sobota, 10 grudnia 2022

Lek na wszystko? - 22

 Krystian dotarł do domu po czterech godzinach  nieobecności, dzierżąc w dłoni, a dokładnie to pod pachą bukiet kwiatów. Gdy Alina usłyszała cicho otwierane drzwi wejściowe wypadła do przedpokoju i powiedziała- dobrze że jesteś, bo się niepokoiłam, czy aby nie wpadłeś gdzieś w poślizg. Krystian stanął jak  wryty- przecież mogłaś do mnie zadzwonić.

Krystian stał i rozwijał z kilku warstw papieru kwiaty, w końcu wydobył je na  zewnątrz i podał Alinie- to dla  ciebie, wiem, że lubisz storczyki i udało mi się kupić jeden do hodowli w domu i cięte, takie jak pantofelki baleriny. Te pantofelki to w ramach przeprosin za moje niezbyt eleganckie dziś zachowanie. Oczy Aliny w tym momencie zaczęły przypominać dwa  spodki od filiżanek,  przełknęła ślinę,  nabrała powietrza i wydusiła z siebie: Kris, nie masz  mnie  za co przepraszać,  niczego złego mi nie  zrobiłeś. Ja  się tylko teraz denerwowałam, bo strasznie  długo cię nie było! Objęła go i cmoknęła w policzek, dodając- naprawdę nie masz za co mnie przepraszać. To raczej ja powinnam  cię codziennie przepraszać, że zwaliłam ci  się na głowę ze swoimi pokręconymi kłopotami! Zdejmij buty i kurtkę, a ja zaniosę na chwilę kwiaty do kuchni. Krystian wyjął z kieszeni kurtki niedużą buteleczkę i powiedział- a tu są kropelki, jakieś zaczarowane chyba i trzeba dawać 5 kropli do wazonu z tymi "pantofelkami" a wodę do wazonu nalać "odstaną" i zmieniać najczęściej co trzeci dzień. Zaraz ci pomogę, mam gdzieś w kuchni taki wysoki wąski wazon, który powinien do nich pasować. A te storczyki w doniczce to trzeba podlewać raz na tydzień. Mam nadzieję, że będą dobrze się hodowały. Ubłagałem panią w kwiaciarni by mnie oświeciła jak te storczyki hodować. A długo mnie nie było, bo po myciu było woskowanie, przed nim dokładne suszenie  a potem "froterowanie". I błyszczy się teraz nasz samochodzik niemiłosiernie! Alina miała wielką ochotę palnąć, że to jego "samochodzik", a nie "nasz", ale w ostatniej chwili przypomniała sobie dobrą radę Teresy, że czasem lepiej coś przemilczeć niż na wszystko pod wpływem emocji odpowiadać.

Zaraz pomogę ci  w szykowaniu kolacji. Nie trzeba pomagać, stwierdziła Alina. Będą dziś racuszki serowe z dżemem, ciasto już gotowe, wystarczy je usmażyć. Będziesz  mógł wybierać bo mamy dwa dżemy-  jeden jest wiśniowo- czekoladowy a drugi z czarnej porzeczki. Ten wiśniowo - czekoladowy to jakaś  nowość, ale całkiem smaczny, bo go spróbowałam. 

W trakcie kolacji Krystian poinformował Alinę, że nie marnował czasu w czasie gdy mu szykowano  samochód i zatelefonował do znajomego rzeczoznawcy w kwestii wyceny domu i "człowiek" ma do niego oddzwonić następnego dnia wieczorem kiedy będzie mógł obejrzeć całą posiadłość. Oczywiście, jeśli Alina będzie mogła przy tym być to dobrze, a jeśli nie to tylko on będzie. Oczywiście byłoby mu sto razy milej gdyby i ona przy tym  była, ale rzeczoznawcy nie jest to niezbędne do dokonania oględzin. Poza tym  Krystian sprawdzi ceny po jakich "schodzą" mieszkania "z drugiej  ręki" na Żoliborzu. I oczywiście pojedzie wraz z nią by obejrzeć to mieszkanie na Żoliborzu. I gdy będzie w domu wraz  z rzeczoznawcą to zabierze stamtąd  wszystkie kryształy i te " duperelki" które są nad  sejfem. Wybiorą razem to co im się spodoba i zostawią, a to czego żadne z nich nie będzie  chciało to wstawią do DESA. Bardzo możliwe, że ten rzeczoznawca od wyceny obiektu zna się i na kryształach i będzie w stanie je  wycenić, bo być może, że Franek je kupi - bardzo pasują do tego kredensu w tej oszklonej gablocie. 

A tak ogólnie to zastanawiam się nad tym sejfem jak on jest przymocowany do podłogi - stwierdził Krystian. Podejrzewam, że przyszły właściciel będzie  chciał go sobie  zostawić, zwłaszcza, że często wyjeżdża  i chata stoi pusta. Wiesz co, a może byśmy  tam wpadli jutro, sami i jeszcze  raz wszystko obejrzeli, tym razem pod kątem tego co chcesz stamtąd wziąć dla nas, dla siebie.

Nooo, możemy. Ale w tym układzie to powiadomię Tesię, że nie przyjdziemy do nich jutro na obiad na 15,30, żebyśmy nie byli ograniczeni czasowo. Mamy na obiad jutrzejszy zamrożone gotowe niemal  sznycle, więc tylko się je  potem usmaży. To patent Tesi. A dziś mogę ugotować do nich ryż i jutro to się go doda gdy się będą smażyć sznycle. I zamiast surówki będzie do nich sałatka z pomidorów i papryki. No to zaraz do niej zadzwonię.

Teresa pochwaliła pomysł Krystiana i powiedziała, że jeśli Krystian nie ma dobrych pojemników, to może dziś wpaść do nich , bo mają do licha i trochę dużych pudeł z tworzywa z przeprowadzki taty i  mogą je im pożyczyć w razie potrzeby. I mają specjalne flanelowe kocyki do przekładania szkieł. W końcu umówili się tak, że 4 pudła wraz z kocykami to Kazik im dziś sam podrzuci, gdy będzie  niedługo odwoził tatę do domu. Teresa poprosiła jeszcze do telefonu Alinę i powiedziała, że będzie OK, jeżeli się na moment bracia zobaczą. Zabrzmiało to dla Ali nieco dziwnie, no ale jako jedynaczka nie miała pojęcia jak to bywa  między rodzeństwem bardzo ze sobą zżytym i gdy młodszy brat  zawsze był zapatrzony w tego starszego brata. Trzeba przyznać, że rodzice świetnie ich wychowali, co zawsze mówiła obu braciom Teresa.

Przed upływem godziny Kazik już był pod ich blokiem, nie  wjeżdżał na górę, tylko zaczekał na brata na  dole, przy zejściu do piwnicy. Pomógł Krystianowi w schowaniu pudeł w piwnicy i chwilę rozmawiali. Gdy Krystian dotarł z powrotem na górę Alina już kończyła sprzątanie po kolacji, a w pokoju na stole stało pudełko z wedlowskim "Ptasim Mleczkiem" a  Alina  parzyła  w kuchni waniliową herbatę rooibos, mając nadzieję, że przypadnie ona  Krystianowi do gustu. 

Skąd wiedziałaś, że lubię to Ptasie Mleczko - spytał Krystian? Nigdy ci o tym nie mówiłem. No fakt, nie mówiłeś, ale tak naprawdę to nie znam ani jednej osoby, która nie lubiłaby tego wyrobu Wedla. A mam, bo przecież Tesia pracuje blisko sklepu firmowego, a była ostatnio w pijalni czekolady i odnowiła  swoje zapasy wyrobów wedlowskich. A Tesia wie, że i ty i ja też lubimy tę piankę w czekoladzie. Wczoraj mi wrzuciła do mojej przepastnej torby dwa pudełka. My z Tesią to trochę jak siostry. Znamy się jeszcze z liceum. Jeśli się nie widzimy to chociaż ze sobą z raz  w tygodniu rozmawiamy. Gdy mama zachorowała i Tesia gdy zobaczyła rozpoznanie to zaraz  zaczęła mnie przygotowywać na odejście mamy. I odwiedzała moją mamę w szpitalu. W Warszawie mam tylko ciotkę, siostrę mego ojca, ale ona to czeka tylko na połowę  spadku po moim ojcu. 

No właśnie - przejrzałem z grubsza dokumenty i mam złą wiadomość dla  twojej cioci - nic nie dostanie, bo twoi rodzice mieli spisaną intercyzę przed swym ślubem. Mieli rozdzielność majątkową i dom pierwszy,  a potem każdy następny należał tylko do twego ojca.  I ten, w Otrębusach także należał do taty, ale w jakiś czas potem tata zrobił z niego darowiznę dla mamy. Miał prawo, bo w dalszym  ciągu  mieli rozdzielność majątkową.W niedługim czasie, chyba w dwa tygodnie po śmierci twego taty, mama spisała testament,  w którym dom z całym wyposażeniem jest zapisany na ciebie.

Pomyślałem sobie, że jeśli ten Franek naprawdę chce kupić ten  dom, to wszystko czego on z tego domu nie chce wziąć, np. meble ( których wycena i zawiezienie  do DESA będzie kosztowało kupę forsy) możesz zaproponować siostrze taty, bo coś mi mówi, że nie łączą was żadne ciepłe uczucia. Oczywiście możesz to zrobić przez swojego osobistego prawnika, żeby nie usłyszeć jakichś inwektyw.

Pomysł, byś się zamieniła z panem Frankiem na mieszkanie uważam za całkiem  dobry, jeżeli oczywiście tamto jego  mieszkanie jest rzeczywiście w bardzo dobrym stanie i ci  się spodoba. Bo nadal kupno mieszkania w dobrym miejscu w Warszawie nie jest wcale łatwe, wciąż  brakuje mieszkań. I, tylko proszę nie wyśmiej  mnie,  ale nie wyobrażam sobie już mieszkania bez  ciebie. I nie dlatego, że gotujesz - ja też potrafię gotować, poza tym jak widzisz więcej mnie w domu nie ma niż jestem, więc się stołuję w sądach, gdzie może nie jest to jedzenie porywające  ale nie jest też trujące. Bo ja się po prostu w tobie zakochałem i dotarło to do mojej świadomości dopiero wczoraj, gdy mnie zrugała Tesia.  Gdy  zamykam oczy to wciąż widzę cię na tym przystanku WKD, taką samotną, trochę nierealną niczym senna zjawa i nadal czuję nieprzepartą chęć by cię utulić, otoczyć ramionami i nigdy  nie wypuścić  z nich. Nie wiem tylko, czy możesz mnie  z czasem pokochać- takiego nieco rozdwojonego, którego większy kawałek jest  wciąż gdzieś w biegu, nawet gdy serce wyrywa  się  do ciebie. Boję  się, że może nie taki facet ci  się marzy, ale taki spędzający  wszystkie godziny  w domu nie  zanurzony w dokumentach i nie stukający wciąż w klawiaturę.

Kris, masz specyficzny i bardzo absorbujący  zawód i jesteś właściwie jeszcze na początku drogi zawodowej, musisz na razie  więcej poświęcać  czasu na pracę niż ktoś kto ma lat pięćdziesiąt i już wyrobioną na tym polu opinię. Podoba mi się takie  zaangażowanie w sprawy  zawodowe. Dużo pracujesz  w domu, ale wtedy jesteś blisko. Zobacz co napisałam do Tesi, to stary sms, spójrz na datę, to z okresu świąt. To ty się nieźle maskujesz Alinko, nawet przez  myśl mi nie przemknęło, że ci się podobam.  Alina zaśmiała się - a ty mi też jeszcze  ani razu  nie dałeś do zrozumienia, że ci  się podobam, że mnie  lubisz.  Krystian spojrzał jej w oczy - nie chciałem, byś pomyślała, że korzystam  z twojej niejako przymusowej sytuacji i że  wykorzystuję fakt, że u mnie mieszkasz. Alina leciutko uśmiechnęła  się - to właśnie powiedziała mi Tesia. Ona chyba się marnuje, powinna była  iść na psychologię!  

Krystian objął Alinę, dość obcesowo przyciągnął do siebie, uniósł palcami w górę jej  brodę i z wielkim westchnieniem ulgi zaczął ją całować. Oderwał się na moment od jej ust i powiedział - pachniesz  i smakujesz różami. Aż mi się zakręciło w głowie - poczułem się tak jak ktoś kto po przejściu bezwodnej pustyni odnajduje studnię z wodą. 

