo sobie  chwalą ten krok. I jeszcze  mi powiedział, że dobrze robię odchodząc stąd.  Więc mu tylko przypomniałem, że tak  naprawdę to jest  to zgodne z zamysłem obecnie  rządzących a nie mój osobisty  wymysł, chociaż mnie bardziej pasuje praca blisko miejsca zamieszkania.  Obiecaliśmy  sobie  być nadal w kontakcie, zresztą mamy na  siebie  namiary telefoniczne, a nasz adres  domowy też  zna, jest  wszak w naszych  dokumentach  w kadrach, a wiadomo, że  dopóki jest tu naczelnym to ma  do nich  dostęp. Wychodzę z  założenia, że w tym porąbanym raju nigdy nie wiadomo kto  ci może być nagle pomocny, więc nie  zrywam takich kontaktów. Na szczęście  już nie było mowy o tym, że kupiłby chętnie moje mieszkanie. Tak prawdę mówiąc marzy  mi się byśmy wszyscy mieszkali w  kraju o stabilnym ustroju a nie  w takim jak ten, gdzie wciąż  człowiek czuje  się jak kartofel w gotującej  się wodzie. Przeglądam ostatnio różne strony w poszukiwaniu takiego kraju, w którym byłoby nudno, czyli bardzo, bardzo stabilnie. 

Arek przybył do nich punktualnie co do minuty, co tak bardzo zadziwiło Emila, że aż to skomentował. Ależ ja  z natury jestem punktualny, tylko z reguły moi klienci nie są i stąd moje liczne spóźnienia. Teraz jechałem z domu i dlatego udało mi się przyjechać punktualnie. I tylko trzy razy się pytałem jak dojechać pod wasz  adres. Dobrze, że zapamiętałem, że macie za sąsiada przychodnię bo inaczej to bym musiał po ciebie telefonować. Projektanta to powinno  się osadzić w jakimś zakładzie dla niedouków. Adela i Emil wybuchnęli śmiechem mówiąc - pociesz  się, że nie ty jeden miałeś z tym problem. My też to mamy. Ostatnio szukałem jednego adresu dotyczącego głównej ulicy Ursynowa. Okazało się, że  taki numer budynku jest z drugiej strony budynku stojącego przy KEN,  a do tego ulica  biegnąca wzdłuż tego budynku ma  zupełnie inną nazwę, chociaż nad wejściem jest adres KEN ileś tam. No normalnie ręce opadają. I chyba sporo osób ma  z tym kłopot, bo ostatnio widziałem tam tabliczkę ze strzałką wskazującą adres KEN. I mamy z Adelą podejrzenie, że projektant oznakowania osiedla musi być rodem z Zakopanego, bo tam jest bardzo podobnie.  Adela szybko mu opowiedziała, jak kiedyś szukała tu punktu napraw sprzętu elektronicznego,  w końcu zatelefonowała tam, powiedziała  w którym miejscu właśnie  stoi i facet ją prowadził zdalnie. Bo regułą na Ursynowie jest to, że jedziesz jakąś ulicą i adresy na budynkach po lewej stronie ulicy są inne niż po prawej,  ale mają jedną cechę wspólną- żaden nie ma na tabliczce  nazwy ulicy, którą się właśnie jedzie. A jedna z koleżanek Adeli trafiała do swego brata mieszkającego  na Ursynowie na  zasadzie lokalizowania wzrokowego Instytutu Onkologii z jednego, określonego miejsca, do którego trafiała bezbłędnie. Gdy mi to opowiadała nim tu zamieszkaliśmy to się bardzo śmiałam, teraz jakoś mniej  mi do śmiechu z tego powodu.

No to całe  szczęście, że lokal będziemy mieć na Mokotowie  a nie  tu - stwierdził Arek. Zresztą na ścianie budynku będzie zainstalowana spora tablica informacyjna. Nawet  sobie  nie wyobrażacie ile miejsca zajmowała w tym sklepie wystawa, bo pod nią był magazynek. I zamiast tego okna wystawowego zapewne zrobi  się ścianę, którą oczywiście trzeba będzie ocieplić. Trzeba będzie znaleźć jakąś przytomną i odpowiedzialną osobę do prowadzenia  recepcji. 

Przytomna i odpowiedzialna to jestem ja -mogę na samym początku działalności się  tym zająć - powiedziała Adela. Bo jak  znam życie to tak "z mety" nie będzie wiele spraw z  zakresu patentów i Emil będzie "samoobsługowy" w tej materii.  Sprawy księgowe to będziemy musieli dać na  zewnątrz - nie opłaci  się nam zatrudnienie księgowej. 

No coś ty?- zawołał Arek- magister prawa + rzecznik patentowy będzie  się zajmował przyjmowaniem klientów i kierował sprawy do poszczególnych osób? Słyszałem, że chcesz aplikować na adwokata, coś się zmieniło? No tylko o tyle, się  zmieniło, że nie teraz-zaraz chcę aplikować, ale muszę nieco po tych ostatnich dwóch zwariowanych latach  odetchnąć. 

Nie  chcę być Kassandrą, ale jest niemal pewne, że w tej materii też będą  zmiany, podobnie jak w kwestii uprawnień dla rzeczników patentowych - stwierdził Arek. Adela wzruszyła  ramionami - no to będą a tak naprawdę to nie jestem napalona  na zdobywanie nowych tytułów. Nie  łudźmy  się, wiele mądrzejsza to nie będę. Każdy, nawet bardzo doświadczony prawnik ciągle  wspomaga się kodeksem, nikt nie ma  w głowie wszystkiego i do każdej sprawy musi się przygotować wspomagając  się doświadczeniem swoim lub innych prawników. I musi na bieżąco studiować  wszelkie zmiany w przepisach. Poszłam na prawo  nie  z  zamiłowania, ale  dlatego, że to co mnie interesowało nie  można  studiować inaczej  niż stacjonarnie. Poza  tym liczę się z tym, że w pewnej chwili zapewne zostanę matką, a nie mam ochoty by moje dziecko hodował żłobek a potem przedszkole. A co chciałaś studiować? - zapytał Arek. 

Biotechnologię - odpowiedział Emil  zamiast Adeli. Proponowałem, żeby może teraz  zaczęła  studiować dla przyjemności, ale te lata pracy i  studiów  dały jej mocno w kość. Zobacz jaka to drobniutka kobietka. Nie wiem tylko dlaczego zrobiła ten tytuł rzecznika, to przecież też było sporo pracy. Adela popatrzyła się na niego, chwilę milczała i powiedziała- bo jak  każda zakochana kobieta miałam wyraźnie zaćmienie rozumu. Kochać cię nie przestałam,  ale sama  się przekonałam, że żadna ze mnie siłaczka. Dobrze, że tym razem nie  musiałam robić za poduszkę do igieł i skończyło się na łykaniu leków.

Przemyślałam sobie spokojnie w pracy swoją pozycję w spółce i stwierdziłam, że od  wieków  wiadomo, "pańskie  oko konia  tuczy" i zwłaszcza na początku ktoś musi mieć  wgląd właściwie we  wszystko. Ty i Emil będziecie zajęci sprawami merytorycznymi, czyli klientami i dopóki nie będą do  nas walić drzwiami i oknami, to moja pomoc w większym wymiarze  nie będzie  wam potrzebna i mogę prowadzić recepcję, dbać o to by było na miejscu to  wszystko co jest niezbędne do działania. Macie laptopy więc nie będzie przepisywania niczyich bazgrołów z brudnopisu na "czystopis". Potrzebna będzie zapewne drukarka, a raczej może tzw. "urządzenie wielofunkcyjne" co robi i za skaner i za xero. A może byłoby z czasem dobrze by każdy z was  miał takowe na swoim biurku. Arka byłoby dobrze wyposażyć w dyktafon - tyle tylko, że zawsze trzeba uprzedzić klienta gdy się chce z niego korzystać. Mam wrażenie, że kancelaria nie będzie otwarta 12 godzin na  dobę, tylko w  z góry określonych godzinach.  Widzę tylko jeden mankament dla was panowie - osoba, która będzie zarządzać sekretariatem będzie  musiała  znać na bieżąco wasz rozkład dnia, który zapewne będzie  się zmieniał w zależności od prowadzonych spraw. Więc będziecie  się musieli na okrągło "spowiadać". Potrzebny też będzie telefon stacjonarny. I musi być na nim nagrany  komunikat w jakich godzinach urzęduje kancelaria.  Takie są moje przemyślenia  w tym temacie. Oczywiście nie  wykluczam, że z lekka bredzę, ale nigdy nie pracowałam  w spółce ani też w kancelarii, za to sporo lat w sekretariatach. Ministerialnych również. 

I jeszcze  coś - robiąc coś z  zakresu patentowego mogę się pod  tym podpisać. Ale nie pod sprawami z zakresu prawa cywilnego. Tylko jakoś ciągle nie mogę tego pojąć  swoim  małym  rozumkiem. Śmieszy  mnie ten przepis bo was obu obowiązuje tajemnica  zawodowa. A może mi się tylko tak  wydaje.

A teraz to zjemy sobie obiadek, prześpicie  się z tymi moimi propozycjami, które są również sprecyzowane na piśmie, przemyślicie  to sobie  spokojnie i na następnym spotkaniu powiecie co o tym sądzicie, bo jak powiedziałam - może ja tylko bredzę.

Adela dała każdemu do ręki zadrukowaną kartkę i wyniosła  się do kuchni. Po chwili Arek powiedział - no patrz  stary,  załatwiła  nas. Ale jeszcze i tak mamy kilka  spraw do omówienia. Przyniosłem rozrysowany projekt pomieszczeń. Emil pokiwał głową i   powiedział - zjedzmy  wpierw. Pójdę do kuchni by zobaczyć,  czy nie trzeba jej pomóc.  Do kuchni poszli obaj i Adela  stwierdziła- o fajnie, możemy zjeść tak  rodzinnie,  w kuchni.

                                                                  c.d.n.


 

sobota, 23 lipca 2022

Trudny wybór - 68

 Odwożąc rano Adelę do pracy Emil przepytał ją co  chciałaby zjeść na obiad, bo on postanowił, że sam będzie  gotował dla nich obiady - wszak ma cały  dzień wolny. No i oczywiście przyjedzie po Adelę o siedemnastej. I oczywiście da jej  znać,  czy Arek nadal chce być z nimi  razem w spółce, czy może się zraził faktem, że Adela nie zaakceptowała pomysłu dotyczącego wystroju wnętrza.

Adela skrzywiła  się - gdyby z takiego  powodu zrezygnował wyszedłby na kompletnego głupka, bo w każdym  wspólnym  działaniu jest  miejsce na  dyskusję. Wiesz,  zaproś go dziś do nas na  wieczór - może jestem niedorobiona, ale głupio mi jakoś być z nim "na ty" - facet jest profesorem, był moim promotorem a tu nagle go tykam i jeszcze opieprzam. On chyba jest starszy od ciebie. A w ogóle skąd  się znacie? 

Byliśmy razem w drużynie siatkarskiej. I tak jakoś przypadliśmy sobie  "do gustu". Jest raptem dwa lata ode mnie starszy. Żonaty? Rozwiedziony. Gdy go kiedyś pytałem o przyczynę rozwodu powiedział - niestety  nawet największa  uroda nie przykryje skutecznie głupoty. Głupia  kobieta u boku jest gorsza niż brak kobiety. I gorsza niż  wojna.  A myśmy mu zazdrościli, że ożenił  się jeszcze  będąc na  studiach. Znasz jego byłą? Ładna była? 