Cudnie całujesz, powiedziała  Alina. Marzy mi się, żebyśmy zawsze byli ze sobą szczerzy, by mówić otwartym tekstem o tym co się nam u  siebie wzajemnie podoba lub nie podoba i byśmy mówili szczerze o swoich uczuciach. Zwłaszcza teraz,  na początku, bo się bardzo mało znamy. Chcę byś wiedział, że jeżeli zadaję ci sporo pytań, to nie z takiej zwykłej ciekawości a dlatego pytam, bo chcę by ci za mną było dobrze, wręcz komfortowo. Ty też zadawaj mi mnóstwo pytań, przyrzekam, że zawsze ci powiem prawdę. I zawsze mi mów czego oczekujesz, bo nie jestem jakąś  jasnowidzącą  tylko dlatego, że cię pragnę, że  z tobą jestem. Samo uczucie do drugiej osoby nie wpłynie na to, że będziemy nagle wiedzieć co które  z nas myśli i czego pragnie. Częściowo taka sytuacja nastąpi za jakiś czas, ale na razie proszę - mów mi zawsze czego oczekujesz ode mnie, czego pragniesz.

Czego pragnę? - Krystian niczym  echo powtórzył pytanie- pragnę tego, byś mnie pokochała, pragnę być z tobą  i chcę byś ty pragnęła tego samego. Pragnę byś  się stąd  nie  wyprowadziła, byśmy się poznali dobrze pod każdym względem, tym intymnym także. I w tej sferze chciałbym byś była ze mną  zawsze szczera aż do bólu. Nie byłem nigdy posiadaczem haremu i zapewne daleko mi do tytułu mistrza seksu. Ale jeśli będziemy w tej sferze szczerzy to  będzie nam obojgu dobrze. To może niezbyt teraz  modne, ale chcę byśmy się pobrali. Ślub nie jest jakąś gwarancją wiecznej miłości i wierności, ale znakiem dla innych, postronnych osób, że tworzymy pewną całość. Jeżeli zażyczysz sobie ślubu kościelnego, to chociaż nie jestem praktykujący,  możemy sobie taki ślub zafundować, jestem ochrzczony. Zobacz- i Tesia i Kazik swoje pierwsze małżeństwa mieli z dwoma ślubami- i cywilnym i kościelnym- i nic z tego nie wyszło. Ale naprawdę - jeśli będziesz chciała również kościelnego ślubu - zgodzę  się.  Alina przytuliła  się do niego - nie mam najmniejszego zamiaru, wystarczy mi ślub w urzędzie. Gdyby ślub w kościele miał jakikolwiek  wpływ na trwałość małżeństwa nie byłoby tylu rozwodów.

                                                                        c.d.n.

piątek, 9 grudnia 2022

Lek na wszystko? - 21

Tak jak było zaplanowane Kazik z Teresą podwieźli Alinę i Krystiana pod  dom,  a potem pojechali na zakupy. Tym razem Teresa gotowała u  nich w domu i tylko zatelefonowała do taty by się  dowiedzieć co u niego słychać i powiedzieć, że Kazik zaraz po niego pójdzie, bo jednak jest  trochę ślisko- nie  wszyscy porządnie  oczyścili chodniki. Ale po co tyle zamieszania, mówił ojciec, przecież nic  się nie stanie jeśli zostanę  dziś  w domu, przecież mam co jeść. No a nie będzie ci tato milej, gdy u nas posiedzisz? - tak sformułowane pytanie  było z gatunku pytań poniżej pasa i Teresa  dobrze  wiedziała, że w odpowiedzi  na takie na takie pytanie to tata bez  szemrania zgodzi  się  do nich przyjść. 

Kazik się śmiał mówiąc - ty to zawsze postawisz na  swoim. Przelecę  się piechotką do taty i będzie  to dla mnie  spacerek, bo potem wieczorem to też go odprowadzę. A to co ugotujesz na  zaś, to wystawimy na balkon i szybko nam  to wystygnie, więc pewnie będę to mógł wynieść wieczorem odprowadzając tatę do domu. Byłem bardzo ciekawy co Kris odpowie na twoje stwierdzenie, że jest tylko kolegą i prawnikiem Aliny. Czułem, że  się chłopak całkiem zapowietrzył i zmilczał tę twoją uwagę. On tylko w  swojej wyobraźni jest podrywaczem, a tak naprawdę to jest nieśmiałym marzycielem i idealistą jeśli idzie o kobiety. Poprzednia to nie  za bardzo była z nim z jego inicjatywy - to ona go poderwała, tylko nie przewidziała, że on jeszcze dość zielony w układach damsko-męskich. Miała nadzieję, że będzie noszona  na rękach od rana do nocy, a tu  się okazało, że facet urobiony po uszy, wiecznie pod kreską czasową i nawet nie jest mężczyzną północy. 

A co to znaczy "mężczyzna północy"? - zapytała mocno zdziwiona Teresa. Aaa, to taki stary dowcip - facet dał ogłoszenie do rubryki towarzyskiej, że pozna panią, określił jakie  warunki ma spełniać i pod ogłoszeniem dał podpis "mężczyzna Północy". Znalazła  się  jakaś chętna i  potem powiedziała o nim, że faktycznie był to mężczyzna północy, bo drugą połowę  nocy to już tylko  spał.  Teresa stwierdziła, że to był bardzo ładny dowcip i że oni gdy  nie  są na urlopie to są parą północy. No właśnie, właśnie  strasznie nam ta nasza praca w życiu przeszkadza- stwierdził  Kazik. Wiesz, bardzo bym  chciał byśmy pojechali na urlop,  na którym nie będziemy zobowiązani miejscem do zwiedzania turystycznych atrakcji. Teresa chwilę pomilczała a potem powiedziała - wychodzi na to, że moglibyśmy pojechać znów w Bieszczady i właściwie nie  wychodzić poza ośrodek na Bystrem. Co najwyżej chodzilibyśmy wieczorami po terenie ośrodka a w ciągu  dnia na posiłki. Moglibyśmy wziąć ze sobą tatę - ręczę  ci, że w minut pięć zostałby przyjacielem pana kierownika. Wtedy moglibyśmy wziąć apartament w głównym budynku, bo to dwa oddzielne pokoje z  łazienkami  i salonikiem.

A tak poważnie - Alinie  się Krystian podoba, nie tylko pod  względem urody, w pełni docenia jego intelekt ale  nie jest  w stanie  zorientować  się jak on ją ocenia. Podejrzewa, że po prostu Kris jest bardzo  empatycznym facetem i  jej walory urodowo- intelektualne niewiele  go interesują. I, tu się przyznam bez bicia, celowo mu dziś tak wypaliłam, bo widziałam, że mu się obecność Franka nie podoba. I chyba go to trochę zabolało, ale Alina zrozumiała o co mi poszło. 

Mam wrażenie, że taka zamiana jak zaproponował Franek może być dla obu stron korzystna. Ja osobiście  to nie chciałabym mieszkać w tamtej okolicy bo zawsze mieszkałam na południe a nie na północ od  centrum. Ona z  kolei od dziecka mieszkała pod Warszawą i to chyba w trzech różnych miejscach. Pamiętam, że mieszkała w Komorowie, potem w Podkowie Leśnej, może i jeszcze  gdzieś- nie wiem. Więc dla niej Żoliborz jest taką samą dobrą do mieszkania dzielnicą jak każda inna. Pracuje  w centrum Warszawy, a centrum  miasta  jest teraz  dobrze skomunikowane z innymi dzielnicami. Nawet jeśli będzie  dojeżdżać z przesiadką to i tak lepsze to niż jazda poza  miasto i drałowanie późnym wieczorem od tej kolejki. Co innego wziąć taksówkę z centrum  miasta na Żoliborz a zupełnie inna bajka brać taksówkę z Warszawy do Otrębus.

A Franek najprawdopodobniej dobrze się czuje w jakimś niezobowiązującym układzie. Nigdy się nie żenił bo jak kiedyś powiedział "to samo można  mieć i bez ślubu a przynajmniej nikt niczego od ciebie nie chce i nie trzeba znosić na co dzień cudzych frustracji." A w biurze i tak go wszystkie babki lubią, bo jest uprzejmy i nawet umie dobrze powiedzieć całkiem zgrabny  komplement. Lubię jak wraca z podróży bo zawsze ma coś ciekawego do opowiedzenia. Poza tym wie, że jeśli mówię, że czegoś nie jestem w stanie załatwić ad hoc to jest to prawda  a nie wynik mojego lenistwa lub niekompetencji. Był zdumiony, że tak zupełnie w tajemnicy  się rozwiodłam i wyszłam po raz  drugi za mąż. Powiedziałam mu tylko, że nie  zawsze jest o czym opowiadać. A nie zorientował się, że wyszłam po raz  drugi za mąż bo w pracy wszyscy mówimy do siebie po imieniu. Gdy mój personel opowiadał  w działach, że mam bardzo, bardzo przystojnego męża, to nie  miał pojęcia, że to mowa o drugim  z kolei moim  mężu. Zrobiłeś na moim personelu niezatarte dotąd wrażenie. 

Jest w biurze kilka babek, które chętnie Franka przytuliły, ale kiedyś na jakimś imieninowym "posiadzie" powiedział, że on jest  wrogiem biurowych  romansów, czyli jasno się  określił. Podobała mu się z urody moja poprzedniczka- blondynka o piwnych oczach, ale jak kiedyś powiedział to ona była tylko ładna, a cała reszta absolutnie  nie do zaakceptowania. Fakt, była mocno zołzowata. Jak mi mówiła jedna z mojego personelu, to skarżyli się na  nią i specjaliści i oczywiście głównie ich  rodziny. Typowa "wrednota". Ciekawa jestem czy wrócą do Polski, bo on ma kontrakt przedłużony  a to może  zaowocować stałym kontraktem  u tamtego zatrudniającego go kontrahenta. I może wrócą do Europy,  ale nie koniecznie do Polski. W oczach Franka jestem uosobieniem równowagi, powagi i odpowiedzialności - ale to wiem nie od niego. Taką mi opinię kiedyś wystawił w mojej  dyrekcji.

Studzenie na balkonie zdało w stu procentach  egzamin i gdy wieczorem  tata  już wracał do  domu, Kazik wziął samochód by opakowane i podpisane jedzenie zawieźć do jego  mieszkania i wszystko umieścić w zamrażarce  albo w lodówce. Przed  domem taty spotkali tatową sąsiadkę z psicą, która z trudem dała  się przekonać, żeby nie wycałować taty. Sąsiadka powiedziała, że psica najwyraźniej bardzo tatę pokochała i bardzo często, gdy  się ją wyprowadza to zamiast schodzić do bramy wybiera  się na górę, do taty. "Bo pies, proszę pana, rozpoznaje dobrego człowieka" - poinformowała Kazika. 

 W czasie gdy nie było Kazika Alina zatelefonowała do Teresy informując ją, że na szczęście są wszystkie potrzebne dokumenty i nawet część dokumentów dotyczy poprzednich domów. I że chyba w tym układzie nie będzie musiał Krystian biegać po hipotece. Zapytała  się też, co Teresa  myśli o tej  zamianie jeżeli to mieszkanie Franka spodoba  się Alinie i czy będzie tak miła i też weźmie udział w oględzinach. 

No wezmę udział, wszak to ja  ci tego faceta naraiłam. Szczerze mówiąc to ja go nie rozumiem, bo facet raczej się chyba nie ożeni, skoro do tej pory tego nie zrobił a do tego dość często wyjeżdża. On wprawdzie nieurodny jest, ale tak w sensie towarzyskim to jest miły.Tylko nie mam pojęcia  na licho mu taki wielki dom pod Warszawą. Poza tym to naprawdę inteligentny facet. No mogę tylko założyć, że wie  co robi. A jak Krystian, bardzo na mnie obrażony?  Nie, jest uradowany, że są wszystkie papiery. Z tej radości właśnie poleciał na myjnię i woskowanie bryczki. I powiedział, że musimy poważnie porozmawiać i że dobrze, że jutro nie idziemy do pracy. A w tym pudełku to są dziadka narzędzia jubilerskie, sporo złota i trochę biżuterii, rozmiary w sam raz dla ciebie i dla mnie. To wszystko po dziadku już  schowałam do swoich rzeczy, biżuterię i to złoto chciałabym przechować u ciebie i już wybrałam dla ciebie kilka drobiażdżków. Oprócz narzędzi dziadka są tu jakieś medale i odznaczenia mojego taty, ich stare dowody osobiste, listy, jakieś  bliżej nieokreślone zapiski. Zastanawiam  się  ciągle,  dlaczego mama mi nic nie powiedziała, gdy szła  do szpitala, że mamy w domu sejf i że są w nim ważne dokumenty. Nie wykluczam i tej możliwości, że może tata jej wcale nie powiedział o tym sejfie, bo uważał, że mama plotkuje wciąż ze  sąsiadkami nie wiadomo po co i na co. A może wiedziała, tylko nie pamiętała o tym, żeby mi o tym powiedzieć. Ostatnie  trzy miesiące była na środkach przeciwbólowych w domu, a potem już na znacznie silniejszych, podawanych kroplówkami  w szpitalu  aż do samego końca. I nie za bardzo kontaktowała.

Alinko, przestań szaleć z jakimiś prezentami dla  mnie. Powiedz  mi a jak ty oceniasz Krystiana?  Podoba  mi się pod  wieloma  względami, w tym i urody. Ale ja to mu się chyba nie podobam. Tak sądzisz? To skąd  był ten ewidentny atak zazdrości i jego niechęć do Franka? - umiesz mi to  wytłumaczyć? - spytała Teresa.  A nie podrywa cię, bo uważa  zapewne  za nieetyczne podrywanie dziewczyny, której udzielił schronienia. Jeśli chcesz  mieć jasną sytuację to po prostu porozmawiaj z nim szczerze. On został porzucony przez dziewczynę, bo liczyła na  ciąg rozrywek i prezentów a on  był cały czas  zalatany i zapracowany. W niczym go  nie  wsparła, tylko miała  wciąż pretensje, że on nie ma  czasu. Możesz mu śmiało powiedzieć jak go widzisz, jak oceniasz, co do  niego czujesz, czy chciałabyś byście  się dalej poznawali i byli w jakiś sposób ze sobą. On ma 35 lat, musi zadbać o swą pozycję w gronie prawniczym, powiedz mu, że to wszystko rozumiesz, o ile  rzeczywiście to  rozumiesz. Zakładam, że tak, bo w sumie to jesteśmy do siebie bardzo podobne jeśli idzie o sprawy łączące ludzi  ze sobą. I zrób to jak najprędzej, bo biedaczek jeszcze  nie wie, że ty wszystko rozumiesz. Mam wrażenie, że on  wciąż jeszcze nie przetrawił tamtej Alicji i boi się powtórki z rozrywki. A na dodatek  ci muszę powiedzieć, że obaj bracia byli uświadamiani przez własnego tatę i jego znajomego lekarza i są pod wiadomym względem  bardzo odpowiedzialni. Ja jeszcze nie spotkałam faceta, którego uświadamiał własny ojciec, raczej wszyscy zdobywali wiedzę od starszych kolegów, jak który był bystrzejszy to starał się o lekturę. 

A masz z czego ugotować obiad na jutro? Bo ja mam zamiar zrobić jutro tadżin, czyli  obiad będzie po marokańsku. Warzywa i podziabany indyk będą się dusić przez kilka godzin w marokańskim  garnku, który dostałam w prezencie od działu, w którym pracuje Franek. Jeżeli nie masz na jutro żadnych planów obiadowych to przytruchtajcie  się do nas na lunch, zamiast iść do knajpy, będzie też tata, bo obiady w weekendy jemy zawsze u nas. Wy możecie się dołożyć deserem, czyli machnąć się przed przyjazdem do nas po rurki z kremem by były do poobiedniej kawusi. Lunch będzie o 15,30. Napisz  potem sms czy przyjdziecie. I nie zamartwiaj się na  zapas. Wszystko się pomału ułoży, czyli "jeszcze  tak nie było ,żeby jakoś  nie było". Uwielbiam  to idiotyczne powiedzenie. To na razie, łepetynka  do góry, uśmiech na usta nałóż, pa!

Gdy przyszedł Kazik opowiedział Tesie jak bardzo charcica kocha ich tatę i jeszcze trochę, a tata wzruszony gotów  wpaść na pomysł, by  chodzić na spacery razem z tą panią sąsiadką i psem.

                                                                            c.d.n.

czwartek, 8 grudnia 2022

Lek na wszystko?- 20

 Alina  z Frankiem i Krystianem poszli oglądać strych i jego "skarby", a Teresa i Kazik zostali w salonie. Teresa stanęła przy  serwantce z bibelotami i tym razem otworzyła drzwiczki oszklonej części serwantki.

Wiesz- szepnęła do Kazika- nie wiem czy  chcę mieć te duperele, chociaż  wiem,  że niektóre  z nich to bibeloty  kolekcjonerskie. Ale sam mebelek to mi  się podoba. Jakoś tak tylko krzywo  stoi względem ściany, albo ściany są krzywe- zauważyła. Poza  tym zobacz- ten serwisik kawowy to chyba dla lalek, w tych filiżankach to góra 4 łyżeczki herbaciane kawy wejdą. No ale  fakt, że jest śliczny. Tylko nie  rozumiem po jakie licho ktoś  go postawił na takiej paskudnej, już nieco brudnawej białej  serwetce. A może ta półka jest po prostu jakaś uszkodzona i serwetka to po  prostu  kryje. Zabawne, zamiast  cukierniczki jest  coś jak koszyczek o łódkowatym kształcie. Teresa  wzięła do ręki ów koszyczek  i obejrzała  dokładnie. Nieco nie pasował do spodeczków i filiżanek, jego kwiatki były w nieco innym kolorze. Gdy odwróciła ów koszyczek do góry dnem z lekka zdębiała- na tym naczynku  nie było znaku firmowego jak na innych częściach kompletu ale jakiś  siedmiocyfrowy numer. I był napisany odręcznie. Przesunęła  jeszcze kilka części kompletu, żeby zajrzeć pod  serwetkę w jakim stanie jest półka  nakryta tą brzydką  serwetką i znieruchomiała, bo zobaczyła najzwyczajniejszy w świecie metalowy zamek cyfrowy. Ziku- to jest sejf!!! Zawołaj Alinę, niech tu prędko przyjdzie! Zawsze  się zastanawiałam co kryje w  sobie  ta  szafka.

 To, że serwantki mają pod  oszkloną  częścią regularne szafki to wiedziałam, u  moich dziadków był taki mebel, tylko bardziej wymiarowy niż ten.  Kazik powędrował na  strych i w kilka  minut  potem pojawili się zdobywcy strychu. Po drodze Kazik im opowiedział o szczegółach. W chwili  gdy  wchodzili Teresa usiłowała tak przesunąć  tę serwantkę by stała równolegle  do ściany, ale mebel ani drgnął.  To rzeczywiście jest sejf, chyba  się jednak nie mylę - powiedziała  głośno. Niech któryś z was spróbuje to ruszyć z miejsca - zwróciła  się do płci męskiej. Ale żadnemu się ta  sztuczka nie udała. Alina obejrzała "odkrycie" Teresy, która powiedziała - te cyferki na odwrocie to jest odwrotny zapis twojej daty urodzenia- wpierw jest rok, potem miesiąc bez 0  i na końcu dzień miesiąca.  Kazik zaczął się  śmiać- no to nic  dziwnego, że pracujesz w paszportach i masz co jakiś  czas  z tego resortu kuszącą propozycję zmiany pracy. 

Alina wpatrywała  się długą chwilę w zapisane na porcelanie cyferki i powiedziała - masz rację, musiałam  sobie  w myślach przeczytać od prawej do lewej, żeby mi zajarzyło. Alina przykucnęła mówiąc - mam nadzieję, że te drzwiczki otwierają się tak jak drzwiczki na górze, bo nie widzę dziurki na kluczyk. Na pewno, tylko nie ciągnij za gałeczkę ale ją przekręć- albo tak  samo jak na górze w prawo, albo w lewo. Trzeciej pozycji na  szczęście nie ma.  Alina otworzyła drzwiczki i zobaczyli metalowe drzwiczki z dwiema sztabami i uchwytem. I co teraz?-  zapytała niezbyt mądrze. Teraz to ustaw tak cyferki zamka na półce, jak jest zapisane na tym porcelanowym cacku. Jak ustawisz  to sprawdź, czy dobrze ustawiłaś i przekręć ten uchwyt co robi  za klamkę. A w którą  stronę? Teresa  zaśmiała  się - w tę, w którą się uda go  przekręcić. Nie jestem włamywaczem, w pracy mam inną szafę pancerną. A nawet  dwie i codziennie wychodząc z roboty muszę plombować drzwi pokoju. A rano sprawdzać, czy plomba nie  ruszona. I dlatego muszę być zawsze przed personelem w pracy. 

Franek się zaśmiał - a ja podejrzewałem, że ty lubisz tak  raniutko ganiać do pracy. Skoro wiesz, że ja  bywam tak  raniutko  w robocie, to znaczy, że ty też tak rano przychodzisz. Franek zaśmiał się- ile  razy przyjeżdżam  samochodem  to muszę tak rano, żeby załapać miejscówkę na parkingu strzeżonym pod Metropolem. A ten kawałek od  Metropolu to mój spacer dla  zdrowia. No właśnie, fajny spacer śmiała się Teresa, w centrum miasta, wśród spalin. Masz  całkiem niezłą komunikację z Żoliborza. Taaak, czasami  z niej nawet korzystam. Gdy bryczka na  dłuższym przeglądzie. Coś podobnego, nie  sądziłam, że mercedesy też miewają przeglądy- zaśmiała  się Teresa. Znani mi posiadacze owej marki  zawsze mi wmawiali, że to  samochód przy którym niczego nie trzeba robić, nieomal sam się na  stacji myje i tankuje i nie  bywa w  warsztacie, bo nie ma potrzeby. A mnie osobiście  naprawdę obojętna marka, byle by jeździł.

Alina nabrała powietrza i bardzo skupiona ustawiła cyferki na  zamku, wpierw  sprawdziła  sama, potem poprosiła Teresę by sprawdziła czy jest  wszystko dobrze i przekręciła  uchwyt. Gdy upewniła  się, że przekręciła do końca pociągnęła drzwiczki do  siebie i sejf się otworzył. Był dość solidnie załadowany i Krystian przykucnął przy nim i zaczął wyciągać różne teczki z dokumentami, których było sporo. Na samym dole była drewniana skrzynka z pokrywką, obwiązana dwiema metalowymi taśmami. Była  bardzo ciężka. Alutko,  weźmiemy to  wszystko do domu, teraz tylko zajrzę, czy są dokumenty tego domu i testament. Na szczęście ojciec Aliny każdą z teczek opatrzył podpisami i wszystkie dokumenty były w bardzo dobrym  stanie.

Ciekawe co jest w tej skrzynce - zastanawiał się głośno Krystian. Ale nie będziemy już tu  dłużej pokutować, w domu się  tym zajmiemy. Grunt, że są te dokumenty dotyczące domu. A co do tej serwantki- ona jest chyba przymocowana do podłogi, więc raczej pozostanie  tutaj. 

No ale  chciałam dać Tesi to wszystko, co się jej podobało i..... Teresa przerwała jej potok słów mówiąc -niech ta serwantka tu  zostanie, ja sobie  zabiorę tylko tę dziewczynkę na huśtawce i damę z parasolką.W buduarku mam zamiar powiesić lekką półeczkę na takie fidrygałki. A na ważne dokumenty i cenne drobiazgi, jak będę miała tego  więcej to sobie  wykupię skrytkę w banku. Europeizujemy  się i już można mieć skrytkę w banku. Już mi tu  zimno się zrobiło. Wrzućcie tę skrzynkę do jakiejś torby na  zakupy, widziałam takowe w kuchni. Dokumenty to możecie do mojej siatki wrzucić, żeby się nic po drodze nie wysypało. My wracając pojedziemy jeszcze na zakupy, bo dziś trzeba obiadki na cały tydzień wymodzić. 

Na cały tydzień? zdziwił się Franek. Tak, na  cały tydzień. My obiady gotujemy u taty, porcjuję wszystko, opisuję i gotowe zamrażam. Kartofle  do obiadu lub ryż czy makaron oraz surówki to tata przygotowuje. Jemy razem z nim, mam przynajmniej kontrolę nad jego odżywianiem się. Przed  zimą to kolacje  jadał u nas, ale teraz to częściej  je sam w domu, no bo bywa ślisko i wtedy lepiej by nie wychodził.  

Krystian uśmiechnął się - ogromnie lubię waszego tatę, jest bardzo wyrozumiały, wspaniały, kontaktowy człowiek. Już się za nim stęskniłem.  Tata ma już nawet czterołapą przyjaciółkę - charcicę szkocką. Jak jej pańcia wychodzi z domu na dłużej to charcica zostaję u  niego w domu. Jak stanie na tylnych łapach to bez trudu może mi dać  buzi - śmiał się Kazik. No i jak przychodzi na przechowanie to ze  swoim własnym posłankiem. No to chyba się zbieramy pomału. Trzeba jeszcze  tylko drabinę odstawić od  drzwi strychu stwierdziła Alina i Krystian z Kazikiem poszli to zrobić. 

No i jak Franiu- podoba ci  się ta hacjenda?-zapytała  Teresa. Podoba. I chętnie bym tu zamieszkał na stałe. Na czas wyjazdów zostawiałbym chałupę pod dozorem, to nawet niedroga impreza. Pozostaje mi zaczekać na wycenę - zastanawiałem  się nawet czy nie zrobić takiej transakcji, że zamiast  sprzedaży to byśmy  się z panią Aliną oficjalnie zamienili na mieszkania a różnicę w cenie uregulowałbym gotówką. Mam trzypokojowe mieszkanie na Żoliborzu, na Krasińskiego. 