Jak dla mnie to było jej za dużo - wysoka, 175 cm wzrostu w tenisówkach, wiecznie uśmiechnięta, do każdego się szczerzyła. I dość głośna. I miała chyba  za dużo zębów.  Też grała w siatę. Mało ją  znałem. Strasznie była napalona  na to, by szybko mieć  dziecko - nie  szkodziło jej, że nie mieli mieszkania, że Arek był jeszcze na utrzymaniu rodziców. No a Arek stwierdził, że owszem, dziecko będzie,   ale dopiero  wtedy gdy on skończy  studia i zacznie  zarabiać. No i się związek rozpadł, zwłaszcza, że idiotka stwierdziła, że w takim razie ona chce rozwodu, bo nie ma  zamiaru by mieć  dziecko dopiero na  starość. I Arek, jak sam powiedział, miał w tym momencie przebłysk świadomości i  się rozeszli. Ciebie podziwia za twą inteligencję i za konsekwencję w działaniu, co jednak  nie przeszkodziło mu  zauważyć, że jesteś  bardzo ponętną osóbką.  Ty mówisz, że kolor włosów u kobiety to rzecz nabyta, a Arek uważa, że uroda kobiety jest rzeczą nabytą. Jak mi kiedyś powiedział - raz widział swoją nad  morzem bez makijażu, z mokrymi włosami i niewiele brakowało by powiedział do niej per  pani, bo jej w pierwszej chwili jej nie poznał gdy wychodziła z wody, a on czekał na  nią na brzegu z ręcznikiem.

No ale chyba w czymś mu jednak pasowała, skoro się  z nią ożenił- nie uważasz?  No, zapewne pasowała  mu w łóżku. Była jego pierwszą kobietą. Bo Arek nie  miał powodzenia u płci pięknej.  Ale do tego by być razem całe życie to jest stanowczo za mało. Teraz też  jest sam.

Mogę ci powiedzieć jak jesteś postrzegany wśród płci pięknej w urzędzie. Ciekawe - stwierdził Emil - jakoś tak  się składa, że głównie rozmawiam tam z mężczyznami, zwłaszcza  w pionie,  w którym ty jesteś.  No powiedz. 

Adela uśmiechnęła  się - primo- jesteś oceniany jako przystojny  facet. Zawsze jesteś uprzejmy i bardzo zdystansowany w stosunku do kobiet. Więc powiedziałam tylko, że to wyniosłeś  z domu i że oboje  mamy poważny stosunek do spraw męsko- damskich. Poza tym wszyscy w moim pionie  wiedzą, że jestem twoją żoną,  a nie  na przykład  siostrą.  A poza tym to mało kto  mnie tam ogląda, bo głównie siedzę w pokoju szefa i nie szlajam  się po urzędzie.

Zapomniałam ci powiedzieć jak było z tymi zameczkami - zamontowałam je i gdy już kończyłam zabawę przyszedł do pracy szef i powiedział:  ooo, widzę, że mąż pani zamontował nowe  zameczki! Wyprowadziłam go ze stanu  nieświadomości mówiąc, że nie mąż mi montował, tylko sama je zamontowałam, bo to żadna sztuka przykręcić czterema śrubkami mały  zamek. I nie pokaleczyła  się pani? - jego zdziwienie sięgało niemal dachu budynku. Powiedziałam mu tylko, że wyraźnie nie  docenia  kobiet. I że nie umiem co prawda szyć na maszynie, ale potrafię za to bardzo  dobrze prowadzić  samochód i bez postojów pokonać trasę Warszawa  Gdańsk, zmienić  w samochodzie  koło, w razie potrzeby założyć nowy pasek klinowy, wymienić żarówki w reflektorach. I choć szew wykonany przeze mnie na maszynie wygląda jak droga pijanego, to potrafię sobie maszynę sama wyregulować. Facet był wyraźnie  wstrząśnięty,  nie zmieszany.

Właśnie  przyszło mi na myśl, żebyś może kupił dziś pierogów w pierogarni i obiad  zjemy  razem z Arkiem. A czego nie  zjemy  to się po prostu jak  zwykle zamrozi. Na deser będą lody. Wiesz co, marzy  mi się już weekend, czyli taki długi, długi leniwy poranek.

Oj tak, mnie też brakuje  tych długich poranków, które  mieliśmy na urlopie. Coraz  więcej  podoba  mi się perspektywa  pracy w spółce. Ciekawy jestem kto jeszcze  będzie z nami pracował. Ja też jestem  ciekawa- stwierdziła  Adela. Mam  zerowe wyobrażenie o funkcjonowaniu takiej  kancelarii, nigdy nie korzystałem z usług kancelarii prawniczej. Korzystałem z usług notariusza i  nie  zastanawiałem  się czy to spółka czy facet pracuje  solo. Ale obiło mi się kiedyś o uszy , że notariusze  najczęściej pracują "dwójkami" i potrzebują  sporo personelu pomocniczego, bo tam jest  zawsze sporo pisania. 

Maleństwo,  a jakie pierogi kupić?  Zadzwoń do Arka i wybadaj  jakie lubi, a dla nas jak zwykle - różne. Stali przed parkingiem biurowym i Adela wyraźnie ociągała  się z wyjściem  z  samochodu. Emil pocałował ją delikatnie  w policzek i  powiedział - jak będziesz  sama w pokoju to napisz albo zadzwoń. A jeśli będzie  ci bardzo źle to możesz przez jakiś  czas nie pracować. A może po prostu pójdziesz  trochę na  zwolnienie? Pomyśl o tym. Pa, moje  słoneczko, będę o 17,00.

Gdy Adela zniknęła w drzwiach Emil zatelefonował do rodziców z pytaniem czy kupić im  pierogów , bo właśnie jedzie  do pierogarni, żeby je  zamówić. Bo dziś to obiad będzie  wspólny z Arkiem, po prostu  muszą omówić wiele  spraw  dotyczących spółki. Nie chciał przez telefon  oznajmiać Helenie i ojcu, że  w okresie  swego urlopu  sam się  zajmie obiadami. Był przekonany, że lepiej  będzie,  gdy  zrobi to sam, osobiście.  Podjechał do pierogarni, złożył  zamówienie, umówił   godzinę odbioru, wpadł jeszcze  na  zakupy do L'Eclerca. Po powrocie wziął się  za sprzątanie, które poszło mu  szybko. Cieszył go bardzo fakt, że lekarz, u którego  była Adela,  nie zapisał  jej żadnych stricte uspakajających środków farmakologicznych,  a jedynie zestaw witamin  regenerujących układ nerwowy. Postanowił "wyciągnąć"  od Heleny więcej  szczegółów na temat dzieciństwa Adeli, bo był przekonany, że przeżycia Adeli z tego okresu  też  mogą mieć  znaczenie i oprócz wzmocnienia jej układu nerwowego lekami mogłaby tu pomóc też dobra  psychoterapia. Od razu wspomniał z rozrzewnieniem  swoją mamę, którą tak  bardzo kochał i która  zawsze go rozumiała. A skoro Adela "od  zawsze" bardziej darzyła uczuciem  siostrę  swej  matki niż matkę i ojca, to widocznie brakowało jej bardzo miłości rodziców.

O umówionej  godzinie odebrał pierogi, wpierw "swoje" umieścił w lodówce,  a potem poszedł do rodziców. Bardzo długo rozmawiał z Heleną, dowiedział się o sprawach, o których  mu nigdy Adela  nie mówiła. Nie  wiedział dotąd, że Adela  bywała  już na psychoterapii, że nadal może trafić do tej samej psychoterapeutki w razie potrzeby,  ale  zdaniem Heleny wystarczy na teraz  to działanie - trochę  witamin, dużo czułości, trochę więcej  snu i  wszystko się  wyprostuje. A  w dni,  w które Emil będzie  musiał więcej czasu poświęcić na spółkę, to Helena podszykuje obiad i zaniesie go do ich  mieszkania. Przecież to tylko kilka kroków, no a klucze od ich mieszkania to ona  ma. Uspokojony Emil umówił się na obiado- kolację z Arkadiuszem, a że jeszcze  było sporo  czasu do końca dnia pracy Adeli skontaktował się z jednym  z kolegów, by wybadać jak  wygląda  sytuacja  na Politechnice, bo gdy spółka  ruszy to pełny etat w urzędzie nie będzie do pogodzenia z pracą w  spółce.

Tego dnia Adela "błysnęła" przytomnością umysłu. Z samego rana szef poprosił ją by przejrzała kilka segregatorów, bo nie może odnaleźć pewnej sprawy, a pamięta, że już była omawiana, była opinia, zresztą jak pamięta -odmowna, a teraz on  nie może tego odnaleźć. Może "jakaś łajza" jak to pięknie określił, była  łaskawa umieścić to w niewłaściwym miejscu. Adela, w trakcie gdy mówił odruchowo wszystko zapisywała wpatrując  się bardziej w usta szefa niż w kreślone na kartce literki,  na koniec zapytała- mam tego szukać tylko w naszych dokumentach czy wszędzie w naszym dziale? No wpierw to u nas, bo nie wykluczam, że tą łajzą to mogę być ja  sam. Biurko swoje już dwa razy przejrzałem. A teraz  muszę znów iść na mielenie plew. Adela odczekała  aż szef opuścił pokój, potem zapytała Stasię smsem, kto u  nich zajmował się tą  sprawą, prosząc ją o zachowanie dyskrecji. Stasia odpisała i w chwilę potem Adela weszła do działu, z niewinną minką, pytając  się, który z panów jest "panem Zygmuntem S.", bo ona nadal ich nie kojarzy nazwiskami, za co oczywiście  przeprasza. Ów Zygmunt S. natychmiast  się ujawnił, Adela podeszła  do jego biurka i powiedziała, że prosi o akta  sprawy (tu wymieniła jej  numer), bo są szefowi potrzebne. Dostała nieduży segregator i unosząc go ze  sobą obiecała, że  sama go z powrotem przyniesie. Przejrzała dokładnie jego zawartość, wypięła z niego skoroszyt dotyczący tej  sprawy, przejrzała skrupulatnie jego zawartość i znalazła to czego szef poszukiwał. Wyglądało na to, że nikt nie raczył poinformować zainteresowaną  stronę o tym, że odpowiedź jest odmowna, więc usiadła  do komputera i "wymodziła" wysoce pokrętną odpowiedź zawierającą jednocześnie i przeprosiny, że tak długo nie odpowiadali jak i "odmowiedź". Wrzuciła  wszystko na drukarkę i wydrukowała. Firma,która zgłaszała tę sprawę nie posiadała ewentualnie  nie używała  swej strony internetowej do prowadzenia korespondencji, więc i nie  doczekali się odpowiedzi.  Do skoroszytu tej  firmy Adela dopięła na  wierzchu kartkę  informującą, że firma nie  używa adresu mailowego.

Gdy po blisko trzech godzinach powrócił szef znalazł na   swym biurku skoroszyt z aktami i pismo do nich wystosowane, czekające  tylko na jego podpis i pieczątkę.

Oooo, znalazła pani, czyli moja  wina. Nie, nie pana wina szefie, wina tej  firmy, nie idą z  duchem czasu i nie mają  konta mailowego. Znalazłam to w  dziale. I pozwoliłam  sobie im odpisać "na piechotę" a nie elektronicznie, tylko nie mam koperty ani znaczka.

Jak pani wpadła na to, że to jest w dziale? Szefie- po prostu nie  znalazłam tego u nas, to dowiedziałam  się "swoim kanałem" kto się  tym zajmował, przejrzałam segregator no i znalazłam.  A pani "kanał" to pewnie Staśka - ona bardzo panią lubi.  Adela uśmiechnęła  się - też ją lubię - po prostu zapytałam ją kto w  dziale zajmował się tą sprawą i zabrałam się za przeszukanie tamtego  segregatora. No i tylko trochę powołałam  się na pana, to znaczy, powiedziałam,że od pana  wiem kto się tym u nich zajmuje. Nie chciałam by potem pan Zygmunt miał żal do Stasi. Bo ludzie  to są jednak dziwni, albo ja strasznie wciąż naiwna. Szefie, ja się tu piekielnie  nudzę - przez wiele lat miałam tak zwane  "urwanie  głowy" a teraz czuję się  nieswojo. Normą to był stan, że byłam cały czas pod kreską czasową bo wpierw tylko praca i studia, a potem ten  program pilotażowy, który nazywałam niańczeniem dyrektora i w dalszym ciągu studia. A ostatnie dwa lata to był istny dom wariatów, bo pisałam magisterkę, chodziłam tu na kurs  i na dodatek moje życie prywatne też się okrutnie zmieniło. Zawodowo to się czuję zawieszona w próżni. 

Pani Adelko, chciałem po prostu by pani odpoczęła, my w tej chwili też jesteśmy nieco zawieszeni w próżni. Co prawda o jakichś zmianach to słyszymy już od lat, a ciągle jest albo gorzej niż było, albo tak samo.

                                                                                c.d.n.



piątek, 22 lipca 2022

Trudny wybór - 67

Obowiązujące  badania  lekarskie  Adela  zrobiła  w prywatnej przychodni lekarskiej, w której Emil zarejestrował ją i  siebie przy okazji afery z rakiem Piotra. Bardzo  sympatyczny lekarz, który zajmował  się medycyną  pracy stwierdził, że Adela powinna wziąć nieco suplementów i  wzmocnić  swój  system nerwowy witaminami  z grupy B. Adela opowiedziała mu, że już raz  miała tego rodzaju kłopoty i brała  serię  zastrzyków, które jej bardzo  pomogły. Tym razem część witamin  była  w kropelkach a nie w  tabletkach. Wypisał na  oddzielnej  kartce  jak i kiedy  ma  Adela te  kropelki łykać i ma się  nie  sugerować,tym  że część z nich głosi, że są one  dla dzieci. Po prostu taka  postać leku lepiej  się  wchłania. On wie, że prościej jest łyknąć  tabletkę niż odmierzać kropelki, ale ma nadzieję, że po tej serii Adeli  się  poprawi i następna  suplementacja będzie  zapewne  dopiero za rok  potrzebna. Oczywiście mógłby przepisać zastrzyki,  ale zastrzyki to wszak  nieco  większy kłopot dla  pacjenta, nie  mówiąc już o tym, że potem pośladki  są obolałe. Wszystkie  te badania  były objęte  abonamentem, który wykupił dla niej i dla  siebie  Emil,  więc nie  było dodatkowych kosztów.

Z Arkiem spotkali się tydzień później. Spotkanie  zaczęło się od obejrzenia lokalu. Arek już  wcześniej  pokazał całość architektowi, który "od  ręki" zrobił  szkic jak można tę przestrzeń stosunkowo niewielkim nakładem kosztów przerobić. Bardzo duże pomieszczenie magazynowe mogło zostać podzielone na  cztery małe pokoje , a  miejsce sklepu byłoby recepcją i  sekretariatem. Poza tym wiadomo, że nikt nie  będzie pracował 12  godzin na dobę,  więc jeden pokój  może  być wykorzystywany przez  dwóch pracowników. Bo część interesantów z całą pewnością będzie przychodziła w godzinach popołudniowych lub  nawet  wieczornych.

 Gdy już omówili dokładnie kwestię spółki i nanieśli poprawki do planu zrobionego przez architekta, który zresztą był kolegą Arka, opowiedzieli rodzicom o  swoich planach. Największe  zdumienie wywołała  wiadomość, że Adela chce aplikować  a dopiero  co skończyła przecież studia i aplikację na  rzecznika patentowego. Nie masz jeszcze dość nauki? - dopytywała  się Helena. 

Ależ ja lubię się uczyć, ja  tylko nie lubię zdawania egzaminów. Właściwie  człowiek całe  życie się  uczy  czegoś  nowego, bo świat, życie nie trwają w  miejscu. Popatrz - kupisz jakiś nowy grat do kuchni to też musisz  się nauczyć jego obsługi.  Nawet jeśli kupisz jakiś   nowy kosmetyk to  musisz  poczytać jak  go stosować. To też  nauka, tylko my sobie z tego nie  zdajemy  sprawy. Przepis na  jakąś nową potrawę - czytasz wskazówki jak ją  wykonać- to też  nauka,  bo przecież wcześniej  nie wiedziałaś jak to  zrobić. Wchodzimy w jakiś nowy związek i znów musimy  się uczyć, tym razem obsługi i używania  partnera. Całe nasze życie to stała nauka  czegoś. Urodzisz   dziecko to też musisz poczytać lub  dowiedzieć  się od kogoś kto już ma dziecko w jaki sposób się nim opiekować. Całe nasze  życie trwa  nauka. A wiem, że nawet większe tumany ode mnie ukończyły studia i bywają nawet dyrektorami całkiem sporych przedsiębiorstw. 

Piotr zaczął się  śmiać - nadajesz się córeczko na  adwokata - umiesz znaleźć przekonywujące argumenty.I właściwie to masz rację - całe  życie  się czegoś uczymy. Tyle  tylko, że nikt  nam nie wystawia  stopni, nie  robi egzaminów,  więc nie traktujemy tego jako uczenie  się. Jedno jest  pewne - możecie  zawsze  liczyć na  naszą pomoc, na  razie, dopóki jeszcze  tam pracujecie i tak późno wracacie  z pracy to będzie lepiej, jeśli będziecie się stołować  u nas.

A Helena powiedziała - gdy mi tłumaczycie  gdzie to jest,  to nie mogę się oprzeć  wrażeniu, że w tym miejscu  był kiedyś sklep  dla wojskowych i wystawa była  notorycznie zasłonięta  żółtymi zasłonami- wszystkie te  sklepy  nie  miały praktycznie  wystaw i nazywane  były "sklep za żółtymi firankami". W pewnej chwili,  na bardzo krótko, dopuszczono również cywili, ale atrakcyjniejsze  towary były dostępne  tylko po okazaniu odpowiedniej legitymacji. Mąż jednej  z moich koleżanek był zawodowym wojskowym i  stąd o  tym wiem.  I może nic  dziwnego, że gdy potem był w tym miejscu już normalny sklep to splajtował - przez 40 lat ludzie  się przyzwyczaili do omijania go i pewnie  tak zostało. Poza  tym ten budynek jest nieco  cofnięty i dojście  do niego jest  przez  coś, w  rodzaju podwórka - prawda? A  wejście do sklepu  jest tuż obok  bramy  wejściowej do  budynku mieszkalnego i widać z ulicy  tylko wejście  do budynku a do tego sklepu wejście  jest niewidoczne, bo jest pod kątem prostym w  stosunku do wejścia do budynku.  Tak, tak  właśnie jest, potwierdzili Emil i Adela.  Sklep jest częścią  tego  budynku mieszkalnego. Budynek ma plan  litery "L",  ten  sklep jest w jej podstawie. I wszystko tam działa i nawet  nie jest zdewastowane.  

Arkadiuszowi się  zamarzyło - opowiadał Emil - żeby to wszystko odstawić na lata dwudzieste, ale moja kochana żona powiedziała, że ona może pracować w prywatnej  kancelarii,  ale  nie  w muzeum i na pewno nie  włoży pieniędzy  w dywany i zabytkowe  meble, no ale jeśli Arek ma takie  plany, to niech  szuka innych  niż my wspólników, nie ma  sprawy. Podłogi  w pokojach  wyłoży się wykładziną dywanową o podwyższonym współczynniku  ścieralności, zakupi się funkcjonalne meble biurowe,  tylko niezbyt  ciemne, bo na  tym zapleczu nie jest zbyt jasno, zainwestuje  się przede wszystkim w dobre  zabezpieczenia a nie w  styl lat  dwudziestych. Kupi  się też odkurzacz  przemysłowy, o mocy minimum 1000 W, którym  można  sprzątać i wilgotną powierzchnię. Arkowi nieco szczęka opadła a w końcu powiedział: właściwie to nasz rację - zapewne nikt by i tak nie  docenił tego . Emil opowiadał to ze śmiechem.

Ciekawa jestem, czy jutro nadal będzie chciał z nami wchodzić do spółki. Może wizja jego wymarzonej kancelarii jest tak  silna, że wcale nie  wejdziemy do tej spółki - powiedziała Adela. Ale ja naprawdę nie mam zamiaru inwestować naszych pieniędzy w perskie dywany, jedwabne zasłony i meble  z Desy.  Jeśli mi nie będzie odpowiadała praca  w Urzędzie mogę dostać etat w dziale prawnym  tam, gdzie   kiedyś pracowałam jako asystentka dyrektora. To kwestia wykonania jednego telefonu. Najzabawniejsze, że Arek o tym wie. 

A chcesz zmienić tę pracę? - zapytała Helena. Tak, jak na  dziś to chcę zmienić - nie  zapowiada  się niestety zbyt ciekawie. A Emil może nadal pracować tu, gdzie teraz  pracuje, albo przejść do Urzędu. On jest jednak w innej sytuacji, zajmuje  się innym  wycinkiem patentów. Wiem, że czasem narzekałam na nadmiar pracy, ale miałam wtedy również  studia. Teraz  studia zakończone i jako mgr prawa i rzecznik patentowy zawsze mogę  się zahaczyć w jakimś dziale prawnym. A aplikację adwokacką mogę robić u kogoś innego i Arek o tym  wie. 

Piotr spojrzał się na  Emila  i spytał - a co ty synku o tym sądzisz? Emil chwilkę milczał i powiedział - nie  da się ukryć, że ja po prostu źle jej  doradziłem, bo bardzo chciałem byśmy nadal pracowali w jednym miejscu. Nie przewidziałem, że nagle w kraju będzie się  marzył wszystkim powrót do tego co było przez 40 lat i że to co minęło zacznie  cichcem wracać, tylnymi drzwiami. 