No wiesz, ja się w to nie będę mieszać, w moim odczuciu po mieszkaniu  poza  miastem wolałabym mieszkać w bloku, niż tu. I nie mam pojęcia co Alina wybierze. Na Krasińskiego to całkiem niezła lokalizacja, tam nawet sporo zieleni jest. Tylko ze  sklepami gorzej, z tego co pamiętam. Tam są stare bloki WSM-owskie. A na którym piętrze mieszkasz? Na pierwszym, blok czteropiętrowy. Mieszkanie spłacone, własnościowe, rok po remoncie robionym przeze mnie prywatnie - wymienione okna i wszystkie drzwi, w mieszkaniu parkiet a nie PCV.  Do sklepu to jest mniej więcej 250 metrów i jest całkiem nieźle zaopatrzony. Może pani, pani Alino, rozpatrzy taką propozycję i przyjedzie któregoś  dnia by obejrzeć to mieszkanie. Moglibyśmy  się umówić  albo któregoś dnia po pracy  albo w którąś sobotę czyli praktycznie za trzy tygodnie, bo znów jadę do Maroka. Już ci Franiu  załatwiłam wszystkie połączenia w obie  strony - zapewniła Franka Teresa. Przez Rzym w obie  strony?- upewnił się Franek. Tak, masz 3 godziny przerwy w locie. No to świetnie, czuj się zaopatrzona w świeżutkie, miękkie daktyle.

A ładnie jest w Maroku? - spytała Alina. Jak w każdym kraju - są miejsca przepiękne i są miejsca  paskudne. Lubię Maroko, lubię bywać na pustyni nocą, chociaż są drastyczne spadki temperatur  nocą. Nie przepadam za pobytem w miastach. Ale nie  da  się ukryć, że warto je  zobaczyć. Lubię kuchnię marokańską, to mieszanka kuchni mauretańskiej, europejskiej, śródziemnomorskiej. Bardzo aromatyczna. Dla nas   najlepiej  klimatycznie  wypada okres  od marca do końca maja. Na pewno warto zobaczyć Casablankę, Tanger, Marrakesz, Agadir, Fez, Meknes, Rabat. Najtaniej, jeśli idzie o turystykę jest w II połowie  stycznia, ale trzeba  zamawiać hotel  z ogrzewaniem lub mieć  ze sobą  śpiwór. Tyle tylko, że mini sukienki czy  szorty to nie jest pożądany strój, podobnie mocno wydekoltowane sukienki czy  bluzki. Maroko w dużym  stopniu  żyje  z turystyki,  zwłaszcza obszar nad Cieśniną Gibraltarską - najczęstszymi turystami to są Hiszpanie- w końcu mają do Maroka rzut beretem i bardzo  chętnie  do Maroka przyjeżdżają. Osobiście  lubię Marrakesz, bo jest u podnóża gór. Bardzo chętnie, gdy  tylko mogę  wyskakuję w góry Atlas. Śmieszne, bo już kilka  lat prowadzę ten  rynek a  nadal mnie Maroko fascynuje. I nawet polubiłem marokańską herbatę - to zielona herbata ze świeżą miętą i niebywale mocno osłodzona.

Na pierwszy raz  warto pojechać z biurem turystycznym. No i właśnie  na przykład  w  maju. W Marrakeszu temperatury  nocą spadają do 14  stopni, a w dzień  są od 15 do 29. Lipiec i sierpień dla większości z nas  są koszmarne - po prostu jest  koszmarnie  gorąco. Wychodzić można  tylko wieczorami a  dzień  spędzać w klimatyzowanych pomieszczeniach.

Gdy już wszystko pozamykali Alina i Krystian przesiedli się do samochodu Kazika,  bo stwierdzili, że to popołudnie spędzą w domu Kazików,  będą w  czwórkę przeglądać papiery, tak żeby Krystian na koniec weekendu wiedział na  czym   Alina stoi i co i w jakiej kolejności powinno się zacząć załatwiać od poniedziałku.  Panowie orzekli, że całkiem  sympatyczny ten Franek i że ten pomysł z tą zamianą domu na mieszkanie  wcale  nie jest taki głupi, tylko szkoda, że to Żoliborz, a więc dość daleko od Tesi i Kazika. Ale tak naprawdę to i tak bliżej niż te Otrębusy- zauważyła przytomnie Teresa. No fakt, ale wpierw trzeba to jego  mieszkanie dokładnie obejrzeć. Muszę zatelefonować do faceta, który zawodowo robi wyceny nieruchomości - stwierdził Krystian. Trzeba  wiedzieć ile można realnie  za ten dom dostać.

To wy przeglądajcie papiery, a ja zajmę się gotowaniem obiadów u taty.  Zrobię eksperyment z tym garnkiem co go dostałam w prezencie. Kochanie, gotuj u nas, ja jutro wszystko wyniosę do taty. A dziś nie jest ślisko i  może tata do nas przyjść na obiad. Możemy go nawet teraz po drodze zgarnąć i zamiast ciebie będzie przeglądał papiery. Tata jest skrupulatny i na pewno niczego nie przeoczy. 

Słuchajcie, nie wpadajcie w histerię, papiery to my z Alutką dziś sami przejrzymy, po prostu nie widziałem powodu dla którego facet ma wpierw jechać do nas a potem dopiero na ten jego Żoliborz. Chciał się pochwalić bryką to się pochwalił. Podrzućcie nas do domu i tyle w tym temacie. Jak chcesz, mnie jest wszystko jedno - stwierdził Kazik. Twoja broszka, nie moja.  Czyżby cię Franek czymś uraził?- spytała Teresa. Nie uraził tylko wkurzył - wdzięczył się do Aliny niczym małpa do lustra. Nie zauważyłam czegoś takiego - stwierdziła Teresa. No bo nie byłaś na strychu. Pani Alineczko z ust mu  nie schodziło.  

Teresa roześmiała  się - Franek wie, że Alina jest stanu wolnego, a ona mu się podoba. Jesteś Aliny kolegą i prawnikiem a nie narzeczonym lub mężem, więc o co biega? A może coś się zmieniło i ja o czymś nie wiem?  Wiem za to, że cudzych dziewczyn, o których  wie, że są z kimś to Franek nie wyrywa. To naprawdę kulturalny facet, tylko urody mu nieco brak. Ale jest dobrze wykształcony, po handlu zagranicznym, operuje biegle trzema obcymi językami, jest ceniony, bywały w świecie i ma tylko 42 lata. Dwa lata  starszy od Zika.  To, że np.  mi przywozi zawsze jakiś drobny souvenir  z podróży nie znaczy że się do mnie  zaleca- on tylko docenia mój wysiłek przy załatwianiu mu podróży. To samo robią niemal wszyscy pracownicy naszego biura. Taki zwyczaj. Weź popatrz w lustro, kudy jemu do ciebie. Ty to jesteś przystojny facet a o Franku nie można tego powiedzieć. Z daleka to on wygląda całkiem nieźle, garnitury   szyje u krawca,  ale z bliska? Rozpacz. Szkielet odziany w bardzo dobry i drogi garnitur. Ale to naprawdę jest po prostu porządny facet.

                                                                  c.d.n.


środa, 7 grudnia 2022

Lek na wszystko? - 19

 Wszystko mija i przeważnie  zbyt szybko, a zwłaszcza  wszystko to co  miłe. Noc Sylwestrową  (nie  całą  ale do godziny 4 nad  ranem) spędzili  w  czwórkę "u Kazików". Zjedli na  gorąco przygotowane przez Teresę pyszne  danie jednogarnkowe. Szykując ogromny gar Teresa  miała nadzieję, że połowa na pewno zostanie i "będzie  na  zaś", ale nie udało się - duszone polędwice dwóch gatunków mięs w grzybowym  sosie z uzbieranych przez tatę prawdziwków zniknęły w  zastraszającym tempie, podobnie  jak bukiet warzyw podany do mięsa oraz wypełniacz w postaci makaronowych "kokardek". Krystian, zajadając  się tymi smakołykami co jakiś  czas powtarzał: "ależ ty masz braciszku szczęście!", na co Kazik odpowiadał : wiem, ale oprócz talentu kulinarnego Tesia ma naprawdę jeszcze inne, o wiele ważniejsze zalety. 

Alina stwierdziła, że nie znalazła w Teresinym brulionie tego przepisu, więc  się dowiedziała, że to po prostu są połączone  dwa przepisy w jeden i że Teresa sama jest  nieco zaskoczona  wynikiem. Poza tym, wyjaśniła Alinie, że mięso w tym daniu to są polędwice- wieprzowa i wołowa, a według przepisów nikt przy zdrowym  rozumie nie używa  ich do tego typu dań. No i do sosu użyła śmietany, której używa  się  do ubijania na krem. Krystian słuchał tej  dyskusji i podsumował - z tego wniosek, że zaglądasz do wszelakich  przepisów tylko po to by mieć  co zmieniać  lub łączyć, czyli masz wyobraźnię. 

O północy złożyli sobie  wpierw  wspólnie życzenia, by nadchodzący rok nie był gorszy od tego, który  właśnie mija, potem szeptano sobie do uszu bardziej szczegółowe życzenia, opite kieliszkiem francuskiego szampana, przyniesionego przez Krystiana. 

Potem każdy opowiadał o swoich najlepszych i najgorszych  przypadkach sylwestrowych - Teresa opowiedziała jak to w którymś roku gdy szła na Sylwestra to lał deszcz, więc dotarła na  miejsce w przemoczonych  szpilkach, a do przejścia   od taksówki do budynku miała zaledwie pięćdziesiąt metrów,  a gdy wychodzili stamtąd nad  ranem to chodniki były pokryte warstwą lodu i zamiast wrócić do  domu wrócili na  salę balową, by przeczekać  aż okoliczni dozorcy posypią chodniki mieszanką soli i  piasku. Jej drugie  wspomnienie  było równie miłe - była z Robertem na balu w Instytucie Lotnictwa. Opłacone jedzenie było tragiczne, co jej nawet nie  zdziwiło, bo gdy weszli do sali na wszystkich  stolikach  stały talerze z pokrojonymi już wędlinami i pokrojonym  pieczywem i sądząc z wyglądu wszystko stało tak już od kilku  godzin i właściwie nie nadawało się do jedzenia. A na dodatek to Robert  kleił się do jakiejś dziewuchy i koniecznie chciał ją odwieźć do jej domu (bo jej chłopak się schlał), więc Teresa mu powiedziała, że jeśli  ją odwiezie, to niech od razu wraca  do swojej mamusi, bo ona go do  mieszkania nie  wpuści. 

Dla Aliny najgorszy Sylwester to była noc spędzona  na SOR, gdy jej ojciec  miał jakiś tajemniczy atak bólu, co dopiero w dwa dni później  zdiagnozowano jako kamicę żółciową, a dla Kazika każdy Sylwester aż do chwili rozwodu z Anką był koszmarem, bo w tym dniu Anka była dostarczana do domu przez  swoich kolegów w  stanie upojenia  alkoholowego. Umówili się, że w którąś sobotę trwającego karnawału wybiorą  się razem na  dansing, do którejś z lepszych restauracji.

Około czwartej nad  ranem Alina stwierdziła, że chociaż  było szalenie  miło, to jednak jest  już baaardzo śpiąca i bardzo  chętnie już by poszła  spać, więc Krystian stwierdził, że  żaden problem, wypił raptem jeden kieliszek szampana i to o północy,  więc bez obaw może usiąść za kierownicą i mogą wrócić do  domu. Jeszcze raz się  wszyscy wyściskali życząc sobie by w Nowym Roku "sprzyjały im gwiazdy" i Alina z Krystianem pojechali do domu. Kazik pomógł Tesi w uprzątnięciu  wszystkiego ze stołu i cały czas dziękował za przygotowanie tak miłego wieczoru.

Ziku, to że było miło to nie moja  zasługa, tylko tego, że w tym "zestawie" gości dobrze  się czujemy i  rozumiemy. No a że wszystko wszystkim smakowało to po prostu dlatego, że mamy wszyscy podobne upodobania. Dla niektórych byłby to zapewne koszmarny Sylwester, bez wódki, bez gara  bigosu , placka drożdżowego z kruszonką i kilku butelek wina. I oni i my jesteśmy jeszcze  wciąż na etapie wzajemnego poznawania  się. Nie mam nawet bladego pojęcia czy Krystian i Alina będą parą, ale mam wrażenie, że nieźle się dogadują. Wiekiem też  do siebie pasują, on jest właściwie  jej rówieśnikiem, zaledwie trzy lata od niej  starszy. Alina nie ma przewrócone w głowie, poza tym jest realistką. Nie marzy się jej królewicz  z bajki ani  amant filmowy. Co prawda w domu nie  musiała niczego robić,  ale umie o dom zadbać. Byłoby dobrze, gdyby się jej udało sprzedać to domiszcze i kupić jakieś mieszkanie w Warszawie. Teraz  sporo  się buduje nowych osiedli i odchodzą od wielkiej płyty, chociaż jak kiedyś widziałam, to jeszcze  sporo domów z niej się buduje, ale jednak mieszkania są już większe. W ogóle Warszawa pączkuje we  wszystkich możliwych kierunkach i tylko patrzeć jak zostanie kolejnym wielkomiejskim molochem. Przecież gdy byłam dzieckiem, to w miejscu gdzie teraz mieszkamy to były pola uprawne, stały jakieś zabudowania, na łąkach pasły  się krowy. To nasze  osiedle już się raczej nie rozbuduje, ale patrzę na Ursynów i widzę, że tam bez przerwy od kilku lat to osiedle się rozrasta. Za kilka lat "połknie" kilka małych osad, które będą potem jego dzielnicami- wykupią tereny prywatne dając w rozliczeniu mieszkania, zawsze bardziej interesujące niż domek na "kurzej łapce" pozbawiony miejskich mediów. 