A teraz po prostu  mam wrażenie, że jednak wejdziemy w tę spółkę z Arkadiuszem, bo  sam pojmie, że  o zbytku w wystroju to można pomyśleć gdy spółka zacznie dobrze funkcjonować. I zapewne wszystko się wkrótce w tej  sprawie wyprostuje, bo Arek ma  szalenie dobre  zdanie o Adelce i nie jest to bezpodstawne. Po prostu zna jej dossier, bo się z nim  zapoznał nim został jej promotorem. Poza tym ma do nas zaufanie i złe doświadczenia z poprzednią spółką, bo tam nikt nie określił wcześniej  dokładnie warunków  działania. A my  chcemy wszystko omówić nim tę spółkę zawiążemy. Tak naprawdę do Arek jest  gotów  przystąpić do spółki z Adelą nawet jeśli ona nie da wkładu finansowego. Oczywiście on  nie ma pojęcia  o stanie  naszych  finansów. Co do pracy w tym urzędzie - no właśnie, szykują  się duże zmiany, które zapewne w niedługiej przyszłości zaowocują dużym odpływem wielu osób do innych krajów  europejskich. I dlatego  pomysł Adeli by aplikować na  adwokata jest  dobry. Ja mam dwa  zawody, zawsze mogę wrócić do podstawowego swego zawodu. 

Adelka nie musi "teraz -zaraz" zdecydować czy   zostanie w urzędzie czy odejdzie. Jest tam zaledwie kilka dni, jeszcze nie dostała  żadnego tematu do opracowania, jej szef nie wie co ona  sobą reprezentuje jako rzecznik patentowy. Na razie wie tylko, że mają oboje  bardzo zbliżone poglądy na otaczającą nas teraz rzeczywistość i że bardzo  dobrze napisała  egzamin  na rzecznika. W ciągu pierwszych trzech miesięcy może bez problemu stamtąd odejść. Szefa ma przyzwoitego, który  nie  uważa, że kobieta  to powinna tylko dzieci hodować i kwiatki. Adelka  była przyzwyczajona przez kilka  lat do tego, że ciągle coś się  działo, a teraz nic  się póki co  nie dzieje, więc jest  nudno. No i w gruncie  rzeczy była  bardzo samodzielnym  pracownikiem. Urząd pracuje na  zwolnionych obrotach, zawsze tak pracował. Tam nigdy nic nie było potrzebne  na  wczoraj, tam  wszystko musi nabrać mocy urzędowej i zostać kilka razy obejrzane z różnych  stron. No i teraz jest , jakby na to nie spojrzeć, okres  wakacyjny więc i mniej spraw wpływa do rozpatrzenia. 

No tak, masz rację Mileczku, zupełnie  mi wyleciało z  głowy, że to jednak jest okres urlopowy- zapewne  dlatego, że ja już jestem  po urlopie.  Fakt, przez te  wszystkie lata pracowałam na wysokich obrotach i sama decydowałam  o tym co mam  robić i w jakiej  kolejności. U ciebie też wiedziałam co mam robić, bo prostu  wiedziałam , że mam  się uczyć, więc się uczyłam. A tu nagle nikt nic ode mnie  nie chce i chyba  się  przez  to nieco pogubiłam. Muszę to sobie jakoś poukładać  w głowie. Przepraszam.  

Maleństwo, nie masz  za co mnie przepraszać. Nie zrobiłaś nic złego.  I jestem jak najbardziej  za tym, żebyś  aplikowała  na adwokata. Bo naprawdę nie  bardzo wiadomo jak to dalej z tymi rzecznikami będzie. Twój  szef też nie  wie, dlatego i mnie i tobie podsuwa aplikowanie na rzecznika EU. A ja naprawdę nie chcę już wyjeżdżać z Polski. No chyba, że na  wakacje. Musiałbym mocno podciągnąć angielski. Widziałaś i słyszałaś - odmówiłem wyjazdu do Madrytu, chociaż  moglibyśmy oczywiście  jechać tam  razem. Oczywiście, gdybym widział,  że ty chcesz tam jechać to byśmy pojechali.  Chodź Maleństwo, pójdziemy już  do własnej chatki. 

W domu Emil stwierdził, że chociaż bardzo kocha i ojca i Helenę, to jednak  woli by obiady jedli jednak u siebie. I że przez czas  swego urlopu to on będzie w domu sam gotował i trochę będzie motywował Arka do działania by spółka  mogła jak najszybciej rozpocząć działanie. I rozejrzy się też trochę na  rynku pracy swojej podstawowej branży i może na  macierzystej uczelni.  Bo już od  dawna  ma dość tych  dojazdów. Poza tym nie jest pewien czy przejdzie do urzędu, bo przyszło mu do głowy, że byłoby dobrze dopilnować nieco Arka przy tym rozkręcaniu  spółki.

Maleństwo w domu jeszcze  spokojnie  się wypłakało, a Emil nie uspokajał jej, wychodząc ze słusznego założenia, że im  więcej  się teraz  wypłacze  tym  szybciej  zejdzie  z niej  napięcie , a płacz jest z całą pewnością lepszy niż jakiekolwiek  medykamenty. Wielce fachowo zmył jej z twarzy makijaż,  żeby tusz  do rzęs (ponoć wodoodporny) nie podrażnił jej oczu, potem  zabeczane  Maleństwo  zostało wykąpane, wytarte i utulone,   w końcu usnęło w jego ramionach. 

Emil długo jeszcze  nie  spał,  zastanawiając  się nad sformułowaniem umowy o spółce. Stwierdził, że na razie to ma  wszak miesiąc urlopu w czasie którego skupi  się głównie na współpracy z Arkiem przy formowaniu spółki, będzie  Adelę odwoził do i przywoził z pracy, gotował obiady i robił zakupy. Potem w dwa tygodnie  zakończy pracę i  zajmie  się spółką, bo wiadomo, że Arek jak  zawsze ma kilku klientów na raz. Postanowił, że w najbliższą sobotę pojadą  razem z Arkiem i Adelą obejrzeć  meble biurowe. Przy okazji przypomniał sobie o  sklepie, w którym można zamówić konkretny  mebel w rozmiarze  dobrze dopasowanym do własnych potrzeb i taki mebel jest raptem o 50 złotych  polskich  droższy. Tylko trzeba będzie się  wpierw zastanowić nad  rozplanowaniem pomieszczeń, czyli najbliższy weekend będzie bardzo pracowity. Ale i tak trzeba  wpierw zacząć od sformułowania umowy. 

                                                                     c.d.n.

 

środa, 20 lipca 2022

Trudny wybór- 66

Pierwszy  dzień pracy Adeli w nowym miejscu powoli  dobiegł końca. Przed  wyjściem z pokoju szef upewnił  się  tylko, czy Adela  pamięta numer ich pokoju, bo ten kto pierwszy przyjdzie do pracy ma pobrać klucz  z portierni. A zapasowy  klucz do ich pokoju ma oczywiście pozostać tajemnicą, jest po prostu ku wygodzie Adeli. Ale Adela podejrzewała, że nie  tyle szło o jej wygodę, tylko o to, że wreszcie szef może wyjść ze swojego pokoju i personel o tym nie  będzie  wiedział. 

Po dość długim plotkowaniu  w kawiarni ze Stasią nabrała podejrzeń, że stosunki na linii szef-personel są nieco "poniżej  stanów  średnich". No ale jej się podobał nowy szef - na wiele spraw mieli takie  same  poglądy, między innymi oboje uważali, że praca  to nie piknik na  działce u cioci i jeżeli pracownicy chcą razem  miło spędzić czas na pogawędkach przy kawie to mogą się przecież spotkać  się po pracy.

W holu już czekał na  nią Emil. Objął, przytulił i powiedział - przyjechałem wcześniej i mam  sporo do opowiadania. Stęskniłem  się,  wiesz? Wiem- zapewniła  do Adela- ja też. Jedziemy od  razu do domu, czy mamy jeszcze  coś po drodze  załatwić? 

Jedziemy do  domu, obiad  jest dziś u rodziców. Oboje są zdania, że powinniśmy u nich regularnie jadać, tak jak było gdy mieszkaliśmy na  Mokotowie. Adela uśmiechnęła  się - podyskutujemy  w domu na ten temat. Helenka i ja gotujemy tak samo, w końcu to ona  mnie wszystkiego uczyła.

Maleństwo, a jak było? Chyba dobrze. Doszłam  do  wniosku, że już jestem stara, bo mam z szefem na wiele spraw taki  sam pogląd. A dwie godziny poranne spędziłam na plotkowaniu z osobniczką o imieniu  Stanisława. Dzięki niej zaczęło mi się podobać moje imię. Szef mi namiętnie  zdrabnia imię i jestem Adelka - też ładnie, prawda? W dziale jest jeden facet, który podobno pilnował nas  na egzaminie, ale przyznałam  się, że  byłam półprzytomna na tym egzaminie i zupełnie go nie kojarzę. A ze Stanisławą jestem już na ty i dziś przez  dwie godziny przesiedziałyśmy na kawie w barku, bo szef z samego rana był na naradzie. Siedziałyśmy tam pod  hasłem, że ona mnie oprowadza po biurze, bo dostała takie polecenie od  szefa. Ze  spraw bytowych, to: muszę  sobie kupić dwa zameczki do szafek w biurku, chcę też  wziąć ten mały  expresik do kawy, a szef przyniesie dzbanek elektryczny, żeby się uniezależnić od barku i żebym nie dostała odcisków od  tych barowych stołków. Opowiedziałam mu dziś jak  się robi kawę rozpuszczalną - był nieco zdumiony, bo myślał, że to sama chemia. I był na tyle przytomny, że nie  spytał się  skąd to wiem.  Prawdę mówiąc to się setnie  dziś wynudziłam.

To mnie też opowiedz, bo ja też nie wiem jak to  się robi- stwierdził Emil. Dobrze, ale  w domu. Tak samo robi się mleko w proszku i całą sproszkowaną żywność. 

Poza tym miał dziś przyjść, ale nie dotarł,  człowiek od informatyki, żeby skasować w służbowym laptopie to co niepotrzebne, a zwłaszcza gry, bo mój poprzednik ciągle grał, a jeśli nie  grał to gdzieś na terenie  przepadał a na koniec po prostu zniknął na tydzień i ..... przestał pracować. Szef  nie wie dlaczego.  No i sprzedałam szefowi patent na to jak mieć świeże pieczywo nie będąc rano w piekarni. I ma  sobie kupić pudełko na lunch. A express i dzbanek będziemy chować, żeby im  się krzywda nie stała, bo sprzątaczki mają nie skoordynowane ruchy. 

I namawiał mnie na zrobienie rzecznika europejskiego, na szczęście mam  zbyt krótki staż pracy na tym stanowisku. I doszedł do wniosku, że szkoda, że więcej młodych osób nie ma takiego oglądu sytuacji w kraju co ja. Powiedziałam mu, że jak na razie to i tak nie jestem tym tytułem rzecznika EU zainteresowana bo jestem po prostu bardzo zmęczona a jak odpocznę to jeśli będę  miała  dziecko to nie chcę by się hodowało w  żłobku i przedszkolu i zapewne będę tylko na pół etatu pracować. A ogólnie  rzecz biorąc to wolałabym zrobić pod  kierunkiem Arka aplikację adwokacką. Bo jak na  moje  rozeznanie to tutaj wciąż mało po europejsku się myśli.

No powiedz mi teraz, co ty załatwiałeś dziś? Widziałeś  się z Arkiem? Widziałem. No i  co? Powiem ci po obiedzie. A dokąd jedziemy, nie do domu? Jedziemy do ślusarza, po te  zameczki, skoro je potrzebujesz, bo wątpię, że ojciec ma jakieś zapasowe. To fajnie, mam jeden, wymontowałam żeby wiedzieć jaki ma być rozmiarem. Muszę tylko  jutro wziąć do pracy na  wszelki wypadek tę ręczną wiertarkę i śrubokręt. Czuję, że szef  padnie gdy  zobaczy, że sobie  sama montuję te  zameczki. Chciałabym jutro być ze 20 minut wcześniej. I muszę któregoś dnia zrobić badania i przynieść wyniki- wiesz, te podstawowe, czy na pewno jeszcze żyję, czy  może jestem zombi.

Nie ma  sprawy, odwiozę cię wcześniej. Do pracy idę dopiero za 2 dni. Maleństwo, zadzwoń do rodziców, żeby się  nie denerwowali, że nas jeszcze nie ma. Adela zatelefonowała do Heleny i powiedziała, że będą w domu zapewne w przeciągu pół godziny, bo muszą wpaść do ślusarza. Emil się roześmiał - no to teraz będą  czaszkować co się nam  zatrzasnęło. Mileczku,   a mamy lody  w domu? Mamy, całkiem  sporo. Ciekawa jestem, czy te  zameczki załatwimy od  ręki. Nic dziś właściwie nie  robiłam w pracy a jestem strasznie  zmęczona!  No bo się od  rana  denerwowałaś, chociaż nie było czym.

Wizyta u ślusarza była krótka ale owocna, zameczki były typu "prawie Yale",  zatrzaskowe, kluczyki do nich były trzy i na pewno nie  można  było takiego zameczka otworzyć ołówkiem lub wsuwką do włosów.

U rodziców Adela była  witana tak, jakby jej  ze trzy  miesiące nie widzieli i zaraz  po obiedzie  musiała opowiedzieć o swym pierwszym dniu w nowej pracy. Helena wręczyła  Adeli  "serwis biurowy" czyli filiżanki i talerzyki z melaminy, które kiedyś kupiła, gdy firma je produkująca chciała wejść na polski rynek, ale  zdaniem speców od marketingu towar nie miałby wzięcia, bo cena  była  zbyt wygórowana. Tylko nikt nie  zastanowił się nad  tym, że te przedmioty były z bardzo dobrego tworzywa. Helena używała je często a wyglądały jakby dopiero co zeszły z taśmy produkcyjnej. Była nawet mała tacka a Emil gdy ją  zobaczył powiedział : pamiętam tę tackę, Maleństwo na niej rozłożyło kiedyś ciasteczka, gdy byliśmy z ojcem w sadzie. Mamuś,  a upieczesz na  niedzielę te ciasteczka z cukrem?   Upiekę, ale nigdzie nie ma teraz takiego grubego cukru, zapewne "wyszedł z mody", a nie  wiem, czy  z takim nieco drobniejszym będą tak samo ci smakować. Będą, cukier to jest cukier - zapewnił ją  Emil. A dziś na deser zamiast ciastek są lody z posypką migdałową - zapowiedziała Helena.  Opychając  się lodami Adela powiedziała - jestem szczęściarą, bo mam was wszystkich. I to na  co dzień, a nie od  wielkiego dzwonu.

Cała frajda z tego powodu dla nas - zapewnił Adelę Piotr. Już po deserze Adela opowiedziała o swym pierwszym dniu pracy w nowym miejscu. Przy okazji wspomniała o Parku Mokotowskim i Helena  stwierdziła, że muszą  się tam z Piotrem wybrać na  spacer któregoś dnia, bo jeszcze nigdy tam nie  była, nawet i wtedy gdy było to tylko zwykłe Pole Mokotowskie.

A jutro będą na obiad gnocci - zapowiedziała Helena. Co prawda nie  zapiekane z borowikami ale będą dodatkiem do sznycla z polędwicy.No i do tego oczywiście surówka. Pasuje? Oj tak, zapewniła ją Adela i sięgnęła po portfel, a Piotr powiedział - to twój mąż robił zakupy, możesz tylko jemu  zwrócić. Poza tym pomyśleliśmy, że mamy oboje tak mało obowiązków, że będziemy gotować także dla was, bo teraz tak późno wracacie  z pracy. Tylko sobie  zawsze ustalimy tygodniowe menu - i powiecie co chcielibyście jeść. Bo jak  zauważyłem, to i wy i  my lubimy to samo. I nie musicie dla przyzwoitości odsiadywać u nas po obiedzie.  Tatku, rozpieszczacie nas ogromnie, dziękuję.

Adela była strasznie ciekawa jakie wieści ma do przekazania Emil, który wyraźnie nie chciał o  tym mówić przy rodzicach, więc zaczęli  się  zbierać do  domu.

W domu Emil zaczął od tego, że wyrzuca  sobie, że namawiał Adelę do aplikowania na rzecznika patentowego, że właściwie Adela powinna  była aplikować na którąś ze  specjalności prawniczych. No ale kto mógł przypuszczać, że tak wszystko zacznie nagle stawać  na głowie, że będzie taki trend - stwierdziła Adela. 

Ja nie  żałuję, lepiej mieć kilka dyplomów niż żadnego. Jestem zdecydowana, gdy Arek znajdzie wreszcie lokal, zrobić dodatkowo, pod jego kierunkiem jako Mentora, aplikację adwokacką. Nie  chcę robić aplikacji radcowskiej, bo to jest związane na ogół z wiecznymi kłótniami z dyrektorami którym udzielasz porad prawnych, bo oni zawsze są przekonani o swojej racji i o  tym, że radca z przeproszeniem, jest po prostu głupkiem. A już kobieta jako radca prawny? - przecież każdy z nich wie, że "baby są głupie"  i powinny tylko dzieciom  tyłki wycierać, stać przy garach a w przerwach rozkładać nogi. Ale mam wrażenie, że na adwokata się nadaję. Więc niczego  sobie nie  wyrzucaj. Po dzisiejszym dniu doszłam  do wniosku, że umarłabym w tym urzędzie z nudów. Poza tym mam wrażenie, że wkrótce będą tam zatrudniani tylko ci są "po linii i  w bazie". Ani ty,  ani ja  nie jesteśmy "po linii".  A ty, choć nie jesteś "po linii" masz  w tym kierunku doświadczenie i możesz samodzielnie wydawać orzeczenia - ja jednak jeszcze  nie.  Jeśli ty zrobiłbyś rzecznika z uprawnieniami EU to wtedy byłby  sens wyjechać  stąd i osiąść w Europie. I gdybyśmy byli oboje pełnymi sierotami to nie  zastanawiałabym  się nad  tym ani pięciu minut. Po prostu jedziemy wpierw nieco w  ciemno, ale damy  radę. Oczywiście to też można by jakoś zorganizować, my jako forpoczta, rodzice za jakiś czas, dwa lub 3 a może nawet dopiero za 5 lat.

Emil popatrzył na  nią i spytał - dzwonił do  ciebie Arek?  Nie, nie  dzwonił,  a  miał dzwonić? Nie, nie miał, ale mówisz tak, jakbyś  się z nim widziała.  Nie  widziałam  się  z nim  ani nie  rozmawiałam. Tylko możliwe, że on ma też taką mało radosną wizję przyszłości jak ja.  Powiedz mi wreszcie jakie masz wieści od Arka.

Jest lokal, na górnym Mokotowie. To lokal po dużym sklepie, który zwyczajnie splajtował. Można go fajnie zaprojektować, ma dobre, duże  zaplecze. I Arek stwierdził, że bardzo, bardzo widzi cię u siebie i stwierdził, że nie  ma przeszkód byś będąc rzecznikiem patentowym zdobyła drugi zawód, bardziej zgodny z twoim wykształceniem. A jeśli ja będę miał multum pracy to po prostu zatrudni się drugiego rzecznika, bo wygląda na to, że  rzeczników będzie jak mrówek w lesie. Udało mu się wyrwać swoje pieniądze, które zainwestował w tę rozpadającą  się kancelarię, w której średnia wieku to chyba 60 wiosen. I stwierdził, że może,  ale nie musi brać mego ojca na  wspólnika. Tak naprawdę to wolałby wziąć ciebie  na wspólniczkę, nawet bez pieniędzy. Bo wie, że ty, jeśli tylko zechcesz pomożesz mu całą imprezę pchnąć  do przodu. Poza  tym będąc  tylko jego wspólniczką, nie  wykonując żadnych czynności cywilno-prawnych w których  występujesz pod  swoim  nazwiskiem, możesz mi pomagać. Wie dokładnie gdzie dotychczas pracowałaś, z kim, co  robiłaś, zna opinię i wie, że gdybyś tylko chciała masz  natychmiast zapewnione miejsce pracy w dziale prawnym tam gdzie  pracowałaś nim ściągnął cię Kamil.  Zaproponował całkiem  niegłupio, żebyś odeszła stąd i dobrze wypoczęła, bo to ci  się należy. Oczywiście ja też zostanę  wspólnikiem. Mamy  się z tym tematem "przespać" kilka  dni, oczywiście jeśli coś się nam wydaje  niejasne wszystko możemy omówić. I  tyle  na  dziś.

No to mamy o  czym myśleć - stwierdziła  Adela. Szczerze , tak  z ręką na sercu, to gdy pomyślę, że znów będę  się jutro tak nudzić jak  dziś, to płakać mi  się  chce.  Mam  wrażenie, że tam wszyscy mocno się zastanawiają co będzie  dalej. Ta  Stasia mówiła, że spodziewają się licznych  redukcji, które  dotkną tych, którzy nie  są rzecznikami patentowymi. Ale nie jest wykluczone, że "oberwą" również rzecznicy, głównie ci gorzej ustawieni "politycznie". Gdy pytałam szefa, czemu odszedł poprzednik, on  powiedział, że nie ma  pojęcia, a ja pomyślałam, że facet po prostu nie  widział tu swojej przyszłości. Facet  miał 42 lata, był ekonomistą, na pewno  nie  rzecznikiem patentowym. A ty byłeś  w tej firmie, której  wizytówkę dostałeś od  mojego szefa ?

Tak, byłem. To "fabryka" rzeczników EU. Oczywiście szkoli za pieniądze. Twierdzą, że ci z pozytywnym wynikiem szkolenia od  razu, bez  problemu mają pracę. Ale oczywiście oni pracy nie gwarantują- ani na naszym  terenie  ani na obcym. Tyle tylko, że ja  jakoś nie  znam firm, które aż tak współpracują ściśle z zagranicą, że aż im jest potrzebny rzecznik EU. Natomiast taki dyplom upoważnia  do podjęcia pracy poza  Polską. Tyle  tylko, że tak naprawdę każdy rzecznik powinien  znać  język obcy, więc ma  szansę zapoznania  się z przepisami obowiązującymi poza  Polską. Bo są kraje, które jak najbardziej  akceptują obecny polski  dyplom rzecznika patentowego. I wiesz - ja też  nie marzę o wyjeździe do pracy poza  Polską. A jeśli już bardzo, bardzo chciałbym wyjechać  gdzieś  do pracy to raczej nie jako rzecznik. Bardziej sensowne byłoby  zrobienie przeze mnie  doktoratu zgodnego  z moim kierunkiem wykształcenia  niż uzyskanie  uprawnień rzecznika EU. 