Kochanie  moje, pomyślałem, że chyba dokupimy zmywarkę, zobacz ile nam  się uzbierało do zmywania! No nie  wiem, ale na  co dzień nie mamy tyle  zmywania, po posiłkach  dla dwóch osób to można bez problemu zmyć naczynia po każdym posiłku. Wiem, że moje koleżanki, przy dwóch osobach, korzystają ze zmywarki raz na 3 dni, zbierając naczynia, by było opłacalne  w niej mycie. Poczekajmy jeszcze, mnie zmywanie na nic nie szkodzi, paznokci nie lakieruję. Natomiast kupiłabym z chęcią większą suszarkę niż ta, taką "piętrową".  Też białą?- zapytał Kazik? Chyba tak, to uniwersalny kolorek dla takiego przedmiotu. 

Ach,  zapomniałem ci powiedzieć, że  zapisałem nas na badanie -termin to 8 stycznia, godzina 7 rano pobranie krwi a gdy będą wyniki to zatelefonują do mnie i wtedy nas  zapiszę do lekarza na któreś popołudnie. I powiedz mi - czy naprawdę nadal chcesz zmienić pracę? Bo jeśli tak, to ja  się rozejrzę i popytam wśród swoich różnych znajomych. Nie chcę  byś wciąż  wychodziła  z pracy pół żywa  ze  zmęczenia. A tak zupełnie  szczerze, to byłbym najszczęśliwszy gdybyś wcale nie pracowała, ewentualnie gdzieś na pół etatu.

Kochanie, jeśli uda  się nam zmajstrować dziecko to na pewno wezmę wtedy trzyletni urlop wychowawczy, ale na razie jeszcze tu trochę posiedzę - w gruncie  rzeczy to tu nawet  nieźle płacą. Życie mnie  nauczyło, że planowanie pod tą  szerokością  geograficzną z reguły  nie ma sensu, bo nikt  nie jest  w stanie  przewidzieć co rządzącym do łbów  wpadnie i dlaczego akurat tak coś zarządzili. A tymczasem to może byśmy sprawdzili czy nasze łóżeczko nadal jest tak samo wygodne? Już strasznie  jestem śpiąca. Ciekawa jestem ile psów tej  nocy "dało  w długą" gdy te bezmyślne matoły odpalały swe zabawki. W roku ubiegłym to wiem o pięciu zaginionych i tylko jeden się po trzech dniach odnalazł.  Poza  tym jest w tym  wszystkim również  wina  właścicieli, że wyprowadzają psy  nie na  smyczy.  A tak ogólnie  rzecz ujmując, to bardzo się to osiedle"zapsiło".W moim dawnym bloku jest dziesięć psów, więc statystycznie wypada, że w każdej klatce jest jeden pies.  

Zmęczeni nieco Sylwestrem spali spokojnie do drugiej po południu. Gdy zjedli "śniadanie"  Teresa  zatelefonowała do taty, złożyła mu życzenia noworoczne, przepytała  jak  się czuje, opowiedziała jaki był ich Sylwester i zaproponowała by zjadł z nimi obiado -kolację, bo oni  właśnie  dopiero teraz zjedli coś jakby  śniadanie. Tata podziękował, obiecał, że na obiado -kolację to przyjdzie sam i będzie to dla niego spacer, na  razie to ogląda w telewizorni  sport.  Później zadzwoniła Alina, że miała  telefon od Franka, który  się powoływał oczywiście na Teresę i umówili się na  najbliższą sobotę - Franek powiedział, że on przyjedzie po nią samochodem i że może uda mu się namówić na tę wycieczkę również Teresę. Alina powiedziała, że ona będzie w towarzystwie swego prawnika, a co do obecności Teresy to ona nie wie jakie plany na ten dzień ma Teresa. No ale  skoro pracują w tej  samej  firmie, to przecież  Franek sam  może  się  z nią porozumieć. 

Koniec  końców wybrali się tam w  dwa samochody. Franek zabrał Alinę i Krystiana, Teresa i Kazik przyjechali swoim samochodem. Dobrze, że Kazik wpadł na pomysł wzięcia łopaty, więc gdy podjechali pod dom, siła męska zajęła  się odśnieżaniem drogi od  furtki do domu. Z tego było widać, że sąsiedzi proszeni o nieco opieki nad  domem, wcale  się nim nie opiekowali. Ta warstwa śniegu o tym świadczyła.

Na  szczęście piec działał, choć może  w domu nie  było za ciepło, ale na pewno było kilkanaście  stopni  ciepła. Gdy weszli do kuchni Franek jęknął - ojej, taki sam kredens był u moich rodziców. Tylko gałki miał kremowe a nie seledynowe. Obydwie dziewczyny, niezależnie od  siebie odnotowały w  swej pamięci fakt, że Franek nie jest daltonistą. Obejrzał wszystko bardzo dokładnie i stwierdził, że kuchnia jego zdaniem nie wymaga żadnych inwestycji. Zachwycił się wanną w łazience, odnotował fakt, że stoi tu także miedziany piec z bojlerem, czyli w  razie  czego jest to zapasowe źródło ciepła i ciepłej wody, a podłączenie  go do sieci wodnej nie było skomplikowaną operacją. Lustro zostało zakwalifikowane  do wymiany jak i również jego oświetlenie, no ale zdaniem Franka "to małe piwo". Najbardziej Teresę śmieszyło, bo Frankowi wyraźnie podobała  się Alina i co spojrzał na jakiś obiekt w łazience zaraz  rzucał okiem na Alinę. Potem była  wizyta w salonie. Alina pościągała  narzuty, którymi były okryte krzesła,  dwa fotele i kanapa.  Alina  mu wyjaśniła, że gdyby chciał to kupić w całości z tymi meblami, to wtedy meble są wkomponowane w cenę, czyli czy kupuje z meblami czy bez to cena jest taka sama. Natomiast zawartość  kredensu w postaci wszystkich kryształów będzie wyceniona oddzielnie. Powiedziała, że do salonu  należą również obrazy, no ale nie wiszą, bo jej ojciec nie miał już sił by je powiesić, no bo trzeba by było stać na drabinie i wiercić dziury w ścianach. Obrazy są, ale zapakowane na  strychu. Alina wskazując na serwantkę powiedziała- proszę nie brać pod uwagę tej małej serwantki, bo ona wraz z jej zawartością powędruje do mojej przyjaciółki ( tu palcem pokazała Teresę) do jej małego buduaru. Pomogła mi w życiu wiele razy i myślę, że to będzie dobry dodatek do słów podzięki. Ten mebelek ma szybki kryształowe, a zawartość to ona zna, bo kiedyś często tu bywała. Ten zegar na kredensie ma jeden "feler"- nie jest na baterie, trzeba go nakręcać i do tej  czynności trzeba zdejmować  klosz ochronny, więc odkąd pamiętam był tylko ozdobą. Kredens  jest pojemny, mieści bez  trudu zastawę na dwanaście osób. Obejrzeli jeszcze znajdującą się obok łazienki toaletę  z malutką umywalką i lustrem oraz  dwa pokoiki służące za magazynki, w których  były puste szafy i półki. Sypialnie , trzy, są na piętrze. Oprócz sypialni jest tam też łazienka i toaleta.

                                                                        c.d.n.


wtorek, 6 grudnia 2022

Lek na wszystko? - 18

 Wieczorem, gdy już  szli spać, Kazik zapytał Teresę- kochanie moje a co robimy  ze  Sylwestrem? Wiem, że nie przepadasz  za balem ale to nasz pierwszy małżeński  Sylwester, więc pomyślałem  sobie, że może byśmy wyskoczyli gdzieś poza Warszawę, na przykład do Baligrodu na Bystre? 

A jesteś w stanie zagwarantować pogodę bez śniegu i  gołoledzi?- zapytała. Przy  dobrej  pogodzie  jechaliśmy sześć  godzin  z minutami, a jeśli popada  śnieg  albo marznący  deszczy to pojedziemy dziesięć  godzin. To chyba zupełnie  nie ma  sensu. Możemy  sobie posiedzieć do północy, łyknąć  szampana, ewentualnie  obejrzeć jakiś film. Możemy  zaprosić Krystiana i Alę, tata raczej  nie będzie  się palił do siedzenia z nami. On musi prowadzić  dość  regularny tryb  życia. A w  Sylwestra nigdzie  praktycznie  nie ma  dobrego jedzenia, poza tym zawsze jest piekielnie  ciasno, bo  chcą jak najwięcej zarobić i jest "nadkomplet". Jakoś nie mam ochoty iść akurat w Sylwestra. Możemy  gdzieś  się wybrać potańczyć w którąś sobotę karnawałową. A Krystian tańczy? No jasne, chyba  nawet lepiej  ode mnie, on tak twierdzi. A on się gdzieś wybiera? Nie mam pojęcia. A nie będzie  to dla  ciebie kochanie kłopot gdy przyjdzie Krystian z Alą?  Nie, nie będzie,wspomogę  się gotowcami no i ty mi przecież pomożesz. To jasne, że pomogę. Zadzwonię do Krystiana i przepytam się jaki ma plan.Ale Krystian nie odebrał telefonu.

No ciekawe, że nie odbiera - stwierdził Kazik. Teresa spojrzała na  niego i powiedziała- a spojrzałeś na  zegarek? Może najzwyczajniej w świecie jest  w łazience i się kąpie. To nie jego pora - za wcześnie. No nic, jak będzie  wolny to oddzwoni.

I rzeczywiście, w kwadrans  później Krystian oddzwonił. Krystian też był zdania, że jazda w Bieszczady to  nie  za dobry pomysł, potem ściszył głos i niemal szeptem powiedział - powiedziała, że mnie  bardzo lubi. Kto cię lubi? Noooo, Alutka. Bo zapytałem  się, czemu  mnie unika, czy  może mnie po prostu nie lubi? Ale powiedziała, że  skąd, że mnie bardzo lubi,  ale nie chce mnie krępować bo i tak jestem  super  facet, że ją  zaprosiłem by na razie  tu mieszkała.  Słuchaj, my  z Alutką możemy  przyjść i pomóc przy szykowaniu jedzenia  na Sylwestra. Nie ma potrzeby - Tesia chce  się wspomóc barkiem hotelu Europejskiego. Jutro się złoży zamówienie, w przeddzień się odbierze. Może tylko cię wykorzystam byś ze mną pojechał po odbiór. A to co na  ciepło to Tesia sama chce  zrobić.  No to się  ciesz  braciszku, że jeszcze ktoś oprócz nas  cię lubi. Trzymaj się i pozdrów od  nas Alinę.

Teresa rozpuściła w pracy wiadomość, że jej znajoma chce  sprzedać dom pod  Warszawą. Miała  przy okazji  próbkę,  jak szybko w biurze rozchodzą się  wiadomości. Powiedziała o  tym tylko w  swoim dziale, a od  południa już kilka osób wpadło by się dowiedzieć gdzie  ten stoi ten  dom, jak duży, w jakiej  miejscowości. W końcu Teresa  zatelefonowała do Aliny, z pytaniem,  czy  może zainteresowanym podać jej numer  telefonu, żeby osoby  zainteresowane od  razu z nią rozmawiały. Alina od  razu zatelefonowała do Krystiana by poradzić  się  co ma mówić, bo jak na razie to jeszcze nie ma przecież pełnego  rozeznania. Nie szkodzi, jeśli ktoś naprawdę chce  kupić to spokojnie zaczeka. Wiesz - sam dom, który ma swoje  lata to drogi  nie jest, liczy  się  cena gruntu na którym  stoi. Na razie mów, że nie możesz  w pracy o  tym rozmawiać i niech  zadzwonią do ciebie wieczorem, najlepiej po dwudziestej. I zapisuj  sobie od  razu nazwisko dzwoniącego. A ja dziś trochę za tym  polatam, mam tylko jedną  sprawę  w sądzie. W każdym razie, gdybyś nawet najtaniej  sprzedała,  to stać  cię będzie na kupno mieszkania w Warszawie. I trzeba byś szybko przejrzała  wszystkie papiery, bo jak niczego ciekawego  się nie  znajdzie to trzeba  będzie zrobić sprawę sądową w kwestii tego, że jesteś spadkobierczynią. Ja  dziś wpadnę do Hipoteki. Ojej, jęknęła Alina- masz przeze mnie  same kłopoty, to mnie nieco przeraża. Nie mam kłopotów, Alutko- nie wpadaj  w histerię. To wszystko to moja  niemal codzienność, bo mało kto wie, które  dokumenty są ważne i trzeba  ich  pilnować.