Ja na razie spokojnie posiedzę tu gdzie jestem, ty Maleństwo przed upływem trzech  miesięcy od   daty rozpoczęcia  pracy możesz  w każdej  chwili zrezygnować z tego miejsca  zatrudnienia.  Nie omawiajmy już  dziś tego tematu, spotkamy się z Arkiem za kilka dni, a przez ten  czas pomyślimy nad  pytaniami  jakie  mamy do niego. Zapisz sobie  wszystko, co budzi  w tym temacie  twoje  wątpliwości. Zastanów  się tylko, czy masz ochotę pomóc mu w rozwinięciu tej  działalności. To może być dużo załatwiania. Stać nas na pewną przerwę w dopływie gotówki z wynagrodzeń, o to się nie martw. Powinno  się nam  udać wystartować  za dwa miesiące, góra  trzy. Dziś jeszcze nie rozmawiałem z ojcem o tym, chciałem   żebyś ty pierwsza o wszystkim się  dowiedziała.

                                                                     c.d.n.


wtorek, 19 lipca 2022

Trudny wybór - 65

No cóż, życie  nie jest  romansem i musimy  wrócić  do pracy - stwierdziła  Stasia. Powinnam  cię jeszcze zaprowadzić w kilka  miejsc, ale do biblioteki trafisz  sama,  a poza  tym jestem  zdania, że na pierwszy  dzień to już i tak masz sporo wrażeń a gdy będziesz gdzieś musiała iść i nie będziesz mogła wpaść na to jak trafić, to wtedy  się mnie albo kogoś innego z działu zapytasz. I zapewne każdy ci chętnie  nie tylko wytłumaczy jak  trafić  ale i  zapewne  wręcz  zaprowadzi. Ale jestem  dziwnie  pewna, że szef przez pierwszy  miesiąc będzie cię namiętnie  uczył i dużo  tłumaczył.  On uwielbia ludzi uczyć. Chyba  się nieco  minął z powołaniem. Z tym, że on  naprawdę  dobrze tłumaczy.  

Szefa  jeszcze  nie  było, Adela  wzięła klucz od swego pokoju i poszła  poczekać  na  szefa. Obejrzała  dokładnie  obie  szafki w  swoim  biurku i postanowiła przynajmniej w jednej szafce wymontować  zamek  by go wymienić. Otworzyła też szufladę biurka  - znalazła  tu pojemnik ze spinaczami biurowymi  w drugim kilka  ołówków, pisaków, zszywacz, "szczęki teściowej" do pozbywania  się  zszywek  z akt, linijkę, bloczek kart rozmiaru A5 oraz  całkiem porządny nóż do papieru, wykaz numerów telefonów, broszurkę z telefonami alarmowymi i drugą z zaleceniami dotyczącymi BHP i klawiaturę do komputera. Najbardziej  ją ucieszył nóż  do papieru, bo okazał się wielce pomocny  przy demontażu  zamka w drzwiczkach biurka. Jego  czubek  doskonale posłużył za śrubokręt.

Szkoda, że szafy zamknięte- pomyślała Adela. Poprzeglądałabym  sobie w tym czasie jakieś dokumenty. Ciekawe  kiedy szef  wróci. Może też jest na obchodzie tak jak  ja byłam z tą Stasią. Wstała od  biurka  i podeszła  do okna. Przed nią rozpościerało  się dawne  Pole  Mokotowskie, teraz zamienione w  Park Mokotowski. To miejsce  pamiętała  nieźle z dzieciństwa, bo tu przychodziła z dziadkiem na  spacery. A tak dokładnie to dziadek usadawiał się na kocyku i zanurzał nos  w gazetę,  a ona zbierała koniczynę i plotła  z niej wianki dla lalek. Dziadek opowiadał, że kiedyś był to teren  należący  do  wojska i lądowały  tu  samoloty wojskowe.  Opowieści dziadka wydawały  się Adeli  wyssane z palca, bo było sporo drzew i krzewów a Adela była kiedyś  na  lotnisku Okęcie i widziała, że owszem, były tam duże połacie króciutko przystrzyżonej trawy, ale były też duże ,wybetonowane  "jezdnie  dla  samolotów" jak je  nazywała  Adela. Dopiero gdy już  była  w szkole uwierzyła  w dziadkowe opowieści,  a Pole  Mokotowskie miało wtedy  złą opinię, bo było , zdaniem ciała pedagogicznego, miejscem do którego nie powinna  chodzić szkolna  młodzież. No i Adela tam  nie bywała. Nie  bywała  tam  również i wtedy gdy tuż obok  wyrosło osiedle  wieżowców i nie  bywała tam i  wtedy gdy się Pole Mokotowskie zamieniło w Park wpierw Mokotowski a później w Park imienia Józefa Piłsudskiego. Ledwie dostrzegała ów Park przejeżdżając obok niego dwa razy dziennie, lub korzystając z czytelni pobudowanej  na jego terenie  Biblioteki  Narodowej. Nie przypominała  sobie by kiedykolwiek gdy tu bywała z dziadkiem był jakikolwiek zbiornik wodny, ale teraz był.  Były porządne alejki, których kiedyś wcale nie było i było sporo drzew- wtedy, z tego co pamiętała  Adela to były głównie różne krzewy i jeszcze nieduże  drzewa, które   nie  były celowym nasadzeniem, tylko po prostu same wyrosły i nikt im  w tym nie  pomagał ani nie przeszkadzał. Patrząc przez okno pomyślała - powinnam  sobie  spisać w jakimś notesie to  wszystko co mnie przyprawiało o wieczną  frustrację w okresie  dzieciństwa. Może gdy to  wszystko sobie  uświadomię będę dużo lepszą matką niż moja matka i babcia. Była tak bardzo zamyślona, że gdy usłyszała głos  szefa to niemal podskoczyła i gwałtownie się odwróciła. 

Przepraszam, posiedziałem nieco zbyt długo w barku, musiałem nieco odreagować tę poranną nasiadówkę. Jak widzę podziwia  pani widok za oknem.  Adela uśmiechnęła  się - głównie to wspominam, bo przychodziłam  tu kiedyś z dziadkiem, zrywałam koniczynę i plotłam  z niej  wianki. I nie przypominam sobie, by wtedy był tu jakiś staw. No bo nie było na tym Polu Mokotowskim  żadnego stawu, zrobiono go dopiero gdy  wybudowano to osiedle. Wtedy dopiero przemieniono Pole Mokotowskie w Park Mokotowski. Skoro tu panią prowadzano na  spacer to zapewne jest pani rodem z Mokotowa. 

Tak, zgadza  się, mieszkałam przy Narbutta, a teraz mieszkam  na Ursynowie, a tak bardzo dokładnie to na  Stokłosach. Czyli tak, jakby pod Warszawą - powiedziała  ze śmiechem Adela. W końcu Mokotów też był kiedyś  terenem podwarszawskim. Tak, to prawda - potwierdził szef. I jak  się tam państwu mieszka? Całkiem  dobrze, bo mieszkamy  bliziutko rodziców mego  męża, a Ursynów stał się przez te ostatnie lata niemal samodzielnym  miastem, chociaż  z tego co pamiętam jego początki radosne  nie były - była to istna pustynia handlowa. Jak każde nowe osiedle - dodał szef.

Szef sięgnął ręką do kieszeni i wyjął z niej wpierw jeden klucz, potem kilka małych kluczyków. Ten większy klucz jest do drzwi naszego pokoju - naruszyłem przepisy i dorobiłem go, więc proszę o dyskrecję - nie muszą o tym wiedzieć inni. A te małe to są od naszych szaf. W tej blisko mojego biurka są nasze  laptopy. Są w  szafie, bo szafki w biurkach można chyba  nawet ołówkiem otworzyć. Ta szafa obok drzwi to nasza szafa ubraniowa. Pewnie się pani jeszcze  nie spotkała z szafą  żaluzjową w charakterze szafy ubraniowej. Na dole szafy są dwie tace na buty - po prostu zimą zmieniam buty zimowe, ocieplane  na półbuciki. No i jeśli płaszcze  są mokre to wtedy szafa  jest otwarta. Wiem, że z powodu tej  szafy niektórzy pracownicy nazywają mnie  wariatem, ale jakoś mnie    przeszkadza w pokoju wieszak na ubrania. Latem, gdy gorąco też wolę odwiesić marynarkę do szafy.

Ale ja uważam, że to dobry pomysł i spotkałam  się z nim już w kilku miejscach. Zimą i jesienią to ja  notorycznie zmieniam obuwie - nie  sposób siedzieć 8 godzin w  zimowych, ocieplanych botkach. Po biurze zawsze chodziłam w  szpilkach żeby  mnie było choć trochę widać. A ja mam do pana pytanie - czy mogę przynieść do pokoju mały express do kawy? Zmieści się nawet w  szafce  mego biurka. I chcę wymienić zamki w szafce biurka. Oczywiście gdy express będzie u nas zawsze z przyjemnością napiję się kawy w pana towarzystwie i pan też będzie mógł sobie w każdej  chwili zrobić kawkę. To prosta sprawa, nauka obsługi trwa góra pięć minut. I pomyślałam, że mogę przywieźć z domu mały, składany stolik turystyczny i może stać pomiędzy oknem a moim biurkiem, na nim express i nie będzie  wtedy dekoracją pokoju, nie będzie nikomu wpadał w oczy. A wychodząc z pracy schowam go do biurka.

A skąd ten express pani weźmie? Z domu, mamy duży i mały. Duży ma  więcej funkcji, mały tylko parzy kawę. Ale jeśli pan na przykład pije  tylko kawę rozpuszczalną to wystarczy jak przyniosę z domu  elektryczny czajnik. Wtedy to można zrobić albo kawę albo herbatę. Co prawda kawa rozpuszczalna ma nieco  mniej polifenoli niż "normalna kawa", ale i tak ma  wiele korzyści dla zdrowia mimo złej prasy. Po prostu mało kto wie  jak jest produkowana i bajdurzą, że to "sama chemia", a to nie jest prawda.

Ja też podejrzewam, że to sama chemia- stwierdził szef, ale tak naprawdę nie  wiem jak jest produkowana. A jest produkowana  dość zabawnie, podobnie  jak mleko w proszku i wiele innych produktów  żywnościowych sprzedawanych w postaci  sproszkowanej - powiedziała  Adela. Kawę rozpuszczalną uzyskuje  się dwiema metodami - jedna z nich to tańsza, a druga droższa. Tańsza metoda to uzyskanie bardzo mocnego naparu kawy,  a potem pozbycie się z niego wody  z pomocą  gorącego powietrza. Napar  rozpyla  się  w bardzo wysokich kominach, woda odparowuje,  ze ścianek na  dno zbiornika spada sucha masa.

Druga metoda to liofilizacja i kawa rozpuszczalna produkowana tą drogą jest droższa , ale delikatniejsza w smaku. W tym przypadku też  się robi  bardzo mocny napar, zamraża  się go i poddaje  działaniu niskiego ciśnienia. Kawa liofilizowana wygląda nieco inaczej jest w formie  malutkich  kryształków a nie proszku.  Ale najzdrowsza kawa to jest normalna, mielona, zaparzona  w expresie. W wielu krajach już od lat badają  wpływ kawy na  zdrowie człowieka, już ze 30 lat to badają "na okrągło" i płacą  za to wcale nie producenci kawy.