Przed końcem dnia pracy do pokoju Teresy zajrzał ....Franek i pokiwał "przywołująco" na Teresę.  Teresa  tylko głęboko  westchnęła i wstała  od  biurka zastanawiając  się co też  Franek ma do  niej  za romans. Za tydzień, zaraz w pierwszych  dniach  stycznia  leciał do swego ukochanego Maroka na dwa tygodnie. Może chce zmienić termin albo trasę - przemknęło jej przez  myśl. Ponieważ naprawdę nie  było gdzie porozmawiać w spokoju Teresa wróciła po płaszcz i torebkę mówiąc - idę zjeść coś gorącego, wracam za pół godziny, jak się będzie paliło to telefony odbieram. Spotkali  się przy  windzie, zjechali na dół i Teresa powiedziała - chodź do Wedla na gorącą czekoladę, nie chce  mi się spacerować koło biura. 

Ja płacę - Franek uprzedził Teresę. A wziąć ci coś do tej czekolady?  Teresa zaprzeczyła- czekolada jest dostatecznie tucząca, wolę samą, bez dogryzki. Gdy czekolada już stała na  stoliku Teresa zapytała - chcesz  zmienić trasę przelotu i nie chciałeś bym cię objeżdżała przy personelu?  Nie, nie chcę.  Ja  w sprawie tego domu. 

Teresie lekko opadła  szczęka ze  zdumienia - chcesz kupić dom? To wielka chałupa,parter, piętro i strych i dojazd do niej wredny. No i nie ja  to sprzedaję, tylko moja przyjaciółka. Została  sama i to domiszcze ją przerasta. Tam nie ma miejskich mediów, ogrzewanie własne i musi być, bo inaczej dom by zapleśniał. Od stacji WKD ze 2, lub 3 km, na szczęście nie przez las, nawet jest wąski chodniczek. Duży ogród koło domu i nieco zdziczały, bo nie ma go kto pielęgnować. Dom może zostać sprzedany razem z pięknymi przedwojennymi meblami. To jest dom mojej przyjaciółki, na  razie ona  szuka gdzie jest testament, bo wie, że był zrobiony. Póki  co to stoi od świąt pusty, ale jest ogrzewany,  żeby rury nie potrzaskały i żeby pleśń nie  wlazła. Mój znajomy prawnik pomoże jej w sprzedaży, więc żadnej ściemy nie będzie, tyle  tylko, że to trochę potrwa.  A ona samotna? Samotna, panna, mój  rocznik, 170 cm na płaskim, naturalna blondynka. A mógłbym to obejrzeć? Mógłbyś, ale musisz  się z nią w tej kwestii porozumieć. Pojedzie razem z nią jej prawnik. To brat mego męża. A ponieważ ona pracuje to chyba tylko w  weekend będzie mogła tam pojechać. Na razie od świąt mieszka u znajomych w Warszawie. Franiu, zastanów  się dobrze nad tym krokiem, taki dom podmiejski  to worek bez dna, trudny do utrzymania i zawsze jest przy nim co robić. No i ten ogród przy nim - nieco zdziczały i naprawdę spory.  

Franek roześmiał się - jesteś bardzo zabawna - zamiast reklamować towar, który sprzedajesz, wymieniasz same jego  wady. To  szalenie uczciwe, ale może ewentualnego kupca zrazić. Wiem, ale ty jesteś moim kolegą, więc dlatego mówię ci o wadach ukrytych  "towaru". Z innymi chętnymi nie ja będę o nim mówiła a ona. Jesteś jednym z najsympatyczniejszych facetów w tym bajzlu, więc  dlatego ci  to wszystko mówię. 

Czyli dobrze, że cię wywołałem. Mam dość wielkiej płyty, mrówkowca w którym mieszkam i tych małych pokoi i osiedla, wiecznie zasikanej windy, psów wyjących u sąsiadów. I dlatego tak często wyjeżdżam. Jak mam się skontaktować z tą twoją przyjaciółką?  Teresa podała  mu numer telefonu do Aliny mówiąc - myślę, że w pierwszy weekend po nowym roku możecie się tam wybrać. A ty też tam będziesz?  Nie wiem, czy mojemu mężowi będzie się chciało tam jechać. Nie zapominaj, że jestem dopiero co po ślubie, więc każdy wolny dzień chcemy mieć  tylko dla siebie.

Ojej, czegoś nie  rozumiem - masz z mężem wtórny miesiąc miodowy? Franiu, nie zauważyłeś, że mam inne nazwisko, już nie  dwuczłonowe? Na początku grudnia wyszłam ponownie za mąż. Błyskawicznie się rozwiodłam i równie błyskawicznie wskoczyłam w następny związek. I no co lepiej?- zapytał Franek. Tak, zdecydowanie lepiej i częściej. Franek uśmiechnął się - twój personel już się zachwycał twoim mężem, ale nie mówiła żadna, że to nowy nabytek. 

Dobrze wytresowane przeze mnie. A chwilami to mam nieodparte wrażenie, że mówię  do słupów a nie do dziewczyn. Chętnie  bym zmieniła pracę, pomału już nie  wyrabiam- tu  się zrobiło istne biuro turystyczne. Ostatnio Olka  poszła wizować paszporty do jednej z "dzikich ambasad". Poszła i.......przepadła na pięć godzin. Wróciła wyraźnie przemaglowana. Oczywiście twierdziła, że czekała tam w długiej kolejce.Tyle tylko, że nikt niemal nie jeździ tam prywatnie a tych co służbowo to głównie my wysyłamy. Zapowiedziałam jej tylko, że jeszcze jeden taki numer i się rozstaniemy. Stanowczo muszę się gdzieś przenieść. Tylko nie mów o tym nikomu, dobrze? 

No to  chyba jasne, przecież po to wyszliśmy, żeby na osobności porozmawiać. A jak się spisuje garnek?  Garnek jest superancki a łakocie pychota  absolutna. I te  świeże daktyle - niebo w  dziobie! To fajnie, znów  ci przywiozę, kupiłem je  w strefie wolnocłowej w Rzymie. 

No- niestety musimy Franiu wracać do biura, bo  za chwilę ktoś zorganizuje ekspedycję poszukiwawczą. Do biura  Teresa  wróciła  sama, Franek jeszcze  dokądś "pożeglował".  Ten  tydzień pomiędzy  świętami był bardzo spokojny. Teresa  zagoniła  dziewczyny do porządkowania dokumentów i przygotowania  się już do pracy  po nowym  roku. Dwie najlepsze  zostały po prostu wygonione do domu - oczywiście  powiedziała im,  że to nagroda  za dobrą pracę.

Tak jak planowała złożyła  zamówienie w barku Hotelu Europejskiego, a ponieważ trudno było się do  nich dodzwonić, to gdy Kazik po  nią przyjechał podjechali do tegoż barku i złożyli zamówienie. Teresa opowiedziała o swym spotkaniu z Frankiem. To może on  się żeni? -zastanawiał się Kazik. Teraz jednak życie  się wydłużyło i facet po pięćdziesiątce to jeszcze się zalicza  do młodych, chociaż nie do młodzieży.  No nie wiem, nie jestem z nim  aż tak blisko, żeby mi się zwierzał. No i bardzo  dobrze- stwierdził Kazik.

Przy obiedzie, który jak  zwykle  jedli z tatą w jego mieszkaniu, Teresa  zapytała  się, czy tata spędzi u  nich Sylwestra, bo będą jeszcze Krystian i Alina. Ale tata  stwierdził, że najzdrowiej dla niego gdy  się położy spać około godziny 23,00, bo wtedy  nie ma problemu  z zaśnięciem i bez problemu całą  noc grzecznie przesypia. Już sobie zakupił w aptece stopery do uszu, żeby go nie budziły sylwestrowe hałasy. Co prawda Teresa  wątpiła w skuteczność tej ochrony, ale tata twierdził, że zamknięte okna i zasunięte żaluzje oraz grube zasłony skutecznie wraz ze stoperami będą go chroniły. Teresa przed wyjściem z domu sprawdziła  stan zapasów zapisując sobie  co jeszcze i  w jakiej  ilości jest w  zamrażarce. W drodze do swojego  mieszkania zrobili jeszcze zakupy w osiedlowym "spożywczaku", który niedawno zmienił właściciela i był coraz lepiej zaopatrzony, na półkach pojawiła  się nawet żywność dietetyczna i sporo importu.

W swojej skrzynce  na listy znaleźli życzenia świąteczno-noworoczne od pana kierownika z ośrodka w Baligród-Bystre, co bardzo wzruszyło Kazika.

                                                                                 c.d.n.



niedziela, 4 grudnia 2022

Lek na wszystko? - 17

 Tej nocy Teresa napędziła Kazikowi nieco strachu. Płakała przez  sen a Kazik był przerażony. Nie bardzo wiedział co  się  dzieje gdy usłyszał szloch Teresy i jej urywane  słowa - proszę, proszę, nie zostawiaj. Zapalił nocną lampkę i delikatnie ją obudził pytając co się stało. Teresa przytuliła  się gwałtownie  do niego i wymamrotała - dobrze, że to  tylko sen. Kazik ją tylko mocniej przytulił, scałował łzy i doszedł do  wniosku, że nie ma  sensu wypytywać ją  w nocy o ten sen. 

Gdy  się przebudzili rano Teresa powiedziała, miałam paskudny i  głupi sen. Śniło mi się, że postanowiłeś wyjechać do pracy za granicę i nie chcieli  mi wydać paszportu, a ty powiedziałeś, że mam po prostu zostać w  kraju, bo nie jestem ci potrzebna na  wyjeździe. Prosiłam  cię, byś mnie nie  zostawiał, a ty po prostu wyszedłeś.

Kochanie  moje, nigdy nie wyjadę gdzieś bez ciebie, nie jestem samobójcą. Nie mam najmniejszego zamiaru ani potrzeby wyjeżdżania gdziekolwiek. Skąd ci wpadają do główki takie głupotki? Nie wiem,      nie mam wpływu na to co mi  się śni. Nasz mózg sam coś kombinuje gdy śnimy. Tak naprawdę to choć wciąż to badają, to sny, a konkretnie ich treść to nadal temat niezbadany. Przed  zaśnięciem myślałam o tym, że muszę wyrobić sobie nowy paszport, ale nie o tym, że ty gdzieś wyjeżdżasz. Przepraszam, że cię obudziłam swoim płaczem. No widzisz, jestem jednak od  ciebie uzależniona,  nie chciałam  zostać bez ciebie.

Pogoda była zupełnie  nieciekawa, na szczęście już nie padał  śnieg i temperatura  była już nieco powyżej zera. Około południa postanowili pójść na  spacer i Kazik zaproponował, by wzięli też  ze  sobą tatę i pojechali razem z nim na Stare Miasto i pospacerowali  po  Starym i Nowym  Mieście, o ile  Teresa nie ma nic  przeciwko temu. Nim zdążyli wybrać  się z domu zatelefonował Krystian z pytaniem czy i jakie mają plany na ten  dzień, bo może by się gdzieś  ruszyć z domu,  oczywiście jeśli Ala będzie  chciała to ją Krystian  też  weźmie.  Teresa   zatelefonowała do taty, ale tata stwierdził,  że nie  ma ochoty wychodzić z domu, bo zima to nie jest jego ulubiona pora  na  spacery. Poza  tym umówił się z panią sąsiadką, że  ona zostawi u niego  na popołudnie charcicę, od trzynastej do siedemnastej. Psica będzie "wyspacerowana", więc będzie po prostu spała. A pani sąsiadka  jedzie na ślub, który jest w Aninie, ale nie  zostanie na przyjęciu z tej okazji i wróci na pewno o szesnastej. Kazik poprosił ojca, by był z nimi w kontakcie telefonicznym.  Gdy  skończyli rozmawiać Teresa powiedziała - ani chybi jest w telewizorni jakaś impreza narciarska i tata chce  ją koniecznie obejrzeć. Ta psica jest grzeczna, może nie zje nam taty.

Postanowili w takim razie pojechać  jednym  samochodem i wybór padł na  samochód Krystiana. Gdy na niego czekali Kazik powiedział - coś mi  się widzi, że Krysti chce nieco oczarować twoją przyjaciółkę. No może masz rację - stwierdziła  Teresa. Na razie idzie  mu to całkiem nieźle.  Spacerując po  starówce wstępowali do Kościołów by zobaczyć jakie są w tym roku  szopki i dekoracje, a Teresa  stwierdziła, że to jedyny okres  w roku, w którym ona bywa w kościele - lubi te szopki i przyciąga  ją też zapach choinek.

Krystian koniecznie chciał by obiad zjedli w Honoratce lub Bazyliszku, ale okazało się, że to dzień ślubów i wszystkie restauracje miały pełne obłożenie. No przecież możecie przyjść do nas na obiad, zero problemu - stwierdziła Teresa.  Tata albo przyjdzie albo nie przyjdzie, bo siedzi z suką sąsiadki i nawet na spacer  nie  chciał pojechać. I pewnie ogląda jakieś transmisje z narciarstwa.