No to pani przyniesie ten expresik, a ja przyniosę nieduży czajnik elektryczny. Taki najwyżej na litr wody. A ma pani jakiś patent by kanapka na drugie śniadanie była  smaczniejsza i by to była świeża  bułeczka? A opatentuje  to pan?- roześmiała  się Adela. Ja po prostu późnym wieczorem wyciągam z zamrażalnika zamrożoną bułkę, która jest owinięta w folię aluminiową. Wieczorem wkładam do pudełka to co chcę by było na owej kanapce,  a każda z tych  rzeczy jest owinięta w kawałeczek pergaminu i to wszystko wkładam do małego pudełka tzw.  śniadaniowego. Oczywiście bułkę trzymam poza lodówką, owiniętą nadal w folię. To samo można zrobić z chlebem, tylko trzeba  go przed  zamrożeniem  pokroić na porcje i  zawinąć  w alufolię. Brzmi prosto i logicznie, wypróbuję - stwierdził szef. 

Dziś jeszcze powinien przyjść do nas informatyk by sprawdzić ten pani laptop, pokasować to co nie będzie potrzebne i zalogować panią. Pani poprzednikowi nie  spodobało się  tutaj, pograł trochę w różne gry twierdząc, że  gdy gra to mu się lepiej myśli i obraził się gdy mu powiedziałem, że grać to sobie  może w domu. Jakiś dziwny był - po prostu przestał przychodzić do pracy a po tygodniu nieobecności powiadomił kadry że zrezygnował z pracy.   Jakiś młody? - spytała Adela. No w porównaniu do mnie  to młody, miał ponoć 42 lata. I był rzecznikiem patentowym?  Nie, był ekonomistą z wykształcenia i miał być tzw. pracownikiem cywilnym, czyli nie  zajmującym  się orzekaniem ani analizą wniosków. 

Pani Adelko, a nie chciałaby pani zostać rzecznikiem europejskim? Oczywiście  nie teraz  zaraz, bo ma pani zbyt krótki staż pracy jako rzecznik, trzeba jednak  mieć przynajmniej staż pięcioletni jako rzecznik krajowy by móc przystąpić do egzaminu na takiego rzecznika. 

Odpowiedź moja na  dziś brzmi, że raczej nie - przez 5 lat równocześnie pracowałam i uczyłam  się. Ciągle jeszcze jestem zmęczona, zwłaszcza ostatnim rokiem, bo pisałam pracę magisterską i chodziłam potem na kurs rzecznikowski.   Emil bardzo mi pomagał w tym czasie, namówił mnie  bym pisała pracę na temat ochrony praw  autorskich, bo materiały do tej  pracy pokrywały się częściowo z tematyką kursu. Tak ustawił w  firmie moją pracę, że w dniu, w którym byłam na kursie nie przyjeżdżałam do pracy, po prostu miałam przepustkę służbową.  Poza tym chcemy z Emilem stworzyć prawdziwą  rodzinę i jakoś mało współczesna jestem  chyba, bo gdy będę miała  dziecko to nie  chcę by było wychowywane przez  żłobek, przedszkole a potem  świetlicę szkolną. Wiem co przeżywały moje koleżanki w pracy gdy ciągle musiały brać zwolnienia lekarskie bo maluszek przynosił do domu kolejną infekcję. Ja na pewno pierwsze 3 lata  życia  dziecka chciałabym  z nim być w domu, ewentualnie potem pracować w  wymiarze pół etatu.

I jeśli miałabym się teraz jeszcze czegoś uczyć, to zapewne wybrałabym aplikację adwokacką, znam nawet takiego jednego, który zostałby  moim mentorem - był moim promotorem i chętnie widziałby mnie jako aplikantkę. Mam tylko nadzieję, że to co panu powiedziałam teraz nie  wykorzysta pan przeciwko mnie. Gdy powiedziałam na  roku, że muszę  się zastanowić co dalej ze mną po tej magisterce to kilku wykładowców radziło mi robienie aplikacji  radcowskiej, ale ja  się nie lubię i  nie potrafię wykłócać a tym bardziej latać po  sądach w zastępstwie dyrektora jakiejś placówki. A to właśnie  robią na ogół radcy prawni w tym kraju. Poza tym znałam prywatnie kilku radców prawnych, którzy sami siebie przeklinali za to, że byli radcami prawnymi, bo dyrektorzy, którym radca prawny tłumaczył, że facet postępuje niezgodnie z przepisami najczęściej mówili, że oni są dyrektorami a nie on.

Zastanawiam się chwilami nad tym jak to będzie teraz  z rzecznikami patentowymi - podejrzewam, że ci, którzy są na etatach w dużych zakładach pracy to nadal tam pozostaną, chociaż wiem,  że wszyscy w  zakładach pracy  krzywo patrzą na  rzeczników patentowych, bo siedzi taki w gabineciku, czyta i nic  nie  robi, a lud pracuje ciężko i na ich pensje zarabia. Tak samo patrzą krzywo na wynalazców- zwłaszcza  wtedy gdy patent jest wdrożony do produkcji  i współtwórcy patentu dostają pieniądze przez trzy kolejne lata. No straszne- siedzieli przy biurkach a teraz dostają  pieniądze  za nic. Ten czas powojenny, ta apoteoza wysiłku fizycznego nad umysłowym nie wyszedł nam na  zdrowie.  Myślałam, że po transformacji będzie lepiej, ale niestety większość jednak  się nie odnalazła w nowej rzeczywistości. Zamarzyło się państwo "opiekuńcze", nie  ważne, że jesteśmy w Europie. Po prostu nie  dorośliśmy do Europy. Blichtr większości społeczeństwa wystarcza, a poza  tym to niech  Europa  daje pieniądze i niech  się odczepi - takie motto coraz  częściej się przebija.

Adela  mówiła to wszystko cichym głosem, zupełnie  pozbawionym emocji a  szef wpatrywał się w  nią badawczo. Przez chwilę panowała  cisza, w końcu szef powiedział - dziecko drogie,  ma pani rację. Rzadko rozmawiam z ludźmi w pani wieku. Jeśli więcej osób w pani wieku zacznie tak myśleć, to jest szansa, że jeszcze  wyjdziemy na prostą. I przysięgam - ta  rozmowa pozostanie między  nami.  Nie podejrzewałem, że tak dobrze pani potrafi zanalizować sytuację. Adela uśmiechnęła  się - po prostu miałam szczęście, że trafiałam w życiu na inteligentnych ludzi. Szczerze mówiąc nie chciałabym byśmy musieli urządzać sobie  życie poza Polską. Nie chcemy się rozstawać z najbliższymi, wiemy, że oni bez protestu pojechaliby z nami, ale starych drzew się  nie przesadza, nie  wychodzi im  to na  zdrowie. Ile razy można wszystko zaczynać od  nowa? W pewnym sensie jestem do ciągłych zmian przyzwyczajona, bo stanowisko dyrektora nie jest czymś trwałym, bo niewiele znaczą na tym stanowisku kompetencje - znacznie  więcej układy, przynależność partyjna itp. Nawet jeśli ja  siedziałam na  miejscu to zmieniali mi się dyrektorzy i za każdym razem musiałam uwzględniać to w  swoich kontaktach służbowych. A bywali różni, niczym dziurki w  serze.

                                                                        c.d.n.

poniedziałek, 18 lipca 2022

Trudny wybór- 64

Szef, który szefował od lat i był całkiem niezłym psychologiem rozmawiał z Adelą bardzo  długo,  nim uznał, że emocje  z niej opadły i można już oprowadzić  Adelę "po zagrodzie". Nie  da się ukryć, że Adela była najmłodszym pracownikiem.  Jeden z pracowników witając  się  z nią powiedział- pewnie  mnie  pani nie pamięta, ale byłem na sali, gdy pisała  pani  egzamin.  Fakt - powiedziała Adela - nie mogę powiedzieć, że wiele z tamtego dnia  pamiętam- do  dziś  nie mogę  się nadziwić, że jednak napisałam na tyle  dobrze, że zaliczyłam ten  egzamin.  Byłam tak  skoncentrowana  na tym co robię, że nie zauważyłabym nawet gdyby  do sali wszedł Święty Mikołaj i  zaczął rozdawać prezenty. Wszyscy  się roześmieli, a jedna z pań powiedziała- to bardzo dobrze, że umie  się pani  tak skoncentrować zamiast wpadać  w panikę. Ja to zawsze odchorowuję takie imprezy.  

Adela uśmiechnęła  się - mnie  chyba było o tyle łatwiej, że dopiero co  przed  tym kursem zrobiłam  magisterkę z prawa i  jeszcze  nie do końca  wypadłam z rytmu egzaminów i kolokwiów.  Co prawda stresowała mnie świadomość, że jeśli nie  zdam to  nie ma poprawki. Ale gdy obroniłam magisterkę to zamiast skakać  z radości płakałam tak rzewnie  jakby mnie odwalili  na obronie. 

No, obrona magisterki to też nic łatwego - odezwał się  jeden  z mężczyzn - moja żona broniła swą pracę w dniu, w którym miała  wg lekarza termin rozwiązania i ja  czekałem na nią na podwórku w samochodzie, będąc przekonanym, że zaraz  usłyszę dźwięk pędzącej  do niej karetki - powiedział jeden z pracowników - ale urodziła dopiero trzy  dni po terminie. Wszyscy zaczęli  się śmiać , a  Adela powiedziała - pewnie  dziecko  doszło do  wniosku, że nie ma  się właściwie  do  czego spieszyć, bo jeszcze je zaczną przepytywać jak  jego mamę.

Kochani - powiedziałem  pani Adeli,  że może zawsze liczyć na pomoc każdego z nas gdy będzie  miała jakieś wątpliwości. Oczywiście najczęściej  siłą  rzeczy będzie się zwracała  do mnie, bo będzie  pracowała w moim pokoju, ale uczulam  państwa- gdyby mnie  nie było to ze  swymi wątpliwościami przyjdzie do was po pomoc. Część z was na pewno zna męża pani Adeli - też jest rzecznikiem patentowym i wiem, że  niedługo też  będzie  pracował w urzędzie, ale w  sąsiednim pionie.

Pani Stasiu,  mam prośbę - proszę panią Adelkę oprowadzić po urzędzie i dać jej  spis  telefonów i trochę opowiedzieć o tym co robimy.  Bo ja  mam zaraz jakąś nasiadówkę, a ostatnio,  zupełnie  nie wiem dlaczego są one  coraz  dłuższe i coraz bardziej wodniste. Nie chcę by pani Adelka czuła  się tego pierwszego dnia  nieswojo.  I jeszcze  coś - to nie jest pierwsza praca pani Adelki, choć jej wygląd może komuś  to sugerować.  A jak będziecie panie  na  dole, to kupcie mi gotową   kanapkę, wie  pani jaką, pani  Stasiu, taką z zieloną  sałatką. Ja  ją potem sobie odbiorę z bufetu i opłacę. Muszę jeszcze coś poczytać przed tą nasiadówką. No to zostawiam panią Adelkę w rękach  pani Stasi. Aaaa- pani Adelko, klucz od naszego pokoju będzie tu. Kiedyś po prostu zostałby w drzwiach,  ale czasy się zmieniły, niestety. 

Gdy szef wyszedł pani Stasia powiedziała: mam wiadomość dla kolegów- pani Adelka jest żoną p.Emila B. , a nie siostrą. Szczęściarz z niego - powiedział któryś z mężczyzn.  Jak  się trochę  tu zadomowię to na pewno  zmieni pan  zdanie, jestem zołzowata i będzie mu pan  współczuć - stwierdziła  Adela. Pani Stasia objęła ramieniem Adelę i  powiedziała - no to my idziemy na obchód. Jakby ktoś do  mnie dzwonił to powiedzcie  proszę, że będę za 2 godziny. To gdzie wy idziecie? - zapytał któryś. No przecież powiedziałam - na obchód. Pani Stasia nic już nie odpowiedziała tylko pociągnęła Adelę  do drzwi. 