Ala zgodziła  się by na razie mieszkać w mieszkaniu Krystiana. Przeszli już nawet "na ty."  Krystian pokazał jej swój grafik na poświąteczny tydzień - wynikało z niego, że  Ala wcześniej od  niego będzie wychodziła  do pracy i znacznie wcześniej wracała, bo Krystian najwcześniej mógł być w domu około godziny dwudziestej. No to fajnie -stwierdziła  Ala -w takim razie, teraz  zimą zawsze przygotuję coś ciepłego do jedzenia. Tylko mi musisz powiedzieć czego nie jadasz.  Pasztetowej, białego sera, salcesonu, surowej cebuli, tłuszczu od  szynki - wyrecytowała Teresa. Ja wiem tyle w tym temacie. Wprawdzie dzieli ich pięć lat różnicy,  ale na ogół "smaki" każdy wynosi z  domu, a oni się hodowali w jednym domu. Ale zapewne lubi placki kartoflane, różne klusie z sosami mięsnymi, racuszki z dżemem lub konfiturą, tosty francuskie, różne naleśniki, np. z mięseczkiem i pieczarkami. 

No braciszku, jak widzę to trafiłeś tym razem w samą dziesiątkę - dobra, mądra,ładna a na dodatek dobrze gotuje. To chyba rekompensata losu za Ankę - powiedział Krystian.Szczerze mówiąc to nigdy nie mogłem pojąć po coś się z nią ożenił. Dla przyzwoitości - odpowiedział Kazik. Krysti, zmień temat. Było, minęło. Nie sadzę by twoje opowieści o Ance komukolwiek robiły frajdę. Tesia wie o  wszystkim, niczego przed nią nie  ukrywałem. Nie wiem czy wiesz, ale Tesia znała i bardzo lubiła naszych rodziców. A tata zawsze mówił, że gdyby miał taką  synową jak Tesia to nosiłby ją na rękach. Krystian  zaśmiał się - miałeś fart, trafiłeś  na wagę lekką. 

Ala, która  miała  w pracy stołówkę i bufet i życie  nie  zmusiło jej jeszcze  do przygotowywania obiadów, poprosiła Teresę o kilka przepisów, więc zostawiły panów  samych wyszły do pokoju Teresy. Najmniejszy  pokój Teresa nazywała  "mój buduar" - tu miała szafę i komody ze  swoimi rzeczami a dwie ściany były równiutko obudowane oszklonymi szafami pełnymi książek. Co prawda były tu i książki  jej męża, ale tylko beletrystyka, bo inne, z tematyki  zawodowej, miał w swoim gabinecie. Och, świetnie, że masz taki swój azyl- stwierdziła Ala. A najbardziej zazdroszczę ci tej prawdziwej toaletki z tymi trzema lustrami. Teresa uśmiechnęła  się - toaletka była  zawsze moim marzeniem.Ta  co prawda  nie ma dużego lustra, no ale to lustro w przedpokoju daje możliwość obejrzenia się w całości stojąc. I oboje przed  wyjściem zawsze się oglądamy. Wiesz Alu - Zik jest niesamowity - muszę bardzo uważać co mówię, bo on, jak na razie, bardzo uważnie słucha co mówię. Wystarczy, że w czasie rozmowy powiem, że chciałabym coś mieć, to on najchętniej pognałby z miejsca  do sklepu i kupił. O tej toaletce to powiedziałam, że moja ciocia ma taką fajną toaletkę i za tydzień, gdy wróciłam z pracy toaletka już tu była. Ona nie jest nowa, wypatrzył ją w komisie meblowym. Odświeżyliśmy ją, czyli po prostu ją umyłam, szufladki i półeczki okleiłam folią samoprzylepną imitującą drewno, zmieniłam uchwyty no i mam to co chciałam. Teraz są kapitalne folie samoprzylepne. Tylko trzeba to robić pomału. Mam zamiar z czasem wybrać jakąś  drewnopodobną i okleić  nią wszystkie szafy i całą  toaletkę.  Poza tym mam swojej pracy po dziurki w nosie, bo wracam  do  domu i myślę w domu czy wszystko załatwiłam i jeszcze mi się w nocy głupoty  śnią. Odkąd zaawansowałam, to dotarło do  mnie, dlaczego moja poprzedniczka była  wciąż zdenerwowana i spięta.  Kazik wie, że  wciąż jestem zmęczona i spięta i od pewnego  czasu regularnie mnie wozi do i  z pracy. Czekam na urlop niczym kania na  deszcz. Jest  mi zupełnie obojętne dokąd pojedziemy. Zobacz co mi kupił w prezencie ślubnym - i wyciągnęła  w stronę Ali rękę z bransoletką- byliśmy w Sandomierzu i ten  wariat kochany  kupił mi tę srebrną bransoletkę i wisiorek. Sama bransoletka kosztowała nieco ponad 600 złotych, około stówy wisiorek, bo nie  chciałam srebrnego łańcuszka- mam ich kilka.  Ala obejrzała uważnie bransoletkę i powiedziała- ona jest piękna, to ręczna robota, a ten kamień to wszak polski diament- spełnia dwie  role - jest  z natury dekoracyjny i tak twardy jak diament. A wisiorek też śliczny, jest ciekawie w  srebro oprawiony. 

A co twój były?  No cóż, jakoś mu nie idzie - starał się zostać szefem biura CHZ w Moskwie, ale jak dobrze pójdzie to zostanie tam szeregowym pracownikiem, co i tak jest marzeniem wielu pracowników CHZ-etów.  A my z Zikiem nadrabiamy wyraźnie stracony czas bez siebie. Kocham go obłędnie. Podeszła  do  szafy i wyjęła  z niej brulion - masz tu przepisy na wszystko co już umiem robić. A  w domu gotuję  głównie  dlatego, że restauracyjne  jedzenie  jakoś mało mi służy, chociaż w Sandomierzu jedliśmy cały czas nie domowe jedzenia  a jakoś mi i smakowało i nie  szkodziło. Ale Zik mi pomaga i w zakupach i w gotowaniu - mówi, że jest "podkuchennym". A w tym porzekadle, że przez żołądek do serca to jest sporo prawdy.  Tata mówi do Kazika najczęściej  "syneczku" i co Kazik powie to jest święte. A Kazik już ojca najwyraźniej  w świecie pokochał, bo troszczy się o niego.  Podejrzewam, że gdyby Kazik powiedział,że  Ziemia jest płaska, to ojciec by w to uwierzył.

Tesiu, a co wiesz o Krystianie?  Niewiele, ale dobrze  wykształcony, kulturalny, kochają się z Kazikiem. Kristian aktualnie liże rany po poprzednim związku. Co śmieszniejsze to poprzednia też była Ala, ale od  Alicji, a nie od  Aliny. Jest zapracowany, zresztą widziałaś jego harmonogram. On jest jeszcze  wciąż na etapie  zdobywania  pozycji na rynku. Nie zajmuje się rozwodami, mnie  rozwodził jego kolega, stawał zamiast mnie w sądzie, bo gołym okiem bez lupy  było widać kto był winien rozpadu związku. Krystian jest nieco przerażony twoją sytuacją i jestem pewna, że stanie na głowie by cię z tego wyratować. O forsę za jego usługi to się nie martw, mam fundusze własne i cię poratuję. Jesteś moją jedyną przyjaciółką. Chodź, pójdziemy do  nich. Poopowiadaj po powrocie na temat mego buduaru, to nie  wpadną na trop o  czym rozmawiałyśmy. Tylko nie  zgub zeszytu, czasem do niego zaglądam.

Gdy wróciły Ala od  razu powiedziała, że ona też  chciałaby mieć taki pokoik w swoim przyszłym mieszkaniu. Pokazała  też zeszyt z przepisami braciom. Bratowo ukochana, ty naprawdę potrafisz ugotować to  wszystko co tu wypisałaś? - dziwił  się Krystian. Tak, bo spisałam tylko to co zrobiłam i mi wyszło. Bo nie wiem dlaczego,  ale pewne  dania mi się nigdy  nie udawały, więc nie są tu  zapisane. Pewnie mam niezbyt wielki talent do kucharzenia. Albo za mało cierpliwości by majtać łyżką w jakiejś masie trzy kwadranse bez przerwy. Ala zwróciła się do Kazika - podziwiałam jej toaletkę - to wyszedł super mebelek! Gdy będę się meblować to też  się przelecę wpierw przez  komisy meblowe. Bo z mebli, które mam w domu to niewiele nada  się do współczesnych mieszkań. Najprędzej to można  by wziąć coś z kuchni, bo jeden kredens to jest współczesny a nie sprzed  wojny. Te wszystkie meble to są jeszcze sprzed wojny. Wtedy były inne metraże. No fakt, żaden mebel nie  pasowałby do współczesnego mieszkania- przytaknął jej Krystian. A ich kanapa w salonie  to "ciurkiem" pomieściłaby ze sześć osób a stół jest nierozkładany i jest na 12 osób.  Meble wymiarowo nadają się do jakiegoś pałacu. Piękny jest też ten kredens w stołowym pokoju.  A w kredensie jakie  szkło!  Wydaje mi  się, że nim dasz ogłoszenie o sprzedaży to chyba warto byłoby wszystko przejrzeć, zabrać  ze  sobą to co ma dla ciebie  wartość pamiątkową, potem zaprosić kogoś  z  DESA by to obejrzał. I te  meble mają piękną okleinę. Sypialnia to ma łóżko na pluton wojska, na każdej połowie  łóżka wygodniutko pospałyby dwie osoby. Szafa trzydrzwiowa, z lustrem, a głęboka  na długość ręki wysokiego faceta. Jakby ktoś odnowił elewację i nieco wszystko odświeżył to mógłby to wszystko wypożyczać do filmów. Łazienka też duża, z wanną na nóżkach. No po prostu meble - cudo, ale nie na  dzisiejsze  czasy. Namawiam Alę, by pomału poprzewozić do Warszawy wszystkie rzeczy, które chce mieć i to nim się tam obcy zaczną kręcić. No i te wszystkie kryształy powinno się szybko stamtąd zabrać. Można  wszystko popakować i złożyć w mojej piwnicy, mam tam nieomal pancerne drzwi. A piwnicę mam całkiem  sporą i z półkami.  I jest prawie  pusta.

 A ja chciałabym, byś wpierw ty sobie  wybrał, z tego co tam jest,  to co chciałbyś  mieć. Taka likwidacja  domu to dość bolesna  sprawa. I byłoby dobrze, żeby  Tesia przejrzała  zawartość serwantki w stołowym - pamiętam, że zawsze tam się  wgapiała  w jej zawartość niczym  sroka  w gnat.  A na strychu to są jeszcze obrazy - nie  zostały powieszone bo ojciec  już źle  się czuł. Były dobrze opakowane, więc  chyba się nadal dobrze  trzymają.

Obrazy ! Racja, w poprzednim domu było sporo obrazów - dodała Teresa. Ale i one były  spore, nie wiem  też czy to były oryginały - jeśli tak, to na pewno warto je zapewne zatrzymać albo wstawić do DESA. Alu,  a czemu wyście  się tak często przeprowadzali?  Bo tamte  domy były tylko wynajmowane, ojciec cały czas  chciał wrócić do Warszawy, ale jak widać  nie zdążył. Przed  wojną przecież mieszkali w Warszawie. Ale ich  budynek został częściowo zbombardowany i czym prędzej wynajęli dom pod Warszawą. A po wojnie okazało się, że już nie mogą  się zameldować w Warszawie. Takie wprowadzili przepisy. I one  bardzo długo obowiązywały. No to tata sprzedał co tylko mógł i kupił ten  dom. Oni przed  wojną byli naprawdę bogaci. Tylko jakoś im nie  szło rozmnażanie, jestem jedynym dzieckiem które udało im się utrzymać przy życiu, przede mną mama straciła dwie ciąże i dwoje dzieci  w  wieku niemowlęcym.

                                                                          c.d.n.

piątek, 2 grudnia 2022

Lek na wszystko? -16

W świąteczny  poranek obudzili  się bliżej  południa  niż innej pory dnia.  Teresa leżąc w objęciach Kazika myślała o tym, że jest jej niewymownie  dobrze gdy  się tak leni  w objęciach męża.  Przywarła  całym  ciałem do Kazika  mówiąc- jeśli kiedyś  ci  się  znudzę i ode mnie odejdziesz to umrę. Chyba powinnam iść do psychiatry, szalenie  się od  ciebie uzależniłam. Teraz  zaczynam w pewien  sposób  rozumieć tych  co  się od  czegoś  uzależnili. 