Gdy wyszły powiedziała - wpierw pojedziemy zamówić tę kanapkę. Nie lubi  brać  drugiego śniadania z domu, a tu mu tylko te kanapki odpowiadają, więc lepiej  by jeszcze  były. W windzie powiedziała- mówmy sobie po imieniu- wszyscy tu tak sobie mówimy. Adela uśmiechnęła  się- bardzo  chętnie. Masz oryginalne imię - nie znałam dotąd  żadnej Ady. Jestem Adela, nie  Ada. Ada to zupełnie inne imię, podobno  wersja żeńska imienia  Adam. Gdy byłam w  szkole to dla jednych  byłam Adą, dla  innych Adelą ale i Adelajdą. Nie mam pojęcia  dlaczego nazwano mnie  Adelą a nie np. Anną, Agnieszką. Ale to i tak  lepsze niż imię Emilia- w szkole na koleżankę o imieniu Emilia wszyscy mówili....Plater. A na nazwisko miała Czajkowska.

A ja mam  żal, że mnie nazwano Stanisławą- na cześć dziadka ze strony ojca. Nie podobają  mi się imiona dla dziewcząt wywodzące się od imion  męskich.  I tak nieźle, że nie ma u nas imion wywodzących  się od  nazw dni tygodnia lub miesiąca czy też  pory dnia. 

W bufecie Adela zaproponowała by się napiły kawy i na zagryzkę wzięły paczkę paluszków  makowych, zamiast muffinek.  Oczywiście Adela oświadczyła, że ona stawia. No popatrz, nie  miałam pojęcia, że są też paluszki  z makiem, a  za słonymi to ja  nie przepadam. 

A gdzie ty przedtem pracowałaś? - spytała Stasia. Szef wam  nie  mówił?  Nie, powiedział tylko, że masz świetne referencje. No pracowałam kilka lat w ministerstwie  jako sekretarka, potem jako asystentka dyrektora  w programie pilotażowym i ostatnie  dwa lata w dziale rzecznika  patentowego, który z  szefa zmienił się w mego męża. To ile  ty masz lat? Bo wyglądasz na  nastolatkę.  Prawie 28 . Studiowałam w trakcie pracy, trybem zaocznym. Przez 5 lat  nie  wiedziałam co to jest  weekend. Po prostu musiałam po liceum iść do pracy. I po absolutorium, w trakcie pisania pracy chodziłam na kurs  na rzecznika. Emil zapoznawał  mnie  z każdym pismem do Urzędu Patentowego, wszystko mi tłumaczył, często musiałam sama pisać te pisma, on je  czytał, pokazywał gdzie  zrobiłam błąd merytoryczny i wszystko cierpliwie  tłumaczył. Poza tym wszędzie  mnie  woził, bardzo pomagał w domu. Gotować też potrafi. On to wszystko wyniósł z domu, tak go rodzice  wychowali. Mam cudownego męża i równie cudownego teścia. Niestety teściowej nie poznałam, zmarła nim spotkałam  Emila. Ale wiem, że Emil  bardzo mamę kochał. 

Przystojny jest ten twój  mąż. I sympatyczny, ale zawsze z ogromnym dystansem w stosunku do kobiet. Zawsze grzeczny, uprzejmy, ale zero typowych męskich umizgów.  Adela chwilę milczała, potem powiedziała - on właśnie  taki sposób kontaktów z kobietami  wyniósł  z domu. Ojciec   zawsze uczył go szacunku do kobiet  i traktowania ich poważnie, a nie  zawracania  im głowy. I pod  tym względem mamy z Emilem takie same poglądy, traktujemy kontakty damsko-męskie poważnie. Oboje  nie należymy do flirciarzy. Powiedziałabym nawet, że w pewien  sposób  jesteśmy  niedzisiejsi. Nie mniej jakoś tak  się składa, że spotykamy sporo  ludzi z takim  samym  podejściem do życia.

A twoi rodzice też tacy zachwyceni Emilem  jak ty?  Nie wiem, bo mną nigdy nie   byli zachwyceni a ja mając 16 lat wyprowadziłam  się do  siostry mojej matki i od tamtej pory mam z nimi sporadyczne kontakty. Na  ślubie byli, zaprosiłam ich, podobnie jak wszystkich z biura, w którym pracowaliśmy. Ostatnio widziałam ich jakoś tak zaraz po Nowym Roku. Za to z ojcem Emila widuję się codziennie, to super facet. I nazywa  mnie  córeczką lub  córeńką. I jest mężem mojej cioci. Pobrali się zaraz po nas. Mieszkamy po sąsiedzku.

Adelko - ty jesteś niesamowita! Jeszcze  nie  spotkałam takiej osoby jak ty. Stasiu- zapewniam cię, że  osób z tak pokręconym życiorysem jak mój jest  sporo. W pewnym momencie uznałam, że  wszystko co nas  spotyka ma chyba  jakiś sens. Tylko czasem trzeba się zastanowić jaki-  nie  wszystko jest oczywiste i całkiem  jasne.

Wiesz, kupię jeszcze tych makowych paluszków, oboje z Emilem  je  lubimy. Adela odniosła ich puste filiżanki po kawie i kupiła  dwie  paczki paluszków. Jedną postanowiła  wziąć do  domu,  a drugą zostawić  sobie w biurku. Stasiu, a czy można tu sobie przynieść do pokoju mały express do kawy? Bo mam w domu taki mały, na dwa espresso. I jak tu jest właśnie z tą kawą lub  herbatą? Trzeba do bufetu po to chodzić? A to to musisz  sobie z szefem uzgodnić. Tylko uprzedzam, że jeśli przyniesiesz express do kawy, lub elektryczny dzbanek to będziesz mu musiała robić kawę lub herbatę. Nie problem - zaśmiała się Adela - mam  dużą  wprawę w tej materii. Stasiu, a dlaczego  szef powiedział, że teraz  nie można  wychodząc zostawiać klucza  w drzwiach? Były jakieś kradzieże? Podobno. Ale tylko z jego pokoju  coś zginęło. Osobiście podejrzewam, że sam gdzieś posiał swą komórkę. Albo i nie, bo u mojej koleżanki w biurze ginęły pieniądze z  torebek i z kieszeni  płaszczy wiszących  w pokojach. A jeśli chcesz coś schować w biurku to zmień sobie zamek w biurku, bo te zamki są w pewien sposób uniwersalne - jednym kluczykiem otworzysz wszystkie biurka. 

Hmmm, zdziwiła  się Adela - będę musiała w takim  razie kupić na mieście  jakiś zamek. Mam  zwyczaj chować w szafce  biurka  swoją torebkę.  No to niemiła  wiadomość.Tam gdzie ostatnio pracowałam to był chroniczny brak miejsc, więc pokoje były przeważnie wieloosobowe  i z reguły zawsze ktoś  w pokoju zostawał. A my z Emilem  zostawialiśmy  klucz w sekretariacie dyrekcji. No bo czasem zdarzało się, że oboje  musieliśmy wyjść z pokoju. 

Szczerze mówiąc to na początku nie będziesz  zbyt  wiele w ciągu dnia wychodzić ze  swego pokoju- już  szef  zadba  o to, byś miała  sporo do pracy  na  miejscu. 

U zarania  dziejów był pomysł, żeby zrobić  pokój  socjalny, w którym byłby express  do kawy, dzbanek  na wodę, szklanki, filiżanki, talerzyki. No ale szybko się okazało, że nie ma  na to miejsca i że można przecież  zejść  do barku na  kawę lub herbatę. Kiedyś była tu pani  "herbaciarka", która  również sprzątała, ale już  nie  robi  herbaty i tylko  sprząta. A w ogóle ciągle ktoś  coś  tu wymyśla by było "po europejsku", tylko że pewne obyczaje wschodnioeuropejskie   są już tak wrośnięte, że trudno to wszystko  zmienić. Teraz  jest ten trend by rzecznicy patentowi pracowali na wolnym  rynku. Ale ja to czarno widzę - zbyt wiele  lat wszystko było "po linii i na bazie" i społeczeństwo nie  dorosło do tego, by był naprawdę  wolny rynek w każdej niemal  dziedzinie. Nasz Urząd też ma przejść  jakąś modernizację, czyli nietrudno się domyśleć, że będą redukcje etatów - bo na tym  głównie  polegają polskie  modernizacje. Potem  się okazuje,  że brak ludzi, znów się  nowych  werbuje i  historia  co jakiś  czas się powtarza. A potem wyzywa  się ludzi od nieodpowiedzialnych i wrogów  własnego  kraju, bo  wzięli  swoje  "szmatki i lalki" i poszli  się bawić  na inne podwórko, na którym z góry wiadomo jakie  są wymagania i  nie  zmieniają  się  co  kwadrans.

Adela uśmiechnęła  się smętnie - w najgorszym przypadku powieszę  sobie  dyplom magistra  prawa i rzecznika  patentowego w  salonie jako ozdoby ścian  i mogę  wrócić do bycia sekretarką. Eeee, rzecznicy mogą tu  spać  spokojnie, w Polsce jest  niedobór  rzeczników patentowych, redukcja  to dosięgnie tych bez tytułu  rzecznika. Będą tylko rzecznicy i personel pomocniczy. A poza tym zawsze istnieje opcja wyjechania  na inne  podwórko. I my z mężem się nad  tym poważnie zastanawiamy, zwłaszcza, że mamy prawo zamieszkać  w dowolnym kraju należącym do Unii. I nie  musimy  mieć na to zgody ani kraju, w którym zamierzamy zamieszkać  ani tym  bardziej Polski. Mąż już coś kombinuje z wyjazdem i  zapewne wyjedzie  pierwszy, potem  tylko będzie  kwestia zlikwidowania  tu mieszkania. Ale mam prośbę- niech ta rozmowa  zostanie miedzy  nami- poprosiła Stasia. Przymierzamy  się do Szwecji, bo tam  można  pracować znając  dobrze  angielski. Nasi znajomi już cztery lata mieszkają w Sztokholmie i bardzo  sobie chwalą życie tam. I do Polski stamtąd  blisko, jeśli ktoś  zatęskni.  Ale oni  nie  zatęsknili i ani razu od  czasu  wyjazdu  nie przyjechali  tu, za to ciągle  ktoś  z ich rodzin  siedzi u  nich. Mój  mąż też był u  nich i twardo teraz szlifuje angielski i poducza  się  szwedzkiego. Bardzo  się mojemu Sztokholm podobał.  Ci nasi znajomi  mieszkają daleko od  centrum, ale dojazd do pracy mają dobry - dojeżdżają  samochodem do kolejki podmiejskiej, potem kawałek  metrem. Coś tak jakbyś mieszkała na osiedlu  koło Mysiadła a pracowała na Żoliborzu. A gdzie  wy z Emilem  mieszkacie?  Na Ursynowie,  na Stokłosach. I czekamy niczym  kania  dżdżu na metro. Żeby już  chociaż ten pierwszy odcinek do Politechniki kursował. A teraz to ja będę jeździła dwoma  autobusami. A jak  znam życie i  Emila, to gdy on tu też będzie pracował to będziemy jeździć  samochodem.

                                                                      c.d.n.