Kazik uniósł się na łokciu,  popatrzył na  nią uważnie i powiedział - nie licz na to, że mi się  znudzisz. Znamy się niemal 10 lat, tak  dokładnie to dziewięć lat i  cztery  miesiące, a kocham  cię nieprzerwanie już pięć lat. Nie uwodziłaś mnie  nigdy, a ja i tak się w tobie zakochałem i naprawdę cię pokochałem. Usiłowałem, naprawdę bardzo  się starałem zabić  w  sobie  tę miłość, zamienić ją  tylko i wyłącznie  w przyjaźń, ale widocznie los mi  sprzyjał, bo się Robert znarowił. On zawsze skakał z kwiatka na kwiatek, umiał uwodzić kobiety i zawsze miał którąś przy sobie. Nawet mu tej umiejętności  zazdrościłem no i był ode mnie młodszy o te pięć lat, rówieśnik Krystiana. Zawsze mu zazdrościłem, że  każdej  bez  wyjątku umiał walnąć jakiś  komplement, nawet  gdy nie był nią  zainteresowany. I właściwie  to on  nie latał  za nimi a one  za nim. Ale ja za nim nie latałam - powiedziała Teresa.  Fakt, nie latałaś-potwierdził Kazik- i po raz pierwszy to on za tobą  latał. 

Tak, latał jak  nakręcony a ja popełniłam błąd - nie miał mnie przed ślubem. Jest wielce możliwe, że  gdybym żyła  z nim przed ślubem to wcale  by nie  został moim mężem, bo pod  tym  względem to raczej  nie był mistrzem - dbał tylko o siebie. Myślałam, że to ze mną jest coś  nie tak, nawet byłam z tym problemem u ginekologa, ale on wysłuchawszy wszystkiego stwierdził, że to nie  moja wina a partnera. Powinnam  była  wtedy zamiast to  wszystko  powiedzieć Robertowi  to  się  z nim po prostu od razu rozwieść, a nie łudzić  się, że się "dotrzemy". A ja, kompletna idiotka, nakupowałam  książek, powiedziałam  mu w czym rzecz i.......sama chyba tym  właśnie  doprowadziłam do tej sytuacji, że się "sprawdzał" z innymi. Pan ginekolog powiedział mi wtedy, że z przeprowadzonych badań w kwestii satysfakcji z seksu wynika, że  zaledwie 10% kobiet osiąga orgazm podczas stosunku i niestety jest to wina mężczyzn, bo  większość  z nich nie ma  pojęcia o grze  wstępnej, która jednak powinna być dostatecznie  długa. I  że tak na oko to z 80% panów ma  zerowe pojęcie o seksie i o anatomii kobiety więc nic  dziwnego, że jest jak jest. 

No to masz naprawdę dobrego i mądrego lekarza - stwierdził Kazik.  Tak - miły i bardzo kulturalny facet, nim otworzył własny gabinet pracował w poradni rodzinnej kilka lat - zarekomendowała Teresa  swego lekarza. I gdy któraś  z pacjentek jest w ciąży to zawsze przynajmniej raz chce  się z przyszłym tatusiem spotkać w gabinecie. Jest w Warszawie kilku takich dobrych  lekarzy tej  specjalności.

Kochanie moje - a śniadanko chcesz  zjeść w łóżeczku czy wolisz przy stole?- spytał Kazik. Przy stole, siedząc na twoich kolanach.Tylko musisz wskoczyć w jakąś ciepłą  piżamę, może w tą flanelówkę w krateczkę? ona jest bardzo ładna. Dobrze Kwiatuszku i założę nawet ciepły szlafrok, przywiozłem go  sobie kiedyś z Londynu. I załóż skarpetki, koniecznie - dodała Teresa. Ja też założę piżamkę pod ten cieplusi szlafroczek. Coś chłodnawo w  mieszkaniu. Szykowanie  śniadania szło dość opornie, bo wciąż było przerywane pieszczotami i razem ze zjedzeniem  trwało ponad  godzinę. Po śniadaniu, jak  stwierdził Kazik, należał im  się odpoczynek, po "odpoczynku"  znów  zapadli w drzemkę i dopiero po godzinie 15,00 postanowili, że jednak wstaną. 

Około 16,00 zadzwonił tata, dziękując za smartfona i mówiąc, że  chyba  będzie musiał przejść jakieś przeszkolenie, więc Kazik powiedział, że najlepiej  będzie jeżeli po prostu przyjdzie, w ramach  codziennego spaceru,  do nich. I wtedy razem zjedzą obiad. Potem zatelefonował Krystian z podziękowaniem za uratowanie ich od śmierci głodowej i doniósł, że dopiero co dojechali do  domu Ali,  w którym jest tak ciepło jak w  chłodni. Ty się ciesz braciszku, że  zasięg jest, śmiał się Kazik. Okazało się, że po wigilii nie dojechali do tych Otrębusów, bo były problemy z jazdą poza miastem, zawrócili do Warszawy i udało mu się przekonać  Alę, by zanocowała u niego, bo on nie z tych którzy  rzucają się na  wszystko co przypomina choć  trochę  dziewczynę.  No i zobaczywszy jak ona na tym  zadupiu mieszka to stanie na głowie  by jak najszybciej zamieszkała w Warszawie. I jest nawet w stanie  zaproponować jej, by do czasu spuszczenia tego domu jakiemuś  amatorowi mieszkała u niego - on ma  w końcu trzy pokoje  z kuchnią, więc  nie powinno to być problemem. On w domu to tylko śpi, na ogół cały dzień go nie ma, jada na  mieście, wraca przeważnie bardzo późno.  Ledwo by się w tym domu widywali. 

Dom Ali faktycznie jest duży, meble  nadają  się głównie do pokoi, które  mają powyżej  dwudziestu  metrów kwadratowych powierzchni a  salon w tym domu to ma  ze 40 metrów  kwadratowych. Meble nadają się do wstawienia do DESA - piękne ale  nie  do współczesnych mieszkań miejskich. Ogród niestety też  spory. Na razie przy pomocy młotka i śrubokrętu otworzył biurko i Ala je przeszukuje. Jak  dotąd znalazła namiary na jakiegoś notariusza, może tam był sporządzany  zapis testamentowy. Tu jest  cała  fura  teczek, to może jeszcze  coś   się znajdzie.  

Teresa poprosiła, by do telefonu podeszła  Ala. Alutko, zabezpiecz dom by rury nie popękały gdy będzie  stał pusty, weź spakuj wszystkie dokumenty i cenne rzeczy i trochę  swoich i przywieźcie je do Warszawy, możesz je wrzucić do nas albo do graciarni w  taty mieszkaniu. Możesz mieć  zaufanie  do Krystiana, więc rozważ jego propozycję. A sąsiadów tych zza płotu poproś by dopilnowali chaty, bo ty  wyjeżdżasz. Zostaw im klucz od  chałupy by mogli zaglądać do pieca. Powiedz, że gdy  wrócisz dostaną forsę za pilnowanie. Skłam, że ciotka chora i musisz jej pomóc. I zadzwoń gdy dojedziecie do Warszawy.

No to widzę, że mojemu braciszkowi ta Ala przypadła  do gustu, skoro jest  skłonny udzielić jej schronienia u siebie. Bo niestety, posiadanie własnego wolno stojącego  domu to w tym kraju jest  dość kłopotliwe i znam całą masę takich, którzy straszliwie byli napaleni na posiadanie własnego domu i ogrodu i po kilku latach przeżywali po raz  drugi wielką radość gdy im się udawało sprzedać ów dom. Bo fajnie było dopóki dzieci były malutkie, a pierwsze problemy powstawały gdy szły do szkoły,   zwłaszcza gdy szły do liceum. Kilku moich kolegów z pracy całkiem niedawno wróciło do Warszawy, bo codzienne dojazdy do pracy i powroty oraz wożenie dzieci do  szkół z lekka im  wychodziło nosem. Dzięki za rekomendacje  dla Krystiana - on jej krzywdy nie  zrobi, tata nas  nauczył szacunku do kobiet i wbił do głów, że trzeba je chronić a nie wykorzystywać. Bardzo żałuję, że rodzice nie  doczekali się tego, że jesteśmy razem. Kochanie, ja jednak pójdę po tatę, bo może jest ślisko. Tylko go uprzedzę, że po niego wpadnę. Teresa uśmiechnęła  się - kochany jesteś, dziękuję  ci. A ja tymczasem zrobię surówkę. Nie  zapraszam na obiad Ali i Krystiana, bo im tego jedzenia wystarczy na całe święta, załadowałam każdemu na  dwa dni. Niech się sami wzajemnie o siebie troszczą, to się może i zaprzyjaźnią. Nooo, nie byłoby źle- stwierdził Kazik. Jak znam życie to Krystian gdzieś jutro wyciągnie Alę na obiad. Stawiam na Bristol. Dziś to na pewno będą do północy grzebać w tych przywiezionych  papierach. Byłoby  dobrze  gdyby jednak  coś znaleźli.

Ślisko nie  było, dozorcy czyli mówiąc obecnym językiem - gospodarze domów - starannie oczyścili chodniki i jezdnie  osiedlowe. Kazik wyekspediował tatę  windą na górę a sam  został by nieco odśnieżyć swój  samochód. To odśnieżanie samochodu  nie było jego ulubionym zajęciem, zwłaszcza wtedy, gdy rano wyruszał do pracy. Psiuknął na  wszelki  wypadek  nieco odmrażacza do zamków, odsunął wycieraczki od  szyb i pojechał na górę. Na obiad był barszcz czerwony z młodą czerwoną fasolą,  na drugie  danie indyk w curry i do niego do wyboru albo  makaron albo pieczone  w piekarniku kopytka z ziemniaków. Surówka  była typową "ze wszystkiego" co się  surowe nadaje  do jedzenia, łącznie z małymi różyczkami kalafiora.

W czasie  gdy Kazik poszedł po tatę, Teresa  dostała sms od Ali, krótki, ale  rozśmieszył Teresę: "Jest źle, bo K. mi się podoba. I ma anielską cierpliwość". Teresa odpisała -"to takie wady w tej rodzinie". Teraz pokazała ten  sms  Kazikowi. Też  się roześmiał i powiedział- no i  dobrze, są dorośli, oboje  wolni, będę tylko i  wyłącznie obserwatorem. No ale z tym, że on ma  anielską cierpliwość to bym polemizował. 

Nie masz nawet pojęcia  jaki byłem niezadowolony, że się urodził chłopak. Byłem przekonany, że mi zaraz poniszczy wszystkie samochodziki. Podobno, bo ja tego nie pamiętam, gdy mama już wróciła z nim ze szpitala to wpierw się zapytałem czy nie mogli jednak "przynieść  ze  szpitala dziewczynki bo  nie  chcę mu dawać swoich  samochodzików", tata się uśmiechnął, odwinął z kocyka tę żywą lalkę i powiedział: przypatrz się i pomyśl na co takiemu maleńkiemu  dziecku przydałby się nawet najmniejszy twój samochodzik - on ma dopiero kilka dni- niczego nie weźmie do swojej rączki, jeszcze nie rozpoznaje twarzy, jedyne co umie to ssać i płakać gdy mu źle. No i wtedy jakoś go zaakceptowałem. Teresa śmiała  się - no jasne, skoro samochodziki  były bezpieczne to już  mogłeś  go zaakceptować. A teraz  to się nawet kochacie i wzajemnie o  siebie  martwicie. Masz rację kochanie. A wiesz, że on Anki   zupełnie  nie tolerował? Nawet nie był na naszym  ślubie ani na  weselu. Wyjechał tydzień wcześniej do Rzymu i tylko zatelefonował dzień wcześniej, że nie ma jak wrócić, bo jest w Neapolu i nie ma samolotu do Warszawy. No to jestem  dumna i blada, że mnie jakoś zaakceptował.  Znał cię wcześniej, bo przecież  znał Roberta, za którym  nie przepadał, bo Robert zawsze mu  wytykał, że jest te pięć lat młodszy a więc ma mniej doświadczenia i rozeznania. Ale gdy się dojdzie do dwudziestki to ta  różnica  wieku niweluje  się. 

Teresa przyniosła albumy, które kupił  Kazik i oglądając je zachwycali się ich zawartością. Wiesz  kochanie, mówiła mi ta pani w księgarni, że niedługo będzie też w sprzedaży album  Alfonsa  Muchy - będę tam co kilka  dni  zaglądał i gdy tylko się pokaże to go dla  ciebie kupię.  A ja gdzieś widziałem album o Tiffanym- powiedział tata. Gdy tylko sobie przypomnę gdzie go widziałem to po niego pojadę. Och, on to projektował  i produkował przepiękne witraże. Jest w  Warszawie sklep,  w którym  można  kupić lampy z witrażowymi kloszami, muszę tylko przejrzeć  swoje zapiski - stwierdziła  Adela. To gdzieś na trasie NS pomiędzy Elektoralną a Aleją Solidarności. Taki  mały  sklepik po prawej  stronie, gdy  się  jedzie na północ. Byłam tam nawet kiedyś.Tylko że ja potrzebowałam czegoś od zaraz, a tam  tylko były wzory i trzeba  było czekać na  realizację  zamówienia kilka  dni.

                                                                                   c.d.n.